W piątek, 2 listopada, Jurek wrócił wcześnie z pracy, a że miałam dzień wolny, bardzo się z tego ucieszyłam.
Na sobotę mieliśmy zaplanowane wędzenie szynek, a w niedzielę miała być deszczowa pogoda. Martwiłam się, że znowu z wycieczki będą nici…
Pojechaliśmy oczywiście do parku w Zion. Jurek wziął swojego drona, bo cały czas uczy się jak robić filmy, a tam jest gdzie latać…
Gdy wyruszaliśmy, mało go nie udusiłam, bo zaczął po swojemu, że zanim dojedziemy, na pewno zacznie padać deszcz… Smerf Maruda!!!
Jadąc z niepokojem patrzyłam na zbierające się chmury… niech to jasny gwint!!!
Jak zwykle, najpierw zajechaliśmy na nasz “pondzik”, czyli “Sand Pond”. Pusto i cicho. Kilku wędkarzy łowiło ryby… nic nie latało i nie świergoliło…
Jurek wypatrzył daleko na wodzie jakieś ptaki. Nawet nie próbował zrobić im zdjęcia. Ale ja oczywiście spróbowałam!!!
Objeździliśmy wszystkie nasze ulubione parkingi. Ulubione, bo z każdego dochodzimy do ciekawych miejsc…





Zapraszam na krótką wycieczkę


Może nie do końca przygotowane opisy, ale w ciągu tak krótkiego czasu, to i tak sukces
Jako „poczekajka” chyba może być…
Miłego oglądania
Jeszcze raz witam, tym razem na nowym pięterku
Bardzo ciekawa wycieczka i zdjęcia jak zwykle piękne. Pogoda mimo wszystko Wam dopisała. 
Witaj, Bożenko



Wycieczka, jak jedna z wielu… chociaż spotkanie węża o tej porze roku, to coś nowego… powinien już spać
Widocznie przejął od Makóweczki niechęć do spania
Z tymi chmurami, to było niesamowite. Jak się patrzyło na Lake Michigan, to niebo było błękitne z pojedynczymi „barankami”, ale jak się spojrzało na południe, chmury gromadziły się niemal czarne. Też fakt, że ani w Zion, ani we Franklin Park, nie spadła tego dnia ani kropla deszczu. Dopiero w sobotę wieczorkiem trochę pokropiło.
Dodam jeszcze, że na tutejszych cmentarzach nie mamy nikogo bliskiego. Tak więc ani 1, ani 2 listopada nie odwiedzamy żadnych cmentarzy. Tym bardziej, że są to normalne dni pracy.
Amerykanie odwiedzają groby swoich bliskich w maju. Na Memorial Day, ostatni poniedziałek maja…
Dodatkowo w całym Chicagoland jest zakaz palenia zniczy na cmentarzach. To ze względu na bezpieczeństwo. Po wielkim pożarze w 1871 roku, powstały przepisy, które obowiązują do dziś. Między innymi dotyczą właśnie zakazu palenia zniczy, ale i też spalania zeschłych liści, czy różnych odpadków. Za rozpalenie w ogródku ogniska można zapłacić mandat $500. Trochę za drogo
Więc co robicie z takimi odpadami ogrodowymi jak liście?
Są specjalne worki i do tego stickery (za które oczywiście trzeba zapłacić). Wystawia się je przy ulicy i jeżdżą specjalne samochody i zbierają. To samo jest ze skoszoną trawą, czy gałązkami z żywopłotów (o ile ktoś je ma)…
No bo z jakiej racji?!!!
My wywalamy to wszystko do śmieci. Nie mam w ogródku drzew, ale liści od sąsiadów sypie się do nas od groma i ciut ciut. Nie mam zamiaru płacić za kogoś
A sąsiedzi posiadający drzewa, płacić za spadłe liście nie mają zamiaru… nie na ich posesję spadły, więc nic ich to nie obchodzi.
A gdybyście chcieli we własnym ogrodzie rozpalić sobie ognisko i upiec przy nim kiełbaski? Nie wolno! To jest ta amerykańska wolność, gdzie można mieć broń palną tytułem wolności, a ogniska palić nie wolno! Na pewno tam więcej ludzi ginie od strzału niż od ognia
To nie do końca jest tak, Bożenko. Im bliżej Downtown Chicago, tym są większe restrykcje przeciwpożarowe. My czasami palimy ognisko, ale mamy do tego specjalną metalową michę z siatkową przykrywką. To nam wolno… w samym Chicago już nie. Na jeszcze dalszych przedmieściach, ludzie mają ogniska na ziemi. Głównie chodzi o to, że im dalej od miasta, tym działki budowlane są większe i jest mniejsze ryzyko wywołania dużego pożaru. W Chicago domy stoją niemal jeden na drugim. Kiedyś wspominałam, że sąsiedzi mogą robić imprezę nie wychodząc z własnych domów. Przerwy między domami, często mają może ze 20 cm. Nie ma szans, żeby trochę grubsza osoba mogła się między nimi przecisnąć. Możesz sobie wyobrazić co by było, gdyby jeden z tych stojących tak blisko siebie domów się zapalił? Cała ulica poszłaby z dymem…
A co do broni… w stanie Illinois, żeby mieć legalną broń, trzeba mieć na nią pozwolenie. I nie ma tak jak w Wisconsin, że idziesz sobie do sklepu i kupujesz. A są stany, gdzie możesz kupić spluwę nawet przez internet…
W Chicago nie ma dnia, żeby kogoś nie zabili, albo przynajmniej nie zranili. Z tym, że to głównie z nielegalnej, niezarejestrowanej broni.
Witajcie!
Miralko, odważnego masz męża i ufnego we własną szybkość! Osobiście wolę, żeby węże patrzyły się na mnie z daleka nieprzychylnie, niż żeby się na mój widok uśmiechały, oblizując!
To prawda, podziwiam odwagę jej męża!
Wbrew pozorom, to wcale aż tak niebezpieczne nie było
Prawdopodobnie wąż szedł spać do jakiejś norki. A sam wiesz, że reakcje takiego zaspanego osobnika są zwolnione. 

Nie wiem co to za gatunek węża, ale na pewno jadowity nie był. Miał obłą głowę, a te jadowite mają łebki „trójkątne”.
Dzień dobry. Te małe ptaszki wychodzą Ci (Wam?) znakomicie po prostu – zdjęcia sikory w locie, to z rozpostartym skrzydłem – są świetne.
Myszołów świetnie się zamaskował, na zdjęciu w pierwszej chwili wydaje się być dalszym ciągiem słupka, na którym siedzi.
Z wężem, widzę, cała epopeja. A doszliście, co to za gatunek?
Te małe ptaszki (i nie tylko małe) w locie dobrze wychodzą tylko mężowi. Mój aparat nie „ostrzy” tak szybko i nie jestem w stanie zrobić w miarę ostrego zdjęcia. Słyszałam setki razy, że jakość sprzętu nie ma znaczenia, ważny jest tylko fotograf. Mogę się z tym zgodzić, jeśli ktoś robi zdjęcia artystyczne, ale przy naturze (ptaszki, zwierzątka czy cokolwiek co może uciec), jakość sprzętu ma zasadnicze znaczenie. Lepszy aparat, to lepsze zdjęcia…
Nigdy ich nie zauważyła…
Chyba nie lubi jak się go dotyka
A co dopiero mówić ciągnie za ogon…

Większość ptaków świetnie się maskuje. I na ten przykład… wczoraj pokazywałam zdjęcia do albumu dla Margaret. Większości ptaków z jej własnego ogródka nigdy nie widziała. A przecież mieszkają tam lub często bywają. Była zdziwiona, że to wszystko u niej
Wężem oboje byliśmy podekscytowani. A że po ciągnięciu za ogon znacznie zwolnił ruchy, mieliśmy czas na całą sesję zdjęciową
Prawdę mówiąc, to nawet nie szukałam co to za gatunek. Także nie mam pojęcia co to mogło być. Że wąż, wiem na pewno…
Ach, z tym „większości ptaków z jej własnego ogródka nigdy nie widziała. A przecież mieszkają tam lub często bywają” to całkiem sporo ludzi tak ma, bo kto ma czas, żeby cierpliwie usiąść na ławce albo w oknie i zaczekać, i wypatrzyć, co też tam podlatuje i dziobie. Ja sam poza mewami, które są drapieżne, namolne i bezczelne i dlatego trudno je przegapić, zacząłem rozglądać się za ptaszkami głównie pod Twoim wpływem i refleksji po oglądaniu Twoich zdjęć, że przecież naokoło – mimo że to środek miasta – mnóstwo jest do oglądania. Co prawda w następnej kolejności pojawia się potrzeba posiadania lornetki, a w jeszcze dalszej – aparatu z teleobiektywem, ale trudno, takie jest życie (ptakolubów)
Bardzo mi miło, że robisz coś pod moim wpływem
Szczególnie, że to sama przyjemność…
Nie dziwię się też tym osobom, które nie interesują się ptakami, że wszystkie niewielkie ptaki, trochę brązowe z wierzchu, to wróbelki.
Nie każdy musi się na tym znać. Ale ona przez wiele lat karmiła ptaki!!! Miała tych karmników sporo. Fakt, że chyba od roku tego nie robi… karmniki przyciągają nie tylko ptaki, ale i wiewiórki. A jej pies, Pete, uwielbia na nie polować. Już kilka zamordował i rozszarpał. Ona się boi, żeby pies nie zachorował na jakąś chorobę… zagryzając, może załapać jakieś wirusy, czy bakterie. A poza tym to ona musi te rozwleczone zwierzaki sprzątnąć… i w sumie się nie dziwię, że jej się to nie uśmiecha. Też bym nie lubiła takiego zajęcia…
Nie stać nas na takie sprzęty. Ale on zarabia na zdjęciach, a my robimy to amatorsko. 
Widzisz… Margaret ma sporą działkę, na której stoi dom. Sadzi, sieje, piele, podlewa… więc odruchowo możne zauważyć ptaki. Szczególnie, że część z nich drze dzioby bardzo głośno. Taka modrosójka drze się przynajmniej tak głośno jak mewy… o innych nie wspominam
Także na swoich karmnikach mogła zobaczyć wiele gatunków ptaków, ale ich nie widziała…
Lornetkę mamy, ale z niej nie korzystamy. Wożę ją tylko w samochodzie. Do robienia zdjęć ptakom, teleobiektyw nie jest konieczny. Chyba że ktoś ma zamiar zająć się tym profesjonalnie, albo ma na prawdę dużo kasy. Mój znajomy fotograf ma obiektywy, które kosztują nawet $8 tys. Same obiektywy… bo aparaty to swoją drogą
No dobrze, może i przesadziłem z tym teleobiektywem, nie chodziło mi o taką armatę, jak się widuje np. na stadionach, ale niektóre Wasze zdjęcia (zdaje się, że zwykle zdjęcia Twojego męża) są robione w zbliżeniach, o to mi chodziło, nawet jeżeli niekoniecznie jest to bardzo zaawansowane tele.
Witajcie tak na szybko, potem będę czytać, oglądać i podziwiać.
I znów jestem.
Pełna podziwu dla pięknych zdjęć i cierpliwości w polowaniu na zdjęcia ptaszków.
A co do węża …mąż Miralki widać ma coś wspólnego z Makówką…opowiem „przy okazji”.
Wąż przejął ode mnie niechęć do spania, a sikory jasnoskrzydłe umiejętność jadania „w biegu”( często równocześnie jem i robię parę innych rzeczy, wiem, że to niezdrowo!)
Dziękuję również za zdjęcie jeziora Michigan. Odżyły we mnie różne miłe wspomnienia, a miłe wspomnienia są dobre na smuteczek (nic się nie dzieje złego konkretnie uprzedzam pytanie, choć oczywiście nic nie dzieje się bez powodu).
Od wczoraj ten smuteczek mnie dopadł.
Makóweczko! Cierpliwa nie jestem i nie umiem, jak niektórzy, siedzieć godzinami i czekać aż ten, na którego poluję przyleci
Chodzimy z mężem i jak co się nam trafi, to „strzelamy”. Od kilku lat robimy te zdjęcia, to i nabraliśmy trochę wprawy. Coraz łatwiej jest nam zauważyć nawet malutkie pierzaste. 



Chętnie posłucham/poczytam co mój mąż ma wspólnego z Makówką. Może właśnie nadarzyła się ta, wspomniana przez Ciebie, okazja
Nigdy nie jadam w biegu. I nie dlatego, że to niezdrowo, ale po prostu nie lubię.
Jak moje szczęście ślubne opanuje sprzęt, to pokażę filmiki z drona. Coś mu tam nie do końca wychodzi dobrze. Obraz się „zacina” i nie jest to płynne. Myślał, że może karta jest za wolna. Kupił najszybszą jaka jest na rynku, ale nic to nie dało. Musi coś tam zmienić w oprogramowaniu drona. Park nad Lake Michigan widziany z lotu ptaka wygląda cudnie. Na pewno przegoni każdy smuteczek
Miralko napiszę wieczorem o tych cechach wspólnych,bo teraz w autobusie juz pędzę na babskie ploty.
Wieczór już jest, skowronki idą spać, teraz czas na sowy

Dobranoc
Spokojnej!
Dzień był kompletnie ponieukładany, chaotyczny i właściwie prawie nic nie zrobiłem zawodowo, a mimo to udało się załatwić sporo innych spraw. Jest ciekawie, a będzie ciekawiej.
Dobranocka.
Filmowa muzyka mi siedzi w głowie. Dzisiaj Hans Zimmer i temat z „Rain Mana”. Klasa maturalna, kino kameralne, czy nawet jakiś DKF, i dyskusje, których już dzisiaj nie powtórzę.
Snów nostalgicznych. Ale żeby dobrze się kończyły.
Jestem w domu. W czasie Dobranocki oczywiście jeszcze wracałam, ale na lampkę zdążyłam.
Idąc na baskie ploty, przypadkowo natknęłam się na pomnik pułkownika Ryszarda Kuklińskiego.
Został on odsłonięty w czerwcu tego roku, więc jeszcze nie miałam okazji widzieć.
Autorami tego pomnika jest Czesław Dźwigaj (czyli ten, na którego finisażu wystawy byłam parę dni temu, o czym pisałam w jakimś komentarzu na pięterku o urodzinach na pustyni) i Krzysztof Lenartowicz.
A co do Kuklińskiego to kolejna postać, która budzi kontrowersje -jedni uważają go za bohatera, inni za zdrajcę. Ta nasza historia zagmatwana…
To wygląda na bardzo metaforyczny pomnik.
Q.Pomnik ma formę upadających betonowych płyt symbolizujących obalenie muru berlińskiego. Ponad płytami wznosi się stalowy łuk. Napisy na betonowych płytach informują o życiorysie Kuklińskiego, a także między innymi o dacie wyboru Karola Wojtyły na papieża oraz o powstaniu Solidarności -tyle opis.
OCZYWIŚCIE tak jak postać Kuklińskiego budzi kontrowersje,tak i pomnik jednym się podoba, a inni go krytykują.
Zrobił, co zrobił. Na pewno przyczyniło się to do zmiany systemowej w Europie, a czy było zgodne z polską racją stanu, to niech mądrzejsi wywodzą.
Ja uważam, że czasami cel uświęca środki.Ale faktycznie ocenę zostawiam mądrzejszym.
Czyżbyś pomyślał Quackie, że ja dzisiaj tylko babskie ploty i przypadkowo napotkany pomnik? Nie jesteś ciekaw, gdzie dziś byłam?
Skoro Kraków i takie przedmioty, to jedno z dwojga: dobra azjatycka restauracja – albo centrum Manggha
Otóż nie Drogi Quackie!
Przez dwie godziny wędrowałam po Chinach, uczyłam się liczyć do 10 po chińsku, jadłam zupę chińską i jeszcze dowiedziałam się, że uwzględniając rok urodzenia, jestem spod znaku Konia.
A te przedmioty to pamiątki, które prelegenci przywieźli ze swojej podróży po Chinach.
No proszę, jak to się człek może pomylić!
Jeżeli chodzi o chiński horoskop, to ja z kolei jestem Szczurem.
Q!
Nie całkiem się pomyliłeś , bo miałeś rację, że to restauracja, ale nie azjatycka.
Nazywa się Cafe Kontynenty. Pisałam kiedyś o niej, że to taka enklawa życzliwości jak Wyspa. Co dwa tygodnie odbywają się tu slajdowiska w czasie, których ktoś opowiada o swoich podróżach.
A potem prelegent zawiesza jedno ze swoich zdjęć w Galerii Podróżników.
Oooo, galeria już całkiem pokaźna!
Zmykam, dobranoc!
Aby nostalgiczne sny nie wytrącały z równowagi, zapalmy magiczną lampkę…

Wszyscy śpią, nawet Q zmyka, Galeria Podróżników z Kontynentów wisi tak niebezpiecznie, że za chwilę spadnie i potłucze się ponad 100 obrazków… Makówka by się Wam potłukła, bo też tam wisi.
W takiej sytuacji chyba ja też posłucham lampki i spróbuję pójść spać.
Miralko! o tych wspólnych cechach to już jutro napiszę. Twoje poprzednie wypowiedzi dokładnie przeczytałam i odpowiedziałam na nie pod pięterkiem o aniołach -zerknij w wolnej chwili.
DOBRANOC WYSPO!
Mnie się nie śpieszy. Napiszesz, jak będziesz miała czas i ochotę
Makóweczko, znalazłam i przeczytałam. Odpowiem tutaj, bo tam ciężko wracać






Muszę przyznać, że wychodzić miałabym gdzie. W tak dużym mieście zawsze można znaleźć coś ciekawego. Ale po pierwsze, nadal pracuję, czasami wracam późno do domu i po prostu mi się nie chce nigdzie chodzić.
Po drugie, poważną przeszkodą jest mój „syndrom niespokojnych nóg”. Z wiekiem mi się to nasila. Pół godziny to maksimum, ile jestem w stanie wysiedzieć, nawet na najwygodniejszym krześle, fotelu, czy kanapie. Nawet jak coś piszę na komputerze, muszę co jakiś czas wstać i przejść się.
No i po trzecie, to to o czym wspomniałam. Ludzie zaczynają mnie drażnić. Nie lubię tłoku, czy „spędów”. Jeszcze kilka osób, niewielkie grono, to tak, ale jak jest więcej niż powiedzmy 10 osób, przeszkadza mi ich obecność. Kiedyś mąż zabrał mnie do kasyna. Chciał pokazać jak to wygląda. Po 15 minutach moim marzeniem było wyjść stamtąd. Głowa mnie rozbolała i czułam się paskudnie. Ten gwar ludzkich głosów, trzask maszyn do gry spowodował, że od razu chciałam wyjść. Spędziliśmy tam może ze dwadzieścia minut. Kawałeczek dalej był park. Pogoda nieciekawa, więc i ludzi było mało… dopiero tam doszłam do siebie. Spokój, cisza i tylko świergot ptasi…
Każda z nas jest inna i każda czego innego potrzebuje. Ty innych ludzi, ja ciszy i spokoju. Co wcale nie przeszkadza mi podziwiać…
A serki własnej roboty, to coś pysznego. Czasami jemy je z owocami i czekoladą, a czasami mąż piecze z nich sernik. Są tak kremowe, że nie musi do sernika przepuszczać ich przez maszynkę. Wystarczy lekko podusić widelcem… mniamuśne!!!
Z wybuchającymi jajkami, przypomniało mi się, jak kiedyś kumpel chciał je ugotować w mikrofalówce… potem tej mikrofalówki doszorować nie mógł Jajka rozchlastały się po wnętrzu i niemal pokryły cienką warstwą wszystko
Co prawda szybko wyłączył, ale bał się od razu otworzyć, bo trzaskały nawet po wyłączeniu urządzenia…
Miralko!
Ja też nie lubię hałasu, nigdy nie chodziłam na dyskoteki, bo było dla mnie za głośno. Natomiast lubię poznawać ludzi, rozmawiać z nimi i mimo mego gadulstwa również słuchać.
No i uciekam przed smuteczkami, bo jak już wyjdę ” do ludzi” staram się przyoblec „dyżurny uśmiech” i w ten sposób samą siebie przekonuję, że jestem wesoła. Czasami maska opada i wtedy wstydzę się, że ktoś zobaczył prawdziwy środek.
Dobrze, że odpowiedziałaś tu, bo na stare pięterko już nie zaglądam, jak jest nowe.
Tak z ciekawości zapytam -w jakim mieście mieszkasz?
Mieszkam we Franklin Park. To jedno z przedmieść Chicago. Bardzo często, gdy ktoś mnie pyta, gdzie mieszkam, odpowiadam, że w Chicago. To dość znane miasto, a o Franklin Park niewielu słyszało
Prawdę mówiąc, zmęczył mnie trochę ten dzień. Zrobiło się chłodno i w nocy zapowiadają przymrozki
A w piątek ma trochę posypać śniegiem… Czy nie za szybko? Co prawda ziemia jeszcze ciepła, więc na pewno śnieg nie poleży, ale to byłby już trzeci pod rząd listopad zaczynający zimę 

Chyba jeszcze nie jestem gotowa na zimę… na przymrozki i śnieg… psychicznie nie jestem gotowa…
Dzień dobry
O przymrozkach tu jeszcze nie ma mowy, nawet noce ciepłe jak na listopad.
Dzień dobry.
Gienia.
Dobudzić się.
Podstawiam kubek na kawkę
Ja też poproszę. Zapowiada się pracowity dzień, a na 18.00 znów idę na spotkanie branżowe.
Dzień dobry. Na południu Polski świeci słońce, jakieś niewielki chmurki, lekki wietrzyk. Jest pięknie. Na razie.
Ps. Przysłowie na dziś:
„Jaki listopad, taki będzie marzec, prorokuje stuletni starzec”
Dzień dobry, dzisiaj od rana wytężona praca, bo od początku tygodnia robiłem coś innego (tzn. inne zlecenie wróciło po redakcji).
A ja wczoraj pogrzeb, dziś od rana szpital. Dobrze, że nie na odwrót.
Jo. Wysyłam ciepłe myśli…
Witajcie!
Rozważania o szarobrązowych ptakach przypomniały mi, jak moja teściowa na Mazurach rozróżniała dwa gatunki ptactwa wodnego: łabądź i cobądź…
A to dobre
Pisałeś już Ukratku o tym, ale zawsze mnie to śmieszy

Szczególnie ciekawym gatunkiem jest ten „cobądź”
Zachwycasz Miralko każdym kolejnym ptasim portretem! A węże choć budzą respekt, mają jedwabistą skórę…
Z południa nawet poranne mgły zniknęły – sucho, ciepło i słonecznie – niezwykły listopad 🙂
Dziękuję, Zocho

Mąż mówił, że ten wąż miał skórę bardzo miłą w dotyku
Słoneczne witajcie!
Jak zwykle oko moje powędrowało w stronę ptaszarni. Fantastyczne zdjęcia. Próbowałam robić zdjęcia tym pięknotom, niestety, trzeba mieć talent, refleks i wiedzę.
Serdecznie pozdrawiam
Dziękuję, Ultro w imieniu męża i własnym

I to zależy nie tylko od gatunku, ale i od oswojenia się z widokiem ludzi.
Do robienia zdjęć ptakom trzeba mieć po prostu szczęście
Czasami uciekają tak szybko, że nie dadzą szansy fotografowi, a czasami wdzięczą się przed obiektywem jak modelki
Pozdrawiam równie serdecznie
Dzień dobry
Odszukałam Miralko dla Ciebie zdjęcie z 2010 roku ilustrujące moje podobne do Twojego męża zachowanie w stosunku do węża.
Na ścieżce do takiej góry Superstition (Tonto National Forest) na Sonorze miałam przygodę z grzechotnikiem.
Koleżanka szła pierwsza i nagle krzyknęła , gdy grzechotnik zagrzechotał jej przy nodze.
Zamiast uciekać, podbiegłam do niego z aparatem fotograficznym. Aparat był taką klasyczną małpą bez Zoomu, więc atakowałam węża z odległości pół metra. Jak się wpatrzycie w kiepskiej jakości zdjęcie widać grzechotkę.
To, że aparat nie miał Zoomu musicie, mi uwierzyć. Mam na to świadków, którzy komentowali moje nierozważne zachowanie.
Rzeczywiście nierozważne, dużo ryzykowałaś. Muszę przyznać, że to zdjęcie wymagało podobnej odwagi, niż ten wąż złapany za ogon!
Bożena!Ja z powodu zdjęć parę razy ryzykowałam zagubienie się, aresztowanie…
Podziwiam Twoją odwagę
Bożena odwagę czy lekkomyślność?
Wczoraj np. zagadałam się z dawno niewidzianym kolegą i byłabym wlazła pod tramwaj. Bynajmniej nie miałam zamiaru zginąć pod kołami, tylko jakoś tak popatrzyłam tylko w jedną stronę, a w drugą już nie.
Natomiast, gdy widzę coś, co mnie zainteresuje jako obiekt do fotki, to zapominam o wszystkim innym. Ja te fotki robię jak wszystko w życiu -szybko pstryk i lecę dalej.
I nagle się okazuje, że jestem w obcym mieście, nie znam adresu, nie znam języka i nie wiem jak dojść do domu. Parę takich sytuacji mogłabym opowiedzieć.
Póki możesz opowiedzieć, to znaczy że skończyły się dobrze – a przynajmniej dostatecznie…
Tetryku!
Z celi więziennej też można pisać…tak myślę. Tym bardziej że to byłoby więzienie amerykańskie.
Choć tu w Polsce też kiedyś tzw. żółwik bardzo się zdenerwował, gdy robiłam mu zdjęcie, ale skończyłoby się zapewne na ewentualnym skasowaniu zdjęcia.
Koksownik kiedyś chciałam zrobić i bezdomni mnie gonili.
Chodziło wtedy o zrobienie zdjęcia na bloga -takie nawiązanie, że koksowniki jak w stanie wojennym. Nie chciałam fotografować bezdomnych, bo wiem, że za bezdomnością nieraz kryją się bardzo skomplikowane sytuacje.
To mi przypomniałaś Majeczkę i jej wizytę u mnie

Ją też kilka razy ściągałam z jezdni, bo zajęta pstrykaniem zdjęć, nie zauważyła, że światło się zmieniło i samochody ruszają
Miralko. Ja bez aparatu fotograficznego wchodzę nieraz prosto pod koła, jak się zamyślę.
Grzechotkę widać



Chyba przeszkodziliście mu w poobiedniej drzemce. Nie wygląda na atakującego…
Z tego co kiedyś czytałam o tych wężach, to ludzi na ogół nie atakują, straszą tylko „grzechotką”. To sygnał, że są zaniepokojone. Atakują dopiero wtedy, gdy poczują zagrożenie…
Co wcale nie oznacza, że było bezpiecznie, bo gdyby poczuł się zagrożony…
No to jestem, dzień znów chaotyczny i mnóstwo spraw załatwionych, tylko nie moje. Lepiej, żeby to się jednak skończyło dziać w ten sposób, bo mi się klocki posypią.
No to życzę Ci wyjścia z tego chaosu, żebyś sobie nie rozsypał tych klocków…
A teraz idę pod kordełkę
Dobranoc.
Spokojnej!
Ja też już pod kołderką!
Malutki wernisażyk zaliczony, winko wypite i Makówka w domu przed Dobranocką i lampką!
Ależ Quackie naturalnym stanem w przyrodzie jest chaos.
Chaos był na początku, to było dawno…
Makówka ma o tyle rację, że entropia cały czas rośnie (nawet jeżeli lokalnie maleje). Mam jednak nadzieję, że opanuję sytuację…
Dobranocka.
Dzisiaj w wersji heavymetalowej, ale jednocześnie bossanova. Ktoś to zrobił, przecudnie montując oryginalny głos Jamesa Hetfielda z sympatycznymi, ciepłymi dźwiękami gitar.
Snów sympatycznych i ciepłych.
Kolację jedząc, sobie słucham…
Jezu… żeśmy popłynęli… Sister do nas zjechała po pogrzebie. Madre testament otworzyła… Dwie butelki wina poszły w intencji spokoju duszy.
To teraz chyba już tylko spać.
Jo. Ten sen „Ci się należy” jak …psu buda!
No, dokładnie.
To ja na wspomożenie snu do wina dołożę lampkę…

Tym razem nadmiar wrażeń, różnych tych miłych i tych niemiłych powoduje, że i ja chyba wkrótce skorzystam.
Dzień dobry
Piątek, znów długiego weekendu początek 
Odsłaniam okno, a tu mokra ulica. Popadało…
Witajcie!
Wyglądam przez okno, nie widać ulicy…
…bry

Komu czego?
…bry …bry. Herbatujemy porannie.
A ja chętnie kawuję 🙂
Dzień dobry. Kładłem się z bolącą głową (i nieco wcześniej niż zwykle w związku z tym), z myślą, że mi przejdzie samo z siebie. Nie przeszło. Ale wziąłem procha i już jest OK.
Teraz kawa.
Zamglone witajcie!
Dziś szykują się dwie imprezy-dentysta (kontynuacja tego zęba co ostatnio na fotelu siedziałam ponad dwie godziny)oraz Imieniny (Tadeusz odkładany, przekładany, aby wszystkim pasowało).
Ani relacji, ani zdjęć nie przewiduję.
A nie zrobisz zdjęcia na fotelu dentystycznym? Może być ciekawe
Bożena! -następnym razem, bo w tej chwili odwołali wizytę.
Imieniny „póki co” jeszcze aktualne.
Trzymam Cię za słowo, Makóweczko 😉
Bożena! Czy w zastępstwie może być zdjęcie ze szpitala, bo takie mam.
W łóżku, to nie to. Ciekawsze by było selfie z fotela dentystycznego…
Ale jestem marudna, co?
Bożena!
Obiecuję, że nie będzie w łóżku. Jak mi tylko odłączali kroplówkę to…zaraz poszukam. Marudna -proszę bardzo, ale chwilą cierpliwości się wykaż, dobrze?
Oczywiście, już nie marudzę dłużej
Bożenko !
Jak pisałam ze mną jak ze złotą rybką -mówisz-masz.
Twoja cierpliwość zostanie nagrodzona trzema zdjęciami.
Pierwsze -zamiast na łóżku zdjęcie ze szpitalną choinką z grudnia 2015.
Z tego samego (ponad trzytygodniowego pobytu w grudniu 2015) zdjęcie jak robiłam slajdowisko na parapecie. Wszak między kroplówkami czymś się trzeba było zająć, a skoro miałam swój laptop ze zdjęciami…
Na koniec -szpitalne wagary z Instytutu Onkologii w Gliwicach.
Po pierwszym CK (cybernóż) czułam się na tyle dobrze, że na wenflon narzuciłam jakąś apaszkę i myk do pobliskiej Palmiarni. Po kolejnych już tak dobrze nie było…
Pięknie dziękuję, Makówko. Nie spodziewałam się aż tylu ślicznych zdjęć
Bożena -do usług. Masz jeszcze jakieś życzenia?
Nie Makówko, nie jestem wymagająca
A ja jestem wymagający . Błyskawicznie zbliżają się ” marsze stulecia ” , a w środkach przekazu żadnej informacji …Nie wiem jak mam się ubrać , jakie buty ,czy łapcie , skarpetki czy onuce , nakrycie głowy – kapelusz , czy uszanka … I wreszcie w którą stronę ten marsz pójdzie na Wschód , czy na Zachód ? Jest kompletny bałagan i pogłoski ,że tylko wojsko ma przejechać ulicami Warszawy i zaśpiewa : My Pierwsza Brygada …Taka niepewność na setną rocznicę , a na tysiąclecie zbudowano 1000 Szkół i kiedy to było ??
Przejadą Rosomaki i jest szansa, ze nie zostaną zdemolowane, jak wóz transmisyjny jednej telewizji, bo po pierwsze są trochę cięższe i masywniejsze, a po drugie – mają środki obronne.
Dobry wieczór. Dzisiaj nie odtrąbiłem fajrantu, ale za to jestem po przerwie, więc pobędę.
Ty przychodzisz, a ja odchodzę pod kordełkę.
Dobranoc.
Spokojnej!
To ja jeszcze tylko opowiem, że dzisiaj w piekarni zostałem wzięty przez dystyngowaną starszą panią za kogoś zupełnie innego, ale ponoć o tym samym imieniu (co w pierwszej chwili wprowadziło zamęt, bo ona myślała, że skoro imię i twarz się zgadzają, to na pewno jest osoba, którą znała). Dopiero gdy padło nazwisko, okazało się, że to nie ja (czy też nie tamten człek). Co za dzień.
Co więcej znalazłem tamtego pana w sieci i faktycznie, z profilu można się pomylić, ale z anfaca już nie bardzo. Poza tym, hm, tamten facet jest ode mnie 15 lat młodszy!
I o rany, przecież dobranocka!
To dzisiaj Jethro Tull, zespół, którego muzyka urzekła mnie połączeniem folku, rocka i fletu. I „Dun Ringill”, o niewątpliwie celtyckich korzeniach.
Snów sięgających do korzeni.
Melduję się, że jestem, właśnie dotarłam do domu. Dobranocka trochę później i w ten sposób zdążyłam.
Dawno się tak nie uśmiałam, jak na tych Imieninach, choć i poważne tematy też były.
Wsiedliśmy do taxi tacy weseli, a taksówkarz młody chłopak i z poczuciem humoru. Ktoś mówi „w ogóle nie wiem, gdzie jestem taka mgła”. Taksówkarz „ja też, ale wydaje mi się, że dobrze jadę”.
Podjeżdżamy prawie pod mój blok, a jeszcze bloku nie widać.
Tylko nie wiem czemu, trochę mnie głowa boli…co to było, co piłam w tych szklankach ?
Ponieważ jednak padam na nos, chyba się już na dzisiaj z Państwem pożegnam – dobranoc!
Północ się zbliża i dalej nie ma lampki…
Wszyscy wracają więc i ja wróciłem, prawie razem z Makówką choć z innej imprezy. Mgła rzeczywiście miejscami kryjąca… ale próba śpiewania była udana.
Może ktoś będzie miał ochotę z nami pośpiewać?
A Tetryk cały dzień gdzie się pytam
uprzejmie
Najpierw w pracy, a potem – patrz link powyżej 🙂
Podkreślam, że pierwsza strona jest zaproszeniem!
Coś z tym pośpiewaniem mam kłopoty a rano na pewno się z tym uporam
Lampeczka niech koi zmęczone oczęta…

U Was w piąteczek była mgła, a u mnie spadł śnieg
Co prawda, na pewno nie poleży, bo ziemia nie jest zmarznięta, ale już widać, że wielkimi krokami zbliża się zima…
Tak wyglądało w pobliżu stacji benzynowej, gdzie tankowałam
Och. Mam nadzieję, że u nas będzie jeszcze trochę pogody bezśnieżnej.
Miłego sobocenia się życzę


Nie wiem, czy będę w stanie pogadać jutro (10 listopada), bo najpierw wybieramy się do rzeźnika, a potem mąż jedzie do pracy… tak więc zostanę sama z górą mięsa
Nie narzekam i nie jędzolę. Muszę „rozparcelować” wszystko sama… cóż… takie jest życie
Dzień dobry
Tu zimy nie widać i choć dość późna jesień, temperatury niemal letnie 
I mgła jak mleko…
No co Śpiochy? Czas na kawę
O, widzisz, wiedziałem, że o czymś zapomniałem!
Witajcie!
Gorący czas, dziś prawie cały dzień będę poza domem…
Cześć. Pięknie za oknem. Trochę mgliście i chłodno ale słonecznie.
Mgliście witam!
….ale podobno ma się rozjaśnić:)
Tu od rana nic się nie zmienia. 🙁
Tu zamglony horyzont, ale w mieście niespecjalnie mglisto.
Musiałam dziś pojechać na wieś. Droga koszmarna. Jakby się przez watę przepychać. Widoczność góra 100 metrów.
4 godziny jazdy…
Och. Nas czeka droga w środę, właściwie przez cały dzień będziemy w drodze (tam i z powrotem). Mam nadzieję, że się obędzie bez mgły…
Jestem, dzień dobry. Wcale nie spałem do tej pory, tylko od razu po wstaniu byłem na zakupach, i to ze względu na dłuższy weekend sążnistych, ale już jestem z powrotem i pewnie pobędę.
U Miralki śnieg,a w KRK słońce się przebija.Makówka już w autobusie,nie ma czasu na odsypianie Imienin skoro tyle się dzieje..
A ja wręcz przeciwnie, czuję się tak padnięty, ze sobie daruję popołudniowe wyjście (miałem być na trzecim spotkaniu z cyklu tego, co w tygodniu, ale nie jestem w stanie).
Ja też właśnie wróciłam z zakupami. Mgła pomału ustępuje, więc teraz dopiero widać pochmurne niebo.
Aha, skoro 11.11, to napiszcie, czy nabyliście (lub planujecie nabyć – nie mówiąc już o własnoręcznym wypieku) rogale? Świętomarcińskie, wiadomo, tylko w Poznaniu albo w sklepach lub cukierniach, które korzystają z poznańskich receptur, ale tutaj też, tylko że pod różnymi nazwami: świąteczne, tradycyjne, gdańskie, bydgoskie, a już wszelkie rekordy pobiła cukiernia, która proponuje rogale… marcjańskie!
Niestety takie jak w Poznaniu ciężko dostać, no cóż, zadowolę się ersatzami.
Gdybym mogła przesłać je Tobie… Obawiam się, że doszłyby już niejadalne. Ja już dwa razy jadłam – pycha!
Och, trudno, jakoś dam radę. Jeżeli chodzi o obchodzenie święta niepodległości, to obejdę… się smakiem.
Ja jestem tylko ciekawa jutrzejszych pochodów w Warszawie
Ja się właśnie zastanawiam, czy jestem ciekawy, czy nie. To znaczy wolałbym, żeby było jak najmniej zniszczeń. W majątku i w ludziach.
Taki obrazek widziałam o obchodzeniu święta, ale nie umiem wkleić
Raczkowskiego?
Oczywiście
Pacz niżej
Co prawda świętować będę w Krakowie, ale rogale prosto od mistrza Kandulskiego z Poznania już czekają na jutro…

Myśmy mieli cukiernię Kandulskiego bardzo blisko i dogodnie, ale nie wytrzymała lokalnej konkurencji.
Odkryłam z niejakim zdziwieniem, że poza Wielkopolską są jedynie po dwie w Berlinie i Bielsku!
Coś podobnego. W Gdyni i Gdańsku na pewno były jeszcze parę lat temu, może musieli spuścić z tonu z tą franszyzą?
A nie wiem, czy czasem Piotr i Paweł nie sprzedają ich rogali w listopadzie.
Gdzieś czytałam, że w Biedronce, ale nie wiem w którym mieście.
Uu, to raczej do Trójmiasta do Biedry nie dowiozą
W łódzkich biedronkach były rogaliki świętomarcińskie. Kupiłam 2 na spróbowanie, bo jestem ciekawa, czy przebiją smakiem te z Poznania, które zawsze jadłam u mojej psiapsióły, nawet, jak nie było święto, to Jej Małż miał cukiernię gdzie zawsze zamawiał na mój przyjazd rogaliki…
No i jak wrażenia?
Jeszcze nie próbowałam, bo dziś byłam grzeczną córką i i u Mam gotowałam dwa obiady, jeden na dziś i jeden, częściowo na jutro i wróciłam do domu obżarta jak bąk. Będę próbowała jutro rano, jak wstanę do kawy.Opiszę wrażenia.
Poproszę!
To chyba o ten obrazek chodziło Jo:
Niezłe
O to to właśnie!
Dzięki
Szarlotka, herbata z cytryną, owinięta w kocyk Makówka -tak to teraz wygląda. Przewiduję w czasie Dobranocki i lampki być w domu.
Raczej. Chyba, żeby…
No tak, jak jest szarlotka, to co ja pytam o rogale…
W Krakowie czołgów nie przewidujemy. Ani konieczności „obchodzenia” takiego jak na rysunku powyżej. Mam nadzieję.
Dzieje się dużo, ale nie sposób być wszędzie.
Dziś wybrałam bycie widownią spotkania z aktywistami KOD nagrywanego przez ekipę włoskiej telewizji RAI3.
Włosi w ramach tego programu rozmawiają z różnymi środowiskami w Polsce.
Cóż oni u siebie też mają problemy, ale marna to pociecha.
Na jesienny mglisty wieczór nie ma to jak szklanica grzanego piwa z miodem i korzeniami!
Też bym wolała zamiast herbaty z cytryną!
Mogłoby być również takie piwo, które tak mi się wczoraj spodobało, że aż mu zdjęcie zrobiłam.
Ach, a ja mam inaczej, jeżeli grzane, to wino, z korzeniami, owszem, ale słodkie i z plasterkiem pomarańczy.
Robię genialnego grzańca!
Najchętniej z wina, ale zdarza się i piwny.
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/xmas-book.blogspot.com/2011/12/grzane-wino.html?m=1
Z daleka to możesz bezpiecznie to ogłaszać…
Ej! Ale podzieliłam się przepisem! To się nie liczy???

To ja ci podam przepis na genialną rzeźbę:
Weź bryłę granitu i usuń z niej niepotrzebny materiał…
Nie, no błagam. Jest jednak różnica. Ten grzaniec jest banalnie prosty do zrobienia. Trzeba tylko postępować zgodnie z recepturą.
I teraz mi to mówisz?
Widzę, że raczycie się alkoholem różnego rodzaju, to ja – abstynentka idę w swoją stronę, to znaczy pod kordełkę. Dobranoc
Spokojnej! Ale można zrobić również znakomitą korzenną herbatę albo kawę!
Jak herbata, to tylko zielona. Jak kawa, to z mleczkiem
Dobranoc Państwu.
Taaa Narobiła apetytu grzańcem i dobranoc?
Spokojnej.
Dobranocka.
Taka celtycka ballada, śpiewana w Glasgow. Przez Catrionę Evans.
Snów, że będzie lepiej.
A będzie lepiej? Obiecujesz?
Po dobranocce już, a ja wróciłam z fenomenalnego, jednorazowego koncertu…
Ballada miła. Przekonałeś mnie. Idę spać 🙂

I ja się oddalam…
To ja może bodaj łóżeczko sobie pościelę ?
DOBRANOC!
Dzień dobry
Niedziela, no to niedzielmy się 
Dla wszyćkich zainteresowanych, zjadłam pół rogalika z biedry i dla kogoś, kto nie jadł oryginału, to będzie niezły.
Dzień dobry. Te 5 stopni, to ujdzie, ale mgła mi się nie podoba. Wczoraj przedawkowaliśmy mgłę…
Gęś się piecze. Zaraz trzeba będzie machnąć surówkę i zrobić jakieś śniadanie. Najchętniej w ogóle nie wychodziłabym z domu (i taki był plan), ale muszę jechać z tą gęsią do Łodzi…
No nic. Jak się ma miękkie serce, to sami wiecie co…
Jo, poprosze o adres, to może załapię sie choć na kawałek gęsiny.
Gienia świąteczna:

O, właśnie odpowiednia pora na kawę
Dziękuję 
A ja próbuję ogarnąć weekend BEZ kawy. Jakoś tak. I na razie wychodzi.
Witajcie!
Przybyli ułani pod okienko?
A skąd ich wziąć???
Na szczęście wyłącznie z pieśni!
Czołem Wyspa. W takich pięknych okolicznościach przyrody trzeba się będzie przewietrzyć. Idziemy na marsz! W pola z psem na dwie godziny:-)
Dobra myśl, tylko jeszcze trzeba mieć psa. Nie mam skąd go wziąć, nawet sąsiedzi nie mają…
Ha, może wyjdź z kotem? (w szeleczkach?)
Niechaj więc pole będzie realne, a pies – wyobrażony 🙂
Zoe, zazdraszczam Ci tego piesa i spacerów z nim, ale jeszcze trochę i ja znów będę miała swojego pupilka.
Wróciliśmy. Osiem i pół (kilometra) w nogach. Uff. Kawa.
Dzień dobry i wyspany
Chwila świętego spokoju (w sensie: po przebudzeniu) – bezcenna.
Dzień dobry słoneczny i wyspany !
Wyglądam przez wszystkie okna i żadnego ułana!
Jednego poproszę pod moje okno. Jak będzie przystojny, to go nawet do domu zaproszę. Tak tylko celem sprawdzenia, czy jest inteligentny…
Znalazłem rysunek, który mógłby być a propos…
Jacek Gawłowski narysował?
Tak, pożyczyłem z Wyborczej.
Makóweczko, przed rozważaniami o inteligencji ułanów poczytaj może żurawiejki…
T. Aleś mnie skierował na wspomnienia…wycieczek z kołem PTTK.
„…Lance do boju, szable w dłoń…” eh. To były czasy…
Piękne to pięterko, aż szkoda by się zawaliło od nadmiaru komentarzy (ponad 200 już jest!).
Ktoś coś ?
Bo mnie się nasunął temat -Dzień Niepodległości…
Obiecuję, nie wywoła on kontrowersji…
Bardzo dobry pomysł!
Popieram!
” Lance do boju , szable w dłoń ” Od niepamiętnych czasów , przy pięknych hasłach , zachęta do pospolitego mordowania innych ludzi . Pierwsza wojna światowa 20 milionów ofiar . Druga wojną światowa 50 milionów i niesamowite zniszczenia na obszarze działań wojennych . I tak naprawdę , to nie bardzo wiadomo o co w tych wojnach chodziło , tak jak np.z wyprawą Dżyngis-chana pod Legnicę , Napoleona pod Moskwę , czy najazdu Szwedów na Polskę . Wygląda na to, jak by wojny były zaprogramowanym elementem w DNA mężczyzn . Bo dzisiaj , kiedy nie ma wojny , to miłośnicy jakiegoś klubu sportowego , umawiają się z miłośnikami innego klubu ,na tzw. ustawkę, w sprawie pospolitego mordobicia między tymi miłośnikami . Jest to nowe zjawisko społeczne , które świadczy o tym , że wojny są nam potrzebne i nie ważne są powody , wystarczy umiłowanie np jakiegoś klubu sportowego ….

Max!
Bo uczą nas, że bohaterami są ci, co walczą, oddają życie za…
A nie uczą, że bohaterami powinni być nie tylko ci, co wojny wygrywają, ale głównie i przede wszystkim ci, którym skutecznie uda się wojnom zapobiec.
I nie mam tu na myśli, nie tylko wojny z karabinami, ale nawet takie normalne życiowe wojenki.
Jesteśmy drapieżnikami…
Zgoda , ale w przyrodzie nażarty drapieżnik nie atakuje…
Tak, rozmawiałem o tym ostatnio z Juniorem. Jako cywilizacja rozwinęliśmy się w niebywałym stopniu, jako gatunek – jesteśmy zapóźnieni o dobre kilkadziesiąt tysięcy lat. I to niestety widać w mózgu człowieka, w móżdżku, „obróbce” emocji etc.
Panie M, czy Pan do czegoś, kogoś namawia???
Byłem na gdyńskiej paradzie, poniekąd służbowo (małżonka szła ze swoją szkołą). Wszystko bardzo ładnie i bez ekscesów, może tylko jedno, drobniusieńkie faux pas, kiedy szły partie polityczne i Razem szło zaraz przed partią Wolność. Szli jednak pokojowo, jedni i drudzy
Natomiast przed nimi szły (w następującym porządku) przedstawiciele: PiS, Rzemiosła (gdyńskiego), PO i Nowoczesnej, a za nimi KOD, z wielką, biało-czerwoną flagą szerokości parady (czyli niesioną nad głowami). I KOD jako jedyny dostał oklaski od widzów.
Już wiem! Wszyscy ci ludzie do Warszawy przyjechali na imieniny Marcina:-)
Ale którego?!?
Jak makowka doczołga się do domu,uda jej się wepchac do jakiegoś autobusu to rozprostuje zbolale od długiego stania nogi i postara się to pięterko tego no napisać. Takiego tłumu dawno nie widziałam.Ludzie gęsto ubici zajęli Rynek i dochodzące do Rynku ulice
Spokojnie, poczekamy Makóweczko 🙂
A mnie się coś dziwnego dzieje z połączeniem – raz jest normalnie, raz łączy jak mucha w smole. Teraz znów dobrze, ale parę minut temu czekałem w nieskończoność, aż się strona wyświetli.
Współczuję, to jest bardzo denerwujące.
Mnie dość często całkiem ucieka Internet i wtedy znika to, co akurat pisałam. Padają wtedy słowa, które należy wykropkować.
Dlatego też często pisanie komentarza lub pięterka to droga przez mękę.
Jestem w domu. Jeść, pić, wyprostować nogi …
Aż tak źle to nie było.
To może pisz w notatniku i kopiuj? Wtedy nie ucieknie (już abstrahując od tego, że powinno zostawać w jakiejś tam pamięci podręcznej przeglądarki).
Jednak nie doczekam się nowego pięterka. Trudno, zobaczę chyba rano.
Teraz się pożegnam i idę pod kordełkę. Dobranoc
Spokojnej.
Bożena!
Dziś faktycznie się nie doczekasz, bo owszem zasiadłam do laptopa, ale najpierw rozmawiałam poprzez Messengera, a potem na skype.
Obaj panowie byli bardzo mili, rozmowy były miłe.
No jak już ktoś jest miły dla makówki, to makówce jest miło, ego jest podłechtane … ale stare zdjęcia potrzebne na pięterko nie są tak miłe, aby się same wyszukać.
Dobranocka.
Bobby McFerrin i „Psalm 23”. Jakby chcieć go dobrze przełożyć na polski, to straciłoby się część efektu zaskoczenia, bo zaczynałby się „Pani jest mą pasterką.”
A poza tym to przecudowny, wielogłosowy utwór. I spokojny, w sam raz na dobranoc.
Snów odświeżająco innych.
Nie znałem Bobby’ego od tej strony…
I na dzisiaj się z Państwem pożegnam, bo jutro nie świętuję, tzn. mam normalny pracujący dzień. We wtorek muszę pojechać do Gdańska, jak wrócę, dalej praca, a w środę prawdopodobnie przez cały dzień mnie nie będzie. Dalej powinno być już normalnie.
Ja, też mówię Wszystkim dobranoc, bo jutro do pracy
A ja skorzystam z decyzji Jej Eminencji i pojadę na groby rodziców…

Obiecałam, to zapraszam na nowe pięterko.