« Blog roku - Malina m I znowu moje bieliki... »

Robert Silverberg „Człowiek w labiryncie”

-Poświęciłem życie – rzekł Muller powoli – dla dobra Richarda Mullera.
Stanął przodem do Rawlinsa. Oddaleni byli od siebie o sześć czy siedem metrów, ale wydawało się, że emanacja jest prawie tak mocna, jak gdyby stali nos w nos.
– Ludzkość – ciągnął – nie obchodziła mnie ani trochę, chłopcze. Widziałem gwiazdy i chciałem nimi zawładnąć. Marzyła mi się boskość. Jeden świat nie wystarczał. Łaknąłem wszystkich światów. Więc wybrałem sobie zawód, który miał mi udostępnić gwiazdy. Narażałem się na śmierć tysiące razy. Wytrzymywałem fantastycznie krańcowe temperatury. Od wdychania przedziwnych gazów płuca mi zgniły, aż musiałem poddać je odnowie.Jadałem paskudztwa, o których opowiadanie wywołałoby torsje. Chłopcy tacy jak ty uwielbiali mnie i pisali wypracowania o moim samozaparciu w służbie ludzkości, o moim nienasyconym głodzie wiedzy. A ja ci zaraz boś wyjaśnię. Jestem akurat tak samo pełen samozaparcia jak Kolumb i Magellan, i Marco Polo. To byli wielcy podróżnicy, owszem, ale przy tym szukali wielkich zysków. Otóż zysk, którego szukałem jest tutaj. Chciałem się wznieść na wysokość stu kilometrów. Chciałem, żeby moje pomniki ze złota stawiano na tysiącach planet. Znasz poezję „Sława dla nas ostrogą(>>>>)to ostatnia słabość umysłu szlachetnego” Milton. Znasz także tych waszych Greków ? Gdy człowiek za wysoko sięga, bogowie zrzucają go w dół. To się nazywa hybris. Zapadłem na to fatalnie.Gdy zleciałem przez chmury do Hydranów, czułem się jak Bóg. Do diabła, byłem Bogiem. I gdy stamtąd odlatywałem, znowu przez te chmury… też byłem Bogiem. Dla Hydranów z pewnością. Myślałem wtedy: pozostanę w ich mitach zawsze będą opowiadali legendy o mnie, Okaleczony bóg, Bóg umęczony. Istota, która między nich zstąpiła i zaniepokoiła ich tak bardzo, że musieli ją unieszkodliwić……ale…….

112 komentarzy

  1. korab pisze:

    DzieńDobry :)) Nie było chętnych na zmianę wycieraczki, więc wrzuciłem fragment jednej z moich ulubionych mikropowieści. Krótka lecz mocna :)))

  2. Quackie pisze:

    Dzień dobry na nowym pięterku. Grrr… Tylko jeden problem, że następna rzecz się kroi w kolejce do czytania, chyba będę musiał zrezygnować ze snu…

    • Wiedźma pisze:

      Kwaku….. dlugie, powolne ruchy ! nie ma szans, byśmy przeczytali wszystkie książki tego świata ! ROTFL

      • korab pisze:

        Witaj Czarodziejko :)) Jak mawiają starożytni Czukcze, wszystkiej wódki nie wypijesz, wszystkich kobiet nie pokochasz, wszystkiej roboty nie przerobisz, ale trzeba się starać :)))

        • Tetryk56 pisze:

          Pokochać możesz – ale Czukczom o inny czasownik chodziło… 😉

          • korab pisze:

            Senator jest wybitnym znawcą zarówno języka jak i obyczajów tego Szlachetnego Ludu. Pewnie wyjaśni nam, o jakie pojęcie chodziło :)))

            • Incitatus pisze:

              Nie wiem Stateczku czy dobrze przetłumaczę, ale moja znajomość języka antycznych Czukczów podsuwa mi jedynie określenie „kopulacja”. Kłopot w tym, że Czukcze – zarówno ci starożytni jak i ci dzisiejsi – nie zbudowali nigdy niczego zakończonego kopułą!! To i skąd by niby ta kopuła w ich języku??

      • Quackie pisze:

        A jakby tak chociaż całą SF? Nie? Nie ma szans?

        • korab pisze:

          Można Mistrzu :)) Podobnie jest z filmami, widziałem „Dyliżans”,
          „15:10 do Yumy”, „Rio Bravo”, „Dwa złote kolty”, „Winchester 73”
          „Ostatnią walkę Apacza”, czyli widziałem już wszystkie westerny, cała reszta to tylko wariacje na temat. Podobnie jest z SF, tyle siana ile jest teraz wydawane, spowodowało gwałtowną inflację gatunku. Szkoda na to czasu i pieniędzy :))

          • Quackie pisze:

            Ale – z drugiej strony – zapoznaję się w wolnych chwilach z klasyką gatunku, obecnie z cyklem „Rama” Arthura C. Clarke’a i mam wrażenie, że nie wytrzymało to próby czasu, że to nie Rama, tylko – niestety – bardziej ramota. A po autorze spodziewałem się czegoś więcej.

            • misiek pancerny pisze:

              Dobry wieczór 🙂 Mam podobne wrażenie czytając cykl R.Zelaznego „Amber”, jest tego badajże 10 części, a ja nie mogę przebrnąć przez pierwsze dwie, mimo, że już je wcześniej czytałem, a może właśnie dlatego Thinking

              • Wiedźma pisze:

                Wcale nie polubiłam Zelaznego… od początku 🙁

              • Quackie pisze:

                De gustibus. Mnie Zelazny z Amberem nigdy specjalnie nie pociągał, jego światy z cyklu o Amberze uważałem za zbyt wymyślne, chwilami barokowe (w sensie przepychu). Natomiast była taka powieść(mikropowieść?) „Aleja Potępienia” i to mi się nawet dość podobało.

                • misiek pancerny pisze:

                  I „Stwory Światła i Ciemności” oparta na egipskich mitach, podobała mi się 🙂

              • Incitatus pisze:

                „Dziesięciu książąt Amberu”, pierwsza część nie jest zła!
                Zobacz co z „Diuną” się nawyprawiało. Kolejne części wcale nie dają się czytać!

                • misiek pancerny pisze:

                  Dzień dobry 🙂 Doskonały przykład, dalsze części sa tak przekombinowane, barokowe, jak to określił Quackie, ze ciężko jest przez nie przebrnąć i dlatego też, każda ekranizacja powieści, była kompletnym niewypałem 🙂

                • Quackie pisze:

                  Co do „Diuny” całkowicie się zgadzam.

                • Wiedźma pisze:

                  Ja też 🙂

      • Incitatus pisze:

        Na poprzednim wątku masz Waćpani kraszanki: )))

  3. Wiedźma pisze:

    Witaj Stateczku 🙂 znowu… coś, czego nie czytałam… Ale mam szansę poznać Twoje upodobania, a ze mną wszyscy:)

  4. Wiedźma pisze:

    Do moich ulubionych pozycji fantasy należy cykl o Xanth…. Piersa Anthonego….. zwariowany, magiczny Półwysep 🙂

  5. Alla pisze:

    I co po tym „ale..” ?? Panie Stateczku?? 😀

  6. misiek pancerny pisze:

    Miałem zrobić z tego jutrzejszą wycieraczkę Pod Krawatem, ale po tekście Korabia, tutaj ten wiersz będzie lepiej pasował 🙂
    „Drugie przyjście” William Butler Yeats

    Kołując coraz szerszą spiralą,
    Sokół przestaje słyszeć sokolnika;
    Wszystko w rozpadzie, w odśrodkowym wirze;
    Czysta anarchia szaleje nad światem,
    Wzdyma się fala mętna od krwi, wszędzie wokół
    Zatapiając obrzędy dawnej niewinności;
    Najlepsi tracą wszelka wiarę, a w najgorszych
    Kipi żarliwa i porywcza moc.

    Tak, objawienie jakieś się przybliża;
    Tak, Drugie Przyjście chyba się przybliża.
    Drugie Przyjście! Zaledwie wyrzekłem te słowa,
    Ogromny obraz rodem ze Spiritus Mundi
    Wzrok mój poraża: gdzieś w piaskach pustyni
    Kształt o lwim cielsku i człowieczej głowie,
    Z okiem jak słońce pustym, bezlitosnym,
    Dźwiga powolne łapy, a wokoło krążą
    Pustynnych ptaków rozdrażnione cienie.
    Znów mrok zapada; lecz teraz już wiem,
    Że dwadzieścia stuleci kamiennego snu
    Rozkołysała w koszmar dziecinna kolebka –
    I cóż za bestia, której czas wreszcie powraca,
    Pełznie w stronę Betlejem, by tam się narodzić
    Stanisław Barańczak

  7. Quackie pisze:

    Nie było mnie chwilę, pomagałem przyjaciołom w małym przemeblowaniu, ale już jestem.

  8. Wiedźma pisze:

    Trzy rozdziały przeczytałam….reszta na popotem 🙂

  9. Wiedźma pisze:

    A na teraz ? Lampka na dobranoc….

  10. Quackie pisze:

    Dzisiaj wzięło mnie znowu na celtyckie klimaty. Co prawda nie wiem, dlaczego w klipie są krajobrazy Irlandii, skoro zespół jest szkocki, ale poza tym wszystko OK. Ten kawałek (Rann na Mona grupy Capercaillie) zawsze będzie mi się kojarzył z radiem, w którym pracowałem za czasów studiów, i jedną z (ponoć) pierwszych w Polsce audycji folkowych, którą czasem realizowałem. Snów o zielonej wyspie zatem!

  11. Incitatus pisze:

    Dzień dobry: )))

  12. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin

  13. miral59 pisze:

    Fragment ciekawy, ale to nie moje klimaty…

  14. miral59 pisze:

    Tradycyjnie spadam na górę do spania Spanko I życzę Wam miłego początku weekendowego Buziaczki

  15. Alla pisze:

    Dzień dobry 😀
    Się przywitam i do… Eee, garb mi rośnie Wink

  16. korab1 pisze:

    DzieńDobry:)) Słońce się pokazuje :)))

  17. Quackie pisze:

    Dzień dobry A u nas sypie a sypie śnieg.

    Przeczytałem w nocy tego Silverberga, wszsytko fajnie, tylko jak to się skończyło dla ludzkości? Bo dla Mullera to wiem, ale czy dał radę? Ktoś wie?

    • Quackie pisze:

      Plus teściowa na pokładzie, robota w lesie, kotlet w panierce…

    • Bożena pisze:

      Niestety nie wiem, nie czytałam. Wróciłam wreszcie z miasta, ufff… jak ja nie lubię urzędów Weary

      • Quackie pisze:

        Urzędy jako wykwit biurokracji są niebezpieczne dla człowieka, ale od czasu do czasu nieuniknione.

        • Bożena pisze:

          Niestety, wszędzie kolejki. Petent musi się „zanumerować” i grzecznie czekać na swoją kolejkę. Czekałam ponad pół godziny, obsłużona byłam w 3 minuty. Pondering Za miesiąc powtórka z rozrywki Weary

          • Quackie pisze:

            Pod tym kątem doskonałym komentarzem są komiksy o pani Halince – http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/pani-halinka.pl/ (część z punktu widzenia studenta w dziekanacie – to inna forma tej samej biurokracji).

            • Bożena pisze:

              Dzięki, poczytałam nieco. Świetne Approve

            • miral59 pisze:

              Komiksy o pani Halince są świetne Overjoy Nawet część z nich mogłabym chyba dopasować do tutejszych warunków… Chociaż tu większość spraw można załatwić telefonicznie, albo przez komputer, to amerykańska biurokracja ma się dobrze Weary

              • Quackie pisze:

                A „moi” Amerykanie jakoś rzadko się z nią spotykają. Ostatnio w amerykańskim konsulacie w Polsce.

                • miral59 pisze:

                  Widocznie tak trafiają. Gdy myśmy tu przyjechali, sprawę zielonej karty, czy numeru Social Security załatwiliśmy w niecałe dwa tygodnie. Pamiętam, że jak z dziećmi wracałam do Polski, to obydwa dokumenty miałam już w kieszeni. Gdy nasi znajomi wylosowali wizę tutaj i przylecieli, na te same dokumenty czekali trzy miesiące. I to też nie wiadomo jak by się skończyło to czekanie, gdybyśmy ich nie wzięli jeszcze raz do tego biura. A tam okazało się, że nie ma ich w systemie. Ta urzędniczka, która przyjmowała zgłoszenie musiała położyć gdzieś te papiery i zaginęły. Chociaż normalnie powinna od razu je wpisać w komputer.
                  Siostra mojej koleżanki załatwiała stały pobyt. Też musiała wszystkie papiery kompletować jeszcze raz, bo gdzieś się „zgubiły”. Pomijając wszystko inne, kosztowało ją to dodatkowych parę tysięcy. Normalnie, to człowiek by się zburzył, że dlaczego ma jeszcze raz płacić za to samo, skoro ktoś tam zgubił i nie jest moją winą, że urzędnik nie umie utrzymać porządku w swoim miejscu pracy. Ale z drugiej strony, to od tego urzędnika zależy, czy dostanie się ten pobyt stały, czy nie. To kto się będzie awanturował… Weary

                • Quackie pisze:

                  Kiedyś dostałem właśnie dłuższą relację Kumy o tym, jak odchorowała parę tygodni PRZED przedłużeniem Zielonej Karty, denerwując się zawczasu potencjalnymi problemami, po czym pojechała do stosownego biura z mężem, który uprzejmie powiedział „Potrzebujemy przedłużyć Zieloną Kartę,” urzędniczka przejrzała papiery, włożyła je do odpowiedniej przegródki, przystawiła pieczątkę gdzie trzeba i równie uprzejmie powiedziała „Do widzenia,” kurtyna.

          • misiek pancerny pisze:

            Dla mnie dzień administracyjny, czyli łażenie po urzędach, to prawdziwa męka, po diabła to wszystko komputeryzowali, skoro i tak bez tony załączników, pism, formularzy i osobistego stawiennictwa, nic się nie da załatwić ? 🙁

            • miral59 pisze:

              Dzień dobry Happy-Grin
              Jakbyś nie potrzebował tony załączników i pism, a do tego wszystko załatwił przez telefon czy komputer, to wiesz ilu „światłych” ludzi straciłoby pracę?!!! I o ile procent wzrosłoby bezrobocie? Przecież w tej administracji siedzą tysiące ludzi… Weary I oczywiście co jeden to ważniejszy…

  18. Wiedźma pisze:

    Dzień dobry ! 🙂 Dzisiaj jestem prawdziwie przelotna …. może wieczorem usiądę jak człowiek i poczytam Silverberga 🙂

  19. miral59 pisze:

    Jest zimno, więc dokarmiam ptaszki Happy-Grin Lubię patrzeć jak jedzą… Przy okazji mam całe stado głodnych wiewiórek Delighted Przeważnie na karmnikach ludzie robią zabezpieczenia, żeby wiewiórki nie miały jak się do jedzonka dobrać. Ale one przecież też muszą coś jeść!!! Także stawiam jedzonko na ziemi, żeby i one sobie pojadły. Rano jak zwykle nasypałam im ziarenek słonecznika. Teraz przypomniałam sobie, że dostałam cały bochenek chleba. Odkroiłam kawał, pokroiłam i otworzyłam okno. Ptaszki i wiewiórki z miejsca dały nogę Delighted Tylko jedna wiewiórka została. Musi być bardzo głodna, bo jak wyrzucałam chleb (część upadła tuż koło niej), to nawet nie drygnęła Overjoy Dalej siedziała i jadła Pleasure

    • Bożena pisze:

      Biedne te zwierzęta są zimą. Niejedno by padło, gdyby nie ludzie.

      • Tetryk56 pisze:

        A ile z nich pada, bo ludzie?

        • Quackie pisze:

          Tu się kryje pewne niebezpieczeństwo – przyzwyczajone do otrzymywania pomocy zwierzę nie potrafi sobie już bez niej poradzić, kiedy jej zabraknie. Taki zwierzęcy „kult cargo”.

          • Bożena pisze:

            Gdyby im nie pomagać, to może więcej by ich padło. A o ile wiem, to latem też są dokarmiane.

            • miral59 pisze:

              Bożenko, kiedyś ludzie nie dokarmiali tak ptaków i zwierząt, a one nie wymarły i są. Czyli potrafiły o siebie zadbać… Może słabsze sztuki padały, ale to jest selekcja naturalna. Stały się pokarmem dla innych ptaków i zwierząt…
              Zauważyłam, że te przydomowe karmniki są również karmnikami dla drapieżników Wink Taki jastrząb wie gdzie ludzie powiesili jadłodajnie ptakom i oblatują je po kolei. I po kolei próbują coś tam sobie złapać. Nie uda się tu, to lecą do następnego Delighted Czasami złapią wiewiórkę, czy króliczka, który też przyszedł pozbierać ziarenka z ziemi. Kiedyś dłuższy czas przyglądałam się, jak próbował dorwać wiewiórkę. Nie uciekała ani do góry, ani do dołu, tylko chowała się przed nim dokoła pnia. Latał w te i nazad, a w końcu zrezygnował… Happy-Grin

            • Tetryk56 pisze:

              Gdybyśmy nie wycinali lasów, nie zaorywali stepów, nie przecinali ich świata asfaltem i szynami – przeżyłoby ich znacznie więcej. To nas jest o wiele za dużo…

              • miral59 pisze:

                A niektórzy krzyczą, że rodzi się nas za mało Wink Ale masz racje. Drastycznie zmniejszają się dzikie tereny, a zwiększa urbanizacja. Niemałą też rolę odgrywają śmieci tonami zostawiane przez „turystów”. W muzeum w Dubuque jest dział ekologiczny. Tam widziałam zdjęcia ptaków, którym te śmieci zaszkodziły. Okręcone żyłką, pokaleczone puszkami, czy plastikiem. Muszę przyznać, że niektóre zdjęcia były szokujące. Dedykowałabym je wszystkim brudasom, którzy nie umieją zachować się w parkach i lasach. Uważają, że będąc nad wodą mogą takie śmieci wywalić do rzeki i to spłynie. Tylko nie zastanawiają się dokąd to ma spływać… Weary

                • Wiedźma pisze:

                  Zdaje mi się, że to ludzie rozpychają się na tym świecie…. Pomysleć, że w czasach Kazimierza Wielkiego ludność Polski liczyła nieco ponad trzy miliony luda i starczyło ?

                • miral59 pisze:

                  Ale z tego co mówią (już nieważne kto i tak wszyscy wiedzą) to jeśli nie będzie nas, Polaków więcej, to za parę lat w Polsce będą rządzić albo czarni, albo skośnoocy Wink A tak, nota bene, w polskim parlamencie jeden czarny już jest Wink Czyli te przepowiednie zaczynają się sprawdzać Overjoy

          • miral59 pisze:

            I tu przyznaję Wam rację. Bez pomocy ludzi zwierzęta też sobie radzą i to całkiem nieźle. Wszędzie w parkach są tablice, żeby ptaków nie karmić. Przy ładnej pogodzie chodzą tam tłumy, przy brzydkiej nie ma nikogo. A taki ptak przyzwyczajony do karmy głoduje, bo nie potrafi już sam o siebie zadbać. Dlatego jak zaczęłam od mrozów je karmić, robię to codziennie, bez względu na pogodę. Daleko nie mam, tylko do ogródka. I będę je karmić dopóki nie będą miały pokarmu w naturze. Nie chciałabym, żeby moje wróbelki i szpaki (bo tych jest tu najwięcej) były głodne przez moje lenistwo. Tutaj mówią o tym i w telewizji. Ostrzegają, żeby nie zachęcać tych ptaków, które normalnie odlatują na zimę do pozostania. Bo taki ptak, jak ma pod dostatkiem jedzenia, zostaje. A jak ludziom znudzi się karmienie, czy zła pogoda odstraszy ich i nie wychodzą z domu, ptaki padają z zimna i głodu. Także lepiej gdy odlecą na południe i wrócą na wiosnę. A jeśli już ktoś zaczyna takie dokarmianie, musi to robić regularnie…

            • Bożena pisze:

              Ja oceniam sytuację patrząc na moje osiedle. To ptactwo jest karmione przez cały rok. Latem nieraz długo leży jedzenie, bo nie mają głodu. Zimą natomiast znika szybko. To nie znaczy, że zimą głodują, ale pewnie do przetrwania więcej potrzebują. Między bloki też przylatuje obce ptactwo gdy przyjdzie zima, bo wiedzą, że prędzej tu coś znajdą niż np. w lesie. Nigdy nie są zostawione bez pomocy, bo na tyle ludzi co tu mieszka, zawsze ktoś wyrzuci pokarm ptakom.

              • Wiedźma pisze:

                Karmi się ptaki, koty…. a przy okazji lisy, kuny i jenoty…. Tak jest na moim osiedlu..:)

                • Wiedźma pisze:

                  Dziki jeszcze do nas nie dotarły, ale tylko patrzeć….

                • miral59 pisze:

                  Na naszych osiedlach mieszkają szopy, skunksy, kojoty, lisy, sarny, króliki, wiewiórki, oposy… a bliżej wody, to wydry, bobry i jakieś jeszcze wodne zwierzątka, których nazw nie znam, bo nie udało mi się im bliżej przyjrzeć. Co do ptaków, to nie jestem w stanie wymienić, tyle jest różnych gatunków. I to tych, które zostają tu na zimę. Największe oczywiście są sarny. Potrafią ogryźć cały ogródek na wiosnę. I to tak do gołej ziemi. Też fakt, że mamy tutaj parków, w których one żyją całe mnóstwo. A że nikt na te sarny tu nie poluje, bo są to tereny zaludnione i polowanie mogłoby być niebezpieczne, a naturalnych wrogów nie mają… ich populacja rozrosła się do niesamowitych rozmiarów. Od lat już gminy głowią się, co z tymi sarnami zrobić. A widzę je bardzo często pasące się na trawnikach, czy cmentarzach…

              • Tetryk56 pisze:

                „Gołębiami brukowany Kraków
                gówno ma z tych ptaków”
                (J. Sztaudynger)

  20. Tetryk56 pisze:

    Dobry, przedweekendowy wieczór Państwu! Delighted

    • Quackie pisze:

      Dobry, chociaż nadal nieco zapracowany, ale już niedługo.

    • miral59 pisze:

      U mnie południe Happy-Grin I nawet w miarę dobre Wink Muszę wyjść, a szkoda. Niewiele mi zostało do opisania z naszej wycieczki. Dosłownie kilka zdjęć. Może jutro będę mogła Wam to pokazać Pleasure Chociaż może ktoś inny ma jakieś plany. Nie chcę się komuś wciąć…

      • Incitatus pisze:

        Bardzo prosimy! Już pucuję gwintówkę!: )))

        • miral59 pisze:

          To może Ty, Senatorze pierwszy… bo jakbyś mnie tak z tej gwintówki… Amazed A jeszcze jakbyś trafił!!! To ciężko by mi było siedzieć Chlip Ja chętnie ustąpię i poczytam Twój „cdn…” Pleasure

          • Alla pisze:

            Hi,hi.. ja odczytałam jako pucowanie /fiu,fiu/ dawno nie używanej gwintówki na Twe ptaszyny, Mirelko Wink

            • Wiedźma pisze:

              Bez wątpienia słusznie odczytałaś, tylko czy z gwintówki ustrzeliłby nasz Senator orła bielika ?:) Wink

            • miral59 pisze:

              Ależ ja o niczym innym nie pomyślałam Wink Bo gdzieżby na mnie?!!! Wink1 Tylko jak się strzela do szybkich ptaszków… a jak Senator sam pisał, od dawna już nie poluje… To kto wie, gdzie by trafił Overjoy
              Znasz tą opowieść o pewnym polowaniu, gdzie po, gdy sprawdzono „rozkład” i okazało się, że odstrzelono dwie sarny, dzika i dwóch „naganiaczy”… Worry

          • Incitatus pisze:

            Witam: )))

            Do latającego drobiu to ja kiedyś byłem fachman! Ojcu szło to wprawdzie jeszcze lepiej, ale i moje wyniki złe nie były!: )
            Do takiego bielika to by trzeba było walnąć śrutem „000” – jak do gęsi – ale to da się zrobić!: )

  21. Alla pisze:

    Idę dalej spać.. Dobranoc I-m-in-love
    PS Jutro ptaki wiosennie zaświergolą?? 😉
    PS2 Mistrz oczywiście kręci?? 😀

  22. miral59 pisze:

    Zaczęłam czytać tą książkę, której link podał Mistrz T. Ja ją przecież czytałam!!!! Nie pamiętam dokładnie kiedy… może 20, a może 25 lat temu. Treści już tak dokładnie nie pamiętałam, ale ten labirynt i zakończenie… Pleasure A napisałam, że to nie moje klimaty Delighted

    • Wiedźma pisze:

      I jak Ci się podobało po tylu latach ?:)

      • miral59 pisze:

        Nie przeczytałam całości, nie miałam na to czasu. Przeczytałam początek, potem trochę w środku, a potem samo zakończenie, żeby się upewnić, czy to ta sama książka i czy dobrze to zakończenie zapamiętałam… 😀 Pamiętałam…

  23. Quackie pisze:

    Czasami refleksje przychodzą po latach. Mnie na przykład skojarzyło się, że polski Vox nieodparcie przypomniał stylistykę Bee Gees (pewnie przez te falsety w chórkach). No to dzisiaj na dobranoc – Bananowy song. Hamaki, plaża, te klimaty. Snów o ciepłych krajach. PS. Czy na Madagaskarze rosną banany?

  24. miral59 pisze:

    U Was już po północy… Zapraszam pięterko wyżej. Od rana będzie można latać z bielikami amerykańskimi, albo dziobać z dzięciołem smugoszyim Happy-Grin

    • Wiedźma pisze:

      Doczytałam tę mikropowieść. Pomysł ciekawy, ale …. chyba jednak trochę to przegadane. Co z tego ma wynikać? że niezwyciężona ciekawość jest ludzka ? że możliwość przedziwnych niespodzianek we wszechświecie ? że kłębowisko niskich i obrzydliwych uczuć skrywamy na dnie duszy ? eeeee….

      • Quackie pisze:

        Hmmmm, można odczytywać ją jako alegorię – człowiek nie potrafi przekazać innemu człowiekowi swoich odczuć, emocji, wrażeń, żeby nie wiem co, i nie dzieje się tak przypadkiem, bo gdyby tak było można, to mielibyśmy świat Dicków Mullerów, uciekających odśrodkowo od siebie nawzajem. Ktoś, kto – nienaturalnie – potrafi „nadawać” siebie, swoje emocje, do innych, musi się ukryć w labiryncie, symbolizującym drogę, jaką u „normalnych” ludzi musi przebyć emocja, uczucie, poprzez język, mowę ciała etc., żeby mogli ją odczytać inni. Jak sugeruje autor – to zapośredniczenie jest na tyle naturalne, że ktoś bez niego traktowany jest jak nienormalny i „trędowaty”.

        To tylko jedna z interpretacji.

        • Wiedźma pisze:

          Sensownie brzmi ta interpretacja ! 🙂 Coś z teg jest, bo przecież nasze relacje z ludźmi układają się często na zasadzie przyciągania i odpychania :)To sławne ” nadawanie na jednaej fali…. lub nie Happy

          • Quackie pisze:

            Tym bardziej uprawniona ta interpretacja, że właśnie wątek koncentruje się na Mullerze, nie na jego misji wśród „wielorybów”. Nie wiadomo, jak się ona skończyła, co w pierwszej chwili mnie zdeprymowało, ale jak zacząłem sobie zadawać pytanie, dlaczego autor tak zdecydował, to doszedłem do powyżej opisanych wniosków.

            Oczywiście nie oznacza to, że to JEDYNIE SŁUSZNA interpretacja.

  25. Wiedźma pisze:

    Zapalę tu lampkę i pójdę już spać. A ptaki … na jutro . Dzięki Mirelko ! Buziaczki

  26. Wiedźma pisze:

    Dobranoc….

Skomentuj Wiedźma Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[+] Zaazulki ;)