Zawieszony na powietrzu
nić błękitną pająk przędzie,
nie wiedziałam wczoraj jeszcze,
że mi też błękitnie będzie.
Zawodzi lelek wśród kąkoli,
oj, lelku, lelku, oj, lelku, lelku, oj, lelku – źle,
ja go wolę, on mnie woli,
tylko to szczęście mocno boli,
oj, miły, miły, oj, miły, miły, oj, zmiłuj się.
Niebo płonie od wieczora,
gorze gwiazda na kolędę,
nie wiedziałam jeszcze wczoraj,
że ja także płonąć będę.
Jak nas to nasze szczęście boli,
oj, niebo, niebo, oj, niebo, niebo, oj, nieba skłon,
ja go wolę, on mnie woli,
tylko to szczęście mocno boli,
oj, dzwoni, dzwoni, oj, dzwoni, oj, w sercu dzwon.
Na zielonej łąki fale
wysypały się kaczeńce,
nie wiedziałam wczoraj wcale,
że mi złagodnieją ręce.
Jak nas to nasze szczęście boli,
oj, lelku, lelku, oj, lelku, lelku, oj, lelku – źle,
ja go wolę, on mnie woli,
tylko to szczęście mocno boli,
oj, miły, miły, oj, miły, miły, oj, zmiłuj się!
Z: Żywa reklama





Witam:)
Już marcowo zapraszam na kolejne spotkanie z Agnieszką Osiecką.
Lirycznie…
Refleksyjnie…
I bardzo melodyjnie.
Głównie dzięki paraleli czyli powtórzeniom intonacyjnym, kompozycyjnym, wyrazowym i stroficznym…
Oraz – odrobinę wiosennie:)
Dzień dobry
Nowy dzień, nowy miesiąc, nowy wiersz…
Piękny wiersz
Witaj, Bożenko:)
Dziękuję w imieniu patronki i pozdrawiam:)
Dzień dobry. Poza tym, że wiersz piękny, skojarzył mi się z innym zupełnie (i tylko przez te powtórzenia) – „O leli lo” grupy Dwa plus jeden, z tekstem Ernesta Brylla:
O leli leli leli leli leli lo
O leli leli leli lo
Niebieskie lata pierwszego kochania
Gdyśmy czekali do samego rana
Gdyśmy siebie, siebie wołali
Gdyśmy siebie czekali
Gdyśmy lecieli – o leli lo
Gdyśmy płynęli – o leli leli lo
Gdyśmy z ptakami jak z braćmi gadali
Gdyśmy z gwiazdami niebo przepływali
Niebo przepływali – o leli lo
Nie było dla nas żadnego zmęczenia
Ani zdradzenia, ani zapomnienia
Zielone lata, dzieciństwa naszego
Gdyśmy płynęli do nieba białego
Gdyśmy w snach lecieli
Gdyśmy w snach płynęli
Gdyśmy lecieli – o leli lo
Gdyśmy płynęli – o leli leli lo
Gdyśmy z ptakami jak z braćmi gadali
Gdyśmy z gwiazdami niebo przepływali
Niebo przepływali – o leli lo
Nie było dla nas żadnego zmęczenia
Ani zdradzenia, ani zapomnienia
O leli leli leli leli leli lo
O leli leli leli lo
Podobieństwo znakomite, różnią się jedynie wydźwiękiem, gdyż wiersz A. Osieckiej pełen bólu szczęścia, a E. Brylla pełen radości ze szczęścia.
Tak, to bardzo celne – jak podobne słowa mogą mieć różny przekaz.
Dobry wieczór, Quacku:)
Tak. To piękny wiersz.
I znakomite repetitia:) Anafory, epifory:)
Osobiście szczególnie właśnie lubię powtórzenia oparte na półotwartych „l” i „ł”:)
Popatrz tutaj, też niczego sobie:
„Ptakowie kwiatowie
łanie weseli
alleluja, lelija
ewangieli.
Ewangieli angieli
światu wołali:
niewiemo! chwalemo!
płakali.
Niebianie polanie
słodkiej światłości
Jezusie gołąbku
miłości!”
(„Święty Franciszek” – J. Tuwim)
To ze „Słopiewni”:)
Pozdrawiam:)
A, „Słopiewnie”, pamiętam, jak mnie zafascynowały w liceum. To chyba też i część motywacji, żeby potem iść na polonistykę.
Dziękuję!
A to co, jeszcze reszta śpi? Może Gienia dopomoże…
Witajcie!
Wybaczcie, że tak (o jejku, jejku!) późno, ale mam dziś już nie wirek, ale tornado
Najważniejsze że jesteś
Witaj, Tetryku:)
Co za wyczucie z tą onomatopeją:)
„O, jejku, jejku!” jako żywo kojarzy się z „Oj, lelku, lelku!”:)
Pozdrawiam:)
Nie ukrywam: zdążyłem przeczytać wiersz
🙂
Bez podtekstów, broń borze szumiący.
Myślę po prostu, że w tym wpisie nie mogło zabraknąć pani Maryli:)
Ja się witam jeszcze później (przepraszam).
Długo spałam, a potem takie różne zawirowania były.
Ultra skomentowała jak zawsze w samo sedno -wiersz A. Osieckiej pełen bólu szczęścia.
Bo tak w miłości bywa, że to szczęście aż boli.
Brawa dla Leny za wybór wiersza.
Aż się zadumałam, aż poczułam ten ból szczęścia, taki ból, który boli wręcz aż fizycznie.
Dobry wieczór, Makówko:)
Obie z Ultrą macie rację, jeśli chodzi o ten „ból miłości”:)
Podejrzewam, że tytułowa sugestia pani Agnieszki mogła dotyczyć tej scenki:):
SCENA XVI
/ Zosia, Haneczka /
ZOSIA
Chciałabym kochać, ale bardzo,
ale tak bardzo, bardzo, mocno.
HANECZKA
To ta muzyka gra tak skoczno
i pewno serce tobie skacze.
Jeszcze się dosyć, dość napłacze,
nim go kochanie ułagodzi.
Pociesz się, serce, pociesz, miła,
jeszcze niejedna łza, mogiła,
od tej miłości ciebie grodzi.
ZOSIA
Że to tak losy szczęściem gardzą,
że tak nie sypią szczęściem w oczy,
tylko tak zaraz błyski gasną,
ledwo się w oczach świt roztoczy?
HANECZKA
Musisz przejść wprzódy cierpień koło;
przejść musisz wprzódy nędzę, bole,
a potem kiedyś będzie wesoło,
jak ci ból serce dość nakole.
ZOSIA
Ja, gdybym była losów panią,
na przykład taką, wiesz: Fortuną.
tobym odarła złote runo,
żeby dać wszystko ludziom tanio;
żeby się tak nie umęczali,
w takiem gonieniu ciężkiem, długiem:
każden, jak więzień, za swym pługiem;
żeby się syto nakochali,
żeby się wszystko im kręciło:
jakby się złote nitki wiło.
(„Wesele”)
Pozdrawiam:)
Dobry wieczór Leno!
Własne odczucia, uczucia nie podlegają racji.
Ważne, aby wiersz, powieść, utwór muzyczny, obraz itd. wzbudzały w odbiorcy jakieś emocje.
Bez wątpienia – obojętność zabija sztukę:)
Wiersz refleksyjny, bo szczęście w nim boli, a podmiot liryczny dzwoni o zmiłowanie. Śpiewne powtórzenia wzmacniają prośbę o uśmierzenie cierpienia.Jedynie kolory płonącego błękitu nieba i kwiatów (fioletowych kąkoli czy żółtych kaczeńców) niosą nadzieję, że będzie lepiej i ból ustąpi.
Nie wiem, czy Agnieszka chciała, aby ból ustąpił (miłość minęła).
Znając jej burzliwe życie pewnie -tak.
Natomiast ja czuję inaczej. Lepiej „płonąć” i czuć, że jest mi błękitnie nawet jeśli to uczucie trochę boli.
Ale to moje subiektywne przemyślenia.
Myślę, Makówko, że mimo wszystko cierpienie ją inspirowało.
Zawsze, na każdym „szczęściu” były jakiś cień, jakaś rysa, co się przekładało na teksty:
„Swoich łez nie chowaj do kapelusza,
trudno, najwyżej zginą,
swoich snów nie pakuj gdzieś pod poduszki,
niech tam, niech sobie płyną.
Ale skryj głęboko do szczęścia klucz,
ale wiedz, że nie masz niczego
prócz tej małej złotej skrzynki
i już, i już…”
(„Klucz do szczęścia”)
Zawsze cierpienie inspiruje, wzbogaca człowieka.
Dorosłego, bo jednak dzieciom lepiej, aby było oszczędzone.
To chyba jednak zależy od rodzaju cierpienia.
Czasem bywa obezwładniające. Przynajmniej – z moich doświadczeń tak wynika…
O takim traumatycznym nie mówimy.
Mówimy o szczęściu z miłości i to odwzajemnionej.
Witaj, Ultro:)
Nie wykluczałabym też, że ta kwietna gama kolorów jest nawiązaniem do „Czterech Żywiołów” – witrażowego spojrzenia St. Wyspiańskiego na rzeczywistość. Wszak był on wielkim orędownikiem syntezy sztuk, którą nazywał „Teatrem ogromnym”:)
Przy tym sam nie stronił od balladowości, a tekst A. Osieckiej spokojnie można potraktować jak balladę o szczęściu:)
Pozdrawiam:)
Znalazłam teraz w necie (zupełnie nie na temat).
Kartka z kalenadarza Kalbi.
1 marca
Nietypowe święta:
Światowy Dzień Tenisa
Międzynarodowy Dzień Walki przeciwko Zbrojeniom Atomowym
Światowy Dzień Obrony Cywilnej
Światowy Dzień Świadomości Autoagresji
Dzień Puszystych
Dzień Piegów
Zero dla Dyskryminacji
Międzynarodowy Dzień Przytulania Bibliotekarza
Dzień Wiedzy o Samookaleczeniach
Międzynarodowy Dzień Wózka Inwalidzkiego
Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”
Cytat dnia:
„Dwa półgłówki nie tworzą całej głowy”. -Tadeusz Kotarbiński
Cytat dnia znakomity. A tych dni, nie jest za dużo?
Za dużo, więc wybrałam trzy i postanowiłam poszukać puszystego, piegowatego bibliotekarza.
I to jest słuszny wybór.
Byle się nie samookaleczał…
I nie był żołnierzem wyklętym?
Ale w tenisa mógłby grać. Nie za dużo, żeby puszystości nie stracił:)
Zamiast w tenisa wolałabym, aby
.
Ale dziś jest Dzień Gry W Tenisa, a nie Jazdy Na Nartach:)
Racja!
Ale…pomarzyć sobie nie mogłam skoro zima jest w odwrocie?
A tak a propos Dnia Przytulania Bibliotekarza, można zajrzeć dziś tu:
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/paniodbiblioteki.blogspot.com
i przytulić:)
To Autorka banerka o B. Leśmianie, który przyjął się także na Wyspie:)
Dobry wieczór, Wyspo:)
Do kłopotów z internetem doszło zamieszanie niewirtualne:)
Ale już jestem.
Witaj, Leno! Dzięki za wybór 🙂
Cała przyjemność po mojej stronie:)
Do wiersza Patronki Adam Sławiński napisał ponoć muzykę. Czy ktoś wie, gdzie można ją znaleźć?
Pewnie na YT, ale nie widziałam.
Szukałam, żeby okrasić pierwszy komentarz nutkami, ale nie znalazłam:(
Zadania na dzisiaj wykonane. Przerwa za trzy… dwa… jeden… już.
I super:)
A my na spacerek zastępczy za chwilkę wyruszymy po łaciatym Miasteczku:)
Łaciatym, bo śnieg i brak śniegu?
Tak:) Bardzo chm… specyficzne wrażenia wzrokowe:)
A z okazjonalnego spacerku zrobiła się wędrówka niemal pątnicza:) Cztery psiaki i trzy świątynie po drodze.
Już się obawiałem, że węchowe.
Cztery psiaki, czyli że spacerek bardzo towarzyski?
Na szczęście Miasteczko wciąż pachnie Miasteczkiem:)
Choć w zależności od miejsca – różnie. Rzeką, świerczyną, ładanem. A nawet katakumbami:)
Tak. Dobrze, że pieski się lubią, bo sama znajomość między właścicielami czasem nie wystarcza:)
Dobranocka.
Kontrastowo – nie-Osiecka. Norah Jones w Cadillacu De Ville, na moje oko nie z 1971, jak piszą w źródłach, tylko z 1969-70 (przednie migacze w wystających ostro zakończonych gondolkach).
Snów o podróżach.
Rozmarzyłam się:)
„Zakryłem ręką guzik
i basta
zostałaś ze mną bez windy
na zawsze
deszczu poznałaś krople
Ten deszcz
mógł mi zabrać ciebie
tu spadła kropelka
przezroczysta
i deszcz zmoczył ci włosy”
(„Mógł mi zabrać cię” – H. Grynberg)
Takie skojarzonko:)
Coś takiego mogłaby śpiewać Norah. Swobodny tok, impresja, liryka…
A ja, jak zwykle o tej porze, udaję się pod kordełkę.

Miłych snów wszystkim życzę…
Spokojnych!
Dobrych snów i tobie!
Miłego spania!
Dobrej nocki, Bożenko:)
Pozostawiam już pięterko i zmykam spać. Dobrej nocy, Wyspo!

Dobranoc, idę w Twoje ślady!
Ja też, bo (nie wiedzieć czemu) totalnie padam na dziób.
DOBRANOC!
Snów lekkich jak letnie poziomki, Wyspo:)
Dobry wieczór, Tetryku:)
Całość wczorajszego pożegnania brzmi tak:
„Sen był tak lekki
Jak letnie poziomki
Nikt go nie przyniósł
Nie wiem kto odkrył?
Przyszedł całkiem znienacka
Sam urodził się pod mostem
Górą szli ludzie na drugi brzeg
Woda w rzece była do kostek
W tej rzece ryby szły do źródła
Jedna o drugą tarły łuską
We śnie też brakowało wody
Zmętniało całkiem wody lustro
Górą dalej ludzie szli na drugi brzeg
Krzyżując się w marszu z rybami
I budzili się pod koniec drogi
Wszyscy tak samotnie sami”
(„Sen pod mostem” – A. Ziemianin)
Chyba pierwsza strofa najprzyjemniejsza:)
Dzień dobry
lekko przymroziło…
Witajcie!
Na jeden dzień wydobyłem się z wirków, mam coś do załatwienia w domu.
Dzień dobry, ależ dzisiaj mi się trudno wstawało.
Ja też miałam dzisiaj ciężkie cztery litery
Czy jest tu ktoś chętny?
Witajcie!
Ja jestem chętna.
jesteś w domu, czy znów fruwasz?
Robię coś takiego na zaprzyjaźnionej działce na Bielanach.

Takiej to dobrze…
Było dobrze, teraz już frunę w kierunku domu:)
A ja dziś w locie. W pracy to przynajmniej przeważnie siedzę przed komputerem i mogę ukradkiem zerkać…
Troszkę zalatane dzień dobry, Wyspo:)
Ale mam nadzieję, że „już za chwileczkę, już za momencik…”
Taki odrobinę dłuższy momencik:)
Załatwione dwie spore sprawy, do normalnej pracy wracam zasadniczo jutro, a na dzisiaj już koniec, w sensie przerwa.
Melduję, że dofrunęłam do domu.
Wiosna, panie sierżańcie wiosna, a przecież kalendarzowo jeszcze zima.
I ja wróciłam, ale teraz muszę coś wszamać, bo mi kiszki marsza grają
I ja dotarłem do domu – dosiądę się do Bożenki.
Ja JUŻ zjadłam obiad, a kolacja to jeszcze chwilkę później.
Witam:)
Ja kolację sobie odpuściłam – jestem zbyt zmęczona, by jeść, więc tylko z filiżanką gorącej czekolady z buziaczkiem wędruję sobie po Wyspie:)
O tej porze to już woda tylko
Cały dzień żywiłam się głównie powietrzem, więc chyba filiżanka czegoś innego mi nie zaszkodzi:)
A. No to oczywiście, że nie.
Ja zaś z przerwy wracam.
Miałem dość zwariowany tydzień.
W zeszłym roku podpisałem umowę na pięć sporych zleceń, z czasem wyznaczonym do końca 2021 roku (w trakcie tego czasu kolejne terminy na oddawanie kolejnych zleceń). Zaplanowałem sobie pracę na cały ten czas tak, żeby dotrzymywać kolejnych terminów.
Tymczasem około połowy lutego odezwał się do mnie ten sam klient, z którym mam bieżącą umowę, czy bym nie zrobił dla niego jeszcze jednego – krótkiego – zlecenia. Dobremu klientowi się nie odmawia, w dodatku to zlecenie na spółkę ze znajomą z branży, no i wziąłem. Wczoraj skończyłem I etap, więc jak widać, naprawdę krótkie, i teraz wracam do „normalnego” harmonogramu (którego ew. opóźnienie klient bierze pod uwagę w związku z ekstra zleceniem).
Ale czy ja wiem, co jeszcze temu klientowi strzeli do głowy?

Jemu strzeli do głowy, a Ty ochoczo się zgodzisz, prawda?
Byle on ochoczo zapłacił…
No, nie powiem, za to nadprogramowe zlecenie stawka będzie b. dobra…
Dobranoc Wyspiarzom
Śpij dobrze! 🙂
Spokojnej!
Miłych snów!
Spokojnej nocki, Bożenko:)
Dobranocka.
Okazuje się, że ten koreański zespół, który ostatnio odtwarzał dźwięki z Windows (i nie tylko), ma w dorobku również bardziej tradycyjną muzykę.
No to w ich wykonaniu „Kiedy śnieg pada mi na głowę”. Miejmy nadzieję, że to już ostatni śnieg w tym sezonie
Snów wiosennych!
Jaki OSTATNI?
Ja na kulig się wybieram!!!
Może na kółkach?
Uprzejmie uprasza się o nierobienie sobie żartów!
Ja serio, nie żartuję.
Do Laponii?
Do Ochotnicy…tak wiem, że to bardzo śmieszne jest.
Ale jak planowaliśmy w odwrocie był wirus, a nie zima, która nas straszyła mrozami i opadami śniegu.
No i wg. prognozy w Ochotnicy Górnej w piątek ma padać śnieg.
A niechże ta. Ale w Ochotnicy!
Witaj, Makówko:)
Oby padał i było przynajmniej tak:
„Niech sanki świszczą
Jak błyskawica,
W okrąg księżyca
Złote mgły koło.
Kagańce błyszczą.
Cha, cha, cha! jak nam wesoło.”
(„Kulik” – J. Słowacki)
🙂
Jako makówczyne między-między zdjęcie, które zrobiło moje dziecko dziś wieczorem. Prosto z pracy pojechał na narty.
On łapał zimę, a ja już -wiosnę.
Dobra, tam niech sobie jeszcze poleży. Ten śnieżek.
Ale na głowę już nie.
Drzwi do innego wymiaru:)
Dopiero przed chwilą udało mi się wreszcie na stałe wrócić do domu i już biegnę poczytać madagaskarskie nowinki:)
Znów mnie zmęczenie gna do łóżka. Dobranoc!

A mnie do wanny:)
Dobrej nocki, Tetryku:)
Oraz relaksującej (jak sądzę) kąpieli!
„Słodką kąpiółkę śpiewaj o zmierzchu.
Co wszelkie błoto obmywa z wierzchu!”
(przekład Włodzimierza Lewika we „Władcy Pierścieni” J.R.R. Tolkiena, w większości przełożonym przez Marię Skibniewską)
Dobry wieczór, Quacku:)
Na szybko skojarzyły mi się tylko frywolności St. Trembeckiego („Kąpiel”) i nieco drastyczna „Goplana” J. Lechonia:):
„Nie chcesz, śpiąca pod lodem u jeziora brzegu,
Słyszeć przez sen, jak wichry wieją na mogiły…”
🙂
No tak, to już nie kąpiel, to morsowanie!
„Nie chcesz widzieć (…)
Jak buki na czerwono będą błyskać w górze,
Ani słuchać tej ciszy jesiennej w naturze?
Ani dzwonków od sanek, ni skrzypienia śniegu,
Ani dzwonów, co będą na Pasterkę biły.”
Prawdziwe morsowanie:): …—…
*zobrazuję te błyski, dzwonienia i skrzypienia:
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.youtube.com/watch?v=9A3tBINRdiE
🙂
A to znów Titanic!
🙂
Spokojnej!
To ja też się już pożegnam.
DOBRANOC WYSPO!
Miłej nocki, Makówko:)
Spokojnej!
Północ, więc moja karoca zamienia się w dynię, stangret w szczura… jakoś tak. Umykam!
Dobrej nocki, Quacku:)
Wyspa ukołysana pomrukiem Oceanu Indyjskiego, więc i ja się pożegnam:
„Sen? Doprawdy? Jak dymu kółka?
Sen zmysłowy bladej dziewczynki?
Hebanowa lśniąca szkatułka.
Pomarańcze i mandarynki.”
Snów o zapachu pomarańczy i mandarynek.
Albo tuberozy.
Dobranoc, Wyspo:)
Dzień dobry
Już jasno za oknami, ale mrozik na razie trzyma.
Dzisiaj mamy Międzynarodowy Dzień Pisarzy.
Dzień dobry, na krzakach wróble i bogatki, a pod krzakiem czai się czarno-białe kocisko.
Pewnie to zobaczymy?
Zapewne zobaczymy. Mistrz Q „zaklepał ” sobie już kolejkę i zapowiedział ptaszkowe pięterko.
Ale to będzie ptaszkowe piętro z Bydgoszczy! A kocisko czaiło się tutaj, w Gdyni. Ale zapewniam, że nie pożałujecie
Jesteśmy tego pewni (żeniepożałujemy)!
A kocisko może być na kolejne pięterko, albo jako uzupełnienie tego z Bydgoszczy.
Zresztą …co ja będę ojca uczyć dzieci robić…
Tego w Gdyni nie fotografowałem, ale to dlatego, że było go (ją?) widać przez gałęzie krzaka, a wtedy zwykle zdjęcia wychodzą kiepsko.
Dzień dobry, Quacku:)
Dziś jestem bardziej przytomna, więc:
„Bezlistny jeszcze drzemie las żałosny,
Pola śpią nagie w drętwoty uwięzi.
Wtem ptak zakwilił jeden wśród gałęzi
I nagle cały świat pełen jest wiosny!”
(„Bezlistny…” – L. Staff)
🙂
Poczułem się, jakby pan Staff zaglądał mi przez ramię, jak wyglądałem przez okno.
🙂
Może świat nie zmienia się aż tak bardzo, jak nam wmawiają.
Słonecznie witam!
Witajcie!
Jak widać, c.d. następuje…
Dzień dobry, Wyspo:)
„Na wiosnę na wiosnę
I moje serce i twoje serce
Są białym winem przemalowane
Na wiosnę na wiosnę
Zakochani modlą się
W Notre Dame o dobre dni
Które będą im dane
Na wiosnę
Aby kwiat uśmiech przyrzeczenia
Aby w śmiechu cień spojrzenia”
(„Na wiosnę” – J. Brel)
Dzień mam biegany, ale wieczór będzie już raczej tylko kuchenno-wyspowy:)
A ja dzień kobietodomowy.
Witaj, Makówko:)
Ja też! Ja też!
Od jakichś dwóch kwadransów:)
A ja dotarłem do domu i podpieram oczy zapałkami…
Najlepszym rozwiązaniem jest popołudniowa drzemka.
Ty masz powody, ale ja? Wyspałam się i cały dzień czuję się jakbym wcale nie spała.
Bez podpierania zapałkami oko mnie boli, w głowie się kręci, serce kłuje -starość, starość…
I kto tu mówi o starości
Witaj, Tetryku:)
To frustrujące, ale może pocieszy Cię fakt, że inni mieli z zapałkami równie traumatyczne doświadczenia:):
„O malutkie, nieżywe stworzonka
Z brązowymi i z żółtymi główkami,
Te pomalowane i te białe.
Nieraz malcem, patrząc sobie palce,
Zapalałem zapałkę po zapałce.
Dzisiaj muszę śpiewać waszą chwałę!”
(„Zapałki” – B. Jasieński)
Potrafisz pocieszyć!
Prawda?
Niczym kordiał w wersach;)
No to wszystko załatwione, co było do załatwienia. I przerwa, jak sądzę.
Jeżeli kogoś interesują loty kosmiczne, to za kilkanaście minut dziesiąta próba startu z lądowaniem statku Starship, od Elona Muska. Można oglądać na żywo np. tutaj (to nie jest jeszcze dobranocka)
Zdaje się, że za półtorej godziny dopiero…
Tak, no właśnie, poprzednia próba startu nie wyszła, a już buchnął ogień spod silników…
Chyba ta dziesiąta próba też im nie wyjdzie, już mnie bolą oczy.
Idę spać. Dobranoc
Niee. Komputer przerwał odliczanie na 0,1 sekundy przed startem, za półtorej godziny jeszcze raz spróbują.
Spokojnych snów!
Gwiezdnych snów, Bożenko:)
Pachnących różami snów !
Dobranocka.
Akustyczna (jak zwykle na dobranoc) wersja „Pocałunku róży” Seala.
Bardzo mi leży dzisiaj.
Snów różowych. Różanych. No, różnych.
To ja poproszę sen, w którym będę obsypana różnymi różowymi płatkami róży.
W apartamencie z jacuzzi. Płatki róż na białej pościeli, a do jacuzzi poproszę różowe wino.
Ej, ale w wannie proszę nie czytać, bo jak książka wpadnie do wody, to się zniszczy!
A jeszcze jak się piany mydlanej do kieliszka chlapnie…
To trzeba uważać Sz.P. Ukratku!
Nigdyś Pan nie pił wina w wannie?
Z mydlinami nigdy…
Też nigdy nie piłam z mydlinami. Ale bez (mydlin) -tak!
Panie Q!
Ciasteczka i owoce też lepiej, aby nie wpadły. A już nie daj Boże kieliszek!
Cóż bardziej podobały mi się zdjęcia kąpieli WE DWOJE, ale dbam o morale Wyspiarzy.
I hm… miało być w jacuzzi, a nie w wannie, ale akurat takie zdjęcie znalazłam.
W apartamencie z wanną w pokoju nie spałam, natomiast w takim, gdzie obok łoża było jacuzzi to i owszem; opowiadałam już chyba o tym na Wyspie.
Mam nawet takie zdjęcia jak piję wino w owym jacuzzi.
Małżonka kiedyś trafiła na pewne zebranie nauczycieli w Szwecji, w samym środku naszej wiosny, a ich zimy, w domku daleko od cywilizacji, gdzie do wieloosobowego jacuzzi latało się niemal dosłownie po śniegu. Ale w samym jacuzzi było ponoć b. miło
Też byłam w czymś takim. W kostiumie, szlafroku i klapkach przebiegało się szybciutko i potem już było super.
Jeszcze trzeba było wrócić.
Bo pływanie w basenie pod gołym niebem, gdy wokół śnieg to już …oczywista oczywistość.
I na płatku róży łokciem poślizgnie…
Witaj, Quacku:)
„Wszystkie róże są białe,
tak białe jak moja rozpacz.
Lecz nie są białe dlatego,
że to śnieg na nie opadł.
Dawniej mieniły się tęczą.
Lecz i na duszę śnieg pada.
Wspomnienia i pocałunki
śnieg duszy w płatkach posiada:
te, co się w cieniu zgubiły
lub świetle, gdy ktoś je rozważa.
Opada śnieg z kwiatów róży
lecz duszy śnieg pozostaje
i czasu szpony okrutne
uparcie tkają zeń całun.”
(Pieśń jesienna” – F.G. Lorca)
Kolejne skojarzonko:)
Jakże prawdziwy wiersz. Całkiem serio.
To jeden z moich ulubionych poetów.
Rzadko bywał oderwany od rzeczywistości, a jednocześnie potrafił operować tak niebanalną metaforyką…
Ten poemacik bardzo lubię:
Kasyda róży
„Róża
nie pragnęła porannej zorzy:
na gałęzi swej, niemal niezmienna,
inne miała pragnienia.
Róża
nie pragnęła wiedzy ani cienia:
na granicy ciała i marzenia,
inne miała pragnienia.
Róża
nie pragnęła nawet i róży:
nieruchoma na nieba przestrzeniach,
inne miała pragnienia.”
🙂
To jeszcze – kto przełożył?
Jak przeważnie – poeta:)
Jarosław Marek Rymkiewicz.
Dobrej nocy, Wyspiarze!

Spokojnej!
Spokojnej nocki, Tetryku:)
To i ja powiem:
DOBRANOC WYSPO!
Miłych snów, Makówko:)
Spokojnej!
„Kwiaty pną się tęczowe wśród kościołów milczących –
rosa w czarach się zbiera – kryształowych i lśniących.
Na szafirów ocean księżyc złoty wypłynął,
jęk się ozwał derkacza i za lasem gdzieś ginął.”
Tymi kilkoma wersami z „Anamnezis” T. Micińskiego i ja się żegnam:
tęczowych snów, Wyspo:)
Dobranoc:)
Umykam również. A Micińskiego sobie przeczytałem na głos. Wart tego!
Dzień dobry
Czy wraca zima? A już było tak pięknie…
Witajcie!

Tu jeszcze neo-zima nie dotarła: +5 st.
To prawda, dotarła na północy. Północ w śniegu, południe w słońcu.
Sprawdziłam.
Dzień dobry, to musi być jakaś jeszcze dalsza północ niż my. Władysławowo? Puck?
Może mam mylne prognozy…
Dość paskudnie było. Padał deszcz, a być może nawet deszcz ze śniegiem, ale generalnie raczej mokro niż mroźno.
Witam:)
U nas minus jeden. We dnie padał śnieg na przemian z deszczem i gradem. Źle się jechało do pracy, a do domu jeszcze mniej fajnie, bo ta kasza przymarzała:(
Witajcie!
(wiosennie, plus 10 stopni).
Dobry wieczór, Makówko:)
Ładna rozpiętość czasowa od 9 do 22 (z minutami).
Dobry wieczór i chyba zaraz dobranoc!
🙂
Skoro taka Twoja wola i potrzeba:)
Ja sobie chyba te mandarynki i pomarańcze wykrakałam. Wolałabym tuberozy, bo tylko gałązkę do flakonu i spokój:)
No to ja kończę dzienną aktywność i idę na przerwę.
A po przerwie dobuduję piętro z ptaszkami.
Wspaniale!
Czekamy.
Może ptaszki pobudzą mnie do życia?
Zbawco:)!
Witaj, Quacku:)
Jestem z powrotem i zabieram się do roboty.
Zapraszam na nowe pięterko!
Byłam, obejrzałam, skomentowałam, ale pożegnam się jeszcze tu.
Dobranoc
Spokojnej!
Dobrej nocki, Bożenko:)
Dobry wieczór, Wyspo:)
Dopiero dotarłam do domu.
W dodatku obdarowana dość znaczną ilością pomarańczy, z którymi wypadałoby coś zacząć robić, więc wieczór zapowiada się taki raczej „na doskokach”: jeden doskok do laptopa trzy doskoki do garów:)
Co będziesz robić z tych pomarańczy?
Galaretki w słoiki, trochę konfitur, takich ze skórką, i może jakieś ciasto upiekę.
A, i skórki kandyzowane, bo to pomarańcze eko, więc szkoda by było takie dobro nienawożone zmarnować:)
Dostałam tego z siedem kilo, więc materiał jest, oby pomysłów starczyło:)
Zważyłam:) Siedem kilo i dwadzieścia siedem deko.
Słuszną linię ma nasza władza!
„Jeszcze zdążę wam zaśpiewać, opowiedzieć,
jeszcze zdążę posadzić drzewa cudowne, zielone.
Jeszcze zdążę zapomnieć i wspomnieć, znowu nie wiedzieć.
I znajdę czas na śmiech, rozpacz, słowo.”
Oczywiście, tytułowe „Żegnam” jest tymczasowe, bo jeszcze niejeden utworek przed nami, a tym fragmentem chciałabym po prostu spuentować marcowe pięterko i podziękować Wam za kolejną sympatyczną podróż sentymentalną w świat Agnieszki Osieckiej.
🙂
A że na ptaszki zawsze jest odpowiednia pora – frunę do Quacka.
🙂
(A już myślałem, że będą „pomarańcze i mandarynki”, pod ten podarunek
)
Mówisz – masz;):
„Nie patrz jak ja tańczę
Wino z siarą zgubi cię
Nie ma pomarańczy
Ta prywatka to nie sen
Gdy tak dobrze bawisz się
Nie patrz jak ja tańczę
Nie ukrywaj łez
Oto pomarańcze
Tak je kochasz proszę jedz
Nie patrz jak ja tańczę
Oto pomarańcze
Tak je kochasz proszę jedz
Nie patrz jak ja tańczę
Nie patrz jak ja tańczę
Oto pomarańcze”
(Nie patrz, jak…” – Perfect)
Choć osobiście uwielbiam ten wiersz Williama Carlosa Williamsa:
Chcę ci tylko
powiedzieć, że
„zjadłem
te śliwki
które były w
lodówce
i które
chciałaś pewnie
zachować
na śniadanie
nie gniewaj się
tak mi smakowały
były takie słodkie
i zimne”
Sorki, że o śliwkach, ale za to w przekładzie Miszcza Barańczaka:)
Aaa, oba wiersze w punkt.
Ten drugi przełożył również Piotr Sommer:
Chcę tylko powiedzieć
że zjadłem
śliwki
które były
w lodówce
i które
ty najpewniej
schowałaś
na śniadanie
Nie gniewaj się
były pyszne
słodkie
i takie zimne
Ten wiersz jest w sumie tak prosty, że nie ma za bardzo możliwości poszaleć z przekładem, Sommera jest bardzo zbliżony, ale jednak zwięźlejszy, o innym rytmie (nie żeby lepszy czy gorszy, po prostu inny).
Tak. Różnice rytmiczne chyba najbardziej rzucają się „w uszy”.
Też często porównuję różne przekłady, ale jeśli mam coś przetłumaczyć sama, w cudze zerkam dopiero później, ponieważ bywają bardzo sugestywne i trudno się od nich uwolnić:)
Dobranocka.
Dzisiaj mnie naszło na jazz. Piękny utwór, naprawdę. Saksofon w najlepszym wydaniu.
Snów o kochających i kochanych.
Najlepiej gdy to się zbiegnie w jednej osobie, ale, żeby to tak łatwo było, że kochający jest kochany…no przez tego, kogo kocha…a tymczasem „w tym największy jest ambaras, aby dwoje chciało naraz”.
Niestety, jakże powszechna przypadłość!
Ale jak się uda kochać i być kochanym to…chuchać, dmuchać trzeba…aby nie popsuć.
Przepięknie:)
I już zawsze ten standardzik będzie mi się kojarzył z cytrusami:)
Synestezja – gra muzyka, a ty czujesz smak
Witaj w moim świecie, Quacku:)
Ukołysany trzepotem piórek i wizją mandarynkowych konfitur zapalam lampkę i zmykam!

Spokojnej i Tobie!
Wczoraj całkowicie ugrzęzłam w pomarańczowym świecie…
Wyspiarze natomiast całkiem dobrze już zdążyli zadomowić się na pięterku Quacka, więc raz jeszcze dziękuję za wspólne „czytanie Osieckiej” i pozdrawiam:)
Dzięki!