« Sol omnia regit Z księgi ubogich »

Leśmian w marcu

Ballada dziadowska
Leśmian Bolesław

Postukiwał dziadyga o ziem kulą drewnianą,

Miał ci nogę obciętą aż po samo kolano.

Szedł skądkolwiek gdziekolwiek – byle zażyć wywczasu,

Nad brzegami strumienia stanął tyłem do lasu.

Stał i patrzał tym białkiem, co w nim pełno czerwieni,

Oj da-dana, da-dana! – jak się strumień strumieni!

Wychynęła z głębiny rusałczana dziewczyca,

Obryzgała mu ślepie, aż przymarszczył pół lica.

Nie wiedziała, jak pieścić – nie wiedziała, jak nęcić?

Jakim śmiechem pośmieszyć, jakim smutkiem posmęcić?

Wytrzeszczyła nań oczy – szmaragdowe płoszydła –

I objęła za nogi – pokuśnica obrzydła.

Całowała uczenie, i łechtliwie i czule,

Oj da-dana, da-dana! – tę drewnianą, tę kulę!

Parskał śmiechem dziadyga w kark poklękłej ułudy,

Aż przysiadał na trawie, jakby tańczył przysiudy.

Aż mu trzęsła się broda i dwie wargi u gęby,

Aż się kulą obijał o perłowe jej zęby!

„Czemuż jeno całujesz moją kłodę stroskaną?

Czemuż dziada pomijasz aż po samo kolano?

Za wysokie snadź progi dla czarciego nasienia,

Ty, wymoczku rusalny – ty, chorobo strumienia !

Pieszczotami to drewno chcesz pokusić do grzechu?

Oj da-dana, da-dana ! – umrę chyba ze śmiechu !” –

Spowiła go ramieniem, okręciła, jak frygą!

„Pójdźże ze mną, dziadoku – dziaduleńku -dziadygo !

Będę ciebie niańczyła na zapiecku z korali,

Będę ciebie tuczyła kromką żwiru spod fali.

Będziesz w moim pałacu miał wywczasy niedzielne,

Będziesz pijał z mej wargi pocałunki śmiertelne!”

Pociągnęła za brodę i za torbę żebraczą

Do tych nurtów pochłonnych, co się w słońcu inaczą.

Nim się zdążył obejrzeć – już miał falę na grzbiecie –

Nim się zdołał przeżegnać – już nie było go w świecie!

Zakłębiły się nurty – wyrównała się woda,

Znikła torba dziadowska i łysina i broda !

Jeno kloc ten chodziwy – owa kula drewniana

Wypłynęła zwycięsko – oj da-dana, da-dana!

Wypłynęła – niczyja, nie należna nikomu,

Wyzwolona z kalectwa, wypłukana ze sromu!

Brnęła tędy – owędy szukająca swej drogi,

Niby szczątek okrętu, co się wyzbył załogi!

Grzała gnaty na słońcu ku swobodzie, ku życiu,

Zapląsała radośnie na swym własnym odbiciu!

I we żwawych poskokach podyrdała przez fale.

Oj da-dana. da-dana! – w te zaświaty – oddale!

171 komentarzy

  1. Bożena pisze:

    Dzień dobry 🙂 Witam w nowym miesiącu u Leśmiana. 🙂

  2. Zoe pisze:

    Dzień dobry. O! Luty się skończył;-) A propos Ballady powyżej – śpiewał to ktoś? Happy

  3. Jo. pisze:

    Dzień dobry.
    Bufet otwarty:
    expresso Kawa1 Roll PofCooks

  4. Quackie pisze:

    Dzień dobry i całkiem ładnie się zaczyna, wszakże zapowiada się bardzo pracowicie. Ale Leśmian razem z kawą bardzo ładnie mi się komponuje, a ta ballada pasuje idealnie. Happy

  5. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Ta ballada mi dzisiaj szczególnie pasuje!

  6. Wiedźma pisze:

    Dzień dobry Hi ! Bardzo mi sie podoba ta ballada! Wersja śpiewana – jakby mniej.
    Co do maestrii Leśmiana – rzeczywiście jest niezwykła. „kloc ten chodziwy”…. Approve

  7. Wiedźma pisze:

    Słonecznie mi . I mogłoby tak zostać.m

  8. Wiedźma pisze:

    Kawa1 Kawę dopijam i ruszam na spacer z psiną…. sad-bye

  9. Jo. pisze:

    Halooo, jest tu kto?

  10. Quackie pisze:

    Dobry wieczór, cały dzień roboty i jeszcze trochę zostało, a jakby tego było mało, to jeszcze wywiadówka u Najjuniora. Uprzedzając pytania – względnie dobrze, chociaż w niektórych szczegółach mogłoby być lepiej.

  11. Bożena pisze:

    Nadszedł mój czas na sen, więc się pożegnam do jutra. Dobranoc Państwu kordelka

  12. Quackie pisze:

    Dobranocka nieco spóźniona, ale to wszystko przez Belle Epoque.

    Dzisiaj Sting z mojej ulubionej płyty… no, jednej z ulubionych. „Uspokój się, bijące serce”.

    Spokojne, ale wyraziste. W sam raz na dobranoc.

    Snów z ulubionej płyty.

    • Wiedźma pisze:

      Też oglądasz Belle Epoque ? Napięcia w tym kryminale nie za wiele, ale epoka ciekawie się Wink prezentuje

      • Quackie pisze:

        Otóż właśnie czytałem kilka recenzji dość krytycznych wobec prezentacji epoki, z tym że głównie „prywatnych”, na Facebooku. Uwaga, będzie długo.

        Jedną z nich napisał Jacek Dehnel:

        „Pomijamy drewnianą grę, pomijamy fatalną intrygę, płaską jak stolnica, pomijamy naiwność (nikt doświadczony nie będzie chciał upchnąć w 45 minutach ekspozycji i opowieści o seryjnym mordercy zakończonej odkryciem zbrodniarza). Ale scenariusz pisało CZTERECH facetów i mogliby coś zresearchować.

        Kiedy Eberhard Mock prowadzi śledztwa w międzywojennym Breslau, miasto liczy ponad pół miliona ludzi (przed samą wojną 629 tys., dla porównania dziś – raptem 6 tys. więcej). Wymyślne seryjne zbrodnie są nieco naciągane, ale możliwe. Tymczasem Kraków w roku 1908 liczył jakieś 100 tys. ludzi. W latach 90. XIX wieku było średnio bodajże 6 morderstw rocznie, z czego większość wyglądała tak, że czeladnik szewski dźgnął kogoś pilnikiem w burdzie ulicznej albo mąż zarąbał żonę siekierą. Policjant, który wytrzeszcza oczy znad wąsisk i mówi, że „Każdego dnia giną ludzie, a Kraków to najdziwniejsze miasto całego cesarstwa” zakrawa na szaleńca. Kraków jest wówczas miastem prowincjonalnym również w wymiarze zbrodni (co nie znaczy, że kryminalistyki – tu akurat jest się czym pochwalić, bo jest Leon Wachholz, do niedawna był Leon Blumenstok-Halban; żadni Skarżyńscy nie muszą pionierować). Tak czy owak, seria morderstw wzbudzała wtedy gigantyczną fascynację nawet w wielkim Londynie, a co dopiero w prowincjonalnym Krakowie, gdzie doświadczeni śledczy jakoś prześlepili ścielącego się gęsto trupa niewieściego.

        Scenografia jest fatalna; nikt chyba nie zadał sobie trudu żeby sprawdzić, jak wyglądał wówczas numer hotelowy. Na pewno nie miał ścian obitych winylową tapetą typu „złotogłów z purpurą” oraz odsłoniętej wieźby dachowej. Tak wygląda nowy pokój w hotelu trzygwiazdkowym, kuszącym „urokiem dawnych dni”. Pomijamy, że połowa filmu dzieje się w Stawisku odgrywającym różne miejsca, bliźniaczo do siebie podobne, ale przede wszystkim nie tak wyglądały wnętrza kawiarni, holu hotelowego, i tak dalej (bezbolesna tylko zakrystia). W Krakowie jest skąd ściągnąć stare, używane meble, a tu wszystko wygląda jak świeżo wykonane na potrzeby produkcji albo kupione w Meblach Bodzio (zestaw Retro lub Ludwik). A na palmy z IKEI w plastikowych donicach scenografka miała promocję.

        Kraków ówczesny nie wyglądał jak miasto na Dzikim Zachodzie, czyli ulicówka wysypana słomą, gdzie na każdym rogu stoi wianuszek prostytutek w gorsetach i z kwieciem we włosach. Prostytutki legalne miały zakładane książeczki, nie wolno im się było napraszać (bo były za to ścigane przez policję), więc zachowywały się powściągliwie i raczej nie wystawały na ulicach (a z pewnością nie na poczesnych). To samo tyczy się strojów. Rozumiemy, że „Taboo”, ale bohater „Taboo” ma porządny cylinder z bobrowego filcu, a nie nówkę-masówkę ze Skoczowa z wywiniętym po całości rondem. NAPRAWDĘ jest różnica. Nie sądzimy, żeby młodzieniec z towarzystwa w 1898 nosił brodę i przedziwną fryzurę z długich patłów, ani też kamizelki typu „Na studniówkę – DIUK!”.

        I wreszcie język, zachowania, zwroty grzecznościowe. Nie tak, nie tak! Ludzie sprzed stu lat to naprawdę trochę przedstawiciele innej cywilizacji: mają inne rozumienie świata, inne gesty, inne słowa, inny sposób odnoszenia się do siebie. Sens seriali czy powieści historycznych na tym po trosze się zasadza: na budowaniu nieistniejącego już świata ze wszystkimi jego składnikami. Albo się poważnie researchuje i wychodzi „Deadwood”, albo się wsadza pirata Rabarbara między meble Ludwix w nadziei, że ludzie się nie skapną.

        Skapną się.”

        A drugą, jeszcze chyba dłuższą, bliżej mi nieznany znajomy znajomego (nazwisko mi umknęło, a szkoda, bo recenzja wydaje się fachowa):

        „„Królestwo za dobry procedural, czyli „Belle Epoque”
        Akcja promocyjna była gigantyczna i już z samych reklam (w prasie, radiu, telewizji, promocji w Sukiennicach, etc.) można się było dowiedzieć, że mamy do czynienia ze skończonym arcydziełem. Kostiumy, plenery, gwiazdy – innymi słowy ostatnia kostiumowo-kryminalna produkcja TVN, czyli „Belle Epoque” jest wybitna i na światowym poziomie. Ponieważ jeszcze dzieje się w Krakowie, wszyscy P.T. Czytelnicy na pewno zrozumieją, że na pierwszy odcinek tego serialu czekałem z rosnącą niecierpliwością.
        Niestety kolejne minuty akcji przynosiły rozczarowanie. Wróć…, pewien niepokój i lekki posmak rozczarowania przynosiły trailery i fotosy z planu. Otóż w dzisiejszych czasach bohater choćby niewiadomo jak mocno reklamującej się osadzeniem w realiach produkcji musi wyglądać jak bohater „Sagi o ludziach lodu” (albo innego romansidła czy co gorsza publikowanego w Internecie opka pisanego przez gimnazjalistkę wyobrażającą sobie „mrocznego mężczyznę”). Nie rozumiecie o co chodzi? Główny bohater nie może nosić tweedowego garnituru, krawata, mieć uczesanej fryzury i równo przyciętych bokobrodów a la Fraz Joseph. O nie. To by było zbyt zwyczajne. Bohater musi wyglądać mrocznie, tzn. najpierw musi mieć długie, powiewające włosy, a potem (kiedy wraca do Krakowa jako „prawdziwy wilk morski”) musi łazić bez kołnierzyka (i krawata), nie wiedzieć czemu również bez marynarki, za to w rozchełstanym płaszczu, nieepokowym kapeluszu (którego co gorsza nie zdejmuje nawet wchodząc do pomieszczeń), z jakimiś skórzanymi bransoletkami na rękach.
        Przypominam – mamy 1905 rok. Czy wyobrażacie sobie, że takiego ubranego cudacznie, niewychowanego dziwaka (co gorsza z wyraźnym tatuażem na ręce) – wpuszcza się gdziekolwiek? Ew., że natychmiast po wyjściu z dworca nie zostanie on dyskretnie zaproszony „Pod Telegraf” (areszt śledczy w Krakowie, ul. Kanonicza 24). Aha – miał wyglądać jak „wilk morski”. Cholera – Joseph Conrad był prawdziwym wilkiem morskim i na zdjęciach wygląda całkiem normalnie, co więcej nosi się ze standardową dla swojej klasy społecznej elegancją. Może ktoś pamięta Corto Maltese autorstwa Hugo Pratta? Też wilk morski, poszukiwacz przygód, luzak jakich mało, ale … właśnie – kołnierzyk, krawat, kamizelka i surdut. Czasem bosmanka. Jakoś tam się dało.
        Nic to – serial ma pokazywać gwałtowny rozwój kryminalistyki na początku XX wieku. Cudnie. W formie prologu mamy pokazaną scenę, w której nasz Hero zabija w pojedynku swego niedoszłego szwagra. To znaczy nie zabija, bo choć się strzelają, ktoś strzela z boku (nb. z kawaleryjskiego Sharpsa z lunetą) i trafia w brata ukochanej bohatera. Oczywiście tajemniczy snajper pozostaje niezauważony
        (strzela zza stawu, zza drzewa i choć wokół żadnych krzaków nikt go nie widzi), zaś o zabójstwo w pojedynku obwiniony zostaje nasz bohater.
        Pojedynek odbywa się w roku 1895. O balistyce wiedziano wtedy już całkiem sporo. Od 1895 r. w nowym gmachu na ul. Grzegórzeckiej 16 działa w Krakowie jeden z najlepszych w Europie Zakładów Medycyny Sądowej. Czy nikogo zatem nie zdziwiło nienaturalne położenie kanału wlotowego pocisku (zabójca strzelał pod innym kątem niż pojedynkowicze)? O takich detalach jak różnica w obrażeniach pomiędzy pociskami kal. 52 lub 50 (karabin Sharpsa, strzelający pociskiem Minie), a kulą z pistoletu pojedynkowego (kaliber często duży, ale lufa najczęściej gładka i co ważniejsze okrągła kula) nie wspomnę.
        Nic to, jedziemy dalej. Nasz bohater ciupasem odnajduje swojego przyjaciela (granego przez Eryka Lubosa), który w gmachu Dyrekcji Policji (historycznie znajdującym się nie na ul. Poselskiej, jak w filmie, ale do 1913 r. na ul. Mikołajskiej) ma niewielkie „laboratorium kryminalistyczne”. Onże naukowiec nazwiskiem Skarżyński wraz ze swoją feministyczną siostrą mają wnosić naukowe metody w prace krakowskiej policji.
        Drodzy Rodacy, Bracia i Siostry. Powiem to z krakowska – no żeż kurwa jego mać. Krakowska policja, jakkolwiek nie była najbardziej lotna (o tym czy w ogóle można mówić o czymś takim jak krakowska policja – za chwilę), ale w dziedzinie sięgania po zdobycze nauki bynajmniej nie była do tyłu. Przypominam, że w Krakowie działały aż dwie katedry medycy sądowej – jedna na Wydziale Prawa UJ, druga na Wydziale Lekarskim. Obiema (pierwszą od 1871 r., drugą od 1881 r.) kierował jeden z najwybitniejszych polskich medyków sądowych – Leon Blumenstok-Halban. Blumenstok był stale wzywany do udziału w czynnościach policyjnych w Krakowie (i nie tylko), zaś jego zakład przeprowadził ponad 900 sekcji. W 1895 r. schorowanego Blumenstoka zastąpił koryfeusz medycy sądowej w Polsce, prof. Leon Wachholz. Co więcej również w 1895 r. medycy sądowi wprowadzili się do nowoczesnego i świetnie zorganizowanego gmachu, przy ul. Grzegórzeckiej 16, gdzie zresztą siedzą do dzisiaj (a gdzie Wasz Uniżony Sługa chodził na sekcje sądowo-lekarskie). Powiem krótko – całość scenariuszowego założenia w kontekście historii krakowskiej „sądówki” brzmi idiotycznie.
        Ale nic to, idźmy dalej. Nasz bohater dowiedział się o straszliwej zbrodni, której ofiarą padła jego matka. Co robi? Prosi komisarza policji o udostępnienie mu akt śledztwa. To z kolei nasuwa mu skojarzenia ze sprawą, którą zobaczył w czasie pobytu u kolegi Skarżyńskiego. Co zatem robi? Prosi o akta wszystkich morderstw o podobnym charakterze. I co? Ogląda drzwi, celę „Pod Telegrafem”, zostaje ciupasem wysłany do Kulparkowa (dla niekumanych – najbliższy duży szpital dla wariatów w tym samym Kraju Koronnym)? Nie, nasz bohater dostaje te akta od wyglądającego świetnie (aczkolwiek mającego wyjątkowo papierową rolę) komisarza Jellinka (Olaf Lubaszenko).
        Jak łatwo się domyślić grasujący po mieście seryjny morderca, przejawiający obsesję na punkcie świętych-męczennic morduje kobiety w sposób przypisany dla męczennicy-patronki danego dnia. Rozwiązanie zagadki jest trywialne, nie zajmuje bohaterom więcej czasu niż picie wódki w szynku czy granie w karty z domniemanym mordercą (którego podejrzewają, bo jak morderca ma łuszczycę – wnosić z tego należy, że w C.i K. Krakowie była to niezwykle rzadka i elitarna choroba). O tym, by zobaczyć dochodzenie, kojarzenie faktów itd. zapomnijcie. O tym, by dostać choć minimalnie pogłębiony portret psychologiczny mordercy, jego lęki, rozterki, etc. również. Za to usłyszycie (z ust mordercy, proszę się nabijać ze mnie, ja tylko cytuję), że mordując matkę bohatera „uczcił świętą Balbinę”. No dobrze, k… wa mać, że nie gąskę Balbinkę. Proszę mi wybaczyć, ale ja wysiadam przy takiej narracji.
        Samo dochodzenie jest płytsze niż woda w stawie na Plantach. Ot, bohaterowi skojarzą się liście palmy, które morderca podrzuca przy zwłokach z obrazkami świętych – więc bohater idzie od razu do znajomego księdza i pyta co oznacza palma przy wizerunku świętego (SIC – nasz bohater żyje na przełomie XIX i XX wieku w Austro-Węgrzech, katolickiej monarchii, nie wygląda na Żyda, nie deklaruje się jako protestant czy karaim – cholera na religię musiał chodzić, a takich detali wtedy uczono). Ksiądz oczywiście od razu odpowiada i daje od razu książkę, gdzie są żywoty właściwych świętych. Żadnej analizy, dochodzenia do faktów, kojarzenia wątków nie zobaczymy. Raz, dwa, trzy i gotowe. Jak w „Komisji Morderstw”. Albo jak w starych grach komputerowych Sierry, gdzie wystarczyło pójść z lokacji A do lokacji B, zapytać właściwej postaci o odpowiednia rzecz, a potem do lokacji C, itd., itd.
        Co dalej? Oczywiście po udanym śledztwie, przybyszowi znikąd, z podejrzaną przeszłością proponują karierę w „krakowskiej policji”. Scenarzystom, reżyserom, itd. podpowiadam. Nie było krakowskiej policji. Była Cesarsko-Królewska Dyrekcja Policji w Krakowie. Organ cywilny, na poziomie starostwa. Zajmowała się mnóstwem czynności, nie tylko dochodzeniami, co wynikało z pojęcia tzw. „policji administracyjnej” (vervaltungspolizei) popularnej w niemieckiej nauce prawa. Pomagała także magistratowi np. w kwestii meldunków, kontroli targowisk, itd.
        Oprócz tzw. „urzędników konceptowych” miała w swoim składzie „strażników cywilno-policyjnych” (później zwanych ajentami policyjnymi – odpowiednik dzielnicowych) oraz na potrzeby asystencyjne oddział wojska, to jest Straży Policyjno-Wojskowej (Militar-Polizei Wachkorps), rezydujący w Pałacu Pugetów. Ci ostatni pojawiają się zresztą w filmie, albo coś co ich ma przypominać. Widać bowiem podobne mundury, zaś na głowach wspomniani panowie noszą 1) kapelusz z charakterystycznym kogucim pióropuszem (typowy dla Żandarmerii Królestwa Węgier), niemiecką (sic) pikielhaubę (podobne nakrycia głowy nosili żandarmi w Przedlitawii) oraz coś na kształt kommode-tschako (teoretycznie właściwe nakrycie głowy). Hurra – coś się udało. Tylko dla czego ci mili panowie mają na plecach (sic) założone niemieckie, drugo wojenne ładownice do Mausera (SIC!)?
        Takie wpadki można by mnożyć. Można by dywagować o papierowych postaciach, sztywnych dialogach i ogólnym braku suspensu, który usiłuje się markować muzyką i pracą kamery, osiągając efekt godny tureckich seriali. Tylko po co to wałkować? Żal niewykorzystanych prawdziwych krakowskich lokacji (Więzienia Św. Michała i dawnego Gmachu Sądów – obecnie Muzeum Archeologiczne, Zakładu Medycyny Sądowej czy podobnych). Żal płytkiego historycznego sztafażu, za którym kryje się opowiastka rodem z serialu „Kryminalni”, opowiedziana, co gorsza, podobnym językiem. Żal wreszcie, że pomimo kolejnej szansy nie udało się stworzyć dobrego polskiego procedurala. Potęgowany tym bardziej, że przełączając kanały natrafiłem na powtarzany ostatni odcinek „Gliny”, który w dziedzinie polskich seriali kryminalnych dzierży dla mnie absolutny prymat. Wygląda na to, że ten stan utrzyma się jeszcze przez lata.”

        Mimo tych – zdaje się uzasadnionych – zarzutów można ten serial pooglądać. A wczorajszy odcinek był nawet niezły, nie wiem, czemu, ale podobał mi się bardziej niż poprzednie. Może dlatego, że do minusów już się przyzwyczaiłem?

        • Zoe pisze:

          Nie oglądam tego serialu. Przytoczony w recenzji „Glina” był faktycznie genialmym polskim serialem.

        • Krzysztof z Gdańska pisze:

          Dzień dobry
          Podobne do w/w wpadki mieliśmy w „naszym” filmie o przygodach detektywa Bednarskiego w Wolnym Mieście Gdańsku („Na kłopoty Bednarski”).
          Znawcy tematu zżymali się ale publiczności się podobało. Wink
          W końcu samochód jadący ulicą Długą po płytach z lat 70-tych XX wieku mógł rozbawić jedynie „tubylca” Hihihi!

          • Quackie pisze:

            No tak, spis anachronizmów w polskich filmach zająłby pewnie wiele miejsca.

            Pamiętam smugi kondensacyjne na niebie w serialu „Znak orła” (średniowiecze). Kiedyś krążyła plotka, że w „Krzyżakach” bodaj król Jagiełło miał na przegubie zegarek, ale chyba to tylko plotka, co nie znaczy, że nie było tam innych anachronizmów – https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/fdb.pl/film/4374-krzyzacy/wpadki

            • Wyimaginowany pisze:

              Dobry wieczór 🙂

              A w „Panu Wołodyjowskim” jeździła Nyska,pod ostrzałem Wink

              • Quackie pisze:

                O to to. To było zdaje się pod zamkiem w Kamieńcu Podolskim, czyli w rzeczywistości w Chęcinach pod Kielcami? Znałem parę osób, które statystowały tam w „Panu Wołodyjowskim” 🙂

                • Wyimaginowany pisze:

                  Tak, akcja dzieje się na Zamku Królewskim w Chęcinach

                  A tu „ostrzeliwana” Nyska

                • Wiedźma pisze:

                  Komentarz( ten drugi) świadczy o dużej znajomości stosunków i realiów w ck Krakowie. Zawiera szereg wiadomości z pewnością mało znanych ( o medycynie sądowej zwłaszcza).Przeczytałam z dużym zainteresowaniem, bo recenzja fachowa i pisana z pasją Tylko – czy to miał być serial dokumentalny ? Nie wiem tego….. Happy
                  Jedno jest niewątpliwe : do angielskich ” królewskich” seriali się nie dorasta.

  13. Tetryk56 pisze:

    Dobranoc! Niech ono jednak bije, to serce, nie za gwałtownie ale i nie nazbyt spokojnie…

  14. Wiedźma pisze:

    Dobranoc i spokojnych snów o wiośnie

  15. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted znów zapłakany…http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/pu.i.wp.pl/k,ODQwNjkzOTQsNTExOTQwOTQ=,f,39_rv_orig.gif

  16. Zoe pisze:

    Dzień dobry. Słońce wzeszło na czerwono. Na razie mamy pogodę na południu Polski. Ale jak to się potoczy w ciągu dnia???

  17. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Potwierdzam pogodę na południu. Zobaczymy, czy zauważę zmianę! Wink

  18. Quackie pisze:

    Dzień dobery. Na północy tyż pogodnie, aczkolwiek w radiu właśnie mówili o zachmurzeniach i przelotnych opadach. Może później.

    Tymczasem kącik kawowo-herbaciany czas otworzyć.

    expresso

  19. Krzysztof z Gdańska pisze:

    Dzień dobry po długiej przerwie.
    Leśmian, jak zwykle, przepyszny! Delicious

  20. Jo. pisze:

    Właśnie dostałam ataku histerycznego śmiechu.

    Po prostu polska służba zdrowia jest nie do pobicia.

  21. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    Przeczytałam wszystko, od dechy do dechy Delighted
    Leśmian, to wiadomo Pleasure
    Recenzje też przeczytałam, ale nie oglądałam filmu, ani nie obejrzę. Trudno więc się odnieść. Sad

    • Bożena pisze:

      To tak jak ja.
      A od Poznaniem burza, pierwsza w tym roku… Happy Ale poszła już na wschód i widzę ją w Łodzi…

    • Tetryk56 pisze:

      Miral, jakbyś chciała obejrzeć, jest dostępny w sieci za free…
      http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/player.pl/seriale-online/belle-epoque-odcinki,5019/odcinek-1,S00E01,69751.html

      • miral59 pisze:

        Dzięki Ukratku Cmok Ale chyba nie obejrzę i to z kilku powodów.
        Po pierwsze, nie za bardzo mam czas. Doba za krótka Wink
        Po drugie, po przeczytaniu recenzji wiem, że to film o morderstwach. Mam ich po wyżej dziurek w nosie. Wystarczy codziennie obejrzeć wiadomości. Nie ma dnia bez strzelaniny i przynajmniej jednego trupa. Chicago (a szczególnie południowe przedmieścia) zaczyna pomału wysuwać się na „prowadzenie” pod tym względem. W całych Stanach. Nawet u mnie czasami wieczorem słychać odgłosy strzałów. Potem w telewizji mówią o kolejnym zabitym Weary
        Real bije na głowę wszystkie filmy bandycko-napadackie i staram się tego nie oglądać. Jak pisałam wcześniej – mam dość Tired

  22. Ultra pisze:

    B. Leśmian świata nie idealizuje. Na tym padole łez znajduje się również brzydota, makabra i zło. Widać to także w warstwie językowej neologizmów „płoszydła”, „wymoczek rusalny”, „dziadok”, czy „pokuśnice obrzydłe”. Na ziemi żyją nie tylko idealni i piękni, ale chorzy, kulawi i bez nóg. Jak to w życiu, tym prawdziwym.

  23. Tetryk56 pisze:

    Po południu gdzieś na północnym zachodzie zaczęły kłębić się czarne chmury, zastanawiałem się wręcz czy nie urodzi się z tego wiosenna burza. Nie urodziła się, a gdy dotarłem do domu zza warstwy ciemnych chmur przez chwilę zamigotało zachodzące słońce.

  24. Quackie pisze:

    Kolejny dzień, kiedy powinienem kończyć robotę najpóźniej godzinę temu, a tymczasem jeszcze dłuższą chwilę spędzę przy kompie. Tyle że już nie idzie wytrzymać bez Wyspy.

  25. Bożena pisze:

    No to Żyła się popisał, aż się popłakał z radości Fala

    • Quackie pisze:

      Właśnie przeczytałem. Fajnie, że też ma swoje 5 minut, a nie tylko ciągle w cieniu kolegów 🙂

  26. Bożena pisze:

    No to idę pod kordełkę, dobranoc kordelka

  27. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Staroć, ale było. Bee Gees – „Spirits Having Flown”. Mocny rytm, ale piosenka dość spokojna. I bez specjalnych szaleństw, solówek etc.

    Snów mocnych i dających zdrowie.

  28. Zoe pisze:

    Dobranoc.

  29. Wiedźma pisze:

    Dobranoc

  30. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted To znów piąteczek Happy-Grin

  31. Zoe pisze:

    Dzień dobry. Nie wiem co się stało ale zniknął mi cały tydzień. Co dopiero był poniedziałek.

  32. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Szczególne pozdrowienia dla wszystkich P.T. Autorów z okazji Międzynarodowego Dnia Pisarzy! Wink

  33. Quackie pisze:

    Dzień dobry. Nawet nie wiedziałem o tej dzisiejszej okazji 🙂

  34. Zoe pisze:

    Ja czekam na międzynarodowy dzień grafomanów. Wtedy przyjmuję życzenia i prezenty. Zresztą olać życzenia. Wystarczą prezenty (listę preferowanych alkoholi podam wkrótce) Happy-Grin

  35. Quackie pisze:

    Dobry wieczór przy piątku. Właśnie kończę zerowy(!) etap zlecenia, rzadko w ogóle mający miejsce. Musiałem jednak w międzyczasie wybrać się po pewną potrzebną rzecz, a ponieważ wracałem przez bulwar przy niezłej pogodzie, stwierdziłem, że pokażę, jak wygląda tuż przed zmierzchem. Po wodzie pływał samotny łabędź:

    A marina i Skwer Kościuszki z przyległościami wyglądały tak:

  36. Quackie pisze:

    Dobranocka zatem.

    Tak się składa, że z płyty, która stanowi prezent urodzinowy. Martina Girault – „Revival” czyli odrodzenie. Tytułowy utwór, mocny rytm, ale całość spokojna, na wpół śpiewana, na wpół szeptana.

    Snów odradzających, np. wiarę w ludzi.

  37. Wiedźma pisze:

    Dobranoc

  38. Quackie pisze:

    Aha. Z tego wszystkiego zapomniałem powiedzieć, że jutro skoro świt wybywamy alles cuzamen na weekend. Znaczy w niedzielę powinienem być z powrotem.

  39. Zoe pisze:

    O! Dobranoc.

  40. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Dzisiaj ma być piękny dzień, prawdziwie wiosenny. Weekend będzie udany Fala

  41. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Wiosna! Nastawmy uszu i nadsłuchujmy – może usłyszymy Skowronka?

  42. Tetryk56 pisze:

    Te obrazki dedykuję wszystkim,którzy chcieliby się pochwalić swoim psem! Overjoy
    Ten pies jest ponad wszystkie…

  43. Bożena pisze:

    Ale tu też można go posłuchać…

  44. Bożena pisze:

    Widzę, że muszę zaparzyć kawę, może się obudzi reszta Wyspiarzy… expresso do tego bułeczka? Roll

  45. Zoe pisze:

    Cześć . Pierwszy dzień w tym roku, w którym mogę usiąść na tarasie i wypić kawę. Słoneczko. Szkoda, że nie wiem czy można wrzucić bezpośrednio fotki z tabletu na stronę bo pokazalbym to słońce. Ogródek na razie wygląda jak po wojnie i ogródka nie pokażę. Pies wybył z dziećmi i małżonką na szkolenie. Co za relaks Happy-Grin

  46. Rena pisze:

    Dzień dobry.
    Wszyscy zajęci a ja właśnie przysiadłam troszkę. To nie to, że Leśmian mnie nie kręci – cały czas gdzię jestem, i czytam ale tak z doskoku bo mi na przedwiośniu mózg stanął jakoś. zuję isę jakbym nic nie miała do powiedzenia tzn. że nie mam Happy
    Zaznaczam ,że wyspę mam cały czas pod kontrolą Happy-Grin

  47. Quackie pisze:

    Dzień dobry w chwili spokoju. Dojechaliśmy bezpiecznie, już dłuższą chwilę temu, ale dopiero teraz się dostałem cichcem na Wyspę.

    Z ciekawych rzeczy po drodze dostrzeżonych:
    1. Ogromne stada gawronów lub innych tego typu ptaków.
    2. Klucze kaczek lub gęsi przemieszczające się po niebie.
    3. Kilka par żurawi, i tym razem już na pewno i bez pudła, w tym jedna w locie, a druga na ziemi, bez krępacji rozmnażająca się niedaleko autostrady.

    Tej ostatniej sceny niestety nie zdążyłem sfotografować, za szybko się jedzie autostradą. Natomiast zamiast awifauny zrobiłem zdjęcie lokalnej florze w Bydgoszczy, o proszę:

    Nie wiem, jak i czy mi się jeszcze uda wejść na Wyspę, jakby co – do zobaczenia w niedzielę.

    • Quackie pisze:

      Aha, wchodzę na Wyspę bez logowania i system zdjęć mi nie opublikuje. Uprzejmie poproszę PT Bywalców o edycję i doklejenie – mam nadzieję, że link się schował gdzieś w komciu.

      • Tetryk56 pisze:

        Niestety, WordPress w takiej sytuacji po prostu usuwa otagowane fragmenty. Jeśli dasz rady, podaj surowy link do obrazka, wtedy wmontuję.

        • Zoe pisze:

          Q. Ściemnia Nic nie ma a pisze, że ma tylko się nie wkleiło Happy-Grin Jak w podstawówce: proszę pani ja mam zadanie,tylko zeszyt zostawiłem dzisiaj w domu

        • Quackie pisze:

          Masz ci los, powiedział Puchatek :/

          Całość linku trzeba wkleić, z kodem po jpg

          https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/scontent-frt3-1.xx.fbcdn.net/v/t35.0-12/17106095_10154403463912263_36368425_o.jpg?oh=2c499a3bfe47e5ff43fb958c3cf2b94b&oe=58BCF897

          • Tetryk56 pisze:

            Mój przyjaciel Serge kupił sobie obraz. Obraz przedstawia białe pasy na białym tle…
            Tak zaczyna się sztuka Yasminy Rezy „Sztuka” – i to mniej więcej widać pod tym linkiem Wink
            [Edit] Na szczęście. tyko po wklejeniu linka bezpośrednio w przeglądarkę. Wbudowany obrazek wyświetla się…
            Powyżej 🙂

  48. Jo. pisze:

    Dobry wieczór.

    Chciałam tylko powiedzieć, że żyję.

    Aczkolwiek jeśli sprawy dalej będą wyglądać jak teraz, to potrwa to niedługo. Co być może pocieszeniem dla kilku osób.

  49. Jo. pisze:

    Dobranoc.

  50. Bożena pisze:

    Czas i na mnie, dobranoc Spanko

  51. Tetryk56 pisze:

    Czy już czas na dobranockę? Chyba tak…
    Posłuchajcie ballady o tęsknocie Jaggera do żony przyjaciela 🙂

  52. Wyimaginowany pisze:

    Dobry wieczór ? No chyba wieczór…

    Może nie dobranocka lecz… Wielu wykonań poniższego utworu wysłuchałem, wielokrotnie, mimo to chciałbym się z Wami podzielić wykonaniem szczególnym – utworu Adagio – moim zdaniem jednym z najlepszych…

    Dobranoc….

  53. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Dziś jest dzień teściowej. Pamiętajcie o nich 🙂

  54. Bożena pisze:

    Wstawać, Wiaruchna, kawa stygnie expresso

    • Jo. pisze:

      Dbry…
      Dobra teściowa to skarb.

      • Tetryk56 pisze:

        Nie masz na myśli starannego zamknięcia i zabezpieczenia? Wink

        • Jo. pisze:

          Coś w tym rodzaju.
          Chociaż ja nie mogę narzekać – moja była ok.

          • Bożena pisze:

            Moja też i mam nadzieję, że moja synowa też na mnie nie narzeka…

            • Jo. pisze:

              Mojego męża jego teściowa uważa za coś w rodzaju bankomatu skrzyżowanego z szoferem i potomkiem chłopów. Przez dobre dziesięć lat rozmawiała z nim głównie o rolnictwie, chociaż Piter jest inżynierem elektronikiem,a od lat pracuje w branży telekomunikacyjnej. Na przykład pytała go, czy już się ziemniaki zbiera z pola, kiedy on właśnie wrócił z jakiejś tam konferencji w Wiedniu. A kiedy spędzaliśmy razem wakacje u mojej siostry, nie odzywała się do niego ani słowem przez dwa tygodnie, chyba, że akurat miała potrzebę pojechania do miasta. I fakt, żeby był wówczas dyrektorem departamentu niczego tu nie zmieniał.

  55. Wiedźma pisze:

    Dzień dobry choć pochmurny ! Zapraszam na nowa wycieraczkę znienacka Wink
    Teściowe i nie tylko …

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[+] Zaazulki ;)