« Ballada o trzęsących się portkach Czas księdza proboszcza »

Parowozownia

Ostatnio zrobiłam wpis o Babiej Górze i Małpiej Wyspie, czyli o tym jak kiedyś jechałam z Krakowa do Gródka nad Dunajcem przez Zubrzycę.

W komentarzach wspomniałam wtedy, że kiedyś wracałam z Kołobrzegu do Krakowa przez Wolsztyn.

Zareagowali wtedy panowie Quackie i Lord.

Quackie:

Aa, wolsztyńska parowozownia to jest sławne miejsce, mimo że żaden ze mnie miłośnik kolei parowej.

Zapytałam, czy ma jakieś zdjęcia i w odpowiedzi Q napisał :

Nie! Ale słyszałem wiele razy i przy wielu okazjach od wielu znajomych, w tym np. takich, których dzieci przez cały rok czekały na to święto, co to jest parada parowozów etc.”

Natomiast Lord przywitał się tak:

Dzień dobry.
Ja byłem na paradzie wolsztyńskiej. Niemniej, w parowozowni nie byłem. Najrozsądniej jest ją zwiedzać poza świętem, w innym wypadku należy liczyć się z ogromnymi tłumami. Nie pominę faktu, że zaparkowanie samochodu tego dnia graniczy z cudem. No, chyba że przyjedzie dzień wcześniej, to i parowozownie zobaczy.

Odpowiedziałam:

W Wolsztynie byłam tylko jeden dzień przejazdem, wracając NAJKRÓTSZĄ DROGĄ Z KOŁOBRZEGU DO KRAKOWA (czy była najkrótsza można polemizować, ale była ciekawa i w miłym towarzystwie).

Proszę Państwa wychodzi na to, że jak przyjdzie kolej na mnie pasuje zbudować pięterko o Wolsztynie.

Skoro obiecałam, należy słowa dotrzymać. Zamiast pisać o parowozowni taki pstryczek. Proszę kliknąć na zdjęcie i przeczytać tekst.

Resztę dopowiecie Wy (mam nadzieję), a jak wywiąże się „wymiana myśli” dopowiem ja w komentarzach tekstowych lub zdjęciowych.

A teraz parę pstryczków.

Powiało socjalizmem?

Na koniec więc małe pytanie – kto pamięta takie wagony?

A takie bilety kto pamięta?

Byłam tam, gdy cały dzień lało, więc prawie nie było zwiedzających. Spokojnie mogłam połazić po Muzeum, usiąść na ławeczkach w pociągu retro, trochę trudniej było pstrykać to co stoi na zewnątrz. Z przyjemnością odświeżyłam sobie to zwiedzanie sprzed paru lat; zapraszam do wspólnego zwiedzania.

Obrazek wyróżniający – unikatowy Tr5-65 produkcji niemieckiej firmy Orenstein & Koppel z 1921 roku (przebudowany w 1938 roku).
Jako jedyny taki parowóz z tej serii w Europie stanowi jeden z cenniejszych eksponatów Parawozowni w Wolsztynie.

279 komentarzy

  1. Makówka pisze:

    Zapraszam do Wolsztyna zgodnie z obietnicą złożoną 22 czerwca tego roku.

    Zbudowałam pięterko na oderwanie się od kampanii wyborczej i innych emocji z tym związanych.
    We wpisie nie ma nic na temat bieżącej sytuacji, ale jak zawsze zapraszam do współtworzenia (wprost na pięterku albo w komentarzach).

    Wszelkie zdjęcia, filmiki (Lordzie znalazłeś?), uwagi itd.na temat mile widziane.
    Nie na temat -również. O polityce na moim pięterku przecież (jak ktoś zechce) OCZYWIŚCIE też możemy rozmawiać.

    Wcześniej jednak możemy:

    Wsiąść do pociągu byle jakiego,
    Nie dbać o bagaż, nie dbać o bilet,
    Ściskając w ręku kamyk zielony,
    Patrzeć jak wszystko zostaje w tyle

    Zegary staną niepotrzebne,
    Pogubię wszystkie kalendarze
    W taką podróż chcę wyruszyć,
    Nie wiem czy kiedyś się odważę

    • Wyimaginowany pisze:

      Dobry wieczór.

      Niestety Makóweczko, wcześniej nie podjąłem próby odszukania wspomnianych filmików a na chwilę obecną nie mam takiej możliwości. Obiecuję, że jak tylko ją odzyskam, uzupełnię Twoje pięterko. Miałem te filmiki nawet kiedyś na YT, przez naginanie zasad, niestety przepadły. .

  2. Quackie pisze:

    Dzień dobry na nowym pięterku, zanim umknę na przerwę!

    Otóż takich wagonów nie pamiętam, ale moi Rodzice (sądząc z opisu) jak najbardziej, ponoć jeździły na trasie Żywiec-Sucha Beskidzka jeszcze niedługo przed moim przyjściem na świat.

    Natomiast takie drewniane siedzenia z listewek kojarzą mi się ze starymi tramwajami z Poznania, z wagonami typu Konstal-N. I takimi jeździłem, jak najbardziej.

    A tekturkowe bilety to były w sprzedaży hoho, w latach osiemdziesiątych na pewno jeszcze. Pamiętam jak najbardziej, i kasowniki-dziurkacze.

    A teraz fajrant i przerwa.

  3. Quackie pisze:

    Parowozownię w Wolsztynie, jako się rzekło, znam tylko z opowieści znajomych. Np. kolegi z Poznania (obecnie spod Poznania), który ma dwóch synów z ZA (trochę jak nasza Jo). Co prawda znam temat tylko z relacji, ale ponoć bardzo entuzjastycznie brali udział w tym święcie z Paradą Parowozów, włazili, gdzie tylko się dało, o dziwo nie mieli problemu z gwizdaniem parowozów i w ogóle znakomicie się bawili.

  4. Makówka pisze:

    Wróciłam do domu z ulicznego knucia.

    Z obolałymi nogami, rękami czarnymi od farby drukarskiej i z bardzo mocno naderwanymi skrzydłami.
    Wiele razy rozmawiałam z przypadkowo spotkanym suwerenem na ulicy przed poprzednimi wyborami.
    Zawsze wynik był ważny, ale chyba nigdy aż tak jak teraz. Dlatego przeraża jak dużo ludzi w centrum Krakowa tak myśli jak miałam okazję usłyszeć. Bodaj tyle, że nie spotkałam się z agresją.

    Dawniej umawialiśmy się w dwie, trzy osoby -wtedy łatwiej się podbudować psychicznie. Teraz jednak mało czasu, coraz mniej chętnych do pracy a tak dużo do zrobienia, aby dotrzeć do wyborców poza Krakowem.

    Dobra, wyżaliłam się i zabieram się za bycie gospodynią na Wyspie.

    • Quackie pisze:

      Efekt pompowania w ścieku, niesłusznie zwanym telewizją publiczną. A może i słusznie, tyle że użycie przymiotnika „publiczny” byłoby mocno nacechowane.

      Odsapnij.

      • Makówka pisze:

        Telewizja publiczna i kościół niestety.
        Muszę odsapnąć, zjeść kolację, bo teraz mam nastrój, aby:

        Uciec pociągiem od przyjaciół,
        Wrogów, rachunków, telefonów
        Nie trzeba długo się namyślać,
        Wystarczy tylko wybiec z domu.

        Nieee -od przyjaciół nigdy!

        A jutro i tak znów będę bawić się w ulicznego gazeciarza i gadać z suwerenem! Tylko trochę otrzepię skrzydła!

        • Jo. pisze:

          Też o tym ostatnio rozmawialiśmy. I doszliśmy do podobnych wniosków, niestety. Nawet Madre negatywnie skomentowała rolę kościoła w tych czasach, rzecz jasna nie in general, ale jednak w proporcjach niekorzystnych dla duchowo-religijnej posługi.

      • Jo. pisze:

        Ale domy publiczne były (?) instytucjami niezwykle potrzebnymi!

        • Makówka pisze:

          Były?
          Tylko teraz chyba inaczej się nazywają?

          Obok takiej jednej przechodziłam wielokrotnie, ale nie zwracałam uwagi na napis „Rezydencja KLATT”.

          Tak à propos podobno Banaś znów bardzo aktywny?
          „Kopertowymi wyborami ” się zainteresował, czyli NIK kontroluje to coś co miało być, a nie było. Hm…

          Czy to prawdziwa kłótnia w rodzinie?

  5. Bożena pisze:

    Jeździłam takimi pociągami ciągnionymi przez parowozy. Jeździłam jako kilkunastolatka do wujka, który mieszkał w Szklarskiej Porębie Dolnej. To była podróż przez całą noc, rano byłam na miejscu. Najbardziej podobało mi się obserwowanie sypiących iskier lecących od lokomotywy. To była piękna podróż… Później bardzo żałowałam, że już nie ma parowozów…

    • Quackie pisze:

      Ha, ale tu było niebezpieczeństwo, że iskra wpadnie do oka!

      Oraz: czy do Puszczykowa nie jeździły czasem, jeszcze pod koniec lat 70′, takie parowozy?

      • Bożena pisze:

        Chyba jeździły, ale ja już na podróże nie miałam czasu – małe dzieci…

        A iskra nie mogła wlecieć, okna były zamknięte.

        • Quackie pisze:

          Ze mną kilka(?) razy pojechała poznańska Babcia (po kądzieli). I okna były wtedy już otwierane, tzn. takie wagony z otwieranymi oknami jeździły, stąd pamiętam ostrzeżenia przed iskrami. No i oczywiście, że cały cymes polegał na staniu w otwartym oknie, wdychaniu zapachu dymu, smołowanych podkładów, rumianku rosnącego na i przy torach, a dalej również lasu przemykającego (niespiesznie) za oknami Pleasure

    • Makówka pisze:

      Przypomnę co napisał Lord o swoim „wypadzie pociągowym:

      Takie “zwiedzanie”, to domena naszych kolei. Wsiadając w jeden skład, można przejechać ponad tysiąc kilometrów. Na powyższej trasie, choć nie w tej konfiguracji to 1004. Kiedyś bawiąc się “szukajką” wynalazłem połączenie ok 1150 km. Dla lubiących podróżować “w starym stylu”, nie niskopodłogowymi składami “bez klimatu”, to gratka

      Kilka lat temu, byłem na małym wypadzie pociągowym. W piątek po południu, samochodem do Dęblina (Stacja początkowa) – Warszawa Wsch. – Jelenia Góra – Wrocław – Kraków – Warszawa Zach. (Stacja końcowa). stąd samochód i do domu, w poniedziałek nad ranem. Cel, jechać i jak najwięcej zobaczyć. Jedynym odstępstwem od kolei był bus z Krakowa do Ojcowa i z powrotem. Nie licząc oczywiście dojazdów do i z pociągu. Wszystkiego ponad 1,5 tyś km. I wbrew pozorom, kilkadziesiąt w nogach. Inny wymiar zwiedzania…

      • Quackie pisze:

        Ja się zrobiłem strasznie wygodny i takie odległości to najchętniej samochodem, autobusem, a jakby jeszcze parę km przybyło, samolotem Wink1

    • Bożena pisze:

      Pamiętam też te bilety kartonikowe i wąskie korytarze w „pulmanach”. Kiedyś jadąc jak zwykle do wujka, stałam w ciasnym korytarzu ściśnięta jak śledzie w beczce, taki był tłok. Jechał też jakiś pijaczek, to go ludzie zamknęli w ubikacji. Ten dopiero wygrał swobodne, siedzące miejsce Wink

      • Bożena pisze:

        A teraz już się pożegnam… Bye GoodNight

      • Makówka pisze:

        W czasach szkolnych i studenckich normą było podróżowanie na podłodze na korytarzu. Na trasie z Krakowa na Mazury spało się na podłodze. W ubikacji często też ktoś spał.
        Był problem gdy nagle ktoś miał ochotę skorzystać z ubikacji. Dobudzenie wszystkich graniczyło z cudem toteż naogół delikwent czekał do rana z takimi potrzebami.
        Normą było również wskakiwanie przez okna, aby jakoś zająć miejsce.

        • Quackie pisze:

          Ha, z Kielc (gdzie mieszkaliśmy z Rodzicami) do Poznania kursował jeden bezpośredni pociąg na dobę, „szczeciński” (bo jechał dalej do Szczecina, a w drodze powrotnej ze). Do Poznania jeszcze jakoś się dojeżdżało, bo w Kielcach był podstawiany, więc szło znaleźć miejsce siedzące (w przedziale), ale w drugą stronę już nie bardzo, więc w głębokim PRLu Babcia wsiadała wieczorem w pociąg do Szamotuł, wysiadała tam, czekała, aż przyjedzie ze Szczecina ten nasz, szukała przedziału, w którym jechał ktoś do Poznania (najlepiej kilku ktosiów) i zajmowała nam miejsca, więc jak pociąg zajeżdżał do Poznania, to mieliśmy jak zarezerwowane (chociaż nigdy nie można było być pewnym).

          I wyobraźcie sobie, że to wszystko było robione w czasach bez telefonów komórkowych, więc Rodzice nie wiedzieli, w którym wagonie Babci udało się zająć miejsca i czy w ogóle!

          • Makówka pisze:

            Ależ Wy mieliście dobrą i pełną poświęceń babcię!

            • Quackie pisze:

              Oj tak. Przyjechała pomagać Mamie nawet w stanie wojennym, nie mam dzisiaj pojęcia, jakim cudem (bo to przecież trzeba było mieć przepustkę, żeby się przemieszczać między województwami).

              • Makówka pisze:

                Ale w sprawach rodzinnych Milicja wydawała. Moi rodzice w stanie wojennym załatwiali, aby pojechać po babcię do Łodzi.

                • Quackie pisze:

                  To widocznie Babcia miała dar przekonywania.

                • Makówka pisze:

                  Sytuacja była taka-początek stanu wojennego. Do domu przyszedł telegram do mojej mamy „matka w szpitalu!”. Nic więcej nie było jak się dowiedzieć, telefony przecież nie działały.
                  Rodzice załatwili więc przepustkę (podpierając się telegramem), zabrali na wszelki wypadek czarne ubrania i pojechali do Łodzi. Jadąc nie wiedzieli czy moja babcia jeszcze żyje.

                  Natomiast potem już faktycznie potrzebny był dar przekonywania mojej mamy, aby załatwić na samym początku stanu wojennego transport karetką przewiezienia mojej babci ze szpitala w Łodzi do szpitala w Krakowie.

                  Babcia była przytomna, ale stan był na tyle trudny, że transport własnym autem z Łodzi do Krakowa nie wchodził w grę.

                • Quackie pisze:

                  No tak, sytuacja szpitalna to sensowne uzasadnienie.

                  Moja Babcia takiego nie miała, dlatego napisałem, że musiała mieć dar przekonywania.

        • Quackie pisze:

          Tym samym pociągiem jeździłem na studia do Poznania i ze studiów do Rodziców na weekendy, ale w tym wieku było mi obojętne, gdzie i jak jadę, byle jechać.

  6. Makówka pisze:

    Panie Q czy mogę sobie zamówić jakąś „tematyczną” Dobranockę?

    Angel

    • Quackie pisze:

      No, w zasadzie to ja już widzę pewną sugestię.

      Ale zrobię po swojemu Wink

      • Makówka pisze:

        Sugestii nie ma żadnej. Ja tylko poprosiłam „tematycznie”, a jak się chce wszystko można tematycznie skojarzyć.

        • Quackie pisze:

          Aha, OK.

          To ja widocznie źle zrozumiałem „wsiąść do pociągu” Wink1

          • Makówka pisze:

            „Wsiąść do pociągu” dałam w komentarzu autorskim, więc to by już nie miało sensu drugi raz. Ta piosenka kojarzy mi się z młodością, ale nie jest aż takich lotów, aby ją słuchać na Wyspie dwa razy, gdzie większość ma bardzo wysublimowany gust muzyczny.

  7. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Dość żwawa, ale tematyczna. I z ulubionym Wojciechem Mannem jako zgryźliwym konduktorem.

    Snów o kształcących podróżach!

    • Makówka pisze:

      Dziękuję o coś takiego mi chodziło!

      Cmok

      Bardzo lubię i Grzesia i Manna.

      • Quackie pisze:

        Bardzo się cieszę, jak trafiam w gust! Pleasure

        • Makówka pisze:

          Też się cieszę jak ktoś spełnia moje prośby. Zresztą to takie pięterko po trosze Twoje i Lorda, ale mam nadzieję, że inni też coś znajdą dla siebie. Choćby do powspominania.

          • Quackie pisze:

            Kolejowych piosenek trochę jest.

            Jeden kolega miał na winylu piosenkę o bieszczadzkiej ciuchci, ale płyta się zacinała i zamiast „stara i śmieszna troszkę” adapter odtwarzał „stara… i śmi…ara! i śmi…ara!” i tak w kółko. Do dzisiaj nie mogę słuchać tej piosenki w niezacinającym się oryginale, bo mi się wydaje, że coś w niej jest nie tak. Delighted

            • Makówka pisze:

              Bo ta zacinająca się płyta to już jakby kultowo -wspominkowa się zrobiła?

              Dlatego właśnie, że jest trochę kolejowych piosenek moja prośba polegała na tym, abyś wybrał jedną z nich.

              Hm…jakbyśmy jutro też jeszcze byli na tym pięterku byłoby mi miło, gdybyś…jakąś inną kolejową wybrał.

  8. Makówka pisze:

    Tak się zastanawiam czy Tetryk dalej knuje?

    Thinking

    Czy też nie lubi jeździć pociągami a w każdym razie parowozami?

    A może opowie nam cokolwiek o swoim knuciu, zanim zapali lampkę i pójdzie lulu?

    • Tetryk56 pisze:

      Tetryk właśnie wrócił i zjadł kolację…

    • Tetryk56 pisze:

      Przejechaliśmy ok. 100 km, rozklejając na gminnych tablicach ogłoszeń informacje o problemach suwerena z Dudą. Bardzo miła przejażdżka na skraju Jury 🙂
      Plakaty z serii „Czy wiesz…”

      • Makówka pisze:

        Rozmawialiście również z suwerenem czy jedynie rozklejaliście?

        Chodzi mi czy masz spostrzeżenia odnośnie nastrojów w owych gminach?

        Jak ludzie na Was reagowali?

        • Tetryk56 pisze:

          Praktycznie nie reagowali. Tylko raz spotkaliśmy się z nerwową reakcją, gdy swoim plakatem usiłowaliśmy przysłonić część – już nadklejonego komercyjnym ogłoszeniem elektryka – plakatu Dudy. Przenieśliśmy swój na inne miejsce na tej samej tablicy.

  9. Ultra pisze:

    W Wolsztynie nie byłam, dlatego z zainteresowaniem czytam i oglądam Twoje zdjęcia Makówko, ale wychowałam się w Chrzanowie, gdzie produkowano parowozy w PAFAWAGU, a naprzeciw Domu Kultury stoi dumnie parowóz, można wejść i obejrzeć wnętrze z miejscem na węgiel i łopatą do wrzucania węgla w ogień.

    • Makówka pisze:

      Witaj Ultro!

      Cieszę się, że zajrzałaś. Dziękuję za miłe słowa, że czytasz i oglądasz z zainteresowaniem.

  10. Tetryk56 pisze:

    Zanim zapalę lampkę, pokażę wam jak żegnało nas dzisiaj słońce:

    • Quackie pisze:

      Piękna „tęcza płomienista”! Pleasure

      • Makówka pisze:

        Gdy rozdawałam GAZETĘ przedWYBORCZĄ było podobne niebo, ale nawet nie pstrykałam.

        Zbyt byłam podłamana rozmowami z suwerenem „Co mi tu pani pokazuje gazetę, za którą stoją Żydzi. Pani widać nie zna historii co nam złego Niemcy zrobili!”.
        Już nie zapytałam „To w końcu Żydzi czy Niemcy?”tylko poszłam dalej.

  11. Tetryk56 pisze:

    A teraz najwyższy już czas na lampkę.
    Dobrej nocy, Wyspo!

  12. Makówka pisze:

    DOBRANOC!

  13. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted W nocy nieco popadało, więc dobrze się spało.

  14. Zoe pisze:

    Dzień dobry. Herbata (zielona) i praca.

  15. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Herbatkę, a jakże – zieloną! – właśnie piję, praca już wre 🙁

  16. Quackie pisze:

    Dzień dobry, lecę po kawę do Gieni.

  17. Makówka pisze:

    Słonecznie witam!

    Z ulubioną filiżanką w kropki.

    Kawka

  18. Max pisze:

    Dzień dobry 🙂 Pociągi , pociągi … Toć prawie mieszkało się w pociągach . Wystrój wnętrz z boazerią często przypominał powojenne luksusy lokalowe . Przez jakiś czas dojeżdżałem do Radomia . O stałej godzinie , z tego samego peronu Dworca Głównego w Warszawie … Ale zdarzyło się ,że pewnego dnia wsiadłem do pociągu jak zawsze i zdrzemnąłem się nieco . Obudził mnie konduktor ,ale nie w Radomiu , a w Poznaniu . Zbaraniałem , nie mogłem zrozumieć jak to się stało , a była to normalna chwilowa zmiana odjeżdżających pociągów z Dworca Głównego . Do Radomia dotarłem od strony Wrocławia , nadrobiłem trochę kilometrów , ale dostałem nauczkę , że warto wcześniej sprawdzić dokąd ten pociąg pojedzie … Thinking

    • Makówka pisze:

      Witaj Max!

      Też miałam podobną sytuację, choć trochę inną jednak. Po dwóch nocach w pociągu ocknęłam się, pociąg stoi na jakimś Dworcu, więc pytam „w jakim mieście jesteśmy?”

      „W Krakowie!”.

      Gdybym szybko się nie zebrała pojechałabym gdzieś do Przemyśla i jeszcze zapłaciła karę.

    • Dzień dobry

      Moją pierwszą pracą po studiach była praca na kolei. Wink

      Jeździłem wtedy wyłącznie pociągami (co wiązało się czasem z kilkugodzinnym oczekiwaniem na stacjach). Tired
      Wymyśliłem, że zamiast czekać kilka godzin na dworcu mogę wsiąść do pociągu jadącego w przeciwnym kierunku i przesiąść się na właściwy na stacji, na której pociągi się spotykały a następnie jechać właściwym pociągiem z wcześniejszej stacji Happy-Grin
      Kiedyś, czekając w Bydgoszczy na pociąg do Gdańska, wsiadłem w jadący do Poznania aby się przesiąść w Gnieźnie na właściwy Wink1
      Oczywiście zasnąłem i obudziłem się na dworcu w Poznaniu. Najbliższy pociąg do Gdańska był za 8 godzin ale za to jechał pociąg do Kołobrzegu Wink Wsiadłem więc w niego i pojechałem do Słupska, z tamtąd do Gdyni i wreszcie, o 9 rano dotarłem do Gdańska Happy-Grin
      Dobrze, że mój szef mnie lubił i nie wyciągnął konsekwencji służbowych za spóźnienie Overjoy

      • Makówka pisze:

        Witaj Krzysztofie!

        Dziękuję za tę historyjkę, cieszę się, że moim wpisem udało mi się wywołać wspomnienia. THANK-YOU

        Bilety rozumiem miałeś darmowe?

        • Oczywiście! Wink
          Jako kolejarz w XII (a potem wyższych) grupach zaszeregowania miałem prawo do przejazdów w pierwszej klasie pociągów Approve
          Jak studiowałem zaocznie w Warszawie (studia podyplomowe na PW) i musiałem jakoś przenocować wsiadałem wieczorem w pociąg jadący odpowiednio daleko od Warszawy (zwykle Wrocław) a następnie szedłem spać w (zwykle pustej) jedynce. Potem (zwykle ok. północy) wystarczyło się przesiąść w pociąg powrotny i na rano, w miarę wyspany, lądowałem w Warszawie Centralnej Happy-Grin

  19. Bożena pisze:

    Tak sobie wspominam… Pociągi były często przeładowane, niepunktualne… To były prawie jedyne środki lokomocji, dostępne zwykłym ludziom. Przecież samochód to był luksus trudno dostępny. Trzeba było mieć talon. Paradoksem było, że samochód „z drugiej ręki” czyli używany, był droższy od nowego. Mój sąsiad, dyrektor dużego zakładu, jeździł motorowerem na ryby. W końcu dostał talon na Trabanta. Jaka to była radość, że mógł z sobą zabierać rodzinę…

    • Makówka pisze:

      Oczywiście, że za naszej młodości jeździło się pociągami. Kto się wepchnął ten jechał nawet stojąc na jednej nodze.

      Budując to pięterko miałam nadzieję, że wywołam takie właśnie wspomnienia wśród Wyspiarzy.

      Do Wolsztyna chciałabym Was jeszcze kiedyś zabrać skoro przypadkowo wywołał się ten temat. Zresztą to nie pierwszy raz kiedy wracałam albo gdzieś jechałam „najkrótszą drogą” zwiedzając coś po drodze.

  20. Tetryk56 pisze:

    Pewien chłopak z Tarnowa całą noc wkuwał do egzaminu (ech, zaległości!), po czym rano wsiadł w pociąg i pojechał zdawać do Krakowa. Obudził się… w Katowicach. Zaklął, miał jeszcze chwilę czasu, wsiadł w najbliższy do Krakowa. No i obudził się w Bochni…

    • Makówka pisze:

      A jak mu poszedł egzamin? Bo podejrzewam, że jednak jakoś dotarł ?

    • Quackie pisze:

      A to zupełnie jak kolega Ojca z pracy, wracający służbowo z Warszawy do Kielc krakowskim pociągiem, który zasnął i obudził się bodaj w Miechowie. A w drodze powrotnej też zasnął i z kolei ocknął się w Skarżysku! Z którego wrócił do Kielc już PKSem, gdzie budził kierowca Happy-Grin

  21. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    Nie kojarzę takich pociągów z drewnianą „boazerią”, ale z drewnianymi siedzeniami i owszem Pleasure
    Pochodzę z „kolejarskiej” rodziny… mój dziadek przed wojną był dyżurnym ruchu. Po wojnie i po odsiedzeniu 6 lat we Wronkach (za AK) nie mógł już pracować na tym samym stanowisku. Bo kolejarz, to była prestiżowa posada i byłych więźniów nie zatrudniali. Z czasem to się zmieniło…
    Mój teść pracował na kolei, moja szwagierka i mój mąż. Każde na innym stanowisku. Teść był toromistrzem, szwagierka pracowała jako „pracownik biurowy”, a mąż w łączności kolejowej był monterem (tak jak moja siostra) Pleasure
    Mieszkałam najpierw niedaleko torów, a potem (po wyjściu za mąż) niemal na torach Delighted Oczywiście w budynku kolejowym Wink Także kolej to jakby moja młodość… Happy

    • Makówka pisze:

      Witaj Miralko!

      Pamiętam, że pisałaś o pociągowych wycieczkach.
      Czyli „w temacie” pociągi jeszcze wiele mogłabyś nam opowiedzieć?
      Na zachętę masz jeszcze jedno zdjęcie „pociągowej boazerii”.

      Przy okazji mam pytanie -kto jechał w pociągu śpiąc na półce na bagaż? Pamiętam, że tak się jeździło na Mazury. To było lepsze ,jak spanie na korytarzu na podłodze.

      • miral59 pisze:

        Tak. Mam wielu znajomych wśród kolejarzy, a jako żona kolejarza miałam bezpłatny bilet na przejazdy. Jeździłam więc sporo. Na ten przykład na zakupy do Gdańska Overjoy Z Białegostoku to kawał drogi, ale jak podróż była darmowa…
        Na wycieczki z dziećmi jeździłam z Klubu Krwiodawców przy białostockiej parowozowni. Na samodzielne wycieczki jeździłam też z tego klubu, bo jako szefowa Komisji Rewizyjnej musiałam być na wszystkich posiedzeniach Zarządu Krajowego Stowarzyszenia Krwiodawców. Przed posiedzeniami każdy klub chciał pokazać gdzie i jak działa, także byliśmy obwożeni po różnych ciekawych miejscach. Między innymi byłam w kopalni „metanowej” Andaluzja (czynnej, gdzie nie wpuszcza się turystów), na poziomie 480 m pod ziemią. Mieliśmy jeszcze zjechać niżej, na 600m, ale zrezygnowaliśmy. I tak wrażenia były niesamowite Happy-Grin

        • miral59 pisze:

          Dodam jeszcze, że w Zarządzie Stowarzyszenia byłam jedyną kobietą, takim „rodzynkiem”. Miałam w zawiązku z tym dużo względów i pełną opiekę szarmanckich panów Pleasure

          • Makówka pisze:

            No, no Miralko!

            OkOk

            Że też ja nigdy nie byłam w takim Zarządzie! Ba w takim Stowarzyszeniu!

            Bo w tym naszym Stowarzyszeniu od knucia to na pełną opiekę szarmanckich panów raczej nie ma co liczyć.

            Wszyscy walczymy JEDNAKOWO o WOLNOŚĆ, RÓWNOŚĆ, DEMOKRACJĘ.
            Równość to równość.
            No dobrze panowie są mili dla pań, nie narzekam, bo mi tu zaraz Tetryk machnie czerwoną kartką.

            • Tetryk56 pisze:

              No!

            • miral59 pisze:

              My też walczyliśmy o wolność, Makóweczko Delighted PCK zawłaszczyło sobie pełne prawa do krwiodawstwa, a my z tym się nie zgadzaliśmy. PCK nadawało swoje odznaczenia… między innymi dostał je działacz, który (według ich danych) zdał 300 litrów krwi Amazed
              Liczyliśmy… musiałby żyć dobrze ponad 100 lat i oddawać krew od urodzenia po zgon (czy czas teraźniejszy) Overjoy Biorąc pod uwagę, że przez wiele lat można było zdawać tylko 400 mililitrów, a później 450… fizycznie niemożliwe… nawet jeśli się przyjmie, że zdawał co kwartał…
              Nie zgadzaliśmy się z promowaniem osób, które na to nie zasługiwały. Poza tym PCK ciągnął niezłe zyski z naszego „zdawnictwa”… dlaczego my nie mielibyśmy na tym korzystać?
              Dzięki naszej działalności, krwiodawcy naszego klubu nie tylko mieli bezpłatne wycieczki po kraju. Musieli opłacić jedynie ubezpieczenie takiej wycieczki, co stanowiło grosze… ale na ten przykład wyjeżdżaliśmy na Dzień Dziecka do ośrodka kolejowego w Doktorcach (nad Narwią) na weekend. Wyjazd był bezpłatny, domki też, paczki z różnymi słodyczami i owocami dla dzieci takoż. Cały aktyw klubu pracował nad programem (ja też), żeby nikt się nie nudził. Któregoś roku „zatrudniliśmy” nawet klub płetwonurków (oczywiście mojego brata) do pokazów. Oczywiście musieliśmy znaleźć sponsorów takiego wyjazdu, co nie było rzeczą łatwą, ale zawsze jakoś się udawało Happy-Grin

              • Makówka pisze:

                Brawa dla Was, brawa dla Ciebie Miralko!

                Brawo!

                To, co opisujesz jest doskonałym przykładem na łączenie przyjemnego z pożytecznym. Wykonywaliście kawał dobrej roboty, ale i Wy mieliście z tego korzyści.

                Tak jest najlepiej.

        • Ja też Wink
          Pamiętam, jak pojechałem z rodziną do Poznania na rogale św. marcińskie, bo w sklepie obok były zbyt drogie Happy-Grin
          To były piękne czasy Delicious

          • Makówka pisze:

            …To były piękne dni,
            Po prostu piękne dni,
            Nie zna już dziś kalendarz takich dat…

            Wspominajmy więc jak byliśmy piękni i młodzi…

          • Bożena pisze:

            Taniej wychodziło z przejazdem do Poznania? Ale może dlatego, że w Poznaniu były lepsze, oryginalne? Nie wszystkie cukiernie mają certyfikat.

            • miral59 pisze:

              Wydaje mi się, że Krzysztof miał bezpłatny bilet i dlatego rogale wychodziły mu taniej Wink Gdyby musiał zapłacić pełną cenę za bilety dla całej rodziny, na pewno nie opłacałoby mu się jechać taki kawał Wink1

              • Dokładnie tak!
                Bezpłatne bilety na PKP potrafiły bardzo zwichrować ekonomiczne myślenie!
                Pamiętam z młodości opowieści o braci kolejarskiej, która jeździła z Katowic do Pucka po ryby, bo tam były tańsze Wink
                Oczywiście rachunek ekonomiczny nie uwzględniał kosztów transportu Happy-Grin

        • Makówka pisze:

          Masz może jakieś zdjęcia z tych kolejowych wycieczek?
          Wiem, wiem, pewnie papierowe, ale można zeskanować albo zrobić zdjęcie zdjęciu.

  22. miral59 pisze:

    Mój ojciec, chociaż prawnik z zawodu, też miał kiedyś przygodę z koleją. Wsiadł do pociągu w Warszawie po jakiejś rozprawie w Sądzie Najwyższym i ukołysany monotonnym stukotem kół zasnął. Jechał do domu, do Białegostoku, a to była 3,5 godzinna jazda.
    Na granicy polsko-radzieckiej obudzili go celnicy, czy wopiści (już nie pamiętam) i trafił do aresztu pod zarzutem chęci nielegalnego przejechania granicy. Jak sam potem mówił, za taki czyn powinni go raczej zamknąć w „wariatkowie”, bo kto normalny uciekałby na wschód? Overjoy
    Nie trzymali go długo. Dość szybko upadło podejrzenie o szpiegostwo, na wariata nie wyglądał… Z Kuźnicy przewieźli do Białegostoku celem sprawdzenia prawdziwości jego zeznań, a że wszystko się zgadzało, wypuścili Delighted
    Potem już zawsze gdy z Warszawy wracał do domu i ogarniała senność prosił współtowarzyszy podróży, żeby obudzili go najpóźniej w Łapach Overjoy
    A jeżdżąc do Warszawy musiał wyjeżdżać z domu przed północą, bo rozprawy były na ogół między 8 a 10 rano i musiał być na czas. Także po posiedzeniach sądu był zmęczony i niewyspany… a jeszcze miał czas wypić kilka piw przed podróżą… nic dziwnego, że potem spał „martwym bykiem” Wink

  23. Max pisze:

    Mnie oprócz przygody sennej , o której wspomniałem ,przydarzyła się przygoda , która mogła mieć tragiczne skutki . Dojeżdżałem do Warszawy pociągiem elektrycznym w którym drzwi zamykały się automatycznie . Pewnego ranka , przy dużym tłoku i mojej grzeczności wobec innych pasażerów , wysiadałem jako ostatni i błyskawicznie zamykające się drzwi złapały mnie za pantofel . Szarpnięcie było takie skuteczne , że ja wywinąłem orła w powietrzu , a pantofel pojechał w świat . Głupia sprawa , do pracy prawie boso ze skręconą nogą , ale dało się to załatwić przez taksówkarza i po zdarzeniu zostały tylko wspomnienia i stracony pantofel na rzecz PKP . Afraid

    • miral59 pisze:

      No to faktycznie miałeś stresującą przygodę, Maksiu Amazed
      Że też drzwi nie miały czujników! Przecież mogła Ci ugrzęznąć cała noga! I co? Pociąg wlókłby Cię do następnej stacji? Żywego na pewno by nie dowlókł… Amazed

    • Makówka pisze:

      Kiedyś widziałam sytuację gdy drzwi zamknęły się częściowo na wózku z dzieckiem w środku.

      Tramwaj ruszył, matka biegła wzdłuż tramwaju podtrzymując rączkę wózka.
      Oczywiście chwilę, bo motorniczy zauważył, zatrzymał się i otworzył drzwi, nikomu nic się nie stało

      Jednak co sobie matka podżyła przez tę chwilę!

      • miral59 pisze:

        Na pewno dla matki to horror! Dobrze, że motorniczy ją zauważył, bo mogła być tragedia Amazed

        • Makówka pisze:

          Mogła. Motorniczy powinien zauważyć, zanim ruszył, że na schodach jest wózek dziecięcy.
          Teraz jest automatyczna blokada i chyba nie da się ruszyć z niedomkniętymi drzwiami.

  24. miral59 pisze:

    Miło się gawędzi, ale czas mi się zbierać do pracy…
    Miłego dnia Wyspiarze!!! Delighted

  25. Makówka pisze:

    Wyspa się trochę rozgadała co mnie bardzo cieszy.
    Lato w pełni, więc zanim wyjdę z domu zostawię Wam pług z Wolsztyna.

    Jakby tak PRZYPADKIEM spadł śnieg:)

  26. Quackie pisze:

    Fajrant i przerwa, z tym że na załatwianie spraw przedwyjazdowych głównie…

  27. Makówka pisze:

    Cisza na Wyspie!!!???

    Zimno (14 stopni), pada deszcz.
    Łoj dobrze, że deszcz, bo żeby się nie okazało, że z tym pługiem odśnieżnym wywołałam wilka (śnieg) z nieba.

    Włażę pod kołderkę.

    kordelka

    Ale oczywiście nie idę jeszcze spać, czekam na Wyspiarzy z ich kolejowymi historyjkami.

  28. Wyimaginowany pisze:

    Dobry wieczór. 🙂

    Jak obiecałem, tak i ja dołożę swoją cegiełkę. Będą to trzy filmiki, z Parady Parowozów, na której miałem okazję być w 2016 roku. Zdjęć do sensownej publikacji nie posiadam. Niektóre z parowozów, które nie brały udziału w paradzie były wystawione do obejrzenia, lecz ilość ludzi, która dosłownie je oblegała, nie pozwoliła wykonać zdjęć mogących służyć za pokazowe. Część wspomnianych parowozów znajduje się po drugiej stronie torowiska i je co nieco widać na filmikach.

    Pierwszy z nich to zlepek z przejazdów poszczególnych egzemplarzy. Kolejny to przejazd w korowodzie. Na ostatnim mamy wspólny przejazd wszystkich „uczestników”. A więc :

    1.

    2.

    3.

    • Quackie pisze:

      No więc przepięknie to wygląda, przynajmniej od strony parowozów, no bo od strony dymu, jakby to powiedzieć, no ale wiadomo, że nie ma lokomotywy bez dymu. Parę rzeczy mnie poza tym zainteresowało:

      Po pierwsze, tych lokomotyw jest tu kilkanaście, każda inna, i każda z nich jechała z obsadą, co oznacza, że mamy tyleż załóg w Polsce (jeżeli nie w samym Wolsztynie?), które jeszcze wiedzą, jak się obsługuje parowóz. Albo mieliśmy w 2016 r. Co jest pocieszające, w sensie pielęgnowania pięknej tradycji.

      Po drugie bardzo mnie zaciekawiły te krótsze filmiki, bo na nich jedzie połowa tych lokomotyw czy nawet wszystkie posczepiane, więc trzeba im jakoś synchronizować prędkość – i ciekawe, jak się to robi, w momencie, kiedy wszystko jest, hm, analogowe.

      • Wyimaginowany pisze:

        Co do samych parowozów, to 7 z nich jest z Polski (miejscowe dwie), 3 z Niemiec a 2 z Czech. A co do samej synchronizacji, nic na ten temat nie mówiono. Niemniej, masz rację, ciekawe zagadnienie. Tym bardziej, że z tego co się orientuje, funkcjonowanie pod względem gabarytu jest zależne od prędkości. Mniejsza waga – większa prędkość = lepsze prowadzenie. Nie bez znaczenia więc jest ich ustawienie, takie a nie inne, najszybsza z nich (DR 18 201), jedzie dość daleko w tym składzie ale też nie ostatnia.

        • Quackie pisze:

          A widzisz, wiedziałem, że coś musi być na rzeczy. No, skoro tak ładnie jadą, to na pewno fachowcy ustawiali Happy

          • Makówka pisze:

            Jak miło jak panowie Q i Lord sobie rozmawiają „na temat” -to pięterko przecież SPECJALNIE dla Was!

            (ale mam nadzieję, że dla innych -też?)

        • miral59 pisze:

          Wydaje mi się, że może i najmniejsza ma największą prędkość, ale też i najmniejszy „udźwig”… nie znam się na parowozach i trudno mi dyskutować o tym Thinking
          Ale tak, opierając się na zasadach fizyki… te mniejsze były świetne do pociągów osobowych, z niewielką ilością wagonów. Te większe były lepsze do towarowych.
          Tutaj są składy pociągów nawet do 300 wagonów. Ciągną je zazwyczaj trzy lokomotywy. W Polsce nie ma takich składów. I to nie dlatego, że lokomotywy nie są w stanie ich ciągnąć (tu najczęściej są trzy lokomotywy), ale niewiele jest stacji umożliwiających „mijankę” takich składów. Taki pociąg blokowałby całą trasę… nic innego nie mogłoby „iść”.
          A to jaka jest kolejność w składzie lokomotyw… wydaje mi się, że przy pokazie jest to obojętne. Nic nie ciągną, więc co za różnica gdzie są?

    • Makówka pisze:

      Bardzo, bardzo dziękuję Lordzie za filmiki!

      THANK-YOU

      Teraz dopiero pięterko jest ciekawe!

      Ale przecież po to je stawiałam, bo to z założenia miała być praca zespołowa. I o Twoje filmiki Lordzie chodziło, a ja tylko zrobiłam taki malutki wstęp.

      Należy Ci się duży buziak Buziaczki

  29. Quackie pisze:

    Jestem, ale jeszcze nie do końca. Zaraz będę do końca i zerknę na filmiki i w ogóle.

  30. Quackie pisze:

    A tymczasem dobranocka.

    Skoro jeszcze tutaj, to nadal tematyczna Wink1

    I dalej po polsku. Skaldowie. Może rytm i głośność mało dobranockowe, ale ten temat wymaga rytmu i głośności (jak widać również z filmów Lorda W.!)

    Snów wąskotorowych!

  31. Makówka pisze:

    Makówczyne między między na temat:

    • Quackie pisze:

      Ta trójka! Z „Ziemi obiecanej” Wajdy (tylko Fronczewski zamiast Seweryna).

      • Makówka pisze:

        Ta trójka jest rewelacyjna. Ta recytacja też jest rewelacyjna.

        A trójka z „Ziemi obiecanej” -też. Cały film.

        Skoro „Ziemia obiecana” to Łódź. Były dwa pięterka o Łodzi, ale hm…jeszcze by się dało coś zrobić, bo o Łodzi opowiadałam kiedyś dwie godziny w ramach slajdowiska, mimo że byłam tylko dwa dni.

        Tym razem Jo może mogłaby coś dodać? Jo! Hop, hop!(chyba że coś pomyliłam?)

  32. Makówka pisze:

    Jeszcze małe uzupełnienie do obrazka wyróżniającego, do wiersza, do całego pięterka.

    Lokomotywa parowa(parowóz) –lokomotywa napędzana silnikami parowymi.
    Pierwszą lokomotywę parową zbudował w 1804 roku Richard Trevithick. Za wynalazcę współczesnej lokomotywy parowej uważa się George’a Stephensona. Jego parowóz Rakieta (Rocket) z 1829 r. stał się pierwowzorem wszystkich dalszych konstrukcji.
    Ostatnią regularną linię zwykłego ruchu pasażerskiego w Europie obsługiwaną przez lokomotywy parowe zamknięto 31 marca 2014. Było to połączenie Wolsztyn – Leszno w Polsce. Połączenie to zostało reaktywowane od dnia 15 maja 2017 r.

    Czyli między między na temat cd

    • Quackie pisze:

      Kiedyś była taka książka o różnych pojazdach, dla dzieci, popularnonaukowa, bardzo ładnie napisana i ilustrowana, oczywiście nie pamiętam tytułu, gdzie to wszystko było pięknie opisane: samochody, lokomotywy, parowe, elektryczne, spalinowe…

      • Makówka pisze:

        Ciekawe czy współczesne maluchy w ogóle byłyby zainteresowane taką książką?

        Dlatego te wolsztyńskie parady to bardzo mądra i kształcąca inicjatywa.
        Nauka i dobra zabawa.

    • Wyimaginowany pisze:

      Co ciekawe, w tym roku parowozy miały kursować na trasie Wolsztyn – Leszno, Wolsztyn – Poznań. Oczywisty powód to atrakcja turystyczna, ten mniej oczywisty, to braki w taborze (szynobusy w naprawie). Niby śmieszne ale czy mamy tyle tych parowozów co by braki w całym kraju pokryć ? Amazed

      • Quackie pisze:

        Hm, jak można sprowadzić z zagranicy na paradę , to może i za szynobusy by się dało?

        • Wyimaginowany pisze:

          Oczywiście, żeby się dało i jakaż to atrakcja! Jeżeli jednak zaczynamy sięgać po parowozy w celu zastępstwa dla szynobusów, to wybacz, czegoś tu nie rozumiem… 🙂

          • Quackie pisze:

            Może żeby połączyć przyjemne (atrakcja) z pożytecznym (łatanie braków)?

            • Wyimaginowany pisze:

              Być może i tak właśnie jest, mam nadzieję. Czepiać się nie czepiam, wszak sama idea uruchomienia tych cacek, bardzo mi się podoba. W tamtym roku też jeździły, tylko wyłącznie jako atrakcja, jeżeli tak będzie w przyszłych latach to będąc w Poznaniu postaram się skorzystać z okazji. Taka możliwość jest również po samej paradzie. Niestety ilość chętnych jest tak dużą, że trzeba mieć dużo szczęścia aby pojechać. 🙂

              • Quackie pisze:

                …i tu wracamy do motywu znanego z PRL, mianowicie wsiadania do pociągów drzwiami i oknami Wink1

                Notabene jeżeli chodzi o pociąg z Poznania do Kielc i jeżdżenie na tej trasie na studiach, to w pewnym momencie się wycwaniłem, szedłem na koniec albo początek peronu i jak tylko pociąg się zatrzymał, nie próbowałem się wcisnąć do tłumu zgromadzonego pod drzwiami, tylko wyławiałem wzrokiem przedział z pustymi miejscami, grzecznie pukałem do okna i prosiłem o zajęcie miejsca niedużym plecaczkiem – i miałem całkiem niezłe wyniki, bo zanim pasażerowie podróżujący do Poznania wysiedli i ruszyła po wagonach fala wsiadających, mijało akurat tyle czasu, co trzeba, żeby zająć sobie miejsce z peronu.

      • Tetryk56 pisze:

        Tu i ówdzie plączą się jeszcze ręczne drezyny…
        Kiedyś widziałem też na torach starą Warszawę z kołami wymieninymi na typowe kolejowe 🙂

        • Quackie pisze:

          O, to jest myśl. Drezyny z napędem ręcznym, bilety śmiesznie tanie, bo przecież nie płaci się za zużytą energię (tę dostarczają sami pasażerowie). Tak jak tutaj, tylko szerzej, w innych częściach Polski – http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.drezyny.pl

          • Makówka pisze:

            Jak zobaczyłam tego w masce na drezynie przypomniał mi się ten chłopak co przyszedł na wybory w wojskowej masce. Ciekawe czy teraz też tak przyjdzie?

            • Quackie pisze:

              O, a napisz, jak zobaczysz!

              Swoją drogą, „pompować” na drezynie w masce pegaz, to raczej niedługo się pociągnie Worry

              • Makówka pisze:

                To było tam gdzie byłam obserwatorem , ale akurat wyszłam na chwilę przed szkołę, aby poprosić o podesłanie stosownego paragrafu, bo przewodnicząca miała inne zdanie jak ja (pisałam o tym).

                Tym razem może mi się nie udać na niego natrafić. Ale lubię takich jajcarzy! Te chłopaki były wesołe i grzeczne. Czasami należy coś wyśmiać.

                • miral59 pisze:

                  Z tą maską, to mi się przypomniało Overjoy
                  Jak już kiedyś wspomniałam, mój brat jest płetwonurkiem. Ma firmę (ze wspólnikiem) do robót podwodnych. Nie tak dawno pojechali (z tym wspólnikiem) na „opatry”, na nową robotę. Portier przy wejściu zastopował ich i powiedział, że nie mogą wejść na teren zakładu bez masek. Przeprosili i nałożyli… właśnie takie wojskowe pegaz Delighted Portier był tak zachwycony, że poprosił ich o ustawienie się do fotki Overjoy

                • Makówka pisze:

                  Podoba mi się i portier i płetwonurkowie! Musiało to fajnie wyglądać!

  33. Tetryk56 pisze:

    Dobrych snów – mogą być z pogwizdywaniem, ale raczej bez dymienia!

  34. Quackie pisze:

    Kochani, uciekam, zobaczymy, może rano dam radę się jeszcze przywitać (chociaż będzie przede wszystkim pakowanie, ale kto wie, o której ruszymy).

  35. Makówka pisze:

    Chyba i ja już powiem Dobranoc!

    lulu

  36. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Poranek chłodny, pochmurny, ale może później sięrozjaśni… Wink1

  37. Quackie pisze:

    Dzień dobry, zaraz się zaczynamy pakować…

  38. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Jedni jeszcze śpią, inni się pakują, a niektórzy już w robocie… Tears

  39. Jo. pisze:

    Jako dziecko podróżowałam wyłącznie transportem publicznym. Wolałam dłuższe trasy koleją niż pekaesem, bo latami cierpiałam na chorobę lokomocyjną i autobus to była dla mnie katorga.

    Kiedy byłam przedszkolakiem, chodziłam z dziadkami albo rodzicami na dworzec, siadało się na ławeczce i czekało na skład towarowy, żeby liczyć przejeżdżające wagony 🙂 To był dworzec w Pabianicach, składający się z trzech peronów, w tym jednego dalekobieżnego.

    Najdłuższą podróż kolejową odbyłam z siostrą z Tatui w 1981 roku do Bułgarii. Dwie doby w podróży, przez ZSRR (za zmianą podwozia na szersze). Potem wracaliśmy „na raty”: najpierw przez Rumunię do Budapesztu i kilka dni później dopiero do Polski. Elegancko miało być, w sypialnym… Tylko sprzedali podwójne bilety i ojciec jechał w innym przedziale z miłą panią z wnuczką, a nas obie upchnęli na jednym łóżku u bardzo zmanierowanej pani z córeczką.

    Potem przez 5 lat prowadzenia szkoleń w całej Polsce też na ogół korzystałam z pociągów.

    Moje dzieci od urodzenia podróżują samochodem i szczęście moje nie zna granic, bo w ich przypadku jest to jedyny sposób na uniknięcie horroru (a i to nie zawsze się udaje). I nieco bawi mnie to, że dla nich wielką atrakcją jest przejażdżka tramwajem albo pociągiem… Bo autobusem się zdarza – u nas, na naszym zad… znaczy: na naszych peryferiach nie mamy tramwajów.

    Takie czasy… Ja będąc dzieckiem o samochodzie nawet nie marzyłam

    • Makówka pisze:

      Witaj Jo!

      Dzięki za garść wspomnień!

      Ja do dziś na dłuższą trasę wolę pociąg, gdyż choroba lokomocyjna to coś, co mnie nie opuściło z wiekiem.

      Gdy byłam mała moi rodzice mieli skuter. Na krótkie trasy wozili mnie między sobą. Natomiast wakacje spędzałam z moimi dziadziami w Rabce-Zaryte, a rodzice podróżowali sobie gdzieś ze znajomymi na skuterze.

      Jako „samodzielne dziecko” tzn. szkolne podróżowałam z rówieśnikami pociągami. Nawet w dolinki podkrakowskie jeździło się pociągiem;dziś można dojechać miejskim autobusem.

  40. Bożena pisze:

    Przed wyjazdem, Q może zdąży napić się kawy? Koffie

  41. Makówka pisze:

    Pochmurne witajcie!
    Czy lato już było?

  42. Quackie pisze:

    Dzień dobry, jestem na miejscu, bezpiecznie. Sprzęt rozłożony, można popracować, mam nadzieję.

  43. Makówka pisze:

    Obiecałam dopowiadać w komentarzach tekstowych i zdjęciowych; więc taki pstryczek z Muzeum w Wolsztynie.

    • Bożena pisze:

      Ładne starocie… Teraz to już tylko można zobaczyć je w muzeum.

      • Makówka pisze:

        Miałam podobną w domu, ale w momencie kryzysu finansowego mojej rodziny sprzedałam ją za grosze kolekcjonerowi starych maszyn do pisania w Koszalinie.

        Teraz żałuję, gdyż maszyna ta ma dość ciekawą historię.
        Przyjechała ze Lwowa pociągiem repatriacyjnym do Krakowa, by później znaleźć się w Łodzi. Po śmierci mojego dziadzia wróciła do Krakowa i była w moim mieszkaniu aż w końcu zawędrowała do Koszalina.

        Na niej pisane były książki, artykuły mojego dziadzia, a potem praca magisterska moja i mojego męża.

  44. Quackie pisze:

    Fajrant, dziękuję, wyłączam Internet. Leje z przerwami.

    • Makówka pisze:

      Jak wracałam do domu delikatnie kropiło. Pogoda zdechła…taka, że tylko Poklon paść na nos.

      A na Wyspie ciszaaaa!

      • Bożena pisze:

        Cisza? Już jest ponad 200 komentarzy!

        • Makówka pisze:

          Racja Bożenko!

          Dokładnie 210, czas na to, aby ktoś coś zbudował.

          Miałam na myśli, że chwilowa cisza, bo ogólnie Wyspa bardzo ładnie rozgadana była;nie ukrywam jest to dla mnie miłe.

          THANK-YOU Wyspiarze za Wasze kolejowe historyjki, wspominki. Dla Lorda -specjalne podziękowania za filmiki.

  45. Makówka pisze:

    Póki jeszcze tu jesteśmy jeszcze jeden pstryczek z Muzeum w Wolsztynie.

    Kto pamięta? Kto używał? Na studiach, w pracy?

  46. Tetryk56 pisze:

    Dotarłem do domu. Robiliśmy i teściowej de-molkę, czyli kompleksowe niszczenie siedlisk moli w szafach i w kuchni…

    • Makówka pisze:

      Biedne mole!

      • Bożena pisze:

        Na ole dobra jest lawenda, same się wyniosą.

        • Makówka pisze:

          A na komary? Opędzić się od nich nie mogę!

          A przecież mieszkam w bloku i nie ma tu w pobliżu ani rzeki, ani stawu, ani jeziora.

          Chlip

          • Bożena pisze:

            Na balkonie lub na parapecie pod oknem posadź w donicach intensywnie pachnące ROŚLINY, których zapachu komary nie tolerują. Lawenda, bazylia, mięta, plektrantus oraz pelargonia pachnąca (tzw. geranium) wydzielają przez kwiaty i liście olejki eteryczne – ich woń stworzy zaporę zniechęcającą intruzów do składania nam wizyt.

            • Makówka pisze:

              Dziękuję, spróbuję.

            • miral59 pisze:

              Nie wiem, czy zapach mięty tak odstrasza komary Thinking
              Mam jej w ogródku całą masę. Sama się rozsiewa wszędzie. Wyrywam ją jak chwasty, bo rośnie nawet między płytkami na naszym patio Amazed
              A jakoś nie widzę, żeby komarów ubywało…

        • miral59 pisze:

          Też używam lawendy. Co prawda nie lubię jej zapachu, ale na pewno jest lepszy niż naftaliny Wink
          Ale też fakt, że jak przyciągnęliśmy ze sklepu mole spożywcze i pojawiły się w ryżu, wywaliłam z szafek wszystko, nawet nie patrząc, czy w innych produktach coś się zalęgło. Wyszorowałam dokładnie co się dało, odczekałam kilka dni i kupiłam nowe. Do dziś mam fobię na tym punkcie. Gdy wsypuję kaszę do gotowania, oglądam dokładnie, czy nie ma czegoś… jakiegoś dodatku do produktu Happy-Grin Nie chcę dodatkowej „wkładki mięsnej”… może komuś to nie przeszkadza, ale dla mnie tak… i to bardzo…

  47. Tetryk56 pisze:

    Jo wspominała, że mogą nam herbaty zabronić. Kto? (2:04)

  48. Bożena pisze:

    A teraz się już pożegnam…

    Dobranoc Spanko

    • Makówka pisze:

      Śpij spokojnie Bożenko!

      Po wysłuchaniu dystyngowanych panów będzie to niewątpliwie spokojny sen.

  49. Tetryk56 pisze:

    No to czas na tematyczną dobranockę. Dziś będzie ballada Jacka Kowalskiego…

    • Makówka pisze:

      Dziękuję, bardzo dziękuję za tematyczną Dobranockę.
      I dodatkowo zabawną, poprawiającą nastrój.

      THANK-YOU

  50. Tetryk56 pisze:

    Zatem lampka, bo wydaje się, że dziś nikt nie pogada przez pół nocy…

    • Makówka pisze:

      Też tak myślę, że skoro Q wyłączył komputer to i nocnej zmiany nie będzie, choć ja jeszcze jestem, ale do tanga trzeba bodaj dwojga.

      Również między między nie będę wciskać, bo robiłam to w pewnym sensie wcześniej (maszyna do pisania, deska kreślarska itp.)

      Dobranoc Ukratku!

  51. Makówka pisze:

    DOBRANOC WYSPO!

    kordelka

  52. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    Niby mam wolne od pracy, ale roboty w domu mam zawsze w „pip” Tired Czy się kiedyś oporządzę? Thinking Tak żeby już nic nie zostało?

  53. miral59 pisze:

    Rozmawiałam dziś sporo czasu ze swoją koleżanką, która mieszka w Arizonie (przeprowadzili się tam z Illinois gdzieś ze dwa lata temu). Upały mają tam teraz nieziemskie TooHot! Ale sami chcieli, no to mają Happy-Grin
    A tak w ogóle, to przez USA przechodzi teraz fala upałów. W niektórych miejscach (na południu) temperatura dochodzi nawet do 50C TooHot! Nie wiem jak można wyjść z domu przy takim gorącu? Toż można się upiec minuta osiem Amazed
    U nas tradycyjnie trochę ponad 30C (tzn. 33-35C) Delighted
    Już chyba pisałam, że jak pomyślę o rachunku za prąd, robi mi się gorąco Wink Pewnie będzie ogromny… klimatyzacja chodzi non stop… ale to zawsze jest tak… coś za coś Worry Można wyłączyć klimę i się dusić, albo włączyć i płacić…

  54. miral59 pisze:

    Piątek będzie „biegany” Worry Mam całą masę spraw do załatwienia… przede wszystkim zmianę oleju w samochodzie… a to na pewno trochę czasu zajmie Worry O innych „drobiazgach” już nawet nie wspominam… Wink

    • Tetryk56 pisze:

      Facet spóźnił się do pracy o pół godziny i tłumaczy szefowi:
      – Przepraszam, trochę się spóźniłem. Ale od rana załatwiłem mnóstwo rzeczy: zatankowałem samochód, umówiłem się z mechanikiem na przegląd, podjechałem na pocztę żeby wpłacić opłatę rejestracyjną, i jeszcze po drodze zajechałem na myjnię. Pomyśl tylko, ile czasu by mi to zajęło, gdybym nie miał samochodu!

      • Makówka pisze:

        ROTFL

        (Tetryku a Ty dziś do pracy pojechałeś rowerem czy samochodem? I hm…byłeś punktualnie?)

      • miral59 pisze:

        ROTFL
        No tak… gdybym nie miała samochodu… ale to tylko wymiana oleju zajmuje mi trochę czasu. W pozostałe miejsca, na piechotę, szłabym znacznie dłużej Wink
        A w sumie oleju nie wymieniłam. Kolejka do wymiany (i różnego rodzaju napraw) była tak duża, że facet zapowiedział mi prawie 4 godziny czekania. Zwątpiłam… Weary
        W końcu ustaliliśmy termin… mają mi wymienić ten olej w ekspresowym tempie. Zobaczymy…

  55. miral59 pisze:

    Miłego piątkowania życzę wszystkim Wyspiarzom Delighted
    I idę spać Spanko

  56. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Jedni idą spać, inni wstają Happy

  57. Zoe pisze:

    Cześć. Słucham nowego radia od 5.55
    https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/nowyswiat.online

    Uff. Powrót do normalności.

    • Tetryk56 pisze:

      Normalność wygląda tak:
      Error 1200 Ray ID: 5b07eefcfaaef2a4 • 2020-07-10 05:37:34 UTC
      This website has been temporarily rate limited
      What happened?
      Too many requests for nowyswiat.online. Try again later.

      Weary

    • Makówka pisze:

      Witaj Zoe!

      Czy będzie powrót do normalności?
      Powtórzę za Młynarskim, że liczę na cud i na to, że będziemy nieobliczalni…w niedzielę.

      • Makówka pisze:

        Skoro jeszcze nie ma ciszy wyborczej, skoro jesteśmy na moim pięterku przypomnę w całości tekst do którego nawiązałam powyżej:

        Liczę na cud
        Autor: Wojciech Młynarski

        Nienormalni i normalni,
        skołowany polski ludu,
        Rodacy nieobliczalni,
        żyjący w krainie cudów.

        Nowa czeka nas atrakcja,
        którą tak bym zdefiniował,
        szykuje się demokracja
        policyjno-wyznaniowa.

        Na nowego Prezydenta,
        co podkreślam w tym wierszyku,
        będzie wpływać Trójca Święta
        ustami swych urzędników.

        I nareszcie, piękna sprawa
        w skali makro, w skali mikro,
        można będzie z mocy prawa
        zapuszkować za in vitro.

        A kto spyta – Co jest grane?
        Nie pasuje do winietki,
        się odwiedzi go nad ranem
        i założy bransoletki.

        Więc rozsądek zdrowy wyzwól,
        byś nie musiał się przekonać,
        jak z pomocą populizmu
        robi z ciebie się balona.

        By uniknąć tego losu
        i by nie mieć gigant kaca,
        wyjdź więc z domu i zagłosuj,
        to jest niezbyt ciężka praca.

        Frekwencję uaktualnij,
        zmień jej procent i oblicze.
        Jesteśmy nieobliczalni
        i ogromnie na to liczę.

        Warszawa, 15 maja 2015

      • Zoe pisze:

        Co do niedzieli mam pesymizm w głowie. Niestety polityka zatruwa umysł. Dzisiaj to z całą mocą sobie uświadomiłem słuchając Radia Nowy Świat, w którym teraz rozmawiają Nogaś z Kydryńskim o muzyce. Jest dobrze.

        • Makówka pisze:

          Ja mam w głowie pesymizm pomieszany z optymizmem. Dlatego JESZCZE trzeba walczyć o każdy głos i przekonywać niezdecydowanych.

  58. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Ciepło. Słonecznie. Gorąco. Ale fajnie! – jak mawiają kaktusy Wink

  59. Makówka pisze:

    Witajcie!

    Nie jestem kaktusem (przecież nie mam kolców!), ale się cieszę, że jest słonecznie.

  60. Quackie pisze:

    Dzień dobry. Pogoda nadal dość niezachęcająca – chmury od końca do końca nieba, chłodnawo, chociaż nie zimno. Wczorajsze popołudnie i wieczór spędziliśmy z kuzynostwem małżonki, przezacnymi ludźmi, globtroterami, kuzyn były marynarz, co to pracował na niejednym statku i z niejednego pieca chleb jadł. A teraz pracy ciąg dalszy, jak mniemam.

  61. Makówka pisze:

    Cieszmy się pogodą, na chwilę wyłączmy z polityki, a w wolnej chwili można poczytać:

    https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/static.im-g.pl/im/0/26093/m26093100,GAZETA-PRZEDWYBORCZA-LIPIEC-2020.pdf

    Wybieram się na Bagry, aż żałuję, że został mi tylko (z założenia na pamiątkę) mój egzemplarz, bo tam byłoby komu rozdawać. Ale bez Gazety coś tam mimochodem jakąś uwagę rzucić mogę i pewnie to będę robić.

    A może i lepiej, że już nie mam Gazety, ulotek itd. Jeszcze by mnie ktoś „przypadkowo” podtopił?

    • Bożena pisze:

      Gazeta rzeczywiście ciekawa, chociaż dla mnie te wiadomości są znane. Ale może niektórym rzeczywiście otworzyła oczy?
      Chwała Wam za rozpowszechnianie tego Pisma! Approve

      • Makówka pisze:

        Tobie znane,mnie znane,ale to dla tych niezdecydowanych lub tych „ja się polityką nie interesuje”.
        Ale upał!

  62. Makówka pisze:

    To różowe to jednak bojka jest! Sprawdziłam.

  63. Max pisze:

    W pierwszej turze prezydenckich wyborów miałem swojego kandydata który nie błysnął wynikami . Ale myślałem ,że przegrani spotkają się przed drugą turą i wspólnym manifestem poprą Rafała Trzaskowskiego , bo przecież wszyscy byli przeciwko A. Dudzie . Tak się jednak nie stało i jestem rozczarowany tą zapyziałą opozycją , bo bitwa idzie o być , albo dyktaturę Jarosława Kaczyńskiego . Bo to on przed laty stojąc pod Krzyżem Stoczniowców w Gdańsku powiedział : My stoimy tu (tzn. pod krzyżem ) ,a Oni tam gdzie stało ZOMO . Mijają lata , a społeczeństwo w dalszym ciągu nie może wybić mu z chorej głowy największego nieszczęścia jakim jest podział Polski w XXI wieku . Najbliższa niedziela jest szansą na zmianę tej sytuacji … Roses

  64. Quackie pisze:

    Dzień dobry, nie dość, że fajrant, to po fajrancie jeszcze spacer, a na spacerze żurawie – i miałem przy sobie aparat. Jeżeli te zdjęcia wyjdą, to będzie, jak to mówi młodzież, sztosik.

    Plus perkozy i kormorany, ale z dość daleka, więc wyjdą tak sobie, plus parę mniejszych ptaszków do zidentyfikowania.

    A to dopiero(?) drugi dzień!

  65. Tetryk56 pisze:

    Zrobiło się wysoko, więc zapraszam na nowy wpis – tym razem fragment z naszej Noblistki…

  66. Bożena pisze:

    Byłam, przeczytałam, ale pożegnam się jeszcze tutaj.
    Dobranoc kordelka

  67. Tetryk56 pisze:

    A i ja dobranockę wystawię jeszcze tutaj. W piątek wieczorem może być chyba nieco żywsza szanta? A że ma być dobranocka w temacie: proszę bardzo, oto pierwsza szanta kolejowa! Wink

    • Makówka pisze:

      Boskie!

      Tetryku bardzo, bardzo dziękuję za szanty kolejowe. Buziak

      Tekst, pomysł i ilustracja-to wszystko jest rewelacyjne.
      Uśmiałam się nieźle.

      Jeszcze raz bardzo dziękuję za takie podsumowanie „kolejowego pięterka”.

      kiss_a_heart

      Te podziękowania niech będą jako makówczyne między między.

  68. Tetryk56 pisze:

    A teraz lampka, przy okazji włączająca ciszę wyborczą 🙂

  69. Lena Sadowska pisze:

    Witaj, Makówko.

    Dopiero dziś obejrzałam sobie pstryczki z Twojej relacji, bo w wakacje jestem raczej z doskoku:)
    Takie przedziały znam tylko z opowieści, znalazłam też kiedyś wśród jakichś szpargałów kartonowy bilet kolejowy z dziurką:)
    Mam za to stareńką Olympię, na której przepisywałam swojej utworki, gdy pierwszy raz zdecydowałam się wziąć udział w konkursie poetyckim:)
    To miłe wspomnienie.

    Tymczasem pozdrawiam:)

    • Makówka pisze:

      Witaj, Leno!

      Miło, że zajrzałaś i obejrzałaś.
      Cieszę się również, że wpis ten wywołał jakieś miłe wspomnienia.

      Też pozdrawiam:)

      • rumbutumbu pisze:

        Witaj Makówko .
        Jak tu miło ,nostalgicznie …Dziękuje za wszystkie bosko piękne maszyny. ….Przypominam sobie podobne „ciufcie” które ileś lat temu przemierzały odcinek między Skoczowem a Cieszynem (i z resztą nie tylko..)
        Wszystkie te wydyszane, wystukane kilometry. Rzeczywiście dzisiaj maszyny nie te,
        ale kiedy słyszę ten charakterystyczny stukot wmawiam sobie ,że nic się nie zmieniło

        • Makówka pisze:

          Witaj rumbutumbu!

          Miło, że zaglądnęłaś. Cieszę się, że poczułaś się na tym pięterku miło i nostalgicznie…

          • Makówka pisze:

            Pięknie napisałaś:
            …kiedy słyszę ten charakterystyczny stukot wmawiam sobie ,że nic się nie zmieniło…

            Mam więc dla Ciebie piosenkę:

            Poświęcona jest Jackowi Kaczmarskiemu, ale przed jutrzejszym dniem jak pomyślimy o murach dzielących Polskę na pół, jak wsłuchamy się w słowa …

            Wiele się nie zmieniło – lasy wciąż pachną wiosną
            W górę idzie najczęściej cwaniaczek i cham
            Ikar spada co dzień, mury rosną i rosną
            Śpiewak zawsze jest sam
            Ja już o tym coś wiem, już to trochę rozumiem
            Słaby nurt ludzkich dni czasem ma wodospady
            Zwalczyć w sobie pogardy, nienawiści nie umiem
            Nie daję rady
            Pije wino Barabasz – za życie, za fart
            Jest Golgota i krzyż, czasem płaczą kobiety
            Złodziej – los znakowaną z nami gra talią kart
            Pieśni nie słucha nikt, nikt nie słucha poety
            Ale bywa i tak, że nic prawie nie boli
            Idę z tłumem i krzyczę głośno: „Igrzysk i chleba!”
            Razem z tępą gawiedzią tańczę w rytm karmanioli
            Nic nie mówię, nie słyszę i może tak trzeba
            Małe wojny na słowa w dni powszednie i święta
            Kłócą się, przeżywają swe upadki i wzloty
            Jakby nie pamiętali, lub nie chcieli pamiętać
            Że jesteśmy wszak tylko marnym wierszem idioty
            Noe arkę buduje, ale śmieją się z niego
            Ufni, że ich nie spotka to, co kiedyś już było
            A gdy toną, pytają: „Panie Boże, dlaczego?”
            I tak toczy się świat – wiele się nie zmieniło
            Byle mieć, byle zdobyć, byle ustrzec się biedy
            Krąży towar i pieniądz krąży wciąż z rąk do rąk
            Dla poetów część piekła jest ta sama, co kiedyś
            Ósmy krąg
            Kiedy ranek nadchodzi jeszcze oczy otwieram
            Jeszcze wstaję, gdzieś idę, jeszcze toczy się czas
            Szkło rozbitej nadziei do okruszka pozbieram
            I próbuję encore, jeszcze raz
            Już przywykłem, że dni kończę raczej na tarczy
            Ale szukam wciąż czegoś w wierszu, w knajpie, w kościele
            I spoglądam na strop – jest wysoko, wystarczy
            Żeby skorzystać z szelek
            Jeszcze walczę i trwam jak Grenada czy Troja
            Jeszcze myśli i słów cienka plącze się nić
            I korowód przede mną, a więc przyda się zbroja
            Bo Pinokio chce żyć

            • Max pisze:

              Dzień dobry : W galerii udało mi się umieścić piękną różę dla Ciebie za „całokształt” związany z wyborami prezydenckimi . Jeśli możesz , to wrzuć w ten wątek zkwiatkiem

            • Tetryk56 pisze:

              Znakomity wiersz!

              • Makówka pisze:

                Też mi się bardzo spodobał ten wiersz.
                Został wywołany przez skojarzenia rumbutumbu.

                Gdybym wiedziała Tetryku, że jesteś blisko Wyspy nie kombinowałabym tak z różą od Maksia, która wylazła najpierw trochę poza Wyspę.
                Ale za to jak się rozpachniała!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[+] Zaazulki ;)