-Poświęciłem życie – rzekł Muller powoli – dla dobra Richarda Mullera.
Stanął przodem do Rawlinsa. Oddaleni byli od siebie o sześć czy siedem metrów, ale wydawało się, że emanacja jest prawie tak mocna, jak gdyby stali nos w nos.
– Ludzkość – ciągnął – nie obchodziła mnie ani trochę, chłopcze. Widziałem gwiazdy i chciałem nimi zawładnąć. Marzyła mi się boskość. Jeden świat nie wystarczał. Łaknąłem wszystkich światów. Więc wybrałem sobie zawód, który miał mi udostępnić gwiazdy. Narażałem się na śmierć tysiące razy. Wytrzymywałem fantastycznie krańcowe temperatury. Od wdychania przedziwnych gazów płuca mi zgniły, aż musiałem poddać je odnowie.Jadałem paskudztwa, o których opowiadanie wywołałoby torsje. Chłopcy tacy jak ty uwielbiali mnie i pisali wypracowania o moim samozaparciu w służbie ludzkości, o moim nienasyconym głodzie wiedzy. A ja ci zaraz boś wyjaśnię. Jestem akurat tak samo pełen samozaparcia jak Kolumb i Magellan, i Marco Polo. To byli wielcy podróżnicy, owszem, ale przy tym szukali wielkich zysków. Otóż zysk, którego szukałem jest tutaj. Chciałem się wznieść na wysokość stu kilometrów. Chciałem, żeby moje pomniki ze złota stawiano na tysiącach planet. Znasz poezję „Sława dla nas ostrogą(>>>>)to ostatnia słabość umysłu szlachetnego” Milton. Znasz także tych waszych Greków ? Gdy człowiek za wysoko sięga, bogowie zrzucają go w dół. To się nazywa hybris. Zapadłem na to fatalnie.Gdy zleciałem przez chmury do Hydranów, czułem się jak Bóg. Do diabła, byłem Bogiem. I gdy stamtąd odlatywałem, znowu przez te chmury… też byłem Bogiem. Dla Hydranów z pewnością. Myślałem wtedy: pozostanę w ich mitach zawsze będą opowiadali legendy o mnie, Okaleczony bóg, Bóg umęczony. Istota, która między nich zstąpiła i zaniepokoiła ich tak bardzo, że musieli ją unieszkodliwić……ale…….
| « Blog roku - Malina m | I znowu moje bieliki... » |
16
sty 2014




DzieńDobry :)) Nie było chętnych na zmianę wycieraczki, więc wrzuciłem fragment jednej z moich ulubionych mikropowieści. Krótka lecz mocna :)))
Dzień dobry na nowym pięterku. Grrr… Tylko jeden problem, że następna rzecz się kroi w kolejce do czytania, chyba będę musiał zrezygnować ze snu…
Kwaku….. dlugie, powolne ruchy ! nie ma szans, byśmy przeczytali wszystkie książki tego świata !
Witaj Czarodziejko :)) Jak mawiają starożytni Czukcze, wszystkiej wódki nie wypijesz, wszystkich kobiet nie pokochasz, wszystkiej roboty nie przerobisz, ale trzeba się starać :)))
Pokochać możesz – ale Czukczom o inny czasownik chodziło… 😉
Senator jest wybitnym znawcą zarówno języka jak i obyczajów tego Szlachetnego Ludu. Pewnie wyjaśni nam, o jakie pojęcie chodziło :)))
Nie wiem Stateczku czy dobrze przetłumaczę, ale moja znajomość języka antycznych Czukczów podsuwa mi jedynie określenie „kopulacja”. Kłopot w tym, że Czukcze – zarówno ci starożytni jak i ci dzisiejsi – nie zbudowali nigdy niczego zakończonego kopułą!! To i skąd by niby ta kopuła w ich języku??
Ważne by zakończyło się sukcesem, nawet kopulacyjnym bez kopuły :)))
A jakby tak chociaż całą SF? Nie? Nie ma szans?
Można Mistrzu :)) Podobnie jest z filmami, widziałem „Dyliżans”,
„15:10 do Yumy”, „Rio Bravo”, „Dwa złote kolty”, „Winchester 73”
„Ostatnią walkę Apacza”, czyli widziałem już wszystkie westerny, cała reszta to tylko wariacje na temat. Podobnie jest z SF, tyle siana ile jest teraz wydawane, spowodowało gwałtowną inflację gatunku. Szkoda na to czasu i pieniędzy :))
Ale – z drugiej strony – zapoznaję się w wolnych chwilach z klasyką gatunku, obecnie z cyklem „Rama” Arthura C. Clarke’a i mam wrażenie, że nie wytrzymało to próby czasu, że to nie Rama, tylko – niestety – bardziej ramota. A po autorze spodziewałem się czegoś więcej.
Dobry wieczór 🙂 Mam podobne wrażenie czytając cykl R.Zelaznego „Amber”, jest tego badajże 10 części, a ja nie mogę przebrnąć przez pierwsze dwie, mimo, że już je wcześniej czytałem, a może właśnie dlatego
Wcale nie polubiłam Zelaznego… od początku 🙁
De gustibus. Mnie Zelazny z Amberem nigdy specjalnie nie pociągał, jego światy z cyklu o Amberze uważałem za zbyt wymyślne, chwilami barokowe (w sensie przepychu). Natomiast była taka powieść(mikropowieść?) „Aleja Potępienia” i to mi się nawet dość podobało.
I „Stwory Światła i Ciemności” oparta na egipskich mitach, podobała mi się 🙂
„Dziesięciu książąt Amberu”, pierwsza część nie jest zła!
Zobacz co z „Diuną” się nawyprawiało. Kolejne części wcale nie dają się czytać!
Dzień dobry 🙂 Doskonały przykład, dalsze części sa tak przekombinowane, barokowe, jak to określił Quackie, ze ciężko jest przez nie przebrnąć i dlatego też, każda ekranizacja powieści, była kompletnym niewypałem 🙂
Co do „Diuny” całkowicie się zgadzam.
Ja też 🙂
Na poprzednim wątku masz Waćpani kraszanki: )))
Dzię
kuję, już lecę 🙂
No to ja mam na sumieniu kraszanki w łupinach cebuli !
Specjalnie zbierałam te łupiny, żeby jajka miały intensywną barwę 🙂 i chyba jednak popełniłam też pisanki 🙂
A skrobać, drapać próbowałaś?: )
hihi…. próbowałam… jajka nienajlepiej zniosły te pieszczoty 🙂
Ja to robię igłą lekarską. I jakoś idzie!: ))
Witaj Stateczku 🙂 znowu… coś, czego nie czytałam… Ale mam szansę poznać Twoje upodobania, a ze mną wszyscy:)
… czy znajdzie się też link do tej mikropowieści ? 🙂
Nie wiem co się stało, nie mogłam się zalogować, ani nawet wejść na Wyspę.
Aha, jeszcze tu się nie przywitałam…
Dzień dobry Państwu
Bo – mam wrażenie – Wyspa się na chwilę zanurzyła w odmętach Oceanu Internetowego. Wystawały tylko cyferki 4, 0 i 4.
Pewnie jakieś tsunami przeszło. Ale teraz już dobrze
Służę linkiem:
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/lib.rus.ec/b/210959/read
Dziękuję… tylko trochę mi te plansze przeszkadzają :)Abonament w rublach 🙂
Daje się czytać bez abonamentu 🙂
A plansze blokuję wyłączając skrypty – dodatek NoScript do FF 🙂
Owszem! daje się czytać ! 🙂
Do moich ulubionych pozycji fantasy należy cykl o Xanth…. Piersa Anthonego….. zwariowany, magiczny Półwysep 🙂
… ale o tym już kiedyś mówiłam 🙁
Ja to też lubię!
Też chciałbym mieć talent magiczny!: ))
Fajnie by było …. ale niekoniecznie talent do tworzenia hologramów ! 🙂
I co po tym „ale..” ?? Panie Stateczku?? 😀
Miałem zrobić z tego jutrzejszą wycieraczkę Pod Krawatem, ale po tekście Korabia, tutaj ten wiersz będzie lepiej pasował 🙂
„Drugie przyjście” William Butler Yeats
Kołując coraz szerszą spiralą,
Sokół przestaje słyszeć sokolnika;
Wszystko w rozpadzie, w odśrodkowym wirze;
Czysta anarchia szaleje nad światem,
Wzdyma się fala mętna od krwi, wszędzie wokół
Zatapiając obrzędy dawnej niewinności;
Najlepsi tracą wszelka wiarę, a w najgorszych
Kipi żarliwa i porywcza moc.
Tak, objawienie jakieś się przybliża;
Tak, Drugie Przyjście chyba się przybliża.
Drugie Przyjście! Zaledwie wyrzekłem te słowa,
Ogromny obraz rodem ze Spiritus Mundi
Wzrok mój poraża: gdzieś w piaskach pustyni
Kształt o lwim cielsku i człowieczej głowie,
Z okiem jak słońce pustym, bezlitosnym,
Dźwiga powolne łapy, a wokoło krążą
Pustynnych ptaków rozdrażnione cienie.
Znów mrok zapada; lecz teraz już wiem,
Że dwadzieścia stuleci kamiennego snu
Rozkołysała w koszmar dziecinna kolebka –
I cóż za bestia, której czas wreszcie powraca,
Pełznie w stronę Betlejem, by tam się narodzić
Stanisław Barańczak
Istotnie…. ten wiersz jest tu na miejscu , Miśku ! 🙂
Prawda 🙂 🙂
Nie było mnie chwilę, pomagałem przyjaciołom w małym przemeblowaniu, ale już jestem.
Mnie też nie było trochę więcej niż chwilę i przyszłam tu tylko, żeby życzyć wszystkim dobrej nocy.
Trzy rozdziały przeczytałam….reszta na popotem 🙂
A na teraz ? Lampka na dobranoc….

Dzisiaj wzięło mnie znowu na celtyckie klimaty. Co prawda nie wiem, dlaczego w klipie są krajobrazy Irlandii, skoro zespół jest szkocki, ale poza tym wszystko OK. Ten kawałek (Rann na Mona grupy Capercaillie) zawsze będzie mi się kojarzył z radiem, w którym pracowałem za czasów studiów, i jedną z (ponoć) pierwszych w Polsce audycji folkowych, którą czasem realizowałem. Snów o zielonej wyspie zatem!
Dzień dobry: )))
Dzień dobry
Fragment ciekawy, ale to nie moje klimaty…
Tradycyjnie spadam na górę do spania
I życzę Wam miłego początku weekendowego 
Dzień dobry
Zmiana warty?
Spokojnej nocy Mireczko
Dzień dobry 😀
Się przywitam i do… Eee, garb mi rośnie
Miłego dzionka Pracusiu
DzieńDobry:)) Słońce się pokazuje :)))
Dzień dobry A u nas sypie a sypie śnieg.
Przeczytałem w nocy tego Silverberga, wszsytko fajnie, tylko jak to się skończyło dla ludzkości? Bo dla Mullera to wiem, ale czy dał radę? Ktoś wie?
Plus teściowa na pokładzie, robota w lesie, kotlet w panierce…
Niestety nie wiem, nie czytałam. Wróciłam wreszcie z miasta, ufff… jak ja nie lubię urzędów
Urzędy jako wykwit biurokracji są niebezpieczne dla człowieka, ale od czasu do czasu nieuniknione.
Niestety, wszędzie kolejki. Petent musi się „zanumerować” i grzecznie czekać na swoją kolejkę. Czekałam ponad pół godziny, obsłużona byłam w 3 minuty.
Za miesiąc powtórka z rozrywki 
Pod tym kątem doskonałym komentarzem są komiksy o pani Halince – http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/pani-halinka.pl/ (część z punktu widzenia studenta w dziekanacie – to inna forma tej samej biurokracji).
Dzięki, poczytałam nieco. Świetne
Komiksy o pani Halince są świetne
Nawet część z nich mogłabym chyba dopasować do tutejszych warunków… Chociaż tu większość spraw można załatwić telefonicznie, albo przez komputer, to amerykańska biurokracja ma się dobrze 
A „moi” Amerykanie jakoś rzadko się z nią spotykają. Ostatnio w amerykańskim konsulacie w Polsce.
Widocznie tak trafiają. Gdy myśmy tu przyjechali, sprawę zielonej karty, czy numeru Social Security załatwiliśmy w niecałe dwa tygodnie. Pamiętam, że jak z dziećmi wracałam do Polski, to obydwa dokumenty miałam już w kieszeni. Gdy nasi znajomi wylosowali wizę tutaj i przylecieli, na te same dokumenty czekali trzy miesiące. I to też nie wiadomo jak by się skończyło to czekanie, gdybyśmy ich nie wzięli jeszcze raz do tego biura. A tam okazało się, że nie ma ich w systemie. Ta urzędniczka, która przyjmowała zgłoszenie musiała położyć gdzieś te papiery i zaginęły. Chociaż normalnie powinna od razu je wpisać w komputer.
Siostra mojej koleżanki załatwiała stały pobyt. Też musiała wszystkie papiery kompletować jeszcze raz, bo gdzieś się „zgubiły”. Pomijając wszystko inne, kosztowało ją to dodatkowych parę tysięcy. Normalnie, to człowiek by się zburzył, że dlaczego ma jeszcze raz płacić za to samo, skoro ktoś tam zgubił i nie jest moją winą, że urzędnik nie umie utrzymać porządku w swoim miejscu pracy. Ale z drugiej strony, to od tego urzędnika zależy, czy dostanie się ten pobyt stały, czy nie. To kto się będzie awanturował…
Kiedyś dostałem właśnie dłuższą relację Kumy o tym, jak odchorowała parę tygodni PRZED przedłużeniem Zielonej Karty, denerwując się zawczasu potencjalnymi problemami, po czym pojechała do stosownego biura z mężem, który uprzejmie powiedział „Potrzebujemy przedłużyć Zieloną Kartę,” urzędniczka przejrzała papiery, włożyła je do odpowiedniej przegródki, przystawiła pieczątkę gdzie trzeba i równie uprzejmie powiedziała „Do widzenia,” kurtyna.
Dla mnie dzień administracyjny, czyli łażenie po urzędach, to prawdziwa męka, po diabła to wszystko komputeryzowali, skoro i tak bez tony załączników, pism, formularzy i osobistego stawiennictwa, nic się nie da załatwić ? 🙁
Dzień dobry
I oczywiście co jeden to ważniejszy…
Jakbyś nie potrzebował tony załączników i pism, a do tego wszystko załatwił przez telefon czy komputer, to wiesz ilu „światłych” ludzi straciłoby pracę?!!! I o ile procent wzrosłoby bezrobocie? Przecież w tej administracji siedzą tysiące ludzi…
Dzień dobry ! 🙂 Dzisiaj jestem prawdziwie przelotna …. może wieczorem usiądę jak człowiek i poczytam Silverberga 🙂
Jest zimno, więc dokarmiam ptaszki
Lubię patrzeć jak jedzą… Przy okazji mam całe stado głodnych wiewiórek
Przeważnie na karmnikach ludzie robią zabezpieczenia, żeby wiewiórki nie miały jak się do jedzonka dobrać. Ale one przecież też muszą coś jeść!!! Także stawiam jedzonko na ziemi, żeby i one sobie pojadły. Rano jak zwykle nasypałam im ziarenek słonecznika. Teraz przypomniałam sobie, że dostałam cały bochenek chleba. Odkroiłam kawał, pokroiłam i otworzyłam okno. Ptaszki i wiewiórki z miejsca dały nogę
Tylko jedna wiewiórka została. Musi być bardzo głodna, bo jak wyrzucałam chleb (część upadła tuż koło niej), to nawet nie drygnęła
Dalej siedziała i jadła 
Biedne te zwierzęta są zimą. Niejedno by padło, gdyby nie ludzie.
A ile z nich pada, bo ludzie?
Tu się kryje pewne niebezpieczeństwo – przyzwyczajone do otrzymywania pomocy zwierzę nie potrafi sobie już bez niej poradzić, kiedy jej zabraknie. Taki zwierzęcy „kult cargo”.
Gdyby im nie pomagać, to może więcej by ich padło. A o ile wiem, to latem też są dokarmiane.
Bożenko, kiedyś ludzie nie dokarmiali tak ptaków i zwierząt, a one nie wymarły i są. Czyli potrafiły o siebie zadbać… Może słabsze sztuki padały, ale to jest selekcja naturalna. Stały się pokarmem dla innych ptaków i zwierząt…
Taki jastrząb wie gdzie ludzie powiesili jadłodajnie ptakom i oblatują je po kolei. I po kolei próbują coś tam sobie złapać. Nie uda się tu, to lecą do następnego
Czasami złapią wiewiórkę, czy króliczka, który też przyszedł pozbierać ziarenka z ziemi. Kiedyś dłuższy czas przyglądałam się, jak próbował dorwać wiewiórkę. Nie uciekała ani do góry, ani do dołu, tylko chowała się przed nim dokoła pnia. Latał w te i nazad, a w końcu zrezygnował… 
Zauważyłam, że te przydomowe karmniki są również karmnikami dla drapieżników
Gdybyśmy nie wycinali lasów, nie zaorywali stepów, nie przecinali ich świata asfaltem i szynami – przeżyłoby ich znacznie więcej. To nas jest o wiele za dużo…
A niektórzy krzyczą, że rodzi się nas za mało
Ale masz racje. Drastycznie zmniejszają się dzikie tereny, a zwiększa urbanizacja. Niemałą też rolę odgrywają śmieci tonami zostawiane przez „turystów”. W muzeum w Dubuque jest dział ekologiczny. Tam widziałam zdjęcia ptaków, którym te śmieci zaszkodziły. Okręcone żyłką, pokaleczone puszkami, czy plastikiem. Muszę przyznać, że niektóre zdjęcia były szokujące. Dedykowałabym je wszystkim brudasom, którzy nie umieją zachować się w parkach i lasach. Uważają, że będąc nad wodą mogą takie śmieci wywalić do rzeki i to spłynie. Tylko nie zastanawiają się dokąd to ma spływać… 
Zdaje mi się, że to ludzie rozpychają się na tym świecie…. Pomysleć, że w czasach Kazimierza Wielkiego ludność Polski liczyła nieco ponad trzy miliony luda i starczyło ?
Ale z tego co mówią (już nieważne kto i tak wszyscy wiedzą) to jeśli nie będzie nas, Polaków więcej, to za parę lat w Polsce będą rządzić albo czarni, albo skośnoocy
A tak, nota bene, w polskim parlamencie jeden czarny już jest
Czyli te przepowiednie zaczynają się sprawdzać 
I tu przyznaję Wam rację. Bez pomocy ludzi zwierzęta też sobie radzą i to całkiem nieźle. Wszędzie w parkach są tablice, żeby ptaków nie karmić. Przy ładnej pogodzie chodzą tam tłumy, przy brzydkiej nie ma nikogo. A taki ptak przyzwyczajony do karmy głoduje, bo nie potrafi już sam o siebie zadbać. Dlatego jak zaczęłam od mrozów je karmić, robię to codziennie, bez względu na pogodę. Daleko nie mam, tylko do ogródka. I będę je karmić dopóki nie będą miały pokarmu w naturze. Nie chciałabym, żeby moje wróbelki i szpaki (bo tych jest tu najwięcej) były głodne przez moje lenistwo. Tutaj mówią o tym i w telewizji. Ostrzegają, żeby nie zachęcać tych ptaków, które normalnie odlatują na zimę do pozostania. Bo taki ptak, jak ma pod dostatkiem jedzenia, zostaje. A jak ludziom znudzi się karmienie, czy zła pogoda odstraszy ich i nie wychodzą z domu, ptaki padają z zimna i głodu. Także lepiej gdy odlecą na południe i wrócą na wiosnę. A jeśli już ktoś zaczyna takie dokarmianie, musi to robić regularnie…
Ja oceniam sytuację patrząc na moje osiedle. To ptactwo jest karmione przez cały rok. Latem nieraz długo leży jedzenie, bo nie mają głodu. Zimą natomiast znika szybko. To nie znaczy, że zimą głodują, ale pewnie do przetrwania więcej potrzebują. Między bloki też przylatuje obce ptactwo gdy przyjdzie zima, bo wiedzą, że prędzej tu coś znajdą niż np. w lesie. Nigdy nie są zostawione bez pomocy, bo na tyle ludzi co tu mieszka, zawsze ktoś wyrzuci pokarm ptakom.
Karmi się ptaki, koty…. a przy okazji lisy, kuny i jenoty…. Tak jest na moim osiedlu..:)
Dziki jeszcze do nas nie dotarły, ale tylko patrzeć….
Na naszych osiedlach mieszkają szopy, skunksy, kojoty, lisy, sarny, króliki, wiewiórki, oposy… a bliżej wody, to wydry, bobry i jakieś jeszcze wodne zwierzątka, których nazw nie znam, bo nie udało mi się im bliżej przyjrzeć. Co do ptaków, to nie jestem w stanie wymienić, tyle jest różnych gatunków. I to tych, które zostają tu na zimę. Największe oczywiście są sarny. Potrafią ogryźć cały ogródek na wiosnę. I to tak do gołej ziemi. Też fakt, że mamy tutaj parków, w których one żyją całe mnóstwo. A że nikt na te sarny tu nie poluje, bo są to tereny zaludnione i polowanie mogłoby być niebezpieczne, a naturalnych wrogów nie mają… ich populacja rozrosła się do niesamowitych rozmiarów. Od lat już gminy głowią się, co z tymi sarnami zrobić. A widzę je bardzo często pasące się na trawnikach, czy cmentarzach…
„Gołębiami brukowany Kraków
gówno ma z tych ptaków”
(J. Sztaudynger)
Dokładnie…. i zniszczone elewacje też, (przynajmniej po części)
Dobry, przedweekendowy wieczór Państwu!
Dobry, chociaż nadal nieco zapracowany, ale już niedługo.
U mnie południe
I nawet w miarę dobre
Muszę wyjść, a szkoda. Niewiele mi zostało do opisania z naszej wycieczki. Dosłownie kilka zdjęć. Może jutro będę mogła Wam to pokazać
Chociaż może ktoś inny ma jakieś plany. Nie chcę się komuś wciąć…
Bardzo prosimy! Już pucuję gwintówkę!: )))
To może Ty, Senatorze pierwszy… bo jakbyś mnie tak z tej gwintówki…
A jeszcze jakbyś trafił!!! To ciężko by mi było siedzieć
Ja chętnie ustąpię i poczytam Twój „cdn…” 
Hi,hi.. ja odczytałam jako pucowanie /fiu,fiu/ dawno nie używanej gwintówki na Twe ptaszyny, Mirelko
Bez wątpienia słusznie odczytałaś, tylko czy z gwintówki ustrzeliłby nasz Senator orła bielika ?:)
Ależ ja o niczym innym nie pomyślałam
Bo gdzieżby na mnie?!!!
Tylko jak się strzela do szybkich ptaszków… a jak Senator sam pisał, od dawna już nie poluje… To kto wie, gdzie by trafił 

Znasz tą opowieść o pewnym polowaniu, gdzie po, gdy sprawdzono „rozkład” i okazało się, że odstrzelono dwie sarny, dzika i dwóch „naganiaczy”…
Witam: )))
Do latającego drobiu to ja kiedyś byłem fachman! Ojcu szło to wprawdzie jeszcze lepiej, ale i moje wyniki złe nie były!: )
Do takiego bielika to by trzeba było walnąć śrutem „000” – jak do gęsi – ale to da się zrobić!: )
Idę dalej spać.. Dobranoc
PS Jutro ptaki wiosennie zaświergolą?? 😉
PS2 Mistrz oczywiście kręci?? 😀
I na mnie już czas… dobranoc
Dobranoc Wam
Dobry wieczór. Owszem, pokręciłem, ale potem musiałem dotrzymywać towarzystwa teściowej.
Zaczęłam czytać tą książkę, której link podał Mistrz T. Ja ją przecież czytałam!!!! Nie pamiętam dokładnie kiedy… może 20, a może 25 lat temu. Treści już tak dokładnie nie pamiętałam, ale ten labirynt i zakończenie…
A napisałam, że to nie moje klimaty 
I jak Ci się podobało po tylu latach ?:)
Nie przeczytałam całości, nie miałam na to czasu. Przeczytałam początek, potem trochę w środku, a potem samo zakończenie, żeby się upewnić, czy to ta sama książka i czy dobrze to zakończenie zapamiętałam… 😀 Pamiętałam…
Czasami refleksje przychodzą po latach. Mnie na przykład skojarzyło się, że polski Vox nieodparcie przypomniał stylistykę Bee Gees (pewnie przez te falsety w chórkach). No to dzisiaj na dobranoc – Bananowy song. Hamaki, plaża, te klimaty. Snów o ciepłych krajach. PS. Czy na Madagaskarze rosną banany?
Hmm… dziś spodziewałem się Niemena…
Takie życie Mistrzu T
Nie zawsze mamy to czego się spodziewamy 
U Was już po północy… Zapraszam pięterko wyżej. Od rana będzie można latać z bielikami amerykańskimi, albo dziobać z dzięciołem smugoszyim
Doczytałam tę mikropowieść. Pomysł ciekawy, ale …. chyba jednak trochę to przegadane. Co z tego ma wynikać? że niezwyciężona ciekawość jest ludzka ? że możliwość przedziwnych niespodzianek we wszechświecie ? że kłębowisko niskich i obrzydliwych uczuć skrywamy na dnie duszy ? eeeee….
Hmmmm, można odczytywać ją jako alegorię – człowiek nie potrafi przekazać innemu człowiekowi swoich odczuć, emocji, wrażeń, żeby nie wiem co, i nie dzieje się tak przypadkiem, bo gdyby tak było można, to mielibyśmy świat Dicków Mullerów, uciekających odśrodkowo od siebie nawzajem. Ktoś, kto – nienaturalnie – potrafi „nadawać” siebie, swoje emocje, do innych, musi się ukryć w labiryncie, symbolizującym drogę, jaką u „normalnych” ludzi musi przebyć emocja, uczucie, poprzez język, mowę ciała etc., żeby mogli ją odczytać inni. Jak sugeruje autor – to zapośredniczenie jest na tyle naturalne, że ktoś bez niego traktowany jest jak nienormalny i „trędowaty”.
To tylko jedna z interpretacji.
Sensownie brzmi ta interpretacja ! 🙂 Coś z teg jest, bo przecież nasze relacje z ludźmi układają się często na zasadzie przyciągania i odpychania :)To sławne ” nadawanie na jednaej fali…. lub nie
Tym bardziej uprawniona ta interpretacja, że właśnie wątek koncentruje się na Mullerze, nie na jego misji wśród „wielorybów”. Nie wiadomo, jak się ona skończyła, co w pierwszej chwili mnie zdeprymowało, ale jak zacząłem sobie zadawać pytanie, dlaczego autor tak zdecydował, to doszedłem do powyżej opisanych wniosków.
Oczywiście nie oznacza to, że to JEDYNIE SŁUSZNA interpretacja.
Zapalę tu lampkę i pójdę już spać. A ptaki … na jutro . Dzięki Mirelko !
Dobranoc….