« Formatowanie tekstu (ręczne) Grzybobranie, pisane "na kolanie" »

Życie i literatura

Motto:
Krzyś zauważył od razu, jakie tu kryją się niebezpieczeństwa.
- W tym miejscu - wyjaśnił - może być Zasadzka.
- Posadzka? - szepnął Puchatek do ucha Prosiaczka.
- Drogi Puchatku - rzekła Sowa tonem wyższości - czyżbyś nie wiedział, co to jest Zasadzka?
- Sowo - rzekł Prosiaczek, patrząc na nią surowo - szepnięcie Puchatka było Najzupełniej prywatnym szepnięciem i nie ma żadnego powodu...
- Zasadzka - rzekła Sowa - jest to coś w rodzaju przykrej niespodzianki.
- Tak samo bywa czasami z Posadzką - rzekł Puchatek.
- Zasadzka, jak to właśnie tłumaczyłem Puchatkowi - rzekł Prosiaczek - jest to rodzaj przykrej niespodzianki.
- Jeśli ktoś nagle wyskoczy na ciebie - rzekła Sowa - to jest właśnie Zasadzka.
- To jest właśnie Zasadzka, Puchatku, jeśli ktoś nagle wyskoczy na ciebie - wyjaśnił Prosiaczek.
Puchatek, który teraz wiedział już, czym jest Zasadzka, powiedział, że kiedyś, kiedy spadł z krzesełka, posadzka nagle wyskoczyła na niego i potem przez całe sześć dni miał pełno siniaków.
- Nikt tutaj nie mówi o posadzkach - rzekła Sowa trochę obrażona.
- Ale ja mówię – rzekł Puchatek.
(A.A. Milne - „Kubuś Puchatek”)

Czasem literatura opisuje życie. Czasem snuje się obok. Niekiedy jednak zdarza się, że je wyprzedza – i niektórzy twierdzą, że jest to wyróżnik Wielkiej Literatury.

W piękne słoneczne popołudnie powolutku dobijaliśmy do nabrzeża portu w Mikołajkach, i ani przez myśl mi nie przeszło, że owo nabrzeże szykuje na mnie Zasadzkę w Puchatkowym rozumieniu tego słowa. Cóż, gdyby strażak przewidzieć mógł pożar, trzy dni wcześniej sprawdziłby sikawkę!

Łódka powolutku zbliżała się do brzegu, w dodatku nie na wprost, lecz pod pewnym kątem, zatem zamierzałem wyskoczyć z burty zamiast z dziobu – nim jednak wybrałem miejsce i przekroczyłem reling, zadziałała Kubusiowa przepowiednia. Prawa noga poślizgnęła się i zamiast się wybić do skoku, poleciałem na betonową płytę – czy też ona na mnie? – dość, że w następnym momencie leżałem na plecach na chropowatym betonie, po drodze obiwszy drugą nogę o reling, przez który nie zdążyłem jej przełożyć, i przy okazji lekko wykręcając kostkę.

Trzeba jednakże pamiętać, że „Kubuś Puchatek” jest książką dla dzieci, opisującą świat łagodny i przyjazny. Widzowie, spodziewający się fontanny krwi i fruwających odłamków kości musieli obejść się smakiem – poza solidnym obiciem łydki nic mi się nie stało, ani najmniejszego zadrapania skóry czy rozdarcia koszuli chociaż! I tak żałuję, że nikogo z jaką bądź kamerką przy tym nie było – musicie poprzestać na suchym opisie, a obrazek zapewne uzyskałby w sieci efektowną liczbę wejść!

Tak, bez dwóch zdań – warto wiedzieć, jaką literaturę cenić! Strach pomyśleć, czym by się rzecz skończyła, gdybym w dzieciństwie czytywał wyłącznie „Moby Dicka” albo nie daj Boże, „Czterech pancernych”…

212 komentarzy

  1. Tetryk56 pisze:

    Taki drobny incydent, a budzi ciekawość, skojarzenia, a i wspomnienia w przyszłości 😉

  2. Quackie pisze:

    Oo, jakie ładne motto. I długie. Wniosek z tego taki, że im bardziej płasko i gładko i teoretycznie niewinnie, tym bardziej trzeba uważac, bim bom (na bom również, jak przelatuje z jednej strony na drugą!)

  3. Jasmine pisze:

    Jeśli myślisz Tetryku, że tym tekstem wyłgasz się przed relacją z mazurskiej wyprawy, to informuję Cię, ze się bardzo mylisz. Happy-Grin

    Posadzki czyhają w Zasadzkach na nas wszystkich. Ci, którzy mają Szczęście unikają ich. Nie mają pojęcia o ich istnieniu. 🙂 W Twoim przypadku, moim zdaniem, to było raczej Szczęście w Nieszczęściu. Na Szczęście zakończyło się Szczęśliwie. Delighted

    • Tetryk56 pisze:

      Senator się dopytywał, a ja tego incydentu w fotoreportaż wplatać nie będę – choćby z powodów jak w tekście. Będę miał zdjęcia, będzie relacja…

      • Jasmine pisze:

        Tylko żartowałam. Gdy się wie jak to się skończyło, to już można.

      • Incitatus pisze:

        Ciekaw bylem jak to było!: )
        Widać nie tylko ja guzy do domu oberemkiem znoszę!

        • Wiedźma pisze:

          Co to jest ” oberemek”, Senatorze ? Happy

          • Incitatus pisze:

            Oberemek, Wiedźmineczko, to gwarowo coś jak naręcze, tyle że według słownika naręcze to w obu rękach – ile się zmieści, a mój oberemek to na jednej i też ile wlezie!: ) Określenie to używane było niegdyś we wschodnich (mocno!) regionach. Dziś chyba nikt go już nie zna. Najczęściej na oberemek brało się polana porąbanego drewna, gałęzie, słomę. Układało się to w rosnący stos na zgiętym przedramieniu, wygięta do wewnątrz dłoń i docisk brodą utrzymywały je w stabilnej pozycji. Na oberemek można było wziąć więcej niż innym sposobem. Taszczenie drewek nie męczyło zbytnio bo ramię od barku do łokcia oparte było o część brzucha i klatkę piersiową. No i rozładunek był prosty – wystarczyło wyprostować zgiętą w łokciu rękę i cały ładunek spadał pod nogi!: )
            Nosiłaś coś kiedy w ten sposób?
            Naręcze mnie osobiście kojarzy się raczej z czymś przewieszonym przez przedramię. Jakimiś tkaninami, odzieżą… Z czymś wiotkim.

  4. Quackie pisze:

    To ja dzisiaj wcześniej się pożegnam, ale ponieważ Senator się domagał basetli – będzie na dobranoc. A ponieważ jestem szczodry, będą również inne ulubione elementy Senatora – ryba i lufa. Na wiolonczeli (=elektrycznej basetli) – Bożena, śpiewa i gra na gitarze – Lech. Przyjemnych snów!

  5. Incitatus pisze:

    Dobranoc: )))

  6. Tetryk56 pisze:

    Winien jestem jeszcze wyjaśnienie na temat wspomnianej ongiś przez Knezia Damy. Bexa Lemon, spolszczana niekiedy przez przyjaciół jako Cytrynowa Płaczka, jest autorką bardzo oryginalnego bloga, dostępnego pod tym linkiem i cichą ( właściwie dlaczego tak cichą, Bexo? ) czytelniczką naszego bloga. Ona właśnie radosną wieść o chińskiej opowieści Quacka zaniosła na Kneziowisko – stąd Kneziowe odwołanie 😉

  7. Wiedźma pisze:

    Bardzo ładne motto i wszystko wyjaśnia Tetryku ! Delighted
    Zasadzka to posadzka albo posadzka to zasadzka i tylko wybrańcom losu szczęście sprzyja 🙂 Wink

  8. Wiedźma pisze:

    Dobranoc 🙂

  9. bexa lemon pisze:

    Heart-Chocolate-Gift
    Dzień dobry!

    Zrozumienie tego, co ludzie piszą, czasem przychodzi mi z trudem, ale tym razem naprawdę nie ma się co dziwić, skoro tyle w jednym: wymienienie, zaproszenie, przylinkowanie, dedykacja, a jeszcze muzyczna…
    Za wszystko dziękuję, Crying i Ashamed.
    I wszystko niby już ogarnęłam, ale jednak stwierdzam, że problemy z kontenerowaniem (podobno tak to się nazywa, od angielskiego contain), czyli, żeby w sobie pomieścić, mam nadal. Wolny garnek wolnym jest nie bez przyczyny i działa – podobnie co i rusz jak dokładająca doń Cytrynowa – na zasadzie „na pewno langsam, a sicher… Cóż, jak kiedy”.
    Zaproszenie do stołu przyjmuję z radością, postaram się nie rozsiadać.
    THANK-YOU

  10. bexa lemon pisze:

    Teraz ja główczę. Przecież nie zapytam, czy biorą.
    Dobrze, że te zaazulki, to mogę zakwitnąć różą Rose .
    Do/U stóp ścielę się wzajemnie Poklon .

  11. Quackie pisze:

    Dzień dobry. Słońce prosto w oczy, na odmianę od wiatru, a robota się pali, lecę gasić!

  12. bexa lemon pisze:

    Festina lente, podpowiadają z garnka.
    No chyba, że konwalie najpiękniej.
    Ileż tu kwiecia od rana!
    Wiła wianki i rzucała je do falującej wody…
    Ja z kolei pędzę trochę powić.

  13. Wiedźma pisze:

    No i dzis kolejne babciogodziny….. układam puzzle, ćwiczę gry planszowe i aplikowanie leków. Jakoś przeżyjemy, i Jasna Panienka i ja Delighted

  14. Alla pisze:

    Dzień dobry, nawet 😀
    1. Dziękuję bardzo, za wszystkie pozytywne fluidy, jakie odebrałam od Was Kochani b
    2. Chwała Ci Panie, że bliższe spotkanie Mistrza Tetryka z posadzko-zaszadzką 😉 skończyło się szczęśliwie, i że zakończenie kości ogonowej zbyt mocno nie ucierpiało 😀
    3. Kubusia Puchatka, to ja onegdaj prawie na pamięć znałam, bo tak tę bajkę lubiło moje dziecię 😀 Szczerze mówiąc, był moment, że chciałam ją schować w najbardziej niedostępne miejsce, coby jej przez najbliższe 10 lat nie znalazła 😀
    4. Witam Lemonkę likierem lemonkowym 😀 i ciastem Bożenki, na które smaczka mam Delicious

  15. Jasmine pisze:

    Dzień piękny. Hi

    Za okno wróciło upalne lato. +18 to po ostatnich okołozerowych temperaturach gorąc okrutny. 😆

    Się dołączam do powitań Lemonkowej Damy. Delighted
    To nie moja wina, że nie nadanżam ze wszystkimi. Stanowczo zbyt wcześnie wstajecie. Happy-Grin

    Po rozświergoleniu Onej radosnym widzę, że wyprawa Skowroneczkowa udana, co cieszy. In Love

    Wszystkim Buziaczki i spadam na szczaw. Bye

  16. SABATOWKA pisze:

    Wczoraj na nasze psy- w ilości dwa (bo trzeci biegał nie wiadomo gdzie) urządziły zasadzkę na biednego Edena równocześnie otaczając go z końca na którym jest głowa i z końca na którym jest tylna część ciała. Zasadzka zadziałała koniu poszedł bokiem we mnie 🙂

  17. Tetryk56 pisze:

    Udało się dotrzeć do domu i nawet poczytać dyskusję.
    Witam wszystkich!
    Cieszę się, że slow garnek się spodobał wraz z jego uroczą kuchmistrzynią 😉

    • Wiedźma pisze:

      Podoba mi się Cytrynka 🙂 jakoś chciałabym Ją udomowić:) Wink , moze tak być ? 🙂

    • bexa lemon pisze:

      Dziękuję Mieszkańcom Wyspy za słowa powitania – jednym po raz pierwszy, innym ponownie.
      Ciasto z bitą śmietaną… Pleasure Likier lemonkowy… Pleasure
      Tetryku, zawrotu głowy dostanę od wszystkich tytułów, jakimi mnie dzisiaj uhonorowano (zwłaszcza o 18:17), pod Twoim zresztą wpisem.
      Żółtego kota rada bym zamieścić, ale znalazłam na obrazku tylko jednego, stanowiącego własność intelektualną, za której (nad)użycie grożono straszliwymi karami, poniechałam go więc czym prędzej.
      I tego oczywiście drugiego: Kocur.
      Przeczytawszy o Cytrynowej Damie, poczytałam następnie o damie żółtej, którą małżonek zamknął, nieszczęsną, w ciemnicy z cegłą, żeby do rana dziurę w niej wywierciwszy własnym palcem, dowiodła (dama, nie cegła i nie ciemnica) wierności.
      A propos tejże – znalazłam własny wpis z czasów, gdy garnek nie był wcale nim, tylko lasem bexy i rzeczy, niezbicie – mimo tytułu „Ponton nieoczekiwany” – dowodzący, że mój związek z Madagaskarem trwa od dość dawna.
      Doczytałam też rozmowy – i zaraz będę znowu. Cuda na Wyspie, cuda po prostu.
      Dlaczego mnie to nie dziwi?
      A i poza nią cuda – jesienne konie i kwitnące róże; niezgody, zda się, ani śladu.
      http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/sabatowka.wordpress.com/2013/06/23/rozana-kosc-niezgody/
      Dzień pełen wrażeń, po którym wyglądam tak Smile.
      A może raczej tak Heartbeat ?
      Dobrej nocy!

  18. Wiedźma pisze:

    Tetryku ? dlaczego nicki występują w dwóch kolorach : czarnym i zielonym ? Amazed

    • bexa lemon pisze:

      To ja odpowiem, doczytawszy jeszcze. Kolor czarny oznacza, że kto nań kliknie, wraz z nim – czy za ukrytym w nim linkiem – powędruje dalej.

      • Jasmine pisze:

        Również dziękuję za odpowiedź. Delicious Przez chwilę gdy zobaczyłam ten czarny kolor to zaświtało mi nawet pytanie dlaczego tak, ale natychmiast umkło i go nie zadałam. Teraz już wiem i umrę mądrzejsza. Chyba. Happy-Grin

      • Wiedźma pisze:

        Dziękuję Cytrynko Happy ! Powędrowałam do Sabatówki i już wiem skąd ta nazwa. Historia opisana bardzo interesująco ! I tam będę zaglądała. 🙂

  19. Jasmine pisze:

    Ponownie. Hi
    Serdecznie witam Wszystkich którzy już się i jeszcze się pojawią na naszej Wyspie. Delighted

    Poza tym, nie mam zamiaru NIKOGO denerwować, ale chcę podzielić się wiadomością, że jutro na grzyby. To jedyna okazja gdy nie denerwuje mnie informacja, że wyjeżdżamy o 6-ej. Happy-Grin

  20. Alla pisze:

    Wpadłam i wypadam. I tak już do końca tygodnia 😀
    Dobranoc Państwu 😀

  21. Incitatus pisze:

    Melduję, że żyję!
    Marnie bo marnie, skrzywdzony bo skrzywdzony, nieszczęśliwy bo nieszczęśliwy, ale mam nowy cel w życiu – wykończę, na strzępy rozerwę, zjem i strawię moją dentystkę!!
    Będzie babie nędzny koniec!! Howgh!!!

  22. Incitatus pisze:

    Idę tulić moje perełki do poduszki: )
    Dobranoc: )))
    Miśku, jak tam Harpie??

  23. Jasmine pisze:

    Utknęłam w Sabatówce i pewnie czas jakiś tam jeszcze zabawię. Delighted Tu zatem się pożegnam. Dobranoc Kochani i do jutra. Bye

  24. Quackie pisze:

    Dobranoc, snów nieco melancholijnych jak kończące się lato. Jak blues.

  25. Wiedźma pisze:

    Dobranoc Wszystkim….. zapalam lampkę, niech przepędzi melancholię i ocali życie pani dentystki…. 🙂

  26. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin

  27. miral59 pisze:

    Rozmawiałam dziś z zaprzyjaźnioną polską rodziną, z którą zwykle wyjeżdżaliśmy na Labor Day. W tym roku pojechaliśmy oddzielnie. Zadzwoniłam zapytać jak się im udał wyjazd i dowiedziałam się, że zostali w domu. Oni zawsze wyjeżdżają w soboty(my w piątki), a w sobotę lał deszcz od samego rana. Wystraszyli się i nie pojechali Sad Wybierali się do Yellowstone Lake State Park w Wisconsin(to parę kilometrów od miejsca, gdzie myśmy byli) i jakoś nie przyszło im do głowy, że to trzy godziny jazdy z Schaumburga, gdzie mieszkają. Czyli pogoda może być diametralnie różna Delighted W niedzielę wieczorem znowu nad Chicagoland przeszła burza i byli zadowoleni, że zostali w domu. Czyli niechcący popsułam humor mówiąc, że w Wisconsin była piękna pogoda Delighted
    Nic nie chcę mówić, ale w takich parkach stanowych miejsca na biwakach rezerwuje się w styczniu (na wrzesień) i wiadomo, że nie jesteś w stanie przewidzieć jaka będzie pogoda. Nie chciałabym rezygnować z wyjazdu tylko dlatego, że u nas pada. To kawał drogi (ok. 300 km), a z prognozami wszędzie jest jednakowo – nie zawsze się sprawdzają Delighted

    • Incitatus pisze:

      Miejsca rezerwuje się z półrocznym wyprzedzeniem?? To tam muszą obok siebie koczować całe dzikie tłumy!! No, jak ja mam czuć się w parku przyrodniczym – choćby i najpiękniejszym – jak baran z centralnej Polski na Krupówkach albo w kilkugodzinnej kolejce do Morskiego Oka, to ja sobie taką wątpliwą przyjemność daruję!

      • miral59 pisze:

        Nawet więcej niż z półrocznym wyprzedzeniem Happy-Grin I to nie jest tak jak w Polsce. Tu namiot nie stoi na namiocie, a każde miejsce jest oznaczone. Nie ma tak, że sobie rozstawię namiot „gdziebądź” Wink Każde miejsce ma swój własny parking, metalową obręcz na ognisko i dużą ławkę z siedzeniami. Nie ma i nie może być tłoku, skoro wszystko jest policzone i przewidziane. A jeśli na wyjazd wybiera się większa grupa, to mają specjalne miejsca na biwak. Te grupowe są większe, mają też większy parking, na więcej samochodów. Amerykanie lubią wygody i nawet pod namiotem muszą je mieć Delighted Część miejsc biwakowych jest zelektryfikowana. Głównie na potrzeby przyczep campingowych, ale jakbym chciała z namiotem się tam „wkleić”, to też nie ma problemu. Tyle że takie zelektryfikowane miejsce jest droższe niż niezelektryfikowane Happy
        Można się też wybrać do tak zwanych „cabins”, czyli domków. Tam to masz luksus Happy Własną łazienkę, własną kuchnię, własny telewizor i podłączenie do internetu Delighted Tylko taka „cabina” kosztuje za dobę więcej, niż miejsce na campingu na trzy dni Delighted Ale zawsze masz wybór…

        • Incitatus pisze:

          Miral, w Polsce jest już do diabla i ciut ciut takich zadbanych miejsc. Standard niektórych znacznie przekracza europejską średnią. Fakt, nie ma ich jeszcze tak dużo jak człowiek by chciał, ale jeśli baza turystyczna rozwijać się będzie w takim jak dotychczas tempie, to za parę lat będzie zupełnie przyzwoicie. Nie da się ukryć, że i dziadostwa nie brakuje, ale powoli jest ono zastępowane zupełnie przyzwoitymi obiektami.

  28. Incitatus pisze:

    Dzień dobry: )))
    Wyprzedziłem Bożenkę!!: )))
    Nic innego tylko się w nocną koszulę na amen zaplątała! Overjoy

  29. miral59 pisze:

    Miłego dnia życzę Buziaczki
    I spadam na górę do łóżeczka Spanko

  30. Incitatus pisze:

    Wszystkim miłośnikom agenta 007 Pleasure

    To właśnie koniec
    Wstrzymaj oddech i policz do dziesięciu,
    Poczuj jak Ziemia drży, a potem
    Usłysz jak me serce znów pęka,

    Bo to zaprawdę już koniec.
    To ten moment wyśniłam tonąc,
    Więc spóźnienie im zawdzięczam
    Im poddana i przez nich ubezwłasnowolniona.

    Niech niebo runie,
    Kiedy już się kruszy.
    Wytrzymamy z podniesionymi głowami
    I razem stawimy temu czoła.

    Niech niebo runie,
    Kiedy już się kruszy.
    Wytrzymamy z podniesionymi głowami
    Dumnie razem stawimy temu czoła
    Podczas spadania nieba,
    Podczas spadania nieba.

    Wszystko zaczyna się w Twym rodzinnym domu,
    Tysiąc mil i biegunów stąd,
    Gdzie światy kolidują, a dni są ciemne.
    Może i masz mój numer,
    Możesz posiąść me imię,
    Ale nigdy nie dostaniesz mego serca.

    Niech niebo runie (Niech niebo runie),
    Kiedy już się kruszy (Kiedy już się kruszy).
    Wytrzymamy z podniesionymi głowami
    I razem stawimy temu czoła.

    Niech niebo runie (Niech niebo runie),
    Kiedy już się kruszy (Kiedy już się kruszy)
    Wytrzymamy z podniesionymi głowami
    I razem stawimy temu czoła
    W Twym rodzinnym domu.

    (Niech niebo runie,
    Kiedy już się kruszy
    Wytrzymamy z podniesionymi głowami) / x2

    Gdzie idziesz, tam podążam ja/
    Co widzisz, ja także dostrzegam,
    Ale wiem, że nigdy nie będę sobą
    Bez opieki
    Twych kochających ramion
    Chroniących mnie przed krzywdą,
    Więc wtul swoją dłoń w moją
    I zmierzmy się z tym z podniesionym czołem.

    Niech niebo runie (Niech niebo runie)
    Kiedy już się kruszy (Kiedy już się kruszy)
    Wytrzymamy z podniesionymi głowami
    I razem stawimy temu czoła.

    Niech niebo runie (Niech niebo runie)
    Kiedy już się kruszy (Kiedy już się kruszy)
    Wytrzymamy z podniesionymi głowami
    I razem stawimy temu czoła
    W Twym rodzinnym domu.

    Niech już niebo runie,.
    Wytrzymamy z podniesionymi głowami
    W Twym rodzinnym domu

    This is the end
    Hold your breath and count to ten
    Feel the Earth move and then
    Hear my heart burst again

    For this is the end
    I’ve drowned and dreamt this moment
    So overdue I owe them
    Swept away I’m stolen

    Let the sky fall
    When it crumbles
    We will stand tall
    And face it all together

    Let the sky fall
    When it crumbles
    We will stand tall
    And face it all together
    At Skyfall
    At Skyfall

    Skyfall is where we start
    A thousand miles and poles apart
    Where worlds collide and days are dark
    You may have my number
    You can take my name
    But you’ll never have my heart

    Let the sky fall (Let the sky fall)
    When it crumbles (When it crumbles)
    We will stand tall (We will stand tall)
    And face it all together

    Let the sky fall (Let the sky fall)
    When it crumbles (When it crumbles)
    We will stand tall (We will stand tall)
    And face it all together
    At Skyfall

    (Let the sky fall
    When it crumbles
    We will stand tall) / x2

    Where you go I go
    What you see I see
    I know I’d never be me
    Without the security
    Of your loving arms
    Keeping me from harm
    Put your hand in my hand
    And we’ll stand

    Let the sky fall (Let the sky fall)
    When it crumbles (When it crumbles)
    We will stand tall (We will stand tall)
    And face it all together

    Let the sky fall (Let the sky fall)
    When it crumbles (When it crumbles)
    We will stand tall (We will stand tall)
    And face it all together
    At Skyfall

    Let the sky fall
    We will stand tall
    At Skyfaaall

  31. Incitatus pisze:

    No, zaraz idę z reklamacją!: ((

  32. Bożena pisze:

    A teraz Bożena bierz się do roboty…

  33. Quackie pisze:

    Dzień dobry! Ten chór to mógłby jeszcze zaśpiewać piosenkę z innego filmu o Bondzie – „From Russia with love”.

  34. misiekpancerny pisze:

    Dzień dobry 🙂 To żółte wróciło i zapowiada się gorączka 🙁

  35. Wiedźma pisze:

    Dzien dobry ! Hi To żółte już wczoraj miało świecić, ale nie chciało … 23 stopnie to niezła temperatura… 🙂

  36. Wiedźma pisze:

    Babciogodzin ciąg dalszy…. dziecię w coraz lepszej formie :)… jutro już będzie zdrowe?

  37. Jasmine pisze:

    Dzień dobry. Hi
    Nawet lubię Adele, ale nie miałam pojęcia, do dziś, że ona jest chórem. Wink

    Dobrą wiadomość dla Senatora posiadam. Delighted
    Grzybów zebraliśmy, we dwoje, pół koszyka. Wszyscy spotkani po drodze grzybiarze twierdzą, ci miejscowi też, że nie ma, bo za sucho. Sama to wcześniej zdążyłam zauważyć.
    Połaziłam, ponapawałam się, widziałam pięknego dzięcioła, umęczyłam się, spałam może z godzinę i wróciliśmy. Grzyby mama ususzy, oszczędzając prąd, bo mokre to one nie są.

    A teraz wypiję piwo(o tej porze Amazed ) i pewnie padnę, albo i nie. Happy-Grin Bye

    • Jasmine pisze:

      PS: Maślaków, których też nie ma, nie zbieramy od lat. Ale zawszeć to milej pomyśleć, że nie przywieźliśmy, bo przecież nie zbieramy a nie, że nie ma Delighted

      • Jasmine pisze:

        PS2: Jeśli nie ma chętnych to zmieniłabym wycieraczkę. Jest malutki problem, bo nie pamiętam czy na Wyspie był mój tekst o grzybobraniu, z tamże.

    • Alla pisze:

      Aha, znaczy będziesz się chmielić, aby być podchmieloną Wink
      Podgrzybki były??? Witaj Pachnąca 😀

      • Jasmine pisze:

        Witaj Skowroneczku. Delighted
        Podgrzybki też grzybki. Rosły stadami, teraz jak kolejarza broda. Jeden co stacja. Jest nadzieja, że JEŚLI, ciepło ma być, popada, to grzyby jeszcze będą. Sezon na nie wszak się dopiero zaczął. 🙂

        A poza tym to mnie straszliwie Wyspa zawiesza.

  38. Alla pisze:

    Ogólne dzień dobry bardzo, bo słoneczne i w miarę ciepły dzionek. Bo wiadomo, nie od dziś, że skowronki ciepłolubne som! 😀

  39. Alla pisze:

    Przywitałam się?? Przywitałam! No to w chruśniak… sruu..
    Bye

  40. Incitatus pisze:

    Ale pierun łazi, ale łazi!: (((

  41. Jasmine pisze:

    Zapraszam na nowe pięterko. 🙂

Skomentuj Jasmine Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[+] Zaazulki ;)