Bernikla kanadyjska.
To bardzo popularne tutaj, duże ptaki. Ich stada w okresie jesiennym, czy wiosennym liczą sobie ponad 100 sztuk. Na lato rozbijają się w pary…
W sumie, to kiedyś myślałam, że gęsi są z rodziny „gęsiatych”, a one są z rodziny kaczkowatych!!! Czyli kacza rodzina jest duża…
U gęsi kanadyjskich nie ma dymorfizmu płciowego. Pani i pan są jednakowe…
Nie wyczytałam tego z internetu, ale niektórzy Amerykanie mówią, że gęsi kanadyjskie z Kanady przylatują do nas na zimę, a te od nas lecą dalej na południe… Sama już nie wiem, czy to jest prawda…
Gęsi pożywiają się głównie na brzegach. Wyskubują trawę, wybierając to co im najbardziej smakuje. Ale czasami mają ochotę na coś „mokrego”, a może po prostu razem z podwodnym zielskiem zjedzą też trochę protein w postaci małych ślimaczków czy innych żyjątek…
Jeszcze jedna ciekawostka. Tutaj te gęsi, to chodzą po drogach jak święte krowy w Indiach. Swoim przemarszem przez jezdnię potrafią wstrzymać ruch nawet dużych ulic, o dużym natężeniu ruchu. Kiedyś próbowałam na te jędze zatrąbić, żeby toto szybciej zabrało swe kupry i dało przejechać. Małpa nie gęś, zatrzymała się prawie na środku drogi i patrzyła z pogardą na „trąbacza”. No bo jak można na taką świętość trąbić!!!! I wcale nie było szybciej, a wręcz przeciwnie… Niektóre dzielnice mają z tymi gąskami całkiem niezły problem. Bo jak im się zwali takie trochę większe stadko, to chodniki są tak zafajdane, że przejść nie ma jak. Nie mówiąc już o trawce w parkach. Bo kto rozłoży kocyk na tych gówniakach…
Mogę jedynie dodać, że bernikla kanadyjska jest hodowana w parkach i ogrodach zoologicznych, z których często ucieka. Również w Polsce… Jest to gatunek bardzo inwazyjny i zagraża naszym, polskim gęsiom. I tak, chociaż starają się ją odławiać, coraz częściej pojawia się w okolicach Gdańska i na Kaszubach…
Jak wyczytałam, gęsi kanadyjskie są bardzo terytorialne i agresywne. W okresie godowym ( i nie tylko) przeganiają inne ptactwo ze swego terytorium. Wyczytałam też, że gdy bernikla obrożna pojawiła się w pobliżu gniazda bernikli kanadyjskiej, po godzinnej walce została utopiona w błocie. Samiec gęsi kanadyjskiej tak długo wpychał głowę bernikli obrożnej w błoto, aż w końcu ją utopił… Czyli całkiem miłe te samce bernikli…
Chciałabym opisać jeszcze jednego ptaka z rodziny kaczkowatych. Niemałym zaskoczeniem dla mnie, była informacja, że łabędź niemy też do tej rodziny należy. No bo gdzie łabędź (ogromny ptak) i kaczka!!!
W zasadzie ten gatunek łabędzia pochodzi z Eurazji. Część populacji zimę spędza w północnej Afryce. Został introdukowany do Ameryki Północnej, Australii i południowej Afryki. Dzięki temu mogę go tutaj spotkać 😀
Są to najcięższe obecnie w Polsce ptaki zdolne do aktywnego lotu. Aby wzbić się w powietrze potrzebują zbiornika wodnego, na którym wykonują kilkudziesięciometrowy rozbieg. Czasami startują też z rozległej, płaskiej powierzchni ziemi lub zamarzniętej tafli jeziora lub rzeki. Wzbijają się w powietrze zawsze pod wiatr, dopiero później zmieniają kierunek lotu. Powoli nabierają wysokości intensywnie pracując skrzydłami. Latają najczęściej około 50 metrów nad ziemią. Podczas lotu słychać głośny świst wolno i majestatycznie machających skrzydeł, spowodowany wibrującymi lotkami. W charakterystyczny sposób wyciągają wtedy szyje. Lądują prawie wyłącznie na powierzchni wody lub ewentualnie, w razie konieczności, na śliskim lodzie. Obserwowano także wielokrotnie stada łabędzi liczące ponad 200 szt. żerujące na ozimych zbożach lub rzepaku.
Pary, które dobierają się już jesienią, z reguły dochowują sobie wierności. Za pomocą obrączkowania wykazano jednak w Polsce zarówno nierzadkie rozpadanie się par, jak i kojarzenie z nowym partnerem po śmierci poprzedniego. Oboje na początku wiosny obierają swoje terytorium, którego samiec gwałtownie broni. Odstrasza intruzów groźną postawą z wyciągniętą głową do tyłu i podniesionymi skrzydłami. W momencie zagrożenia rzuca się naprzód, odbijając się od powierzchni wody obiema łapami. Z tego co kiedyś wyczytałam, łabędź może uderzeniem skrzydła zabić niedużego psa, albo złamać kość udową dorosłemu mężczyźnie. Czyli trzeba z tymi ptakami uważać i starać się ich nie denerwować, szczególnie w okresie lęgowym…
Jaja wysiadywane są przez okres ok. 35 dni głównie przez samicę, podczas gdy samiec z reguły pozostaje w pobliżu broniąc w razie potrzeby gniazda, zastępując samicę na krótkie okresy. Pisklęta są zagniazdownikami, opiekują się nimi zarówno samiec jak i samica. Zdolność do lotu uzyskują po około 4–5 miesiącach. Dwuletnie młode wprawdzie próbują budować już gniazdo, ale dojrzałość osiągają najwcześniej w 3. roku życia.
Dieta łabędzia niemego to pokarm roślinny, ale z dodatkiem małży, ślimaków i larw owadów. Młode w pierwszych dniach życia odżywiają się zbutwiałą roślinnością, którą zdobywa matka. Pokarm często wydobywany jest wprost z dna zbiornika poprzez zanurzenie całego przodu ciała i uniesienie tylnej części ponad wodę. Nieprawidłowa dieta, na przykład bogata w chleb, może powodować anielskie skrzydło (o którym kiedyś pisałam), schorzenie nieuleczalne u dorosłych ptaków.
Ptak ten jest objęty ochroną gatunkową. I bardzo dobrze!!! Bo to duże ptaki i pewnie niejeden by się połakomił na taki obiad…
Trochę mi tych kaczkowatych zostało do opisania, ale to już w następnym odcinku…




Witam na nowym pięterku i zapraszam do oglądania.
Ciekawa jestem, czy też zaskoczyła Was wiadomość, że zarówno gęś, jak i łabędź należą do rodziny kaczkowatych. Ja byłam szczerze zdziwiona, bo myślałam, że są to różne rodziny. Za to ptak, o którym myślałam, że jest kaczką okazał się zupełnie z nią niespokrewniony

Ale obecnie badacze pobierają próbki DNA od różnych gatunków i porównują je ze sobą. I dlatego niektóre gatunki zmieniają rodziny, bo chociaż fizycznie podobne, nie należą do niej
Ale kaczka nigdy nie będzie łabędziem, o!
…ale rodziny się nie wybiera
Wiedźminka ma rację, rodziny się nie wybiera…

Łabędź nigdy nie będzie kaczką, ani kaczka łabędziem. Należą tylko do tej samej rodziny „kaczkowatych”, a to nie to samo co „kaczek”
I jeszcze jedna uwaga. Bernikli obrożnej nigdy nie widziałam na żywo. Tylko na obrazkach. Chociaż to mało dziwne, bo nie zalatuje ona w rejony w których bywam. To ptak arktyczny, który co prawda emigruje na zimę w cieplejsze rejony, ale nie aż tak daleko. Można ją spotkać w północnym USA i Kanadzie, a także w Europie…
Dzień dobry
Oj, jest co czytać i co oglądać… 

Już się zabieram do tego… Dziękuję Mireczko
Dzień dobry, Bożenko
W zasadzie to niczego nowego nie napisałam. Gęsi i łabędzie są w Polsce znane i dość popularne… No, może te kanadyjskie nie aż tak bardzo popularne
Ale łabędzi jest więcej gatunków niż tutaj.
Do Ameryki introdukowali tylko tego niemego. Ciekawe czemu akurat tego, a nie jakiegoś innego, albo nawet kilka gatunków. Czyżby bali się klangoru łabędzie krzykliwego, a łabędź czarnodzioby źle im się kojarzył? 
Lubią spokój?? I niemy śpiew ?? Ci Amerykańcy…
A może dlatego, że ten niemy to jeden z największych
Oni lubią wszystko co duże, wystarczy rozejrzeć się po ulicach
Co jeden Amerykaniec to większy 
Mogę jeszcze dodać, że miałam problemy z wyborem zdjęć gęsi kanadyjskiej. Mam tego ok. setki i to różnych różniastych. Ale gęsi te można tu spotkać dosłownie wszędzie i to o każdej porze roku
A ja mam taki głupi charakterek, że nawet jak wiem, że mam sporo zdjęć jakiegoś ptaka, to i tak cykam nowe 

Z łabędziami jest inaczej. Nie są aż tak powszechne i można je spotkać głównie w parkach, albo w ZOO. Z tym że w ZOO nie są one w klatkach, ale żyją na zasadzie gości. Tak jak ślepowrony, które odlatują na zimę w cieplejsze rejony, a wiosną wracają do ZOO i zakładają gniazda na drzewach. W Lincoln Park ZOO znaleźliśmy z małżonkiem dwie kolonie ślepowronów
Spadam na górę


Oczywiście miłego dnia Wam życząc
Ps. Poczytam Was rano (oczywiście u mnie rano) i w miarę możliwości odpowiem na wszelakie pytania
Dobrego wypoczynku, miłych snów Mireczko
O, są ptaszydła 🙂
Mnie nie tyle przynależność łabędzi zaskoczyła, co ta siła ich skrzydeł 🙂
Kiedyś na kilkudniowym spływie kajakowym zajęły jedno z nielicznych miejsc przy stromym brzegu gdzie dało się wyleźć na brzeg i nie chciały nas przepuscić 😀 A potem próbowały gonić 😀 Choć młode były takie już odrośnięte.
A te gęsi to niezłe ziółka, różnorodność jest piękna, a te się będą szarogęsić, no…
Witaj Bezetko
Więc mieliście walkę z ptakami… To mogło ciekawie wyglądać 
Niestety nie wiem, z własnej perspektywy (podszytej strachem
), to zawsze inaczej wygląda 
A mnie z kolei siła skrzydeł nie zaskoczyła. To duże ptaki i muszą mieć silne skrzydła, żeby latać. Unieść takiego łabędzia nie jest łatwo
Dzieńdoberek
Obejrzawszy i poczytawszy, no i popodziwiawszy śliczne zdjęcia 😀
A tera zasuwam na górkę. Mus, to mus 😉
Miłej, nieuciążliwej pracki, Skowronku
Aaa bardzo dziękuję, Twoje życzenie się spełniło
Witajcie!
Może to samookłamywanie się, ale zawsze dziwi mnie gdy ktoś patrzy na łabędzia jako na posiłek. A w stosunku do ślicznych, różowych prosiaczków nie mam takich zdumień!
Łabędzie dość licznie występują na Mazurach – kiedyś z wieży widokowej patrzyłem na małe jeziorko Łuknajno – ścisły ptasi rezerwat – prawie w całości pokryte bielą łabędziego zgromadzenia. Świst ich skrzydeł jest bardzo charakterystyczny i nie do pomylenia z innymi odgłosami.
Witam 🙂 Czy można patrzeć na łabędzia jako na posiłek? Czy ktoś w ogóle jada to ptactwo? Nie słyszałam o tym.
Ale z różowego prosiaczka wyrasta duża świnia i może nadawać się do konsumpcji…
W Afryce (podobno) jadają łabędzie.
Ponadto w Angli (podobno) jadają je polscy imigranci
Przynajmniej taka krążyła „miejska legenda” na Wyspach Brytyjskich
Niejedna legenda krąży o Polakach w innych krajach…
Inna sprawa, że łabądź to taka „nadmuchana gęś” dużo piór, mało mięsa (bez „ubrania” to straszna chudzina z tego łabędzia).
Osobiście wolę tłustą gąskę z jabłkami niż pierzastego łabędzia na półmisku.
Ja nie mam porównania
Nie jadasz gęsi?
Gęsi tak, ale nie łabędzi 😉
Dzień dobry
Coś o jedzeniu łabędzi ….
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.google.pl/url?sa=t&rct=j&q=&esrc=s&source=web&cd=1&cad=rja&uact=8&ved=0CCAQFjAA&url=http%3A%2Fhome%2Fu194284526%2Fdomains%2Fmadagaskar08.pl%2Fpublic_html%2Farchiwum.wiz.pl%2F2000%2F00071300.asp&ei=m9ZtVMP8FszIsQSO2oLgAw&usg=AFQjCNFE2GKuWla6EMzKt8LFRx0XM_MU2A
Dzień dobry
Czyli dobrze mi się wydawało. Każdego ptaka można zjeść, jak się człowiek przemoże 

Dziękuję Wiedźminko. Ciekawe to było
… niech może Anglicy wezmą nieco na wstrzymanie
z tą cnota 🙂
Nie wiem czy ktoś jada łabędzie, ale na dobrą sprawę, ludzie jedzą różne dziwne (dla nas) zwierzaki. Dla niektórych zjedzenie prosiaka jest obrzydliwe, a nam zjedzenie, na ten przykład, psa jest nie do pomyślenia. To samo jest z ptakami. W Afryce wybijane są nasze bociany, które tam zimują. A nie wyobrażam sobie, żeby w Polsce ktoś mógł tego ptaka przełknąć.
Takich przykładów jest cała masa…
Chętnie bym do takiego ptasiego rezerwatu się wybrała
Wrażenie musiało być niesamowite. Tyle łabędzi w jednym miejscu. Na pewno były też i inne ptaki… Cudności… 
Muszę przyznać, że trochę Ci zazdraszczam, Ukratku
Dzień dobry
Zapraszam na poranną kawę
Kawa zaparzona, teraz można (w miłym towarzystwie) poczytać o „ptaszyskach” 😀
Dawno temu słyszałem o zabójstwie dwojga ludzi przez łabędzicę chroniącą młode. Ojciec z córką podpłynęli kajakiem bardzo blisko; zdenerwowana ptaszyca szarżując wywróciła kajak a potem dziobała w głowy, gdy te wynurzały się spod wody – aż przestały się wynurzać…
Teraz nawet z małymi zazwyczaj śpieszą na spotkanie z ludźmi – może uda się coś użebrać 😉
Tylko wydaje mi się, Ukratku, że śpieszą na spotkanie z ludźmi głównie te parkowe łabędzie. Te które żyją z dala od ludzi nadal są dzikie i nie chcą mieć z nami nic wspólnego
No, może jeszcze na tych jeziorach, gdzie odpoczywa wielu turystów i łabędzie są oswojone…
Kiedy spędzaliśmy wakacje nad jeziorem, codziennie wieczorem, o tej samej porze, podpływała para łabędzi z (dobrze już podrośniętymi) młodymi i żebrała, ale z godnością i bez spoufalania się – próby zbliżenia kontrowane były ostrzegawczym, gardłowym sykiem.
Łabędzie na miejskiej plaży w Gdyni natomiast są tak przyzwyczajone do ludzi, że nie boją się bliskości (aczkolwiek oczywiście pogłaskać się nie dadzą, co to, to nie), ale porobiły się tak bezczelne, że kiedy któremuś z karmiących skończy się żarcie (niestety najczęściej niezdrowe dla ptaków resztki pieczywa), to czasem nie chcą go wypuścić z okrążenia, domagając się natrętnie dalszego ciągu.
Z łabędziami skojarzyły mi się też nadbrzeżne koniki (tarpany czy też koniki polskie) w Popielnie (od strony Bełdan), które podchodziły do cumujących jachtów, podobnie żebrząc o resztki 🙂 na szczęście nie były tak natrętne jak łabędzie.
Koników nad Bełdanami już kilka lat nie widziałem, widuję tylko ich ślady na ścieżkach. Albo jest ich mniej, albo w jakiś sposób oduczono je komitywy, bo niegdyś faktycznie podchodziły całymi stadami. Może zresztą odepchnęła je ogromna rozbudowa portu i stanicy w Popielnie, i wolą żyć dalej od tłumu, dyskotek i samochodów…
A ten port to od strony Bełdan właśnie, czy od Śniardw? Bo ja płynąłem akurat wycieczkowcem przez Bełdany z Rucianego do Mikołajek, jak widzieliśmy je kursujące od jachtu do jachtu.
Stanica jest przy Bełdanach, być może pamiętasz prom przeciągający się na linie w poprzek jeziora? To właśnie dojazd do Popielna… tuż przed wyjściem z Bełdanów na Śniardwy i Mikołajskie. Z pewnością była już wtedy (pamiętam ją z czasów mojej podstawówki!), ale teraz jest nieporównanie tłumniejsza, głośniejsza i większa.
Tak, pamiętam prom. Koniki podchodziły do jachtów przy brzegu od strony zatoczki po południowej stronie promu, tam, gdzie las. Powiadasz, że teraz głośniej tam i ludniej? No cóż, pewnie tak jak większość ludzi właściciele i/lub zarządcy terenu chcą wciąż więcej i więcej… Niestety.
Popielno to Stacja Badawcza Rolnictwa Ekologicznego i Hodowli Zachowawczej Zwierząt. Kiedyś bywali tam „na zesłaniu” naukowcy (ew. z rodzinami) plus garstka zapaleńców eko i żeglarzy. Teraz jest duży port, letnisko edukacyjne, i dyskoteka, którą w porywach na Śniardwach dałoby się słyszeć…

Ee, i naukowcy od środowiska i ekologii nie mieli nic do powiedzenia ws. dyskoteki? Niefajne.
Czyli piszesz o tym samym co ja, Mistrzu Q. Te łabędzie, które są przyzwyczajone do ludzi nie tylko nie uciekają i nie atakują w obronie, ale nawet domagają się jedzonka.
Nie zapomnę, jak swoją mamę zabrałam kiedyś do parku. Na trawniku siedziało wielkie stado gęsi. Zaproponowałam, że może podejdziemy bliżej. Mama nie bardzo chciała, bo nie chciała ich płoszyć. Tylko się śmiałam. Płoszyć?!!! Gęsi kanadyjskie na żerowisku?!!! To nie jest takie proste. Podchodziłyśmy coraz bliżej… mama zwalniała, ale dosłownie ciągnęłam ją za rękę. Byłyśmy może ze dwa kroki od pierwszych gęsi, gdy mamę wmurowało na dobre. Nie mogła uwierzyć, że podeszłyśmy tak bliziutko, a one nic
Fakt, że te co były najbliżej podniosły głowy i popatrzyły na nas, ale po chwili z powrotem zaczęły spokojnie skubać trawę…
Gęsi kanadyjskie mają podobnie. Te, które mieszkają w naszych okolicach na stałe, nie uciekają od ludzi. Możesz chodzić między nimi i nawet nie drygnął. To Ty musisz je omijać, gdy się rozłożą, bo taka z drogi nie zejdzie
O tej porze roku, jesienią, przylatują do nas gęsi kanadyjskie z Kanady. Nie wiem, czy żyją w głębokich lasach i ludzi nie widują… Gdy się podejdzie do nich na kilka metrów, to uciekają w popłochu. Od razu widać, że obce… nie nasze
Ze zwierzakami jest podobnie jak z ptakami. Jeśli ludzie przyzwyczają je, że gdy tylko się pojawią, są dokarmiane, to przychodzą często. Tutaj na wszystkich biwakach piszą ostrzeżenia, żeby nie karmić dzikich zwierzaków. A i tak ludzie to robią. I potem jest tak, jak mieliśmy nad Devil’s Lake, że nie mogliśmy się opędzić od szopów praczy. Siedzieliśmy przy ognisku, a one próbowały dobrać się do naszego jedzonka na stole. I wcale nie uciekały, gdy próbowaliśmy je przegonić. Czuły zapach jedzenia… A co będą się wysilały i polowały, skoro ludzie mają tyle dobrych rzeczy do jedzenia
Następnego wieczora szop był znowu. Chodził dokoła i zaglądał
Do nas nie, bo ja jestem wredna i całe jedzenia tak chowam, żeby nie miały możliwości się dostać. A śmietnik wstawiam do samochodu. Tam się nie dogryzą
Sąsiedzi nauczeni doświadczeniem też pilnowali swego jedzonka i szopowi nie udało się niczego ukraść 


A w tym roku, to szop zwędził naszym sąsiadom na biwaku spory kawał mięcha. Sąsiad co prawda poleciał za nim, ale chyba tylko po to, żeby postraszyć. Nie wierzę, że odebrałby szopowi mięsko i sam to zjadł
Ale na koniki to bym popatrzyła z chętnością. Ciekawe czym się je dokarmia? Przecież kiełbasy czy mięska nie zjedzą! Pieczywem? Bo ziarna też chyba nikt z sobą nie wozi…
Szopy łatwiej dokarmiać, bo są wszystkożerne…
Sikorki też są wszystkożerne
Żrą śmietanę kwaśną, pasztet, skóry z boczku, ser żółty, zwietrzałą kocią karmę, tuńczyka w puszce, wiórki marchewki, groszek konserwowy, boczek „wędzony”
mam wrażenie że i liście róży 
Inne kradną z balkonu służącego czasem za chłodziarkę 🙂 A rozbrajający jest widok takiej małej sikorki ciągnącej kostkę sera większą od niej dwa metry dalej
czerstwy chleb, gęstą grochówkę, surówkę z kapusty… I zaznaczam, że tylko niektóre z tych rzeczy były dla nich przeznaczone
To jakieś dziwne sikorki
Jesteś pewna, że to one? Może ktoś na ich konto się dobiera do Twoich zapasów 
Dobrze, że nie ma tak u ludzi, bo chyba bym zbankrutowała

A poza tym, sikorka potrzebuje dużo pożywienia. Żeby przetrwać musi zjeść dziennie tyle ile sama waży
Ha, chętnie bym pooglądał szopy buszujące w piknikowych koszach.
A co do mięsa, to pamiętam, jak dawno temu byłem na grillu u znajomego, który miał wówczas dwie suki nowofunlandki, tak poczciwych i, pardon, dupowatych psów w życiu nie widziałem. Jedna z nich zwinęła z talerzyka kiełbasę na grilla, a gospodarz to zauważył, ochrzanił ją, trzepnął w tyłek, po czym stanowczo wyjął kiełbasę z pyska i ugrillował. Rzeczona kiełbasa nie została nadgryziona, więc jakoś nikt nie protestował, ale najlepsze, że suka pokornie i bez protestów się z tym pogodziła. A mówią, że psu z pyska jedzenia nie wyjmiesz.
W dawnych i niesłusznych czasach byliśmy zimą na rodzinnym zjeździe na wsi. Zdobyta niemałym trudem szynka, przywieziona z daleka, zniknęła rankiem bez śladu!
Mniej więcej połowa, obgryziona i obśliniona, znalazła się później głęboko w budzie miejscowego psa. Pies dostał po tyłku, a reszta szynki… z bólem ofiarowaliśmy ją innemu, przyjezdnemu psu
Oj, to bolesne wspomnienie
Nooo
Pamiętam jak się czekało przed świętami na taką szynkę od dziadków na wsi…
Gdyby przepadła w psim gardle, to tylko kryl z rybnego by się nam ostał…
Kto miał dziadków na wsi, to miał szynkę. Ja musiałam takie przysmaki w kolejce u rzeźnika wystać. Nikogo przecież nie obchodziło, że mam w domu dwoje małych dzieci i przewlekle chorą szwagierkę. Jeden rok wzięłam się na sposób, wypięłam brzuch i stanęłam „co piąta”. Dostałam piękną, dużą szynkę.
Och, kawa! Znów o niej zapomniałam, a czas najwyższy
O tym wypadku z łabędzicą też słyszałam. Okropne…
Hmmm
Czyli łabędzie to „łobuzy” 😕
Bywają wojownicze.
Hmmm… Krzysiu, a jak byś potraktował faceta, który by ci do domu wjechał ciężarówką?
A „zasady współżycia międzygatunkowego”?
No właśnie – „zasady współżycia międzygatunkowego”


Po co podpływać za blisko? Taka samica może przecież podejrzewać, że chcemy zrobić krzywdę jej dzieciom. Czy nie można popatrzeć z większej odległości? I tych zasad nie łamać?
Człowiek jest dumny, że ma inteligencję. Wydaje mu się, że panuje nad światem. A tym czasem obwinia zwierzaki o swoje błędy…
Oczywiście nie chcę przez to powiedzieć, że temu ojcu i jego córce się to należało i że dobrze się stało. Zginęli zupełnie bez sensu i niepotrzebnie. Trudno jednak obwiniać samicę. Broniła tylko swoich dzieci…
Dziękuję za miłe towarzystwo przy kawie, idę do codzienności…
Dzień dobry. Znów z poślizgiem, ale za to od razu z kawusią.
Przeczytałem całość, jak zwykle b. fajna, nie mówiąc o zdjęciach. Ciekaw jestem, czy na bernikle lezące przez drogę zadziałałby taki gwizdek ultradźwiękowy, montowany pod zderzakiem, żeby odstraszać (ponoć) zwierzynę płową. Inna sprawa, że to działa tylko przy pewnej prędkości.
O jedzeniu łabędzi przez (bezdomnych?) polskich imigrantów na Wyspach słyszałem, ale ponoć to tylko miejski mit, tym bardziej, że Polacy twierdzą, iż to byli rumuńscy imigranci 🙂 a u Brytyjczyków to wywołało potężne oburzenie (niezależnie od tego, czy to prawda, czy nie), ponieważ wszystkie łabędzie w Wielkiej Brytanii z mocy prawa należą do panującego monarchy. Co roku w lipcu odbywa się oficjalne obrączkowanie łabędzi na Tamizie przez specjalnie wyznaczonych „Królewskich Winiarzy” i „Królewskich Farbiarzy”, pływających po rzece skifami.
Brytyjczycy niejedno co złe nam przypisują, może dlatego, że jest nas tam za dużo i zaczynamy im ciążyć w jakiś sposób. Niech się lepiej przyjrzą innym nacjom.
Hehe, moim zdaniem mogliby się najpierw przyjrzeć SOBIE, bo też żadni z nich święci, chociaż oczywiście ponieważ są u siebie, to imigranci są na cenzurowanym. Chociaż łabędzi nie jedzą (nie wiem, czy ktokolwiek je w ogóle de facto jadł) 😉
To masz rację. A jeśli chodzi o jedzenie łabędzi, to też nie słyszałam o takim incydencie. Ale wszystko możliwe, że może kiedyś ktoś z głodu…
Internety twierdzą, że to tylko miejski mit 🙂
Uciekam do pracy…
Odnośnie jedenia łabędzi na Wyspach.

Z tego co wiem, to ichni „Fakt” (chyba „The Sun”, albo jakiś podobny) wymyślił sobie tą informację żeby zwiększyć sprzedaż gazety. Zmyślona informacja poszła w świat i pokutuje do tej pory. Organizacje polonijne składały protesty, ale plotka (zwłaszcza zmyślona) jest bardziej żywotna od wiadomości prawdziwych.
Czytałem kiedyś reportaż o cwaniaczkach, którzy miastowemu jako gęś (oskubaną) sprzedali bociana. Oceny wyczynu ze strony społeczności wiejskiej brzmiały na ogół tak:
– Że miastowy kupił, to śmieszne… ale że to bocian, to żal..
„Miastowi” są głupi, ale chyba nie aż tak…

Myślę, że to jest podobne do innej „miejskiej legendy” o tym, że ktoś kupił u „Ruskich” małego niedźwiedzia jako psiego szczeniaka.
DzieńDobry :)) Przypomniałaś mi Mirelko, znakomitą powieść Freda Bodswortha „Odmieniec”. Bernikla jest tam jedną z głównych bohaterek. Polecam :))
Dzień dobry 🙂 Wyczytałem właśnie, ze bernikla to duży ptak, ciekawi mnie jak duży? 🙂 🙂

Nie jestem fachowcem, ale oceniam, że w zależności od kucharza, ptak jest duży na 4 do 6 porcji
Dzień dobry

Według cioci Wiki:
Długość ciała ok. 45–110 cm
Rozpiętość skrzydeł do 190 cm
Masa ok. 2,0–6,5 kg
Czyli, jak widzisz całkiem spory ten ptaszek. Szczególnie ten 6,5 kilogramowy. Jak na 4 porcje, to chyba trochę za dużo
Nie znasz mojego apetytu
Fakt, nie znam Twojego apetytu
Tylko kilogram na głowę… Chociaż nie… jak się odejmie piórka i kosteczki, to może z połowa zostanie 
Wielkie ptaszysko jednym słowem, coś jak łabądek 🙂 🙂
Dzień dobry
Dobry 😀 wieczór 😀
Dobry wieczór! Skąd dochodzi? Znad jezior, czy raczej z morskich okolic?
Aaa pobudka!! Mistrzu Q!! Bo to znad morza, zatem należy posłuchać

Chciałabym napisać, że znad Zielonego stawu, który jest w parku niedaleko mego miejsca zamieszkania, ale niestety, nic z tego, bo od dawna już tam żaden nie chce rodziny założyć
Daaawno temu pływała, ciesząc oczy, ładna dostojna parka.
Pobudka, pobudka… Trza było głośniej krzyczeć!
Wróciłam do domu i weszłam na Wyspę, żeby się pożegnać.
Dobrej nocy życzę
Dobranoc!
Śnieg z deszczem dzisiaj w nocy? Naprawdę? No to czas na dobranockę (i hajda pod kordełkę).
Francuski lutnista i kompozytor Nicolas Vallet był protestantem (hugenotem), w związku z czym musiał na pewnym etapie życia uciekać z Francji, jak wielu jego braci w wierze – do Niderlandów, a konkretnie do Amsterdamu, gdzie grał oraz uczył muzyki i tańca.
Jako jeden z ostatnich kompozytorów tworzył dzieła na dziesięciostrunową lutnię renesansową (w baroku dodano kolejne struny i zmieniono nieco jej budowę). Stworzył m.in. muzykę do „Psalmów dawidowych” i cykl utworów pod wspólną nazwą „Le Secret des Muses” (oczywiście „Sekret Muz”).
Dzisiaj na Wyspie dwa z nich, spokojne i metodyczne w swoim toku. No i podobnie jak niejeden prezentowany tu utwór nie skojarzyły mi się wcale z barokiem, dużo bardziej z nowoczesną muzyką poważną (niekoniecznie od razu jakąś atonalną czy dodekafoniczną).
Snów spokojnie rozkołysanych, jak przyjazne morze.
Dobranoc
W oczekiwaniu na magiczną lampkę zapalam na razie cokolwiek, żeby nas ciemność nie przygniatała…

Dobranoc!
Ha. Bo też nie sama lampka rozjaśnia ciemności, ale i osoba Zapalającej!
Dzień dobry
Nareszcie piątek 
Dzień dobry Poranna Pani
Witaj Skowronku
Dzień dobry
Piąteczek z Czajkowskim?? Na dobry początek dnia, może być??
Oczywiście, że może
Jak łabędzie…
No i jak o łabędziach bez p.Jerzego?? Ech, Senatorze…
No to przy tak pięknej muzyce, będzie smakować kawka.
Już zaparzam
Kawę, to ja zaparzę jak rano (u mnie) wstanę

Teraz już trochę za późno
Ja już mam na dnie

Taka jestem szybka
Szybka? Czyli córka szklarza

Nieee, górnika
Dzień dobry

Dołączam się do kawy 😀
Dzień dobry, Panie Krzyś 😀 z ostatnim łykiem…
Dobry
A tak w ogóle, to dzień dobry

Chociaż u mnie noc ciemna
Czekoladkę przed nocą, Mireczko?
Za czekoladki dziękuję, chociaż jestem na diecie
NIeeee częstuj łakomczucha!! Bo przed snem nie można słodyczy!! Się Mirelce pięknie na bioderkach odłożą
Do bioderek Mirelki niewiele już chyba można dołożyć
A jeśli ktoś się uprze, to wyjdzie z tego trzydrzwiowa gdańska szafa z lustrem
i z wszelakimi dodatkami 
Aaa Ty spać kochana nie możesz??? Która tam u Ciebie na tarczy
Witaj 😀
U mnie dokładnie 12:58
Prawie jak pomyłka, tylko 1,5 godziny 
Ale że rozmawiałam z Bożenką…
Do łóżka!! Natychmiast!!
Zara
Jeszcze nie nie nagadałam 
1,5 godziny, to za drugim razem. Zaczęłyśmy ciemną nocką (u mnie).
No faktycznie, nie wzięłam pod uwagę, że nam internet zakończył rozmowę przed czasem i musiałyśmy zacząć od nowa
Ano nie mogę
Małżonek śpi już od dawna, a ja jeszcze buszuję 

U mnie już po pierwszej w nocy
Więc idź też do łóżeczka, dobranoc.
A co Wy mnie tak do tego łóżeczka gonicie?!!! Macie jakąś umowę podpisaną z moim małżonkiem, czy co?

A ja teraz idę coś wszamać, bo byś mnie na śmierć zagłodziła
No to smacznego
jestem ostatnią osobą, która by kogoś mogła zagłodzić
Tak jak nie znoszę gotowania, tak uwielbiam karmić
I to bez znaczenia, ludzi, ptaki czy zwierzątka

Wy naprawdę prowadziłyście konwersację przez całą noc?
Macie kondycję!
U kogo całą noc, a u kogo wieczorek
Weź pod uwagę, że różnica czasowa, to 7 godzin… Bożenka wstaje wcześnie rano, a ja chodzę późno spać… Wnioski nasuwają się same 

Może jeszcze gdybym nie była taką gadułą…
O łabędziach… Wiernych… Autor(???)
Delikatne i czułe
zakochane po wsze czasy
nic ich miłości zniszczyć nie zdoła
żadne fochy ani grymasy
wytrwają w uczuciu przez lata całe
płynąc ku sobie a czasem obok siebie
uczą nas zapatrzenia wytrwale
uczą jak kochać
cierpliwie
z radością
stale…
Ładny, prawda??
Prawda
Chociaż tej prawdy w nim niewiele 
Prawda!! Łabędzie są wierne! Bywa, że przez całe życie jednej partnerce! Jak u ludzi. Bywa
To chyba nie doczytałyście tego co napisałam. Według badań (obrączki i DNA) łabędzia wierność to mit. Nie tylko gdy jeden z nich zginie, szukają innej pary, ale czasami się „rozwodzą”, czyli pomimo, że partner żyje szukają innego
To jaka to wierność? A poza tym, według badań DNA zdarza się, że w gnieździe są małe od kilku samców. Czyli pani łabędzica „skoczyła na bok”
Dokładnie jak u ludzi… czasami facet nie wie czyje dzieci chowa 
Niewiele? Łabędzie są chyba znane z wierności?
A wierszyk też ładny
Odpowiem Asnykiem [we fragmencie, coby nie zanudzać] 🙂 🙂
Łabędzi słyszałem śpiew.
Było to letnim wieczorem:
Przy bladym świetle miesiąca,
W pośrodku płaczących drzew,
Ponad przejrzystym jeziorem,
Stała wybładła i drżąca,
Łabędzi zawodząc śpiew.
Na cichej powierzchni fal
Łabędzie pieśni słuchały,
Myśląc, że jeden z ich grona
Przedśmiertny wylewa żal,
Gdyż ona, jak łabędź biały,
Co z pieśnią, zraniony, kona,
Śpiewała wśród cichych fal.
Dziś dla niej ostatni dzień,
W którym do śnieżnych słuchaczy
Swobodnie przemawiać może
Wśród serca gwałtownych drżeń,
I głosem śpiewnej rozpaczy
Płynąć po modrym jeziorze,
Żegnając ostatni dzień.
Gdyż jutro wykopią grób
Dziewiczej życia piosence,
Pogrzebią sen ideału:
Jutro nastąpi jej ślub,
I zwiążą na zawsze ręce…
A to jest mój ulubiony wiersz p. Adama A
Między nami nic nie było!
Żadnych zwierzeń, wyznań żadnych,
Nic nas z sobą nie łączyło
Prócz wiosennych marzeń zdradnych;
Prócz tych woni, barw i blasków
Unoszących się w przestrzeni,
Prócz szumiących śpiewem lasków
I tej świeżej łąk zieleni;
Prócz tych kaskad i potoków
Zraszających każdy parów,
Prócz girlandy tęcz, obłoków,
Prócz natury słodkich czarów;
Prócz tych wspólnych, jasnych zdrojów,
Z których serce zachwyt piło,
Prócz pierwiosnków i powojów
Między nami nic nie było!
Oby do wiosny Misiaczku!!!
Bo marzenia to jest to najlepsze! I nie skrzeczy!
Ja mam takich kilka Skowronku, oczywiście tych bardziej chmurnych:)
Wszystko skończone już pomiędzy nami!
I sny o szczęściu pierzchły bezpowrotnie.
Wziąłem już rozbrat z tęsknotą i łzami
I żyć, i umrzeć potrafię samotnie.
Dziś nic z mych piersi skargi nie dobędzie,
Nic jej nie przejmie zachwytem lub trwogą,
Nie wyda dźwięku rozbite narzędzie,
Pęknięte struny zadrżeć już nie mogą.
Nie ma boleści, co by mnie trwożyła,
Bo dzisiaj nawet w własny ból nie wierzę.
Ogniowa próba dla mnie się skończyła
I do cierpiących więcej nie należę.
I żadne szczęście ziemskie mnie nie zwabi,
Żebym się po nie miał schylić ku ziemi…
I żaden zawód sił mych nie osłabi –
Przebytą męką panuję nad niemi.
Światowych uczuć nicość i obłuda
Już mnie nie porwie swym chwilowym szałem.
Przestałem wierzyć w te fałszywe cuda,
Więc i zwątpieniu ulegać przestałem.
Z całego tłumu zmyślonych aniołów,
Połyskujących tęczą swoich skrzydeł.
Została tylko szara garść popiołów
I wiotkie nici porwanych już idei.
Dziś jeden tylko duch mi towarzyszy,
Co rezygnacji nosi ziemskie miano,
On wszystkie burze na zawsze uciszy
I da mi zbroję w ogniu hartowaną.
W tej zbroi – przejdę przez świat obojętnie,
Surowe prawdy życia mierząc wzrokiem,
Ani się gniewem kiedy roznamiętnię,
Ani się ugnę przed losu wyrokiem.
Patrząc się z dala na kłamliwe rzesze,
Na ich zabiegi o błyskotki próżne,
Kamieniem na nie rzucić nie pośpieszę
I pobłażania jeszcze dam jałmużnę.
Niech się więc kończy owa sztuka ładna,
Co się zwie życiem, w cieniu cichej nocy,
Bo żadna rozpacz i nadzieja żadna
Nad moim sercem nie ma już dziś mocy!
A tak w ogóle, to chyba jestem podekscytowana. Dziś małżonek trenując pilota (to jego codzienne ulubione zajęcie), trafił na program, w którym przeprowadzali testy na samochody pod względem bezpieczeństwa. Okazuje się, że mój van – Toyota Sienna, to najbezpieczniejszy z vanów w USA. Po nim jest Odyssey Hondy, czyli samochód Doroty, zaprzyjaźnionej osoby
Potem cała masa różnych marek i na końcu trzy najgorsze: Nissan, Chevrolet i Dodge Caravan. Oczywiście w kategorii minivanów
Cieszę się, że moje szczęście ślubne wybrało ten właśnie model 
Bo ta marka w ogóle cieszy się opinią bezpiecznej, a także bezawaryjnej. W ostatnim raporcie niemieckiej organizacji TUV dotyczącym bezawaryjności samochodów w każdej kategorii wiekowej w czołówce są samochody Toyoty.
Dlatego kupujemy tylko Toyoty. Małżonek ma Corollę, a ja Siennę. Córka wiele lat temu wyłamała się z rodzinnej tradycji i kupiła sobie Forda. Na naprawy wydała tyle, że mogłaby sobie kupić nowy u dealera. W końcu się wkurzyła i kupiła „japońca”. Przynajmniej ma spokój
Jeździ, a nie tylko ciągle naprawia.
A ja miałam Toyotę Camry, super auto było… I się deczko zajeździło
Mazdy też są niezłe. Przynajmniej moje spisywały się b. dobrze 😀
No to do (?) z Jasminkowym popotem
I mnie się oczki coraz bardziej kleją
Chyba pójdę już spać
Miłego dnia życzę 
Dobranoc Mireczko
Już wstałam i zaraz polecę po ziarenka dla ptaszków, bo mi się skończyły. Biedulki zaglądają w okna i czekają, a ja nie mam co im dać. Nie nakarmię ich przecież niezdrowym pieczywem!!!
Witajcie!
Dziś mnie pracka dopadła z samego rana i nawet z zasypiającą Miralką się nie przywitałem, w wszyscy już po kawie…
Ja jeszcze kończę 😀
Właśnie skończyłem kawę i wracam do pracy 🙁
Miłego dnia…
To już piątek!
Witaj
Miralką się nie przejmuj, bo i tak witamy się zwykle rano. To znaczy u mnie rano
A pracka od samego piątkowego rana to nic miłego. Mam nadzieję, że już po i zaczynasz miły weekend 
Już prawie po!
Każda praca wygląda najgorzej, póki się jej nie zacznie
A potem to już jej tylko ubywa i jest coraz lepiej
Oby Ci się skończyła jak najprędzej, żebyś mógł sobie poświętować bez obciążeń i nie ukradkiem 
Dzień dobry. Coraz ciężej mi się wstaje rano, a potem jak biały Królik: „Królik szeptał do siebie: >>O rety, o rety, na pewno się spóźnię<<" Kawa łyknięta na szybko i zaraz do pracy! Ale za chwilę...
Za późno kładziesz się spać lub za wcześnie wstajesz

Osiem godzin snu, to jest to co skowronki lubią najbardziej
Skowronki może to lubią, ale Miralki by chyba sobie boki odleżały, gdyby miały tak długo spać. 5-6 godzin to w zupełności wystarczy
Śpię dłużej tylko wtedy gdy jestem chora. To i nawet 8 godzin bywa za mało. Ale to ekstremalne sytuacje 
Gdy mnie cosik dopadnie, to i 20 godzin prześpię 😀
Ja też tak potrafię, ale tylko gdy mam grypę, albo ropną anginę.

Potrafię tak dwie doby przespać, ale po tym spaniu wstaję jak nowonarodzona 
Jak to się ze mnie wtedy śmieją, śpię 25 godzin na dobę
Wstaję tylko żeby się napić czegoś, zapalić i skorzystać z łazienki. I znowu w trapatuny
Dzień dobry


Kaczkowate są cudne
Muszę się przyznać, że trochę się zaraziłam od Miralki i częściej niż dotychczas obserwuję ptaszki 🙂
P.S Wszystkim świętującym dzisiaj wszystkiego najlepszego i pozdrawiam miło bardzo
Hi,hi dzisiaj jest również Dzień Życzliwości


Witaj dawno niewidziana Księżniczko
Najlepszego
…. i pozdrowień


Dzięki piękne Skowroneczku i odwzajemniam
Dla Wszystkich niewitanych jeszcze
A ja muszę przyznać, że cały czas mam nadzieję, że Was zarażę, jeśli nie miłością, to chociaż przyjaźnią dla pierzastych
To nie jest groźne dla życia i zdrowia, a może pięknie ubarwić nam życie 

Za życzenia dziękuję i wzajemnie najlepszego życzę
:Valentine-s-Day1: No to – jak Dzień Życzliwości, to dzień dobry w całuski:)
Jak całuski to całuski!


A możebyśmy tak Rok Życzliwości zadekretowali?
Witaj Ukratku
Jestem jak najbardziej za 
Ja też jestem za

W sumie życzliwość powinno się wpisać do życia na stałe, a nie tylko okazjonalnie
Oooo, zapomniałam o całuskach


Niech będzie jak najbardziej całuśnie
Otóż to. Dzień życzliwości powinien być codziennie przez cały rok.
Dzień dobry życzliwy 🙂 Jak podpis pod anonimem, brakuje tylko „uprzejmie donoszę” 🙂
Dzień dobry Misiaczku
Tylko o czy by tu donieść? 
Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby dopisać
Donoszę życzliwie że:
Po podwórku chodzą kaczki,
Wszystkie bose nieboraczki,
A w dodatku nieodziane,
To są rzeczy niesłychane!
Choć serdaczek, choć kubraczek
Mógłby znaleźć się dla kaczek,
A na nogi – jakieś kapce,
A na głowy choć po czapce,
Bo to zima akurat,
Chwycił mróz i śnieg już spadł…
Rzyczliwy miłośnik drobiu 🙂

Znam tą piosenkę z dzieciństwa

Z Ciebie prawdziwie „rzyczliwy miłośnik…”
Nadziergaj Miralko czapeczek i poubieraj kaczuchy 🙂 🙂
W Australii ubierają pingwiny w sweterki, mogę w Ameryce ubierać kaczki
Tylko kto mi je połapie, żebym mogła ubrać? Ty Misiaku? 
Siatka na długim kiju i strój maskujący powinny wystarczyć 🙂 W życiu bym kaczki nie dogonił, kiedyś dla sportu próbowałem łapać kury u kuzyna na wsi, do dzisiaj wszyscy się turlają ze śmiechu na samo wspomnienie, a psiajuchy kury, przecież latać nie potrafiły :))))

To musiał być naprawdę zabawny widok, skoro do dziś rodzinkę rozbawia
Wiesz Bożenko jaki napęd ma łapana kura? Odrzutowy! Popyla w takim tempie po podwórku, że w życiu jej nie dogonisz 🙂 🙂
Ale środowiskiem kaczki jest woda, a kura należy do ptaków grzebiących, które mają silne nogi. Dlatego i szybciej ucieka. Kaczka na lądzie nie wystartuje tak szybko i na pewno (po drobnym treningu) wyłapiesz je szybciej niż kury
Masz duże szanse… 
No i tutejsze kaczki, szczególnie krzyżówki są oswojone i pozwalają podejść do siebie całkiem blisko
A z tym łapaniem kur… rolnicy jakoś je łapią na te rosołki
Widocznie nie wszystko da się zrobić na siłę i czasami trzeba pomyśleć



Może na kury też to działa? 
Każdy odrzut da się wyłączyć…
Może nie próbowałeś takiej metody, jak to się sarny łapie
Wkładasz palec w zadek sarnie i zaginasz. Na bank nie ucieknie
Może soli im na ogon nasypać? 🙂 Tylko jak dojść na tą odległość? Ja z miasta jestem, kury widziałem dotąd, tylko opalające się na rożnie, nie miałem pojęcia jakie są szybkie i że potrafią kilka metrów polecieć jak odrzutowiec 🙂 🙂
Życzliwe dzień dobry
Życzliwy Dzień i Wieczór proszę dla Wszystkich Wyspiarzy 🙂 Coś musi być na rzeczy z tą zyczliwością , bo dzisiaj co chwila na różny tzw. sprzęt komunikacji społecznej , otrzymuję propozycje abym poświęcił nadawcy tylko chwilkę , a spłyną na mój adres tysiące PLN . Czy to nie jest poczekalnia do Raju ? Po cholerę martwić się o jakąś pracę , kiedy pieniądze same walą do mnie od różnych dobrodziejów ? Czy Szanowni Państwo też doswiadczają tych propozycji, aby odebrać dowolną kwotę pieniędzy ? Może są to zabiegi, aby ograniczyć emigrację ? Tak czy siak ,dzisiaj jestem z życia zadowolony , czego również zyczę Sz. Państwu .
To nie tylko dzisiaj Maxiu takie propozycje do mnie przychodzą. Żyć nie umierać, tylko brać! Ale na fejsie dowiedziałam się, że dzisiaj jest Światowy Dzień Życzliwości i Pozdrowień
Może dlatego tak wielu składa Ci dziś te propozycje? 
Domyślam się , ze jest to jakaś akcja , ale jakimś Światowym swięcie dowiaduję się od Ciebie . Widocznie muszę więcej czasu poswięcić na sprawy światowe …….
Też się niedawno dowiedziałam
Ale na emigracji jest dokładnie to samo
Plastikowych kluczyków do samochodu, który niby wygrałam, miałabym sporą kolekcję (gdybym je zbierała). Trafiały się nawet metalowe kluczyki
Tylko jak mogę wygrać, skoro nie brałam udziału w żadnym konkursie 
Widocznie nie chcę zostać milionerką 
Mam też co jakiś czas propozycję pracy. Jak tak ich człowiek posłucha, to przy niewielkim wysiłku zarobisz miliony. Ciekawe czy ktoś im wierzy, bo jakoś nie mogę
W Polsce parę (?) lat temu była taka akcja, chyba Renault, z kluczykami, które trzeba było dopasować do samochodu w salonie – jak pasował, to się wygrywało ten samochód. Jakoś chyba nikt tego już potem nie powtarzał, albo nieliczni. Wygląda więc, że u nas pomysł nie chwycił.
A ofert, że można wygrać jakieś krocie, przychodzi codziennie multum – SMSem, mailem, pocztą, telefonicznie też. Jakby tak ludzie wygrywali, to byśmy chyba w Polsce Zimbabwe mieli, bo wszyscy zarabialiby miliony i miliardy.
Hmmm… Zimbabwe, powiadasz? Jako symbol dobrobytu?
W tym przypadku raczej inflacji 😛
Dobrze, że sobota już blisko, bo coś ten wątek robi się za długi
i coraz wolniej się ładuje 
Jeszcze trochę, ale dłuższe bywały. Tyle, że wycieraczka była mniejsza.
Dzień dobry po południu! Jeszcze nie skończyłem na dzisiaj, bo mi cały czas coś w drogę wchodziło i przeszkadzało… Ale już blisko, poza tym o tej porze niewątpliwie luźniej.
Dzień życzliwości bardzo mnie się podoba, również w odmianie „życzliwość wobec pierzastych”, tyle że z tych pierzastych za oknem to ja mam głównie mewy (mógłbym odgrzać tekst a propos?), które akurat są bezwzględnymi pierzastymi łobuzami, jak taka porządna mewa hycnie na parapet, to strach podchodzić, bo widać, że to daleki potomek dinozaurów, oczy świdrujące, dziób jak uzbrojenie zaczepno-obronne, i w ogóle jak w filmie „Gdzie jest Nemo”: „Daj! Daj! Daj!”
Jakby była większa różnorodność, to jakoś by mi było łatwiej się przekonać do pierzastych. Są niby gołębie i czasem, rzadziej, sroki, ale to wszystko miejskie, łapczywe, zdradzieckie i mało wdzięczne. No cóż, jak się mieszka w centrum miasta, to tak się ma 😛 plus szyby ze śladami po ptasich odchodach. By mogły celować w zielone przynajmniej!
Quacku, ciesz się, że byłeś wonczas po właściwej stronie szyby!
Żył w pewnym sztetlu mądry i znany rabin, słynny z nauk o wdzięczności jaką winniśmy okazywać Bogu za wszystko co nas spotyka. Oczywiście niejeden z jego uczniów w młodzieńczej przekorze kwestionował jego podejście. Gdy kiedyś otoczony uczniami przechadzał się po rynku, zdarzyło się, że napaskudził na niego gołąb. Jeden z przemądrzałych uczniów natychmiast pochwycił okazję:
– I co teraz powiesz, Rabi? Za co podziękujesz?
Mądry rabin wzniósł w górę pełne wdzięczności oczy:
– Dzięki Ci dobry Boże, że krowy w powietrzu nie latają!
Śmiem twierdzić, że w przypadku mew ta różnica nie jest aż taka duża (jak między gołębiem, a krową) 😉
Swoją drogą ciekawe, od gołębia zdarzyło mi się oberwać bombą, a od mewy – nie. Natomiast okna i samochody całe ubabrane. A już nie daj panie Boże zaparkować na dłużej w pobliżu miejsca, gdzie mewy często latają
Na falochronie w porcie siedzi też kormoranów od groma, ale one są dziksze, do miasta nie wlatują, i całe szczęście, jeżeli wziąć pod uwagę wyżej wymieniony aspekt obecności pierzastych w mieście.
Całe szczęście u nas nie ma mew, najwyżej rybitwy. Są też gołębie, sroki i wróble, ale szyb mi nie obsr… nie brudzą
Krowy też nie latają. Wiem, bo byłem
Obawiam się Mistrzu, że istnieją takie różnice, niejednokrotnie widziałem mewy na plaży w stadzie i nie znam nazw, ale jedne są zupełnie maciupkie, wielkości chudego gołębia, a inne wielkości sporego łabędzia, dobre 30-40 cm „wzrostu”, różnica między nimi jest kolosalna 🙂
Na ogół te mniejsze (maciupkie) to rybitwy, a nie mewy. Chociaż małe mewy też są. Najmniejsze mają 38cm „wzrostu” (np. mewa śmieszka), a te największe, jak na przykład mewa siodłata dochodzą nawet do 80cm. Czyli faktycznie kolos. I jakby taka pożyczyła od gołębi książkę o celowaniu w ludzi (to chyba Ukratek mi kiedyś podesłał takie zdjęcie), to trafiony nieciekawie by wyglądał. Prawie jak trafiony przez krowę

Nie zrozumieliśmy się, panie pancerny. Chodziło mi o to, że różnica między mewą (tą dużą, wielkości, jak Waść piszesz, sporego łabędzia) a krową jest SPORO mniejsza niż między gołębiem a krową. Stąd ulga, że mi mewa dotąd nie narobiła na głowę 🙂
Taaa… Moja rozumieć Panie Quackie… Siedzą dwie krowy na drzewie i jedzą kasztany. Nagle przelatuje nad nimi stado wektorów liniowo niezależnych. Ze zdziwieniem spoglądają w niebo po czym wracają do jedzenia kasztanów. Po paru godzinach ta sama sytuacja – stado niezależnych liniowo wektorów! Znowu bez reakcji krów. Kiedy pod wieczór sytuacja się powtarza, jedna z nich nie wytrzymuje:
– Widziałaś? to już dziś trzecie stado niezależnych liniowo wektorów..
– Taaa… pewnie gdzieś tu maja bazę..
Bardzo brytyjskie!
Siedzi wrona na drzewie, patrzy a tam krowa wspina się na drzewo. Siada obok wrony, zdziwiona wrona się pyta:
– Ej, krowa po co wlazłaś na drzewo?
– A tak sobie przyszłam wisienek pojeść.
– Ale to jest śliwa tu nie ma wisienek!
– Nie szkodzi, mam je w słoiczku.
Znałem w wersji „siedzą na kasztanowcu i jedzą śliwki” i nie jestem pewien co do tych wektorów liniowo niezależnych… 😉
Bo to dowcip studentów uczelni technicznych, abstrakcyjny nieco…
A teraz
idziemy na jednego
rowerka
pokręcić i się spocić
A ja już rzeknę dobranoc, bo mnie dzisiejsze świętowanie mocno zmęczyło, a tu jeszcze dwa dni przede mną
Dobranoc SzanPaństwu 😀
A ja żem wrócił, proszę państwa.
W takim razie jajako głupi jasio wśród tubylców, wydelegowany ku chwale, służę Jaśnie Panu Wielmożnemu, swym grzbietem jako podnóżek przy wsiadaniu do auta, na konia, wielbłąda, lub dzikiego kormorana. W razie skreślenia przez Jaśnie Oświeconego 3maną przez niegodnego sługę latarką, zakupioną za grosze od Kitajca, wszystkich propozycji podróży, służę własnym garbem, słowem ręcząc, że Waszego Majestatu po drodze nie uronię ponad normę i wnet świńskim truchtem na miejsce dowiozę.
Ej, misiek, no co ty! Weź mi się nie pchaj pod nogi, tylko przybij żółwika i idziemy na browca, mesje
Żółwik 🙂

Ja na dobranoc zamieszczę dzisiaj coś ptasiego, zgodnie z tematem
Dobranoc 🙂
Tak jest, zgadzam się, kormorany należy gonić, byle dalej 😀
Ano! Tak wygląda Wysoki Ostrów na jez. Dobskim, czyli słynna Wyspa Kormoranów:

Tak, nad innymi jeziorami też są takie drzewa.
To na tej mojej wyspie, gdzie czasami jeździmy z małżonkiem, więcej ich siedzi na drzewach. Najwyżej siedzą właśnie kormorany, niżej czaple modre, a właściwie już na ziemi czaple białe
I jest tego tam mnóstwo. W dzień jakby trochę mniej, ale za to w powietrzu więcej ich lata. Lubię patrzeć na suszące swoje piórka kormorany. Siedzą wtedy takie rozczapierzone
Miodzio… 
Eee, to te czaple muszą być nieźle brudne, jeżeli siedzą POD kormoranami…
Przecież często czyszczą piórka
A poza tym, na białym białego nie widać
Chyba im to odpowiada, skoro mieszkają i nie widać, żeby aż tak się tłukły między sobą… Czaple modre mają bliziutko do kolonii zbudowanej specjalnie dla nich przez ludzi. Ale te z wyspy jakoś się tam nie przenoszą. Widocznie tu im bardziej pasuje. 
Czy dzisiejszą noc też spędzimy przy świeczce?

Zasypiam w oczekiwaniu na silniejszą ochronę…
Dobranoc!
Weekendowa dobranocka niebarokowa:
Dzisiaj jeden z pierwszych popularnych utworów z tak dużym udziałem instrumentów elektronicznych – „Telstar” zespołu The Tornados, nagrany z Joe Meekiem w 1962 roku i nazwany na cześć jednego z pierwszych satelitów telekomunikacyjnych (wystrzelonego na orbitę w lipcu 1962).
Melodię na pewno kojarzycie, ale kto pamiętał co to za utwór? 😉
Snów kosmicznych!
Oj, miałem to kiedyś na kasecie z Shedowsami – zdarła się na amen!
Dzięki Kneziu 🙂 Spaghetti western zagrał mi w żyłach i oczyma duszy ujrzałem szlachetną twarz Clinta Eastwooda w dodatku pierwszy raz widzę teledysk do Crackerjack, panowie cudnie pląsają w stylu nóżka w lewo, nóżka w prawo 🙂

To taki „kazaczok” w wersji amerykańskiej
I tak dobrze, że nie próbowali „zbójnickiego” 😀
Dałem to co było na kasecie, a teledysk wybrałem najstarszy jak się dało.
To może jeszcze na dobranoc Katy Kruell? W zasadzie to do kawy dla większości?
Do kawy
Do branoc
Dzień dobry 🙂 Zapraszam piętro wyżej 🙂