« Komu... komu.... Wszystkiego, co najpiękniejsze ... »

Kaczkowate cd.

Bernikla kanadyjska.
To bardzo popularne tutaj, duże ptaki. Ich stada w okresie jesiennym, czy wiosennym liczą sobie ponad 100 sztuk. Na lato rozbijają się w pary…
W sumie, to kiedyś myślałam, że gęsi są z rodziny „gęsiatych”, a one są z rodziny kaczkowatych!!! Czyli kacza rodzina jest duża…
U gęsi kanadyjskich nie ma dymorfizmu płciowego. Pani i pan są jednakowe…
Nie wyczytałam tego z internetu, ale niektórzy Amerykanie mówią, że gęsi kanadyjskie z Kanady przylatują do nas na zimę, a te od nas lecą dalej na południe… Sama już nie wiem, czy to jest prawda…
Gęsi pożywiają się głównie na brzegach. Wyskubują trawę, wybierając to co im najbardziej smakuje. Ale czasami mają ochotę na coś „mokrego”, a może po prostu razem z podwodnym zielskiem zjedzą też trochę protein w postaci małych ślimaczków czy innych żyjątek…
Jeszcze jedna ciekawostka. Tutaj te gęsi, to chodzą po drogach jak święte krowy w Indiach. Swoim przemarszem przez jezdnię potrafią wstrzymać ruch nawet dużych ulic, o dużym natężeniu ruchu. Kiedyś próbowałam na te jędze zatrąbić, żeby toto szybciej zabrało swe kupry i dało przejechać. Małpa nie gęś, zatrzymała się prawie na środku drogi i patrzyła z pogardą na „trąbacza”. No bo jak można na taką świętość trąbić!!!! I wcale nie było szybciej, a wręcz przeciwnie… Niektóre dzielnice mają z tymi gąskami całkiem niezły problem. Bo jak im się zwali takie trochę większe stadko, to chodniki są tak zafajdane, że przejść nie ma jak. Nie mówiąc już o trawce w parkach. Bo kto rozłoży kocyk na tych gówniakach…
Mogę jedynie dodać, że bernikla kanadyjska jest hodowana w parkach i ogrodach zoologicznych, z których często ucieka. Również w Polsce… Jest to gatunek bardzo inwazyjny i zagraża naszym, polskim gęsiom. I tak, chociaż starają się ją odławiać, coraz częściej pojawia się w okolicach Gdańska i na Kaszubach…
Jak wyczytałam, gęsi kanadyjskie są bardzo terytorialne i agresywne. W okresie godowym ( i nie tylko) przeganiają inne ptactwo ze swego terytorium. Wyczytałam też, że gdy bernikla obrożna pojawiła się w pobliżu gniazda bernikli kanadyjskiej, po godzinnej walce została utopiona w błocie. Samiec gęsi kanadyjskiej tak długo wpychał głowę bernikli obrożnej w błoto, aż w końcu ją utopił… Czyli całkiem miłe te samce bernikli…

Chciałabym opisać jeszcze jednego ptaka z rodziny kaczkowatych. Niemałym zaskoczeniem dla mnie, była informacja, że łabędź niemy też do tej rodziny należy. No bo gdzie łabędź (ogromny ptak) i kaczka!!!
W zasadzie ten gatunek łabędzia pochodzi z Eurazji. Część populacji zimę spędza w północnej Afryce. Został introdukowany do Ameryki Północnej, Australii i południowej Afryki. Dzięki temu mogę go tutaj spotkać 😀
Są to najcięższe obecnie w Polsce ptaki zdolne do aktywnego lotu. Aby wzbić się w powietrze potrzebują zbiornika wodnego, na którym wykonują kilkudziesięciometrowy rozbieg. Czasami startują też z rozległej, płaskiej powierzchni ziemi lub zamarzniętej tafli jeziora lub rzeki. Wzbijają się w powietrze zawsze pod wiatr, dopiero później zmieniają kierunek lotu. Powoli nabierają wysokości intensywnie pracując skrzydłami. Latają najczęściej około 50 metrów nad ziemią. Podczas lotu słychać głośny świst wolno i majestatycznie machających skrzydeł, spowodowany wibrującymi lotkami. W charakterystyczny sposób wyciągają wtedy szyje. Lądują prawie wyłącznie na powierzchni wody lub ewentualnie, w razie konieczności, na śliskim lodzie. Obserwowano także wielokrotnie stada łabędzi liczące ponad 200 szt. żerujące na ozimych zbożach lub rzepaku.
Pary, które dobierają się już jesienią, z reguły dochowują sobie wierności. Za pomocą obrączkowania wykazano jednak w Polsce zarówno nierzadkie rozpadanie się par, jak i kojarzenie z nowym partnerem po śmierci poprzedniego. Oboje na początku wiosny obierają swoje terytorium, którego samiec gwałtownie broni. Odstrasza intruzów groźną postawą z wyciągniętą głową do tyłu i podniesionymi skrzydłami. W momencie zagrożenia rzuca się naprzód, odbijając się od powierzchni wody obiema łapami. Z tego co kiedyś wyczytałam, łabędź może uderzeniem skrzydła zabić niedużego psa, albo złamać kość udową dorosłemu mężczyźnie. Czyli trzeba z tymi ptakami uważać i starać się ich nie denerwować, szczególnie w okresie lęgowym…
Jaja wysiadywane są przez okres ok. 35 dni głównie przez samicę, podczas gdy samiec z reguły pozostaje w pobliżu broniąc w razie potrzeby gniazda, zastępując samicę na krótkie okresy. Pisklęta są zagniazdownikami, opiekują się nimi zarówno samiec jak i samica. Zdolność do lotu uzyskują po około 4–5 miesiącach. Dwuletnie młode wprawdzie próbują budować już gniazdo, ale dojrzałość osiągają najwcześniej w 3. roku życia.
Dieta łabędzia niemego to pokarm roślinny, ale z dodatkiem małży, ślimaków i larw owadów. Młode w pierwszych dniach życia odżywiają się zbutwiałą roślinnością, którą zdobywa matka. Pokarm często wydobywany jest wprost z dna zbiornika poprzez zanurzenie całego przodu ciała i uniesienie tylnej części ponad wodę. Nieprawidłowa dieta, na przykład bogata w chleb, może powodować anielskie skrzydło (o którym kiedyś pisałam), schorzenie nieuleczalne u dorosłych ptaków.
Ptak ten jest objęty ochroną gatunkową. I bardzo dobrze!!! Bo to duże ptaki i pewnie niejeden by się połakomił na taki obiad…

Trochę mi tych kaczkowatych zostało do opisania, ale to już w następnym odcinku…

217 komentarzy

  1. miral59 pisze:

    Witam na nowym pięterku i zapraszam do oglądania. Pleasure

  2. miral59 pisze:

    Ciekawa jestem, czy też zaskoczyła Was wiadomość, że zarówno gęś, jak i łabędź należą do rodziny kaczkowatych. Ja byłam szczerze zdziwiona, bo myślałam, że są to różne rodziny. Za to ptak, o którym myślałam, że jest kaczką okazał się zupełnie z nią niespokrewniony Overjoy
    Ale obecnie badacze pobierają próbki DNA od różnych gatunków i porównują je ze sobą. I dlatego niektóre gatunki zmieniają rodziny, bo chociaż fizycznie podobne, nie należą do niej Worry

  3. miral59 pisze:

    I jeszcze jedna uwaga. Bernikli obrożnej nigdy nie widziałam na żywo. Tylko na obrazkach. Chociaż to mało dziwne, bo nie zalatuje ona w rejony w których bywam. To ptak arktyczny, który co prawda emigruje na zimę w cieplejsze rejony, ale nie aż tak daleko. Można ją spotkać w północnym USA i Kanadzie, a także w Europie…

  4. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Oj, jest co czytać i co oglądać… Amazed
    Już się zabieram do tego… Dziękuję Mireczko Happy

    • miral59 pisze:

      Dzień dobry, Bożenko Delighted W zasadzie to niczego nowego nie napisałam. Gęsi i łabędzie są w Polsce znane i dość popularne… No, może te kanadyjskie nie aż tak bardzo popularne Wink Ale łabędzi jest więcej gatunków niż tutaj. Happy-Grin Do Ameryki introdukowali tylko tego niemego. Ciekawe czemu akurat tego, a nie jakiegoś innego, albo nawet kilka gatunków. Czyżby bali się klangoru łabędzie krzykliwego, a łabędź czarnodzioby źle im się kojarzył? Wink

  5. miral59 pisze:

    Mogę jeszcze dodać, że miałam problemy z wyborem zdjęć gęsi kanadyjskiej. Mam tego ok. setki i to różnych różniastych. Ale gęsi te można tu spotkać dosłownie wszędzie i to o każdej porze roku Happy-Grin A ja mam taki głupi charakterek, że nawet jak wiem, że mam sporo zdjęć jakiegoś ptaka, to i tak cykam nowe Wink
    Z łabędziami jest inaczej. Nie są aż tak powszechne i można je spotkać głównie w parkach, albo w ZOO. Z tym że w ZOO nie są one w klatkach, ale żyją na zasadzie gości. Tak jak ślepowrony, które odlatują na zimę w cieplejsze rejony, a wiosną wracają do ZOO i zakładają gniazda na drzewach. W Lincoln Park ZOO znaleźliśmy z małżonkiem dwie kolonie ślepowronów Happy-Grin

  6. miral59 pisze:

    Spadam na górę Spanko
    Oczywiście miłego dnia Wam życząc Pleasure
    Ps. Poczytam Was rano (oczywiście u mnie rano) i w miarę możliwości odpowiem na wszelakie pytania Happy-Grin

  7. bezetka pisze:

    O, są ptaszydła 🙂
    Mnie nie tyle przynależność łabędzi zaskoczyła, co ta siła ich skrzydeł 🙂
    Kiedyś na kilkudniowym spływie kajakowym zajęły jedno z nielicznych miejsc przy stromym brzegu gdzie dało się wyleźć na brzeg i nie chciały nas przepuscić 😀 A potem próbowały gonić 😀 Choć młode były takie już odrośnięte.

    A te gęsi to niezłe ziółka, różnorodność jest piękna, a te się będą szarogęsić, no… Angry

  8. Alla pisze:

    Dzieńdoberek Delighted
    Obejrzawszy i poczytawszy, no i popodziwiawszy śliczne zdjęcia 😀
    A tera zasuwam na górkę. Mus, to mus 😉

  9. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Może to samookłamywanie się, ale zawsze dziwi mnie gdy ktoś patrzy na łabędzia jako na posiłek. A w stosunku do ślicznych, różowych prosiaczków nie mam takich zdumień!
    Łabędzie dość licznie występują na Mazurach – kiedyś z wieży widokowej patrzyłem na małe jeziorko Łuknajno – ścisły ptasi rezerwat – prawie w całości pokryte bielą łabędziego zgromadzenia. Świst ich skrzydeł jest bardzo charakterystyczny i nie do pomylenia z innymi odgłosami.

    • Bożena pisze:

      Witam 🙂 Czy można patrzeć na łabędzia jako na posiłek? Czy ktoś w ogóle jada to ptactwo? Nie słyszałam o tym.
      Ale z różowego prosiaczka wyrasta duża świnia i może nadawać się do konsumpcji… Delicious

    • miral59 pisze:

      Nie wiem czy ktoś jada łabędzie, ale na dobrą sprawę, ludzie jedzą różne dziwne (dla nas) zwierzaki. Dla niektórych zjedzenie prosiaka jest obrzydliwe, a nam zjedzenie, na ten przykład, psa jest nie do pomyślenia. To samo jest z ptakami. W Afryce wybijane są nasze bociany, które tam zimują. A nie wyobrażam sobie, żeby w Polsce ktoś mógł tego ptaka przełknąć. Distort Takich przykładów jest cała masa…
      Muszę przyznać, że trochę Ci zazdraszczam, Ukratku Wink Chętnie bym do takiego ptasiego rezerwatu się wybrała Pleasure Wrażenie musiało być niesamowite. Tyle łabędzi w jednym miejscu. Na pewno były też i inne ptaki… Cudności… Delicious

  10. Krzysztof z Gdańska pisze:

    Dzień dobry

    Zapraszam na poranną kawę expresso

    Kawa zaparzona, teraz można (w miłym towarzystwie) poczytać o „ptaszyskach” 😀

  11. Tetryk56 pisze:

    Dawno temu słyszałem o zabójstwie dwojga ludzi przez łabędzicę chroniącą młode. Ojciec z córką podpłynęli kajakiem bardzo blisko; zdenerwowana ptaszyca szarżując wywróciła kajak a potem dziobała w głowy, gdy te wynurzały się spod wody – aż przestały się wynurzać…
    Teraz nawet z małymi zazwyczaj śpieszą na spotkanie z ludźmi – może uda się coś użebrać 😉

    • miral59 pisze:

      Tylko wydaje mi się, Ukratku, że śpieszą na spotkanie z ludźmi głównie te parkowe łabędzie. Te które żyją z dala od ludzi nadal są dzikie i nie chcą mieć z nami nic wspólnego Worry
      No, może jeszcze na tych jeziorach, gdzie odpoczywa wielu turystów i łabędzie są oswojone…

    • Quackie pisze:

      Kiedy spędzaliśmy wakacje nad jeziorem, codziennie wieczorem, o tej samej porze, podpływała para łabędzi z (dobrze już podrośniętymi) młodymi i żebrała, ale z godnością i bez spoufalania się – próby zbliżenia kontrowane były ostrzegawczym, gardłowym sykiem.

      Łabędzie na miejskiej plaży w Gdyni natomiast są tak przyzwyczajone do ludzi, że nie boją się bliskości (aczkolwiek oczywiście pogłaskać się nie dadzą, co to, to nie), ale porobiły się tak bezczelne, że kiedy któremuś z karmiących skończy się żarcie (niestety najczęściej niezdrowe dla ptaków resztki pieczywa), to czasem nie chcą go wypuścić z okrążenia, domagając się natrętnie dalszego ciągu.

      Z łabędziami skojarzyły mi się też nadbrzeżne koniki (tarpany czy też koniki polskie) w Popielnie (od strony Bełdan), które podchodziły do cumujących jachtów, podobnie żebrząc o resztki 🙂 na szczęście nie były tak natrętne jak łabędzie.

      • Tetryk56 pisze:

        Koników nad Bełdanami już kilka lat nie widziałem, widuję tylko ich ślady na ścieżkach. Albo jest ich mniej, albo w jakiś sposób oduczono je komitywy, bo niegdyś faktycznie podchodziły całymi stadami. Może zresztą odepchnęła je ogromna rozbudowa portu i stanicy w Popielnie, i wolą żyć dalej od tłumu, dyskotek i samochodów…

        • Quackie pisze:

          A ten port to od strony Bełdan właśnie, czy od Śniardw? Bo ja płynąłem akurat wycieczkowcem przez Bełdany z Rucianego do Mikołajek, jak widzieliśmy je kursujące od jachtu do jachtu.

          • Tetryk56 pisze:

            Stanica jest przy Bełdanach, być może pamiętasz prom przeciągający się na linie w poprzek jeziora? To właśnie dojazd do Popielna… tuż przed wyjściem z Bełdanów na Śniardwy i Mikołajskie. Z pewnością była już wtedy (pamiętam ją z czasów mojej podstawówki!), ale teraz jest nieporównanie tłumniejsza, głośniejsza i większa.

            • Quackie pisze:

              Tak, pamiętam prom. Koniki podchodziły do jachtów przy brzegu od strony zatoczki po południowej stronie promu, tam, gdzie las. Powiadasz, że teraz głośniej tam i ludniej? No cóż, pewnie tak jak większość ludzi właściciele i/lub zarządcy terenu chcą wciąż więcej i więcej… Niestety.

      • miral59 pisze:

        Czyli piszesz o tym samym co ja, Mistrzu Q. Te łabędzie, które są przyzwyczajone do ludzi nie tylko nie uciekają i nie atakują w obronie, ale nawet domagają się jedzonka. Happy-Grin
        Gęsi kanadyjskie mają podobnie. Te, które mieszkają w naszych okolicach na stałe, nie uciekają od ludzi. Możesz chodzić między nimi i nawet nie drygnął. To Ty musisz je omijać, gdy się rozłożą, bo taka z drogi nie zejdzie Delighted Nie zapomnę, jak swoją mamę zabrałam kiedyś do parku. Na trawniku siedziało wielkie stado gęsi. Zaproponowałam, że może podejdziemy bliżej. Mama nie bardzo chciała, bo nie chciała ich płoszyć. Tylko się śmiałam. Płoszyć?!!! Gęsi kanadyjskie na żerowisku?!!! To nie jest takie proste. Podchodziłyśmy coraz bliżej… mama zwalniała, ale dosłownie ciągnęłam ją za rękę. Byłyśmy może ze dwa kroki od pierwszych gęsi, gdy mamę wmurowało na dobre. Nie mogła uwierzyć, że podeszłyśmy tak bliziutko, a one nic Overjoy Fakt, że te co były najbliżej podniosły głowy i popatrzyły na nas, ale po chwili z powrotem zaczęły spokojnie skubać trawę…
        O tej porze roku, jesienią, przylatują do nas gęsi kanadyjskie z Kanady. Nie wiem, czy żyją w głębokich lasach i ludzi nie widują… Gdy się podejdzie do nich na kilka metrów, to uciekają w popłochu. Od razu widać, że obce… nie nasze Pleasure

      • miral59 pisze:

        Ze zwierzakami jest podobnie jak z ptakami. Jeśli ludzie przyzwyczają je, że gdy tylko się pojawią, są dokarmiane, to przychodzą często. Tutaj na wszystkich biwakach piszą ostrzeżenia, żeby nie karmić dzikich zwierzaków. A i tak ludzie to robią. I potem jest tak, jak mieliśmy nad Devil’s Lake, że nie mogliśmy się opędzić od szopów praczy. Siedzieliśmy przy ognisku, a one próbowały dobrać się do naszego jedzonka na stole. I wcale nie uciekały, gdy próbowaliśmy je przegonić. Czuły zapach jedzenia… A co będą się wysilały i polowały, skoro ludzie mają tyle dobrych rzeczy do jedzenia Wink
        A w tym roku, to szop zwędził naszym sąsiadom na biwaku spory kawał mięcha. Sąsiad co prawda poleciał za nim, ale chyba tylko po to, żeby postraszyć. Nie wierzę, że odebrałby szopowi mięsko i sam to zjadł Distort Następnego wieczora szop był znowu. Chodził dokoła i zaglądał Delighted Do nas nie, bo ja jestem wredna i całe jedzenia tak chowam, żeby nie miały możliwości się dostać. A śmietnik wstawiam do samochodu. Tam się nie dogryzą Happy-Grin Sąsiedzi nauczeni doświadczeniem też pilnowali swego jedzonka i szopowi nie udało się niczego ukraść Wink
        Ale na koniki to bym popatrzyła z chętnością. Ciekawe czym się je dokarmia? Przecież kiełbasy czy mięska nie zjedzą! Pieczywem? Bo ziarna też chyba nikt z sobą nie wozi… Wink
        Szopy łatwiej dokarmiać, bo są wszystkożerne… Worry

        • Bezetka pisze:

          Sikorki też są wszystkożerne Delighted

          Żrą śmietanę kwaśną, pasztet, skóry z boczku, ser żółty, zwietrzałą kocią karmę, tuńczyka w puszce, wiórki marchewki, groszek konserwowy, boczek „wędzony” Disapproval mam wrażenie że i liście róży Wink
          czerstwy chleb, gęstą grochówkę, surówkę z kapusty… I zaznaczam, że tylko niektóre z tych rzeczy były dla nich przeznaczone Overjoy Inne kradną z balkonu służącego czasem za chłodziarkę 🙂 A rozbrajający jest widok takiej małej sikorki ciągnącej kostkę sera większą od niej dwa metry dalej

          • miral59 pisze:

            To jakieś dziwne sikorki Amazed Jesteś pewna, że to one? Może ktoś na ich konto się dobiera do Twoich zapasów Wink
            A poza tym, sikorka potrzebuje dużo pożywienia. Żeby przetrwać musi zjeść dziennie tyle ile sama waży Pleasure Dobrze, że nie ma tak u ludzi, bo chyba bym zbankrutowała Wink Happy-Grin

        • Quackie pisze:

          Ha, chętnie bym pooglądał szopy buszujące w piknikowych koszach.

          A co do mięsa, to pamiętam, jak dawno temu byłem na grillu u znajomego, który miał wówczas dwie suki nowofunlandki, tak poczciwych i, pardon, dupowatych psów w życiu nie widziałem. Jedna z nich zwinęła z talerzyka kiełbasę na grilla, a gospodarz to zauważył, ochrzanił ją, trzepnął w tyłek, po czym stanowczo wyjął kiełbasę z pyska i ugrillował. Rzeczona kiełbasa nie została nadgryziona, więc jakoś nikt nie protestował, ale najlepsze, że suka pokornie i bez protestów się z tym pogodziła. A mówią, że psu z pyska jedzenia nie wyjmiesz.

          • Tetryk56 pisze:

            W dawnych i niesłusznych czasach byliśmy zimą na rodzinnym zjeździe na wsi. Zdobyta niemałym trudem szynka, przywieziona z daleka, zniknęła rankiem bez śladu!
            Mniej więcej połowa, obgryziona i obśliniona, znalazła się później głęboko w budzie miejscowego psa. Pies dostał po tyłku, a reszta szynki… z bólem ofiarowaliśmy ją innemu, przyjezdnemu psu Sad

            • Bożena pisze:

              Oj, to bolesne wspomnienie Tears

              • Krzysztof z Gdańska pisze:

                Nooo Cry

                Pamiętam jak się czekało przed świętami na taką szynkę od dziadków na wsi…
                Gdyby przepadła w psim gardle, to tylko kryl z rybnego by się nam ostał…

                • Bożena pisze:

                  Kto miał dziadków na wsi, to miał szynkę. Ja musiałam takie przysmaki w kolejce u rzeźnika wystać. Nikogo przecież nie obchodziło, że mam w domu dwoje małych dzieci i przewlekle chorą szwagierkę. Jeden rok wzięłam się na sposób, wypięłam brzuch i stanęłam „co piąta”. Dostałam piękną, dużą szynkę.

  12. Bożena pisze:

    Och, kawa! Znów o niej zapomniałam, a czas najwyższy Kawa2

    • Bożena pisze:

      O tym wypadku z łabędzicą też słyszałam. Okropne…

    • Krzysztof z Gdańska pisze:

      Hmmm
      Czyli łabędzie to „łobuzy” 😕

      • Bożena pisze:

        Bywają wojownicze.

      • Tetryk56 pisze:

        Hmmm… Krzysiu, a jak byś potraktował faceta, który by ci do domu wjechał ciężarówką?

        • Krzysztof z Gdańska pisze:

          A „zasady współżycia międzygatunkowego”? Thinking

          • miral59 pisze:

            No właśnie – „zasady współżycia międzygatunkowego” Wink
            Po co podpływać za blisko? Taka samica może przecież podejrzewać, że chcemy zrobić krzywdę jej dzieciom. Czy nie można popatrzeć z większej odległości? I tych zasad nie łamać? Worry
            Człowiek jest dumny, że ma inteligencję. Wydaje mu się, że panuje nad światem. A tym czasem obwinia zwierzaki o swoje błędy… Disapproval
            Oczywiście nie chcę przez to powiedzieć, że temu ojcu i jego córce się to należało i że dobrze się stało. Zginęli zupełnie bez sensu i niepotrzebnie. Trudno jednak obwiniać samicę. Broniła tylko swoich dzieci…

  13. Bożena pisze:

    Dziękuję za miłe towarzystwo przy kawie, idę do codzienności… Bye

  14. Quackie pisze:

    Dzień dobry. Znów z poślizgiem, ale za to od razu z kawusią.

    Przeczytałem całość, jak zwykle b. fajna, nie mówiąc o zdjęciach. Ciekaw jestem, czy na bernikle lezące przez drogę zadziałałby taki gwizdek ultradźwiękowy, montowany pod zderzakiem, żeby odstraszać (ponoć) zwierzynę płową. Inna sprawa, że to działa tylko przy pewnej prędkości.

    O jedzeniu łabędzi przez (bezdomnych?) polskich imigrantów na Wyspach słyszałem, ale ponoć to tylko miejski mit, tym bardziej, że Polacy twierdzą, iż to byli rumuńscy imigranci 🙂 a u Brytyjczyków to wywołało potężne oburzenie (niezależnie od tego, czy to prawda, czy nie), ponieważ wszystkie łabędzie w Wielkiej Brytanii z mocy prawa należą do panującego monarchy. Co roku w lipcu odbywa się oficjalne obrączkowanie łabędzi na Tamizie przez specjalnie wyznaczonych „Królewskich Winiarzy” i „Królewskich Farbiarzy”, pływających po rzece skifami.

    • Bożena pisze:

      Brytyjczycy niejedno co złe nam przypisują, może dlatego, że jest nas tam za dużo i zaczynamy im ciążyć w jakiś sposób. Niech się lepiej przyjrzą innym nacjom.

      • Quackie pisze:

        Hehe, moim zdaniem mogliby się najpierw przyjrzeć SOBIE, bo też żadni z nich święci, chociaż oczywiście ponieważ są u siebie, to imigranci są na cenzurowanym. Chociaż łabędzi nie jedzą (nie wiem, czy ktokolwiek je w ogóle de facto jadł) 😉

        • Bożena pisze:

          To masz rację. A jeśli chodzi o jedzenie łabędzi, to też nie słyszałam o takim incydencie. Ale wszystko możliwe, że może kiedyś ktoś z głodu…

        • Krzysztof z Gdańska pisze:

          Odnośnie jedenia łabędzi na Wyspach.
          Delicious
          Z tego co wiem, to ichni „Fakt” (chyba „The Sun”, albo jakiś podobny) wymyślił sobie tą informację żeby zwiększyć sprzedaż gazety. Zmyślona informacja poszła w świat i pokutuje do tej pory. Organizacje polonijne składały protesty, ale plotka (zwłaszcza zmyślona) jest bardziej żywotna od wiadomości prawdziwych.

  15. Tetryk56 pisze:

    Czytałem kiedyś reportaż o cwaniaczkach, którzy miastowemu jako gęś (oskubaną) sprzedali bociana. Oceny wyczynu ze strony społeczności wiejskiej brzmiały na ogół tak:
    – Że miastowy kupił, to śmieszne… ale że to bocian, to żal..

    • Krzysztof z Gdańska pisze:

      „Miastowi” są głupi, ale chyba nie aż tak… I-see-stars
      Myślę, że to jest podobne do innej „miejskiej legendy” o tym, że ktoś kupił u „Ruskich” małego niedźwiedzia jako psiego szczeniaka. Wink

  16. korab1 pisze:

    DzieńDobry :)) Przypomniałaś mi Mirelko, znakomitą powieść Freda Bodswortha „Odmieniec”. Bernikla jest tam jedną z głównych bohaterek. Polecam :))

  17. misiek pancerny pisze:

    Dzień dobry 🙂 Wyczytałem właśnie, ze bernikla to duży ptak, ciekawi mnie jak duży? 🙂 🙂
    Thinking

  18. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin

  19. Alla pisze:

    Ssshh łabędzi śpiew słyszę Smile

    • Quackie pisze:

      Dobry wieczór! Skąd dochodzi? Znad jezior, czy raczej z morskich okolic?

      • Alla pisze:

        Aaa pobudka!! Mistrzu Q!! Bo to znad morza, zatem należy posłuchać Happy-Grin
        Chciałabym napisać, że znad Zielonego stawu, który jest w parku niedaleko mego miejsca zamieszkania, ale niestety, nic z tego, bo od dawna już tam żaden nie chce rodziny założyć Sad
        Daaawno temu pływała, ciesząc oczy, ładna dostojna parka.

  20. Bożena pisze:

    Wróciłam do domu i weszłam na Wyspę, żeby się pożegnać.
    Dobrej nocy życzę Buziaczki

  21. Quackie pisze:

    Śnieg z deszczem dzisiaj w nocy? Naprawdę? No to czas na dobranockę (i hajda pod kordełkę).

    Francuski lutnista i kompozytor Nicolas Vallet był protestantem (hugenotem), w związku z czym musiał na pewnym etapie życia uciekać z Francji, jak wielu jego braci w wierze – do Niderlandów, a konkretnie do Amsterdamu, gdzie grał oraz uczył muzyki i tańca.

    Jako jeden z ostatnich kompozytorów tworzył dzieła na dziesięciostrunową lutnię renesansową (w baroku dodano kolejne struny i zmieniono nieco jej budowę). Stworzył m.in. muzykę do „Psalmów dawidowych” i cykl utworów pod wspólną nazwą „Le Secret des Muses” (oczywiście „Sekret Muz”).

    Dzisiaj na Wyspie dwa z nich, spokojne i metodyczne w swoim toku. No i podobnie jak niejeden prezentowany tu utwór nie skojarzyły mi się wcale z barokiem, dużo bardziej z nowoczesną muzyką poważną (niekoniecznie od razu jakąś atonalną czy dodekafoniczną).

    Snów spokojnie rozkołysanych, jak przyjazne morze.

  22. Tetryk56 pisze:

    W oczekiwaniu na magiczną lampkę zapalam na razie cokolwiek, żeby nas ciemność nie przygniatała…

    Dobranoc!

  23. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Nareszcie piątek Overjoy

  24. Alla pisze:

    Dzień dobry Delighted
    Piąteczek z Czajkowskim?? Na dobry początek dnia, może być??

  25. Bożena pisze:

    No to przy tak pięknej muzyce, będzie smakować kawka.
    Już zaparzam expresso

  26. miral59 pisze:

    A tak w ogóle, to dzień dobry Happy-Grin
    Chociaż u mnie noc ciemna Pleasure

  27. Alla pisze:

    O łabędziach… Wiernych… Autor(???)
    Sad

    Delikatne i czułe
    zakochane po wsze czasy
    nic ich miłości zniszczyć nie zdoła
    żadne fochy ani grymasy
    wytrwają w uczuciu przez lata całe
    płynąc ku sobie a czasem obok siebie
    uczą nas zapatrzenia wytrwale
    uczą jak kochać
    cierpliwie
    z radością
    stale…

    Ładny, prawda?? All-I-See-is-Love

    • miral59 pisze:

      Prawda Happy-Grin Chociaż tej prawdy w nim niewiele Wink

      • Alla pisze:

        Prawda!! Łabędzie są wierne! Bywa, że przez całe życie jednej partnerce! Jak u ludzi. Bywa Happy-Grin

        • miral59 pisze:

          To chyba nie doczytałyście tego co napisałam. Według badań (obrączki i DNA) łabędzia wierność to mit. Nie tylko gdy jeden z nich zginie, szukają innej pary, ale czasami się „rozwodzą”, czyli pomimo, że partner żyje szukają innego Happy-Grin To jaka to wierność? A poza tym, według badań DNA zdarza się, że w gnieździe są małe od kilku samców. Czyli pani łabędzica „skoczyła na bok” Worry Dokładnie jak u ludzi… czasami facet nie wie czyje dzieci chowa Wink

      • Bożena pisze:

        Niewiele? Łabędzie są chyba znane z wierności?
        A wierszyk też ładny Happy

    • misiek pancerny pisze:

      Odpowiem Asnykiem [we fragmencie, coby nie zanudzać] 🙂 🙂

      Łabędzi słyszałem śpiew.
      Było to letnim wieczorem:
      Przy bladym świetle miesiąca,
      W pośrodku płaczących drzew,
      Ponad przejrzystym jeziorem,
      Stała wybładła i drżąca,
      Łabędzi zawodząc śpiew.

      Na cichej powierzchni fal
      Łabędzie pieśni słuchały,
      Myśląc, że jeden z ich grona
      Przedśmiertny wylewa żal,
      Gdyż ona, jak łabędź biały,
      Co z pieśnią, zraniony, kona,
      Śpiewała wśród cichych fal.

      Dziś dla niej ostatni dzień,
      W którym do śnieżnych słuchaczy
      Swobodnie przemawiać może
      Wśród serca gwałtownych drżeń,
      I głosem śpiewnej rozpaczy
      Płynąć po modrym jeziorze,
      Żegnając ostatni dzień.

      Gdyż jutro wykopią grób
      Dziewiczej życia piosence,
      Pogrzebią sen ideału:
      Jutro nastąpi jej ślub,
      I zwiążą na zawsze ręce…

      • Alla pisze:

        Delighted
        A to jest mój ulubiony wiersz p. Adama A Delighted
        Między nami nic nie było!
        Żadnych zwierzeń, wyznań żadnych,
        Nic nas z sobą nie łączyło
        Prócz wiosennych marzeń zdradnych;

        Prócz tych woni, barw i blasków
        Unoszących się w przestrzeni,
        Prócz szumiących śpiewem lasków
        I tej świeżej łąk zieleni;

        Prócz tych kaskad i potoków
        Zraszających każdy parów,
        Prócz girlandy tęcz, obłoków,
        Prócz natury słodkich czarów;

        Prócz tych wspólnych, jasnych zdrojów,
        Z których serce zachwyt piło,
        Prócz pierwiosnków i powojów
        Między nami nic nie było!

        Oby do wiosny Misiaczku!!! Wink

        • Tetryk56 pisze:

          Bo marzenia to jest to najlepsze! I nie skrzeczy! Wink

        • misiek pancerny pisze:

          Ja mam takich kilka Skowronku, oczywiście tych bardziej chmurnych:)

          Wszystko skończone już pomiędzy nami!
          I sny o szczęściu pierzchły bezpowrotnie.
          Wziąłem już rozbrat z tęsknotą i łzami
          I żyć, i umrzeć potrafię samotnie.

          Dziś nic z mych piersi skargi nie dobędzie,
          Nic jej nie przejmie zachwytem lub trwogą,
          Nie wyda dźwięku rozbite narzędzie,
          Pęknięte struny zadrżeć już nie mogą.

          Nie ma boleści, co by mnie trwożyła,
          Bo dzisiaj nawet w własny ból nie wierzę.
          Ogniowa próba dla mnie się skończyła
          I do cierpiących więcej nie należę.

          I żadne szczęście ziemskie mnie nie zwabi,
          Żebym się po nie miał schylić ku ziemi…
          I żaden zawód sił mych nie osłabi –
          Przebytą męką panuję nad niemi.

          Światowych uczuć nicość i obłuda
          Już mnie nie porwie swym chwilowym szałem.
          Przestałem wierzyć w te fałszywe cuda,
          Więc i zwątpieniu ulegać przestałem.

          Z całego tłumu zmyślonych aniołów,
          Połyskujących tęczą swoich skrzydeł.
          Została tylko szara garść popiołów
          I wiotkie nici porwanych już idei.

          Dziś jeden tylko duch mi towarzyszy,
          Co rezygnacji nosi ziemskie miano,
          On wszystkie burze na zawsze uciszy
          I da mi zbroję w ogniu hartowaną.

          W tej zbroi – przejdę przez świat obojętnie,
          Surowe prawdy życia mierząc wzrokiem,
          Ani się gniewem kiedy roznamiętnię,
          Ani się ugnę przed losu wyrokiem.

          Patrząc się z dala na kłamliwe rzesze,
          Na ich zabiegi o błyskotki próżne,
          Kamieniem na nie rzucić nie pośpieszę
          I pobłażania jeszcze dam jałmużnę.

          Niech się więc kończy owa sztuka ładna,
          Co się zwie życiem, w cieniu cichej nocy,
          Bo żadna rozpacz i nadzieja żadna
          Nad moim sercem nie ma już dziś mocy!

  28. miral59 pisze:

    A tak w ogóle, to chyba jestem podekscytowana. Dziś małżonek trenując pilota (to jego codzienne ulubione zajęcie), trafił na program, w którym przeprowadzali testy na samochody pod względem bezpieczeństwa. Okazuje się, że mój van – Toyota Sienna, to najbezpieczniejszy z vanów w USA. Po nim jest Odyssey Hondy, czyli samochód Doroty, zaprzyjaźnionej osoby Happy-Grin Potem cała masa różnych marek i na końcu trzy najgorsze: Nissan, Chevrolet i Dodge Caravan. Oczywiście w kategorii minivanów Pleasure Cieszę się, że moje szczęście ślubne wybrało ten właśnie model Happy-Grin

    • Quackie pisze:

      Bo ta marka w ogóle cieszy się opinią bezpiecznej, a także bezawaryjnej. W ostatnim raporcie niemieckiej organizacji TUV dotyczącym bezawaryjności samochodów w każdej kategorii wiekowej w czołówce są samochody Toyoty.

      • miral59 pisze:

        Dlatego kupujemy tylko Toyoty. Małżonek ma Corollę, a ja Siennę. Córka wiele lat temu wyłamała się z rodzinnej tradycji i kupiła sobie Forda. Na naprawy wydała tyle, że mogłaby sobie kupić nowy u dealera. W końcu się wkurzyła i kupiła „japońca”. Przynajmniej ma spokój Happy-Grin Jeździ, a nie tylko ciągle naprawia.

        • Alla pisze:

          A ja miałam Toyotę Camry, super auto było… I się deczko zajeździło Wink
          Mazdy też są niezłe. Przynajmniej moje spisywały się b. dobrze 😀

  29. Alla pisze:

    No to do (?) z Jasminkowym popotem Bye

  30. miral59 pisze:

    I mnie się oczki coraz bardziej kleją Zzzzzz Chyba pójdę już spać Spanko Miłego dnia życzę Buziaczki

  31. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Dziś mnie pracka dopadła z samego rana i nawet z zasypiającą Miralką się nie przywitałem, w wszyscy już po kawie…

  32. Quackie pisze:

    Dzień dobry. Coraz ciężej mi się wstaje rano, a potem jak biały Królik: „Królik szeptał do siebie: >>O rety, o rety, na pewno się spóźnię<<" Kawa łyknięta na szybko i zaraz do pracy! Ale za chwilę...

    • Alla pisze:

      Za późno kładziesz się spać lub za wcześnie wstajesz Sad
      Osiem godzin snu, to jest to co skowronki lubią najbardziej Delighted

      • miral59 pisze:

        Skowronki może to lubią, ale Miralki by chyba sobie boki odleżały, gdyby miały tak długo spać. 5-6 godzin to w zupełności wystarczy Happy-Grin Śpię dłużej tylko wtedy gdy jestem chora. To i nawet 8 godzin bywa za mało. Ale to ekstremalne sytuacje Wink

        • Alla pisze:

          Gdy mnie cosik dopadnie, to i 20 godzin prześpię 😀

          • miral59 pisze:

            Ja też tak potrafię, ale tylko gdy mam grypę, albo ropną anginę. Sick
            Jak to się ze mnie wtedy śmieją, śpię 25 godzin na dobę Wink
            Wstaję tylko żeby się napić czegoś, zapalić i skorzystać z łazienki. I znowu w trapatuny Wink Potrafię tak dwie doby przespać, ale po tym spaniu wstaję jak nowonarodzona Delighted

  33. Kopciuszek pisze:

    Dzień dobry Delighted
    Kaczkowate są cudne Pleasure
    Muszę się przyznać, że trochę się zaraziłam od Miralki i częściej niż dotychczas obserwuję ptaszki 🙂
    P.S Wszystkim świętującym dzisiaj wszystkiego najlepszego i pozdrawiam miło bardzo Roses-are-red

    • Alla pisze:

      Hi,hi dzisiaj jest również Dzień Życzliwości Happy-Grin
      Witaj dawno niewidziana Księżniczko Bukiet
      Najlepszego In Love

    • miral59 pisze:

      A ja muszę przyznać, że cały czas mam nadzieję, że Was zarażę, jeśli nie miłością, to chociaż przyjaźnią dla pierzastych Happy To nie jest groźne dla życia i zdrowia, a może pięknie ubarwić nam życie Pleasure
      Za życzenia dziękuję i wzajemnie najlepszego życzę Bukiet

  34. Wiedźma pisze:

    :Valentine-s-Day1: No to – jak Dzień Życzliwości, to dzień dobry w całuski:)

  35. misiek pancerny pisze:

    Dzień dobry życzliwy 🙂 Jak podpis pod anonimem, brakuje tylko „uprzejmie donoszę” 🙂

    • miral59 pisze:

      Dzień dobry Misiaczku Delighted
      Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby dopisać Wink Happy-Grin Tylko o czy by tu donieść? Thinking

      • misiek pancerny pisze:

        Donoszę życzliwie że:

        Po podwórku chodzą kaczki,
        Wszystkie bose nieboraczki,
        A w dodatku nieodziane,
        To są rzeczy niesłychane!

        Choć serdaczek, choć kubraczek
        Mógłby znaleźć się dla kaczek,
        A na nogi – jakieś kapce,
        A na głowy choć po czapce,

        Bo to zima akurat,
        Chwycił mróz i śnieg już spadł…

        Rzyczliwy miłośnik drobiu 🙂
        Happy-Grin

        • miral59 pisze:

          Znam tą piosenkę z dzieciństwa Happy-Grin
          Z Ciebie prawdziwie „rzyczliwy miłośnik…” Overjoy

          • misiek pancerny pisze:

            Nadziergaj Miralko czapeczek i poubieraj kaczuchy 🙂 🙂

            • miral59 pisze:

              W Australii ubierają pingwiny w sweterki, mogę w Ameryce ubierać kaczki Wink Overjoy Tylko kto mi je połapie, żebym mogła ubrać? Ty Misiaku? Wink

              • misiek pancerny pisze:

                Siatka na długim kiju i strój maskujący powinny wystarczyć 🙂 W życiu bym kaczki nie dogonił, kiedyś dla sportu próbowałem łapać kury u kuzyna na wsi, do dzisiaj wszyscy się turlają ze śmiechu na samo wspomnienie, a psiajuchy kury, przecież latać nie potrafiły :))))
                Wink

                • Bożena pisze:

                  To musiał być naprawdę zabawny widok, skoro do dziś rodzinkę rozbawia Overjoy

                • misiek pancerny pisze:

                  Wiesz Bożenko jaki napęd ma łapana kura? Odrzutowy! Popyla w takim tempie po podwórku, że w życiu jej nie dogonisz 🙂 🙂

                • miral59 pisze:

                  Ale środowiskiem kaczki jest woda, a kura należy do ptaków grzebiących, które mają silne nogi. Dlatego i szybciej ucieka. Kaczka na lądzie nie wystartuje tak szybko i na pewno (po drobnym treningu) wyłapiesz je szybciej niż kury Overjoy
                  No i tutejsze kaczki, szczególnie krzyżówki są oswojone i pozwalają podejść do siebie całkiem blisko Wink Masz duże szanse… Delighted

                • miral59 pisze:

                  A z tym łapaniem kur… rolnicy jakoś je łapią na te rosołki Wink Widocznie nie wszystko da się zrobić na siłę i czasami trzeba pomyśleć Wink Overjoy
                  Każdy odrzut da się wyłączyć… ROTFL
                  Może nie próbowałeś takiej metody, jak to się sarny łapie Wink
                  Wkładasz palec w zadek sarnie i zaginasz. Na bank nie ucieknie Wink Overjoy Może na kury też to działa? Thinking

                • misiek pancerny pisze:

                  Może soli im na ogon nasypać? 🙂 Tylko jak dojść na tą odległość? Ja z miasta jestem, kury widziałem dotąd, tylko opalające się na rożnie, nie miałem pojęcia jakie są szybkie i że potrafią kilka metrów polecieć jak odrzutowiec 🙂 🙂

  36. miral59 pisze:

    Życzliwe dzień dobry Happy-Grin

    • Max pisze:

      Życzliwy Dzień i Wieczór proszę dla Wszystkich Wyspiarzy 🙂 Coś musi być na rzeczy z tą zyczliwością , bo dzisiaj co chwila na różny tzw. sprzęt komunikacji społecznej , otrzymuję propozycje abym poświęcił nadawcy tylko chwilkę , a spłyną na mój adres tysiące PLN . Czy to nie jest poczekalnia do Raju ? Po cholerę martwić się o jakąś pracę , kiedy pieniądze same walą do mnie od różnych dobrodziejów ? Czy Szanowni Państwo też doswiadczają tych propozycji, aby odebrać dowolną kwotę pieniędzy ? Może są to zabiegi, aby ograniczyć emigrację ? Tak czy siak ,dzisiaj jestem z życia zadowolony , czego również zyczę Sz. Państwu . Approve

      • Bożena pisze:

        To nie tylko dzisiaj Maxiu takie propozycje do mnie przychodzą. Żyć nie umierać, tylko brać! Ale na fejsie dowiedziałam się, że dzisiaj jest Światowy Dzień Życzliwości i Pozdrowień Happy Może dlatego tak wielu składa Ci dziś te propozycje? Wink

      • miral59 pisze:

        Ale na emigracji jest dokładnie to samo Overjoy Plastikowych kluczyków do samochodu, który niby wygrałam, miałabym sporą kolekcję (gdybym je zbierała). Trafiały się nawet metalowe kluczyki Happy-Grin Tylko jak mogę wygrać, skoro nie brałam udziału w żadnym konkursie Conceited
        Mam też co jakiś czas propozycję pracy. Jak tak ich człowiek posłucha, to przy niewielkim wysiłku zarobisz miliony. Ciekawe czy ktoś im wierzy, bo jakoś nie mogę Wink Widocznie nie chcę zostać milionerką Pleasure

        • Quackie pisze:

          W Polsce parę (?) lat temu była taka akcja, chyba Renault, z kluczykami, które trzeba było dopasować do samochodu w salonie – jak pasował, to się wygrywało ten samochód. Jakoś chyba nikt tego już potem nie powtarzał, albo nieliczni. Wygląda więc, że u nas pomysł nie chwycił.

          A ofert, że można wygrać jakieś krocie, przychodzi codziennie multum – SMSem, mailem, pocztą, telefonicznie też. Jakby tak ludzie wygrywali, to byśmy chyba w Polsce Zimbabwe mieli, bo wszyscy zarabialiby miliony i miliardy.

  37. miral59 pisze:

    Dobrze, że sobota już blisko, bo coś ten wątek robi się za długi Worry i coraz wolniej się ładuje Conceited

  38. Quackie pisze:

    Dzień dobry po południu! Jeszcze nie skończyłem na dzisiaj, bo mi cały czas coś w drogę wchodziło i przeszkadzało… Ale już blisko, poza tym o tej porze niewątpliwie luźniej.

    Dzień życzliwości bardzo mnie się podoba, również w odmianie „życzliwość wobec pierzastych”, tyle że z tych pierzastych za oknem to ja mam głównie mewy (mógłbym odgrzać tekst a propos?), które akurat są bezwzględnymi pierzastymi łobuzami, jak taka porządna mewa hycnie na parapet, to strach podchodzić, bo widać, że to daleki potomek dinozaurów, oczy świdrujące, dziób jak uzbrojenie zaczepno-obronne, i w ogóle jak w filmie „Gdzie jest Nemo”: „Daj! Daj! Daj!”

    Jakby była większa różnorodność, to jakoś by mi było łatwiej się przekonać do pierzastych. Są niby gołębie i czasem, rzadziej, sroki, ale to wszystko miejskie, łapczywe, zdradzieckie i mało wdzięczne. No cóż, jak się mieszka w centrum miasta, to tak się ma 😛 plus szyby ze śladami po ptasich odchodach. By mogły celować w zielone przynajmniej!

    • Tetryk56 pisze:

      Quacku, ciesz się, że byłeś wonczas po właściwej stronie szyby!

      Żył w pewnym sztetlu mądry i znany rabin, słynny z nauk o wdzięczności jaką winniśmy okazywać Bogu za wszystko co nas spotyka. Oczywiście niejeden z jego uczniów w młodzieńczej przekorze kwestionował jego podejście. Gdy kiedyś otoczony uczniami przechadzał się po rynku, zdarzyło się, że napaskudził na niego gołąb. Jeden z przemądrzałych uczniów natychmiast pochwycił okazję:
      – I co teraz powiesz, Rabi? Za co podziękujesz?
      Mądry rabin wzniósł w górę pełne wdzięczności oczy:
      – Dzięki Ci dobry Boże, że krowy w powietrzu nie latają!

      • Quackie pisze:

        Śmiem twierdzić, że w przypadku mew ta różnica nie jest aż taka duża (jak między gołębiem, a krową) 😉

        Swoją drogą ciekawe, od gołębia zdarzyło mi się oberwać bombą, a od mewy – nie. Natomiast okna i samochody całe ubabrane. A już nie daj panie Boże zaparkować na dłużej w pobliżu miejsca, gdzie mewy często latają Crazy

        Na falochronie w porcie siedzi też kormoranów od groma, ale one są dziksze, do miasta nie wlatują, i całe szczęście, jeżeli wziąć pod uwagę wyżej wymieniony aspekt obecności pierzastych w mieście.

        • Bożena pisze:

          Całe szczęście u nas nie ma mew, najwyżej rybitwy. Są też gołębie, sroki i wróble, ale szyb mi nie obsr… nie brudzą Wink

        • misiek pancerny pisze:

          Obawiam się Mistrzu, że istnieją takie różnice, niejednokrotnie widziałem mewy na plaży w stadzie i nie znam nazw, ale jedne są zupełnie maciupkie, wielkości chudego gołębia, a inne wielkości sporego łabędzia, dobre 30-40 cm „wzrostu”, różnica między nimi jest kolosalna 🙂

          • miral59 pisze:

            Na ogół te mniejsze (maciupkie) to rybitwy, a nie mewy. Chociaż małe mewy też są. Najmniejsze mają 38cm „wzrostu” (np. mewa śmieszka), a te największe, jak na przykład mewa siodłata dochodzą nawet do 80cm. Czyli faktycznie kolos. I jakby taka pożyczyła od gołębi książkę o celowaniu w ludzi (to chyba Ukratek mi kiedyś podesłał takie zdjęcie), to trafiony nieciekawie by wyglądał. Prawie jak trafiony przez krowę Wink Overjoy

          • Quackie pisze:

            Nie zrozumieliśmy się, panie pancerny. Chodziło mi o to, że różnica między mewą (tą dużą, wielkości, jak Waść piszesz, sporego łabędzia) a krową jest SPORO mniejsza niż między gołębiem a krową. Stąd ulga, że mi mewa dotąd nie narobiła na głowę 🙂

            • misiek pancerny pisze:

              Taaa… Moja rozumieć Panie Quackie… Siedzą dwie krowy na drzewie i jedzą kasztany. Nagle przelatuje nad nimi stado wektorów liniowo niezależnych. Ze zdziwieniem spoglądają w niebo po czym wracają do jedzenia kasztanów. Po paru godzinach ta sama sytuacja – stado niezależnych liniowo wektorów! Znowu bez reakcji krów. Kiedy pod wieczór sytuacja się powtarza, jedna z nich nie wytrzymuje:
              – Widziałaś? to już dziś trzecie stado niezależnych liniowo wektorów..
              – Taaa… pewnie gdzieś tu maja bazę..

              • Tetryk56 pisze:

                Bardzo brytyjskie! Overjoy

                • misiek pancerny pisze:

                  Siedzi wrona na drzewie, patrzy a tam krowa wspina się na drzewo. Siada obok wrony, zdziwiona wrona się pyta:
                  – Ej, krowa po co wlazłaś na drzewo?
                  – A tak sobie przyszłam wisienek pojeść.
                  – Ale to jest śliwa tu nie ma wisienek!
                  – Nie szkodzi, mam je w słoiczku.

              • Quackie pisze:

                Znałem w wersji „siedzą na kasztanowcu i jedzą śliwki” i nie jestem pewien co do tych wektorów liniowo niezależnych… 😉

  39. Quackie pisze:

    A teraz
    idziemy na jednego

    rowerka

    pokręcić i się spocić

  40. Alla pisze:

    A ja już rzeknę dobranoc, bo mnie dzisiejsze świętowanie mocno zmęczyło, a tu jeszcze dwa dni przede mną Wink
    Dobranoc SzanPaństwu 😀

  41. Quackie pisze:

    A ja żem wrócił, proszę państwa.

    • misiek pancerny pisze:

      W takim razie jajako głupi jasio wśród tubylców, wydelegowany ku chwale, służę Jaśnie Panu Wielmożnemu, swym grzbietem jako podnóżek przy wsiadaniu do auta, na konia, wielbłąda, lub dzikiego kormorana. W razie skreślenia przez Jaśnie Oświeconego 3maną przez niegodnego sługę latarką, zakupioną za grosze od Kitajca, wszystkich propozycji podróży, służę własnym garbem, słowem ręcząc, że Waszego Majestatu po drodze nie uronię ponad normę i wnet świńskim truchtem na miejsce dowiozę.

  42. Bożena pisze:

    Ja na dobranoc zamieszczę dzisiaj coś ptasiego, zgodnie z tematem

    Dobranoc 🙂

    • Quackie pisze:

      Tak jest, zgadzam się, kormorany należy gonić, byle dalej 😀

      • Tetryk56 pisze:

        Ano! Tak wygląda Wysoki Ostrów na jez. Dobskim, czyli słynna Wyspa Kormoranów:

        • Quackie pisze:

          Tak, nad innymi jeziorami też są takie drzewa.

        • miral59 pisze:

          To na tej mojej wyspie, gdzie czasami jeździmy z małżonkiem, więcej ich siedzi na drzewach. Najwyżej siedzą właśnie kormorany, niżej czaple modre, a właściwie już na ziemi czaple białe Happy-Grin I jest tego tam mnóstwo. W dzień jakby trochę mniej, ale za to w powietrzu więcej ich lata. Lubię patrzeć na suszące swoje piórka kormorany. Siedzą wtedy takie rozczapierzone Happy-Grin Miodzio… Delicious

          • Quackie pisze:

            Eee, to te czaple muszą być nieźle brudne, jeżeli siedzą POD kormoranami…

            Worry

            • miral59 pisze:

              Przecież często czyszczą piórka Wink A poza tym, na białym białego nie widać Overjoy Chyba im to odpowiada, skoro mieszkają i nie widać, żeby aż tak się tłukły między sobą… Czaple modre mają bliziutko do kolonii zbudowanej specjalnie dla nich przez ludzi. Ale te z wyspy jakoś się tam nie przenoszą. Widocznie tu im bardziej pasuje. Happy-Grin

  43. Tetryk56 pisze:

    Czy dzisiejszą noc też spędzimy przy świeczce?

    Zasypiam w oczekiwaniu na silniejszą ochronę…
    Dobranoc!

  44. Quackie pisze:

    Weekendowa dobranocka niebarokowa:

    Dzisiaj jeden z pierwszych popularnych utworów z tak dużym udziałem instrumentów elektronicznych – „Telstar” zespołu The Tornados, nagrany z Joe Meekiem w 1962 roku i nazwany na cześć jednego z pierwszych satelitów telekomunikacyjnych (wystrzelonego na orbitę w lipcu 1962).

    Melodię na pewno kojarzycie, ale kto pamiętał co to za utwór? 😉

    Snów kosmicznych!

    • Kneź pisze:

      Oj, miałem to kiedyś na kasecie z Shedowsami – zdarła się na amen!

      • misiek pancerny pisze:

        Dzięki Kneziu 🙂 Spaghetti western zagrał mi w żyłach i oczyma duszy ujrzałem szlachetną twarz Clinta Eastwooda w dodatku pierwszy raz widzę teledysk do Crackerjack, panowie cudnie pląsają w stylu nóżka w lewo, nóżka w prawo 🙂
        Happy-Grin

  45. Kopciuszek pisze:

    Dzień dobry 🙂 Zapraszam piętro wyżej 🙂

Skomentuj misiek pancerny Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[+] Zaazulki ;)