Skoro mamy już luty trzymanie się chronologii przy opisie grudniowych wędrówek nie ma większego sensu. Jednak na koniec części 3 obiecałam na kolejnym pięterku opisać to co między 9 a 16 grudnia, więc… bardzo proszę, niech tak będzie.
11 .12. 2020
Obiecałam przyjaciółce odwiedzić grób jej rodziców, ale „przy okazji” zrobiłam sobie spacerek, gdyż jak już nieraz pisałam cmentarze to miejsca, gdzie nie tylko zamyślamy się nad bliskimi, ale i też uczymy historii.
Cmentarz Rakowicki -nazwa pochodzi od nazwy drogi (obecnie ulicy Rakowickiej) wiodącej do odległej o 2 km dawnej wsi Rakowice.
Pierwszy pogrzeb miał miejsce w styczniu 1803 (18-letniej Apolonii z Lubowieckich Bursikowej, zmarłej 15 stycznia 1803 roku).
Powstał na terenie podmiejskiego wówczas folwarku Bosackie we wsi Prądnik Czerwony na pograniczu Olszy, w związku z wydanym zakazem pochówków na dotychczas istniejących cmentarzach przykościelnych w obrębie miasta (edykt józefiński z 1784 roku) Teren o powierzchni 10 morgów chełmińskich za 1150 złotych reńskich wykupiły od karmelitów bosych z Czernej władze austriackie.
Cmentarz był kilkakrotnie powiększany; obecnie zajmuje powierzchnię 42 ha.
Jest zabytkiem o dużej wartości historycznej i artystycznej (w 1976 r. został wpisany do rejestru zabytków).
Jest miejscem pochówku krakowian, zarówno zwykłych obywateli miasta, jak i tych zasłużonych: twórców kultury, naukowców, przedstawicieli znanych rodów, działaczy niepodległościowych, politycznych i społecznych, uczestników ruchów niepodległościowych, powstań, obu wojen światowych i innych. Wiele nagrobków jest dziełem znanych rzeźbiarzy i architektów.
Nie będę Was oprowadzać po cmentarzu, pokażę jedynie tych parę nagrobków, które miałam „po drodze”.



Aby nie było zbyt smutno i poważnie dla odreagowania – malutki bałwanek.

To, co widać z tyłu to FORT KLEPARSKI.




Bastion III „Kleparz” (Fort kleparski) – standardowy fort reditowy z lat 1856-185, jedyny zachowany w stanie niemal pierwotnym fort tego typu
Ze względu na położenie na newralgicznym, północnym odcinku obrony, jest to jeden z najpotężniejszych fortów rdzenia twierdzy krakowskiej. Zewnętrzny nasyp ziemny (przeciwstraż) osłania fosę, chronioną dwoma podwójnym kaponierami typu „kocie uszy”. Wał główny ma narys bastionu, stok omurowany; na wale znajdowały się stanowiska artyleryjskie. Wewnątrz wału znajduje się śródszaniec, w postaci podkowiastej, dwukondygnacyjnej, ceglanej redity, z płaszczem ziemnym do góry. Dziedzińce znajdują się między wałem i reditą, oraz wewnątrz redity.
Z tyłu redity, długa szyja stanowiła trapezoidalną kaponierę, przeznaczoną do ostrzeliwania fosy przed wałem obwodu twierdzy (fosa i wał przylegały do fortu od tyłu) Szyja zakończona była potężnie rozbudowaną kaponierą tyłową, która położona była już wewnątrz linii obrony twierdzy i chroniła fort w przypadku wdarcia się nieprzyjaciela do wnętrza obwodu i ataku na fort z od strony miasta. Obiekt ten miał własny ceglany, jednokondygnacyjny dziedziniec. Główną bramę chroniły dwie basteje. Taka niezwykła konstrukcja z dwiema kaponierami wynikała z włączenia fortu w obwód wału twierdzy. Bastion kleparski pełnił zatem podwójną funkcję: chronił główną linię obrony całej twierdzy, a równocześnie stanowił jednostkę autonomiczną.
W latach sześćdziesiątych XIX w. fort ten był niemal nie do zdobycia, ze względu na swą rozbudowaną strukturę obrony. Ze względu na szybki postęp technologiczny, w latach osiemdziesiątych XIX w. stał się przestarzały. W 1884 do fortu dobudowano poprzecznice ze schronami na wale a w 1909 koszary.
Fort nie brał udziału w działaniach wojennych. W okresie międzywojennym kontrolowany przez wojsko, w czasie II wojny światowej Niemcy więzili w nim jeńców radzieckich. Po wojnie szczęśliwie ocalał, mimo planów rozbiórki. Od roku 1954 nastąpiła jego zabudowa i zniekształcenie fos. Gospodarz, Piwnice Win Importowanych, dobudowały budynek biurowy, szpecący bryłę fortyfikacji W 1997 obiekt został częściowo odrestaurowany przez następnego użytkownika, przedsiębiorstwo „Vinfort”. Mieści obecnie piwnicę win importowanych oraz – w tzw. kaponierze środkowej – klub muzyczny „Forty Kleparz”.
Zajrzałam do środka (tam, gdzie się dało), a tam nastrój świąteczny.


Fort otacza Park Kleparski.

Na następny dzień (12 grudnia 2020) „wypad za miasto”, choć nadal bardzo blisko Krakowa.
Celem naszej wycieczki jest Rezerwat przyrody Zimny Dół.
Jest to częściowy rezerwat przyrody nieożywionej, utworzony w 1991 r. na powierzchni zaledwie 2,22 ha.
Rezerwat obejmuje fragment orograficznie prawych zboczy górnej części doliny Zimny Dół. Podziwiać można tutaj duże głazy o bardzo stromych ścianach, miejscami tworzące labirynty skalne. W wielu miejscach na skałach występują charakterystyczne okapy. Wszystkie te formy powstały głównie w wyniku procesów krasowych.
Aby tam dojść wędrujemy przez zamglone pola, lasy…



Z mgły wyłaniają się skałki.
Wędrujemy pomiędzy nimi, pod nimi, nad nimi… super zabawa!



Dalszy ciąg dobrej zabawy to ognisko z kiełbaskami i …rozgrzewającymi płynami. Posileni idziemy dalej, aż dochodzimy do tablicy, z której wynika, że wchodzimy do Dolinki Mnikowskiej.

Tu witają nas bałwanki, skałki i wodne pierzaste.




Dolina Mnikowska to wąwóz o długości około 2 km w dolinie Sanki, położony na zrębie tektonicznym Garbu Tenczyńskiego w obrębie Wyżyny Krakowsko-Częstochowskiej. Podobno tu spotykali się na romantyczne spacerki król Zygmunt August i Barbara Radziwiłłówna.
Zimny dół jest mniej znany, natomiast każdy Krakus był w Dolinie Mnikowskiej, więc może znajdą się chętni do współtworzenia ?
Trzeci spacerek odbył się kolejnego dnia –13.12. 2020.
Tym razem celem wycieczki była Góra Chełm.

Pogoda (podobnie jak poprzedniego dnia) nie rozpieszczała słońcem. Jednak takie mglista zimowa sceneria też ma dużo uroku.







Dla każdego coś…teraz coś dla miłośników kapliczek, chałupek…



Na koniec figura św. Onufrego.


W pobliżu figury jest taki cmentarz w lesie.

Przechodzimy obok wozu strażackiego w Zembrzycach i wracamy do domu.

Na zakończenie pięterka – nocny spacer 15.12.20 po Parku Duchackim (zdjęcie zrobił mój syn).

Na obrazek wyróżniający wybrałam zdjęcie, na którym jest i jesień i zima. Zrobiłam je 13.12.2020 w drodze na Chełm.





Grudniowe spacerki w lutym?
Na Wyspie wszystko jest możliwe.
Nieśmiało więc zapraszam pospacerujcie ze mną.
Ładnie zwłaszcza prezentują się „nierozpieszczone” zdjecia
Dobrze, Makówko, że masz taki propellerek w napędzie!
Co to są zdjęcia „nierozpieszczone”?
Hm…sugerujesz, że mam coś ze śmigłowca?
13.12.2020 Pogoda (podobnie jak poprzedniego dnia) nie rozpieszczała słońcem
Teraz rozumiem i w pełni się zgadzam.
Uwielbiam słońce, milej się wędruje w słoneczku, ale (jak pisałam) takie mgliste widoki mają dużo uroku.
Dla turysty nie ma złej pogody na wycieczki (oczywiście pomijam wysokie góry).
Dobry wieczór.
Aż się zainteresowałem, na co (czy też: w jakich okolicznościach) mogła umrzeć osiemnastoletnia dziewczyna (z nazwiska wnoszę, że już mężatka!) w 1803 roku. Obawiam się, że mogła np. w połogu
(chociaż to tylko hipoteza, pewnie powodów w tym czasie było aż nadto).
No i ten teren wykupiony za 1150 złotych reńskich – kler wiedział, jak się ustawić, zarówno przy kupnie/nabyciu, jak i sprzedaży.
Swoją drogą ciekawe, czy to była cena rynkowa, czy też preferencyjna (dla władz lub wprost przeciwnie, dla karmelitów).
Nagrobki piękne, co ciekawe, wydają mi się kompletnie inne od np. powązkowskich. Tak jakby odbijał się w nich genius loci.
Co do fortu kleparskiego, to przyszła mi do głowy taka refleksja, że budowla, a nawet ich kompleks, stworzony takim nakładem sił i środków, tak się szybko zestarzał (ze względu na postęp techniczny). Coś jak współcześnie centra handlowe, oczywiście z innych przyczyn.
Ale sam fort cacy. Serce rośnie, że udało się dla niego znaleźć inne zastosowanie.
Dolina Zimny Dół i Mnikowska – już nieraz pisałem, że pasjami lubię takie skałki. Z daleka bardzo malownicze, a z bliska, jak to w wapieniach (jurajskich) czasem się zdarzy jakaś skamielina, a to zawsze interesujące (powiedział syn i bratanek geologów).
Z góry Chełm najbardziej chyba interesujący ten cmentarz w lesie – tak bez opisów? Coś tam było na tych krzyżach, tabliczki? To żołnierze albo partyzanci?
Pod śmiertelnym głazem, który ją okrywa,
Z Lubowieckich Bursika żona spoczywa.
Pierwsza z obywatelek w dziewiętnastym roku,
Zaległa to miejsce z Istoty wyroku.
Miłość ku rodzicom, cnota nie z zarobkiem,
Te są Bursikowy wieczystym nagrobkiem.
Przechodniu, wznieś modły do Istoty tronu,
Tej duszę umieści w gronie swych Syonu.
Prosi usilnie, żebrze, racz dać, Boże Panie,
Apolonii duszy wieczne spoczywanie.
Apolonia zmarła na płuca.
To treść epitafium, które sprawiła zmarłej rodzina. Niestety, tablica ta już dzisiaj nie istnieje, a jej treść zawdzięczamy notatkom dotyczącym cmentarza Rakowickiego, spisanym przez Antoniego Kosteckiego w roku 1861.
O, przepiękne (mimo że nie tłumaczy przyczyny śmierci).
Zmarła na płuca, napisałam to wyżej.
Była wątłego zdrowia, chorowała na gruźlicę, zmarła w domu.
Za mąż wyszła mając zaledwie 15 lat. Małżonek zmarłej Wacław Bursik był bogatą i wpływową osobą.
Też mnie interesują takie historie dlatego poszukałam więcej informacji na ten temat.
Dziękuję raz jeszcze, miałem na myśli, że epitafium nie tłumaczy.
To brzmi jak materiał na melodramat!
Tu można przeczytać więcej i materiał na melodramat prawie gotowy.
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/dziennikpolski24.pl/dziewczyna-ze-slawkowskiej/ar/2412704
Fantastyczne, na podstawie tych wiadomości można by nakręcić kawałek serialu. Żaden ze mnie scenarzysta, ale jakby wziąć tak parę osób pochowanych na Cmentarzu Rakowickim i o każdej zrobić odcinek, z tych sławnych i mniej sławnych, to niejeden sezon by można! B. ciekawy punkt wyjścia to byłby (chociaż de facto dojścia lub nawet zejścia…).
Umykam, dobranoc.
Śpij dobrze, ja też za chwilę umknę.
Dziękuję za merytoryczny komentarz.
Quacku!
Jeśli chodzi o cmentarz w lesie, który spodobał Ci się najbardziej z wycieczki na Górę Chełm to jest to podwójnie zabawne.
Robiliśmy zdjęcie Onufremu, a część grupy już poszła. Na ten cmentarz natknęliśmy się przez przypadek błądząc. Nie było więc czasu na dłuższe zatrzymywanie się, bo musieliśmy szukać szlaku i gonić grupę.
Przez to zniknięcie i szukanie zdjęć kończyłam pięterko w pośpiechu i zapomniałam dodać dwa zdjęcia. Już po opublikowaniu, po komentarzu Tetryka dodawałam zdjęcie tego cmentarza, bo uznałam, że jest ciekawy i nawiązuje do pierwszej części wpisu.
Dziękuję, czyli odkrycie przypadkowe.
Nasze życie składa się w dużej mierze z przypadków.
Odpowiedziałam tylko na część komentarza Quacka; dziecko mnie zagadywało na Messengerze, a teraz już czas iść spać.
Jutro chętnie rozwinę temat, a teraz już się pożegnam.
DOBRANOC WYSPO!
Dzień dobry
Piękne pięterko, a raczej piętro! Ale zapoznam się z nim trochę później, bo bym umarła z głodu…
Chodzenie po schodkach bez śniadania nie jest zalecane !
Dzień dobry, jednak nie ma tak zupełnie bez obowiązków, zaraz jadę na zakupy (ale nie do Bydgoszczy!)
Widzę, że wiaruchna wstaje, więc proszę Gienię…
Witam słonecznie i podstawiam ulubioną filiżankę.
Witajcie!
W Krakowie piękny dzień, miło go z Gienią rozpocząć…
Tak piękny, że aż zachęca do wyjścia z domu.
Tu też słonecznie i ciepło. Wiosna tuż…
Makówko, dzięki Tobie planuję być w Zimnym Dole, świetne uroczysko.
Bajkowej szadzi nie przeszkadza zamglenie, a raczej dodaje tajemniczego wdzięku. Wspaniały wpis, a forty jeszcze piękniejsze w bieli.
Witaj Ultro!
Dziękuję, Ty zawsze coś miłego napiszesz.
Umykam na chwilę łapać antydepresant, czyli słońce.
Paaaaa….
Dzień dobry

Urocze spacerki
Nic nie napisałam wczoraj, chociaż poczytałam. Nie zdążyłam… mąż wrócił z pracy bardzo smutny, przygnębiony. Zmarł jego kumpel, z którym mąż pracował 20 lat temu i bardzo go lubił. U Mateusza podejrzewali chorobę Parkinsona, ale potem okazało się, że to jakaś inna choroba, na którą chorowało zaledwie kilka osób na świecie. Nie mieli na to lekarstwa… zmarł mając 46 lat…
Nawet na pogrzeb nie ma jak iść, bo w związku z wirusem, liczba osób odwiedzających zmarłego jest znacznie ograniczona – tylko do najbliższej rodziny…
Smutne… ale takie jest życie… nie zawsze daje nam powody do radości…
Och, tylko 46! Straszne.
Pozdrawiam i ściskam zdalnie
To smutne. Taki młody człowiek, młodszy od mojego syna…
Również ściskam…
dla Ciebie i męża.
A ostatnio wydawało się, że to dopiero covid urządził nam ruletkę. Niestety, biologia tak ma
Trzymajcie się!
Dziękuję Wam za wyrazy współczucia
To faktycznie straszne, gdy umierają młodsi od nas…
Nie znałam Mateusza, ale mimo wszystko jest mi przykro…
W Castoramie nie było NICZEGO z naszej listy zakupów, natomiast w OBI było 90% potrzebnych rzeczy, a pozostałe 10% okazało się być obok w IKEI (przepraszam, że tak lecę nazwami sklepów, ale nie bardzo mam siłę cenzurować, kryptoreklama kwitnie). Po przyjeździe zrobiłem jeszcze zakupy na miejscu, koło domu, a potem pomagałem sąsiadom u góry uruchomić pralkę (status sąsiadów i pralki jest skomplikowany, ale w uproszczeniu można tak powiedzieć).
A teraz mogę nareszcie wziąć się do pracy.
Można powiedzieć – od pracy, do pracy.
Tak, ale zamierzam dzisiaj skończyć, bo już mi niedużo zostało.
Quacku czy Ty cały czas się meblujesz, remontujesz itd?
Nie, ale małżonka nadzoruje urządzanie mieszkania piętro niżej Najjuniorowi.
Przechlapane dobry wieczór, Wyspo:)
Odwilż na całego:):
„Odwilż zawiewa,
Najdroższy z zwiastunów:
Odżyjcie, łany i rzeki i drzewa!
Taje na skrzepłych pól i łąk kobiercach,
Które czernieją z pod śnieżnych całunów
I — taje w sercach!
Przedziwna chwila!
Luty ucisk grudnia
Lżeje! Świat cały zmienia się, przesila,
Tchnie z wszech stron naraz prąd rzeźwiącej mocy.
Wieje z Zachodu, Wschodu, od Południa
I od Północy!”
(„Odwilż” – L. Staff)
W Trójmieście podobnie. Śnieg się trzyma tylko tam, gdzie pryzmy poodgarniane z ulic/ chodników, albo tam, gdzie ubity (nogami albo oponami).
Witaj, Quacku:)
U nas jeszcze biało:)
Teraz znowu mrozi, ale we dnie cykało z dachu na parapety „cyk, cyk, cyk”:)
I od czasu do czasu sopelek – bęc!
Dobry, Wieczór, Makówko:)
Kapliczkowo-dolinkowo tak mi się skojarzyło:):
„Przy gościńcu krzyż w dolinie
I na zardzewiałych kopiach
U podnóża krucyfiksu –
Kwiecia stepowego wian…
Jasny wieczór południowy!
Tak lubiłem wieczorami
Spacerować w głąb doliny
Tam, gdzie stał samotny krzyż!
(…)
Za przestronną hen doliną
Pól dalekość błękitniała,
Sierpnia wieczór południowy
Był spokojny, i z doliny
Dobiegała czyjaś pieśń.
I wabiła mnie, nękała
Pól dalekość, późnym latem
Tak wspaniała i nieczuła,
Co w bezludnym smutku trwa.”
(*** – I. Bunin)
Pozdrawiam:)
A z cmentarzykiem tak:
„Brzozy jak tory spadłych gwiazd. Ciemność półkręgiem nabijana
Ćwiekami białych krzyży. Las najskrzydlej biegnie w mrok bez końca
I bije grzbietem w twardość chmur, zamykających wzrok jak ściana.
Tylko zbudzonej wilgi głos opada przypomnieniem słońca.
Płomieniem przełamany chór. I tylko glina zapamięta
Podziemny kształt wygasłych ust. Na grobach wschodzi miedź i mięta.
Kwiaty unoszą pusty wzrok ponad powłoki już niczyje.
Kędykolwiek stąpnę, śmierć. I ciemność. Nie wiem, za co żyję.”
(„Cmentarz polny” – St. Lem)
U Ciebie wprawdzie sosny, ale reszta pasuje niemal idealnie:)
To Lem pisał także (takie) wiersze?
Wróciłam!
W planach było „na chwilę”, czyli krótki spacerek celem „łapania słońca”.
Mieliśmy problem z wyborem miejsca…to i pojechaliśmy we wszystkie trzy.
Teraz szybko obiad i wracam na Wyspę.
A ja na przerwę.
Zjadłam obiad, pozmywałam i wskoczyłam na Wyspę.
Na chwilę, bo trzeba nastawić jakąś bodaj zupę na jutro, spakować się, umyć głowę, zdjęcia z dziś przegrać…
W czasie tej chwili poczytałam wiersze zapodane przez Lenę. Wszystkie bardzo ładne i za wszystkie bardzo dziękuję.
Miło mi to czytać, Makówko:)
I. Bunin to niezwykły poeta. Szkoda, że trochę mało u nas znany.
🙂
Lem znany jest raczej z takiej twórczości:):
„Apentuła niewdziosek, te będy gruwaśne
W koć turmiela weprząchnie, kostrą bajtę spoczy,
Oproszędły znimęci, wyświrle uwzroczy,
A korśliwe porsacze dogremnie wyczkaśnie!
Trzy, samołóż wywiorstne, gręzacz tęci wzdyżmy,
Apelajda sękliwa browajkę kuci.
Greni małopoleśny te przezławskie tryżmy,
Aż bamba się odmurczy i goła powróci.”
(Z: Elektrybałt)
albo z takiej:):
„Idę samotny borem i lasem,
Choć wszędy wicher i słota,
I tylko głucho skrzypnę zawiasem
Albo o kamień potknę się czasem,
Robot-sierota.”
Ale pisywał też „liryki serio” inspirowane Leśmianem (jego ulubionym poetą):
„Wprawione w ruch i złoto wieże się kołyszą.
Niebo takie niebieskie, że jest tylko ciszą
Malowaną w desenie łagodnych gołębi.
Zachód ustawia w oczach akwarele lila,
Posążki z porcelany i lalki, a w głębi
Srebrne ostrze obłoki do słońca przyszpila.
Szklane róże katedry płomieniem zabłysły,
Niebo wstępuje w wodę, a z ramienia Wisły
blanki brunatnej cegły. Ciemniejący zenit
Powraca w złotookich rozstajach kamienic.
W dali, na wielkich tarczach czterościennej wieży
W płatkach czarnego złota czas na cyfrach leży
I znaczy długą drogę ziemi, wirującej
Niebem pośród kościołów, jak aleją, w słońce.
Pamięć, mała jak gwiazda, i jak gwiazda nikła,
Zmierzchające kolory z dziewczętami wikła
Jak bezskrzydłe anioły uwięzione ziemią.
Kogo czerwony zachód i uśmiech kobiety
Zasmuci, a ciemności gwiaździste oniemią,
Ten jest bardzo samotny i bliski poety.”
(„Piątką przez Kraków”)
Choć chyba poczucie humoru brało jednak górę nad romantycznością:):
„Wolno przepływa taflą zielonych liści.
Śliną srebrzystą i wiotką kreśli pętle podróży.
Z głowy wytryska jedwab. Nim się kokon przyśni,
Czuje, jak świat się dokoła to kurczy w sobie, to dłuży.”
zważywszy, że wiersz poświęcony został gąsienicy:)
Miał faktycznie specyficzne poczucie humoru.
Swoimi książkami zachwycał, zachwyca i chyba zawsze będzie zachwycać.
Miał:)
I „ucho” niezawodne, zwłaszcza na rytmikę innych poetów, choć sam wypierał się jakiejkolwiek muzykalności:)
„Robot-sierota” jest pastiszem na „Wolnego najmitę” M. Konopnickiej:)
A taki „Nieśmiały cybernetyk”:
„Nieśmiały cybernetyk potężne ekstrema
Poznawał, kiedy grupy unimodularne
Cyberiady całkował w popołudnie parne,
Nie wiedząc, czy jest miłość, czy jeszcze jej nie ma?”
jako żywo kojarzy mi się z „Niepewnością” A. Mickiewicza:)
🙂
Nieznane oblicze Lema!
🙂
Pamiętam jeszcze takie nawiązanie, zwane wdzięcznie „pieśniami wojsk gwintowych”:
„Chwycę majzel wraz z ferszlusem,
na bagnety ruszę kłusem!”
Choćby do „Wojskowej”:):
„Jak przepustki nie dostanę
Karabinem rżnę o ścianę!”
Dobry wieczór, Tetryku:)
Dobry wieczór, Leno! 🙂
Karabin przypomniał mi, że miałam Quackiemu odpowiedzieć na jego wczorajszy komentarz.
Ale sam fort cacy. Serce rośnie, że udało się dla niego znaleźć inne zastosowanie.
Oto fotka o „zastosowaniu” fortu.
Parę okoliczności: List Stanisława Lema do Sławomira Mrożka
i jeszcze:

Ależ „Lemowo” się zrobiło na tym pięterku!
Lem patronem kolejnego roku na Wyspie?
Jest jeszcze dużo czasu na te wybory…
A ja się już żegnam i życzę dobrej nocy
Snów ukołysanych poskrzypywaniem robotów! 😉
Śpij spokojnie Bożenko!
Spokojnej!
St. Lem to bardzo wdzięczny patron, ale trudno znaleźć w internecie jego poezję:)
Swoje cytaty przepisywałam na piechotę z „Antologii”:)
Nie wiem też, czy znalazłoby się wielu amatorów do komentowania tego typu utworków:
„Trzy, samołóż wywiorstne, gręzacz tęci wzdyżmy,
Apelajda sękliwa borowajkę kuci.
Greni małopoleśny te przezławskie tryżmy,
Aż bamba się odmurczy i goła powróci.”
(„Apelajda”)
A bez nich „Rok Lema” nie byłby w pełni „Rokiem Lema”:)
Otóż ostatni wers wszedł na stałe do reprtuaru u moich Rodziców na określenie sytuacji „przyszła koza do woza”
🙂
Ależ oczywiście, że wiersze z Cyberiady (i zdaje się Bajek robotów) kojarzę, ale zawsze mi się wydawały popisem sprawności rymotwórczej (np. ten na literę „c”, ale ten o grupach unimodularnych także), a nie natchnienia.
A tu takie kwiaty!
Oto skutki robienia paru rzeczy naraz!
Pakowanie, gotowanie, dodawanie zdjęć na fb, kukanie na Wyspę, sprawdzanie połączenia MPK na jutro.
SPALIŁAM OBIAD NA JUTRO!!!!!!!!
Idę do wanny.
Jeszcze nie wiem, czy utopić się z rozpaczy, czy umyć głowę?
Nie do uratowania spaliłaś? Bo ja już różne rzeczy jadłem poprzypalane i to naprawdę musiałby być węgiel, żeby mnie zniechęcić.
Ale to był taki obiad na jedno danie –zupa z wkładką mięsną!
Ale oczywiście, że usiłuję uratować, bo nic innego już teraz nie zrobię.
Barszcz ukraiński z małą ilością wody, bo miałam dodać barszcz czerwony kiszony z butelki.
Powodzenia w ratowaniu!
Dobranocka.
Nieco melancholijna, bo śpiewa Piotr Machalica, ale sama piosenka optymistyczna i pełna nadziei wszak.
Snów optymistycznych!
Nie odebrałem jako melancholijną. Może już jestem zbyt śpiący?
Mistrzowskie wykonanie, mądre słowa…
Czy optymistyczna? I tak i nie w moim odczuciu.
Ale ja nie jestem śpiąca, lecz zniechęcona. Do samej siebie, że tak idiotycznie „zagadałam się ” przy laptopie i spaliłam garnek, nie mam obiadu i w ogóle …jak można być taką łajzą?
To nie uratowałaś w końcu?
Garnek rzecz nabyta…
Jutro rano spróbuję zjeść to co uratowałam i …”się okaże” czy mi się uda.
Oczywiście to są drobne sprawy, ja JESTEM ZŁA NA SIEBIE!
„Jak się gniewać, to się gniewać – stwierdziła Mała Mi – trzeba czasem być złym, każde najmniejsze stworzenie ma prawo być złe. Ale Tatuś gniewa się nie tak, jak trzeba. Nic nie wydmuchuje z siebie, tylko wciąga do środka”. (Tove Jansson, Tatuś Muminka i morze, przeł. Teresa Chłapowska)
Wydmuchujesz?
Zatem lampka i biegnę za Bożenką… 😉

Spokojnej!
Dobranoc!
Witajcie!
Dzień dobry
Piękna niedziela wstaje i Makówka już gotowa do drogi 
Makówka już dawno pożegnała Kraków.
Przyjemności
Komu kawy, lub innego napoju?
Herbatę do termosu poproszę.
Proszę…
Dziękuję.
Na Ciebie zawsze można liczyć.
Zawsze do usług
Witajcie!
Pozazdrościć Makówce, przy dzisiejszej pogodzie nawet przypalony garnek traci na ważności!
Zupełnie się z Tobą zgadzam.
Dzień dobry, i tu piękna pogoda, w związku z czym lada chwila wybywam pospacerować. Co prawda nie w ptaszkowe okolice, ale kto wie?
No to jestem z powrotem i pobędę.
I owszem, parę ptaszków po drodze było, muszę teraz zgrać zdjęcia i zobaczyć, co ja właściwie sfotografowałem
No to mam czernice (po raz pierwszy!) i gągoły (nie po raz pierwszy) na falach, a potem jeszcze w drodze powrotnej pełzacza (ogrodowego albo leśnego, też po raz pierwszy)
Ale na razie nie będę robił z tego pięterka, może jak mi się nazbiera trochę więcej różnych gatunków.
Będę czekała na te zdjęcia

Szczególnie interesuje mnie pełzacz (bez znaczenia – ogrodowy, czy leśny). Wiem jak trudno go złapać w kadr, bo u nas też jest. Co prawda inny podgatunek, ale zawsze podobny
Skubany jest niesamowicie szybki. Zlatuje na dół drzewa, a potem, jak sprinter, zasuwa w górę. Idealnie zlewa się z korą, bo ma podobny kolor…
Co do czernic… kiedyś udało mi się obcykać czerniczkę amerykańską. Bardzo podobna, tylko zamiast czuba ma coś w rodzaju hełmu na głowie. Czernic jako takich w Illinois nie ma…
Pośpieszne dobry wieczór, Wyspo:)
Czemu tak pośpiesznie?
Witaj, Tetryku:)
Trochę zajęć mi się nagromadziło.
Dobry wieczór! Już prawie kończę ten projekt, co mi na dzisiaj przypadł.
(A potem przerwa niedzielna…)
A potem śmierdzą niemyte nogi…
W pierwszej chwili nie złapałem
Wracamy. Cudnie było. Zakopianka zakorkowana.
Napisałaś to tak, jakby zakorkowana trasa była częścią tego „cudnie” :^D
Pisałam jeszcze z komórki w autobusie.
Chciałam się odezwać, bo kiedyś Bożenka się o mnie martwiła jak tak późno było, a ja jeszcze się nie odezwałam.
Ależ jasne, mnie tylko rozbawiło to połączenie.
Śmiech to zdrowie.
Idę do
Jestem w domu.
W odróżnieniu od pogody na wycieczkach opisanych na tym pięterku w ten weekend pogoda rozpieszczała słońcem.
Wczoraj jadłam drugie śniadanie patrząc na zamarznięte jezioro i ruiny zamku w Dobczycach.
Dziś -błękit nieba, biały śnieg, Tatry na horyzoncie.
Na Halę Lipowską szli turyści, narciarze, psy, dzieci, rowerzyści.
Tłoku nie było (jedynie w schronisku), bo wszystko rozpraszało się na różnych szlakach.
Ach, brzmi znakomicie! A jeździłaś też, czy tylko chodziłaś?
Nie mam nart skiturowych. Tylko zwykłe zjazdowe.
Cała grupa szła na nogach, ale podzielona na 3 grupy turystyczne realizujące różne trasy o różnym stopniu trudności.Plus -czwarty narciarz.
Ale o 16.50 wszyscy już byli w autokarze, a planowany odjazd był na 17, czyli mimo takiego rozdzielenia wszyscy dotarli na czas.
Doskonała dyscyplina (i pewnie forma też).
Raz mi się na nartach zdarzyło, że grupa musiała przeze mnie czekać w autokarze, bo dziecko się spietrało czerwonej trasy (ale tak solidnie, zdjęło narty i chciało schodzić na butach) i pojechaliśmy w bok, niebieską, co miała być łatwiutka. Niebieska miała jakieś pięć km długości, trzy metry szerokości, szła przez las i była akurat cała oblodzona. Brr.
Sporo Was było, ale się nie dziwię.Taka pogoda wyciąga z domów…
Prawie cały autokar.
Ja już się pożegnam, bo mi się patrzałki zamykają.
Dobranoc
Spokojnej!
Śpij dobrze.
Ja dopiero wyszłam z wanny, więc muszę coś zjeść, wysuszyć włosy, obejrzeć zdjęcia…jeszcze chwilę posiedzę i nadrobię braki w byciu gospodynią.
Tak około północy? Witaj, szczęśliwie powrócona 🙂
Witam, witam!
Powrócona szczęśliwie i bardzo szczęśliwa.
Cóż nawet około północy, bo jak jutro nadal będzie ładna pogoda i plany się nie zmienią mogę być znowu gospodynią nieobecną.
Dobranocka.
Dawno nie było wokalnych popisów od Banana Boat, to teraz będą. Chciałem wrzucić coś innego, ale ostatecznie stanęło na tym utworze, nagranym z Eleanor McEvoy.
Snów o szczęśliwie zakończonych podróżach!
Szczęśliwie zakończone podróże -o to, to!
Ta piosenka dopasowała do mojego dzisiejszego nastroju.
Był taki moment gdy już schodziliśmy, że tak mnie zachwycił widok, że powiedziałam do towarzyszącej mi osoby „czuję się jakbym dotykała nieba!”
Wydaje mi się, że wcześniejszy wysiłek, zmęczenie był niezbędny, aby tak się poczuć.
Cudowne
czasem się tak czułem po całym dniu na nartach, kiedy już zakończyłem jeżdżenie, wiedziałem, że to był udany dzień, po którym czeka mnie udany wieczór, wszystko jedno, czy na zabawie w barze apres-ski, czy w pokoju, w łóżku z książką, ale ten wieczór był jeszcze przede mną, a na razie mogłem spokojnie usiąść i powchłaniać krajobrazy, niebo, słońce etc.
Po nartach trochę inaczej. W czasie jeżdżenia odczuwam przyjemność (oprócz wyjątkowych momentów trudnych warunków).
W czasie podchodzenia pod górę to jest ogromny wysiłek, podczas którego cały czas myślę „nigdy więcej”. Kiedy czuję, że brakuje mi oddechu, a nogi nie są w stanie utrzymać mnie w pionie.
I pokonanie tego plus piękny widok daje to odczucie. Bo ten widok był „zdobyty”, nie przyszedł łatwo.
Okej, rozumiem. No, po górach (nawet Świętokrzyskich) dawno nie chodziłem.
Nasłonecznieni, wypoczęci, uśmiechnięci… i do spania! 😉

Spokojnej. Też długo nie posiedzę.
Nasłoneczniona, szczęśliwa, uśmiechnięta, ale ZMĘCZONA (wypoczywanie bywa męczące) za chwilę pójdę spać…
Już jest „ta chwila”.
DOBRANOC!
Dzień dobry

Może ten śnieg zacznie się topić? Byle nie za szybko, bo znowu ludziom pozalewa domy 
Niestety większość trasy przeleciałam jak na skrzydełkach, niczego nie obcykując. Zatrzymała mnie kobieta – Maria, która była gadułą, a że mnie też nic nie brakuje… mąż odszedł spory kawał i dogoniłam go dopiero na parkingu, w samochodzie 

W każdym bądź razie trzeba to zbadać 

Weekend minął. Niektórzy idą w poniedziałek do pracy, a ja mam jeszcze wolne
Znowu w niedzielę śnieg posypał, ale całe szczęście mrozu już nie ma
W sobotę wyciągnęłam męża do Mallard Lake. Pogoda była cudna
Maria ma wielką ochotę na robienie zdjęć i chciała się dowiedzieć parę szczegółów. No to udzielałam informacji, tych, które są mi dostępne. Między innymi pytała jaka jest różnica między aparatem mego męża, a moim. Ogromna, ale jak na początek, to i mój aparat jest ok.
Przy okazji dowiedziałam się, że słyszała w lesie sowę. Byłam zdumiona, bo las dokoła Mallard Lake jest młody i nie ma tam potężnych drzew… ale… albo sowa znalazła miejsce na gniazdo, albo Maria nie rozróżnia głosu sowy i gołębi w czasie lęgów
Dodatkowo Maria powiedziała mi, że chyba musi pójść do szkoły (wziąć klasy), żeby nauczyć się robienia zdjęć. Tylko się uśmiechnęłam. Jak chce, niech bierze, ale moim zdaniem powinna wypróbować różne opcje i wybrać tę najlepszą. Co prawda masę zdjęć pójdzie do kosza, ale z czasem będą wychodzić coraz lepsze. Jak u nas… może nie zawsze perfekt, ale coraz lepsze (a przynajmniej mam taką nadzieję)
Oczywiście! Na karcie aparatu mam tych folderów od zarąbania, a ostatecznie odsiewam nie wiem ile procent, a z tych odsianych (na Wyspie) pokazuję już tylko wybrane (bo całością bym jednak zanudził).
Idę spać



Pewnie niektórzy zaraz wstają, ale jakoś mi to nie przeszkadza
Miłego dnia Wam życzę
I udaję się na zasłużony odpoczynek
Dzień dobry
Spokojnych snów, Mireczko.
My zaczynamy ostatni tydzień lutego, wiosna coraz bliżej
Witajcie!
Miralka kładła się spać akurat gdy ja siadałem do śniadania
Dzień dobry, dzień i tydzień się zapowiadają na bardzo zajęte.
Kochany Panie Macieju,
Za Panem – wszelkich niepokojów, przeszkód i oniemiałych spojrzeń konkurencji, przed – horyzontu po kres, spełniających się marzeń i uroczych niespodzianek, nad Panem – czuwającej opatrzności i aniołów z dobrą pogodą na każdą okazję, a obok – tych, którzy kochają i są kochani. Pod – ziemi i nowych lądów, po których twardo Pan stąpa albo sobie poleguje zrelaksowany. A wszędzie dookoła – radości z życia i wiecznego poczucia sensu. A jeśli wierzy Pan lub wie, że istnieją geometrie, w których jest więcej wymiarów niż Pan Bóg przewidział, to żeby z każdym z nich miał Pan łączność na zawołanie i całkowitą swobodę poruszania się, jeśli nie zawsze ciałem, to wiecznie chłonnym umysłem. Tego życzę całym sercem i z pokładów gonionego rozumu.
Niezłej zabawy, a na dokładkę kraju, gdzie chce się żyć, oddychać szeroką piersią, gdzie można dobrze zjeść w poczuciu społecznej sprawiedliwości, a władza ma jeszcze lepsze zdanie o obywatelach, niż zadowoleni obywatele o władzy. Sto lat (liczone od dziś)!
Pański,
y
Dzień dobry, takich życzeń już dzisiaj nie bywa, a jak bywają, to się je skrzętnie zachowuje i do skarbczyka chowa, szyfr w sejfie ustawia, zapisuje na karteczce, a tę się łyka!
Bardzo dziękuję i ściskam zdalnie, a żeby Panu przez myśl nie przyszło wychodzić po angielsku!
Słoneczne dzień dobry!
Kawa, herbata?
W sumie mam nadzieję, że się Gospodyni nie obrazi, jak pokątnie i przed faktem pokażę ptaszki
Stadko czernic:
Państwo gągołowie
Perkoz dwuczuby i tracz nurogęś (płynęły razem, jakby były parą – dziwne!)
Pełzacz na latarni – dwa takie kręciły się naokoło tego kołpaka, nie wiem, rozważały gniazdowanie?
Piękne zdjęcia
Gospodyni jest bardzo zadowolona, że na pięterku coś się dzieje i życzy sto lat!
Za Twoje zdrowie Quacku!
Też piję za zdrowie Jubilata. No to bach… (nie mylić z Janem Sebastianem)
Dziękuję ślicznie, stukam się z Paniami Wyspiarkami!
Piękne zdjęcia, Mistrzu Q


Moje gratulacje!!!
Zawsze mam problemy z określeniem czy jest to samica nurogęsi, czy szlachara. Jakoś wydają mi się do siebie takie podobne… oczywiście z samcami nie mam problemów, bo różnią się i to znacznie
A pełzacz…wydaje mi się, że to ogrodowy. Pewna nie jestem… obydwa gatunki (ogrodowy i leśny) są bardzo do siebie podobne i różnice są niewielkie… łatwo się pomylić
Dziękuję. Jak porównałem pełzacze w Wikipedii, to wydawało mi się, że ogrodowy jest bardziej szarawy, „przykurzony”, a leśny ma te kolorki żywsze, wpadające w jasny brąz, więc to by się zgadzało.
A szlachary są generalnie mniej smukłe, mają bardziej zwartą sylwetkę i dziób bardziej szpiczasty. Wikipedia: „Samiec w okresie godowym ma charakterystyczne ubarwienie, łatwe do rozpoznania. W identyfikacji pomaga też sylwetka o wydłużonym ciele, dłuższej od innych kaczek szyi i dużej głowie przechodzącej płynnie w szeroki dziób. Nurogęś podobna jest do szlachara, ale ogólnie jaśniej ubarwiona. Samiec ma białą pierś (u szlachara jest ona rdzawa, czarno plamkowana), samica jest bardziej szara i ma wyraźną granicę między rdzawobrunatną głową a białymi gardłem i szyją. Ponadto zarówno kaczor, jak i kaczka mają czerwony i wyższy dziób. Oprócz tego górna szczęka jest zakrzywiona i nozdrza inaczej umieszczone. Inne jest też upierzenie wokół dzioba.”
Może z czasem nauczę się rozpoznawać samice szlachara i nurogęsi…
Gdy widzę je razem, albo z samcami, wydaje mi się to łatwe (a przynajmniej łatwiejsze), ale pojedyncza sztuka…
W biegu życzenia pisałam z trzęsącego autobusu.



Quacku……………………….
te kropeczki to życzenia,aby się spełniło czego pragniesz,marzysz,zamierzasz.
I dużo imprezek takich na jaką właśnie jadę.
Dziękuję, liczę, że kiedyś jeszcze się spotkamy na takiej wspólnej!
Też mam taką nadzieję, że wreszcie wrócimy do normalności i będzie można normalnie się spotykać. Bez masek i ograniczeń.
Ooo to to!
Ha, młody człowieku, wydało się!
Wszystkiego najlepszego! (o zdjęciach nie zapominając 😉 )
Do życzeń z radością się dołączę! Wszystkiego najlepszego, Mistrzu Q
Twoje zdrowie!!!
Dziękuję! I na tym szczebelku też nie wyleję za kołnierz!
Quacku piję naleweczki za dwoje zdrowie!

Na słoneczku na zaprzyjaźnionej działce.
Za dwoje to podwójnie działa!
Ohoho, tak na szczebelkach po kieliszku i na przerwę pójdę nieźle wstawiony!
Pewnie dzięki tej pomyłce działa podwójnie. Pisałam z komórki w pośpiechu, oczywiście miało być „Twoje”.
Dzień dobry. 🙂
To i ja się podepnę, pod te wszystkie życzenia. Wszystkiego najlepszego, Mistrzu Q ! Zdrowia !
Dzień dobry, Lordzie, w Twoje ręce, zwinne a zaczarowane!
Witaj, Quacku:)
To i ode mnie okolicznościowe wierszydełko A. Kamieńskiej:):
„Urodziło się dziecko.
Powiedziała
Woda misce,
Miska ławie,
Ława trawie,
Trawa łące,
Łąka słońcu.
Słońce
Zajaśniało.”
I kilka refleksyjnych nieco nutek modnego przeboju w moim ulubionym wykonaniu:):
Spełnienia marzeń, Quacku:)
Dziękuję ślicznie!
Niesamowity zakres głosu!
O tak.
Sześć oktaw. Od przepięknego, głębokiego basu po niezwykłe nad-sopranowe dźwięki. Mężczyzna-ewenement na skalę światową:)
Pachnące wypiekanym chlebem dobry wieczór, Wyspo:)
Cześć, Leno! Ślinka mi cieknie – chyba zaraz pognam do kuchni…
Witaj, Tetryku:)
Tak bez przepisu? Mogę podać, jest naprawdę prosty:)
Zapach świeżego chleba 800 km stąd nie wymaga przepisu, tylko wyobraźni!
Wyobraźnię też trzeba od czasu do czasu dokarmić:)
I have a dream… czyli: mam marzenie…
Jakby się choć na chwilę pojawiły Skowronek z Wiedźminką, to by była uroczystość…
O, tak… Też o tym marzę
Też bym chciała…
W życiu różnie bywa . Kiedym się urodził , to matka powiedziała : Ten syn będzie w operze śpiewał -albo będzie węgiel woził . Nie zgadła , ale być może Twoja Quacku Mama przewidziała Twój talent literacki i za trafną przypowieść warto wychylić kilka lampek dobrego trunku . A życzenia dla Ciebie to : Sto lat fajrantu !!!

Mama jest bardzo kontenta, dziękuję przepięknie!
Dzień dobry, kompletnie zwariowany, oczywiście robota leży i kwiczy
nie mógłby to przypadać w niedzielę???
Zaraz przerwa, ale zanim, to jeszcze przebiegnę po szczebelkach.
Wędrując po szczebelkach przyjmij Mistrzu i ode mnie serdeczności
Dziękuję bardzo! Trochę już zygzaczkiem po tych szczebelkach, ale co tam…

Podobno jaki poniedziałek, taki tydzień
ale taka okazja zdarza się raz w roku!
Jestem w domu!
Cała i zdrowa. I tym razem nie są to puste słowa.
Zwaliło się na mnie drzewo…
Trochę boli mnie prawe kolano uderzone gałęzią. Lewą stopę miałam przygniecioną, trzeba było podnieść konar, abym ją wyciągnęła. Dobrze, że miałam solidne buty turystyczne.
Lewa ręka lekko draśnięta.
Mam nadzieję, że nie byłaś sama, że ktoś Ci pomógł?
Oczywiście, że nie byłam sama, gdyż sama bym się nie wydostała -stopę miałam przygniecioną konarem, który z zewnątrz trzeba było dźwignąć do góry.
Czy ty nie mogłabyś spacerować statecznie, np. na Kopiec Kościuszki, jak niejaki Felicjan?

Kiedyś wpadłam za wersalkę zbierając uschnięte liście co skończyło się na Pogotowiu szyciem ucha.
We własnym pokoju, więc te spacery w pokoju też mogą być niebezpieczne.
Żeby tylko spacery!
Rany koguta! Makówko, jak to się stało? Ktoś je zrąbywał?!
Witaj, Makówko:)
Współczuję i przytulam
Cieszę się, że skończyło się tylko lekkim urazem.
Dobrzej:)
Było nas 5 osób. Teraz rozmawiałam z gospodarzem działki przez telefon, że jednak miałam dużo szczęścia i ja i on jako gospodarz.
Panowie ścinali usychające drzewo, a dwie Ewy były do towarzystwa i potem do poimprezowania.
Według ich obliczeń i tego jak to robili (lina, kliny itd.) drzewo miało się zwalić w zupełnie inną stronę.
Ja siedziałam na słońcu pod tą szopą. Niespodziewanie drzewo zwaliło się wcześniej i w zupełnie inną stronę.
Nie piszcie mi, że nie powinnam była tam siedzieć, bo to wiem.
To zdjęcie zrobiłam jak już część konarów została pocięta i usunięta, ale widać jeszcze ten, który zatrzymał się na szopie, a nie np. na mojej głowie.
To nie wygląda dobrze. No ale miałaś sporo szczęścia!
Dopiero po jakimś czasie to do mnie dotarło.
Zadziwiające jest, że mój syn wpadł na chwilę coś przynieść, rozmawialiśmy nie więcej jak 5 minut, bo się śpieszył.
Po chwili dzwoni już od siebie „czy wszytko w porządku? Czy nic się nie stało?”.
„Nic, wszystko w porządku, czemu pytasz?”odpowiadam zdziwiona i …jednak mu nie opowiedziałam.
Ale jak to wyczuł? Intuicja? Szósty zmysł?
Bywa. Też tak czasem dzwonię kontrolnie do Rodziców (ale nam się nie sprawdziło jednak).
Nie kontrolnie. On był wieczorem w domu u mnie. Chwilę rozmawialiśmy i zadzwonił i zapytał „bo miałaś taką dziwną minę”.
Czyli wyczytał coś, z czego sobie nie zdawałam sprawy.
Aa. No to jeszcze inaczej, fakt.
Miałaś wiele szczęścia, Makóweczko. To się faktycznie mogło tragicznie skończyć



Nie będę Ci pisała, że nie powinnaś tam siedzieć (pod tą szopą), bo być może sama bym tam usiadła, żeby pogrzać się w słońcu
No cóż… wypadki chodzą po ludziach, czemu nas mają omijać?
Najważniejsze, że się skończyło na niewielkich kontuzjach
Nie powinnam tam siedzieć i to jeszcze zajęta pisaniem na Messenger.
Tam było ciepło i mogłam się oprzeć o szopkę, ale to mnie nie tłumaczy.
Przypomina się film Kieślowskiego -obliczenia, że lód ma wystarczająco grubą warstwę a życie swoje.
Obliczenia, lina i kliny, a tymczasem nikt nie przewidział, że tak się stanie.
Dach szopki został uszkodzony…i teraz jak patrzę na to zdjęcie
dopiero dociera do mnie…
Oczywiście, że wypadki chodzą po ludziach, ale czuję się jednak winna, panowie -też.
Makóweczko! Nie ma co płakać nad rozlanym mlekiem, toż to nie wino (jak to kiedyś mówiła Bożenka)

Trzeba się cieszyć, że to tylko tak się skończyło i wyciągać wnioski na przyszłość. Nie ma co się obarczać winą… to i tak niczego nie zmieni
Poczucie winy mają wszyscy solidarnie i na szczęście nikt nikogo nią nie obarcza.
Miralko to nie jest płakanie nad rozlanym mlekiem co uświadomienie sobie SZCZĘŚCIA OD LOSU.
Dziś sprzątaliśmy i przy kolejnej gałęzi wbitej w ziemi na głębokość około 1/2 metra mówiliśmy o szczęściu, że to się tak skończyło.
Jedna gałąź wbita była tam, gdzie siedziałam, ale na szczęście jak usłyszałam, że krzyczą zaczęłam się na czworakach wycofywać i to wystarczyło, że gałąź wbiła się w ziemię, a nie w moją nogę.
I drugie szczęście, że konar przyblokował mi nogę i nie mogłam się przesunąć tam, gdzie upadł duży konar.
Te centymetry zadecydowały, że nic mi nie jest.
Ogólnie to powód do radości, nie płaczu.
Najważniejsze, że wszystko się dobrze skończyło, więc mogę iść spokojnie spać.
Dobranoc
Tak, dobrze się skończyło, śpij spokojnie Bożenko.
Spokojnej!
Bezpiecznych snów!
Dobranocka.
Dzisiaj mi się zamarzył Sting. Akustycznie, żeby na dobranoc raczej uśpić.
Snów o tym, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Ale marzyć trzeba.
Coraz wcześniej chodzę spać i coraz dłużej ziewam rano. Czy to już przednówek? Hmmm…

Małżonka ma tak samo, co roku, na każdą zmianę czasu, mniej więcej miesiąc przed faktem.
DOBRANOC WYSPO!
Dzień dobry
Dziś znów nas czeka ciepły dzionek…
Witajcie!
Na dobranoc Makówka opowiedziała nam horrorek z happy endem…
Nie lubię horrorów, a już szczególnie z moim udziałem.
Przepraszam, ale wiecie jakoś muszę odreagować. Nie mam komu tego opowiedzieć (oprócz jednej przyjaciółki, która akurat chwilę potem zapytała na Messenger „co u Ciebie?).
Synowi nie mówię, aby się nie denerwował.
Wam mogę. Innym znajomym wolę nie opowiadać, bo będą komentować nasz brak odpowiedzialności.
Dzień dobry, witam w słoneczny dzień. Śniegu to już niewiele zostało.
U mnie już nie ma po nim śladu. Idzie wiosna
A u mnie nadal całe zwały tego białego paskudztwa


I nie ma się czemu dziwić… sypało i sypało. Niemal każdego dnia… to i nasypało
Teraz nareszcie jest cieplej i śnieg zaczyna się topić, ale dużo tego topienia jest, więc na długo wystarczy…
Mgliste dzień dobry!
Tu przez mgłę przebija się słońce.
Ale chyba czas na Gienię?
Koniecznie, herbatę poproszę…
Słońce wychodzi!
Umykam, do popotem, paaaaaaaaaaaa
Przyjemności
Ajaj. Opóżniony gwizd na przerwę.
Ale sporo się dzisiaj działo.
Wróciłam.
Sprzątanie gałęzi itd.
Schab i karczek pieczony nad ogniskiem.
Ziemniaki z ogniska.
No i
, że jednak co któryś głupi ma dużo szczęścia.
Ognisko z rzeczonych gałęzi? A dobrze im tak!
Część drobniejszych gałęzi została spalona, większe kawałki poukładane, ale jeszcze trochę zostało do piłowania.
To było duże drzewo. Usychało i było niebezpiecznie za wysokie.
Dziś to miejsce, gdzie siedziałam wyglądało już tak.
Jedzonko w warunkach trudnych, bo woda na działkach zakręcona, ale…mnie wszystko smakuje „pod gołym niebem”. A jeszcze w miłym towarzystwie…
Dziś DZIEŃ WALKI Z DEPRESJĄ!
Dla mnie nie ma lepszej potrawy jako antydepresant jak to, co powyżej.
Och, pieczone ziemniaki z ogniska!!! To jest ambrozja i nektar w jednym!
Otóż to!
I do tego domowe nalewki mile widziane, prawda?
I do tego miłe towarzystwo…
Miłe, wesołe towarzystwo to podstawa.
Tak jest. Ale w takich ogniskowych warunkach nie miałbym również nic przeciwko piwu (chociaż rozdyma). Jakieś nie za jasne, np. Książęce Czerwone.
Piwo też było -jednak ja piłam tylko nalewki.
W zimie ja jeśli piwo to grzane. W ognisku oczywiście, ale już nie chciałam mieszać.
No, ja z kolei jak grzane i w zimie, to najchętniej wino
z korzeniami i pomarańczką – ale oczywiście nie do ziemniaków!
Takie grzane wino też piłam w warunkach turystycznych na szlaku. Przyniesione w termosie.
I oczywiście nie do ziemniaków.
Natomiast grzane piwo w puszce robi jest bardzo prosto – tylko trzeba uważać, aby puszkę nie trzymać w ognisku zbyt długo.
Potem w takiej puszce wystarczy podgrzać wodę, dodać zupę z torebki. Najlepiej barszcz czerwony i do tego jajko na twardo.
Na szlaku, w lesie, szczególnie gdy jest zimno smakuje doskonale.
Zatęskniłem za takimi smakami!
Przykro mi, ale ja do Waszego towarzystwa bym się nie nadawała. Nie piję ŻADNEGO alkoholu… Ani mi nie służy, ani nie smakuje
W tej chwili pijam poza Wyspą
głównie wodę, rzadziej zieloną herbatę.
Raz w tygodniu w nagrodę lampkę wina, może dwie.
Ja piję zieloną herbatę, albo kawę. Może też być woda z sokiem. Ale to jutro, teraz idę spać.
Dobranoc
Spokojnej!
Spokojnych snów Bożenko!
Jestem po przerwie!
Dobranocka.
Dzisiaj ochota mnie naszła na coś takiego, spokojne, ale rytmiczne, rozwibrowane i funkowe.
Snów o dobrych rzeczach.
Dobrą rzeczą jest życie, nawet z problemami, kłopotami i covidowymi ograniczeniami.
Wystarczy świadomość tego, że tak łatwo można je stracić, aby je bardziej cenić.
Mnie dziś wystarczy śnić o życiu.
(tak sobie pomarudziłam w ramach m/m)
Dlaczego „pomarudziłam”, świetnie rozumiem, że musiałaś odreagować, zwłaszcza jeżeli z niewieloma osobami naokoło mogłaś o tym porozmawiać.
Jak pisałam przy ścinaniu drzewa było 5 osób. Opowiedziałam o tym jednej przyjaciółce, która nie mieszka w Krakowie.
Czyli 5+1 i tylko Wyspa. Myślę, że panowie, szczególnie gospodarz nie chcieliby, abym o tym opowiadała, bo poszło to niezgodnie z ich planami. Ich męskie ego…
Zauważyłam, że to panowie też potrzebowali odreagować, bo co chwilę o tym zaczynali mówić, a nawet byli jacyś tacy dla mnie milsi.
Im bardziej oglądali, im więcej gałęzi wbitych w ziemię wyciągali tym jakoś tak …milsi.
To jeszcze pokażę pamiątkowe zdjęcie, na którym widać, że drzewo jednak było całkiem, całkiem duże.
I już grzeczna będę i tylko o kwiatkach i nadchodzącej wiośnie będę pisać.
No to gdzie mam odreagować jak nie na tej naszej KOTWICY?
No widzisz jak to działa!
Jeszcze pniaka nie zobaczyłeś, a już też jesteś milszy…
Choć przecież Ty i tak zawsze jesteś miły dla wszystkich.
237…
Nie za dużo?
Tak tylko spytałam…
Oj…
Oj, ajajaj! 244!
To może żeby nie nabijać już licznika, zemknę na dzisiaj?
(A prawdę mówiąc, i tak miałem zamiar, bo się czuję trochę zmachany, nie fizycznie, psychicznie raczej, no ale jednak).
Śpij spokojnie tak, abyś odpoczął i fizycznie i psychicznie.
Zamiast biegać po schodkach zapraszam na spacer po lesie – pooglądajmy ptaki, posłuchajmy ich śpiewu…
Biegając po schodkach można dostać zadyszki, a słuchanie ptaków to najlepszy relaks.
Ale lampka jeszcze tutaj… Dobrych snów!
