– Rozstrzelać? Za co?
– Jak to za co? Siedzący naprzeciw mężczyzna aż zakipiał. – Za odmowę Najjaśniejszemu Panu!
Wygląda jak kanarek w tym swoim mundurze – pomyślała.
– Niby komu? Najjaśniejszy Pan daleko.
– Niby mnie. A ja jestem blisko.
– A przecież Wasza Miłość jest wicekrólem, a nie królem.
– Cicho bądź, nie pyskuj. I tak zostaniesz rozstrzelana.
– I tak napiszecie w uzasadnieniu wyroku? Za odmowę Najjaśniejszemu Panu?
– Tak nie. Ale zawsze coś tam się znajdzie. A i czary, jakby się pogrzebało w twojej biografii. Suszysz zioła, robisz nalewki, a i warzenie dobrze ci idzie? Wywary, mikstury z mandragory również? Czynisz uroki?
– Jestem przede wszystkim szeptunką, ale jak chcecie dobry panie, prawie czarodziejką.
– I wystarczyło ci związać na plecach dłonie, żebyś nawet paluszkiem nie mogła ruszyć, i co? Połykamy ślinkę z pragnienia i chęci?
– Jak mówiłam, jestem dobrą wiedźmą, nie krzywdzę ludzi.
– Będę wspaniałomyślny, miłosierny i wielkoduszny dla ciebie, zostaniesz rozstrzelana. Powinnaś podziękować za łaskę, pif-paf i po wszystkim. Ale to nie jest atrakcja, tak jak nie daje radości utopienie, uduszenie czy zagłodzenie. Łamanie kołem, rozerwanie końmi, to jest dopiero coś – rozmarzył się. – A nasz miłościwy pan zabronił wbijać na pal – posmutniał. – Bo to takie niehumanitarne! Poruczniku!
– Na rozkaz!
– Proszę wyprowadzić oskarżoną w znane nam miejsce i rozstrzelać. Oddział egzekucyjny już czeka.
– Rozkaz!
– Wykonać.
Na zewnątrz upał był niemiłosierny. Pot połączony z drobinami piasku uderzającymi w twarz wraz z podmuchami wiatru przykleił jej włosy do twarzy tak, że nic nie widziała. Może to i dobrze, bo szli aleją krzyży, z których zwisały sczerniałe od słońca nędzne resztki ludzi kiedyś tam ukrzyżowanych. Starała się nie patrzeć w górę, na wygłodniałe sępy siedzące na kikutach drzew, skupiała swoją uwagę na swoich stopach. Bosych.
Jak to dobrze, że droga jest piaszczysta, nie poranię sobie stóp. Mnie jest potwornie gorąco – pomyślała z radością – a co mówić o oddziale, ubranym w mundury, czapki, ciężkie buty i niosący karabiny. Że im musi być gorąco, to jest mało powiedziane. Wyszli z wąwozu i wiatr na odkrytej przestrzeni jakby się wzmógł. W oddali widać było zabudowania wojskowe z czerwonej cegły, środkowa część była półkolista. Pustka, cisza, tylko wiejący wiatr obijał drobinkami piasku ścianę budynku. Przed surowym murem wbity był pal, do którego przywiązywano kandydatów na rozstrzelanie. Przywiązywano wszystkich, nielicznym zasłaniano oczy.
Została zaprowadzona do słupka i przywiązana. Włosy w dalszym ciągu kleiły się jej do twarzy, tak że z trudnością widziała porucznika rozmawiającego z żołnierzami.
– Macie jakąś wódkę?
– Gabriel ma zawsze coś przy sobie. Bez gorzały nie idzie zabijać.
– Gabriel, to jest whisky, i to cała butelka, chciało ci się dźwigać w taki upał!!!
– Bo whisky odczynia uroki.
– Panie poruczniku, a ona nie rzuci czegoś na nas?
– Związana, to nic nie zrobi. Ale napić się trzeba musowo.
Podszedł do niej, poprawił jej włosy delikatnym ruchem, szarpnęła się niecierpliwie.
– A ty chcesz się napić?
– Nie potrzeba.
– Chcesz, to uratuję ci życie. Ale musisz spełnić moją prośbę, umówić się ze mną na kawę w kawiarni na Bulwarze Bourguiby.
– Byłam tam, kiedyś, w poprzednim życiu. Daj whisky.
Nie spodziewał się, że obleje go mieszaniną śliny i alkoholu. Przetarł oczy i roześmiał się. Patrzyła na niego z furią rozdrażnionej kotki.
– Nie. Nie pójdę. I co mi zrobisz?
– Rozstrzelam cię.
Sam doskonale zdawał sobie sprawę, że nie potrafi wykonać rozkazu. Santiago podszedł do niego i zaczął tłumaczyć, że najlepiej to jest ją puścić wolno, a wicekrólowi się powie, że rozkaz wykonano, tylko zwłoki przykryto kamieniami, żeby sępy nie rozwlekły. Obrócił się ku niej, ale dziewczyny przy palu już nie było. Pęta leżały na ziemi, a na słupie siedział przepiękny rdzawy kurhannik, trzepocząc skrzydłami pokazywał białe nasady lotek. Aż zdziwił się, że przyszła mu w zasadzie kretyńska myśl do głowy, zastanawianie się, czy to jest kurhannik, czy myszołów wschodni. Eee, to jest kurhannik, myszołów ma przecież dłuższe skrzydła. – Jeden czort – pomyślał – tylko co ja powiem wicekrólowi? Nic to, powie mu się o głazach i sępach.
– Nie ma któryś jeszcze jednej butelki?
| « Makówka w Poczdamie | Zielnik do wypełnienia » |
26
lis 2023




Przedstawiam państwu opowiadanie naszego kolegi z blogosfery, będące zarazem światową premierą i debiutem autora na Wyspie. Torlin nie zdecydował się na razie dołączyć do nas, dlatego ja publikuję opowiadanie. Kto ciekaw, znajdzie jego kamienną wioskę w linku pod podpisem 😉
Ikonka wpisu pochodzi właśnie stamtąd.
Witaj Torlinie, znać po opowiadaniu, że jesteś przyjacielem wiedźm i czarownic. A jak dodamy do tego znajomość ptaków, to śmiało można stwierdzić, że opowiadanie wpisuje się w nurt literatury ekologicznej. Wiedziałeś o tym? 🙂
Dobry wieczór na nowym piętrze. Jak to było? Dobre opowiadanie zaczyna się od trzęsienia ziemi, a potem napięcie rośnie? Okej, to teraz może rosnąć 🙂 A z dobranocką idę jeszcze piętro niżej.
Chyba już o tym pisałam na Wyspie, że kiedyś szef mawiał do mnie „czarownico”. Miałam różne szefowe i szefów, po pierwszym udarze imałam się różnych prac.
Więc to najlepszy dowód, że czarownica bywa sympatyczna, prawda?
Biorę więc moją miotłę i lecę do
Hm, czy można to zrozumieć w ten sposób, żeby życzyć spokojnej nocy?
Dawnopospacerkowe dobry wieczór na nowym pięterku, Wyspo:)
Trochę mi zeszło tu i ówdzie, a że wzięłam już moje medykamenty, za chwilę będę nie do życia, więc poczytam jutro:)
Dobrej nocki, Wyspiarze:)
Spokojnej!
Witajcie.sowy, puchacze i kruki! 😉
Po atrakcjach dramatów i magii wstał śnieżnoszary świt…
No tak, to mniej więcej tak jak tutaj. Chyba troszkę dopadało w nocy.
Dzień dobry, ale szykuje się obfity w wydarzenia, pracę i nie tylko.
Kawa zdecydowanie się przyda, i coś na ząb.
Pani Gieniu, poprosimy!
Kawa jest dobra na wszystko

Chętnie się przysiądę
Zimowo witam!
Dzień dobry
Bardzo udane opowiadanie

Rzeczywiście, pozostawia pewien niedosyt – chciało by się przeczytać ciąg dalszy…
Może Torlin napisał? Albo napisze?
Witaj Krzysztofie!
Słonecznie iskrzące w mrozku dzień dobry, Wyspo:)
Po wiekach przymusowej bezczynności radośnie powracam do codziennej kołomyjki:)
Dzień (ogólne) dobry:)
Przyjemna humoreska – nie długa, nie krótka – w sam raz:)
Dobrze mi się czytało, więc gratuluję Torlinowi udanego Wyspowego debiutu:)
Dzień dobry, urwanie głowy dzisiaj. Zebranie online było planowane (chociaż nie takie długie), natomiast pozostałe aktywności już zupełnie niekoniecznie. Dlatego dopiero teraz po pracy i na przerwę.
Słoneczko było, ale się skończyło. Rano śnieżek, teraz delikatny mrozik — zima daje na zapowiedzi!
O jak ładnie:)
Dobry wieczór, Tetryku:)
Dobranocka.
Jest w tym utworze coś czarodziejskiego, żeby nie rzec – czarownicowego.
Snów pełnych czarów, dajcie się porwać temu zakończeniu!
A ponieważ jutro idę na badanie (planowe, od dawna), to dzisiaj sobie daruję kręcenie.
W jakiś sposób kojarzy mi się zawsze z To nie ptak Kayi i G. Bregowica:)
Dobry wieczór, Quacku:)
Gdzieś tam pod spodem faktycznie żywioł bardzo podobny!
Akcja filmu, z którego pochodzi ten temat, dzieje się w Rumunii, stąd bałkańskie motywy mają prawo być bliskie…
Pod stopami diamentowo, nad głową gwiezdnie, a pomiędzy – zmrożone światła Miasteczka. Chrzęściło, klekotało. I telepało. Nami:)
Dobry wieczór, Wyspo:)
Dobry wieczór! To jubiler na dworze!
Klasyczny złotolej;)
Po telepaniu chyba dobra rozgrzewająca herbata?
A do tego proponuję kawałek ciasta z makiem. Mak podobno dobry na sen.
Ha, piękne! Opakowanie jako wizytówka! Dobry wieczór i Tobie!
Dziecko przyniosło zakupy i mówi „zrób sobie zdjęcie”.
Ja zajęta robieniem obiadu ” jakie zdjęcie? akurat teraz musisz mi zawracać głowę robieniem zdjęcia?”
No tak. Jednak zrobiłam.
Słodka wizytówka:)
450 gramów? Nie, chyba przesadzasz z tym oficjalnym odchudzaniem…
Zupełnie nie wiem, co odpowiedzieć…
Czas zapakować torbę. Jutro pobudka o niegodziwej godzinie!
Spokojnej!
Ja tak będę miał w piątek 🙂
Wybywam na pełne dwa dni, do soboty wieczorem.
Takiemu to dobrze!
Ja tylko na jeden dzień…
Jeszcze zobaczymy, czy dobrze 🙂 to się okaże po przyjeździe.
Zajrzałem, zagadałem i już zapalam lampkę. Dobrych snów, Wyspo!

Spokojnej, też się zbieram, jutro praca i znów sporo czasu urwanego, bo badania…
Dobranoc Szanowni Wyspiarze!
Miłej nocki, Wyspo:)
Zimowo, biało.
Witajcie!
Witajcie!
Na całej połaci… śnieg…
Ale jaki Kraków dziś czyściutki! 😉
Dzień dobry, dzisiaj tylko woda, przynajmniej do 11.00. Ale nic nie stoi na przeszkodzie, żeby reszta Wyspy skorzystała z pełnego menu 🙂
Pani Gieniu, poprosimy
Kierunek Szaflary, termy.
Ha, widziałem na Facebooku! Napiszesz coś więcej o wrażeniach, wodna Makówko? 🙂
Zmachane nieco dzień dobry, Wyspo:)
Mrozik się zadomawia w naszym Miasteczku:)
Latarnie zdawały się wymieniać świetlnymi oddechami, tak drobnym pyłem sypało wczorajszej nocy:)
Lodowe drobinki uderzały o parapet, więc miło mi się zasypiało przy ich grzechotkowej kołysance:)
Dzień dobry, zima w skali mikro – pył, lodowe drobinki – i makro – te świetlne oddechy.
Tak:)
Zwłaszcza te oddechy latarni o wygiętych wężowo karkach i spłaszczonych łbach robiły wrażenie:)
Witaj, Quacku:)
To jeszcze coś na rozruszanie:
🙂
Dziecięca orkiestra symfoniczna — to aż brzmi nieprawdopodobnie!
Uff, ale z Hongkongu, w pierwszej chwili się przeraziłem, że np. z Korei Płn. Pięknie grają!
Pewnie, że lepsza miejscówka, ale mimo wszystko te dzieci za dużo dzieciństwa nie miały…
Niestety nie. Ale tam chociaż może jest jakikolwiek stopień dobrowolności…
Tak sobie myślę, że spore znaczenie ma jednak krąg kulturowy. Są miejsca, gdzie dzieciom stawia się większe wymagania, a nacisk na samodyscyplinę ma w wychowaniu kluczowe znaczenie.
Nie wiem – dobrze to czy źle. Nie oceniam tego.
Przymus bez wątpienia czyni więcej szkody niż pożytku, ale… ile w tym przymusu, a ile grania na ambicji – trudno powiedzieć…
Dobry wieczór, Tetryku:)
Hm. I jest jeszcze w tym kręgu kulturowym mocny przekaz „jednostka-niczym, jednostka-zerem”, nawet niekoniecznie powiązany z różnymi leninami, mao i innymi przywódcami tego typu, raczej wynikający z tego, że tam zawsze było dużo ludzi, a mało zasobów (to samo na nieco inną nutę w Japonii), no a jak jednostka niczym, to i jej osobiste pragnienia się stawia nisko.
No tak, znamy się trochę na telepatii. Jestem po pracy, kominek napalony, szkło delikatnie napełnione, włączyłem sobie z YT Jezioro łabędzie, żeby spotęgować nastrój jesiennego wieczoru, pomyślałem, zerknę, co słychać na Wyspie. Otwieram, skroluję a tu też Czajkowski. (z tym, że u mnie grają dorośli) 🙂 Pozdrawiam melomanów!
Dzień dobry wieczór.
Mnie się ostatnio „Jezioro łabędzie” kojarzy tylko z tym zamachem stanu w Rosji, co to puszczali w TV tylko to, na wszystkich programach, bez innych możliwości. Jak to dobrze, że na YT można sobie to samemu regulować
jak dobrze wiemy – muzyka jest dobra na wszystko, ale stosowana bez umiaru w złych intencjach może dotkliwie uprzykrzyć życie.
PS> Współczuję sprzedawcom w supermarketach, którzy przez kilka ostatnich tygodni roku na okrągło słuchają świątecznego badziewia typu „last christmas I gave you my hart…”
A zwłaszcza piosenka jest dobra na wszystko…
Wybrałam Zimowe marzenia, bo bardzo lubię tę symfonię, a jest nieco mniej osłuchana od Jeziora… 🙂
Dobry wieczór, Laudate:)
Dzień dobry, badania w normie, żadnych powodów do niepokoju 🙂
Praca wykonana, w założonej ilości na dzisiaj.
A teraz na przerwę.
Super Quacku!
Niech żyje norma! (zawołał W. Pstrowski 😉 )
I super:)
Wymoczona, wygrzana wróciłam.
Basen pod gołym niebem, z którego pada śnieg to jest to co Makówka bardzo lubi. Choć wolałabym błękitne niebo i widok na Tatry, ale i tak było cudnie!
O widzisz, a ja wyżej prosiłem o wrażenie, to tutaj mam 🙂
To jeszcze uzupełnię, że w ramach akcji „Zdrowy aktywny senior” miasto finansowało dojazd i bilety wstępu na termy dla osób 60+.
Można się było moczyć 2 godziny i korzystać z różnych atrakcji (oprócz sauny).
No ja saun unikam, bo odradzają mi to ze względu na nadciśnienie.
Bardzo fajny wyjazd, nic, tylko korzystać!
Do sauny nie wolno mi wchodzić z wielu powodów (niedrożna tętnica domózgowa, udary i guz).
Tak, faktycznie fajny wyjazd, grzechem byłoby nie skorzystać jak się ma czas i spełnia warunki tzn. 60+ i bycie mieszkańcem Krakowa.
Do 60+ jeszcze mi trochę brakuje, do mieszkania w Krakowie chyba nawet więcej… Trochę się poczułem jak „wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma” 🙂
Dobranocka.
Jeszcze po linii ludowości, z tej fajnej płyty…
Snów o przyjaciołach i przyjaciółkach!
A ja zaraz mykam pokręcić.
Nie wyobrażam sobie życia bez Przyjaciół.
🙂
Napisałam kiedyś opowiadanko w podobnych klimatach.
Jak się wymoczę, to poszukam go:)
Ha! 🙂
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/kartkazbrulionu.wordpress.com/2017/05/29/obrazki-marcel/#comments
Idę czytać.
Miłej lektury:)
Na razie widzę, że język to tam żyje własnym życiem (a miejscami i słowniczek by się przydał 😉 ) i to jest piękne po prostu!
W jednym przekładzie też miałem językowe, hm, nie zabawy, raczej wyzwania, ale nie takie!
I weź to teraz spróbuj tłumaczyć np. na angielski! No bez szans, jak rany, bez-szans!!!
Niczym z sienkiewiczowskim „Wciórności!” 😉
Gwary są specyficzne, mnóstwo w nich słów mega-branżowych, niezrozumiałych dla osób spoza środowiska, bez konkretnych doświadczeń:)
No, jeszcze z tym sienkiewiczowskim coś by się znalazło wśród brytyjskich przekleństw pomiędzy XVII a XIX wiekiem, osoba kompetentna (nie ja, ale na pewno takie są) dobrałaby rejestr, moc i brzmienie 🙂
Nic dodać do komentarzy pod tekstem nie idzie. Świetne!
🙂
Jak temat jest dobry to i pisze się fajnie, Tetryku:)
No dobrze, znakomite, i prawie na pewno czerpiące z tej samej tradycji ludowej, co Basia od Chłopców, ale oczywiście z innej strony, z innej głębokości i w inne naczynie wlane 🙂 tylko napisz mi może we wspólnej polszczyźnie, co też ta gospodyni na końcu wybudowała na podwórzu, bo tego nie zrozumiałem
Baaardzo mi miło to czytać – dzięki:)
Koślawe krzesełko z patyków, żeby sobie strudzony Marcel mógł przysiąść i ulżyć schodzonym nogom, Quacku:)
Aaa! Dziękuję 🙂
Dziękuję Szanownym Panom i cieszę się bardzo, że opowiadanko się spodobało:)
A czemu właściwie oni są tacy kontra-basiści?
🙂
Instrumentarium chyba? Zawsze ten kontrabas w składzie, https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/pl.wikipedia.org/wiki/Chłopcy_kontra_Basia#Skład charakterystyczny nie przymierzając jak wiolonczela Bożeny Janerki niemal zawsze przy gitarze basowej Lecha.
Bliskodomowe spacerki też mają swój urok:)
Pod latarniami noc rozsiewa brokatowy czar.
Za ławeczkami iskrzą ślady przemarzniętych par.
Tu przed przechodniami tańczą cienie koronkowych drzew.
Nad uliczkami księżyc z niebem przekomarza się.
Dobry wieczór, Wyspo:)
Mam nadzieję Leno, że oglądasz ten sam księżyc, który świeci u nas ponad dachami Dublina. No chyba, że istnieją dwa księżyce jak w Kazimierzu nad Wisłą. (piękny to był film)
🙂
Może w ogóle są dwa księżyce? Jeden dla tamtych, drugi dla nas…
Jak w Kazimierzu Marii Kuncewiczowej albo jak w Świtezi Adama Mickiewicza:
Gwiazdy nad tobą i gwiazdy pod tobą
I dwa obaczysz księżyce.
Dobry wieczór, jestem.
Też jestem:)
Mało spalam, te termy mnie zmęczyły (ciekawe czym?)…
dobranoc!
Dobranoc, Makówko:)
Spokojnej!
Wymoczyłaś energię? 😉
Wygląda na to, że tak!
Nie zapewnię nikomu opieki Marcela, mogę jedynie zapewnić lampkę i jej magiczne mruganie.

Dobrych, anielskich wręcz snów, Wyspo!
Spokojnej!
Wzajemnie, Tetryku:)
Mili Wyspiarze, Errora miałam, a skoro już udało mi się wejść, to mówię:
dobrej nocki, Wyspo:)
Spokojnej, też zmykam!
Dzień dobry. Pogoda bez zmian, biało-czarna. Już trochę się obudziłem, czas to poprawić.
Pani Gieniu, poprosimy o kawę.
Witam!
Tu też podobne kolory. Niebo szare, na dole -biało.
Witajcie!
Mnie zamiast porannej kawy wystarczy kilka telefonów od użytkowników…
Aż tak podnoszą ciśnienie?
Niektórzy są bardzo skuteczni…
To ci, o których się mówi „użyszkodnicy”?
Ciszaaaaa, a ja umykam „w gości”
Dobrej zabawy! 🙂
Miasteczkowy pejzaż gipiurowy – złotokapy utkane z bieli, srebrno-turkusowe liście na skwerkowej gruszy, platynowo nastroszone berberysy i plątwa oszroniałych akacjowych grzyw:)
A nad tym wszystkim z rzadka ale intensywnie posypujący śnieg…
Nawet elewacje zdawały się cierpnąć z zimna, gdy tak sobie wędrowałam uliczką, która jakiś czas temu awansowała na główną arterię:)
Pókicodomowe dzień dobry, Wyspo:)
I taki Tańczący śnieg od pana Debussy’ego:
🙂
U ciebie to nawet mgła na zimno poezją śpiewa! 🙂
🙂
Zapomniałam wspomnieć w swojej pospacerkowej relacji, ale przypomniałeś mi: chmury były dzisiaj perłowe i gęste jak dym:)
Dobry wieczór, Tetryku:)
Owo „jak” brzmi optymistycznie. U nas w nocy to nie widać, ale rano solidna warstwa smogu zasłaniała widok na Srebrną Górę (to ten dalszy klasztor z ostatniego zdjęcia Makówki piętro niżej).
Tu nie ma smogu:)
Ale wciąż mam nadzieję, że po dzikich ostępach błąka się jakiś smok. Choćby taki malutki, tyci tyciusi smoczek 😉
No lepiej taki nieduży, łagodny, i przyjacielski żeby był! 😉
Za górą wielką, stromą
w czasach niezmiernie dawnych
żył pewien mężny rycerz
ze swej grzeczności sławny.
Niezwykle był uprzejmy,
(co się nie często zdarza),
nikogo nie zaczepiał,
nikogo nie obrażał.
Grzecznie rozmawiał z każdym,
słów brzydkich nie używał,
mile widzianym gościem
na zamku króla bywał…
A nieopodal zamku –
jak głoszą dzieje stare –
smok groźny i podstępny
w górach miał swą pieczarę.
Gdy noc zapadła czarna,
z jamy wyłaził skrycie
i swoim zachowaniem
zatruwał ludziom życie.
Król z gniewu brodę targał
i, jak to często bywa,
temu, kto zgładzi smoka,
córkę swą obiecywał.
Niejeden tam już śmiałek
konno i z mieczem w dłoni
z okrzykiem: – Giń, poczwaro! –
do smoczej jamy gonił.
Lecz smok tak ogniem ziajał
i ryczał tak donośnie,
że każdy – choć odważny –
umykał, gdzie pieprz rośnie!
Wreszcie rzekł rycerz grzeczny:
– Ja pójdę, proszę króla!
Ten smok coś tu za długo
bezkarnie sobie hula!
Poszedł. Przy smoczej jamie
przystanął w pełnej zbroi
i palcem – puk! puk! – w skałę
zapukał, jak przystoi.
– Przepraszam, że przeszkadzam –
rzekł – lecz to ważna sprawa…
Chciałbym z szanownym panem,
poważnie porozmawiać.
Smok zdębiał! Już rycerzy
przepłoszył stąd niemało…
Teraz nie pisnął słowa.
Po prostu go zatkało.
A rycerz mówił dalej:
– Zwykle unikam bójek,
ale się pan, niestety,
okropnie zachowuje!
Niestety, ogniem zionie,
niestety, owce dusi,
więc w skórę pan, niestety,
ode mnie dostać musi!
Mam pana kolnąć mieczem?
Czy kopią? Jak pan woli?
Ale uprzedzam z góry,
że to okropnie boli.
Więc może by pan jednak
stąd dobrowolnie poszedł?
Niechże się pan namyśli,
uprzejmie pana proszę…
Smok tylko okiem łypnął,
podumał jeszcze chwilę
i sapnął: – Chyba pójdę,
gdy mnie tak prosisz mile…
Chociaż owieczek tłustych
spora tu jest gromada,
lecz gdy ktoś grzecznie prosi,
odmówić nie wypada.
Pa! Żegnam – machnął łapą,
ukradkiem łzę starł z oka,
rozwinął smocze skrzydła
i… zniknął gdzieś w obłokach.
Król z córką na zwycięzcę
już czekał na tarasie
i weselisko huczne
wyprawił w krótkim czasie.
(Przepraszam, smoku – W. Badalska)
Chyba że ma się sposób 🙂
A to pamiętam z dzieciństwa! 😀
Tak, ja również:)
A moje Smarkactwo też miało ten wiersz. Wiem, bo pomagałam robić rysunek, w formie komiksu. Fajnie nam wyszedł, więc jeśli go kiedyś znajdę, to pokażę:)
A ja zapomniałem się odmeldować po pracy, a przecież siedzę już od dobrych 3 kwadransów na przerwie!
Dobranocka.
Dzisiaj tak, U2 z pierwszej płyty, której słuchałem.
Snów dalekich, niekoniecznie z Ziemi Van Diemena (tym bardziej, że nazywa się już inaczej) 🙂
A ja tuptam kręcić.
Pospacerkowe dobry wieczór, Wyspo:)
Dzisiejszy spacerek upłynął pod znakiem Baletu Na Cztery Łapki:)
Może nie aż tak zabawnego jak ten na dwanaście:
ale też było wesoło, bo Psiuł wirował po zmarzlinie na puentach, ale z uporem maniaka parł naprzód, ani myśląc o powrocie do ciepłopodłogowego azylu. Kiedy już obie niemal zsiniałyśmy, łaskawie dał się zawrócić i zaprowadzić do domu:)
Dobry wieczór! Ciekawe, co ją tak ciągnęło? Zapach jakowyś?
Ona czasem łapie trop innego psa i podąża nim niemal na oślep:) Dostaje wtedy nadpsich sił i trudno ją zawrócić. A i ja nie bardzo próbuję, ostatecznie ten spacer jest dla niej, ja plączę się tam niejako przy okazji 😉
Dobry wieczór, Quacku:)
Hm, już nie pamiętam, jak reaguje na inne psy/ suczki. Bo jak tak ciągnie za tropem, to co, jak już wytropi?
Bardzo mi się podoba podejście „człowieki są przy okazji” 🙂
Ona jest towarzyska i przyjazna do współplemieńców, o ile nie wchodzą na j e j trawnik. Poza nim zachowuje się grzecznie. Ale tropić uwielbia.
W lesie wciąż węszy, tyle że tam puszczam ją bez smyczy (pilnuje się, nie ucieka), więc nie bywam ciągana, w mieście zawsze ma smycz i często zapomina, że na drugim końcu ktoś jest.
Ja nie wiem, czym ona się kieruje, gdy uznaje tropienie za zakończone:) Po prostu w pewnej chwili traci zainteresowanie, unosi głowę i odchodzi, by szukać nowych węchowych wyzwań:)
Fascynujące. Wielka szkoda, że nie można z nią o tym pogadać szczegółowo.
Niestety, ona z natury jakaś taka małomówna jest 🙂
Ale na przykład zawsze mi powie, kto do nas idzie:)
Ma na różnych dobrych znajomków różne pozy wyczekiwania i różne dźwięki wydaje. A słyszy? czuje? ich, zanim jeszcze otworzą furtkę:)
Na początku znajomi dziwnie na mnie patrzyli, gdy na pytanie:
-Skąd wiedziałaś, że to ja?
odpowiadałam:
-Pies mi powiedział.
🙂
Fajnie! A zdarzyło się kiedyś, że, hm, rozpoznała gości niepożądanych, co Ci pozwoliło uniknąć wizyty?
Oczywiście:)
Ale ja otwieram nawet tym średnio lubianym gościom. Nie udaję, że mnie nie ma, gdy jestem:)
No ale mogłabyś np. otwierać z wałkiem w dłoni. Albo z gaśnicą. – Jasne, wchodźcie, tylko właśnie zaczyna mi się pożar, więc na chwilę was opuszczę…
Sęk w tym, że jak wiesz z wyprzedzeniem, to możesz się odpowiednio przygotować 🙂
A to – tak:)
Czasem stawiam w przedpokoju buty i wieszam na oparciu krzesła kurtkę, na znak, że wizyta może potrwać tylko określony czas:) Ale nie robię tego zbyt często:)
Dobry wieczór!
Kto to widział, żeby Psiułę tresować do piruetów na lodzie! To niepieskie takie traktowanie! Sama to szłaś z godnością, nie podskakiwałaś!
Właśnie! Samej jej pozwolić wybrać, czy chce małe łyżewki na nogi!
Ale że dworujecie sobie? Ze mnie?
😉
Nie, skądże!
W domu siedzim! O żadnym dworowaniu mowy być nie może!
Czy w Krakowie mówi się na to „polowanie”? Dla kolegi pytam?
O krakowskich obyczajach opowie Ci Tetryk, ja dodam, że u nas mówi się: wychodzę na poddworek, wracam z poddworka🙂
Ładnie się mówi.
🙂
Zmykam:)
Spokojnych snów, Quacku:)
Niech kolega będzie spokojny! Nikt w Krakowie polować na niego nie będzie, nawet gdy wyjdzie z budynku!
To prawda, Tetryku
No, może troszeczkę… 🙂
Kochani, czas na mnie. Baletowych snów! 😉

Spokojnej!
Miłej nocki, Tetryku:)
Przeciągnęłam na maksa branie moich grypowych smakołyków, ale nie mogłam robić tego w nieskończoność i już mnie morzy, więc też się pożegnam:
dobrej nocki, Wyspo:)
Spokojnej! Też będę zmykał, dobranoc!
Wróciłam. Było bardzo miło i wesoło.
Dobranoc!
Dzień dobry, za oknem pochmurno, ale już słoneczko zaczyna wychodzić.
Pani Gieniu, poprosimy!
Witajcie!
Po porannej lokalnej awarii życie wraca do normy.
Słonecznie witam!
Mrozik się panoszy, więc fajnie być już w ciepłym domu i zabierać się za pieczenie ciach z jabłkami:)
Dzień dobry, Wyspo:)
I pytanko takie: czy ktoś coś w sensie patronackiego pięterka?
Bo jak nie ma chętnych ani pomysłowych, to ja mogę:)
Bardzo prosimy! Któż wybierze lepiej?
🙂
Ok. To po północy będzie.
Dzień dobry, Tetryku:)
Ja też jestem za, jak Mistrz Tetryk!
Ładny zimowy spacerek z kotkiem i końmi,a teraz do Hrabiny.
Dotarłem do domu, ale za chwilę zmykam poknuć trochę, aby nie wyjść z wprawy…
Rzutem na taśmę – koniec pracy, odbiór routera, zakupy i co tylko.
I teraz na przerwę.
Quack się przerywa, Tetryk na czwartkowych knuciatkach, Makówka wybyła w wyższych sferach się obracać…
I tylko Lena…
przedspacerkowo się… ciacha?
😉
O matko, co za wytworna zastawa! I jakie apetyczne gorzkości, słodkości!
Zapytam nieśmiało, czy to zdjęcie bieżące z realu, czy może ten widok wykreowała sztuczna wygłodniała inteligencja?
Pozazdrościć.
Chyba sobie z tego wszystkiego odwinę Krówkę…
Raczej niemożliwe, żeby to była AI. Jak AI zacznie tak ogarniać perspektywę, światłocień i tzw. drobne niedoskonałości obrazu (nie żebym miał cokolwiek przeciwko temu zdjęciu), to będzie naprawdę niedobrze.
Zdjęcie bardzo (mniej więcej kwadrans po upieczeniu) bieżące i wykreowane przez wygłodniałą niesztuczną inteligencję:)
Smacznego:)
🙂
Zastawa bardzo przeze mnie ukochana, bo zbiór zapoczątkowany jeszcze przez Babcię, kontynuowany przez Mamę, a i mój skromny wkład w nim jest:)
Czy to widać, że herbata jest gorzka?
Dobry wieczór, Laudate:)
To jeszcze odpowiem, nawet jeśli już poszłaś spać: myslałem że to gorzka kawa 🙂 A westchnąłem do zacnego widoczku, bo mam i ja słabość do porcelany, takie zupełnie niemęskie hobby zbieracze, nie mam pojęcia, jak to się stało, ale urosła mi mała kolekcja wszelkiego rodzaju skorupek z różnych wytwórni, głównie filiżanek z podstawkami kupowanymi w różnych miastach i na różnych aukcjach. Na co dzień stoją na własnoręcznie wykonanych półkach, ale czasami coś z nich piję i nie zawsze jest to kawa. Z tych najmniejszych lilipucich dobrze smakuje koniak 🙂
Dobrej nocy
Jak rzekłam wyżej, po północy patronkę będę jeszcze wskrzeszać, więc spać na razie nie idę:)
Też mam słabość do porcelany:)
Taką po części odziedziczoną, bo z wielu kataklizmów rodzinnych coś się uchowało, a po części – świadomą, bo i sama od czasu do czasu jakieś filiżankowe cacuszko nabędę:)
Koniaku z filiżanek nie piłam, ale grog i owszem:)
Zdolne masz te filiżanki — moje własnoręcznie półek nie wykonują!
Dobranocka.
Dzisiaj tak, elektronicznie, a w tle i w głębi pobrzmiewa Australia.
Snów egzotycznych.
A ja nie idę kręcić, ale dzisiaj długo nie posiedzę, gdyż wstaję koło trzeciej
Słowem – pełna egzotica.
I to zarówno muzycznie jak i pobudkowo.
Dobry wieczór, Quacku:)
Dobry wieczór…
Wieczór z taką muzyką od razu bardziej udany niż zwykle. Słabo tę Australię słychać, bo nie ma didgeridoo, ale Tangerine Dream to jest jednak klasyk.
Spokojnego odpoczynku Państwu!
Taka sobie kaszka z nieba sypie manna-niemanna:)
Miasteczko przyprószone, na trawnikach ślady płóz, na słupach pierwsze świąteczne błyskotki – grudniowo się zadziewa:)
Pospacerkowe dobry wieczór, Wyspo:)
…i tutaj też dobry. Faktycznie grudzień ma mocne wejście (a w weekend ma jeszcze lepiej padać). Ciekawe, kiedy zacznie topnieć. I czy zacznie.
Już ostatnio topniało.
Nawet sobie, idąc, pomyślałam, że ponton byłoby fajnie mieć… 😉
Dla Psiulki chyba najprędzej?
Umykam. Dobranoc!
Też nie lubię mieć przemoczonych łapek:)
Dobrej nocki, Quacku:)
Dobrze, że ta kaszka nie w mleczku! Dobry wieczór zatem! 🙂
🙂
Dobrej nocy, Wyspo!

Zmykam, bo znów zaśpię tak jak dziś… 😉
Wróciłam z miłego spotkanka i umykam.
Dobranoc!
Po debiutanckiej opowiastce Autora-Widma zapraszam na patronackie pięterko:)
I podążę w ślady reszty Wyspiarskiej Gromadki:
dobrej nocki, Wyspo:)
Oj! Czyżbym się nie przywitał? WITAJCIE!
Dzień dobry, Tetryku:)
Bardzo Wam chciałem podziękować za miłe powitanie i sympatyczne przyjęcie mojego opowiadania.
Byłem ostatnio tak strasznie zajęty, że dopiero teraz tak naprawdę siadłem do laptopa.
Najbardziej lubię krótkie czy opowiadania, czy rodzaj fraszek, sam nie wiem, jak je nazwać. Kiedyś na 80-lecie mojego Ojca napisałem księgę pt. „Pan Tadeusz” (tak na imię mój Ojciec) trzynastozgłoskowcem.
Widziałem rozważania na temat tłumaczeń, mam ciekawy materiał o zabawach słowem Barańczaka. To przy okazji…
Witaj, Torlinie!
Cieszą mnie takie perspektywy! Może jednak zdecydujesz się przyjąć pomponik i zostać jednym ze współautorów Wyspy?
Witaj, Torlinie:)
Miło, że zajrzałeś.
Trochę szkoda że tak późno, bo interesująco byłoby porozmawiać z Tobą o Twoim opowiadaniu. Ale – co się odwlecze, to nie uciecze, miejmy więc nadzieję, że będzie jeszcze niejedna okazja do pogadania:)
Pozdrawiam:)