Nic Ci się nie zamajaczyło Jo, tego przecież oczekiwaliśmy, nie wiedząc o planach Wiedźminki. Ale co się odwlecze, to nie uciecze. Jutro będziemy mieć nową wycieraczkę.
A z Muppetów to najlepsi byli Waldorf i Statler! Dwóch, za przeproszeniem, Tetryków z Loży Szyderców. Chociaż oczywiście jak się nazywają to dowiedziałam się dopiero teraz, kiedy moje zbzikowane muppetowo dziecię zaczęło molestować nas o kolejne maskoty 😀
Jo, przemyślałam Twoje słowa o napływającej wenie: to jest po prostu o wiele łatwiejsze ! Wyśmiać, wykpić, zadrwić…. A raczej trudno sobie żarty stroić z formuły nadmiernego deficytu lub reformy emerytalnej i nie daj Boże mówić o tym prosto i ciekawie, tak by większość to zrozumiała 🙂
Ale zauważ, że za komuny poziom satyry (opozycyjnej wobec systemu) był naprawdę wysoki. Te teksty wymagające minimum inteligencji, żeby zrozumieć. To mruganie okiem z subtelną aluzją. Autorzy wspinający się na wyżyny elokwencji.
Ach… łezka się w oku zakręciła…
To fakt, Jo, było to na poziomie, ale czy wszyscy zrozumieli ? Wczoraj pewna pani z ogniem wygłaszała tekst o jednakowych żołądkach i ” tych złodziejach”….. tyle zrozumiała: że „się należy”.
Ano, właśnie łykamy owoce tej łatwizny… Przez lata jedyne w zasadzie komentarze na temat władz państwowych to były w najlepszym wypadku „dobroduszne żarciki”. I tylko część z nas wiedziała, kiedy przestać żartować!
Alexis de Tocqueville, mój ulubiony historiozof, rówieśny Mickiewiczowi, dziś, niestety, cokolwiek zapomniany:
„Nigdy nie dość powtarzać, że nie istnieje nic bardziej obfitującego we wspaniałe rezultaty niż sztuka wolności i że jednocześnie nie ma nic trudniejszego niż uczenie się jej […] Wolność rodzi się zwykle wśród burz, utrwala z trudem wśród waśni, a swe dobrodziejstwa pozwala ocenić dopiero wtedy, gdy się zestarzeje.”
Kłaniam nisko:)
Lordzie W. , to jest jedna z niewielu wspaniałych postaci nie wymagających odbrązowienia. I serdeczny żal, ze stał się ofiarą tej cichej wojny domowej, która toczyła nas po wojnie.
Bardzo przepraszam, że nie będę tak aktywny, jak ostatnio, ale mam dzisiaj dzień wkurzania się, jak tylko myślałem, że wychodzę z czymś na prostą w pracy, pojawiał się nowy problem, nad którym musiałem się zatrzymać i stracić cały impet. Że wyrobiłem normę, to normalnie cud!
A jeszcze dzisiaj nie koniec, więc zanim zacznę się żołądkować na Wyspie, może pójdę na rower, albo co, żeby stracić trochę energii i wyzłościć się w ruchu…
Może nie do kończ wesołe, ale na temat niedawnych dywagacji o dziwnych telefonach:
Polscy operatorzy zapewniają wystarczającą ochronę przed przechwytywaniem połączeń 3G, ale w przypadku 2G można podsłuchiwać połączenia użytkowników Play’a oraz podszywać się pod użytkowników Orange, T-Mobile, Play’a i Plusa – zob. Niebezpiecznik, Bezpieczeństwo polskich sieci GSM
No proszę, nie dalej jak kwadrans temu zadzwonił kolejny „głuchy telefon”, tym razem tak jakby ze strefy numeracyjnej 94 (Kołobrzeg?). Dodałem do listy blokowanych w aplikacji.
A kto by chciał mnie podsłuchiwać i po co?
Ale przed chwilą miałam telefon – dzwonił Zygmunt Chajzer. Nie chciałam słuchać czego chce, niegrzecznie go zgasiłam. Nie wiem czy w innych sieciach też są takie telefony? To Chajzer, to wróżbita Maciej…
On nie pierwszy raz dzwonił, ale to nie rozmowa, tylko namawia do wysłania jakiego s SMS-a. To jakiś konkurs, ale nagrany. Z automatem nie idzie dyskutować
No to skoro dzisiaj taki poniedziałek nie dla wszystkich jednakowo pozytywny, to muzyka sprzed lat… czterdziestu i czterech.
Czyli temat muzyczny z filmu „Nie lubię poniedziałku” 🙂 cóż powiedzieć? Słów nie ma, muzyka przezacna, mimo że troszeczkę się zestarzała. Może o filmie? Tak sobie myślę, że niektóre zawody nic a nic się nie zestarzały (Łazuka jako celebryta idący po szynach tramwajowych zamiast milicji spotkałby dzisiaj pierwej paparazzich, ale poza tym różnica jest niewielka), a inne znów straciły na znaczeniu (taksówkarz to już nie jest taki gość jak kiedyś, bo przecież prawie każdy ma samochód).
Snów o tym, że jutro będzie już wtorek i przez następne 6 dni nie ma co się przejmować poniedziałkami!
Dzień dobry
Wróciłam co nieco zmordowana, ale w sumie zadowolona z wycieczki W piątek pogoda była w normie, tylko jak na spanie w namiocie leciutko za chłodno. Według tego co podawali, było 40F, czyli ok. 5C Najgorzej było się rozebrać i nagrzać sobą śpiwór… potem już cieplutko tyle że rozkryć się nie dało Sobota słoneczna i cieplutka, w nocy też było już dużo cieplej. W niedzielę zaczął padać deszcz (od 8:30) i padał do wieczora. Ochłodziło się… w poniedziałek od rana deszcz (całą noc lało), zaczęliśmy zbierać się do powrotu. Trudno czekać aż przestanie padać… zaciągnęło się na dobre… Kończyliśmy pakowanie, gdy to żółte paskudztwo wylazło na niebo i zrobiło się cieplutko i słonecznie Teraz suszę namiot w ogródku…
Najbardziej cieszą mnie zdjęcia żurawiej rodziny (mama, tata i dwa rozkoszne maluszki) i jakiegoś drapieżnika, którego nie znam i jak do tej pory nie udało mi się go zidentyfikować. Spotkaliśmy też na naszym miejscu biwakowym jakieś zwierzątko. Początkowo myślałam, że to pręgowiec amerykański, ale toto jest większe i ma taki dziwny wzorek na futerku… a jak śmiesznie staje słupka!!! Miałam ze sobą ziarenka dla ptaków, ale to stworzonko zjadło (dokarmiane przez nas ) Widać, że było głodne, bo pozwalało podejść do siebie bardzo blisko, tak było zajęte zbieraniem orzeszków i ziarenek
Ale o wszystkim opowiem, jak uporządkuję zdjęcia
Być może udziela mi się lekka psychoza…
Witaj Jo….. nie martw się, ja przygotowałam co innego,….
. też z powodu skojarzeń, a opublikuję po 24 godzinach, zgodnie z wyspiarskimi obyczajami. 
Oj, wcięłam Ci się? SOORRRY!!! Jakoś mi się majaczyło z wczoraj, że zostałam wyznaczona na nowego wycierucha. To przez migrenę. WYBACZ!!!

Nic Ci się nie zamajaczyło Jo, tego przecież oczekiwaliśmy, nie wiedząc o planach Wiedźminki. Ale co się odwlecze, to nie uciecze. Jutro będziemy mieć nową wycieraczkę.
Oczywiście, masz rację, a napisałam o swojej wycieraczce, żeby Jo sie nie martwiła, że ma skojarzenia nie takie i nie jest w tym sama …
Dzięki!

Wygląda, że wystarczy przejść do opozycji, a wena płynie ze wszystkich stron.

Bo wygrywanie to też duża sztuka, raczej obca świeżutkim zwycięzcom i łatwo to wykpić.

Ależ nie, Jo, to był taki wyraz solidarności,
Piękna wycieraczka, ale ja o przyjaciołach tak nie myślę…
Lepsze jest pozytywne nastawienie, że wróg może być kiedyś przyjacielem.
Hmmmm…. był taki co powiedział „Boże, zachowaj mnie od przyjaciół, z nieprzyjaciółmi sam sobie poradzę „….
.. już wiem, to był Richelieu 🙂 postać niezwykła i kontrowersyjna 🙂
, za życia znienawidzony, po śmierci – wielbiony ….
Też prawda. Stare powiedzenie, ale wciąż aktualne…
Dodał bym jeszcze wypowiedż JF . Kennediego : ” Przebaczaj swym wrogom , ale nigdy nie zapominaj ich nazwisk ”
A pamiętacie Muppety?
Na widok Zwierzaka:
Jeżeli tak wyglądają twoi przyjaciele, to jak muszą wyglądać twoi wrogowie…
Nie sądź książki po okładce 😀
Ale niestety – przy interpretacji w szerszym ujęciu, na to samo wychodzi 🙁
A z Muppetów to najlepsi byli Waldorf i Statler! Dwóch, za przeproszeniem, Tetryków z Loży Szyderców. Chociaż oczywiście jak się nazywają to dowiedziałam się dopiero teraz, kiedy moje zbzikowane muppetowo dziecię zaczęło molestować nas o kolejne maskoty 😀
Jo, przemyślałam Twoje słowa o napływającej wenie: to jest po prostu o wiele łatwiejsze ! Wyśmiać, wykpić, zadrwić…. A raczej trudno sobie żarty stroić z formuły nadmiernego deficytu lub reformy emerytalnej
i nie daj Boże mówić o tym prosto i ciekawie, tak by większość to zrozumiała 🙂
Ale zauważ, że za komuny poziom satyry (opozycyjnej wobec systemu) był naprawdę wysoki. Te teksty wymagające minimum inteligencji, żeby zrozumieć. To mruganie okiem z subtelną aluzją. Autorzy wspinający się na wyżyny elokwencji.
Ach… łezka się w oku zakręciła…
Pocieszajka dla nas ?
To fakt, Jo, było to na poziomie, ale czy wszyscy zrozumieli ? Wczoraj pewna pani z ogniem wygłaszała tekst o jednakowych żołądkach i ” tych złodziejach”….. tyle zrozumiała: że „się należy”.
… róbmy swoje…
Ano, właśnie łykamy owoce tej łatwizny… Przez lata jedyne w zasadzie komentarze na temat władz państwowych to były w najlepszym wypadku „dobroduszne żarciki”. I tylko część z nas wiedziała, kiedy przestać żartować!
Owszem – nikomu nie przyszło do głowy, że Goebbels dobrze wiedział co mówi o skutkach powtórzeń…?
A mnie się przypomniało takie powiedzonko:
Ci, którzy nie wyciągają wniosków ze swojej historii są skazani na jej ciągłe powtórzenia (albo jakoś tak)
disce puer ?
A o puella’ch to nawet nie mawiano…
ano…. prawdu każe
A to kocham
Alexis de Tocqueville, mój ulubiony historiozof, rówieśny Mickiewiczowi, dziś, niestety, cokolwiek zapomniany:
„Nigdy nie dość powtarzać, że nie istnieje nic bardziej obfitującego we wspaniałe rezultaty niż sztuka wolności i że jednocześnie nie ma nic trudniejszego niż uczenie się jej […] Wolność rodzi się zwykle wśród burz, utrwala z trudem wśród waśni, a swe dobrodziejstwa pozwala ocenić dopiero wtedy, gdy się zestarzeje.”
Kłaniam nisko:)
To tak jakoś, jak z demokracją i małżeństwem? Że nie są idealne, ale póki co nie wynaleziono lepszej opcji?
Tak, chyba tak, ale to wymaga co najmniej dwóch rzeczy : zaufania i sztuki kompromisu.
Z kompromisem to u nas deficytowo. Z założenia.
Piękny mój dyg Wachmistrzu
! Dlatego miejmy nadzieję ? 
Miejmy… Nię tę lichą, marną
Kłaniam nisko:)
Dzień dobry
A ja odbiegając od wyborczego kotła (być może nie dla wszystkich) idę ku pamięci…
Lordzie W. , to jest jedna z niewielu wspaniałych postaci nie wymagających odbrązowienia. I serdeczny żal, ze stał się ofiarą tej cichej wojny domowej, która toczyła nas po wojnie.
” cichej”, bo długo nikt nie chciał tak nazwać tego okrutnego czasu.
Witam serdecznie
Niestety, masz Wiedźminko rację. Dziś 67 rocznica odejścia tego prawdziwego bohatera.
Szkoda człowieka, miał dopiero 47 lat…
Smutno tak jakoś… Puścilibyście coś na rozweselenie!
Dzień dobry na nowym piętrze.
Bardzo przepraszam, że nie będę tak aktywny, jak ostatnio, ale mam dzisiaj dzień wkurzania się, jak tylko myślałem, że wychodzę z czymś na prostą w pracy, pojawiał się nowy problem, nad którym musiałem się zatrzymać i stracić cały impet. Że wyrobiłem normę, to normalnie cud!
A jeszcze dzisiaj nie koniec, więc zanim zacznę się żołądkować na Wyspie, może pójdę na rower, albo co, żeby stracić trochę energii i wyzłościć się w ruchu…
A ja dopiero teraz wróciłam na Wyspę, bo był u mnie syn i trochę przegadaliśmy.
Wróciłem. Część wściekłości wypedałowałem, część się jeszcze tli, może nie będzie tak źle.
Policz do stu i z powrotem, wściekłość minie zupełnie
Może nie do kończ wesołe, ale na temat niedawnych dywagacji o dziwnych telefonach:
Polscy operatorzy zapewniają wystarczającą ochronę przed przechwytywaniem połączeń 3G, ale w przypadku 2G można podsłuchiwać połączenia użytkowników Play’a oraz podszywać się pod użytkowników Orange, T-Mobile, Play’a i Plusa – zob. Niebezpiecznik, Bezpieczeństwo polskich sieci GSM
No proszę, nie dalej jak kwadrans temu zadzwonił kolejny „głuchy telefon”, tym razem tak jakby ze strefy numeracyjnej 94 (Kołobrzeg?). Dodałem do listy blokowanych w aplikacji.
A kto by chciał mnie podsłuchiwać i po co?
Ale przed chwilą miałam telefon – dzwonił Zygmunt Chajzer. Nie chciałam słuchać czego chce, niegrzecznie go zgasiłam. Nie wiem czy w innych sieciach też są takie telefony? To Chajzer, to wróżbita Maciej…
No wiesz, Chajzer to celebryta, jego rozmowy mogą ujawnić jakieś ciekawe szczegóły do wykorzystania w prasie brukowej, czyż nie?
Ej no – popularna jesteś! Teraz wiesz – ścianki, telewizja śniadaniowa, autografy…
On nie pierwszy raz dzwonił, ale to nie rozmowa, tylko namawia do wysłania jakiego s SMS-a. To jakiś konkurs, ale nagrany. Z automatem nie idzie dyskutować
Idę spać. Rzeczywistość mnie pokonała.
Zdarza się, żebyś wiedziała, jak często ostatnio!
To ja tylko rzeknę – dobranoc i do lepsiejszego jutra..

Spokojnej nocy!
Będzie lepsze! (to jutro 😉 )
I tak się pomału wykruszają…

Więc i ja się wykruszę, bo dziś ciężką nockę miałam.
Właśnie przyszedłem, więc się pożegnam
Dobrej nocy
Dobranoc. Morfeuszu, jak nóż bezlitosny, naciąłeś dziewcząt jak róż w kraju sosny.
Skąd tu tyle okruszków?
Ze skóry nosorożca pana Kiplinga?
Oj, jak ja dawno pana Kiplinga czytałem…
Bo to takie sobie bajeczki…
Zanim zapalę lampkę – poproszę o muzykę 🙂
Biegnę!
No to skoro dzisiaj taki poniedziałek nie dla wszystkich jednakowo pozytywny, to muzyka sprzed lat… czterdziestu i czterech.
Czyli temat muzyczny z filmu „Nie lubię poniedziałku” 🙂 cóż powiedzieć? Słów nie ma, muzyka przezacna, mimo że troszeczkę się zestarzała. Może o filmie? Tak sobie myślę, że niektóre zawody nic a nic się nie zestarzały (Łazuka jako celebryta idący po szynach tramwajowych zamiast milicji spotkałby dzisiaj pierwej paparazzich, ale poza tym różnica jest niewielka), a inne znów straciły na znaczeniu (taksówkarz to już nie jest taki gość jak kiedyś, bo przecież prawie każdy ma samochód).
Snów o tym, że jutro będzie już wtorek i przez następne 6 dni nie ma co się przejmować poniedziałkami!
Dobranoc…. 🙂

Dzień dobry
W piątek pogoda była w normie, tylko jak na spanie w namiocie leciutko za chłodno. Według tego co podawali, było 40F, czyli ok. 5C
Najgorzej było się rozebrać i nagrzać sobą śpiwór… potem już cieplutko
tyle że rozkryć się nie dało
Sobota słoneczna i cieplutka, w nocy też było już dużo cieplej. W niedzielę zaczął padać deszcz (od 8:30) i padał do wieczora. Ochłodziło się… w poniedziałek od rana deszcz (całą noc lało), zaczęliśmy zbierać się do powrotu. Trudno czekać aż przestanie padać… zaciągnęło się na dobre… Kończyliśmy pakowanie, gdy to żółte paskudztwo wylazło na niebo i zrobiło się cieplutko i słonecznie
Teraz suszę namiot w ogródku…
Wróciłam co nieco zmordowana, ale w sumie zadowolona z wycieczki
Witaj zdrowa i cała z nowymi fotkami ku radości bliźnich
Najbardziej cieszą mnie zdjęcia żurawiej rodziny (mama, tata i dwa rozkoszne maluszki) i jakiegoś drapieżnika, którego nie znam i jak do tej pory nie udało mi się go zidentyfikować. Spotkaliśmy też na naszym miejscu biwakowym jakieś zwierzątko. Początkowo myślałam, że to pręgowiec amerykański, ale toto jest większe i ma taki dziwny wzorek na futerku… a jak śmiesznie staje słupka!!!
Miałam ze sobą ziarenka dla ptaków, ale to stworzonko zjadło (dokarmiane przez nas
) Widać, że było głodne, bo pozwalało podejść do siebie bardzo blisko, tak było zajęte zbieraniem orzeszków i ziarenek 

Ale o wszystkim opowiem, jak uporządkuję zdjęcia
Znalazłam nazwę tego zwierzątka!!!

To suseł lamparci, z tego co mówi ciocia Wiki, bardzo popularny w niektórych rejonach
Rankiem zapraszam na nowa wycieraczkę