Wielkanoc Jana Sebastiana Bacha
Rodzina wyjechała do Hagen.
Sam zostałem w tym ogromnym domu.
Po galeriach krokami dudnię.
Bardzo śmieszą mnie te złocenia
i te pelikany rzeźbione jak od niechcenia,
i te chmury mknące na południe.
Ja bardzo lubię chmury. I światło pochmurne.
Jak fortece. Jak moje fugi poczwórne.
Cóź to za rozkosz błądzić przez pokoje
z Panią Muzyką we dwoje!
Jak las jesienny świece w lichtarzach czerwone.
A dzisiaj jest Wielkanoc. Dzwon rozmawia z dzwonem.
O, wesołe jest serce moje!
W starych szufladach są stare listy,
a w książkach zasuszone kwiaty,
jak to miło plądrować wśród starych papierów…
O, świąteczne godziny pełne złotych szmerów!
o, natchnienia jak kolumny złote! 0, kantaty!
Ubrany w zielony aksamit
brodzę, błądzę tymi pokojami,
i po galeriach, i po schodach;
o, jeszcze tyle, tyle do wieczora godzin,
żeby mruczeć, żeby nucić, żeby chodzić,
żeby płynąć jak zaczarowana woda!
Ciemne jak noc portrety witają mnie w salach,
jeszcze bardziej ciemniejąc, kiedy się oddalam.
To śmieszne, że niektórzy nazwali mnie mistrzem,
mówiąr że w mych kantatach zamknąłem niebiosa.
Szkoda, że tu nie wszyscy znacie mego kosa,
ach, jakże ten kos śpiewa, jakże ten ptak gwiżdże,
jemu wiele zawdzięczam. No i wielkim chmurom.
I wielkim rzekom. I piersiom twoim, Naturo.
Spójrzcie na te niebieskie hiacynty,
na te krzesła z czarnego drzewa,
na te wszystkie złocone sprzęty,
na tę klatkę z papugami, która śpiewa,
na te obłoki jak srebrne okręty,
które wiatr południowy podwiewa.
Tak. Spójrzcie. To jest moje mieszkanie.
Też wspomnienie po Janie Sebastianie.
Mówią, że jestem stary. Jak rzeka.
Że czas coraz bardziej z rąk mi ucieka.
To prawda, że mi wiele godzin przepadło.
Ale to nic. Do diabła! Ja gram na mocnych strunach
i są jeszcze kantaty moje, do pioruna!
Nie czas mnie, ale ja go wziałem na kowadło.
Zaraz przyjdzie rodzina i zacznie się uczta.
Córy moje, nim siadą, przejrzą się do lustra.
I chmara gości ściągnie. I nastąpi taniec.
Podjedzą sobie setnie i podpija dobrze.
I pasterz z gobelinu też huknie na kobzie.
A potem wieczór przyjdzie. I zniknę w altanie.
Bo lepsza od mych skrzypiec, gdym grywał w Weimarze,
niźli perły, o których. dla mej żony marzę,
niż sonaty mych synów, niż wszystkie marzenia,
taka chwila wielkiego, wielkiego wytchnienia,
właśnie teraz, gdy widzę przez altany szparę
WIOSENNE GWIAŹDZISTE NIEBO




Lubię Bacha, Koncerty Brandenburskie i nieocenionego KIG-a też!
Po dzisiejszym sytym stole trzeba się i przewietrzyć i coś ” dla ducha” zrobić, więc – zapraszam !
A myślałem, że już nic nie jest mnie w stanie zaskoczyć, a tu proszę bach bach i mnie Czarodziejka pozamiatała. Nie miałem pojęcia o istnieniu tego wiersza, a KIG-a znam raczej dobrze, umknął mi jakoś, przeoczony został, niedoczytany, nieodczytany, no tabula, że go rasa i takie niespodzianki lubię najbardziej 🙂

Witaj Miśku ! To są za
skoczenia pełne uroku… i cieszę się, że tak jest ….. Mistrzu Harpii. 
Po wielkanocnym śniadaniu przewietrzyliśmy się z małżonkiem nad Mallard Lake
I takie wietrzenie lubię najbardziej… Ciepło (19 st. C), w miarę słonecznie… nic tylko łazić po zakamarkach 
Dzień dobry Wędrowniczko…. Twoje wietrzenia dają i nam dużo wrażeń !
Dzień dobry Wiedźminko
Ale z tej mojej świątecznej wycieczki relacji nie będzie… Nad jeziorem jeszcze szaro buro i ponuro… a z ptaszków spotkaliśmy tylko parkę krzyżówek i całe stado mew delawarskich. A te już Wam pokazywałam… Małżonkowi przed nosem przeleciała jaskółka, ale nie zdążył jej cyknąć zdjęcia, a mnie kilka razy przeleciał jakiś brązowy mały ptaszek… nawet nie zdążyłam mu się dobrze przyjrzeć, a co dopiero mówić obcykać… wydaje mi się, że to była pasówka śpiewna, ale pewna nie jestem… 
Dzień dobry
Pewnie jeszcze wszyscy śpią po wczorajszych ucztach z gośćmi, lub u gości. A ja wsłuchana w Bacha, witam nowy dzionek…
Witaj Poranna
! Z powodu tych Koncertów zmieniłam swojego starego Nada na nowy odtwarzacz…bo się już jąkał.
Jąkanie jest niemiłe, zwłaszcza koncertowe.
Witaj Wiedźminko
…Radość jak poważny taniec
przesuwa swój cień po ścianach.
I pada świecy pełganie
na twarz Jana Sebastiana…
Garniemy się do muzyki,
muzyka to jest nasz festyn,
kochamy trąbki i smyki,
obój, klarnet i klawesyn.
…Lipski kantor bardzo mile
uśmiecha się zza oszklenia.
Chciałbym wszystkie takie chwile
ocalić od zapomnienia.
Cóż, kocham światło. Promieniem,
jak umiem, wierszem obdzielam.
O, gdybym mógł, tobym zmienił
cały świat w jeden kandelabr.
Myślę, że po to są wiersze,
ich ruch ku sercu człowieka,
by szerzej szła, coraz szerzej
przez kontynenty jutrzenka….
Wiadomo, że wybrane fragmenty z pieśni Mistrza KIG
Nie wiem czy Mistrz Jan marzył o perłach dla swej żony, ale że Mistrz Konstanty dla srebrnej Natalii – to pewne 🙂
I hiacynty też lubił. I konwalie.. i swoją Natalię. Srebrną. Uwielbiał 😀
Też lubię perły…
Po tym, Twoim, przewietrzeniu ducha, Wiedźminko… Ugrzęzłam w Mistrzu KIG i lipskim kantorze, na całe dwie godziny!!
No… po duchowej strawie; czas na coś dla – ciała
Śmigusowe dzień dobry
Ślicznie bielutko i równie dobrze można słuchać III koncertu 😀
Wtyczka mi siadła… Strony nie mogę przerzucić.. eee idę se..
Do popotem 😀
Witam Wyspiarzy śmigusowo dziękując za Koncert …kilkanaście dni temu oglądałam w tv kanału nie pamiętam ,,Kolacje na cztery ręce” – uczta duchowa i cudowna muzyka w tle. Obsada tylko 3 osobowa ale jaka Bach p.Gajos ,Hoendla niezapomniany R.Wilhelmi i służący p.Trela.Cudowna sztuka chyba z 1990r i studium o naturze ludzkiej i charakterach -pozdrawiam świątecznie
Witaj Elizo… w klubie miłośników tej sztuki ! Ukratek oglądał ją w innej, równie mistrzowskiej obsadzie, a mnie sie to nie udało
Oooo, jak przyjemnie się jeszcze powylegiwać po śniadanku 🙂

Wczorajszy dłuuuuugi spacer musi wystarczyć i na dziś
A dziś w słuchawkach Bach, potem znów ci panowie z Il Divo (zakochałam się! przez Kopciuszka :D)… a tego, pozwólcie, że nowomodnie Wam nieco chlusnę:
bo staromodnie to ponoć tylko chłopcy lali na dziewczęta 😉 Ale co tu panom żałować, niech też się orzeźwią 😀
Witam schlapanych Wyspiarzy!
KIG i JSB pozwalają oderwać swe myśli od świątecznych nadużyć w kategorii „obżarstwo”.
Oj, namnożyło się wczoraj tych w szafie… 🙁
Dzień dobry ! Śmigus-dyngus się dziś należy Bee….niech żyje tradycja! W domu trwały wyścigi,kto pierwszy wstanie i poleje wodą. Najczęściej wygrywał Tata.

ale najbardziej pamiętam, gdy oberwałam na ulicy wiadrem wody i musiałam biec do domu, zmoczona ” od stóp do głów”… Fajnie było mieć 16 lat
Fajnie było mieć 16 lat, ale polewanie dla mnie nigdy nie było fajne.
Ale co innego takie wirtualne
Dzień dobry

Wasze przepiękne życzenia, za które serduszkiem całym dziękuję, się spełniają
Niemniej jednak Święta jeszcze trwają, zatem zaczynam drugi dzień świętowania od…..
…. i życzę Wam wszystkim ( zakochanym szczególnie 😀 ) milutkiego, dalszego świętowania, odpoczywania, oblewania (lub polewania 😉 ) …

To też kocham! 🙂
Do Jaśminkowego popotem…. po spacerze, proszonym obiedzie… kto wie, co będzie ? koniec Świąt ?
Świąteczne i mokre dzień dobry
Trafił cię małżonek? 😉
Nie, nie trafił
Za oknem zbiera się na deszcz, to nas wszystkich ma szansę pomoczyć

Leń mnie napadł i postanowiłam zrobić sobie drugi dzień świąt
Nie idę do pracy!!! A co?!!!
Masz rację, odpoczynek Ci się należy
Bożenko, wytrzymałaś wczoraj do północy przed telewizorem?
Niestety, ostatni odcinek chwilami przysypiałam pomimo ciężkiej walki i nie jestem pewna zakończenia
Historia zakończyła się dość raptownie – zwycięstwem Cesara nad Katarzyną Sforzą i przypadkową śmiercią Alfonso, męża Lukrecji podczas bójki z Cesarem; na rok lub dwa przed śmiercią Rodrigo.
Bardzo dziękuję za tę informację, bo w powtórce również chyba bym nie wytrzymała do północy.
Nie wiem co się dzieje, ale przez dłuższy czas nie mogłam dostać się na Wyspę. Czy inni też tak mieli?
Wezmę się chyba za selekcję wczorajszych zdjęć
Ale na pewno jeszcze zajrzę na Wyspę
Do popotem… 
Wracałem do Stolicy podczas burzy śniegowo – gradowej , o znamionach końca świata . Szczęśliwie siedzę już wygodnie w ciepełku i te komunikaty o wypadkach , mnie nie dotyczą .Czekam teraz cierpliwie na zgagę , bo przecież Święta , muszą jakąś czkawką się odbić , nieprawdaż ? KIG -owskie Pranie są prawie po sąsiedzku z moją mazurską Hacjendą ,ale są niepowtarzalnie pięknym , uroczym zakątkiem . Miał wiele szczęścia KIG . Witam Światecznie , wszystkich Wyspiarzy
Dobrze, że dotarłeś szczęśliwie do domu

Każdego, kto ulega wypadkowi szkoda, ale lepiej nie dowiadywać się, że to ktoś znajomy
Nie wiem czemu, ale za groma nie mogłam się dostać na Wyspę
Wywalało mnie i wywalało… Czy Wy też mieliście takie problemy? Czy to tylko u mnie? 

Wyspa już mnie nie lubi
U mnie było to samo, napisałam o tym wyżej. Może Wyspa i mnie nie lubi?
We dwie jakoś raźniej
DzińDybry :)) Przed momentem wróciłem z Krakowa, gdzie spędziłem święta z braćmi. Powrót na Śląsk A-4 to sama radość :)))
Chciałam pokazać Wam jedno zdjęcie z naszej wczorajszej wycieczki


Oczywiście autorstwa mojego małżonka, ja jeszcze nie umiem robić tak pięknych ujęć
Ale wielkie wyszło to zdjęcie
Piękne :)) Chciałbym tak umieć :)))
Ja też bym tak chciała umieć, Stateczku
Piękne ujęcie. Do tego potrzebny dobry aparat, bo umiejętności na pewno masz, Mireczko
Ale mój aparat też zły nie jest… i gdyby umiejętności były lepsze…

Latać czy robić wspaniałe zdjęcia ??? Bo ja miałbym ochotę i na o i na to :)))
Ja też tak kompleksowo
LOT-em latałam, ale to nie to samo, co po prostu rozwinąć skrzydła 
W zamierzchłej młodości często śniło mi się że latam. I wcale to nie wymagało machania skrzydłami czy czymkolwiek innym – po prostu odbijałem się jak do skoku i nie dotyczyła mnie grawitacja, jakbym płynął w powietrzu… Miło wspominam te sny 😉
Kiedyś czytałam, że takie „latające sny” ma się wtedy, gdy się rośnie. Potem przechodzą…


I chyba każdy z nas we śnie latał… szkoda, że już nie
Też te sny miło wspominam
Błąd 508, też nie mogłam wejść na Wyspę…. A zdjęcie jest piękne !
Skoro i Ty Wiedźminko nie mogłaś tu wejść, to chyba jednak nie Wyspa nas nie lubi, ale był jakiś techniczny problem


Powiem mu, że się jego zdjęcie podobało 
Bo to niemożliwe, żeby tam raptem wszystkich przestała Wyspa lubić
Dziękuję w imieniu małżonka
Fantastic ! Jedna z mew z wrażenia aż dziób rozdziawiła ! A może te ptaki nigdy nie widziały ludzi ? I stąd takie zdziwienie ? Gratulacje !!!
One tak otwierały te dzioby, bo im podsypałam ciasteczek
Darły się, bo każda chciała największy kawałek… Te mewy ludzi widują często, całe tłumy tam walą… czasami jest aż za gęsto i za głośno 
Znów miałam problem z wejściem na Wyspę. Wciąż mi wyskakiwał ten
Błąd 508. Mam dość tej walki i nie wiem czy następnym razem się tu dostanę. Wobec tego już teraz powiem grzecznie dobranoc, dopóki nie zacznę kląć.
Nie zaczynaj kląć, Bożenko
Weź głęboki oddech…
Kolorowych snów i niech Ci się co miłego przyśni
Dziękuję, na razie jest dobrze więc nie klnę.
I już mnie nie ma, teraz definitywnia
Święta, święta, i po świętach…
Jeżeli zapytacie, co czuję, to odpowiedź może być tylko jedna: PRZEJEDZENIE…
Czyżbym nie miała świąt? A może to niekoniecznie trzeba coś takiego czuć?
Jedno pewne… te małe wredne z szafy mają uciechę
Co prawda się nie przejadłam, ale małżonek upiekł pyszne czekoladowe ciasto i równie pyszną szarlotkę
A że już dawno ciasta nie jadłam…

Na pewno nie trzeba. A ty masz po prostu znacznie mniej rodziny w okolicy
No tak… nie mam tu swojej rodziny
A córka hen daleko…
Nie muszę szykować nie wiadomo ile, bo na nas troje, to zwykły obiadek wystarczy
A gotowania nie znoszę prawie tak samo jak zakupów

Ale jest i dobra strona
Dobranoc…..
Poświąteczne dzień dobry
Ostatnio mówili w telewizorni, że w Busse Wood, czyli tam gdzie dość często jeździmy na wycieczki, jakiś facet napadł na biegającą kobietę. Miał pecha… mało że potraktowała go pieprzowym sprayem, narobiła wrzasku, skopała, to jeszcze wezwała policję
Co prawda napastnik zdołał uciec, ale podali jego dokładny rysopis. Jakby zdjęcie z dowodu osobistego
Mam nadzieję, że szybko go złapią…
Wszyscy tacy zboczeńcy powinni zostać tak potraktowani. Może mniej by ich było? 
Mało inteligentny, należało mu się 😉 Mógł pomyśleć, że jak już chce się takiej biegać, to i może tą nogą machnąć 😉
Dzień dobry
Święta, święta i… chciałoby się rzec. Słoneczko piękne świeci,
i podobno będzie coraz cieplej 
Witajcie!
Będzie cieplej? Bożenko, trzymam cię za słowo!
Trzymaj i nie puszczaj 😉 Z każdym dniem coraz cieplej
Dzień dobry…. a teraz odpoczywamy po świętach…
Należy nam się! 😉
Dzień dobry! Bezpiecznie wróciłem po świętach do domu. Święta były podwójne, bo od razu z chrzcinami córki bratanicy małżonki, pyzatego dziewczęcia w wieku gdzieś 5 miesięcy 🙂 Żadne z nas nie było rodzicem chrzestnym.
Przy okazji udało się zdjąć parę nadobnych zwierzaków, część należących do Gospodarzy, część zupełnie dzikich.
Najpierw dzika sroczka skoczka gadatliwa:
A potem kot i pies – rodzinne i po nocy robione 😉 :
Witaj Kwaku szczęśliwie powrócony ! A zwierzątka cosik smętne ?
Och, słuszna uwaga – raz że po nocy, zwłaszcza pies, bo ludzie siedzą nietypowo do późna i psa budzą, na kanapę wleźć nie dadzą (co po nocy pies lubi uskuteczniać zakazom wbrew) i w ogóle nieszczęście, mimo że niby łatwiej znaleźć jelenia, co pogłaszcze, pod brodą i/lub między uszami podrapie. Zaś kot w ogóle sobie nie życzył towarzystwa dwunogów, tzn. spylał w różne zakamarki, kiedy tylko Juniorzy (wcale już nienachalni!) się nim interesowali, chyba że nikt nie zwracał na kota uwagi, wtedy przyłaził sam i ocierał się o nogi i takie tam. Na zdjęciu zaś przyjmuje ulubioną pozycję kota stróżującego, od ulicy, obserwującego wszystko, co się tam dzieje. Nie żeby od razu zawiadamiał domowników o ewentualnych intruzach, w każdym razie – nie sądzę.
Zwierzaki smętne bo zmęczone nadmiarem gości ale piękne i takie do przytulania i głaskania
Pies do przytulania i głaskania pierwszy – potrafi się odwzajemnić jęzorem, co bywa tolerowalne, do chwili kiedy lizany sobie przypomni, gdzie też ten jęzor bywał wtykany przedtem 😉 natomiast kot – tylko jak sam sobie życzy miziania, na wszelkie natręctwa reaguje bardzo zdecydowanie i nieprzyjemnie (pazury + zęby).
Bywa i tak u kochanych zwierzaków
Witam Przywróconego na łono Wyspy
Z takim jednym od znajomej musiałam się bić o moje guziki, bo je sobie upatrzył 
Czyżbyś mieszkał przez Święta na cmentarzu? To zdjęcie bardzo ładne.
Koty takie są, jak mają ochotę na bliskość, to to okazują, ale nie lubią przymusu. Pies mi wygląda na golden rotrievera. Bardzo lubię tę rasę, to bardzo mądre i łagodne psy.
Odwiedziliśmy teścia w Wielką Sobotę, stąd ten cmentarz.
Kot jeszcze się pokazuje, kotka (przepysznie futrzana syberyjska księżniczka) w ogóle nie toleruje nikogo poza domownikami i nie zaszczyca swoją obecnością.
Pies to bardzo podobny do retrievera biszkoptowy labrador, w rodzinie od małego, guzikami się nie interesuje, natomiast żebraniem przy stole nałogowo. Małżonki bratowa ma miękkie serduszko i niestety podkarmia, z czego ogólny ferment i żałość, bo pies po wakacjach wyjeżdża parę kg cięższy i wściekła pańcia (bratanica małżonki) musi go potem odchudzać, co psu nie w smak, literalnie i metaforycznie.
No to pomyłka, te rasy są bardzo do siebie podobne.Podkarmianie psa przy stole, to najgorsza rzecz jaką można zrobić. Tak było z naszym pierwszym psem. Pan bardzo kochał pieska i wciąż go częstował. Wyszło na to, że on każdy kęs który wkładaliśmy w usta, odprowadzał wzrokiem. Ten pies jadł raz dziennie – zaczynał rano i kończył wieczorem. W misce wciąż musiało być żarełko, nie mogła być pusta. W końcu był jak baryłka i wysiadło mu serce.
Dlatego my – mimo błagalnych min i rozdzierających serce westchnięć (na więcej pies sobie nie pozwala) – nie karmimy 🙂
Ale już np. bulterierka średniego brata Q pozwalała sobie trykać głową kolana jedzących. Też nie karmiłem mimo to.
Najlepiej robił nasz ostatni pies. Wiedział, że przy stole nie dostanie (wywalczyłam to), więc kładł się niedaleko, tyłem do stołu i udawał że nie widzi jak jemy. Ale zawsze za to odrobinkę dostawał z talerza do swojej miski. Czekał więc cierpliwie na odgłos odkładanych sztućców, lub ruch przy stole. Wówczas się zrywał i biegł do miski. Niestety i ten jadł raz dziennie… Skończył jak poprzedni. 🙁
Instynkty. Większosć psów, które znam, jakby mogła, toby żarła bez ustanku. Jednym z niewielu wyjątków jest szkocka terierka znajomych z Poznania, ale ona w ogóle przejawia wiele zachowań „nie-psich”, np. nie pozwala się dopieszczać każdemu i jak leci, tylko jak kot – na własnych warunkach i w czasie wybranym przez siebie.
Wiadomo, z Poznania więc oszczędna… również w okazywaniu uczuć
Ale za to terytorialna do przesady – siedzi na parapecie (wewnętrznym, oczywiście!) okna na pierwszym piętrze i pilnuje „swojego” kawałka chodnika. Ktokolwiek przechodzi, człowiek, a już pies, to w ogóle – zostaje zapalczywie obszczekany zza okna, czasem do granic histerii 😉
Kama, były pies mojej mamy, nie objadał się nigdy. W misce stało żarcie, a ona jadła tylko tyle, ile potrzebowała. Jeśli doszła do wniosku, że boki za bardzo się jej zaokrągliły, potrafiła nie jeść kilka dni, aż rasowo się zapadły

Mama nie pozwalała nikomu dokarmiać psa pod stołem i pilnowała tego rygorystycznie (i słusznie), za to gdy pies szedł na drugą stronę domu, do mojej siostry, dosłownie siedział z mordą w talerzu szwagra
Kiedyś szwagier tylko na moment się odwrócił i na talerzu zostały mu tylko ziemniaki z surówką
Porcja kurczaka rozpłynęła się momentalnie w psiej paszczy 

Chyba pierwsze dwa razy takiego „odchudzania” działały mojej mamie na nerwy i zaciągała sunię do weterynarza… potem przywykła
A że był to dog niemiecki tygrysi… to i paszcza była pojemna
Z sentymentem wspominam tą sunię… Była wielka i ciężka, a jednocześnie zwinna i skoczna. Lubiła biegać dokoła domu… Kiedyś tak sobie biegała i zza rogu domu wskoczyła na mamę. To znaczy niezupełnie wskoczyła. Mama zamiatała podwórko i stała tyłem do biegnącej Kamy, a ta przeskoczyła mamie nad głową. Mama mało zawału nie dostała, gdy Kama śmignęła jej nad głową
Najgorzej, że lubiła siadać na kolanach
Jako szczeniaka przyzwyczailiśmy ją do tego… Nie było kolan, na których by się zmieściła.
Ale i na to znalazła sposób. Siadała zadkiem, tylne nogi wisiały jej w powietrzu, a przednimi opierała się o podłogę
Ciężko było wstać, jak się tak „rozparła”
Jak miała humor, to pozwalała dzieciom brata się „ujeżdżać”. Jako najmłodsze i najmniejsze, siadały na niej i jeździły jak na koniu. A gdy jej zbrzydła taka zabawa, po prostu siadała i dzieci zjeżdżały z niej jak na zjeżdżalni 
Śmiał się tylko, że taką mu zrobiła niespodziankę 
Ja mam 166 cm wzrostu, a gdy Kama stanęła na tylnych łapach i przednie opierała mi na ramionach, to jej głowa była wyżej niż moja
Może dlatego, że była taka wielka, była niezwykle łagodna. Mało kiedy szczekała i wszystkich witała radośnie. Jeden tylko raz, rzuciła się na jakiegoś żebraka, który chciał wejść do domu po prośbie. Siostra ledwie ją utrzymała. Chyba by faceta zagryzła… Nie wiem czemu? Czy wyczuła w nim coś złego?
Najczęściej psy nie lubią listonoszy, ale Kama z listonoszem była w dobrej komitywie. Bawili się razem, gdy przychodził. Kiedyś jej nie zauważył biegającej po ogródku. Padał deszcz i może dlatego. Wskoczyła mu radośnie na plecy, aż biedaczek poleciał na nos… Mama przepraszała i czyściła mu ubranko z błota, ale listonosz wcale nie był obrażony
Każdego zwierzaka mile się wspomina, są jak nasi domownicy, jak członkowie rodziny. Ich zachowanie po większej części zależy od nas samych, jak je wychowamy. U mnie nie było psów agresywnych, nie musiałam się obawiać, ze kogoś pogryzą.
No proszę, to niebywałe, że pies tak sobie potrafił dawkować! Dogi też piękne psy, aż żałuję, że nie mam żadnego znajomego doga.
Też mnie to dziwi… Moja Mania może mieć cały dzień karmę w miseczce, ale pies???
Oszczędna nawet w okazywaniu uczuć
A co, oszczędności nigdy nie za wiele
Zgadzam się,złoty środek umiar najlepszy na wszystko tylko jak to wytłumaczyć – „naszym ulubieńcom”

Wbrew pozorom da się, Elizko. Wystarczy tylko żelazna konsekwencja gdy są młode, a potem już jest łatwo
Dobranoc…
Dobranoc zatem.
Wzięło mnie dzisiaj na westerny, a żeby było z westernu i na dobranoc, to trzeba uruchomić spokojnego faceta z mruczącym głosem, dać mu melodię, klasyczny chórek i suty zarost 😉
Lee Marvin „I Was Born Under Wandering Star”, czyli w dowolnym tłumaczeniu: „Moim przeznaczeniem było zostać obieżyświatem”.
Snów o wędrowaniu, byle dalej, ku lepszym lądom.
Nie wiem dlaczego, ale to chwilami przypomina mi melodię z filmu „Jak rozpętałem II Wojnę Światową”
Jakieś takie dziwne skojarzenie… 
Może, kto wie? Mnie się np. kojarzy temat muzyczny z filmu „Twierdza” („The Rock”) z Connerym i Cage’em z piosenką Budki Suflera „Wszyscy święci balują w niebie” albo „Bo do tanga trzeba dwojga” 🙂
Bardzo miło o zwierzaczkach…. moje damy mają swoje miski i tylko tam dostają jedzonko…. jako- tako zachowują figury, bo nie daję się namówić na dokarmianie 🙂
Pogodnych snów !
I tak trzymać, Wiedźminko
dobranoc
Dzień dobry
Mam nadzieję, że będzie pogodny. A na dobre przebudzenie, warto posłuchać pięknej melodii…
Dzień niezły!
Przebudzić to się już przebudziłem, ale melodii posłucham dopiero w domu 🙂
Dzień dobry. Kawa, śniadanie – i Wyspa. Wracamy do normalności, nikt nikogo nie polewa, nikt nie wmusza jeszcze szyneczki albo jeszcze sałatki… 😉
Dzień dobry
Czy mogę się, spóźniony, dołączyć do kawy?

U mnie wszystko „wróciło do normy” przerwę świąteczną trzeba nadrobić, więc pracy 2x więcej niż zwykle (dlatego nie lubię świąt, bo I TAK trzeba będzie przerwę odrobić)
A ja na ten przykład nie odrabiam, ale dobrze by było znów zacząć coś robić, żeby zarobić…
I całe szczęście, że to już za nami. Nie lubię żadnych świąt.
No to starym zwyczajem, napijmy się kawki
Dzień dobry
! No, gdzie to słonko? gdzie ? Wnoszę o zmianę wycieraczki, bowiem ta jest mocno nieaktualna !
Ale jeszcze w dobrym stanie, nie za długa. 😉 Może po południu?
Słonko świeci za oknem wew Gdyni, aż żal przed komputerem siedzieć, ale mus, bo praca wre!
Miało i tu świecić, ale jakoś nie chce… 🙁
A więc według życzenia Wiedźminki, zapraszam piętro wyżej