
Tarnina biała wybuchła pod lasem
Kłębi się, puszy i pieni,
W biel jej kolącą zanurza się czasem
Wiatr, co na przełaj przepycha się lasem,
W lepkiej, najmłodszej zieleni!
Jak młody wyżeł, chudy, zziajany,
Wpada znienacka w wał kwietnej piany,
Dech traci i milknie pod lasem…..
Rozkołysana pędem jego biegu
Tarnina pręty odgina sprężyście,
Kwiat sypiąc biały na trawę i liście …
Wiosenny, niedorzeczny sen o ciepłym śniegu. …
Beata Obertyńska





Kto mnie wołał, czego chciał ?
Pożegnać maj, piękny, choć zimny w tym roku 🙂
Z żalem go żegnam…
Trochę to duże, ale życzliwi zmniejszą ?
Piękne!
Wiedźminko, to ja dodam jeszcze Lilak, który w maju hipnotyzuje swym zapachem 🙂

Wspaniały 🙂
Rany boskie, znowu Wielkanoc ???
Nie – małanoc. Wielkidzień. I ogniska.
Noc Kupały, Jo ? Niegdysiejsze szaleństwo, taniec i śpiew …
Czasami warto wrócić do tradycji…
Stateczku, znowu, ale Boże Narodzenie tuż tuż i wcale nie wiem czy się z tego cieszyć !
Przeleci Czarodziejko mimochodem, niezauważalnie, pozostawi po sobie kilka dodatkowych gramów, kilka siwych włosów….
Piękne te konwalie, szkoda że zobaczymy je dopiero za rok 🙁
Witaj Poranna – nic to, zawsze żywe będą na obrazku 🙂 Tylko zapach jest nie do podrobienia 🙁
Można ewentualnie pokropić ekran perfumami i zapachu konwalii i będą jak żywe
… w jeżyny nura daj, lub usiądź na mrowisku,
to może nie jest raj, lecz trwaj –
w jeżynach trwaj, wiosna, maj –
bo to jest przecież wszystko!
Babcia robiła z owoców tarniny świetne wino i nalewki, ale nie umiem…
Zapytam szwagra, on jest specjalistą od nalewek, może ma przepis
Niestety Wiedźminko, nie ma przepisu
Ja poszukam.
Dzień dobry
Cudowne widoki … zapachy kwitnących drzew i kwiatów, które serwuje nam rozszalała przyroda 

Maj to arcypiękny miesiąc w roku
Mówi się, że to miesiąc zakochanych. Może właśnie dlatego, że w maju świat pięknieje, jest bajkowy i potrafi zakręcić w głowie?
Niestety, maj już się kończy
Dlaczego nie ma więcej majów w roku? 
Bo ich różne Cortezy wyrżnęły?
Dzień dobry
Witaj Mireczko, miłego dzionka Ci życzę
Dzień dobre popołudnie. Spiąłem te dwie półkuliste rzeczy z tyłu iii… wyrobiłem normę, a na 15:00 musiałem zdążyć na ważne spotkanie. Zdążyłem, aczkolwiek okazało się, że ok. 18:00 niespodziewanie jedziemy w gości – nie wiem, kiedy wrócę. W każdym razie jeszcze przez godzinkę będę na Wyspie.
Podobno im więcej ruchu, tym człowiek mniej narażony na choroby cywilizacji 🙂
Chyba że jak w „Lemon Tree” jeździ się „za szybko i za daleko”
Uwielbiam lemon tree! Zawsze puszczam to sobie jak mi bateryjki siadają.

Natomiast co do samego wpisu, boć przecież pod nowym piszę, to wiersz jest czystą słowną impresją. Obraz i wrażenie wydają mi się tak spójne, że gdyby forma była nieco inna (i krótsza), to mielibyśmy do czynienia z haiku. W ogóle temat tego wiersza mógłby być tematem japońskiego obrazu „Kwiaty tarniny na wietrze” – być może jakąś rolę grały tu wpływy rodzinne autorki wiersza, a konkretnie jej mamy, młodopolskiej poetki. Wszak w okresie Młodej Polski dało się odczuć wpływy orientalne na polską kulturę (o czym świadczy chociażby spuścizna Feliksa „Mangghi” Jasieńskiego). Kiedy jednak wgłębimy się w metaforykę wiersza, wrażenie inspiracji orientem nie jest już takie oczywiste, żeby nie powiedzieć, że znika zupełnie. Wiatr jako chudy, zziajany pies, płatki kwiatów tarniny jako ciepły śnieg – to już elementy bardziej intelektualne, a mniej emocjonalne. Tak już bywa, że z daleka i w ogólnym zarysie dzieła sztuki kojarzą się z jednym, a z bliska, po obejrzeniu szczegółów – z czym innym.
Nokaut.
No nie wiem, wg mnie po prostu bardzo na temat.
Nie, bardzo mi się podobało! Ale taka akademicka wypowiedź przy moim piątkowym stanie umysłu po prostu mnie znokautowała 😀
Pójdę poszukać jakiegoś prosecco w lodówce
Och, po prostu chciałem spróbować, czy i jak mi to jeszcze wychodzi
Cóż za skromność przebiegła

Nie ostrzegałem cię, Jo. – myśmy tutaj się już wszyscy przyzwyczaili do profesjonalizmu Quacka…
Oj no przecież ja uprzedzam od początku, żem prosta gospodyni domowa i ta, no – kura. To co się dziwić, że taki poziom z nóg mnie zwala i to ZANIM otworzyłam to prosecco???
A żeś nie ostrzegał, to ja zapamiętam.
A teraz Ty, Jo, kokietujesz !
Kobita przecież jest, co nie?
No chłopa w sobie nie dostrzegam 😀
Eee, jak to zabrzmiało!
Całe szczęście, że się gałęzie drzewka skończyły, bo musiałabym jakieś stanowisko zająć.
Pan sprawiasz, że mię rumieniec na lica wypełza!
Prosta kura domowa nie pisze książek, Jo.
O. Właśnie.
Nawet w wyniku zakładu
Etam. W wyniku zakładu nie takie rzeczy się robiło. Za młodu.
Pisze. Jak się zaweźmie, to nawet kuchnię zaprojektuje. I resztę mebli do domu. To tylko zależy od stopnia zawziętości. Tej kury. Zaufaj mi – wiem coś o tym 😀
A poza tym – jak już wspominałam: papier jest cierpliwy, każdy chłam przyjmie. A wydać książkę może sobie obecnie każdy. Więc jeśli spojrzeć z tej perspektywy (oraz po przejrzeniu kilku bestselerów empikowych) to żadna to nobilitacja.

Super…. jak juz przeczytam, to będę się zastanawiać czy jesteś zielononóżką czy jednak barwną kraską 🙂
Zielony nie. Raczej bakłażanowy fiolet proszę 🙂
Uff, Kwaku…. rozbiór na medal. A wiersz z majowym wdziękiem…
Urzeczony cnotliwą bielą tarniny , przesłałem Tobie Wiedzminko parę fotek tarniny z Parku Moczydło w Warszawie .
Dziękuję Makxiu kochany! Mogę się teraz ponapawać, jak już moja Jasna Panienka dała się zapędzić do spanka
Nadal babciogodziny? No to w poniedziałek będzie jubel!
To ja, proszę Państwa, wybywam, nie wiem, kiedy dokładnie wrócę, o życzeniach dobranockowych pamiętam, a może jeszcze jakieś nowe przybędą?
Właśnie wróciłem, wszystko gra, bez strat w ludziach
Ooo – po imprezce?
A ja sobie koncert Stinga w Berlinie właśnie odbyłam 🙂
Z jakiego źródła? YouTubowego? Z płyty?
Youtuba toleruję doraźnie, kiedy na już coś potrzebne. Stinga w Berlinie 2010 mam na DVD. Z miłości, rzecz jasna, oraz z powodu, że skoro nie dane mi na koncerty chadzać, to sobie kupię i będę w domu udawać, że bywam. Dla własnego zdrowia psychicznego, lub jego resztek – cokolwiek by to miało oznaczać.
Ale koncert super. Podobnie jak ten toskański.
No, ja sobie puszczam do pracy Bacha albo inne barokowe cudeńka właśnie z YT, mam oczywiście CD, ale nie muszę mieć superjakości, ot, tyle, żeby w tle leciało. Natomiast np. koncerty brandenburskie mam, nie chwalący się, na BluRayu – i muszę powiedzieć, że to nagranie – przesłuchane u siebie i u kolegi na duuużo lepszych głośnikach – uświadomiło mi, jaki szajs u mnie stoi. No ale dla jednej płyty nie będę kupować Bóg wie jakich kolumn.
Nie no – jakiś rozsądek trzeba zachować. Ja na ogół rezyduję przy garach albo w ogródku, więc kompa nie chce mi się targać, a DVD czy CD całkowicie spełnia oczekiwania muzycznego tła. Jako zawodowa kura domowa nie jestem zbyt wyrafinowana jeśli chodzi o gust muzyczny. Sting. Enya. Santana. Może czasem Cranberries – jak komu chcę przypier… dla zdrowia psychicznego. A poza tym to jakieś starocie, nie wymagające wzmacniaczy z górnej półki.
No, do takich zastosowań to mam muzykę wgraną na komórkę. A tam już pełny przekrój – AC/DC (sporo), Andreas Vollenweider, Camiel, Diana Krall, Extreme, Hugh Laurie, Jean-Michel Jarre, Johann Sebastian Bach, Lech Janerka, Lenny Kravitz, Locostar (z Sopotu), Makowicz&Możdżer, Marek Biliński, Mike Oldfield, Miles Davis, Nigel Kennedy, Pat Metheny, Sting właśnie, The Beatles, The The, United Future Organization, Van Halen i Yes. I jeszcze parę mniej znanych nazwisk i nazw (tak mi telefon alfabetycznie posortował).
Bardzo ładny zestaw 🙂
nnnno, dużą część tej listy mam na CD. Głośniki mam przyzwoite i chyba nie chciałabym się przenieść na komórkę …
Ale to, Wiedźminko, tylko w podróż albo do snu, na słuchawkach. Do komputera mam podłączoną starą wieżę, więc mogę muzyki z płyty lub sieci słuchać na przyzwoitych, popularnych głośnikach, nawet bardzo głośno.
Aaa, ile trwa wersja na DVD? Bo na YT dostępny jest rip z CD i ma ok. 73 minuty?
Witam Mistrzu Q
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.youtube.com/watch?v=z5Q8x1wYN4w&index=1&list=PL563125D9D077441A
Edit : A przepraszam, tu jest 15 z 22 utworów live, całości chyba na YT nie ma.
Czas trwania płyty to 2.19.
Dziękuję. Znaczy trzeba by się zaopatrzyć…
Wiesz co? Ja wolę koncert na dvd bo wtedy mam wszystko. A Sting genialnie – w mojej ocenie – rozmawia z publicznością, co dopełnia spektakl. Nie każdy tak potrafi.
Ten berliński? Nie mam pojęcia. Mogę jutro sprawdzić, bo dzisiaj nie chce mi się już biegać po schodach. Ja mam dokładnie tę wersję: http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.empik.com/live-in-berlin-pl-sting,prod59210070,muzyka-p
Timeless…
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/mojenalewki.blox.pl/2010/01/Tarninowka.html
Kłaniam nisko:)
Waszmość cichcem, ale w temacie! Witam!
Jak to drzewiej prawili? Od każdego według kompetencji?:))
Kłaniam nisko:)
Jezusie Nazareński… to ja nawet nie pytam o moje 🙁
Te kompetencje.
Czołem Waszeci! I tak to właśnie piękne kwiaty okazują się tak owocne w skutki.
Aboż nie powiada Pismo: „Po owocach ich poznacie?” 🙂
Kłaniam nisko:)
Jak tak, to może z jakąś pogadanką historyczną zaprosić byśmy mogli?

Wachmistrzu złoty, pięknie dygam popierając prośbę Tetryka ! Byłabym ukontentowana wielce
ps. o tarkach opowiem jak się udały :), szybciej jednak niż po 2(!) latach….
Może i byście mogli…:) I choć to sobie poczytuję za zaszczyt, to chyba jednak nie jest to dobry koncept. Jeśli kogo co z mojej pisaniny ciekawi prawdziwie to już dawno znalazł do mych archiwaliów drogę. Ja mogę co najwyżej rzecz uprościć, wskazując poszukującemu konkretny czy zbliżony temat. Natomiast doświadczenie z Kneziowiskiem już mi pokazało, że coś tak niszowego jak pisanina moja, znagła niezwyczajnym tego ludziom, nie na swoim gruncie serwowana, najczęściej przechodzi mimo, a czasem jest jak kulą w płot…
Kłaniam nisko:)
Najważniejsze, to postawić dobre drogowskazy. Żeby trafić, gdzie się chciało.

Fakt., Wachmistrzu, masz swój blog i chyba nie powinniśmy Cię nagabywać. To była prosba spowodowana chęcią udomowienia Cię na Wyspie
Swoją drogą – co to za Wyspa bez Wachmistrza?

Dobrej nocy życzę i idę spać. Jestem wykończona
Spokojnej!
To co? Dzisiaj jakaś Stingowa dobranocka może?
A za chwilkę, coś muszę dobrać…
Czekam, czekam.
No to dobranocka na życzenie. Sting, skoro już tak zeszło na koncerty, nagrania, płyty…
Jak być może (zapewne) już nadmieniałem, jedna z moich pierwszych płyt winylowych to „Nothing Like The Sun”, polskie wydanie, nabyte z nabożeństwem kędyś w domach Centrum na Ściane Wschodniej podczas wizyty w Warszawie. Jakość płyty była taka sobie, szybko zaczęła się zacinać podczas „Secret Marriage”.
Dlatego wolę nie pamiętać zacinającej się płyty, a sporo późniejsze nagranie „Shape of My Heart”, bo jego tekst bardzo do mnie przemawia. Gdzieś w sieci było parę całkiem udatnych przekładów, których jakość zniechęciła mnie do własnych prób (znaczy że były takie dobre, a poza tym wykorzystywały już pomysły, które przyszły mi do głowy przy czytaniu oryginału).
Snów o tym, że serce nie sługa i nie idzie tam, gdzie mu się każe…
LOVE IT!
A widziałeś wersję acoustic? Też bon.
Dużo delikatniejsza.
SI. Ale ten tekst obroni się w każdym wydaniu.
Kwaku, fajnie byłoby wkleić taki udatny przekład, bo nie wszyscy władają angielskim tak jak Jo i Ty. 🙂
Ha, żebym tylko teraz znalazł te udatne!
No to przekład z tych bardziej udanych, z pewnego forum (http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/forum.mlingua.pl/showthread.php?t=24)
SHAPE OF MY HEART
STAN MEGO SERCA
He deals the cards as a meditation
Rozdaje karty jakby medytował
And those he plays never suspect
A ten z kim gra nie zgadłby że
He doesn’t play for the money he wins
On nie dla pieniędzy prowadzi tę grę
He doesn’t play for respect
I dla szacunku też nie
He deals the cards to find the answer
On w kartach chce znaleźć odpowiedź
The sacred geometry of chance
Tę świętą geometrię szans
The hidden law of probable outcome
Ukryte prawa prawdopodobieństw
The numbers lead a dance
Gdzie liczb zwodniczy tan
I know that the spades are swords of a soldier
Choć wiem że piki to oręż żołnierzy
I know that the clubs are weapons of war
Że krzyże znaczą wojnę i gwałt
I know that diamonds mean money for this art
Nagrodą kara – diamenty z podłych kart
But that’s not the shape of my heart
Lecz me serce ma inny kształt
He may play the jack of diamonds
On może położyć asa w czerwieni
He may lay the queen of spades
Może na damie postawić krzyż
He may conceal a king in his hand
Mógłby mieć nawet króla w kieszeni
While the memory of it fades
I nie spostrzegłby nikt
I know that the spades are swords of a soldier
Choć wiem że piki to oręż żołnierzy
I know that the clubs are weapons of war
Że krzyże znaczą wojnę i gwałt
I know that diamonds mean money for this art
Nagrodą kara – diamenty z podłych kart
But that’s not the shape of my heart
Lecz me serce ma inny kształt
And if I told you that I loved you
Gdybym powiedział ci że cię kocham
You’d maybe think there’s something wrong
Mogłabyś myśleć że tylko gram
I’m not a man of too many faces
Lecz ja zbyt wielu masek nie noszę
The mask I wear is one
I twarz tę jedną mam
Those who speak know nothing
Nic nie wie ten kto się odzywa
And find out to their cost
I pozna tego koszt
Like those who curse their luck in too many places
Jak tych co zbyt często klną na swe szczęście
And those who fear are lost
I tchórzy marny los
I know that the spades are swords of a soldier
Choć wiem że piki to oręż żołnierzy
I know that the clubs are weapons of war
Że krzyże znaczą wojnę i gwałt
I know that diamonds mean money for this art
Nagrodą kara – diamenty z podłych kart
But that’s not the shape of my heart
Lecz me serce ma inny kształt
Super Kwaku ! Dzień dobry też !
Dementi.
Wcale nie znam dobrze angielskiego. Jestem tylko dociekliwa. Czasami.
Dobranoc i snów spokojnych…
Dzień dobry
Piękny dzień się budzi 
Kawyyyy…
Poproszę.
Dzień dobry. Późno, ale lepiej późno niż wcale, zanosi się na biegającą sobotę, co więcej, chyba połączę przyjemne z pożytecznym i użyję do biegania roweru, żeby było szybciej. Zobaczymy, na razie biegnę dalej, dam znak życia, kiedy będę mógł.
Troszkę zadeszczone dzień dobry !
Tu też wicher się zerwał, ciemne chmury zasłoniły niebo… Oj, będzie lało!
DzińDybry:)) Na Górnym ciepło i słonecznie. Truskawki po 6,50 za kilogram, słodkie i pachnące, bez przekwita, piwonie rozkwitają :))
U nas też truskawki OK. Bez za młody i w powijakach, ale tylko w moim ogródku – gdzie indziej szaleje, a piwonie drażnią się z człowiekiem i wyczekują czerwonymi kulkami, kto pierwszy pęknie: one, czy ogrodniczka 😀
Tu niestety bez już przekwitł, truskawki dorodne, ale po 8,50.
Piwonii niestety nie widzę, dopiero jak pojadę na wieś, to zobaczę.
Na wszelki wypadek po zakupy męża wysyłam. Co się będę cenami denerwować?

Ja niestety muszę sama kupować i się denerwować.
No tak… To przykre.
U nas też po 8,50. Wczoraj mieliśmy koktajl z mleka i drzuzgawek 🙂
Za to piękne redyski są w sprzedaży 😀
Czy redyski to są dyski wielokrotnego użycia?
Nie, to są rzodkiewki. Quackie pewnie by wiedział
Uczciwie mówiąc, musiałem sprawdzić…
Zapomniałeś tej gwary?
No wiesz, 20 lat w Gdyni robi swoje. Części słów już niestety nie pamiętam, mimo że bywam i mam w Poznaniu przyjaciół.
Hm.. znając związki sąsiedzkie poznańskiej gwary sprawdziłem, że niemieckie rzodkiewki to die Radieschen…
Niejedno poznańskie wyrażenie wywodzi się z niemieckiego, W końcu byliśmy pod ich zaborem.. 🙂
Witajcie!
Czy ktoś tu narzekał, że późno? A może i racja…
Ważne, że słonecznie!
Dobry po południu.
Wybrałem się na rowerze pozałatwiać sprawy. Pogoda chyba na to czekała, bo jak tylko zajechałem pod pocztę, lunęło, i to solidnie. Założyłem na siodełko torbę, na kierownicę drugą, i poszedłem wysyłać rzeczy do wysyłki. Wysłałem, co trzeba, odczekałem 5 minut i ulewa skończyła się tak nagle, jak się zaczęła. Wskoczyłem na rower i ruszyłem dalej. Zaliczyłem podjazd, a conto pozbywania się tych małych złośliwych z szafy, ale ponieważ nadciągały kolejne chmury, nie wypuszczałem się już dalej, tylko zjechałem sąsiednią uliczką, po drodze wchodząc na małe zakupy do specjalistycznego sklepu. Ledwie wszedłem do sklepu i… tak, zgadliście, lunęło. Kupiłem, co planowałem, odczekałem 5 minut, prowadząc miłą konwersację ze sprzedawcą, zapakowałem zakupy na bagażnik i stwierdziłem, że nie będę już ryzykował. Wróciłem do domu. Ledwie schowałem rower do komórki… Dalej sobie możecie dopowiedzieć.
Dziecko szczęścia…
No właśnie też dochodzę do tego wniosku. Do fortunnego zbiegu okoliczności z padaniem należy dodać równie fortunny fakt, że ani razu się nie uślizgnąłem na mokrym, a w dzisiejszych warunkach o to nietrudno.
Masz chyba z pogodą jakieś układy?
Niby tak, ale miałem raczej wrażenie, że ktoś się na mnie zaczaił tam u góry, tylko coś nie miał cela, albo nie wiedział, że właśnie w tej chwili mam coś do załatwienia na poczcie, w sklepie, etc.
To trochę tak, jak z tym starym kawałem o brzydkich słowach (z góry przepraszam, i tak muszę wykropkować, bo cenzuromat nie puści).
Wybrali się myśliwy z księdzem na polowanie. Myśliwy zasadził się na stanowisku, strzelbę odbezpieczył i czeka. Ksiądz usiadł parę metrów za nim, wyjął brewiarz i czyta.
Wyleciała z pola kuropatwa. Myśliwy wygarnął do niej, ale chybił. Sfrustrowany, mruczy pod nosem – Nosz k…wa, nie trafiłem. W tym momencie zagrzmiało w pobliżu, a ksiądz pogroził palcem i mówi: – Oj, tak przeklinać się nie godzi, Pan Bóg się gniewa.
Za chwilę przebiega bażant. Myśliwy wypalił do niego, ale chybił. Wkurzony, mówi na cały głos – Ożesz, k…wa, znów nie trafiłem. Grzmot z niebios. Ksiądz załamuje dłonie: – Toć mówiłem, nie wolno przeklinać, bo skaranie boskie!
Wyskakuje z krzaków zając. Sytuacja się powtarza, strzał, chybiony, myśliwy już tak od serca: Asz, K..WA!!! Znowu nie trafiłem. W tym momencie piorun, grzmot, ksiądz pada martwy, porażony piorunem, a z góry rozlega się zirytowany bas: – O K…WA, ZNOWU NIE TRAFIŁEM!!!
No popatrz, a u nas od rana słońce i rachityczne roślinki na parapecie usychają… Tyle, że wieje.
Ha, czy ktoś czeka w kolejce z następnym wpisem? Bo jeżeli nie, będę miał coś, co prawda nie własną produkcję, jeno przekład, ale warte śmiechu
Tzn. za chwilę będę miał, tylko przełożę.
Gratuluję szczęściarzu 🙂 Chyba jednak Cię przebiję , bo kiedyś wybrałem się autem z Warszawy do Koszalina , za Bydgoszczą wysiadło mi łożysko sprzęgła , które swoim sposobem jakoś naprawiłem , wróciłem do Warszawy i łożysko rozsypało się przed garażowym progiem !!! Co za ulga dla kierowcy ! Byłem gotów dać na mszę dziękczynną …..
No, pewnie, że łożysko sprzęgła to grubsza rzecz przy deszczu.
Moje poprzednie auto też się tak uprzejmie psuło. Do dziś ją wspominam z sentymentem…
Sentyment sentymentem , ale przy okazji trzeba było trochę pogłębić wiedzę o swoim wehikule i wozić ze sobą na wszelki wypadek wyposażenie warsztatu samochodowego . Pozostało mi od cholery różnych kluczy , narzędzi i sześć kanistrów , z którymi nie wiadomo co zrobić . Nie ma chętnych nawet za darmo . Co za czasy …..
Nie widzę, nie słyszę… Zaraz dobuduję małe pięterko 🙂
Zapraszam Państwa piętro wyżej 🙂