Dzisiaj po raz pierwszy tu piszę więc chciałam się przedstawić. To moje w miarę aktualne zdjęcie. Jaka jestem, każdy widzi. A jaki jest mój blog? ” W malinach, jak to w malinach. Czasem pachnąco, czasem kłująco” To motto bloga. A o czym jest blog? Po trochę o wszystkim, najwięcej o zabytkach. Zabytki to moja pasja, zajmuje się nimi i zawodowo i z potrzeby serca.
Na blogu znajdziecie opowieści o warownych zamkach, wieżach, murach obronnych. O wielkich barokowych kościołach i maleńkich zapomnianych kościółkach w których cuda odnaleźć można. O mieszczańskich kamienicach i ratuszach. Opowiadam tylko o tych obiektach, którymi się zajmowałam. Dzięki temu mogę pokazać jak obiekt wyglądał, gdy był ruiną i jak udało się przywrócić mu świetność.
Zamieszczam takie bardzo malarskie zdjęcia, odręczne rysunki i grafiki.
Pokazuję też swoje projekty, robię zrzut z ekranu i można zobaczyć elewacje przekroje detale konstrukcyjne czy architektoniczne. Wizualizacje przenikania elementów drewnianych skomplikowanych układów dachowych. Można zobaczyć drewniany model eliptycznej czaszy kopuły, wykonany w czasach, kiedy jeszcze rysunków komputerowych w przestrzeni 3D nie było.
Szczególnie dużo opowiadam o starych więźbach i starych strychach. To jedne z najciekawszych i najbardziej tajemniczych miejsc i normalnie niedostępnych dla zwiedzających. W czasie pracy mam do czynienia z materiałami konserwatorskimi i ikonograficznymi, zanim zabiorę się do projektowania muszę przestudiować i spod ziemi wygrzebać historię obiektu.
Czasem trafi mi się biały kruk, taki, jak ten wyżej – najprawdziwsze plany z 1873 roku, historyczny projekt pałacyku. Rysowany przepięknie, oznaczony wielkimi pieczęciami i podpisami architekta. Patrzę, porównuję z tym co się zachowało a potem jak ten koń pod górę kombinuję jak tu do pierwotnego kształtu powrócić. Na blogu mogę to swoje kombinowanie pokazać efektu jeszcze nie bo budowa nie zakończona. W czasie pracy spotykam dziwne, ciekawe a nawet fascynujące miejsca i przedmioty, jak choćby stare księgi które mają po kilkaset lat.
Mogę nie tylko zobaczyć ale dotknąć i sfotografować rzeczy, które normalnie nie oglądają światła dziennego. Oczywiście nie tylko o zabytkach opowiada blog. Czasem napiszę krótką miniaturką poetycką albo trochę sobie pożartuję ze swoją fotografią
Cóż – na blogu pokazuję swoje zdjęcia z młodości ale mogę też być księżną Daisy Hochberg, przecież zajmuję się posiadłościami, które Hochbergowie zamieszkiwali. Mogę być gwiazdą srebrnego ekranu i mieć kapelusz wielki niczym aeroplan przecież wracam do czasów gwiazd filmowych i świata zupełnie innego, niż nasz. Lubię zabawy paintem. Świat fikcji i marzeń i wyobraźni to uzupełnienie tego prawdziwego. To niby zabawa ale taka zabawa pozwala łatwiej wejść w świat i miejsce do którego przy projektowaniu muszę się cofnąć.
A to już moja druga wielka pasja. Historia rodziny.
Na blogu można poczytać opowieści wojenne, wspomnienia z Kresów , syberyjską sagę, dzieje repatriantów, którzy na zawsze zostawili swoją ukochaną małą ojczyznę. Wszystko prawdziwe, bo pisane o własnej rodzinie, ilustrowane rodzinnymi fotografiami i pamiątkami.
Wytargałam z kasetki wojenne odznaki i medale, za Monte Cassino, za Tobruk, pamiątki z Powstania, telegramy i listy z dalekiej Syberii, kwity z więzienia czy stary indeks . Wszystko to próbuję ocalić od zapomnienia.
*
Och – straszliwie się rozpisałam, Zostawiam adres bloga i adres strony na fb
http://szpakowedrzewo.blogspot.com/
https://www.facebook.com/szpakowedrzewo
SERDECZNIE ZAPRASZAM – malina













Dobry wieczór. Ja zasadniczo już podobranockowałem piętro (tj. jeden wpis) niżej, ale jeszcze dam znak życia.
Otóż więźby dachowe i sklepienia faktycznie bywają fascynujące, a rzadko widywane – w Gdańsku na ten przykład w katedrze mariackiej, jak się wchodzi na wieżę, można podziwiać „sufit od góry” i te sklepienia. Z nieco dalszych wojaży kojarzy mi się wejście na kopułę katedry we Florencji i to, co widać od środka.
Natomiast co do wpisów, to na Wyspie panuje taki obyczaj, że Autor(ka) pisze pierwszy komentarz, dając znać reszcie, że można się rzucić do komentowania. Piszę to nie w celu sztorcowania przemiłej Autorki, a jedynie by uniknąć krępującej sytuacji, w której będziemy nawzajem czekać na swoje komentarze, przy czym Autorka może zacząć podejrzewać, że Wyspiarze ją ignorują.
A teraz już na pewno dobranoc, jutro jedziemy z Juniorem na kontrolę – lekarz ma rzucić okiem na wynik operacji…
Byłam na tej wieży w katedrze mariackiej… Na górę dotarłam dopiero za drugim podejściem, gdy zamknęłam oczy, a moje dzieci prowadziły mnie jak ślepą…
Za pierwszym razem, jak popatrzyłam na tą kopułę z góry i jak sobie pomyślałam ile od tego sufitu jest na dół, do ziemi… myślałam, że będą mnie wycinać z barierką, żeby sprowadzić na dół… Całe szczęście nie było takiej potrzeby
I oczywiście przy następnej okazji polazłam tam znowu
Ale z sukcesem 
Mam nadzieję, że z Juniorem wszystko w porządku i lekarz tylko pochwali…
A przynajmniej trzymam za to kciuki 
Witam ogólnoświatowo i swojsko lokalnie, Mistrzu, rzut oka na oko zakończy niepokoje. Oby na zawsze :)))
aaaaaaa – to już wiem, następnym razem zrobię jak trzeba. Jedni wpadają jak helikopter i w lot chwytają a innym mniej lotnym trzeba podpowiedzieć … a ja i owszem motylem byłam, ale przytyłam
ta zazulka bardzo mi się podoba więc z uśmiechem zostawiam
Witam: )))
Mnie ta!
szałowa
Ten wdzięk i spojrzenie łani, nieprawdaż?
Witaj Malino M!Bardzo ładnie się nazywasz i równie ładnie wyglądasz…. a zaproszenie do Ciebie jest przemiłe i zachęcające !
Kwak już Cię wprowadził w reguły ( szczęśliwie nieliczne), dorzucę tylko, że: Gospodarz/Gospodyni wycieraczki ( tak, tak, wycieraczki czyli tego co na wstępie) powinien dbać o rozmówców… na ile mu czas pozwoli. I to już wszystko. Aha… zapalona lampka nie oznacza zakazu wpisywania komentarzy .
Witam Cię sredecznie i szeptem zeznam, że opis renowacji Domu Opata mnie urzekł 🙂
Wiedźmo – wspomniałaś o nicku więc opowiem jeno historię:
. Pewnego razu trafiła do mnie miła starsza Pani, starsza o kilka lat od mojej Mamy. Zaprzyjaźniłam się z Panią, bo mam sentyment do starszych ludzi. I pewnie do dziś byłabym Liberałką, gdyby Pani owa nie trafiła na polityczny blog mojej koleżanki. Wtedy zaczęła się jazda. Pani wyczytała tam, że lubię Premiera Tuska. Epitety na temat mojej inteligencji to mały pikuś, Pani zaczęła mi pisać, że ją obrażam takimi wpisami, że lubiąc premiera pluję ma jej przeszłość powstańczą , każda moja, nawet najdrobniejsza, wzmianka o PO doprowadzała Panią do pasji.

Miałam blog w Onecie. To był taki trochę nietypowy blog, refleksje na temat życia pisane przez pryzmat historii fiołkowej świnki Violuni (emoticon) i świerszcza Waldemara. Na tym blogu nie poruszałam tematów politycznych. Wtedy mialam nick Biruta MLiberałka
Przestraszyłam się. Nerwy w tym wieku to zabójca a czy ja nie mam dość własnych kłopotów, żeby brać na sumienie starszą osobę. Powoli przestałam pisać u siebie. Komentowania politycznego, na znajomych blogach, nie potrafiłam sobie jednak odmówić. Zmieniłam więc nick i zaczęłam świadomie robić błędy ortograficzne. Żeby trudniej było mnie rozpoznać wybrałam sobie najbardziej badziewiasty nick, jaki mi przyszedł do głowy czyli Malina a że Malin w blogosferze jak psów to dodałam sobie, do tego tortu, jeszcze dwie wisienki, czyli M i gwiazdkę – tak powstała Malina M*. Żeby uwiarygodnić postać po pewnym czasie stworzyłam nowy blog. Tytuł sam mi się narzucił – „w malinach” Blog miał być prowizorką. A że na świecie nic trwalszego od prowizorek to przyzwyczaiłam się i do nowego miejsca, i do nieszczęsnej Maliny . Po dłuższym czasie, jak już Pani zapomniała o moim istnieniu, przyznałam się wszystkim znajomym do mistyfikacji. Na blogach jestem więc teraz i Maliną i Hanią (to zdrobnienie od Anny, czyli od mojego prawdziwego imienia). Nawet, muszę przyznać, Malinę polubiłam.
A to ci historia!
Cóż, gdyby to na mnie trafiło pozwoliłbym starszej Pani zejść w szale wściekłości nieziemskiej z tego świata…. Ale ja jestem – jak na Wyspiarza – szczególnie krwiożerczy zimny drań!!
(Co prawda jako mężczyzna być może nie powinienem tego komentować, ale trudno mi się powstrzymać…)
Ale chyba najbardziej szarmancki!
Merci beaucoup, Monsieur: )
Nie przesadzaj Senatorze :)) Tyś gołębiego serca, przyjaciel ludzkości. Prawdziwy Maxim Gorki :)))
Do tego błękitno krwisty i z hrabiami za pan brat, jak wczoraj doczytałem na blogu Andreasa von Walgodescom de Nendza 🙂 🙂
Dzień dobry 🙂
Dzień dobry Misiu: )))
Żaden prawdziwy polski szlachcic nie tylko nie powinien, ale nawet nie mógł przyjmować obcych tytułów, w Polsce nie było nawet ich hierarchii. No, może za wyjątkiem tytułów kniaziowskich i książęcych, ale i tu zróżnicowanie było mizerne. Królowie polscy tytułów nie nadawali, byłoby to bezprawne.
Hrabiowie pojawili się w Polsce po rozbiorach gdy wszelkiego rodzaju szaraki zaczęli brać tytuły z rąk obcych władców! Szczególnie pogardzany był taki „galicyjski hrabia”!
Szkoda, że wczoraj czasu mi zbrakło na dyskusję, dzisiaj doczytałem, pan hrabia, razem ze swoim totumfackim, polegli na placu, jak kawki na mrozie, pogratulować formy Senatorze, dawno się tak nie ubawiłem, chudzina wił się jak piskorz, a jego podnóżek szybko zrzucił maskę elokwentnego pozera i wylazła spod niej, stara, dobrze nam znana chamska morda trolla, miodzio 🙂 🙂
A ja tego Bogatkę z bloga znam. To taka spluwaczka. Nigdy merytorycznie nie odpisze tylko rżnie elokwentnego super inteligenta. To szczekaczka z dawnej RWE!
Zajrzałem tam i gdybym Ciebie nie spotkał dałbym sobie spokój… A tak to się Panu Paprzyca-Iwickiemu kolejny raz oberwało!: )))
Matuchno, ten mnie Gorkim!! Czym-żem sobie zasłużył!?
Hm, krwiożerczością?
Może Stateczek mi przyjaźń z Leninem i Dzierżyńskim wypomina?
I tego nagana po Feliksie Edmundowiczu… I dewizę „Zaufanie – zaufaniem, a sprawdzać trzeba”…
Najpewniej nagana z lufą dobrze ogniem nadżartą!!
Przyznaję rację Senatorowi
Ta pani powinna się oszczędzać, skoro chce dłużej pożyć. Dlaczego ja mam się certolić i może jeszcze pisać, że moim idolem jest dyrektor wiadomego radia, czy malutki prezes dużej partii? Bo kogoś coś tam trafi? A niech trafia!!!!
I tak się wszystkich nie zadowoli, więc przynajmniej mogę mieć swoje zdanie.
Kto słyszał o krwiożerczym zimnym draniu o gołębim sercu? 
A Senator nie jest taki krwiożerczy, jak o sobie pisze
„O gołębim sercu!!” Też coś!
Jam lew!!!
Ależ to się nie wyklucza, Senatorze ! To po prostu jesteś wyjatkowy…. „Lew Lechistanu” niestety już został obsadzony 🙂
Kto śmiał!!?? Znowu Pan Henio? Ten to sobie u mnie nagrabił!
Bo dużo ryczysz, Senatorze?

Co prawda małżonek właśnie robi kokosanki, ale… jak go poproszę to i serniczek Ci upiecze
Wolisz z rodzynkami, czy bez?
I tak Cię tu wszyscy znają
Może serniczka na zgodę?
Z rodzynkami!! Tylko to trzeba pilnować bo Skowronek cichaczem wydłubuje i wyżera!: (
Skowronek od tego, żeby wydziobywał
Wystarczy Wam obojgu
Chyba że za wielu będzie chętnych, to wtedy nie jestem pewna 
U niego sernik bez rodzynek to jak puste butelki na kaca
Syn naszych znajomych lubi sernik, ale bez rodzynek. Małżonek stwierdził, że jak mu nie smakują, to niech sobie wydłubie, a on sernika bez rodzynek jeść nie będzie dla czyjejś przyjemności 
A tak w ogóle, to widać, że jesteście z moim mężem „imienniki”
I ma rację! Sernik bez rodzynek jest tylko zapieczonym serem! Może być też jeszcze z kandyzowaną skórką cytrynową lub pomarańczową. Obok rodzynek, naturalnie!
Prawdziwa przykrość, gdy powstańcza i matyrologiczna przeszłość osłaniać ma zwyczajne chamstwo…. A i owa pani miała sporo sił, skoro starczyło ich na nienawiść i bluzgi. Jak nic, podróbka i tyle. Ale ja też bym chyba się wycofała na z góry upatrzone pozycje… albo zablokowała nieszczęsną PP (prawdziwą Polkę, niestety).
nie podróbka, prawdziwa. Wiesz – nie potrafiła wklejać fotografii a miała wspaniałe rodzinne fotografie,cud miód , białe kruki, ona była z „tych ***” Założyłam dla niej blog , przesyłała fotografie a ja je obrabiałam w swoim programie i wklejałam razem z tekstem jako ona. Sporo mnie to kosztowało czasu, gdy okazało się, że z powodu moich poglądów mam skasować blog to muszę przyznać odebrałam jak sążnisty policzek. Zacięłam zęby i skasowałam. Niczego nie robiłam, żeby jej dopiec. To była bardzo samotna osoba, po osiemdziesiątce, w domu starców, prowadzenie bloga zasugerowali jej jako terapię. Wolałam uciec zapomnieć, żeby nigdy w życiu sobie nie wyrzucać, że ją obraziłam. Biedna kobieta – ja od życia dostałam morze miłości a ona nie. Niech więc sobie w spokoju żyje.
Tetryku? jest pomponik, a gdzie link do szpakowego drzewa ?:)
co to jest pomponik ??????????
ratunku – znowu jestem tumanek …
Pomponik to czerwona kropka, postawiona z lewej strony nicka (u góry strony, w kolumnie po jej prawej stronie), oznaczająca pasowanie na tutejszego Autora/ Autorkę.
Po prawej stronie masz listę autorów bloga, przy każdym pseudonimie jest czerwony pomponik! To właśnie o nim mówimy: ))
DZIĘKI – widzę pomponik
Dzień dobry: )))
Ciekaw jestem co się stało z moim komentarzem sprzed kilkunastu minut!
Jak to co… Został piętro niżej

Dzień dobry
Nadeszła zima…w styczniu
Sypie od wczoraj 
U mnie też dziś troszeczkę posypało. Ale tak minimalnie
Wiosna się zbliża!!! 
Tam został inny! Teraz jestem wg tego elektronicznego idioty Tetrykiem!
Może aż tak zupełnie to on się nie myli?
Ty? tetrykiem? Chyba musisz przeczyścić oczko kamery w swoim komputerze!
Urwało się temu misiu oczko ???
i nosek też :)Dzień dobry Stateczku !
Witam pięknie Czarodziejko :)))
Witaj Senatorze… a ja widzę Ciebie, a Tetryka całkiem osobno !
Witam: )))
Bo to ten wynalazek, by go wciórności!: ((
dzień dobry
Dzień dobry 🙂 Piękne wejście Malino i tematyka, która się zajmujesz, jak najbardziej interesująca, dla mnie bomba 🙂
och Miśku pancerny – żeby tylko nie z opóźnionym zapłonem bo u mnie czasem refleks szachisty
Dzień dobry
Na poprzednim pięterku nie zdążyłam się wpisać 
Witaj Mirelko….
U mnie bez śniegu… podrzuć troszkę , dobrze ?
Chętnie, Wiedźminko bym Ci podrzuciła tego śniegu, ale u mnie już go prawie nie ma. A takiego brudnego to na pewno byś nie chciała
Jak chcesz, to mogę podmuchać w Twoją stronę, tylko żebym Ci wietrzyska nie nadmuchała. U mnie wieje, że głowę z płucami urywa… A kto lubi taki wiatr? 
Wisielcy! Kołysze ich i kołysze…: )
Wisielcam to już wszystko jedno…
„- Jasiu, nie huśtaj tatusia!
– Aaale cemu??? buuu!!!
– Powiesił się, żeby mieć spokój!”
czarny humorek, Tetryku ?:
Samo życie, rzekłbym, gdyby nie chodziło o samą śmierć.
Uwielbiam! 🙂
Malinko, ciekawie piszesz, ale ja wolę wszystko stworzone przez naturę. Skały, wodę, drzewa, kwiaty i oczywiście moje ukochane ptaszki
Co nie znaczy, że nie poczytam chętnie o historii… nawet takiej „małej”, rodzinnej… bo właśnie z takich rodzinnych składa się historia kraju…
Każdy lubi coś innego. Jeden lubi matkę, a drugi córkę…
A blog naprawdę ciekawy. Tylko gdzie mam kliknąć, żeby na niego zagłosować?
Dzień dobry Bożenko ! Jeszcze nie pora, jeszcze nasze faworytne blogi nie otrzymały numerków. A jka już będą te numery, to Tetryk nam je ” zapoda”…. dla nas i naszych Gości.. przynajmniej taką mam nadzieje 🙂
Dziękuję Wiedźminko za wyjaśnienie, bo nie wiedziałam co robić. Nie pamiętam jak to było wcześniej, ale wiem, że gdzieś się miejsce samo prosiło żeby kliknąć… 🙂
Z tego co pamiętam z lat poprzednich, na blogi głosuje się drogą sms-ową, chyba, że coś się zmieniło 🙂
Oczywiście, że każdy lubi coś innego. Jak mawiał stary Indianin: Gdyby wszystkim podobało się to samo, każdy by chciał moją żonę
ja jestem mieszczuch i strasznie tęsknię do tego, o czym Mirelko piszesz – do wody, powietrza, roślin, ptaków. A tu kawałek balkonu , kilka pelargonii i nic więcej. Za to za moim oknem rośnie cudowne drzewo, jakiś ewenement przyrodniczy, którego łacińskiej nazwy nie mogę zapamiętać. Wiosną zakwita milionem małych białych kwiateczków a potem, jak wyrastają listki to na drzewie zaczynają gnieździć się szpaki. Nazwałam moje kochane drzewo szpakowym drzewem mój blog dostał adres właśnie od tego cudu natury

Może spróbujesz sobie przypomnieć. Ja lubię botaniczne zagadki.
muszę zapytać jak będę w Urzędzie, w wydziale Środowiska mamy zapaleńców od zieleni, mają to drzewo na oku, kiedyś mi mówili ale wiesz jak to jest – nazwa z niczym mi się nie skojarzyła więc zapomniałam jak tylko zamknęłam drzwi Referatu
No tak….
Może wywiesisz tu kiedyś fotografię kwitnącego drzewa? Na pewno ktoś je do spółki z wujkiem rozpozna 🙂
DOBRY POMYSŁ wywieszę i może dowiem się jaką polską nazwę ma moje szpakowe
Ja w zasadzie też jestem mieszczuch. To tylko tęsknota za wodą i ptakami wygania mnie co tydzień za miasto. Oblazłam już chyba wszystkie parki dokoła i dużą część tych dalszych. Całe szczęście jest tego tutaj trochę
Latem, na długie weekendy wyruszamy daleko od domu w poszukiwaniu czegoś ciekawego… i przeważnie znajdujemy. Na szczęście mój małżonek podziela moją pasję i możemy razem wędrować. Samej byłoby mi smutno 

A drzewo pełne gnieżdżących się szpaków musi być niezwykle ciekawe.
Witajcie Wyspiarze wraz z TUdebiutantką!
Link na szpakowe drzewo jest dostępny we wpisie, będzie i z boku zaniebawem 🙂
Na szpakowym drzewie byłam nieraz, ale nie widzę miejsca do głosowania na blog roku. Jedynie na wpis, a to chyba nie to samo…
Głosowanie na wpis to zupełnie co innego, to witryna liiil, taki ranking notek blogowych. tam promuje się ciekawe notki albo publikuje własne i sprawdza czy się podobają
Bożenko – teraz do końca stycznia jest czas na zgłaszanie blogów i na promowanie tych blogów ale w sensie przedstawiania. W lutym, przez tydzień będzie można głosować – wtedy się przypomnę, pięknie Was poproszę o głos, powiem co i jak – jednym słowem WRZASNĘ !
Liczę na to Malinko, na to „co i jak” i na przypomnienie. No bo moja pamięć jest dobra, ale nieco przykrótka…
Tak też myślałam, że głosowanie na wpis to nie może być…
Dzień dobry
nooo to tak na wszelki.. gdyby mnie kto nie usłyszał 

Witam na Wyspie pasjonatkę Malinkę z pomponikiem 🙂 I jak się już obrobię, to tam se o tym blogu pobuszuję..
A tymczasem paaaaaaa
PS Się nie rozdarłam
Paaaaaa, Pracusiu ! 🙂 I niech Ci się wiedzie…
USŁYSZAŁAM
Czytam, że pracusia z Ciebie Allu, to witaj w klubie, że mnie straszna mrówa. Wpadam na blogi jak po ogień i fruuuuuuuuuu.
W wolnej chwili wpadnij. Buszuje się najwygodniej klikając w ikonki po lewej stronie (najchętniej czytane).
hi, hi, mój komputer niemy jest – zazulki widzę ale nie słyszę jeśli jakieś dźwięki wydają. Mam nadzieję moja zazulka nie wygłasza jakiejś specjalnie nieprzyzwoitej sentencji
Bądź spokojna, zazulko są nieme.
ufffff
Wybrałaś sobie nadzwyczaj twarzową zazulkę i wygląda na to, że będzie to Twój znak rozpoznawczy !
Dzięki Malinko za instrukcję i na pewno pobuszuję 😀
Byle do piątku
Dzień dobry. Szczęśliwie udało się wszystko załatwić błyskawicznie, jak na standardy opieki zdrowotnej. Oko wg pani doktor goi się ładnie, szwy już są rozpuszczone albo prawie, spojówka prawie odrosła (albo się zrosła), mięśnie potrzebują trochę więcej czasu na to. Kropelki jeszcze 3-4 dni, potem zresztą ferie, więc jakiekolwiek szkolne sprawy odpadają. Następna kontrola pod koniec marca. Uf.
Wspaniała wiadomość
I co, było się czego bać? A oczka będą piękne, zdrowe… 
No, zawsze jest jakieś prawdopodobieństwo, że coś się posypie, zwłaszcza w medycynie inwazyjnej, ale faktem jest, że odetchnąłem głębiej…
Zauważ Mistrzu, iż na lekarzy najbardziej narzekają zdrowi ???
Kiedyś miałem do lekarzy olbrzymie zaufanie, postępowałem dokładnie wg wskazań itp. A potem Junior o mało się nie przekręcił, ponieważ przez 6 dni w Szpitalu Miejskim w Gdyni nie potrafili mu rozpoznać perforowanego wyrostka i leżał na oddziale zakaźnym. W innym szpitalu na szczęście go uratowano, ale moje zaufanie zniknęło jak zdmuchnięte.
Aha, nie przypadkiem mówią, że medycyna jest sztuką ? Czasem i zgadywania co pacjenta dręczy…
Ech, przez te 6 dni codziennie był na USG prowadzany, ale nie potrafili znaleźć wyrostka, bo był zakątniczy i za wątrobą schowany. Natomiast w drugim szpitalu w ciągu 15 minut (!!!) na izbie przyjęć ustalono, że to z olbrzymim prawdopodobieństwem wyrostek, więc jeżeli to sztuka, to różni bywają artyści, a przed partaczami broń nas Panie…
Najwidoczniej w tym drugim lekarz był starej szkoły, nie starał się szukać nie wiadomo czego i poszedł prostą drogą! Tacy są najlepsi! Operacja wyrostka to dziś właściwie kosmetyka i dopiero dopuszczenie do jego perforacji grozi zapaleniem otrzewnej i potężnymi komplikacjami.
Na ten przypadek, jak oceniam po latach, złożyły się rozmaite mylące okoliczności. Po pierwsze, wszyscy w domu po kolei mieli przedtem grypę żołądkową, więc i u Juniora szukali najpierw jakiejś infekcji. Po drugie, sam wyrostek, jako się rzekło, był zakątniczy, więc na USG nie wychodził. Po trzecie, i to już dość kuriozalne, w Miejskim nie było wówczas chirurgii dziecięcej, tylko dorosła, więc na zakaźnym nie mogli – albo nie chcieli? – zawołać na konsultację „dorosłego” chirurga, który prawdopodobnie od razu by ustalił, co jest grane. No i szukali, najpierw jakiejś zjadliwej grypy żołądkowej, potem salmonelli, potem rotawirusów, a Junior się męczył z dziurą w wyrostku, właśnie zapaleniem otrzewnej etc. Niewiele brakowało, żeby stan zapalny doprowadził do indukowanej białaczki.
Aseptyka i później antybiotyki….. 🙂 pomyśleć,że stosunkowo niedawno ” choroba twardego brzucha” była śmiertelna….
Wszystkiego nie da się skutecznie rozpoznać. Jest tyle objawów różnych chorób, że wystarczy iż lekarz sam się zasugeruje trzema czy czterema, by widzieć jasno obraz dolegliwości pacjenta, tymczasem…. Tymczasem pominięty drobiazg (zdawałoby się) może okazać się tym decydującym o zupełnie innym rozpoznaniu. Mnie np od kilku lat leczyli specjaliści pulmonolodzy – fakt, że niezbyt energicznie, bo nie było potrzeby – z POChP. Z czasem okazało się, że dolegliwość się powiększyła i przy każdej dłuższej duszności zwiększano mi dawkę leków. Nie pomagało! Dopiero „zwykły” lekarz rodzinny pogłówkowawszy nieco zlecił wykonanie rtg. klatki piersiowej i okazało się, że mam potężny wysięk w płucach. Poziom płynu w opłucnej przekraczał 5 cm!! Zamiast dusić się z braku powietrza przy POChP topiłem się w wodzie przy niewydolności krążenia!! Objawy te same – przyczyna zupełnie inna!! Potężne dawki Furosemidu osuszyły mnie prawie doszczętnie i wróciły dawne jakże znane duszności: )
A tak, zwykły rentgen to jakby mało …. jest tyle coraz nowszych urządzeń i ta wiedza staje się coraz bardziej jednostkowa i skomplikowana….nie wszyscy nadążają sie uczyć. A równoczesnie nauczyliśmy się oczekiwać od medycyny bardzo wiele….
Niedługo będziemy mieli specjalistów od palca wskazującego, innych od serdecznego…. że już kciuków nie wspomnę!: (
No właśnie, właściwa diagnoza to skarb. Dlatego taki popularny był Dr House, mimo że sam serial, bywało, doprowadzał lekarzy do łez (śmiechu). W okresie największej popularności czytywaliśmy z małżonką angielską stronkę, na której prawdziwy medyk recenzował odcinek po odcinku, nieźle się przy tym bawiąc.
Taaak, seriale o medycynie bawią… Choć czasami i uczą!
czasami wpędzają w nerwice , patrzysz , patrzysz i za chwilę masz objawy rzadkiej choroby nowotworowej albo też psychicznej … czasem takie filmy to jak poradnik lekarski na półce, można sobie wmówić niejedno dziadostwo
Ja mam w domu pełno tego! Co wezmę do ręki to 3/4 objawów każdej choroby mam na wejściu!: )))
Absolutnie nie mam skłonności do diagnozowania u siebie ” czegoś tam”….. a czytać o medycynie … lubię 🙂
Grunt, że wszystko gra! Furda reszta!: )
No!
I tak trzymaj!!
Dzień dobry ! 🙂 Bardzo dobra wiadomość Kwaku! i tak trzymać, żeby w marcu to była już tylko formalność.
Będę trzymać, chociaż Junior raczej nie lubi być trzymany ani przytrzymywany…
A nie, Juniora bym nie przytrzymywała, ma rosnąć i się
rozwijać swobodnie
Tak jest! A Quackie go wiąże, więzi i krępuje jego osobowość!!
Ehm. Potwarz.
Moim zdaniem nic tak nie krępuje, jak słodziutkie więzy: „Mamusia pomoże, mamusia zrobi, mamusia pod pyszczek podsunie, tylko ty się, biedactwo, nie nadwyrężaj.” Weź przetłumacz takiemu, że to wcale dla niego niedobre.
Doprawdy? To ja nakładam na dzieciaka szereg ograniczeń??: )
Słodka mamuśka to też niezły knebel…. dobrocią można człowieka tak sterroryzować, że ani zipnie! No bo jak się buntować przeciwko wszechogarniającej dobroci ??? Moja przyjaciółka miała taką właśnie dobrotliwą mamę i mało brakowało, a straciłabym psiapsiółkę, gdy jej uświadomiłam ten mechanizm..:(
ŻYCZĘ ZDROWIA niedawno przeżywałam operację oka mojej Mamy, chyba ja bardziej niż ona. Trafiła mi się przy okazji nie lada fucha, pielęgniarka, po zrobieniu dwóch zastrzyków, musiała wyjechać na studia, padło więc na mnie. Pokazała mi jak i musiałam robić Mamie zastrzyki w brzuch. Myślałam, że ze strachu umrę
Dziękuję w imieniu Juniora (czyli starszego syna – młodszy=Najjunior). Na szczęście w jego przypadku zastrzyki w ogóle odpadają, tylko krople (lekarstwo + sól fizjologiczna) i maść w razie potrzeby.
W brzuch? W brzuch to Clexane, ale to taką maciupeńką igiełką jak do insulin. Wielu chorych robi je sobie osobiście.
tak Clexane ale wiesz – maciupeńka to pojęcie względne, walnąć Mamie w brzuch nawet takie maciopeństwo to jednak przeżycie. Pierwszy raz jak poczułam, że wchodzi jak w masełko to mi się dziwnie zrobiło ale potem się przyzwyczaiłam. Żadnych normalnych zastrzyków normalna pielęgniarka by mi nie pozwoliła robić a i ja na mamci eksperymentować bym się nie odważyło pomimo tego, że chciałam zostać chirurgiem
No tak. Ja dostałem kiedyś dwie serie ponad osiemdziesięciu tych maleństw (2×40) i brzuch miałem granatowy, bo już nawet nie siny: ) Koledzy na rybach śmieli się, że żona mnie tak poobijała. Clexane rozrzedza krew, to inaczej małocząsteczkowa heparyna i stosowana jest najczęściej w chorobach neurologicznych (udary) i w leczeniu chorób układu krążenia. Po zawałach.
Po zabiegach operacyjnych oczu i uszu też.
Wbić w każdego igłę można…. W Mamę jednak bym się zawahał!
A ja robiłam memu Ojcu zastrzyki podskórne i wiedziałam, że nie ma wyboru…. ręka mi dygotała, a pacjent mnie pocieszał….
I to samo miałam z moją Mamą…
mnie też pocieszała, że nie boli i nawet „się przysięgała” że „nie łże jak pies”
moja Mamcia jest po 2 zawałach i od wielu lat na sintromie ze względu na dużą ilość płytek i gęstość krwi. Te clexane to była przejściówka. Najpierw mamcię dokładnie kardiologicznie i nie tylko, przebadali w szpitalu, potem ustawili krew , potem był zabieg na zaćmę a potem łagodne przejście z clexane na sintrom. Dla Mamci łagodne a ja mało nie zeszłam
Ja jestem na Warfinie, to stary jak świat lek ale chyba w dalszym ciągu najlepszy, a Sintrom to nic innego jak Acekumarol, równie skuteczny co Warfin choć wg mego neurologa jednak Warfaryna jest bardziej skuteczna. To nic innego jak kumaryna, którą Indianie z Am. Płd. zatruwali swoje strzały!
czy kumaryna to odpowiednik currary ?
Niee, chyba nie, tak po Wiki sądząc.
Dzień dobry
Chociaż wolałabym posiedzieć z Wami…
Wpadłam jak po ogień i lecę do pracy.
Miral, szybkie pytanie, może się będziesz orientować – czy standardowa „miarka” („measure”) alkoholu w USA to będzie 1,5 uncji (ca 44 ml)?
Niecała „pięćdziesiątka” ??? Toż to trzeba szpagatem do dłoni przywiązać, by przypadkiem szkła nie połknąć :))
Właśnie szukam potwierdzenia, że to tyle, a nie więcej.
Przykro mi Mistrzu Q, ale zupełnie się nie znam na tutejszych miarkach. Swoją „brandy” piję ze szklanki (i to dużej), a po knajpach się nie włóczę
Przepisy kulinarne mam polskie, polską wagę kuchenną i nie używam tych kretyńskich jednostek. Mam taki kubek z podziałką, ale tam są na jednej stronie „cup”, „pint” i „oz”, a z drugiej „cup” i „ml”. Ale jeśli używam tego kubeczka, to patrzę tylko na ml
Tym bardziej, że na tej stronie jest najdokładniejsza podziałka. Z tego co tu pisze 1 cup to 8oz i 0,5 pint. A 2 oz to 0,25 cup… i te 2 oz, to jest najmniejsza cyferka na tym kubku. 

Nie wiem, że też nie mogą oni przejść na ludzkie miary.
Kiedyś sprzeczałam się z Amerykanką, bo twierdziła, że ich system miar jest łatwiejszy niż europejski (dziesiętny). Zapytałam ją tylko, dlaczego dolary liczą dziesiętnym systemem, skoro te ich cale i stopy są takie proste… Jakoś nie umiała mi odpowiedzieć
Wreszcie w domu!
Haniu-Malinko, bardzo piękna prezentacja, a widzę że nie tylko mnie się spodobała. Mamy zatem nadzieję, że będziesz TU często gościć!
Numery blogów są już znane Autorkom:
Missjonash : E00010
Malina : F00003
ale na razie nic nam z tej wiedzy, Głosować będziemy SMS-ami, dopiero jak ten etap konkursu wystartuje. Teraz jest czas na odwiedzanie i rozpropagowanie
Co już od niejakiego czasu staramy się robić.

Witaj
Kneziu mój ulubiony ! 🙂 Całuski dla Ciebie i Kneziowiska in corpore……
Kneziu i ode mnie całuski – wspaniale propagujecie
To ja idę K R Ę C I Ć, a czym, to nieistotne.
W sumie mógłbym zacząć tańczyć salsę i powyższe zdanie tyż by było aktualne!
Pokręć za mnie. Będę wdzięczna 😀
Proszę przesympatyczną Panią MM (z gwiazdką ;)) o zmianę wizerunku!! Booo dziurka od klucza jest wyjątkowo mało twarzowa
Dobranoc.. i do jutra, oczywiście 😀
PS Wiecie??? Bardzo mi się podoba ta Pani z aparatem
Dobrej nocy wszystkim życzę
Hmm, ale jak to kręcić za kogoś? Nie mam przecież dwóch par nóg?
Ale wszyscy chętni mogą spróbować, proszę bardzo, na dobranoc – salsa. Śpiewa, jak mawia Marek Niedźwiedzki, Gloria, Maria i Stefan. Snów relaksujących po wysiłku fizycznym!
Aaaa, jeszcze opcjonalnie, bo przecież tytuł „Cuba Libre” zobowiązuje. Jako aktywność alternatywną proponuję drinka Cuba Libre – czyli (PT purystów proszę o zamknięcie oczu) rum i coca-cola w proporcjach dowolnych, a do tego plasterek limonki i ewentualnie lód (można otworzyć oczy). Całość mieszamy i spożywamy w takich ilościach, żeby pokój zaczął falować jak podczas salsy. Dobranoc!
Nie wiem czy salsa może działać nasennie, ale lampkę zapalę….. na dobrą noc 🙂

Dobranoc….
Dzień dobry
Musi to być dobry dzień, bo już zaraz weekend
Dzień dobry: )))
Dzień dobry
Ale dzisiaj pospałam… 
Jak ten czas leci…
Dopiero były święta, długie weekendy, a już weszliśmy w drugą połowę stycznia
No! Czas wkrótce jajka do święcenia szykować!
Będziesz mieć malowanki czy kraszanki?
Kraszanki!!
Dzień dobry Senatorze ! 🙂 Czym sie różnią kraszanki, pisanki i malowanki ? 🙂
Dzień dobry: )))
Kraszanki są „kraszone” barwnikami. Kiedyś używało się np. suchych łupin cebuli, tych brązowych. Pisanki „pisało się” woskiem pszczelim z takiego specjalnego pisaka rozgrzewanego nad płomieniem świecy. I następnie”krasiło”. Wosk w gorącej wodzie się rozpuszczał ale ślady po nim niezabarwione zostawały. Malowanki to wynalazek ostatnich trzydziestu lat. Różnymi farbami maluje się w dowolne wzory ugotowane na twardo jajka. I tyle: (
To są kraszanki:

To jest pisanka:

A to jest malowanka:

mój TAtuś robił śliczne pisanki, nauczył mnie tej sztuki. Zanim napisał wzór woskiem przyklejał do jajka bibułę , kiedyś była taka, gładka albo gufrowana. bibuła miała jadowite koloruy więc miejscowo barwiła jajko, na kolorowe placki nanosiło się wzór woskiem a potem to już normalnie, do cebuli. Został mi ten pisak na pamiątkę. Ja robię kraszanki a potem drapię wzór, szkoda, że nie umiem tu wstawić fotki do komentarza bo bym taką swoją wstawiła . Robię też takie „eklektyczne” z pomieszanumi stylami to znaczy kraszanka + drapanka + złoty olejny flamaster
Dzień dobry
Dzień dobry: )))
Nieee chce mi się!!!
To idę na dymka,o!
Jakby ci się nie chciało, to byś nie szła, hihi
Słoneczne i ciepłe DzińDybry :))))
Dzień dobry. Mi się też nie chce, ale muszem. Zresztą wolę robotę, bo jakbym tylko pokazał po sobie, że się obzieleniam, natychmiast by się coś innego do roboty w domu znalazło. Normalnie prawo Murphy’ego.
A ja się roboty nie boję, mogę przy niej nawet spać…
Joj, przy jakiej to robocie się da spać? Stanowczo powinienem się przekwalifikować!
Witaj Kwaku ! 🙂
Zdaje się, że stróż nocny jednocześnie pracuje i śpi ?
Oj, ale to kiepski stróż. Jak sama nazwa wskazuje, powinien stróżować raczej? A w ogóle to się nazywa teraz wykwalifikowany pracownik ochrony…
Znaczy….posłużyłam się archaizmem
Mam wrażenie, że to nie prawo Murphy’ego, tylko prawo matriachatu…
Krakowskim (!) targiem – prawo pani Murphy!
Dzień dobry… koniec tygodnia nadciąga i z nim ogólnie ” nie chce mi się „?
Mnie się chce…. słoneczka !
I nowej wycieraczki…. 🙂 niektórzy to się obzieleniają… 🙁
Dzień dobry: )))
No…. Quackie z Miśkiem to już arcymistrzami zostali!