Obiecałam nową wycieraczkę po południu. Niestety wcześniej nie mogłam.
Natrafiłam na taką ciekawostkę, ale niestety nie potrafię powiększyć liter. Jeśli możliwe, to proszę żeby ktoś powiększył ten tekst, a jeśli nie, musi taki pozostać.
Od razu samą siebie komentuję, chociaż wiem, że to spam, czy coś tam.
To nie ja – to te korzonki mi się na mózg rzuciły! A leczenie Martini (bo żadne przeciwbólowe nie przynosiły ulgi) niestety działa nie-o-bli-czal-nie.
Bo widzę protesty, że gender, że polityka…
Jeszcze się taki nie narodził,
który by wszystkim dogodził.
Ale na poważnie – nie wiedziałam, że Lenin był biseksualistą
Bożenko, nie usuwaj przypadkiem znakomitego tekstu :))) Biseksualista to żaden ewenement, bywają zoofile, nekrofile, co im zawiniły biedne owieczki czy też przedwcześnie odeszli ???
Znałam jednego biseksualistę. Fajny nawet facet, tylko koledzy bali się z nim pić alkohol, bo przestawał się kontrolować. Poza tym miał żonę i dwie córki.
Dzień dobry, ale powariowany kompletnie. Nie powiem, co się działo, i co się jeszcze dzisiaj będzie działo… ale mam ciekawie, pomagałem dzisiaj przez chwilę hydraulikom, borykającym się z zapchanymi rurami u sąsiadów, rozwiązywałem zagadkę okrutnego benzynowego smrodu z wentylacji (rozpuszczalnik? Nie, to sąsiad z piętra wyżej nalewał paliwa do zbiornika kosy spalinowej i zapomniał spłukać przed wyjściem na koszenie), załatwiałem jeszcze parę spraw i summa summarum skończyłem pracę na (ledwie akceptowalnych) 80% normy.
A zaraz mamy gości, tych, co to ich wieźliśmy w poniedziałkową noc mimo dzików czających się w chaszczach, więc na Wyspie to ja dzisiaj zagoszczę być może wieczorem, jeżeli się uda.
Hmmm…. chyba już gdześ widziałam te tekst i nawet wiedziałam kto to ten uroku pełen i wierny Grigorij…. To nieładnie, że tak zlekceważyłam preferencje Wodza Rewolucji. A było tam jeszcze, że z Krupską ożenił sie dla niepoznaki, bo też podobno była wyjątkowo niepowabna…. Que sera, sera…
Przed laty, gdym był mały brzdąc,
poszedłem na jabłka i złapał mnie ksiądz
Ksiądz chciał mi dać w zęby, zrobiłem skok w bok,
ksiądz trafił zębami w płot.
ke sera, sera,
ksiądz przednich zębów nie ma
zostały mu tylko dwa,
ke sera,sera…
Taką wersję tej piosenki pamiętam ze szczenięcych lat
No i poszli sobie goście
Czy ta kura, proszę pana,
Była dobrze wychowana?
Upss. Być może nieco za dużo wina z gośćmi się wypiło.
Dobranocka wszakże będzie a propos, a jakże. Sezon na czereśnie jeszcze za chwilę, ale głowy Lenina mogą być. Elektryczne Gitary i „Głowy Lenina znad pianina” gdzieś w (Salwadorze) Dali.
Dzień dobry
Mnie się głowy Lenina nie śniły.
Natomiast przyśnił mi się kandydat (obecnie elekt) przebrany za Misia Uszatka*, który powiedział znamienne słowa:
„A teraz kochani wyborcy pocałujcie mnie w …” (tu się obudziłem zlany potem).
Takie są skutki chodzenia głodnym spać. A miałem jeść „pora, na dobranoc”
Obfitość rokokowych strojów dotyczyła stosunkowo niewielkiego odsetka ludności, „surowość obyczajów” rozłożyła ten sam metraż szmat na dużo większą grupę ludzi…
Dzień dobry. Nieco później dzisiaj, ale po wczorajszym wieczorze łazi naokoło mnie taki czarny facet z kółkami w uszach i w lamparciej skórze, ewidentnie jakiś kacyk…
Ja to jestem pod tak ogromnym wrażeniem, że słów mi brak, co rzadko się zdarza 😀
Za nic nie potrafiłabym się tak zdyscyplinować!
Obawiam się, że w żaden podobny sposób również 😀
Podziwiam Mistrza Q za całość a to pomoże przy rurach,wykosi trawniki,poprzestawia pojemniki ze śmieciami jeszcze zawsze obecny dla bliskich i Wyspy … .Trudno uwierzyć że tacy są wśród nas a jednak
Odbiło mi na całego.
Tak – to jest jedyne wytłumaczenie.
Nie mam innego.
Zaczęłam pisać drugą książkę.
Miejcie mnie w opiece moce wszechświata, bo niewątpliwie zwariowałam.
ps.
Może powinnam była napisać Moce Wszechświata… Myślicie, że się obrażą?
O, cholera, głupio wyszło… Jakbym się domagała rekomendacji, czy co… A mnie chodziło wyłącznie o ubolewanie nad stanem mego umysłu, bo to, że się wzięłam WRESZCIE za ciąg dalszy, świadczy wyłącznie o słabej jego, tego umysłu kondycji…
Ech… Artystka wraca do prasowania, skoro te korzonki z lekka odpuściły…
Z tym talentem to ja bym nie przesadzała. Ja w ogóle mam mocno labilne zdanie na temat własnej twórczości. Dzisiaj na przykład uważam, że dużo mi bliżej do kozy pasać, więc zapewne koło wtorku pójdę podkładać bomby pod kapitułę literackiej nagrody Warszawy, że się na wybitnym talencie nie poznała. Ale czy ktoś widział normalnego, ekhem, ekhem, pisarza?
Też bym zamówiła, tylko nie wiem jak to byłoby z płaceniem i wysyłką… Chyba znowu poproszę brata Niech mi wyśle od razu dwie. Jedną dla mnie, drugą mojej córce. Ona ciągle domaga się jakichś książek po polsku, bo się boi, że zapomni języka. W swoim otoczeniu ma Amerykanów i Rosjankę (plus jej rodzice i rodzina). Po angliczańsku nawija jak Amerykan, po rosyjsku bardzo dużo rozumie, chociaż z wypowiadaniem się, czy czytaniem ma trochę problemów, uczyła się japońskiego i jak kiedyś miała w studiu klientów Japońców, to nawet umiała się z nimi dogadać. Po polsku ma tylko nas (głównie mnie, bo wiadomo kto jest rodzinną gadułą 😉 ), ze swoim bratem gada po angliczańsku, bo jest im tak wygodniej…
A recenzje, które przeczytałam są rewelacyjne i wygląda na to, że książka jest warta poczytania
To chyba poproszę brata, żeby najpierw wysłał książki do Jo, bo ja też bym chciała z dedykacją Nie chciałabym naciągać Jo na koszty, bo taka wysyłka tania nie jest, a z bratem mam swoje rozliczenia Tak będzie najprościej…
Ooo, szacunek. Jak zawsze twierdzę, jestem organicznie niezdolny do napisania czegoś dłuższego niż 3-10 stron. Co innego przekład, tu się korzysta z gotowego oryginału.
Jeszcze Twoje teksty, Mistrzu Q, są warte poczytania. Pełne inwencji twórczej. Co ja mam powiedzieć? Jakiś opis zdjęć to jeszcze jakoś mi idzie, ale opowieść?!!! Nie mam takiego polotu…
Praca nie hańbi , ale każda praca , jeśli utraci nasz emocjonalny stosunek do niej , staje się często nudną udręką . Czy można np. porównać pracę sezonową, przy zbiorze truskawek , z pracą posła , którego fizyczny i umysłowy wysiłek sprowadza się do wyboru i nacisnięcia ,jednego z trzech guzików ? Z definicji szkolnej : praca ,to pokonanie oporu na pewnej drodze . A jeśli np. ktoś zajmuję się zawodowo doradzaniem za pieniądze , to jaki pokonuje opór i na jakiej drodze ? Sam kiedyś nie mogłem doczekać ranka , aby znależć się w laboratorium i kontynuować fascynujące badania . Podziwiam Kwaka , oby jak najdłużej starczało mu energii na pokonywanie tego oporu , na pewnej drodze .
Dzień dobry po południu. Norma wykonana, dziękuję za oklaski, niekoniecznie dlatego, żeby się należały, ale motywacja się przyda. Natomiast popołudniowa końcówka dnia nieco nerwowa, system w telefonie się zaktualizował, co łączyło się z jego wyłączeniem i włączeniem, a jak się włączał, potrzebny był PIN do karty SIM, tylko że w zimie wymieniałem telefon włącznie z kartą i mam nowy PIN. A papiery, w których był, zniknęły, zapewne „zostały odłożone na swoje miejsce”, co oznacza „tam, gdzie małżonka uważa, że jest swoje miejsce”. A może nawet i wywalone. Po kilku nerwowych kwadransach byłem w stanie go odtworzyć z pamięci.. aczkolwiek dopiero przy trzeciej – ostatniej próbie.
Chyba będę musiał się znów przejść na rower, żeby trochę odreagować…
Że z pamięci, to nic dziwnego, poprzedni jeszcze cały czas pamiętam, ale że nowy, używany może ze 2 albo 3 razy. Na szczęście skojarzyłem go sobie z jednym dobrze mi znanym adresem pocztowym… tylko że za pierwszym razem pomyliłem się o jedną cyfrę i potem nie byłem pewien, czy dobrze pamiętam…
Z biedą nauczyłem się czterech cyfr swojego pinu do karty bankowej – i nie daj boże, żebym się zaczął zastanawiać!
Procesor, owszem, nienajgorszy – ale RAM do d….
Zamówiłam „Codziennik….” i teraz będę dłuuugo czekała, bo ok. 8 dni. Stanowczo zbyt długo. Ale w Merlinie ” pozycja niedostępna, więc jednak ten leniwy Empik. Bo dzień dziecka im szkodzi…
Oni nie mają tej książki na stanie – za każdym razem sprowadzają z wydawnictwa. Dlatego to tyle trwa.
Niestety – urok wydawania książek na własną rękę…
Z tym pamiętaniem to jest tak, że przy peslu (lub peselu) tak naprawdę do pamiętania jest 5 cyfr, bo początek to data urodzin (a to przecież każdy pamięta), PIN można sobie zmienić na jakiś charakterystyczny, najgorzej z numerem telefonu – 7 do 9 cyfr i nie każdy ma taką możliwość, żeby sobie wybrać jakieś takie, co będą tylko dla niego charakterystyczne.
Dla mnie dziewięciocyfrowy numer komórki to zawsze są 3 x 3 cyfry, natomiast 9 cyfr stacjonarnego to zawsze 2 „kierunkowe” +3+2+2, natomiast znam ludzi, którzy dzielą 7 ostatnich na 2+2+3. Ot, specyfika.
Jeśli mam być szczera, to swojego numeru telefonu nie pamiętam, bo nigdy na niego nie dzwonię. W zasadzie już żadnego numeru telefonu nie pamiętam… klikam do kogo chcę zadzwonić i telefon sam wybiera numer. To samo jest na Skype, gdy dzwonię do Polski. Swój numer PESEL już dawno zapomniałam, bo go nie używam… Za to prawie pamiętam SSN, czyli numer identyfikacji podatkowej do amerykańskiego ZUS. Piszę prawie, bo mamy z mężem podobne, różniące się tylko ostatnią cyferką (a jest ich 9). Nigdy nie pamiętam, czy moje to 4 czy 6 Za to numer konta bankowego znam na pamięć, chociaż to 13 cyfr… ZIP Code też pamiętam. To kod pocztowy, który jest niezbędny np. przy tankowaniu i płaceniu kartą kredytową. Ten ma tylko 5 cyfr, także długi nie jest Kody garażowe też pamiętam, jeśli używałam je chociaż raz. Oczywiście po jakimś czasie zapominam, jeśli nie korzystam. Ale to normalne
Tak ogólnie rzecz biorąc, to zawsze miałam pamięć do cyferek… i to w odpowiedniej kolejności
Wiem, że pesel ma tylko 5 cyfr do zapamiętania, ale dla mnie jest o 5 za dużo. Ciekawe, że 9 swojej komórki zapamiętuję łatwo, choć do siebie nie dzwonię
Aha, ponieważ zbliża się 22:00, a Jo. zgłaszała zapotrzebowanie na życzenia dobranockowe, mam pytanie, czy ktoś z przytomnych ma jakieś życzenia? Spróbuję dobrać.
Dzień dobry
Nie wiem, czy to musi być tak zawsze, że gdy wrócę z pracy za wcześnie, jakoś w domu mam więcej pracy Ale ogródek „odziabałam” cały, posadziłam, przesadziłam, podlałam (mąż skopał co było trzeba) i na koniec pozbierałam truskawki, które teraz sobie podjadam Takie z ogródka są najlepsze!!! Bo własne i niczym nie sypane. Nie trzeba ich kroić nożem
Ja tak hurtem, bom półprzytomna, w jednym miejscu o dobranockach – nie dam rady skakać dzisiaj po drzewkach:
Enya – Watermark na przykład, mało energetyzujący, na kołysankę super. Podobnie Exile, albo Song of the Sandman. Ale ja jestem może niereprezentatywna, bo mogę jej słuchać na okrągło.
Albo Stinga. Też mogę. Takiego Fragile, albo Shape of my heart.
To tak pierwsze, co mi dzisiaj do głowy przyszło.
Witaj Stateczku o świtaniu!
Ładny wierszyk, ale czy rzeczywiście chciałbyś spać z Leninem?
Tekst wycieraczki raczej sugeruje, że Lenin spać by Ci nie dał
Obiecałam nową wycieraczkę po południu. Niestety wcześniej nie mogłam.
Natrafiłam na taką ciekawostkę, ale niestety nie potrafię powiększyć liter. Jeśli możliwe, to proszę żeby ktoś powiększył ten tekst, a jeśli nie, musi taki pozostać.
Czytałem jak Lenin gdzieś w okolicach Petersburga w szałasie kochał się z Trockim….mam na ten temat pół gazety
DobryWieczór :)) Znowu gender ???
W modzie…
To tak a propos odrzucenia związków partnerskich przez naszych posłów umiłowanych?
A Obywatel Tetryk zapewniał mnie, że społeczność madagaskarska nie wdaje się w politykę i wojny religijne… Patrzcie, co te wybory z ludźmi porobiły…

Od razu samą siebie komentuję, chociaż wiem, że to spam, czy coś tam.
To nie ja – to te korzonki mi się na mózg rzuciły! A leczenie Martini (bo żadne przeciwbólowe nie przynosiły ulgi) niestety działa nie-o-bli-czal-nie.
A gdzie tu widzisz politykę, Jo? Że Lenin? Toż to historia!
😀
Na korzonki proponuję, znajdź sobie dobrego masażystę. Nic innego nie pomoże !
No właśnie ! To jest mój kolejny protest przeciw polityce :)))))
Zwłaszcza w połączeniu z religią(jakąkolwiek) :))))
Następny protest… Mam usunąć pięterko?
ZWARIOWAŁAŚ???
To jest ŚWIETNE!
Bo widzę protesty, że gender, że polityka…
Jeszcze się taki nie narodził,
który by wszystkim dogodził.
Ale na poważnie – nie wiedziałam, że Lenin był biseksualistą
Ej, ale kto tu mówi o PROTESTACH? toż to zwykłe obserwacje 😀
Korab. Oczywiście żartuję, wycieraczki nie mam zamiaru usuwać. Zbyt długo szukałam takiej perełki
A poza tym – Ty mnie w ogóle zignoruj. To nie ja – to korzonki.
Wiem Jo, że to korzonki i bardzo Ci współczuję
Bożenko, nie usuwaj przypadkiem znakomitego tekstu :))) Biseksualista to żaden ewenement, bywają zoofile, nekrofile, co im zawiniły biedne owieczki czy też przedwcześnie odeszli ???
Znałam jednego biseksualistę. Fajny nawet facet, tylko koledzy bali się z nim pić alkohol, bo przestawał się kontrolować. Poza tym miał żonę i dwie córki.
Dzień dobry, ale powariowany kompletnie. Nie powiem, co się działo, i co się jeszcze dzisiaj będzie działo… ale mam ciekawie, pomagałem dzisiaj przez chwilę hydraulikom, borykającym się z zapchanymi rurami u sąsiadów, rozwiązywałem zagadkę okrutnego benzynowego smrodu z wentylacji (rozpuszczalnik? Nie, to sąsiad z piętra wyżej nalewał paliwa do zbiornika kosy spalinowej i zapomniał spłukać przed wyjściem na koszenie), załatwiałem jeszcze parę spraw i summa summarum skończyłem pracę na (ledwie akceptowalnych) 80% normy.
A zaraz mamy gości, tych, co to ich wieźliśmy w poniedziałkową noc mimo dzików czających się w chaszczach, więc na Wyspie to ja dzisiaj zagoszczę być może wieczorem, jeżeli się uda.
A można by wprowadzić jakąś listę życzeń dobranockowych? No wiesz… na wypadek potencjalnego braku weny kołysankowicza?
Proszę bardzo. Na dzisiaj mam już pomysł, ale na przyszłość – jak najbardziej 🙂
Z „Bajeczek o Leninie”:
– Co robisz? – spytało dziecko.
– Golę się – odpowiedział Lenin.
A mógł zastrzelić…
No!
A co do wpisu, to Lenin brzmi tęsknie, natomiast Grigorij (jak nazwisko?) doprawdy słodko!
Zinowiew to był..:) a po prawdzie, to Gerszon Radomyslski
Hmmm…. chyba już gdześ widziałam te tekst i nawet wiedziałam kto to ten uroku pełen i wierny Grigorij…. To nieładnie, że tak zlekceważyłam preferencje Wodza Rewolucji. A było tam jeszcze, że z Krupską ożenił sie dla niepoznaki, bo też podobno była wyjątkowo niepowabna…. Que sera, sera…
Przed laty, gdym był mały brzdąc,
poszedłem na jabłka i złapał mnie ksiądz
Ksiądz chciał mi dać w zęby, zrobiłem skok w bok,
ksiądz trafił zębami w płot.
ke sera, sera,
ksiądz przednich zębów nie ma
zostały mu tylko dwa,
ke sera,sera…
Taką wersję tej piosenki pamiętam ze szczenięcych lat
A dwoma da radę jeść sera?
😀
o ileż uboższe miałam dzieciństwo, bo ominęła mnie ta urokliwa piosenka ! se ne vrati
Dwoma zębami to dziurki w serze można robić
A potem i tak wrona zeżre 😉
A to po polsku ….
Kto coś wie o pani Muszyńskiej ??? bo ja 0 nic.
Znalazłam o niej: http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/pl.wikipedia.org/wiki/Barbara_Muszy%C5%84ska
Lubiłam jej piosenki i jej ciepły, spokojny głos.
No popatrz, a ja jej zupełnie nie kojarzę ! Jak to możliwe ???
przesłuchałam piosenki Muszyńskiej z YT , znam je na pewno, ale w innym wykonaniu ! To dopiero niespodzianka:)
Jesteś widocznie za młoda Wiedźminko
Pewnie, że starsza od Ciebie

No pierwszy przypadek w historii ludzkości, żeby się kobity licytowały, która starsza

Cholercia, nie leczyłam się Martini, a męczy mnie czkawka…
To znak, że muszę iść spać…
List Wowy jeszcze ze niewinny można by uznać 🙂
tylko ta druga strona sypnęła
Dobry wieczór Bee(zetko)

Dobrze, że Cię widzę (wirtualnie), bo mam sprawę
Jeśli mogę, to wyślę wszystko e-mailowo 😉
Na jakiego maila? 😀
Patrzcie, jak czas zleciał… Dobranoc!
Ludzie czasem nie wiedzą, co zrobić z czasem.
Czas nie ma tego problemu z ludźmi… 😉
Gem. Set. Mecz.
Wygrałeś!
Dobranoc

No i poszli sobie goście
Czy ta kura, proszę pana,
Była dobrze wychowana?
Upss. Być może nieco za dużo wina z gośćmi się wypiło.
Dobranocka wszakże będzie a propos, a jakże. Sezon na czereśnie jeszcze za chwilę, ale głowy Lenina mogą być. Elektryczne Gitary i „Głowy Lenina znad pianina” gdzieś w (Salwadorze) Dali.
Snów surrealistycznych z lekka!
W porównaniu z naszą rzeczywistością surrealizm to nuuudyyy 😉
Dobranoc.
To dopiero początek, Jo, wszystko przed nami. I mówią, że nie ma tego złego co by na gorsze nie wyszło
Nie ma to jak potęga optymizmu

Nie wiem co wolę, bo ostatnio śnił mi się elekt
a tu jeszcze sześć głów ? Może wystarczy tańczący fortepian ? 
Dobranoc
Dzień dobry
Czy komuś przyśniły się głowy Lenina? Bo po takiej dobranocce wszystko możliwe 
Na dobre przebudzenie…
to może jeszcze filiżankę kawy na rozruszanie?

Dzień dobry


Mnie się głowy Lenina nie śniły.
Natomiast przyśnił mi się kandydat (obecnie elekt) przebrany za Misia Uszatka*, który powiedział znamienne słowa:
„A teraz kochani wyborcy pocałujcie mnie w …” (tu się obudziłem zlany potem).
Takie są skutki chodzenia głodnym spać. A miałem jeść „pora, na dobranoc”
*poważnie, śnił mi się kandydat/elekt!
Współczuję tego snu Krzysiu… 🙁
A za kawkę dziękuję,
chętnie się poczęstuję
W miłym towarzystwie zawsze
Witajcie!
Krzysiu, biegusiem do pana Freuda – on ci wyjaśni, dlaczego ci się takie rzeczy śnią!
No nie wiem…
Jemu się wszystko z seksem kojarzyło
Dzień dobry.
Teraz to wszystkim wszystko się z seksem kojarzy. Od blachodachówek, przez wiertarki, po rżnięcie głupa, za przeproszeniem.
O tempora! O mores!
Witaj Poranna – po czasach rozpasania następuje czas ascezy. Znów będzie sie nosiło wiktoriańskie suknie ?:)
Niestety, wszystko na to wskazuje, Wiedźminko 🙁
Nie wydaje mi się. Teraz mamy światowy kryzys i nikogo nie będzie stać na TYLE MATERIAŁU na jedną kieckę
Jedyna nadzieja
Kryzys się kiedyś skończy, a kiecka będzie jedna lub dwie na rok
Rokoko też się skończyło i zapanowała „surowość obyczajów” 🙂
Obfitość rokokowych strojów dotyczyła stosunkowo niewielkiego odsetka ludności, „surowość obyczajów” rozłożyła ten sam metraż szmat na dużo większą grupę ludzi…
Ale kojarzyć prezydenta/elekta z seksem?
A fu…
Jestem hetero!
Witaj Krzysiu! to mogła być zapowiedź całkiem innych relacji
To musi mieć jakieś głębsze, że się tak wyrażę, znaczenie…
Dzień dobry Jo…
.. żyjemy w medialnych czasach, więc jak nie epatujemy, to nas nie ma ?
No i mówiłam, że się nie nadaję! Że emigracja mi jeno! Na jakieś totalne zadupie bez bilbordów i internetu.
Patrz – zadupie. No sam Pan widzisz!!!
Witaj Ukratku – terapeuci na wagę złota ?
Dzień dobry ! 🙂
Hmmm…. wszystko z seksem? nnnnoo, interesujące, prawda 
Nic co ludzkie, nie jest nam obce…
Dzień dobry. Nieco później dzisiaj, ale po wczorajszym wieczorze łazi naokoło mnie taki czarny facet z kółkami w uszach i w lamparciej skórze, ewidentnie jakiś kacyk…
Klin klinem, Quacku! Jest takie powiedzenie: „Czym się zatrułeś, tym się lecz”.
Ojj, ale popracować trzeba. Poza tym jak się rozpędzę z tymi klinami, to potem trudno będzie wyhamować 🙂
Witaj Kwaku ! ale kości w nosie nie ma ? To przeżyjesz
Uff, nie ma. Specjalnie spojrzałem, mimo że to nieeleganckie…
Dzień dobry


Poczytałam Szan.Państwo i gębulina się mi cieszy
No to narka i do popotem
Miłego
Może na razie poprzestanę na jogurcie naturalnym i zieleninie, a jeżeli nastąpi eskalacja – wezmę jakieś bardziej zdecydowane lekarstwa.
A ponieważ jest po dziewiątej – do roboty lecę.
Dobrze, że nie dojeżdżasz samochodem… 😉
Dobrze, że nie musi w ogóle dojeżdżać 😀
DzińDybry:)) Ma ten przywilej, iż może dochodzić :)))
I to niedaleko 🙂 Witaj Stateczku
Ja tam uważam, że zdyscyplinowanie Kwaka zasługuje na specjane brawa !

Ja to jestem pod tak ogromnym wrażeniem, że słów mi brak, co rzadko się zdarza 😀
Za nic nie potrafiłabym się tak zdyscyplinować!
Obawiam się, że w żaden podobny sposób również 😀
To samo ze mną. Jeśli nie mam bata nad sobą…
i podziw wielki 
Honor dla Quacka
Podziwiam Mistrza Q za całość a to pomoże przy rurach,wykosi trawniki,poprzestawia pojemniki ze śmieciami jeszcze zawsze obecny dla bliskich i Wyspy …
.Trudno uwierzyć że tacy są wśród nas a jednak

Dzień dobry, tak po prawdzie to akurat spotykam się z zażaleniami, że właśnie dla bliskich jest mnie za mało.
Rodzinie się nie dziwię ,chcę mieć wyłączność ale trudno jest takim jak TY coś o tym wiem – pozdrawiam

Dzień dobry


Poczytałam, pośmiałam się i uciekam do pracy
Miłego czwartkowania życzę
Odbiło mi na całego.
Tak – to jest jedyne wytłumaczenie.
Nie mam innego.
Zaczęłam pisać drugą książkę.
Miejcie mnie w opiece moce wszechświata, bo niewątpliwie zwariowałam.
ps.
Może powinnam była napisać Moce Wszechświata… Myślicie, że się obrażą?
Pisz Jo, jeśli masz taką ochotę!
A co z pierwszą książką? Czy możemy ją poznać? 
Lepiej zapytaj tych, co poznali. Żyją jeszcze, więc może da się przeczytać.

O, cholera, głupio wyszło… Jakbym się domagała rekomendacji, czy co… A mnie chodziło wyłącznie o ubolewanie nad stanem mego umysłu, bo to, że się wzięłam WRESZCIE za ciąg dalszy, świadczy wyłącznie o słabej jego, tego umysłu kondycji…
Ech… Artystka wraca do prasowania, skoro te korzonki z lekka odpuściły…
Wobec tego – jakkolwiek to zabrzmi, życzę Ci utrzymania tej słabej kondycji
No pięknie…
No co, pisałam, że poczulam niedosyt
No tak, tak – pamiętam. Się wzięłam do roboty.
Żyją, niektórzy nawet dają wyraz ukontentowaniu, a niektórzy handlują…
O, proszę – jak widać NIE handlują. Ale jakby co, to ja chętnie wyślę, jeśli będę wiedziała komu i gdzie 🙂
Na pewno ciekawa…
Lepiej sie przyznaj do książki, bo jestem jej ciekawa:)
No przyznaję się, przyznaję – mea culpa! 😉
Parę postów wcześniej wystarczyło napisać, że się nie ma co czytać i się dostało :))) Z dedykacją! 😀
Zawsze można powtórzyć
Uważaj, bo się nie opędzisz od chętnych
Cię proszę…
Jakbyco to podaję kontakt konkursowy: jafp@wp.pl
Ten adres u mnie nie działa 🙁
Tu handlują. Poczytałam recenzje i se zamówiłam 😀
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/tnij.org/rfcqwa0
Też recenzje przeczytałam, wszystkie baaardzo pochlebne i obiecujące. Też ją zamówię. 🙂
No paczcie paczcie – to się zdziwiłam.
Nie masz się co dziwić, po prostu masz talent 🙂
Z tym talentem to ja bym nie przesadzała. Ja w ogóle mam mocno labilne zdanie na temat własnej twórczości. Dzisiaj na przykład uważam, że dużo mi bliżej do kozy pasać, więc zapewne koło wtorku pójdę podkładać bomby pod kapitułę literackiej nagrody Warszawy, że się na wybitnym talencie nie poznała. Ale czy ktoś widział normalnego, ekhem, ekhem, pisarza?

Zrecenzuję gdy przeczytam i już się nie wykręcisz. 😀
To ja może pójdę popracować.
Też bym zamówiła, tylko nie wiem jak to byłoby z płaceniem i wysyłką… Chyba znowu poproszę brata
Niech mi wyśle od razu dwie. Jedną dla mnie, drugą mojej córce. Ona ciągle domaga się jakichś książek po polsku, bo się boi, że zapomni języka. W swoim otoczeniu ma Amerykanów i Rosjankę (plus jej rodzice i rodzina). Po angliczańsku nawija jak Amerykan, po rosyjsku bardzo dużo rozumie, chociaż z wypowiadaniem się, czy czytaniem ma trochę problemów, uczyła się japońskiego i jak kiedyś miała w studiu klientów Japońców, to nawet umiała się z nimi dogadać. Po polsku ma tylko nas (głównie mnie, bo wiadomo kto jest rodzinną gadułą 😉 ), ze swoim bratem gada po angliczańsku, bo jest im tak wygodniej…
A recenzje, które przeczytałam są rewelacyjne i wygląda na to, że książka jest warta poczytania
To chyba poproszę brata, żeby najpierw wysłał książki do Jo, bo ja też bym chciała z dedykacją
Nie chciałabym naciągać Jo na koszty, bo taka wysyłka tania nie jest, a z bratem mam swoje rozliczenia
Tak będzie najprościej…
Ooo, szacunek. Jak zawsze twierdzę, jestem organicznie niezdolny do napisania czegoś dłuższego niż 3-10 stron. Co innego przekład, tu się korzysta z gotowego oryginału.
Papier cierpliwy. Każdy chłam przyjmie 😉
Tylko nie każdy „chłam” ludzie chcą czytać… To jest jak to Jerzy Stuhr śpiewał „Śpiewać każdy może…” Podobnie jest z pisaniem. „Pisać każdy może…”

Jeszcze Twoje teksty, Mistrzu Q, są warte poczytania. Pełne inwencji twórczej. Co ja mam powiedzieć? Jakiś opis zdjęć to jeszcze jakoś mi idzie, ale opowieść?!!! Nie mam takiego polotu…
Praca nie hańbi , ale każda praca , jeśli utraci nasz emocjonalny stosunek do niej , staje się często nudną udręką . Czy można np. porównać pracę sezonową, przy zbiorze truskawek , z pracą posła , którego fizyczny i umysłowy wysiłek sprowadza się do wyboru i nacisnięcia ,jednego z trzech guzików ? Z definicji szkolnej : praca ,to pokonanie oporu na pewnej drodze . A jeśli np. ktoś zajmuję się zawodowo doradzaniem za pieniądze , to jaki pokonuje opór i na jakiej drodze ? Sam kiedyś nie mogłem doczekać ranka , aby znależć się w laboratorium i kontynuować fascynujące badania . Podziwiam Kwaka , oby jak najdłużej starczało mu energii na pokonywanie tego oporu , na pewnej drodze .
Dzień dobry po południu. Norma wykonana, dziękuję za oklaski, niekoniecznie dlatego, żeby się należały, ale motywacja się przyda. Natomiast popołudniowa końcówka dnia nieco nerwowa, system w telefonie się zaktualizował, co łączyło się z jego wyłączeniem i włączeniem, a jak się włączał, potrzebny był PIN do karty SIM, tylko że w zimie wymieniałem telefon włącznie z kartą i mam nowy PIN. A papiery, w których był, zniknęły, zapewne „zostały odłożone na swoje miejsce”, co oznacza „tam, gdzie małżonka uważa, że jest swoje miejsce”. A może nawet i wywalone. Po kilku nerwowych kwadransach byłem w stanie go odtworzyć z pamięci.. aczkolwiek dopiero przy trzeciej – ostatniej próbie.
Chyba będę musiał się znów przejść na rower, żeby trochę odreagować…
PIN z pamięci??? No way!
Pełen szacun
Ja muszę wszystko mieć zapisane, oprócz numeru swojego telefonu 
Ja ZWŁASZCZA swój numer! Bo nigdy na niego nie dzwonię

i nigdy nie pamiętam – muszę męża pytać publicznie i jest to straszny obciach
Że z pamięci, to nic dziwnego, poprzedni jeszcze cały czas pamiętam, ale że nowy, używany może ze 2 albo 3 razy. Na szczęście skojarzyłem go sobie z jednym dobrze mi znanym adresem pocztowym… tylko że za pierwszym razem pomyliłem się o jedną cyfrę i potem nie byłem pewien, czy dobrze pamiętam…
Z biedą nauczyłem się czterech cyfr swojego pinu do karty bankowej – i nie daj boże, żebym się zaczął zastanawiać!
Procesor, owszem, nienajgorszy – ale RAM do d….
sie popłakałam

Kartę bankową używa się zbyt często żeby zapomnieć, ale swojego peselu nie mogę zapamiętać.
Własnego peselu postanowiłam nie pamiętać kurtuazyjnie. I wtedy natychmiast go zapamiętałam. Co za życie!
To się nazywa współczucie! O! Liczyłem na pożałowanie, ale nie chciałem abyś aż płakała…
Jestem z powrotem, wcale tak długo nie jeździłem, ale chwilę jeszcze siedziałem na świeżym powietrzu, bo całkiem miło się zrobiło.
A będzie jeszcze milej. Po niedzieli prawdziwe lato zapowiadają
Idę spać.
Życie dba o atrakcje, nie ma co. Chwilowo mnie znokautowało. Może nie restinpisowo, ale potrzebuję odzyskać równowagę.
Pa!
Miłych snów, Jo
Ja też się już wydobrackonuję

Spokojnej!
Zamówiłam „Codziennik….” i teraz będę dłuuugo czekała, bo ok. 8 dni. Stanowczo zbyt długo. Ale w Merlinie ” pozycja niedostępna, więc jednak ten leniwy Empik. Bo dzień dziecka im szkodzi…
… bardzo im szkodzi ! planowany termin wysyłki aż 10 . czerwca. Żeby ich pokręciło razem z Merlinem, który nie ma tej książki…
Oni nie mają tej książki na stanie – za każdym razem sprowadzają z wydawnictwa. Dlatego to tyle trwa.
Niestety – urok wydawania książek na własną rękę…
Ps. pamiętam swój nr telefonu, piny i pesel też. Chyba skrzywienie zawodowe?
Z tym pamiętaniem to jest tak, że przy peslu (lub peselu) tak naprawdę do pamiętania jest 5 cyfr, bo początek to data urodzin (a to przecież każdy pamięta), PIN można sobie zmienić na jakiś charakterystyczny, najgorzej z numerem telefonu – 7 do 9 cyfr i nie każdy ma taką możliwość, żeby sobie wybrać jakieś takie, co będą tylko dla niego charakterystyczne.
Złapałam się na tym, że dzielę numery telefonów bardzo różnie- jakimiś sekwencjami.
Dla mnie dziewięciocyfrowy numer komórki to zawsze są 3 x 3 cyfry, natomiast 9 cyfr stacjonarnego to zawsze 2 „kierunkowe” +3+2+2, natomiast znam ludzi, którzy dzielą 7 ostatnich na 2+2+3. Ot, specyfika.
Jeśli mam być szczera, to swojego numeru telefonu nie pamiętam, bo nigdy na niego nie dzwonię. W zasadzie już żadnego numeru telefonu nie pamiętam… klikam do kogo chcę zadzwonić i telefon sam wybiera numer. To samo jest na Skype, gdy dzwonię do Polski. Swój numer PESEL już dawno zapomniałam, bo go nie używam… Za to prawie pamiętam SSN, czyli numer identyfikacji podatkowej do amerykańskiego ZUS. Piszę prawie, bo mamy z mężem podobne, różniące się tylko ostatnią cyferką (a jest ich 9). Nigdy nie pamiętam, czy moje to 4 czy 6
Za to numer konta bankowego znam na pamięć, chociaż to 13 cyfr… ZIP Code też pamiętam. To kod pocztowy, który jest niezbędny np. przy tankowaniu i płaceniu kartą kredytową. Ten ma tylko 5 cyfr, także długi nie jest
Kody garażowe też pamiętam, jeśli używałam je chociaż raz. Oczywiście po jakimś czasie zapominam, jeśli nie korzystam. Ale to normalne 

Tak ogólnie rzecz biorąc, to zawsze miałam pamięć do cyferek… i to w odpowiedniej kolejności
Wiem, że pesel ma tylko 5 cyfr do zapamiętania, ale dla mnie jest o 5 za dużo. Ciekawe, że 9 swojej komórki zapamiętuję łatwo, choć do siebie nie dzwonię
Aha, ponieważ zbliża się 22:00, a Jo. zgłaszała zapotrzebowanie na życzenia dobranockowe, mam pytanie, czy ktoś z przytomnych ma jakieś życzenia? Spróbuję dobrać.
Obawiam się, Kwaku, że jestes zdany na siebie, bo ” koncert życzeń” nie zagrał 🙂
Może być Enya ?
Enya – proszę bardzo.
Może trochę zbyt dziarska jak na dobranoc, ale jedna z moich ulubionych piosenek – „Anywhere Is”
Zawsze, kiedy jej słucham, wyobrażam sobie fale oceanu, uderzające o skalisty brzeg, jak ten wyraźny basowy bit, oddzielający takty.
Snów o tym, że gdziekolwiek jesteśmy, szczęście zależy tylko od nas.
„May it be” brzmi bardziej ” nasennie”…. 🙂 ale szczęście może być dziarskie….
Dobranoc….
Dzień dobry
Ale ogródek „odziabałam” cały, posadziłam, przesadziłam, podlałam (mąż skopał co było trzeba) i na koniec pozbierałam truskawki, które teraz sobie podjadam
Takie z ogródka są najlepsze!!! Bo własne i niczym nie sypane. Nie trzeba ich kroić nożem

Nie wiem, czy to musi być tak zawsze, że gdy wrócę z pracy za wcześnie, jakoś w domu mam więcej pracy
Idę spać, bo jutro (u mnie) też jest dzień i trzeba iść do pracy. Aż żal jak się nie chce

Miłego dnia życzę
Dzień dobry
Ciężką nockę miałam, coś mi nie dało spać 🙁
A to współczuję Bożenko

Mimo wszystko miłego dnia życzę, niech zmory nocne miną i nie męczą Cię w dzień
Dziękuję Mireczko 🙂 Dzień też będzie pracowity, więc nie będę pamiętać o nocnych zmorach.
Witajcie!
Sen mara, a wiara… czyni cuda! Słonecznego dnia i rozkosznej drzemki balkonowej (tym, którzy mogą!)
Kto zmieni wycieraczkę? Ta już się chyba przetarła
Komu kawy?
…bry…
Ja proszę.
O tę kawę.
Ojej.
Chyba jest bardzo potrzebna.
Na szczęście to piątek, więc zaraz weekend.
Służę uprzejmie…Wystarczy dla każdego

Jesteś bardzo szczodra. Od razu mi lepiej.
Cieszę się
Dzień dobry! Co do kawy, to poproszę!
Zapowiada się zmienna pogoda, co i raz słońce zakrywają chmury, przesuwające się dość szybko.
U mnie słonecznie, zapowiada się ładny dzień. 🙂
Ja tak hurtem, bom półprzytomna, w jednym miejscu o dobranockach – nie dam rady skakać dzisiaj po drzewkach:
Enya – Watermark na przykład, mało energetyzujący, na kołysankę super. Podobnie Exile, albo Song of the Sandman. Ale ja jestem może niereprezentatywna, bo mogę jej słuchać na okrągło.
Albo Stinga. Też mogę. Takiego Fragile, albo Shape of my heart.
To tak pierwsze, co mi dzisiaj do głowy przyszło.
Dobrze, to już są pewne podpowiedzi. Mogą być i Enya, i Sting, a co konkretnie, to się okaże wieczorem.
No to są plany dalekosiężne 🙂
Po dziewiątej – lecę do pracy, bo dzisiaj może być trochę mniej czasu w związku z przeróżnymi popołudniowymi planami wyjściowymi.
Jeśli o groszkach mowa…
Dzięki za pocieszajki.
Cholera… sponsora potrzeba… Albo cudu.
Życzę Ci jednego i drugiego
dzięki
Ogólnopolskie DzińDybry :)) Z Leninem żyj z Leninem śpij z Leninem zbieraj kwiatki, to życzenia są od matki :)))
Witaj Stateczku o świtaniu!
Ładny wierszyk, ale czy rzeczywiście chciałbyś spać z Leninem?
Tekst wycieraczki raczej sugeruje, że Lenin spać by Ci nie dał
Nie każdy jest akurat tak pociągający, jak Zinowiew…
Pięterko wybudowane, niech będzie słoneczne…. 🙂