« Hydraulik dźwięku Palcem planety obracasz »

Fort Sheridan

Pierwszy dzień Nowego Roku spędziliśmy łażąc po wertepach, bo to lubimy najbardziej. Wybrałam Fort Sheridan, bo jest dość blisko, a poza tym zobaczyłam na mapie, że jest tam jeszcze jeden park w którym nie byliśmy. Po drugiej stronie osiedla. O samym Forcie już kiedyś pisałam, to nie będę się powtarzać. Przypomnę tylko, że w czasie wojny stacjonowały tam oddziały wojskowe i szkoliły się przed wyruszeniem na front. Koszary przerobiono na domy, trochę nowych dobudowano i jest to teraz ekskluzywne osiedle.
Najpierw pojechaliśmy na „stare śmieci”, czyli tam, gdzie już kilka razy byliśmy. Od jeziora nadal odgradza siatka. Odnowa wydm wymaga czasu…
Pojechaliśmy na drugą stronę. I jest tam chyba jeszcze piękniej niż na naszych „wydeptanych” ścieżkach. Betonowe i asfaltowe dróżki, a po bokach gąszcz krzaków. A to co mi najbardziej się podobało – można zejść nad samo Lake Michigan. Latem, gdy to wszystko obrośnie liśćmi i kwiatami, musi być cudowne!!!

Koniecznie musimy się tam jeszcze wybrać!

233 komentarze

  1. miral59 pisze:

    Zapraszam na krótką wycieczkę. Na poprzednim pięterku nogi bolały od tego latania… Wink

  2. miral59 pisze:

    Muszę się przyznać, że jak jedziemy nad Lake Michigan, to zawsze na plaży znajdę jakiś ładny kamyczek Wink A to ciekawy kolorek, a to kształt nietypowy… Mąż się ze mnie śmieje, że chyba chcę z tych kamieni dom budować, ale wcale aż tyle ich nie mam. Duża część ma kształt serduszka, albo po prostu je przypomina. Bardzo podobają mi się kamyki, które mają kilka kolorów, albo świecą w promieniach słońca. Pleasure

  3. miral59 pisze:

    Nie za dobrze się czuję. Jakoś ostatnio coś mnie za często łapią te przeziębienia. Tym razem kaszlę jak stary gruźlik. Sick W nocy nie dam rady spać, bo co zasnę, to kaszel mnie budzi. Podejrzewam, że pod kołderką się rozgrzewam i dlatego kaszel się nasila. Najadłam się różnych świństw, ale nie do końca działają tak jakbym chciała. Bo ja bym chciała zjeść coś, czy się posmarować i żeby natenatychmiast przeszło Happy-Grin A niestety tak nie ma… Sad
    Na kaszel najlepiej pomaga mi nalewka na aloesie. Szkoda, że po jakimś czasie przestaje działać i trzeba znowu sobie „chlapnąć” Cheers A w smaku nie jest to rewelacyjne…

  4. miral59 pisze:

    Dziś mieliśmy piękną pogodę. Małżonek co prawda pracował, ale wrócił wcześnie. Powiedział, że chętnie by się gdzieś wybrał, ale ze mną i z kaszlem, to mowy nie ma. „Bo wystraszysz tym kaszlaniem wszystkie ptaki w promieniu dwóch kilometrów” – tak mi powiedział!!! Conceited
    Wybrać, to bym się wybrała… ale też fakt, że po dwóch niedospanych nocach słaba jestem i na pewno daleko bym nie zaszła Sad
    A co tam!!! Wiosna idzie i na pewno będziemy mieli jeszcze wiele pięknych dni na różne wycieczki Happy-Grin

  5. miral59 pisze:

    A tak w ogóle, to jak ktoś będzie miał pomysł na nowe pięterko, to proszę bez krępacji Happy-Grin
    To pięterko to tylko taka przeczekajka… czekając na lepszy pomysł… Wink Delighted

    • Bożena pisze:

      To nie jest przeczekajka, bo pięterko ciekawe i piękne. Najbardziej mnie zaciekawiły te płaskorzeźby przy moście. Ciekawe co mają oznaczać lub upamiętniać… Thinking

      • miral59 pisze:

        Mistrz Q odpowiedział Ci na te pytania…jak zwykle niezawodny Pleasure
        A nazwałam to pięterko „przeczekajką”, bo zbudowanie go zajęło mi z godzinę (tyle co opisać zdjęcia) i robiłam to tylko i wyłącznie dlatego, że poprzednie było już bardzo długie Happy

  6. Bożena pisze:

    Dzień dobry na nowym pięterku Delighted Jak zwykle interesującym Happy

  7. Bożena pisze:

    Co się dzieje? Czyżby jeszcze Wyspiarze obchodzili dzień babci? A może już dzień dziadka??? Thinking

  8. Quackie pisze:

    Dzień dobry. Na przeczekanie, dobre sobie. Jak zwykle relacja rewelacyjna. Widoki znad jeziora jak z obrazów impresjonistów z francuskiego wybrzeża gdzieś nad kanałem La Manche (wszakże raczej bliżej Dunkierki niż Normandii).

    Doskonale rozumiem mewę, która spłoszyła te szlachary, jak ja wchodzę do zimnej wody, to też robię sporo zamieszania Wink1

    Co do malowideł pod wiaduktem, to przedstawiają one liść i (zapewne) przekrój m.in. dębu czerwonego, z drugiej strony wiaduktu są jeszcze inne liście i motywy. Stworzyli go (ten mural) uczniowie chicagowskich szkół z organizacji Marwen, a nosi tytuł „Arc of Nature”. Więcej szczegółów z filmami (niestety oczywiście po angielsku) – tutaj: https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/openlands.org/land-and-water/openlands-lakeshore-preserve/art-at-the-preserve/ Te plakietki z boku szlaku przedstawiają natomiast mikroorganizmy żyjące w lokalnej glebie – bakterie, grzyby i niesporczaki.

    A w ogóle to oczywiście zaspałem. Ale jeżeli w niedzielę nie ma specjalnie dużo do roboty, to czy to się liczy jako ZAspanie, czy po prostu jako POspanie? Wink

    • Bożena pisze:

      A może ODespanie? Wink1

      • Quackie pisze:

        Technicznie rzecz biorąc ODsypia się wcześniejsze NIEspanie, a tym razem nie mam za sobą zarwanej nocki, więc chyba nie?

    • miral59 pisze:

      Na Ciebie zawsze można liczyć, Mistrzu Q Delighted
      Nawet do głowy mi nie przyszło, że informacje o tych różnych artystycznych pracach można znaleźć na internecie Wink
      A zaspanie, gdy się nie jest umówionym na konkretną godzinę i nie ma potrzeby wcześniejszego wstawania, zaspaniem nie jest Wink Prędzej bym to określiła jako „wyspanie”, zwane w skrócie „spaniem” Wink1 Overjoy

      • Quackie pisze:

        Dziękuję, właśnie o to mi chodziło. Wyspany jestem, to fakt. Happy

        A co do wyjaśnień, to możliwości w kwestii murala były dwie: albo to nieoficjalne malowidło jakichś graficiarzy, i wtedy zapewne oprócz samych zdjęć z wyrazami czyjejś aprobaty nic się nie znajdzie, albo też oficjalne malowidło (co w przypadku USA i takiego miejsca, na łonie przyrody, jest bardziej prawdopodobne, bo nieoficjalni graficiarze raczej preferują miasta, jak mi się wydaje), i wtedy będzie opisane i pochwalone się. Jak widać, druga opcja okazała się prawdą.

        A te plakietki z mikroorganizmami to już na pewno musiały być oficjalne, ale żeby było śmieszniej, dużo więcej było informacji nt. murala. O plakietkach znalazłem tylko niewielką wzmiankę, zresztą właśnie przy okazji malowidła pod wiaduktem/ mostem.

        • miral59 pisze:

          Może dlatego więcej informacji było na temat murala, że tworzyła to młodzież ze szkół średnich w ramach większej akcji?
          W sumie na te „pasiaste patyki” w ogóle nie zwróciłam uwagi, chociaż na zdjęciu jeden mam Wink Dopiero gdy na filmiku jedna z artystek mówi na ich temat, zwróciłam na nie uwagę… Ale ze mną tak to jest. Zobaczę skorupkę malutkiego jajeczka w trawie, ale czegoś co zrobił człowiek (nawet takie duże) nie widzę. Małżonek mówi, że mam wybiórczy wzrok i widzę tylko to co chcę zobaczyć Wink Overjoy

          • Quackie pisze:

            A ja zrozumiałem, że te „pasiaste patyki” są przeźroczyste, bo nazywają je tam „pryzmaty”, ale nie przyjrzałem się bliżej.

        • miral59 pisze:

          A te plakietki (jak je nazywasz), są spore. Takie wielkości talerza. I to dużego. Tak mi się wydawało, że to na nich, to jakieś żyjątka, bo niektóre z nich coś mi przypominały. Ale do szkoły chodziłam już dawno i nie bardzo pamiętałam co to jest Wink
          A tak w kwestii formalnej. To faktycznie wiadukt, a nie most. Most jest nad rzeką… Pleasure

          • Quackie pisze:

            Ja też musiałem spojrzeć do słownika, żeby sprawdzić, że po angielsku „water bear” to jest właśnie niesporczak. Samo stworzonko natomiast skojarzyłem, bo ostatnio wystąpiło jako „zwierzę – symbol” San Escobar

            Wink1

  9. Bożena pisze:

    Wychodzę, będę ok. 15,00. Happy

  10. Rena pisze:

    Jak zwykle śłicznie na tym nowym pięterku. Tylko jakoś zimno mi się zrobiło oglądając zdjęcia. Nie – stanowczo – chociaż umię docenić uroki przyrody zimą to jednak wolę ją oglądać zza szyby ciepłego pomieszczenia ,albo na zdjęciach miral….
    Dzięn dobry i kawusię już poludniową podaje bo co . expresso

    • Quackie pisze:

      Kawusię to może nie, ale chętnie się przysiądę z herbatą! Na przykład zieloną z aromaten opuncji.

    • miral59 pisze:

      Nie wiem, Reno, czemu zrobiło Ci się zimno oglądając zdjęcia… wcale zimno nie było Wink Delighted
      A swoją drogą… taki ośnieżony las, z tymi czapami na drzewach i krzewach, pokryty jakby pierzyną, jest cudny Approve Mogłabym łazić po nim całymi dniami, zapominając nawet o jedzeniu Pleasure
      U mnie to poranna kawka i chętnie ją wypiję Delicious

  11. Max pisze:

    Przyroda (i kobiety) zawsze mnie fascynowały . Był czas, kiedy robiłem specjalnie błoto dla jaskółek , aby właśnie na naszej chałupie ulepiły gniazda . W poniedziałek wywiozłem do nowego miejsca zamieszkania, Ogród Fosa II choinkę . Po usadowieniu doniczki w popiele wypalonego ogniska , zapaleniu papieroska (?) zauważyłem nalot sikorek , jak stado szpaków sprawdzały , co też nowego pojawiło się w ogrodzie …..Jesteśmy zatem przez przyrodę ciągle obserwowani i nic nie da się ukryć … Tears

    • Quackie pisze:

      A to prawda, to samo widujemy nad jeziorem na Kaszubach, tam, gdzie stale jeździmy. Nowy samochód, nowe rzeczy na działce – trzeba oblecieć, usiąść, zbadać, czasem dziobnąć, czy czasem nie jest to coś do jedzenia.

      Różnica taka, że ptaki (zwierzaki w ogólności) nie robią zdjęć, zwłaszcza takich jak Miral Wink1

    • miral59 pisze:

      To fakt. Obserwacja jest obopólna Pleasure Ale, na ten przykład moje wróbelki, chociaż są ciekawskie (jak wszystkie ptaki), do nowych karmników podchodzą bardzo nieufnie. Jedzą głównie z tych starych. Nowy musi powisieć kilka dni, żeby się do niego przyzwyczaiły… chociaż z drugiej strony… Gdy powiesiliśmy im budki lęgowe, zainteresowały się nimi momentalnie. I od razu zaczęły budować gniazda w środku… Pleasure

      • Quackie pisze:

        No popatrz, to ciekawe! Tak jakby zdawały sobie sprawę z różnic w funkcji karmnika i budki (co pewnie w jakimś tam sensie jest przecież bardzo prawdopodobne, jednak jedno różni się budową od drugiego), ale – co więcej – zauważ, że karmnik jest strukturą „wspólną”, przylatują tam wszystkie ptaki, najedzą się i odlecą, więc nie trzeba się spieszyć, prędzej czy później przyjdą człowieki i dosypią ziarna, a z kolei budka po zajęciu na cały sezon lęgowy jest już „prywatna”, nowych lokatorów się nie toleruje, więc trzeba się pospieszyć i zająć dobre miejsce do rozmnażania, bo następnego szybko nie będzie!

        Cwańsze te ptaszydła, niż się może czasem wydawać Happy

        • miral59 pisze:

          Ptaki są bardzo zmyślne, chociaż nie wszystkie gatunki potrafią logicznie i kreatywnie myśleć Pleasure
          Ptaki na pewno widzą różnicę między karmnikiem i budką lęgową. I też fakt, że w tych budkach wróble mieszkają gromadnie. W zasadzie mamy jedną budkę, ale z 4 pomieszczeniami. Kiedyś wydawało mi się, że będzie to domek dla 4 rodzin, ale gnieździ się ich tam znacznie więcej. Może jak z jednego gniazda korzysta więcej ptaków czują się bezpieczniejsze? Jest ich więcej do obrony? Pisałam już kiedyś, że gdy wiewiórka próbowała się dobrać do gniazda (taka „mufa” na kablach) to zleciało się tych wróbelków sporo. Atakowały wiewióra tak długo (dziobami i pazurkami), że w końcu uciekł Happy-Grin Także im ich więcej, tym lepiej i bezpieczniej…
          A poza tym, wróbelki mają niejeden okres lęgowy w roku. Większość ptaków tylko wiosną – wróble średnio trzy razy do roku Pleasure Chyba jedynie zimą, szczególnie jak jest śnieżna i mroźna, nie wyprowadzają młodych. Pleasure

          • Quackie pisze:

            Ach, czyli jednak sobie robią komasację – więcej niż jedna rodzina na budkę! To nie wiem, czemu się tak śpieszą do tych budek. Widocznie i tak popyt przekracza podaż.

            • miral59 pisze:

              Może kto zajmuje budkę pierwszy, ma prawo do doboru wspólników? Jak mu się ktoś nie podoba, to po prostu przegoni? Thinking
              A popyt na budki jest ogromny. Szczególnie na takie, które są trudno dostępne drapieżnikom. Pisałam tu już kilka razy… w mojej okolicy nie widziałam nigdzie ani karmnika, ani budki lęgowej. Tutejsi mieszkańcy jakoś nie myślą o ptakach i pomocy dla nich. W takim Elgin, czy Libertyville, to w co drugim domu (obejściu) wisi jak nie karmnik, to budka (albo to i to) Pleasure I chyba dlatego idzie u mnie aż tyle ziarna. Ptaki nie mają wyboru i zlatują wszystkie w to jedno miejsce. Jak rozmawiam z mieszkańcami tych innych dzielnic, to im takie ilości ziarna, które ja kupuję na tydzień, wystarczają na ponad miesiąc. I na ten przykład, tydzień temu kupiłam 50 funtów (22,7kg) ziarna i muszę kupić znowu, bo zjadły praktycznie wszystko. Im robi się chłodniej, tym więcej jedzą, co chyba jest normalne, bo potrzebują więcej energii, żeby nie zamarznąć. Pleasure

              • Quackie pisze:

                Ha. Tak mi przyszło do głowy, że mogłabyś to rozpropagować w okolicy? Amerykanie na ogół są czuli na takie akcje, w stylu „pomóż pieskom, pomóż kotkom”. Tylko nad formą by się można było zastanowić.

                • miral59 pisze:

                  Może i są czuli, ale też i często nie chce im się. Jeszcze wyłożyć kasę na coś, to może tak.
                  Poza tym… Karmniki. Duża część Amerykanów nie chce ich mieć w swoim obejściu, bo po ptakach trzeba sprzątać. Łupiny po słonecznikach, resztki innych ziaren, a także (co ich zdaniem najgorsze) kupeczki, których też jest trochę. Dodatkowo, jeśli zaczyna się karmić ptaki jesienią, czy zimą, to trzeba to robić regularnie, a nie tylko od czasu do czasu. Ptaki przyzwyczajają się do swojego żerowiska i nawet nie próbują szukać nowych miejsc. Siedzą i czekają. A szczególnie zimą jest to dla nich niebezpieczne. Mogą popadać z głodu i wychłodzenia. Nie jestem w stanie pilnować sąsiadów, żeby karmili regularnie…
                  Budki lęgowe. Podobnie jak z karmnikami. Ludziom się wydaje, że to straszny kłopot, bo ptaki fajdają gdzie popadnie i że dokoła takiej budki stale będzie brudno. A kto będzie im sprzątał? Niektórym przeszkadzają nawet budki, czy karmniki u sąsiadów. Bo to zwiększony ptasi ruch i bardziej ofajdane okna, czy nawet całe obejście.
                  A fakt jest taki, że owszem, niektóre ptaki, które budują gniazda na drzewach brudzą pod tymi drzewami niesamowicie (jak na przykład czaple, czy kormorany). Ale jak zauważyłam, pod budką naszych wróbelków niczego nie ma. Może i zdarzają się jakieś kupki, ale na pewno nie więcej niż w innych miejscach. One mają swoistą metodę na sprzątanie po swoich maluchach, żeby miały zawsze sucho i zawsze czysto. Kiedyś obserwowałam drozda wędrownego w gnieździe z maluchami (takimi jeszcze gołymi, bez piór). Najpierw rodzice karmili, a potem jedno z nich wydziobywało odchody młodych. Gniazdo było znowu czyściutkie. Dla nas, ludzi, to obrzydliwe, ale ptakom (czy innym zwierzakom), to jedyny sposób na utrzymanie czystości w gnieździe Pleasure

                • Quackie pisze:

                  No tak, trzeba by odpowiednio „sprzedać” ideę pomagania. Może coś w tym guście? Oczywiście całość po angielsku:

                  „Czy wiesz, ile robaków i pasożytów zżera twoje rośliny, owoce i warzywa? Nie stój bezczynnie, zrób z tym coś! Najlepszym, najbardziej ekologicznym i zgodnym z naturą sposobem będzie wsparcie naturalnych wrogów robali – ptaków! Zmniejsz straty! Pozbądź się robaków i pasożytów! Make America great again!”

                  Happy-Grin

                • miral59 pisze:

                  Happy-Grin

  12. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    Jak sobie pomyślę, że już jutro do pracy… Amazed
    Całe szczęście mam przed sobą jeszcze całą niedzielę Happy-Grin

  13. miral59 pisze:

    Na razie delikatnie, ale zaczynam podgadywać, że te budki lęgowe, które mamy, to za mało. Wink Małżonek musi powoli przywyknąć do tej myśli… Pomyślałam, że skoro zmniejszyła nam się populacja wiewiórek, to może jeszcze jakieś budki dałoby się powiesić na płocie? Wróbelki miałyby więcej miejsca na gniazda… Happy-Grin Tylko mój małżonek ma dość (na razie) budowania z drewna czegokolwiek. Muszę go jakoś zmotywować, to na pewno nabierze chęci Delighted

    • Quackie pisze:

      W uzupełnieniu odpowiedzi wyżej – widocznie wróbelki wiedzą, że mąż ma dość, dlatego tak się spieszyły z zajmowaniem dotychczasowych budek,bo wiedziały, że następne szybko się nie pojawią.

      Uważaj, podsłuchują Was!
      Happy-Grin

      • miral59 pisze:

        Nie wiem czy wróbelki nas podsłuchują, ale czasami siadają na parapet Wink Więc możliwe, że słyszą co nieco Overjoy
        Z drugiej strony… mąż budował im domek na podwórku, więc bez siadania na parapet mogły słyszeć co ma do powiedzenia na ten temat Wink Overjoy

    • Bożena pisze:

      Obiecaj mu coś co lubi Wink Ale później dotrzymaj słowa, żeby się nie zniechęcił. Wiesz, Mireczko, z mężem jak z dzieckiem… Wink1

      • Quackie pisze:

        A może wróbelki by obiecały – to im powinno zależeć najbardziej!

        Wink

        • miral59 pisze:

          Wróbelki są dla małżonka wspaniałym „materiałem fotograficznym”. Dodatkowo przyciągają różnego rodzaju drapole, co jest kolejnym świetnym obiektem do obcykania Wink Happy-Grin
          Czyli coś w rodzaju obietnicy jest… Overjoy

      • miral59 pisze:

        Ze swoim mężem znamy się od podstawówki (choć początkowo tylko z widzenia), także miałam czas go poznać. Nie muszę mu niczego obiecywać. Jak to jest w powiedzeniu – kropla drąży skałę? Takie delikatne podgadywanie, przypominanie, sugerowanie… działa najlepiej Wink Po jakimś czasie małżonek wpada na pomysł, a ja ochoczo temu przytakuję, wyrażając jednocześnie podziw, że na tak wspaniały pomysł wpadł Wink Overjoy Chętnie wyprę się swojego autorstwa. Co za różnica, skoro będzie tak, jak mi pasuje Happy-Grin
        To się chyba nazywa „dyplomacja” Pleasure

        • Quackie pisze:

          To ja znam inną definicję dyplomacji, nie tak powabną i niekoniecznie małżeńskiej: dyplomacja to sztuka mówienia „spierdalaj” w taki sposób, żeby rozmówca poczuł dreszcz ekscytacji na myśl o nadciągającej podróży.

          Wink1

  14. miral59 pisze:

    Małżonek nie może zapomnieć ostatniego naszego spotkania ze znajomymi Overjoy Ona pracuje na noce (od 17 do 1). Wraca do domu, kiedy mąż śpi. On codziennie gotował obiad. Dla niej zostawało tylko go nagrzać. Ale on się zbuntował i mój małżonek popiera go w 100%. Ona była na urlopie. On pracował. Wraca po pracy głodny i pyta żony co na obiad, a ona sięga do lodówki i podaje mu jogurt. Zaskoczony zjadł, ale nadal był głodny. Ugotował sam. Na drugi dzień na obiad znowu był jogurcik i nasz znajomy się wściekł. Powiedział, że nie będzie gotował żadnych obiadków. Ona się tłumaczy, że gotować nie lubi… Ja też nie lubię. I co z tego? Od tamtej pory mój małżonek co jakiś czas przypomina te jogurciki. I co jakiś czas pyta mnie, czy na obiad dzisiaj jest jogurcik Overjoy Tak, jakby u nas kiedykolwiek na obiad był jogurt!!!
    A co najśmieszniejsze, to nasz syn kupił sobie zapas jogurcików… I gdy małżonek tak ciągle „wyjeżdżał” z nimi, syn poczuł się zaniepokojony. Pytał mnie, czy ojcu przeszkadza ten jego zapasik? Śmiał się, gdy wytłumaczyłam o co chodzi Overjoy

    • Quackie pisze:

      Och. W rodzinie Taty Quackie krąży taka rodzinna legenda o pewnym wujostwie. Wuj (dla mnie to jakiś wujeczny dziadek czy też prawuj) kupował jedzenie do domu, ale zapomniał, czy też nie starczyło mu już pieniędzy na drewno, którym trzeba było palić pod kuchnią, żeby zrobić obiad. Ciotka przypomniała raz, drugi, ale jakoś drewno się nie pojawiało, więc porąbała krzesło i ugotowała obiad na tym drewnie. Do wuja dotarło dopiero wtedy, jak musiał zjeść obiad – na stojąco!

      • miral59 pisze:

        Overjoy To musiało być jakieś ogromne krzesło, albo nawet ława, bo na takim normalnych rozmiarów, to nie wiem czy chociaż wodę by zagotowała Wink

        • Bożena pisze:

          Też tak pomyślałam Wink1

          • miral59 pisze:

            Też masz doświadczenie w gotowaniu na płycie kuchennej? Ci, którzy używają tylko kuchenek gazowych, czy elektrycznych, nie wiedzą ile trzeba drewna, czy węgla do palenia w piecach Wink
            Chyba że ta „praciocia” potrzebowała tego drewna na rozpałkę, a potem gotowała na węglu… to się zgodzę, że krzesło jej wystarczyło Happy-Grin

            • Bożena pisze:

              Kiedyś gotowałam na płycie kuchennej, ale to pradzieje. Teraz gotuję na gazie. Masz rację, krzesłem by można tylko rozpalić ogień. Tylko czy to odpowiednie drewno? Czy by się paliło? Wink1

              • Quackie pisze:

                Legenda już nie precyzuje, czy to było jedno krzesło, czy więcej, czy na rozpałkę do węgla, czy bez węgla.

                Wink1

                • miral59 pisze:

                  No i w sumie to mało ważne. Legenda jest legendą. Rozumiem, że chodzi o sam fakt dokładnego pokazania mężowi, gdzie zrobił błąd Wink Bez narzekania i jędzolenia… Happy-Grin Można by rzec – bez słowa nagany, ale dobitnie Overjoy

                • Quackie pisze:

                  Tak, ta praciotka była ponoć znana z takich pomysłów, w sensie pokazywania zamiast, przepraszam bardzo, ale tylko takie słowo mi się nasuwa, ujadania.

                • miral59 pisze:

                  Nie masz za co przepraszać. Czasami gdy słuchałam „przemówień” niektórych żon sąsiadów, też to słowo przychodziło mi do głowy Wink
                  Pamiętam z Polski taką sąsiadkę. Oboje z mężem doszliśmy do wniosku, że ten sąsiad albo śpi snem sprawiedliwego (czytaj napitego), albo kompletnie nie ma nerwów Happy-Grin Sama bym jej chyba przyłożyła, żeby tylko się zamknęła. Czy mąż to kompletny idiota, żeby powtarzać mu to samo (i to podniesionym głosem) setki razy i to przez kilka godzin? Amazed To takie właśnie ujadanie. Ten sam tekst w kółko, na różne tony… Wink

                • Quackie pisze:

                  A propos tego powtarzania setki razy tego samego, jak mówi nie takie znów stare przysłowie: „Kłótnia z kobietą jest jak koncert. Najpierw nowości, po czym wracamy do największych przebojów.”

                • miral59 pisze:

                  Hihihi! Chyba dlatego (żeby nie było koncertu) nigdy nie wracam do starych spraw w naszych sprzeczkach. Ani nie powtarzam tego samego. Mąż głupi nie jest i rozumie co do niego mówię, także nie ma potrzeby powtarzania. Od pierwszego „kopa” rozumie Wink Overjoy

                • Quackie pisze:

                  Żeby to człowiek był taki mądry te ponad 20 lat temu…

                • miral59 pisze:

                  A czemu 20 lat temu? Zawsze jest czas na naprawę i zmianę…

                • Quackie pisze:

                  Właśnie cały problem w tym, czy naprawa, czy może jednak zmiana. Bo mimo najlepszych chęci sporo zdaje się wskazywać, że na naprawę jest już za późno…

                • miral59 pisze:

                  Za późno, to jak już ktoś umrze. A dopóki się żyje, zawsze można się postarać o zmiany Wink Może im później, tym trudniej, ale niemożliwe nie jest Happy-Grin

              • miral59 pisze:

                Odpowiednie. Do ogniska by się nie nadawało, bo zwykle jest polakierowane i na ten przykład kiełbaski pieczone na takim drewnie śmierdziałyby lakierem Wink
                Palone pod płytą nie ma znaczenia. I na pewno dobrze by się paliło. Raz, że lakier sam w sobie jest łatwopalny, a dwa, takie drewno jest bardzo suche. Bez względu na to jaki to gatunek drzewa. Pleasure
                A na temat palenia w piecach wiem sporo, bo w moim domu rodzinnym nadal są takie piece i nie ma gazu. Happy

  15. Quackie pisze:

    Dłuższą chwilę mnie nie będzie.

  16. Quackie pisze:

    Jak widać, już jestem.

  17. Rena pisze:

    Wszystko poczytałam. Dowiedziałam się o wróbelkach i innych. I o sztuce dyplomacji. Ta ostatnia jest mi obca i pewnie dlatego jestem bez drugiej połowy i tak mi dobrze bo wysiłac się nie mam zamiaru ..i ćwiczyć dyplomacje.Ja nawet lubię mężczyzn ale tak jak zimę – za oknem… Happy-Grin

    • miral59 pisze:

      O wróbelkach i innych, to ja mogę godzinami… to mój konik Ashamed
      A co do drugiej połowy i dyplomacji… nie zawsze jest potrzebna Wink I to w obu przypadkach Pleasure
      Wszystko zależy od potrzeb. A także doboru. Mój mąż czasami mnie wkurza (to działa w dwie strony), ale ogólnie nie narzekam Pleasure Dzieci dorosły i mam się kim opiekować, czyli zaspokajać swój instynkt macierzyński Wink W zamian mam opiekę, gdy tylko jej potrzebuję. Czyli obopólna korzyść… Delighted

  18. Max pisze:

    „Z małżeńskich rozmów ” , pamiętam rozmowę mojego dziadka z babcią . Babcia przygotował dziadkowi na obiad krupnik , którego prawdopodobnie dziadek nie znosił , bo warknął : nie będę tego jadł , a były nalane trzy talerze . Jedz , powiedziała babka , bo nic innego nie będzie . Grzyba mi usmaż ! Grzyba ? A skąd mam wziąć jajka ? Nie będzie grzyba ? No to dziadek szarpnął za obrus i talerze z krupnikiem wylądowały na podłodze . Sprzątaj ! dziadek do babci . Sam sprzątaj , jak narozrabiałeś . Wtedy dziadek za pierzynę z łóżka i był by posprzątał , ale przestraszona babcia , po kobiecemu zamilkła , posprzątała , usmażyła grzyba i do wieczora nikt o całym zajściu nie pamiętał . Czy może to być przykładem dyplomacji ?? Tears

    • Quackie pisze:

      Oj.

      To nie dyplomacja. Raczej tzw. realpolitik – polityka faktów dokonanych. Albo eskalacji zbrojeń.

      • miral59 pisze:

        Raczej to drugie – eskalacja zbrojeń… Amazed

        • Bożena pisze:

          No nie wiem, ale ja bym nie ustąpiła na takie zachowanie. Grzyba też bym nie usmażyła, jestem uparta. Worry

          • miral59 pisze:

            Mnie jest trudno powiedzieć jak bym postąpiła Thinking
            Raczej nie zdarza mi się gotować na obiad tego, czego mąż nie lubi, a wręcz nie znosi. Więc i trudno byłoby o taką prowokację. Poza tym, mąż sam świetnie radzi sobie w kuchni, także w razie czego obsłużyłby się sam Wink Bez mojej łaski… A to co ugotowałam, sama bym jadła… Happy-Grin

            • Bożena pisze:

              No prawdę mówiąc, to ja z mężem ustalałam co zrobić na obiad, więc do takiej sytuacji by nie doszło. Jednak jak sobie wyobrażę powyższą scenkę, to nóż sam mi się w kieszeni otwiera… Mad

  19. Rena pisze:

    Ja bym powiedziała – dasz jajka to będzie grzyb…realpolityk, mowisz Quackie? Wink1

    • Quackie pisze:

      Tak się to ponoć nazywa. Ale Mirka ma rację, to raczej eskalacja… Chociaż jedno z drugim się chyba nie wyklucza.

      • miral59 pisze:

        Chyba się nie wyklucza… ale ta sytuacja wydała mi się wręcz groźna. Może dlatego, że sama nigdy w takiej nie byłam? Czasami wolę ustąpić (przynajmniej pozornie) niż na siłę próbować postawić na swoim. To się po prostu nie opłaca. Worry
        Trzeba brać pod uwagę również i tę drugą osobę. Jej honor i dumę. Jeśli „podbechtamy” i jedno i drugie, trudniej (obu stronom) wyjść z tego bez szwanku.
        Okazując szacunek swojemu partnerowi, szanujemy siebie… Pleasure Chociaż często nie zdajemy sobie z tego sprawy Happy

        • Quackie pisze:

          Zacznę drukować co poniektóre komentarze z Wyspy i rozwieszać na ścianach po domu, no.

          Approve

        • Bożena pisze:

          Czy można okazać szacunek komuś, kto nas terroryzuje i poniża? Od takiego męża chyba bym odeszła.

          • miral59 pisze:

            I tu jest słowo – klucz, Bożenko Wink
            „Odeszła”. Skoro jestem w małżeństwie, to znaczy, że mi ono pasuje. Ale jeśli jestem i narzekam, to dlaczego jestem? Pleasure Niby zawiłe, a jednak proste…
            Kiedyś w pracy, jedna z koleżanek powiedziała o swoim mężu, że tylko jakaś łachudra na niego by poleciała (chodziło o zdrady małżeńskie)… zapytałam ją tylko, czy w ogóle rozumie co mówi? Przecież to jej mąż?!!! Kilka lat wcześniej to ona na niego „poleciała”… i nadal z nim jest… Overjoy
            Komentarz zbędny Happy-Grin

            • Bożena pisze:

              Tak bym o mężu nie powiedziała, bo tym bym siebie poniżyła. Ale jeśli ktoś obiecuje a potem postępuje inaczej, to mam prawo odejść.
              Chociaż z drugiej strony nie odeszłam od męża, choć wiele od niego wycierpiałam, ale chociaż mnie nie poniżał…

              • miral59 pisze:

                I to jest właśnie ta kwestia wyboru. Jeśli małżeństwo jest dla nas katorgą, to nie narzekamy, a odchodzimy. Chociaż często nie odchodzimy bo… i tu jest cała lista powodów… Wink
                Nie chcę przez to powiedzieć, że powinnaś była odejść od męża. Nie mam żadnych powodów uważać, że źle zrobiłaś Pleasure Sama wiesz najlepiej co dla Ciebie dobre…

  20. Max pisze:

    Tak sobie myślę , co zrobił by dziadek na propozycję , aby na grzyba dał swoje klejnoty . Może był by koniec świata ? Thinking

    • Quackie pisze:

      Brzmi jak bardzo, bardzo, bardzo trudny wybór.

    • miral59 pisze:

      To zależy od poczucia humoru.
      Podejrzewam, że mój by powiedział, że na ulubionego grzyba, to jego klejnotów nie wystarczy, więc i tak trzeba iść do sklepu… a jak się już pójdzie, to co za różnica ile się jajek kupi? A klejnoty mogą się przydać na inną, lepszą okazję Wink Overjoy

    • miral59 pisze:

      W sumie jak przeczytałam jeszcze raz opowieść i pomyślałam trochę… faktycznie, dziadek był albo w złym humorze, albo jego poczucie humoru nie do końca było rozwinięte (chociaż jego wnukowi niczego nie brakuje w kwestii humoru) Pleasure
      Mógłby wywołać koniec świata, a nie obrócić propozycji w żart. Pondering
      Z drugiej strony… czytałam kiedyś, jak to żona ugotowała nielubianą przez męża zupę, a on śmignął talerz za okno (oczywiście razem z zupą). Żona bez słowa nałożyła mu drugie danie. Jego ulubione. Mąż zadowolony przysiadł się do niego, a żona chwyciła za talerz i śmignęła przez okno. Mąż narobił wrzasku i pyta czemu to zrobiła. A ona mu odpowiedziała z niewinną minką: „Myślałam, że obiad chcesz zjeść w ogródku”… Wink

  21. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Dzisiaj ktoś z młodszego pokolenia. Ed Sheeran i „Shape of You”. Niby rytmiczne, ale na tyle spokojne, że ujdzie. Może.

    Snów niezakłóconych życzę.

  22. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Bardzo udatne pięterko!
    Wróciłem po całym dniu obradowania, całkiem obradowany! A najbardziej raduje perspektywa łóżeczka! Od razu więc zapalam lampkę…

    • Quackie pisze:

      Ha, łóżeczko. A mnie nie bardzo ciągnie po porannym wy/pospaniu. Ale trzeba będzie, jak nie z potrzeby, to z rozsądku, żeby rano móc znów wziąć się za robotę w miarę przytomnie.

  23. Rena pisze:

    Nie wiem jak to się stało ale znowu nie zdązylam powiedziec dobranoc..Mówię więc..

  24. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Znów poniedziałek…

  25. Zoe pisze:

    Dzień dobry poniedziałkowo. Mroźnie i mgliście.

  26. Bożena pisze:

    Za oknami mróz, trzeba się rozgrzać. Najlepiej gorącą kawą lub herbatą… Komu? expresso

  27. Quackie pisze:

    Dzień dobry, na śniadanie małpa z ADHD, czyli kawa i banany

    Wink1

  28. Gimi**** pisze:

    Dzień dobry po weekendzie i po chorobie (rota).
    Pięterko piękne, ale widzac tytuł skojarzenie miałam takie:

    http://madagaskar08.pl/wp-content/uploads/2017/01/sheridans_2.jpg
    Wink

  29. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Dzień zaczyna się nieźle – skojarzenie Gimi mi się podoba Pleasure

  30. Quackie pisze:

    Dobry wieczór. Czy już widać, że słoma mi wystaje z butów, spod czupryny i w ogóle zewsząd? Niecałe dwa tygodnie względnego spokoju mają jednak swoją cenę, wszystko muszę robić sam, więc nie wiem, jak z czasem będzie. Na pewno jednak PO pracy będzie lepiej 🙂

  31. Tetryk56 pisze:

    Najlepiej znaleźć powód do radości w każdej sytuacji: i z tego, że małżonka jest w domu, i z tego, że wyjechała… Lepiej się 2 razy cieszyć niż 2 razy smucić!

  32. Bożena pisze:

    sad-bye GoodNight kordelka nie chce mi się gadać… Spanko

  33. Quackie pisze:

    Dobranocka: taka rockowa kołysanka.

    Tom Petty dzisiaj, razem z grupą Heartbreakers. Też potrafi zagrać do snu. Spokojnie, nieśpiesznie, z łagodną gitarą na pierwszym planie, to znaczy zaraz za głosem.

    Snów o nadejściu czegoś lepszego.

  34. Tetryk56 pisze:

    Po ataku Łamaczy Serc potrzeba czegoś na uspokojenie. Na szczęście mamy naszą lampkę!

  35. Ultra pisze:

    Świt dobry! Jak zwykle ciekawy temat i piękne zdjęcia.
    Miral, Twój ptak już w ramie i ozdabia ścianę. Dziękuję.
    Rose

  36. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Czy wiecie, że nam przybyło ok. 1 godziny dnia? Wiosna coraz bliżej… Fala

  37. Zoe pisze:

    Dzień dobry. Cieszy coraz dłuższy dzień.

  38. Quackie pisze:

    Dzień dobry. Spokój, cisza, słońce. Prawie jak na wczasach!

    Happy-Grin

  39. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Niewykluczone, że nad pierzynką smogu świeci jakieś słońce, ale jeszcze się z nim dziś nie widziałem…

  40. Gimi**** pisze:

    Uff w końcu udało się otworzyć Wyspę.
    Dobre popołudnie dla Wszystkich!

  41. Quackie pisze:

    Dobre popołudnie! Widzę, że Wyspiarze dzielnie utrzymali ten fort!

    A ja faktycznie mam spokojniej, ale najwyraźniej mniej czasu niż przedtem (i potem). Ale teraz chwila odpoczynku od komputera, a potem wracam i będę, nawet jeśli nieco w kratkę.

    • Bożena pisze:

      Każdy zagląda na Wyspę kiedy może…

      • Quackie pisze:

        Otóż to, otóż to. Też to zawsze powtarzam!

        • Max pisze:

          Każdy orze jak może i jak może się pcha …Jeden do akcji ” W ” , tu należy splunąć – tfuu ! drugi do akcji ” H ” . Początek wiersza z lat 50-tych , gdzie akcja W , to walka z chorobami od Venery , a akcja H dotyczyła hodowli zwierząt . I jeszcze fragment modlitwy : Baranku boży , co Plenum , to gorzej … Co się polepszy , to znowu się spieprzy . Mimo trudnych czasów , to w literaturze satyrycznej wszystkie wygibasy ustroju były publikowane . Dzisiejsze zabiegi o zamknięcie Polakom ust , są kompromitacja władzy … Tears

          • Quackie pisze:

            Masz sporo racji, chociaż przyznać należy, że prywatne media, niezależne od państwowej kiesy i cenzury, mają się nieźle.

  42. Quackie pisze:

    To jeszcze podrzucę na Wyspę małe co nieco. Otóż na fejsbuku pojawiło się takie zdjęcie z tekstem, który określono jako nieprzetłumaczalny.

    W istocie tak jest, gdyż tekst na zdjęciu wykorzystuje podobieństwo brzmieniowe angielskich słów „heel” (obcas) i „heal” (uzdrawiać), „sole” (podeszwa) i „soul” (dusza) oraz „dye” (farbować) i „die” (umierać). Gdyby więc tłumaczyć tak, jak to ma brzmieć, wyszłoby:

    „Naprawa obuwia.
    Uzdrowię cię,
    ocalę twoją duszę,
    a nawet dla ciebie umrę.”

    Oczywiście nie uwzględnia to opisanych powyżej dwuznaczności.

    Ponieważ miałem chwilkę, pomyślałem i napisałem coś takiego, brzmiące po polsku oczywiście inaczej, ale chociaż w części równoważne (mimo że nie tak emocjonalnie naładowane), no i niewątpliwie reklamowe Happy :

    „Naprawa obuwia.
    Tutaj nie traktujemy klienta obcasowo,
    lecz staramy się go poznać od podeszwy,
    żeby zadbać o jego prawidłowy rozchód.”

    • Bożena pisze:

      Nieźle! Też bym nie chciała być traktowana „obcasowo”,ale też wolę być w całości, nie rozchodzić się. Hihihi!

      • Quackie pisze:

        A ja uważam, że dobrze rozchodzone buty to prawdziwe błogosławieństwo dla stóp.

        A w reklamie przy okazji dyskretna aluzja do cen.

        Wink1

        • Bożena pisze:

          Aaaa, to o rozchód butów chodzi! Myślałam, że o klienta Happy-Grin

          • Quackie pisze:

            Rozchodzone buty i nieprzesadny rozchód środków pieniężnych klienta naraz Happy-Grin

            • Bożena pisze:

              Przepisałam tekst z kartki na Google Translate i otrzymałam takie tłumaczenie: BĘDĘ CIĘ piętę ocalę WŁASNE JA NAWET DLA CIEBIE barwnika.
              Fajnie, prawda? Overjoy

              • Quackie pisze:

                No cóż, dzień, w którym automatyczny translator choćby się zbliży do tłumaczenia ludzkiego, będzie prawdopodobnie również dniem blisko końca ludzkości, bo to już będzie sztuczna, samorozwijająca się inteligencja…

                Amazed

              • miral59 pisze:

                Overjoy Tłumaczenie faktycznie świetne. Ale tak to z tym tłumaczem bywa, że on nie tłumaczy sensu, a jedynie poszczególne wyrazy, czy zwroty. Delighted
                Nie zapomnę, jak wiele lat temu czytaliśmy przekład fragmentu jakiegoś przewodnika. Leżeliśmy ze śmiechu na podłodze i nie mogliśmy przestać się śmiać. Overjoy Ciężko było ten polski zrozumieć, może i dlatego, że były tam głównie bezokoliczniki. Że o innych „przypadłościach” nie wspomnę Wink
                To było dawno, ale do dziś pamiętam fragment, gdzie pisało „… ty puszka zobaczyć…” (po angielsku to było „…you can see…”). Też fakt, że „can” to równie dobrze „możesz”, jak i „puszka”… Overjoy
                No i jeszcze… często Amerykanki, które same robią przetwory (bo i takie znam), mówią że „can” brzoskwinie. Czyli „zapuszkowały” te owoce w słoikach Wink Delicious

    • miral59 pisze:

      Brawo Mistrzu Q Brawo!
      Super parafraza reklamowa Delighted

  43. Quackie pisze:

    Dobranocka

    Ponieważ mam fazę rockową, będzie dość głośno i rytmicznie, jak na dobranockę. Jeden z moich ulubionych zespołów – Black Crowes i „She Talks To Angels”. Przynajmniej zaczyna się spokojnie 🙂 Ale jak na możliwości tych panów to naprawdę uładzony kawałek.

    Snów ze spokojnym początkiem i końcem.

  44. Zoe pisze:

    Halo
    Czy jest tutaj ktoś kto korzysta z evernote?
    Taki elektroniczny notatnik do ogarniania bałaganu (którego ja nie ogarniam). Tzn. bałaganu nie ograniam i notatnika tez nie bardzo.
    https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.evernote.com/shard/s360/sh/0f5fa523-d6a2-4562-9b58-b96e70281aa2/6f96b18a915883921c2181d48f48d4f6

    Dobranoc

  45. Tetryk56 pisze:

    No to pogadaliśmy z aniołami… czy raczej do aniołów?

  46. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    Wreszcie mogę sobie popisać i mam chwilkę wolnego Delighted
    Małżonek chrapie mi za plecami Wink Ale on tak rzadko drzemie w dzień (chociaż właściwie już wieczór), że staram się być jak myszka Happy Co prawda nie skrobię, a klikam, no i gabaryty niezupełnie te same… ale ostatecznie… Wink Overjoy

  47. miral59 pisze:

    Idę sobie, bo tak trochę głupio pisać z sobą Wink1
    Miłej środy życzę Delighted A że będzie miła nie mam wątpliwości, bo według starego powiedzenia – środa minie – tydzień zginie Pleasure Czyli weekend tuż tuż Fala

  48. Zoe pisze:

    Dzień dobry. Tydzień zbliża się ku końcowi szybkimi krokami Happy-Grin

  49. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Miesiąc też pędzi ku końcowi…

  50. Quackie pisze:

    Dzień dobry. To ja może zapowiem, że w piątek i sobotę będę w większości nieobecny na Wyspie. Ale dzisiaj i jutro jeszcze jak najbardziej obecny!

    Dzisiaj i u nas szaroburo.

  51. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Pędzimy ku końcowi powiadacie? E… może to nie do końca tak… Wink

  52. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    U mnie bez zmian, czyli ciemno Weary
    O 6 rano zwykle jest ciemno Wink
    Padało i jeszcze ma padać Pondering
    I jakoś mnie to nie cieszy Sad

  53. Bożena pisze:

    Bawcie się ładnie, ja mam wychodne. Wieczorem się odezwę Bye

  54. Quackie pisze:

    Dzień dobry. Fajeraaant! A jak koniec roboty, to teraz mała przerwa i zaraz wracamy na wizję.

  55. Bożena pisze:

    Wróciłam, żeby powiedzieć dobranoc. kordelka

  56. Quackie pisze:

    To ja na dobranoc ulicznego trubadura.

    Stanisław Tonne, urodzony na Ukrainie, występujący na całym świecie jako Estas Tonne. Gitara solo, poza tym nic, ale to wystarczy. No i widoki na teledysku.

    Snów o lataniu daleko

  57. Tetryk56 pisze:

    A nad ranem, gdy już znużeni tym dalekim lataniem obudzicie się, wróćcie na Wyspę – choćby dzięki latarence 😉

  58. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    Jakoś się tego paskudnego kaszlu pozbyć nie mogę Disapproval A przez niego mam zarwane noce, bo mnie budzi średnio co dwie godziny (a czasami częściej) Pondering A jak jestem niewyspana, to i na nic nie mam ochoty… nawet gadać mi się nie chce… Sad
    Chyba będę musiała zacząć wcinać tę paskudną chemię Distort Coś za długo mnie trzyma…

  59. miral59 pisze:

    Miłego dnia Wyspiarze Buziaczki
    U Was już czwartek!!! Delighted

  60. Zoe pisze:

    U mnie również czwartek:-) Dzień dobry.

  61. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Mówią, że czwartek też może być dobrym dniem… Wink1

  62. Quackie pisze:

    Dzień dobry, u mnie też czwartek. Zwykle zaczynam go od Wyspy, ale dzisiaj dalszy ciąg wczorajszych wieczornych perypetii mnie zatrzymał.

    W ogóle dzieje się aż za dużo, niestety.

    Ale co tam – walczymy, działamy.

  63. Quackie pisze:

    …się wszystko poprzesuwało i poopóźniało dzisiaj.

    No trudno, bywają takie dni.

    Zmykam, z tym że na wieczór zapowiada się wizyta, więc nie wiem, jak tu dzisiaj pobędę.

  64. Gimi**** pisze:

    Dzień dobry, mam komputerowstręt spowodowany komputeroniemocą.
    Będę bardzo szczęśliwa jeśli któregoś dnia dostanę pozwolenie na przywalenie mu młotkiem. Temu „komputeru” oczywiście.
    Miłego dnia.
    Nie wiem kiedy znów łaskawca uzna, że dziś znów idzie na jakąkolwiek współpracę…

    • Bożena pisze:

      Więc mu przywal młotkiem i kup nowy… Albo nie przywal i zanieś do naprawy Wink1

    • Malina_M pisze:

      przywal mu !!! ja swojemu też bym przywaliła, mam obiecany nowy ale chyba na święty Nidy dostanę
      Delicious

    • Quackie pisze:

      Nie przywalaj, ale przynieś młotek i pokaż. Bądź sugestywna w zapowiedziach. Dobra groźba czyni cuda, nawet jeżeli się jej nie zrealizuje.

      Happy-Grin

      • Gimi**** pisze:

        He he myślę, że jest zbyt tępy, żeby zrozumieć sugestię. Gdyby był jakikolwiek cień nadziei na nowy nawet bym się nie zastanawiała nad tym młotkiem, ale niestety jeszcze chyba musimy się przez jakiś czas wzajemnie tolerować, bo o współpracy z całą pewnością nie ma tu mowy:(

  65. Quackie pisze:

    Otóż więc jestem, na razie walka i działanie przynoszą efekty, ale aż się boję chwalić, względnie choćby spocząć na laurach, bo nie daj Bóg znów coś wyskoczy…

  66. Quackie pisze:

    A tu już goście u bram… więc oddalam się dostojnie ku nim.

  67. Bożena pisze:

    Czy nie jest zbyt wysokie to piętro? Jeśli nie ma pomysłu na nowe, to ja zbuduję. Wink1

  68. Bożena pisze:

    No to zapraszam piętro wyżej Happy

  69. Bożena pisze:

    Tutaj Wam powiem dobranoc, bo nowe pięterko jest jeszcze za nowe kordelka

  70. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Było? Nie było? Było. Albo nie. Ale będzie.

    Musiało do tego dojść. Rockowy, a może bluesowy klasyk, „Tears in Heaven” Erika Claptona. Tutaj w wersji „bez prądu” i to w dodatku innej niż ta najlepiej znana. Z drugim głosem i drugą gitarą i w ogóle. Ale równie ładna.

    Snów niebiańskich. Ot co!

  71. Tetryk56 pisze:

    Łzom w niebie też trzeba jakoś zapobiegać. Może światełkiem?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[+] Zaazulki ;)