Pierwszy dzień Nowego Roku spędziliśmy łażąc po wertepach, bo to lubimy najbardziej. Wybrałam Fort Sheridan, bo jest dość blisko, a poza tym zobaczyłam na mapie, że jest tam jeszcze jeden park w którym nie byliśmy. Po drugiej stronie osiedla. O samym Forcie już kiedyś pisałam, to nie będę się powtarzać. Przypomnę tylko, że w czasie wojny stacjonowały tam oddziały wojskowe i szkoliły się przed wyruszeniem na front. Koszary przerobiono na domy, trochę nowych dobudowano i jest to teraz ekskluzywne osiedle.
Najpierw pojechaliśmy na „stare śmieci”, czyli tam, gdzie już kilka razy byliśmy. Od jeziora nadal odgradza siatka. Odnowa wydm wymaga czasu…
Pojechaliśmy na drugą stronę. I jest tam chyba jeszcze piękniej niż na naszych „wydeptanych” ścieżkach. Betonowe i asfaltowe dróżki, a po bokach gąszcz krzaków. A to co mi najbardziej się podobało – można zejść nad samo Lake Michigan. Latem, gdy to wszystko obrośnie liśćmi i kwiatami, musi być cudowne!!!
Koniecznie musimy się tam jeszcze wybrać!




Zapraszam na krótką wycieczkę. Na poprzednim pięterku nogi bolały od tego latania…
Muszę się przyznać, że jak jedziemy nad Lake Michigan, to zawsze na plaży znajdę jakiś ładny kamyczek
A to ciekawy kolorek, a to kształt nietypowy… Mąż się ze mnie śmieje, że chyba chcę z tych kamieni dom budować, ale wcale aż tyle ich nie mam. Duża część ma kształt serduszka, albo po prostu je przypomina. Bardzo podobają mi się kamyki, które mają kilka kolorów, albo świecą w promieniach słońca. 
Nie za dobrze się czuję. Jakoś ostatnio coś mnie za często łapią te przeziębienia. Tym razem kaszlę jak stary gruźlik.
W nocy nie dam rady spać, bo co zasnę, to kaszel mnie budzi. Podejrzewam, że pod kołderką się rozgrzewam i dlatego kaszel się nasila. Najadłam się różnych świństw, ale nie do końca działają tak jakbym chciała. Bo ja bym chciała zjeść coś, czy się posmarować i żeby natenatychmiast przeszło
A niestety tak nie ma… 
A w smaku nie jest to rewelacyjne…
Na kaszel najlepiej pomaga mi nalewka na aloesie. Szkoda, że po jakimś czasie przestaje działać i trzeba znowu sobie „chlapnąć”
Dziś mieliśmy piękną pogodę. Małżonek co prawda pracował, ale wrócił wcześnie. Powiedział, że chętnie by się gdzieś wybrał, ale ze mną i z kaszlem, to mowy nie ma. „Bo wystraszysz tym kaszlaniem wszystkie ptaki w promieniu dwóch kilometrów” – tak mi powiedział!!!


Wybrać, to bym się wybrała… ale też fakt, że po dwóch niedospanych nocach słaba jestem i na pewno daleko bym nie zaszła
A co tam!!! Wiosna idzie i na pewno będziemy mieli jeszcze wiele pięknych dni na różne wycieczki
A tak w ogóle, to jak ktoś będzie miał pomysł na nowe pięterko, to proszę bez krępacji

To pięterko to tylko taka przeczekajka… czekając na lepszy pomysł…
To nie jest przeczekajka, bo pięterko ciekawe i piękne. Najbardziej mnie zaciekawiły te płaskorzeźby przy moście. Ciekawe co mają oznaczać lub upamiętniać…
Mistrz Q odpowiedział Ci na te pytania…jak zwykle niezawodny

A nazwałam to pięterko „przeczekajką”, bo zbudowanie go zajęło mi z godzinę (tyle co opisać zdjęcia) i robiłam to tylko i wyłącznie dlatego, że poprzednie było już bardzo długie
Dzień dobry na nowym pięterku
Jak zwykle interesującym 
Co się dzieje? Czyżby jeszcze Wyspiarze obchodzili dzień babci? A może już dzień dziadka???
Dzień dobry. Na przeczekanie, dobre sobie. Jak zwykle relacja rewelacyjna. Widoki znad jeziora jak z obrazów impresjonistów z francuskiego wybrzeża gdzieś nad kanałem La Manche (wszakże raczej bliżej Dunkierki niż Normandii).
Doskonale rozumiem mewę, która spłoszyła te szlachary, jak ja wchodzę do zimnej wody, to też robię sporo zamieszania
Co do malowideł pod wiaduktem, to przedstawiają one liść i (zapewne) przekrój m.in. dębu czerwonego, z drugiej strony wiaduktu są jeszcze inne liście i motywy. Stworzyli go (ten mural) uczniowie chicagowskich szkół z organizacji Marwen, a nosi tytuł „Arc of Nature”. Więcej szczegółów z filmami (niestety oczywiście po angielsku) – tutaj: https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/openlands.org/land-and-water/openlands-lakeshore-preserve/art-at-the-preserve/ Te plakietki z boku szlaku przedstawiają natomiast mikroorganizmy żyjące w lokalnej glebie – bakterie, grzyby i niesporczaki.
A w ogóle to oczywiście zaspałem. Ale jeżeli w niedzielę nie ma specjalnie dużo do roboty, to czy to się liczy jako ZAspanie, czy po prostu jako POspanie?
A może ODespanie?
Technicznie rzecz biorąc ODsypia się wcześniejsze NIEspanie, a tym razem nie mam za sobą zarwanej nocki, więc chyba nie?
Na Ciebie zawsze można liczyć, Mistrzu Q

Prędzej bym to określiła jako „wyspanie”, zwane w skrócie „spaniem”

Nawet do głowy mi nie przyszło, że informacje o tych różnych artystycznych pracach można znaleźć na internecie
A zaspanie, gdy się nie jest umówionym na konkretną godzinę i nie ma potrzeby wcześniejszego wstawania, zaspaniem nie jest
Dziękuję, właśnie o to mi chodziło. Wyspany jestem, to fakt.
A co do wyjaśnień, to możliwości w kwestii murala były dwie: albo to nieoficjalne malowidło jakichś graficiarzy, i wtedy zapewne oprócz samych zdjęć z wyrazami czyjejś aprobaty nic się nie znajdzie, albo też oficjalne malowidło (co w przypadku USA i takiego miejsca, na łonie przyrody, jest bardziej prawdopodobne, bo nieoficjalni graficiarze raczej preferują miasta, jak mi się wydaje), i wtedy będzie opisane i pochwalone się. Jak widać, druga opcja okazała się prawdą.
A te plakietki z mikroorganizmami to już na pewno musiały być oficjalne, ale żeby było śmieszniej, dużo więcej było informacji nt. murala. O plakietkach znalazłem tylko niewielką wzmiankę, zresztą właśnie przy okazji malowidła pod wiaduktem/ mostem.
Może dlatego więcej informacji było na temat murala, że tworzyła to młodzież ze szkół średnich w ramach większej akcji?
Dopiero gdy na filmiku jedna z artystek mówi na ich temat, zwróciłam na nie uwagę… Ale ze mną tak to jest. Zobaczę skorupkę malutkiego jajeczka w trawie, ale czegoś co zrobił człowiek (nawet takie duże) nie widzę. Małżonek mówi, że mam wybiórczy wzrok i widzę tylko to co chcę zobaczyć

W sumie na te „pasiaste patyki” w ogóle nie zwróciłam uwagi, chociaż na zdjęciu jeden mam
A ja zrozumiałem, że te „pasiaste patyki” są przeźroczyste, bo nazywają je tam „pryzmaty”, ale nie przyjrzałem się bliżej.
A te plakietki (jak je nazywasz), są spore. Takie wielkości talerza. I to dużego. Tak mi się wydawało, że to na nich, to jakieś żyjątka, bo niektóre z nich coś mi przypominały. Ale do szkoły chodziłam już dawno i nie bardzo pamiętałam co to jest

A tak w kwestii formalnej. To faktycznie wiadukt, a nie most. Most jest nad rzeką…
Ja też musiałem spojrzeć do słownika, żeby sprawdzić, że po angielsku „water bear” to jest właśnie niesporczak. Samo stworzonko natomiast skojarzyłem, bo ostatnio wystąpiło jako „zwierzę – symbol” San Escobar
Wychodzę, będę ok. 15,00.
Przyjemności!
Jak zwykle śłicznie na tym nowym pięterku. Tylko jakoś zimno mi się zrobiło oglądając zdjęcia. Nie – stanowczo – chociaż umię docenić uroki przyrody zimą to jednak wolę ją oglądać zza szyby ciepłego pomieszczenia ,albo na zdjęciach miral….
Dzięn dobry i kawusię już poludniową podaje bo co .
Kawusię to może nie, ale chętnie się przysiądę z herbatą! Na przykład zieloną z aromaten opuncji.
Nie wiem, Reno, czemu zrobiło Ci się zimno oglądając zdjęcia… wcale zimno nie było

Mogłabym łazić po nim całymi dniami, zapominając nawet o jedzeniu 

A swoją drogą… taki ośnieżony las, z tymi czapami na drzewach i krzewach, pokryty jakby pierzyną, jest cudny
U mnie to poranna kawka i chętnie ją wypiję
Przyroda (i kobiety) zawsze mnie fascynowały . Był czas, kiedy robiłem specjalnie błoto dla jaskółek , aby właśnie na naszej chałupie ulepiły gniazda . W poniedziałek wywiozłem do nowego miejsca zamieszkania, Ogród Fosa II choinkę . Po usadowieniu doniczki w popiele wypalonego ogniska , zapaleniu papieroska (?) zauważyłem nalot sikorek , jak stado szpaków sprawdzały , co też nowego pojawiło się w ogrodzie …..Jesteśmy zatem przez przyrodę ciągle obserwowani i nic nie da się ukryć …
A to prawda, to samo widujemy nad jeziorem na Kaszubach, tam, gdzie stale jeździmy. Nowy samochód, nowe rzeczy na działce – trzeba oblecieć, usiąść, zbadać, czasem dziobnąć, czy czasem nie jest to coś do jedzenia.
Różnica taka, że ptaki (zwierzaki w ogólności) nie robią zdjęć, zwłaszcza takich jak Miral
To fakt. Obserwacja jest obopólna
Ale, na ten przykład moje wróbelki, chociaż są ciekawskie (jak wszystkie ptaki), do nowych karmników podchodzą bardzo nieufnie. Jedzą głównie z tych starych. Nowy musi powisieć kilka dni, żeby się do niego przyzwyczaiły… chociaż z drugiej strony… Gdy powiesiliśmy im budki lęgowe, zainteresowały się nimi momentalnie. I od razu zaczęły budować gniazda w środku… 
No popatrz, to ciekawe! Tak jakby zdawały sobie sprawę z różnic w funkcji karmnika i budki (co pewnie w jakimś tam sensie jest przecież bardzo prawdopodobne, jednak jedno różni się budową od drugiego), ale – co więcej – zauważ, że karmnik jest strukturą „wspólną”, przylatują tam wszystkie ptaki, najedzą się i odlecą, więc nie trzeba się spieszyć, prędzej czy później przyjdą człowieki i dosypią ziarna, a z kolei budka po zajęciu na cały sezon lęgowy jest już „prywatna”, nowych lokatorów się nie toleruje, więc trzeba się pospieszyć i zająć dobre miejsce do rozmnażania, bo następnego szybko nie będzie!
Cwańsze te ptaszydła, niż się może czasem wydawać
Ptaki są bardzo zmyślne, chociaż nie wszystkie gatunki potrafią logicznie i kreatywnie myśleć
Także im ich więcej, tym lepiej i bezpieczniej…
Chyba jedynie zimą, szczególnie jak jest śnieżna i mroźna, nie wyprowadzają młodych. 
Ptaki na pewno widzą różnicę między karmnikiem i budką lęgową. I też fakt, że w tych budkach wróble mieszkają gromadnie. W zasadzie mamy jedną budkę, ale z 4 pomieszczeniami. Kiedyś wydawało mi się, że będzie to domek dla 4 rodzin, ale gnieździ się ich tam znacznie więcej. Może jak z jednego gniazda korzysta więcej ptaków czują się bezpieczniejsze? Jest ich więcej do obrony? Pisałam już kiedyś, że gdy wiewiórka próbowała się dobrać do gniazda (taka „mufa” na kablach) to zleciało się tych wróbelków sporo. Atakowały wiewióra tak długo (dziobami i pazurkami), że w końcu uciekł
A poza tym, wróbelki mają niejeden okres lęgowy w roku. Większość ptaków tylko wiosną – wróble średnio trzy razy do roku
Ach, czyli jednak sobie robią komasację – więcej niż jedna rodzina na budkę! To nie wiem, czemu się tak śpieszą do tych budek. Widocznie i tak popyt przekracza podaż.
Może kto zajmuje budkę pierwszy, ma prawo do doboru wspólników? Jak mu się ktoś nie podoba, to po prostu przegoni?
I chyba dlatego idzie u mnie aż tyle ziarna. Ptaki nie mają wyboru i zlatują wszystkie w to jedno miejsce. Jak rozmawiam z mieszkańcami tych innych dzielnic, to im takie ilości ziarna, które ja kupuję na tydzień, wystarczają na ponad miesiąc. I na ten przykład, tydzień temu kupiłam 50 funtów (22,7kg) ziarna i muszę kupić znowu, bo zjadły praktycznie wszystko. Im robi się chłodniej, tym więcej jedzą, co chyba jest normalne, bo potrzebują więcej energii, żeby nie zamarznąć. 
A popyt na budki jest ogromny. Szczególnie na takie, które są trudno dostępne drapieżnikom. Pisałam tu już kilka razy… w mojej okolicy nie widziałam nigdzie ani karmnika, ani budki lęgowej. Tutejsi mieszkańcy jakoś nie myślą o ptakach i pomocy dla nich. W takim Elgin, czy Libertyville, to w co drugim domu (obejściu) wisi jak nie karmnik, to budka (albo to i to)
Ha. Tak mi przyszło do głowy, że mogłabyś to rozpropagować w okolicy? Amerykanie na ogół są czuli na takie akcje, w stylu „pomóż pieskom, pomóż kotkom”. Tylko nad formą by się można było zastanowić.
Może i są czuli, ale też i często nie chce im się. Jeszcze wyłożyć kasę na coś, to może tak.
Poza tym… Karmniki. Duża część Amerykanów nie chce ich mieć w swoim obejściu, bo po ptakach trzeba sprzątać. Łupiny po słonecznikach, resztki innych ziaren, a także (co ich zdaniem najgorsze) kupeczki, których też jest trochę. Dodatkowo, jeśli zaczyna się karmić ptaki jesienią, czy zimą, to trzeba to robić regularnie, a nie tylko od czasu do czasu. Ptaki przyzwyczajają się do swojego żerowiska i nawet nie próbują szukać nowych miejsc. Siedzą i czekają. A szczególnie zimą jest to dla nich niebezpieczne. Mogą popadać z głodu i wychłodzenia. Nie jestem w stanie pilnować sąsiadów, żeby karmili regularnie…
Budki lęgowe. Podobnie jak z karmnikami. Ludziom się wydaje, że to straszny kłopot, bo ptaki fajdają gdzie popadnie i że dokoła takiej budki stale będzie brudno. A kto będzie im sprzątał? Niektórym przeszkadzają nawet budki, czy karmniki u sąsiadów. Bo to zwiększony ptasi ruch i bardziej ofajdane okna, czy nawet całe obejście.
A fakt jest taki, że owszem, niektóre ptaki, które budują gniazda na drzewach brudzą pod tymi drzewami niesamowicie (jak na przykład czaple, czy kormorany). Ale jak zauważyłam, pod budką naszych wróbelków niczego nie ma. Może i zdarzają się jakieś kupki, ale na pewno nie więcej niż w innych miejscach. One mają swoistą metodę na sprzątanie po swoich maluchach, żeby miały zawsze sucho i zawsze czysto. Kiedyś obserwowałam drozda wędrownego w gnieździe z maluchami (takimi jeszcze gołymi, bez piór). Najpierw rodzice karmili, a potem jedno z nich wydziobywało odchody młodych. Gniazdo było znowu czyściutkie. Dla nas, ludzi, to obrzydliwe, ale ptakom (czy innym zwierzakom), to jedyny sposób na utrzymanie czystości w gnieździe
No tak, trzeba by odpowiednio „sprzedać” ideę pomagania. Może coś w tym guście? Oczywiście całość po angielsku:
„Czy wiesz, ile robaków i pasożytów zżera twoje rośliny, owoce i warzywa? Nie stój bezczynnie, zrób z tym coś! Najlepszym, najbardziej ekologicznym i zgodnym z naturą sposobem będzie wsparcie naturalnych wrogów robali – ptaków! Zmniejsz straty! Pozbądź się robaków i pasożytów! Make America great again!”
Dzień dobry


Jak sobie pomyślę, że już jutro do pracy…
Całe szczęście mam przed sobą jeszcze całą niedzielę
A my pół
No tak… ta różnica czasu…
Na razie delikatnie, ale zaczynam podgadywać, że te budki lęgowe, które mamy, to za mało.
Małżonek musi powoli przywyknąć do tej myśli… Pomyślałam, że skoro zmniejszyła nam się populacja wiewiórek, to może jeszcze jakieś budki dałoby się powiesić na płocie? Wróbelki miałyby więcej miejsca na gniazda…
Tylko mój małżonek ma dość (na razie) budowania z drewna czegokolwiek. Muszę go jakoś zmotywować, to na pewno nabierze chęci 
W uzupełnieniu odpowiedzi wyżej – widocznie wróbelki wiedzą, że mąż ma dość, dlatego tak się spieszyły z zajmowaniem dotychczasowych budek,bo wiedziały, że następne szybko się nie pojawią.
Uważaj, podsłuchują Was!

Nie wiem czy wróbelki nas podsłuchują, ale czasami siadają na parapet
Więc możliwe, że słyszą co nieco 

Z drugiej strony… mąż budował im domek na podwórku, więc bez siadania na parapet mogły słyszeć co ma do powiedzenia na ten temat
Obiecaj mu coś co lubi
Ale później dotrzymaj słowa, żeby się nie zniechęcił. Wiesz, Mireczko, z mężem jak z dzieckiem… 
A może wróbelki by obiecały – to im powinno zależeć najbardziej!
Wróbelki są dla małżonka wspaniałym „materiałem fotograficznym”. Dodatkowo przyciągają różnego rodzaju drapole, co jest kolejnym świetnym obiektem do obcykania


Czyli coś w rodzaju obietnicy jest…
Ze swoim mężem znamy się od podstawówki (choć początkowo tylko z widzenia), także miałam czas go poznać. Nie muszę mu niczego obiecywać. Jak to jest w powiedzeniu – kropla drąży skałę? Takie delikatne podgadywanie, przypominanie, sugerowanie… działa najlepiej
Po jakimś czasie małżonek wpada na pomysł, a ja ochoczo temu przytakuję, wyrażając jednocześnie podziw, że na tak wspaniały pomysł wpadł
Chętnie wyprę się swojego autorstwa. Co za różnica, skoro będzie tak, jak mi pasuje 

To się chyba nazywa „dyplomacja”
To ja znam inną definicję dyplomacji, nie tak powabną i niekoniecznie małżeńskiej: dyplomacja to sztuka mówienia „spierdalaj” w taki sposób, żeby rozmówca poczuł dreszcz ekscytacji na myśl o nadciągającej podróży.
Małżonek nie może zapomnieć ostatniego naszego spotkania ze znajomymi
Ona pracuje na noce (od 17 do 1). Wraca do domu, kiedy mąż śpi. On codziennie gotował obiad. Dla niej zostawało tylko go nagrzać. Ale on się zbuntował i mój małżonek popiera go w 100%. Ona była na urlopie. On pracował. Wraca po pracy głodny i pyta żony co na obiad, a ona sięga do lodówki i podaje mu jogurt. Zaskoczony zjadł, ale nadal był głodny. Ugotował sam. Na drugi dzień na obiad znowu był jogurcik i nasz znajomy się wściekł. Powiedział, że nie będzie gotował żadnych obiadków. Ona się tłumaczy, że gotować nie lubi… Ja też nie lubię. I co z tego? Od tamtej pory mój małżonek co jakiś czas przypomina te jogurciki. I co jakiś czas pyta mnie, czy na obiad dzisiaj jest jogurcik
Tak, jakby u nas kiedykolwiek na obiad był jogurt!!!
A co najśmieszniejsze, to nasz syn kupił sobie zapas jogurcików… I gdy małżonek tak ciągle „wyjeżdżał” z nimi, syn poczuł się zaniepokojony. Pytał mnie, czy ojcu przeszkadza ten jego zapasik? Śmiał się, gdy wytłumaczyłam o co chodzi
Och. W rodzinie Taty Quackie krąży taka rodzinna legenda o pewnym wujostwie. Wuj (dla mnie to jakiś wujeczny dziadek czy też prawuj) kupował jedzenie do domu, ale zapomniał, czy też nie starczyło mu już pieniędzy na drewno, którym trzeba było palić pod kuchnią, żeby zrobić obiad. Ciotka przypomniała raz, drugi, ale jakoś drewno się nie pojawiało, więc porąbała krzesło i ugotowała obiad na tym drewnie. Do wuja dotarło dopiero wtedy, jak musiał zjeść obiad – na stojąco!
Też tak pomyślałam
Też masz doświadczenie w gotowaniu na płycie kuchennej? Ci, którzy używają tylko kuchenek gazowych, czy elektrycznych, nie wiedzą ile trzeba drewna, czy węgla do palenia w piecach

Chyba że ta „praciocia” potrzebowała tego drewna na rozpałkę, a potem gotowała na węglu… to się zgodzę, że krzesło jej wystarczyło
Kiedyś gotowałam na płycie kuchennej, ale to pradzieje. Teraz gotuję na gazie. Masz rację, krzesłem by można tylko rozpalić ogień. Tylko czy to odpowiednie drewno? Czy by się paliło?
Legenda już nie precyzuje, czy to było jedno krzesło, czy więcej, czy na rozpałkę do węgla, czy bez węgla.
No i w sumie to mało ważne. Legenda jest legendą. Rozumiem, że chodzi o sam fakt dokładnego pokazania mężowi, gdzie zrobił błąd
Bez narzekania i jędzolenia…
Można by rzec – bez słowa nagany, ale dobitnie 
Tak, ta praciotka była ponoć znana z takich pomysłów, w sensie pokazywania zamiast, przepraszam bardzo, ale tylko takie słowo mi się nasuwa, ujadania.
Nie masz za co przepraszać. Czasami gdy słuchałam „przemówień” niektórych żon sąsiadów, też to słowo przychodziło mi do głowy
Sama bym jej chyba przyłożyła, żeby tylko się zamknęła. Czy mąż to kompletny idiota, żeby powtarzać mu to samo (i to podniesionym głosem) setki razy i to przez kilka godzin?
To takie właśnie ujadanie. Ten sam tekst w kółko, na różne tony… 
Pamiętam z Polski taką sąsiadkę. Oboje z mężem doszliśmy do wniosku, że ten sąsiad albo śpi snem sprawiedliwego (czytaj napitego), albo kompletnie nie ma nerwów
A propos tego powtarzania setki razy tego samego, jak mówi nie takie znów stare przysłowie: „Kłótnia z kobietą jest jak koncert. Najpierw nowości, po czym wracamy do największych przebojów.”
Żeby to człowiek był taki mądry te ponad 20 lat temu…
A czemu 20 lat temu? Zawsze jest czas na naprawę i zmianę…
Właśnie cały problem w tym, czy naprawa, czy może jednak zmiana. Bo mimo najlepszych chęci sporo zdaje się wskazywać, że na naprawę jest już za późno…
Za późno, to jak już ktoś umrze. A dopóki się żyje, zawsze można się postarać o zmiany
Może im później, tym trudniej, ale niemożliwe nie jest 
Odpowiednie. Do ogniska by się nie nadawało, bo zwykle jest polakierowane i na ten przykład kiełbaski pieczone na takim drewnie śmierdziałyby lakierem


Palone pod płytą nie ma znaczenia. I na pewno dobrze by się paliło. Raz, że lakier sam w sobie jest łatwopalny, a dwa, takie drewno jest bardzo suche. Bez względu na to jaki to gatunek drzewa.
A na temat palenia w piecach wiem sporo, bo w moim domu rodzinnym nadal są takie piece i nie ma gazu.
A to, że musiało być niejedno krzesło spalone, to fakt. Musiały być spalone wszystkie, skoro obiad mąż jadł na stojąco.
No tak. Ostatecznie w domu jest zawsze więcej niż jedno krzesło

Dłuższą chwilę mnie nie będzie.
Przyjemności
Jak widać, już jestem.
Wszystko poczytałam. Dowiedziałam się o wróbelkach i innych. I o sztuce dyplomacji. Ta ostatnia jest mi obca i pewnie dlatego jestem bez drugiej połowy i tak mi dobrze bo wysiłac się nie mam zamiaru ..i ćwiczyć dyplomacje.Ja nawet lubię mężczyzn ale tak jak zimę – za oknem…
O wróbelkach i innych, to ja mogę godzinami… to mój konik
I to w obu przypadkach 
Dzieci dorosły i mam się kim opiekować, czyli zaspokajać swój instynkt macierzyński
W zamian mam opiekę, gdy tylko jej potrzebuję. Czyli obopólna korzyść… 
A co do drugiej połowy i dyplomacji… nie zawsze jest potrzebna
Wszystko zależy od potrzeb. A także doboru. Mój mąż czasami mnie wkurza (to działa w dwie strony), ale ogólnie nie narzekam
Tak powinno być w każdym małżeństwie.
Właściwe słowo na właściwym miejscu: POWINNO.
„Z małżeńskich rozmów ” , pamiętam rozmowę mojego dziadka z babcią . Babcia przygotował dziadkowi na obiad krupnik , którego prawdopodobnie dziadek nie znosił , bo warknął : nie będę tego jadł , a były nalane trzy talerze . Jedz , powiedziała babka , bo nic innego nie będzie . Grzyba mi usmaż ! Grzyba ? A skąd mam wziąć jajka ? Nie będzie grzyba ? No to dziadek szarpnął za obrus i talerze z krupnikiem wylądowały na podłodze . Sprzątaj ! dziadek do babci . Sam sprzątaj , jak narozrabiałeś . Wtedy dziadek za pierzynę z łóżka i był by posprzątał , ale przestraszona babcia , po kobiecemu zamilkła , posprzątała , usmażyła grzyba i do wieczora nikt o całym zajściu nie pamiętał . Czy może to być przykładem dyplomacji ??
Oj.
To nie dyplomacja. Raczej tzw. realpolitik – polityka faktów dokonanych. Albo eskalacji zbrojeń.
Raczej to drugie – eskalacja zbrojeń…
No nie wiem, ale ja bym nie ustąpiła na takie zachowanie. Grzyba też bym nie usmażyła, jestem uparta.
Mnie jest trudno powiedzieć jak bym postąpiła
Bez mojej łaski… A to co ugotowałam, sama bym jadła… 
Raczej nie zdarza mi się gotować na obiad tego, czego mąż nie lubi, a wręcz nie znosi. Więc i trudno byłoby o taką prowokację. Poza tym, mąż sam świetnie radzi sobie w kuchni, także w razie czego obsłużyłby się sam
No prawdę mówiąc, to ja z mężem ustalałam co zrobić na obiad, więc do takiej sytuacji by nie doszło. Jednak jak sobie wyobrażę powyższą scenkę, to nóż sam mi się w kieszeni otwiera…
Ja bym powiedziała – dasz jajka to będzie grzyb…realpolityk, mowisz Quackie?
Tak się to ponoć nazywa. Ale Mirka ma rację, to raczej eskalacja… Chociaż jedno z drugim się chyba nie wyklucza.
Chyba się nie wyklucza… ale ta sytuacja wydała mi się wręcz groźna. Może dlatego, że sama nigdy w takiej nie byłam? Czasami wolę ustąpić (przynajmniej pozornie) niż na siłę próbować postawić na swoim. To się po prostu nie opłaca.
Chociaż często nie zdajemy sobie z tego sprawy 
Trzeba brać pod uwagę również i tę drugą osobę. Jej honor i dumę. Jeśli „podbechtamy” i jedno i drugie, trudniej (obu stronom) wyjść z tego bez szwanku.
Okazując szacunek swojemu partnerowi, szanujemy siebie…
Zacznę drukować co poniektóre komentarze z Wyspy i rozwieszać na ścianach po domu, no.
Czy można okazać szacunek komuś, kto nas terroryzuje i poniża? Od takiego męża chyba bym odeszła.
I tu jest słowo – klucz, Bożenko
Niby zawiłe, a jednak proste…

„Odeszła”. Skoro jestem w małżeństwie, to znaczy, że mi ono pasuje. Ale jeśli jestem i narzekam, to dlaczego jestem?
Kiedyś w pracy, jedna z koleżanek powiedziała o swoim mężu, że tylko jakaś łachudra na niego by poleciała (chodziło o zdrady małżeńskie)… zapytałam ją tylko, czy w ogóle rozumie co mówi? Przecież to jej mąż?!!! Kilka lat wcześniej to ona na niego „poleciała”… i nadal z nim jest…
Komentarz zbędny
Tak bym o mężu nie powiedziała, bo tym bym siebie poniżyła. Ale jeśli ktoś obiecuje a potem postępuje inaczej, to mam prawo odejść.
Chociaż z drugiej strony nie odeszłam od męża, choć wiele od niego wycierpiałam, ale chociaż mnie nie poniżał…
I to jest właśnie ta kwestia wyboru. Jeśli małżeństwo jest dla nas katorgą, to nie narzekamy, a odchodzimy. Chociaż często nie odchodzimy bo… i tu jest cała lista powodów…
Sama wiesz najlepiej co dla Ciebie dobre…
Nie chcę przez to powiedzieć, że powinnaś była odejść od męża. Nie mam żadnych powodów uważać, że źle zrobiłaś
Ale teraz jestem sama i nie mam powodu do narzekania.
Tak sobie myślę , co zrobił by dziadek na propozycję , aby na grzyba dał swoje klejnoty . Może był by koniec świata ?
Brzmi jak bardzo, bardzo, bardzo trudny wybór.
To zależy od poczucia humoru.

Podejrzewam, że mój by powiedział, że na ulubionego grzyba, to jego klejnotów nie wystarczy, więc i tak trzeba iść do sklepu… a jak się już pójdzie, to co za różnica ile się jajek kupi? A klejnoty mogą się przydać na inną, lepszą okazję
W sumie jak przeczytałam jeszcze raz opowieść i pomyślałam trochę… faktycznie, dziadek był albo w złym humorze, albo jego poczucie humoru nie do końca było rozwinięte (chociaż jego wnukowi niczego nie brakuje w kwestii humoru)


Mógłby wywołać koniec świata, a nie obrócić propozycji w żart.
Z drugiej strony… czytałam kiedyś, jak to żona ugotowała nielubianą przez męża zupę, a on śmignął talerz za okno (oczywiście razem z zupą). Żona bez słowa nałożyła mu drugie danie. Jego ulubione. Mąż zadowolony przysiadł się do niego, a żona chwyciła za talerz i śmignęła przez okno. Mąż narobił wrzasku i pyta czemu to zrobiła. A ona mu odpowiedziała z niewinną minką: „Myślałam, że obiad chcesz zjeść w ogródku”…
To jest w stylu praciotki
Ale bałagan powstał za oknem i nie było potrzeby sprzątania

Zupa sama wsiąkła, a drugim daniem zajmą się ptaki
Haha, zawsze pamiętasz o ptakach!
Powtarzam się… to mój konik

Chociaż zwierzątka też lubię, i kwiatki, i ogólnie cała naturę, ale jakoś do tych pierzastych mam najwięcej serca
Fiu fiu, powiedział wróbel Ćwirek!
Ładne ptaszki
Dobranoc

Spokojnej!
Dobranocka.
Dzisiaj ktoś z młodszego pokolenia. Ed Sheeran i „Shape of You”. Niby rytmiczne, ale na tyle spokojne, że ujdzie. Może.
Snów niezakłóconych życzę.
Witajcie!

Bardzo udatne pięterko!
Wróciłem po całym dniu obradowania, całkiem obradowany! A najbardziej raduje perspektywa łóżeczka! Od razu więc zapalam lampkę…
Ha, łóżeczko. A mnie nie bardzo ciągnie po porannym wy/pospaniu. Ale trzeba będzie, jak nie z potrzeby, to z rozsądku, żeby rano móc znów wziąć się za robotę w miarę przytomnie.
Nie wiem jak to się stało ale znowu nie zdązylam powiedziec dobranoc..Mówię więc..
Powiedzieć „dobranoc” zawsze zdążysz, to nic, że po dobranocce
Dzień dobry
Znów poniedziałek…
Dzień dobry poniedziałkowo. Mroźnie i mgliście.
Za oknami mróz, trzeba się rozgrzać. Najlepiej gorącą kawą lub herbatą… Komu?
herba
Dzień dobry, na śniadanie małpa z ADHD, czyli kawa i banany
Banany? Proszę bardzo…
Jakby dodać bułkę, byłoby śniadanie Małysza.
Oczywiście…
Może być? Smacznego.
Dzień dobry po weekendzie i po chorobie (rota).
Pięterko piękne, ale widzac tytuł skojarzenie miałam takie:
http://madagaskar08.pl/wp-content/uploads/2017/01/sheridans_2.jpg

Może serwują gdzieś w forcie?
A wiesz, że nawet nie sprawdziłam, czy tam jest jakiś bar? Ale jak nie w forcie, to na pewno obok

Witajcie!
Dzień zaczyna się nieźle – skojarzenie Gimi mi się podoba
Dobry wieczór. Czy już widać, że słoma mi wystaje z butów, spod czupryny i w ogóle zewsząd? Niecałe dwa tygodnie względnego spokoju mają jednak swoją cenę, wszystko muszę robić sam, więc nie wiem, jak z czasem będzie. Na pewno jednak PO pracy będzie lepiej 🙂
Przynajmniej docenisz pracę Małżonki w domu
No wiesz, może i tak. Ale ja jestem wychowany na względnie samodzielną osobę, więc nie tak znów do końca.
Więc nie narzekaj, że wszystko musisz robić sam. Widzisz ile czasu oszczędzasz dzięki Małżonce…
Tak, to jest ten dylemat: oszczędzić czasu, czy lepiej jednak nerwów…
Zależy co więcej cenisz…
Otóż z czasem coraz bardziej cenię nerwy…
Bo jak to mówią: Grunt to zdrowie i wszy w katanie, a drapanie samo nastanie
Najlepiej znaleźć powód do radości w każdej sytuacji: i z tego, że małżonka jest w domu, i z tego, że wyjechała… Lepiej się 2 razy cieszyć niż 2 razy smucić!
Otóż ja się cieszę przynajmniej raz i uważam to za sukces, choćby i połowiczny!
Spokojnej!
Dobranocka: taka rockowa kołysanka.
Tom Petty dzisiaj, razem z grupą Heartbreakers. Też potrafi zagrać do snu. Spokojnie, nieśpiesznie, z łagodną gitarą na pierwszym planie, to znaczy zaraz za głosem.
Snów o nadejściu czegoś lepszego.
Po ataku Łamaczy Serc potrzeba czegoś na uspokojenie. Na szczęście mamy naszą lampkę!

Świt dobry! Jak zwykle ciekawy temat i piękne zdjęcia.

Miral, Twój ptak już w ramie i ozdabia ścianę. Dziękuję.
Dzięki Ultro


Prawdę mówiąc, to już zapomniałam i długo musiałam się zastanawiać i którym ptaku mówisz
Ale już sobie przypomniałam
W złoto – czarnej ramie prezentuje się imponująco!
Zasyłam serdeczności.
Cieszy mnie ogromnie, że tak Ci się to zdjęcie podoba

Pozdrawiam cieplutko
Dzień dobry
Czy wiecie, że nam przybyło ok. 1 godziny dnia? Wiosna coraz bliżej… 
Twój komentarz Bożeno napełnił mnie optymizem, że powoli kończą się te egipskie ciemności…. 🙂
Ja też z optymizmem śledzę wschody i zachody słońca. Cieszę się, że mogłam dodać Ci otuchy 🙂
Może i te dni już dłuższe, ale i tak wyjeżdżam do pracy, jest szaro, wracam to samo
Można depresji dostać od tych ponurości 
W sumie tak… u mnie jest bardzo podobnie, a nie mam czasu na depresję. Kończę zeszło roczne zlecenie, nowe czekają niecierpliwie w kolejce, a tu światła jak na lekarstwo…. Tęskno mi za słońcem….
Światełko Owsiak odesłał do nieba. No to mamy, to co mamy, i wiadomo przez kogo!
A Prometeusz życie narażał….. 😉
Nie na darmo. Ku Prometeuszowej pamięci niejeden rodak do dziś chronicznie naraża wątrobę!
Non omnis moriar – zawsze to jakaś pociecha
Dzień dobry. Cieszy coraz dłuższy dzień.
Dzień dobry. Spokój, cisza, słońce. Prawie jak na wczasach!
U mnie szaro, buro i ponuro, słońca ani śladu
U mnie tak samo. A pan Q. to niech się za pracę zabierze a nie wczasy
Ooo, już po dziewiątej, faktycznie.
A pracować też można w różnych warunkach.
Witajcie!
Niewykluczone, że nad pierzynką smogu świeci jakieś słońce, ale jeszcze się z nim dziś nie widziałem…
Ty nad poziomy wylatuj!
Dobrze, że pominąłeś to słowo wcześniej, bo by się dysonans zrobił!
No, nie rób z siebie staruszka
Ludzie niekiedy nie wiedzą, co zrobić z czasem.
Czas nigdy nie ma tego problemu z ludźmi…
Złota myśl.
Uff w końcu udało się otworzyć Wyspę.
Dobre popołudnie dla Wszystkich!
Takie masz trudności?
Również dla Ciebie dobrego popołudnia…
Dobre popołudnie! Widzę, że Wyspiarze dzielnie utrzymali ten fort!
A ja faktycznie mam spokojniej, ale najwyraźniej mniej czasu niż przedtem (i potem). Ale teraz chwila odpoczynku od komputera, a potem wracam i będę, nawet jeśli nieco w kratkę.
Każdy zagląda na Wyspę kiedy może…
Otóż to, otóż to. Też to zawsze powtarzam!
Każdy orze jak może i jak może się pcha …Jeden do akcji ” W ” , tu należy splunąć – tfuu ! drugi do akcji ” H ” . Początek wiersza z lat 50-tych , gdzie akcja W , to walka z chorobami od Venery , a akcja H dotyczyła hodowli zwierząt . I jeszcze fragment modlitwy : Baranku boży , co Plenum , to gorzej … Co się polepszy , to znowu się spieprzy . Mimo trudnych czasów , to w literaturze satyrycznej wszystkie wygibasy ustroju były publikowane . Dzisiejsze zabiegi o zamknięcie Polakom ust , są kompromitacja władzy …
Masz sporo racji, chociaż przyznać należy, że prywatne media, niezależne od państwowej kiesy i cenzury, mają się nieźle.
To jeszcze podrzucę na Wyspę małe co nieco. Otóż na fejsbuku pojawiło się takie zdjęcie z tekstem, który określono jako nieprzetłumaczalny.
W istocie tak jest, gdyż tekst na zdjęciu wykorzystuje podobieństwo brzmieniowe angielskich słów „heel” (obcas) i „heal” (uzdrawiać), „sole” (podeszwa) i „soul” (dusza) oraz „dye” (farbować) i „die” (umierać). Gdyby więc tłumaczyć tak, jak to ma brzmieć, wyszłoby:
„Naprawa obuwia.
Uzdrowię cię,
ocalę twoją duszę,
a nawet dla ciebie umrę.”
Oczywiście nie uwzględnia to opisanych powyżej dwuznaczności.
Ponieważ miałem chwilkę, pomyślałem i napisałem coś takiego, brzmiące po polsku oczywiście inaczej, ale chociaż w części równoważne (mimo że nie tak emocjonalnie naładowane), no i niewątpliwie reklamowe
:
„Naprawa obuwia.
Tutaj nie traktujemy klienta obcasowo,
lecz staramy się go poznać od podeszwy,
żeby zadbać o jego prawidłowy rozchód.”
Nieźle! Też bym nie chciała być traktowana „obcasowo”,ale też wolę być w całości, nie rozchodzić się.
A ja uważam, że dobrze rozchodzone buty to prawdziwe błogosławieństwo dla stóp.
A w reklamie przy okazji dyskretna aluzja do cen.
Aaaa, to o rozchód butów chodzi! Myślałam, że o klienta
Rozchodzone buty i nieprzesadny rozchód środków pieniężnych klienta naraz
Przepisałam tekst z kartki na Google Translate i otrzymałam takie tłumaczenie: BĘDĘ CIĘ piętę ocalę WŁASNE JA NAWET DLA CIEBIE barwnika.
Fajnie, prawda?
No cóż, dzień, w którym automatyczny translator choćby się zbliży do tłumaczenia ludzkiego, będzie prawdopodobnie również dniem blisko końca ludzkości, bo to już będzie sztuczna, samorozwijająca się inteligencja…
Aż strach…
Ale teraz idę spać. Dobranoc
Spokojnej!
I po cóż było straszyć Bożenkę przed spaniem…
Nie zapomnę, jak wiele lat temu czytaliśmy przekład fragmentu jakiegoś przewodnika. Leżeliśmy ze śmiechu na podłodze i nie mogliśmy przestać się śmiać.
To było dawno, ale do dziś pamiętam fragment, gdzie pisało „… ty puszka zobaczyć…” (po angielsku to było „…you can see…”). Też fakt, że „can” to równie dobrze „możesz”, jak i „puszka”…
No i jeszcze… często Amerykanki, które same robią przetwory (bo i takie znam), mówią że „can” brzoskwinie. Czyli „zapuszkowały” te owoce w słoikach
Brawo Mistrzu Q

Super parafraza reklamowa
Dobranocka
Ponieważ mam fazę rockową, będzie dość głośno i rytmicznie, jak na dobranockę. Jeden z moich ulubionych zespołów – Black Crowes i „She Talks To Angels”. Przynajmniej zaczyna się spokojnie 🙂 Ale jak na możliwości tych panów to naprawdę uładzony kawałek.
Snów ze spokojnym początkiem i końcem.
Halo
Czy jest tutaj ktoś kto korzysta z evernote?
Taki elektroniczny notatnik do ogarniania bałaganu (którego ja nie ogarniam). Tzn. bałaganu nie ograniam i notatnika tez nie bardzo.
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.evernote.com/shard/s360/sh/0f5fa523-d6a2-4562-9b58-b96e70281aa2/6f96b18a915883921c2181d48f48d4f6
Dobranoc
No to pogadaliśmy z aniołami… czy raczej do aniołów?

Dzień dobry

Ale on tak rzadko drzemie w dzień (chociaż właściwie już wieczór), że staram się być jak myszka
Co prawda nie skrobię, a klikam, no i gabaryty niezupełnie te same… ale ostatecznie…

Wreszcie mogę sobie popisać i mam chwilkę wolnego
Małżonek chrapie mi za plecami
Idę sobie, bo tak trochę głupio pisać z sobą
A że będzie miła nie mam wątpliwości, bo według starego powiedzenia – środa minie – tydzień zginie
Czyli weekend tuż tuż 
Miłej środy życzę
Dzień dobry. Tydzień zbliża się ku końcowi szybkimi krokami
Dzień dobry
Miesiąc też pędzi ku końcowi…
Dzień dobry. To ja może zapowiem, że w piątek i sobotę będę w większości nieobecny na Wyspie. Ale dzisiaj i jutro jeszcze jak najbardziej obecny!
Dzisiaj i u nas szaroburo.
To tak jak na południu Polski. Zakładając, że średnia ilość chmur na świecie jest stała to gdzieś się rozchmurzyło…DLACZEGO NIE U MNIE???
Niestety, u mnie też się nie rozchmurzyło i nie zanosi się na to
U mnie też cały dzień pochmurno i coś z deszczu padało…


To w sumie ciekawe, dokąd to słońce sobie poszło.
Nad ocean, żeby nikt go nie oglądał?
Witajcie!
Pędzimy ku końcowi powiadacie? E… może to nie do końca tak…
Może nie tak, ale to początek końca
To teza podobna do stwierdzenia, że bezpośrednią przyczyną każdego rozwodu jest małżeństwo
No bo gdyby nie małżeństwo…
I w sumie coś w tym jest… trudno o rozwód bez zawarcia małżeństwa…

Teraz to już się czołgamy….do konca tygodnia
Dzień dobry




U mnie bez zmian, czyli ciemno
O 6 rano zwykle jest ciemno
Padało i jeszcze ma padać
I jakoś mnie to nie cieszy
Bawcie się ładnie, ja mam wychodne. Wieczorem się odezwę
Dzień dobry. Fajeraaant! A jak koniec roboty, to teraz mała przerwa i zaraz wracamy na wizję.
Ooo! Na wizję też? Będziemy mieli wizje???
No wiesz, jak się da czytać posty i komentarze, to znaczy, że jest i jakaś wizja…
A tak na marginesie, jak tylko się okazało, że odetchnąłem z ulgą, to natychmiast wylazły nowe problemy. Które muszę ogarnąć i to zdalnie.
C’est la жизнь…
Wróciłam, żeby powiedzieć dobranoc.
A ja dopiero teraz wylądowałem po opanowaniu (tymczasowym i zdalnie) kryzysu sprzętowego 350 km dalej.
Spokojnej!
Uuuuch! Ty to masz zasięg!
Niestety, czasem nie mam wyboru, to muszę mieć zasięg.
To ja na dobranoc ulicznego trubadura.
Stanisław Tonne, urodzony na Ukrainie, występujący na całym świecie jako Estas Tonne. Gitara solo, poza tym nic, ale to wystarczy. No i widoki na teledysku.
Snów o lataniu daleko
A nad ranem, gdy już znużeni tym dalekim lataniem obudzicie się, wróćcie na Wyspę – choćby dzięki latarence 😉

wrócę …
kolorowych snów Wyspiarzom
Dzień dobry
A przez niego mam zarwane noce, bo mnie budzi średnio co dwie godziny (a czasami częściej)
A jak jestem niewyspana, to i na nic nie mam ochoty… nawet gadać mi się nie chce… 
Coś za długo mnie trzyma…
Jakoś się tego paskudnego kaszlu pozbyć nie mogę
Chyba będę musiała zacząć wcinać tę paskudną chemię
Zajrzyj na pocztę, Mireczko
Zajrzałam. Dziękuję
Miłego dnia Wyspiarze

U Was już czwartek!!!
Dzień dobry
Rzeczywiście, już czwartek…
U mnie również czwartek:-) Dzień dobry.
Witajcie!
Mówią, że czwartek też może być dobrym dniem…
Hi. Nie zawiewa Ci spalenizną z Niepołomic? 🙂
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.rmf24.pl/fakty/polska/news-pozar-w-niepolomicach-w-akcji-17-zastepow-strazakow,nId,2342932
Tu najczęściej wieje z zachodu i/lub południa…
Faktycznie paskudny pożar. Dobrze, że nikt nie ucierpiał…
A to że się tak ostro paliło, to nic dziwnego. Lakier pali się jak szatan
u mnie zawiewa od sąsiada, straszne paskudztwo spala
Dzień dobry, u mnie też czwartek. Zwykle zaczynam go od Wyspy, ale dzisiaj dalszy ciąg wczorajszych wieczornych perypetii mnie zatrzymał.
W ogóle dzieje się aż za dużo, niestety.
Ale co tam – walczymy, działamy.
Tylko spokój może uratować, jak to mówią…
Powodzenia w walce i działaniu
…się wszystko poprzesuwało i poopóźniało dzisiaj.
No trudno, bywają takie dni.
Zmykam, z tym że na wieczór zapowiada się wizyta, więc nie wiem, jak tu dzisiaj pobędę.
Dzień dobry, mam komputerowstręt spowodowany komputeroniemocą.
Będę bardzo szczęśliwa jeśli któregoś dnia dostanę pozwolenie na przywalenie mu młotkiem. Temu „komputeru” oczywiście.
Miłego dnia.
Nie wiem kiedy znów łaskawca uzna, że dziś znów idzie na jakąkolwiek współpracę…
Więc mu przywal młotkiem i kup nowy… Albo nie przywal i zanieś do naprawy
przywal mu !!! ja swojemu też bym przywaliła, mam obiecany nowy ale chyba na święty Nidy dostanę

Nie przywalaj, ale przynieś młotek i pokaż. Bądź sugestywna w zapowiedziach. Dobra groźba czyni cuda, nawet jeżeli się jej nie zrealizuje.
He he myślę, że jest zbyt tępy, żeby zrozumieć sugestię. Gdyby był jakikolwiek cień nadziei na nowy nawet bym się nie zastanawiała nad tym młotkiem, ale niestety jeszcze chyba musimy się przez jakiś czas wzajemnie tolerować, bo o współpracy z całą pewnością nie ma tu mowy:(
Otóż więc jestem, na razie walka i działanie przynoszą efekty, ale aż się boję chwalić, względnie choćby spocząć na laurach, bo nie daj Bóg znów coś wyskoczy…
A tu już goście u bram… więc oddalam się dostojnie ku nim.
Przyjemności
Czy nie jest zbyt wysokie to piętro? Jeśli nie ma pomysłu na nowe, to ja zbuduję.
No to zapraszam piętro wyżej
Tutaj Wam powiem dobranoc, bo nowe pięterko jest jeszcze za nowe
Spokojnej! To dobranockę też zaraz tutaj opublikuję.
Dobranocka.
Było? Nie było? Było. Albo nie. Ale będzie.
Musiało do tego dojść. Rockowy, a może bluesowy klasyk, „Tears in Heaven” Erika Claptona. Tutaj w wersji „bez prądu” i to w dodatku innej niż ta najlepiej znana. Z drugim głosem i drugą gitarą i w ogóle. Ale równie ładna.
Snów niebiańskich. Ot co!
Łzom w niebie też trzeba jakoś zapobiegać. Może światełkiem?
