– Ha! – parsknął spotkany po drodze na stacji benzynowej znajomy. – Dwadzieścia trzy kilometry na rowerze?! Co to jest? My, bracie, na Harpaganie… – Przerwałem mu mało grzecznie: – Uważam, że jeżeli mam na to półtorej-dwie godziny dziennie, to jak na moje możliwości jest to całkiem dobrze. A jak policzysz różnicę poziomów, to moim zdaniem w ogóle nie ma o czym mówić. Na takie codzienne jeżdżenie?
Wróćmy jednak do początku. „Moja” trasa zaczyna się w centrum Gdyni, na ulicy Władysława IV. Wzdłuż chodnika poprowadzono tu ścieżkę rowerową, blisko dwupasmowej jezdni, ale poza tym całkiem do przyjęcia (zdjęcie poniżej jest jedynym w tym zestawie robionym „do tyłu” w stosunku do kierunku jazdy).
Z tej ścieżki skręcam na kładkę z widokiem na skwerek niedaleko Urzędu Miasta (na zdjęciu po lewej) i przejeżdżam tunelem pod przystankiem SKM Wzgórze św. Maksymiliana tak, żeby znaleźć się na ulicy Kieleckiej.
I tu zaczyna się podjazd – Kielecka prowadzi pod górę, przez jakieś półtora km, jest mniej lub bardziej nachylona. Stopniowo zmieniam przerzutki na coraz niższe, dyszę, stękam, łapię się za przeponę… Uff, pierwsze poty za płoty!
Potem w prawo, w Chwarznieńską. Podjazd jest tu już krótszy i mniej nachylony. Szybko dojeżdżam do pętli autobusowej Witomino-Leśniczówka i ruszam ścieżką rowerową obok świeżo wyremontowanej dwupasmówki, prowadzącej ku obwodnicy.
No, nareszcie. Tu można się rozpędzić, bo droga łagodnie opada, prowadząc przez las, potem koło ogródków działkowych, aż wreszcie dociera do obwodnicy Trójmiasta (na zdjęciu poniżej). Powiedzmy sobie szczerze – to jest okolica przede wszystkim dla zmotoryzowanych. Na przejście lub przejazd przez jezdnię czeka się i czeka jak na zmiłowanie.
Przejeżdżam pod obwodnicą i jakieś 200 metrów dalej – z powrotem przez ulicę. Na zdjęciu może tego nie widać, ale przed drzewami skręcam w lewo i kolejne kilka km jadę już przeważnie przez las.
Z-z-z-zaczyn-n-n-n-a s-s-s-się d-d-d-drog-g-g-ga p-po b-b-b-et-t-t-ton-n-n-n-owych p-p-p-płyt-t-t-tach. I tak mniej więcej na niej trzęsie. Po chwili jadę tuż koło obwodnicy. Koło mnie śmigają samochody ponad 100 km/h i byłoby dobrze, żebyśmy wszyscy zostali tam, gdzie jesteśmy. Po drodze, osobliwie w nisko położonych miejscach, uświadamiam sobie, że w nocy to chyba padało… Jakoś udaje się przejechać przez kałuże i błoto względnie bez strat w odzieniu.
Po dłuższej chwili przepustem pod obwodnicą (na zdjęciu) przedostaję się na „swoją” stronę. Nie żeby centrum było już blisko, to dopiero jakaś połowa drogi. No i jeszcze jeden krótki, ale sakramencko nachylony podjazd w lesie, nadal wzdłuż obwodnicy.
Przez las, przez las, a oto już na horyzoncie pojawiają się bloki na Karwinach. Ich mieszkańcy chętnie wychodzą na spacery, toteż ścieżka jest pełna (chociaż nie na tym zdjęciu) wózków, dzieci, psów…
Wyjeżdżam z osiedli na szerszą ulicę, jeszcze trochę wspinania się, mało jednak uciążliwego – i oto już najdłuższy zjazd na całej trasie, wzdłuż ulicy Wielkopolskiej. Za chwilę skręcę w lewo, na stację benzynową, żeby pogadać ze znajomym, który akurat tankował tam samochód.
Skręcam w ulicę Łowicką i dzielnicę domów jednorodzinnych. Tu trzeba trochę pokręcić, żeby ostatecznie wyjechać na Redłowie i wśród niewysokich biurowców dostać się na kładkę pieszo-rowerową (centralnie na zdjęciu poniżej) obok Pomorskiego Parku Naukowo-Technologicznego. Stąd już całkiem blisko…
Przez węzeł obok SKM Wzgórze, tego samego przystanku, co poprzednio, docieram do Alei Piłsudskiego i nią zjeżdżam wzdłuż parku w dół, ku morzu. O, na wysokości Domu Marynarza już je widać!
Tutaj wjeżdżam na ścieżkę rowerową przy bulwarze, słynącą z celebrytów z niesfornymi dziećmi 😉 Teraz w prawo, na południe, do pętli i zaraz potem – z powrotem na północ, ku śródmieściu Gdyni.
Aż dojeżdżam do plaży miejskiej, w tle widzę niezmordowanych siatkarzy plażowych, a dalej – port jachtowy i zabudowania na Skwerze Kościuszki. Jesień? Wcale jeszcze na to nie wygląda!
Stąd już przez ulicę Armii Krajowej, koło Parku Rady Europy wracam do siebie. A dla chętnych, jak to wygląda na mapie – zrzut z map guglowych. Uff, można siąść do komputera i z Gdyni udać się na Wyspę 🙂




Ta trasa ma 23 km z niewielkim haczykiem. A kółka na czole biorą się stąd, że jak mam okulary odsunięte w górę, to na czole zostają dwa symetryczne ślady 🙂
Aha, PS. co do mapy – trasa zaczyna się (i kończy) mniej więcej w punkcie oznaczonym literą „T”, która zasłoniła „A”, najbardziej na tej mapie wysuniętym na północ.
Ładny spacer!
Na trasie najbardziej zaskakuje odcinek Q-R; jako że nigdzie nie piszesz jakobyś zawracał 😉
To jest ten odcinek po bulwarze – do pętelki na końcu ścieżki rowerowej (na południe) i z powrotem (na północ).
No popatrz pan, jak nieuważnie czytam!
Trasa ciekawa
Chociaż wolałabym jeździć lasem, niż ulicami… Trudno jednak wyruszyć ze śródmieścia i od razu wjechać w las 
Wolę polskie lasy, niż tutejsze, bo tu rosną głównie drzewa liściaste… a zapach igliwia, szczególnie nagrzanego słońcem jest przecudowny!!!
Właśnie na tej trasie są głównie lasy liściaste, a odcinki z iglastymi i faktycznie odpowiednim zapachem znajdują się – co ciekawe – w uliczkach, np. między punktami K i L 🙂
Widocznie na tych uliczkach mieszkają ludzie, którym ten zapach też wybitnie odpowiada
Pisząc, że wolę igliwie, nie miałam na myśli, że tych liściastych to już nie lubię
Ostatecznie mieszka w nich wiele ptaków i zwierzaków… jest co podziwiać 
Raczej jest tam w pobliżu zagajnik sosnowy, być może resztka większego lasu.
Dobre i trochę… resztka, czy nie… grunt, że jest ten cudny zapach
Poczytałam i wracam do swoich zajęć
Jakoś mam taki głupi charakter, że jak widzę coś zepsutego to albo bym to od razu wywaliła na śmietnik, albo naprawiła… takie zepsute działa mi na nerwy
No i wzięłam do domu takiego krasnala, który miał odwalony kawał czerwonej czapeczki. Margaret nie chciała go wyrzucić, bo to pamiątka po rodzicach… wzięłam do naprawy… Uzupełniłam taką specjalną masą (podobna do plasteliny) i teraz czekam aż stwardnieje. Potem tylko lekko podpiłować w niektórych miejscach, wyrównać w razie potrzeby, dobrać odpowiedni kolor farby i pomalować. Będzie jak nowy
Tylko to nie jest moja praca!!! I nie wiem po jakiego groma biorę takie rzeczy na swoją głowę? Zupełnie jakbym się w domu nudziła i nie miała co robić…
Lubi być na zdjęciach, więc dawno temu zrobiłam ich kilka, wydrukowałam i zrobiłam taki album. Cieszył się jak dziecko… Tylko od tamtego czasu ciągle mi marudzi, żebym zrobiła mu więcej… no to robię i dokładam do tego co ma. Ostatnio poprosił, żebym zrobiła taki album jego siostrze. Grzecznie odmówiłam. Powiedziałam, że mogę wysłać zdjęcia jej ogrodu i psów na pocztę, a już niech wydrukuje sobie sama. Czy oni myślą, że papier i tunery do drukarki dostaję od kogoś w prezencie?
A jak nie umie drukować (widziałam, że drukarkę ma), to ją nauczę. Zawsze taniej mi to wyjdzie 
Jakbym miała za mało roboty, to jeszcze wzięłam sobie „pracę domową”
Podobnie jest ze zdjęciami. Mam takiego starszego pana, którego odwiedzam. Jest on niepełnosprawny fizycznie i psychicznie. Nawet go lubię
Są firmy, które udostępniają aplikacje do tworzenia np. kalendarzy z własnymi zdjęciami, wystarczy wybrać szablon i wysłać 13 zdjęć w przyzwoitej rozdzielczości (dodatkowe na stronę tytułową). Można też zamieścić dodatkowe informacje przy dniach (np. „imieniny cioci Jadzi”). Może taka forma usatysfakcjonowałaby twoich znajomych? Ty byś tylko posłała zdjęcia, a koszt usługi niech sobie opłacą sami 😉
Linka nie podaję, bo kalendarz loco Kraków pewno by cię nie zainteresował 😉
Tutaj też są takie firmy. Można u nich zamówić nie tylko kalendarze, ale i kroniki rodzinne, czy wspomnienia z wakacji… takie różne okazjonalne albumy. Widziałam takie u znajomych. Są wykonane perfekcyjnie, na dobrym papierze i z odpowiednimi podpisami. Tylko to kosztuje, a Mira zrobi za darmo
Wydruk z fotolabu jest zawsze dużo lepszej jakości niż z najlepszej domowej drukarki – tak możesz motywować 😉
No, ale skoro twierdzisz, że zrobi…
Dużo zależy też od papieru. Moja drukarka przyjmuje tylko do pewnej grubości. Oni w tych specjalistycznych firmach nie mają takich ograniczeń… A Mira doklepie najwyżej kilka stron do tego co ma Carl, a jego siostra niech sobie sama radzi. Jej Mira tego nie zrobi…
Piękna trasa, piękny spacer rowerowy. Zastanowiło mnie jednak to, że tak mało samochodów na ulicach.Jedyny ruch jaki tu widzę, to ten przy skwerku i na obwodnicy.
Akurat jakoś tak wyszło, nie starałem się specjalnie unikać samochodów na zdjęciach. Chociaż w tygodniu ruch zapewne byłby większy.
Poranna Pani, mnie zastanowiło jak czysto i estetycznie wygląda ta trasa ! 🙂
Nie, jesieni to u Pana jeszcze nie widać. Podziwiam, trasa całkiem ładna a Pan siódme poty wyciskasz na niej 😀
Nie znam się, ale czas masz chyba b. dobry? Jak na amatora, rzecz jasna 😀
Uwielbiam ten kojący zapach igliwia, balsamiczną woń żywicy i leśnej ściółki.. Najpiękniej się spaceruje po sosnowym lesie. Przynajmniej ja najbardziej lubię 😀
Kółka to ja mam i nie tylko dwaaa… Kręci, kręci i nawet „a” nie mogłam dopisać!! Zaazulki dodać też nie mogę. A do kitu.. Wszyscy tak mają, czy tylko ja???
Przez dłuższą chwilę tak było.
No, jakbym tak cisnął na czas, a nie zatrzymywał się, a to zdjęcie zrobić, a to ze znajomym na stacji benzynowej pogadać, to pewnie bym w półtorej godziny przejechał – te podjazdy są dość wykańczające. Do Rewy i z powrotem, głównie po płaskim, miałem średnią pod 20 km/h, co jak na mnie jest raczej dobrze, a na tej trasie właśnie przez to, że pod górkę, średnia szybkość spada. Teoretycznie mógłbym ją nadrobić podczas zjazdów, ale od kiedy omyłkowo zahamowałem przednim hamulcem, jadąc z górki, i się wykopyrtnąłem, na szczęście bez trwałych następstw fizycznych, to się boję rozpędzać.
Jesień próbowałem uchwycić, ale faktycznie mi się nie udało.
Tutaj może widać – to pnącze na murze po prawej?
Czerwone liście widać bardzo dobrze. Jesień…
Się uspokoiło 😀 Mogę spokojnie życzyć dobrej nocy 😀
PS Zdjęcia śliczne, bo pewnie i Gdynia jest uroczym miastem… Hmmm.. ile lat temu ja tam byłam??? Nie pamiętam.
A ja nie byłam w Gdyni, byłam za to w Dusznikach, choć krótko, w Szczecinie 2 dni, dwa razy w Krakowie… To tyle, jeśli chodzi o Wyspowiczów
Ja byłem u Ciebie, to już do Gdyni nie musisz 😉
Prawda, nie byłam w Gdyni, ale Gdynia była u mnie
…jak mówiono w czasach słusznie minionych „w osobie swojego przedstawiciela” 😀
Było mi miło gościć tego Przedstawiciela
I nawzajem! 😀
Znów nadszedł czas na mnie… Jak ten czas leci

Dobrej nocy życzę Wam kochani
Piękne, jestem zakochany w Gdyni, Wrocku i Poznaniu w tej kolejności, byłem w zeszłym roku w Gdyni po dość dłuższym niepobycie i dosłownie mnie powaliło, normalnie tak cmokałem z zachwytu, aż mi jedynki wsysło, szok totalny 🙂

Naah! „Byłem w Gdyni”? Kiedy? I nie dałem znać? Zara mie tu do raportu!
Plus: pocztę czytał?
Zimą jakoś, byłem na jakimś zlocie korporacyjnym, czytaj musimy wydać forsę na cele reprezentacyjne, siedziałem w Rezydencie w Sopocie, a prelekcje były w Gdyni, prawdziwa masakra, do rana w palnik, a ledwie spadła mi głowa na poduszkę, pobudka. Zrywanie się z takich kretyńskich nasiadówek mam opanowane do perfekcji, więc zamiast słuchać nudnego do womitów ględzenia jakiegoś zagranicznego pacana, poszedłem w miasto i warto było, cudo:)))
Grr, zrywał się z nasiadówek, poszedł w miasto, a ja nic nie wiedziałem!
Za to wyspałeś się Mistrzu, ja tam nie lubię zawracać gitary po próżnicy 🙂 🙂
Po tak owocnej (w zdjęcia i opis) jeździe oczy się same zamykają, ale zanim zamkną się na dobre (na nockę) – dobranocka.
Ponieważ barokowych wykonawców związanych z rowerami ani Gdynią nie znalazłem (niebarokowych – owszem, by się znalazło), z żalem muszę zaprezentować Francuza – Jeana-Féry Rebela. Debiutował na scenie jako skrzypek w wieku lat ośmiu (!), a następnie kształcił się u samego Lully’ego, by ostatecznie zasłynąć jako wirtuoz skrzypiec, klawesynu, batuty i oczywiście kompozytor. I to nadworny, u Ludwika XIV. Komponował sonaty, muzykę do baletu i na dokładkę operę „Ulisses”.
A dzisiaj na Wyspie bourree „Les Plaisirs champetres”, czyli „Sielskie przyjemności”. Wbrew tytułowi taniec dworski, gromki, w klimatach nieco haendlowskich. Całkiem, całkiem.
Snów o przyjemnościach niekoniecznie tak sielskich, może jednak trochę bardziej kameralnych 😉
W Gdyni bywałem wielokrotnie .Ostatni raz dwa lata temu . Miałem przez parę lat stała trasę od Krynicy Morskiej do Swinoujścia . Odwiedzałem po kolei wszystkie znane miejsca do plażowania . Niestety , nie mogę pochwalić się , że podróżowałem rowerem .Moim zdaniem piękne obrazki które zamieściłeś ,dzisiaj można spotkać w całym kraju .Naprawdę Polska w ostatnich latach wypiękniała i trzeba docenić , zwłaszcza pracę miejscowych samorzadów . Niestety ,nie mozna tego powiedzieć o Podlasiu ,chociaż też wiele się zmieniło .Dziękuję Kwaku za piękną wycieczkę krajoznawczą

Witaj Maksiu
! To prawda, wypiękniała nam ojczyzna i warto to widzieć…. A tyle jeszcze mamy do zrobienia, więc następcy raczej się nie będą nudzili. Nie tylko samorządy – ileż kamienic pięknie odremontowali sami mieszkańcy !
A czemu nie możesz tego powiedzieć o Podlasiu, Maksiu? Z tego co wiem, mój rodzinny Białystok wypiękniał. Wybudowano w nim obwodnicę, żeby te wszystkie ciężarówki nie niszczyły miejskich ulic, odnowiono zabytkowe kamienice i jest teraz cudnie. Moja koleżanka, która mieszka tutaj była w Polsce dwa lata temu i odwiedzała między innymi Supraśl i Tykocin. Była zachwycona zmianami. A to przecież Podlasie…
Napisałem , ze też wiele się zmieniło . W ub. roku przejechałem trasą z Warszawy do zalewu Siemianowka koło Narewki ,a potem na górę Grabarka . Przejeżdżałem przez wioski ,gdzie czas jakby się zatrzymał . Też było mi trochę smutno , wszak jestem Twoim ziomalem . W porównaniu z innymi regionami, Podlasie niestety ma jeszcze trochę do nadrobienia . Na pewno jet wiele miejsc nie do poznania i to cieszy .
Prawdę mówiąc, nigdy nie byłam na Grabarce, chociaż wiele o niej słyszałam. To taka jakby Jasna Góra Prawosławia. Miałam koleżanki, które chodziły tam na pielgrzymki. Oczywiście prawosławne…
A tak dokładnie, to nie umiem ocenić zmian, bo znam je tylko ze zdjęć i opowiadań. Nie byłam w Polsce od listopada 2005 roku, a to szmat czasu i zmiany na pewno są duże. Jak mi powiedział mój brat, swojego rodzinnego miasta, gdzie spędziłam większość życia, w ogóle bym nie poznała. Tak się zmieniło…
To jak jest na wsi, w dużym stopniu zależy od jej mieszkańców. Mam trochę rodziny i przyjaciół w różnych wsiach dokoła Białegostoku i wiem, że w niektórych dużo się zmieniło, a w niektórych czas się zatrzymał na latach 60. To zależy również od tego ilu młodych w takiej wsi mieszka. Najczęściej ludzie starsi nie chcą żadnych zmian, bo się ich boją. Po co remontować chatę i niepotrzebnie wydawać kasę, skoro młodzi i tak tu nie wrócą. Można dożyć w starej, walącej się, bez żadnych wygód… A pieniądze lepiej dać dzieciom, żeby miały w mieście lżej…
Moim zdaniem, ten pozytywny opis polskich miast i miasteczek wywraca do góry nogami dojazdy do stolicy . Wszystkie kierunki ,wschodnie i zachodnie upstrzone są tysiącami tandetnych reklam ,których nie sposób ani odczytać ,ani zrozumieć .Jest totalny bałagan nad którym nikt nie panuje , bo wiele obrazków już dawno jest nieaktualna .Osoba , która pierwszy raz wjeżdża do Warszawy ,może odnieść wrażenie ,że za chwilę znajdzie się w centrum przysłowiowego bajzlu ,a przecież tak nie jest .
Ależ proszę bardzo 🙂 właściwie to nie widać na tych zdjęciach lokalnych atrakcji (poza bulwarem z przyległościami), zabytków ani nic takiego, ale trasa nie powiem, przyjemna.
Tu na dobranoc faktycznie pasowałby Janerka
Albo Queen.
A masz gdzieś ten teledysk z panienkami?
A i owszem, ale YT pytał o wiek, znaczy dostępne od 18 lat, więc nie wiem, czy na Wyspie się będzie dało ot tak uruchomić…
Po nakręceniu teledysku wypożyczalnia rowerów zmusiła Queen do pokrycia kosztów wymiany 50-ciu siodełek!
Dobrze, że w ogóle były siodełka!
Podobno tylko zakonnice jeżdżą bez siodełek
I co z tego? Że trochę golizny? A tych siodełek przecież nie osikały
A utwór bardzo znany i ładny. 
Wprowadzę dysonans w te idealne nuty, wczoraj chciałem, ale system się powalił, wiem że się nie spodoba 🙂 🙂
Jeżeli nam zabraknie sił
jeżeli nam zabraknie sił
zostaną jeszcze morze i wiatr
zostaną jeszcze morze i wiatr
nadejdzie nasz czas
nadejdzie nasz czas
To Brylewskiego z Armii pokazywali w Onecie jako osobę, która nie ma na jedzenie po latach grania muzyki alternatywnej ? Ten rodzaj zwie sie ” punk rock” i nic o tym nie wiem. Lekkie, łatwe i przyjemne wszelakoż nie jest !
Taa, lubię takie teksty: ja jestem Artysta i macie mnie do końca życia utrzymywać! A ja będę grał jak uważam…
Łomatkojedyna
Co to jest?!!!! Na taki głos, chyba musiał dość długo pracować i to w pocie czoła
Dobrze, że podałeś tekst tej „piosenki”, bo gość ma taką dykcję, że trudno nawet określić w jakim języku „śpiewa” 

Umarłego by postawiło na nogi 
I faktycznie, to zupełnie coś innego… w innym stylu niż nam zaprezentował Mistrz Q. Chyba powinieneś dać to rano… każdemu by się oczy otworzyły od razu i poranna senność odpłynęłaby z prędkością błyskawicy
Czyli nie jest tak źle i się podoba
Są jednakowoż tacy, którzy tego słuchają, jako to np. Kneź. 🙂
Pozdrawiam.
Witaj Kneziu 🙂 mało o sobie jeszcze wiemy ….
Absolutnie mi nie przeszkadza, gdy ktoś tego słucha, bylebym ja nie była zmuszona…
Odpozdrawiam
Hmm… ciekawe czy linkowanego tu kiedyś Griega ktoś słuchał?
Słuchałam, Kneziu 🙂
🙂
Trafił się rodzynek i to wysoki szarżą, który mnie chudzinę nie chce za muzę pociągnąć za konsekwencję, rozczuliłem się wręcz 🙂

🙂
Nie da się ukryć, że ta wersja mi się bardziej podoba…
Myślę ,że żartowałeś Kneziu – smak muzyczny masz bardziej wysublimowany

Komentarz wpadł 10 stopni niżej ,sorry -Pozdrawiam Wyspowiczów i słonecznych dni życzę ,takich ja ten dzisiejszy ,do miłego Eliza F.
Cześć, Elizo!
Nie uciekaj tak szybko!
Nie uciekam i nie myślę tylko teraz brak mi czasu bo spodziewam się gości ale na pewno wpadnę wieczorkiem lub inaczej dam znać – pozdrawiam
Każda rzecz ma swój smak i miejsce, Elizo – ja akurat buszuję w bardzo różnych klimatach – już mnie niektórzy nazwali nawet buszmenen. Cóż, Buszmen też człowiek i swoje gusta ma – kto powiedział, że nie godzien słuchać i Haendla, i Armii? A mogę tez słuchać punka znad Jenisieju.

Kneziu nie chciałam Cię obrazić i nawet nie to ,że z gustami się nie dyskutuje -tylko za chwilę pomyślałam ,że przybliżasz nam unikalną muzykę rosyjską i azjatycką”wyszukujesz”smaczki a tu niewdzięcznica się trafiła
Okrutnika proszę o wyrozumiałość -skruszona Eliza F. 
Nie płacz Elizo – to nie powód do rozpaczania -świat jest wielki i różne dźwięki ludziska słuchają. 😀
:Wink:
Ale to jest wpis o rowerach, a piosenka o kajakach tak jakby?
Ale liczy się odjazd, tak?

Aa, jeżeli tak, to oczywiście. Zupełnie wystarczająco odjechana piosenka 🙂
Dobry wieczór 🙂 SamaRama nazywało się towarzystwo rowerowe, w którym udzielali się i mój syn i siostrzeniec…. 🙂 Siostrzeńcowi miłość do roweru została… synowi niekoniecznie ! A tymczasem mamy miejskie rowery i perspektywy rozwojowe stacji. Wyraźnie się taka komunikacja przyjęła w mieście.. I dobrze !
Gdynia został mi w pamięci jako miasto „wzdłuż”…. Trochę temu
byłam w Gdyni i uważam, że jest to jedno z fajniejszych naszych miast. W albumie mam zdjęcia z okresu budowy Gdyni, szkoda, że tak nieliczne … 🙁
… zdjęcia są amatorskie i mało wyraźne, więc bez szans na publikację 🙁
A ja bym chętnie zobaczył! Nie żebyś się od razu rzuciła skanować, ale może kiedyś?
Zapalona lampka nie szkodzi pogwarkom…. a na mnie już dziś czas…
..więc dobranoc Kochani 🙂
Dzień dobry
Witam Nocne Towarzystwo 😆 Trudno, do północy nie wyrabiam 
DzieńDobry:)) Piękna ta Gdynia:)) Ostatni raz w tym mieście byłem pod koniec grudnia 1970 roku, nie było ani pięknie ani wesoło.
Witaj Stateczku 🙂 Przez Gdynię tylko przejeżdżałam pociągiem w drodze do Władysławowa. Było to prawie 30 lat temu..
Dzień dobry i do widzenia
🙂 Dzień jest piękny i tak trzymać. A Gdynia nosiła zaszczytny tytuł miasta przyjaznego dla mieszkańców !
Inne miasta sa dla kogoś lub czegoś nieprzyjazne ?:)
Dzień dobry, zaczynam w weekendy przesypiać ranki wręcz nieprzyzwoicie, dzięki temu wszelako w tygodniu mogę wstawać wcześniej.
Punk rock mnie jakoś ominął, z nielicznymi wyjątkami i specyficznymi – np. wspomnianym przez Tetryka Janerką, który jednak nie jest reprezentatywny dla gatunku.
Dzień dobry!
Lato wróciło! Trochę chłodniejsze, ale zawsze coś!
Hmm, u nas jednak pochmurno. Zobaczymy, jak się rozwinie sytuacja…
Będzie lepiej 😉
W sumie już jest 🙂
Wróciłam do domu i na Wyspę. Patrzę, a tu wszyscy się rozpierzchli. Ale nie dziwię się, bo pogoda piękna, w dodatku to ostatnie takie dni, trudno siedzieć w domu
Dzisiaj tylko spacerek na nogach. W ogóle siedzę w domu, ale w szczególe na brak zajęć nie narzekam. Ot, niedziółka zazadaniowana przez małżonkę.
Małżonka bez litości. Zamiast Ci zaproponować uroczy spacer, to…
Ależ właśnie zaproponowała, tylko że już wróciliśmy i teraz czas na prozę życia 😉
A, to co innego. Proza życia też ważna
No i zbliża się wieczór, za godzinę będzie ciemno. Jak ja nie lubię tych krótkich dni… A będą jeszcze krótsze 
No i trzeba będzie sobie znaleźć jakieś zajęcie na długie zimowe wieczory. Obstawiam, że będzie to komputer i Wyspa 🙂
Tym lepiej dla Wyspy
Trafnie obstawiasz
Dzień dobry
Dziś trochę późne, jak na niedzielę…
Jakiś dzień w tygodniu trzeba przecież przeznaczyć na odpoczynek. Nie da się pracować 7 dni w tygodniu. Chociaż rozumiem, że jak mieli pilną robotę, to musieli ją skończyć… 
Nie muszę chyba pisać, że nie musiał mnie długo namawiać
Zdjęcia wyszły cudne, chociaż nie tak cudne jak sam zachód…
Ale od rana byłam bardzo zajęta… i chyba nadal będę, bo małżonek wrócił z pracy. Nie podoba mi się, że zaczyna pracować nawet w niedzielę
Za to wczoraj po pracy namówił mnie na zachód słońca nad jeziorem
Witaj Mireczko
Zachód słońca nad jeziorem, cudo. Gdy byłam nad morzem, to chodziłam tam na zachód słońca. To było coś!
Niestety w mieście człowiek jest pozbawiony takiego widoku. Słońce się chowa za domy i już… 
Witaj Bożenko
Chyba już zapomniałaś, jak pokazywałaś kiedyś swoje zdjęcia – wschód (czy zachód, bo już nie pamiętam) słońca widziane z Twojego okna. Czyż nie był cudny?
Te „odpryski” słońca odbijające się się od okien i rozświetlające łuną budynki… W mieście też może być cudny wschód, czy zachód słońca, tylko trzeba chcieć to zauważyć 
Mój balkonik wychodzi na wschód, a między budynkami jest prześwit. Mogłam więc zrobić wschód słońca, choć nie taki ładny jak nad wodą. Z zachodem jest trudniej.
A tak w ogóle, to sporo czasu spędzam obserwując te swoje pierzaste na karmniku. Dziś znowu przyleciało całe stado wilgowronów. Przegoniły wszystkie wróbelki
Specjalnie stanęłam przy samym oknie, żeby je chociaż na chwilę odgonić. Niech się najpierw moje maluszki najedzą
Wróbelki i wiewiórki są do mnie przyzwyczajone i nie uciekają za daleko. Gdy napełniam karmnik siedzą dokoła i czekają. Nie zdążę nawet odejść, a już się zlatują i zaczynają ucztę… Wilgowrony są bardziej płochliwe i wystarczy podejść do okna żeby uciekły. Dziś doliczyłam się 15, ale jak zaczęły zlatywać następne i przeskakiwać z miejsca na miejsce, to straciłam rachubę
Za dużo ich było…
Nalewam im codziennie nowej… Doszłam też do wniosku, że takie ptaszki są czyścioszkami. Po każdym jedzonku czyszczą dziobki i piórka. Aż miło patrzeć…
Ale to miło tak sobie stanąć i patrzeć… Obok karmnika mają wodę do picia. Brudzą ją strasznie, bo nie tylko piją, ale i potrafią tam nafajdać
Hmmm… słyszałem o różnych czyścioszkach, ale żaden z nich nie wydalał do własnej szklanki…
No cóż… w sumie, to my też nie do końca wiemy co pijemy, czy jemy
Kto wie co w tych naszych kranach płynie…
A nie każdy tak często (po każdym posiłku, czy nawet w trakcie) myje zęby
Wieczór dobry
Miała być baaardzo spokojna niedziela, a okazała się, że gość miły, długo niewidziany, acz niespodziewany – zawitał 😀
Ponieważ jest lekarzem, tośmy całą służbę zdrowia obgadali, a na niektórych medykach i systemie, suchej nitki nie zostawili 😀
Po tak pięknym dniu, życzę równie pięknej nocy i oczywiście, że… do jutra 😀
PS Poniedziałek będzie nerwowy. Przynajmniej w pracy… Ale minie. Na szczęście
Dobrej nocy Skowronku, może poniedziałek nie okaże się taki nerwowy jak przypuszczasz
Dobranocki pora wnet!
Dzisiaj z Francji udajemy się do Niemiec, gdzie już czeka na nas Johann Valentin Rathgeber. Organista, chórmistrz i kompozytor, a przy tym zakonnik (benedyktyn), więc zapewne miał sporo czasu na komponowanie. Urodził się i przez większość życia mieszkał w Bawarii (studiował w Wurzburgu). Raz w życiu pozwolił sobie na podróż, a i to po krajach niemieckojęzycznych – przez dzisiejsze Niemcy, Szwajcarię i Austrię.
Z jego bogatej twórczości (sakralnej i świeckiej) wybrałem dzisiaj koncert organowy F-dur. Spokojnie, precyzyjnie (z benedyktyńską cierpliwością, rzekłbym 😉 ) budowana muzyka brzmi znakomicie.
Snów o tym, że wszystko się dobrze kończy!
I z tą muzyką organową maszeruję do snu. Dobranoc
Ukojona muzyką – mówię pogodne : dobranoc 🙂
No to ja już mogę tylko zawołać: Dobranoc, Miralko!
Dobranoc
Dziś starałam się trochę powalczyć ze zdjęciami z wyjazdu. Już prawie miesiąc, a ja jeszcze nie pokazałam Wam jak spędziliśmy ten nasz długi weekend. Jakoś czas mi się skurczył
Przed chwilą ganiałam skunksa
Doszłam w końcu kto nam te płytki podkopuje!!! Złapany na gorącym uczynku 
Ale posyczałam na niego przez kuchenne okno. Swoje syczenie wspomagałam latarką, świecąc mu prosto w oczy
Jako zwierzę nocne nie lubi światła i stara się go unikać. Muszę przyznać, że jakoś wrażenia na nim nie zrobiłam.
Nie uciekł, tylko odwrócił się do mnie tyłem i zaczął kopać pod naszym składzikiem
Czyżby wcinał mrówki? Ostatnio widziałam tam małe mrowisko… nie rozkopał za bardzo i sobie poszedł.
Oczywiście nie wyszłam na podwórko, bo przecież nie wiem czy „naładowany”, czy nie
Dzień dobry
Kocham zwierzęta, ale dziękuję Bogu że u nas nie ma skunksów… Chociaż jakby się dobrze postarać, coś chyba by się znalazło… 
Ameryka to młody kraj, tam jeszcze skunksy psocą po ogródkach. U nas przeważnie zajmują się polityką…
Dokładnie to miałam na myśli
Dzień dobry

Skunksy są śliczne i jak ich za bardzo nie straszyć, to niczego złego nie zrobią, a że czasami śmierdzą… niektórzy śmierdzą nie tylko czasami
Słoneczne – acz nieco przymglone – Dzień Dobry!
Witam również – przymglenie. Ale ma być jeszcze dziś ciepełko
Też na to liczę – wystartowałem w sandałkach i koszulce z krótkimi rękawami 🙂
Odważnie! Ja wyszłam z domu po dziewiątej i zabrałam kurtkę. Ale wracając, kurtkę miałam w ręce. Już jest cieplutko
Ale widzę, że i tak zmroziłem Wyspiarzy!
To chyba nadmiar zajęć od poniedziałku.
Ja codziennie chodzę w sandałkach i jeszcze ich nie zamieniłam na inne buty
Chociaż na krótki rękawek zakładam czasami bluzę…
Dzień dobry. Co do skunksa, to może wystarczyłoby regularnie perfumować podwórko? 😉 A już bardziej serio, to w Polsce są repellenty na psy i koty, może w USA będą na skunksy, szopy etc.?
I zmykam do pracy.
Niby są te odstraszacze, ale nie zawsze one działają. Wiem, że jak pryskaliśmy wczesną wiosną takim paskudztwem od wiewiórek, to faktycznie omijały nasz ogródek przez kilka tygodni. Ale ten sam środek użyty latem już nie działał. A przynajmniej nie tak… nie wiem dlaczego
Witam ciepło i słonecznie, za oknem 20 stopni :))
Już? Chyba na termometrze w słońcu? Ja mam na razie 7’C 🙂
Mam wyrzuty sumienia… Dawno nie wybudowałam pięterka, a Wyspiarze bardzo zajęci. Jeśli pozwolicie, to najdalej za pół godzinki wstawię coś Waligórskiego, zgoda?
Sprzeciwu nie było, więc zapraszam piętro wyżej
Przepraszam, że dzień dobry nie w dobry wieczór, ale na piechotę ciężko za Panem zdążyć.
Mimo ilościowej przewagi tego pierwszego, trudno porównywać nieznane z przedstawionym. Porównam więc tylko to drugie ze znanym. Słusznie zauważono w komentarzu, że infrastrukturalnie trasa czapki z głów, kask natomiast nikomu nie spadnie. U nas na taki poziom rowerowania trzeba się wybrać do Oxbridge lub samego Yorku, w każdym razie wyżej nie podskoczym, chyba że tyłkiem po wertepach. Jest nawet gorzej, wertepy to pół biedy, gdyby były, bo drogi akurat porządne, tylko ścieżek jak na lekarstwo, które później trzeba zażywać na otyłość, miast swieżego powietrza na siodle. Oczywiście, że jest i tu gdzie pokręcić, pod warunkiem, że cyklista obejdzie się i objedzie bez ścieżki. Trasa zatem przyjemna dla oka i tyłka, w dodatku można siedzieć i nie wydłubać. Jednym słowem serce rośnie, Panu z wysiłku, mnie z radości, że lata 80. odchodzą w Polsce w niepamięć.
Kłaniam się wszystkim obecnym, którzy historycznie pierwsi by mi się tutaj dostojnie pokłonili oraz dwóm osobom, które dałoby się nawet polubić, a które jeszcze nie dostapiły zaszczytu zachwycenia się choćby najmniejszą oznaką mojej obecności.
Witam serdecznie i się zachwycam…
Kłaniam się i ja, póki mi jeszcze krzyże pozwalają…
Dobry wieczór! Mojego zachwytu Panu mało? 😉 Nieustająco się zachwycam Pana twórczością, Pana wizyty na Wyspie doprowadzają mnie do stanu bliskiego ekstazie, a jak się kiedyś (w co gorąco wierzę) spotkamy osobiście, no to już chyba będzie nirwana.
Co do Pańskich okolic, to słyszałem z dobrze poinformowanego źródła (tak, dobrze się Pan domyśla), że nawet jak nie jeździć, to chodzić i zwiedzać jest gdzie. Na chodzenie (chociaż nie bieganie) również jestem łasy. Może być po wertepach, a co. W końcu-m dziecko geologów i w tzw. teren jeździłem z rodzicami.