Koty egipskie, jak wiadomo,
Patrzą na talerz twój z oskomą;
Gdy nic nie skapnie – jak się zdarza,
Innego znaleźć chcą szafarza,
By próby dokonawszy setnej
Zapewnić sobie obiad świetny.
Próbują do tej z nieba manny
Dostęp uzyskać bezustanny,
Czy to pieczyste, czy pataty,
I gość z dowolnej strony świata.

Kot – rezydent hotelu, pojawiający się czasem przy naszym pokoju. Przepiękny, łagodny i chętny do głaskania.

Również rezydent hotelu, wielce tajemniczy. Wyglądał na dość młodego, przemykał bokami i właściwie poza tym jednym razem w ogóle nie dał się sfotografować.

Kolejny rezydent, zamieszkujący, jak się okazało, krzaki za murkiem obok naszego tarasu. Wyglądał na dojrzałego i doświadczonego kota, nie lubił się spoufalać; przychodził po swoją porcję pieszczot, natomiast nie dawał do siebie podejść. Rozkładał się najchętniej na ubraniach i ręcznikach wyłożonych do suszenia. Ze zrozumiałych względów został przez nas ochrzczony Kitlerem.
Kitler spotyka syjamskiego kota. Prawie słychać, jak mówi do niego „Spadaj, to mój rewir!”
Koty na „starym rynku” (Old Market), przyciągające uwagę turystów.
Tego kota już znacie – siedział w pobliżu rynku, pod sklepem telekomunikacyjnym w pozie identycznej jak posążki bogini Bastet.
Kot doniczkowy, prawdopodobnie uzyskiwany z nasion. Podlewać oszczędnie i przede wszystkim w fazie wzrostu, po osiągnięciu dojrzałości zaprzestać podlewania.
Koty wystawowe, prowadzące własną akcję marketingową „Popatrz na nas, a może wstąpisz i coś kupisz?”
Kot stołowy, proponowany na podwieczorek. Mimo braku zainteresowania ewentualnych konsumentów czuje chyba, że coś tu jest nie tak, w końcu koty wolą jeść, niż być jedzone.

Następny rezydent, stały bywalec restauracji, dość natrętnie domagający się jedzenia od gości hotelowych.
Dla odmiany – kot jordański, z Petry. Nie potrafię powiedzieć nic bliższego na jego temat, ponieważ w Petrze była Pani Q. z Najjuniorem.

Kolejny rezydent restauracji, z kolei dyskretny i nieuchwytny – z sierścią jak pozszywaną z różnokolorowych łat.

Dwa koty z kiczowatego centrum handlowego. „Mister! Mister! Interesują pana koty? Mogę dać panu dobrą cenę za kota! Halo!”
Kot restauracyjny z Dahab, wyjątkowo bezczel… ekhm, przedsiębiorczy, jak widać. Dosłownie wchodził na klientów (nas), kelnerzy w końcu przynieśli ogrodowy rozpylacz z zimną wodą i przepłoszyli natręta.
Ostatni z pocztu, hotelowy debiutant, ewidentnie młody i wystraszony, widać było, że nigdy tu wcześniej nie był.
KONIEC





Dzień dobry. Podczas wykonywania powyższych fotografii nie poniósł uszczerbku żaden kot ani też inne zwierzę lub człowiek 🙂
Ten pierwszy, ten na samej górze to kot syjamski! Bardzo towarzyski, potrafi iść z człowiekiem na spacer jak pies no i co ciekawe – nie tworzy krzyżówek z innymi kotami. Chodzi o to, że kocięta syjamskie rodzą się o wiele mniejsze niż kotki innych ras i kocice zapłodnione przez koty innych ras umierają przy porodach!
A tak, owszem, właśnie dziwiliśmy się, skąd kot syjamski, bądź co bądź rasowy, na etacie rezydenta w hotelu, bez obróżki i ewentualnego identyfikatora, ale widocznie zdarza się.
Pewnie oddalił się raz i na zawsze od dotychczasowej obsługi!
Widocznie personel nie spełniał arystokratycznych standardów…
Najwidoczniej. Jak wiesz, pies ma pana, kot ma personel!: )
PS Kitler to ryzykant. Arystokratyczny kot syjamski jest niebezpieczny w walce jak sam hrabia de la Fere!
Ten syjamczyk był naprawdę łagodny, a z kolei Kitler potrafił wyglądać tak jak na poniższym zdjęciu – takie fotki zamieszcza się w sieci z podpisem „Znalazłeś się w mało przyjaznej okolicy, koleś”.
Quackie, moi rodzice latami mieli w domu syjamczyki, te prawdziwe, starego typu. Ja widziałem co mój leniwy jak leniwiec Puszek i kochana Pusia zrobiły w pół minuty z dużym wyżłem węgierskim. Szorstkowłosym zresztą! Pies omal życia nie postradał. Poharatany i pogryziony (syjamczyk gryzie jak pies!), solidnie pokrwawiony wiał tak, że omal o róg garażu się nie roztrzaskał!
Tu masz syjamczyka klasycznego, taka dokładnie była Mamy Pusia. Teraz mówi się „starego typu”
O wiele piękniejszy niż ten „nowoczesny”: ((
No cóż, może w takim razie sytuacja na zdjęciu nie przedstawia zastraszania, tylko negocjacje? Faktem jest, że zdjęcie powyżej przedstawia Kitlera wracającego na swoje miejsce po tych negocjacjach, a wyglądającego mało przyjaźnie, a syjamczyk sobie poszedł.
Bo koty w gruncie rzeczy unikają awantur. Ich utarczka najczęściej kończy się na warczeniu, miauczeniu, wydawaniu tygrysich ryków. Samce wprawdzie potrafią zabić przeciwnika, ale to bardzo rzadko się zdarza.
Jak wiesz kot najlepiej walczy w parterze, w pozycji „odwróconej”! Przewagę ma ten na dole, dlatego tak się przetaczają w bezpośrednim zwarciu by paść na grzbiet. Wtedy w ruchu są cztery pazurzaste łapy i zębata paszcza!!
W Egipcie w ogóle nie widziałem ani jednej utarczki między kotami, z warczeniem, ryczeniem lub miauczeniem. Zazwyczaj koty przemykały koło siebie, prawie się nie zauważając, chyba że były małe, jak te doniczkowe lub wystawowe, wtedy się bawiły, wywracając nawzajem i pacając łapkami. Sytuacja między syjamskim a Kitlerem była najbliższa utarczki, jaką widziałem.
Hm, usiłuję dojść, jaka jest różnica między syjamczykami „starego typu” i „nowoczesnymi” – trochę inny kształt czaszki? Rozstaw uszu? Ten „stary” ma więcej futra? Hotelowy wydaje się należeć raczej do „nowoczesnych”?
Stary jest piękny, ma gęste śliczne futro i proporcjonalną budowę. Nowy jest prawie goły, łeb jak u żmii z wyciągniętym chudym pyskiem i te gigantyczne niepasujące do głowy uszy. Karykatura kota, ot co!: ((
Tak wygląda. Ale mnie to wygląda raczej tak, jakby ten nowoczesny po prostu pochodził z jakichś południowych rejonów, gdzie koty generalnie mają mniej futra. Może takimi drogami się te odmiany rozwijały?
PS. Jako totalny koci dyletant nie podejmuję się rozstrzygnięcia płci kotów z powyższego pocztu, więc zawsze stosuję w podpisach formę gramatyczną zgodną z wyrazem „kot”.
Pierwsza odpowiedź w kwestii płci – syjamczyk to samiec!
Twierdzisz tak na jakiejś konkretnej podstawie, czy ogólnego wrażenia i wyczucia?
Mordę ma samca. Samiczki mają pełniejsze i delikatniejsze „buzie”. Takie krótsze, jeśli można tak powiedzieć: )
Piękne i miłe kotki, chciałoby się je głaskać…
Nie wszystkie się dawały głaskać, większość oczekiwała bakszyszu w postaci poczęstunku.
Wiem, że nie każdy kot jest chętny do pieszczot, tym bardziej od obcych. Moja Mania też nie zawsze ma ochotę na pieszczotki, ale lubi głaskanie po główce 😆
Fafuśne! 🙂
Po reinkarnacji wolałbym być kotem niż psem…
Hmm, a pamiętasz „Przejebajkę o trzech kotkach” z kontro?
nie…
No cóż, niekoniecznie jest to przyjemna bajka, jak sam tytuł wskazuje…
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/kontrowersje.net/tresc/przejebajka_o_trzech_kotkach
A może byś to tu zaimportował, zamiast promować MK? Od kiedy cię znalazłem na Wyspie tam już nie mam po co bywać 🙂
Teoretycznie mógłbym, ale nie wiem, czy to nie zwarzy nastroju zbytnim realizmem, może nawet naturalizmem…
Zatem zapytajmy Wyspiarzy: czy zawsze musi być słodko i poetycznie?
Ja głosuję za realizmem raz na jakiś czas 🙂
Właśnie chciałam napisać, że tak słodko nie jest i tak mdląco słodko nigdy nie było. Twoje teksty, Kwaku, nie są pisane dla idiotów, więc mnie nie gniewaj…. bo idiotami z całą pewnością nie jesteśmy 🙂 A promowanie MK jest ostatnią rzeczą, która powinna się zdarzyć na Wyspie.
Ufff. to razem, dla Kwaka i dla Tetryka .. respons:
Ja też jestem za realizmem. (nie wiem jak tu się pogrubia litery, bo też bym to zrobiła).
No to umiem już 🙂
Też głosuję za realizmem 🙂 Nie można spędzić życia z głową w chmurach, chociaż miło się w nich buja 🙂
W pierwszej chwili myślałam, że mówicie o MK – My Kulturalni 🙂 Taki portal, gdzie kiedyś pisałam. A to o kogoś konkretnego chodzi. Nie znam, więc się nie wypowiadam
pogrubianie jest proste:
I sposób: wchodzisz w edycję wpisu, zaznaczasz tekst do pogrubienia i wciskasz pierwszy z brzegu (od lewej) przycisk-narzędzie z literką b
II sposób: przed tekstem do wytłuszczenia piszesz <b>, a po nim podobnie: </b> – ten „/” oznacza odwołanie pogrubiania.
Chciałbym delikatnie zapytać co dzieje się z moimi postami, że przestały się ukazywać?
Aha, ten jest, ale gdy proponuję Kurakowi obić M.O.R.D.Ę miast go tu na Wyspę importować, to post się nie ukazuje!
Dziwne…
Widzę, że mamy cenzurę i użycie słowa R.Y.J pod adresem wzmiankowanego Kuraka powoduje „wcięcie” postu. To może ja poczekam aż cenzura przestanie działać!
Dobranoc Państwu!
Ale to jakiś automat najwyżej, a nie podmiotowy cenzor! Halo, mówi się!
Aaa, to jakasi przywoitka nie puszczała.
Ad rem: proszę nikomu nic nie obijać. Pax między chrześcijany i pozostałe tyż.
Czyżby? Więc ja obiję kurakowi mordę i dam mu w ryja. Przejdzie?
Przeszło, więc gdzie tu cenzura?
Nic nie wiem, nie brałem, nie wywalałem, nie-in-ter-fe-ro-wa-łem z nimi. Może jakieś lokalne zawirowanie na łączach? Takie jak to mulenie wcześniej? Albo się wzięło i Cię wylogowało na chwilę (przeglądarki różnie mają)?
Nie Quackie, nie wylogowało mnie. Zaproponowałem by Kurakowi obić mordę miast go tu na Wyspie lansować. Różne tu persony bywają, lepsze, gorsze, ja sam nieraz na nieco zbyt wiele sobie pozwalam ale utytłane w gnoju bydlę nie jest mi na plażach madagaskaru08 potrzebne!!
Niech śmierdzi sobie dalej tam gdzie dotychczas cuchnie!!: ((
Spróbuję: pogrubienie
Dzięki, udało się drugim sposobem hurrraaaa!!!
Fajowe kociaki :)I jak na jeden hotel (?) to spora gromadka… Niczym kiedyś u nas przy każdym sanatorium czy domu wczasowym. Jednak z czasem rozwiązano niekontrolowane rozmnażanie się tych uroczych futrzaków.
Podoba mi się ten na stole z plamką na nosku 😀
Osobiście wolę psiaki, bo kot, to kot.. zawsze własną ścieżką, a zanim spoważnieje, potrafi mieszkanie zrujnować. I wiem co mówię, bo mieliśmy czarną bestyjkę we własnym domu. O pardon, to bestyjka miała ns 😀
Z hotelu jest, czekaj, dwa, trzy… ze sześć? Reszta z innych części Sharmu, jeden z Petry w Jordanii, jeden z Dahab. Ten na stole był w jednym centrum handlowym koło „starego rynku” w Sharmie.
Ja właśnie taką bestyjkę półroczną mam, to też coś na ten temat mogę powiedzieć. Ale kiedy ona spoważnieje?
Pogoda nie służy. Zdecydowanie.. Dobranoc.
PS Do lepszego jutra. Z kociakami 😀
Przepraszam, a gdzie mój post, w którym proponowałem obić Kurakowi ryja?? Sam zniknął czy może coś go wymiotło lub ktoś go wywiał??
Ja go nie widziałam 🙄
Jeruś, nie wiem, co się dzieje, czemu jedne posty z ryjem przechodzą, inne nie.
Generalnie uprzejmie proszę o nieobijanie nikomu niczego.
Co do promowania, nikogo ani niczego poza własnymi tekstami nie promuję, chyba że chodzi o to, że samo wchodzenie na kontro nabija MK oglądalność. OK, nie będę z Wyspy linkował, tyle że trudno mi się w takim razie odwoływać (ale chyba mi wolno?) do własnych wcześniejszych tekstów, które tam się ukazały i nie będę ich nigdzie PRZENOSIŁ – jest to dla mnie część tamtejszej historii i nie chcę tego zmieniać – co nie znaczy, że nie mogę ich tutaj SKOPIOWAĆ.
Przyznam się jednak, że nie lubię kopiowania, wolę pisać rzeczy od nowości specjalnie tu przeznaczone.
Myślę, że link nikomu nie zaszkodzi, a kto nie chce, niech tam nie wchodzi. (ale mi się rymło) 😆
Dobranoc, do jutra. Może kotki mi się przyśnią? 🙄
Bożenko – NIE KASUJEMY!!! skomentowanych komentarzy!
Wybacz Tetryku, ale tego postu nikt nie skomentował i myślałam,że nikt też nie zauważy jego zniknięcia. Skasowałam go, bo wydawał mi się nie na miejscu. Przepraszam
Przecież sama go skomentowałaś!
Kwaku drogi ! Jeśli stary tekst Ci pasuje do narracji, to go skopiuj u nas, choć nie lubisz tego zajęcia, dobrze? MK, jak dla mnie, jest persona non grata i to nie dlatego, że zrobił mi osobiście coś złego. Ja zwyczajnie nie toleruję tego typu osobników. 🙁
Nikomu nie przyszłoby do głowy namawiać Cię do pprzenoszenia czegokolwiek z tamtego portalu. To jest Twoja i tylko Twoja sprawa, choć przyznam, że zupełnie nie rozumiem co Cię w MK pociąga.
Strach się bać do tego tu przyznawać, ale mam z tamtym miejscem związane przemiłe wspomnienia. Tam poznałam Ciebie, Quackie, Tetryka, Lukrecję i wiele innych osób do dziś bliskich memu sercu. 🙂 Nie mam zamiaru negować wszystkiego tylko dlatego, że tam to już nie jest moje miejsce. 🙂
Jaśminko… na samym poczatku byłam czynnie zaangażowana w pomoc… jako jeden z adminów. Bardzo szybko zaczęli stamtąd znikać ludzie, którzy mieli coś ciekawego i ważnego do powiedzenia ( Kalosh, Laudate i inni)…Mysia ” trzymała mnie za rękę”, ale nawet dla Niej nie dałam rady i wypisałam się cicho i skutecznie. Jak widzisz… ludzi można wspominać ciepło, co absolutnie nie oznacza aprobaty dla MK .
Może to wydać się dziwne, Wiedźminko, ale tamto miejsce nie budzi już we mnie żadnych, poza absolutną obojętnością, uczuć. Szkoda czasu i zdrowia na negatywne emocje. Adminem CHYBA nadal tam jestem, nie zamierzam protestować, wypisywać się, po prostu poszłam sobie i już. Ręka mi jednak nie zadrżała i kliknęłam w podany przez Quackie`ego link. Tekst musiał zrobić na mnie wtedy wrażenie, bo po kilku zdaniach przypomniałam sobie cały.
TU mi teraz dobrze i nie zamierzam nigdzie się wynosić. Chyba, że będziecie mnie kiedyś mieli dosyć, to też sobie pójdę, unosząc w pamięci miłe wspomnienia. 🙂
Koty cudne, ale i tak najcudniejsze są te, które mają nas i łaskawie pozwalają nam SIĘ kochać. 🙂
Co do pies czyli kot to mieliśmy kiedyś mieszankę. Dorosły kot wychowywał szczeniaka. Udało mu się. Pies był średniej postury, ale żaden, nawet duży, nie dawał mu rady w bezpośrednim starciu, bo nasz Kleksik, wyuczony przez Kocia, walczył po kociemu i zawsze wygrywał. 🙂 Minęło kilka lat a wciąż mi ich brakuje. 🙁
Dobranoc również! Kocich snów – ale nie kociego budzenia! 😉
Dobry Panie Q aaa niedługo będziesz miał Pan kocie nokturny 😀
A ja na chwilę opuściłem Wyspę, zwiedzając „Labirynt Fauna” (TVP Kultura).
Mistrzu Q. – dobry tekst zawsze warto przypomnieć, a twoje zawsze są dobre!
To prawda, a ta przejebajka_o_trzech_kotkach jest …. prawdziwa. Że dobrze napisana…to najzupełniej oczywiste… 🙂
Dobranoc…. aaaa, kotki dwa :)A lampka już zapalona 🙂

Dzień dobry Wyspiarze
I śpi smacznie. Na górce 😀
Dzień dobry 🙂
Dzień dobry. 🙂
Matko jedyna i wszyscy święci 😀 Witaj
Dzień dobryyyy.. miau.. miauuu.. miauuuuu 😀 Marzec tuż tuż.. 😀
Samopoczucia dobrego Wszystkim życzę.. Miauuu 😀
Dzień dobry. Na ogólne życzenie PT Wyspiarzy idę dobudować kolejne kocie pięterko…
Już jest. Zapraszam piętro wyżej, aczkolwiek sam będę zaglądał nieco z doskoku dzisiaj… Praca, znaczy się.