Wbrew pozorom to nie będzie tekst o kilku naszych murowanych medalistach, którzy w Rio okazali się całkiem niemurowani. Tych zawodów w Rio to się naoglądałem, że hej, a wszystko w trakcie tradycyjnego wyjazdu na Kaszuby.
Jak zwykle wszystko rozbiło się o pogodę. Przyjechaliśmy nad jezioro, na działkę, którą przez lata wynajmowaliśmy od pewnych przyjaznych starszych państwa, a teraz od ich zięcia. Znamy ten domek tak dobrze, że czujemy się w nim nader swojsko, nawet jeśli czasem wystąpią trudności obiektywne, takie jak zatkany spływ od umywalki lub uszkodzona instalacja elektryczna w kuchni i jednym pokoju (w tym roku nie działały lampy pod sufitem, natomiast gniazdka były sprawne, ale to jednak nieco uciążliwe). Któż by jednak zwracał uwagę na takie drobiazgi, jeśli można zejść na dół, na pomost, i rozkoszować się takim widokiem?
Jeżeli jeszcze dodać do tego fakt, że jezioro to jest strefą ciszy (co nie przeszkadza zarządzającym ośrodkiem po prawej stronie organizować hucznych dyskotek), to otrzymamy przemiłe, ciche miejsce, w którym wypoczywa się jak mało gdzie. Nic więc dziwnego, że po przyjeździe, zauroczony po raz kolejny widokami i bujną naturą, dałem upust emocjom, zapowiadając bogatą relację na Wyspie. Ale też jak tu nie dawać upustu, jak z prawej gramoli się na pomost rodzina kaczek, z lewej trąbią z dala żurawie, na wprost przepływa podejrzliwy perkoz, skory, by dać nura i wypłynąć kilkadziesiąt metrów dalej, a pod trzcinami po przeciwnej stronie coś się bieli, i z całą pewnością są to rezydujące na jeziorze łabędzie? To chyba zrozumiałe, że chciałoby się złapać za aparat i pokazać to wszystko później na Wyspie?
Już jutro, zapewniałem sam siebie, już jutro wezmę w dłoń aparat i machnę taką fotorelację, że klękajcie, narody. A Wyspiarze będą gremialnie bić brawo i może nawet sama Ptasia Pani rzuci łaskawe słowo? A tymczasem następnego dnia poszliśmy od rana na grzyby, całą trójką, bo trzeba Wam wiedzieć, że na Kaszubach byliśmy we troje, z Najjuniorem (tym razem Junior grzecznie podziękował za propozycję wyjazdu, a że jest już osobą pełnoletnią, nie robiliśmy mu trudności). Plon grzybobrania był umiarkowanie okazały, ale też i wyszliśmy przypóźno, koło dziesiątej. Kurek na jajecznicę wystarczyło jednak, a jedliśmy z takim smakiem, że zdążyłem uwiecznić już tylko smętne resztki…
Tego dnia zdążyliśmy jeszcze pojechać na rowerach do pobliskiego sklepu spożywczego po parę niezbędnych drobiazgów. Co ciekawe, alternatywą dla dwuipółkilometrowej drogi przez las jest kilkanaście kilometrów objazdu asfaltówkami! Dołączył do nas jeszcze stryjeczny bratanek małżonki, który – jak się okazało – właśnie przyjechał na działkę kilka domków obok, toteż droga upłynęła nie tylko szybko i miło, ale także pouczająco. Młody, ledwie dobiegający trzydziestki człowiek pracuje bowiem jako nurek. Uraczył nas kilkoma opowieściami ze swojej kariery i gdyby nie to, że to JEGO opowieści… Ledwie wróciliśmy do domku, zaczęło kropić, potem padać i w końcu lać jak z cebra. Nie wiem, czy na zdjęciu będzie to widać (mokra poręcz i betonowe chodniczki nieco niżej).
I tak już lało – do piątku. Chociaż autokorekta w moim telefonie sugerowała inaczej, to nie ja lałem, lecz niebiosa obdarzały nas łaską wody w stanie ciekłym. W związku z tym zrobiliśmy dwie rzeczy: po pierwsze, znaleźliśmy w garażu kalosze dla małżonki i Najjuniora (mojego rozmiaru i fasonu nie było), którzy dzięki temu wybyli znów na grzyby, uznające deszcz za okoliczność sprzyjającą rośnięciu. Nasi grzybiarze przynieśli tego tyle, że byliśmy zmuszeni zaopatrzyć się w słoiczki i wiekszą część kurek po prostu zaprawić. Mam nadzieję, że udało nam się wypasteryzować słoiki jak trzeba, bo strata by to była niepowetowana, gdyby tyle dobra się zmarnowało!
Po drugie zaś, zrobiliśmy to, co zawsze robimy w takim wypadku: zaczęliśmy jeździć po okolicy. Byliśmy więc w Bytowie, który dorobił się niewielkiego, ale foremnego akwaparku, zresztą w pobliżu stacji miejskich pomp. Tym razem zrezygnowaliśmy z podziwiania uroków pięknego krzyżackiego zamku na rzecz pizzerii (z widokiem na zamek!), a w drodze powrotnej doświadczyliśmy prawdziwie wielkomiejskich korków (o których zdążyliśmy już zapomnieć przez parę dni na łonie natury). Z kolei następnego dnia wybraliśmy się na obiad do restauracji „Nostalgia” w Poganicach, z której pobliża roztacza się piękny widok na wody rzeki Łupawy.
Należy dodać, że w celu podniesienia atrakcyjności restauracji, tak jakby same znakomite dania z pstrąga nie wystarczyły, w pobliżu założono minizoo, w którym podziwiać można strusie, króliki i konie, a także faunę niezrzeszoną – koty i przeróżne ptactwo, takie jak pliszki czy sroki.
Po powrocie nad jezioro kontynuowaliśmy działalność grzybiarsko-słoiczkową i oglądaliśmy występy sportowców w Rio. Za oknem z większą lub mniejszą intensywnością lało, aż wreszcie nadeszło piątkowe południe i niebo się rozpogodziło. Małżonka wróciła z ostatniego, samotnego tym razem wypadu grzybiarskiego, a potem po raz pierwszy i ostatni tego roku poszliśmy popływać. Sobotni ranek upłynął nam zaś na pakowaniu i czynnościach okołowyjazdowych. Wróciliśmy do Gdyni w sam raz przed imprezą, blokującą nam na ładne parę godzin wjazd na podwórko.
Jak więc widać, nasze nadzieje zostały zawiedzione: nie opalaliśmy się błogo nad jeziorem, nie pływaliśmy w nim, płosząc kaczki i inne ptactwo (nie wyobrażacie sobie, jaki kwik potrafi wydać z siebie spłoszona młoda kaczka, kiedy niedaleko niej wynurza się spod wody człowiek w masce do nurkowania), ale za to odwiedziliśmy kilka miejsc w okolicy, no i najważniejsze – zebraliśmy mnóstwo grzybów, którymi przyjdzie się delektować w długie, zimowe wieczory!





No i udało się napisać i opublikować. A ja już się żegnam na nowym pięterku – dobranoc!
Dzień dobry
Relacja ciekawa, przeczytałam ją z zainteresowaniem. Jedno czego mogę Wam pozazdrościć, to grzybobrania. Reszta, to rzeczywiście zawiedzione nadzieje. Ani słońca, ani wygody… Najgorsze to, że wciąż padało. Junior chyba wygrał na tym, że z Wami nie pojechał 
Właśnie przyszedł mi do głowy jeszcze jeden plus deszczowej pogody: cisza i spokój nadjeziorne zyskują w deszczu, bo nikt nie wyjeżdża kosiarką na mokry trawnik
I Ty narzekasz??? No wiesz co? Bardzo przyjemny urlop!
To znaczy: przyjemny dla kogoś, kto nie jedzie na urlop z dwoma autystami – dodaję, żeby nie było, że jestem zakłamana, czy co.
Ja bym sobie pojechała. Sama. Z książkami.
Marzenie.
A wiesz, że tym razem nie wziąłem ani jednej książki? Nawet czytnika z e-bookami? Jak mnie sparło któregoś dnia, to przeczytałem od deski do deski starą (sprzed 2 lat) gazetę motoryzacyjną, z tych, co to gospodarze zostawili na rozpałkę.
To faktycznie byłeś w desperacji 😀
Ale umysł odpoczął od czytania, raz na jakiś czas dobrze się tak wypościć.
I dlatego czyta się starą gazetę?

To tak jak z dietą – raz na jakiś czas bierze pokusa, żeby pokątnie przekąsić coś niedozwolonego
A w ogóle dzień dobry, bo ja ostatnio śpię, jak niemowlę, budzę się równo z kotem koło szóstej i w zasadzie mogłabym się brać do jakiejś roboty, tylko nie chcę stwarzać pozorów, bo mi już niczego w domu te moje chłopaki (śpiące niemal do dziesiątej)nie zrobią.

Kawa? Herbata?
Poproszę o kawkę
Dziś się dobudzić nie mogę.
Kawa! Koniecznie!
Witajcie!
Relacja bardzo sympatyczna, a góry kurek tylko pozazdrościć!
N.b. na Mazurach poznaliśmy ciekawy sposób na grzybową klęskę urodzaju: nadwyżki pakowano do dużej plastikowej butli po wodzie (5 l) i zalewano roztworem octu. Ponoć tak potraktowane zbiory bez problemu doczekują do końca rejsu i dalszej obróbki w domu.
P.S. Czy pierwsze zdjęcie się wam wyświetla?
U mnie wyświetlają się wszystkie osiem zdjęć.
Pierwsze mi się nie wyświetla.
Ale które pierwsze? Pierwsza jest panorama jeziora z przyległościami, zrobiona z pomostu. Wyżej między akapitami jest przerwa, bez zdjęcia.
Po drugim akapicie:
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/lh3.googleusercontent.com/i50F0177CWjVh_xOtlmOPq97AjanqVL0scYC_9l4jRrogwNr6X3ZNuC_d-SdCEnJyMhpOw1qk7jWSQ=w1680-h1050-rw-no
Poprawiłem, teraz adres zdjęcia jest kilka razy dłuższy, ale powinno być widać, z tym że u mnie nie ma żadnej zmiany, przedtem też było widać, więc to już Wyspiarze muszą potwierdzić, czy widać wszem i wobec.
Jak wyżej pisałam, zdjęć jest osiem. To powiększone jeszcze bardziej oddaje urok panoramy jeziora.
No to i świetnie 🙂 O ile mi wiadomo, teraz można robić nawet zdjęcia obejmujące całe 360 stopni naokoło fotografa, ale nie wiem, jak by było z publikacją czegoś takiego na Wyspie (różni znajomi pokazują takie na Facebooku, ale to już specyfika tego serwisu).
360 stopni, to chyba ruchome (obrotowe) zdjęcie, inaczej sobie nie wyobrażam 🙂
Nie wiem co się dzieje, pierwsze zdjęcie u mnie też zniknęło.
Tak, można je przesuwać myszką i oglądać całe otoczenie w „okienku”. A jak się ogląda na telefonie, wystarczy obracać telefon naokoło siebie, nawet bez dotykania ekranu.
Tutaj przykłady takich zdjęć – http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.360cities.net
Rzeczywiście, już takie zdjęcia oglądałam, np. wnętrz pałaców i innych obiektów.
Teraz zniknęło? Oj, muszę chyba sprawdzić na innym komputerze, bez logowania…
Dzień dobry, i do mnie dotarł dzisiaj deszcz!
To ja idę popracować, ale dzisiaj będę zerkał na Wyspę, bo jak pięterko świeże, to trzeba doglądać.
Dzień dobry wszystkim.
Relacja ciekawa, oaza spokoju, aż się prosi o fotel, koc, kawę i książkę;)
Kurek pozazdrościć, dodać tylko cebulkę i śmietankę udusić i polać placki ziemniaczane;)
Miłego dnia dla Wszystkich;)
oooo – widzisz! placki ziemniaczane!
Haa, oczywiście, że były i placki z sosem jw. Tyle że placki „z proszku”, więc nie ma się czym chwalić.
placki to placki i już;-)
Ja lubię placki z ziemniaków startych na grubej tarce. Tylko wymagają mniej mąki to w smaku przypominają frytki.
Takie robi mój Tato i jest zasadnicza różnica jakościowa między nimi a tymi z torebki 🙂
NIGDY nie robię z torebki.
Raz chciałam… Spojrzeń moich synów nie da się opisać. Za słaba jestem. A mąż… Mąż poszedł do sklepu, kupił ziemniaki i co tam potrzeba, a potem machnął arcydzieło polskich kulinariów.
PS.
I teraz tak jest za każdym razem, kiedy wspominam, że zrobiłabym placki (patrząc na sklepową półkę).
CWANIARA
Pomysł wart skopiowania, ale u mnie placki z torebki przechodzą bez mrugnięcia okiem, więc nic z tego.
To się nazywa instynkt samozachowawczy
Z torebki placków nigdy nie jadłam, więc nie mam porównania. 🙂
Moim zdaniem są bardzo OK.
Zjadliwe, ale w porównaniu z tymi innymi, zwłaszcza spod ręki Taty Q. – (…)
Ja też na grubej tarce, i koniecznie z duża ilością cebuli;) a z torebki nie jadłam
Ojej. I jeszcze można dodać skwareczki albo kawałki przysmażonego boczku albo kiełbasy…
Jest pogoda. Tak z pięć godzin dziennie. Wszystko przez Q., który musi się urlopowac w tym samym czasie co ja. A propos relacji – fajna. Jako, że piszę z tabletu to nie będę się rozpisywać.
Ale dlaczego przez Q??? Czy to jest jakiś rebus? Czy fatum, że on ściąga niepogodę na czas urlopowania?
No oczywiście, że mr. Q jest fatumem:).On mi zawsze bruździ:) Nawet własnym kosztem.
Cóż za poświęcenie z jego strony!
A ja cały czas w prognozach słyszę, że jak na północy leje, to na południu upały i wicewersa. To gdzie się Pan urlopuje, Panie Z, że tak Panu brużdżę, hę?!
Czekaj, czekaj – coś w tym jest! Wróciłeś z wakacji i u mnie przestało lać!
Dzisiaj ostatni dzień w Górze. Jastrzębiej Górze! I co Pan na to? Się pytam:)
Aaa, w Jastrzębiej („Z Jeleniej Góry przywiozłem (…) Z Jasnej Góry oczywiście! Pamiątka. Pan wie, KTO po nim stąpał?!! Tu kładę.”) To trzeba tak było od początku.
Ja na to, że jakbym wiedział, to bym pojechał gdzieś na południe, np. do Żywca i już by było wszystko OK, tzn. przynajmniej JEDEN z nas miałby piękną pogodę. Na przyszłość proszę dawać znać z wyprzedzeniem.
Pojednawczo – zapamiętam i dam znać w przeszłości coby nasze urlopy były w różnych terminach i miejscach:)
Przyszłości oczywiście
Przeszłości, przyszłości… A bo Panu się zawsze te wymiary i wektory mieszają. A mówiłem, nie siedzieć tyle w siódmym wymiarze!
Dzień dobry. U mnie też nie ma zdjęcia. Dopiero ten link od Tetryka.
A.. zazdroszczę tego grzybobrania. Mało mnie teraz na wyspie i wszędzie bo mam dół..emocjonalny. Ale mi przejdzie – dzis u nas piękna pogoda ,zbieram się i jade gdieś sobie. Sama. Muszę parę spraw przemyśleć. No to do lasu Na pewno się odezwę …
Ja bym tak też sobie z książka jak leje. Właśnie sobie wczoraj i dzisiaj uskuteczniałam. Nareszce skończyłam. I wracam do życia
Wychodź z doła! Bo co będziesz robić w takim listopadzie? Przekopywać się do Chin?
No to już nie wiem, co z tą panoramą. Wg mnie to wszystko przez google, te zdjęcia można zobaczyć, wchodząc na „starą” stronę pod adresem Picasa Web Albums, albo na „nową” – Zdjęcia Google (Google Photos). Jeden link jest długaśny, coś z pięć linijek, a drugi – ten, co Tetryk zamieścił – krótszy. I widzę, że wśród Wyspiarzy panuje podział, część widzi tylko panoramę podlinkowaną krótszym linkiem, a część – długim.
To może spróbuję dać obie wersje? W osobnych komentarzach? I poproszę o odpowiedzi pod jednym i drugim komentarzem, kto widzi jedną, a kto drugą?
Panorama, wersja 1, z „długim” linkiem:
To zdjęcie widzę.
O, a teraz nie widzę.
Grrr!
Nic nie poradzę, ale przypomina mi to:
„Jak spojrzę TAK to mnie widać. A jak TAK to nie widać. Widać. Nie widać. Widać. Nie widać. Trochę widać. Nie widać. Teraz widać.” (cytuję z pamięci)
Myślisz o tym filmie?
Nieee…
Aha. Musiałem się odwołać do gugla. No trudno, TEGO akurat nie kojarzę na pamięć.
Asterix i Obelix Misja Kleopatra.
wersja aktorska, z Moniką Bellucci
Tak, właśnie wyguglałem.
To zdjęcie widzę, tego we wpisie – nie.
A ja tego zdjęcia też nie widzę. Ale ciekawe, że to pierwsze na początku widziałam, a teraz nie.
I wersja 2, z „krótkim” linkiem:
To mi się nie wyświetla.
To spróbuję jeszcze jeden eksperyment zrobić, mianowicie wyloguję się z konta google.
Po wylogowaniu nadal widzę oba zdjęcia
Pojęcia nie mam, co tu jest grane. To chyba tylko Mistrz Tetryk potrafi wytłumaczyć.
Masz zepsuty komp:) Musisz kupić nowy;)
Wypchaj się!
A na telefonie widzę oba!
Tego zdjęcia nie widzę, tylko samą ramkę…
A ja tym razem widzę.
Co ciekawe, ja widzę w obu wersjach to samo zdjęcie
Na tablecie obie fotki takie same. Wyświetlają się.
Tablet pewnie z Androidem? Chociaż to też niczego nie tłumaczy.
Android.
No to to już są szczyty. Włączyłem komputer Najjuniora, bo nieobecny nie może protestować. Inny system, inna przeglądarka, inne IP, bez logowania na Wyspie i teraz tak:
Panoramy we wpisie nie widać.
Panoramę w wersji nr 1 w komentarzu widać.
Panoramę w wersji nr 2 w komentarzu widać.
Nic z tego nie rozumiem.
Panorama w tekście głównym nie wyświetla się. Android.
To dam oba linki do tekstu i teraz komuś zawsze jedna się będzie wyświetlać, o.
Najwyżej część Wyspiarzy będzie widziała podwójnie…
W sumie to każdy już ma 3 panoramy. To chyba jakaś promocja.
Ale takie same. To na zapas, jakby jedna się skończyła, zawsze jest następna.
PS. Jeszcze raz zajrzałem do wpisu (w trybie edycji) i widzę, że teraz wszystkie linki do zdjęć są „długie”. Niczego to nie tłumaczy, co prawda.
Dzień dobry


O grzybach wolę nie pisać, bo aż mnie zazdrość gryzie
Od lat ich nie zbieraliśmy i chyba już nie pamiętam przynajmniej połowy zjadliwych gatunków 
Relacja z urlopu podoba mi się bardzo. Moim zdaniem rewelacja!!!
Deszcz jest pewną przeszkodą, ale to i tak nie jest źle, bo w domku można się później wysuszyć. Pod namiotem jest znacznie gorzej
Cisza i spokój są najważniejsze, gdy chce się wypocząć, a to mieliście
Dzień dobry.
Można się bardzo wysuszyć, tym bardziej, że jest tam kominek, co prawda trzeba umieć w nim rozpalić tak, żeby nie dymił na cały pokój, ale ponieważ jeździmy tam od lat, to umiem. I wtedy wygląda to tak:
A co do grzybów, to w Stanach się chyba nie zbiera w ogóle? A poza tym gdzie, w prywatnych lasach pewnie nie wolno, bo prywatne, a pozostałe – parki narodowe i inne rezerwaty?
Kominek super. Szkoda, że nie mamy takiego w namiocie

A Wisconsin duże i trudno bez namiarów trafić 
Bo przecież w domu tej hodowli grzybów nie ma. Trzeba jechać w góry i tam tych grzybów szukać, a to trochę nadgoni kilometrów
Cóś strasznie daleko do tego Kolorado…
Oczywiście kupione w sklepie… Gdy czasami opowiadam jak to kiedyś, w Polsce, chodziliśmy na grzyby i zbierali całą masę różnych gatunków, to tylko oczy otwierają ze zdziwienia i pytają, czy nie bałam się, że któryś może być niejadalny
Jak się je zbiera od dzieciństwa, to się wie, które zabrać, a które zostawić… proste 
To samo inna znajoma, która kupiła dom, a na posesji miała potężną jabłoń. Jabłka spadały i gniły i nikt ich nie zbierał. Te ze sklepu były lepsze… Nawet do głowy im nie przyszło, żeby je jeść. Dla nas, Polaków, to jest coś nie do pomyślenia, żeby kupować, jak ma się swoje. Ale Amerykanie myślą w inny sposób.
A co do grzybów… Jedna z moich dawnych znajomych mówiła, że jeździła na grzyby do Wisconsin. Poprosiłam ją o namiary, ale jakoś nie podała. To nie wiedziała dokładnie jak się ta miejscowość nazywa, to zapomniała karteczki na której miała to zapisane specjalnie dla mnie… to jeszcze coś. Znajomość się rozwiała i adresu nie dostałam
Moja córka w ubiegłym roku była na grzybach i trochę ich nazbierała. Może i w tym roku się wybierze, to przynajmniej trochę ususzonych będę miała. W zasadzie moglibyśmy do niej na te grzyby jechać, ale to jest 1595,2km (z naszego domu do jej domu, według Google Maps)). Trochę daleko jak na grzybobranie
Ale ogólnie to masz rację. Amerykanie nie zbierają grzybów. Żadnych. Znają tylko pieczarki i coś co nazywają „portabella”, a jest po prostu ciemną odmianą pieczarki…
Ale Amerykanie to specyficzny naród. Wszystko musi być kupione w sklepie, bo tylko do handlu mają zaufanie. Nawet owoce wolą ze sklepu. Kiedyś byłam zdumiona, że Sandy nie je poziomek ze swojego ogródka. Zapytałam ją o to. Powiedziała mi, że to nie są jadalne owoce, a tylko „ground cover”, czyli roślina, która ma się plewić, żeby chwasty nie rosły. Nawet nie chciała ich spróbować i powiedziała mi, że jak chcę, to mogę zjeść wszystkie. Oczywiście skwapliwie z tego skorzystałam
Dzień dobry. Swoją drogą, czy przyzwyczajenie do kupowania w sklepie, nawet jak się ma dające owoce drzewo czy krzaczek na własnym podwórku, nie świadczy o wychowaniu przez korporacje? Kultura supermarketu jako krańcowo odmienna od kultury zbieracko-łowieckiej?
Dzień dobry

Na pewno masz rację. Nawet w tych sadach, do których jeździmy, Amerykanów za dużo nie ma. Głównie Polacy, Rosjanie, Meksykanie czy Czesi. Czyli głównie Europejczycy i południowa część Ameryki. Tutejsi niechętnie jadą zbierać, bo przecież kupią w sklepie… to po co się męczyć?
Z drugiej strony są takie miejsca, jak Clagett Farm w Maryland (i nie tylko), gdzie udziałowcy w razie urodzaju mogą m.in. sami zbierać owoce lub warzywa prosto z grządki. I nie jest tak łatwo zostać udziałowcem.
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/en.wikipedia.org/wiki/Clagett_Farm
Tutaj też działają sady, chociaż na trochę innych zasadach. O takich jak w Maryland słyszałam, ale się osobiście z czymś takim nie spotkałam
Fajnie. Tym bardziej, jak pomimo złej pogody, może być fajnie 🙂
Jakby było już tak źle i zimno, żeby się nie dało wytrzymać, to zwijamy manele i wracamy do domu, mamy w sumie 80 km, to godzinka z hakiem i jesteśmy.
We wpisie nie widzę. W komentarzach obydwa. Kominek też. I wogóle – widać ,nie widać – fajnie Wam było..
Czasem sobie myślę, czy naprawdę było tak fajnie, jak ja tu opisuję, czy to tylko sam opis tak fajnie wygląda…
Ja mam ten problem za każdym razem, jak czytam swoje opisy wakacji sprzed lat.
Taa, i te zdjęcia, wszyscy przez cały czas uśmiechnięci, na łódce, w knajpie i na kajaku, a w najgorszym razie – normalni, nikt już nie pamięta, że przecież Junior co i raz chodził nabzdyczony, bo coś mu TAK BARDZO nie pasowało, w restauracji czekaliśmy półtorej godziny na pizzę, bo obsługa była dopiero przyuczana do zawodu, a starszy syn przyjaciół, z którymi wtedy jechaliśmy, na sam koniec złamał rękę, a w ogóle to była plaga komarów i poza zdjęciami wszyscy się drapali, czego na fotkach nie widać. Samo życie!
O TO TO WŁAŚNIE!!!
Nasze zdjęcia z wakacji… o rany… „No o co ci chodzi? Nie dość, że normalna rodzina, to jeszcze i tu, i tam! Włochy, Francja, morze, góry! I ty jeszcze na coś narzekasz?!”.
Fakt, nie zamieszczam zdjęć dziecka walącego przez pół godziny łbem w okno samochodowe podczas jazdy autostradą…
A wiesz, że to by się przydało? Nie wiem, jak w Waszym przypadku, ale u nas na pewno.
Czy w dzieciństwie zetknęłaś się może z (oryginalnie rosyjską lub radziecką) książką o Cudaczku-Wyśmiewaczku?
No ba!
Tak. Myślałam kiedyś o tym. I to by było bardzo edukacyjne. Ale wiem, że nigdy tego nie zrobię – z szacunku dla moich synów. Bo to nie jest ich wredny charakter czy zła wola, tylko (mimo wszystko) upośledzenie. Nie mogłabym.
A tak, oczywiście, w Waszym przypadku to coś innego.
Mnie tylko chodziło o to, że jak kiedyś chciałem robić podobne rzeczy – fotografować lub filmować parszywe zachowanie moich synów, żeby potem im to pokazać i dać do myślenia, i owszem, może trochę upokorzyć – to, delikatnie mówiąc, nie spotkałem się ze zrozumieniem mojej połowicy.
No i teraz mamy to, co mamy.
Aaa… no CHCIEĆ to ja też miewałam ochotę. I nawet raz czy dwa tak zrobiłam. Efekt był pio-ru-nu-ją-cy.
Zaintrygowałaś mnie.
Ale czy to nie jest słuszne? Wspomnienia powinny być miłe. Powinniśmy zapamiętać tylko to, co mile łaskocze nas po serduchu.
Nie warto pamiętać tych wszystkich potknięć i nieprzyjemności. Życie na codzień dostarcza nam wystarczająco dużą porcję różnych nieprzyjemnych momentów. Przynajmniej z wakacji zachowajmy to co było najpiękniejsze 
Prawda, to miłe, ale jednak troszkę zakłamujące rzeczywistość…
A jaką rzeczywistość? Przecież tych miłych chwil się nie wymyśliło? One rzeczywiście były…
Tak, ale gęsto przetykane różnymi innymi…
Gimi**** – może Ty wiesz, dlaczego czasem widać, a czasem nie widać?
U mnie te niewidoczne przy próbie „pokaż obraz” żądają zalogowania w google… te widoczne nie żądają. W domu jestem zalogowany, więc pewno zobaczę.
Najjunior też może mieć zapamiętane swoje zalogowanie.
A ja widziałem wszystko nawet po wylogowaniu z konta google i odświeżeniu strony. Chyba że przeglądarka „nie zauważyła”, że się wylogowałem.
Sugerowałbym zatem umieszczanie zdjęć w wyspowej Bibliotece Mediów – wtedy nikt, kto otwiera Wyspę, nie będzie miał kłopotów z dostępem…
Wiesz co, mogę, a ile miejsca jest jeszcze w Bibliotece?
Tyle że np. część zdjęć mam na komórce, część na karcie pamięci z aparatu i zgrywam z jednego i drugiego bezpośrednio „do chmury”, bo np. Picasa i Zdjęcia Google mają osobną apkę do tego celu, więc z telefonu łatwiej mi tam. Ale może już po selekcji do wpisu faktycznie wrzucać do wyspowej BM?
Jednego nie rozumiem – dlaczego raz pierwsze zdjęcie widzę, a raz nie. Teraz na przykład mi się wyświetla, ale pod nim mam ten okrągły znaczek.
Teraz wrzuciłem do wpisu zdjęcia z obu linków, jedno pod drugim, więc widzisz jedno, a drugiego nie, ale to ta sama panorama. Zdaje się, że są też tacy, którzy mają dokładnie odwrotnie – u góry mają znaczek zamiast zdjęcia, a u dołu panoramę.
Ja widzę oba.
Zdecydowanie tak 🙂
Ja zazwyczaj przeskalowuję je do rozmiarów nie przekraczających 800 px (z telefonu to 800×480) – żeby się szybciej ładowały oglądającym. Ale przestrzeni jest dużo: wykorzystane 3GB na 200GB…
E, to mnóstwo miejsca. Można wrzucać.
Już w domu – zalogowany do G., zmieniło się tylko tyle, że stąd widzę kominek – ale żadnej panoramy…
Jak to żadnej? Ani żadnej z dwóch we wpisie, ani żadnej w dwóch osobnych komentarzach???
Tak właśnie…
Już wiem – Firefox nie obsługuje standardu .webp (krótki link), który jest świeżym wynalazkiem Google’a… Na Chrome oglądam tę tajemniczą panoramę.
Mozilla odrzuciła poprawki do Firefoksa zapewniające obsługę WebP (wiki)
Ha! Kłaniam się nisko. Ja wszystko robię na Operze, która zdaje się korzysta ze standardów Chroma (wewnętrzne adresy przeglądarki wprost odwołują się do Chroma – po wpisaniu w Operze chrome:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/about albo chrome:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/settings pojawia się strona o przeglądarce z numerem wersji etc., albo odpowiednio ustawienia)
Prawdę mówiąc, nie mam zielonego pojęcia o czym mówicie
Opera kojarzy mi się tylko z jednym – operą, w której występują śpiewacy, a „chrom”… z kalectwem. Ostatecznie z metalem z układu okresowego pierwiastków
Nie do końca wiem, co to ma wspólnego z kompem 

Ale nieraz już pisałam, że na komputerze znam się jak świnia na akrobacji
Dobranoc.

Spokojnej.
Wróciłam do domu zmęczona, więc też się pożegnam. Dobranoc
No to też spokojnej i relaksującej.
Pozwoliłem sobie przenieść panoramę do zasobów Wyspy i zmodyfikować odpowiednio wpis…
Dziękuję pięknie, na przyszłość postaram się samodzielnie.
Ale że też tylko z tą panoramą takie problemy, przecież pozostałe zdjęcia z tego samego albumu?
Sęk w tym, że panoramka nie została zapisana jako standardowy obrazek, tylko w nowym i jak widać nieugruntowanym standardzie. Musiałem skopiować obraz z chrome, aby go zapisać w programie graficznym jako jpg i w tej postaci zapisać w BM.
No to powoli zmierzamy ku dobranocce.
Będzie pan Grzegorz Turnau z tekstem KIG-a. Bo liryka, angelologia i dal. I muzyka taka jazzowa w tle, a może nawet i z jakimś samplem?
Snów o tej dali, jak najdalszej.
Też idę spać, więc nieco wcześniej zapalę lampkę, w nadziei że wreszcie przywabi Wiedźminkę…

Lirycznych snów!
Wysłuchałam ,popodziwiałam i też idę spać..
Dzień dobry
Pogodny dzionek wstaje 🙂
Dzień dobry

I od razu dobranoc
Dzień dobry.

To ja bufecik przygotuję.
Bardzo to wszystko dziwne…
Nie spałam 16 lat. Przespane miałam w tym czasie pojedyncze noce.
W styczniu i lutym tego roku to już w ogóle była masakra (z powodu leku na tocznia).
Pierwsza „kuracja” plastrami: spałam do 8.30. Regularnie.
Teraz znowu przyklejam plastry na spanie – od 3 dni. I od 3 dni budzę się wyspana o 6.00. Dzień w dzień.
Dziwne to.
Witajcie!
Miło zacząć dzień od uśmiechu wyspanej i zadowolonej bufetowej!
Oj w Stolicy to teraz (chyba) nie jest komplement.
Mają podobno odwoływać. I to komisarycznie.
No, chyba nie o taką bufetową chodziło
Dzień dobry, jakoś tak się złożyło, że spałem krócej niż ostatnio, a czuję się w miarę w formie.
Do kawy tak czy inaczej się przysiadam.
A ja dziś nie śpię od czwartej, a teraz chyba się zdrzemnę…
Spokojnej… drzemki porannej 😉
To ja zakasowuję… zakasuję… znaczy podciągam rękawy i zabieram się za prackę.
A na Wyspę będę zerkał podobnie jak wczoraj.
Pójdę „odpalić” żelazko. I wyjąć bitki wołowe z zamrażarki.
Zjawimy się o 15ej. Tak więc spokojnie zdążysz:)
Mam nadzieję. Kurki się duszą. Jeszcze te placki ziemniaczane… Ziemniaki pójdę trzeć, jak skończę z prasowaniem.
To my przywieziony łososia w prezencie:)
Placki ziemniaczane z łososiem też miodzio. Tylko nie za żywym i najlepiej uwędzonym.
No. Jeszcze parę minut i opuszczam tę niegoscinną pod względem pogody nadmorską krainę:)
Taa, teraz, jak się pogoda robi!
Podwójnie wredna jest ta okolica. Gdybym z powrotem wpakował bagaże to od razu pojawi się jakieś oberwanie chmury albo przyjdzie taki wiatr, że nie będzie plaży…
Hm… ciekawe, co będzie, jak nie będzie plaży?
Bo coś tam pod spodem chyba jest?
No więc to jest dobre pytanie. Pod plażą jest zwykle dalszy ciąg piasku (chyba że sztucznie usypana, to może być wszystko), ale jak przyjdzie morze i zabierze plażę, to ten dalszy ciąg jest już pod wodą, więc plażować na nim się specjalnie nie da. Chyba że jest na tyle płytko, że leżaki postawisz we wodzie. Ale do tego musisz lubić, jak Ci fale regularnie omywają kostki.
Ale jak ten wiatr i oberwanie chmury i NIE BĘDZIE PLAŻY, to co BĘDZIE???
Dużo słonej wody, tak w ogólności, a zaraz potem to, co było, zanim zaczęła się plaża. Czyli np. trawa albo wysokie, klifowe wybrzeże.
A jeżeli już postawisz ten leżak we wodzie, a potem zacznie się wiatr i oberwanie chmury, to jest spora szansa, że za chwilę fale zaczną Ci regularnie omywać szyję.
Tylko bez wiatru i oberwania chmury, ale leżak w płytkiej wodzie… fale obmywające moje stopy… to jest to
Też lubię moczyć nogi, nad jeziorem przy pogodzie często siadam na pomoście ze stopami we wodzie
Dla jeszcze lepszego zrozumienia, zdjęcie przed i po, co prawda z USA, ale ta zasada sprawdza się niezależnie od państwa.
Jeszcze trochę, a woda podmyje miasto!
Mam nadzieję, że nie. Na drugim zdjęciu widać, że umacniają brzeg przed linią budynków, kamieniami i bodajże czymś w rodzaju ścianki Larsena (po prawej stronie strzałki). Ale powinni rekultywować plażę, a potem dać jakieś falochrony, przy takich zmianach może nawet solidne betonowe czteroramienne kloce.
Przypomina mi to kościół w Trzęsaczu, też próbowano go ratować. Została tylko jedna ściana.
No, a tam jest jeszcze w dodatku dość wysoki brzeg.
Dzień dobry 🙂
za ten zbiór ! O ! 🙂
Fajnie, że macie taką wieloletnią oazę spokoju 🙂 Domniemam, że zwłaszcza dla mieszkających w mieście to taki mały raj na ziemi 🙂 U mnie takie widoki to codzienność, jako że od xx lat mieszkam nad jeziorami 🙂 Co nie oznacza, że nie lubię takich miejsc. Wręcz przeciwnie 🙂
Ale ja tu nie o jeziorach głownie 🙂 Chciałam napisać, że ta jajecznic z kurkami spowodowała, że moje kubki smakowe oszalały 😉 Dobrze że nie widzicie jak wyglądam z tym ślinotokiem 😀
I biję
Uwielbiam grzybobranie i okropnie mi tych spacerów po lesie brakuje, niestety z przyczyn niezależnych ode mnie
Wszystkich Wyspiarzy pozdrawiam miło i miło
No to przynajmniej nie zawiodłem nadziei Czytelników
Odpozdrawiam!
Witaj, Kopciuszku! Miło cię znów widzieć!
Hop, hop!
Ciszej nieco! Bo mi tu szyby z okien lecą!

Ho ho, jak z Krakowa do Was dociera…
No z góry leci, nie?
Fale dźwiękowe i tak dalej…
A, że z góry schodków?
Nie. Że z góry góry. Poziomicowej.
No tak. To by było jakieś 100-120 m przewyższenia krakowskich okolic Tetryka w stosunku do Waszej okolicy.
Dobranoc
Spokojnej!
Ja też już się udam. O ile nikt tu krzyczeć nie będzie

spokojnej… bardzo małymi literami i po cichutku…
Cieszę się, że jednak dosłyszeliście!
Więc i ja mówię cichutko: dobranoc!
No to ja jeszcze dobranockę.
A będzie nietypowo (chyba jeszcze tego nie grałem?). Jak się weźmie głos Jamesa Hetfielda z Metalliki, śpiewającego „Enter Sandman”, i dogra do tego ścieżki instrumentalne w klimacie łagodnego jazzu, to wyjdzie… no właśnie, co? Takie coś, jak poniżej. Bardzo przyjemna gitara akustyczna i elektryczna, perkusja… no, blisko oryginału.
Ale całość na dobranoc się nadaje.
Snów przyjemnych, bez udziału Piaskowego Dziadka może?
Dziadku, drogi dziadku, nie chcemy jeszcze spać…

A może jednak już czas? Spokojnych snów!
Dojechaliśmy. Dobranoc…
Witajcie!
Ja też dojechałem. Do pracy 🙁
Dzien dobry
A ja dopiero wstałam. Tak to jest, gdy nocka jest przerwana nad ranem 
Nie od dziś wiadomo, że przerywanie szkodzi!
Zgadza się.
A u mnie jeszcze za chwilę. Nie żebym jechał, raczej praca zbliża się do mnie w czasie…
Dzień dobry

Wszyscy zaspani?
A GDZIE poranna kawa?
Zapraszam wyspiarzy na filiżankę „małej czarnej”
Czołgam się ku filiżance jako ten spragniony wędrowiec na pustyni ku źródełku w oazie…
Wawa, kawka, kawusia… do tej pory już bym bez niej uschła…
Dzień dobry. Jakoś dzisiaj ledwo na oczy widzę. Poza tym chyba zaczynają się zapowiadane upały, aż się boję, co będzie w weekend, jak już zaczyna przygrzewać.
O ja, ale mnie dopadło „niechcemisie”! Trzeba będzie jakoś zwalczyć…
Nu, udało się przezwyciężyć. Można skikać do pracki, bo to już dziewiąta. Będę wszakże zerkał.
Ja też będę zerkać, ale mam też inne zajęcia nie cierpiące zwłoki, więc wybaczcie
No spoko. Ja zerkam w przerwach między stronami 😉
Dzień dobry
Wstałam przed 4:30, bo jakoś spać nie mogłam. Chyba dlatego, że poszłam wcześniej spać… 
A ja wyspana
Dzień dobry! Tu już po południu, u mnie robota wre, i jak widać, reszta Wyspiarzy też dość zalatana.
Ale żeby wstać o takiej porze, to mi się ostatnio zdarzyło, jak wróciłem ze Stanów i miałem poprzestawiany rytm dobowy…
Dzień dobre popołudnie.
Wprawdzie pięterko dość świeże, ale i wysokie. Awaryjnie w szkicach (tutejszych) coś wrzuciłam, więc jakby komu było za dużo schodów, to służę. Albo niech będzie na zaś.
Myślę, że ponad 200 stopni to niemało. Uważam że możesz śmiało wrzucić nowe pięterko.
Tak, też mi się tak wydaje.
Zrobione!
Zapraszam na sierpniowy spacer, trasą codziennie przemierzaną przeze mnie, psa i dwóch takich na hulajnogach.