« Mazury 2014 PAN Tadeusz »

Dwa kółka (na czole)

– Ha! – parsknął spotkany po drodze na stacji benzynowej znajomy. – Dwadzieścia trzy kilometry na rowerze?! Co to jest? My, bracie, na Harpaganie… – Przerwałem mu mało grzecznie: – Uważam, że jeżeli mam na to półtorej-dwie godziny dziennie, to jak na moje możliwości jest to całkiem dobrze. A jak policzysz różnicę poziomów, to moim zdaniem w ogóle nie ma o czym mówić. Na takie codzienne jeżdżenie?

Wróćmy jednak do początku. „Moja” trasa zaczyna się w centrum Gdyni, na ulicy Władysława IV. Wzdłuż chodnika poprowadzono tu ścieżkę rowerową, blisko dwupasmowej jezdni, ale poza tym całkiem do przyjęcia (zdjęcie poniżej jest jedynym w tym zestawie robionym „do tyłu” w stosunku do kierunku jazdy).

Z tej ścieżki skręcam na kładkę z widokiem na skwerek niedaleko Urzędu Miasta (na zdjęciu po lewej) i przejeżdżam tunelem pod przystankiem SKM Wzgórze św. Maksymiliana tak, żeby znaleźć się na ulicy Kieleckiej.

I tu zaczyna się podjazd – Kielecka prowadzi pod górę, przez jakieś półtora km, jest mniej lub bardziej nachylona. Stopniowo zmieniam przerzutki na coraz niższe, dyszę, stękam, łapię się za przeponę… Uff, pierwsze poty za płoty!

Potem w prawo, w Chwarznieńską. Podjazd jest tu już krótszy i mniej nachylony. Szybko dojeżdżam do pętli autobusowej Witomino-Leśniczówka i ruszam ścieżką rowerową obok świeżo wyremontowanej dwupasmówki, prowadzącej ku obwodnicy.

No, nareszcie. Tu można się rozpędzić, bo droga łagodnie opada, prowadząc przez las, potem koło ogródków działkowych, aż wreszcie dociera do obwodnicy Trójmiasta (na zdjęciu poniżej). Powiedzmy sobie szczerze – to jest okolica przede wszystkim dla zmotoryzowanych. Na przejście lub przejazd przez jezdnię czeka się i czeka jak na zmiłowanie.

Przejeżdżam pod obwodnicą i jakieś 200 metrów dalej – z powrotem przez ulicę. Na zdjęciu może tego nie widać, ale przed drzewami skręcam w lewo i kolejne kilka km jadę już przeważnie przez las.

Z-z-z-zaczyn-n-n-n-a s-s-s-się d-d-d-drog-g-g-ga p-po b-b-b-et-t-t-ton-n-n-n-owych p-p-p-płyt-t-t-tach. I tak mniej więcej na niej trzęsie. Po chwili jadę tuż koło obwodnicy. Koło mnie śmigają samochody ponad 100 km/h i byłoby dobrze, żebyśmy wszyscy zostali tam, gdzie jesteśmy. Po drodze, osobliwie w nisko położonych miejscach, uświadamiam sobie, że w nocy to chyba padało… Jakoś udaje się przejechać przez kałuże i błoto względnie bez strat w odzieniu.

Po dłuższej chwili przepustem pod obwodnicą (na zdjęciu) przedostaję się na „swoją” stronę. Nie żeby centrum było już blisko, to dopiero jakaś połowa drogi. No i jeszcze jeden krótki, ale sakramencko nachylony podjazd w lesie, nadal wzdłuż obwodnicy.

Przez las, przez las, a oto już na horyzoncie pojawiają się bloki na Karwinach. Ich mieszkańcy chętnie wychodzą na spacery, toteż ścieżka jest pełna (chociaż nie na tym zdjęciu) wózków, dzieci, psów…

Wyjeżdżam z osiedli na szerszą ulicę, jeszcze trochę wspinania się, mało jednak uciążliwego – i oto już najdłuższy zjazd na całej trasie, wzdłuż ulicy Wielkopolskiej. Za chwilę skręcę w lewo, na stację benzynową, żeby pogadać ze znajomym, który akurat tankował tam samochód.

Skręcam w ulicę Łowicką i dzielnicę domów jednorodzinnych. Tu trzeba trochę pokręcić, żeby ostatecznie wyjechać na Redłowie i wśród niewysokich biurowców dostać się na kładkę pieszo-rowerową (centralnie na zdjęciu poniżej) obok Pomorskiego Parku Naukowo-Technologicznego. Stąd już całkiem blisko…

Przez węzeł obok SKM Wzgórze, tego samego przystanku, co poprzednio, docieram do Alei Piłsudskiego i nią zjeżdżam wzdłuż parku w dół, ku morzu. O, na wysokości Domu Marynarza już je widać!

Tutaj wjeżdżam na ścieżkę rowerową przy bulwarze, słynącą z celebrytów z niesfornymi dziećmi 😉 Teraz w prawo, na południe, do pętli i zaraz potem – z powrotem na północ, ku śródmieściu Gdyni.

Aż dojeżdżam do plaży miejskiej, w tle widzę niezmordowanych siatkarzy plażowych, a dalej – port jachtowy i zabudowania na Skwerze Kościuszki. Jesień? Wcale jeszcze na to nie wygląda!

Stąd już przez ulicę Armii Krajowej, koło Parku Rady Europy wracam do siebie. A dla chętnych, jak to wygląda na mapie – zrzut z map guglowych. Uff, można siąść do komputera i z Gdyni udać się na Wyspę 🙂

135 komentarzy

  1. Quackie pisze:

    Ta trasa ma 23 km z niewielkim haczykiem. A kółka na czole biorą się stąd, że jak mam okulary odsunięte w górę, to na czole zostają dwa symetryczne ślady 🙂

  2. Quackie pisze:

    Aha, PS. co do mapy – trasa zaczyna się (i kończy) mniej więcej w punkcie oznaczonym literą „T”, która zasłoniła „A”, najbardziej na tej mapie wysuniętym na północ.

  3. Tetryk56 pisze:

    Ładny spacer!
    Na trasie najbardziej zaskakuje odcinek Q-R; jako że nigdzie nie piszesz jakobyś zawracał 😉

  4. miral59 pisze:

    Trasa ciekawa Pleasure Chociaż wolałabym jeździć lasem, niż ulicami… Trudno jednak wyruszyć ze śródmieścia i od razu wjechać w las Wink
    Wolę polskie lasy, niż tutejsze, bo tu rosną głównie drzewa liściaste… a zapach igliwia, szczególnie nagrzanego słońcem jest przecudowny!!!

    • Quackie pisze:

      Właśnie na tej trasie są głównie lasy liściaste, a odcinki z iglastymi i faktycznie odpowiednim zapachem znajdują się – co ciekawe – w uliczkach, np. między punktami K i L 🙂

      • miral59 pisze:

        Widocznie na tych uliczkach mieszkają ludzie, którym ten zapach też wybitnie odpowiada Pleasure Pisząc, że wolę igliwie, nie miałam na myśli, że tych liściastych to już nie lubię Wink Ostatecznie mieszka w nich wiele ptaków i zwierzaków… jest co podziwiać Delighted

  5. miral59 pisze:

    Poczytałam i wracam do swoich zajęć Distort
    Jakbym miała za mało roboty, to jeszcze wzięłam sobie „pracę domową” Wink Jakoś mam taki głupi charakter, że jak widzę coś zepsutego to albo bym to od razu wywaliła na śmietnik, albo naprawiła… takie zepsute działa mi na nerwy Angry No i wzięłam do domu takiego krasnala, który miał odwalony kawał czerwonej czapeczki. Margaret nie chciała go wyrzucić, bo to pamiątka po rodzicach… wzięłam do naprawy… Uzupełniłam taką specjalną masą (podobna do plasteliny) i teraz czekam aż stwardnieje. Potem tylko lekko podpiłować w niektórych miejscach, wyrównać w razie potrzeby, dobrać odpowiedni kolor farby i pomalować. Będzie jak nowy Happy-Grin Tylko to nie jest moja praca!!! I nie wiem po jakiego groma biorę takie rzeczy na swoją głowę? Zupełnie jakbym się w domu nudziła i nie miała co robić…
    Podobnie jest ze zdjęciami. Mam takiego starszego pana, którego odwiedzam. Jest on niepełnosprawny fizycznie i psychicznie. Nawet go lubię Pleasure Lubi być na zdjęciach, więc dawno temu zrobiłam ich kilka, wydrukowałam i zrobiłam taki album. Cieszył się jak dziecko… Tylko od tamtego czasu ciągle mi marudzi, żebym zrobiła mu więcej… no to robię i dokładam do tego co ma. Ostatnio poprosił, żebym zrobiła taki album jego siostrze. Grzecznie odmówiłam. Powiedziałam, że mogę wysłać zdjęcia jej ogrodu i psów na pocztę, a już niech wydrukuje sobie sama. Czy oni myślą, że papier i tunery do drukarki dostaję od kogoś w prezencie? Angry A jak nie umie drukować (widziałam, że drukarkę ma), to ją nauczę. Zawsze taniej mi to wyjdzie Conceited

    • Tetryk56 pisze:

      Są firmy, które udostępniają aplikacje do tworzenia np. kalendarzy z własnymi zdjęciami, wystarczy wybrać szablon i wysłać 13 zdjęć w przyzwoitej rozdzielczości (dodatkowe na stronę tytułową). Można też zamieścić dodatkowe informacje przy dniach (np. „imieniny cioci Jadzi”). Może taka forma usatysfakcjonowałaby twoich znajomych? Ty byś tylko posłała zdjęcia, a koszt usługi niech sobie opłacą sami 😉
      Linka nie podaję, bo kalendarz loco Kraków pewno by cię nie zainteresował 😉

      • miral59 pisze:

        Tutaj też są takie firmy. Można u nich zamówić nie tylko kalendarze, ale i kroniki rodzinne, czy wspomnienia z wakacji… takie różne okazjonalne albumy. Widziałam takie u znajomych. Są wykonane perfekcyjnie, na dobrym papierze i z odpowiednimi podpisami. Tylko to kosztuje, a Mira zrobi za darmo Wink

        • Tetryk56 pisze:

          Wydruk z fotolabu jest zawsze dużo lepszej jakości niż z najlepszej domowej drukarki – tak możesz motywować 😉
          No, ale skoro twierdzisz, że zrobi…

          • miral59 pisze:

            Dużo zależy też od papieru. Moja drukarka przyjmuje tylko do pewnej grubości. Oni w tych specjalistycznych firmach nie mają takich ograniczeń… A Mira doklepie najwyżej kilka stron do tego co ma Carl, a jego siostra niech sobie sama radzi. Jej Mira tego nie zrobi… Wink

  6. Bożena pisze:

    Piękna trasa, piękny spacer rowerowy. Zastanowiło mnie jednak to, że tak mało samochodów na ulicach.Jedyny ruch jaki tu widzę, to ten przy skwerku i na obwodnicy. Happy

  7. Alla pisze:

    Nie, jesieni to u Pana jeszcze nie widać. Podziwiam, trasa całkiem ładna a Pan siódme poty wyciskasz na niej 😀
    Nie znam się, ale czas masz chyba b. dobry? Jak na amatora, rzecz jasna 😀

    Uwielbiam ten kojący zapach igliwia, balsamiczną woń żywicy i leśnej ściółki.. Najpiękniej się spaceruje po sosnowym lesie. Przynajmniej ja najbardziej lubię 😀

    • Alla pisze:

      Kółka to ja mam i nie tylko dwaaa… Kręci, kręci i nawet „a” nie mogłam dopisać!! Zaazulki dodać też nie mogę. A do kitu.. Wszyscy tak mają, czy tylko ja???

    • Quackie pisze:

      No, jakbym tak cisnął na czas, a nie zatrzymywał się, a to zdjęcie zrobić, a to ze znajomym na stacji benzynowej pogadać, to pewnie bym w półtorej godziny przejechał – te podjazdy są dość wykańczające. Do Rewy i z powrotem, głównie po płaskim, miałem średnią pod 20 km/h, co jak na mnie jest raczej dobrze, a na tej trasie właśnie przez to, że pod górkę, średnia szybkość spada. Teoretycznie mógłbym ją nadrobić podczas zjazdów, ale od kiedy omyłkowo zahamowałem przednim hamulcem, jadąc z górki, i się wykopyrtnąłem, na szczęście bez trwałych następstw fizycznych, to się boję rozpędzać.

      Jesień próbowałem uchwycić, ale faktycznie mi się nie udało.

      Tutaj może widać – to pnącze na murze po prawej?

  8. Alla pisze:

    Się uspokoiło 😀 Mogę spokojnie życzyć dobrej nocy 😀
    PS Zdjęcia śliczne, bo pewnie i Gdynia jest uroczym miastem… Hmmm.. ile lat temu ja tam byłam??? Nie pamiętam.

  9. Bożena pisze:

    Znów nadszedł czas na mnie… Jak ten czas leci Pondering
    Dobrej nocy życzę Wam kochani Buziaczki

  10. misiek pancerny pisze:

    Piękne, jestem zakochany w Gdyni, Wrocku i Poznaniu w tej kolejności, byłem w zeszłym roku w Gdyni po dość dłuższym niepobycie i dosłownie mnie powaliło, normalnie tak cmokałem z zachwytu, aż mi jedynki wsysło, szok totalny 🙂
    Beaten-up

    • Quackie pisze:

      Naah! „Byłem w Gdyni”? Kiedy? I nie dałem znać? Zara mie tu do raportu!

      Plus: pocztę czytał?

      • misiek pancerny pisze:

        Zimą jakoś, byłem na jakimś zlocie korporacyjnym, czytaj musimy wydać forsę na cele reprezentacyjne, siedziałem w Rezydencie w Sopocie, a prelekcje były w Gdyni, prawdziwa masakra, do rana w palnik, a ledwie spadła mi głowa na poduszkę, pobudka. Zrywanie się z takich kretyńskich nasiadówek mam opanowane do perfekcji, więc zamiast słuchać nudnego do womitów ględzenia jakiegoś zagranicznego pacana, poszedłem w miasto i warto było, cudo:)))

  11. Quackie pisze:

    Po tak owocnej (w zdjęcia i opis) jeździe oczy się same zamykają, ale zanim zamkną się na dobre (na nockę) – dobranocka.

    Ponieważ barokowych wykonawców związanych z rowerami ani Gdynią nie znalazłem (niebarokowych – owszem, by się znalazło), z żalem muszę zaprezentować Francuza – Jeana-Féry Rebela. Debiutował na scenie jako skrzypek w wieku lat ośmiu (!), a następnie kształcił się u samego Lully’ego, by ostatecznie zasłynąć jako wirtuoz skrzypiec, klawesynu, batuty i oczywiście kompozytor. I to nadworny, u Ludwika XIV. Komponował sonaty, muzykę do baletu i na dokładkę operę „Ulisses”.

    A dzisiaj na Wyspie bourree „Les Plaisirs champetres”, czyli „Sielskie przyjemności”. Wbrew tytułowi taniec dworski, gromki, w klimatach nieco haendlowskich. Całkiem, całkiem.

    Snów o przyjemnościach niekoniecznie tak sielskich, może jednak trochę bardziej kameralnych 😉

    • Max pisze:

      W Gdyni bywałem wielokrotnie .Ostatni raz dwa lata temu . Miałem przez parę lat stała trasę od Krynicy Morskiej do Swinoujścia . Odwiedzałem po kolei wszystkie znane miejsca do plażowania . Niestety , nie mogę pochwalić się , że podróżowałem rowerem .Moim zdaniem piękne obrazki które zamieściłeś ,dzisiaj można spotkać w całym kraju .Naprawdę Polska w ostatnich latach wypiękniała i trzeba docenić , zwłaszcza pracę miejscowych samorzadów . Niestety ,nie mozna tego powiedzieć o Podlasiu ,chociaż też wiele się zmieniło .Dziękuję Kwaku za piękną wycieczkę krajoznawczą Approve Approve Approve Approve

      • Wiedźma pisze:

        Witaj Maksiu In Love ! To prawda, wypiękniała nam ojczyzna i warto to widzieć…. A tyle jeszcze mamy do zrobienia, więc następcy raczej się nie będą nudzili. Nie tylko samorządy – ileż kamienic pięknie odremontowali sami mieszkańcy !

      • miral59 pisze:

        A czemu nie możesz tego powiedzieć o Podlasiu, Maksiu? Z tego co wiem, mój rodzinny Białystok wypiękniał. Wybudowano w nim obwodnicę, żeby te wszystkie ciężarówki nie niszczyły miejskich ulic, odnowiono zabytkowe kamienice i jest teraz cudnie. Moja koleżanka, która mieszka tutaj była w Polsce dwa lata temu i odwiedzała między innymi Supraśl i Tykocin. Była zachwycona zmianami. A to przecież Podlasie…

        • Max pisze:

          Napisałem , ze też wiele się zmieniło . W ub. roku przejechałem trasą z Warszawy do zalewu Siemianowka koło Narewki ,a potem na górę Grabarka . Przejeżdżałem przez wioski ,gdzie czas jakby się zatrzymał . Też było mi trochę smutno , wszak jestem Twoim ziomalem . W porównaniu z innymi regionami, Podlasie niestety ma jeszcze trochę do nadrobienia . Na pewno jet wiele miejsc nie do poznania i to cieszy . Amazed

          • miral59 pisze:

            Prawdę mówiąc, nigdy nie byłam na Grabarce, chociaż wiele o niej słyszałam. To taka jakby Jasna Góra Prawosławia. Miałam koleżanki, które chodziły tam na pielgrzymki. Oczywiście prawosławne…
            A tak dokładnie, to nie umiem ocenić zmian, bo znam je tylko ze zdjęć i opowiadań. Nie byłam w Polsce od listopada 2005 roku, a to szmat czasu i zmiany na pewno są duże. Jak mi powiedział mój brat, swojego rodzinnego miasta, gdzie spędziłam większość życia, w ogóle bym nie poznała. Tak się zmieniło…
            To jak jest na wsi, w dużym stopniu zależy od jej mieszkańców. Mam trochę rodziny i przyjaciół w różnych wsiach dokoła Białegostoku i wiem, że w niektórych dużo się zmieniło, a w niektórych czas się zatrzymał na latach 60. To zależy również od tego ilu młodych w takiej wsi mieszka. Najczęściej ludzie starsi nie chcą żadnych zmian, bo się ich boją. Po co remontować chatę i niepotrzebnie wydawać kasę, skoro młodzi i tak tu nie wrócą. Można dożyć w starej, walącej się, bez żadnych wygód… A pieniądze lepiej dać dzieciom, żeby miały w mieście lżej…

            • Max pisze:

              Moim zdaniem, ten pozytywny opis polskich miast i miasteczek wywraca do góry nogami dojazdy do stolicy . Wszystkie kierunki ,wschodnie i zachodnie upstrzone są tysiącami tandetnych reklam ,których nie sposób ani odczytać ,ani zrozumieć .Jest totalny bałagan nad którym nikt nie panuje , bo wiele obrazków już dawno jest nieaktualna .Osoba , która pierwszy raz wjeżdża do Warszawy ,może odnieść wrażenie ,że za chwilę znajdzie się w centrum przysłowiowego bajzlu ,a przecież tak nie jest . Amazed

      • Quackie pisze:

        Ależ proszę bardzo 🙂 właściwie to nie widać na tych zdjęciach lokalnych atrakcji (poza bulwarem z przyległościami), zabytków ani nic takiego, ale trasa nie powiem, przyjemna.

    • Tetryk56 pisze:

      Tu na dobranoc faktycznie pasowałby Janerka Wink

  12. misiekpancerny pisze:

    Wprowadzę dysonans w te idealne nuty, wczoraj chciałem, ale system się powalił, wiem że się nie spodoba 🙂 🙂

    Jeżeli nam zabraknie sił
    jeżeli nam zabraknie sił
    zostaną jeszcze morze i wiatr
    zostaną jeszcze morze i wiatr
    nadejdzie nasz czas
    nadejdzie nasz czas

    • Wiedźma pisze:

      To Brylewskiego z Armii pokazywali w Onecie jako osobę, która nie ma na jedzenie po latach grania muzyki alternatywnej ? Ten rodzaj zwie sie ” punk rock” i nic o tym nie wiem. Lekkie, łatwe i przyjemne wszelakoż nie jest !

    • miral59 pisze:

      Łomatkojedyna Amazed Co to jest?!!!! Na taki głos, chyba musiał dość długo pracować i to w pocie czoła Wink Dobrze, że podałeś tekst tej „piosenki”, bo gość ma taką dykcję, że trudno nawet określić w jakim języku „śpiewa” Overjoy
      I faktycznie, to zupełnie coś innego… w innym stylu niż nam zaprezentował Mistrz Q. Chyba powinieneś dać to rano… każdemu by się oczy otworzyły od razu i poranna senność odpłynęłaby z prędkością błyskawicy Wink
      Czyli nie jest tak źle i się podoba Overjoy Umarłego by postawiło na nogi Wink

  13. Wiedźma pisze:

    Dobry wieczór 🙂 SamaRama nazywało się towarzystwo rowerowe, w którym udzielali się i mój syn i siostrzeniec…. 🙂 Siostrzeńcowi miłość do roweru została… synowi niekoniecznie ! A tymczasem mamy miejskie rowery i perspektywy rozwojowe stacji. Wyraźnie się taka komunikacja przyjęła w mieście.. I dobrze ! Happy

  14. Wiedźma pisze:

    Gdynia został mi w pamięci jako miasto „wzdłuż”…. Trochę temu
    byłam w Gdyni i uważam, że jest to jedno z fajniejszych naszych miast. W albumie mam zdjęcia z okresu budowy Gdyni, szkoda, że tak nieliczne … 🙁

  15. Wiedźma pisze:

    Zapalona lampka nie szkodzi pogwarkom…. a na mnie już dziś czas…

    ..więc dobranoc Kochani 🙂

  16. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Witam Nocne Towarzystwo 😆 Trudno, do północy nie wyrabiam Pleasure

  17. korab1 pisze:

    DzieńDobry:)) Piękna ta Gdynia:)) Ostatni raz w tym mieście byłem pod koniec grudnia 1970 roku, nie było ani pięknie ani wesoło.

  18. Wiedźma pisze:

    Dzień dobry i do widzenia Delighted 🙂 Dzień jest piękny i tak trzymać. A Gdynia nosiła zaszczytny tytuł miasta przyjaznego dla mieszkańców !
    Inne miasta sa dla kogoś lub czegoś nieprzyjazne ?:)

  19. Quackie pisze:

    Dzień dobry, zaczynam w weekendy przesypiać ranki wręcz nieprzyzwoicie, dzięki temu wszelako w tygodniu mogę wstawać wcześniej.

    Punk rock mnie jakoś ominął, z nielicznymi wyjątkami i specyficznymi – np. wspomnianym przez Tetryka Janerką, który jednak nie jest reprezentatywny dla gatunku.

  20. Tetryk56 pisze:

    Dzień dobry!
    Lato wróciło! Trochę chłodniejsze, ale zawsze coś! Wink

  21. Bożena pisze:

    Wróciłam do domu i na Wyspę. Patrzę, a tu wszyscy się rozpierzchli. Ale nie dziwię się, bo pogoda piękna, w dodatku to ostatnie takie dni, trudno siedzieć w domu Delighted

  22. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin Dziś trochę późne, jak na niedzielę…
    Ale od rana byłam bardzo zajęta… i chyba nadal będę, bo małżonek wrócił z pracy. Nie podoba mi się, że zaczyna pracować nawet w niedzielę Disapproval Jakiś dzień w tygodniu trzeba przecież przeznaczyć na odpoczynek. Nie da się pracować 7 dni w tygodniu. Chociaż rozumiem, że jak mieli pilną robotę, to musieli ją skończyć… Sad
    Za to wczoraj po pracy namówił mnie na zachód słońca nad jeziorem Happy-Grin Nie muszę chyba pisać, że nie musiał mnie długo namawiać Wink Zdjęcia wyszły cudne, chociaż nie tak cudne jak sam zachód…

    • Bożena pisze:

      Witaj Mireczko Delighted Zachód słońca nad jeziorem, cudo. Gdy byłam nad morzem, to chodziłam tam na zachód słońca. To było coś! Happy Niestety w mieście człowiek jest pozbawiony takiego widoku. Słońce się chowa za domy i już… Worry

      • miral59 pisze:

        Witaj Bożenko Delighted Chyba już zapomniałaś, jak pokazywałaś kiedyś swoje zdjęcia – wschód (czy zachód, bo już nie pamiętam) słońca widziane z Twojego okna. Czyż nie był cudny? Delicious Te „odpryski” słońca odbijające się się od okien i rozświetlające łuną budynki… W mieście też może być cudny wschód, czy zachód słońca, tylko trzeba chcieć to zauważyć Pleasure

        • Bożena pisze:

          Mój balkonik wychodzi na wschód, a między budynkami jest prześwit. Mogłam więc zrobić wschód słońca, choć nie taki ładny jak nad wodą. Z zachodem jest trudniej. Wink

  23. miral59 pisze:

    A tak w ogóle, to sporo czasu spędzam obserwując te swoje pierzaste na karmniku. Dziś znowu przyleciało całe stado wilgowronów. Przegoniły wszystkie wróbelki Angry Specjalnie stanęłam przy samym oknie, żeby je chociaż na chwilę odgonić. Niech się najpierw moje maluszki najedzą Delighted Wróbelki i wiewiórki są do mnie przyzwyczajone i nie uciekają za daleko. Gdy napełniam karmnik siedzą dokoła i czekają. Nie zdążę nawet odejść, a już się zlatują i zaczynają ucztę… Wilgowrony są bardziej płochliwe i wystarczy podejść do okna żeby uciekły. Dziś doliczyłam się 15, ale jak zaczęły zlatywać następne i przeskakiwać z miejsca na miejsce, to straciłam rachubę Pleasure Za dużo ich było…
    Ale to miło tak sobie stanąć i patrzeć… Obok karmnika mają wodę do picia. Brudzą ją strasznie, bo nie tylko piją, ale i potrafią tam nafajdać Worry Nalewam im codziennie nowej… Doszłam też do wniosku, że takie ptaszki są czyścioszkami. Po każdym jedzonku czyszczą dziobki i piórka. Aż miło patrzeć…

    • Tetryk56 pisze:

      Hmmm… słyszałem o różnych czyścioszkach, ale żaden z nich nie wydalał do własnej szklanki… Wink

      • miral59 pisze:

        No cóż… w sumie, to my też nie do końca wiemy co pijemy, czy jemy Wink Kto wie co w tych naszych kranach płynie…
        A nie każdy tak często (po każdym posiłku, czy nawet w trakcie) myje zęby Wink

  24. Alla pisze:

    Wieczór dobry Delighted
    Miała być baaardzo spokojna niedziela, a okazała się, że gość miły, długo niewidziany, acz niespodziewany – zawitał 😀
    Ponieważ jest lekarzem, tośmy całą służbę zdrowia obgadali, a na niektórych medykach i systemie, suchej nitki nie zostawili 😀

    Po tak pięknym dniu, życzę równie pięknej nocy i oczywiście, że… do jutra 😀
    PS Poniedziałek będzie nerwowy. Przynajmniej w pracy… Ale minie. Na szczęście Happy

  25. Quackie pisze:

    Dobranocki pora wnet!

    Dzisiaj z Francji udajemy się do Niemiec, gdzie już czeka na nas Johann Valentin Rathgeber. Organista, chórmistrz i kompozytor, a przy tym zakonnik (benedyktyn), więc zapewne miał sporo czasu na komponowanie. Urodził się i przez większość życia mieszkał w Bawarii (studiował w Wurzburgu). Raz w życiu pozwolił sobie na podróż, a i to po krajach niemieckojęzycznych – przez dzisiejsze Niemcy, Szwajcarię i Austrię.

    Z jego bogatej twórczości (sakralnej i świeckiej) wybrałem dzisiaj koncert organowy F-dur. Spokojnie, precyzyjnie (z benedyktyńską cierpliwością, rzekłbym 😉 ) budowana muzyka brzmi znakomicie.

    Snów o tym, że wszystko się dobrze kończy!

  26. Bożena pisze:

    I z tą muzyką organową maszeruję do snu. Dobranoc Spanko

  27. Wiedźma pisze:

    Ukojona muzyką – mówię pogodne : dobranoc 🙂

  28. Tetryk56 pisze:

    No to ja już mogę tylko zawołać: Dobranoc, Miralko! Wink

  29. miral59 pisze:

    Dziś starałam się trochę powalczyć ze zdjęciami z wyjazdu. Już prawie miesiąc, a ja jeszcze nie pokazałam Wam jak spędziliśmy ten nasz długi weekend. Jakoś czas mi się skurczył Wink

  30. miral59 pisze:

    Przed chwilą ganiałam skunksa Happy-Grin Doszłam w końcu kto nam te płytki podkopuje!!! Złapany na gorącym uczynku Angry
    Oczywiście nie wyszłam na podwórko, bo przecież nie wiem czy „naładowany”, czy nie Wink Ale posyczałam na niego przez kuchenne okno. Swoje syczenie wspomagałam latarką, świecąc mu prosto w oczy Wink Jako zwierzę nocne nie lubi światła i stara się go unikać. Muszę przyznać, że jakoś wrażenia na nim nie zrobiłam. Conceited Nie uciekł, tylko odwrócił się do mnie tyłem i zaczął kopać pod naszym składzikiem Angry Czyżby wcinał mrówki? Ostatnio widziałam tam małe mrowisko… nie rozkopał za bardzo i sobie poszedł.

  31. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Kocham zwierzęta, ale dziękuję Bogu że u nas nie ma skunksów… Chociaż jakby się dobrze postarać, coś chyba by się znalazło… Wink1

  32. Tetryk56 pisze:

    Słoneczne – acz nieco przymglone – Dzień Dobry! Delighted

  33. Quackie pisze:

    Dzień dobry. Co do skunksa, to może wystarczyłoby regularnie perfumować podwórko? 😉 A już bardziej serio, to w Polsce są repellenty na psy i koty, może w USA będą na skunksy, szopy etc.?

    I zmykam do pracy.

    • miral59 pisze:

      Niby są te odstraszacze, ale nie zawsze one działają. Wiem, że jak pryskaliśmy wczesną wiosną takim paskudztwem od wiewiórek, to faktycznie omijały nasz ogródek przez kilka tygodni. Ale ten sam środek użyty latem już nie działał. A przynajmniej nie tak… nie wiem dlaczego Thinking

  34. korab1 pisze:

    Witam ciepło i słonecznie, za oknem 20 stopni :))

  35. Bożena pisze:

    Mam wyrzuty sumienia… Dawno nie wybudowałam pięterka, a Wyspiarze bardzo zajęci. Jeśli pozwolicie, to najdalej za pół godzinki wstawię coś Waligórskiego, zgoda? Wink

  36. Yo la pisze:

    Przepraszam, że dzień dobry nie w dobry wieczór, ale na piechotę ciężko za Panem zdążyć.

    Mimo ilościowej przewagi tego pierwszego, trudno porównywać nieznane z przedstawionym. Porównam więc tylko to drugie ze znanym. Słusznie zauważono w komentarzu, że infrastrukturalnie trasa czapki z głów, kask natomiast nikomu nie spadnie. U nas na taki poziom rowerowania trzeba się wybrać do Oxbridge lub samego Yorku, w każdym razie wyżej nie podskoczym, chyba że tyłkiem po wertepach. Jest nawet gorzej, wertepy to pół biedy, gdyby były, bo drogi akurat porządne, tylko ścieżek jak na lekarstwo, które później trzeba zażywać na otyłość, miast swieżego powietrza na siodle. Oczywiście, że jest i tu gdzie pokręcić, pod warunkiem, że cyklista obejdzie się i objedzie bez ścieżki. Trasa zatem przyjemna dla oka i tyłka, w dodatku można siedzieć i nie wydłubać. Jednym słowem serce rośnie, Panu z wysiłku, mnie z radości, że lata 80. odchodzą w Polsce w niepamięć.

    Kłaniam się wszystkim obecnym, którzy historycznie pierwsi by mi się tutaj dostojnie pokłonili oraz dwóm osobom, które dałoby się nawet polubić, a które jeszcze nie dostapiły zaszczytu zachwycenia się choćby najmniejszą oznaką mojej obecności.

    • Bożena pisze:

      Witam serdecznie i się zachwycam… Happy

    • Tetryk56 pisze:

      Kłaniam się i ja, póki mi jeszcze krzyże pozwalają… Poklon

    • Quackie pisze:

      Dobry wieczór! Mojego zachwytu Panu mało? 😉 Nieustająco się zachwycam Pana twórczością, Pana wizyty na Wyspie doprowadzają mnie do stanu bliskiego ekstazie, a jak się kiedyś (w co gorąco wierzę) spotkamy osobiście, no to już chyba będzie nirwana.

      Co do Pańskich okolic, to słyszałem z dobrze poinformowanego źródła (tak, dobrze się Pan domyśla), że nawet jak nie jeździć, to chodzić i zwiedzać jest gdzie. Na chodzenie (chociaż nie bieganie) również jestem łasy. Może być po wertepach, a co. W końcu-m dziecko geologów i w tzw. teren jeździłem z rodzicami.

Skomentuj Alla Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[+] Zaazulki ;)