Ostatnio zrobiłam wpis o Babiej Górze i Małpiej Wyspie, czyli o tym jak kiedyś jechałam z Krakowa do Gródka nad Dunajcem przez Zubrzycę.
W komentarzach wspomniałam wtedy, że kiedyś wracałam z Kołobrzegu do Krakowa przez Wolsztyn.
Zareagowali wtedy panowie Quackie i Lord.
Quackie:
„Aa, wolsztyńska parowozownia to jest sławne miejsce, mimo że żaden ze mnie miłośnik kolei parowej.„
Zapytałam, czy ma jakieś zdjęcia i w odpowiedzi Q napisał :
„Nie! Ale słyszałem wiele razy i przy wielu okazjach od wielu znajomych, w tym np. takich, których dzieci przez cały rok czekały na to święto, co to jest parada parowozów etc.”
Natomiast Lord przywitał się tak:
„Dzień dobry.
Ja byłem na paradzie wolsztyńskiej. Niemniej, w parowozowni nie byłem. Najrozsądniej jest ją zwiedzać poza świętem, w innym wypadku należy liczyć się z ogromnymi tłumami. Nie pominę faktu, że zaparkowanie samochodu tego dnia graniczy z cudem. No, chyba że przyjedzie dzień wcześniej, to i parowozownie zobaczy.„
Odpowiedziałam:
„W Wolsztynie byłam tylko jeden dzień przejazdem, wracając NAJKRÓTSZĄ DROGĄ Z KOŁOBRZEGU DO KRAKOWA (czy była najkrótsza można polemizować, ale była ciekawa i w miłym towarzystwie).
Proszę Państwa wychodzi na to, że jak przyjdzie kolej na mnie pasuje zbudować pięterko o Wolsztynie.„
Skoro obiecałam, należy słowa dotrzymać. Zamiast pisać o parowozowni taki pstryczek. Proszę kliknąć na zdjęcie i przeczytać tekst.
Resztę dopowiecie Wy (mam nadzieję), a jak wywiąże się „wymiana myśli” dopowiem ja w komentarzach tekstowych lub zdjęciowych.
A teraz parę pstryczków.



Powiało socjalizmem?
Na koniec więc małe pytanie – kto pamięta takie wagony?



A takie bilety kto pamięta?


Byłam tam, gdy cały dzień lało, więc prawie nie było zwiedzających. Spokojnie mogłam połazić po Muzeum, usiąść na ławeczkach w pociągu retro, trochę trudniej było pstrykać to co stoi na zewnątrz. Z przyjemnością odświeżyłam sobie to zwiedzanie sprzed paru lat; zapraszam do wspólnego zwiedzania.
Obrazek wyróżniający – unikatowy Tr5-65 produkcji niemieckiej firmy Orenstein & Koppel z 1921 roku (przebudowany w 1938 roku).
Jako jedyny taki parowóz z tej serii w Europie stanowi jeden z cenniejszych eksponatów Parawozowni w Wolsztynie.





Zapraszam do Wolsztyna zgodnie z obietnicą złożoną 22 czerwca tego roku.
Zbudowałam pięterko na oderwanie się od kampanii wyborczej i innych emocji z tym związanych.
We wpisie nie ma nic na temat bieżącej sytuacji, ale jak zawsze zapraszam do współtworzenia (wprost na pięterku albo w komentarzach).
Wszelkie zdjęcia, filmiki (Lordzie znalazłeś?), uwagi itd.na temat mile widziane.
Nie na temat -również. O polityce na moim pięterku przecież (jak ktoś zechce) OCZYWIŚCIE też możemy rozmawiać.
Wcześniej jednak możemy:
Wsiąść do pociągu byle jakiego,
Nie dbać o bagaż, nie dbać o bilet,
Ściskając w ręku kamyk zielony,
Patrzeć jak wszystko zostaje w tyle
Zegary staną niepotrzebne,
Pogubię wszystkie kalendarze
W taką podróż chcę wyruszyć,
Nie wiem czy kiedyś się odważę
Dobry wieczór.
Niestety Makóweczko, wcześniej nie podjąłem próby odszukania wspomnianych filmików a na chwilę obecną nie mam takiej możliwości. Obiecuję, że jak tylko ją odzyskam, uzupełnię Twoje pięterko. Miałem te filmiki nawet kiedyś na YT, przez naginanie zasad, niestety przepadły. .
Lordzie!
Rozumiem, przepraszam, że tak się upominam.
Dzień dobry na nowym pięterku, zanim umknę na przerwę!
Otóż takich wagonów nie pamiętam, ale moi Rodzice (sądząc z opisu) jak najbardziej, ponoć jeździły na trasie Żywiec-Sucha Beskidzka jeszcze niedługo przed moim przyjściem na świat.
Natomiast takie drewniane siedzenia z listewek kojarzą mi się ze starymi tramwajami z Poznania, z wagonami typu Konstal-N. I takimi jeździłem, jak najbardziej.
A tekturkowe bilety to były w sprzedaży hoho, w latach osiemdziesiątych na pewno jeszcze. Pamiętam jak najbardziej, i kasowniki-dziurkacze.
A teraz fajrant i przerwa.
(oraz po przerwie)
Drewniane siedzenia panie Q?
Mówisz -masz!
Zapraszam Wszystkich. Jest dużo miejsca -cała Wyspa się zmieści!
Byle trasa nie była za długa, bo dupka rozboli!
A na takich miękkich to już lepiej?
Dużo lepiej. Chociaż prawdę mówiąc, trzeba by wypróbować w praktyce.
Albo zabrać ze sobą śpiwór, poduszeczkę i kocyk?
I latarenkę

Na noc!
Czy Tobie się w głowie nie przewraca panie Q?
I może jeszcze babcię, aby nuciła kołysanki?
Przynajmniej dopóki nie zabroniono herbaty…
Herbaty?
Zabronią?
Bo ktoś sobie przypomni, że pierwsi herbatę parzyli Chińczycy?
Ja też pamiętam takie drewniane ławki. Koszmar. I oczywiście tekturkowe bilety.
A ktoś z was pamięta czasy, kiedy przy wyjściu z dworca taki bilecik oddawało się konduktorowi?
Albo wejściówki na peron?
Hm…
Oddawania biletów nie pamiętam. Wejściówki na peron -tak.
Ja też nie pamiętam oddawania biletów, ale wejściówki na peron pamiętam.
Parowozownię w Wolsztynie, jako się rzekło, znam tylko z opowieści znajomych. Np. kolegi z Poznania (obecnie spod Poznania), który ma dwóch synów z ZA (trochę jak nasza Jo). Co prawda znam temat tylko z relacji, ale ponoć bardzo entuzjastycznie brali udział w tym święcie z Paradą Parowozów, włazili, gdzie tylko się dało, o dziwo nie mieli problemu z gwizdaniem parowozów i w ogóle znakomicie się bawili.
Wróciłam do domu z ulicznego knucia.
Z obolałymi nogami, rękami czarnymi od farby drukarskiej i z bardzo mocno naderwanymi skrzydłami.
Wiele razy rozmawiałam z przypadkowo spotkanym suwerenem na ulicy przed poprzednimi wyborami.
Zawsze wynik był ważny, ale chyba nigdy aż tak jak teraz. Dlatego przeraża jak dużo ludzi w centrum Krakowa tak myśli jak miałam okazję usłyszeć. Bodaj tyle, że nie spotkałam się z agresją.
Dawniej umawialiśmy się w dwie, trzy osoby -wtedy łatwiej się podbudować psychicznie. Teraz jednak mało czasu, coraz mniej chętnych do pracy a tak dużo do zrobienia, aby dotrzeć do wyborców poza Krakowem.
Dobra, wyżaliłam się i zabieram się za bycie gospodynią na Wyspie.
Efekt pompowania w ścieku, niesłusznie zwanym telewizją publiczną. A może i słusznie, tyle że użycie przymiotnika „publiczny” byłoby mocno nacechowane.
Odsapnij.
Telewizja publiczna i kościół niestety.
Muszę odsapnąć, zjeść kolację, bo teraz mam nastrój, aby:
Uciec pociągiem od przyjaciół,
Wrogów, rachunków, telefonów
Nie trzeba długo się namyślać,
Wystarczy tylko wybiec z domu.
Nieee -od przyjaciół nigdy!
A jutro i tak znów będę bawić się w ulicznego gazeciarza i gadać z suwerenem! Tylko trochę otrzepię skrzydła!
Też o tym ostatnio rozmawialiśmy. I doszliśmy do podobnych wniosków, niestety. Nawet Madre negatywnie skomentowała rolę kościoła w tych czasach, rzecz jasna nie in general, ale jednak w proporcjach niekorzystnych dla duchowo-religijnej posługi.
Otóż to! Kościół działa na własną szkodę, zniechęca myślących wiernych.
Ale domy publiczne były (?) instytucjami niezwykle potrzebnymi!
Były?
Tylko teraz chyba inaczej się nazywają?
Obok takiej jednej przechodziłam wielokrotnie, ale nie zwracałam uwagi na napis „Rezydencja KLATT”.
Tak à propos podobno Banaś znów bardzo aktywny?
„Kopertowymi wyborami ” się zainteresował, czyli NIK kontroluje to coś co miało być, a nie było. Hm…
Czy to prawdziwa kłótnia w rodzinie?
Jeździłam takimi pociągami ciągnionymi przez parowozy. Jeździłam jako kilkunastolatka do wujka, który mieszkał w Szklarskiej Porębie Dolnej. To była podróż przez całą noc, rano byłam na miejscu. Najbardziej podobało mi się obserwowanie sypiących iskier lecących od lokomotywy. To była piękna podróż… Później bardzo żałowałam, że już nie ma parowozów…
Ha, ale tu było niebezpieczeństwo, że iskra wpadnie do oka!
Oraz: czy do Puszczykowa nie jeździły czasem, jeszcze pod koniec lat 70′, takie parowozy?
Chyba jeździły, ale ja już na podróże nie miałam czasu – małe dzieci…
A iskra nie mogła wlecieć, okna były zamknięte.
Ze mną kilka(?) razy pojechała poznańska Babcia (po kądzieli). I okna były wtedy już otwierane, tzn. takie wagony z otwieranymi oknami jeździły, stąd pamiętam ostrzeżenia przed iskrami. No i oczywiście, że cały cymes polegał na staniu w otwartym oknie, wdychaniu zapachu dymu, smołowanych podkładów, rumianku rosnącego na i przy torach, a dalej również lasu przemykającego (niespiesznie) za oknami
Przypomnę co napisał Lord o swoim „wypadzie pociągowym:
Takie “zwiedzanie”, to domena naszych kolei. Wsiadając w jeden skład, można przejechać ponad tysiąc kilometrów. Na powyższej trasie, choć nie w tej konfiguracji to 1004. Kiedyś bawiąc się “szukajką” wynalazłem połączenie ok 1150 km. Dla lubiących podróżować “w starym stylu”, nie niskopodłogowymi składami “bez klimatu”, to gratka
Kilka lat temu, byłem na małym wypadzie pociągowym. W piątek po południu, samochodem do Dęblina (Stacja początkowa) – Warszawa Wsch. – Jelenia Góra – Wrocław – Kraków – Warszawa Zach. (Stacja końcowa). stąd samochód i do domu, w poniedziałek nad ranem. Cel, jechać i jak najwięcej zobaczyć. Jedynym odstępstwem od kolei był bus z Krakowa do Ojcowa i z powrotem. Nie licząc oczywiście dojazdów do i z pociągu. Wszystkiego ponad 1,5 tyś km. I wbrew pozorom, kilkadziesiąt w nogach. Inny wymiar zwiedzania…
Ja się zrobiłem strasznie wygodny i takie odległości to najchętniej samochodem, autobusem, a jakby jeszcze parę km przybyło, samolotem
Pamiętam też te bilety kartonikowe i wąskie korytarze w „pulmanach”. Kiedyś jadąc jak zwykle do wujka, stałam w ciasnym korytarzu ściśnięta jak śledzie w beczce, taki był tłok. Jechał też jakiś pijaczek, to go ludzie zamknęli w ubikacji. Ten dopiero wygrał swobodne, siedzące miejsce
A teraz już się pożegnam…

Śpij dobrze Bożenko!
Niech Ci się przyśni podróż pociągiem ciągniętym przez parowóz.
Spokojnej!
W czasach szkolnych i studenckich normą było podróżowanie na podłodze na korytarzu. Na trasie z Krakowa na Mazury spało się na podłodze. W ubikacji często też ktoś spał.
Był problem gdy nagle ktoś miał ochotę skorzystać z ubikacji. Dobudzenie wszystkich graniczyło z cudem toteż naogół delikwent czekał do rana z takimi potrzebami.
Normą było również wskakiwanie przez okna, aby jakoś zająć miejsce.
Ha, z Kielc (gdzie mieszkaliśmy z Rodzicami) do Poznania kursował jeden bezpośredni pociąg na dobę, „szczeciński” (bo jechał dalej do Szczecina, a w drodze powrotnej ze). Do Poznania jeszcze jakoś się dojeżdżało, bo w Kielcach był podstawiany, więc szło znaleźć miejsce siedzące (w przedziale), ale w drugą stronę już nie bardzo, więc w głębokim PRLu Babcia wsiadała wieczorem w pociąg do Szamotuł, wysiadała tam, czekała, aż przyjedzie ze Szczecina ten nasz, szukała przedziału, w którym jechał ktoś do Poznania (najlepiej kilku ktosiów) i zajmowała nam miejsca, więc jak pociąg zajeżdżał do Poznania, to mieliśmy jak zarezerwowane (chociaż nigdy nie można było być pewnym).
I wyobraźcie sobie, że to wszystko było robione w czasach bez telefonów komórkowych, więc Rodzice nie wiedzieli, w którym wagonie Babci udało się zająć miejsca i czy w ogóle!
Ależ Wy mieliście dobrą i pełną poświęceń babcię!
Oj tak. Przyjechała pomagać Mamie nawet w stanie wojennym, nie mam dzisiaj pojęcia, jakim cudem (bo to przecież trzeba było mieć przepustkę, żeby się przemieszczać między województwami).
Ale w sprawach rodzinnych Milicja wydawała. Moi rodzice w stanie wojennym załatwiali, aby pojechać po babcię do Łodzi.
To widocznie Babcia miała dar przekonywania.
Sytuacja była taka-początek stanu wojennego. Do domu przyszedł telegram do mojej mamy „matka w szpitalu!”. Nic więcej nie było jak się dowiedzieć, telefony przecież nie działały.
Rodzice załatwili więc przepustkę (podpierając się telegramem), zabrali na wszelki wypadek czarne ubrania i pojechali do Łodzi. Jadąc nie wiedzieli czy moja babcia jeszcze żyje.
Natomiast potem już faktycznie potrzebny był dar przekonywania mojej mamy, aby załatwić na samym początku stanu wojennego transport karetką przewiezienia mojej babci ze szpitala w Łodzi do szpitala w Krakowie.
Babcia była przytomna, ale stan był na tyle trudny, że transport własnym autem z Łodzi do Krakowa nie wchodził w grę.
No tak, sytuacja szpitalna to sensowne uzasadnienie.
Moja Babcia takiego nie miała, dlatego napisałem, że musiała mieć dar przekonywania.
Tym samym pociągiem jeździłem na studia do Poznania i ze studiów do Rodziców na weekendy, ale w tym wieku było mi obojętne, gdzie i jak jadę, byle jechać.
Panie Q czy mogę sobie zamówić jakąś „tematyczną” Dobranockę?
No, w zasadzie to ja już widzę pewną sugestię.
Ale zrobię po swojemu
Sugestii nie ma żadnej. Ja tylko poprosiłam „tematycznie”, a jak się chce wszystko można tematycznie skojarzyć.
Aha, OK.
To ja widocznie źle zrozumiałem „wsiąść do pociągu”
„Wsiąść do pociągu” dałam w komentarzu autorskim, więc to by już nie miało sensu drugi raz. Ta piosenka kojarzy mi się z młodością, ale nie jest aż takich lotów, aby ją słuchać na Wyspie dwa razy, gdzie większość ma bardzo wysublimowany gust muzyczny.
Dobranocka.
Dość żwawa, ale tematyczna. I z ulubionym Wojciechem Mannem jako zgryźliwym konduktorem.
Snów o kształcących podróżach!
Dziękuję o coś takiego mi chodziło!
Bardzo lubię i Grzesia i Manna.
Bardzo się cieszę, jak trafiam w gust!
Też się cieszę jak ktoś spełnia moje prośby. Zresztą to takie pięterko po trosze Twoje i Lorda, ale mam nadzieję, że inni też coś znajdą dla siebie. Choćby do powspominania.
Kolejowych piosenek trochę jest.
Jeden kolega miał na winylu piosenkę o bieszczadzkiej ciuchci, ale płyta się zacinała i zamiast „stara i śmieszna troszkę” adapter odtwarzał „stara… i śmi…ara! i śmi…ara!” i tak w kółko. Do dzisiaj nie mogę słuchać tej piosenki w niezacinającym się oryginale, bo mi się wydaje, że coś w niej jest nie tak.
Bo ta zacinająca się płyta to już jakby kultowo -wspominkowa się zrobiła?
Dlatego właśnie, że jest trochę kolejowych piosenek moja prośba polegała na tym, abyś wybrał jedną z nich.
Hm…jakbyśmy jutro też jeszcze byli na tym pięterku byłoby mi miło, gdybyś…jakąś inną kolejową wybrał.
Poszukamy!
Dziękuję.
Choć przecież nie wiadomo czy do jutrzejszej Dobranocki ktoś czegoś nowego nie zbuduje.
Tak się zastanawiam czy Tetryk dalej knuje?
Czy też nie lubi jeździć pociągami a w każdym razie parowozami?
A może opowie nam cokolwiek o swoim knuciu, zanim zapali lampkę i pójdzie lulu?
Tetryk właśnie wrócił i zjadł kolację…
I to jest lakoniczna odpowiedź w stylu Ukratka!
Przejechaliśmy ok. 100 km, rozklejając na gminnych tablicach ogłoszeń informacje o problemach suwerena z Dudą. Bardzo miła przejażdżka na skraju Jury 🙂
Plakaty z serii „Czy wiesz…”
Rozmawialiście również z suwerenem czy jedynie rozklejaliście?
Chodzi mi czy masz spostrzeżenia odnośnie nastrojów w owych gminach?
Jak ludzie na Was reagowali?
Praktycznie nie reagowali. Tylko raz spotkaliśmy się z nerwową reakcją, gdy swoim plakatem usiłowaliśmy przysłonić część – już nadklejonego komercyjnym ogłoszeniem elektryka – plakatu Dudy. Przenieśliśmy swój na inne miejsce na tej samej tablicy.
W Wolsztynie nie byłam, dlatego z zainteresowaniem czytam i oglądam Twoje zdjęcia Makówko, ale wychowałam się w Chrzanowie, gdzie produkowano parowozy w PAFAWAGU, a naprzeciw Domu Kultury stoi dumnie parowóz, można wejść i obejrzeć wnętrze z miejscem na węgiel i łopatą do wrzucania węgla w ogień.
Witaj Ultro!
Cieszę się, że zajrzałaś. Dziękuję za miłe słowa, że czytasz i oglądasz z zainteresowaniem.
Zanim zapalę lampkę, pokażę wam jak żegnało nas dzisiaj słońce:

Piękna „tęcza płomienista”!
Gdy rozdawałam GAZETĘ przedWYBORCZĄ było podobne niebo, ale nawet nie pstrykałam.
Zbyt byłam podłamana rozmowami z suwerenem „Co mi tu pani pokazuje gazetę, za którą stoją Żydzi. Pani widać nie zna historii co nam złego Niemcy zrobili!”.
Już nie zapytałam „To w końcu Żydzi czy Niemcy?”tylko poszłam dalej.
Masz rację, z takimi osobami nie warto dyskutować, sami nie wiedzą co mówią.
A teraz najwyższy już czas na lampkę.

Dobrej nocy, Wyspo!
Nawzajem, spokojnej. I ja zmykam!
Śpijcie spokojnie Panowie !
DOBRANOC!
Jadą, jadą misie
Hop siup, tralala
Dzień dobry
W nocy nieco popadało, więc dobrze się spało.
Dzień dobry. Herbata (zielona) i praca.
Herbatkę zieloną już wypiłam, teraz pomału czas na kawę
A u mnie nawet nie pomału…
Witajcie!
Herbatkę, a jakże – zieloną! – właśnie piję, praca już wre 🙁
Dzień dobry, lecę po kawę do Gieni.
Słonecznie witam!
Z ulubioną filiżanką w kropki.
Dzień dobry 🙂 Pociągi , pociągi … Toć prawie mieszkało się w pociągach . Wystrój wnętrz z boazerią często przypominał powojenne luksusy lokalowe . Przez jakiś czas dojeżdżałem do Radomia . O stałej godzinie , z tego samego peronu Dworca Głównego w Warszawie … Ale zdarzyło się ,że pewnego dnia wsiadłem do pociągu jak zawsze i zdrzemnąłem się nieco . Obudził mnie konduktor ,ale nie w Radomiu , a w Poznaniu . Zbaraniałem , nie mogłem zrozumieć jak to się stało , a była to normalna chwilowa zmiana odjeżdżających pociągów z Dworca Głównego . Do Radomia dotarłem od strony Wrocławia , nadrobiłem trochę kilometrów , ale dostałem nauczkę , że warto wcześniej sprawdzić dokąd ten pociąg pojedzie …
Witaj Max!
Też miałam podobną sytuację, choć trochę inną jednak. Po dwóch nocach w pociągu ocknęłam się, pociąg stoi na jakimś Dworcu, więc pytam „w jakim mieście jesteśmy?”
„W Krakowie!”.
Gdybym szybko się nie zebrała pojechałabym gdzieś do Przemyśla i jeszcze zapłaciła karę.
Dzień dobry
Moją pierwszą pracą po studiach była praca na kolei.
Jeździłem wtedy wyłącznie pociągami (co wiązało się czasem z kilkugodzinnym oczekiwaniem na stacjach).


Wsiadłem więc w niego i pojechałem do Słupska, z tamtąd do Gdyni i wreszcie, o 9 rano dotarłem do Gdańska 

Wymyśliłem, że zamiast czekać kilka godzin na dworcu mogę wsiąść do pociągu jadącego w przeciwnym kierunku i przesiąść się na właściwy na stacji, na której pociągi się spotykały a następnie jechać właściwym pociągiem z wcześniejszej stacji
Kiedyś, czekając w Bydgoszczy na pociąg do Gdańska, wsiadłem w jadący do Poznania aby się przesiąść w Gnieźnie na właściwy
Oczywiście zasnąłem i obudziłem się na dworcu w Poznaniu. Najbliższy pociąg do Gdańska był za 8 godzin ale za to jechał pociąg do Kołobrzegu
Dobrze, że mój szef mnie lubił i nie wyciągnął konsekwencji służbowych za spóźnienie
Witaj Krzysztofie!
Dziękuję za tę historyjkę, cieszę się, że moim wpisem udało mi się wywołać wspomnienia.
Bilety rozumiem miałeś darmowe?
Oczywiście!


Jako kolejarz w XII (a potem wyższych) grupach zaszeregowania miałem prawo do przejazdów w pierwszej klasie pociągów
Jak studiowałem zaocznie w Warszawie (studia podyplomowe na PW) i musiałem jakoś przenocować wsiadałem wieczorem w pociąg jadący odpowiednio daleko od Warszawy (zwykle Wrocław) a następnie szedłem spać w (zwykle pustej) jedynce. Potem (zwykle ok. północy) wystarczyło się przesiąść w pociąg powrotny i na rano, w miarę wyspany, lądowałem w Warszawie Centralnej
To rozumiem!
Tak sobie wspominam… Pociągi były często przeładowane, niepunktualne… To były prawie jedyne środki lokomocji, dostępne zwykłym ludziom. Przecież samochód to był luksus trudno dostępny. Trzeba było mieć talon. Paradoksem było, że samochód „z drugiej ręki” czyli używany, był droższy od nowego. Mój sąsiad, dyrektor dużego zakładu, jeździł motorowerem na ryby. W końcu dostał talon na Trabanta. Jaka to była radość, że mógł z sobą zabierać rodzinę…
Oczywiście, że za naszej młodości jeździło się pociągami. Kto się wepchnął ten jechał nawet stojąc na jednej nodze.
Budując to pięterko miałam nadzieję, że wywołam takie właśnie wspomnienia wśród Wyspiarzy.
Do Wolsztyna chciałabym Was jeszcze kiedyś zabrać skoro przypadkowo wywołał się ten temat. Zresztą to nie pierwszy raz kiedy wracałam albo gdzieś jechałam „najkrótszą drogą” zwiedzając coś po drodze.
Pewien chłopak z Tarnowa całą noc wkuwał do egzaminu (ech, zaległości!), po czym rano wsiadł w pociąg i pojechał zdawać do Krakowa. Obudził się… w Katowicach. Zaklął, miał jeszcze chwilę czasu, wsiadł w najbliższy do Krakowa. No i obudził się w Bochni…
A jak mu poszedł egzamin? Bo podejrzewam, że jednak jakoś dotarł ?
Ten termin stracił 🙁
Domniemywam, że był na tyle zdolny, że i tak sobie poradził?
A to zupełnie jak kolega Ojca z pracy, wracający służbowo z Warszawy do Kielc krakowskim pociągiem, który zasnął i obudził się bodaj w Miechowie. A w drodze powrotnej też zasnął i z kolei ocknął się w Skarżysku! Z którego wrócił do Kielc już PKSem, gdzie budził kierowca
Dzień dobry


Oczywiście w budynku kolejowym
Także kolej to jakby moja młodość… 
Nie kojarzę takich pociągów z drewnianą „boazerią”, ale z drewnianymi siedzeniami i owszem
Pochodzę z „kolejarskiej” rodziny… mój dziadek przed wojną był dyżurnym ruchu. Po wojnie i po odsiedzeniu 6 lat we Wronkach (za AK) nie mógł już pracować na tym samym stanowisku. Bo kolejarz, to była prestiżowa posada i byłych więźniów nie zatrudniali. Z czasem to się zmieniło…
Mój teść pracował na kolei, moja szwagierka i mój mąż. Każde na innym stanowisku. Teść był toromistrzem, szwagierka pracowała jako „pracownik biurowy”, a mąż w łączności kolejowej był monterem (tak jak moja siostra)
Mieszkałam najpierw niedaleko torów, a potem (po wyjściu za mąż) niemal na torach
Witaj Miralko!
Pamiętam, że pisałaś o pociągowych wycieczkach.
Czyli „w temacie” pociągi jeszcze wiele mogłabyś nam opowiedzieć?
Na zachętę masz jeszcze jedno zdjęcie „pociągowej boazerii”.
Przy okazji mam pytanie -kto jechał w pociągu śpiąc na półce na bagaż? Pamiętam, że tak się jeździło na Mazury. To było lepsze ,jak spanie na korytarzu na podłodze.
Tak. Mam wielu znajomych wśród kolejarzy, a jako żona kolejarza miałam bezpłatny bilet na przejazdy. Jeździłam więc sporo. Na ten przykład na zakupy do Gdańska
Z Białegostoku to kawał drogi, ale jak podróż była darmowa…
Na wycieczki z dziećmi jeździłam z Klubu Krwiodawców przy białostockiej parowozowni. Na samodzielne wycieczki jeździłam też z tego klubu, bo jako szefowa Komisji Rewizyjnej musiałam być na wszystkich posiedzeniach Zarządu Krajowego Stowarzyszenia Krwiodawców. Przed posiedzeniami każdy klub chciał pokazać gdzie i jak działa, także byliśmy obwożeni po różnych ciekawych miejscach. Między innymi byłam w kopalni „metanowej” Andaluzja (czynnej, gdzie nie wpuszcza się turystów), na poziomie 480 m pod ziemią. Mieliśmy jeszcze zjechać niżej, na 600m, ale zrezygnowaliśmy. I tak wrażenia były niesamowite
Dodam jeszcze, że w Zarządzie Stowarzyszenia byłam jedyną kobietą, takim „rodzynkiem”. Miałam w zawiązku z tym dużo względów i pełną opiekę szarmanckich panów
No, no Miralko!
Że też ja nigdy nie byłam w takim Zarządzie! Ba w takim Stowarzyszeniu!
Bo w tym naszym Stowarzyszeniu od knucia to na pełną opiekę szarmanckich panów raczej nie ma co liczyć.
Wszyscy walczymy JEDNAKOWO o WOLNOŚĆ, RÓWNOŚĆ, DEMOKRACJĘ.
Równość to równość.
No dobrze panowie są mili dla pań, nie narzekam, bo mi tu zaraz Tetryk machnie czerwoną kartką.
No!
Łoj, no dobrze, dobrze, przecież mówię, że są mili.
My też walczyliśmy o wolność, Makóweczko
PCK zawłaszczyło sobie pełne prawa do krwiodawstwa, a my z tym się nie zgadzaliśmy. PCK nadawało swoje odznaczenia… między innymi dostał je działacz, który (według ich danych) zdał 300 litrów krwi 
Biorąc pod uwagę, że przez wiele lat można było zdawać tylko 400 mililitrów, a później 450… fizycznie niemożliwe… nawet jeśli się przyjmie, że zdawał co kwartał…
Liczyliśmy… musiałby żyć dobrze ponad 100 lat i oddawać krew od urodzenia po zgon (czy czas teraźniejszy)
Nie zgadzaliśmy się z promowaniem osób, które na to nie zasługiwały. Poza tym PCK ciągnął niezłe zyski z naszego „zdawnictwa”… dlaczego my nie mielibyśmy na tym korzystać?
Dzięki naszej działalności, krwiodawcy naszego klubu nie tylko mieli bezpłatne wycieczki po kraju. Musieli opłacić jedynie ubezpieczenie takiej wycieczki, co stanowiło grosze… ale na ten przykład wyjeżdżaliśmy na Dzień Dziecka do ośrodka kolejowego w Doktorcach (nad Narwią) na weekend. Wyjazd był bezpłatny, domki też, paczki z różnymi słodyczami i owocami dla dzieci takoż. Cały aktyw klubu pracował nad programem (ja też), żeby nikt się nie nudził. Któregoś roku „zatrudniliśmy” nawet klub płetwonurków (oczywiście mojego brata) do pokazów. Oczywiście musieliśmy znaleźć sponsorów takiego wyjazdu, co nie było rzeczą łatwą, ale zawsze jakoś się udawało
Brawa dla Was, brawa dla Ciebie Miralko!
To, co opisujesz jest doskonałym przykładem na łączenie przyjemnego z pożytecznym. Wykonywaliście kawał dobrej roboty, ale i Wy mieliście z tego korzyści.
Tak jest najlepiej.
Ja też


Pamiętam, jak pojechałem z rodziną do Poznania na rogale św. marcińskie, bo w sklepie obok były zbyt drogie
To były piękne czasy
…To były piękne dni,
Po prostu piękne dni,
Nie zna już dziś kalendarz takich dat…
Wspominajmy więc jak byliśmy piękni i młodzi…
Taniej wychodziło z przejazdem do Poznania? Ale może dlatego, że w Poznaniu były lepsze, oryginalne? Nie wszystkie cukiernie mają certyfikat.
Wydaje mi się, że Krzysztof miał bezpłatny bilet i dlatego rogale wychodziły mu taniej
Gdyby musiał zapłacić pełną cenę za bilety dla całej rodziny, na pewno nie opłacałoby mu się jechać taki kawał 
Dokładnie tak!

Bezpłatne bilety na PKP potrafiły bardzo zwichrować ekonomiczne myślenie!
Pamiętam z młodości opowieści o braci kolejarskiej, która jeździła z Katowic do Pucka po ryby, bo tam były tańsze
Oczywiście rachunek ekonomiczny nie uwzględniał kosztów transportu
Masz może jakieś zdjęcia z tych kolejowych wycieczek?
Wiem, wiem, pewnie papierowe, ale można zeskanować albo zrobić zdjęcie zdjęciu.
Mój ojciec, chociaż prawnik z zawodu, też miał kiedyś przygodę z koleją. Wsiadł do pociągu w Warszawie po jakiejś rozprawie w Sądzie Najwyższym i ukołysany monotonnym stukotem kół zasnął. Jechał do domu, do Białegostoku, a to była 3,5 godzinna jazda.



Na granicy polsko-radzieckiej obudzili go celnicy, czy wopiści (już nie pamiętam) i trafił do aresztu pod zarzutem chęci nielegalnego przejechania granicy. Jak sam potem mówił, za taki czyn powinni go raczej zamknąć w „wariatkowie”, bo kto normalny uciekałby na wschód?
Nie trzymali go długo. Dość szybko upadło podejrzenie o szpiegostwo, na wariata nie wyglądał… Z Kuźnicy przewieźli do Białegostoku celem sprawdzenia prawdziwości jego zeznań, a że wszystko się zgadzało, wypuścili
Potem już zawsze gdy z Warszawy wracał do domu i ogarniała senność prosił współtowarzyszy podróży, żeby obudzili go najpóźniej w Łapach
A jeżdżąc do Warszawy musiał wyjeżdżać z domu przed północą, bo rozprawy były na ogół między 8 a 10 rano i musiał być na czas. Także po posiedzeniach sądu był zmęczony i niewyspany… a jeszcze miał czas wypić kilka piw przed podróżą… nic dziwnego, że potem spał „martwym bykiem”
Dzięki Miralko!
Jak widzę „bez zachęty” sama opowiedziałaś „pociągową przygodę”.
Nie swoją „pociągową przygodę”
To już nieważne. Rodzinną. Na tym pięterku liczy się, że kolejową.
Mam ich bez liku, ale zanudzać nie będę
Miralko!
Na moich pięterkach nie jest ważne co ja tam wypichciłam, lecz to, co opowiedzą inni. Moim celem jest narzucić jakichś temat rozmowy i czasami trochę moderować „wymianę myśli”.
Mnie oprócz przygody sennej , o której wspomniałem ,przydarzyła się przygoda , która mogła mieć tragiczne skutki . Dojeżdżałem do Warszawy pociągiem elektrycznym w którym drzwi zamykały się automatycznie . Pewnego ranka , przy dużym tłoku i mojej grzeczności wobec innych pasażerów , wysiadałem jako ostatni i błyskawicznie zamykające się drzwi złapały mnie za pantofel . Szarpnięcie było takie skuteczne , że ja wywinąłem orła w powietrzu , a pantofel pojechał w świat . Głupia sprawa , do pracy prawie boso ze skręconą nogą , ale dało się to załatwić przez taksówkarza i po zdarzeniu zostały tylko wspomnienia i stracony pantofel na rzecz PKP .
No to faktycznie miałeś stresującą przygodę, Maksiu

Że też drzwi nie miały czujników! Przecież mogła Ci ugrzęznąć cała noga! I co? Pociąg wlókłby Cię do następnej stacji? Żywego na pewno by nie dowlókł…
Kiedyś widziałam sytuację gdy drzwi zamknęły się częściowo na wózku z dzieckiem w środku.
Tramwaj ruszył, matka biegła wzdłuż tramwaju podtrzymując rączkę wózka.
Oczywiście chwilę, bo motorniczy zauważył, zatrzymał się i otworzył drzwi, nikomu nic się nie stało
Jednak co sobie matka podżyła przez tę chwilę!
Na pewno dla matki to horror! Dobrze, że motorniczy ją zauważył, bo mogła być tragedia
Mogła. Motorniczy powinien zauważyć, zanim ruszył, że na schodach jest wózek dziecięcy.
Teraz jest automatyczna blokada i chyba nie da się ruszyć z niedomkniętymi drzwiami.
Miło się gawędzi, ale czas mi się zbierać do pracy…
Miłego dnia Wyspiarze!!!
Spokojnej pracy Miralko!
Wyspa się trochę rozgadała co mnie bardzo cieszy.
Lato w pełni, więc zanim wyjdę z domu zostawię Wam pług z Wolsztyna.
Jakby tak PRZYPADKIEM spadł śnieg:)
Fajrant i przerwa, z tym że na załatwianie spraw przedwyjazdowych głównie…
Smutno będzie bez Ciebie
Oj, bardzo smutno.
Quacki to dusza towarzystwa Wyspy.
Niech wypoczywa, należy mu się, ale i też niechby czasem kuknął na Wyspę, skoro i tak będzie trochę pracował przy komputerze.
Cisza na Wyspie!!!???
Zimno (14 stopni), pada deszcz.
Łoj dobrze, że deszcz, bo żeby się nie okazało, że z tym pługiem odśnieżnym wywołałam wilka (śnieg) z nieba.
Włażę pod kołderkę.
Ale oczywiście nie idę jeszcze spać, czekam na Wyspiarzy z ich kolejowymi historyjkami.
Już się chyba dzisiaj nie doczekasz takich historyjek. Wyspiarze już się raczej oglądają na pościele, ja też. Czas na mnie pod kordełkę, więc życzę wszystkim dobrej nocy…
Spokojnej.
Śpij dobrze Bożenko!
Historyjek się nie doczekałam, ale mam coś jeszcze lepszego -filmiki Lorda!
Dobry wieczór. 🙂
Jak obiecałem, tak i ja dołożę swoją cegiełkę. Będą to trzy filmiki, z Parady Parowozów, na której miałem okazję być w 2016 roku. Zdjęć do sensownej publikacji nie posiadam. Niektóre z parowozów, które nie brały udziału w paradzie były wystawione do obejrzenia, lecz ilość ludzi, która dosłownie je oblegała, nie pozwoliła wykonać zdjęć mogących służyć za pokazowe. Część wspomnianych parowozów znajduje się po drugiej stronie torowiska i je co nieco widać na filmikach.
Pierwszy z nich to zlepek z przejazdów poszczególnych egzemplarzy. Kolejny to przejazd w korowodzie. Na ostatnim mamy wspólny przejazd wszystkich „uczestników”. A więc :
1.
2.
3.
No więc przepięknie to wygląda, przynajmniej od strony parowozów, no bo od strony dymu, jakby to powiedzieć, no ale wiadomo, że nie ma lokomotywy bez dymu. Parę rzeczy mnie poza tym zainteresowało:
Po pierwsze, tych lokomotyw jest tu kilkanaście, każda inna, i każda z nich jechała z obsadą, co oznacza, że mamy tyleż załóg w Polsce (jeżeli nie w samym Wolsztynie?), które jeszcze wiedzą, jak się obsługuje parowóz. Albo mieliśmy w 2016 r. Co jest pocieszające, w sensie pielęgnowania pięknej tradycji.
Po drugie bardzo mnie zaciekawiły te krótsze filmiki, bo na nich jedzie połowa tych lokomotyw czy nawet wszystkie posczepiane, więc trzeba im jakoś synchronizować prędkość – i ciekawe, jak się to robi, w momencie, kiedy wszystko jest, hm, analogowe.
Co do samych parowozów, to 7 z nich jest z Polski (miejscowe dwie), 3 z Niemiec a 2 z Czech. A co do samej synchronizacji, nic na ten temat nie mówiono. Niemniej, masz rację, ciekawe zagadnienie. Tym bardziej, że z tego co się orientuje, funkcjonowanie pod względem gabarytu jest zależne od prędkości. Mniejsza waga – większa prędkość = lepsze prowadzenie. Nie bez znaczenia więc jest ich ustawienie, takie a nie inne, najszybsza z nich (DR 18 201), jedzie dość daleko w tym składzie ale też nie ostatnia.
A widzisz, wiedziałem, że coś musi być na rzeczy. No, skoro tak ładnie jadą, to na pewno fachowcy ustawiali
Jak miło jak panowie Q i Lord sobie rozmawiają „na temat” -to pięterko przecież SPECJALNIE dla Was!
(ale mam nadzieję, że dla innych -też?)
Wydaje mi się, że może i najmniejsza ma największą prędkość, ale też i najmniejszy „udźwig”… nie znam się na parowozach i trudno mi dyskutować o tym
Ale tak, opierając się na zasadach fizyki… te mniejsze były świetne do pociągów osobowych, z niewielką ilością wagonów. Te większe były lepsze do towarowych.
Tutaj są składy pociągów nawet do 300 wagonów. Ciągną je zazwyczaj trzy lokomotywy. W Polsce nie ma takich składów. I to nie dlatego, że lokomotywy nie są w stanie ich ciągnąć (tu najczęściej są trzy lokomotywy), ale niewiele jest stacji umożliwiających „mijankę” takich składów. Taki pociąg blokowałby całą trasę… nic innego nie mogłoby „iść”.
A to jaka jest kolejność w składzie lokomotyw… wydaje mi się, że przy pokazie jest to obojętne. Nic nie ciągną, więc co za różnica gdzie są?
Hm, ale jakby ta z przodu pociągnęła za mocno…
To ta z tyłu miałaby „jak z górki”…
Bardzo, bardzo dziękuję Lordzie za filmiki!
Teraz dopiero pięterko jest ciekawe!
Ale przecież po to je stawiałam, bo to z założenia miała być praca zespołowa. I o Twoje filmiki Lordzie chodziło, a ja tylko zrobiłam taki malutki wstęp.
Należy Ci się duży buziak
Jestem, ale jeszcze nie do końca. Zaraz będę do końca i zerknę na filmiki i w ogóle.
A tymczasem dobranocka.
Skoro jeszcze tutaj, to nadal tematyczna
I dalej po polsku. Skaldowie. Może rytm i głośność mało dobranockowe, ale ten temat wymaga rytmu i głośności (jak widać również z filmów Lorda W.!)
Snów wąskotorowych!
Dziękuję panie Q za tematyczną Dobranockę!
Ależ proszę bardzo.
Najfajniejsza wąskotorówka dla dzieci znajduje się w Poznaniu, całkiem niedaleko Bożenki. I nazywa się Maltanka.
A wiesz, że też myślałem o tej piosence!
I to chyba jeszcze nie jest ostatnia w kolejce na ten temat!
To wszystko zależy od tego czy ktoś już coś buduje, czy następna Dobranocka będzie jeszcze tu, czy już tam.
Jeśli jeszcze tu to też poproszę o tematyczną.
Makówczyne między między na temat:
Ta trójka! Z „Ziemi obiecanej” Wajdy (tylko Fronczewski zamiast Seweryna).
Ta trójka jest rewelacyjna. Ta recytacja też jest rewelacyjna.
A trójka z „Ziemi obiecanej” -też. Cały film.
Skoro „Ziemia obiecana” to Łódź. Były dwa pięterka o Łodzi, ale hm…jeszcze by się dało coś zrobić, bo o Łodzi opowiadałam kiedyś dwie godziny w ramach slajdowiska, mimo że byłam tylko dwa dni.
Tym razem Jo może mogłaby coś dodać? Jo! Hop, hop!(chyba że coś pomyliłam?)
Nie, ja raczej pięterka nie zbuduję. A co do Łodzi, to mieliśmy w planach odświeżyć Łódż w te wakacje, skoro nigdzie nie jeździmy. Bo prawdę mówiąc dopiero teraz, z dziećmi, kiedy w Łodzi nie mieszkam od dwóch dekad, zaczynam chodzić po tym mieście jak turystka 😀 Wcześniej tam po prostu mieszkałam i interesowała mnie pod względem użytkowym. Dom, szkoły, sklepy, koleżanki, knajpy…
Na nowym Voyagerze chyba jeszcze Łodzi nie było, więc pewnie prędzej czy później się coś pojawi…
Mam więc propozycję -ja zbuduję, a Ty uzupełnisz, dopowiesz. Dobrze?
Kontynuację zwiedzania Łodzi wraz z Wyspiarzami miałam już wcześniej w planach;zrobiłam nawet osobną kategorię „w Łodzi”.
Do tej pory zbudowałam dwa pięterka -zerknij w wolnej chwili, proszę.
http://madagaskar08.pl/blog/2020/05/21/miedzy-miedzynarodowym-dniem-muzeum-a-miedzynarodowym-dniem-dziecka/#comments
http://madagaskar08.pl/blog/2020/04/19/miedzynarodowe-triennale-tkaniny-w-lodzi/
Te najbardziej znane i charakterystyczne miejsca zostawiłam na kolejne wpisy.
Do Łodzi mam sentyment, gdyż tam mieszkali moi dziadziowie.
No proszę!
Proszę, proszę Szanowna Pani. Jako dziecko często tam bywałam.
Parę lat temu pojechałam tam „śladami dziadziów” i nie mogłem się nadziwić jak bardzo Łódź się zmieniła.
Jeszcze małe uzupełnienie do obrazka wyróżniającego, do wiersza, do całego pięterka.
Lokomotywa parowa(parowóz) –lokomotywa napędzana silnikami parowymi.
Pierwszą lokomotywę parową zbudował w 1804 roku Richard Trevithick. Za wynalazcę współczesnej lokomotywy parowej uważa się George’a Stephensona. Jego parowóz Rakieta (Rocket) z 1829 r. stał się pierwowzorem wszystkich dalszych konstrukcji.
Ostatnią regularną linię zwykłego ruchu pasażerskiego w Europie obsługiwaną przez lokomotywy parowe zamknięto 31 marca 2014. Było to połączenie Wolsztyn – Leszno w Polsce. Połączenie to zostało reaktywowane od dnia 15 maja 2017 r.
Czyli między między na temat cd
Kiedyś była taka książka o różnych pojazdach, dla dzieci, popularnonaukowa, bardzo ładnie napisana i ilustrowana, oczywiście nie pamiętam tytułu, gdzie to wszystko było pięknie opisane: samochody, lokomotywy, parowe, elektryczne, spalinowe…
Ciekawe czy współczesne maluchy w ogóle byłyby zainteresowane taką książką?
Dlatego te wolsztyńskie parady to bardzo mądra i kształcąca inicjatywa.
Nauka i dobra zabawa.
Co ciekawe, w tym roku parowozy miały kursować na trasie Wolsztyn – Leszno, Wolsztyn – Poznań. Oczywisty powód to atrakcja turystyczna, ten mniej oczywisty, to braki w taborze (szynobusy w naprawie). Niby śmieszne ale czy mamy tyle tych parowozów co by braki w całym kraju pokryć ?
Hm, jak można sprowadzić z zagranicy na paradę , to może i za szynobusy by się dało?
Oczywiście, żeby się dało i jakaż to atrakcja! Jeżeli jednak zaczynamy sięgać po parowozy w celu zastępstwa dla szynobusów, to wybacz, czegoś tu nie rozumiem… 🙂
Może żeby połączyć przyjemne (atrakcja) z pożytecznym (łatanie braków)?
Być może i tak właśnie jest, mam nadzieję. Czepiać się nie czepiam, wszak sama idea uruchomienia tych cacek, bardzo mi się podoba. W tamtym roku też jeździły, tylko wyłącznie jako atrakcja, jeżeli tak będzie w przyszłych latach to będąc w Poznaniu postaram się skorzystać z okazji. Taka możliwość jest również po samej paradzie. Niestety ilość chętnych jest tak dużą, że trzeba mieć dużo szczęścia aby pojechać. 🙂
…i tu wracamy do motywu znanego z PRL, mianowicie wsiadania do pociągów drzwiami i oknami
Notabene jeżeli chodzi o pociąg z Poznania do Kielc i jeżdżenie na tej trasie na studiach, to w pewnym momencie się wycwaniłem, szedłem na koniec albo początek peronu i jak tylko pociąg się zatrzymał, nie próbowałem się wcisnąć do tłumu zgromadzonego pod drzwiami, tylko wyławiałem wzrokiem przedział z pustymi miejscami, grzecznie pukałem do okna i prosiłem o zajęcie miejsca niedużym plecaczkiem – i miałem całkiem niezłe wyniki, bo zanim pasażerowie podróżujący do Poznania wysiedli i ruszyła po wagonach fala wsiadających, mijało akurat tyle czasu, co trzeba, żeby zająć sobie miejsce z peronu.
Ależ ja też tak robiłam ! Nie zawsze się jednak dało.
Tu i ówdzie plączą się jeszcze ręczne drezyny…
Kiedyś widziałem też na torach starą Warszawę z kołami wymieninymi na typowe kolejowe 🙂
O, to jest myśl. Drezyny z napędem ręcznym, bilety śmiesznie tanie, bo przecież nie płaci się za zużytą energię (tę dostarczają sami pasażerowie). Tak jak tutaj, tylko szerzej, w innych częściach Polski – http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.drezyny.pl
Jak zobaczyłam tego w masce na drezynie przypomniał mi się ten chłopak co przyszedł na wybory w wojskowej masce. Ciekawe czy teraz też tak przyjdzie?
O, a napisz, jak zobaczysz!
Swoją drogą, „pompować” na drezynie w masce pegaz, to raczej niedługo się pociągnie
To było tam gdzie byłam obserwatorem , ale akurat wyszłam na chwilę przed szkołę, aby poprosić o podesłanie stosownego paragrafu, bo przewodnicząca miała inne zdanie jak ja (pisałam o tym).
Tym razem może mi się nie udać na niego natrafić. Ale lubię takich jajcarzy! Te chłopaki były wesołe i grzeczne. Czasami należy coś wyśmiać.
Z tą maską, to mi się przypomniało
Portier był tak zachwycony, że poprosił ich o ustawienie się do fotki 
Jak już kiedyś wspomniałam, mój brat jest płetwonurkiem. Ma firmę (ze wspólnikiem) do robót podwodnych. Nie tak dawno pojechali (z tym wspólnikiem) na „opatry”, na nową robotę. Portier przy wejściu zastopował ich i powiedział, że nie mogą wejść na teren zakładu bez masek. Przeprosili i nałożyli… właśnie takie wojskowe pegaz
Podoba mi się i portier i płetwonurkowie! Musiało to fajnie wyglądać!
Dobrych snów – mogą być z pogwizdywaniem, ale raczej bez dymienia!

Gwizdać to se może ktoś, kto śpi sam! Choć …niektórzy tak głośno chrapią, że gwizdanie przy tym to pikuś!
Śpij spokojnie Ukratku!
A nie jest często tak, że chrapiący chrapie przy wdechu, a gwiżdże przy wydechu?
Jest, jest, niestety!
Och, ile dramatyzmu kryje się w tym „niestety”!
Cóż…
Kochani, uciekam, zobaczymy, może rano dam radę się jeszcze przywitać (chociaż będzie przede wszystkim pakowanie, ale kto wie, o której ruszymy).
To już jutro jedziesz?
Szerokiej drogi i miłego wypoczynku!
Śpij dobrze Q!
Spokojnej! Udanego wyjazdu. 🙂
Miłego wypoczynku, Mistrzu Q


Zajrzyj czasami do nas, jak już będziesz wypoczywał…
To też pewnego rodzaju relaks
No ba!
Wyspa jest dobra na wszystko! Jako relaks -również!
Chyba i ja już powiem Dobranoc!
Dobranoc!
Dzień dobry
Poranek chłodny, pochmurny, ale może później sięrozjaśni… 
Dzień dobry, zaraz się zaczynamy pakować…
Szczęśliwej drogi i miłego pobytu
Szerokie drogi!
WYPOCZYWAJ!
Witajcie!
Jedni jeszcze śpią, inni się pakują, a niektórzy już w robocie…
Jakiś podział „pracy” musi być!
Jako dziecko podróżowałam wyłącznie transportem publicznym. Wolałam dłuższe trasy koleją niż pekaesem, bo latami cierpiałam na chorobę lokomocyjną i autobus to była dla mnie katorga.
Kiedy byłam przedszkolakiem, chodziłam z dziadkami albo rodzicami na dworzec, siadało się na ławeczce i czekało na skład towarowy, żeby liczyć przejeżdżające wagony 🙂 To był dworzec w Pabianicach, składający się z trzech peronów, w tym jednego dalekobieżnego.
Najdłuższą podróż kolejową odbyłam z siostrą z Tatui w 1981 roku do Bułgarii. Dwie doby w podróży, przez ZSRR (za zmianą podwozia na szersze). Potem wracaliśmy „na raty”: najpierw przez Rumunię do Budapesztu i kilka dni później dopiero do Polski. Elegancko miało być, w sypialnym… Tylko sprzedali podwójne bilety i ojciec jechał w innym przedziale z miłą panią z wnuczką, a nas obie upchnęli na jednym łóżku u bardzo zmanierowanej pani z córeczką.
Potem przez 5 lat prowadzenia szkoleń w całej Polsce też na ogół korzystałam z pociągów.
Moje dzieci od urodzenia podróżują samochodem i szczęście moje nie zna granic, bo w ich przypadku jest to jedyny sposób na uniknięcie horroru (a i to nie zawsze się udaje). I nieco bawi mnie to, że dla nich wielką atrakcją jest przejażdżka tramwajem albo pociągiem… Bo autobusem się zdarza – u nas, na naszym zad… znaczy: na naszych peryferiach nie mamy tramwajów.
Takie czasy… Ja będąc dzieckiem o samochodzie nawet nie marzyłam
Witaj Jo!
Dzięki za garść wspomnień!
Ja do dziś na dłuższą trasę wolę pociąg, gdyż choroba lokomocyjna to coś, co mnie nie opuściło z wiekiem.
Gdy byłam mała moi rodzice mieli skuter. Na krótkie trasy wozili mnie między sobą. Natomiast wakacje spędzałam z moimi dziadziami w Rabce-Zaryte, a rodzice podróżowali sobie gdzieś ze znajomymi na skuterze.
Jako „samodzielne dziecko” tzn. szkolne podróżowałam z rówieśnikami pociągami. Nawet w dolinki podkrakowskie jeździło się pociągiem;dziś można dojechać miejskim autobusem.
Przed wyjazdem, Q może zdąży napić się kawy?
Czy zdążę się załapać na filiżankę


Od rana wyścig z czasem i dopiero teraz zdążyłem się przysiąść
Ale, jako wkupne, proponuję ciasteczko
Już dosiadam z ulubioną filiżanką w kropki.
Pochmurne witajcie!
Czy lato już było?
Nie martw się, wróci…
Już trochę wraca -przez chmury przebija się słońce!
Bożenko zaczarowałaś?
Próbowałam i chyba się udało
Nie jest to pogoda na Bagry, ale nie pada i jest sympatycznie.
Dziś odrobię różne zaległe sprawy, ale na jutro poprosiłabym, abyś zaczarowała taką letnią, bagrową pogodę.
Dzień dobry, jestem na miejscu, bezpiecznie. Sprzęt rozłożony, można popracować, mam nadzieję.
Cieszymy się wraz z Tobą!
Obiecałam dopowiadać w komentarzach tekstowych i zdjęciowych; więc taki pstryczek z Muzeum w Wolsztynie.
Ładne starocie… Teraz to już tylko można zobaczyć je w muzeum.
Miałam podobną w domu, ale w momencie kryzysu finansowego mojej rodziny sprzedałam ją za grosze kolekcjonerowi starych maszyn do pisania w Koszalinie.
Teraz żałuję, gdyż maszyna ta ma dość ciekawą historię.
Przyjechała ze Lwowa pociągiem repatriacyjnym do Krakowa, by później znaleźć się w Łodzi. Po śmierci mojego dziadzia wróciła do Krakowa i była w moim mieszkaniu aż w końcu zawędrowała do Koszalina.
Na niej pisane były książki, artykuły mojego dziadzia, a potem praca magisterska moja i mojego męża.
Wielka szkoda…
Fajrant, dziękuję, wyłączam Internet. Leje z przerwami.
Jak wracałam do domu delikatnie kropiło. Pogoda zdechła…taka, że tylko
paść na nos.
A na Wyspie ciszaaaa!
Cisza? Już jest ponad 200 komentarzy!
Racja Bożenko!
Dokładnie 210, czas na to, aby ktoś coś zbudował.
Miałam na myśli, że chwilowa cisza, bo ogólnie Wyspa bardzo ładnie rozgadana była;nie ukrywam jest to dla mnie miłe.
Póki jeszcze tu jesteśmy jeszcze jeden pstryczek z Muzeum w Wolsztynie.
Kto pamięta? Kto używał? Na studiach, w pracy?
Dotarłem do domu. Robiliśmy i teściowej de-molkę, czyli kompleksowe niszczenie siedlisk moli w szafach i w kuchni…
Biedne mole!
Na ole dobra jest lawenda, same się wyniosą.
A na komary? Opędzić się od nich nie mogę!
A przecież mieszkam w bloku i nie ma tu w pobliżu ani rzeki, ani stawu, ani jeziora.
Na balkonie lub na parapecie pod oknem posadź w donicach intensywnie pachnące ROŚLINY, których zapachu komary nie tolerują. Lawenda, bazylia, mięta, plektrantus oraz pelargonia pachnąca (tzw. geranium) wydzielają przez kwiaty i liście olejki eteryczne – ich woń stworzy zaporę zniechęcającą intruzów do składania nam wizyt.
Dziękuję, spróbuję.
Nie wiem, czy zapach mięty tak odstrasza komary

Mam jej w ogródku całą masę. Sama się rozsiewa wszędzie. Wyrywam ją jak chwasty, bo rośnie nawet między płytkami na naszym patio
A jakoś nie widzę, żeby komarów ubywało…
Też używam lawendy. Co prawda nie lubię jej zapachu, ale na pewno jest lepszy niż naftaliny
Nie chcę dodatkowej „wkładki mięsnej”… może komuś to nie przeszkadza, ale dla mnie tak… i to bardzo…
Ale też fakt, że jak przyciągnęliśmy ze sklepu mole spożywcze i pojawiły się w ryżu, wywaliłam z szafek wszystko, nawet nie patrząc, czy w innych produktach coś się zalęgło. Wyszorowałam dokładnie co się dało, odczekałam kilka dni i kupiłam nowe. Do dziś mam fobię na tym punkcie. Gdy wsypuję kaszę do gotowania, oglądam dokładnie, czy nie ma czegoś… jakiegoś dodatku do produktu
Jo wspominała, że mogą nam herbaty zabronić. Kto? (2:04)
Jak herbata, to tylko zielona…
A Starsi Panowie byli wspaniali…
Retro pociąg, Kabaret Starszych Panów, herbata …eh
A teraz się już pożegnam…
Dobranoc
Śpij spokojnie Bożenko!
Po wysłuchaniu dystyngowanych panów będzie to niewątpliwie spokojny sen.
No to czas na tematyczną dobranockę. Dziś będzie ballada Jacka Kowalskiego…
Dziękuję, bardzo dziękuję za tematyczną Dobranockę.
I dodatkowo zabawną, poprawiającą nastrój.
Zatem lampka, bo wydaje się, że dziś nikt nie pogada przez pół nocy…

Też tak myślę, że skoro Q wyłączył komputer to i nocnej zmiany nie będzie, choć ja jeszcze jestem, ale do tanga trzeba bodaj dwojga.
Również między między nie będę wciskać, bo robiłam to w pewnym sensie wcześniej (maszyna do pisania, deska kreślarska itp.)
Dobranoc Ukratku!
DOBRANOC WYSPO!
Dzień dobry
Czy się kiedyś oporządzę?
Tak żeby już nic nie zostało?
Niby mam wolne od pracy, ale roboty w domu mam zawsze w „pip”
Rozmawiałam dziś sporo czasu ze swoją koleżanką, która mieszka w Arizonie (przeprowadzili się tam z Illinois gdzieś ze dwa lata temu). Upały mają tam teraz nieziemskie
Ale sami chcieli, no to mają 
Nie wiem jak można wyjść z domu przy takim gorącu? Toż można się upiec minuta osiem 

Pewnie będzie ogromny… klimatyzacja chodzi non stop… ale to zawsze jest tak… coś za coś
Można wyłączyć klimę i się dusić, albo włączyć i płacić…
A tak w ogóle, to przez USA przechodzi teraz fala upałów. W niektórych miejscach (na południu) temperatura dochodzi nawet do 50C
U nas tradycyjnie trochę ponad 30C (tzn. 33-35C)
Już chyba pisałam, że jak pomyślę o rachunku za prąd, robi mi się gorąco
Piątek będzie „biegany”
Mam całą masę spraw do załatwienia… przede wszystkim zmianę oleju w samochodzie… a to na pewno trochę czasu zajmie
O innych „drobiazgach” już nawet nie wspominam… 
Facet spóźnił się do pracy o pół godziny i tłumaczy szefowi:
– Przepraszam, trochę się spóźniłem. Ale od rana załatwiłem mnóstwo rzeczy: zatankowałem samochód, umówiłem się z mechanikiem na przegląd, podjechałem na pocztę żeby wpłacić opłatę rejestracyjną, i jeszcze po drodze zajechałem na myjnię. Pomyśl tylko, ile czasu by mi to zajęło, gdybym nie miał samochodu!
(Tetryku a Ty dziś do pracy pojechałeś rowerem czy samochodem? I hm…byłeś punktualnie?)
Rowerem… zmieściłem się w widełkach 🙂
To jednak nie o Tobie?
No OCZYWIŚCIE -Ty nie jechałbyś na pocztę, lecz zapłacił przelewem!
No tak… gdybym nie miała samochodu… ale to tylko wymiana oleju zajmuje mi trochę czasu. W pozostałe miejsca, na piechotę, szłabym znacznie dłużej
A w sumie oleju nie wymieniłam. Kolejka do wymiany (i różnego rodzaju napraw) była tak duża, że facet zapowiedział mi prawie 4 godziny czekania. Zwątpiłam…
W końcu ustaliliśmy termin… mają mi wymienić ten olej w ekspresowym tempie. Zobaczymy…
Miłego piątkowania życzę wszystkim Wyspiarzom

I idę spać
Dzień dobry
Jedni idą spać, inni wstają 
Cześć. Słucham nowego radia od 5.55
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/nowyswiat.online
Uff. Powrót do normalności.
Normalność wygląda tak:

Error 1200 Ray ID: 5b07eefcfaaef2a4 • 2020-07-10 05:37:34 UTC
This website has been temporarily rate limited
What happened?
Too many requests for nowyswiat.online. Try again later.
Niestety tnie. Przeciążone łącze pewnie mają.
Witaj Zoe!
Czy będzie powrót do normalności?
Powtórzę za Młynarskim, że liczę na cud i na to, że będziemy nieobliczalni…w niedzielę.
Skoro jeszcze nie ma ciszy wyborczej, skoro jesteśmy na moim pięterku przypomnę w całości tekst do którego nawiązałam powyżej:
Liczę na cud
Autor: Wojciech Młynarski
Nienormalni i normalni,
skołowany polski ludu,
Rodacy nieobliczalni,
żyjący w krainie cudów.
Nowa czeka nas atrakcja,
którą tak bym zdefiniował,
szykuje się demokracja
policyjno-wyznaniowa.
Na nowego Prezydenta,
co podkreślam w tym wierszyku,
będzie wpływać Trójca Święta
ustami swych urzędników.
I nareszcie, piękna sprawa
w skali makro, w skali mikro,
można będzie z mocy prawa
zapuszkować za in vitro.
A kto spyta – Co jest grane?
Nie pasuje do winietki,
się odwiedzi go nad ranem
i założy bransoletki.
Więc rozsądek zdrowy wyzwól,
byś nie musiał się przekonać,
jak z pomocą populizmu
robi z ciebie się balona.
By uniknąć tego losu
i by nie mieć gigant kaca,
wyjdź więc z domu i zagłosuj,
to jest niezbyt ciężka praca.
Frekwencję uaktualnij,
zmień jej procent i oblicze.
Jesteśmy nieobliczalni
i ogromnie na to liczę.
Warszawa, 15 maja 2015
Jakie to wciąż aktualne…
Ze smutkiem stwierdzam, że jakby nawet CORAZ BARDZIEJ
Co do niedzieli mam pesymizm w głowie. Niestety polityka zatruwa umysł. Dzisiaj to z całą mocą sobie uświadomiłem słuchając Radia Nowy Świat, w którym teraz rozmawiają Nogaś z Kydryńskim o muzyce. Jest dobrze.
Ja mam w głowie pesymizm pomieszany z optymizmem. Dlatego JESZCZE trzeba walczyć o każdy głos i przekonywać niezdecydowanych.
Witajcie!
Ciepło. Słonecznie. Gorąco. Ale fajnie! – jak mawiają kaktusy
Tutaj działa radio:
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/stream.open.fm/368
Witajcie!
Nie jestem kaktusem (przecież nie mam kolców!), ale się cieszę, że jest słonecznie.
Dzień dobry. Pogoda nadal dość niezachęcająca – chmury od końca do końca nieba, chłodnawo, chociaż nie zimno. Wczorajsze popołudnie i wieczór spędziliśmy z kuzynostwem małżonki, przezacnymi ludźmi, globtroterami, kuzyn były marynarz, co to pracował na niejednym statku i z niejednego pieca chleb jadł. A teraz pracy ciąg dalszy, jak mniemam.
Witaj Q!
Owocnej pracy, lepszej pogody i dużo miłych wieczorów z fajnymi ludźmi.
Pięknej pogody i uroczego pobytu Ci życzę. Dzisiaj będzie cieplej.
Cieszmy się pogodą, na chwilę wyłączmy z polityki, a w wolnej chwili można poczytać:
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/static.im-g.pl/im/0/26093/m26093100,GAZETA-PRZEDWYBORCZA-LIPIEC-2020.pdf
Wybieram się na Bagry, aż żałuję, że został mi tylko (z założenia na pamiątkę) mój egzemplarz, bo tam byłoby komu rozdawać. Ale bez Gazety coś tam mimochodem jakąś uwagę rzucić mogę i pewnie to będę robić.
A może i lepiej, że już nie mam Gazety, ulotek itd. Jeszcze by mnie ktoś „przypadkowo” podtopił?
Gazeta rzeczywiście ciekawa, chociaż dla mnie te wiadomości są znane. Ale może niektórym rzeczywiście otworzyła oczy?
Chwała Wam za rozpowszechnianie tego Pisma!
Tobie znane,mnie znane,ale to dla tych niezdecydowanych lub tych „ja się polityką nie interesuje”.
Ale upał!
To różowe to jednak bojka jest! Sprawdziłam.
W pierwszej turze prezydenckich wyborów miałem swojego kandydata który nie błysnął wynikami . Ale myślałem ,że przegrani spotkają się przed drugą turą i wspólnym manifestem poprą Rafała Trzaskowskiego , bo przecież wszyscy byli przeciwko A. Dudzie . Tak się jednak nie stało i jestem rozczarowany tą zapyziałą opozycją , bo bitwa idzie o być , albo dyktaturę Jarosława Kaczyńskiego . Bo to on przed laty stojąc pod Krzyżem Stoczniowców w Gdańsku powiedział : My stoimy tu (tzn. pod krzyżem ) ,a Oni tam gdzie stało ZOMO . Mijają lata , a społeczeństwo w dalszym ciągu nie może wybić mu z chorej głowy największego nieszczęścia jakim jest podział Polski w XXI wieku . Najbliższa niedziela jest szansą na zmianę tej sytuacji …
Szansa jeszcze jest Maksiu!
Na razie idą łeb w łeb. Obawiam się też oszust PIS-dzielców.
Dzień dobry, nie dość, że fajrant, to po fajrancie jeszcze spacer, a na spacerze żurawie – i miałem przy sobie aparat. Jeżeli te zdjęcia wyjdą, to będzie, jak to mówi młodzież, sztosik.
Plus perkozy i kormorany, ale z dość daleka, więc wyjdą tak sobie, plus parę mniejszych ptaszków do zidentyfikowania.
A to dopiero(?) drugi dzień!
Więc się szykuje ptasie pięterko po Twoim powrocie?
Mam nadzieję!
Też mam nadzieję, że będzie ptasie pięterko.
Ale domniemywam, że będą nie tylko ptaszki. Hm?
Innymi słowy, udaje Ci się godzić pracę z wypoczynkiem?
Zrobiło się wysoko, więc zapraszam na nowy wpis – tym razem fragment z naszej Noblistki…
Byłam, przeczytałam, ale pożegnam się jeszcze tutaj.
Dobranoc
A i ja dobranockę wystawię jeszcze tutaj. W piątek wieczorem może być chyba nieco żywsza szanta? A że ma być dobranocka w temacie: proszę bardzo, oto pierwsza szanta kolejowa!
Boskie!
Tetryku bardzo, bardzo dziękuję za szanty kolejowe.
Tekst, pomysł i ilustracja-to wszystko jest rewelacyjne.
Uśmiałam się nieźle.
Jeszcze raz bardzo dziękuję za takie podsumowanie „kolejowego pięterka”.
Te podziękowania niech będą jako makówczyne między między.
A teraz lampka, przy okazji włączająca ciszę wyborczą 🙂

Witaj, Makówko.
Dopiero dziś obejrzałam sobie pstryczki z Twojej relacji, bo w wakacje jestem raczej z doskoku:)
Takie przedziały znam tylko z opowieści, znalazłam też kiedyś wśród jakichś szpargałów kartonowy bilet kolejowy z dziurką:)
Mam za to stareńką Olympię, na której przepisywałam swojej utworki, gdy pierwszy raz zdecydowałam się wziąć udział w konkursie poetyckim:)
To miłe wspomnienie.
Tymczasem pozdrawiam:)
Witaj, Leno!
Miło, że zajrzałaś i obejrzałaś.
Cieszę się również, że wpis ten wywołał jakieś miłe wspomnienia.
Też pozdrawiam:)
Witaj Makówko .
Jak tu miło ,nostalgicznie …Dziękuje za wszystkie bosko piękne maszyny. ….Przypominam sobie podobne „ciufcie” które ileś lat temu przemierzały odcinek między Skoczowem a Cieszynem (i z resztą nie tylko..)
Wszystkie te wydyszane, wystukane kilometry. Rzeczywiście dzisiaj maszyny nie te,
ale kiedy słyszę ten charakterystyczny stukot wmawiam sobie ,że nic się nie zmieniło
Witaj rumbutumbu!
Miło, że zaglądnęłaś. Cieszę się, że poczułaś się na tym pięterku miło i nostalgicznie…
Pięknie napisałaś:
…kiedy słyszę ten charakterystyczny stukot wmawiam sobie ,że nic się nie zmieniło…
Mam więc dla Ciebie piosenkę:
Poświęcona jest Jackowi Kaczmarskiemu, ale przed jutrzejszym dniem jak pomyślimy o murach dzielących Polskę na pół, jak wsłuchamy się w słowa …
Wiele się nie zmieniło – lasy wciąż pachną wiosną
W górę idzie najczęściej cwaniaczek i cham
Ikar spada co dzień, mury rosną i rosną
Śpiewak zawsze jest sam
Ja już o tym coś wiem, już to trochę rozumiem
Słaby nurt ludzkich dni czasem ma wodospady
Zwalczyć w sobie pogardy, nienawiści nie umiem
Nie daję rady
Pije wino Barabasz – za życie, za fart
Jest Golgota i krzyż, czasem płaczą kobiety
Złodziej – los znakowaną z nami gra talią kart
Pieśni nie słucha nikt, nikt nie słucha poety
Ale bywa i tak, że nic prawie nie boli
Idę z tłumem i krzyczę głośno: „Igrzysk i chleba!”
Razem z tępą gawiedzią tańczę w rytm karmanioli
Nic nie mówię, nie słyszę i może tak trzeba
Małe wojny na słowa w dni powszednie i święta
Kłócą się, przeżywają swe upadki i wzloty
Jakby nie pamiętali, lub nie chcieli pamiętać
Że jesteśmy wszak tylko marnym wierszem idioty
Noe arkę buduje, ale śmieją się z niego
Ufni, że ich nie spotka to, co kiedyś już było
A gdy toną, pytają: „Panie Boże, dlaczego?”
I tak toczy się świat – wiele się nie zmieniło
Byle mieć, byle zdobyć, byle ustrzec się biedy
Krąży towar i pieniądz krąży wciąż z rąk do rąk
Dla poetów część piekła jest ta sama, co kiedyś
Ósmy krąg
Kiedy ranek nadchodzi jeszcze oczy otwieram
Jeszcze wstaję, gdzieś idę, jeszcze toczy się czas
Szkło rozbitej nadziei do okruszka pozbieram
I próbuję encore, jeszcze raz
Już przywykłem, że dni kończę raczej na tarczy
Ale szukam wciąż czegoś w wierszu, w knajpie, w kościele
I spoglądam na strop – jest wysoko, wystarczy
Żeby skorzystać z szelek
Jeszcze walczę i trwam jak Grenada czy Troja
Jeszcze myśli i słów cienka plącze się nić
I korowód przede mną, a więc przyda się zbroja
Bo Pinokio chce żyć
Dzień dobry : W galerii udało mi się umieścić piękną różę dla Ciebie za „całokształt” związany z wyborami prezydenckimi . Jeśli możesz , to wrzuć w ten wątek
Maksiu to dla mnie? Bardzo dziękuję i zamieszczam.
Czujecie jak pachnie?
Znakomity wiersz!
Też mi się bardzo spodobał ten wiersz.
Został wywołany przez skojarzenia rumbutumbu.
Gdybym wiedziała Tetryku, że jesteś blisko Wyspy nie kombinowałabym tak z różą od Maksia, która wylazła najpierw trochę poza Wyspę.
Ale za to jak się rozpachniała!