Zanim będzie o Aniołach jeszcze o rozbitej szklance.
„
Otóż człowiek jest silniejszy od szklanki. Rozsypany na kawałki potrafi „się pozbierać”.
Szklankę trudno skleić. Porcelanowy garnuszek już można.
Wiem, bo w czasach kryzysu sklejaliśmy garnuszki, talerzyki itd.
Garnuszek potrzebuje dobrego kleju. Dla człowieka takim klejem mogą być Przyjaciele.
Poznajemy ich na różnych etapach naszego życia. W dzisiejszych czasach bywają wirtualni Przyjaciele. Znam taką Wyspę, gdzie …sami wiecie.
Kiedyś w kabarecie „Loch Camelot” w Święto Trzech Króli byłam na spotkaniu pt.”Wieczór mędrców. Zaproszeni goście mieli za zadanie opowiedzieć o „Dobrych Aniołach ” w swoim życiu.
Przyjaciele są takimi naszymi „Dobrymi Aniołami”.
Dziś ( jak pisałam) byłam w Lanckoronie -Mieście Aniołów. Nie mogę znaleźć oryginalnego zdjęcia, ale natknęłam się na takie, które kiedyś pokazywałam na slajdowisku.
Bo w Lanckoronie wszędzie jest pełno Aniołów, nawet na podwórkach.
A tu dwa zdjęcia, które zrobiłam dziś w Lanckoronie.
Poniżej rzeźba, która stoi w centralnym miejscu Miasta Aniołów.
Nazywa się „Serce Anioła”, a jej autorem jest włoski grafik, malarz
i rzeźbiarz Enrico Muscetre.

Skoro o Aniołach mowa mam jeszcze zdjęcie, które zrobiłam rok temu w Austrii. To instalacja pt.”Skrzydła Anioła”. Byłam tam z moimi przyjaciółkami ze SP, takimi co to mimo dzielącego Oceanu są moimi Dobrymi Aniołami. O sile tej przyjaźni mogłabym zrobić drapacz chmur sięgający do nieba…

Lanckorona nie była celem mojej wycieczki.
Celem był Maków Podhalański, gdzie z przyjaciółką pojechałyśmy na grób jej przyjaciółki.
Tam też były Anioły.
Tu widać jak w Sanktuarium Matki Bożej Makowskiej w Makowie Podhalańskim idę zrobić zdjęcie anioła.
Tego anioła:
Obrazek wyróżniającym tego wpisu jest Anioł-Makówka. Dostałam tego anioła wiele lat temu. Mam go do dziś i odbieram jako symbol, że najważniejszym Aniołem Stróżem musimy być dla siebie my sami. Aby tak się działo, czerpmy siłę z Dobrych Aniołów, jakimi są nasi Przyjaciele.





Antoine de Saint-Exupéry
” Przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas, kiedy nasze skrzydła zapominają jak latać”.
Zapraszam na nowe pięterko.
Dzień dobry
Piękne to pięterko i takie radosne o aniołach i przyjaciołach. Dobrze się otaczać przyjaciółmi, bo są dla nas jak anioły. Ale jeszcze lepiej być aniołem dla przyjaciół. 
Witajcie!
W temacie wpisu chciałbym przypomnieć ulubione motto Jaśminki:
Wszyscy jesteśmy aniołami z jednym skrzydłem. Musimy się mocno objąć, aby polecieć…
Dziękuję za przypomnienie, to są Jej słowa i bardzo mądre…
Przyjacielskie i pochmurne Dzień dobry!
Dzień dobry, chmur dzisiaj dostatek, ale nic z nich (na razie?) nie pada.
W Poznaniu od rana drobny deszczyk pada.
No i ad rem – piękna rzeźba, w której serce jest przestrzenią, miejscem, przez które widać, co się w tym sercu mieści.
A anioł z Makowa ma drabinę w ręku – pewnie jakubową, symbol zmagań i triumfu, który się osiąga. Przyjaciele też mogą w tym pomóc (mimo że Jakub akurat we śnie był sam).
To parę słów o rzeźbie:
Enrico Muscetry – (urodzony w Gallipoli, w Apulii w 1946) włoski malarz i rzeźbiarz. Rzeźba nosi tytuł „Il Cuore dell’Angelo” („Serce Anioła”). Symbolizuje duchowość Lanckorony, podkreślaną co roku w grudniu podczas Zimowego Festiwalu Anioł w Miasteczku. Rzeźba została ufundowana w 2008 roku przez Województwo małopolskie, w ramach projektu związanego z uczestnictwem mieszkańców we wspólnym tworzeniu przestrzeni publicznych.
No tak, jak się popatrzy przez rzeźbę, to widać w tym sercu właśnie Lanckoronę
Q. Dla pełnego obrazu masz zdjęcie, na którym widać oba anioły z Makowa Podhalańskiego.
Dzień dobry! A u mnie słonecznie, (póki co), choć zimno.

z kawusią, oczywiście
I jakie piękne pięterko! Ja biadolę na moim blogu, że mi się mój Anioł Stróż zbiesił, a tu takie wspaniałe konkluzje
Pozdrawiam wszystkich serdecznie
Maradag witam.
Zaszczyt to dla mnie, że ktoś, kto TAK PISZE, zechciał opatrzeć moje wypociny komentarzem.
TAK PISZE, a jak MALUJE!!!
Jak maluje, też zauważyłam.
Oceniając CAŁOKSZTAŁT, uznałam, że poczułam się zaszczycona. Oprócz tego zadałam sobie OCZYWIŚCIE pytanie, co ja robię w TAKIM towarzystwie, ale to pytanie towarzyszy mi cały czas.
Witaj w klubie
Och, ja nie piszę, ja … 'wylewam” czasem okraszając to jakimiś „kryklokami” (rysunki, malunki).
Dziękuję za komplement
i Tetrykowi też
Dzień dobry. Może Anioły Stróże też na jesieni się czują, hm, jakby nieco kiepściej?
Pewno tak… ale to wcale nie znaczy, że mają się z roboty migać 😉
L4 dla Anioła Stróża?
Widać, że zmęczony…
Stróżowaniem. Widocznie często musi interweniować
Takie czasy, że nawet Anioły są przemęczone
Dzień dobry


Piękne pięterko
Chociaż muszę przyznać, że rzeźba Enrico Muscetre jakoś mnie nie zachwyca. Sama idea jest piękna, ale wykonanie mi nie odpowiada. Gusta są różne…
Wczoraj mąż wrócił z pracy wyjątkowo wcześnie i pojechaliśmy na wycieczkę
On sobie trenował latanie dronem (może jak się nauczy, to pokażę dokąd jeździmy), a ja obcykiwałam wszystko jak leci
Gdy przejeżdżałam z parkingu na parking, o mały włos a przejechałabym węża. To była niespodzianka, bo byliśmy przekonani, że one już śpią snem zimowym. Zanim się zatrzymałam i wyskoczyliśmy z aparatami, wąż schował się już w wysoką trawę. Mąż wyciągnął go z powrotem za ogon
I nawet uniknął ugryzienia, chociaż wąż próbował to zrobić…
Po „sesji zdjęciowej” mąż przesunął węża z powrotem w wyższą trawę. Nie chcieliśmy, żeby jakiś samochód rozsmarował go po asfalcie.
Zima się opóźnia, to i różne zwierzęta jeszcze nie idą spać
Proszę o wyjaśnienie dlaczego moja odp. do maradag została przesunięta z 14,16 -14,26 ….Co żle robię
A bo…chyba tak tu się dzieje, że „kto pierwszy to lepszy” 😉 z tymi odpowiedziami pod odpowiedziami…
Przeskakują sobie/siebie wesoło 
Serdecznie Cię pozdrawiam o Reni też myślę
Dziekuję! 🙂
Maradag – o Reni pamiętałam, więc znicz się jeszcze pali, wróciłam o szesnastej z cmentarza.
Dzięki.
Jo.
Jak u Ciebie? Chyba nie muszę pisać, że cały czas o Tobie ciepło myślę i wiem, że jesteś szklanką, która zawsze da się pozbierać „do kupy”?
Tam szklanka, szklanka. To to jestem kryształowy kieliszek! Jak się posypie, to w drobny pył!
Jo.
„…Jeszcze w zielone gramy, chęć życia nam nie zbrzydła
Jeszcze na strychu każdy klei połamane skrzydła…”
Połamane skrzydła da się skleić to i kieliszek.
Tak. U mnie ta ekipa jest w domu od zawsze.
Ekhem. Mam na myśli Młynarskiego, Osiecką, Koftę i tak dalej. Chociaż i wina nie odmówię.
No więc tak: to, co się dzieje, to jest taki odjazd, że nie nadaje się do opisania nawet w Szkicach.
Mam konkretne pytanie – może ktoś coś podpowie. Czy istnieje jakaś internetowa strona z nekrologami? Bo ze względu na rozbieżność światopoglądową Filozofa oraz Madre (i nas samych) mamy niemożliwy do uzyskania kompromisu pat klepsydrowy, a wypadałoby jednak poinformować ludzi o pogrzebie… Wiem, że kiedyś coś takiego widziałam, nawet wpisywałam kondolencje, ale za cholerę nie mogę znaleźć…
Jo.
Moi przyjaciele z USA napisali informację o śmierci córki zwyczajnie na fb, ale z opcją „widoczne tylko dla znajomych”.
Wiem z komentarzy, że dla wielu osób było to pierwsze (może jedyne?) źródło informacji o tej tragicznej śmierci młodej osoby.
Oczywiste przecież, że rodzice nie mieli siły na jakieś telefony w sytuacji, gdy nagle, niespodziewanie zmarło ich dziecko.
Po jakimś czasie mama dziecka napisała taki zbiorczy wpis dziękujący wszystkim za wsparcie, wyrazy współczucia …
Bardzo piękny i wzruszający.
Tak, my też tą drogą poszliśmy. Ale Filozof był osobą… no nie wiem jak to powiedzieć… Miał wielu znajomych. Był również wykładowcą uniwersyteckim. Rektorem. I tak myślę, że chyba powinniśmy dać szansę ludziom pożegnania go.
Bez względu na to, co o tym myśli Madre.
Trzymajcie się…
W takiej sytuacji jednak powinniście moim skromnym zdaniem.
Są sytuacje, kiedy należy uszanować wolę najbliższej rodziny, ale ta chyba do niej nie należy.
MY jesteśmy najbliższą rodziną.
Jo.
Miałam na myśli zdanie ” Bez względu na to, co o tym myśli Madre”, ale ja mało zorientowana jestem.
Natomiast sytuacje, kiedy zamiast myśleć o samym pożegnaniu zmarłej osoby, trzeba brać pod uwagę inne „okoliczności”, znam nie tylko z literatury i filmów, niestety.
Po sobotniej awarii sieci jestem z powrotem.
Bardzo dobrze
Spaaaaaać…
Życzę dobrze przespanej nocy Jo.
Oby.
Dzięki.
Spokojnej!
Dobranocka.
Sting i ulubiony utwór z ulubionej płyty.
Fragile.
Snów o tym, że może każdy z osobna jest kruchy, ale razem jest już dużo lepiej.
Uwaga! Uwaga! Znów Dobranockę oglądam w domu!
Ha. Może Ci to wejdzie w nawyk?
Chociaż raz idę spać po dobranocce…
Dobranoc
Zanim będzie, lampka opowiem, co dziś robiłam.
Otóż byłam nad Zbiornikiem Wodnym Dobczyce.
Przy normalnej pogodzie na drugim planie widać pięknie góry.
Te powyższe „wody otwarte” są ogrodzone, niedostępne, gdyż jest to zbiornik wody pitnej.
Dlatego potem poszłam sobie popatrzeć na tak ładnie położony basen.
Ja tu kiedyś w lecie MUSZĘ, przyjść popływać!
Ależ Ty jesteś ziemnowodna!
No właśnie jestem wyjątkowym zmarzluchem znanym z tego, że mam na sobie mnóstwo warstw ubrania. Chyba (oprócz lata) mogłabym spokojnie grać w pokera rozbieranego!
To jak to godzisz z pływaniem? Pływasz tylko w podgrzewanych akwenach?
Włażę nieraz do bardzo zimnej wody, ale na zewnątrz powinno być w miarę ciepło. Nie jestem morsem !
Choć nie zawsze, bo pływałam w Górach Skalistych w basenie pod gołym niebem w zimie przy silnym mrozie. Przykrym momentem było wyjście z wody i dobiegnięcie do szatni.
Pływałam w lodowatym górskim jeziorze w Yosemite.
Na Bagrach w tym roku już w kwietniu.
A potem kolanka smaruję maścią…
Co do „wyjścia z wody i dobiegnięcia do szatni” – trzeba wynaleźć podgrzewany szlafrok. Kurtki z elementami grzewczymi już są, czas zamontować je do innych części garderoby.
Mój zięć twierdzi, że w tak zimnej wodzie jeszcze się nie kąpał, a był to Pacyfik przy plaży w San Francisco.
Coś pomiędzy aniołem a delfinem
Chociaż delfin jest ssakiem – ryba latająca!
Zwyczajna zodiakalna Ryba…
A co do anioła czy słyszałeś, aby anioł nosił imię pierwszej grzesznicy?
Nie ma czegoś takiego, jak ZWYCZAJNA zodiakalna ryba.

Zodiakalne ryby z definicji są NIEZWYKŁE.
I ja się nie wyprę zodiakalnego rybstwa.
Jak na Wyspę przystało, Ryb ci u nas dostatek!
Hm…miło być niezwykłym.
Wybrałam parę zdań z horoskopu. Kto na Wyspie jest jeszcze Rybą?
Zodiakalne Ryby to osoby o silnej intuicji. Osiągają swoje cele dzięki umiejętności wczucia się w sytuację innych ludzi oraz przewidywania ich posunięć.
Sprawy duchowe Ryby uznają za ważniejsze od spraw materialnych, na życie patrzą z szerszej perspektywy.
Ryby wierzą w przeznaczenie, często też spotykają je niezwykłe i szczęśliwe zbiegi okoliczności.
W miłości chcą Ryby zatracić się i wewnętrznie przemienić.
Problemem Ryb bywa wyczucie właściwego momentu dla wyrażenia swoich uczuć, gdyż w głębi duszy czują, iż albo jest jeszcze za wcześnie, albo już za późno.
No cóż. Jeżeli chodzi o mnie, 10/10. Ale ta intuicja działa, jak chce – czasem bezbłędnie, czasem całkowicie się wyłącza.
Niestety, horoskopy nie zawsze się spełniają. Wiem coś na ten temat, bo mój mąż był zodiakalną Rybką…
Ja jestem Baranem 😉
Nie, nie pójdę teraz pływać, pójdę spać!

A ja ani pływać, ani spać, ale do łóżka może za chwilę tak.
Dobranoc Wyspo!
Dla Krakusów jutro ważny dzień wyborów między pistacjami a koperkiem. Dla niektórych również obserwacji.
To i ja – powoli – będę zmierzał w tym kierunku.
Q.
To masz tu jeszcze basen w Górach Skalistych, w którym pływałam w zimie 2008roku. Najpierw narty, potem basen, a na końcu jacuzzi…super było!
To zdjęcie zrobiłam rano, więc basen jest przykryty.
Najlepszą zabawę miały dzieci, bo zgarniały śnieg i w basenie tłukły się śnieżkami.
Zdarzyło mi się być z rodziną w Les Menuires, we francuskich Trzech Dolinach, gdzie byliśmy na basenie, ale krytym, za to z wielkimi oknami na zimowy, górski pejzaż – po nartach zwłaszcza rewelacja, potwierdzam
(zdjęcie nie moje, ze strony klubu)
Piękne miejsce, aż che się kąpać…
No i cena – spora, ale jeszcze w granicach do przyjęcia.
W tej samej miejscowości raz byłem z większą grupą, w sumie 10 osób, wynajęliśmy wtedy wielki apartament z własną małą sauną (na 2-3 osoby, więc na zmianę, ale i tak bardzo fajna rzecz po nartach).
Q.
Skojarzył mi się wc pod Rysami z przeźroczystą jedną ścianą, przez którą widać wspaniały widok na Tatry. Siedzisz na …i kontemplujesz widok. Nikt cię nie podejrzy, bo sławojka wisi nad przepaścią.
Własnej sauny nigdy nie miałam, ale mnie i tak z sauny nie wolno korzystać.
Natomiast z moimi przyjaciółkami z USA mieszkałyśmy kiedyś w apartamencie z własnym jacuzzi. Mam takie zdjęcie -w jacuzzi z winem w ręce przed telewizorem w naszym apartamencie.
Och, naprawdę taki WC jest? Ale chyba nie po naszej stronie?
Jacuzzi, wino i telewizor – brzmi jak przedsionek raju
Q.
Postaram się poszukać zdjęcia, ale dopiero jak wrócę z wyborów i obserwacji.
Powinnam gdzieś na jakimś pen drive mieć i wc w Słowacji i ten apartament, w którym moje przyjaciółki kiedyś urządziły mi moje urodziny. To była dla mnie niespodzianka i zaskoczenie.
Dzień dobry
Niedziela 
Czas na kawę…
Dzień dobry! Już podstawiam kubek.
Witajcie!
Mam dzisiaj nadspane (celowo!) – mam nadzieję, że wystarczy mi do nocnego czuwania przy urnie. Dziś powinno być krócej!
Pomyślnych wyników
Tylko dwoje kandydatów, więc…
Dwoje,ale wielu krakusow nie lubi ani pistacji ani koperku.Tam gdzie głosowałem frekwencja 1354/248.Tu gdzie obserwuje 1640/280.O godz 12.
Witajcie!
Chciałabym umieć tak nadsypiać. Niestety to nie ja rządzę moim snem, ale on mną. Ja jedynie z konieczności brutalnie przy pomocy budzika go skracam, jak muszę.
Dziś nie będzie do rana. Chyba że … (ha, ha) nawali system informatyczny, jak kiedyś było.
Pozostaje otwartym pytanie, czy Krakusy wybiorą lody pistacjowe, czy zupę koperkową, ziemniaczki z koperkiem ?
Więc dziś dzień obywatelski -spacer między Komisjami -w jednej trzeba wybrać te …ziemniaczki, a w innej obserwować czy ktoś nie sugeruje co wybrać z karty dań.
Teraz ja proponuję kawę:

Ona żyje! I chce coś powiedzieć?
Poproszę TAKĄ herbatę!
Albo …zupę koperkową.
I puszcza perskie oczko!
Kolega do Kolegi : A propos , puszcza – widziałem Twoją żonę w Międzyzdrojach ? !
To chyba było przez kogoś przytaczane jako przykład dywagacji, czyli nawiązania nieuprawnionego (w przeciwieństwie do uprawnionego, czyli dygresji)
Wszyscy odpłynęli z Wyspy? Na Wyspie nudy.W Komisji chwilowo też. Auuuu…
Jestem, z przerwami na chwilowe obowiązki w realu i nie tylko.
Podejrzewam, że w komisji ciekawiej już nie będzie.
Jak frekwencja?
Niższa jak w I turze.Tu gdzie obserwuję. O godz 17 667/1640 teraz.W I turze bylo 780
Hm, może część głosujących nie widziała w II turze kandydata dla siebie? To przeciekawe.
Juz pisałam,że wiele osób w KRK nie lubi ani pistacji ani koperku.Wtedy mieli większy wybór.6 kandydatów.
Ale coś wybrać trzeba
No i wybrali, moim zdaniem dobrze
Dobranocka, dzisiaj nieco wcześniej, bo nie wiem, jak mi dzisiaj wypadnie schodzić.
Dawno nie było, a przecież to utwór fundamentalny dla nastroju na Wyspie.
Snów całymi dniami w fotelu albo gdzieś tam, gdzie wygodniej.
No to na mnie też czas.

Spokojnej!
Anioły mnie rozczuliły, szczególnie te przestrzenne urzekają, przecież mają opiekować się każdym z nas. Kiedyś stały tuż obok, obecnie rozglądam się, szukam swojego, a on już za zakrętem coraz dalej, już nawet anioły widać zaczęły nas opuszczać.
Znam takie, co przechodzą na emeryturę. Może to już to?
Nooo wygląda, że gratulacje Kraków!
I Gdańsk (chociaż tu zdania są podzielone). I Kielce (tu chyba nie).
Ja się nie mogę nadziwić: kandydat na prezydenta miasta olewa wyborców i jedzie do Warszawy… No po prostu…
Który to?!
Ten kandydat(kandydatka) w ogóle nie zna Krakowa.
W czasie debaty myliła nazwy ulic z osiedlami i wykazywała się kompletnym brakiem znajomości miasta, w którym przecież praktycznie wcale nie mieszka.
Jeśli Jo., myślimy o tej samej osobie?
O tej samej. Chyba żaden inny kandydat nie wykazał się taką arogancją…
No cóż, to się zdaje się nazywa foch – „Nie mam szans, to mam was w nosie i wyjeżdżam”. Ale może i realpolitik – skoro tu już sprawa przegrana, może w tym czasie gdzieś indziej coś się zdziała.
Niestety. Klasę trzeba mieć. Same aspiracje to za mało.
Podobno ona nie bardzo chciała wracać do KRK, wolała karierę w Warszawie, ale Prezes kazał…
Czy przypadkiem jutro nie będzie przesłuchiwać pewnego hm winnego wszystkiemu pana?
Ja to kurtuazyjnie zostawię bez komentarza.
Nie wypada kopać leżącego
Arogancja jest znakiem firmowym tej formacji…
Co prawda, to prawda.
Zupa koperkowa, ziemniaki z koperkiem. Na placu w Krakowie koperek stoi po 64,6 zł wg sondaży, ale i tak widać, że pistacje jakoś nie są w cenie!
A ja już w domu, w łóżku!
W czasie Dobranocki wracałam z obserwacji, ale lampkę to już na pewno w domu będę witać!
Ej, ja bardzo lubię koperek!
Tetryk ma nadspane, ale i tak życzmy mu szybkiego, sprawnego liczenia przez Komisję i KRÓTKIEGO obserwowania!
Powoli padam, a jutro się szykuje dzień bogaty w pracę i wrażenia, najbliższa środa znów napięta, popołudnia i wieczory wyjściowe, środa za półtora tygodnia wyjazdowa wręcz… Będzie się działo, oj będzie.
Dobranoc!
Dobranoc Q.
Ja z emocji chyba prędko nie zasnę, bo jednak obawy były.
Głosy w „moim” obwodzie policzone, wynik mi się podoba 🙂
To może ja już zapalę lampkę na uspokojenie emocji?

Tetryku pal, co chcesz, ale nie mów, że już idziesz spać, skoro masz nadspane?
Chyba, że to nadspanie zostawisz sobie na inną okazję?
Nadspane zawsze się przyda! Dobranoc! 🙂
Taaa, żeby to się tak dało! Zostawić sobie np. na Andrzejki albo Sylwestra takie nadspanie!
Dobranoc !
Po pierwszej turze miałam obawy, ale jest dobrze chyba można już spać… dobranoc!
Przynajmniej u nas jest dobrze, a nawet b. dobrze. Kraków uniknął losu stadniny w Janowie!
Obiecałam zdjęcia wc pod Rysami, więc jeszcze przygotuję -będą na Dzień dobry akurat.
Droga do wc jest kamienista.
W końcu dochodzi się do celu.
W środku w sławojce wygląda tak.
Z tyłu za mną jest tak.
Siedząc obok kwiatka, można podziwiać piękny widok.Na zbyt długie kontemplacje nie ma jednak zazwyczaj czasu, bo na ścieżce ustawia się już kolejka chętnych. W tym miejscu nie ma krzaków, więc jak ktoś wszystkiego nie wypocił, wchodząc pod górę ma do dyspozycji ową śliczną (i czystą!) sławojkę.
Teraz już na prawdę Dobranoc!
No faktycznie, wygląda to nieźle… szczególnie dla mnie
Mam lęk wysokości, więc z takiego miejsca długo bym nie wyszła, ale chyba wyczyściłoby mnie jak kota po tabletkach 
Miralko, jak masz lęk wysokości, myślę, że nie właziłabyś na Rysy.
Czy z tych zdjęć wybranych dla Margaret będziesz robić pięterko?
Dzień dobry
Padam na dziób

Aż tak pracowita to nie jestem… 
Jak ja nie cierpię całej tej komputerowej roboty
Ale w końcu wybrałam ponad 200 zdjęć dla Margaret. We wtorek do niej idę i niech sobie wybierze, które mam wydrukować do jej albumu. Bo chyba nie wszystkie?
Synek ze swoją dziewczyną nas dziś nawiedzili
Mieliśmy się dogadać co ze świętem Dziękczynienia. Ale jakoś inne sprawy nas zaprzątnęły i się nie dogadałyśmy
Będąc w piątek w parku w Zion, pojechaliśmy potem do Kenosha w Wisconsin na zakupy. Mieli owoce na wyprzedaży… kupiłam sporo z myślą o synku
I jak mi powiedziała Sarah, maliny uwielbia, ale ich nie kupuje, bo są za drogie. Aż pożałowałam, że dla nich wzięłam tylko dwa opakowania. Za 1/4 ceny, na pewno się opłacało… Może następnym razem?
Polski zwyczaj mówi coś zupełnie innego. Goście mogą przynieść najwyżej alkohol, czy kwiaty. Gospodarze przygotowują całą resztę…
Uprzedziłam Sarę, że indyka nie robię i na pewno na świąteczny obiad go nie dostanie. Co roku przyrządzam kaczki. I tu moje zdziwienie, bo powiedziała mi, że kaczki w życiu nie jadła i chętnie spróbuje.
No tak, to Amerykanka i u nich indyk to mięsna podstawa wszystkich świąt…
Jeszcze mamy czas. Thanksgiving Day jest 22 listopada, czyli za 18 (u Was 17) dni. Sarah nie chce przyjść na obiad tylko jako gość. Chce przynieść coś swojego. U Amerykanów to norma. O ile nie idą do restauracji…
W sumie to zabawne. Amerykanie, gdy zapraszają gości na imprezę, każdy przynosi coś ze sobą. To sałatkę, to ciasto, to jakąś pieczeń… czasami bywa tak, że gospodyni przygotowuje jedno danie, a resztę przynoszą goście
Co kraj to obyczaj…
A właśnie że i w Polsce bywają takie imprezy. Nasz chórek, jeżeli zbiera się u kogoś w domu – lokal grzecznościowo udostępniany nie zawsze jest dostępny – właśnie tak uświetnia sobie próby!
Oni są bardzo praktyczni.
No i nie ma nic gorszego niż padająca na pysk gospodyni… A zdarzały mi się takie przyjęcia, oj zdarzały. To już wolę jak każdy coś przyniesie.
Miralko!
Pomijając Imieniny lub urodziny prawie wszystkie imprezy, na których byłam ostatnio były tzw. składkowe, czyli każdy coś przynosi.
Często goście uzgadniają między sobą albo z gospodynią, aby nie było, że wszyscy przynoszą sałatki, a nikt nie przyniesie np. wędliny.
Gospodarze też coś przygotowują, ale potem zostaje im mnóstwo różnych dobrych rzeczy do jedzenia. Sprzątanie też odbywa się wspólnie.
Ja wiem, że i w Polsce są składkowe imprezy, gdzie każdy coś tam przynosi. Ale jeśli się zaprasza gości na święta, imieniny, czy urodziny, to nie są to tego typu imprezy. Idzie się z prezentem, kwiatkami, czy flachą. Tutaj chyba tylko wesela i stypy składkowe nie są.

Ale w końcu definitywnie odrzuciliśmy taki projekt. Zawsze jakieś jedzenie zostaje, a to „knajpowe” i tak nie będzie tak dobre jak własnej roboty…
A co do tego padania na pysk gospodyni… z naszych znajomych, tylko jedna para sama przygotowuje jedzenie, pozostali zamawiają w sklepie, bądź w knajpie. Nikt na pysk nie pada, bo przywiezienie gotowego jedzonka na pół godziny przed przyjściem gości nie wymaga zbyt dużego wysiłku
Od lat zastanawialiśmy się z mężem, czy nie zrobić tak samo
W Polsce teraz nastała moda na pieczenie własnego chleba, hodowanie własnych owoców, jarzynek, ziół (z braku ogródka nawet na parapecie lub balkonie), robienie nalewek. Teraz to moda, kiedyś była konieczność.
W stanie wojennym pędziło się bimber, robiło własną czekoladę -czy ktoś to pamięta, czy wszyscy za młodzi na pamiętanie takich rzeczy?
My z mężem nadal to robimy
To znaczy… mąż piecze chleb, taki jak za dawnych czasów… ma w słoiku zrobiony zaczyn i co tydzień bierze część i robi z tego chleb, a resztę „dokarmia” i wstawia do lodówki. Robimy też swój własny biały ser. A ponieważ nie mamy świeżego mleka, używamy coś, co się nazywa „grzybek tybetański”. Zsiadłe przy jego pomocy mleko przetwarzamy starymi metodami, czyli podgrzewamy do ścięcia się i wlewamy w specjalnie uszytą ściereczkę (taki rożek). Jak obcieknie, mąż wkłada to do specjalnej „uciskarki” (którą sam zrobił) i mamy własny ser… pyszny 


Z drugiej strony budynku naszej szeregówki rósł sobie spory krzak. Nikt nie zbierał z niego owoców i zaczynał dziczeć. Pytaliśmy właścicielki, dlaczego nie zbierają owoców. Powiedziała mi, że są niedobre… za kwaśne. No to urwałam sobie kawałek tego krzaczka, a potem go rozmnożyłam. Agrest rósł u moich znajomych Amerykańców. W cieniu ogromnego drzewa… miałam wrażenie, że te krzaczki się duszą… pozwolili mi wziąć jeden krzaczek. W domu rozdzieliłam go na pół, rozłożyłam gałązki i część przysypałam ziemią. Rozmnożyły się tak, że nie wiedziałam gdzie te nowe krzaki powsadzać
Część oddałam znajomemu Amerykańcowi…
Na owoce jeździmy do Michigan, bo to stan rolniczy, nie tak skażony przez przemysł jak Illinois. To znaczy głównie na wiśnie, z których robię konfitury, a mąż wiśniówkę. W Michigan zrywamy też sobie trochę brzoskwiń, też na konfiturę…
Ostatnio robiłam gruszki w occie i całkiem nieźle mi wyszły…
Ogródek mam malutki, ale pomidory i paprykę sadzę co roku. Kiedyś sadziłam więcej warzyw, ale na ten przykład do ogórków zlatywały się od sąsiadów takie białe muszki – jak octówki. Bywało i tak, że miałam pędami ogórków zarośnięty cały płot, a przez te małe paskudy nawet nie spróbowałam ani jednego ogórka. Liście, a potem całe pędy schły, ogóreczki, jeszcze maluteńkie, odpadały i nie umiałam sobie z tymi pasożytami poradzić. W końcu przestałam sadzić. Nie chcę tracić nerwów.
W zamian posadziłam porzeczki (czerwone i białe) i agrest. Jeden malutki krzaczek czerwonej porzeczki po prostu ukradłam
A! Byłabym zapomniała. Co kilka tygodni jeździmy do rzeźnika. Kupujemy zapas mięsny. Przygotowuję szynki do wędzenia i robimy kiełbasy. Reszta mięska idzie na obiady…
Także w sklepach jako takich, niewiele żywności kupujemy.
Tamten wpis był już za długi, to dopiszę tutaj




Różne słodkości też robimy. Wiśnie w truflach są pyszne. Wiśnie mamy po wiśniówce (takie z alkoholem), a trufle zrobić to żadna sztuka
Ostatnio małżonek próbuje zrobić kaszankę. Na razie bez krwi… bardzo trudno takową tu kupić, ale jak się dowiedzieliśmy, nie jest to niemożliwe…
Próbowaliśmy też sadzić pieczarki, ale moim zdaniem ziemia pod nie była za ciężka. One potrzebują bardzo lekkiej. Niby kupiliśmy w sklepie specjalną do hodowli pieczarek, ale od samego początku wydawała się nam za bardzo „zwarta”… zobaczymy. Oboje z mężem jesteśmy uparciuchy, więc będziemy próbowali aż do skutku
Także… jak widzisz, oprócz pracy zawodowej, mamy całą masę domowych zajęć. Samo pieczenie (z przygotowaniem) chleba, to cykl trwający prawie 24 godziny.
Nasi polscy znajomi często się dziwią, że nam się chce. Ale jak tak się zastanowić, to nasze wyroby, chociaż nie mają żadnych chemicznych „utrwalaczy”, dłużej zachowują świeżość i smak. Przynajmniej wiemy co jemy
Jest też inna strona… taka bardziej duchowa… wszystko robimy razem z mężem. Dzieci dorosły i mieszkają „na swoim”. Takie wspólne zainteresowania łączą
Zapomniałabym o ziołach. W ogródku rozpleniają mi się jak chwasty mięta i babka zwyczajna. Mięta, to głównie do herbaty, a babka… czekam aż będzie miała „szyszeczki”. Ścinam, suszę i w razie problemów żołądkowych mam jak znalazł
Działa nawet przy grypie żołądkowej… hamuje tak mdłości, jak i biegunkę. Pamiętam, że babcia mówiła, że szyszeczki olchowe mają podobne działanie, ale mają więcej skutków ubocznych. Zawierają związki halucynogenne i zbyt mocny wywar (szczególnie młodym organizmom) może zaszkodzić… będzie się miało zwidy… 

W skrzynkach mam też majeranek, którego sporo używam. Co prawda w tym roku wiewiórki spyskały mi go ze szczętem, ale zawsze trochę uratowałam
Och, co ja czytam, ogrodnictwo pełną gębą. Dobre porzeczki i agrest są na wagę złota, sądząc po podaży w sklepach, coraz mniej osób je uprawia (i kupuje, ale co jest przyczyną, a co skutkiem, to nie wiem).
Nie wiem dlaczego, ale mój lapcio odmawia mi posłuszeństwa.
Dzień dobry – oby był…
Dzień dobry. Wstałem, siadłem do komputera (jeszcze się muszę obudzić, ale to przyjdzie samo) i raptem okazało się, że mam jeszcze więcej roboty, niż myślałem. Dlatego dzisiaj przelotnie…
Ale kawy się napijesz? Gienia podaje
Ja bym chciała kakałko…
Jezu, wykończę się na amen…
Dasiowe kakałko?
Dasiowe
Zdaje się (zDasię?), że ona je tylko dla aniołów rezerwuje…
Czy Jo. nie można zakwalifikować do aniołów?
A o to trzeba by zapytać Pitera…
Ekhem.
On ma silnie rozwinięty instynkt samozachowawczy. Piter.
Witajcie!
Z powodu nadspania długo nie mogłem zasnąć, poza tym wszystko OK! 🙂
Wyspane witajcie!
Dziś mój niedospany organizm zgodził się na odsypianie.
Cześć Wyspa. Żyję. Ledwo (bo spać mi się chce).
Znowu jestem w niedoczasie…
Wyglądasz, jakbyś liczył głosy po nocy… 😉
Byłoby fajnie, gdyby spanie można zastąpić jakąś tabletką. Siadam, zażywam, 10 minut i już jestem wyspana i wypoczęta!I ile czasu zyskuję!
Przypomniał mi się film z czasów mojej młodości, gdzie były takie tabletki ZAMIAST. Spania, ale w tym innym znaczeniu tego słowa.
Kto pamięta? ” Barbarella”? -czy coś pokręciłam, bo ta moja pamięć…
Owszem, „Barbarella”… Tylko w życiu trudno o tak spolegliwego anioła jak tamten.
I przypomnij sobie, że ostatecznie metody naturalne zastąpiły zarówno tabletki, jak i prezentowaną maszynę-instrument.
Tabletki ZAMIAST tego, co często nazywamy potocznie spaniem albo chodzeniem do łóżka to bynajmniej nie chciałabym. Te „metody naturalne” są niewątpliwie hm…dość przyjemne.
Natomiast ile więcej czasu mielibyśmy, gdybyśmy nie musieli tracić pół życia na sen. I (co najgorsze) na próby „wreszcie zaśnięcia”.
Np.gdybym krócej dziś spała zdążyłabym odszukać zdjęcia apartamentu z jacuzzi. Wczoraj obiecałam -wc w Rysach i apartament, ale apartament jest gdzieś na jakimś pen drive, nie mam w laptopie, bo to był 2010 rok.
Hm, ale może i dobrze, bo URODZINY W GÓRACH SKALISTYCH to mógłby być temat na jakieś pięterko …kiedyś? Ja jak złota rybka spełniam życzenia -daję Wam wybór, jak będzie posucha tematyczna. Wystarczy tylko odgrzebać stare zdjęcia i już wracają miłe wspomnienia…
Obiad zjedzony, dzień zaliczony
Coś na kształt obiadu zjedzone Makowka juz w autobusie. Najpierw do mamy, a potem…. się zobaczy.
Podróżniczka z Ciebie, Makówko
Żebyś Ty wiedziała Bożena, jak ja się czuję po tych wizytach u mamy… Szczególnie takich jak dziś, gdy nie udało mi się jej dźwignąć i w ogóle nie było sensu już być dłużej… Więc obowiązkowo trzeba odreagowywać.
Obiad już zapomniany (aha, karkówka…), protokoły oddane, można z powrotem zająć się śpiewnikiem 🙂
Jak tak, to ja idę robić ciasto na piernik staropolski.
Chociaż jeszcze nie ma jedenastego, dziś już zjadłam rogala…
Dobry wieczór. Plan wykonany, ale przerwa musowo.
A ja jestem już wykończona, idę spać. Dobranoc
Ja też.

Spokojnego nadrabiania zaległości (oby)!
Spokojnej!
Dziewczyny, niech wam się chociaż przyśni, że dobrze śpicie! 😉
Dobranocka, nie mieszkając (to znaczy mieszkając, ale już bez dalszego opóźniania).
Jeden z piękniejszych utworów R.E.M. – „Nightswimming”, w wersji bez prądu (chociaż i w oryginalnej za dużo tego prądu nie ma).
Snów o pływaniu letnią nocą w ulubionym jeziorze.
Dziewczyna do dziewczyny : zobacz , jak ta zołza Karolina jeszcze dobrze się trzyma ! Phi , ale niech spróbuje się puścić ?!
Dobry wieczór! Otóż mnie się to kojarzy zaskakująco mało frywolnie, a mianowicie kiedyś byliśmy na Podhalu i w Tatrach z przyjaciółmi. Jeden z nich miał wuja w wojskowym ośrodku wyszkolenia na Groniku (czy jak tam się to oficjalnie nazywało). Wuj ten opowiadał, że jak jeździł z podopiecznymi trenującymi marsze czy nawet biegi po górach kolejką linową na Kasprowy, czasem zdarzało się im jechać z turystami, skwapliwe zajmującymi nieliczne ławeczki pod ścianami. Wówczas ów wuj – jak opowiadał – mówił do swoich podopiecznych: „A w zeszłym roku, jak się podłoga od wagonika urwała, przeżyli tylko ci, co się trzymali uchwytów pod sufitem.” I wolne miejsca znajdowały się BŁYSKAWICZNIE!
A turyści nie puszczali (uchwytów) aż do samej najwyższej stacji na Kasprowym.
Za moich dziecięcych czasów chyba były tylko takie cztery narożniki na jedną osobę, czyli 4 miejsca siedzące w wagoniku.
I stało się dość ciasno obok siebie. Na tyle ciasno, że gdy zemdlałam, nie było mnie gdzie położyć.
Potem zanieśli mnie do ratowników GOPR i (ten wstyd pamiętam do dziś!) kazali zjechać na dół kolejką, nie pozwolili na nartach.
Ja akurat w Tatrach bywałem tylko latem, poza jednym Sylwestrem, ale bez nart.
Zaczynam wracać ku domowi.Jeszcze jedna przesiadka.Ciekawe czy zdążę przed lampką?
E, no raczej tak!
No i??
No nie wiem… Jednak zapalę lampkę, zanim zasnę!

Ja jeszcze chwilę zaczekam.
Mili jesteście!
Jestem. Już byłam blisko domu, parę przystanków, ale złośliwie autobusy zjeżdżały do zajezdni.
Trochę wymarzłam, stojąc na przystanku, więc najpierw weszłam do łóżka, a potem zerknęłam na Wyspę.
A to słusznie, o tej porze dnia nawet na Wyspie może być kłopot z rozgrzaniem się.
Teraz się wytłumaczę, gdzie byłam i co robiłam.
Otóż byłam”Pod Baranami”, ale tym razem nie w Piwnicy, ale w kinie na filmie pt. „Degas. Umiłowanie perfekcji”.
A potem trza było wypić toast za koperek.
A jeśli wolno spytać, jakim-ż to trunkiem ów toast wznosiliście? Czerwone wino, ale z jakiego kraju i szczep jaki?
Nie pamiętam. Coś tam zamówiłam, ale nazwy nie zapamiętałam. Ale za to pamiętam nazwę knajpy -Kafe Vabank.
Ach, bo myślałem, że może w domu.
Q. Nie lubię siedzieć na krześle, jak idę do knajpy, wybieram takie, gdzie są wygodne kanapy. Czemu nie było mozliwości „odpowiedz” pod tym wpisem, że myślałeś, że to w domu?
Bo się skończyły schodki. Kiedyś można było odpowiadać, wtedy się już nie robił następny schodek, tylko wszystko było jednakowej szerokości (albo raczej wąskości), a teraz widzę, że nie można w ogóle – być może ktoś lub coś wyłączył(o) taką możliwość. Nie ma rady, w razie skończenia schodków trzeba od nowego komentarza zaczynać 🙂
Zmykam już – dobranoc!
To ja też Dobranoc Wyspo ze szczególnym uwzględnieniem Q., który czekał, aż wrócę do domu i dotrzymywał mi towarzystwa.
Ba -pytania zadawał, co oznacza, że czytał, co napisałam.
Muszę przyznać, Makóweczko, że jak byłam znacznie młodsza, to też miałam „wiatr w butach”. Aby z domu… nawet z dziećmi. Już mi przeszło…
Jeszcze tylko lubię wycieczki za miasto. Ludzie mnie męczą. Im ich mniej na mej drodze, tym lepiej. 

Także podziwiam, że Ci się chce…
Dzień dobry




Mam (chyba słuszne) przeczucie, że mój kandydat na gubernatora stanu Illinois nie wygra… znając Amerykanów wybiorą kolejnego bogacza, który zadba głównie o swoją kieszeń i znowu podniosą nam podatki… 
Z pracy wróciłam późno i padam na dziób
Ale chociaż trochę sobie popisałam
Makóweczka jak będzie chciała, to moje przydługie odpowiedzi znajdzie
Miłego wtorkowania się życzę
W USA to dzień wyborów. Głosowałam przez pocztę, więc mnie to już nie dotyczy
No proszę, u nas wybory, u Was wybory…
Miralko!
Znalazłam, przeczytałam, dziękuję.
Moja mama jeszcze parę lat temu też starała się wychodzić z domu jak tylko była okazja. Bo z siłami już bywało różnie i często upadała po drodze, potłukła się, a mimo to wychodziła.
Aż nastał taki dzień, że spadła w nocy z łóżka, złamała obojczyk i potem już była równia pochyła. Wysiadł i mózg i ciało.
Ja tak bardzo boję się takiego momentu w życiu, że chce mi się, póki daję radę. Ten strach (gdzieś z tyłu głowy) towarzyszy mi od 1994 roku tzn. od pierwszego udaru.
Moja onkolog w Gliwicach na pytanie, co mi teraz wolno, a czego nie wolno odpowiedziała „korzystać z życia! Byle rozsądnie, bez przeforsowywania się”.
A jeśli chodzi o robienie samemu sera to mam doświadczenia z pracy w OBR. Pracowaliśmy w tzw. „warunkach szkodliwych”, więc dostawaliśmy mleko w butelkach. Zamiast dźwigać to mleko do domu, robiliśmy z niego serek i gotowy już produkt zabierało się do domu.
I tak pod dygestorium odciekały sobie serki.Gotowało się tam również np. jajka na miękko. Kiedyś koleżanka o nich zapomniała -jajka wybuchły i rozplaskały się po całym dygestorium! Piec „idzie” na ponad tysiąc stopni, obok rozpuszczalniki, a tu nagle słychać wybuchy. W pierwszym momencie nie wiadomo było czy zaglądać,czy uciekać! To były czasy!
Dzień dobry
Znów letni dzień zapowiadają. Czy tak będzie aż do wiosny? 
Tu na razie wręcz słonecznie!
I tu czyste niebo 🙂
Witajcie!
Zawsze mi się wydawało, żem raczej sowa – a tu takie dyskusje przespałem! A rano mgła taka, że dobrze iż autobus znalazłem 😉
Dzień dobry. Dzisiaj ciąg dalszy z wczoraj. Oraz jeszcze wieczorem spotkanie, nazwijmy je branżowym.
No to czas a kawę…
Ja jednak kakałko. Nawet jeśli nie Dasiowe.
Gienia ma wszystko, według życzenia 🙂
No i proszę, na popołudniową kawę w sam raz się załapałem!
Słoneczne dzień dobry!
Tetryku, przespałeś nie tylko dyskusję, ale fakt, że schodki się skończyły.
Pięterko wysokie i jeszcze można spaść, bo schodków nie ma! Łoj!
Gdy schodki się kończą, można kolejne komentarze podwiązywać pod ostatnie dostępne „odpowiedz” na przedostatnim schodku – układają się wtedy po kolei.
Fakt, że ze zbyt wąskich schodków jeszcze łatwiej spaść 😉
Nieco odespałam. Poszkicowałam. Teraz Gienia.
Brawo Jo.!
Wierzyłam i nadal wierzę w Ciebie, że potrafisz odespać, poszkicować i jeszcze z wszystkim innym dać radę!
À propos wczorajszej Kafe Vabank. Miła knajpka w pobliżu konsulatu amerykańskiego, gdzie można poczytać książkę „z walizki”
Lub przypomnieć sobie jak kiedyś wyglądały telefony
Oraz obejrzeć sceny z filmu Machulskiego „Vabank”.
Coraz więcej takich ciekawie urządzonych kawiarenek, restauracji, pubów.
Tak „mi się pomyślało”, czy mógłby być to temat na jakieś pięterko?
Każdy pewnie ma różne ciekawe zdjęcia z knajpek.
A na koniec tak à propos restauracje i à propos wc taka instrukcja nad sedesem
Nie wiem czy dość czytelna po pomniejszeniu?
Och, przypomniała mi się taka – nieco krótsza, i również kulturalna – instrukcja kędyś z sieci:
Niestety, nawet przez lupkę nie mogłam przeczytać niczego oprócz tytułu. Ale to nieważne, bo wiem jak się korzysta z ubikacji.
Instrukcja jest bardzo „seriozna” i przez to (dla mnie) zabawna, ale nie wiem co zrobić, aby była czytelna po pomniejszeniu.
Wróciłem, ale rzeczywistość wymusza przerwę

Ja się już dzisiaj pożegnam. Jutro jedziemy rano i nie wiem, w jakiej kondycji wrócę, więc może odezwę się dopiero w czwartek po południu.
Szczęśliwej podróży
Ja też się już pożegnam, do jutra. Dobranoc.
Spokojnej wszystkim spaćidącym.
To ja za chwilę z dobranocką.
Jo.! Trzymam kciuki, aby wszystko poszło gładko i abyś wróciła w dobrej kondycji.
Jedna przesiadka juz za mną,jeszcze druga i może zdążę na lampkę?
Czy ktoś się zlituje? Bo z tak wysokiego pięterka na wąskich schodkach w jadącym autobusie coraz trudniej robić tak, aby nie spaść!
Dobranocka.
Z filmu „Firma” temat głównego bohatera i jego żony. „Mitch&Abby”. Tak jak cała reszta instrumentalnych utworów Dave’a Grusina z tej płyty jest dynamiczna niebywale, tak ten jest w sam raz na dobranoc.
Snów nieprzerwanych aż do rana.
Jestem. W domu oczywiście. Przed lampką!
Dziś byłam w Klubie Dziennikarzy „Pod Gruszką” na promocji książki „Muzyka we Lwowie”.
Na zdjęciu -Michał Piekarski -autor książki.
Nie dość, że elegancki i przystojny to jeszcze potrafi z pasją opowiadać o muzyce we Lwowie od końca XVIII wieku do II wojny światowej.
Z przyjemnością słuchało się, jak mówił, jak również, gdy grał na fortepianie.
Makówko, nie żebym Ci żałował, ale mam wrażenie, że Ty CODZIENNIE gdzieś jesteś, na spotkaniu etc. Jestem pod tym wrażeniem.
Q. Do lipca jeszcze dorabiałam do emerytury, wiec, gdy byłam „wolna” 17.30 – 18 nie byłam w stanie dojechać na większość imprez.
Tym bardziej że wtedy dopiero po pracy musiałam jechać do mamy.
Cóż Quackie to przywilej tych „wcześniej urodzonych”, czyli na zasłużonej emeryturze.
Jeszcze parę lat temu na dzisiejszej imprezie byłaby moja mama jako członek Stowarzyszenia Miłośników Lwowa i Kresów Wschodnich. Dziś byłam więc niejako w zastępstwie. Przykro było widzieć mamy znajomych i myśleć jak ona bardzo chciałaby tu z nimi być.
Dzisiejszy wieczór był więc taki słodko-gorzki jak wszystko w życiu.
Zakończony jednak grzańcem Światowida w Bunkier Cafe (to taka knajpa na Plantach)
Ach, czyli odreagowujesz wcześniejszą niemożność
rozumiem. I tak podziwu godne.
Wcześniejsze niemożności były takie, że w ogóle mało mogłam.
Albo rodzice trzymali krótko, albo dzieci wymagały opieki (nie było chętnych do zastąpienia mnie w tej funkcji), potem ojciec był ciężko chory itd.
O moich problemach zdrowotnych nie wspomnę. Jeszcze mama.
No i jednak zawsze trzeba było zarabiać na chleb.
Miralce już też coś odpowiadałam na ten temat.
Jestem cokolwiek zarobiony, ale jestem…
Dobrze, że jesteś
Ponawiam moje pytanie z godziny 21:56 -czy nie jest już najwyższy czas, aby ktoś zrobił nowe pięterko?
A teraz mam drugie -już po północy, a lampka gdzie?
Wszyscy albo śpią, albo zarobieni?
Dobranoc tym, co śpią, tym, co pracują i tym, co zapomnieli zapalić lampkę.
Nikt nie zapomniał… śpijcie dobrze!

To dobrze, że jest lampka, bo ja już nie mogąc się doczekać, zapaliłam sobie coś takiego:
Dobranoc Wyspo!
Zapraszam na nowe pięterko

To taka wycieczka, od której nogi nie zabolą
Już lecę!!!
Wreszcie, dzięki Miralko!
Dzień dobry
Dziś dospać nie mogłam, co godzinę się budziłam, aż wreszcie zrezygnowałam i wstałam. Będę chyba dosypiać w ciągu dnia 
Dzień dobry. Jestem w takim niedoczasie, że wydaje mi się jakby to był poniedziałek…
I poprzednie pięterko, co nie?
Uff… dotarłem do domu
Powitać (na Wyspie)! Wysłałem Ci pocztę, która jednakowoż w międzyczasie całkiem straciła swój ekspresowy charakter (tzn. problem został rozwiązany pomyślnie).
Widziałem oba maile zanim mogłem cokolwiek zrobić w tej kwestii…
No to tym lepiej, że ostatecznie w ogóle nie było potrzeby.