– Dobry wieczór, panie mecenasie. Mam dla pana ciekawą sprawę, obiecuję, że to zajmie dosłownie chwilę. Mogę? Znakomicie, tym bardziej, że to pana specjalizacja, prawo autorskie. Tak, panie mecenasie, nie wybrałem pana bez powodu. Zebrałem informacje, wiem, że reprezentował pan tłumaczy w pozwie zbiorowym przeciwko Iwonie Nowak z wydawnictwa Supernowa, a także Eugeniusza Gruza, kiedy sądził się o splagiatowanie powieści Chandra. Za każdym razem sukces…
– Tak, ma pan rację, nie dzwonię tylko po to, żeby opowiadać pochlebstwa. Od czego by tu… No dobrze, od początku. Kojarzy pan takie drapieżne grzyby, Ophiocordyceps unilateralis? Nie, proszę się nie śmiać, taki grzyb naprawdę istnieje i naprawdę tak się nazywa. Grzyb zaraża mrówkę, mrówka porzuca mrowisko, wspina się na drzewo i służy grzybowi za pożywienie, a z jej odwłoka wyrasta nowy grzyb, który rozsiewa zarodniki. Potworne, proszę pana. Na zakażone mrówki mówią „zombie”…
– Tak, ja rozumiem, że pan jest prawnikiem, a nie myrmekologiem, ani mikologiem. Już przechodzę do sedna. Otóż proszę sobie wyobrazić, że pewien szalenie poczytny autor powieści i opowiadań wybrał się był kilka lat temu na wycieczkę do Amazonii i tam zetknął się z zarodnikami podobnego grzyba, ale nie tak uciążliwego jak cordyceps. To znaczy, owszem, zaraża też ludzi, ale nie robi z nich zombie. Prawdę mówiąc, ma na nich kompletnie nieprzewidywalny wpływ. Jednego wykończy, drugiego wzmocni, trzeciego odmłodzi, czwartego…
– Tak, panie mecenasie, już wracam do sedna. Ten autor zaraził się grzybem, ale z początku to było bezobjawowe, więc w ogóle nie wiedział, że złapał te zarodniki. A jak już się zorientował, to było za późno. To znaczy grzyb dał o sobie znać… Tak, no właśnie do tego zmierzam, to nie jest historia choroby, wbrew pozorom! Ten autor z tygodnia na tydzień zaczął mieć znakomite pomysły, stosować zaskakujące rozwiązania fabularne, pisać zupełnie inaczej, wręcz ożywczo! A w dodatku nagle się okazało, że z łatwością pisze przez piętnaście, dwadzieścia godzin na dobę i nie okazuje przy tym najmniejszego zmęczenia. Wszystko dzięki grzybowi!
– Panie mecenasie, proszę jeszcze tylko o chwilę cierpliwości, już docieramy do końca. Jak pan się może domyślać, sprzedaż książek tego autora natychmiast skoczyła, posypały się nagrody na festiwalach i w plebiscytach czytelników. Wydawnictwa licytowały się w ofertach z dużą liczbą zer, autor mógł przebierać w propozycjach i w końcu podpisał umowy na najbliższe dziesięć lat. A mógłby na dłużej.
– Tak, na razie nie ma problemu, ale w pewnym momencie wynikł problem co do praw autorskich. Widzi pan, grzyb uznał, że należy mu się część honorariów i tantiem, a autor nie chciał o tym słyszeć, w ogóle uznał to za absurdalne i śmieszne, z miejsca odmówił, a przecież tę zmianę widać gołym okiem, bo niby skąd takie nagłe sukcesy… Ależ nie kpię sobie z pana, mecenasie, gdzieżbym śmiał, nie, jestem śmiertelnie poważny, no więc pozostaje tylko pytanie, czy podjąłby się pan reprezentować mnie w takiej sprawie, przecież byłaby przełomowa! Ja? Jak to kim jestem, nie przedstawiłem się? Panie mecenasie, ja jestem tym grzybem, mogłem do pana zadzwonić, dopiero jak facet zasnął… Halo, proszę się nie rozłączać, halo! No halo!





Co się czasem urodzi, jak człowiek się nasłucha o prawie autorskim, a do tego przeczyta o mrówkach…
Mam pewien problem.
Nie wiem, czy gratulacje za wpis należą się Panu Q, czy jakiemuś tam grzybowi?
I jak się do tego mają mrówki?
Nie byłem w puszczy amazońskiej – nigdy!
Dlatego chętnie przyjmę gratulacje. I ewentualnie przekażę mrówkom.
Grzybki.Te grzybki bywają w różnych miejscach świata.
Prawa własności intelektualnej to szalenie skomplikowany problem. Wchodzą w grę tak trudne do uszczegółowienia pojęcia, jak inspiracja, cytowanie, dozwolony użytek… A jak jeszcze w to wplącze się jakiś grzyb…
A co do meritum: np. Witkacy tworzył niektóre swe dzieła „na grzybkach”. Na szczęście dla niego, w postaci przetworzonej nie były one w stanie się procesować.
BTW – kojarzysz smardze z „Cieplarni” Aldiss’a?
Och, owszem. I jeszcze cordycepsa z powieści M.R. Carey „Pandora” (do której mi najbliżej, bo to akurat znajoma przełożyła
)
Lampka już się pali, ja się chyba pożegnam…choć nie jestem ani mrówką, ani grzybkiem. Ani nawet adwokatem od praw autorskich.
DOBRANOC!
Spokojnej, bez mrówek i grzybów wydzwaniających gdzie bądź.
Dzień dobry
Ja też dzwonić nie będę, ale pogratuluję Autorowi… tylko komu 
Dziękuję!
Witajcie!
W świetle tego wpisu określenie „zgrzybiały” nabiera nowego znaczenia…
Doświadczony
!
Warto by było czegoś się napić, Gienia już jest
To ja poproszę szklaneczkę. Wody z sokiem.
Co tak cienko ostatnio?
Bo nadciśnienie próbuję obniżać.
Witajcie!
Ja tradycyjnie poproszę o herbatę!
Dzień dobry
Dobra kawa z samego rana – rewelacja

Uffff, wróciłam z zakupami, obładowana
Koncepcja z grzybkami ciekawa

Jednak prawa autorskie, w naszej części świata, cały czas przysługują ludziom.
W tej sytuacji nawet najbardziej utalentowany grzyb nie nabędzie praw autorskich do swego dzieła!
No, chyba, że to Rydz(yk)…
Udało mi się przesłać do Biblioteki ” Grzyba ” , znajomego grzyba z tekstu Quacka . Już przedstawiał się na Wyspie , ale w innym kontekście , moze warto jeszcze raz na niego popatrzeć ?
Dzień dobry


Brawo, Mistrzu Q
Mam wrażenie, że spora część ludzkości ma takiego „grzyba”, tylko nie u wszystkich działa on weną twórczą… powiedziałabym, że wręcz odwrotnie – działa przytępiająco…
I na pewno nie żąda z tego tytułu udziału w zyskach, bo jaki może być zysk z przytępienia?
Jeśli wątpisz w zysk z przytępienia, to pomyśl, ilu ludzi płaci w sumie spore pieniądze za „kilka głębszych”…
To zależy ile mieści się pod tym kilka!
Wróciłam do domu i już dziś nigdzie nie wychodzę.
Trochę połaziłam po krzakach i wertepach, trochę popstrykałam dla Was te wertepy i nie tylko wertepy, potem zrobiłam zakupy i teraz tylko muszę zrobić obiad i mogę leżeć i pachnieć.
Ciekawe, która z tych dwóch czynności będzie cię bardziej absorbować…
Masz na myśli leżenie i pachnięcie równocześnie?
Aktualnie te czynności rozdzieliłam -zaległam z laptopem, a do wanny będę szła jak pozmywam gary, spakuję się na jutro itd.
Więc leżę i NIE PACHNĘ!
Teraz dopiero zakończyłam etap -obiad na dziś i jutro -zrobiony, obiad dziś -zjedzony, herbata po obiedzie + ciasteczko -w trakcie konsumpcji.
I słusznie, też nie wychodzę. Co prawda nie leżę i nie pachnę, a jak już leżę, to zwykle też nie pachnę, ale popieram.
Dobry wieczór, Quackie:)
Wśród nocnej ciszy grzyb się panoszy:
Wstawać autorzy, koniec rozkoszy!
Czem prędzej weryfikujcie,
Własne teksty przepatrujcie,
Ceduły twórzcie!
Wśród nocnej ciszy grzyb już coś knuje:
Każde słóweczko skrzętnie rachuje!
Za plagiaty, za zrzynanie,
Za pomysłów przywłaszczanie,
Zapłacić pora!
Ach! Witaj, grzybie, z dawna czekany!
Wiele miesięcy wypatrywany!
Złupionym, na znak swej mocy
Ogłosiłeś od tej nocy
Tantiemów Erę!
Ledwo wierzymy, żeś przybył, grzybie:
Że nikt na naszą własność nie dybie!
Radzi obwieszczamy reszcie,
Że i nas stać będzie wreszcie
Na chleb i wino!
🙂
Jak pewnie nietrudno wywnioskować z pastiszyku, Twoja opowieść bardzo poprawiła mi humor:)
Ponieważ jestem gościem Quacka, czuję się w obowiązku zaznaczyć, że mój tekst nie ma na celu obrażać niczyich uczuć, jest wyłącznie niewinnym żartem pozbawionym wrednych podtekstów.
Pozdrawiam:)
Witaj, Leno!
Nie sądzę, aby tu ktokolwiek posądzał cię o chęć obrażania czyichkolwiek uczuć, nawet nieskuteczną! 😉
Tantiemów Era kojarzy mi się z refleksją, przypisywaną bodajże Szekspirowi:
Pierwszy, który przyrównał kobietę do róży, był poetą. Następni byli już tylko nędznymi naśladowcami…
Pomyśl, jak wyglądałaby literatura, gdyby taka myśl poparta była surowo egzekwowaną odpowiedzialnością finansową…
Dobry wieczór, Tetryku:)
Uwierz, że zastrzeżenie nie jest bezzasadne:)
Pastisz innej kolędy stał się pretekstem do odsądzenia skromnej osoby *autorki:) tegoż od czci i wiary:)
U siebie takich zastrzeżeń nie robię – nie podoba się, to… (jak u Zwoźniaka:)).
Potraktowałam zagadnienie z lekkim przymrużeniem oka.
Często trudno powiedzieć, kiedy kończy się inspiracja, a zaczyna – plagiatowanie.
Bywa jednak, że przywłaszczanie charakterystycznych sformułowań, ba! fragmentów cudzego tekstu jest nie do podważenia.
Spotykam się z tym częściej, niż możesz przypuszczać.
Różnie wtedy reaguję.
Czasami komentarzem daję do zrozumienia, że też to czytałam i czekam na efekty. Muszę powiedzieć, że udało mi się doprowadzić jednego autora do całkowitej rezygnacji z pewnego rodzaju tekstów. Chyba wyszło na tyle subtelnie, że nikt się nie zorientował:)
Zdarza się też, że na widok plagiatowej bezczelności aż mnie zatyka. Przestaję wtedy komentować, śledzę po prostu rozwój wypadków i jeśli jest to jednorazowy wybryk, po jakimś czasie odpuszczam:)
I zawsze sprawdzam, czy mam rację. Nigdy nie przyjmuję własnego „wydaje mi się” za pewnik, bo posądzić i oskarżyć jest łatwo, trudniej niesłusznie oczernionej osobie przywrócić dobre imię. Zwłaszcza, gdy zaufanie do oskarżającego jest duże.
Natomiast czuję się zupełnie bezradna, gdy widzę własne leksemy w cudzych tekstach:)
Pozdrawiam:)
Przypomniałaś mi, Leno, jak kiedyś na FB w grupie „Ptaki” jeden taki pokazał cudne zdjęcie wróbla. Było dość charakterystyczne… ktoś się oburzył i napisał do autora tego zdjęcia. Zrobiła się chryja… facet się tłumaczył, że przez omyłkę dał to zdjęcie do swoich, a gdy po długim czasie przeglądał kolekcję, zauważył je i to jest powód, że opublikował jako swoje.
Nie wiem ile osób mu uwierzyło… przeprosił wszystkich, z autorem zdjęcia na czele. Musiało być mu niesamowicie głupio. Nie wiem czy jeszcze kiedyś zrobił coś takiego.
Już nawet nie pamiętam jak się nazywał…
Witaj, Miralko:)
Przy ogromnej dostępności do wszelkich dóbr intelektualnych rośnie też pokusa:)
Z „obrazkami” jest o tyle lepiej, że docierają one jednak do szerszej grupy odbiorców i łatwiej odkryć nadużycie.
Ze słowem pisanym jest trudniej. Nie sposób poznać każdy tekst, więc wychwycenie tego procederu opiera się głównie na „szczęściu” odkrywcy i „pechu” plagiatora:)
Są wprawdzie specjalne programy anty-plagiatowe, trudno jednak wymagać od przeciętnego czytelnika, by w taki inwestował. Czytanie nie polega, zresztą, na wyłapywaniu kalek.
Osobiście nie rozumiem tej awersji do cudzysłowów. Przecież to żaden wstyd zainspirować się czyimś utworem i po prostu zacytować fragment:)
Poza tym cały smaczek pisania polega na poszukiwaniu najbardziej trafnych określeń. Według mnie – nie ma wysiłku – nie ma zabawy:)
Pozdrawiam:)
W przypadku tej kolędy nie będzie problemów z prawami autorskimi. A nawet jakby były, parodia/ pastisz mieszczą się w dozwolonym zakresie
Dlatego pokusiłam się o przeróbkę:)
I nie ja pierwsza, co też nie jest bez znaczenia:)
Pozdrawiam:)
Brawo Leno!!!
Dziękuję:)
Dobry wieczór, Wyspo:)
Dobry, a ja już po przerwie
A ja już po przedostatnim spacerze z Psiułką:)
O, a pokazywałaś ją kiedyś na Wyspie???
Nigdzie jej nie pokazywałam:)
Również dlatego, że umiem wstawiać zdjęcia tylko na własnym blogu, a tam jakoś się nie złożyło tematyczne:)
Leno, gdybyś kiedyś zapałała chęcią umieszczenia jakiegoś zdjęcia, chętnie służę pomocą i instruktażem 🙂
Dziękuję, Tetryku. Jeśli zajdzie potrzeba, nie omieszkam skorzystać:)
Leno mogę Ci (w tajemnicy) powiedzieć, że Tetryk jest dobrym i CIERPLIWYM nauczycielem.
Nawet ja nauczyłam się dodawać zdjęcia na Wyspie!
Dobry wieczór, Makówko:)
Tak, wiem:)
Miałam już z Nim przyjemność (boszsz, jak to zabrzmiało) uczyć się wstawiania tekstów na Wyspę. I obrazka wyróżniającego:)
Pozdrawiam:)
A w którym wpisie (albo w jakiej kategorii)?
Zdjęć Psiułki akurat nigdy nigdzie nie wstawiałam, bo nie było okazji:)
Na Wyspie zawsze jest okazja, aby pokazać Twoją Psiułkę!
…jeżeli Pani i Psiułka nie będą miały nic przeciwko, oczywiście
Makówko, jeśli pozwolisz skorzystać ze swojej uprzejmości, to tym razem może jeszcze wyślę zdjęcie Tobie na Messengera?
Będzie szybciej, niż właśnie teraz uczyć się wstawiania na Wyspie:)
Proszę bardzo! Jak teraz prześlesz to mogę zaraz zamieścić.
Nauczyciel poszedł spać, więc i tak dziś już nic nie byłoby z nauki.
Dziękuję:)
Fajrant iii przerwa!
To i ja już też wróciłam i jeszcze trochę tu będę…
Bardzo mi miło
Mi też…
Czas na mnie, jestem zmęczona, idę spać.
Dobranoc
Spokojnej!
Dobrych snów!
Coś mnie dzisiaj wyjątkowo morzy. Chyba pójdę spać przed dobranocką…
Śpijcie dobrze!
A ja już wykąpana, mogę pachnieć.
Dobranocka.
Allison Moyet śpiewa o listach miłosnych, a dwie panie próbują przeszkadzać jej i zespołowi.
Snów bez przeszkód!
I to właśnie jest TOLERANCJA!
A to swoją drogą
A ja bym jeszcze dodała i poczucie humoru!
Na dobranockę zdążyłem, no to zmykam! Dobranoc!

Tolerancyjnie nie zapytam czemu tak wcześnie?
Na odpowiedź „bo jutro muszę wcześnie wstać!” odpowiem „ja też!”
Hm…jest różnica -nasz biedny Ukratek MUSI, a ja mam taki kaprys.
Spokojnej i Tobie.
Proszę Państwa oto Psiułka. Psiułka Leny oczywiście.
Dziękuję jeszcze raz, Makówko:)
Na tym drugim jeszcze nie zakumała, co się dzieje, ale na pierwszym już przypozowała;)
Dodam, że kocyk jest jej i wersalka także należy do niej:)
Cała wersalka dla Psiulki? A można chociaż na chwilę przysiąść na drugim końcu?
Pańcia zapewne -tak. Ale czy ktoś jeszcze?
Obróciłam pierwsze zdjęcie, czyli tak jak powinno być, choć to „stojące” ma swój urok (moim zdaniem)
Oczywiście, Makówko, w każdej pozycji jest pięknie, bo i modelka niczego sobie;)
Wszyscy domownicy i każda kobieta, nawet nieznajoma:)
Kobieta zawsze może:)
Ale z mężczyznami ona ma problem.
Boi się. My odwiązaliśmy ją kiedyś w lesie od drzewa, był środek listopada; pisałam chyba o tym. Nie wyobrażasz sobie, jak była chuda i pogryziona, a miała zaledwie parę tygodni. Myśleliśmy, że nie da się jej uratować.
Ale się dało:)
Po tym została jej trauma – nie znosi mężczyzn na rowerach, a pozostałych się boi.
Poza tym, to zupełnie normalna Psiułka:)
A! I jest bardzo łakoma. Patologicznie wręcz:) Dobrze, że ma mnóstwo energii, więc nigdy się nie zapasła:)
Musiał ją jakiś mężczyzna bardzo skrzywdzić skoro tak długo pamięta.
Też tak obstawiamy.
Ale ogólnie jest bardzo radosna, bawi się jak szczeniak:)
Przy skwerku mamy ścieżkę rowerową, dlatego wolę jeździć z nią w mniej uczęszczane miejsca.
Och, znałem takie pieski. Bardzo mi ich zawsze było żal.
Jedna taka bernenka u kuzynki wiedziała, że jak odwróci głowę w drugą stronę i przysunie się do mnie, no, odwrotną częścią, to może liczyć na głaski. I jak mnie nie widziała, to głaski mogły być
Mój Brat jeździ na rowerze i chociaż przywozi jej zawsze różne smakołyki, ona mu tego roweru nie może darować. Mija parę godzin, nim do niego podejdzie i da się pogłaskać. Tak jest co wizyta już od czterech lat.
Coś podobnego, jak pewne rzeczy się wdrukowują.
Na szczęście Brat jest mądrym facetem i się nie obraża:)
Pamięta, zresztą, kiedy się u nas pojawiła i też łezkę uronił, patrząc na nią.
Zawsze jest mi żal takich zwierzaków jak Twoja Psiułka
Przeszły traumatyczne chwile i trudno jest im się z tego otrząsnąć…
Pies Ro, Tucker, uchyla się zawsze gdy widzi rękę nad swoją głową… boi się, chociaż jest u Ro od kilku ładnych lat i nikt nigdy w tym domu go nie uderzył…
Digger u Margaret bał się wszystkiego, gdy go wzięła ze schroniska. Nawet na podwórko nie chciał wychodzić za swoją potrzebą… starał załatwiać się w domu (co z kolei nie odpowiadało Margaret 😉 ). Dość długo trwało zanim się trochę oswoił, ale i tak, gdy jakiś samochód przejechał ulicą, dygotał ze strachu i uciekał do domu. Teraz jest już znacznie lepiej. Nie jest taki wystraszony, chociaż niektóre odruchy mu zostały.
Nigdy nie zrozumiem ludzi, którzy biorą zwierzaka do domu, a potem się nad nim znęcają (czy przywiązują do drzewa w lesie). Jest tyle możliwości oddania w dobre ręce…
Też nigdy nie zrozumiem takiego bestialstwa, Miralko. Ostatecznie nawet zwykły trawnik miejski byłby lepszy. Zawsze znalazłby się ktoś, kto by zwierzątku pomógł, choćby powiadomił jakieś schronisko.
Pewnie się bał, że ktoś go zobaczy i rozpozna… o psie nawet nie pomyślał
To że biedactwo padłoby z głodu, gdybyście się nie znaleźli w pobliżu, w ogóle nie przyszło mu do głowy. Takich ludzi nie interesuje los zwierząt, bo przecież to tylko zwierzęta…
Widzę, że Psiółka ma u ciebie tak dobrze, jak pewna wilczurka u mojego znajomego, którego sąsiadka na kempingu pytała (we włąsnym imieniu!)

Panie Z., a nie ma pan jeszcze jednego etatu dla pieska?
Dobry wieczór, Tetryku:)
🙂
Nie da się ukryć, że rozpuszczamy ją jak oranżadkę w proszku… znaczy ten… w wodzie;)
Pozdrawiam:)
Jest dziewczę na polskiej Północy
co Psiółkę rozpuścić jest w mocy…
Uwielbia bąbelki,
roztworu kropelki
sączyłaby we dnie i w nocy…
🙂
Dziewczę pół dnia spędza w janowcach,
Z Psiułką włóczy się po manowcach.
Więc raczej nocami
Ten myk z bąbelkami.
Z takimi o smaku jałowca;)
Pozdrawiam:)
Spokojnej nocy! Umykam!
Dobrej nocki, Wyspo:)
Dobranoc!
Witam!
Dzień dobry
Już wstałaś, to znaczy że ruszasz w trasę
Życzę Ci więc pięknej pogody
Tak jest!Wyruszam.Dzis do termosu poproszę.Cieplo jest, ładnie
Witajcie!
Muszę, więc jestem (w pracy)
Ja nic nie muszę, ale też jestem, nawet po śniadaniu
Teraz więc przydałaby się Gienia…

Ale dla Makówki, według życzenia, herbata w termosie…
To ja jak zwykle ostatnio
Ma się rozumieć, nie chce Ci zaszkodzić
Dziękuję,pyszna była.
Dzień dobry, chociaż mocno zachmurzony i mokry.
Cudne słońce!Wracam..
.
Gdzie ty masz to słońce? Ciemno jak w d. u M. …
Przecież słońce zachodzi już przed 16 godz….
Widać w Makówce zostaje na dłużej!
Miało być cudne słońce było. Pisałam z jadącego auta w komórce.
W czasie wycieczki nie było czasu na Wyspę.
Mokrawe dobry wieczór, Wyspo:)
Fajrant i przerwa.
I zaś po przerwie. Dzień był produktywny, norma wykonana, wszelkie inne zaplanowane działania takoż… wróć! Jeden telefon, co powinienem go wykonać od 2 dni, nadal na liście do zrobienia!
Moje gratulacje, Pracusiu
Dzięki śliczne.
Jakby tego było mało, przed chwilą jeszcze rzeczywistość zażądała paru dodatkowych rzeczy
Idę pod kordełkę
Dobranoc.
Przytulnej kordełki i dobrych snów! 🙂
Spokojnej!
Dobranocka.
Dzisiaj (znowu) R.E.M. i „Nightswimming”. Ma ta piosenka taką urodę, która nie przemija. Dla mnie absolutnie evergreen, ponadczasowy hit.
Snów ponadczasowych właśnie!
Quacku, wypuszczasz Makówkę na nocne pływanie, a przecież już jest za zimno!
Tak, wypuszczam, podpuszczam…
ale do pływania tylko na Wyspie, bez wychodzenia z domu.
Tyle się dziś natuptałam, że na pływanie już nie starczyło czasu.
Tylko chwilę mnie nie ma, a już się mnie wypuszcza, podpuszcza itd.
Dobrej nocy, Wyspiarze!

Spokojnej i Tobie.
Nb. jutro rano jadę jeszcze coś załatwić, mam nadzieję, że będę z powrotem jak najszybciej.
No dobra, jestem i odpowiem zbiorczo.
Piękne słońce było w Gorcach, ale o tym opowiem na pięterku o listopadowych spacerkach.
Po przyjściu do domu szybka obiadokolacja, wanna i knucie na Zoomie. W ten sposób uczestniczyłam w lokalnym zebraniu Stowarzyszenia w łóżku, pod kołdrą i w koszuli nocnej.
A potem śledziłam w TVN i Internecie co działo się w Sejmie i pod Sejmem i dlatego nie kukałam na Wyspę.
I to słońce co we mnie zostało dłużej szybko się ulotniło niestety.
DOBRANOC !
Plagiat wśród nocnej ciszy? Do czego to już doszło, ale widocznie w listopadzie wszystko możliwe.
Podoba mi się ten zgrabny koncept, który zadziwia zestawieniem człowieka i grzyba, a pomysłowa pointa świetnie ilustruje problem praw do własności intelektualnej twórcy. Gratulacje!
Dziękuję!
Dzień dobry
Dziś mamy Światowy Dzień Rzucania Palenia Tytoniu.
Palacze, jest okazja!
Dzień dobry, przelotne, bo zaraz jadę załatwiać Sprawy.
Na szczęście udało mi się nie wpaść w nałóg, więc nie muszę rzucać, ale gorąco dopinguję tych, którzy rzucają!
Ja paliłam długo i dużo, bo 2 paczki dziennie. Udało mi się rzucić w 2 tygodnie bez żadnych wspomagaczy.
Nigdy nie paliłam, mimo że paliła moja mama.
Rzuciłem w podstawówce…
Tak jak ja

Paliłem całe 3 miesiące a potem musiałem rzucić, bo tygodniówki mi nie starczało na papierosy
Ja na swoje papierosy zarobiłam, paliłam kilkadziesiąt lat, ale w końcu zmądrzałam. Pomogła mi nieco wypowiedź pewnego producenta papierosów, który powiedział, że on, ani nikt w jego rodzinie nie pali, ale dopóki są na świecie głupi i kupują to świństwo, to on z rodziną będzie sobie dobrze żył. Powiedziałam sobie, że ja do jego dobrobytu dokładać nie będę i rzuciłam.
Grunt, to dobra motywacja!
A ja nie mam takiej motywacji i nadal palę



Już od 46 lat… może bym i rzuciła, ale lubię. Jak ktoś chce, może mnie uważać za głupią… nie zależy mi
Przypomniało mi się, jak jednego z lekarzy zapytali… jak to jest? Swoich pacjentów namawia na rzucenie palenia, a nawet ich straszy, a sam pali…
Odpowiedział pytaniem – „Czy ktoś widział, żeby drogowskaz biegał? Nie! On stoi i wskazuje drogę… właściwą drogę… no i ja jestem jak ten drogowskaz… ”
Kawy, herbaty, soczku?
Witajcie!
Oczywiście tradycyjnie herbatę poproszę.
Dziś grzecznie do filiżanki.
Nigdzie się dziś nie wybierasz?
Piękne słońce, ale jakoś samej mi się nie chce i po wczorajszym dniu jestem trochę zmęczona.
Dzień dobry
U nas było piękne słońce z rana…
A teraz się zachmurzyło i jest szaro, zimno i wietrznie…
Pogoda barowa…
Tylko bary pozamykane
Więc trzeba otworzyć własny barek
Otóż to!
Ktoś chętny?
Ja zawsze
To i ja się dołączę…

Soczku poproszę
już jestem z powrotem, co było do załatwienia, załatwione.
A ja do pracy za chwilunię.
A w weekend wybywam jak zwykle (od soboty bladym świtem do niedzielnego popołudnia).
I znów Ciebie nie będzie…
Ale to dopiero w sobotę!
To już pojutrze…
Witajcie!
Jeszcze żyję, dzięki kawie…
Niektórzy to mają dobrze…



Ja wprawdzie jestem już po kawie, ale to była kawa służbowa, więc przyjemność raczej średnia
A na prywatną nie ma czasu
Normalnie zarobiony dzisiaj jestem…
Jakaś taks cisza wśródnocna zapanowała w dzień na Wyspie…
Cisza, wszyscy czymś zajęci…
Jestem w domu, oprócz zakupów nigdzie nie wychodziłam.
Oglądam w TVN co działo się wczoraj, przed chwilą wysłuchałam Trzaskowskiego, Tuley’ę, Czarzastego.
Aktualnie oglądam w TVN Strajk Kobiet na Szerokiej, gdzie jednak nie jestem, bo obiecałam moim synom, że nie będę teraz chodzić na demonstracje. Wytłumaczyli mi, że w moim wieku i przy moich chorobach jest to podwójnie niebezpieczne.
Jednak wolałabym tam być, a jeszcze bardziej, aby nie było tak niebezpiecznie. Oprócz pałowania bardziej boję się jednak covida jak dowiaduję się jak walczą z nim moi bliscy znajomi.
Jak dowiaduję się, że dwóm starszym osobom z temperaturą prawie 40 stopni od paru dni odmówiono nawet teleporady, bo tyle jest zgłoszeń.
Mam dość.
Może wyłączę TVN i Internet i zacznę przeglądać zdjęcia z moich spacerków? Wczoraj było cudnie!
Makówko, Twoi synowie mają rację, że nie chcą byś chodziła na demonstracje. Ja się dziwiłam, że bierzesz w nich udział i ryzykujesz zdrowie, a nawet życie. Naprawdę NIE CHODŹ!!!
Toteż nie chodzę, ale gdzieś tam dusza się rwie.
Jestem, ponieważ ostatni dzień pracy w tym tygodniu (tak, to dzisiaj, skończyłem właśnie I etap pracy!) płynnie przeszedł z pracy w fajrant, a potem w przerwę, ale jestem już po.
To jutro już masz wolne ?
Wyjazd jutro czy w sobotę?
Jutro mam jeszcze drobną uzupełniającą prackę, wyjeżdżam w sobotę rano („sobota rano” to w ogóle jest tak abstrakcyjne pojęcie, że nie wiem).
Czy chodzi o „jedenastą nad ranem”?
Nie, kilka godzin wcześniej
U mnie to już południe…
Teraz jeszcze obejrzałam „Czarno na białym” o ręcznym sterowaniu Prokuraturą i stwierdziłam, że na dziś wystarczy, bo w ogóle nie zasnę.
I to jest właśnie powód, że staram się nie oglądać żadnych wiadomości… nic nie zmienię (za daleko mieszkam i nie tylko to), a spać potem nie mogę i się wkurzam…
Może dzięki temu jestem niedoinformowana… ale może to i dobrze… życie bez tego jest stresujące
Jak mówią bracia Rosjanie:
Меньше знаешь крепче спишь
Z jednej strony warto wiedzieć co robi nasza władza (żeby potem móc ich za to rozliczyć) jednak (z drugiej strony) oglądanie programów, po których trudno zasnąć, nie jest dobrym działaniem jak chce się mieć dużo siły na nadchodzące protestowanie
Aby móc rozmawiać z suwerenem ulicznym, tym mało wiedzącym, trzeba mieć argumenty, czyli trzeba jednak coś wiedzieć.
Teraz z powodów covidowych takie akcje są zawieszone, ale ja i tak lubię wiedzieć na bieżąco. Tak już mam od zawsze. Te słuchania szumów i trzasków zagłuszających „Wolną Europę”…chyba mój ojciec coś wpoił swojej małej córeczce.
Ty jesteś w innej sytuacji niż ja, Makóweczko. Nie mam z kim rozmawiać na polskie tematy, a już na pewno nie na ulicy. Tym bardziej, że we Franklin Park (gdzie mieszkam) niemal wszyscy jeżdżą samochodami i na ulicy trudno jest spotkać pieszego

Kiedyś wiedziałam wszystko na bieżąco, znałam wszystkich polityków i wiedziałam o czym mówią. Teraz już nie. Mam dość
A „Wolną Europę” mój dziadek słuchał niemal nałogowo… nie wolno nam było nic na ten temat mówić nikomu, bo mógłby mieć poważne kłopoty, gdyby się ktoś z władz dowiedział. Tym bardziej, że w czasie wojny dziadek należał do AK, po wojnie odsiedział swoje w więzieniu (6 lat we Wronkach) i nie był zaliczany do tych „prawomyślnych”.
Mój dziadek też odsiedział 6 lat za AK…
Ale my słuchaliśmy głównie sekcji polskiej BBC (mniej zagłuszali)
Nie słyszałam o żadnym wypadku rozliczania jakiejkolwiek władzy, Krzysiu. Na różnych forach mówi się o tym bez przerwy, ale w praktyce na mówieniu się kończy

A może jestem (jak zwykle) niedoinformowana?
Co jakiś czas słyszę o różnych aferach, ale nie widzę efektów ich rozwiązania… wszystko się rozmydla i ginie nie wiadomo gdzie…
To takie marzenie (rozliczenie władzy za dokonane przekręty).



Każdy człowiek widząc przekręty i rozpasanie władzy łaknie doczekać prawa i sprawiedliwości (takich prawdziwych, bez cudzysłowia)…
Tylko myśl, że zobaczę jeszcze kiedyś Jarosława K. (zwanego w kręgach przestępczych PREZES) oraz Zbigniewa Z. (zwanego tamże ZERO) wyprowadzanych w świetle kamer w kajdankach i prowadzonych do aresztu śledczego, pozwala mi znieść te wszystkie szaleństwa obecnej władzy…
Ja mam czas, ja poczekam
Petycja o odwołanie dr hab. Przemysława Czarnka ze stanowiska Ministra Edukacji i Nauki.
Sukces petycji przerósł nasze oczekiwania. Uzyskała ona wsparcie ponad 88 tysięcy osób, którym leży na sercu los polskiej edukacji na wszystkich szczeblach. Lista podpisów została wydrukowana i przekazana wczoraj (17.11.2020) przedstawicielom Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, Sejmu i Senatu.
Też podpisywałam oczywiście.
Chyba podpisałem, bo zdaje się była więcej niż jedna?
Też mi się wydaje, że było kilka. Powyższe to informacja z OpenPetiptin, sygnowana przez Pawła Dybałę.
Czas na mnie, idę spać.
Dobranoc
Spokojnej!
Dobrych snów i miękkiej podusi!
Dobranocka.
Dzisiaj trochę taka dobranocka, jak wyjęta z baśni o Calineczce. Spokojna, miła, kameralna, w sam raz na sen.
Snów w skali mikro!
„Przygody Calineczki” zawsze kojarzyć mi się będą z…wprowadzeniem stanu wojennego.
Gdy okazało się, że nie ma Teleranka poszliśmy ze znajomymi i z dziećmi na spacer do Parku Jordana, a potem zerknąć pod siedzibę „Solidarności”.
Gdy przechodziliśmy obok kina „Kijów” na naszych oczach pani zdjęła afisz filmu „Człowiek z marmuru” i powiesiła „Przygody Calineczki”.
Historia kołem się toczy…majteczki w kropeczki…
Świetny komentarz do rzeczywistości.
Ja pamiętam jedynie plakat filmu CZAS APOKALIPSY ze stojącym SKOTem w ośnieżonej Warszawie (słynne zdjęcie).

W swoim czasie odwiedzałem pewną dziewczynę w Krakowie i chodziliśmy do kina Kijów na filmy…
Dlatego miło wspominam to kino
Na filmy czy DO KINA?
A to jest różnica!
To zależy od osoby
Ona na film (bo studiowała filmoznawstwo) a Ja do kina, (bo studiowałem dziewczynę)
Ogólnie oboje byliśmy zadowoleni 🙂
Chcąc zabłysnąć przed dziewczyną studiującą filmoznawstwo musiałeś zapewne bacznie obserwować i film i dziewczynę.
Gdybyś tylko patrzył jej w oczy i prawił bajery, a okazałoby się, że na temat filmu nie masz nic do powiedzenia inteligentna dziewczyna nie chodziłaby z Tobą na film/do kina.
W czasach studenckich też bardzo dużo chodziłam z chłopakiem do kina (to oboje lubiliśmy). Do teatru również, choć to ja byłam zakochana w Teatrze Starym, a on hm..chyba bardziej chodził do teatru niż na sztukę.
W tym wypadku faktycznie starałem się śledzić akcję filmu, żeby móc potem zabłysnąć mądrym słówkiem
Do teatru, z dziewczynami, chodziłem głównie w Gdańsku i Gdyni (mają tam dobre teatry), chociaż raz zdarzyło się pojechać na sztukę do teatru w Warszawie (tym razem z moją przyszłą żoną)
Grali Don Kichota z Wiktorem Zborowskim w roli tytułowej
Te kina i teatry w czasach studenckich to było z aktualnym mężem, tak tylko nawiasem zaznaczę.
Dobrej nocy wszystkim. Lepiej wcześnie niż wcześniej… 😉

Albo? Późno niż później?…co się nawet bardzo dobrze skończyło…żeby tak w życiu bywało…
Spokojnej i magicznej. Co wbrew pozorom może iść w parze.
Spokojnie mówię magiczne Dobranoc!
Nietypowo, w środku tygodnia, zadzwoniła córka… straciła pracę



Ale jest też radosna wiadomość, bo jest duże prawdopodobieństwo, że na Święto Dziękczynienia (Thanksgiving Day) przyjedzie do nas
I z tego strasznie się cieszę
Co do znalezienia przez nią nowej pracy – będzie czas tym się martwić. Ostatecznie ma rodziców, którzy na głowach staną, a pomogą…
Dobrze, że córka ma rodziców na których może polegać

To bardzo ważne dla młodego człowieka, że nie zostanie sam z problemami
Nasze dzieci zawsze mogą na nas liczyć… może nie zawsze finansowo, bo z tym różnie bywa…


Ale działa to też i w drugą stronę. Jeśli czegoś potrzebujemy, na swoje dzieci zawsze możemy liczyć… pomogą
Wydaje mi się, że to normalne w normalnych rodzinach
Też tak myślę
Dzień dobry
Zimno, coraz zimniej, ale pogodnie…
Witajcie!
Zacznę od tego, bo nie wiem, kiedy znowu dziś zajrzę.
Wir za wirem Ukratku?
A reszta śpi? Może Gienia dopomoże…
Dzień dobry
Z przyjemnością się przysiądę na filiżankę dobrej kawy


Właśnie ją zalałem i rozpoczynam konsumpcję
Może ktoś chce czekoladkę do kawy?
Dziękuję, nie pogardzę
Witajcie!
Ja poproszę czekoladkę do herbaty.
Proszę

W filiżance jest oczywiście aromatyczna herbata
Dziękuję bardzo!
Następnym razem poproszę o przystojnego kelnera! (odezwała się we mnie Polka walcząca o równouprawnienie!)
Dzień dobry. W związku z tym, że wczoraj zakończyłem I etap, idąc spać wyłączyłem budzik. I można powiedzieć, że odespałem jutrzejsze poranne wstawanie dzisiaj
(chociaż wstałem już jakiś czas temu, ale oczywiście było mnóóóóstwo rzeczy do zrobienia przed wejściem na Wyspę).
Mroźne ale słoneczne dzień dobry, Wyspo:)
Dzień dobry




A u mnie ciepło… przynajmniej jak na tę porę roku
Całe 15C!!!
Ale dziś pospałam!
Jak na mnie, wstałam późno, bo o 6:15… mąż pojechał już do pracy… cały dom dla mnie
No i oczywiście masa roboty mnie czeka… muszę obskoczyć parę instytucji. Całe szczęście obiad już prawie mam, więc nie zajmie mi to za dużo czasu
Dzień dobry Krajanko 🙂 Uprzejmie informuję po znajomości , ze Stolicy , że Twoja pani ambasador Mosbacher przekazała publicznie informację , że USA jest bardzo zadowolone z realizacji przez Polskę projektu Trójmorza . Pani Ambasador , nie wspomniała jednak o tym , że jest to projekt brytyjski . Ale jak widać , chwalą Nas i za to dziękujemy jak umiemy .
Witaj Krajanie


W sumie… Polska jest jednym z 12 krajów mających należeć do tego projektu. Jeszcze dokładnie nie wiadomo kiedy będzie realizowany. USA wyraziło chęć wyłożenia kasy na ten projekt. To, jak mi się wydaje, nic dziwnego, że ambasador USA wypowiada się na ten temat.
Nie wiem też dlaczego piszesz o Brytyjczykach?
Komitet Funduszu Trójmorza jeszcze nie podjął decyzji który projekt będzie realizowany (a mają ich trochę)…
A może znowu jestem niedoinformowana? Coś przegapiłam i czegoś nie wiem…
Dzień dobry popołudniowe. Ponieważ każdy dobry uczynek będzie ukarany, mój dobry uczynek polegający na wyspaniu się doczekał się nawału niespodziewanych zadań, a wszystko związane z pracą. Ale mimo to optymistycznie patrzę na ten dzień, bo po raz pierwszy od paru dni niebo nie jest całkowicie pokryte chmurami, to jednak sporo zmienia.
To jeden z najlepszych i najpewniejszych dobrych uczynków, na jakie nas stać…
Wypowiedz Pani ambasador Mosbacher z dnia wczorajszego , a dzisiaj w Poznaniu otwarcie siedziby Dowództwa Korpusu wojsk USA w Polsce i oficjalne zadowolenie z tego , że wojsko USA będzie straszakiem dla ewentualnego agresora . Możemy zatem Drogi Quacku , od dzisiaj spać spokojnie . Może też coś nam się przyśni ??
Sprawdzę dzisiaj w nocy. Dowództwo Korpusu, powiadasz. Pewnie w Poznaniu…
Wróciłam do domu i już teraz nie planuję wychodzić. Zjem obiad i zaraz wrócę na Wyspę.
Pogoda nie zachęca do spacerów…
W Krakowie nie było tak źle,było zimno, pochmurno, ale nie padało.
Pospacerowałam wzdłuż Drwinki, potem zostałam zaproszona na naleśnika +herbata+czekolada.
A potem zadzwoniła sąsiadka (piętro wyżej) czy mogłabym jej pożyczyć jakąś książkę, bo biblioteka zamknięta. Poszłam z książkami i …utknęłam.
Zaczęło się od niewinnego pytania, gdzie to ja tak biegam z tym plecakiem.
Nad Drwinkę, na Rajsko, na Białe Morza itd.
Gdzie to jest ?- zdziwiła się sąsiadka.
Ona też spaceruje, ale tych miejsc nie zna.
Smacznego!
Fajrant i przerwa!
I po przerwie!
A u mnie po piątku…
Jestem taka zmęczona, że chętnie się położę.
Dobranoc
Dobrych snów, Bożenko!
Spokojnej!
Pogadałem trochę z chórkiem, zjadłem co-nieco… no i co dalej?
U mnie ożywiona dyskusja branżowa, ale właśnie dobiega końca.
Hm…a co byś chciał Ukratku?
Czy zaraz trzeba chcieć? Nie można być otwartym na to, co świat przyniesie?
Bo widzisz, bo ja bym na ten przykład chciała…aby świat przyniósł dobre wiadomości.
Covid wraz Pisem wypier…do San Escobar.
Wszyscy są zdrowi i szczęśliwi:)
Ja też bym chciał. Ale nie zamierzam się frustrować każdego wieczora, że dziś mi się to nie udało.
Dobranocka.
No więc grałem tu już utwory w aranżacji PostModern Jukebox, które jednak dalej niż XX wiek się nie cofa. A tu, proszę, „Orinoco Flow” w interpretacji na chór męski (mnichów) i instrumentarium mniej więcej średniowieczne. I jak to brzmi!
Snów w dobrej aranżacji.
Brzmi ciekawie, i zapoznaje nas z tekstem. I tu zdziwienie: słowo Celtic brzmi jak keltik, choć spodziewałem się „si” na początku…
Ach, bo okazuje się, że można tak i tak (dla mnie to też nowość) – https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/en.wiktionary.org/wiki/Celtic#Pronunciation. W utworach celtyckich zespołów co i raz można usłyszeć „Keltia”, a we Francji jest nawet wytwórnia Keltia Musique, specjalizująca się w takiej muzyce.
U mnie na termometrze za oknem minus trzy stopnie!
W górach śnieg. W Bukowinie Tatrzańskiej ruszyła armatka, zaczęto naśnieżać stok.
Narciarze chcący przenocować będą wszyscy na delegacjach?
Zima, jednak zima?
Hmm, zobaczymy. Tutaj chyba jeszcze plus… Niewielki, plus 3, ale nie mróz.
W środę w Gorcach trawa była oszroniona mimo pięknej słonecznej pogody.
Zobaczymy, jak będzie jutro rano. Mam nadzieję, że warunki do jazdy będą.
Obiecywałam pięterko listopadowe spacerki, ale jakoś stale coś innego się działo.
Zrobił mi się taki bałagan ze zdjęciami (czy ktoś może mi wytłumaczyć czemu bałagan zawsze się robi sam?), że połapać się nie mogę, a trochę tych spacerków w listopadzie już się uzbierało.
Mogłabym na szybko zbudować ćwierć pięterko, czyli opisać jedną wycieczkę.
Zbudować czy też ktoś ma pomysł na budowę wpisu albo czekamy aż tu urośnie?
Ja nie mam pomysłu i nie mam nic przeciwko nowemu pięterku.
Jeśli chodzi o budowanie nowego pięterka, to na pewno nie mam nic przeciwko




Chętnie obejrzę gdzie do tej pory byłaś, czy nawet tylko jedną wycieczkę
Przyznam Ci się, że u mnie bałagan w zdjęciach się nie robi… ani ja nie robię, ani sam się nie robi
Po każdej wycieczce zgrywam do oddzielnych folderów zdjęcia małżonka i moje. Piszę datę i miejsce gdzie byliśmy. W wolnej chwili przeglądam, segreguję i wkładam do wspólnego folderu (też od razu opisując). Nie ma siły, żeby mi się to pomieszało
Ale oczywiście to kwestia charakteru. Lubię mieć wszystko uporządkowane, posegregowane… jestem za leniwa, żeby potem szukać…
Taaaaa.
Zasadniczo ja robię PODOBNIE.
Pięterko gotowe -zapraszam.
Ze mną jest tak, że ja w planie mam zamiar mieć porządek, a bałagan robi się sam.
Wszędzie wokół mnie, nie tylko na laptopie.
To jest, jak napisałam, kwestia charakteru.

Mam uporządkowane nie tylko na kompie… wszędzie wokół mnie też. Do szewskiej pasji doprowadza mnie szukanie czegokolwiek. Lubię po prostu sięgnąć i wziąć
Odłożenie na miejsce zajmuje zwykle mniej czasu niż szukanie, a jak wspominałam już nieraz, jestem leniwa…
Działaj, a ja poświecę ci lampką 😉

Śpijcie dobrze, ja też za chwilę, bo jakoś coś padam nie wiem czemu.
Dobranoc również!
Już miałam iść spać i rano budować, ale jednak zbudowałam.
Zapraszam piętro wyżej.
DOBRANOC!
To jeszcze pobiegnę zobaczyć Twoje pięterko
Dzień dobry



Bez względu na pogodę, z samego rana (najpóźniej o 6:30), jedziemy do rzeźnika. Skończyłam niemal cały zapas mięsa na obiady, a przecież córeczka ma przyjechać
Także chyba do południa będę pilnie zajęta. Trzeba posegregować mięso na obiadowe części i zamrozić. A zawsze to praca na kilka godzin
W sumie ostatni raz byliśmy u rzeźnika chyba w sierpniu. Nic dziwnego, że nam się zapas skończył…
Dobrze, że mamy ten „food saver”, bo jak się wyssie całe powietrze, to mięsko dłużej zachowuje świeżość i nie nabiera tego „lodówkowego zapachu”