Teatr Narodowy: Romans florencki, sztuka romantyczna w 5 aktach Stefana Kiedrzyńskiego; reżyseria Józefa Węgrzyna; dekoracje i kostiumy Wincentego Drabika.
Opera bez muzyki. Balet bez orkiestry. Słowa bez sensu. Akcja czyli fikcja. Nabijanie w butlę na renesansowo. Jago faszerowany blagą. Granda z dworu Ferdynanda. Cornelio. Vitelio. Leonardo z głową twardą. Rosalinda. Donna Pinda. Brednia buffo. Kretynizmo. Forsalinda. Fiume. Autore — tradittore. Direttore — głowy chore. Fiesole takie sztuki.
Spekulacja teatralna oparta na wzorach fabularnych „Barbary Ubryk” czy „Rinaldo Rinaldiniego”, odpowiednik kolejowej literatury z czasów, gdy jeszcze nie było kolei, oleodruk renesansowy z podejrzanego hoteliku.
Po dokładnym rozbiorze i umotywowaniu naszego sądu jasne jest, iż utwór, czyli potwór, wylęgły spod pióra p. Kiedrzyńskiego, jest niezbyt udany. Autor porzucił Rypin i przeniósł się do Florencji, ale widz nie dostrzega tego i czuje się w dalszym ciągu jak na przedstawieniu straży ogniowej w Rypinie. Autor fars, niezbyt szkodliwy, gdy pisze marne skecze teatralne, porwał się na głęboki dramat namiętności. Sztuczydło, utrzymane w fałszywym, napuszonym tonie, nie ma ani jednego słowa tchnącego prawdą.
Wykonawcy, nie wiedząc co począć, grali tę sztuczkę do końca, nadrabiając miną i udając, że wszystko jest prawdopodobne i naturalne. Giuseppe Węgrzyn przykrywał aksamitem swego głosu próżnię Torricellego. Signora Lindorf wyglądała jak prymityw włoski, a mówiła jak prymityw polski. Signore Brydziński wyglądał również jak fresk, ale nie odnowiony. Donna Bronisz syczała namiętnością jak syfon z wodą sodową. Signore Justian był zły jak Borgia i nudny jak Lukrecja. Biedni aktorzy. Cóż robić? Muszą grać w takich sztukach. Wyrażam im współczucie.
Drabik gorszy był dla Florencji niż Medyceusze.





Dzień dobry

Bardzo mnie Pan Słonimski rozbawił 😀 Współczuję autorowi sztuki, którą p. Antoś recenzował
Witaj Skowronku
…. a o sztuce innego dramaturga pisał ciągle się myląc i z „Rusałki” robił ” Usrałkę „….. I nie dziw, że sie go bali ..
Jak ognia
A tak w ogóle, to wszystko w porządku. Jakby co
Aha, może się Wiedźminka przestanie burmuszyć

I do pracy!! Papa 😀
Jakie tam burmuszyć, Skowronku….pracowitość mnie napadła. 🙂
A co taaakiego robisz??? Się nawet Rumak dopytuje
Dzień dobry. PP. Słonimski i Tuwim potrafili pisać tak kąśliwe recenzje, że trzeba im (tym recenzjom, nie autorom) zakładać kagańce. Swoją drogą, to trzeba mieć nieprzeciętny talent, żeby w tak niewielu słowach napisać tak wiele.
Ja też do pracy, ale tak jak ostatnio, czyli nieprzesadnie.
Witaj Kwaku ! O to to – mało słów , a ile treści. 🙂
Ogólne Dzień Dobry!
Miał Mistrz cięty jęzorek, oj miał!
Dzień dobry raz jeszcze
Nie chciałabym być autorem sztuki przez Antosia ocenianej…
Witaj Bożenko.
… no tak, ale nie napisałabyś chyba sztuczydła ?
A i aktorom nie przepuścił… jeden Węgrzyn uszedł cało 🙂
Ja bym pisała, gdybym umiała. Ale że nie umiem, więc nie piszę.


Witaj Wiedźminko
Dzień dobry Tetryku…. i miał dużą skłonność do absurdu…. 🙂 w duecie z Tuwimem…. a i Magdaleną Smozwaniec 🙂
A i w drugą stronę potrafiły lecieć niemniej kąśliwe teksty – to chyba Tuwim (czy właśnie Słonimski?) napisał w odpowiedzi nieprzychylnemu recenzentowi: „Siedzę w ustronnym miejscu, mając pańską recenzję przed sobą. Za chwilę będę miał ją za sobą…”
Hrrhrm! Spamerzy znów obrodzili dzisiaj, wycinam i wycinam, a oni jak hydra(nt, leją wodę nie do opanowania)!
Ja wywaliłam tylko jednego, rychło rano.
Rannego ptaszka, znaczy się. Dobiłaś.
Prawie codziennie dobijam ranne ptaszki, czasem kilka.
Skojarzył mi się wiersz KIG w formie listu do E. Lipińskiego:
„Życzliwy & Kolega”
Czym ja się karmię
pyta mnie pani?
Ostatnio stale
anonimami.
Piszą i piszą
liścik po liście
anonimaści,
anonimiści;
Jeden wygraża,
drugi ostrzega
dzisiaj: „Życzliwy”,
jutro: ” Kolega”,
Pojutrze znowu
nowy ekspresik:
„Prawdziwy Polak”
albo „Rówieśnik”,
„Sobieski”, względnie
„Biała Panienka”
i: „Czarny Piotruś”,
i: „Czarna Ręka” –
że świętym gniewem
naród się trzęsie,
że coś tam w „Szpilkach”,
że coś tam w „Gęsi”
że głuchy pomruk
idzie w narodzie
i że kijami,
i że po mordzie.
A ja te listy,
Drogi Eryczku
wieszam na takim
ślicznym haczyczku –
i kiedy rankiem
odemknę ślepki,
natychmiast zdążam
do tej izdebki,
wygodnie siadam,
marzę o gwiazdach
i o anonimistach ,
i o anonimastach.
Potem dla zdrowia
otworu mego:
z wierzchy „Życzliwym” ,
głębiej „Kolegą”.
Wierszyk przedni, ale mnie się nasunęło takie pytanie: pisać wierszyki, pokazując, że te anonimy jakoś-tam autora wierszyka ubodły, przynajmniej na tyle, że zdecydował się odpowiedzieć wierszykiem, czy też lepiej pominąć należnym milczeniem? Z punktu widzenia wielbiciela talentu KIG – naturalnie, pisać!
Ale przyznasz, że motywacja „dla zdrowia otworu mego” jest zaiste przednia
Tak. Z drugiej strony jednakowoż, fakt, że czytający dotarł do podpisu, świadczy o tym, że liścik przeczytał, a więc anonim swój cel osiągnął…
Ale też pokazał, że ma te anonimy… głęboko.
Mnie się ten wierszyk podoba.
Ależ mnie też, tylko rozważam, czy sam fakt jego powstania nie świadczy o tym, że anonimy obeszły autora wierszyka bardziej, niżby chciał dać po sobie poznać.
Też tak może być. Ale tego raczej się nie dowiemy.
Zbliżają się goście, odezwę się wieczorem.
Myślę, Kwaku, że nie można pozostać całkiem obojętnym wobec otrzymywanych obelg i złośliwości …. bo, nawet jeąli autora tych paskudztw /anonimu ma się za nic, to słowa jednak ranią.
To zależy od przyjętej taktyki. Może właśnie anonima najbardziej zdenerwuje brak odpowiedzi, „Taak? Napisałeś coś takiego? Ach, przepraszam, nie zauważyłem nawet…”
Tak się zastanawiałam… Czy takiego anonima bardziej zdenerwuje cięta riposta, czy też zupełny brak odpowiedzi… To chyba zależy personalnie… Bo brak odpowiedzi można też przyjąć za rejteradę. Nie mam nic do powiedzenia, więc milczę… i przyjmuję zawartą w anonimie krytykę. Nawet napisaną w chamski sposób.
Gdy dorosłam, zrozumiałam. Można komuś dowalić tak, że się nie podniesie i w zasadzie nie ma nic więcej do powiedzenia… i to bez użycia wulgaryzmów.
Trzeba tylko wiedzieć jak użyć naszego ojczystego języka (a nie łaciny kuchennej) i być w miarę oczytanym, żeby móc z tego, czy tamtego skorzystać 
Muszę powiedzieć, że kiedyś mój ojciec tłumaczył nam, swoim dzieciom, że używanie wulgaryzmów, to brak wychowania i ogłady. Jako nastolatka nie rozumiałam tego, bo jak komuś puścisz taką „piętrową wiąchę”, to do każdego dotrze
Szczerze mówiąc, z takich listów po przeczytaniu początkowego „ty #@@$#@…” przeszedłbym od razu do podpisu! 😉
I do zdrowia otworu…
Wiecie co… Przeraża mnie, to co się dzieje na Ukrainie 🙁
No, to jest wojna domowa. Coś, czym grożą przeróżni komentatorzy i u nas, ze względu na polaryzację sceny politycznej.
Mnie też to bardzo niepokoi. Oby nie przekształciło się to w konflikt międzynarodowy…
Mam głęboką nadzieję, że u nas to sie nie zdarzy, że wystarczy nam rozumu by zachować konieczny rozsądek….
Na rozsądek naszych rządzących bym nie liczyła 🙁
Ups… już nic na ten temat…
Kiedy to nie jest kwestia rozsądku rządzących, Bożenko….:) tylko tych, którzy do władzy aspirują…..
Myślę, że ludzie musieliby nie mieć nic (albo niewiele) do stracenia, żeby tak wyjść na ulicę. Póki co, nawet podczas przemarszów 11 listopada nie wzbiera taki społeczny ferment, żeby się to przekształciło w tak „stały” ruch jak na Majdanie.
Jeżeli miałbym snuć jakieś analogie, to Ukraińcy są obecnie w rozwoju społeczeństwa gdzieś koło naszego 97. roku, ale w innych warunkach techniczno – komunikacyjnych…
Oby ich to jak najmniej kosztowało…
Oby!
To ja wybywam na rower (ten stojący).
Podziwiam Twoje samozaparcie z tym deptaniem.
Idę do łóżka, dobranoc
Dobranoc…aż sie zdziwiłam, że to już ta pora ! 🙂
Oj, bo jak już raz się człekowi uda zrzucić zbędne kg, to chciałby znów wrócić do takiej wagi, a nie żeby jakieś joja i powroty tylko dlatego, że Boże Narodzenie i tradycyjnie się o żarcie na każdym kroku potyka.
Kochany Quackie, ja tak na przykładzie siebie, a mianowicie: jedz wszystko /jednego pysznego pączka dziennie, też ;)/ lecz 1/2 porcji.. Można się przyzwyczaić 😀
Możesz nie wierzyć w ciągu roku zrzuciłam 8kg 😀
Przyjadę na szkolenie…. 8 kg ? to niedługo cienia nie będziesz rzuacała !
… a Twoja dieta nazywa się ŻPM 🙂
„ŻP” znam, a co to „M” w tym skrócie?
„M” ? mniej 🙂 czyli całościowo rzecz traktując :”żryj połowę mniej”… moja czcigodna znajoma powiadała, że jest to dieta księdza Piekutowskiego ( kimkolwiek on był)….
Dobranoc i do jutra 🙂
Dzień czas zakończyć, niekoniecznie z przytupem. Taką rzecz wygrzebałem – Bee Gees z końca lat 70′, moim zdaniem całkiem miłe do poduszki. Niezobowiązujące.
Pogodnych snów!
Ładnie określiłeś tę piosenkę ….
Sumienie spać mi nie d
ało, więc pośpesznie zapalam lampkę 🙂
Dzień dobry
A przynajmniej mam nadzieję, że będzie dobry… dla wszystkich…
Niech będzie dobry i nie przyniesie nadmiaru topniejącego śniegu i mrozu…..
Dziś (środa) był drugi ciepły dzień
Całe +7C!!! Śnieg znika momentalnie, ale nie cieszy mnie to aż tak bardzo. Zapowiadają na jutro (czwartek) deszcz, a potem nawet -13C w nocy. Nie chcę nawet myśleć jak będzie ślisko… i ile będzie wypadków
A poza tym, jak to wszystko zacznie się topić gwałtownie, to ludzie znowu będą mieli wodę w domach. Tereny położone niżej i te nad wodą znowu będą zalane… Także wiosna i owszem, ale czyjeś nieszczęście nie cieszy…
Kurcze, jaka ja jestem szczęśliwaaa. Tej zimy
Spadam na górę, bo jestem padnięta
Ten tydzień przeżyć i jeszcze następny… i znowu dwa tygodnie trochę luźniejsze… Będę miała więcej czasu na wszystko…
Miłego dnia Wyspiarzom życzę, a podchorowanym szybkiego powrotu do zdrowia
Dzień dobry
Śpij spokojnie, zapracowana Mireczko. Ja pomału wracam do zdrowia, ale nie wiem co z Senatorem…
Witaj Bożenko 😀
na szczęście!
Ogólnie Senator czuje się nieźle, tylko akurat wczoraj dokuczała mu pewna dolegliwość, która /mam nadzieję/ do rana minęła (?) Oby, bo rozdrażniony okrutnie był. Nie, nie… mnie nie sztorcował
Witaj Skowronku 😀 Dziękuję za dobrą wiadomość. A ta dolegliwość, to chyba oznaka powrotu do zdrowia
Witaj Bożenko…. dbaj o siebie, żeby Ci zdrowie dopisywało…. !
Dzień dobry.. jak mi się nic nieee chceee
Więc chyba jakaś epidemia…Ja mam to samo…
Zrobiłam obchód, wypaliłam dwie fajory i trza się brać za to co marnie, bo marnie, ale jednak płacą 😀
Buźka 😀
Na moment włos mi na głowie się zjeżył, bo nie wiem dlaczego (pewnie się jeszcze dobrze nie obudziłam), zamiast „zrobiłam obchód” przeczytałam „rozbiłam samochód” i już oczyma wyobraźni widziałam Cię na drzewie…
Dzień dobry. Ja też do pracki, ale nie bez Wyspy. I czekam na Senatora (dzięki za wieści).
Witaj Quacku 🙂 Też czekam kiedy nasz Rumak zarży…
Dzień dobry !
mam totalnie przestawiony czas…. zasnęłam, z książką w ręce, przed 22:, obudziłam się przed 1: w nocy… znów zasnęłam po godzinie..eee, do kitu z tym !
Co to za książka?!? Może właśnie odkryłaś lekarstwo na bezsenność?
A to, proszę Kwaka…. „Archipelag Gułag”…. obawiam sie, że ten sen, to forma ucieczki:(
Oj… Chyba tak. To cofam to lekarstwo…
A Rumak niech już wraca i sie nie irytuje, że Go w szpitalu trzymają…… czasem trudno znieść coś ” dla naszego dobra”….
A może – jeżeli to takie irytujące – dostaniemy nowy wpis z barwnymi opisami? Jako takie Senatorskie odreagowanie?
Kto wie ? Czasu na przemyślenia Senatorowi nie brakowało!
w zasadzie powinnam dostać OPR od Senatora, za takie luzackie potraktowanie problemu
E, myślisz, że od razu po powrocie będzie skory do rozdzielania OPRów?
Myślę, że mu tam tego strasznie brakuje! 😉
Hmmm….. a może jednak nie ? Sam wiesz, z genó nie wypierzesz:)
Dzień dobry :)Serdeczności dla Wyspiarzy i poprawiam miotłę pod zadkiem, lecąc dalej 🙂
Witaj Miśku…. wyraźnie mi się narażasz ! Zawłaszczyłeś mój atrybut!
Następnym razem dosiądę wiosło 🙂
Ożóg jeszcze wchodził w grę, z tego, co pamiętam. A u Andersena – latający kufer. A bodajże w tradycji rosyjskiej – latający ceberek. O latających dywanach już nie wspominam.
A może latający spodek i byłby Miś nie z tej ziemi

Zapomnieliście o kogucie 🙂 🙂
Kogut zarezerwowany dla p. Twardowskiego.
Ale dla Ciebie…
Fiu fiu! To ci dopiero ptaszek 🙂 🙂
Dla Ciebie wszystko Miśku
Był jeszcze samobieżny kuferek Rincewinda – z ciekawszych atrybutów 😉
To do kompletu dorzucę odkurzacz
Kiedyś była taka piosenka dla dzieci o latającym odkurzaczu, chciałam ją nawet tu umieścić, ale nie mogę. Dla ciekawych podam link

http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/youtu.be/GLrYrhLEBCY
Witajcie! Co za porąbany dzień – dopiero zajrzałem!
Witaj Tetryku 😀 Ja też jestem z doskoku, ale wstałam wcześniej…
Dzień dobry. A mnie się akurat parę spraw wyprostowało, w sumie drobnych, nie zasadniczych, ale dobre i to.
Nie można za dużo wymagać, ważne, że idzie w dobrym kierunku
Dzień dobry
Teraz pada normalny deszcz, „wodny”. Mieliśmy też burzę, co prawda błysnęło może ze trzy razy i pohuczało, ale po południu ma huczeć więcej… Mnie najbardziej zadziwiają tutejsze burze śnieżne. Śnieg wali, że świata nie widać, a przy okazji biją pioruny. W Polsce nie spotykałam się z czymś takim… i nie jest to dla mnie normalne 
Czy to dzisiaj dzień leniuszka?
Pasowałoby mi to… 

Chociaż komu dobry, a komu trochę mniej… Od samego rana pada u nas deszcz. Jak wstałam przed 6, to padał taki zamarznięty i było ślisko jak diabli. Podsypywałam ziarna swoim pierzastym, to szłam jak na szczudłach
Lecę do pracy, chociaż nie chce mi się, jak nie wiem co
Miłego popołudnia Wam…
Spokojnej pracy Mireczko, niech Ci odchodzi gładko…
Burzę śnieżną z piorunami przeżyłem raz w życiu, na autostradzie w Bawarii, wrażenie było właśnie piorunujące – zielone i foletowe błyski, rozpraszane przez chmury i padający śnieg, więc robiące wrażenie, że błyska się naokoło nas, sam śnieg, ograniczający widoczność i zastygający na asfalcie (betonie?) nawierzchni w gęstą kaszę, a do tego porywisty wiatr, miotający na autostradę urwane gałęzie drzew. Brr.
To byłby piękny widok przez okno,
ale nie na trasie…
Przeżyliśmy, i to nawet bez stawania, chociaż pobocze było pełne samochodów, które stanęły, żeby przeczekać, ale te latające, całkiem spore gałęzie nie zrobiły na nas dobrego wrażenia. Jechaliśmy tak 50 km/h, aż burza się skończyła.
Dzielna wyprawa….. i doskonały kierowca ? 🙂
DoskonaŁA kierowca. Małżonka, oczywiście. Z duszą na ramieniu, ale dała radę.
Taa, są takie wspomnienia, których z początku chciałoby się nie mieć 😉
W sumie… Może i wolałbym takich nie mieć?
Po jakimś czasie dochodzimy przecież do wniosku, że przeżywać niebezpieczne przygody, to znacznie lepiej niż ich nie przeżywać…
Fakt, to by było gorzej…
Masz rację, Mistrzu T… Czasami chcielibyśmy nie mieć niebezpiecznych przygód, ale z drugiej strony… czy życie nie byłyby zbyt monotonne?
A tak przynajmniej mamy co wspominać, bo takie zwykłe szare dni odchodzą w zapomnienie…
Mama zbladła i wystraszona przybliżyła nos do przedniej szyby, poprawiła okulary i wpatrywała się pilnie… Więcej nie zadawałam nierozsądnych pytań, bo nie chciałam, żeby moja rodzicielka zeszła na zawał… Całe szczęście deszcz był bardzo gwałtowny, ale niezbyt długotrwały. Może z 15 minut, chociaż nam się wydawało, że trwa to parę godzin(dobrze, że w samochodzie jest zegarek), i zaczął rzednąć. Ale mama tą jazdę zapamiętała na długo… ja też… 
Przypomniało mi się, jak zabrałam mamę po raz pierwszy do The House on the Rock. To trzy godziny jazdy (ok 300 km) w jedną stronę, Wyjechałyśmy raniutko, pochodziłyśmy po tym domu parę godzin i ruszyłyśmy w drogę powrotną. Zaczęło padać, w ciągu kilku minut zrobiło się prawie zupełnie ciemno, a na przednią szybę, jakby ktoś wiadrem lał wodę. Jechałam bardzo wolniutko i nie wiedziałam, czy jestem jeszcze na drodze, czy już jadę w odkos i za moment wyląduję w rowie. To jeszcze nie była autostrada, także nie mogłam się zatrzymać (nie było pobocza), bo ktoś jadący z tyłu mógłby mi wjechać w kufer. Raz tylko zapytałam mamy, czy to coś co majaczy przed nami to zakręt, czy mi się wydaje
Mirelko… równie paskudnie jedzie się w śnieżycę… naprawdę nic nie widać; mój syn jakoś nas dowiózł do domu. 🙂
Wiem, Wiedźminko
Jeżdżę już trochę i zdarzało mi się jechać w śnieżycę, kiedy nic nie widać, a samochód tańczy od wiatru. Prawdę mówiąc, to nawet lubię jeździć poślizgami
Jak samochód tak tańczy
To dopiero radocha!!! Aby tylko za blisko innych samochodów nie było, bo to się robi niebezpiecznie 
Ja kiedyś przejechałem przez koniec tęczy, nie spotkałem co prawda Leprikona z garnkiem złota, ale wrażenie jest niesamowite, padał deszcz i świeciło słońce, nagle wszystko stało się czerwone, pomyślałem, że okulary przeciwsłoneczne „zwariowały”, zdjąłem je i jechałem jakieś 100 metrów, jakby świeciła na mnie ogromna czerwona lampa i zmiana na lampę żółtą i zieloną i niebieską i tak co 100 metrów, obłęd totalny, przechodzenie przez kolory, odbywało się na ostro, bez odcieni i rozmyć. Nie oszalałem i byłem trzeźwy jak niemowlę 🙂 Mam 2 świadków, którzy byli ze mną wtedy w samochodzie 🙂

A jak tylko przejechałeś tęczę, to poczułeś nagłe uderzenie w koła, na szczęście niezbyt mocne. Horyzont, który przejechałeś, nie był w tym miejscu bardzo gruby!
Miśku, Jeśli byłeś na końcu tęczy, to trzeba było się na nią wdrapać i przejść całym łukiem. Miałbyś piękny, kolorowy widok.
Wciągnąłem ją nosem i teraz sikam tęczowo jak ta żyrafa z reklamy:))) Wiedziałem, że nikt nie uwierzy, ale nie zmyślam 🙂
Jeżu, przecież ta żyrafa z reklamy nie sika na tęczowo, ona jest DOJONA na tęczowo!
Czyżbyś oczekiwał wizji Miśka dojonego, w dodatku na tęczowo?
Prawdę mówiąc, nie znam się na dojnych miśkach, już prędzej na żyrafie, a i to tej jednej z reklamy.
Pozdrowienia dla całej Ferajny od Rumaka 😀 Dzisiaj nastrój całkiem, całkiem przyzwoity miał, no i oczywiście już zaczyna się wnerwiać, że Go niepotrzebnie przetrzymują
Dzięki! A nie zapomniałaś Go pozdrowić od Wyspiarzy?
Oj, cni mi się bardzo…. ukłony i całuski dla Rumaka !
Macham łapką życząc dobrej nocy i idę ku łazience…
PS Dzisiejszy dzień był jakiś bardzo dziwny.. Uff, jak dobrze, że jutro już piątek 😀
A ja, proszpaństwa, za parę minut tuptam popedałować.
A ja pszepaństwa idę do łazienki i pod kordełkę. Dobranoc.
A ja pszepaństwa idę do łóżka dalej leczyć paskudną grypę Zostawiam … a nie, nie, wirusików nie zostawiam tylko budzik. Niech Wam jutro na dzień dobry zamiauczy … ja to sobie pośpię i dzień cały nie ruszę się z wersalki

Zdrowia! Mam tylko nadzieję, że miauczenie budzika wywoływane jest humanitarnymi metodami…
Kocur poluje na kukułkę 🙂
Zdrowiej nam Malinko i nie opuszczaj ciepłego posłania !
aż zupełnie wyzdrowiejesz !
Czy ten miauczący budzik musi być taki poranny ? za wcześnie…..dla jednych, za późno dla drugich 🙂
Zdrowiej Malinko



Jakaś epidemia na Wyspie, czy cóś? Tyle osób chorych… Zdrówka Wam życzę jak najlepszego i jak najszybciej
Oczywiście moje życzonka dotyczą i naszego Senatora
Oby już wrócił
Hihi! Widziałem!
DZIĘKI ZA WSPARCIE
Hihi, Malinko, a może okład z kota? Bywa dobry na przeziębienia… a jak kojąco mruczy…
Na supełek zawiązać onego na nereczkach 🙂
Okład z kota? Moje kocisko funduje mi codziennie, do tego mruczy jakieś piosenki, ale niewiele to pomaga 🙁
uszzzz – Tetryku to nie kot !!!!! to kotka
okład z kotki mnie polecasz ? toż ja na ciele chora , umysł jeszcze mi się nie zgenderyzował, z pełnym uszanowaniem
Ale ta kotka- budzik ma przepiękny ogon ! Założę się, że grzeje nie gorzej niż pan-kot ! 🙂
Wybacz, o Pani, jam nieuczony! Po samym ogonie płci kota nie rozpoznaję, a zadrzeć onego sposobności brakło!
Przezornie zapalam już lampkę, żeby mnie po nocy sumienie nie gryzło 🙂

Dobranoc…. a muzykę Kwaku ?
Już lecę! Rany, już tak późno?!?
No to dzisiaj na koniec dnia kolejny amerykański klasyk, który zaczyna się mniej więcej tak „Ten ropuch nazywał się Jeremiasz…” (oczywiście czy ropuch, czy żab, to kwestia dyskusyjna). I całkiem skoczny, więc może mało dobranockowy, ale jak się poskacze, to się człek zmęczy i potem lepiej śpi, o.
Snów o całej radości świata.
Dzień dobry
Niech dla wszystkich Wyspiarzy będzie najlepszy… Pogoda piękna będzie i weekend na horyzoncie 
Dzień dobry
Szczególnie ten weekend na horyzoncie jest mi miły
Jeszcze jutro do pracy, a potem dwa dni wolne 
I od razu dobranoc
Rano muszę wstać i wcześnie wyjechać
A nie wiem jak się będzie spało, bo po dzisiejszym deszczu wieje wietrzysko, że łeb z płucami urywa
Aż drzwi łomoczą… Nawet śmietnik nam pogoniło po ogródku, chociaż nie jest pusty(oczywiście śmietnik, a nie ogródek)…
Więc śpij dobrze Mireczko,
żebyś nie słyszała rozrabiania wichru.
Dzień dobry
Wiosna!! Słowo!! Do popotem 😀
Dzień dobry. U kogo wiosna, u tego wiosna, ja bym zaryzykował, że u nas lato! A poza tym wszystko powoli do przodu.
Jest pięknie, ale do lata trochę brakuje. Jest 5’C a ma być 10’C. Jednak w perspektywie deszcz 🙁
Noo, 10 stopni to niedaleko do 15, jakie ostatnio były w deszczowym lipcu, a póki co, u nas świeci słońce, że buzi dać. Deszcz, jako się rzekło, zdarza się i w lecie.
Póki co, u mnie też słońce, więc zanim zacznie padać (w/g meteorologów), idę na zakupy.
Dzień dobry ! spać, spać…. spać..??? ile można, choć za oknem szaro i siąpi
O rany. To posyłam trochę słoneczka, chociaż tyle, co na ekran komputera.
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.task.gda.pl/uslugi/stream/kamera_gdynia_skwer_kosciuszki
Dziękuję Kwaku ! Zmokłam nieco podczas zakupów i chyba dobrzemi to zrobiło 🙂
Dzień dobry!
We Wrocławiu podobno 12 st. C?
Koleżanka z Warszawy pochwaliła się na Facebooku, że u niej tyle właśnie na termometrze (tzn. 12 st. C).
PS. Aż spojrzałem na nasz termometr (jeszcze w cieniu). Pokazuje 11,9 st., więc… Nie gorsi-śmy!
W Poznaniu 10 i się zachmurzyło…
…a w słońcu właśnie pokazuje 19,2!
U mnie w Świdnicy 11. A całą noc kot jakiś, pod szpakowym drzewem, się wydzierał jak w marcu. W tym roku u nas ani razu nie padał normalny śnieg, taki z dużymi płatkami. Coś tam raz czy dwa posiąpiło w nocy i usiadło na dachach i koniec. Ale wcale mnie to nie cieszy, bo pewnie wszelka gadzina rozmnoży się w tym roku i znowu będą komary, meszki i co tam jeszcze wrednie kąsającego.
czytam , że nie tylko ja choruję. Mój blogowt przyjaciel Tomek , zapalony pszczelarz, zostawił mi receptę :

„4 jabłka ze skórkami wydrążyć , pokroić i zalać 1,5 szklanką wody, zagotować, przetrzeć lub zmiksować, ostudzić trochę;do jeszcze ciepłego musu dodać 300 g miodu i sok z jednej cytryny”
WYPRÓBOWAŁAM – DZIAŁA
szkoda, że wcześniej nie znałam
Ha, co prawda na razie udaje mi się unikać poważniejszych choróbsk, ale przepis brzmi zacnie i smakowicie!
Ale chyba kataru nie usuwa…
Pyszność od Malinki – nie, ale płukanie nosa morską wodą zdecydowanie pomaga. A woda morska w aptece 🙂 W najgorszym razie można użyć wody z solą fizjologiczną ……też z apteki
Sól fizjologiczną mam troszeczkę… nie wiedziałam, że pomaga
Dobrze jest roztworem soli – albo nawet zwykłą wodą z kranu; w profilaktyce może być zimna, przy przeziębieniu lepiej użyć letniej – przepłukać sobie nozdrza: wciągamy nosem tyle wody ile się da; w pełni skuteczności powinno parę kropli dojść do gardła; potem staranni wysmarkujemy i powtarzamy ten cykl w miarę potrzeby kilkakrotnie. Pozwala to udrożnić nos i odciążyć zatoki gdy nos zajęty, a gdy zdrowy zimna woda znakomicie go hartuje.
Zapomniał o 100 g. spirytusu!
Ciekawe czy Senatora już zwolnią do domu ? Bo dla Niego szpital to uwięzienie….
I kotów tam nie wpuszczają…
No właśnie… a to takie prozdrowotne zwierzątka i tak starannie umyte ! ….. niektórzy ze skóry koty łupili, żeby sobie nerki pogrzać
No, powiedzmy, że łupienie ze skóry byłoby mniej higieniczne niż sama obecność kota…
Obecność kota jest higieniczna i baaardzo miła. Szczególnie gdy mruczy do ucha swoje piosenki
A nie! Padalce jedne!!
Nu!!??
Nu!!!! 😀
Nu, nu!: ))
Jak wejść na „prywatne”?
O ile mi wiadomo, tylko po zalogowaniu i tylko ze strony głównej, takoż komentarze z prywatnych wpisów się nie pokazują w słupku po prawej.
A kogóż to moje piękne oczy widzą
Senator we własnej osobie
Już wiesz jak wejść w prywatne?
Witam: )))
Nie, tak mi Quackie wytłumaczył!: ((
A zalogowany zawsze jestem!
Kliknij po prawej stronie – Administracja witryną, później – wszystkie wpisy i dalej już znajdziesz. Są 2 prywatne.
Jakoś wszedłem….
Reszta jest milczeniem….
Oj. No to nie wiem, jak lepiej wytłumaczyć. Prywatne wpisy widać tylko ze strony głównej, http://madagaskar08.pl/, trzeba zjechać niżej, aż się pokaże wpis z adnotacją „Prywatny”, następnie kliknąć na jego tytuł albo „czytaj dalej” pod zajawką i wtedy przechodzimy do wpisu. Ja tak robię i nie wiem, jak lepiej wytłumaczyć.
Nie irytuj się. Przetłumaczyłem sobie z Ciebie na siebie i jakoś polazło..: )
Się bardziej martwiłem, niż irytowałem, ale dobrze, że przetłumaczyłeś.
Ja wchodzę z tej strony, tak jak pisałam wyżej. Bardzo proste.
Remis, kochani – można i tak, i tak
Hurrra! Senator już bryka na Wyspie!
Hura….
Ledwie zipie, ale choć pod własnym dachem….
Wymusił?? Czy sami uznali, że nie ma co przetrzymywać dłużej??
Zdrowych, łobuzy, natychmiast wypisują!: ((
Witaj Senatorze !
jak dobrze Cię widzieć znów ! 🙂
Witaj Senatorze!!!! Miło znowu Cię widzieć!!!!

Hurrra!!!! Nareszcie wrócił!!!! I niech sobie bryka
My tu sobie gadu-gadu, a Malina lichem piętro wyżej straszy…