Filiżanka kawy… Pierwsza potrzeba wielu osób na początek dnia…
Rzadko, podczas porannej kawy przychodzi nam refleksja skąd się ona wzięła. Pierwsza myśl – oczywiście Brazylia. Pamiętam, że w czasach młodości zawsze miałem wielki „dysonans poznawczy”. Bowiem: kawa = Brazylia a kawiarnie = Kulczycki (pobicie Turków pod Wiedniem)… Ale skąd na Boga Turcy mieli kawę skoro kawa=Brazylia?
Dopiero niedawno odkryłem ze zdziwieniem, że kawa pochodzi z Afryki a dokładnie z Etiopii.
Etiopia !
Dwie rzeczy, które dała Etiopia światu to: kawa i Rastafarianie! Przy czym udział Etiopii w powstaniu tych ostatnich jest lekko naciągany gdyż Bob Marley, największy propagator ideologii rasta nie pochodził z Etiopii.
Z kolei kawa jest wynalazkiem wyłącznie etiopskim i tamże „uprawia się” najlepszą kawę na świecie.
Bez przesady można powiedzieć, że Etiopia żyje z kawy. Jest to podstawowy napój mieszkańców, podstawowy produkt eksportowy, podstawowe źródło dochodu mieszkańców… tak wygląda etiopska kawa sidamo
Skąd pochodzi kawa?
Prowincja Keffa leżąca na terenach Etiopii uważana jest za praojczyznę kawy. Rosną tam najlepsze gatunki kawy, do tej pory zbierane tradycyjną metodą (jak przed tysiącem lat). Co ciekawe, pomimo, że Etiopia ma ok. 10% udziału w światowej produkcji kawy, to bardzo trudno ją kupić poza tym krajem.
Ma to związek z położeniem geopolitycznym Etiopii. Kawa jest eksportowana z Etiopii, jednak dostawy idące na północ są „na pniu” wykupywane przez kupców sudańskich, którzy (podobnie jak Etiopczycy) uważają, że kawa z Etiopii jest najlepsza. Dlatego dalej na północ – do Egiptu już nic nie dociera. Z kolei dostawy idące na wschód są napadane i grabione przez piratów somalijskich
Karawany idące na zachód giną w dżunglach Konga a idące na południe przepadają w górach Kenii. Innymi słowy Etiopia ma gorsze położenie geopolityczne niż Polska (co akurat jest niewielką pociechą zarówno dla nas jak i dla Etiopczyków).
Historia kawy
W swojej ojczyźnie pierwszych zorganizowanych upraw doczekała się kawa na początku naszej ery, około 2000 lat temu, jednak w stanie dzikim porastała wzgórza Etiopii od niepamiętnych czasów. Nie wiadomo dokładnie, kiedy zaczęto ją przygotowywać jako napój ani w jakich okolicznościach. Tę lukę w wiedzy na temat kawy wypełnia legenda:
Był sobie pastuch kóz imieniem Kaldi.
Obserwując swoje zwierzęta
zauważył, że za każdym razem, gdy pasą się na wzgórzach, wracają o wiele bardziej ożywione , 
niż gdy skubią trawę na położonych w dolinach i spalonych słońcem pastwiskach . 
Postanowił zbadać tę zagadkę i odkrył, że przebywając w wyżej położonych rejonach kozy zjadają liście i owoce rosnących tam drzewek. Sam postanowił spróbować tych kusząco czerwonych, okrągłych małych owoców
i bardzo mu posmakowały, a poza tym rzeczywiście podziałały nań bardzo ożywczo. Podzielił się swoim odkryciem z pewnym mnichem, który, również zaciekawiony działaniem owych owoców, zabrał ich trochę do klasztoru
tam próbował przyrządzać je na różne sposoby – gotując, warząc, fermentując i prażąc. W efekcie tych prób powstał nowy, pity na gorąco, napój. Został on ogólnie zaakceptowany, gdy okazało się, że umożliwia mnichom długie nocne czuwanie na modlitwach. 
Inna legenda mówi nie o jednym, ale o trzech pastuszkach. Ich imiona miały dać nazwę dla kolejno pitych filiżanek kawy (o parzeniu kawy w Etiopii w następnym odcinku).
Jak to było naprawdę, tego już dzisiaj nikt nie wie, ale przecież legendy mają więcej uroku, niż suche fakty, więc nikogo to raczej nie martwi.
ciąg dalszy nastąpi
Krzysztof z Gdańska







Zgodnie z obietnicą umieszczam materiał na temat pochodzenia kawy.
W momencie zbierania materiałów do artykułu okazało się, że jest tego więcej niż przypuszczałem…
Dlatego podzieliłem materiał na kilka odcinków
Życzę przyjemnej lektury
To naprawdę interesujące. Zawsze myślałam, że kawa pochodzi z Brazylii.
Legendy też ciekawe 
Z tego co słyszałam, w każdej legendzie jest jakaś odrobina prawdy… W niektórych jest jej sporo


A może w Brazylii kawa rosła niezależnie od Etiopii? Nasiona różnych roślin były (i są) przenoszone w ptasich żołądkach z kontynentu na kontynent… z kraju do kraju…
Ale mam nadzieję, że dowiemy się tego z kolejnych odcinków opowieści Krzysia
To się nazywa debiut!

Do twarzy ci z pomponikem!
Dziękuję
Starałem się jak mogłem
A przy okazji, moje próby, żeby okiełznać word pressa nadawałyby się na osobne opowiadanie
Ale gapa ze mnie zapomniałam Ci pogratulować tak udanego debiutu, Krzysztofie…

Moje gratulacje
Dziękuję
Na temat tego „kiełznania” word pressa też mogłabym coś niecoś dołożyć
Pociesza mnie tylko, że nie ja jedna mam z tym problemy. W grupce zawsze jakoś raźniej 
Pamiętasz, jak nasz Rumak wierzgał???
Oj!!!
Uroczo

Wierzgał i podskakiwał
A do tego teksty!!!
Też można było z nich zrobić świetną wycieraczkę… 

Niooo.. Ależ mi Go brakuje
Moje gratulacje
Debiut faktycznie udany


I jakże pouczający. Okazuje się, że pijemy i nie wiemy tak na prawdę co
Dziękuję. Miło mi, że się spodobało

Krzysztofie – chapeau bas ! że tak z francuska wyrażę Ci uznanie i podziękowanie
A przy okazji : skoro będą następne odcinki, to może zamiast ” nieprzypisane” stworzysz nową kategorię ?
Listę istniejących kategorii znajdziesz, rozwijając z boku wstęgę w bloku „Kategorie”. Jeśli uznasz, że potrzebna jest jeszcze inna, dodaj ją albo zgłoś.
Merci beaucoup Wiedźminko
Wiedźminko, Tetryku, z tworzeniem kategorii poczekajmy do trzeciego odcinka (na razie mam materiał na drugi i zarys – w głowie – na trzeci). Obiecuję, że wtedy…
A na co tu czekać? Mogą to być np. „opowieści, rozważania” albo „okolicznościowe”, albo od razu dołożę „Kawa u KzG”
Co ty na to?
Hmmm
Sam nie wiem…
Może dać tytuł „Kawa i inne napoje” Jak rozumiem, każdy będzie tam wtedy dokładał „napojowe” opowieści…
„Opowieści, rozważania” też mogłyby być ale to chyba zbyt szeroki zakres…

Pozwoliłem sobie zatem wpisać kategorię „Kawa i inne…”, a także przypisać jako ikonę wpisu obrazek z ziarnami kawy sidamo.
(co to są ikony wpisu, zobaczysz gdy wejdziesz na główną stronę; warto je stosować bo ładnie wyróżniają wpisy. Do następnych w cyklu możesz stosować tą samą, lub inne – wedle woli 😉 )
Widziałem
Pasuje do tematu
Pobudzona tematem zrobiłam sobie jeszcze jedną kawę, tym razem „deptaną”, czyli fusiastą

), to mam czas na wypicie drugiej. Mam nadzieję, że ciśnienie za wysoko mi nie skoczy 
Dzisiaj jadę do pracy później (ale i później wrócę
A kawa podnosi ciśnienie???? 😉 Jeśli tak, to na mnie na pewno nie działa 😀 Piję, bo lubię
Kiedyś też na mnie nie działała i mogłam jej siorbać ile chcąc. Teraz nie mogę. Rączki zaczynają mi się trząsać jak przy delirce i ciśnionko skacze (tętno jeszcze bardziej) i zasypiam na stojąco. A samochód prowadzę siedząc, więc zasypiam jeszcze szybciej
Już mi lekarz dawno temu mówił, że mam nietypowe objawy nadczynności tarczycy, to pewnie i przy kawie podobnie
Taki ze mnie jakiś „odwrotek” 
Bo u mnie podwyższone ciśnienie działa usypiająco, a jak spada, to robię się pobudzona
Debiutu, w rzeczy samej, winszuję i ja. Co się zasię meritum tyczy, to miałbym tu ja pewnych prostowań, aliści nie chcąc szyków mięszać w zamiarze nieznanem, poczekam z tem do odcinków kolejnych…:) Póki co bym jeno względem rzekomego Kulczyckiego się chciał wypowiedzieć pierwszeństwa, bo choć jest to powszechne w Polszcze mniemanie, że to rodakowi naszemu Kulczyckiemu po wiktoryi wiedeńskiej powszechności kawy i kawiarń zawdzięczamy, to rzecz jest, niestety od prawdy daleką… Ano…żal rodaka chwały pozbawiać, aleć na długo przed nim Olędrowie tak się do kaffy wzwyczaili, że aby nie nadto drogo od Turków kupywać, sami plantacyi na Ceylonie poczynili (1658). Angielczykom ta chwała kawiarni najpirwszej, bo przy Oxfordzie odemknionej przez Żydowina jednego mianem Jakub już w 1650, a do dwóch lat takoż i w Londinium. We Francyjej kaffy poznali późno, między inszemi za sprawą przyjęć czynionych przez posła otomańskiego Mustafę Anno Domini 1699, aleć i tam już w dwa lata później kawiarnia stała. Nawet za oceanem, w Bostonie (1670) kafehauzu otwarto przed wiedeńskiem przybytkiem Kulczyckiego… :((
Kłaniam nisko:)
Wielkie dzięki mości Wachmistrzu za fachowe uwagi.

Kilka wątków w swoim tekście potraktowałem mocno skrótowo, m.in. wątek Kulczyckiego. Umieściłem go w tekście wyłącznie żeby pokazać tok rozumowania: Kawa=Brazylia vers Kawiarnie=Kulczycki=Turcy. Zwłaszcza, że naprawdę byłem (do niedawna) przekonany, że kawa w stanie naturalnym pochodzi z Ameryki(Brazylia, Karaiby). Stąd takie uproszczenie.
Wyznam zresztą (ze skruchą), że jeden z wątków świadomie „podrasowałem” (nie powiem który, żeby nie popsuć zabawy poszukiwawczej)
Kłaniam nisko
I proszę, się ma sny prorocze!


Miałam sen, że Krzysztof przyjął zaproszenie, i że dzisiejszego ranka zadebiutował wpisem 😀 Co prawda nie był to temat kawy, ale to przecież tylko sen…
Publikowany po godz. 13 zatem spokojnie można lampkę szampana legalnie wypić na powitanie nowego Wyspiarza
Witamy w…. wyspiarskiej rodzince.pl
Oczywiście z radością przyłączam się do tych powitań i wznoszę lampkę szampama
A winnyśmy pić… kawę
ale o tej porze?? Nie bardzo smakuje, prawda? 😀
Niekoniecznie szampanem (bo nie mam, chociaż lubię)

Grzechem byłoby nie odpowiedzieć na toast

Chociaż o tej porze kawy już pić nie musimy 😀
Jak smakują owocki, skoro podchodzą kozom i pastuszkom od pierwszego podejścia? 🙂
Ziarenka z torebki nie wydają się specjalnie… łapiące za podniebienie
Spróbuj posmakować zaschniętej i przypalonej rodzynki…
Tylko te kozy nie jadły palonej kawy, a prosto z krzaka. To zasadnicza różnica. Pewnie Krzysio nam to dokładnie opisze. Z tego co wiem, owoce kawy najpierw muszą sfermentować, potem oddziela się miękkie części (te które uległy fermentacji) i dopiero czyste ziarenka poddaje się procesowi palenia… Nie znam się na tym, tylko coś tam kiedyś o tym czytałam… a dokładkę dawno temu, więc mogłam pokręcić
Pamiętam też, że jest kilka gatunków. Niektóre owocki mają po dwa ziarenka, a inne tylko po jednym. Ale które są lepsze, to już nie pamiętam… ta moja skleroza 
Nie wiem czy coś takiego jest w Polsce, ale tutaj można kupić ziarenka kawy w czekoladzie. I to jest do jedzenia, a nie do zaparzania
Lubię czekoladę, ale ta kawa… wolę jak jest zmielona i zaparzona 
Niektórzy się tym zachwycają, ale muszę przyznać… mnie to za bardzo nie smakuje
na porannych niewyraźnych:
iiii, na… romantycznie
Piotr Salata pięknie śpiewa o kofeinie. 😀
Bezetko jesteś rewelacyjna!
O takiej właśnie muzyce marzyłem dla uzupełnienia tematu „kawowego”

Dobry wieczór! Przyłączam się do gratulacji – mnie osobiście oprócz tekstu ujęły ilustracje do historii o pastuszku i kozach 🙂 🙂 😀
Zgadzam się z Tobą, ilustracje świetne. Pięknie ubarwiły cały tekst.
Starałem się jak mogłem
Świetnie to Ci wyszło
To było piękne, choć kawy serdecznie nie znoszę, no chyba że z 5 łyżkami cukru na niewielką filiżankę i zagrychą z ciasta, ale podróż komiks był w dychę Krzysztofie z Gdańska 🙂

Ps.Kto Go skróci, bo Krzysztof z Gdańska, co prawda brzmi dumnie, ale jest nudny i kobylasty [nick ofkoz] 🙂
Ps.Ps. Dobry wieczór 🙂
Jest Miś, może być i Krzyś
O nie! „Krzyś” zahacza o moje klimaty, im bardziej zaglądałem w Krzysztofa, tym bardziej tam Krzysia nie było 🙂 Już za samą trawestację tego tekstu dostałbym w ucho drzewiej, to musi być coś poważnego 🙂 🙂 🙂
Moja ukochana tak do mnie mówi


Ale czy zgodzi się na takie publiczne zdrabnianie?
Zapytaj Ukochanej
Nie mam śmiałości

Ale zbiorę się w sobie i zapytam (za jakiś czas)
Jeżu kolczasty!!!

Nieśmiały ten Krzysztof…
Nie ma odwagi przy Ukochanej 
Możesz Misiaczku pić z łyżeczką miodu, a nawet dwoma łyżeczkami
A mogę bez kawy, te łyżeczki miodu? 🙂 🙂
Cały antałek. Nawet. Naraz. Jeśli tylko uda Ci się wtranżolić

Nie uda się 🙁 Zawsze w połowie mniej więcej, zostaje mi brutalnie odebrany

Biedny Misio, może powinieneś brać większy antałek, to zanim połowę Ci zabiorą, zjesz więcej
Z większym trudniej się schować Mirelko 🙂

Pisałeś, żeś wielki, to może zasłoń się plecami w ciemnym kącie
W ciemnym kącie najłatwiej mnie wypatrzyć 🙂 🙂
Gdy pierwszy raz pojechałem (autostopem) do Włoch, kierowca, który mnie podwoził zaprosił mnie na kawę. Wtedy pierwszy raz w życiu piłem włoskie espresso, które mój gospodarz posłodził dwoma łyżeczkami cukru.


Zrozumiałem wtedy co znaczy powiedzenie „kawa czarna jak noc i słodka jak grzech”
Odtąd zawsze tak piję espresso
To ja nietypowo, gorzka ale zabielana
Picie kawy wynika z doświadczeń osobistych.

Jako młody chłopak pijałem (częstowano mnie) kawą sypaną, gorzką i mocną
Przez lata pijałem sypaną, rozpuszczalną, rozpuszczalną z mlekiem, kawę z ekspresu by po latach wrócić do tej pierwszej – sypanej, gorzkiej (wyjątkiem jest espresso oraz kawa z „kawiarki” ale to jest temat na osobną historię)
Krzysztofie, a my korzystamy z gotowych kapsułek (Nespresso, nie Tchibo ani Dolce Gusto, z tego, co mi wiadomo, nie ma w nich chemii, tylko kawa) – miałeś styczność? Bo mnie smakuje chyba najbardziej z kaw „nie-sypanych”, i nie rozpuszczalnych.
Jak opisałem powyżej wróciłem do źródeł. Obecnie pijam tylko kawę sypaną (arabicę) bez cukru i bez mleka. Nie planuję zmienić przyzwyczajeń. Dwa wyjątki, które stosuję to espresso z dużą ilością cukru oraz kawa z kawiarki – też z cukrem. Wyjątki wynikają z moich doświadczeń życiowych – o espresso pisałem, o kawie z kawiarki (pewnie) jeszcze napiszę
😀
„Chłopcy Anansiego” fiu fiu, nie wiedziałem, że jeszcze ktoś to czytał poza mną, szacun KzG 🙂 🙂
Ps. A i tak wolę herbatę 🙂
Z herbat (suszonych liści) najchętniej pijam Yerba mate,
ale ten napój można pić wyłącznie w towarzystwie bliskich osób 
Hmm? Ten bosonogi polski cowboy, chłepcze ją solo w ilościach przemysłowych, co prawda jest solidnie walnięty w rozum, ale to chyba nie jest wina braku partnerki do herbatki. 🙂
Nie mówmy o celebrytach (pajacach). Ostatnio na blogu Leszka i Piotra napisałem co o nim myślę
Nie nauczysz się jak pić yerba mate obserwując tego „pana”.
Mnie picia yerba mate uczył pewien powstaniec warszawski, który po II wojnie światowej wyjechał do Argentyny. Historia jego życia może być zresztą tematem osobnej opowieści (przygodowej)
Salut senor Ignacio!
Ja tego bosonogiego nazywam „kałboj”, bo to mi do niego bardziej pasuje
Może i ciekawie opowiada (nie miałam okazji posłuchać), ale go po prostu nie trawię i jak zobaczyłam w telewizoni, to od razu zmieniałam kanał 
Ten powstaniec brzmi smakowicie, sam mam powstańców w najbliższej rodzinie, niestety obecnie w stanie wiecznego spoczynku, ale uwielbiam takie opowieści i będę wiernie kibicował Panu Ignacemu 🙂 🙂
Moja córka też ją piła. Nawet mi kiedyś tłumaczyła jak się ją parzy, ale i tak nie pamiętam
Nie chce jej się używać czajnika. To łatwiejszy sposób 
Córka pracowała w sklepie z ziołami i herbatami. Zanim przystąpiła do pracy musiała opanować sposoby parzenia, działanie pojedynczych i mieszanek ziół. Przeszła całe szkolenie. Nie pijam herbaty, więc słuchałam jednym uchem. Tak bardziej grzecznościowo… Coś mi tam tłumaczyła, że niektórych herbat nie powinno się zalewać wrzątkiem, bo coś tam tracą i prawdziwy znawca od razu wyczuje różnicę… Jak się dowiedziała, że moja znajoma – Holly robi sobie herbatę w mikrofalówce, to zatkała uszy. Nie chciała słuchać, bo mówiła, że jej się od tego niedobrze robi i że to profanacja. Bo Holly wstawia wodę w dużym pojemniku do mikrofalówki, zagotuje, potem wrzuca do tego kilka torebek z herbatą i gotuje znowu
A moja córka jest typową herbaciarą. Kawy nie pije w ogóle…
Yerba mate zalewa się wodą o temp. ok. 60 oC (Argentyńczycy nalewają trochę wody z czajnika na palec, jak na palcu nie pojawia się bąbel to znaczy, że woda jest w sam raz)

A mate pije się z tykwy za pomocą „bombilla”(fajka z dziurkami). Należy ją pić wspólnie (z jednej tykwy, używając jednej bombilla).
Dlatego picie mate jest dość intymne, nie z każdym chciałoby się ją pić.
Nie pamiętam już jak ona to opowiadała. Wyjechała do Colorado ponad 7 lat temu (jak ten czas leci!)… A w tej herbaciarni pracowała bodajże na rok przed wyjazdem (to znaczy zakończyła tam pracę w tym czasie). A że nie słuchałam zbyt uważnie…
Bo to nie był tylko sklep, ale i herbaciarnia, gdzie można było wypić herbatkę czy ziółka. Co kto wolał… Chociaż chyba nie mieli herbaty w saszetkach, a tylko taką „sypaną”, na wagę.
Ten sklep nazywał się „Teavana Tea” i był (chyba nadal jest) w Northbrook (to takie przedmieście Chicago). Jak już pisałam, herbaty w zasadzie nie pijam, a że to dość daleko od nas, to i nie jeżdżę do tego sklepu…
„jeszcze ktoś to czytał poza mną”
Jakby to nie była Wyspa, powiedziałbym: No wypraszam sobie!!!
😉
Zapomniałem się, a nawet zadufałem się w sobie Mistrzu, mea culpa, tradycyjnie nie wytarłem pancernych buciorów wchodząc na Wyspę i nie bacząc z kim tańczę, zatańczyłem solo w nadziei, że wreszcie będę nietypowy, niepowtarzalny, jednorazowy i oryginalny, tuż za KzG, na pudle i pudło.

Nie chcę Ci Misiaczku kadzić, ale… to chyba nie tylko moje zdanie… Jesteś nietypowy, niepowtarzalny, jednorazowy (w sensie pozytywnym) i oryginalny i na pewno na pudle
Nie chcę osądzać przed, czy za KzG, bo każdy z Was tworzy coś zupełnie innego i niepowtarzalnego… Innych nie wymienię, bo gdybym kogoś niechcący pominęła, byłoby mi przykro 
Na 100/% zaliczasz się do naszej czołówki Autorów
Mirelko Droga
Quackiemu chodziło o moje stwierdzenie bezpodstawne, że nikt poza mną i Krisem nie przeczytał „Chłopców [chłopaków raczej] Anansiego”, z której to książki był cytat o kawie czarnej jak noc… Do tego pojechałem tekstem z mojego ulubionego zespołu Paktofonika, dalej szło to tak:
„Przeważnie, zachowuję się poważnie
Przeważnie, nikogo nie drażnię
Przeważnie, słucham rad uważnie
Przeważnie, nie czuję się odważnie
Przeważnie, widać to po mnie wyraźnie
Otoczenie nie działa na mnie zakaźnie
Poprzez wyobraźnię kreuję własne ja..”
Poza tym kadź mi do woli, jestem łasy na słodycze 🙂 🙂 🙂
To ja dzisiaj wcześniej dobranocnę.
W poszukiwaniu kolejnego kompozytora udamy się na południe… Daleko na południe, jeszcze niżej niż włoski but. Czyli na Sycylię. Tam właśnie mieszkał Bernardo Storace, wicedyrektor orkiestry ufundowanej przez senat miasta Messyna. Mieszkał na Sycylii, a publikował w Wenecji, toteż badacze podejrzewają, że pochodził tak naprawdę z północy Włoch.
Komponował głównie na instrumenty klawiszowe – klawesyn i organy, a w swoich dziełach zainteresowany był – podobnie jak Mistrz Jan Sebastian – wariacjami.
Dzisiaj na Wyspie – jego aria sopra, „wspaniała aria”, oparta na temacie spagnoletty, hiszpańskiego tańca. Posłuchajcie: nie wiem, jak Wy, ale ja słyszę w tych organowych pasażach lekkość, jakiej mimo najszczerszych chęci nie osiągała większość niemieckich mistrzów klawiatury. Czyżby dodawało jej południowe słońce?
Snów sycylijskich, z wyłączeniem mafijnych 😉
To jest to… i sycylijskie 22°C o tej porze 😀
Bellissimo!
Podejrzewam, że niemieccy mistrzowie organów
raczej nie zabierali się do ognistej spagnoletty:)
bo tez ta aria wdzięczna jest bardzo 🙂
Dobranoc kochani i do … wiadomo 😀
Śpijcie spokojnie, ja jeszcze z godzinkę poserfuję…
Nie forsuj się Bożenko aby 🙂 🙂
Bez obaw, nie dam się 😆 😆
Bożenko!!! Teraz się mówi „smerfować w sieci”, nie wiedziałaś o tym? Czy zapomniałaś?

No i na mnie czas powiedzieć dobranoc
Wszyscy poszli już spać, to i ja się oddalę… Wrócę do swoich ptasich zdjęć, bo znowu mi się tego cała paleta nazbierała. Nikt tego za mnie nie zrobi…
Jeszcze ja zostałem

Muszę napisać materiał do gazety osiedlowej i chcę go wysłać do drukarni przed świtem. Jeśli to zrobię, skład komputerowy zacznie składanie rano, następnie wyśle do naświetlania ok południa i do 14.00 drukarz dostanie naświetloną blachę do druku…
Innymi słowy jak przygotuję materiał to (być może) jutro po południu będzie już gazeta
Wszyscy pozasypiali?
No cóż… Swoje zrobiłem, materiały do drukarni wysłałem, przy okazji wysłałem jakąś mailową odpowiedź do „ważnej” pani urzędniczki, która „molestowała” mnie abym poprawił deklaracje statystyczne
Chyba więc na mnie też pora do łóżeczka…
Dzisiaj włączyłem ogrzewanie, więc nareszcie będzie ciepło o poranku
Dobranoc
Dobranoc….. a chodzi za mną nazywanie Cię Kolumbem ….:)
Tyż piknie, Wiedźminko
A dlaczego Kolumbem Wiedźminko?
Najbardziej chyba znany Krzysztof…
Najbardziej znanym Krzysztofem był ten siłacz, który przenosił Zbawiciela przez rzekę (Christophoro znaczy niosący Chrystusa). Wprawdzie to tylko legenda, ale bardzo miła
Ten co to jest patronem kierowców?? 😀
W końcu jeden z pierwszych odnotowanych transportowców!
Ja nie śpię, u mnie jeszcze wcześnie. To na pewno nie jest pora na spanie
Wyszłam z Wyspy i nawet nie zauważyłam, że jesteś…
Czasami czułam się jak archeolog, który ma odszyfrować hieroglify
Nie wiem kto wymyślił, że tylko lekarze bazgrzą jak kura pazurem 
Ciężko początkowo to szło, ale jak się dobrze postarać… ma się tylko ciąg literek, które trzeba przenieść na klawiaturę… i tak to szło 
A potem to było podobnie jak u Ciebie… Z tych moich dyskietek, po korekcie, szło to do „łamania druku”(czy jakoś tak to się nazywało) i do drukarni. Nie wiem czy ta gazeta jeszcze wychodzi w Białymstoku. O ile mnie pamięć nie myli, to były „Kontakty”…
Przepraszam
Kiedyś przepisywałam teksty do gazety. Dawno to było… Dziennikarze pisali ręcznie, lub na maszynie do pisania (i te były lepsze do przepisywania, bo wyraźniejsze), a ja dostawałam te kartki i karteluszki i wpisywałam na kompa. Ależ to była marudna robota
Początkowo swędziały mnie pazurki, żeby im poprawiać błędy, ale małżonek mi zabronił, a to w zasadzie była jego praca na zlecenie… Potem nauczyłam się przepisywać nie czytając ze zrozumieniem
Nie zapomnę jak przeczytałam kiedyś o „stolicy metropolii” i myślałam, że się przewrócę. Od razu zaczęłam współczuć korektorowi, bo on takie błędy musiał wyłapać i nie mógł, jak ja, po prostu przepisać
I znowu, takie proste stwierdzenie obudziło we mnie wspomnienia…
Dobrze, że to komputer, a nie maszyna do pisania… zawsze można poprawić co się napisało. 
Trochę się wściekłam, bo ostatecznie nie robiłam tego w czynie społecznym!!! Oboje z mężem pracowaliśmy w budżetówce, a wiadomo jakie to były pieniądze… a dwójka dzieci w wieku szkolnym w domu… Chyba nie muszę tłumaczyć jak nam było ciężko. Małżonek nie umie się kłócić, co jest pozytywne w małżeństwie, ale nie, jeśli chodzi o sprawy finansowe… Po kolejnej rozmowie z facetem powiedział mi, że gościo kończy budowę domu i brakuje mu kasy… no bo jeszcze trzeba ten dom wyposażyć… Następnym razem wybrałam się do faceta razem z małżonkiem. Zachowałam się kulturalnie i z godnościom osobistom
Ale od tamtej pory jak facet zalegał z wypłatą, to małżonek mówił mu, że „małżonka się niepokoi”
O dziwo działało
Krótko mówiąc, robiłam za straszaka 
Najczęściej dostawaliśmy te teksty „na wczoraj” i trzeba było dobrze się sprężać, żeby zdążyć to wszystko przepisać. Małżonek pracował w łączności kolejowej i czasami musiał jechać w teren na cały dzień. Wtedy cała ta mozolna robota spadała na mnie. Pracowałam w szpitalu na zmiany, więc miałam sporo wolnego. Bo i przed nockami i po… Zamiast spać – pisałam. Śmiałam się, że jestem „małą pisarczką” z Białegostoku (no bo przecież nie pisarczyk i nie z Florencji!!!)
Na początku klawiatura była czarną magią. Zanim znalazłam literkę, upływało sporo czasu. Pisanie szło mi bardzo opornie. Ale jak się pisze godzinami, to się zapamiętuje gdzie co jest i idzie to coraz szybciej
Nie wiem też kim był facet, który nam te teksty dawał, ani jaką pełnił funkcję w tej gazecie. Wiem tylko, że po 1,5 miesiąca jeszcze nam za to pisanie nie zapłacił
Zanim zapalę lampkę – przyznać muszę, że mam wielką frajdę czytając Wyspiarskie rozmówki….
Ja też

Pisząc z zapałem na Wyspie musiałam zrobić sobie przerwę (i to niejedną), bo żesz przecież tak długo przy kompie nie wysiedzę
Wyszłam na dymka i zobaczyłam skunksa (czyli nic nowego). Popatrzył na mnie, pozastanawiał się kilka sekund i zniknął za rogiem domu. Jak to ciekawska baba, polazłam na ten róg… tuż za nim stał skunks, może pół metra ode mnie
Znowu niepewny co ma robić (chyba samiec
)… Patrzyliśmy na siebie przez kilka chwil… nie wytrzymałam pierwsza. No bo jak tak na siebie patrzeć bez słowa
Powiedziałam mu :”Hej skunsik, jak się masz?” Świnia nie skunks, zawrócił bez słowa, poleciał w moje kwiatowe grządki i zniknął pod płotem
Normalnie źle wychowany!!! Jeszcze nie tak dawno byłabym wystraszona, ale po tylu spotkaniach się uspokoiłam i przestałam się bać 

A skunksy są śliczne!!!
P.s. Jestem zdziwiona, że przyszedł do nas tak wcześnie!!! Było jeszcze przed 19!!! Fakt, że już zaczyna się robić ciemno… Szkoda, że nie miałam ze sobą aparatu
Powoli się zaprzyjaźnicie i będzie ci dzięcioły z ręki wyjadał!

Może nie tylko dzięcioły? Ostatecznie nie mam ich w zapasie. Był tylko jeden

Ale sobie popisałam!!! Dopiero teraz widać, jaka ze mnie gaduła
Bożenka coś wie na ten temat, bo czasami „usycha” z głodu (bo nie jadła śniadania), a ja jeszcze nawijam
Dopiero jak mi powie „idź już spać”, to mnie trochę otrzeźwi 
No bo też nasze rozmowy trwaaaaaaają, nawet i 4 godziny
O, witam nowego wyspiarza! Co prawda późno, albo może wcześnie, ale z przyjemnością poczytałem i z ciekawością poczekam na kolejne części. 🙂

Krzysztof z Gdańska to rzeczywiście brzmi nieco długawo. Babę ze wsi jakoś zgrabnie się nam udało przechrzcić na Bezetke, to i tu pewnie się uda coś zmiksować?
Ja jak przecieram zapuchnięte oczęta, to po omacku dopełzam do czajnika, nastawiam wodę i nasypuję do półlitrowego kubasa dobrą przygarść kawy, a drugą do mniejszego, tak circa z 0.35 litra. Potem tuptam przy ścianie do łazienki i toalety, potem znowu do łazienki, potem do komputerka, gdzie macam mysz i wzbudzam prądy w komputerku, macam okulary na monitorze i rzucam okiem na rozmazane kontury Kneziowiska. Potem zaczyna przeraźliwie gwizdać czajnik, więc po ścianie idę zalać obie kawy. Wracam ostrożnie z obydwoma kubasami i stawiam na stole, a sam opadam przed monitor. Wyraźniejszy w oczach obraz pozwala na sprawdzenie czy wszystko jest na swoim miejscu, przejrzenie nowych tekstów, o ile są, komentarzy, sprawdzenie spamu i oczekujących, wygonienie botów i uruchomienie facebooka. W międzyczasie słodzę i mieszam kawy – jeżeli się nie pomylę, to większa słodzikiem a mniejsza cukrem – mieszam i zaczynam z lubością siorbać. Od tego momentu z legowiska podrywa się nasza zębata strażniczka i zaczyna liczyć mi kawy – umie liczyć do dwóch – jedna kawa, dwie kawy, spacer! A na razie wpatruje się hipnotycznie kiedy skończę pierwszą.
Teraz czas na dalsze czynności, czyli zajrzenie na zaprzyjaźnione blogi. Zanim do nich dojdę to zaczepiam o Wyspę, bo jest po drodze i bliżej i czytam siorbiąc nadal. 😀
Potem to w zasadzie już wszystko zaczyna normalnieć. 🙂
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.youtube.com/watch?v=97wHluV2vnI
Kneziu, czy już wstałeś, czy jeszcze nie śpisz?

Może i dobrze… Taki słodzik jest bardziej szkodliwy niż cukier. To chemia w żywej postaci… Jak tak patrzę tutaj… coraz więcej Amerykanów choruje na cukrzycę, a większość z nich pije tylko napoje „diet” i są na diecie bezcukrowej. Nie wiem czy to ma ze sobą związek…
Bo to taka nietypowa godzina, jak na Polskę
Nie jestem w stanie używać słodzika i to nie tylko do kawy… Nawet jak nie mam napisane, że coś jest nim słodzone, doskonale o tym wiem. Po słodziku mdli mnie gorzej niż w ciąży
Idę spać, dobranoc 🙂
Schematy działania, mam identycznie, każdy poranek jest idealną kopią poprzedniego, próbowałem ostatnio zmienić kolejność czynności i pogubiłem się, plątałem się w półśnie bez sensu zapominając co teraz mam zrobić 🙂 🙂
Około dwa miliony Polaków ma cukrzycę, więc nas Amerykanie nie zaskakują. Jeżeli chodzi o słodziki to oczywiście że chemia, ale dla „słodziaków” cukier to większa trucizna – trzeba wybierać słodzik produkowany u Niemców – oni zakazali używania aspartanu, wiec jest odrobinę mniej szkodliwy.
Kneziu, Twój opis poranka mnie powala
Dzień dobry!
Dzień dobry
1/4 szklanki kawy, zaparzyć wrzątkiem do 2/3 szklanki, zaczekać ze dwie-trzy minutki,ewentualnie posłodzić i zamieszać, dopełnić spirytusem. Pić dopóki gorąca miedzy pierwszą, a drugą w nocy. To się nazywa kawa drukarska. Działa!!!

Nie wiedziałem, że to „kawa drukarska”
Mnie tu wprawdzie nie ma (już od dawna pracuję) ale nie mogłem się powstrzymać, żeby nie wpaść
Tak mnie pouczał stary drukarz – po czterech godzinach od wypicia trzeba było znikać z pracy, bo człowieka zwalało z nóg – wtedy jeszcze pracowały linotypy. 🙂
Jestem już z pokolenia maszyn offsetowych

Ale maszyny typograficzne są mi znane, gdyż doskonale sprawdzały się w drukarniach jako sztance do wykrojników
Jeszcze niedawno widziałem taki sprawny. Szkoda, że tak rzadko wykonuje się szlachetne druki.

Jakiś czas temu nawet popełniłem notkę na ten temat – tylko fotki robione komórką, podłej jakości.
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.kneziowisko.pl/zlamany-gryf/
Przepraszam, że znów odsyłam, ale cóż zrobić?
Dziś dzwoniłam do Polski, do swojej psiapsiółki z dawnych lat, gdy jeszcze pracowałam w szpitalu… 15 października to Jadwigi i Teresy. Musiałam złożyć jej życzenia imieninowe
No, a przy okazji sobie pogadałyśmy… Co pół godziny kończyła rozmowę, bo przecież zapłacę majątek, ale przegadałyśmy… nie powiem ile
Mogę jedynie powiedzieć, że mam w słuchawce nowe baterie, które wystarczają na 8 godzin, ale nie zużyłam ich do końca
Byłam co prawda w pracy, ale nie pracowałam i praktycznie od razu wróciłam do domu. Także miałam czas
A słuchawkę mam taką, że mogę z nią chodzić wszędzie po domu i wystarcza mi nawet do parkingu… Pogadałyśmy o naszych prywatnych sprawach i o tym co się zmieniło w szpitalu… a zmieniło się dużo… Dziecięce oddziały pomału przenoszą do DSK (Dziecięcy Szpital Kliniczny), a w „naszym szpitalu” powstają nowe oddziały. M.in. zamiast chirurgii dziecięcej budynek został przeznaczony dla starszych osób, przewlekle chorych. Może to i dobrze… Jakoś w Polsce ta geriatria i opieka nad osobami starszymi i chorymi wyraźnie kuleje…
Przypomniałaś mi o dwóch Jadźkach 🙂
W sumie dobrze, że nie wczoraj, bo jedna wczoraj umarła i nader źle bym trafiła, a druga za spóźnienie się nie obrazi 🙂
Dzień dobry
Nocne Marki poszły spać, Melduje się pierwsza zmiana 
Dzień dobry
Jestem gotowy na kawę. Właśnie zalewam i zapraszam do towarzystwa
Matko święta ale się nagadali !!
Krzyś emanuje nie tylko wiedzą, życzliwością i ciepełkiem, które lubimy /łauu, przynajmniej ja!! Ciepłolubna 😉 / to i gaduła z Niego fajowa 
Jak za starych dobrych czasów
Dzień dobry.
Robię co mogę
Może kawy ze słodkim prezentem?

Nigdy nie odmawiam, słodkości 😀 i dziękuję baardzo 😀
Dzień dobry
bo z wrażenia zapomniałam 😀
No nie… poczytam później, bo tera jeszcze jedną rzecz na cito trza załatwić
Aaa filiżanka kawy już w połowie pusta 😀
Witam przy kawie i dziękuję za poczęstunek.
Nie mam odwagi do Krzysztofa pisać Krzyś, bo nie wiem co na to powie Jego Ukochana. Nie dał jeszcze nam odpowiedzi 
Co powie?? Hmmm, ale my i tak tego nie usłyszymy
Se mówię, oczywista oczywistość, że za siebie 

Zatem, niech będzie, że Krzyś(!) jest naszym ukochanym i będziem tak mówić!
Witaj Bożenko
Ładnie to brzmi i jeśli Krzyś nie oprotestuje, to Miś będzie musiał się przyzwyczaić
…bo im bardziej zaglądał, tym bardziej Prosiaczka nie było
Chyba dobrze pamiętam 🙂
No chyba dobrze
W kwestii przydomka poczekajmy jeszcze chwilę aż się skonsultuję z „wyższą instancją”
Witaj Skowronku 🙂 Pewnie masz rację, niech będzie Krzyś. Nas Jego Ukochana nie dosięgnie, a Krzyś musi sobie jakoś poradzić
Zgrzytając zębami…?
Dzień dobry
! Kawę – najchętniej, bo dzień znów mglisty i długi 🙂
Kto wie, dlaczego fachman od parzenia kawy nazywa się ” barista”?
Wyobraź sobie bar i stającego za nim specjalistę…
Specjalista za barem to mnie się tylko kojarzy z wstrząśniętymi i nie daj Boże z mieszanymi
Witaj Wiedźminko 😀 Jak Ami, jeszcze za smycz nie chwyta??
Witajcie!
Jak miło, że wyspa działa na okrągły zegar!
Witaj Ukratku

Oszczędny /nie tylko w październiku 😉 /… w słowa!
Bo ukradkiem… 🙁
Dzień dobry. Ładnie mi się dzień zaczyna – od spóźnienia. A spóźnienie z powodu zaspania. A praca wisi nad głową, o innych, pobocznych rzeczach nie wspominając.
Kawa wypita półgębkiem…
No to owocnej i niech klawiatura lekką będzie, Mistrzu Q 😀
A u mnie coś zasięg nawala. Kilka razy piszę ten sam tekst…
DzieńDobry:)) 36 ziaren dobrej gatunkowo kawy wrzucamy do 200 ml. szklanki, zalewamy 100 gramami spirytusu rektyfikowanego. Pozostawiamy do wieczora, przed snem odlewamy spirytus do innej szklanki, uzupełniamy do pełna rieslingiem(można również zastępczo użyć innego białego wina, wypijamy jednym łykiem i idziemy spać. Rano ziarna są już wysuszone i można je spokojnie zmielić i użyć do zaparzenia wyśmienitej porannej kawy :)))
Witaj Stateczku 🙂 Wypróbowałeś ten przepis?
Dosyć często, czasem z braku kawy używam koralików. Mają tę zaletę, iż są wielokrotnego użytku :))
Niczym kolorowe kulki do zamrażania??? 😀
Dopijam kawę (dzisiaj pracowicie, bo od rana robię e-mailowe korekty gazetki osiedlowej).
Komputerowiec powiedział, że (jeśli zrobimy szybkę korektę) jest szansa na wydrukowanie gazety do końca dnia.
Dziękuję za miłe towarzystwo podczas picia kawy
I wzajemnie Krzysiu
Puściłem korektę!
A teraz niech się dzieje wola nieba!
Do popotem
Dzień dobry :)Ja już dawno po herbacie i kawie w postaci napoju energetycznego 🙂 🙂
Po tym co to dodaje skrzydeł??
Cześć Misiaczku 😀
Ci co rzekomo dodają skrzydeł właśnie przerżnęli sprawę o kłamliwą reklamę i będzie ich ugoda sporo kosztować, grupa konsumentów zaskarżyła ich, dowodząc, że dodają skrzydeł tyle co mała kawa, bo skrzydła głównie polegają na zawartości kofeiny, a reszta składników tak dodaje skrzydeł jak wiadro z cementem 🙂 🙂
to kiedy kolejny odcinek?
Oczekiwanie wyostrza apetyt
A tak przy okazji przypomniała mi się pewna japońska historia:
Pewien samuraj zaprosił gościa na obiad. Gość przyszedł a gospodarz przeprosił go grzecznie i powiedział, że na obiad trzeba będzie trochę poczekać. Oczekiwanie trwało kilka godzin. Wreszcie gospodarz przyszedł z obiadem.
Gościowi obiad bardzo smakował, chyba nigdy nie jadł tak smacznego dania…
Czego dodałeś do posiłku zapytał?
To był głód, odpowiedział gospodarz
Znam kogoś, kto tę zasadę stosuje. Nie wiedziałam tylko w jakim celu, bo zdarzało mi się nie doczekać i za bramą skręcać do najbliższego baru 😀
Odnośnie skryptu i wierzgania, to miałem też niezła zagwozdkę. Nasz pierwszy skrypt był tak uproszczony i napisany tylko pod nasze potrzeby i umiejętności, że miał ledwie cztery opcje – napisz notkę, dodaj, notkę, napisz komentarz, dodaj komentarz – czy trzeba tak naprawdę więcej? Niestety ze względów technicznych trzeba było zmienić serwer i musiałem coś znaleźć w zamian – wybrałem bloxa, bo wydawał się być na tyle prymitywny ze do opanowania nawet przeze mnie i miał opcję multi users – niestety był toporny jak hiszpańskie seniority! 🙂

Poza tym ograniczał strasznie działalność w komentarzach i co jakiś czas ulegał awariom z niewiadomych przyczyn. Gdy nas wreszcie google wypozycjonowały razem ze stadem gołych bab, rodzina się zbuntowała i dokonaliśmy kolejnych przenosin. Nasz rodzinny Admin wrzucił co trzeba na serwer, założył mi konto i kazał się wreszcie czegoś porządnego nauczyć! Wierzganie Senatora to było nic w porównaniu z tym, co ja z siebie wyrzucałem na temat blogowych skryptów, a wordpressa w szczególności! Miesiąc trwało zanim cokolwiek z tego zrozumiałem, ale młody był nieugięty, jak miałem konkretne pytania to konkretnie odpowiadał i paczył! Wiecie o czym mówię, bo Wyspa ma bliźniaczy skrypt, tzn. w swoich początkach miała, bo teraz to się trochę różnią. 🙂
Za to jak już się trochę zorientowałem w materii, to z kolei ja zacząłem mieć wymagania i oczekiwania – trwało to kolejny miesiąc i wreszcie po różnych kompromisach i uzgodnieniach powstało to co teraz, z małymi niedoróbkami. Po drodze zdarzyło mi się wykasować połowę pisaniny i usłyszałem „idź i nie psuj więcej”, ale to tylko raz.
Tak wiec wiem co można poczuć w zetknięciu z tym skryptem i dobrze Krzysztofie, że nie musisz zaczynać od sytuacji, że nie ma zmiłuj, a ty robisz za admina.
Kneziu, nasz Senator pół Wyspy Dnia Poprzedniego wysłał w kosmos przy jakiejś okazji i tez dało sie przeżyć
„…Próbowałem upchać kolanem… ” p.Marka T 🙂
Ależ ja dokonałem podobnego wyczynu – dobrze że Admin nad serwerem i bazą danych panuje.

Ja wysłałem z Bajkonuru pół roku blogowego pisania na „Przyjaciołach…” 🙂 🙂
Nie powiem, i u nas start był trudny – ale już jesteśmy nieźle oswojeni. Swego czasu i ja twojemu Adminowi d. trułem – na szczęście niewiele, więc wytrzymał
Właśnie skończyłem pracę (jedną). Teraz szybka przebieżka z Najjuniorem do dentysty, potem jeszcze coś załatwić (małżonka w tym czasie załatwia masę innych spraw), i z powrotem do dom, dokończyć pracę nr 2, i MOŻE wtedy dam radę na Wyspę. Chociaż na dobranockę.
No cóż, zdarzają się takie dni.
Rozumiem, też tak mam (tylko mój „Najjunior” jest na tyle duży, że nie muszę z nim robić „przebieżki”)
Ech, mój też, ale dentysta z rodziny (małżonki) i jeszcze chciałem z nim zamienić dwa słowa na tematy niezwiązane z zębami.
Zdążyłem [chyba] zanim oddziałowa zgasi światło, idę czytać 🙂
Besze ardżacz, komi sfui kapineo ! Debugo kasacze debineo argant !!!
Z tym to sobie nawet google-przekręcacz nie poradzi!
Dobry wieczór, Ty też po wizycie u dentysty? 😉
Za długo z Wolakami przebywasz na forum Korabiu 🙂 🙂
Paczamuro gwenopario deneto kabacz!!!
Ratunku Stateczku … cóż to jest ?
Jak już misię zdawało, że coś mi świta, to światełko zgasło, to jakiś prosty patent, jak zawsze, zapis fonetyczny, ale z jakiego języka??? 🙂 🙂
W pierwszej chwili myślałem, że to w stylu „peijote Kaubea deo Jotakaubea”… Ale nie…
Znaleźli temat. Wyrwizęba. A mnie właśnie od dwóch godzin, któryś ćmi.. A nic nie widać 🙁 Znaczy – stan zapalny

Dobrej nocy… bez snów o…
Polecam „Antidol 15” Skowronku, jest bez recepty i na zęby działa znieczulająco w piorunującym tempie i oczywiście dentystę 🙁
Bardzo dziękuję Misiaczku, zwłaszcza za tę ostatnią radę
bezeszczelny…
A tu się mądrości buntuje 🙁 Ząb mądrości, oczywiście
Ja też zdążyłam (chyba) Cały dzień prawie nie miałam internetu. Teraz włączyli, zaczęłam pisać, ale miałam „niespodziankę”. Mania wyszła przez balkon na gzyms i spadła. Nic chyba jej się nie stało, ale jest ciężko przestraszona, a ja zdenerwowana.
Zatem pożegnam się już do jutra
Zdrowia dla obu Pań i dobranoc!
Kneziu, nie chcę pisać wyżej, bo już strasznie wąsko się zrobiło, więc najwyżej zacznę nową drabinkę.
Przeczytałem wpis o złamanym gryfie. Wydaje mi się, że najlepszym wyjściem jest zachowanie takich maszyn przy życiu „na zapleczu” większej i nowocześniejszej drukarni, która byłaby w stanie zarobić na starszą część. Być może w ramach „oferty dla koneserów”, być może jako „żywe muzeum” (jestem przekonany, że można nawet dostać dofinansowanie na taką „muzealną” działalność, unijne czy cuś. Minus – biurokracja).
Przykład sprzed dwudziestu paru lat: przedsiębiorca – mechanik samochodowy z dużym warsztatem i przedstawicielstwem handlowym przyczep samochodowych miał pasję, polegającą na restaurowaniu zabytkowych pojazdów, konkretnie amerykańskich Willysów. Co więcej, nie tylko je restaurował i utrzymywał na chodzie (wówczas dwie sztuki własne i pewną ilość zaprzyjaźnionych), ale rokrocznie wraz z przyjaciółmi o podobnej szajbie wypróbowywał je w terenie, przejeżdżając autentycznie dzikie ostępy (z wyjątkowym pozwoleniem odnośnych władz).
Cóż, drukarnia jest mała, drukarz-właściciel ma swoje lata, on to lubi ale chyba uważa, że czas na emeryturę. Na razie ma się czym pochwalić przed znajomymi i czasami przychodzą wycieczki szkolne.
Ja za to wiem gdzie się udać, gdy potrzebuję fajny bibelocik drukarski – współpracujemy co prawda z rzadka ale za to od bardzo dawna. Potrafimy nad maleńkim projektem i kilka godzin stracić zanim dobierzemy odpowiednie materiały. Ostatnie nasze wspólne dzieło podobno wzbudziło małą sensację na jakiejś imprezie w Anglii.
Lubię zapach farby, papieru, rytmiczny stukot maszyny, i lubię ciężar odlanej czcionki w reku. 🙂
Bardzo dziś wcześnie zamieszczam moją ulubioną kołysankę ( w niepewności czy Kwak znajdzie czas)
Znajdzie, o tej porze na szczęście już tak 😉 a kołysanka pani Prońko (m.in. na polskiej płycie o Muminkach) – znana i lubiana!
Dobranoc
No to jadziem z tą dobranocką.
Dzisiaj kolejny egzotyczny kompozytor z innej strefy czasowej – Antonio de Salazar, zaliczany do kompozytorów meksykańskich, mimo że urodzony w Sewilli. Popłynął do Meksyku mając około 40 lat i tam już pozostał do końca życia, po drodze obejmując stanowisko kapelmistrza w stołecznej katedrze (tzn. w Mexico City).
Z uwagi na stanowisko pracy nic dziwnego, że praktycznie cała jego twórczość to muzyka sakralna, ale oprócz poważnych utworów komponował też i lżejsze – villancicos, poprzedniczki kolęd, w tym również naśladujące muzykę etniczną Indian i murzyńskich niewolników.
Spośród tych ostatnich pochodzi prześliczny kawałek, który dzisiaj zabrzmi na Wyspie – „Tarará, que yo soy Antón”. Podobnie jak w przypadku prezentowanego jakiś czas temu Juana Gomeza de Padilla, nie mogę wyjść z podziwu, jak zgrabnie potrafili ci kompozytorzy włączać do swoich utworów – ówcześnie! – muzykę „ludową”.
Snów o egzotycznych lądach!
„Podpinanie się ” pod lokalne obyczaje i wiary znacznie ułatwia przyswojenie nowych idei
, ale sam to wiesz ….
Pewnie nie wiesz, że Chopina w PRL-u hołubiono podkreślając ludowe elementy w jego utworach….. )
Cudnie się Was czyta
Szkoda, że nie mam jak z Wami pogadać. Jest za późno 

Miłego dnia, Kochani. Już prawie weekend
Oby do 15:00 a może i wcześniej 😀
Śpij dzieweczko
Weekend już się czuje w powietrzu
Spóźniłem się dziś do pracy (trochę) a kadrowa nawet mnie nie opieprzyła jak przyszedłem podpisać listę 
Hi,hi.. ja też

A lista leży u mnie, Derekcja na L-4
Witaj Krzysiu
To jeszcze się gdzieś listę podpisuje ??? Myślałam, że to przeszłość…..
„Słuchaj, dzieweczko… Ona nie słucha!
Żar z rozgrzanego jej brzucha bucha!”
No i kto to wymyślił, Panie T??? Hę??
Dzień dobry
Ja też wreszcie mogę poczytać wczorajsze rozmowy, bo oddali mi internet. Mam nadzieję, że dziś będzie bez niespodzianek. 
Witaj Bożenko 😀 Jak Maniuśka?? Obrażeń nie doznała, po tym locie??
Witaj Skowronku 😀 Maniuśka zdrowa, nic jej nie jest. Wysoko nie miała, to tylko pierwsze piętro
Na szczęście pierwsze 😀 Wiedźminki z dziewiątego (? popraw Wiedźminko, jeśli się mylę ) i już chyba lotów nie próbuje 😀
Witaj Skowronku
– z dziewiątego i tylko jedno żebro sobie złamała…..na nasze wspólne szczęście. I masz rację, już nie lata …
Aaa dzie się moja Wiedźminko wczoraj szwendałaś??? Się do Cię dobijałam, wieeesz??? Witaj
Organizacyjnie, Skowronku ! Dziś mam spotkanie mojej licealnej klasy…. więc znowu się będę szwendała poza domem
Pozdrów klasę od wyspiarzy
Dzień dobry Poranna – ale pilnuj jej, bo to niebezpieczna wysokość – może nie wykonać salta w powietrzu, bo mało czasu….
Dzieńdoberek


Ciepło, jak na październik 😀 Psze SzanPaństwa wątek b.ciekawy tylko, że już baardzo przydługi. To co do 300 komentarzy??
Trzysta już było, w takim razie podnosimy poprzeczkę
Damy radę…
To co, pomożecie?
Pomożemy
Ukłon, Panie Krzyś 😀
Piękne lata 70-te…

Ech, łza się w oku kręci…
Nioooo!!! … Kto za tobą w szkole ganiał, do piórnika żaby wkładał, kto, no powiedz, ktoooo

No i… Mistrz Q przyszedł na świat
Teraz nie ma piórników

A znalezienie żaby w mieście graniczy z cudem (no, chyba, że w sklepie z francuską żywnością)
Albo gdzieś nad wodą…
.. te żabie udka smakują dość podobnie do kurczaków. Wiem, bo sama je smażyłam 🙂
Nie próbowałam i nie mam na to ochoty… 🙁
Jadłem małże (bardzo dobre, jeśli świeże), jadłem ślimaki (po dobrym przyrządzeniu dadzą się zjeść)…
Ale żabich udek nie próbowałem
Pomożemy, towarzyszu!!!
Jasne że pomożemy… No, dzie te czasy? No dzie
Dzień dobry! Kawa stoi, ja siedzę, za oknem jasno i przyjemnie. Oby tak dalej!
Kawa stoi, ja też siedzę, ale za oknem szaro i mokro 🙁
Hmm, zmiany zazwyczaj idą od zachodu, więc pewnie do nas też dotrze szaro i mokro…
Dzień dobry
Dołączam się do kawy
A na dobry poranek kwiatek
Witaj Krzysiu
To jeszcze się gdzieś listę podpisuje ??? Myślałam, że to przeszłość…..
Do niedawna nie podpisywałem
Ale za chroniczną niesubordynację (nie przebywanie tam, gdzie w danym miejscu oczekiwała mnie „dyrekcja”) dostałem nakaz codziennego meldowania się w kadrach o godzinie 7.00
Zobaczymy komu się znudzi
Pan siedzisz?? Dzie??
Witaj Mistrzu Q 😀 I zara pewnie do tej co czeka, nie ucieka ? 😀
Siedzę sobie za biurkiem. Zaraz pewnie tak, ale jeszcze nie teraz 😉
Należałoby się jeszcze zapytać Skowronku nie tylko dzie, ale i za co 😆
Prawda
Witajcie!
Kawa jako temat wychodzi co rano
A Pan zieleniejesz???
Hejka Ukratku 
Mnie tam raczej wchodzi 😉
Na dymka – marsz! I do Jasminkowego
A kawa dopita?
Fusy na dnie 😀 filiżanki 😉 Będę wróżyć
Ojej, a ja nie umieściłem jeszcze żadnej sentencji związanej z kawą (ach to weekendowe rozproszenie)
Żeby się poprawić załączam test, pozwalający sprawdzić stopień uzależnienia od kawy
Po czym poznać uzależnienie od kawy
1. Otwierasz drzwi zanim ktoś zapuka.
2. Masz kubek do kawy z obrazkiem swojego kubka do kawy.
3. Pielęgniarka musi mieć kalkulator naukowy aby zmierzyć twój puls.
4. Twój ulubiony kubek do kawy jest ubezpieczony w PZU.
5. Zostałeś pracownikiem miesiąca w kawiarni a nigdy nie byłeś tam zatrudniony.
6. Nosisz T-shirt z napisem: „Bezkofeinowa kawa to sprawka diabła”
7. Przetarło się uszko na twoim ulubionym kubku.
8. Wybudowałeś miniaturę miasta z małych plastikowych mieszadełek.
9. Firma JACOBS posiada zastaw hipoteczny na twoim domu.
10. Kiedy ktoś pyta. „Jak się masz?”, Ty mówisz: „Dobrze… do ostatniej kropli.”
11. Chcesz być poddany kremacji bo tylko tak możesz spędzić swoją wieczność w konsystencji mielonej kawy.
12. Pragniesz powrócić jako kubek kawy w swoim następnym życiu.
13. Twoje urodziny ogłoszono świętem państwowym w Brazylii.
14. Twoje trzy ulubione rzeczy w życiu to: kawa przedtem, kawa podczas i kawa po.
15. Jedyny czas kiedy tak w zasadzie stoisz nieruchomo jest podczas trzęsienia ziemi.
Piękne! A jeżeli mój kubek do herbaty ma ściągę dla baristów odnośnie sposobów przyrządzania i odmian kawy? 😉
Jeśli go ubezpieczyłeś… to jesteś uzależniony
Się wydało 🙁
9. Firma JACOBS posiada zastaw hipoteczny na twoim domu.
Winnam mieć 50% zniżkę u Jacobsa
A Gevalia ? też daje zniżki ?
Tiaaaa
No dobrze, kawa dopita…
Właściwie powinienem już zaczynać pracę,
Na moim kubku jest taki wzór:
Co prawda go nie ubezpieczyłem, ale po tym, jak poprzedni (inny) się stłukł, poważnie się zastanawiam. Kubek ma prawie pół litra pojemności, więc ciężko dostać drugi taki…
??? To jest wtopione czy naklejka?? 😀
Na kubku jakby taka trwalsza kalkomania, może i wtopiona? Ten wzór wziąłem z netu, ale jest takuteńki jak na kubku.
Musi być wielki ten kubek, że się to wszystko na nim zmieści…
To się chyba nazywa „schemat blokowy” ?
Taa, dokładnie, algorytm, w razie jakby ktoś zapomniał, co do czego i z czym.
Kawę zaś piję w filiżankach, tak się przyzwyczaiłem. Objętość nieduża, ale za to intensywność w sam raz (chociaż nie jest to espresso, bo za bardzo rozwodniona).
Bo kawę tak powinno się pić (w filiżankach)
Nawet w Etiopii tak właśnie jest podawana (o ceremonii parzenia kawy w Etiopii będzie w następnym odcinku „kawowego” cyklu)
Słusznie piszesz o ceremonii parzenia 🙂 bo przecież zalewanie zmielonej kawy wrzątkiem ceremonią nie jest…..
Tak
Przyznam się, że do momentu, przygotowywania materiału o kawie w Etiopii nie wiedziałem, że taka ceremonia istnieje.
Ceremonia bardzo mi się spodobała, dlatego chcę ją zamieścić w całości nawet, jeśli przez to temat mi się „rozlecze”
Chętnie się zapoznam z tą ceremonią, ale i tak najbardziej odpowiada mi moja ceremonia parzenia kawy: W dużym kubku kopiasta łyżeczka kawy, zalana wrzątkiem z czajnika i do tego zagęszczone mleczko z magnesem.
Iii… po kawie. Kłaniam się zamaszyście i oddalam ku niecierpliwie przytupującej pracy…
I ja się kłaniam, dziękując za miłe towarzystwo przy kawce
No i po herbacie…
Witaj Ukratku
! Też w kubku ją pijesz ?:)
Zieloną tutaj w szklance; czarną w domu w dużym szklanym kubasie (prawie pół l.)
Hmmm…. nie mam szklanek do gorących napojów, tylko filiżanki. A paluszków sobie nie parzysz ? 🙂
A ty sobie parzysz gardziołko? Ja jestem ostrożny…
Szklanek nie używam, piję herbatą w kubku. Jednak czarnej prawie nie piję – rano zielona, wieczorem czerwona. Oczywiście niczego nie słodzę
Jakiś czas temu spotkałem się z białą herbatą. To mogłoby być ciekawe dopełnienie w środku dnia – Włosi się ucieszą
Biała? To chyba bawarka?
Za oknem szaro, mglisto i mokro…. a wczoraj była burza i grzmiało ostro, aż moja kotka schowała się pod łóżkiem ….
Podobnie jak u mnie i nawet nie wygląda na to, żeby coś się miało odmienić. A burzy nie widziałam tu od lata…
Miło się siedzi, ale teraz już trzewba do pracy.

Dziękuję za kawę w miłym towarzystwie.
A na koniec zentencja z kawą w tle
„Kiedy nie trzeba udawać, nawet kawa ma więcej smaku.”
Izabela Sowa – Części intymne
DzieńDobry:)) Zostało moi po wczoraj, 108 lekko wilgotnych ziaren brazylijki :))
Dzień Dobry 🙂 Czy już wiecie Państwo skąd się biorą dziurki w serze ?? . Krzysio z Gdańska zaserwował taką encyklopedię o ” kawie ” , że wzorem forumowych dyskutantów mozna powiedzieć : nic dodać , nic ująć . Starałem się dokładnie przeczytać wszystkie opinie i chyba nie ma tam opisu ” kawy po kapitańsku ” . Podaję zatem prosty przepis : do 200 ml kawy z ekspresu ,dolewamy 50 ml czystego spirytusu i pijemy zanim wystygnie , na gorąco . W Warszawie było ( już nie ma ) wiele sympatycznych kawiarenek takich jak : Danusia , Dorotka , Stokrotka ,Femina , Na Półce , Oaza …Teraz mamy banki strzeżone przez ochroniarzy i wspomnienia , bo kazda kawiarenka miała swoją klientelę .Jest co wspominać ….
Ba, skąd my to znamy… W centrum miasta banki zamiast kawiarenek
Witaj zaginiony Maxiu

Kiedy jeszcze pracowałam bliżej służby zdrowia spirytus był prawie nielimitowany 😀 to kawę po kapitańsku robiło się w ten sposób: sypana parzona, przecedzona, utarte żółtko z dwoma łyżeczkami cukru i spirytus. Ilość dodlewanego spirytusu zależała od indywidualnych upodobań smakosza owej kawy
Moja receptura na kawę po kapitansku jest typowa dla ordynarnego pijackiego gustu . Twoja natomiast , to elegancja charakterystyczna dla Dam . Kawę po kapitansku serwowano w kawiarence Danusia . Wygodniej było wpaść do Danusi na dwie kawki po kapitansku , niż zamawiać w barze setkę pod karpia w galarecie. O ” słuzbowym ” spirytusie mam jak najlepsze wspomnienia …. To był prawdziwy , nielimitowany luksus !!
Ech, cotygodniowy pobór do czyszczenia styków – to były czasy…
Tak ,tak , do czyszczenia styków i co ciekawe , żadna inspekcja tego nie kwestionowała !! Opracowałem kiedyś dokumentację na pomiary lotnicze w Nigerii , gdzie było zapotrzebowanie na 200 litrów spirytusu . W Nigerii była prohibicja , ale uzasadnienie o przemywaniu styków zadziałało !! To był argument jak widać nie do podważenia …..
Robiłem wtedy likiery: wiśniowy, aroniowy – odrobina tego jeszcze się gdzieś kryje po półkach.
Z tym kwestionowaniem ilości spirytusu to nie było (jak sądzę)problemów.
Pracowałem kiedyś w firmie, która używała spirytusu (skażonego) do odladzania szyb w pojazdach. A spirytus (jak wiadomo z chemii)paruje i się ulatnia.
Dlatego przy dostawach zakładano normę 10% na „wyparowanie”
Dodam, że tego spirytusu sprowadzano w okresie zimowym w tysiącach litrów
W latach 70-tych w Związku Radzieckim wprowadzono do służby MiG-i 25, które ex definitione miały aeroplany szpiegowskie strącać i amerykańskie stratosferyczne bombowce strategiczne. W rzeczy samej maszyna ta potrafiła się wznieść na ponad 20 km wysokości i jeszcze tam w rozrzedzonym przecie powietrzu latać z prędkościami rzędu 3000 km/h. Tyle, że na tych wysokościach wszystko zamarza, zatem do wyposażenia każdej maszyny przed lotem należało „zatankować” 40 litrów spirytusu do chłodzenia celownika radiolokacyjnego, 240 litrów mieszanki na bazie spirytusu do chłodzenia generatorów i jeszcze 4 litry extra do instalacji przeciwoblodzeniowej:) No i się zaczęło… wkrótce samolot ten nazywano „gastronom” lub „rjestoran”; mechanicy przeniesienie do takiej jednostki traktowali jako awans, natomiast skuteczność sowieckiej obrony powietrznej… spadła!:) Mało który z tych pułków, co wyposażone były w te MiG-i potrafił osiągnąć wyższą sprawność bojową niż 40%, a zazwyczaj to oscylowało między 20 a 30%. I to mimo spirytusu dowożonego całymi pociągami, drakońskich kar i kontroli za kontrolą… Legenda głosi, że żony mechaników z któregoś pułku napisały list do Mikojana, żeby tak przekonstruował samolot, żeby stosować w nim płyny nie nadające się do picia. Mikojan miał odpowiedzieć, że dla dobra ojczyzny jego MiG, jeśli będzie taka potrzeba, to i na francuskim koniaku poleci:)
Kłaniam nisko:)
Tego nie wiedziałem
Ale ja tylko 'prostym” kolejarzem … byłem…
Kawa Skowronka przypomina raczej kawowy ajerkoniak
Nie, nie Bożenko 😀 Żółtko musiało być porządnie ukręcone, żeby się nie ścięło i nie wyszła jajecznica na kawie

Ono się tak pięknie oddzielało od kawy. Przesmaczne
Ależ tak właśnie kręci się ajerkoniak!
Ale do spirytusu dodajesz jaja, albo odwrotnie 😀 Nie pamiętam jak moja Mamuśka robiła 🙁 Spirytus jest chłodny, a w tym smakołyku kawa gorąca winna być 😀
Pamiętam, że wpiere ucierałam do białości jaja z cukrem i do tego pomału dolewałam spirytus. Oczywiście gorąca kawa by ścięła jaja, więc musi być ostudzona. Zaznaczam, że dawno nie robiłam ajerkoniaku, więc mogę coś pokręcić. 😀
Pamiętaj alkoholiku młody, do spirytusu nie dolewaj wody !!!
A kawy?
Dzień dobry 🙂 Dotarcie na dół listy nabawiło mnie skurczu palca smyrającego laptoka, ale warto było, fajnie się czyta 🙂
Miśku, zrób z tym coś!
O taaaak
Już do 300 niedaleko…
Jeszcze tylko 22. Pomożecie?
Brak chętnych??? Noo tak, łykend, przcież 😀
Brak chętnych, zaczął się weekend, a może łyk/end?
Łyk, łyk
MIsiaczku!! Dobrze słyszałam, że mamy pozdrowienia od Harpii ???

Misiaczek woli cicho siedzieć, pewnie nie ma natchnienia…
Weny brak
Bywa… Ale niech się postara, zatęskniłam z Harpiami
Misiaczek nie lubi być przyciskany, przygniatany, poganiany /jak każdy 😉 / dlatego nic się nie odzywam, tylko czekam cierpliwie 😀
Może Wiedźminka swym wdziękiem, a jak nie to atrybutem???
Jestem po pracy, ale nie żebym tak został bez zajęcia, o niee.
Nie ma ten tego, teraz do roboty
Na szczęście już po. Do sklepu (wirtualnego), do banku (wirtualnego)… I jeszcze raz do tego samego banku, bo za pierwszym razem coś nie tentego… I już.
No chyba że coś wymyślą dalej…
Jeśli komplet w domu, to masz, jak w wirtualnym banku, że wymyślą

No to jestem 300!!!
Moje gratulacje!

W nagrodę kwiatek
To może ja bym coś… Tak na przeczekanie chociaż?
Opublikował, niedużego, znaczy?
Z góry zastrzegam, że z pisaniem ani relacjonowaniem za wiele wspólnego to to nie będzie miało, ale…
Jasne! Ja już czekam
O! 😀
Chwilę mi zajmie zbieranie informacji, ale w ciągu godzinki… No, może dwóch… powinienem być gotowy.
Raczej godzinki
Może być nawet trzy, Mistrzu Q 😀
Poczekamy
Ostatnia prosta, jeszcze jakieś 15-20 minut i wrzucam. Jednak będą dwie godzinki, nie jedna. Dziękuję za cierpliwość.
Dwie to nie trzy, poczekamy bo warto…
To zapraszam na nowe pięterko, z definicji jakby interaktywne… Aczkolwiek 300 komentarzy się nie spodziewam 😉