« Tytuł zastępczy POŚPIEWAJMY SOBIE: ))) »

Majeczka w USA, cz. 12

Tak jak obiecałam pokażę Wam to, co Majeczka fotografowała najczęściej. Oczywiście nie jestem w stanie pokazać wszystkich jej zdjęć. Jak już wspominałam zrobiła ich ponad 3000. Czyli jest ich trochę.

Majeczka przede wszystkim była zakochana w samolotach. Wspominałam już, że mieszkam bardzo blisko O’Hare. Na tym lotnisku ruch samolotowy jest ogromny. Co pół minuty startuje lub ląduje samolot. Możecie sobie wyobrazić jak to wygląda? Szczególnie wieczorem ładnie to widać. Jeden samolot ląduje, drugi już widać podchodzący do lądowania, a za nim kolejne ustawione w kolejce. Widać tylko rządek światełek na niebie. Jednocześnie lądują trzy samoloty na trzech pasach. Zawsze śmieję się, że wyglądają one jak szerszenie zlatujące się do gniazda…

Mieszkając dziesięć lat przy lotnisku, w Schiller Park,  (miałam 15 minut na piechotę do pasów startowych) miałam ich serdecznie dość. Nie można było wyjść na podwórko z telefonem, bo każdą rozmowę zakłócały samoloty. Często, gdy wieczorem siadaliśmy przy grillu, czy ognisku, nie można było normalnie rozmawiać – ryk samolotów. Lądując swymi światłami omiatały nam talerzyki z pożywieniem. Dobrze, że chociaż w domu było względnie spokojnie. Oczywiście, o ile nie otworzyło się okien. „Lotnisko” zadbało o mieszkańców. Każdemu wstawili specjalne okna. Takie trzyszybowe. Faktycznie były dźwiękoszczelne. Najgorsze były starty samolotów transportowych – „Jumbo Jetów”(nie wiem, czy się to tak pisze). Cięższe, z dłuższą drogą wzbijania się, leciały dużo niżej niż pasażerskie. Drgania czuć było w domu, a wzdłuż ulicy włączały się alarmy samochodów…

Dobrze, że tam już nie mieszkam. Teraz nawet polubiłam te samoloty 🙂 Dzięki temu, że moim sąsiadem był pasjonat samolotowy (szkoda, że nie poznałam go z Majeczką 🙂 ) dowiedziałam się, że samoloty zawsze lądują i startują pod wiatr. Dlatego jest tu tyle różnych ścieżek lądowania. I czasami latały nad naszym domem, a czasami nie…

I to już koniec wspomnień z wakacji Majeczki w USA. Mam nadzieję, że jeszcze ktoś do mnie przyjedzie i znowu będę miała okazję na intensywne zwiedzanie i odwiedzanie starych kątów…

I powstanie nowa kronika – pamiętnik z takiej wizyty…

 

109 komentarzy

  1. miral59 pisze:

    Witam na nowym pięterku 🙂 Skróciłam to trochę. Są tylko samoloty. W sumie Majeczka zrobiła ok. 200-300(nie liczyłam) zdjęć samym samolotom. Gdzie byśmy nie jechały, patrzyła w niebo, czy jakiegoś nie zobaczy 🙂 A że jak pisałam, mieszkam blisko lotniska…

  2. miral59 pisze:

    Pamiętam jak jeszcze mieszkałam w Schiller Park miał miejsce taki incydent. Byłam akurat w domu. Usłyszałam straszny huk za oknem (było słychać pomimo tych dźwiękoszczelnych szyb). Poleciałam od razu wyjrzeć, co to takiego. Nad domami, w stronę parku leciał samolot, bardzo nisko. Z obydwu stron, pod skrzydłami walił ciemny dym. Wiedziałam, że coś się stało i ze strachem nasłuchiwałam, czy nie będzie kolejnego huku, gdy samolot rypnie o ziemię. Całe szczęście nie rypnął. Włączyłam telewizor. Pół godziny później podali informację, że samolot pasażerski wleciał w stado ptaków, które uszkodziły mu silniki. Pilotowi udało się wrócić na lotnisko i szczęśliwie wylądować. Odetchnęłam. Nie obyło się bez ofiar. Jakiś starszy pan, z zawałem, został odwieziony do szpitala. Nawet nie wiem, czy przeżył, bo nie śledzę informacji na bieżąco. I tak mieli dużo szczęścia, bo przecież Chicago (a samolot leciał w stronę śródmieścia) ma dość gęstą zabudowę. Gdyby tak spadł na te bloki, które musiał mijać po drodze…

  3. miral59 pisze:

    I jeszcze tak sobie pomyślałam, że to mieszkanie przy lotnisku było dość bezpieczne 🙂 Bo skoro na 10 lat, tylko jeden taki incydent, a i to szczęśliwie zakończony, to nie jest źle Happy-Grin

    • Alla pisze:

      Dzień dobry Mirelko 😀 aaa latać się nie boisz???

      • miral59 pisze:

        Dzień dobry 🙂 Latać się nie boję, a nawet bym powiedziała – lubię. Trochę sobie polatałam na trasie Polska – USA 🙂 O ile mnie pamięć nie myli, pokonałam tą trasę 9 razy. Trochę to męczące, bo leci się (w zależności w którą stronę) 9 – 10 godzin. I to bez przerwy 🙂

  4. miral59 pisze:

    W Chicago są dwa duże lotniska – O’Hare i Midway. Oprócz tego kilka pomniejszych, takich bardziej sportowych. Na malutkie samoloty i szybowce.
    Oczywiście największe jest O’Hare. Obsługuje loty międzynarodowe i krajowe. Od kilku lat jeszcze je powiększają. Wykupili ponad pół dzielnicy Bensenville, zburzyli wszystkie budynki i rozbudowują pasy i zaplecze gospodarcze. Sama ledwie poznaję ulicę Irving Park, tak się zmieniła.
    Midway, to lotnisko krajowe, chociaż lądują tam też samoloty z zagranicy, ale głównie z Ameryki Północnej i Południowej. Kiedy odwiedza nas córka, najczęściej przylatuje właśnie na Midway. To lotnisko jest tańsze, ma mniejsze opłaty lotniskowe.

  5. miral59 pisze:

    A tak w ogóle, to mi się jeszcze coś przypomniało. Któregoś dnia Majeczka zapytała nas, czy to tak dużo jest parków w tej okolicy, czy co? Bo gdzie byśmy nie jechali, wszędzie pisze jakiś „park” 🙂 Trochę nam zajęło wytłumaczenie jej, że to są po prostu nazwy ulic, czy dzielnic. Mieszkaliśmy w Schiller Park, teraz mieszkamy we Franklin Park. Często jeździliśmy ulicą Irving Park, nie wspominając o ulicy(i dzielnicy) Oak Park, czy sąsiednich dzielnic Melrose Park, czy Stone Park 🙂 Tu często w nazwie jest ten „park”. Tak samo jak „grove”, czy „lake”. A park, jaki znamy, często nazywają „forest preserve” Happy-Grin

  6. Wiedźma pisze:

    Witaj Mirelko 🙂 ! jeszcze nie śpię i cieszę sie, że mogę do Ciebie zagadać 🙂

  7. miral59 pisze:

    O ile jeszcze nie śpisz… Nie było mnie przez moment i nie wiem, czy w tym czasie nie poszłaś już spać 🙂

  8. miral59 pisze:

    Widzę, że się nie odzywasz, a to znaczy, że poszłaś już spać. Kolorowych snów Spanko
    Spóźniłam się tylko 11 minut, a szkoda…

  9. Incitatus pisze:

    Samoloty fajna rzecz, szczególnie te duże. Nazywają się bombowce i zebrane w dużą kupę mogą jak nic zniszczyć spore miasto! Jak tak sobie lecą i sypią na łby mieszkańców onegoż miasta swój ładunek niezbyt dokładnie celując to to się nazywa nalot dywanowy! Gdy pomiędzy bombami burzącymi zabierają jako część ładunku bomby zapalające to mogą urządzić niezłe pożary, a nawet burze ogniowe. Bardzo udatnie robili to nasi bracia-Amerykanie w Japonii, w miastach o tradycyjnej drewnianej zabudowie, choć taki Hamburg, Bremę czy inne Drezno też udało im się skutecznie podpalić, a przecie z solidnej niemieckiej cegły były!
    Tak, taki samolot to fajna rzecz! Czasami wprawdzie udawało się go zestrzelić i wtedy „opinia światowa” nie mogła zrozumieć, że ludność tubylcza w szale wdzięczności ręcznie wykańczała jego załogę!
    Doprawdy, dziwny jest ten świat!!

    • Alla pisze:

      Zrzucił Pan bomby i … Poszedł spać 😀
      Dzień dobry Senatorze 😀

      • Incitatus pisze:

        Dzień dobry: )))
        Złym, bom znowu spać nie mógł, to se choć pobombardowałem! Tetryk mi nożem rzucać zabrania, Wiedźminka gwałtem pedałów każe kochać, jeden Misiek jako tako mnie rozumie, choć on zaraz lekko cuchnącego nieboszczyka z kieszeni wyciąga. Maxiu ma też właściwą męską postawę, aliści rzadko się nim można podeprzeć. To co mi zostało? Sam za Rambo i Janka Kosa robić muszę!

        • Bożena pisze:

          Biedny… Tylko pożałować… Jak można tak nie rozumieć człowieka Weary

          • Wiedźma pisze:

            Dzień dobry ! a ja z rana pobiegłam poszukać kocanki piaskowej dla Senatora… 🙂 pewnie by trochę pomogła 🙂

            • misiekpancerny pisze:

              Dzień dobry 🙂 Co komentowaliście piętro niżej, bo u mnie pod tytułem „tytuł zastępczy” nie ma kompletnie nic ???

              • Wiedźma pisze:

                Tam była ballada, autorstwa Kreci. Niestety, już sie na nią nie załapałam, bo została, przez Autorkę, skutecznie wykasowana….. nic z tego nie rozumiem i wygląda na to, że nie muszę rozumieć. 🙁

  10. miral59 pisze:

    Witaj Senatorze Happy-Grin
    Czy nie za dużo spożywasz kwaśnych potraw? Pleasure
    To nie jest lotnisko wojskowe, a samoloty są pasażerskie i transportowe 🙂 Nie przewożą bomb, tylko ludzi i towary 🙂
    Poza tym, nie tylko Amerykanie w czasie wojny urządzali takie naloty. Rosjanie i Niemcy też, o Polakach w służbie Anglików nie wspomnę. Samolot, to tylko maszyna i to od ludzi zależy jak go używają. Zapomniałeś dodać jeszcze wspomnienie o bombie w Hiroszimie i Nagasaki. Też samoloty je przewoziły. Czy dlatego każdy powinien odczuwać wstręt do tego typu maszyn? Nie przesadzajmy. W czasie wojny były samochody opancerzone, które też narobiły sporo szkód. Czy z tego powodu mamy wszędzie chodzić na piechotę?
    Miłego dnia życzę Happy-Grin

  11. Alla pisze:

    Dzień dobry 😀 Piękne żelazne ptaki..
    Kurcze, ale koło lotniska nie chciałabym mieszkać 😀

    • Incitatus pisze:

      A ja bym chciał, pod warunkiem, że mógłbym działko przeciwlotnicze na posesji zainstalować!: ))

      • Bożena pisze:

        I znów krwawe zapędy. Później narzeka, że nikt go nie rozumie 🙄

      • Wiedźma pisze:

        Witaj Senatorze…. z Grubą Bertą na wróble ? 🙂

        • Incitatus pisze:

          Wystarczyłby 20 mm Flakvierling 38

          • Quackie pisze:

            Na wróble sensu stricto wystarczyłoby chyba jakimś cienkim śrutem, byle dużo? A na samoloty z kolei jednak mniej by się rzucał w oczy któryś z naramiennych systemów plot – Stinger lub Igła 😉

            • Wiedźma pisze:

              Bład w rozumowaniu, Kwaku…. nie w tym rzecz, żeby się w oczy nie rzucało 🙂

              • Quackie pisze:

                Aaale jak się będzie rzucało, to ktoś z najwłaściwszych gremiów baardzo szybko dojdzie do wniosku, że trzeba zrobić porządek z rzucanym i rzucającym – i cała zabawa na nic. Chyba że nie chodzi o skuteczność?

                Pondering

                • Incitatus pisze:

                  Chodzi o bezkarność! On mnie po moim niebie lata no to ja mu z czterech luf srrruuuuu! (Panie raczą wybaczyć!); )) A on na ziemię fruuuu! I łubudu!!
                  I da capo ad fine!!
                  To by była zabawa!: )))

                • Quackie pisze:

                  Kiedy bo jakby ktoś te cztery lufy za wcześnie zauważył, to by cały zamysł w łeb wzion, o właścicielu czterech luf nie wspominając 🙁

    • miral59 pisze:

      Dzień dobry:) Do wszystkiego można się przyzwyczaić. Po kilku tygodniach, nie zwracasz uwagi na warkot samolotów nad głową. Tak jakbyś ich nie słyszała 🙂

  12. Alla pisze:

    Nasz Pan Przekora.. lubi zamieszać, oj lubi 😀
    I pewnie za to też Go kochamy… b

    • Bożena pisze:

      Dzień dobry Skowronku 🙂 Z całą pewnością smutno by było na naszej Wyspie bez naszego senatora. Masz rację, pewnie za te przygaduszki Go kochamy Buziak

  13. Alla pisze:

    Jadę do skarbówki.. No to narka 😀
    PS Pierzynę w górze rozpruli.. ależ sobie dzień na jazdę wybrałam Worry

  14. Quackie pisze:

    Dzień dobry! Bardzo mnie się podoba, mógłbym jak Majeczka siedzieć i oglądać samoloty przez dzień cały 😉 Swego czasu jeden Wuj mieszkający za granicą zaprosił nas na osiedlowy basen, na który mógł wprowadzać gości, zastrzegając się jednak, że zaraz za płotem i autostradą znajduje się lokalny aeroklub, więc nad basenem często-gęsto przelatują samoloty (nieduże), a być może nam to będzie przeszkadzało. Dla mnie osobiście była to właśnie okoliczność uatrakacyjniająca, zwłaszcza że niektóre samoloty ewidentnie były prowadzone przez uczniów („Wystartuje? Nie wystartuje? Da radę? Ufff!”).

    Natomiast Jumbo Jet to – o ile mi wiadomo – popularna nazwa Beinga 747, pasażerskiego, z chareakterystycznym garbem.

    Edit: oczywiście „Boeinga 747”. Gdzieś mi to „o” zeżarło.

  15. Wiedźma pisze:

    Happy Ikarem być … 🙂 w czasach, gdy było w mieście lotnisko szybowcowe często było widać te maszyny… bardzo lubiłam na nie patrzeć… 🙂

    • Quackie pisze:

      Jak byłem mały, największą atrakcją było pojechać do podkieleckiego Masłowa na lotnisko, wleźć do uziemionego MiGa czy innego LiMa, bo stał tam taki udostępniony dla chętnych do włażenia (złom oczywiście, ale siedzieć w kabinie jednomiejscowego odrzutowca, cóż to była za atrakcja!), pooglądać względnie z bliska sanitarny helikopter Mi-2, szybowce i samoloty – Wilgi, Dromadera, zdaje się Kruka i na pewno poczciwego Antka An-2.

      • Wiedźma pisze:

        Raz tylko leciałam Antkiem:) Do dzis pamiętam widiki zza okienka… malutkie wszystko, ale dobrze widoczne….
        Chciałam zapisać się na kurs spadochronowy, a potem na szybowce, ale byłam smarkata i Ojciec nie pozwolił…. 🙁

        • Quackie pisze:

          Ha, a mnie na spadochron nie ciągnęło. Pewnie w związku z lękiem wysokości. Chociaż jak się patrzy z paru tysięcy metrów, to wszystko jest już tak odrealnione, że nie szkodzi, gorzej z 4 piętra i wyżej – więc z lądowaniem miałbym problem, tuż nad ziemią.

          • Wiedźma pisze:

            To jest ciekawe: ani w górach ani w samolocie nie odczuwam lęku…. ale pierwsze wyjście na balkon na 10-tym piętrze nie było miłe….:)

            • Bożena pisze:

              Ciekawe, w górach stałam nad przepaścią, wchodziłam na szczyty i nic.Tylko ten balkon…

              • Quackie pisze:

                No właśnie. Na nartach zjeżdżałem z 2800 m npm. na 1800 m. npm (oczywiście nie pionowo w dół) i wszystko grało, a z balkonami mam tak samo 🙁

              • miral59 pisze:

                Mnie nie tylko balkon przyprawia o zawrót głowy. Jak byliśmy w Governor Dodge State Park w Wisconsin, tylko ja jedna nie wdrapałam się na szczyt skałek. Utknęłam trochę wyżej niż w połowie. Zrobiłam błąd, bo popatrzyłam w dół i zobaczyłam jak tam jest pierońsko wysoko. I to był koniec mojej wędrówki w górę 🙂 Nawet dzieci naszych przyjaciół polazły wyżej. Oczywiście, to nie była jakaś tam wspinaczka, bo samo wejście jest bezpieczne, ale jak dla mnie za wysokie 🙂

                • Quackie pisze:

                  Ha. Mieliśmy takie przejścia na zamku Chojnik. Jak się zwiedza, to trzeba przejść wzdłuż murów, dość wysoko, więc zacisnąłem zęby, co rozbawiło poniekąd Panią Quackie („Taki wielki chłop, a się boi”), ale kiedy doszliśmy do wieży, przez którą było trzeba przejść w poprzek i na dół po wąskich, krętych i niebywale ciasnych schodkach, klaustrofobia sprawiła, że małżonka miała nieodpartą ochotę się cofnąć. A tu guzik – trasa jednokierunkowa i nie ma mowy, żeby iść pod prąd, z tyłu już inni zwiedzający napierają, słychać „czemu stoimy?” i takie tam. No i przyszła kolej na zaciskanie zębów przez Panią Q. Nie dworowałem, ale sobie pomyślałem, że jednak bywa sprawiedliwość na tym świecie.

                • Incitatus pisze:

                  Ja to bym słodziutko zapytał : „Kochanie, komu tam przed tobą tak głośno zęby kłapią?”
                  Ale ja mam paskudny charakter, nie to co Ty! Be Happy

                • Wiedźma pisze:

                  Widziałam atak paniki na skutek lęku wysokości i nie był to miły widok…. z trudem sprowadziliśmy ofiarę ataku na dół. Nikt wcześniej nie wiedział, że coś takiego może się zdarzyć….

                • miral59 pisze:

                  Współczuję Pani Quackie i Tobie. Mam obydwa lęki (całe szczęście tylko dwa). Ale też prawda, że pomimo swoich lęków, zawsze mnie czort gdzieś wyniesie. To w kaniony, to do kopalni 🙂 Ciśnienie mi skacze z nerwów, robi mi się niedobrze, ale i tak polazę… Taki paskudny charakter Happy-Grin

            • miral59 pisze:

              No to ciekawa jestem, jak byś wyszła a balkon na 103 piętrze 😀 I to na dokładkę ze szklaną podłogą 😀 Prawie jak w górach Happy-Grin

          • Bożena pisze:

            Siostra mieszkała na ósmym piętrze. Z początku nie mogłam stać tam na balkonie, bo coś mnie ciągnęło w dół. Bałam się, że skoczę. Później się przyzwyczaiłam, ale to było głupie uczucie 🙄

  16. Quackie pisze:

    Na chwilę wybywam…

  17. Wiedźma pisze:

    Deszcz znów siąpi…. 🙁

    • miral59 pisze:

      A u mnie w końcu jest kawałek zimy!!! Nawet śniegu napadało. Co prawda nie tyle co dwa lata temu, ale zawsze puchowa pierzynka przykryła wszystkie szarości 🙂

  18. miral59 pisze:

    A tak w ogóle, to Amerykanie mają swoją tradycję – zabawę. Co roku, 2 lutego, budzą z zimowego snu świstaka Phila. Mówią, że jak ten świstak zobaczy swój cień, to zima skończy się w sześć tygodni. Jeśli nie, potrwa dłużej. W tym roku Phil zobaczył swój cień, czyli mamy już niecałe 6 tygodni zimy do jej końca Happy-Grin Tylko nie wiem skąd oni wiedzą, że ten świstak ten swój cień zobaczył. Przecież im nie powie Wink
    Wróżba sprawdza się, jak wszystkie. Pół na pół. Raz się sprawdzi, raz nie 🙂 Ale zawsze Amerykanie mają zabawę i to w pełnym tego słowa znaczeniu. Bo po obudzeniu świstaka i tych wróżbach robią sobie festyn. Tańczą, jedzą, piją… Fala

    • Quackie pisze:

      Tak, tradycja fajna 🙂 Zwłaszcza jeżeli jest okazją do różnych miłych rzeczy. Wydaje mi się, że jeżeli świstak wyjrzy z nory na tyle, żeby rzucić cień, to cień zostaje uznany za zobaczony 😉 No i nakręcono niezły film przy okazji Phila – „Dzień świstaka” z Billem Murrayem i Andie MacDowell.

      • miral59 pisze:

        Chyba to trochę nie tak 🙂 Ten świstak mieszka w zoo. Oni go budzą i na rękach wynoszą na dwór. Także nie ma tam żadnej nory. Może bardziej chodzi o to, że jak jest bliżej wiosny, to ten świstak jest bardziej przytomny, mniej rozespany? Jak mu te śpiochy z oczu wyjmą, to widzi ten swój cień, a jak nie, to nie 🙂 A tego filmu nie oglądałam 🙂

  19. miral59 pisze:

    Spadam do pracy. Czas najwyższy i pora 🙂 Miłego popołudnia wszystkim życzę 🙂 I do popotem…

  20. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Jako dziecko miałem potworny lęk wysokości. Najlepszy popis dałem w Gdańskim kościele Mariackim, gdzie poszliśmy z rodzicami podziwiać widoki z wieży. Po kamiennych stopniach wszystko było OK. jak weszliśmy ma kratownice – dramat! Iść po dziurach nie byłem w stanie, zawróciłem całą kolejkę (z powodu ciasnoty).
    Jak na 5-latka, niezłe osiągnięcie.

    • Bożena pisze:

      Witaj Tetryku 🙂 Czyżbyś to pamiętał? Ciekawe dlaczego ojciec nie wziął Cię na ręce… Ja bym tak zrobiła. Happy

      • Tetryk56 pisze:

        Z pamięcią w tym wieku nie ma już problemu – szczególnie tak silnych emocji – zresztą wielokrotnie mi to wypominano ROTFL
        Natomiast noszenie w ciasnej wieży rozhisteryzowanego i ciężkiego już chłopca to zbyt ekstremalne wyzwanie (zwłaszcza, że byliśmy wonczas tylko z mamą)

    • Quackie pisze:

      Akurat w Mariackim jakoś udało mi się wejść i zejść bez strat na ciele i duchu. W ogóle z zabytkami jest jakoś łatwiej niż na przykład z balkonem na wysokim piętrze bloku albo kamienicy.

    • miral59 pisze:

      Lepiej o Gdańskim Kościele Mariackim nie wspominać 🙂 Dwa razy podchodziłam do tej wieży. Za pierwszym razem nieopatrznie popatrzyłam w dół… i to był koniec wycieczki. Przynajmniej dla mnie. Wszyscy poszli na górę, a ja zostałam przypięta kurczowo do barierki(były obawy, że w dół trzeba będzie zabrać mnie z częścią odpiłowanej barierki) 🙂 Zabrali mnie w drodze powrotnej. Muszę przyznać, że nie było mi miło, gdy wszyscy przeciskali się koło mnie na górę 🙂 Na kolejnej wycieczce, zamknęłam oczy i rodzina wprowadziła mnie na szczyt 🙂 Inni zwiedzający myśleli, że jestem niewidoma i jakaś osoba zapytała, czemu mnie tam prowadzą, skoro i tak nic nie zobaczę Happy-Grin

  21. Wiedźma pisze:

    „Młodości, ty nad poziomy….” a nie nad piony ! Przewidujący był nasz wieszcz? 🙂

    • Quackie pisze:

      Hehe, tak na logikę, to w ogóle trudno wylecieć ponad pion, bo on jest właśnie pionowy. Można być OBOK pionu albo POD lub PONAD poziomem, ale nie odwrotnie. Przynajmniej tam, gdzie jest grawitacja i jakieś „pod” i „ponad”. W innym przypadku będzie to zawsze „obok”. Oj, już się przestaję wymądrzać.

    • Bożena pisze:

      „Młodości, ty na poziomki wylatuj…” Delighted

  22. Alla pisze:

    Nie ma to jak w poziomie.. Odsypiam. Odsypiam cały intensywny styczeń. Nie chcę Was połknąć i dlatego mówię – dobranoc 😀

  23. Tetryk56 pisze:

    Wiedźmince dedykuję znalezione na zaprzyjaźnionym blogu:

  24. Quackie pisze:

    Coś mi się dzieje dziwnego z komputerem, przeglądarką, Internetem i/lub Wyspą – gdzieś od 2 h tylko główna strona ładuje się w miarę bezproblemowo, natomiast logowanie, kokpit i cała reszta – potwornie wolno, z oporami i bez stylu (w sensie układu strony, czcionki etc.) Dobranoc i mam nadzieję, że efekt do jutra minie 🙁

  25. Wiedźma pisze:

    No proszę… Mirelki dziś sie nie doczekam, więc zapalę lampkę i też powiem :dobranoc…

    • miral59 pisze:

      Przykro mi, że się nie doczekałaś. Ale zaczął mi się tydzień pracy i wracam do domu u Was po północy. A jeszcze zanim się ogarnę, coś zjem… To widać o której mogę zasiąść przed komputerem 🙂 Niestety, różnica czasów jest duża… Za duża…

  26. miral59 pisze:

    Kolorowych snów, Wyspiarze Spanko

  27. Alla pisze:

    Dzień dobryyy, ależ ponuro, a pracować trza… łeee 🙁
    Oby do wiosny 😀
    PS Nic mi się nie chce. Przesilenie wiosenne czy cóś?? Wie kto? 😀

  28. Bożena pisze:

    Witaj Skowronku. Rzeczywiście dzień ponury i może nawet padać. Aura nie zachęca do działania… 🙁

    • Alla pisze:

      Nooo nie Bożenko… i nastrój podły.. 🙁
      Na dodatek mam nowe patrzałki, przez które lepiej widzę na kompie, ale za to lewa strona klawiatury jest niżej, co jest wkuuurzaaające Cry
      Witaj Kochana 😀

  29. Alla pisze:

    Rumaku!!! Cię ukołyszę!!! Jak mamcię kocham!! Sie natychmiast odezwie!! Angry

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[+] Zaazulki ;)