Pewnego razu był na Żmudzi ród możny Billewiczów – od Mendoga się co prawda wywodzący, ale w ostatnich czasach ograniczony już tylko do panny Oleńki Billewiczówny, jej ciotki, która nazywała się Kulwiec – Hippocentaurus i tak też wyglądała oraz do Kudłatego Żmudzina.
Siedzieli sobie kiedyś w Wodoktach i przędli, odzywając się z rzadka a głupio, jak to zwykle na świętej Żmudzi.
– Pora by ci już za mąż – mruknęła ciotka Kulwiecówna, usiłując trafić górną lewą trójką na prawą dolną szóstkę w celu przegryzienia nitki.
– Ach, co też ciotunia… – zasromała się panna i wykonała szereg czynności przystojnych skromnej szlachciance, a mianowicie strzeliła oczkiem, tupnęła nóżką, zmierzwiła brewki, furknęła noskiem, złożyła ręce w małdrzyk, a buzię w ciup, ciup natomiast złożyła na krześle, po czym parsknęła, fuknęła, puknęła, zaplotła kosę i grzmotnęła Kudłatego Żmudzina w pysk.
– Padłaś – powiedział Kudłaty Żmudzin, spluwając do dzieży z pucitą, tą pożywną narodową potrawą, dobrą również do uszczelniania okien i usztywniania złamanych kończyn.
– Oj, pora ci, pora! – upierała się starucha. – A toć piećdziesiątka na karku.
– Trzydziestka! – pisnęła rozpaczliwie Oleńka, rozglądając się, czy kto nie słucha.
– Trzydziestka w dowodzie osobistym – zgodziła się ciotka – ale poprzednią datę urodzenia pod swiatło odczytać można, gdyż Kudłaty Żmudzin nader niedbale ją był wyskrobał – A żeby cię! – krzyknęła pod adresem Żmudzina i też strzeliła go w pysk.
– Może pan Kmicic się zjawi, któremu dziadek Herakliusz w testamencie swoim mnie zapisał – szepnęła z nadzieją Oleńka.
– No, nie wiem, nie wiem, czy właśnie ciebie mu zapisał – pokręciła głową panna Kulwiecówna. – Po mojemu, to on Kmicicowi konia deresza wałacha zapisał, tuczarnię w Lubiczu natomiast miecznikowi Rośnienieskiemu, a ciebie to chyba Jóźwie Butrymowi Bez Nogi.
– I owszem – potwierdziła Oleńka – atoli Jóźwa Butrym, gdy mnie ujrzał przypadkiem onegdaj rano wynoszącą śmieci do pojemnika, tedy zaraz poleciał do pana Kmicica i powiedział, że chętnie się zamieni i zamiast mnie weźmie wałacha.
– A Kmicic się zgodził?
– Pijany był, to się zgodził.
– Ot, durny – podsumowała dyskusje ciotka i dalej wszyscy przędli w milczeniu.
A wtem coś zadzwoniło, zarżało, wyrżnęło w okno i do izby wleciał wraz z okiennicą okutany w barany osobnik.
– A słowo stało się ciałem! – wykrzyknęły obie białogłowy.
– Padłaś – dorzucił z zainteresowaniem Kudłaty Żmudzin.
Przybysz zaś podniósł się i powiedział trochę bełkotliwie:
– Dzień dobry. Jestem Staś Tarkowski!
– Bredzi… – szepnęła panna – Być może oszalał z miłości? – dodała z nadzieja, podczas gdy młodzian uchwyciwszy ciotkę Kulwiecównę za gardło wycharczał:
– Gdzie moja córuś jedyna? Oddaj mi Danuśkę, krzyżacka zarazo!
– Paszoł won! – wyrzęziła ciotka i w odruchu samoobrony kopnęła go kościstym kolanem w instynktowne miejsce.
Cios był widocznie skuteczny, gdyż szlachcic zawył, pobiegał chwilę w kółko, uderzył się w czoło i rzekł:
– Jam jest Andrzej Kmicic!
– Nareszcie się przyznał! – mruknęła z satysfakcją ciocia.
Pan Andrzej odzyskując powoli kontenans, jął przyglądać się wszystkim obecnym, aby zgadnąć, która z przytomnych mu osób ma być jego narzeczoną. Wreszcie z kawalerską determinacją chwycił za ręce Kudłatego Żmudzina i ku ognisku odwrócił, tak nim jak fryga zakręciwszy, a potem uderzył się po kontuszu i zakrzyknął:
– Jak mi Bóg miły, rarytet! Kiedy ślub?
– Padłaś – wyszeptał skromnie Kudłaty Żmudzin, zakrywając swe małe oczka wąsiskami i spoza nich zerkając figlarnie ku pięknemu rycerzowi.
– Pańska narzeczona tam oto stoi – rzekła surowo ciotka, wskazując panu Andrzejowi Oleńkę.
– Jezus Maria… – jęknął chorąży orszański, pogrążony kresową urodą dziewicy.
– Wybacz waćpanno – wyjąkał – alem znał jej dziada, podkomorzego Herakliusza Billewicza i nie mogę się nadziwić podobieństwu.
– Prawda, że istna z niej skóra zdarta z nieboszczyka? – zawołała z satysfakcją Kulwiecówna.
– Oj, z nieboszczyka, z nieboszczyka…… – mruknął rycerz.
– Skóra zdarta, ale gdzieniegdzie wypchana! – zażartowała ciocia, popychając ich ku sobie, a Kmicica równocześnie w dół, skutkiem czego rymnął z hukiem na kolana.
– Klęczy przed nią, o rękę prosi! – wrzasnęła triumfalnie stara dama.
– Wszyscy widzieli! – Tu sięgnęła za dekolt i pobłogosławiła młodą parę wydobytym stamtąd wisiorkiem.
– Padłaś – powiedział zgorszony Żmudzin – Taż to cycka!
– O, pardon – zarumieniła się Kulwiecówna – Myślałam, że szkaplerzyk!
I naprawiwszy omyłkę, nakreśliła w powietrzu krzyż, a po namyśle też drugi – prawosławny, bo na kresach nigdy nie było wiadomo, jakiej kto wiary.
– Ja bym i Gwiazdę Syjonu dorzucił – poradził Kudłaty Żmudzin,
spoglądając badawczo na orli profil pana Andrzeja.
Zaś pan Andrzej, któremu przejaśniało się już we łbie, gorączkowo kombinował, jak by się tu wycofać ze świeżo zawartego narzeczeństwa. „Nic inszego – myślał – jeno muszę na pogardę onej panienki solidnie zapracować, w którym to celu chyba portrety jej przodków postrzelam. Upitę spalę, Wołmontowicze wymorduję, panny Pacunelki pogwałcę, a w końcu za Szwedy się zwiąże – to może jej obrzydnę?”
I drapnąwszy z izby, jął realizować ów ambitny, ale jakże karkołomny program.
| « Philip K. Dick UBIK | List Stendhala do siostry, Pauliny Beyle.. » |
24
lis 2014




Myślę, że trochę humoru wszystkim się przyda w tym szarym, jesiennym dniu
Dzień dobry. Czego to facet nie zrobi, byle się wykręcić w porę od ożenku!
Panna Oleńka musiała być cud dziewoją…
Cudna… inaczej 😀
A.W. zawsze potrafił zstąpić w głąb duszy bohatera!
Biedny Kmicic, wolał wyprawę na Szwedów od uroczej narzeczonej
Gorzej, on się wolał z nimi sprzymierzyć! 😉
Ba, Józwa wolał wałacha!
A pan Andrzej wpadł jak śliwka w kompot, bo się upił. Wóda niejednego zgubiła
DobryWieczór :)) Mamy trudne czasy, zatem to wspaniałe Dzieło ku Pokrzepieniu Serc, jest jak najbardziej na miejscu. Brakuje mi Wołodyjowskiego i Basieńki :)))
Nie może być wszystko na raz 😉
Hajduczek czuwa, Stateczku

Szukamy Małego Rycerza
Koniecznie trzeba go odnaleźć, wróg u bram a Ty rycerzu śpisz ???
Jeno Zagłoba mógłby go przywołać! Po paru szklanicach
My już bardziej do Zagłoby niż Wołodyjowskiego podobni

Cię proszę… Taż Mistrz Q dzień w dzień kręci wytrwale, siódme poty wylewając
Czy tak???
Kręci, kręci, ale pierwsze rezultaty kręcenia to i tak dopiero po 2-3 tygodniach ZACZYNAJĄ być widoczne. A co dopiero przy takim zapuszczeniu (i wcale nie mam na myśli brody 😛 )
😀 😉
Udało Ci się zrzucić?? Podziwiam Twoją wytrwałość, naprawdę 😀
Mnie brakuje systematyczności, a powinnam ze względu na mięśnie kończyn dolnych przy dokuczającym stawie skokowym 😀
Właśnie jeszcze nic się nie udało
a za miesiąc święta. Z teściową.
Jak żyć, panie premierze??!?
Już lepiej nie wspominajcie o odchudzaniu
Małego trudniej znaleźć…
Hmm, sami wyrośnięci wokół ??? Może chociaż wąsik, któryś ma
Mamy z Tetrykiem wąsy i brody, ale nimi nerwowo nie ruszamy…
Że Tetryk, to wiem, ale Ty też??? Od kiedy Pan zapuściłeś zarost?? 😀
Łe… no już ze dwa lata? Tetryku, u Was już mi obrodziło? To rok temu, czyż nie?
U mnie też…
Sam oceń…


Tak, to już była ta broda. Staram się ją utrzymywać w zbliżonym stanie, chociaż czasem bywa… nawet niespecjalnie dłuższa, ale bujniejsza 😉
Licytacja?

A skądże, ja nawet nie lubię, jak za długa urośnie, więc się nie będę licytował. Jak skracam, to zazwyczaj radykalnie, na najkrótsze możliwe ustawienie w maszynce, i mam na dłużej spokój.
Zastanawiam się, czy może nie zostawić, bo aktualnie jest dwa razy dłuższa, a tu „Mikołaj” za pasem.
Normalnie strzygę sobie na 1/2 cala 🙂
Noale chyba nie taka siwa?
Miejscami już bieleje, ale to jeszcze parę latek potrwa – trzeba se będzie utlenić.
Może podsumujmy szczegóły wyróżniające naszego bohatera…
Jak do było?
P. Andrzej Kmicic był szlachcicem nie najmłodszym ale i nie starym, miał „siwy wzrok”, „sokoli nos” i coś tam z włosami…
Ech, już pamięć nie ta…
p.s. Najbardziej się wsławił tym, że w wojnie hiperborejskiej z „Chowańskim się znosił” (cokolwiek to by miało oznaczać)
Łoki, toki.. Krzyś, aleśmy Wołodyjowskiego poszukiwali 😀
Oups
Ale można i ich sobie przypomnieć…
Wieczór dobry

Przypomniałam sobie pierwsze odcinki Harpii Misiaczka
Andrzej Waligórski jak zwykle rewelacyjny
Obśmiałem się „jak norka”
Powyższy tekst pod płaszczykiem satyry przemyca dekonstrukcję z pozycji feministycznych patriarchalnej obyczajowości siedemnastego wieku, poprzez zamianę ról mężczyzny zmuszanego do związku z mało atrakcyjną partnerką symbolicznie czyniącą zadość wiekom opresji, jaka spotykała kobiety na tych terenach.
A ja tak sobie myślę, co na to odpowiedziałby Senator 😀
Może Hajduczek rozwinie temat??
Poczekam 😀
Naukowy styl mnie się przelewa tu i ówdzie…
Przemycasz..
Nikt szabelką nie wywija?? Nic to, Baśka
Się ładnie z SzanPaństwem do jutra pożegnam, życząc dobrej nocy 😀

PS Magio!!! W twą czarodziejską wierzę moc…!!!
PS2 Hajduczku!!!!
PS3 Baśkaaaa??!!!
Skowronku!!! Czarodziejskich snów życzę
Noo, a tera zwiewam

PS Panie Q, teściowa też człowiek, przecież
Ale za dobre żarcie robi 🙁
To się Pan ciesz i już oblizuj

Należy się odrobina szczęścia, choćby na podniebieniu
A Ciebie co, Skowronku ????
Ależ nic, Wiedźminko
tu była 
Mogę tak świrować do końca świata i jeden dzień dłużej!! Bylebyś nasza Sowo Przemądrzała
To już po wpół do dziewiątej? Ale ten czas leci.
Czas pokręcić!
A na mnie czas się pożegnać. Dobranoc.
Dobranoc…. i dzięki za prześmieszny tekst, o którym tak uczenie Kwak napisał
Jestem wypaczony. Wystarczy tytulik a ja już mam przed oczyma Andrzeja W. i rycerzy trzuch Kmicic ,Wołodyjowski, Zagłoba……………niedobrze, panowie niedobrze !!!!
Pozdrowienia z kontynentu dla wyspy.
Cześć, Piotrusiu!
Bywają gorsze wypaczenia, jak choćby inne trójce
Grunt to nie tracić humoru!
Czasami humor nie na miejscu ale co ja jestem winien kiedy w czasie bardzo poważ
nej uroczystości słyszę Macieja Zembatego.
Zamiast się zadręczać, przytul od nas AliBabę!
Gołowąs!

Dobry wieczór 🙂
„…. nie zwycięży nas nigdy … tralala…”
Kończę dobranockę. Pani reflektuje? 😉
Zawsze
I znów w niedoczasie nadam dobranockę.
Hiszpański kompozytor Urbán de Vargas urodził się na południe od Navarry, ale zjeździł pół Hiszpanii – od Burgos, gdzie pobierał nauki u tamtejszego kapelmistrza, poprzez Huescę, Pampelunę, Darocę, Calatayud, Saragossę i ostatecznie Walencję. Wszędzie tam grywał w katedrach, na organach, ma się rozumieć.
Specjalizował się w harmonii i polifonii, więc można powiedzieć, że już go lubię. Komponował msze i villancicos (jeszcze raz przypomnę, że to pra-kolędy). Dzisiaj więc jedno z nich, zatytułowane „Viva la Bizarria”, a więc „Niech żyje rycerskość”. Nie wiem, dlaczego kolęda miałaby nosić taki tytuł, ale to w końcu barok i różne dziwne rzeczy się zdarzały. Pieśń jest bardzo ciekawa muzycznie, inna niż niemieckie czy włoskie kompozycje – a jednocześnie bezsprzecznie barokowa. Może nawet zbyt żwawa jak na tę porę?
Snów o czynach rycerskich, skoro dzisiaj rycerzy trzech i Mistrz Waligórski! 🙂
Hmmm… opowiada ta pieśń o trzech królach składających hołd, więc może to trochę tłumaczy tytuł ? Arcykatoliccy Hiszpanie radośnie sobie śpiewali… 🙂 może nawet podczas uczt świątecznych ?:)
Trzej królowie to prawie jak rycerzy trzech 😉
Magio wróć….. z lampką ? świeczka tez była ładna
To był kaganek oświaty
a może poświaty ?? 
Dobranoc
Oooo! Jak się ładnie świeci!
Nareszcie normalnie


Dzięki Wiedźminko
I niech MOC będzie z Tobą (jak to z Wiedźmą)
Ja się cieszyć, ja się cieszyć!

Dzień dobry


Super tekst. Obśmiałam się jak norka
Miło się tak pośmiać przed snem
A tak w ogóle, to wyjeżdżałam do pracy – padał deszcz. Potem pomału zamieniał się w śnieg, a jeszcze potem zaczęło wiać arktycznym powietrzem

Wycieraczki nie od razu udało mi się oderwać od szyb… trochę samochód pochodził, to oddarłam
Jak na złość, moja szczotka do odgarniania śniegu jeszcze w piwnicy. Muszę ją w końcu zabrać do samochodu. Chociaż jak tak zamarznie, to nie wiem jak się do niej dostanę
Czas mi sobie uprzytomnić, że zaczęła się zima 

Po pracy nie mogłam otworzyć samochodu. Zamarzł na nim deszcz i śnieg i wyglądał jak w puszce. I to lodowej
Trochę się namęczyłam, żeby otworzyć drzwi od kierowcy. Udało się i włączyłam ogrzewanie na full. Nie mogłam otworzyć ani tylnych, ani bocznych drzwi, a musiałam swoje zabawki jakoś zapakować
Idę się grzać w ciepłym łóżeczku
Dzień dobry
Widzę, że tekst A W się podobał, bo prawie do północy trwała dyskusja
Niestety ja tak długo nie wytrzymuję… Za to rano jestem jak nowa 
Dzień dobry
Witam porannie i zapraszam na kawę.
Może jeszcze czekoladkę do kawy?
Dzieńdoberek Panie Krzyś

A jak to się stało, że ja Pana nie zauważyłam??? Jak nic Ubika trza szukać
Komputer, wredota, mnie blokował!

Całe 20 minut „wisiałem” w cyberprzestrzeni
I jak tam jest???

Wiedźminkę co rano wieszają, na szczęście bezpiecznie
Pusto 🙁
Wiszenie nie jest wcale przyjemne
Zgadza się, nie jest to przyjemność…. :)ale lepsze niż operacja
No Kochani, czas na kawę
I ciastko francuskie z powidłami, pychotka 😀
Nie pogardziłabym
Może być takie?
Siła wyobraźni!
łooo
Dzień dobry
Zdążę zapalić ??? No to lecę!!!
Witajcie!
Dołączam do kawy (na zielono, oczywista!) 🙂
Witaj! Częstuj się ciastem, polecam. Wprawdzie nie z powidłami ale z owocami
bardzo dobre ciasto 🙂
Oczyma wyobraźni czuję jego smak 😀
Z całą pewnością jest pyyyszne!
…Zielono mi jak w niedzielę, najmilsza ma, dziękuję ci za tę zieleń.


Zielono mi… A pogoda rozśpiewana, a na chmurze bal do rana…
Witam Pana T. 😀
Przytulam Panią, Pani A.!

A B?
Toż wiadomo, że oBie!
Teraz wiem…
Czy SzanPaństwo wiecie, że dzisiaj jest Dzień Przytulania??


No to ja przytulam Wszystkich i każdego z osobna
Wszystkie przedszkolaki maszerowały z misiami pod pachą do przedszkola
Niech no się nasz Misiaczek zjawi
Oraz Dzień Kolejarza
Pamiętam (jako były kolejarz), że było to wielkie święto w naszym zakładzie.
Zabawa firmowa do białego rana, specjalne premie „na kolejarza”, okolicznościowe życzenia od dyrekcji. Ech… łza się w oku kręci…
Pozdrawiamy Kolejarzy, też..
Dziękuję (jako ex)
😀
Wsiąść do pociągu, byle jakiego.. 😀
No proszę, i premie lub nagrody też były???
Jak nie, jak tak 😀
Wszystkim kolejarzom składam serdeczne życzenia dużo zdrowia i
prostych torów.
Oczywiście przytulam też wszystkich Wyspiarzy
Złożyłem właśnie życzenia. Nie kolejarzom (to już zamknięty rozdział 🙂 ) ale mojej koleżance Kasieńce.
Trzeba Wam bowiem wiedzieć, że Dzień Kolejarza obchodzi się 25 listopada w dzień Św. Katarzyny Aleksandryjskiej. Święta owa była znana z tego, że za wiarę łamano ją kołem. Stąd została patronką kolejarzy 😀
Dodatkowo z okazji „dnia przytulania” mógłbym ją przytulić, ale moja ukochana nie była by tym zachwycona, więc poprzestałem na życzeniach 😉
Dzień dobry! Wtorek biegany, więc ja się tylko przywitam i lecę dalej, niestety. W nocy śnieg z deszczem, ale dzisiaj już tylko mokrawo i dobrze. Co do ciastek francuskich, to w pobliżu mamy francuską ciastkarnio-kawiarnię, więc w związku z próbami zrzucenia paru kg muszę się czasem najwyższym wysiłkiem woli powstrzymywać…
Na razie!
Ha, ale jest i pozytywna wiadomość. Waga nie kłamie, a wynika z jej wskazań, że jednak pewna nieduża tendencja spadkowa JEST. I tak się będę starał trzymać, amen.
Moje gratulacje
DzieńDobry:)) Mglisto i mokro, na szczęście Wielkanoc tuż, tuż :)))
Kawa dopita, za chwilę zaczyna się narada u dyrekcji, pora kończyć.
Dziękuję za miłe towarzystwo przy kawie i przytulam mocno Wyspiarzy
Na zawieszenia ratunek jest prosty: trzeba się zalogować, na belce między Madagaskar08 a +Dodaj wisi „dymek” a obok liczba. Jeżeli zobaczymy złowrogie „twój komentarz oczekuje na moderację” należy się zalogować, kliknąć w rzeczony „dymek” i po otworzeniu się listy komentarzy przy swoim kliknąć „Zatwierdź”.
Miałem tak rano, i przy okazji odwiesiłem Krzysia 🙂
Rrrany, objechaliśmy pół Trójmiasta, co było do załatwienia, to załatwiliśmy, ale robota w lesie, więc do niej ruszam – z maczetą!
Ważne że wszystko załatwione, z robotą sobie poradzisz
Jestem po naradzie / przed wyjazdem
Wracając do zasadniczego tematu, to p. Andrzejowi K. trudno będzie się „wywinąć” od ożenku…
Jak dziś pamiętam okrzyk Oleńki „Jędruś, twych ran niegodnam całować”
Chyba będzie ciężko się wywinąć 🙁
Odnośnie roboty, to też czeka mnie przygotowanie działki do zimy, już się boję tego, co zobaczę (jak tam w końcu dojadę)
Hmm. Działka w listopadzie kojarzy mi się z doliną Muminków w listopadzie – melancholijnie.
Oj tak, znam ten ból… Działka najmilsza jest na wiosnę, choć najwięcej jest wtedy roboty.
I ta praca sprawia przyjemność, a jesienią już, niestety, mniej
Niestety, już nie mam działki…
Dzień dobry i przytulam 🙂
Oby – nie 🙂 Ale piosenkę uwielbiam 🙂
Witaj Wiedźminko 😉 U mnie niestety deszcz wygłupia się za oknem 🙁
A niech się troszkę powygłupia, toć jego prawo. Ja go rozumiem
Fenestron pluv’ batas, pluv’ batas aŭtuna

kaj plaŭdas senĉese, enue, grizbruna.
Pluvgutoj frapetas laŭ ritm’ nesamĝema
plor’ vitra, son’ vitra, funebra kantĝema
kaj grize lum’ brilas dum tago sensuna.
Fenestron pluv’ batas, pluv’ batas aŭtuna.
Pardon, po jakiemu to??
To Staff – „Jesienny deszcz” – tłumaczony przez Tuwima.
Na esperanto
Ale przeczytaj to sobie na głos!
Fajnie, dobrze, że nikogo w domu nie ma
Aha, już wiem.. Mogę se jeszcze poszukać Tuwima. Nawet
Mogę skopiować Janko Myzikanto, chcesz poczytać ???
Esperanto – czy ktoś dzisiaj używa tego języka? Pamiętam, jako nastolatka uczyłam się esperanto z „Filipinki”. Podobała mi się ta mowa
Ja też się uczyłam, ale już nic nie pamiętam 😀
Nie trzeba było się męczyć z akcentem 😉
U mnie też już wszystko z głowy wywietrzało. To było tak dawno…
Dzień dobry 🙂 Chyba najlepszy odcinek Bożenka zamieściła, zawsze rżę nieprzystojnie czytając, a „instynktowne miejsce” kupiłem już dawno temu 🙂 🙂
Witaj Miśku
Zaczęłam od pierwszego, a jest jeszcze 19 odcinków „Rycerzy trzech”. Jeśli będzie taka wola, co jakiś czas mogę rzucać tu następne. 
Koniecznie, Bożenko…. to jest i dowcipne i przezabawne !
Też mi się to podoba, więc gdy nie będzie chętnych, to czasami wrzucę ten tekst.
Witaj Miśku – Skowronek Cię przytulał, a Ciebie nie było 🙂
DobryWieczór Czarodziejko :)) Pokazały się gwiazdy :))
Ach, gdzież te gwiazdy, Stateczku! Chyba tylko nad Wyspą!
Może chodzi o filmowe?
Niebo przejaśniało

A może pojaśniało
Od gwiazd?
😀

Dobry wieczór. Przez te poranno-przedpołudniowe jazdy jeszcze mi trochę zostało do roboty, ale postanowiłem, że wskoczę na chwilę na Wyspę, zobaczyć, co się dzieje. A dzieje się dobrze 🙂 widzę, że ciepło jest, w sam raz na jesień 🙂
Potem idę kręcić, więc pewnie ostatecznie wyląduję na Wyspie już w okolicach dobranocki. Nic to, proszę Państwa, nic to, bo przełamałem pierwsze lody i robota już mi jakoś idzie, a nie takimi nędznymi czknięciami jak w zeszłym tygodniu. A jak teraz idzie, to już powinna do końca pójść.
Wieczór dobry, zawsze gdy Panu praca wre! 😀
Ciepło i… ” za oknem migotliwie Wenus gałąź opromienia „, że se tak pozwolę KIGiem 😀
Ale to ślicznie zabrzmiało 🙂 od razu cieplej na sercu.
A zaraz będzie cieplej również na plecach i w paru innych miejscach, gdyż udaję się na umartwianie ciała, czyli kręcenie.
Chce się kręcić, gdy efekty zauważalne 😀
Szerokiej 😉
Kto to powiedział? „A jednak się kręci”.
Ech ta inkwizycja 😀 Jaka by nie była 🙁
Ba… 🙁
Nikt się nie spodziewa Hiszpańskiej Inkwizycji!
…Garniemy się do muzyki,
muzyka to jest nasz festyn,
kochamy trąbki i smyki,
obój, klarnet i klawesyn… 😀
Dobranoc SzanPaństwu..
PS Czytam Ubika 😀
A mnie dziś prześladuje przez cały dzień ta piosenka…
A wszystko dlatego, że śniło mi się, że usiłowałam grać na gitarze, ale zapomniałam chwytów.
Ciekawe co mi się przyśni dzisiaj, może skrzypce? Byłby ciąg dalszy
Po pierwszym rozdziale zorientowałem się, że jednak to czytałem
Dobrej nocy Skowronku
No i dobranoc się z Państwem
Jak widać, jestem, z dobranocką jeszcze chwilkę poczekam. Aż ochłonę 🙂
No w ten sposób to nieprędko ochłoniesz! 😉
Na szczęście to tylko oddaje mój nastrój po kręceniu, nie aktualny stan 🙂
Dzisiaj przez cały czas, kiedy pracowałem, w tle leciał Chris Botti. Czyli miła w odbiorze trąbka.
Pewnie dlatego na dobranockę też będzie trębacz (i oczywiście kompozytor), tylko trochę starszy. Pavel Josef Vejvanovský urodził się na Morawach, kształcił u jezuitów w Opawie i tak się tam wykształcił, że kiedy pobliski Kromeriż zaczął się odbudowywać ze zniszczeń wojny trzydziestoletniej pod gospodarskim okiem księcia biskupa Karla Leichtenstein-Castelcorno, Vejvanovský trafił do jego nadwornej kapeli. I tam już pozostał, czyniąc najwyżej nieduże wycieczki do Austrii, żeby wzbogacić swój warsztat.
Był uniwersalnym twórcą – komponował zarówno msze i muzykę sakralną z okazji świąt kościelnych, jak i bardziej kameralne sonaty czy suity. Czasem inspirował się muzyką ludową. Rzadko zdarzało się, żeby jego kompozycje nie zawierały wśród instrumentów trąbki.
Tak też będzie dzisiaj na Wyspie – sonata vespertina, czyli wieczorna – w sam raz na dobranockę. I więcej nic nie napiszę, sami posłuchajcie 🙂
Snów o trąbieniu, może być z okazji urodzin lub imienin 😉
Dopiero znalazłam chwilę, ale jakaż to miła chwila…
Rzeczywiscie i zasypiać i budzić się przy tym dobrze 🙂
A już następna się szykuje piętro wyżej.
Posłuchałam i innych utworów pana Vejvanowky’ego, bo ta trąbka bardzo mi się spodobała 🙂
Dobranoc…. a ja sobie doczytam Ubika piękne dzięki składając Lordowi W. 🙂
Dzień dobry
Przy takiej muzyce dobrze zasypiać, ale jeszcze lepiej się budzić 
Dzień dobry 😀 Zapraszam serdecznie na pięterko 😉
Szczęśliwie ród Billewiczów marnie jeno u Waligórskiego wyglądał…:) W XIX wieku poradził jeszcze wydać z siebie macierz przyszłego Marszałka, a onej znów bratanica została żoną Stanisława Narutowicza, brata zamordowanego prezydenta…
Kłaniam nisko:)
Witam Wachmistrzu 🙂 Waligórski nie byłby sobą, gdyby wszystko pisał zgodnie z prawdą. Ale właśnie między innymi za to go lubię
Dzień dobry Waszeci! U pana Waligórskiego to i profesor Wilczur zszedł na psy, a konkretnie na docenta Basseta!
.
Bożenko zgadzam się z Tobą
…a każdy ma swoją prawdę 🙂 jak pisał ks.Tischner -pozdrówka