Osiołkowi w żłoby dano…
W tamtym tygodniu dostałam dwa maile.
- Zielone plenery majowe w Beskidzie Sądeckim zapraszają do odwiedzin 24 maja.
Zaczniemy trasę w Zabrzeżu Zarzeczu, wchodząc na Cebulówkę, Okrąglicę – Koziarz 943 m npm i dalej na Dzwonkówkę 982 m npm skąd do Krościenka. Potrzebujemy około 6,5 godziny, pokonując 19 km i przewyższeń 900 m.
- Jedziemy do Stryszawy Górnej – Matusy.
Idziemy przez Siwcówkę – dochodzimy do Przełęczy Kolędówki (809 m npm). Dalej idziemy przez przełęcz Opaczne – Jałowiec (1113 m n.p.m)
Z Jałowca schodzimy przez Przełęcz Cicha, Solniska, Wsioż, Dzwonnica Ściniska.
Decyzję należało podjąć najpóźniej w czwartek, gdyż w obu przypadkach chodzi o rezerwację miejsca w autokarze (wycieczka 1) lub prywatnych samochodach (wycieczka 2).
Oba maile skopiowałam tak jak dostałam, wykreślając elementy czysto organizacyjne. Tak dla orientacji tych, co też chodzą po górach.
Wycieczka nr 2. organizowana była przez koła PTTK nr 45, którego jestem członkiem od 2009 roku i nadal.
Obie grupy mają zbiórkę 24 maja na tym samym parkingu o godzinie 7.30!
Światek turystyczny wzajemnie się zna.
Na parkingu jest więc wesoło – witamy się (zachowując bezpieczne odległości…). Niektórzy jak ja dostali oba maile, więc po „cześć !” pada pytanie „Jedziesz z Jurkiem czy z Mietkiem?”
Wycieczka nr 2 zapakowała się do paru samochodów, my czekamy w autokarze, a tymczasem (jak pisałam) autokar się zepsuł.
Kierowca wsiada w taksówkę, pędzi na bazę i przyjeżdża innym autokarem.
A tymczasem odbywa się burza mózgów jak zmienić trasę.
Nowy plan wybrany, zaakceptowany przez uczestników.
I znów – zmiana! Wracamy do wersji z maila, gdyż ten autokar jest dużo większy i nie da rady wymanewrować w nowym miejscu wymyślonym po burzy mózgów.
Tak więc wymyślono, że (za zgodą wszystkich) wycieczka zostanie przedłużona o godzinę.
To był dzień zmian, gdyż pogoda też była zmienna.
Tylko humory pozostawały niezmiennie doskonałe!
Na poniższych pstryczkach trochę widać zmienność pogody.





Strach na wróble z zaciekawieniem patrzy, że pół nieba takie, a pół – inne. Ja też się przyglądam i cykam fotkę mimo deszczu.

Oto główny cel naszej wędrówki. Tylko na zdjęciu wydaje się blisko, gdyż „po drodze” jest zejście w dół i potem znów drapanie się do góry.

Tu wykadrowany z powyższego zdjęcia fragment, gdzie widać wieżę widokową na Koziarzu.

Przy zmiennej pogodzie w ulewnym deszczu nawet z gradem (peleryny załóż!) i momentach słońca (peleryny zdejmij!) docieramy do wybudowanej w 2015 roku wieży widokowej na Koziarzu.
Koziarz (943 m) – szczyt w grzbiecie głównym Pasma Radziejowej w Beskidzie Sądeckim. Znajduje się w zachodnim końcu tego pasma, pomiędzy Jaworzynką (936 m) a Suchym Groniem (855 m). Zachodnie stoki Koziarza opadają do Dunajca.
To ta wieża posłużyła jako tło do zdjęcia JK ze świtą w biało-czerwonych pelerynach z godłem. To zdjęcie w „patriotycznych” pelerynach krążyło po sieci dość długo.

W drodze powrotnej – miła niespodzianka. Lunęło. Na trasie – stoi sobie taki domek.

Ktoś pyta czy może przeczekać zlewę pod daszkiem. Wychodzi właściciel z rodziną.
„Ależ proszę, wejdźcie do środka. Może kawy albo herbaty?”
„Dziękujemy, mamy w termosie no i wie pan, tam z tyłu jest nas więcej, około kilkunastu osób”
„Zmieścimy się, zapraszam”
Ktoś ma ze sobą kiełbasę (liczył na ognisko), więc pyta, czy może sobie usmażyć.
„Ależ oczywiście, dajcie, ja wam usmażę, bo najlepiej wiem jak obracać rożnem!”
Po policzeniu (potem) kto miał kiełbasę, doszliśmy do wniosku, ze pan dołożył trochę własnej . Oraz dał papierowe talerzyki, musztardę i ketchup. A nawet rozłożył koc na ławie „aby wam było cieplej, bo pewnie zmarznięci jesteście”
Na koniec kolejny zabawny epizod. Stoimy i czekamy na autokar – podjeżdża samochód, kierowca przez otwarte okienko woła:
„Ewa! Chcesz jechać ze mną do Krakowa?”
Grupa zaintrygowana nadstawia uszu i oczu.
Ja jednak zostaję.
„To jakiś znajomy? Czemu nie pojechałaś?”
„Bo wolę być dłużej w Wami!”.
Ale zaciekawienie zostało,co bliżej zaprzyjaźnieni zaczynają wypytywać .
A ja trzymam ich chwilę w napięciu i odpowiadam ze śmiechem
„A nie poznaliście?”
Jak pisałam miłośnicy gór to dość hermetyczne środowisko. Był to kolega, którego poznałam w kole nr 45. Na wycieczki jeździ z oboma grupami, o których wspominałam na początku. Tak więc część osób stojących tam ze mną znała go również.
Zaczęłam wpis od tego, że świat jest mały i takim akcentem zakończę.
Jeszcze tylko jedno zdjęcie chmur. Ten moment wydał mi się ciekawy, bo widać było padający takim lokalnym strumieniem deszcz. Na zdjęciu może mało widoczne, ale ja jednak mam w oczach to, co widziałam.

Jako obrazek wyróżniający – mój pstryczek tabliczki na Koziarzu.




Miało być parę zdań i kilka pstryczków jako makówczyne między między Za namową panów T i Q powstało takie przeczekajkowe pięterko.
W sobotę Tetryk (dziękuję)
nadał mi uprawnienia do wstawiania zdjęć do galerii.
Jeszcze się nie nauczyłam, a nie chciałam przedłużać budowania skoro obiecałam na dziś.
Zrobiłam więc tradycyjnie, wybaczcie!
Zapraszam
Na pewno ciekawa wycieczka


I to nie dlatego, że prawdopodobnie dołożył Wam kiełbasy 
Widoki cudne, nawet chmury, choć deszczowe wyglądają zachwycająco
I tak sobie pomyślałam, że w sumie, to dla Was lepiej, że nie było gorąco. Ciężko chodzić w takim upale (jak był u mnie)… chociaż deszcz rozmacza ziemię i buty mogą się ślizgać…
A gospodarz chatki na prawdę bardzo miły
Momentami jak jeszcze był silny wiatr było wręcz zimno.
A co do ślizgania się…był taki fragment schodzenia, gdy rozjechana przez wozy wiozące drewno ziemia po gwałtownym deszczu była totalną ślizgawką.
Przy stromych zejściach łatwo nie było -jeszcze dziś bolą mnie łydki.
Bez kijków i butów z oryginalnym vibramem w ogóle sobie nie wyobrażam tego schodzenia.
No to sobie wyobraź jak to wszystko by wyglądało przy 30C
Nie jest przyjemnie chodzić, gdy pot zalewa oczy. Osobiście wolę jak jest chłodniej… 
Też wolę. Gdy jest upał preferuję pływanie i plażowanie.
Jednak był taki czas, gdy w KAŻDĄ niedzielę jechałam z kołem PTTK nr 45 na wycieczkę.
Niezależnie od pory roku i temperatury -przy plus 30 stopniach i przy minus 20.
W lecie bywało, że po wycieczce jechaliśmy ochłodzić się i popływać na Bagrach. A w zimie kiedyś przy silnym mrozie koleżance zamarzły rzęsy -zrobiły się sopelki. Pięknie to wyglądało!
Wycieczka pełna emocji, co znakomicie podkreślają zdjęcia chmur. Dobrze, że nie ograniczyłaś się do kilku komentarzy na końcu poprzedniego wpisu!
Jak dobrze to się cieszę. W końcu to Twój pomysł Tetryku, na który w pierwszym odruchu zareagowałam „jak ja mam zrobić coś z niczego?”.
Poczytałam, popodziwiałam i teraz idę porządkować zdjęcia z naszych ostatnich wycieczek. Mam trochę nowych gatunków do odnalezienia w swoich atlasach…
Co prawda dziś święto, ale męża zaczął męczyć katar sienny. Ma go nie każdego roku, tylko co jakiś czas. Także się nigdzie nie wybieramy… chociaż po porannej burzy wylazło piękne słońce.
Ale odziabałam ogródek. To znaczy wykopałam wszystkie mlecze z trawnika i wyrwałam wszystkie „morning glory” (to jakiś gatunek powoju). Kilka lat temu posiałam jak ten głupi, a teraz wyrywam jako chwasty, bo rosną dosłownie wszędzie.
Uporządkujesz zdjęcia i będą z tego pięterka.
Nie sądzę, żeby z tego były pięterka. Nie mogę cały czas zawalać Wyspy swoimi ptaszkami… przecież to nie jest „Ptasia Wyspa”, a Madagaskar
Dziewczyny, nie licytujcie się na skromność!
A co ? My jesteśmy skromne panienki, prawda ?
Ale mamy na szczęście Was panowie!
Pięterko na czasie, pada od wczoraj. A zdjęcia ciekawe…
W Krakowie też. Cały dzień.
Bożenko dziękuję za miłe słowo.
Tylko szczere…
Nawet do głowy by mi nie przyszło myśleć inaczej.
A u mnie fajrant i przerwa, już wiem, że potrwa dłużej, ale na pewno jeszcze tu będę dzisiaj, tyle że późno…
Liczę na to…panie Q!
Dziś w Krakowie pogoda jak wczoraj zmienna jak kapryśna kobieta.
(Właśnie! Czemu mówi się „jak kapryśna kobieta”?, gdy to przecież panowie dopiero potrafią być humorzaści, kapryśni i zmienni ?)
Na zmianę deszcz, słońce. Przed chwilą była podwójna tęcza. Ponoć przynosi szczęście -może spotka mnie dziś coś miłego skoro ją widziałam?
Bo to jest ta pogoda. Klimat byłby kapryśny jak stary chłop…
Stary? Czemu stary? Ci młodzi to dopiero bywają marudni!
W końcu coś o tym wiem -mam dwóch synów!
Zasiedziałam się, jak na mnie, to długo. Idę spać, dobranoc
Śpij dobrze Bożenko!
Dobrej nocy!
Spokojnej!
Takie jeszcze jedno zdjątko ilustrujące wczorajszą deszczową i błotnistą wycieczkę.
Tak wyglądały moje buty.
Spodnie -tak samo. Kijki i plecak -również.
Jestem. Bardzo fajne fotki, mnóstwo zieleni, to musiałaś jedne bateryjki naładować (nawet jeżeli te od nóg wręcz przeciwnie).
Podoba mi się zwłaszcza, że chmury chmurami i pogoda pogodą, ale widoki toście mieli zróżnicowane, a to pola, a to lasy, a to miasteczka, a to górki.
A buty też kiedyś takie miałem, w podstawówce, po pomyleniu szlaku na 3 Korony, jak wchodziliśmy korytem potoczku (nie doszliśmy).
To co, Quacku? „Deszczowa Piosenka”?
Szukam, szukam…
Quacki! Super, że jesteś!
Pogadamy?
Jeszcze o filmach, muzyce filmowej czy o odkrywaniu w sobie dziecka?
No bo skoro wróciłeś do czasów SP…
Tak ubłocone buty to ja miewam dość często jako starsza pani w słusznym wieku.
Kiedyś opisywałam jak w podobnie zabłoconych butach poszłam na wizytę do zupełnie obcego mi domu.
od Mikołaja na wizytę
To też była deszczowa wycieczka. W gronie osób z koła nr 45, czyli ta druga grupa co też spotkała się wczoraj na parkingu.
Tak, to część odkrywania w sobie dziecka. Chociaż wtedy miałem już chyba z 15 lat, to bardziej młodzież już.
Te ubłocone buty zaschły sobie i przywiozłem je do domu przytroczone za sznurowadła do plecaka, gdzie zostały ze zgrozą wywalone do śmieci.
A w odpowiednim gronie ani deszcz, ani błoto niestraszne.
W odpowiednim gronie nic nie jest straszne.
Dla tej atmosfery, którą można przeżyć tylko na turystycznym szlaku, (na żaglówce /kajaku, na nartach i w innych tego typu sytuacjach) warto sapać pod górę z językiem na brodzie.
Uwielbiam to, więc chyba nadal całkiem nie wydoroślałam?
Pamiętacie studencki żarcik?
-„Podaj mi proszę moje skarpetki!”
-„Gdzie są?”
-„Stoją tam w kącie”
Tak! Dla mnie to są dowcipy z pewnego schroniska młodzieżowego
Do którego pojechaliśmy w klasie maturalnej chyba, we cztery pary. Był to zaczarowany wyjazd. Do Kazimierza nad Wisłą.
Po chwili wahania (jak mam zrobić pięterko z niczego?) zgodziłam się, gdy sobie pomyślałam, że opis wycieczki może być rozwinięciem „szukania w sobie dziecka”co zaczęłam na poprzednim, a teraz możemy rozwijać na tym pięterku, gdyż 1 czerwca będziemy się zachwycać poezją, a nie zastanawiać nad Dniem Dziecka.
A może poezją dla dzieci, kto wie?
Zobaczymy kto i co wymyśli.
Od poezji tu na Wyspie jest dużo znawców, więc ja jako przeddzidzie zrobiłam po swojemu na dwóch pięterkach i nie poetycko.
KIG ma na koncie wiersze dla dzieci, a także wiersze, które udają wiersze dla dzieci, więc jest z czego wybierać
czesc, aja pisze z poddasza. Czy wolno?
patrzac na te zdjecia odezwala sie we mnie dusza romantyczna raczej niz dusza dziecka. piekne inspirujace obrazy…zachecajace do waprawy w te tereny, bez wzgledu na pogode, wspinaczka, widok z wiezy, potem zejscie i wreszcie zanurzenie stop w Dunajcu w Tylmanowej…
Mysle tez o ” sound track” – kropli uderzajacych o liscie, podmuchach wiatru i glebokich oddechach wspinajacych sie w gore…
Deszczowa piosenka bardzo sluzy tej atmosferze – krotki segment an skrzypcach, swietny wybor…sprawil mi olbrzymia przyjemnosc.
Zaraz potem sztuczna inteligencja podeslala mi Le partisan Leonarda Cohen z piekna instrumentacja. czy ktos zna?
Wolno. Oczywiście! Każdy gość jest mile widziany!
Posłuchajmy więc razem Cohena. O to chodziło padający deszczu?
A może w innej wersji? Tym razem śpiewa Maciej Zembaty.
Dobranocka.
No to będzie deszczowa piosenka. Ale trochę inna
Snów o odpowiednim gronie.
Dobranocka.
No to będzie deszczowa piosenka. Ale trochę inna
Snów o odpowiednim gronie.
Makówczyne między między
Quacki parę schodków wyżej napisał: a to pola, a to lasy, a to miasteczka, a to górki.
Jeszcze i rzeczka była.
Och, i górska rzeka (wspomnienia od dzieciństwa znad Soły i Koszarawy, ale jednak bardziej znad Soły, od kiedy po kąpieli w Koszarawie spuchła mi na parę dni gałka oczna tak, że powieka się nie domykała
)
A do tej „rzeczki” taki dialog z wczoraj (telefoniczny). Nie da się, aby 20 osób szło w zwartej grupie i jeszcze przy takiej pogodzie.
-„Gdzie jesteście? „dzwoni organizator
-„Schodząc poszłyśmy w prawo, a chyba powinnyśmy pójść w lewo i zgubiłyśmy szlak”
-„Ale teraz idziecie w jakim kierunku? ”
-„My nie wiemy!”
-„Idziecie w kierunku jak płynie Dunajec czy przeciwnym?”
-„A ja nie wiem jak płynie Dunajec.”
(byłyśmy jeszcze na tyle wysoko, że rzeki nie było widać).
Jednak ta odpowiedź spowodowała dużą wesołość tych co na nas czekali.
O, z tym „w prawo, a powinnyśmy były w lewo” to dokładnie tak, jak my wtedy na 3 Koronach
A z Dunajcem to już chciałem napisać, że na północ, ale na szczęście spojrzałem na mapę i się okazało, że nie wszędzie i nie zawsze i niekoniecznie. I kręci strasznie!
Żeby była jasność ta rzeczka na zdjęciu to Dunajec. Przy mostku na Dunajcu w Tylmanowej był punkt, do którego miał podjechać autokar, aby nas zabrać do Krakowa.
Świetny wybór!
Faktycznie doskonały. Piękny.
Tym bardziej że na poprzednim pięterku były już dwie deszczowe piosenki.
No to mogę już z czystym sumieniem zapalić lampkę! 🙂

Spokojnej!
Śpij spokojnie i w odpowiednim gronie Ukratku!
To jeszcze jedno zdjęcie, które zostawiłam sobie na komentarz, aby wpis nie był za wysoki.
Spodobał mi się klucz, na jaki zamykana była chatka, gdzie udzielono nam gościny.
Wygląda, jak wielki klucz do nakręcania jakiegoś mechanizmu. Np. zegara.
Albo nakręcanego człowieka.
Rozumiem, że też Ci się spodobał?
To klucz do tej chatki, której zdjęcie było we wpisie, ale dam tu jeszcze inne ujęcie, bo tu widać gdzie usmażono dla nas kiełbaski.
A tu inny domek na trasie, ale to już dość nisko. Tam nikogo nie było.
To jednak ten z kiełbaskami fajniejszy. Z wyglądu, kiełbasek i klucza!
I przesympatycznych właścicieli.
I jednak znacznie wyżej w górach -to też dodatkowy atut.
Sprawdziłam godziny pstryczków -oba domki dzieliło 50 minut szybkiego schodzenia w dół, bez zatrzymywania.
No pewnie. Coś jak Ostatni Przyjazny Dom u Tolkiena w „Hobbicie”.
Do Hobbita ten klucz chyba bardzo pasuje?
Znów odkrywasz w sobie dziecko Quacki?
Choć Hobbit to raczej dość uniwersalna i powieść i film. Jakoś te dwa pięterka się ze sobą splatają skoro wróciliśmy do bajkowego świata magii kina ?
Hobbit to baśń dla dzieci właśnie
Władca Pierścieni – saga dla młodzieży i dorosłych.
A Silmarillion i inne pisma – dla naukowców. Jako naukowe opracowanie historii nieistniejącego świata.
A teraz już zmykam…
Dobranoc Q!
Jeszcze takie zdjęcie z wieży widokowej na Koziarzu pokażę.
Z Kingsajzem mi się skojarzyło skoro o bajkach dla dorosłych mowa.
Na tym i poprzednim pięterku rozmawialiśmy trochę o odkrywaniu w sobie dziecka.
Teraz już 26 maja -Dzień Matki. Wybaczcie chwilę prywaty -to zdjęcie z 27.03,2016 roku.
Mama wtedy już miała problemy z chodzeniem (stąd laska), ale chodziła samodzielnie i była sprawna umysłowo i całkowicie samodzielna. To był taki sympatyczny spacerek po obiedzie wielkanocnym.
Dobranoc!
Pomyślmy dziś ciepło o naszych mamach…
Nawet bym nie mogła myśleć inaczej o swojej mamie… tylko ciepło
O teściowej też… ostatecznie to mama mojego męża 

Co prawda nie zawsze miała o mnie najlepsze zdanie, ale krzywdy mi nigdy nie zrobiła i to jest najważniejsze
Tak w tajemnicy powiem, że teściowa miała nadzieję, że jej najmłodszy syn (czyli mój mąż) będzie księdzem. A tu się taka „przyplątała” i zawróciła mu w głowie



Tego, że syn nie miał najmniejszej ochoty zostać księdzem, w ogóle nie brała pod uwagę. Wierzyła w swoją siłę perswazji…
Nazywała mnie „komunistką”, chociaż nigdy nią nie byłam. Ale czasami wypowiadałam się krytycznie na temat tego, czy innego księdza, a to już było dla teściowej nie do przyjęcia. Dla niej każdy ksiądz, to święta osoba i nic nie można na niego powiedzieć. Co by nie robił i czego by nie mówił… a z tym z kolei ja nie mogłam się zgodzić. Nie uznaję typowania kogoś na świętego, jeśli jego uczynki temu przeczą. I jak do tej pory zdania nie zmieniłam
Ale teściowa odeszła i nie powinnam wspominać tego co nas dzieliło, ale to co łączyło…
To stąd ta „tajemnica”
O Mamach ktore odeszly…wiersz ksiedza Twardowskiego
„A piekno jest najblizej gdy czas sie oddala
zadna ryba nie traci ani jednej luski
sroka z waskim ogonem powtarza dowcipy
rzeczy maja wlasna po umarlych pamiec
wiec pamieta ma matke czajniczek rozbity
dla slowika w czerwcu kazda noc za mala
poniewaz wierzy w milosc, nie boi sie ciala
spiewa ze serce zywe a juz niesmiertelne
bocian dalej podnosis tylko lewa noge
pisze list bo cie przeciez zobaczyc nie moge
mysle jednak ze chyba czasami cie slysze
bo skad sie nagle bierzeten szept kiedy
zasne
1978
PS: wspaniale miny!
Ewa, czy masz te laske Mamy?
Dziękuję momencie w czasie za piękny wiersz.
Mam i laskę i różową parasolkę, którą się podpierała, zanim „łaskawie”zgodziła się chodzić z laską.
Nie jestem pewna, ale wydaje mi się, że to laska, którą kiedyś używała moja babcia.
Jestem sentymentalna -takich rzeczy nie wyrzucam. Trzymam w moim ciasnym mieszkanku nawet kosztem zagracenia.
Tak… dziś Dzień Matki. Nasze (małżonka i moja) odeszły już kilka lat temu. Zostało kilka zdjęć i miłe wspomnienia…
A to moje ulubione zdjęcie mamy. Była u mnie wiele razy… jeździłyśmy, zwiedzały… uwielbiała to. To zdjęcie było zrobione, gdy wracałyśmy kolejką z Downtown Chicago do domu. Obie byłyśmy zmęczone, ale zadowolone. Syn pstryknął to zdjęcie…
Mama uważała, że wygląda paskudnie – zmęczona… rozczochrana wiatrem nad Lake Michigan, ale mnie się właśnie taka najbardziej podoba
Dodam jeszcze, że czasami moja mama czuła się zmęczona i chora… nie miała humoru, była bardzo zniecierpliwiona. Wystarczyło jednak szepnąć „wycieczka”, a już stała przy drzwiach gotowa do wymarszu
Od razu czuła się lepiej, wypoczywała minuta osiem, a i humor się jej znacznie poprawiał… pytała tylko – „To dokąd się wybieramy?” 
Ożywioną nadzieją na ciekawe wycieczki, na zobaczenie czegoś nowego, czy tylko ulubionych miejsc… 
I właśnie taką chcę ją pamiętać…
Mirallko! Cudne jest to zdjęcie Twojej mamy.
Widać na nim i zmęczenie i radość. Radość z wycieczki, z pobytu z Wami i to zmęczenie takie pozytywne.
Moja mama też (gdy jeszcze była samodzielna) nieraz czuła się źle, ale odzyskiwała siły, gdy było coś ciekawego. To zdjęcie, które pokazałam w nocy to właśnie była taka sytuacja. Po obiedzie syn zaproponował krótki spacer. Podjechaliśmy do Sanktuarium Jana PawłaII, bo blisko domu, bo są ławeczki i okazało się, że mama tam nie była.
Najpierw usiadła na najbliższej ławce, że nie ma siły iść, a potem się zaciekawiła i „to chodźmy jeszcze do następnej kapliczki”.
Lubię to zdjęcie, bo to był moment kiedy wszyscy byliśmy bardzo zadowoleni. Mama zachwycona, dziękowała nam za „wycieczkę”, syn dumny, że miał dobry pomysł i tak go chwalimy. No a ja -gdy oni szczęśliwi -wiadomo -też.
Dziękuję, Makóweczko

Moim skromnym zdaniem, takie chwile trzeba wspominać. Drobne zdarzenia, które zapadają w pamięć i są miłe…
Miralko nawet sobie nie zdajesz sprawy jak wielką przyjemność mi zrobiłaś „podejmując temat” wspomnień o naszych mamach.
Moja teściowa zmarła 20.10.2018. Mama- 12 marca tego roku.
Dając w nocy zdjęcie mojej mamy miałam poważne obiekcje, że znów „wciskam” moją prywatę.
Przypadek zdecydował (i trochę Tetryk), że akurat w Dzień Matki jestem gospodynią pięterka.
Dlatego pozwoliłam sobie na to zdjęcie.
Śmierć mojej mamy siedzi we mnie nie odreagowana, bo nie miałam możliwości ją przegadać, przepłakać albo prześmiać (wspominając wesołe sytuacje z życia mamy) z powodu lockdown.
Może dlatego ostatnio we wpisach znalazło się więcej (jak dawniej) zdjęć, na których się wygłupiam?
Wydawać by się mogło, że to sprzeczność, ale ja taka jestem, że stres odreagowuję -śmiechem.
Depresję leczę śmiechoterapią.
Makówko, to prawda, że wspominać nasze Matki będziemy zawsze. Jednak uwierz mi, czas leczy rany. Ból będzie coraz mniejszy z biegiem lat. Takie jest życie, że musimy żegnać naszych bliskich. Gorzej, gdy matki żegnają dzieci, bo i takie przypadki się zdarzają…
Wiem o tym. Ojciec zmarł w 2007 roku i dalej jest w mej pamięci.
Był mi bliższy niż mama, tzn. ja typowa „córeczka tatusia” jestem.
Jednak było inaczej -na drugi dzień po pogrzebie taty musiałam pójść do pracy, byłam wśród ludzi, a teraz jednak jestem cały dzień sama z własnymi myślami. No i po śmierci taty byłam potrzebna mamie i jeszcze trochę dzieciom, a teraz już nikomu.
Moim zdaniem w żadnym wypadku nie „wciskałaś swojej prywaty”, Makóweczko. Dziś jest Dzień Matki i każdy ma prawo wspomnieć swoją

I tak jak powiedziała Bożenka, wspominać będziemy zawsze, nie tylko przy takim święcie
Dzień dobry
Dzień Matki… kto ją jeszcze ma? Mojej nie ma już 20 lat… Mogę już tylko wspominać… 
Witaj Bożenko

Są tacy, którzy jeszcze mają… i niech ją mają jak najdłużej
Mojej nie ma od 6 lat… ale ojca nie mam od prawie 32 lat. To kawał czasu…
Znalazłam kolejnego kleszcza na sobie
Głównie we włosach…

Przypadkiem. Oglądając coś tam na internecie przesunęłam ręką po włosach i wyczułam jakieś zgrubienie. Poleciałam od razu do łazienki zobaczyć w lusterku co to jest. Kleszcz!!! Ale mąż, który go wyjmował, powiedział mi, że jeszcze nie zdążył się wgryźć. Po prostu siedział we włosach…
Wyciągając go mąż wyrwał mi kilka włosów i od tej pory ciągle wydaje mi się, że coś po mnie łazi
Nie będę myła głowy, bo to zajęcie na długi czas. Mam je do pasa, co prawda upięte, ale do mycia muszę je „rozpuścić”. A potem zanim wyschnął to przynajmniej dwie godziny…
Przeczesałam je dokładnie sprawdzając, czy jeszcze jakiś w nich nie siedzi, ale niczego nie znalazłam. To znaczy, że jak na dziś, tylko dwa…
Kurde!!! A na mężu ani jednego!!! Wcale się nie upieram, że wszystko musi być u mnie…
Witajcie!
Latka lecą… Wspomnienie o Mamie coraz odleglejsze… A przecież zawsze wyraźne.
Dzień dobry po dłuuugiej przerwie
Wszedłem i rozmarzyłem się
Wspomniałem młode lata, kiedy wędrowałem po tych górach na kursie przewodników górskich…
może w ciągłym zaganianiu uda mi się wpaść do Niej z wizytą, ot tak zwyczajnie…
Ech, rzucić wszystko i wybrać się na górską włóczęgę…
Moja mama szczęśliwie żyje i ma się dobrze (jak na swoje lata)
Ech, rozmarzyłem się podwójnie
Witaj, Krzysztofie!
Świetnie, że dopłynąłeś znowu!
Ostatnio pojawiam się rzadko

Ale zawsze wyspa jest mi bliską
Witaj Krzysztofie!
Miło, że się pojawiłeś, cieszę się.
Pojawiaj się częściej
Witaj Krzysztofie!
Miło, bardzo miło Cię widzieć.
Cieszę się, że udało mi się Cię rozmarzyć.
I to podwójnie.
Krótko tu jestem, ale zauważyłam, że Wyspa to takie miejsce skąd ludzie odpływają i przypływają znów.
Taka to widać magiczna Wyspa.
Zjawiaj się częściej…)
Dzień dobry. Zachmurzenie całkowite, na szczęście tylko na niebie…
Tu jest podobnie, najwyższy czas na Gienię
Witam i chętnie skorzystam!
Wreszcie i Kraków ma się czym pochwalić!
To na pewno będzie ciekawe, Ukratku
Dziękuję Ukratku!
Zapisałam się do ich newslettera.
A potem zadumałam nad paroma zdaniami:
Ta dziwna sytuacja życia w „międzyczasie”, w zawieszeniu i niepewności dnia jutrzejszego, wyostrza naszą uwagę na to, co – mamy taką nadzieję – chwilowo utracone.
Zysk płynący z doświadczenia pandemii polega na wyostrzonej uwadze, z jaką traktujemy otaczającą nas rzeczywistość.
Jeśli nadejdzie koniec świata, wydarzy się on niepostrzeżenie: wszystko pozostanie na swoim miejscu, życie będzie toczyć się zwyczajnym rytmem, jak zawsze. Innego końca świata nie będzie – pisze Czesław Miłosz w wierszu pochodzącym z wydanego w 1945 roku tomu Ocalenie. A może koniec świata dzieje się teraz na naszych oczach?
Fajrant. Przerwa.
Cisza się zrobiła, pewnie Wyspiarze zbierają siły przed nocką.
Ja się na nocną zmianę nie nadaję, więc się pożegnam.
Dobranoc
Śpij dobrze Bożenko!
Spokojnej!
I już po przerwie. Muszę się pochwalić, że mam nowe okulary do czytania i komputera, i teraz patrzę w ekran jak zaczarowany, bo widzę niemal każdy piksel z osobna. Jednak co jakiś czas trzeba uaktualniać (szkła i dioptrie).
Cisza się zrobiła.
Bożenka poszła spać.
Quacki teraz będzie wszystko wyraźnie widział i wypatrzy każdą zmarszczkę?
Makówka zatopiła się dziś we wspomnieniach i postanowiła jeszcze jedno zdjęcie dać (obiecuję ostatnie!)
Fb przypomniał tę składankę, którą zamieściłam na fb 26 maja 2017 roku.
Są na niej różne etapy z życia mojej mamy. Po prawej już nie z laską (jak na wczoraj dodanym zdjęciu z 2016 roku), ale niestety na wózku. Te na wózku to chyba 2017 rok. Wtedy jeszcze z telefonem. Późniejszych zdjęć pokazywać nie będę…
Na najstarszym zdjęciu najbardziej niesamowity jest uśmiech Twojej mamy, taki czający się w kącikach ust. I w zmrużonych oczach. Jest po prostu wyjątkowy. Znałem parę osób, które tak się uśmiechały, i każda z nich była (jest) wyjątkowa.
Obiecałam, że nie będę zanudzać więcej zdjęciami mamy, ale skoro wspomniałeś o uśmiechu to nie mogłam się powstrzymać…
To zdjęcie z wielkanocnym stroikiem zrobione 15 kwietnia 2017.
Dziś jakoś zapomniałam, że sama jestem mamą, a bardziej czuję się dzieckiem.
Tak! To ten sam uśmiech!
Ilustracja muzyczna aż się prosi:
O, i to będzie świetna dobranocka! Lepszej nie znajdę!
Życie jest jednak pełne niespodzianek!
Napisałam zdanie –dziś jakoś zapomniałam, że sama jestem mamą, a bardziej czuję się dzieckiem, poszłam do kuchni robić kolację i usłyszałam jakiś ruch przy drzwiach. Kot naskakuje na drzwi i miauczy, drzwi się otwierają i wchodzi mój syn z czekoladą.
Nie spodziewałam się go, gdyż:
-życzenia złożył rano.
-w sobotę dał „poddupnik” w charakterze symbolicznego prezentu.
-napisał na Messenger, że jest totalnie przygnębiony, bo dowiedział się, że kolega popełnił samobójstwo.
Tak to w życiu się plecie -smutek z radością!
Czekolada z whisky, zjedliśmy kolację -poczułam się w roli mamy!
To piękny Dzień Matki (w sensie czekolada z whisky
)
Ale nie czekolada i do tego osobno whisky tylko czekoladki z takim nadzieniem.
Niedawno (nie pamiętam w którym roku) zapytał:
„Co chcesz na Dzień Matki?”
Odpowiedziałam -„Zabierz mnie na narty albo basen”.
I wtedy pojechaliśmy na narty do Kasinki, a potem na termy. Było więc nie albo, ale i narty i basen.
A kiedyś pojechaliśmy do Zarytego, gdzie spędzałam wakacje od urodzenia do czasów szkolnych. Była to bardzo sympatyczna wycieczka, gdyż i jemu sprawiła radość. Poszliśmy odwiedzić mojego Szczepowego z ZHP co było ukłonem „aby mamie zrobić przyjemność”, a okazało się, że moje dziecko wyszło zafascynowane starszym panem i jego charyzmą.
Tak, zrozumiałem. Firma na L robi niezłą czekoladę z whisky i drugą z koniakiem.
Fajnie masz!
Oto ona!
Baron jakiś – czy na L?
A nie, miałem na myśli inną firmę. Takiej jak Twoja to w ogóle u nas nie widziałem, musi jakiś asortyment bardziej południowy.
Nigdy nie będzie mi dane poczuć się w roli mamy… w tym smutku pójdę spać – może mi się przysni 😉

Dobrych snów i wam życzę!
Spokojnej!
Śpij dobrze Ukratku i jednak nie narzekaj.
Wieść gminna niesie, że doskonale czujesz się w roli ojca.
Póki jest jeszcze 26 maja pozwolę sobie przejść z roli matki spowrotem do roli córki. Po śmierci mamy zrobiłam taki wpis na fb(jako tzw.”zdjęcie w tle”)pt. „Człowiek żyje tak długo jak długo trwa pamięć o nim” z prośbą, aby ci, co znali mamę napisali poniżej parę słów o niej.
Poniżej wklejam to co napisała Ewa(czyli jedna z sióstr, tych, o których nieraz tu pisałam).
Spotkałam Pania Jadwige Makowska w trzech punktach jej zycia: jako mloda matke i juz lekarza specjaliste, potem podczas Slubu Ewy w roku 1978, a ostatnio w roku 2016 kiedy odwiedzilam Polske po wielu latach,
Glowny rys pozostajacy w mojej pamieci to „nowoczesny model matki”. Jest to w zgodzie z poprzednim wspomnieniem, ze Pani Jadwiga byla inna niz reszta matek, wyprzedzajac o cale pokolenie swoje rowiesniczki. (…)
Pozwalala bawic sie nam godzinami w Parku Krakowskim poniewaz bylo to na zewnatrz, na swiezym powietrzu i dawalo okazje do kreatywnosci, itp Takze ufala, ze damy sobie rade w tarapatach. Ku temu sklania sie nowoczesna filozofia wychowania dzieci. Do tej pory pamietam komplement od Mamy Ewy z czasow szkoly podstawowej: powiedziala, ze jest mi do twarzy w nowej czapce-pilotce. Byly wtedy bardzo modne I jakims cudem Danka, moja siostra, I ja otrzymalysmy takie czapki. Oczywiscie Ewa takze – moja czapka byla kremowa.
Ostatnia rozmowa z Pania Jadwiga odbyla sie w listopadzie roku 2016, kiedy przybylam na Galla aby wybrac sie z Ewa do Ojcowskiego Parku i Zamku na pare dni. Reakcja Mamy byla czyms w rodzaju: “O, tak wiem, to Pani wykradla mi Ewe do Ameryki na pare miesiecy. Teraz jedzcie sobie jedzcie, ale Ewa ma wrocic za pare dni”. Nawet w zaawansowanej starosci byla wspanialomyslna dla potrzeb mlodszego pokolenia.
Zaufanie, wielka rzecz.
A teraz co napisała Danka.:
Jestem siostra Ewy L I takze bliska kolezanka Ewy – Maka. Obydwie poznalysmy ja w szkole podstawowej nr 12 w Krakowie.
Bylo to pierwszego dnia szkoly. Od tej pory kultywujemy przyjazn I jestesmy dla siebie jak przedluzona rodzina.
Mama Ewy jest czescia tej rzeczywistosci.
Pamietam ja jako osobe z dystansem do naszych spraw, wnikliwa I dajaca smieszne odpowiedzi.
Na pewno “ matka nowoczesna” w tym aspekcie podobna do naszej wlasnej mamy. Stad pelna jej aprobata z mojej strony.
Z czasem zostalam lekarzem I to stworzylo dodatkowe zrozumienie tej dystansujacej postawy.
Jedno ze smiesznych wspomnien to widok Pani Makowskiej siedzacej w fotelu w swoim pokoju, gdy w drugim pokoju my szalalysmy biegajac I krzyczac. Jakos wpadlysmy do niej, a ona siedzi spokojnie, moze nawet pali paierosa, ponad nia obraz
Pamietam w czasie roznych odwiedzin u Ewy jej Mame w stroju sportowym ( spodnie! I kurtka) wolajaca meza, Zdzicha zeby tez szykowal sie na spacer. Tak , Mama Ewy praktykowala spacery bez wyjatku. Dla kontrastu – moja Mama zalozyla spodnie dopiero pod koinec lat 70 tych I tylko na wakacjach! .
Wiele lat pozniej, spotkalam rodzicow Ewy w Strozy. Wygladali energicznie I mlodo. Bylam wtedy przejazdem w gory z moimi chlopcami – rok 1997. Usiedlismy na tarasie z herbata I ku zdziwieniu dowiedzialam sie ze obydwoje pracuja ( mieli ponad 80 lat) wiec znow ten rys ponadczasowy kiedy inni walczyli o wczesne emerytury.
(…)
W 2009 odwiedzilysmy Mame razem z Ewa w jej mieszkaniu na Galla, byla bardzo wdzieczna za wizyte, jak zwykle zrobila wesole uwagi na temat swojego trybu zycia I wypilysmy kieliszek koniaku dla doddania odwagi
Mam nadzieję, że Wyspiarze wybaczą, ale dziś taki szczególny dzień na wspomnienia o mojej mamie. Jutro też możemy trochę powspominać nasze mamy, teściowe te, których nie ma wśród nas, ale i te żyjące nadal.
Tak jak zrobiła to Miralka(jeszcze raz dziękuję).
Drogie Panie może coś o swojej roli mamy?
Przecież to nic nie szkodzi, że będzie już 27 maja.
Jeszcze jedna uwaga -oba teksty skopiowałam dosłownie (z małymi skrótami) tak jak napisały to moje zamorskie przyjaciółki, a więc bez polskich ogonków i zachowując oryginalną pisownię.
Och. Z tymi spodniami to dzisiaj tak uroczo anachroniczne! Mama była geolożką (tzn. nadal jest, tyle że emerytowaną), i chodzenie po różnych chęchach i wykrotach w terenie było normą i nie wyobrażam sobie jej w takiej sytuacji inaczej niż w spodniach.
Z Twoją mamą było to związane z wykonywaną pracą, więc oczywiste.
Natomiast lekarz w TAMTYCH CZASACH zazwyczaj ubierał się nobliwie.
No i jesteś dużo młodszy, więc i Twoja mama przypuszczam później urodzona. Moja w 1926 roku.
No oczywiście, moja 22 lata później. 1926 to pokolenie moich dziadków… albo teścia (małżonka jest najmłodsza w swoim pokoleniu, ma brata 9 lat starszego, a kuzynów z obu stron co najmniej 10-11 lat starszych).
A widzisz! Porównaj to z Twoją babcią. Inne czasy. Teraz faktycznie brzmi anachronicznie.
Hmmmm. Babcia CHYBA też chadzała w spodniach, o ile kojarzę, ale nie pamiętam zbyt wiele sprzed, no właśnie, końca lat 70′, więc będę niemiarodajny.
Edit: ale to babcia poznańska. Babci żywieckiej nie kojarzę w spodniach NIGDY (a zmarła niedługo po roku 2000).
Panie kolego mówimy o latach 60 -tych! To lata 62-69 miała na myśli moja koleżanka!
No i jednak nie o stroju wakacyjno -turystycznym.
Otóż nie mam niestety szans pamiętać lat 1962-69, bo nie było mnie wówczas jeszcze nawet w planach.
Dobry wieczór, Makówko.
Po pełnym wrażeń dniu (t y m dniu) miło było powędrować z Tobą w górzysty plener. Zwłaszcza, że na siedząco i bezdeszczowo:)
Pstryczki nieba, mimo że udramatyzowane, podziałały na mnie kojąco.
Pozdrawiam i życzę miłej nocki, bo padam „nanos”:)
Witaj Leno!
Miło, że zaglądnęłaś.
Cieszę się, że pstryczki podziałały kojąco, bo ukojenie to chyba coś, co wszystkim nam potrzeba w tych zwariowanych czasach.
Dobrych snów, Wyspo:)
I Tobie dobrych i spokojnych Leno!
Zmykam!
Myk, myk, Dobranoc panie Q!
DOBRANOC WYSPO!
Dzień dobry
Mąż poszedł spać… cisza i spokój…
Po powrocie do Polski nie tak często je zakładała…
Nocne godziny, to jedyny czas, kiedy nikt mi nie przeszkadza i mogę sobie spokojnie popisać
Swojej mamy w spodniach (w latach 60-tych) nie pamiętam. Chyba nawet nie miała takiego ubioru. Dopiero gdy przyjechała do mnie, kupiłam jej kilka par, bo na wycieczkach są znacznie wygodniejsze. Początkowo miała opory, ale przywykła
Dzień dobry
A to się nocna zmiana popisała! A jeśli chodzi o spodnie, to ja sobie nie wyobrażam ich nie nosić. Spódniczki zakładam tylko na szczególne okazje. Ale już moja mama chyba nawet spodni nie miała. Moda się zmienia 
Ja też właściwie cały rok chodzę w spodniach. Jedynie w lecie wolę sukienki lub spódnice.
I tak wspomnienie o mojej mamie przerodziło się w rozmowę o …spodniach. Ale i w pewnym sensie o modzie, o zmieniających się zwyczajach. Mojej babci nie pamiętam w spodniach i chyba ich nigdy nie miała.
A tak w ogóle, jak mama przyjeżdżała do mnie (a była niemal co roku), to musiała się przestawić na zupełnie inne relacje rodzinne. Mój szwagier jest despotyczny, a że mama z nimi mieszkała w jednym domu…
Tak jakby on kiedykolwiek zrobił jakąś awanturę (szczególnie jeśli chodzi o zakupy) 
Nic dziwnego… jak się ma przynajmniej ze trzy leki obniżające ciśnienie… trudno się dobrze czuć
Tym bardziej, że się takiego leku w ogóle nie potrzebuje, bo się nie ma problemu z nadciśnieniem…
Lekarka wypisywała jej wszystko, czego tylko mama zapragnęła, wcale nie patrząc, że część leków nawzajem się wyklucza, albo powiela swoje działanie. Przy okazji nauczyłam mamę, żeby czytała ulotki dołączone do leków i żeby unikała tych, które mają za dużo skutków ubocznych… pamiętała o tym przez jakiś czas, a potem znowu wracała do poprzednich przyzwyczajeń 
Początkowo gdy jechałyśmy na zakupy i kupowałam jej to, co uważałam za stosowne, była przerażona – bo co mój mąż powie na to. A co ma powiedzieć? Nic. Potem się przyzwyczajała i już nie oczekiwała awantur z jego strony…
Ale też faktem jest, że u nas zawsze odpoczywała, nabierała kondycji i zdrowia. Nawet jej lekarz pierwszego kontaktu pytała kiedy się do córki znowu wybiera. Też widziała różnicę…
Zawsze po przyjeździe robiłam jej „remanent” w lekach. Część wyrzucałam, bo uważałam, że nie powinna ich przyjmować. Zostawiałam tylko te niezbędne. Początkowo protestowała, ale po jakimś czasie dochodziła do wniosku, że faktycznie lepiej się czuje
I jeszcze mi się coś przypomniało.
Nawet do głowy mu nie przyszło, że w bliskiej rodzinie ludzie też się starzeją 

Może niekoniecznie czas mu umierać, ale wcale taki młody nie był… A gdy teraz tak patrzę… 42 lata to bardzo młody człowiek…
Mój syn pracował jeszcze w biurze podróżniczym. Opowiadał kiedyś, jak to przyszła stara klientka… taka siedemdziesięcioletnia
Popatrzyłam tylko na niego i zapytałam, czy swoją babcię też uważa za starą? No nie!!! Babcia jest młoda!!! A przynajmniej w miarę młoda… no to przypomniałam mu, że babcia ma 75 lat, czyli jest starsza od jego klientki… trzeba było zobaczyć minę mego syna
I od razu przypomniało mi się stwierdzenie, że „starość ma zawsze o kilka lat więcej niż my”
A to przypomina mi jeszcze coś (zupełnie nie związanego z tematem). Chyba już nawet wspominałam o tym…
Gdy byłam jeszcze w szkole podstawowej, jeden z naszych sąsiadów zmarł. Rodzice byli na pogrzebie i gdy wrócili, rozmawiali o tym. Żałowali sąsiada, mówili, że był jeszcze taki młody – miał dopiero 42 lata… a ja pomyślałam, że jaki młody?!!! 42 lata, to już staruszek
Taka sytuacja:
Siedzimy przy stole u kolegi z jednej klasy z LO. W gronie nie tylko klasowym, ze współmałżonkami, ale akurat tak się złożyło, że wszyscy byliśmy dokładnie z TEGO SAMEGO ROCZNIKA.
Kolega coś opowiada „ostatnio taka 60-letnia STARUSZKA prawie mi weszła pod koła”.
A ja niewinnie pytam „Staruszka? 60-letnia? A Ty ile masz lat?”
Wszyscy siedzący wtedy przy stole byliśmy po 60 -tce!
Ale wiecie co -kolega w pierwszym odruchu się zdziwił „ja?”i dopiero po chwili „no tak!”
Witajcie!
Pamiętam, jak dawno temu kolega przyznał się cichaczem, że obchodzi 40. urodziny. Pierwsza myśl to było: rany boskie, to ten Wojtek taki stary?… A po chwili refleksja: Hmmm… przecież sam mam 38…
Dziś, gdy patrzę np. na bohaterów „Zabawy w chowanego” trudno mi uwierzyć, że te dzieci to dorośli ludzie (29 i 35 lat)…
Tak, określenie wieku jest względne. Ja pamiętam czas, gdy miałam …naście lat, że chłopcy będący w wojsku, to starzy…
Dzień dobry! Całkiem ładnie i słonecznie dzisiaj.
Dobry…
Tu też, póki co ładnie. Wczoraj jedno oberwanie chmury, przerwa i znów. Miałam pojechać „do mamy” skoro Dzień Matki, ale nie dało się wyjść z domu. Dziś mam nadzieję będzie lepiej.
Tu jest małe zachmurzenie i ciepło.
Ale zapomniałam o kawie lub herbacie. Dziś podaje kelnereczka…
Słusznie!
Do wczorajszo/dzisiejszej rozmowy o względności Peselu pasuje zdecydowanie młoda kelnereczka.
Dziękuję Wam, że tak fajnie włączyliście się do wspomnień o mojej mamie.
Tylko pozornie rozmowa zeszła na „inne tematy”, pozornie.
Szczególnie dziękuję Miralce, że tak ładnie podjęła temat” my dzieci naszych mam, my matki naszych dzieci„.
Dzień Matki był wczoraj, ale zbliża się Dzień Dziecka, więc temat nadal aktualny.
Panowie! Nie musicie się martwić, że nigdy nie byliście matkami !
Rola ojca jest równie ważna! Czasami nawet ważniejsza -np. na moje wychowanie miał większy wpływ tata niż mama.
Nie zapominajmy, że zbliża się również Dzień Ojca.
Masz rację Bożenko!
To co prawda dopiero 23 czerwca, ale już teraz możemy sobie zrobić Przeddzidzie Dnia Ojca.
Byłabym zachwycona gdybyśmy to tu zaczęli na tym pięterku (póki jeszcze tu jesteśmy), które mogłoby teraz być Zadzidziem Dnia Matki oraz Przeddzidziem Dnia Dziecka i Dnia Ojca.
Co bynajmniej nie wyklucza rozmawiania 23 czerwca o naszych ojcach.
Takie przypomnienie:
W Polsce Dzień Ojca obchodzony jest już od kilkudziesięciu lat, a święto to jest coraz bardziej znane. Po raz pierwszy polscy ojcowie świętowali w 1965 roku.
Obchody Dnia Ojca zapoczątkowane zostały w Stanach Zjednoczonych. Pomysł ten narodził się po dużym sukcesie Dnia Matki-wtedy też pojawiły się głosy, by ustanowić podobne święta dla pozostałych członków rodziny. Pierwszy raz Dzień Ojca obchodzony był w 1910 roku w miasteczku Spokane w stanie Waszyngton. Wszystko za sprawą Sonory Smart Dodd, córki weterana wojny secesyjnej Williama Smarta, która dowiedziawszy się o ustanowieniu Dnia Matki, wpadła na pomysł, by analogiczne święto wprowadzić dla uczczenia trudu opieki nad rodziną i zasług wszystkich ojców – w szczególności jej własnego, który po śmierci matki samotnie wychowywał ją oraz pięcioro młodszego rodzeństwa. Kilkadziesiąt lat później, w 1972 roku, prezydent Nixon oficjalnie ustanowił Dzień Ojca.
Obecnie Dzień Ojca na świecie obchodzony jest w różnych terminach. Przykładowo we Włoszech, Portugalii i Hiszpanii jest to 19 marca, na Litwie pierwsza niedziela czerwca, a w Australii druga niedziela czerwca. Z kolei Dzień Ojca w Niemczech obchodzi się w dniu Wniebowstąpienia Pańskiego, czyli w 39. dzień po Niedzieli Wielkanocnej. Natomiast w Wielkiej Brytanii Dzień Ojca jest świętem ruchomym i przypada na trzecią niedzielę czerwca.
Dzień Matki, Dzień Dziecka, Dzień Ojca… Dlaczego nie ma Dnia Całej Rodziny? Uroczyście jedni drugim składali by życzenia, dawali sobie nawzajem prezenty… Taka wspólna uroczystość…
To dołóżmy jeszcze Dzień Babci, Dzień Dziadka i zróbmy dziś na Wyspie
Dzień Rodziny!
Dziś, to chyba za późno. Jak zauważyłaś, jesteśmy tu same…
Już wróciłam. „Co nieco” przemoczona.
Byłam „u mamy”(właściwie u rodziców, bo są oczywiście pochowani razem).
Wczoraj gwałtowne (bardzo gwałtowne) ulewy uniemożliwiły mi odwiedziny cmentarza w Dniu Matki.
Dziś doszłam do wniosku, że trudno -jestem turystka, a nie jakaś damulka z cukru. Mimo niesprzyjającej pogody jednak pojechałam i akurat jak byłam na cmentarzu ostro lunęło.
Fajrant i przerwa.
Zakończyłem spotkanie Rady Nadzorczej na zoomie…
Bożenko!
Już nie jesteśmy same!
Tetryk się zjawił!
Ale za późno jest na dyskusje nad nowym dniem. Chyba, że na nocnej zmianie. A może nowe pięterko?
Nowe pięterko pt. „Dzień Rodziny”?
Kto buduje?
Ja zaraz idę spać…
Śpij dobrze Bożenko…
Jeśli będą jakieś gadki na nocnej zmianie zawsze możesz do nich dołączyć rano. Niezależnie czy będą na tym czy już na nowym pięterku.
Zanim zaczniemy obchodzić jakiś Dzień (Matki, Dziecka, Ojca,Rodziny itd) ja jeszcze wrócę na chwilę do Dnia Matki .
Wkleję poniżej jeszcze jeden komentarz, który znalazł się pod moim wpisem na fb „Człowiek żyje tak długo, jak długo trwa pamięć o nim”.
Poznałem p. Jadwigę bodajże w 2012 roku, gdy szukałem wiadomości na temat jej ojca, lwowskiego (a później łódzkiego) filologa klasycznego, Mariana Goliasa. Wybraliśmy się do niej z kolegą i nagraliśmy wywiad. Później kilkakrotnie próbowaliśmy się spotkać i wybrać wspólnie np. do kina czy wystawę, ale zawsze przegrywałem w konkurach z jej koleżankami, które miały czas wolny w zupełnie innych godzinach, niż ja… Zapamiętam p. Jadwigę jako radosną kobietę, która mimo wieku tryskała humorem i energią. Gdy p. Ewa napominała ją, by dla własnego bezpieczeństwa używała laski, którą od niej dostała, odpowiadała:; „Córciu! Ja? Z laską? Ty wiesz, jak to postarza?!” Po kilku latach nagraliśmy kolejny wywiad, a po nim poszliśmy do pobliskiego baru na obiad. Dostałem sporą porcję i na obiad dla mnie było zdecydowanie za wcześnie (zwłaszcza 2-daniowy). Siłą rzeczy zostawiłem trochę ziemniaków i surówki z marchwi. P. Jadwiga widząc to, z pełną stanowczością, wskazując palcem na surówkę, nakazała: „Może babci tutaj nie ma, ale ja to powiem w zastępstwie: ale surówkę to proszę ZJEŚĆ! Jest zima, a to są witaminy! I dobrze działają na wzrok!” Cóż było mówić… wepchnąłem jakoś tę marchewkę, mimo że zupełnie nie miałem na nią ochoty.
Pod tym moim wpisem jest dużo fajnych, a dla mnie sentymentalnych komentarzy, ale wybrałam dla Was od sióstr Ewy i Danki, gdyż o nich wiele pisałam na Wyspie.
Teraz dołożyłam jeszcze ten, bo pasuje (moim zdaniem) do dyskusji o względności wieku i tego co napisała Miralka, że starość ma zawsze o kilka lat więcej niż my. Moja mama była dość paradna, gdyż co chwilę traciła równowagę, upadała i stale była potłuczona, ale laski nie nosiła, „bo postarza”. Będąc blisko 90 -tki „łaskawie” chodziła z parasolką i nią się podpierała. Różową, no przecież nie jakąś szarą!
Wycieczka pełna chmur, opadów, trudna z powodu poślizgów, ale dawno nie czytałam tak optymistycznego opisu. Makówko, masz dar niezwykłego uśmiechania się nawet do zimna i deszczu.Podziwiam Twoją pogodę, tak rzadko spotykaną w ludzkim tłumie.
A nasze Mamy były i są wyjątkowe, żyją w naszych wspomnieniach…
Witaj Ultro!
Bardzo dziękuję za tak miły komplement. Chyba go sobie powieszę nad łóżkiem, aby mi przypominał, że mam być optymistką.
A co do mam…cóż…żyją w naszych wspomnieniach.
Ja miałam też wyjątkowego, cudownego ojca i jestem za to bardzo wdzięczna losowi.
Dzień dobry, jestem, aczkolwiek szczerze przyznam, że nienajlepiej się czuję, więc wolałbym nie przenosić tego na Wyspę. Mimo że to nie COVID, raczej jakiś chwilowy dołek.
Quacki!
Większość z nas ma teraz dołki.
Ja np. stale mam wrażenie, że za chwilę jak się rozsypię to już się nie posklejam.
Ale przecież sam kiedyś mówiłeś -Wyspa jako Kotwica.
Spróbujmy może odkryć w sobie dziecko? Żarty to najlepszy sposób na dołki.
Dzisiaj wolałbym nie za bardzo.
Rozumiem Q. Wyszukałam dla Ciebie żarcik, ale ok. skoro wolisz na poważnie. To pięterko jest bardzo tematycznie uniwersalne -góry, wycieczki, rodzina, starość, zmieniająca się moda i zwyczaje.
Albo? Zupełnie coś „nie na temat”?
Makówko, nie przejmujcie się mną za specjalnie. Aby raz posiedzę sobie w kąciku i będę wystawiał łepek, jak się poczuję trochę bardziej do ludzi.
Ale proszę nie zniknij całkiem Mistrzu!
Bo co my bez Ciebie…Wszak jesteś „duszą towarzystwa” na Wyspie!
I dusza czasem trafia, no, może nie do czyśćca, ale gdzieś niedaleczko.
A nie do piekła?
Tam jest weselej!
– Droga przyjaciółko, muszę ci powiedzieć, co mi się dzisiaj przydarzyło!
– Co takiego?
– Wiesz, nasikałam na pasek… I odkryłam w sobie dziecko!!!
Tu mi się przypomniała sytuacja gdy mój starszy syn bawił się w Stróży z młodszą od siebie dziewczynką.
Jej mama nie mogła zrozumieć czemu dziewczynka ma tak jakoś dziwnie mokre spodenki -bardziej z zewnątrz.
Po dłuższym śledztwie sprawa się wyjaśniła -mój syn zaproponował jej zabawę w siusianie na stojąco do foremek.
Zanim był pasek do nasikania były takie czasy, że w celu „odkrycia w sobie dziecka” trzeba było iść do Przychodni. Nie było domowych testów.
To jeszcze taki rysuneczek, który pasuje do Dnia Matki, Dnia Ojca i Dnia Dziecka.
W temacie wygłupiania się przedkładam wam cytat z artykułu Andrzeja Koraszewskiego na Studiu Opinii”:
Amerykański psycholog ewolucyjny Geoffrey Miller zastanawia się, czy przypadkiem gwałtowny rozwój naszego mózgu nie był spowodowany bardziej popisami godowymi niż zabiegami o przetrwanie. Sprawności intelektualne szympansa czy pawiana były całkowicie wystarczające dla przetrwania, a pierwsze homininy pojawiły się w plus minus tym samym środowisku. (Dla ewolucji „plus minus” to głupi wykręt, bardzo drobna zmiana środowiska może powodować drobne adaptacje).
Tak czy inaczej, Miller powiada, że godowe wygłupy mogły być katalizatorem przyspieszającym wzrost mózgu. Dziewczyny homininów lubiły głupie pomysły i nagradzały swoimi wdziękami kreatywnych szaleńców. Niby nic nowego, wystarczy spojrzeć na szaleństwa godowe ptaków, żeby pojąć, że wrażliwość estetyczna nie jest specjalnością wyłącznie naszego gatunku. Jednak tańczące, śpiewające i malujące się małpy mogły na małpach płci przeciwnej robić piorunujące wrażenie. Nic dziwnego, że jaskiniowy celebryta zostawiał więcej potomstwa. Intrygująca i dość mocna hipoteza (…). Jak się raz neurony rozbestwiły, to poszło lawiną. Pomysłowość na jednym polu łatwo wykorzystać na innych.
Podoba mi się ta teza. Panowie gdy zabiegają o kobietę bywają bardzo kreatywni i dowcipni. A potem…
Oj.chyba w banku jakiś anonimowy duszek płci męskiej postanowił mnie pokarać za moje żarciki z facetów.
Właśnie robiłam przelew i kukałam na Wyspę. Wpisałam wszystko -czekam na kod smsem , czekam i czekam, więc w końcu się wylogowałam. Jak już się wylogowałam przyszły dwa smsy.
No tak ! Bank to TEN bank.
Ale w końcu zrobiłam i nawet dostałam potwierdzenie.
Spodobało mi się zdanie:
Zdolność tworzenia piękna jest bez wątpienia afrodyzjakiem.
Hm…
Teraz już mam prostą odpowiedź na pytanie, jacy panowie mi się podobają.
„Tacy, którzy są zdolni do tworzenia piękna!”
Piękna w bardzo szerokim znaczeniu tego słowa.
Nie tylko u nas pogoda kapryśna jak…
NASA oficjalnie odwołała dzisiejszy start rakiety Falcon 9 z kapsułą Crew Dragon. Przyczyną były złe warunki pogodowe.
No właśnie przed chwilą znajomi donieśli na FB, gdzieś tam w powiadomieniach wyskoczyło. Chyba spodziewają się burzy w okolicy.
I rzeczywiście. Zobaczcie, ile tam burz!
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/pl.blitzortung.org/live_lightning_maps.php?map=32
System ostrzegania przed burzami, tornadami itd. jest w USA jednak na dość wysokim poziomie. Nie mam tu na myśli jedynie na potrzeby lotów kosmicznych.
Kiedyś z Ewą oglądałyśmy skaczące delfiny w Chicago, a tu telefon z lotniska „jutrzejszy lot do Phoenix odwołany. Spodziewamy się burzy”.
Miałyśmy lecieć bardzo wcześnie rano tak, aby Ewa zdążyła przed pracą zawieść mnie do apartamentu.
Tymczasem wyleciałyśmy dużo później i prosto z lotniska pognałyśmy do Ewy firmy. Tam na parkingu musiałam siedzieć w aucie jak mysz pod miotłą, bo to była firma pracująca na potrzeby Marynarki Wojennej USA i gdyby uznali, że jestem jakimś szpiegiem…
Tak, no, jak my byśmy mieli tyle lat Aleję Tornad przez środek kraju, to też byśmy pewnie musieli wdrożyć jakiś sensowny system ostrzegania.
Pewnie tak. Kolega ze szlaków turystycznych pracuje w krakowskiej Stacji Meteorologicznej. Czasami dzwonimy do niego do pracy jak jest akurat na dyżurze.
Kiedyś powiedział mi tak „rano będzie ok, ale ok. 15 zacznie padać”.
No i zaczęło padać o 15. Z długoterminowymi prognozami już bywa gorzej.
Kiedyś prognozowano do 3 dni naprzód (i sprawdzała się prognoza na 1-1,5 dnia), teraz na 5 dni i sprawdza się na 2-3 dni.
Postęp jest, choć niewielki.
Burze? Deszcze? No to posłuchajmy 🙂
Mogę tylko oglądać… Coś z głosem u mnie nie tak. Sprawdziłam wyżej -wczorajszą Dobranockę słyszę normalnie.
Jest na to rada: słuchawki + telefon. Efekty dźwiękowe są tu najważniejsze 🙂
Coś nie chciało zaskoczyć, ale już ok. Faktycznie efekty dźwiękowe są najważniejsze. Szczególnie na początku i na samym końcu.
To samo miałem zaproponować na dobranoc.
Mogę już drugi raz nie wklejać?
Ależ nie ma za co!
Czy Tetryka trzeba się zacząć bać skoro umie podsłuchiwać na taką odległość?
No, Ty jesteś o tyle bliżej, że pewnie tak
Zaraz zaczynam chodzić po mieszkaniu w poszukiwaniu pluskiew.
No jednak dzieli mnie z Ukratkiem cały Kraków -zresztą jechałeś na trasie -Tetryk -ja to wiesz.
Ale to i tak jest bliżej kilkunastu kilometrów niż kilkuset.
No, ba!

Popatrz, popatrz, a tak mu dobrze z oczu patrzy!
(temu Tetrykowi)
Oczko się temu misiu oderwało…
Miś na obecne czasy?
Czy Bareja przewidziałby ingerencję nawet w Listę Przebojów?
Q gdy byłeś ostatnio nieobecny były dwie Dobranocki, bo prawie równocześnie zapodali Lord i Tetryk.
Natomiast czy były kiedyś dwie Dobranocki podane przez dwie różne osoby, ale ten sam utwór i w tym samym wykonaniu?
To już by była przesada.
Jak się równocześnie coś robi to i tak mogłoby się zdarzyć.
Te dwie Dobranocki Lorda i Tetryka były bardzo sympatyczne, bo obie tematyczne, gdyż filmowe, ale zupełnie różne. Były kapitalnym uzupełnieniem wpisu między między.
To ja już cichutko zapalę lampkę i idę spać. Dobranoc Państwu!

Dobranoc Ukratku!
Śpij deszczowo, ale bez burz…)
Spokojnej!
Quacki czy jakoś jesteś dalej od dna teraz?
…Wyspa jako Kotwica…?
Różnie, tak to faluje. W końcu nad morzem.
Z dobrych wieści: Szyper z kolegą już są w domu, dzisiaj odwiedzili tych ratowników z helikoptera, co wyciągnęli kolegę z wody, na dniach będą się orientowali, czy jacht się da wyciągnąć.
To bardzo dobra wiadomość.
A co do falowania…wiem coś o tym.
Dziś też miałam takie różne wiadomości -ktoś wyszedł ze szpitala, ktoś ma iść na operację…
Jedna dobra -dużo lepiej ma się pani, która leżała z mamą na sali.
Rozmawiałam dziś z jej córką. Powiedziała, że cząstka mojej mamy jeszcze została, gdyż zostawiliśmy im nasz telewizor i zegar na ścianę. To był czas gdy byłby problem z przekazaniem nowego no i kupieniem, bo nie było odwiedzin i sklepy zamknięte. Odwiedzin nadal nie ma -ona widuje się z mamą przez okno.
Powspominałyśmy trochę moją mamę.Mama nawet już tylko leżąc i żyjąc głównie w swoim świecie potrafiła czasami nieźle ubawić swoimi gadkami.
To dobrze, że została. I pewnie nie tylko w telewizorze i zegarze.
Skorzystałam z okazji, że akurat przez przypadek 26 maja byłam tzw. gospodynią pięterka i wcisnęłam Wam cząstkę mojej mamy, aby jej cząstka została również na Wyspie.
Te trzy komentarze o mojej mamie skopiowane z fb i tu wklejone są taką zaaplikowaną samej sobie terapią.
Obiecuję już więcej nie będę!
E tam!
Cenna jest każda terapia, która działa! 🙂
To się okaże.
Zbudziłam się przygnębiona, w nocy śnili mi się rodzice.
Jednak nie były to wesołe sytuacje – tata już taki bardzo chory.
Ale może to jak z rehabilitacją kręgosłupa, kończyn -po pierwszych zabiegach boli nieraz jeszcze bardziej.
Zmykam do kątka, pospać.
Do kątka, zwinięty w kłębek jak Florek teraz na moich nogach?
Dobranoc!
Dobranoc Wyspo!

Dzień dobry Wyspo
Znów pada, a to dlatego, że zbliża się weekend. Ale nie narzekam, deszcz jest potrzebny.
Witajcie!
Dziś – póki co – nie zaobserwowałem zdarzeń zdecydowanie złych ani zdecydowanie dobrych. Oprócz tego, że się obudziłem…
Wyspa się już budzi, potrzebna Gienia…
Dzień dobry, kawa koniecznie, już lecę do Gieni.
Witam słonecznie i z filiżanką…
Już pochmurnie, czarne chmury nadeszły, a miałam iść na Rajsko…
212 komentarzy-ktoś coś buduje?
Lubię być gospodynią pięterka, ale…
…ale nie gadać sama ze sobą.
Cisza się zrobiła, nawet Bożenka znikła, więc i ja znikam, do popotem, paaaa.
Przepraszam, ale ja tu jestem z doskoku. Czas, czas…
Ale gdzie reszta Wyspiarzy, Wiedźminka, Skowronek…?
Mam nadzieję, że wkrótce się zjawią.
Smutno bez nich…
Jestem już w autobusie,wracam do domu.
To ja też wracam do domu 🙂
A ja już jestem!
(w domu)
Ja ciągle jestem w domu 🙂
Ja w porównaniu z tym co dawniej NIESTETY też.
Dawniej (przed zarazą) biegałam -do mamy, na knucie, na spotkania z ciekawymi ludźmi, wernisaże, pogaduszki przy piwku ze znajomymi itd.
Nagle równocześnie umarło wszystko…
Została Wyspa jako Kotwica:)
Dziś nad Krakowem niebo było takie „mieszane” jak w niedzielę w Beskidzie Sądeckim.
Albo…zdecydowanie zasnute.
W niedzielę był dodatkowo grad, a dziś -jednak nie.
Makówko.
Z wielką przyjemnością oglądnęłam chmurne pejzaże ,które kojarzą się (zapewne nie tylko mi ) z weekendowymi wyprawami.
Poszlibyśmy od razu dalej bez mapy w ciemno, w deszcz, w błoto i w zimno .
Tam gdzie wszystko takie proste się wydaje.
Tylko dlaczego tak trudno nam odgadnąć, czego tak na prawdę nam brakuje …
rumbutumbu miło, że zaglądnęłaś. Cieszę się, że z przyjemnością obejrzałaś moje chmurkowe pstryczki.
Z postawionym przez Ciebie pytaniem skojarzył mi się wiersz.
Na rzece
Antoni Słonimski
W letni mglisty poranek o wschodzie
W młode ręce wzięliśmy wiosła.
Czy pamiętasz, jak cicho te łodzie,
Jak łagodnie rzeka je niosła?
Dziś wspominam z obrazem tej rzeki
Mgły wznoszące się, czerwień wschodu
I horyzont upojnie daleki,
I drażniący, rześki wiew chłodu.
I wspominam do dzisiaj w zachwycie
Brzeg młodości we mgle ginący,
Gdy nas porwał i poniósł przez życie
Prąd burzliwy, wartko płynący.
I dziś niosą nas te prądy rwące,
Rwące serce zmęczone w biegu,
Gdy na skronie nasze siwiejące
Opada mrok drugiego brzegu.
1944
Dodam do tego zdjęcie, które zrobiłam w maju 2019 roku na Zarabiu.
Tą hulajnogą tam pojechałaś? (żartuję 🙂 )
Bożenko to zdjęcie zrobiłam rok temu. Po gwałtownych deszczach Raba była wyjątkowo wezbrana. Jadąc do chatki wstąpiliśmy z synem na Zarabie zobaczyć jak rzeka wygląda i zrobić zdjęcia.
Zrobiłam ich parę, ale wybrałam to z hulajnogą, bo wydało mi się ciekawsze.
I chyba słusznie, bo przynajmniej mamy powód do żartu, a tego nam ostatnio bardzo brakuje, prawda?
Zdjęcie jest doskonałym komentarzem uzupełniającym.
….
Jakie to oczywiste.
– wspólne wiosłowanie jest tylko wtedy przyjemne gdy trzymamy się rytmu bicia serc.
Piękny komentarz rumbutumbu -dziękuję.
Trzymanie się rytmu bicia serc jest przyjemne nie tylko przy wspólnym wiosłowaniu…
Lubię patrzeć na niebo gdy są na nim chmury takie jak na Twoich zdjęciach. Moja wyobraźnia wtedy tworzy różne sytuacje…
Też lubię (patrzeć na chmurki).
Tetryk kiedyś zaserwował nam serię wierszyków o chmurkach, dobrze pamiętam?
Pięterko zaczęło się chmurkami, więc doszłam do wniosku, że chmurkami powinno zakończyć.
ZANIM KTOŚ CZEGOŚ NIE WYBUDUJE. Nie chcę znów liczyć, ale już 227 komentarzy.
Mnie to nie przeszkadza, jestem w domu, lubię być gospodynią wpisu, ale to miała być przeczekajka.
Dzięki Makówko za wiersz
Witaj dawno niewidziana Elizo!
Cieszę się, że wiersz Ci się spodobał. Mnie też.
Otóż fajrant i przerwa.
Mam nadzieję, że potem znajdziesz chwilkę czasu na nocnozmianowe pogaduszki zapracowany panie Q?
Też mam taką nadzieję. Dzień był wkurzający, bo zapomniałem o czymś, co sobie wcześniej zaplanowałem, a potem to zaplanowane weszło mi w paradę i przeszkodziło w tym, co robiłem przedtem (i potem), w międzyczasie parę innych rzeczy mnie rozpraszało… mimo to norma wykonana. A jutro mam zamiar finiszować.
Brawo Ty!
Wkurzenie to dobry znak, norma wykonana -jeszcze lepszy.
Te dwie rzeczy nie dotyczą kogoś kto jest w dole na dole. Super!
Zanim na Dzień Dziecka pojawi się kolejna porcja poezji naszego tegorocznego patrona, proponuję koleżeństwu na przeczekanie balladkę na nowym pięterku…
To teraz pięterka będą się nazywać przeczekajki?
Nawet jak SAM MISTRZ buduje?
Hop, hop …biegnęęęęęę….
A na mnie czas się pożegnać. Na nowym pięterku byłam, ale pożegnam się jeszcze tu.
Dobranoc
Śpij dobrze Bożenko!
Spokojnej! 🙂
Spokojnej!