Miziak i łania kerynejska
– Zdaje się, kapralu, żeśmy paskudnie nawalili! – powiedział
osowiały sierżant Miziak do kaprala Modliszki, który po zakończe-
niu służby rozbrajał się w kącie komisariatu.
– Rany boskie, a w jakiej sprawie? – zmartwił się kapral i za-
łamał ręce, wypuszczając z nich jednocześnie granat ręczny wzór
RG 42 z zapalnikiem czasowym UZRG, ale zawleczkę od niego zatrzy-
mując przezornie w dłoni.
– Padnij! – rozkazał ostrzelany w bojach sierżant i chwyciwszy
popularną cytrynkę, szerokim łukiem wyrzucił ją przez otwarte
okno. Na pobliskim polu huknęło i zadymiło.
– Bez strat! – meldował Modliszka, stojąc na ganku z lornetą
artyleryjską przy oczach. – Tyle że przetokowego Nagwizda zdmuch-
nęło z Kaśki Pyzdrzanki, ale to i dobrze, bo oduczy się umawiać
z nią akurat pod samym komisariatem!
– Lis Medard nie oberwał? – spytał sierżant, niespokojny o za-
mieszkałe w pobliskiej jamie zwierzę, pozostające w ewidencji na-
dleśnictwa.
– Zdrowy jak rydz! Właśnie niesie sobie kolejną kurę od
Sobczyków!
– Sobczyk nie uczestniczył w referendum, więc niech ma za swo-
je – zadecydował Miziak, hołdujący prostemu systemowi kar i na-
gród, dzięki któremu udawało mu się utrzymać gminę w jakiej-
takiej równowadze ekonomicznej i politycznospołecznej.
– A w czym żeśmy tak nawalili? – przypomniał kapral.
– W kolejności moich herkulesowych prac. Opuściliśmy łanię
kerynejska, która ma swoje tradycyjne trzecie miejsce między hy-
drą lernejską i dzikiem erymantejskim. Czytelnicy już piszą w tej
sprawie do redakcji „Sam na sam”.
– To może ja szybko rozwiążę poprzednią zagadkę o ptakach
stymfalijskich, a potem odwalimy tę łanię! – zaproponował Modli-
szka.
– Rozwiązujcie!
– No więc przeanalizowałem pańskie opowiadanie o tym poranie-
niu ludności w Kościołupkach Dolnych metalowymi strzałami, co
mogło się kojarzyć z legendą o ptakach z okolic greckiego miasta
Stymfalos, które wystrzeliwały metalowe pióra. Ponieważ jednak
u nas takie ptactwo nie występuje, a druty stalowe są reglamen-
towane, więc postanowiłem szukać rozwiązania w sferze prze-
mysłu…
– Słusznie! – pochwalił sierżant.
– W tym celu – kontynuował jego podwładny – wypożyczyłem
w bibliotece monografię miejscowości Kościołupki…
– Coście wypożyczyli?
– Monografię! Monografia jest to…
– Wiem, co to jest monografia! – obruszył się Miziak. –
Obkułem się w tych wszystkich grafiach po tym, jak w naszym GOK-u
pomylili scenografię z pornografią podczas czci artystycznej na
akademii, i to strach pomyśleć, z okazji jakiej rocznicy! –
powiedziawszy to, sierżant zbladł na samo wspomnienie konsek-
wencji tej fundamentalnej pomyłki.
– No więc wypożyczyłem monografię Kościołupek i dowiedziałem
się z niej, że w pobliżu lasu usytuowana jest Fabryka Parasoli
im. bodajże ostatnio Papy Smerfa…
– Tak jest! – potwierdził Miziak. – Poprzednio imieniem Lau-
rencjusza Berii!
– Czytałem kiedyś piękną powieść – „Beria, syn Szarej Wilczy-
cy”!
– Bari! – sprostował sierant. – Ale życiorys bardzo podobny.
Wy jednakowoż, kapralu, nie wpadajcie co chwilę w dygresje, bo
nigdy nie skończymy! – tu Miziak spojrzał spod oka, czy kapral
wie co to dygresja.
– Do parasola potrzebne są jak wiadomo druty…
– Wygraliście, kapralu… To były druty do parasoli. Fabryka
miała przestarzałą technologię, a prócz tego na skutek pijaństwa
projektanta wybudowano zbyt duży komin o strasznym cugu, który
wyciągał i wyrzucał w przestrzeń dwie trzecie produkcji.
Spadające z ogromnej wysokości druty powodowały liczne straty
wśród ludności.
– Wszystko rozumiem – zawołał Modliszka – tylko co to wszystko
ma wspólnego z ptakami?
– No, niektóre pociski trafiały również i w ptaki, w szerokim
rozumieniu tego wyrazu… Dopiero na moją interwencję założono na
komin specjalny filtr magnetyczny, wyłapujący urobek. Z tą chwilą
druty przestały ranić, a fabryka wyszła na rentowność!
– Brawo! – zawołał Modliszka. – No a teraz wal pan tę łanię!
– No więc swego czasu zwrócił się do mnie nadleśniczy Bazyli
Dwurura, w stanie zresztą wskazującym na użycie, bełkocząc w spo-
sób trudny do zrozumienia o jakimś rogatym stworze, przebiegają-
cym z rykiem jego leśne rewiry…
– To mógł być żubr!
– Wykluczone. Polskie żubry są wszystkie skatalogowane i każdy
ma pod ogonem numer rejestracyjny oraz szkiełko odblaskowe.
Również łoś nie wywołałby takiej paniki u doświadczonego bądź co
bądź leśnika. Jeśli towarzysz Dwurura upił się, to znaczy, że mu-
siał ujrzeć coś, co nie mieściło się w jego wieloletnich doświad-
czeniach, a nawet im być może zaprzeczało…
– No, ale my wiemy, że to była łania!
– On też bełkotał coś o łani, ale o łani z rogami…
– No to co, że z rogami?
– Kapralu! – powiedział surowo Miziak – żadna łania nie posia-
da rogów i tym właśnie różni się od jelenia! Tak więc widok roga-
tej łani musiał wstrząsnąć leśniczym i popchnąć go do pijaństwa.
Nieszczęśnik był zupełnie załamany, na przemian śmiał się, płakał
i jęczał: – Joj, ja złariuję, łidziałem łanię! Bo trzeba wam
wiedzieć, kapralu, że biedak miał wadę wymowy od czasu jak raz
zasnął w lesie z otwartą gębą, a dzięcioły wystukały mu wszystkie
zęby trzonowe.
– A nie mógł go pan ocucić, żeby dokładnie opowiedział o tej
łani?
– To by trwało przynajmniej dwadzieścia cztery godziny, a tym-
czasem w okolicy mogła wybuchnąć panika. Dlatego też włożyłem na
siebie ochronny strój maskujący, czyli tak zwaną panterkę z po-
przyczepianymi tu i ówdzie petami, puszkami od konserw, butelka-
mi, a nawet środkami antykoncepcyjnymi firmy „Stomil”, co upodob-
niło mnie bez reszty do pięknego runa okolicznych lasów, i w tym
przebraniu wczołgałem się do zagrożonego rewiru. Już z daleka
słychać było potworny, rozpaczliwy ryk… Przylgnąłem do podło-
ża… Coś nadbiegało ścieżką… Sprężyłem się, odbiłem obunóż,
skoczyłem i schwytałem to coś przy pomocy naszego niezawodnego
chwytu milicyjnego numer 648/87 PCW 16!
– Tak zwany „Piekielny Piotruś”! – pokiwał z uznaniem głową
kapral. – No i co to było, co pan złapał?
– Ha, ha! To właśnie musicie odgadnąć kapralu, a gdyby ktoś
z państwa wcześniej…
– To ulica Misia dwa! – dokończył kapral.
– Nie Misia, tylko Mysia! – sprostował sierżant. – Inna rzecz,
że oni tam w Warszawie wszystkie „i” wymawiają jak „y”, na
przykład „a teraz chwyla lyryki”, więc może to jest rzeczywiście
ulica jakiegoś Misia? – i sierżant w zamyśleniu napełnił swą
wierną fajeczkę jednym carmenem i dwoma popularnymi, wytworzonymi
jako produkt uboczny w Przetwórni Kapusty PGR Mysiadło, uprzednio
Misiadło.




Dzień dobry 🙂 Oto ciąg dalszy zagadek dzielnego Miziaka.
Deszcz leje za oknami, dobrze się spało.
Witaj Bożenko ! dziwna ta łania … a kamuflaż Miziaka niestety bardzo prawdopodobny 🙁
Dzień dobry: ))
Zaspany jeszcze jestem, ale czyżby ktoś wiernej małżonce (jak wieść gminna niesie ponoć takie bywają) niespodzianie bujne poroże przyprawił i ta, z rykiem piekielnym jako ta łania zraniona w serce samo, bory a knieje świńskim truchtem przebiegała??: )
Witaj Senatorze ! 🙂 czy istnieje wałach od jelenia ? bo inaczej nie wiem co by to miało być 🙂
Dzień dobry Senatorze. To jest łania kerynejska, a nie taka zwyczajna
Pozwolę sobie zauważyć, że łania kerynejska spierniczała tak szybko, że nawet samej Artemidzie nawiała, cóż mówić o sierżancie Miziaku obwieszonym zużytymi produktami znanej firmy „Stomil”! Musiało zatem chodzić o inną łanię, nic innego!
A jak już jesteśmy przy tej zasłużonej dla bezpiecznej miłości fizycznej firmie, to przypomina mi się zapamiętane z młodości hasło reklamowe: ” Obywatelu, używaj jedynie produktów firmy Stomil! Prędzej pęknie ci serce, niż prezerwatywa marki Stomil, która nawet po setnym stosunku nadaje się do wulkanizacji!”
Racja, taką łanię pewnie by Miziak nie dorwał. Zważ jednak Waćpan, że to są jego przygody tylko oparte na mitologii o Herkulesie.
A jeśli chodzi o te zabezpieczenia dla bezpiecznej miłości, to chciałabym widzieć jak wulkanizują te prezerwatywy
Normalnie, trzeba mieć wulkanizatorek i łatki na gorąco. Kiedyś każdy motocyklista to miał, bo cykliści, pedałami swe pojazdy napędzający, kleili na klej na zimno i na chuch!!: ))
Ominęła mnie ta reklama 🙂 sam ją wymyśiłeś?
Witam: )))
Ależ skąd!!
Witam 🙂 Ja pamiętam „Prusakolep” i patelnie teflonowe, to chyba były pierwsze reklamy telewizyjne, straszne, ale po tylu latach widzę, że beznadzieja reklam nic, a nic się nie zmieniła.
bo też te reklamy mają swój target, a Ty dziwnie wystajesz i odstajesz
Ciekawi mnie ten target, reklamowy wytrzeszcz zębów jakiegoś durnia, szczerzącego się oczywiście w towarzystwie nieskazitelnie upranej rodzinki 2+2, do twarożku, przerasta moje pojęcie o targecie, no chyba, ze chodzi o pensjonariuszy psychiatryków, jest nawet takie powiedzenie „śmieje się jak głupi do sera” 🙂 🙂
Reklama ma Tobą wstrząsnąć 🙂 I muszę przyznać, że to im się często udaje. Kretyństwo reklam przerasta wszystko co znam 🙂 Ale to co działa Ci na nerwy, lepiej zapada w podświadomość. To czysta psychologia 🙂 Jakoś nie udało mi się zobaczyć sensownej reklamy. I to w polskiej telewizji i amerykańskiej. Nie wiem, które reklamy są głupsze
Łania kerynejska – w mitologii greckiej niezwykle szybkie zwierzę, zwane też Cerynitis. Miała rogi ze złota, sierść ze srebra, a kopyta z brązu. Poświęcona była Artemidzie. Według legendy, Artemida znalazła pięć takich zwierząt, z czego cztery zaprzęgła do swego powozu a piąte uciekło.
To tak dla wyjaśnienia, jeśli ktoś nie wie. Ale sądzę, że to wyjaśnienie tu jest niepotrzebne, bo mitologia jest Wam znana 🙂
Komu znana temu znana! Ja zatrzymałem się na hekatonchejrowach (-wych?) i ni czorta nie mogłem się posunąć dalej, bo mnie się okropicznie z kolejnymi pokoleniami tytanów i tytanid mylili! Cisnąłem tedy młot ciekawości na wiedzy kowadło, splunąłem z niechęcią na kuźni ciekawości klepisko i zabrałem się od razu do Ledy!: )))
A ona zniosła jajko!!
Oddała się łabędziowi (jak oni to robili?) i tej samej nocy też mężowi. Niezła … była z tej Ledy
I słusznie, ona miała tylko dwie rączki 🙂
Dzień dobry 😀 Uwaga!!!!!

Ja tam nie wiem jakiego rodzaju są te cacka 😀
Na oko całkiem przyjemne.. Hi,hi… może by tak na pięknookie użyć?
Lis u Miziaka przeżył, za to niekoniecznie amant Kaśki 😀
Tego sie po Tobie zupełnie nie spodziewałam ! Wpływ Senatora , jak nic 🙂
Nooo co??? Przecież one z nudów do mnie przychodzą, to niech się bidule rozerwą. Deczko 😆

Bardzo ładne granaty obronne. Przyjazne, na co sama nazwa wskazuje, w odróżnieniu od takich zaczepnych! Wprawdzie ten zaczepny raził na kilka zaledwie metrów, a obronny tysiącami odłamków tłukł wszystko co żyje w promieniu dwustu metrów, ale co nazwa to nazwa!: ))
Kogo po-miziać???
Witaj Skowronku !Masz zaległości w mizianiu…i jakiś list by się nam przydał wkrótce…:)
List może by się przydał Wiedźminko, tylko żeby cosik wkleić, to najpierw trza poczytać… 🙁
Aaa Witaaaaj 😀
Aaaaalbo napisać! Witaj!
Witam Pana Tetryka 😀 Pisać nie umiem, talentu Bozia poskąpiła. Ale zrabować cudze i owszem. Czasem potrafię 😀
Zawsze mnie zdumiewają pokłady kokieterii w pięknych kobietach! Takim stary – a wciąż!
A tak ogólnie, to prawie wracam do normalności
Niezmiernie mnie to cieszy Skowroneczku
Katastrofa! Poprzestawiały mi sie literki w kompie. Zamieniły sie miejscami y i z. Nie działa Alt. Muszę stukac w inne klawisze…
Klawiatura się zbiesiła ? 🙁
Ano, i to tak nagle.
Już wiem co się stało i jest wszystko w porządku. Skonsultowałam moją awarię z przyjaciółką i ona mi wytłumaczyła co i jak.
Dobrze mieć taką przyjaciółkę 
albosąsiada 🙂 choć klip nienadzwyczajny…
Też.
Obejrzałam przy okazji Irenę Santor i „Powrócisz tu” 🙂 Klasyka. Lubię Santorkę, bo przynajmniej ma głos i słuch 🙂 Nie to co niektóre „gwiazdy” I to zarówno polskie, jak i amerykańskie 🙂
Brawo! To jest prawie doskonała wiadomość 🙂
Prawie 😀
Dzień dobry ! U mne też ciurkiem siąpi…spało się dobrze i nic mi się nie przyśniło… 🙂
żadna łania, zwłaszcza!
A te druty od parasoli też dziwne były…. normalne to się gną i łamią przy byle podmuchu… 🙂
Ale końce mogą mieć ostre i w miękkie się wbijające 🙂
… myślisz, że nadstawiali to miękkie, jak nie przymierzając, Nagwizd z Kaśką Pyzdrzanką ?
…
Wszystko możliwe
Wiedźminko, najlepsze druty w parasolach są w tych wyprodukowane w Toruniu 😀 P
uzywanych okazyjnie na wyjazdach ?:)
Dobry wieczór :-)) Nigdy bym nie przypuszczał,ze w lasach mazurskich natrafię na ślad sierżanta Miziaka i kaprala Modliszki.W ubiegłym roku,we wrześniu,przy pięknej słonecznej pogodzie,wybrałem się do mazurskiej kniei na orzechy laskowe.Miałem swoją ulubioną sosnową górę,na której rosły również leszczyny oblepione orzechami.Szybko napełniłem dużą siatę orzeszkami i już wracając do domu podszedłem jeszcze do dwóch leszczyn,ktore okalały grubaśną sosnę.Zaintrygowało mnie podnóże sosny wokół pnia wyłożone korą przypominające legowisko.Kiedy przyjrzałem się tej kryjówce bliżej,to okazało się,że nad tym legowiskiem rozciągnięta była plątanina sznurów jako pułapka na poroże jelenia,a moze nawet na łanię kerynejską.Oczywiście pociąłem te sznurki,czym zapewne zmartwiłem sierżanta Miziaka i kaprala Modliszkę,ale przeprosin nie będzie.Pozdrowionka
Nie, przeprosin nie będzie Maxiu, za to wielka pochwała za tępienie wstrętnego kłusownicta….
I ja wielce chwalę taki czyn. A kłusowników sama bym plątała w te sidła, niechby popróbowali jak to dobrze. Biedne zwierzęta…
Kochany Maxiu
Miałem kiedyś okazję obejrzeć w zimie stado liczące 23 okazy łań,w tym również jeleni.Niesamowita frajda widowiskowa.Jest to zasługa miejscowych leśników,dbających o zwierzynę i chyba starzejących się miłośników polowań.
Dobry wieczór Max.:)… naszukałam się Twojego wpisu ! 🙂
Jednak odnalazłaś ! Przepraszam za trud,nie z mojej winy.Kłaniam się zatem nisko na dobranoc,życzę kolorowych snów i słonecznego poranka w dniu jutrzejszym.Dobranoc…
I słusznie, przeprosin nawet nie powinno być 🙂 Jeszcze jestem w stanie zrozumieć koła łowieckie, których członkowie strzelają do zwierzyny. Oni mają nawet obowiązek zadbać o te zwierzaki zimą. Ale taki kłusownik, to pasożyt. I nie daje zwierzakowi żadnych szans. Bo myśliwy to albo trafi w zwierzaka, albo Panu Bogu w okna 🙂
Witam wszystkich! Gospodyni odżyła, co cieszy; i dyskusja (prawie) wybuchowa!
Witaj Tetryku… raptem dwa granaty obronne z dużym zasięgiem rażenia
bywało bardziej zbrojnie, ale chyba nie wybuchowo? 🙂
No tak…. Kwak nie ma łączności, bo przecież dałby znak, Jaśminka…pewnie też, a Krecia się zawieruszyła i nie daje znaku życia. Senator i Skowronek ucinają sobie drzemkę ? Troszkę smutno bez rozgadanego bractwa
Ciżby???: )))
aaa, jesteś !
No!!
Szczecin. Noc ciemna i zimna, jak tyran ponura. Mżawka siąpi, zegary dawno północ wybiły. Pokrytymi powykrzywianymi kocimi łbami ulicami wietrzysko przegania wszechobecne śmieci, dzwoni blaszanymi talerzami przedpotopowych latarni ledwie mżących marnym światłem czterdziestowatowych żarówek, klekoce konarami uschłych drzew…. Pod ścianami pokrytymi liszajem tynków nieodnawianych od Bolesława XIV przemyka z duszą na ramieniu nastawiwszy kołnierz przemokniętego paltocika samotny przechodzień, gdy wtem z ciemnej, cuchnącej kocim moczem bramy wychyla się kosmaty drab i przytłumionym głosem pyta:
– Panie, nie widziałeś pan czasem jakiegoś policjanta?
– Nie – odpowiada zagadnięty – ale mogę skoczyć, poszukać!
– Nie czeba, wyskakuj pan z tej kapoty!!
I to akurat w Szczecinie… 😉
… poczebny mu był przemoknięty paltocik ? Jakiś masochista pewnie….
Na bezrybiu i rak saławiej!: )))
Mogę i o Krakowie. Wenę poczułem!: ))
A W Szczecinie pancerbjorn zamieszkiwa. Może akurat paltocikiem zbroję chciał zakryć??: )))
Paltocik byłby na Misia zbyt krótki i wąski w ramionach 🙂 no i zbroja mogłąby zardzewieć… przecie ona nie ze złota ?:)
Wena cenna rzecz!
jeno kapryśna bardzo 🙂
Dlategom natychmiast skorzystał jak tylko przylazła!: )))
i już Cię porzuciła ? jak śmiała !
A nie, piętro niżej znęcam się nad krakowskimi baranami!: )))
Prędzej bym mu oddał swoje, niźli złupił biedaka 🙂
Błąd!
Się poprawię 🙂
A Ciebie co, Senatorze ? Ten młodzian, który na mnie nocką napadł, nie chciał kapoty… z usilnego wypytywania gdzie mieszkam zrozumiałam, że chce sie do mnie wprowadzić, nie bacząc na moją zdecydowana niechęć 🙂
Ale sceneria się zgadza??: )))
nie…. budynek mam świezo odmalowany i w przedsionku kotami nie cuchnie… 🙂
Ale ja nie o jednej chatce, ja o, rzekłbym, większej całości!: )))
Z grubsza opisałeś nasze Śródmieście….pomiędzy obdrapanymi, jak rodzynki, trafiają się pięknie odnowione secesyjne cacka…. bo całe Śródmieście to była secesja do podziwiania… 🙁
Te odrapane, praktycznie znikły, nawet w bocznych uliczkach 🙂
jakoś inaczej patrzymy , Miśku ? Jagiellońska, Piastów, Królowej Jadwigi…. 🙁 Nawet Deptak niecały piękny.
Proszę jak mnie się literacka fantazja w bolesną prawdę zmienia! Wieszczu jestem??: )))
Dawno tam zaglądałaś Wiedźminko ? Kr.Jadwigi niemal cała jest pokryta rusztowaniami,poza odcinkiem od dawnego Piccola do Mieszka I, to raptem kilka domów, Getta odnowione, Ślaska też, za to Krzywoustego to prawdziwy horror, brud i syf 🙁
Wojska Polskiego tez. Kr. Jadwigi widziałam jesienią, te wymienione kilka dni temu 🙂
Trzeba przyznać, że miasto się zmienia, tyle, ze nie dość szybko jak dla mnie. A te odnowione podkreślają mizerię tych zaniedbanych… Komunikacyjnie Krzywoustego poprawili, aż żal, że tylko część chodników..
Gdzie się podziały te duże poniemieckie płyty chodnikowe ? Teraz wszystko wykładają tym ohydnym polbrukiem, a te płyty to teraz szczyt mody i szpanu, znikły jak sen i jak znam życie ktoś na nich nieźle zarobił, całe miasto było nimi wyłożone.
To były płyty balastowe ze statków. Pewnie posłużyły jakmiś nowobogackim, albo przerobili je na prawdzią kostkę brukową do wykładania dziedzińców odnawianych dworków. Też mnie to irytuje, bo odbiera miastu charakter.
O jeżu kolczasty ! Gdzie Senatorze wygrzebałeś taką ramotę, pamiętam to jako kolonijną piosenkę sprzed stu lat, ale pewnie jest jeszcze starsza
Cóż, Szczecin mi zawsze starociami podjeżdżał. I szczurami z kanałów!: )
Ja też to pamiętam 🙂 Faktycznie stare 🙂 Że też Senator TAK umie grzebać !!!
Rzeczywiście stare…. a Szczecin już nie jest marynarsko-portowy …tak, jak był.
Uch kiedyś to były czasy, można było i w mordę dostać od innostrańca i nożem od swojaka, teraz parkują tylko statki pokazowe, a załoga na lądzie zachowuje się jak przedszkolaki, słynną mordownię „Korsarz” już dawno porwał wiatr historii 🙂
i jeszcze słynniejszą „Bajkę”, że o „Kaskadzie” nie wspomnę i pijanych w sztok Skandynawach 🙂
O to to ! 🙂
Kaskada zupełnie niepotrzebnie się spaliła! Ech, tam były balangi!!
A ja tam miałam bal maturalny ! 🙂
Która tam w rzędzie stoisz?
hihi…. nie dorosłam 🙂
.. i to była moja pierwsza impreza w „Kaskadzie”…:)
Byłam raz w Szczecinie, mile wspominam. Nocowałam w hotelu, ale nazwy nie pamiętam. Wiem, że okna wychodziły na wodę.
No, żeby mieszkańcy grodu nieżyjącego już niestety smoka nie zazdrościli Szczecinowi, fragment koncertu pod mieszkańcami Krakówka, inaczej mówiąc – pod baranami!: )))
Awdiejewem możesz się nade mną znęcać, Senatorze, w dowolnych ilościach!
Znam Aloszkę osobiście i osobiście wypiłem z nim kilka…..powiedzmy szklaneczek mineralnej. Poznał mnie z nim nieżyjący już były dyrektor liceum mego syna!
Bardzo lubię go słuchać. Musi być „swój chłop” 🙂
Moczymorda jak rzadko kto!: ))
To widać po nim, ale tacy są najlepsi.
Rosyjska dusza + tradycja „Piwnicy Pod Baranami”…
U nas się mówiło, że moczymorda to taki, który cały wieczór w jednym kieliszku mordę moczy 🙂 A ten na takiego nie wygląda
Senatorze? a Twoje miasto to od macochy ? Wrzuć też cosik 🙂
Służę!: )))
Prawdę mówiąc nie o tym mieście myślałam 🙂 Jesteś….
ścichapęk 🙂
Misiek cały pancerny, to Senator się pod Chełmem chowa… 😉
Dooooooobre 🙂

A Bożenka znów bawi gości i nie upomina sie o swoje 🙂
Ja nie wiedzieć dlaczego nie mogę się ostatnio zalogować na Wyspę z pracy, kółko się kręci i kręci, kręćka można dostać,a się nie otwiera 🙂
Już masz trochę spokojnie w pracy ? bo było gorąco…
A gdzie tam, rewolucja na całego, ale się ogarniam pomalutku 🙂
A żebyś wiedziała Wiedźminko, że goście przed chwilą wyszli. Musiałam jeszcze posprzątać i przeczytać o czym tu tak rozprawialiście.Teraz już jestem wolna.
Jesteś niesamowita Bożenko… jak czytam o Twoim zyciu towarzyskim, to czuje się jak dzikus 🙁
A to dlaczego? Że gości mam często? Mogę sobie na to pozwolić, bo jestem samotna a goście mi życie umilają. Są prawie co piątek, a zdarza się i częściej.
Chełm – ładne, czyste, zadbane miasto, ale chyba na każdej ulicy po trzy kościoły stoją? Tego tam widać najwięcej.
Identyczny ratusz stoi w Koszalinie, wrzuciłbym zdjęcie, ale nie mam pojęcia jak, reguły się zmieniły, jest w bibliotece, jutro te reguły poznam 🙂
No i jest, ale trochę mały 🙁
„…Bram cztery ułomki, klasztorów dziesięć i gdzieniegdzie domki…”: )
To i ja pokażę Wam moje miasto.
Posen! Piękne miasto!: ))
P O Z N A Ń
Też może być!: )
Nnnnoooo…
Dobranoc…
Obrzęd dokonany, lampka świeci ciepło 🙂

Dobranoc
Dzień dobry w sobotę rano
Chociaż u mnie jeszcze piątek 
Miłego dnia Wyspiarzom życzę i spadam na górę, do łóżeczka 🙂
Dzień dobry 🙂 Znowu deszcz