W ubiegłą środę wyszedłem na balkon, zobaczyć, co też tak głośno pieprznęło na ulicy. Nie udało mi się tego ustalić, ale postanowiłem się za to dotlenić. Stałem więc, oddychając, i rozglądałem się po balkonie, aż w pewnej chwili moją uwagę przyciągnął dziwny, ciemny kształt na murze pod liśćmi. „Ki czort,” pomyślałem. „Zwinięty, zwiędły liść? Zbyt ciemny. Wyschnięty strąk? Ale żadna z balkonowych roślinek nie produkuje takich. Ślimak bez skorupy? Raczej by nie zaszedł na czwarte piętro, w dodatku bez windy. Szczur? Dawno by już zwiał!

Po bliższych oględzinach udało się odróżnić futerko, uszka, pazurki i kawałek błoniastego skrzydełka. To był, proszę Państwa, nietoperz. Zrobiliśmy mu zdjęcia jw., nie dotykając i w żaden inny sposób nie zakłócając mu spokoju, po czym zostawiliśmy, z myślą, że wieczorem poleci sobie dalej tam, gdzie zechce. Wieczorem nietoperz wisiał jednak w tym samym miejscu, co więcej – następnego dnia również. Co gorsza, pnące roślinki, pod którymi się schował, zaczęły więdnąć (nie przez nietoperza, jak sądzę, tylko w związku z porą roku) i odsłoniły jego kryjówkę.

Jak widać po trzymanej w pobliży monecie, gość był nieduży, może z 6 cm, chociaż z początku wydawał się nieco większy. Nie to nas jednak martwiło: skoro nie chciał lub nie mógł polecieć dalej, oznaczało to, że jest chory i wycieńczony, a może nawet rozważa już zimową hibernację (jak się później okazało, nie). Odsłonięcie kryjówki oznaczało zaś, że za chwilę zainteresuje się nim ktoś niepowołany, w tym przypadku najpewniej mewa, dla której byłby to idealny kąsek na obiad. Wyguglałem więc jedną jedyną (jak się okazało) osobę w Gdyni, która zajmuje się nietoperzami, i zadzwoniłem do niej. – Ohoho – powiedziała pani Aneta. – Jeżeli wisi od dwóch dni i nie odlatuje, to niedobrze. Jeśli jutro też będzie wisiał, proszę do mnie zadzwonić, przyjadę po niego.
I tak też się stało.

Pani Aneta potwierdziła to, co udało mi się ustalić już wcześniej, że ten nietoperz to mroczak (do niedawna: mroczek) posrebrzany, a potem opowiedziała jeszcze parę ciekawych rzeczy. Po pierwsze, nasz gość to pan nietoperz (jak zresztą można wywnioskować ze zdjęcia), po drugie, właśnie trwa ich okres migracyjno-godowy i ten właśnie, który zawiesił się u nas na balkonie, najwyraźniej przegiął z dystansem migracji („Proszę zobaczyć, jaki wychudzony, żebra na wierzchu!”), więc w sumie dobrze się stało, że zadzwoniliśmy.

Pani zademonstrowała nam jeszcze delikatnie rozpiętość skrzydeł mroczaka, któremu niespecjalnie się to podobało, ale ponieważ klął ultradźwiękowo, nikt go nie słyszał. Był zresztą tak słaby, że mógł sobie protestować, tyle że obsiusiał z zemsty rękę pani Anety, na szczęście miała na sobie rękawiczkę. A kiedy już wszyscy go obejrzeliśmy i się nim pozachwycaliśmy, pani troskliwie włożyła go do specjalnego pudełka do przewożenia nietoperzy i zabrała do swojego „szpitaliku” („Mam teraz jeszcze jednego samczyka, ale sporo młodszego, ten tutaj to już dojrzały mężczyzna!”). Odkarmi, napoi, wymieni mu olej i puści dalej na wolność. Niech migruje i się rozmnaża.




Dzień dobry na nowym piętrze. Trochę na wyrost zaliczyłem ten wpis do „Ptasich opowieści”…
To też skrzydlaty gość. Ale relacja bardzo ciekawa. Nie miałam okazji widzieć nietoperza na żywo. Gratuluję1
Kiedyś widywałem nietoperze w dużych ilościach, chodząc na dziko po Międzyrzeckim Rejonie Umocnionym (jeździliśmy tam z Poznania na studiach, teraz na dziko chyba się nie da). To jest niebywały efekt, takie „grona” nietoperzy na ścianach blisko jeden przy drugim. Oczywiście nie dotykaliśmy ich, mam nadzieję, że sama nasza obecność ani światło też im nie zaszkodziło.
Ale takiego pojedynczego, który w dodatku by nie uciekał, to jeszcze nie.
Interesują mnie takie nietypowe zwierzęta. Niestety, nie mam okazji na spotkanie z nimi.
Podejrzewam, że jakby tak popatrzeć o letnim zmierzchu, to i na Twoim osiedlu by się znalazły nietoperze, tyle że w locie, co faktycznie utrudnia spotkanie.
Może masz rację. Czasem widziałam po zmierzchu przemykające ptaki(?), ale to było na wsi u siostry.
Po zmierzchu prawdopodobieństwo, że to był nietoperz, gwałtownie rośnie. Ptaki widzą tym gorzej, im ciemniej, a nietoperze mają echolokację.
Mistrz Q ma rację, Bożenko. Niewiele jest ptaków latających po zmierzchu. A tym bardziej takich małych. Co prawda taki nietoperz w locie wydaje się dużo większy (ze względu na dużą rozpiętość „skrzydeł”), ale mimo wszystko nie jest duży. Także jeśli widziałaś lecące bezszelestnie ptaki po zmierzchu, to na 90% były to nietoperze
Ja miałem tą przyjemność. Jegomość netoperek wisiał na wewnętrznej stronie moich drzwi garażowych. Którędy tam się dostał – nie wiem. Pozostawiłem go w spokoju i zamknąłem drzwi. Nazajutrz po gościu nie było już śladu. Którędy się wyprowadził – również nie wiem.
Dzień dobry! Nietoperki są zwykle malutkie, pewnie sobie znalazł jakąś szparę… A może schował gdzie indziej?
Hmmm… zdarzyło się kilka dni temu w Szczecinie:
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/szczecin.wyborcza.pl/szczecin/1,34959,20635040,wscieklizna-w-szczecinie-centrum-miasta-obszarem-zagrozonym.html
Tak właśnie zareagował Brat Quackie na moje nietoperzowe wieści. No cóż, nikt z nas nie dotykał nietoperza, a co za tym idzie, nikogo z nas nie chapnął. Czy wścieklizna przenosi się jeszcze jakoś inaczej?
Zawsze mogę napisać albo zadzwonić do p. Anety.
Co do wścieklizny warto pamiętać, że często roznoszą ją wiewiórki, jeże i lisy… Może lisa nikt się nie wyrywa głaskać, ale z wiewiórkami różnie bywa, a biedny jeż też wzbudza chęć opieki.
Wścieklizna zwykle przenosi się na ludzi przez ukąszenie wściekłego zwierzęcia – ssaków różnych gatunków. Możliwe jest też zakażenie przez kontakt śliny zakażonego zwierzęcia z błonami śluzowymi (np. spojówkami) lub uszkodzoną skórą człowieka.
(za Wikipedią)
Spojówek też nie dotykałem. Ani nietoperza, ani moich.
Aczkolwiek pani Aneta pokazywała w otwartej paszczce powiększone pomarańczowe ślinianki, ponoć objaw sezonu godowego.
No to tak:
Co do echolokacji nietoperzy mamy z Key wątpliwości. We włoskim domu, w którym moja siostra mieszkała zaraz po emigracji, był basen. Właściwie źle piszę, ale to cała historia jest, to była ogromna rezydencja z parkiem, w którym rosły wiekowe cyprysy, a między tymi cyprysami były różne atrakcje, na przykład basen i korty tenisowe. No i Key mi opowiadała mrożące krew w żyłach historie o zderzeniu czołowym (par excellence) z nietoperzem podczas wieczornego meczu tenisowego, albo wieczornej kąpieli…
Ja natomiast spędziłam jedne wakacje w trzystuletniej willi pod Weroną, której niezamieszkałe poddasze było domem dla nietoperzy. Te nietoperze uwielbiały latać po ogrodzie akurat wtedy, gdy wracałam w nocy z wycieczek i czekałam na otworzenie drzwi. Były zdecydowanie większe od monety…
A Twoje opowiadanie BARDZO BARDZO mi się podoba.
Może nietoperz, z którym zderzyła się Key, był stary albo niedosłyszący?
A może zdezorientowały go latając piłki do tenisa, do tego stopnia, że się władował w człowieka? Co do kąpieli i basenu nie mam hipotez, chyba że Key się NAGLE wynurzyła spod wody, a on leciał nad.
Dziękuję za uznanie
I myślisz, że trafiała za każdym razem na tego jednego, starego nietoperza? I że on nie zszedł na zawał po zderzeniu z jakąś polską histeryczką?

Uparty był widocznie
„Tyle razy w nią wceluję, aż zabiję!”
A poważnie to nie wiem, albo faktycznie mają tam jakiś gatunek nietoperzy, u których echolokacja szwankuje, albo w ogóle jest tam dużo nietoperzy i statystycznie rzecz biorąc częściej się zdarza taki niekumaty, co się zderza z człowiekiem, a może to były np. młode, które dopiero się uczyły, jak echolokować albo latać? Albo nie młode, ale żywiące się jakimiś lekko podfermentowanymi owocami i potem latające po pijaku??? („Panie władzo, jak Boga kocham, nic nie piłem! To ta pani nie ustąpiła mi pierwszeństwa!”)
To mi przypomina znaki „koniec dzikich zwierząt” nieodmiennie prowokujące moje pytanie: A dzikie zwierzęta o tym wiedzą?
A to się zgadza aż za dobrze. Najbliżej, jak byliśmy w życiu od stuknięcia sarny, to na Kaszubach. Około 200 metrów ZA takim właśnie znakiem końca ostrzeżenia przed dzikimi zwierzętami.
WIEDZIAŁAM!!!
Co się będziemy oszukiwać: one są po prostu złośliwe, znajdują miejsce za znakiem, gdzie kierowca już, już odetchnął z ulgą, że mu nic nie grozi, i hop – na drogę.
Moim zdaniem odgrywają się. Na mnie to wiem, za co – bo zawsze mówię: „Uwaga! Kozice!” i może im gram na ambicji, czy co. Ale na Tobie to za co?
Nie wiem. Zawsze jak widzę z pociągu, reaguję entuzjastycznie (aczkolwiek jak kiedyś jechałem z Poznania do Gdyni, straciłem godzinę z powodu dorodnego jelenia, który wpadł pod pociąg, zginął i ponoć zaklinował się gdzieś pod elektrowozem tak, że nie mogli go wyciągnąć).
Natomiast co do nazywania saren kozicami, to skojarzył mi się taki znaczek, widziany ostatnio na samochodzie marki Volvo (nawiązanie do logo Ferrari jak najbardziej intencjonalne
)
Panie władzo jakie procenty? To tylko kilogram antonówek!
Hihii, nietoperz i kilo antonówek! To prawie jak jaskółka (afrykańska ofkors!), transportująca orzechy kokosowe.
Volvoferrari bjuti!
Piszę tu, bo tam drzewko się skończyło.
Aż mi się przypomniało, jak kiedyś pracowałem w agencji reklamowej nad folderem dla polskich kierowców płynących do Szwecji w celach turystycznych liniami Lion Ferry (obecnie Stena Line). Klient stopniowo ścinał fundusze na folder i z 16-stronicowej książeczki zrobiła się w końcu ulotka składana na pół, ale stopniowo, 16-12-8-4… Każdej redukcji towarzyszyło spotkanie z klientem, który tłumaczył, jakie informacje możemy wywalić, a jakie koniecznie muszą zostać, i jedną z tych, które zostały do końca, było ostrzeżenie przed łosiami, włażącymi wszędzie na szosę. Co zebranie, to „ale koniecznie pamiętajcie o łosiach!”, no i w końcu przedstawiciel klienta, który się kontaktował z agencją, dostał u nas ksywę „łosiu”.
Szanowni Wyspiarze – idę spać. Czego i Wam w stosownej chwili życzę. Jakoś siły nie mam po bardzo wyczerpującym weekendzie…

Spokojnej. Ja dzisiaj chyba też nie posiedzę, bo weekend był pracowity. Zresztą zobaczymy…
Bo jutro znów do pracy.
Miłych snów 🙂 Ja jeszcze trochę posiedzę.
To będzie mi bardzo przyjemnie 🙂
Ale fajna nietoperzowa opowieść. Co do echolokacji to gdzieś czytałam,że ginie we włosach. Czyli Key musi być niezwykle bujne wyposażona w loki
. Nie wiem na0 ile moje wiadomości są prawdziwe
No a ja jak zwykle znowu przegralam w karty. 
Aha, że niby dźwięk się rozprasza we włosach? Może i tak? Fizyk, a najlepiej akustyk by musiał się wypowiedzieć.
W karty nie grałem od bardzo, bardzo dawna, więc nawet nie pamiętam, jak to jest wygrywać lub przegrywać.
Graj na zapałki!
Moja mama mawiała: „Kto gra w karty, ten ma łeb obdarty”. Choć nie wiem co by to miało znaczyć…
A ja pamiętam takie powiedzenie:
– Nie za to ojciec syna prał, że grał, ino za to że próbował się odegrać…
No to i ja się pożegnam… dobranoc
Spokojnej!
Podobno nietoperze chorują na wściekliznę. Takie sygnały mam ze Szczecina. Widzę, że nie tylko ja o tym słyszałem. Trzeba zachować ostrożność. Pozdrawiam Wyspiarzy.
Dobry wieczór Panu! Właśnie wszyscy ostrzegają o tej wściekliźnie, trzeba będzie uważać. Chyba faktycznie napiszę do p. Anety.
Otóż dobranocka będzie dzisiaj tutaj, a w dodatku aproposowa 🙂
Seal i „Kiss From a Rose”, a na teledysku nietoperz. Też człowiek!
Melodia na początku barokowa wszakże, albo nawet renesansowa, no i w ogóle klimat taki madrygałowy. Ale już harmonie wokalne zupełnie współczesne.
Snów równie fantastycznych jak to połączenie!
Jeśli chodzi o karty, to u mnie się mówi, że jak ktoś wygrywa,czyli nikt go nie kocha. To ja się pytam gdzie ten,który mnie tak kocha,że ja musze przegrywać. Gramy w remika. Prosta gra jak tabaka w rogu. Na dodatek gramy uproszczoną formę – tak trochę po polsku i trochę po holendersku. Ale ja już też na dzisiaj powiem dobranoc. Jutro szkoła się zaczyna. Moje przyszywane wnuki muszę do szkoły zaprowadzić
No i tradycyjnie dobranoc.
:
Spokojnej
Spokojnej zatem, wszelako bez jakichkolwiek nietoperzy!

Dzień dobry w poniedziałek. Ale się ciągnie ten tydzień..;-)
A propos wpisu (fajnego) – nietoperze latają mi nad podwórkiem. Czasem jestem je stanie zauważyć w ciepłe letnie wieczory gdy zapada zmierzch. Niesamowicie wygląda ich prawie bezszelestny lot i zwrotność w polowaniu na owady. Niestety nie mogę tego zfotografować – zbyt szybki lot i zbyt ciemno..
Dzień dobry!
U mnie latają tylko ptaki, szczególnie jeżyki. Cieszy mnie to, bo łapią owady i jest mniej much i komarów.
Witajcie!
Mieszkam w blokowisku i dotychczas gacka nie zaobserwowałem w mojej okolicy. Kiedyś na Mazurach przeleciał nad nami patrolujący, ale – na szczęście – nie zainteresował się…
Dzień dobry. Fakt, że zrobić zdjęcie nietoperzowi w locie graniczy z niemożliwością. Kiedyś na szkolnym biwaku brałem udział w „zabawie” – rzucaliśmy do góry (ale NIE W NIETOPERZE) nieduże kawałki drewna tak, żeby zainteresowały się nimi, i podziwialiśmy, co nietoperze potrafią – a potrafiły np. błyskawicznie zmienić kierunek lotu i OKRĄŻYĆ lecące drewno. Oczywiście wyczuwały, że nie jest to nic jadalnego/ niebezpiecznego/ godnego zainteresowania, i leciały sobie dalej.
Niektórzy obawiają się nietoperzy, że one się wplątują w nasze włosy. W Wikipedii znalazłam takie wyjaśnienie: W dzisiejszych czasach pokutuje jedynie pogląd o wplątywaniu się nietoperzy we włosy. Skąd wziął się ten pogląd, nie wiadomo. Nietoperze dzięki echolokacji świetnie orientują się w przestrzeni, a ludzka głowa jest dla nich nie lada przeszkodą i ominą ją zatem z pewnością. Być może mit ten wywodzi się z faktu, iż nad naszą głową wieczorami zwykle gromadzą się stada drobnych owadów, na które polują nietoperze, jednak są one na tyle zwrotne, że na pewno nie wplączą się w nasze włosy. Utarło się również sądzić, że nietoperz to „latająca mysz”, nie mają one jednak nic wspólnego z gryzoniami. Wszystkie nasze rodzime nietoperze żywią się owadami chwytanymi w locie. Nietoperze w porównaniu z myszami są również bardzo długowieczne, bo mogą żyć nawet 30 lat.
O, o tej długowieczności nie wiedziałem!
Masz rację Bożenko
Nietoperze są mistrzami echolokacji. Są jednak czasami warunki, które potrafią im to zakłócić. Nie tak dawno oglądałam w telewizji film o zwierzątkach. Są ćmy, które potrafią skutecznie zakłócać echolokację nietoperzy i nie tylko taki „zakłócony” nietoperz ich nie widzi, ale i obija się o drzewa, budynki, czy ludzi. Nie jestem znawcą, ale może jeśli ludzie mają jakieś urządzenia, które wydają dźwięki podobne do tych ciem, to może to zakłócać „widzenie” u nietoperków i faktycznie mogą wpaść na człowieka?
Z tym wplątywaniem się we włosy to faktycznie mit. Czy można sobie wyobrazić jak bardzo te włosy musiałyby „stać dęba”, żeby nietoperz się w nie wplątał?
Ale kawy to już nikt nie wstawił?

Łe. To już gorzej niż skleroza. W poniedziałkowy poranek!
ŁE???
NO WIESZ CO???
To było „Łe” zniesmaczone, do samego siebie, za gapiostwo kawowe.
No dobra. Niech Ci będzie.
No i zrobiło się nagle po dziewiątej, nie wiem, jakim cudem.
Zmykam popracować.
A ja siadam do kawy
Zapraszam.
Dzień dobry

Dosiadam się (spóźniony) do kawy
Bardzo ciekawe pięterko, gratulacje dla autora
A wszystko dzięki nietoperzowi, który się ulung u nas na balkonie
„Ulung” – pamiętacie taką herbatę?
Tak jest.
A to się w ogóle dało pić?
Wtedy wszystko się dało 🙂
Nie wiem, jak daleko sięgamy, ale w tej prehistorii ja jeszcze słodziłam herbatę, więc zasadniczo jak tylko było posłodzone, albo z galaretką porzeczkową/sokiem wiśniowym, to piłam. Ojciec przywoził z pracy jakiś straszny syf, przypominający siano w saszetkach i w którymś tam momencie w ogóle przestałam pić herbatę, zostając przy wodzie z sokiem.
Mleko piłam – teraz do ust nie wezmę. Kakao – jeśli się trafiło, że było, albo paczka od Cioci Izy przyszła. Bawarkę. Chryste Panie – jak można to świństwo pić?!?! A ja piłam i to z dużym upodobaniem…
Hm, bawarkę pijam do dzisiaj, jak mnie najdzie ochota…
Hmm, wyboru za bardzo nie było.
Z tamtych czasów pamiętam anegdotkę o babci, której Jaroszewicz się stale kojarzył z herbatą. Dlaczego? Bo jak go zobaczyła w gazecie albo w tv, to zawsze mruczała:
– Ło Jezu, a gdzie to się taki ulung…
O to to
Gorzej było z kawą. Trzeba było ją „wystać”. W drodze do pracy, chcąc tam napić się kawy, wstępowałam do baru i kupowałam na sucho w papierku. To były czasy…
A „zgryzałaś” ziarnka?
Bo wtedy tylko ziarnistą można było kupić
Kupowałam mieloną, jak w barze, tylko nie zaparzoną. Wtedy sprzedawano na porcje.
Dzień dobry;-)
Już się przestraszyłam, że Gości wieszają, że tak niegościnnie w sensie, a tu „tylko” taki naturalnie wiszący;-)
Ciekawy gość, nie powiem, raczej nie często spotykany chyba;)
Albo że gość coś przeskrobał na tyle poważnie, że go zawieszono… albo nawet powieszono!
A tak na poważnie, to mieliśmy dawno temu innego gościa na balkonie, ale przelotnie – ćma zawisak, którą pomyliliśmy w pierwszej chwili z kolibrem (i nie my jedni, to powszechna pomyłka), bo wygląda b. podobnie, a ponieważ szybko się rusza, to trudno przyjrzeć się dokładnie. I też było to we wrześniu, ciekawe.
znaczy, że we wrześniu najciekawsi goście się pojawiają;)
ćmę zawisak zaraz sobie wygooglam, bo nie słyszałam nigdy
Ciekawe kto jeszcze Was w tym miesiącu odwiedzi…
Sprawdziłam, tych zwisaków to aż trzy rodzaje, bardzo lubię ćmy;-) u nas całe mnóstwo, włażą (nie wiem jak) nawet pomimo moskitiery:( ale akurat takich koliberkowatych nie ma:(
Usiłowałem znaleźć zdjęcia tej ćmy, ale zrobiłem wtedy najwyżej 2-3, a to jest nie do znalezienia w tych tysiącach na twardym dysku, nawet po datach.
Znam to, ostatnio zaczęło mi brakować miejsca i postanowiłam sobie w końcu porobić albumy, he myślę sobie dwa popołudnia i załatwione….
jak się okazało że mam do przejrzenia ponad 6 tysięcy zdjęć, w dodatku w trzydziestu różnych plikach, część na dysku, część na pendrivach… se se se
już kilka wieczorów próbuję je zebrać w jedno miejsce, a gdzie tam jeszcze do albumów:(
Pewnie chodzi o coś takiego: http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/farm5.static.flickr.com/4120/4800516151_805059676e_b.jpg
Ja mam większość poukładanych datami i miejscami, ale niestety takich szczegółów jak ćma w opisie brak.
Dzień dobry. Ja dziś póżńo . Bo rok szkolny rozpoczęlam. I w ogóle pracowita byłam niebezpiecznie. Nie mam zdjęć bo mnie pi,pi, pi brała. Dam upust u siebie na blogu. Wpadłam się przywitać. Ciekawe rzeczy piszecie o balkonowym gościu i innych dziwnych stworzeniach. kawkę też wypije.
Dzień dobry. Stworów ci u nas dostatek 🙂
Gimi – ale ta ćma nie wisi, tylko jakiś nektarek spija.
no właśnie, nie wisi:( ale to tylko dlatego, że ja szukałam tych zwisaków, i takie coś znalazłam, a to był gołąbek, tak czy inaczej rzeczywiście do kolibra podobny, a w ogóle to nie wiedziałam, że ćmy nektarem się żywią, no ale w sumie to czym mają się żywić? (może światłem?!), w końcu to motyle;-)
Pogrzebałem w pamięci i sobie przypomniałem – ta ćma to był fruczak gołąbek (zdjęcie z Wiki). Widzicie, dlaczego można go pomylić z kolibrem? Zwłaszcza jak wisi w powietrzu nad kwiatkiem?
😉
Dawno temu też pokazywałam swoje zdjęcia takiej ćmy. I też początkowo pomyliłam ją z kolibrem. Tylko ta moja była bardziej kolorowa
Nadal jej zdjęcia są w naszej bibliotece…
http://madagaskar08.pl/wp-content/uploads/2013/09/DSC05476.jpg
http://madagaskar08.pl/wp-content/uploads/2013/09/DSC05413.jpg
No właśnie, zdarzają się, jak widać, po obu stronach Wielkiej Wody.
Dobry wieczór 🙂 No proszę , jakie szczęście miał ten nietoperek , że raczył sobie powisieć u naszego , sympatycznego Quackiego . Operacja odwieszenia , to materiał propagandowy dla wielu organizacji dobroczynnych . Troskliwość i delikatność jak przy skomplikowanej operacji chirurgicznej . To dobre przykłady , dla nas wszystkich korzystających z sieci internetu , w przeciwieństwie do zamieszczonego obrazka , leżącego na chodniku kota , któremu jakiś łobuz odciął przednia łapy . Zgroza !!!
Męczenie jakichkolwiek zwierząt jest złe, to prawda. Ale też i dobrze się złożyło, że zawisł na balkonie, gdzie go mogliśmy zauważyć. Bo przecież człowiek nawet nie wie, czy np. jadąc autem wieczorową porą nie rozjechał gdzieś w lesie jeża albo żaby. Nie ze złośliwości, ale przez nieuwagę. No a z takim przypadkiem jak ten kot, to… chyba jacyś socjopaci.
Podzielam Twoją opinię . Mam szacunek do przyrody , bo wiele praktycznych nauk codziennie do nas dociera ,tylko nie mamy czasu aby nad tym się zastanowić .
Witaj Maksiu
Staram się nawet nie oglądać takich obrazków, ani filmików. Nie jestem w stanie nic w tej sprawie zrobić, w żaden sposób pomóc dręczonemu zwierzakowi, to po co mam oglądać i się wkurzać? A na dodatek pokazując te zdjęcia (czy filmiki) zwiększa się oglądalność i taki sadysta ma satysfakcję, że aż tyle osób to obejrzało. Podnosi to jego ego i nakręca następny filmik, czy robi jakąś paskudną fotografię. Nie dociera do niego, że aż tyle osób wyraża się o nim bardzo źle. Liczy się tylko oglądalność…
A ja się na dziś z Państwem żegnam, lecę po córkę do przedszkola a później będziemy robić kuchenne rewolucje, bez Magdy G, za to proszę o trzymanie kciuków, aby kuchnia gotowanie 2 i 5 latki (kolejny raz) przeżyła, w sensie gotowanie przez dzieci, a nie dzieci;-P żeby nie było
Dziecię lepniacze raz
Kiedyś na moich „wypasionych” mamilariach, które miały haczykowate kolce, zasiadł był taki dość zębaty gość i więcej już się nie mógł ruszyć. Wyglądał jak sflaczała żaba i dzieciaki przybiegły z nowiną, że ropucha ci na kaktusie usiadła!!! Ropucha okazała się nietoperkiem, który wcale nie miał ochoty na odczepienie z tej pułapki! Starałem się odcinać kolce nożyczkami i wyciągać ze skrzydeł. Zanim go odhaczyłem, to mnie całkiem porządnie dziabnął w palec! Następnym razem już nie bardzo się dałem, bo założyłem rękawice skórzaną! 😀 😀 😀

Jak już mu powyciągałem co mogłem dostrzec, to puściłem i poleciał sobie. Wścieklizny chyba nie dostałem, ale charakter i tak podobno coraz podlejszy mam?!
Ach, trzeba było udokumentować! Jak nie cyfrą (bo nie wiem, kiedy to było), to chociaż na kliszy?
Kneź swój charakter co dzień dokumentuje. Wypowiedziami!
To były czasy kiedy jeszcze używałem „Zenitha” i „Praktici”(hmmm… jak to się odmienia???), które co prawda nie wiem po co, ale nadal mam, w tym Praktica się zacięła!!!

Co do charakteru, to wiadomo – podobno z czasem na gębę wyłazi?!
Jestem pewna Kneziu, że nietoperek miał ochotę na odczepienie go z tych kolców, ale nie do końca wiedział w jakim celu to robisz
A jak byś go odczepił i skonsumował na miejscu? Nie bacząc na drobniejsze kolce, które mogły jeszcze zostać w jego drobnym ciele?
On po prostu chciał Ci pokazać, że też ma zęby i tanio swego życia nie sprzeda 


A charakter podobno zmienia się z wiekiem i nie jest zależny od ugryzień żadnego zwierzaka
A mówiąc poważnie, to gratulacje za ratunek
O, zęby to on pokazywał, nie powiem!!! A miał je zgoła wielce szatańskie i pysk też paskudny!!! Do tej pory się zastanawiam do czego mu te zębiska??? Na komary??? Skłaniam się raczej do poglądu, że polują na nieco większe owady – ćmy i żuki może?

Dzięki za medale i cmoki – człek od razu się czuje lepiej jak go docenią!!!
A, zapomniałem – DOBRY WIECZÓR!!!

Dziewiąta.

Koniec zmiany.
Czas spać.
Miłych snów
No to i ja idę w ślady Jo. Dobrej nocy życzę
Spokojnej. To ja zaraz przychodzę z dobranocką.
Dobranocka.
W zasadzie nietoperz zadbany nie powinien się mścić, ale kto wie? Dlatego na dobranoc – aria (walc) Adeli z „Zemsty Nietoperza”. Straussa nie trzeba Wyspiarzom przedstawiać.
Snów o rzeczywistości równoległej, lepszej niż bieżąca.
I ja się pożegnam. Dobranoc
Króciutkie dzień dobry
Zjadła „benadryl”, czyli lek od uczuleń, innym „benadrylem” (maść) posmarowała powiekę, ale jakoś na razie z mizernym skutkiem
Przy okazji zaczęło jej lecieć z nosa, ale tylko w połowie, czyli od tej „ugryzionej” strony.
Wróciliśmy z campingu cali i w miarę zdrowi… Jakiś wredny komar uciął córkę w powiekę i już drugi dzień wygląda jakby dostała od kogoś
Usiadłam na moment, bo muszę to wszystko rozparcelować i posprzątać. Jutro do pracy, to nie będzie kiedy. Kuchnię już „odgruzowałam”, jeszcze tylko wstawić pranie i sobie posiedzę na dłużej
Spokojnych snów już śpiącym oraz dopiero rozważającym ten zamiar 😉

Mistrzu Q!!! Piękne pięterko





Niby nie o ptakach, ale też o latających i skrzydlatych
Kolejne brawa należą Ci się za powiadomienie specjalistki od tych spraw
W grupie „Ptaki”, do której należę, bardzo często piszą znawcy, żeby nie zabierać i nie próbować opiekować się ptakami, czy zwierzakami. Żeby zapewnić odpowiednią opiekę, trzeba wiedzieć nie tylko co taki zwierzak je, ale całą masę innych rzeczy. Jak widać, ta pani Aneta zna temat i na pewno sobie poradzi
Jeśli mam być szczera, to nawet nie wiedziałabym jak takie maleństwo odczepić od ściany żeby go nie uszkodzić, a co dopiero mówić o reszcie
Dzień dobry. Organizacje zajmujące się ptakami, nietoperzami i różnymi innymi zwierzętami dbają o to, żeby informować społeczeństwo, że takie zwierzęta w sytuacjach kryzysowych potrzebują fachowej opieki, więc chyba świadomość, żeby w razie czego wzywać fachowca, jest coraz większa.
Dzień dobry

Może i więcej osób wie co ma robić gdy znajdzie ptaka, czy zwierzaka, ale też i sporo „miłośników przyrody” stara się samodzielnie odchować młode. Wydaje im się, że potrafią…
Z tego co czytałam w grupie, każdej wiosny i wczesnym latem, schroniska dla dzikich zwierząt przepełnione są podlotami. Ludziom wydaje się, że jak taki młodziak siedzi na ziemi i piszczy, to znaczy, że wypadł z gniazda i rodzice przestali się nim zajmować. Łapią i zabierają do domu. A u wielu gatunków młode opuszczają gniazdo zanim porządnie nauczą się latać. Rodzice opiekują się nimi i je karmią, chociaż jest to trudniejsza opieka. Nawet ludzie z grupy nie zawsze chcą słuchać i zabierają te podloty do domu.
Pisałam już kiedyś i nawet pokazywałam zdjęcia nietoperka, który się u nas zaplątał. Leżał między drzwiami i nie był w stanie odlecieć, ani się wdrapać po gładkiej framudze. Otworzyliśmy drzwi i sam pomału się wygramolił na ścianę domu. A że jest to dom z cegły, to nie miał już z tym problemu
Powisiał trochę, nawet go pogłaskałam, chociaż nie spodobało mu się to wyraźnie i jak zmierzchało, odleciał 
Niecodziennie spotyka się nietoperza wiszącego, czy leżącego na „naszym terytorium” 
Tylko „nasz” był dużo większy… praktycznie dwa razy…
Rozumiem ekscytację spotkaniem, bo pamiętam swoją
Ale się wściekłam
Rozpakowałam walizki i chciałam je schować na miejsce. Zawsze to kawałek bałaganu mniej… te akurat, trzymam za pralką. Pierwsza źle mi się wcisnęła, więc chciałam ją wyciągnąć i wsadzić jeszcze raz, ale porządnie. Zaklinowała się… szarpnęłam mocniej… puściło, a ja walnęłam ręką w wystający spod półki zardzewiały gwóźdź
Dobrze, że nie pociągnęłam ręki do siebie, bo całkiem nieźle bym sobie to rozharatała. Pojawiła się wielka kropa krwi, która momentalnie zaczęła rosnąć… poleciałam na górę. Musiałam podstawić drugą rękę, żeby wszystkiego nie zachlapać krwią. Gdy dobiegłam do zlewu w kuchni miałam całe ręce we krwi. Jak u rzeźnika. Wsadziłam łapy pod kran, żeby toto zmyć, ale mi się nie udało. Przebiłam żyłę na zewnętrznej stronie dłoni…
Jak mi potem powiedziała, myślała, że obcięłam sobie rękę
Poprosiłam, żeby podała mi kawałek ręcznika papierowego, bo muszę jakoś to zahamować, a nie chcę zachlapać krwią całej kuchni. Aż jej się ręce trzęsły z wrażenia. Docisnęłam i po kilku minutach zatamowałam krwotok. Ostatecznie przez wiele lat byłam krwiodawcą
Co prawda igły były cieńsze niż ten gwóźdź i niezardzewiałe, ale krew tak samo leciała



Zawołałam córkę. Mąż akurat pojechał do sklepu, bo zachciało mu się pizzy i czegoś tam brakowało do jej upieczenia. Syn siedział u siebie w pokoju ze słuchawkami na uszach, bo coś tam musi przygotować. Córka mi odkrzyknęła, że zaraz zejdzie. Musi pozbierać rzeczy do prania… Ryknęłam na nią, żeby zeszła natychmiast. Zbiegła z praniem w koszyku. Gdy mnie zobaczyła rzuciła kosz i zdębiała
Może teraz małżonek poobcina te wystające gwoździe. Ja nie dałam rady. Są dla mnie za grube. Co prawda obiecał to zrobić już kilka lat temu, ale chyba zapomniał. A ja zastosowałam metodę, o której już kilka razy czytałam na Wyspie.
„Jeśli facet obiecuje, że coś zrobi, to zrobi i nie ma sensu przypominać mu o tym co pół roku”
Nic się właściwie strasznego nie stało. Jedynie mam dziurę w dłoni, która nie boli i już nie krwawi (co najważniejsze). Zakażenia się nie boję, bo tyle tego ze mnie wyciekło, że nawet jak coś tam było, to wyciekło razem z krwią i wodą, którą szczodrze na rękę lałam. A wszystko przez moją niecierpliwość i prędkość, bo po przyjeździe z campingu zawsze próbuję tego samego dnia doprowadzić wszystko do stanu sprzed wyjazdu.
Dzień dobry
Ładną „przygodę” miałaś Mireczko. Dobrze, że już nie krwawisz, ale jak Ty chcesz pracować? Chyba w gumowych rękawiczkach! Czytając o tym, samej mi mróz o plecach latał… 
Dzień dobry
Jak to Sesio kiedyś mówił? Jestem twarda jak stonka, to dam radę.
Wydaje mi się, że do jutra (u Was dziś) zasklepi się to mocniej i będzie dobrze…
Jedynie dziura (średnica może ze 2 mm, czyli nie taka znów wielka) będzie mi o tym przypominała 


Pochwaliłam się, że już nie krwawię, ale jak grabnęłam trochę mocniej, to znowu krew się pokazała. Co prawda nie leciała jak przedtem, ale zawsze…
W pracy sobie poradzę i bez rękawiczek
Na pocieszenie, mogę Ci powiedzieć, że to nie boli prawie wcale i pewnie do jutra zapomnę o całej przygodzie
Miłego dnia życzę
I oczywiście udaję się na spoczynek
Oj, współczuję. Dobranoc. A dla reszty wyspiarzy z naszej strefy czasowej dzień dobry.
Twarda czy nie, mam nadzieję, że sobie tę nową dziurkę odkaziłaś… potem pewnie zainstalujesz jakiś „piercing” 😉
O, ale pamiętaj o zastrzyku przeciwtężcowym (chyba że w ostatnim półroczu miałaś robiony)! Zardzewiały gwóźdź to jest pierwszy powód, żeby taki zastrzyk zrobić. Nie wiem, jak u Was, ale w Polsce na pogotowiu dają w ramach usług.
Dziękuję Wam za troskę
Gdyby nie to, że się wściekłam, to nawet o takiej „ranie” bym nie wspominała, bo nie ma specjalnie o czym 


Nic mi nie będzie i do tzw. wesela się zagoi
Dodatnim plusem (jak to mówią niektórzy) jest to, że małżonek się też wściekł i już teraz na pewno powywala te gwoździe
Już kilkanaście razy powtórzył, że to jego wina, bo gdyby pamiętał o tych gwoździach…
Witajcie!
Wątek rozwija się zgodnie ze słynną regułą Hitchcocka…
A mnie dzisiaj będzie mniej, przyjeżdża rodzinka i udajemy się do Palmiarni. Nie byłam tam kilka lat, a reszta jeszcze dawniej.
Znaczy że zaczęło się od trzęsienia ziemi, a teraz już tylko napięcie rośnie?
Dzień dobry
proponuję filiżankę kawy 

Dla uspokojenia nastrojów po „krwawych” wydarzeniach ostatniej nocy (dla osób z innej strefy czasowej dnia)
Kawa jest dobra na wszystko (na zardzewiałe gwoździe też, bo po kawie łatwiej się je „dobija”)
Dzień dobry. Dzisiaj zapowiada się powikłany dzień, więc jest spore prawdopodobieństwo, że jak rano pójdę do pracy, to pojawię się wieczorem i to nie za wcześnie. Zobaczymy, na razie jeszcze kawa i chwila na przebudzenie.
W blokach startowych. Czas na pracę.
Dzień dobry

Zbieram się do pracy… jak mi się strasznie nie chce
Współczuję cierpieniu , ale nie lekceważ powstałej rany .W warszawskim Ogrodzie Fosa II mam sąsiada chirurga , który w ub. roku do prac w ogrodzie zaprosił innego lekarza . Pech chciał , że gość przy kopaniu działki skaleczył sobie palec u jednej ręki . Lekarz pewny , że nie imają się go żadne zołzy , zlekceważył skaleczenie i zapłacił to życiem . Tężec nie uszanował speca od medycyny i zrobił swoje .Znałem faceta , ale nie przypuszczałem ,że był taki lekkomyślny .
U mnie wprawdzie wulkanu nie było, ale czasu na zaglądanie okrutnie brak..
No, ale już jestem w domu… na dziś spokój!
Zazdroszczę.
Spokoju, bo w domu to i ja jestem.
No i ja już jestem. Było miło, ale jestem wykończona
No, jestem. Jak już wspomniałem, dzień był męczący, więc będę zaglądał pewnie trochę w kratkę.
To ja w tę drugą kratkę zajrzę 🙂
To może ja w paski…?
Darowanej zebrze nie zagląda się w paski!
A ja paczę paczę i nic!
Pojawiam się i znikam, i znikam, i znikam…
Strzeż się wypaczeń!
Tzn. nie chce się Pan ze mną spotkać? To za tę pogodę, tak?
Ja tylko chcę tutaj zrobić sztuczny tłum:-) I dlatego będę w kratkę pisał ,a nie tak na hurra wszyscy naraz. Nie pchać się, proszę. Każdy będzie miał szansę się wypowiedzieć! To nie sejm. No to napisałem. I teraz następny(a) proszę
Nawet w Szkocji nie widziałem, żeby ktoś pisał w kratkę!
######### ################ ######################## ######## ######## ##### ############### ###### ########## ####### ###### ### ##### # ##### ########## ############# ############ ############# ########## # ####### ########:-)
Tu musiały być jakieś niesłychane zberezieństwa, które automat wykrzyżykował zamiast pikania.
Polak potrafi.
A ja mam już dość i kratek i pasków… Dobranoc, idę spać
Spokojnej w linie 😉
Wężykiem, Quacku, wężykiem!
A jak!
Dobranoc.
Spokojnej.
Dobranocka.
Dzisiaj nabrałem ochoty na stare hity, a pierwszy z brzegu, jaki mi przyszedł do głowy, to „Sacrifice” Eltona Johna. Znacie? Tak? To posłuchajcie. Tempo i dzwoneczki w sam raz na dobranoc.
Snów z tamtych czasów.
Uwaga! Powoli zamykamy wtorek!

Dzień dobry!
Otwieram środę 
Witajcie!
Dzięki, Bożenko – środę możemy uważać za otwartą! 😉
Tak jest! 🙂
Pogodne dzień dobry…
Dzień dobry i słoneczny, za chwilę zacznie się latanina, bo dzisiaj dzień biegający, przynajmniej z początku. A praca? Niezając.
Czyli dzień jak co dzień…
No, ostatnio bywało mniej biegania. Poza tym tak.
Szczęśliwi, którym za chwilę…
Dzień dobry;-)
Trudny dziś organizacyjnie dzień, więc pewnie na przywitaniu się skończy
Dzień dobry. Tutaj po kawie zostało już jeno smętne wspomnienie…
Oczywiście jakby pierwsza nie weszła, zawsze można zrobić kolejną.
Więc zaparzam kolejną kawę i zapraszam…
Dzień dobry
Czy mogę się przysiąść do kawy?

U mnie już leci kubek trzeci, wiem, wiem, nie zdrowo, ale za to jak pysznie! Bez kawy nie ma życia;-)
Na tyle nie mogę sobie pozwolić, moja wątrobianka by tego nie wytrzymała
Dzień dobry
Niby już wrzesień trwa, a praży jak nie wiem co. Nasza klimatyzacja sobie z tym nie radzi i mamy w domu ciepełko. Dobrze, że chociaż wilgoć wywali, to trochę łatwiej oddychać. Chyba trzeba zacząć myśleć o wymianie urządzenia… tylko to sporo kosztuje 
Gorąco…
U nas też ciepełko, ale na pewno chłodniej niż u Ciebie, znając Wasze realia
U nas około 30 stopni. Tak w ogóle to dzień dobry. Piękny dzień dzisiaj. Uwaga,postanowiłam zaeksperymentować i spróbować Wam coś pokazać. Nie wiem czy mi się uda..
Trzymamy kciuki z ciekawością…
Do odważnych świat należy…
Uropu pragnę bezgranicznie.
Dobry wieczór, ale dzień to nie był za dobry.
Dlatego dobranocka raczej melancholijna.
Leonard Cohen w formie.
Snów o tańcu, który się jednak nie kończy. A przynajmniej nie tak smutno.
Ech, Senatorze…
Ojej, wieczorem zajrzeć nie mogłam a tu takie piosenki!… uwielbiam, zwłaszcza wersje Zembatego, a mój A. woli Łanuszke, Jednak oryginał to oryginał;)
Odcinam się od komputera dzisiaj. Dobranoc.
I tak kończy się środa. Ja też się już żegnam do jutra. Dobranoc.

Środa, środa i po środzie… Spokojnej środowej nocy!

Dzień dobry!
No to czwartkujmy się…
Ojej czwartek. No to piątek za pasem. Dzień dobry:-)
Oby do piątku
Witajcie!
Zoe już za pas sięga… ja się jeszcze poczwartkuję
Dzień dobry.
Za tydzień wyjeżdżam.
To miał być Bardzo Nudny Tydzień.
Użyłam czasu przeszłego, prawda?
Wrócisz kiedyś na Wyspę?
By spróbowała nie!
Tabliczka stoi, nie?
„Miejsce Jo. Nie parkować! Chyba, że Jo.”
O, i to mnie się podoba.
Najpierw teraźniejszego, potem przeszłego, a cały czas myślisz o przyszłym
Dzień dobry, a w każdym razie mam nadzieję, że lepszy niż wczoraj. Pogoda niby równie piękna, ale to niestety nie wszystko.
Kawa obowiązkowa dzisiaj.
Dzień dobry
Przysiadam się do kawy

Wczorajszy dzień był trudny, do zwykłych (nadmiernych) obowiązków doszła jeszcze katastrofa wodna (pękła rura od wody zasilająca sąsiada, zalewając przy okazji moje mieszkanie. Tylko czujność lokatorki zapobiegła potopowi w całym domu).
A dzisiaj „szef wszystkich szefów” (rewizor) przybywa do nas z wizytą…
Czuję się jak u Gogola
I ja podstawiam kubek…
U mnie na szczęście obyło się bez zalewania czegokolowiek. Ale i tak nie był to przesadnie dobry dzień.
No bo z czego się śmiejecie?
Czyżbyśmy wracali do czasów samokrytyki?
Kawa wypita, dziewiąta minęła… czyli że czas popracować.
Dzień dobry. Podsuwam filiżankę i przylączam się do porannej kawy. Nie wiem ,co się dzieje. Zamieściłam wczoraj wyjaśnienie,że z mojego pomysłu na zamieszczenie zdjęć na Madagaskarze nic nie wyszło,nie ma mojego pożegnania i wyjaśnienia, że idę na grilla itp. A tak chciałam wam pokazać pewne rękawiczki i skarpetki…
Dzisiaj za to mam wolny dzień i piękną pogodę ,pakuje akumulator i jadę sobie na wycieczkę – może do Niemiec? Wieczorem się zgłosze ..
Udanej wycieczki 🙂
Dzień dobry
Pocieszyła, że może w marcu przyjedzie 
Będzie u nas tydzień…

Wczoraj moja córeczka odleciała do tego swojego Colorado
A w sobotę przylatuje kolejny gość – Sarah, dziewczyna naszego syna
Miłego dnia życzę
I zbieram się do pracy
Córka, synowa, to się u Was dzieje!
Dzień dobry raz jeszcze. Koniec pracy na dzisiaj, z rzeczy ewentualnie interesujących – półmetek pierwszego i najważniejszego etapu roboty.
Witaj ponownie Pracusiu
Tak sobie myślę, że inni Wyspiarze też pracują tak czy inaczej, tylko może mniej o tym piszą…
Ba! Trzeba się jakoś pocieszać!
Sprawdzam tylko czy nikt mojej tabliczki nie rąbnął
A kto by miał Ci rąbnąć? Złodziei nie ma, ludzie sami kradną
Pozwolę sobie zacytować – zupełnie nie na temat – mały fragmencik z Loch Ness, uderzający w swojej trafności:
Zazwyczaj bywa tak, że jeśli młoda, zjawiskowo piękna, a przy okazji nieprzyzwoicie bogata business women proponuje nam zostanie u niej na noc oznacza to, że najprawdopodobniej trafiła nam się szansa na objęcie posady dozorcy.
Dobre!
Święta prawda , ale kiedy popatrzymy na dane statystyczne firmy od tzw . ochrony ,to okazuje się ,że tych dozorców dzisiaj jest już ponad trzysta tysięcy . Trzysta tysięcy , to jest już armia , w której można dorobić się i chwały i stanowiska i np. awansu na osobistego stróża pana Prezesa ….
Doskonałe. Jedyny problem, że nie każdego z tych trzystu tysięcy zatrudniała młoda, zjawiskowo piękna, a przy okazji nieprzyzwoicie bogata businesswoman.
Która następnego dnia dzwoni do przyjaciółki i mówi : Och , jaka jestem zadowolona ! Całą noc kołysał mnie szef sztabu bodygarów z Korpusu Maltańskiego i polecam go tobie na dzisiejszy wieczór !!
Nie dość, że kołysał, to jeszcze pilnował!
Jakby tak wyglądało to zatrudnianie, to byśmy mieli w kraju nie trzysta tysięcy dozorców, ale co najmniej drugie albo i trzecie tyle.
No i okazało się, że jeszcze na wieczór muszę pobiegać, a dokładnie to pojeździć i pozałatwiać pewne rzeczy – ale jestem już z powrotem.
Abyśmy aż tak wysoko biegać nie musieli, zapraszam na nowe pięterko – nieistotne może, ale jeszcze przyjemnie niskie!
Dobranocka jeszcze na starym pięterku.
Co jakiś czas wraca do mnie ta piosenka, przypomina mi się też od razu teledysk, w sumie pierwsza próba morfingu, jeszcze niedoskonała, ale ciekawa. Muzyka dość łagodna, chociaż basowy puls daje do pieca, jak tak się wsłuchać. Godley & Creme i „Cry”, chociaż niekoniecznie mi do płaczu.
Snów o ludziach, tych najbliższych.
Zatem i magiczny kaganek zapalę tutaj. Śpijcie dobrze i nie dajcie się zmorfować przez sen!
