Obchodzony dzisiaj Światowy Dzień Dzikiej Przyrody jest idealnym pretekstem, aby przybliżyć malgaską faunę, która stanowi bardzo wdzięczny temat z racji swojej wyjątkowości. Niemal 90 % tamtejszych ssaków, gadów i płazów to endemity żyjące wyłącznie na Madagaskarze.
Anegdotą stała się prośba znajomego o zdjęcia pingwinów. Jak nie ma! Przecież oglądał film… Ani pingwinów, ani też samego króla Juliana, umownego symbolu Wyspy, nie spotkałam. Te pierwsze najzwyczajniej nie zamieszkują Mady, natomiast u lemura katta (królewski wzorzec) nie uzyskałam audiencji. Ilość gatunków lemurów określana jest pomiędzy 50 a 100. Moja kolekcja jest więc bardzo skromna. Obok lemurów znajdziecie na zdjęciach inne futrzaki.
Jeszcze liczniejszym gatunkowo stworzeniem są kameleony – to około 200 gatunków! Zadziwiają zróżnicowaną wielkością, od kilkucentymetrowych maleństw po pokaźne egzemplarze przywołujące skojarzenia ze smokami. Ukrywają się, albo spacerują leniwie środkiem drogi.
Edit: na zdjęciach z miniaturowymi gekonami.
W Parkach Narodowych i Rezerwatach dzięki tropicielom nauczymy się wyszukiwać w ciemnym gąszczu przeróżne stworzenia, kryjące się w bardzo nieoczywistych miejscach.
Jakże łatwo wypatrzyć na otwartej przestrzeni motyle! Choć niełatwo je upolować w kadr…
Prościej ustrzelić ptaki…
Najmniej sympatyczne z całej menażerii, choć frapujące wyglądem pająki pozują cierpliwie…
O florze kolejnym razem.





Uwierzcie, starałam się treściwie… wybór był trudny!
O
Rany
Trochę mi zabrakło słów. Tutaj z każdego zestawu zdjęć można by zrobić osobne pięterko!
No więc tak lemur na drugim zdjęciu, ten z jasnym futerkiem i ciemnym pyszczkiem, wygląda tak, jakby przyroda nie mogła się zdecydować, czy to miała być małpa, czy owca. A pozostałe przywodzą na myśl teorię konwergencji, mówiącą, że w podobnym środowisku zwierzęta nawet niespokrewnione gatunkowo upodabniają się do siebie – niby to lemury, a można tu zobaczyć „koty”, „wiewiórki” czy „myszki”.
Niektóre kameleony, te małe, wyglądają bardziej jak gekony, ale wszystkie są przepiękne, a te z różnymi naroślami na głowie (wiesz może, jakie znaczenie mają te kształty?) wyjątkowo oryginalne. Ale najśliczniejszy, jak na mój gust, jest ten „klasyczny” zielony, z ogonem zwiniętym w ślimak jak młoda paprotka.
W zestawie nr 3 moją uwagę przyciągnęła przede wszystkim żyrafka madagaskarska, ten chrząszcz z dłuuugą szyją. Ale najbardziej nieoczywisty – i na pierwszy rzut oka trudny do rozpoznania – jest dla mnie ten krab na plaży, na piasku koło skały z zielonymi wodorostami. Tu mi trochę zabrakło skali porównawczej, jaki on był duży? Poza tym oczywiście wszystkie jaszczurki, żabki… i krocionóg!
Motyle z kolei bardzo przepięknie naśladują oczy różnych innych stworzeń, zwłaszcza ptaków. Niemniej wyjątkowo elegancki wydaje mi się ten paź(?), czarny z błękitnymi kropkami. Jestem niemal przekonany, że to jakiś endemit.
Z ptaków zwłaszcza zimorodek, przez to, że taki inny niż ten lepiej znany, turkusowy. No i ten ptak z niebieską skórą naokoło oczu – przewspaniały. Wygląda jak jakiś kuzyn pawia. Podobnie jak poprzednio przy motylu, połączenie niebieskiego z innymi kolorami rządzi.
A na pająki już mi zabrakło komentarza
Też jestem pod wrażeniem różnorodności menażerii uchwyconej okiem profesjonalistki.
No więc otóż właśnie to, podziwiam zwierzątka, a zapominam, kto je tak uchwycił na zdjęciach!
Tak jakby nasza fotografka była przeźroczysta! (A nie jest).
Och, i ta niefortunnie zastosowana menażeria… taki dzień. Myślami jestem w jutrze – niech zostanie strupek. Przygotowanie wpisu miało mnie od jutra odciągnąć, a wyszło jak wyszło.
Można zaobserwować co najmniej jedną dłoń! 😉
Dłoń jest męska, jako skala.
A propos skali – krabik na plaży był sporych rozmiarów. Jak słuszny kubek na herbatę?
Tetryku tyle pięknych stworzonek na zdjęciach, a Ty akurat dłoń przyuważyłeś?
I to na dodatek męską, nie jakąś tam wypielęgnowaną kobiecą?
Mężczyzna to też stworzenie, a dłoń zadbana, mimo ekstremalnych warunków.
…też…stworzenie…co prawda to prawda!
Oczywiście,że masz rację! Pomieszałam gekony z kameleonami
nie jestem mocna z przyrody. I to miały być osobne pięterka! Ale jest tak… bo tak.
Ależ nic się nie stało, one naprawdę wyglądają jak malutkie kameleony, zwłaszcza przez te wystające oczy.
Na mnie największe wrażenie zrobił szarżujący chrząszczyk (DSC6516) 🙂
Oczywiście nie ujmując niczego pozostałym…
Dla chrząszczyka leżałam długą chwilę plackiem na środku mostu, ku uciesze przewodnika i przechodzących …
Idę i ja spać. Spokojnych snów, Wyspo!
Spokojnych Ukratku!
Wszystkim snów o idealnym świecie wśród malgaskiej fauny życzę i też mówię
DOBRANOC!
Ani ten, ani tamten świat tym bardziej idealny nie jest – może fascynujący egzotyką, ale jedynie na zdjęciach.
Dobrych snów Wyspo
Spokojnej. I ja zmykam, bo popołudniowo-wieczorne zamieszanie mnie zmęczyło.
Już się pożegnałam, ale wpadło mi w oko coś a propos komentarza Q, że lemur na drugim zdjęciu, ten z jasnym futerkiem i ciemnym pyszczkiem, wygląda tak, jakby przyroda nie mogła się zdecydować, czy to miała być małpa, czy owca.
Tym razem DOBRANOC już na pewno.
Dobry wieczór, Zocho.
Od dosytu aż się w głowie kręci:)
W lemurach zawsze intrygują mnie oczy. Są równie hipnotyzujące jak kocie czy sowie. Na Twoich zdjęciach świetnie to widać.
Kameleony i gekony niczym z baśni, przywiodły mnie do wspomnień z dzieciństwa, kiedy uwielbiałam wszelkie smocze opowieści:)
Żyrafka (ufnie za Quackiem) rzeczywiście robi wrażenie. Mogłaby być oryginalną broszą, wymyśloną przez jakiegoś metaloplastyka:)
Kraby natomiast niemal picassowskie, wśród tych pobłękitniałych szarości.
Motyle to fascynujące istoty. O dość, moim zdaniem, demonicznej urodzie. Nawet te nasze, polskie, szczególnie nocne, potrafią, fosforyzując, przyprawić o gęsią skórkę.
Przy pierwszym zdjęciu kolejnej serii (jeszcze w miniaturce) byłam pewna, że za chwilę obejrzę krzew o bardzo egzotycznych kwiatach:) Rozkwitłe na tle błękitu ptaki były uroczym zaskoczeniem:)
Pająki natomiast mogę podziwiać z dystansu. Prawie jak gwiazdy, które jednak są chyba mniej niebezpieczne:)
Gratuluję pięknej sesji.
I jak tu nie wierzyć, że świat jest zachwycającym miejscem.
Pozdrawiam:)
Dzień dobry


Są niebezpieczne dla owadów, czy małych zwierzątek. Dla ludzi tylko wtedy, gdy czują się zagrożone, czy się je „przydusi”. Wiem, bo córka mi mówiła, a oni mają w domu dwie tarantule (dorosłe). Córka ma trochę za delikatną skórę i nie lubi jak te pająki po niej łażą. Chyba że po ubraniu. Chłopak córki często je bierze „na spacer”, bawi się z nimi i pozwala łazić po sobie gdzie chcą
Kiedyś pytałam, czy nie boją się, że tarantula dziabnie (przecież są jadowite), ale córka wyjaśniła mi, że żaden pająk nie ugryzie podłoża na którym siedzi 
Żadnych „spacerów” w tym czasie 
Coś pięknego!!!
Obejrzeć to wszystko raz, to za mało!
Nawet pająki wydają się sympatyczne
Wiem, że wiele osób ich nie lubi, a nawet się ich boi, ale one nie są takie groźne, jakby się wydawać mogło
Nie wiem… zapowiedziałam jej, że jeśli kiedy wybierzemy się do nich, to oba pająki mają siedzieć w terrarium i nawet nosa nie wyściubić
A wracając do Twoich galerii, Zocho
Aż chciałoby się wyściskać i przytulić 

Jak go wypatrzyłaś? Wygląda jak suchy liść…

Jeszcze jak usiądą, to jest szansa, ale w locie, to chyba trzeba mieć jakiś super szybki sprzęt i bardzo dużo szczęścia. Z tego co słyszałam, na „polowanie” na motyle najlepiej wybierać się bardzo wcześnie rano. Ich skrzydełka są jeszcze mokre od rosy, więc często siadają i dłużej odpoczywają. Wtedy jest je łatwiej „dorwać” 
Tukan jest przepiękny!!!
Dziób imponujący!!!


Lemury mnie urzekły. Mają takie dziwne oczy, jakby rozmazane, kłębiące się tęczówki… te piękne, długie ogony i futerka jak u pluszaków
Kameleony i gekony, to dla mnie jedno i to samo – jaszczurki
Chociaż nawet je rozróżniam. Kameleony mają „oczy dokoła głowy”. Mogą patrzeć do przodu i do tyłu jednocześnie. Gekony mają trochę mniejszy zasięg wzroku i muszą ruszać głową, żeby zobaczyć coś z tyłu. Muszę przyznać, że na 6 zdjęciu (zaraz po tej męskiej ręce) nie tak łatwo wypatrzeć tego jaszczura… dobrze się schował
Kolejna galeria to taka masa różności, że nie wiadomo od czego zacząć… Ten owad, żyrafa, jak go nazwał Mistrz Q, jest faktycznie jak sztuczny. Taki dziwny…
Skorpion wygląda na dużego, więc chyba nie jest taki groźny. Moi znajomi, którzy teraz mieszkają w Arizonie mówili, że najgorsze (najbardziej jadowite) są te małe… nie wiem jak na Madagaskarze?
Wąż chyba też jadowity nie jest. Jego głowa nie wygląda na trójkątną… ale może się mylę? Nie znam się na wężach…
Żółw i krokodyl – rewelacja. Mam nadzieję, że żółw niebezpieczny nie był? Bo krokodyl to wiadomo…
Masz też w swojej galerii konika polnego (czy jak się to tam nazywa). Ma on takie wystające żółte plamy. Nie wiesz, czy jest on tak ubarwiony, czy może tak go pasożyty oblazły? Wygląda na zmęczonego… jakoś łapki mu się na liściu nie trzymają…
Motyle są cudne! Wiem jak trudno je złapać w kadr, bo sama nieraz próbowałam
Ptaki też są cudne. Zimorodek przypomina mi bardziej australijską kukaburę niż polskie zimorodki, że o amerykańskich rybaczkach nie wspomnę
Na pierwszych dwóch zdjęciach, te ptaki wyglądają jak czaple białe. Trochę różnią się od tych tutejszych, ale tylko drobnymi szczególikami
O pająkach pisałam, więc powtarzać się nie będę
Ogólnie rzecz biorąc, jest co oglądać i podziwiać
Z przyjemnością przeczytałam Twój komentarz Miralko. Jest wspaniałym uzupełnieniem zdjęć Zochy.
Tak samo jak wcześniejszy komentarz Mistrza Q i Leny.
Dziękuję, Makóweczko. Wiesz, że Matka Natura jest moim drugim konikiem, nic więc dziwnego, że tak wiele rzeczy mnie interesuje. Chociaż oczywiście głównie ptaki są moimi ulubieńcami
Dzień dobry, Makówko:)
Wprawdzie bez kokardkowych cmokasynków, ale równie szczerze dziękuję:)
Pozdrawiam:)
Witaj Leno!
„Kokardkowe cmokasynki” -kapitalnie to nazwałaś!
🙂
Absolutnie się podpisuję pod tym, co napisała Makówka nt. kokardkowych cmokasynków. Co prawda w pierwszej chwili skojarzyło mi się z obuwiem…
Mokasyny w różnych kolorach. Ostatnie, jakie miałam były białe.
Nie miały kokardek.
Dobry wieczór, Quackie:)
Dziękuję:)
Niezdrobnione równie dobrze może kojarzyć się z zawiązanym na kokardkę… wężem;)
Wszystko zależy od tego, co zadzieje się w czasoprzestrzeni między dającym i otrzymującym buziaka:)
Pozdrawiam:)
Dzień dobry
Wspaniałe pięterko! Pozwala na lepsze poznanie przyrody. Oczywiście, to jest jej mała cząstka, bo przyroda jest tak różnorodna, że całej jej nawet nie znamy. Wciąż odkrywane są nowe osobniki. Tylko się zachwycać…
Brawo 
Dzień dobry, jak miło, że skłoniłam Was do tak ciekawych opisów. Quacku, Leno, Miralko – dziękuję! Wasze spostrzeżenia są rewelacyjnym uzupełnieniem zdjęć.
Co wiem dopowiem po południu, teraz niestety znikam poza zasięg.
Dobrego dnia Wyspo!
Dzień dobry. Na razie pogodny, choć zamglony.
Witajcie!
Cóż, że zamglone! Można wszak przewinąć do góry i cieszyć się urodą „braci mniejszych” z Wyspy!
Witam!
Nadal szaro -buro.
Ale frajda! Tyle stworzonek i takie rozniste! Nawet jedna zaba sie tam zalapala! ( a fuj, fuj, fuj)Mam nadzieje, ze nie byla jadowita! Bo po nich to sie mozna wszystkiego spodziewac! Cala reszta miala przecudna sesje zdjeciowa i nawet im przez glowe nie przelecialo, ze bede je ogladac na drugiej półkuli!I to ogladac z przyjemnoscia! I dla tej przyjemnosci mamy wlasnie Zoske!
Żaba jadowita? Pierwsze słyszę! Jak byłam dzieckiem, to się bawiłam żabami, jaszczurkami i takie tam… już nie pamiętam czym, ale żadne z tych stworzeń nie zrobiło mi krzywdy
Dzień dobry !
Bożenko, sa jadowite żaby, szczęśliwie nie u nas !
Jadowite? A takie ładne…
Cóż Wiedźminko, nie zawsze co piękne na zewnątrz ma piękne wnętrze…a tak mi się pomyślało (nie tylko o żabach).
Ciekawa bardzo jest hipoteza, że kolumbijskie kolorowe płazy nie produkują własnej trucizny, lecz pozyskują ją dzięki kontaktowi z otoczeniem.
Podobno jednym z najbardziej jadowitych zwierząt na świecie jest mała, złota żabka z Kolumbii.
Sophie, Twoje zdjęcia są świetne ! Podziwiałam i stworzenia i precyzję Pani Fotograf !

Wypatrzyłaś stworzonka, które niemal zlewały się z otoczeniem , a portrety lemurów są urzekające.
Wielkie brawa
Wiele lat temu, w pewnym warszawskim domku, spotkałam po raz pierwszy gekony swobodnie wędrujące po ścianach i sufitach. Pan domu przywiózł je z Bangladeszu i powiadał,że dzięki nim nie maw domu zadnych owadów. Nie wiem jak długo żyły w tych niezwyczajnych dla nich warunkach.
No właśnie się zastanawiam, czyby nie zaprowadzić w domu jakichś gekonów na muchy owocówki, bo nijak się ich nie idzie pozbyć, żadnymi przynętami, pułapkami, żadnym octem z sokiem ani niczym.
Ale z drugiej strony co one niby będą musiały jeść, jak już zeżrą te muszki? No i w lecie, jak się będzie okna otwierać, to spryszczą z domu.
Dzień dobry:)
Mam wolne, więc domowo ogarniam.
I to dosłownie: siedzę w kuchni i wdycham zapach gotujących się kalafiorów, przez które Wokulski nie zakochał się w pani Stawskiej:)
Pozdrawiam:)
Czy Gienia z Kelnereczką tak się zapatrzyły na faunę z Madagaskaru, że żadna nie podała herbaty, ani kawy?
Czy ja osaczona przez moje dzieci (jedno poprzez Messengera, drugie -Whatsappa i telefon)oraz zbiornik wody w Stróży coś przegapiłam?
Nie przegapiłaś, witałam się rano zanim obie panie się obudziły. Ale że dzień bez rozdartej Gieni jest dniem straconym i nieważnym?
Powiedziałbym tu jak Dyzma o Terkowskim:
– Gienia furda, ale kawy, kawy szkoda!
Przykro mi, ale ja dzisiaj byłam bardzo zajęta w terenie i Gieni nie przywołałam. Ale jutro obiecuję, że kawy nie zabraknie.
Ależ niech Ci nie będzie przykro Bożenko! Bodaj sobie kobieciny (Gienia i Kelnereczka) odpoczęły.
Mam nadzieję, że herbaty jutro też nie zabraknie?
Dobry wieczór. Fajrant i przerwa.
Żyrafka jest jak najbardziej określeniem poprawnym Leno. Takiej nazwy używają też Malgasze – z francuskiego la girafe, chociaż obserwując ich ruchy miałam skojarzenia bliższe dźwigom budowlanym.
Mogę jedynie przypuszczać, że rogaty kameleon i jego ubarwienie, to system obronny ;).
Ogromny konik polny nie wyglądał na osłabionego pasożytami, odpoczywał w cieniu. Jednak spotkałam jedyny taki egzemplarz, więc porównania nie mam.
To prawda Miralko, że na motyle, koniki i im podobne najlepiej polować świtem, gdy jeszcze nie „rozprostują kości”. A białe pierzaste to faktycznie czaple, nieco inne niż rodzime, obsiadają drzewa czy pola uprawne całymi stadami.
Ostatnie ze zdjęć motyli to ogromna na dwie dłonie (nie męskie) ćma w futrzastej niemal etoli, siedząca wieczorem na ściance bungalowu. Była przepiękna!
Zwinnym gekonom i jaszczurkom biegającym po ścianach przyglądałam jak zawsze z zachwytem, czego nie mogę powiedzieć o świadomości łażących po nocy pająków. Wiem, po to m. in. są moskitiery… ale jednak nie pałam sympatią do gadzin.
No i po przerwie.
No i po środzie. Męczący był ten dzień, jestem wykończona. Dobranoc…
Tu w sumie też, więc Cię rozumiem. Spokojnej!
Odpocznij, Bożenko!
Odpocznij i śpij dobrze Bożenko!
Dobranocka.
Otóż dzisiaj elektroniczna. Tangerine Dream z dość melodyjnej – jak na nich – płyty „Hyperborea”, czyli bardzo północna północ. Utwór tytułowy, zorza polarna na wizji nie bez kozery, jak sądzę.
Snów do północy i po północy też, w ogóle północnych!
Co prawda bez zorzy, bo w dzień i na południu ;), ale po wędrówce w sypiącym dzisiaj hojnie w górach śniegu i emocjonalnych przeżyciach, też powiem: dobranoc Wyspo – snów kolorowych!
Dziękuję, i Tobie spokojnej!
Makówczyne nie na temat między Dobranocką a lampką.
Wróciłam do domu. Miałam być dziś w PAU, ale zmieniłam zdanie, gdy przeczytałam zaproszenie na slajdowisko w Kontynentach:
Trudno powiedzieć, ile to kilometrów, trudno powiedzieć, jaki to czas. Wiele rzeczy zaciera się w doświadczeniach ciekawości i dobrze spędzonych, i wykorzystanych, chwilach. Wydaje się, że każdy wyjazd ma konkretne ramy, ale one rozlatują się zupełnie po powrocie, kiedy dochodzimy do siebie. Wyjazd do Mjanmy planowaliśmy dość długo, przewijał się wielu rozmowach i nagle, po prostu, się stał.
Nie mieliśmy wielu oczekiwań. Każde z nas chciało zobaczyć coś konkretnego lub doświadczyć zupełnie innych rzeczy. Ja – historyk, ona – koneserka życia.(…)
Mjanma to nasz pierwszy wyjazd do tego rejonu świata. Do tej pory każdy wcześniejszy kończył się na pustyni, stepie lub w kraju muzułmańskim. Nasza opowieść z pewnością będzie świeża; na pewno wybijająca się od codzienności, dająca możliwość wyjścia poza nabyte wcześniej przyzwyczajenia. Pozbawiona porównań… no chyba, że chodzi o kuchnię 😉
Jak podróżować, żeby się nie kłócić? W naszym wydaniu właśnie Mjanma była tłem trwającej (ponad) trzy tygodnie ucieczki. Wiele momentów zapamiętaliśmy mocniej, wiele umykało jako obrazki zwyczajne i zbyt zatłoczone.
Opowiemy o Mjanmie wiele, ale niestety tylko w dwie godziny. Zapraszamy wszystkich ciekawych kraju. A przede wszystkim tych, którzy szukają recepty jak podróżować i się nie kłócić!..”
Gdy przeczytałam o recepcie jak podróżować i się nie kłócić postanowiłam dzisiejsze popołudnie spędzić jednak wędrując po Birmie.
I dobrze zrobiłam, bo było jak zawsze miło i ciekawie. Dwoje prelegentów (Sabina i Miron )zgodnie przekazywali sobie mikrofon i faktycznie wcale się przy tym nie kłócili!
Brzmi jak zazwyczaj fascynująco – tak ze względu na cel podróży, jak i sposób podróżowania!
Dziś miałam (jak wspominałam) trochę zakręcony dzień i słuchanie młodych, wesołych, pełnych entuzjazmu ludzi było na pewno lepszym wyborem niż rozmowa z chirurgiem z Gliwic w PAU.
Z Kontynentów wracam zawsze pozytywnie naładowana; jak pisałam to NADAL enklawa, gdzie wszyscy się do siebie życzliwie uśmiechają.
To i ja spać pójdę… może mi się uda rano być przytomniejszym?
Przytomniejszym od…kogo?/czego? Tetryku?
Śpij dobrze Ukratku!
Serdeczne życzenia imieninowe dla MAXA wszystkiego najlepszego ,zdrowia i pomyślności na co dzień
Dołączam!
Maksiu!
Wszyscy już śpią?
A kto wypije zdrowie Maksia?
Nie śpię jeszcze! I chętnie się dołączę, zdrowia, Max!
Ja też ZDRÓWKO MAKSIU
I znowu Ci, co już śpią wstaną rano i będą żałować, że przespali imprezkę!
Nie nie, będą ją KONTYNUOWAĆ!
Czyli nocna zmiana ma całą noc
, aby pierwsze ranne ptaszki mogły KONTYNUOWAĆ ?
O! To i ja dołączam:)
Spóźnione ociupinkę, ale także zdrowia, szczęścia i pomyślności, Maksiu:)
Dziękuję Wszystkim Wyspiarkom i Wyspiarzom za potrzebną mi sympatyczną energię i mimo lekkiego kaca po wyjezdzie Plemienia ,wypijam toast za zdrowie Nas Wszystkich . Pomyślności !!!

Maksiu przepraszam. Dopiero teraz zauważyłam Twój komentarz i po godzinie 9 napisałam, że nie wiesz o naszych toastach. Tak jest jak się z komórki zagląda. Twoje zdrowie!

dobranoc po spacerze w galerii zwierzaków z Madagaskaru ! Sny mogą być kolorowe
Czas iść spać?
Dobranoc! mówię więc grzecznie skoro już Wiedźminka z lampką przyszła.
I ode mnie miłej nocki:)
Dobranoc wszystkim!
Witam Wyspę!
Dzień dobry
Ale mi się dobrze spało…
Dziś jest Dzień Teściowej
Witajcie!

Wszystkiego najlepszego dla teściowych i zaległe dla Maksia!
Dołączam do życzeń dla Maksia

Teściową sama jestem
Dzień dobry Wyspo, startujemy do dnia kawą, żeby zawiedzionych nie było

A Maksiowi serdeczności
Nie wszyscy piją kawę, Gienia ma wszystko.
Dziękuję Bożenko i oczywiście poproszę o herbatę.
Oczywiście! W ulubionej filiżance w kropki
Dzień dobry, czy ta impreza jeszcze trwa?
Ta Maksiowa? Oczywiście.
To jeszcze rozchodniaczek i do pracy
Impreza trwa, a Solenizant nic o tym nie wie!
Ja wypiję jak wrócę od lekarza.
Nie oddamy ani guzika -Przychodnia oklejona nr telefonów, pod które należy zadzwonić jakby się podejrzewało u siebie koronowirusa. To bardzo dobrze. Zrobiłam zdj. i spotkałam się z dziwnymi spojrzeniami.
Dzień dobry

Trochę spóźnione, ale szczere…
Wszystkiego najlepszego, Maksiu!!! Twoje zdrowie!!!
Chyba się trochę wściekłam

Szukałam tego świerszcza ze zdjęcia Zochy i co wejdę w galerię zdjęć prostoskrzydłych, koników polnych, czy innych owadów, to zaraz są zdjęcia polskiej prezydenckiej pary (osobno lub razem) i obecnego premiera. Co oni mają wspólnego z owadami z Madagaskaru? Ich nie chcę oglądać!!! Chciałam tylko znaleźć to, co mnie interesuje
Czy to sugestia, że PAD jest miłośnikiem „Świerszczyków”?
Mogą się przydawać w czasie czatowania z „ruchadłem leśnym”, „dziką foczką” i innymi małolatami.
Na pewno nie moja, Ukratku


Ten pan może lubić „Świerszczyki”, czy cokolwiek innego, nic mnie to nie obchodzi. On, jego żona i obecny premier mogą się powiesić grupowo i też mnie to nie obchodzi.
Chciałam tylko znaleźć świerszcza!!!
Pinokio czy Duduś jako konik polny?

No właśnie… nie wiem na ile ich „skrzydła” są proste…
Prawoskrzydli są na pewno
zniewaga dla koników!
Nie jestem pewna, czy „prawoskrzydli”… chyba bardziej „podogonowi”… z „prawymi” niewiele mają wspólnego
Ale zniewagi koników jestem pewna!!!
Ale przy okazji znalazłam, że na zdjęciach Zochy jest samczyk żyrafki madagaskarskiej
Samiczki mają znacznie krótsze „szyje”
To ciekawe owady.
Czyli w dwóch różnych miejscach, które obserwowałam pracowicie uwijali się sami żyrafiaści faceci! Teren budowy jak nic
Poczytałam sobie o tych owadach.



Po raz pierwszy ten gatunek został opisany w 1860 roku, ale jakoś nie zainteresował naukowców. Dopiero w 2008 jakby został „odkryty” na nowo. Żyrafki żyją tylko na dwóch gatunkach drzew i oczywiście występują tylko na Madagaskarze
Samce tłuką się o samice, używając do tego swoich długich szyj. Wygrywa ten, który się utrzyma i nie spadnie z drzewa
Zwycięzca zapładnia samice, które składają jajeczka (po jednym) na liściach. Zwijają ten liść w rulonik i odgryzają u nasady. Rosnące jajeczka żywią się tym liściem, przepoczwarzają i wędrują na drzewo
To żuczki roślinożerne i żywią się tylko liśćmi…
To tyle co zapamiętałam od porannych poszukiwań
I znów mnie zadziwiasz Miralko swoją dociekliwością!
„Ten typ tak ma” powiadasz ?
To bardzo ciekawe co wyczytałaś.
Po prostu lubię wiedzieć, Makóweczko

Sprawdzam, czytam, dowiaduję się… między innymi dlatego poznałam tak wiele gatunków tutejszych ptaków. Zaciekawiły mnie
Miralko, jestem pod wrażeniem Twojej dociekliwości!
Przecież pisałam już nieraz, że Matka Natura bardzo mnie interesuje. Kompletnie nie znam się na owadach, ale jak mnie coś zaciekawi, to lubię dotrzeć do sedna. Ten typ po prostu tak ma
Nie oddamy ani guzika.
Jak pisałam Przychodnia oblepiona afiszami z instrukcją gdzie dzwonić jakby się rozpoznało podejrzane objawy sygerujące koronowirusa.
W aptece -to samo.
U mojej mamy OD JUTRA zakaz odwiedzin. W obecnym stanie mamy jest to trudne, ale CAŁKOWICIE rozumiem.
Ciekawa jestem jak jest w Waszych miastach? I ciekawa jestem czy tylko ja uważam, że te działania powinny być WCZEŚNIEJ? Tym bardziej że oprócz tego jest teraz okres grypowy, a organizm osłabiony „zwykłą” grypą łatwiej złapie innego wirusa.
Przepraszam, że tak zupełnie nie na temat.
Otóż wczoraj jak raz byłem w przychodni i chyba były jakieś ogólne wskazania nt. koronawirusa, wiecie, te żeby myć ręce itd., ale raczej nic skrajnego.
W lokalnych mediach sprawozdanie z rozstawiania koło szpitali w Gdańsku i w Gdyni dodatkowych namiotów ze śluzami na wypadek epidemii, z ćwiczeniami lekarzy w kombinezonach biologicznych.
I chyba tyle, na ulicach nie widać nikogo w maseczkach ani w sklepach – pustek na półkach.
W Krakowie czasami jak ogłaszają bardzo wysoki smog widuje się ludzi w maseczkach. Dziś nikogo takiego nie widziałam. A w sklepach normalnie.
Natomiast w Przychodni i w aptece takie informacje:
Gdy podeszłam zrobić zdjęcie wszyscy ludzie patrzyli na mnie jak na szaloną. Co innego ulegać panice, a co innego WIEDZIEĆ, na jaki numer dzwonić jakby co.
Zakaz odwiedzin w okresie grypy to słuszna decyzja, ale z drugiej strony przy tak ogromnych brakach personalnych bez pomocy rodziny w takim miejscu, gdzie jest moja mama średni personel sobie nie poradzi.
Niestety, teraz nie powiem jak jest w Poznaniu, nie mam nic do czynienia ze szpitalem i oby tak jak najdłużej.
Dobry wieczór.
Jestem na czasie, w dniu wczorajszym otrzymałem skierowanie do szpitala. Wprowadzono tam ograniczenia, związane z odwiedzinami, które bardzo mi są nie na rękę, szczególnie w obecnych uwarunkowaniach w których się znalazłem. Kierowany ciekawością, zrobiłem spacer po sieci i okazuje się iż skala ograniczeń a nawet zakazów odwiedzin jest dość duża, przyczyną głównie grypa, „jelitówki” itp. Zwolennikiem teorii spiskowych nie jestem, więc na tym poprzestanę… 🙂
Oby cię jak najprędzej, z sukcesem, wypuścili!
Dziękuję! 🙂
Zdrowia, zdrowia i jak najszybszego opuszczenia szpitala Lordzie W.!
Też nie jestem zwolenniczką teorii spiskowych i dlatego uważam, że nie należy ulegać panice.
Natomiast nie należy lekceważyć „zwykłej” grypy, bo na powikłania po niej umiera więcej osób niż nam się wydaje.
I jednak ja polecam szczepienie przeciw grypie, choć zdania bywają podzielone. Ja się szczepię od wielu lat jako osoba z tzw.grupy ryzyka.
Współczuję pobytu w szpitalu, ale już pobyt w szpitalu bez możliwości odwiedzin to okropnie przykra rzecz. Pobyt w szpitalu to jest sytuacja, w której się sprawdza, że dobrze mieć dużo znajomych, ale oczywiście gdy nie jest się w stanie bardzo obolałym i odwiedziny są dopuszczalne.
Dziękuję Makówko, będzie tak jak być musi 🙂
Odnośnie teorii, pisałem o tej nowej C-!9. Gdzie, po co i dlaczego tak dużo, no bo ukrywać coś muszą etc. Koniec! Spirala się nakręca…
Moim zdaniem media nie ułatwiają, na wszystkich kanałach informacyjnych nic tylko C-19. Nie mówię aby nie informować, wręcz należy ale nie 22 godziny na dobę. Tworzy się schemat, ten czas zaczyna się równać dla ludzi z wagą problemu, skoro jest ona taka duża…. Spirala się nakręca.
Co do grypy, jak najbardziej słuszne jest szczepienie się, szczególnie jeżeli ma się problemy odpornościowe. Wirus grypy jeszcze nie raz pokaże co potrafi, jest groźny, mocno mutuje a materiał ludzki jest coraz słabszy i podatny. I w nieświadomym społeczeństwie panuje przekonanie, z dawien dawna, że grypa to w sumie nic takiego, być może i tak było kilkadziesiąt lat temu, kiedy pierwszym wyznacznikiem czegoś poważniejszego było zapalenie płuc. i przeświadczenie owo jest między pokoleniowo kolportowane, pozostaje mieć nadzieję iż w coraz mniejszym nakładzie.
Szybkiego powrotu ze szpitala Lordzie W. i ogólnie dobrego samopoczucia.
Nauczy;iśmy się wierzyć, że medycyna wszystko może ? Złudzenie…
Dziękuję. 🙂
Dokładnie Wiedźminko, bardzo mylne złudzenie. Bo w natłoku informacji czego to medycyna nie może zdziałać zapominamy o tej drugiej części bilansu, czego naprawdę nie może, gdybyśmy tak zerknęli okazałoby się iż jest tego więcej niż w pierwszej tabeli. Ogólnie, wielu lubi żyć w ułudzie, dlaczego ? W skrócie : bo tak łatwiej 🙂
I dlatego nie do końca wierzę naszym kochanym lekarzom



Oni na pewno wiedzą dużo, ale o sobie samej wiem więcej
Mają swoje tabele, schematy, wzorce… a ja mam tylko siebie.
Mój lekarz rodzinny już przestał ze mną walczyć. Jeszcze na początku pytał mnie czy będę przyjmowała jakiś lek, ale już dał sobie spokój
Niemal wszystko można wyregulować dietą, bez brania tony tabletek. Mam całą masę ziółek i jak na razie to mi wystarcza
Medycyna na pewno poszła do przodu, ale wielu rzeczy lekarze nie wiedzą. Zgadują i jak uda im się trafić – to sukces. Organizm ludzki nadal jest tajemnicą i żadne schematy, czy normy, nie są w stanie wyleczyć… ale niektórzy wierzą, że jest złoty środek, który pomoże na wszystko…
Szybkiego powrotu do zdrowia, Lordzie W
Właśnie!
Zamiast INFORMOWAĆ nakręca się spiralę sensacji i paniki.
Będzie dobrze, trzymam kciuki i …miś jest dobry na wszystko!
ZDROWIA Lordzie W !
I owe nakręcanie jest niezwykle złe i nie tłumaczy tego zjawiska fakt czy jest ono kreowane świadomie czy też nie. Dodam jeszcze to co miałem napisać powyżej, niemniej mi umknęło. Mianowicie, mieszkam na prowincji,w małym miasteczku i tutaj czuje się jednak pewne napięcie, w przychodni dziś problemy z lekarzami rodzinnymi (urlopy), w aptekach braki maseczek itp. na szczęście w marketach jeszcze półki całe.Troszkę groźnie (co zrozumiałe), niemniej i śmiesznie. Przeginanie w żadną stronę nie jest dobre. 🙂
Otóż to. Nie jest dobre to zbyt łagodnie powiedziane. Jest bardzo szkodliwe i niebezpieczne.
Poruszyłam ten temat, bo wróciłam z północnych Włoch, bo zetknęłam się z tym, że niektórzy znajomi bali się ze mną spotkać (tylko niektórzy), bo u mamy wprowadzili zakaz odwiedzin, bo w Przychodni ludzie patrzyli na mnie jak na wariatkę po co robię zdjęcia plakatowi z numerami telefonów.
Więc albo panika albo ignorancja (po co mi ten numer?)
Dołożę swoje trzy grosze


Ale w jego przypadku niewiele pomogła 
Nie szczepię się przeciw grypie. Tak właściwie nie szczepiłam się nigdy. Mój mąż też nie. I to nie dlatego, że lekceważę tę chorobę, ale dlatego, że nie potrzebuję. Mój mąż chyba nigdy nie miał grypy, a ja nie pamiętam kiedy po raz ostatni. Chyba jak tylko przyjechaliśmy, to (jak mi się wydaje) niedokładnie umyłam ręce i „załapałam” żołądkową grypę. To jednak trochę coś innego…
Poza tym… o tym się głośno nie mówi, ale są osoby uczulone na tego typu szczepionkę. Moja koleżanka, pracująca w szpitalu zachorowała po szczepionce tak, jak jeszcze nigdy w życiu. Jej koleżanka z pracy „wylądowała” w szpitalu (też po szczepionce) i o mały włos by się „przejechała” na tamten świat. Obydwie zostały zwolnione z obowiązku szczepienia.
Jeszcze inny mój znajomy mieszkający w St. Charles, co roku ma szczepionkę, bo zawsze uważał to za konieczne. Też trafił do szpitala. Nie po szczepionce, ale na bardzo złośliwą odmianę grypy. Był tak słaby, że musieli go wynosić z domu (a waży ok. 160 kg), żeby zabrać do szpitala
Nie chcę przez to powiedzieć, że szczepionka mu zaszkodziła
Masz rację, Makóweczko. Od Twego pobytu we Włoszech minęło sporo czasu i na pewno tam nie załapałaś wirusa
Ważne, żebyś się czuła bezpieczniejsza. Chociaż to jedno „zejdzie” Ci z głowy 
Ale dobrze jest wiedzieć co i jak. Dobrze być przygotowanym na wszystko. Nie ma co się przejmować tym, kto jak na Ciebie patrzy
A teraz już fajrant i przerwa.
A jak jest w Warszawie ? Dzisiaj , miałem planową wizytę w akademickim szpitalu ,który w ub. roku poczęstował mnie bakterią odporną na antybiotyki . Tzw. mój lekarz , podobno był pilnie zajęty , a w zastępstwie przyjął mnie pan doktór na stojąco ,bo też mu się śpieszyło . Załatwił mi tylko poza planem jeszcze jedną wizytę w rejestracji i do widzenia . Coś zatem się w tym niby porządku dzieje , bo wszyscy sie gdzieś śpieszą . Dobrze już podobno było , a teraz mamy tylko dobrą zmianę . Zostaję wściekły ,ale nie z powodu porannego kaca ,tylko wirusa ,który okazuje się ważniejszy niż ta moja , wredna bakteria …
Witaj Maksiu!
Życzę udanej walki z tą Twoją wredną bakterią.
Czyli jednak nie oddamy ani guzika, byłoby śmieszne, gdyby nie było tragiczne.
Tam, gdzie jest moja mama zwalniają się kolejne pielęgniarki, nie ma kto pracować. W innych szpitalach -podobnie!
To ja jednak dużo sprawniej ostatnio mam w kontaktach z lekarzami. Ale pewnie dlatego, że i sprawy prostsze.
Zamiast kolejnych żuczków i chrząszczy zostawię to tutaj:
Szybko, bezpiecznie i bez wychodzenia z domu.
Tak, to piękny przykład spychologii.
A jednak! Żyraf ciąg dalszy – tu ukłon dla Miralki za dociekliwość
Przeszukałam ich portrety i znalazłam panienkę, o której wspominałaś, a ja w swojej ignorancji nie zwróciłam uwagi na brak „wysięgnika”.
W życiu bym nie powiedział, że takie żyrafy mnie zafascynują, w dodatku czerwono-czarne, a nie żółte w łaty
Mnie w obserwacji wyglądu owadów fascynuje precyzja i delikatność części składowych osobnika , które przecież są wytworem matki natury . Tam nie ma zbędnych elementów , co świadczy o genialnych studiach matki natury , tylko żal ,że nic nie wiemy o kadrze naukowej tej uczelni .
O to to. Mnie poza tym fascynuje również, jak podczas przepoczwarzania postać larwalna zmienia się w dorosłą, czasem całkiem inaczej wyglądającą i zbudowaną, jakie tam procesy przebudowy zachodzą, że w ogóle jest możliwa tak drastyczna czasem zmiana.
Coś jakby przekształcenie się z bobaska w dorosłego człowieka następowało w jednym, krótkim akcie…
Z utraceniem młodości „durnej i chmurnej”?
Jednak dobrze, że nie jesteśmy owadami.
Absolutnie się zgadzam. A już jakbyśmy mieli być częściami roju czy mrowiska…
Czy być królową, czy robotnicą to i tak nie specjalnie mi się podoba takie zhierarchizowane społeczeństwo jak u mrówek.
A ja myślałam, że ten owad (żyrafa) został przyłapany w trakcie posiłku!
A to był ” wysięgnik”.
Właśnie się zastanawiałem, po co im ten „wysięgnik” (Wikipedia mówi naukowo „przedplecze”, błee), i wychodzi, że chyba tylko do walk godowych i spychania się nawzajem z drzewa. A tak na chłopski rozum pomyślałbym, że do sięgania w głąb czegoś, np. kielichów kwiatków?
No widzisz? To jednak niekoniecznie „plac budowy”

Lubię wiedzieć, szczególnie jak mnie coś zainteresuje. Jeszcze „dopadnę” tego świerszcza, czy cokolwiek to jest
A ja się już pożegnam, dobrej nocy życząc wszystkim Wyspiarzom…
Spokojnej!
Spokojnych snów Bożenko!
Dobranocka.
Dzisiaj żwawa, ale za to naprawdę, oryginalnie dobranockowa. I to z Krakowa, z samej Smoczej Jamy!
Snów z dzieciństwa, najjaśniejszych i najbardziej beztroskich!
Wróciłam do domu akurat na skoczną Dobranockę.
Snów z dzieciństwa?
Moje dzieciństwo było bez telewizora. Bez komputera, komórek i Internetu oczywiście też! Były książki, gazety i radio.
Moje było już z telewizorem (najpierw czarno-białym, na którym przez większą część tego dzieciństwa dostępne były dwa programy), a komputer pojawił się pod koniec i zgoła inny niż obecny standard (Sinclair ZX Spectrum). I inny był dostęp do jednego i drugiego.
Ale nie powiem, żeby było przez to gorsze niż moich dzieci. A może nawet lepsze?
Myślę, że nie istnieje jednowymiarowa skala porównania – obawiam się, że i czterech wymiarów by nie starczyło!
Też mi się tak wydaje, Ukratku. Każde pokolenie ma inaczej i trudno określić które trudniej
Wszystko zależy z której strony na to patrzeć…
Nawet to wojenne pokolenie, o którym wspomniała Makóweczka, nie było jednolite. Jednych wojna budowała psychicznie, innych rujnowała… zależało od jednostki. I tak jest do dziś…
Też uważam jak Q, że dzisiejsze dzieci, młodzież mają w gruncie rzeczy dużo trudniej i gorzej niż my.
Za mojego dzieciństwa i młodości liczyły się więzi międzyludzkie, przyjaźń, lojalność itp. Te więzi, na których bazuję do dziś.
Albo, dzięki którym nabyłam umiejętności zawierania nowych więzi jak np. w czasie ostatniego pobytu w Sappadzie.
Ale Tetrykowi też przyznam rację -trudno to porównywać.
Z obserwacji widzę, że dużo trudniej im nawiązywać te więzi, a właściwie – dużo łatwiej, ale i dużo głębiej są zranieni, jeżeli ktoś nadużyje ich zaufania.
Chyba tak. Co pokolenie to mniej odporni psychicznie. Najbardziej twarde było pokolenie wojenne.
To miałaś Makóweczko tak jak ja





Telewizor pojawił się u nas, gdy już byłam „podrośnięta”…
Pamiętam też, jak moja prababcia nie mogła zrozumieć, jak cała orkiestra weszła do tej malutkiej „toczki”. Bo kiedyś radio nie miało kanałów. Albo grało, albo nie… niektórzy mówili, że jak nie gra, to nadaje to, o czym się mówi w domu
Podobnie było z naszym pierwszym telewizorem. Program był jeden i to też tylko kilka godzin dziennie
O komputerze, internecie, czy telefonii komórkowej nikt nawet nie słyszał…
Nasz pierwszy komputer (w drugiej połowie lat 80, czy może na początku 90?), to był Atari (ale nawet nie pamiętam jaki, ale chyba 800 coś tam). Gry wgrywało się przez specjalny magnetofon, co zajmowało masę czasu. O internecie nie było słychać
Komórki co prawda pojawiły się parę lat później, ale były nieprzyzwoicie drogie i nie miały takiego zasięgu jak teraz. Pamiętam jak czasami ktoś chciał zaszpanować „cegłą”… udawał że z kimś rozmawia, patrzył dokoła z wyższością… i raptem komórka zaczynała mu dzwonić
Popłoch w oczach był cudny…
Carramba! Chyba pójdę już spać!
Dobranoc, Wyspo!
Carramba?
Spokojnych snów z carrambą czy bez panie Ukratku!
Carramba, jak mawiał Don Pedro, szpieg z Krainy Deszczowców.
I tak oto z fauny Madagaskaru przeszliśmy płynnie do szpiegów!
Wszak o wymianę myśli chodzi głównie na Wyspie, prawda panie Mistrzu Q?
Tak jest, i o wzajemną inspirację!
Inspirację a często również wspieranie (Wyspa jako kotwica).
Skoro na szpiegów zeszło, to na dobranoc zabawa
Filmowe kadry z Porwania Baltazara Gąbki 1969-1970, kolejna seria Wyprawa Profesora Gąbki to lata 1979-80, więc rozstrzał dobranockowy spory… a krakowska historyjka przeniesiona na ekran w Bielsku-Białej.
Moją ulubioną zagadką dotyczącą tej bajki to: badaczem czego był profesor? Podpowiedź: tematycznie ma to związek z tym pięterkiem.
Jasne, że internety wiedzą wszystko…
W realu pytani mają niezły orzech do zgryzienia i śmiechu jest zazwyczaj sporo.
Ooooch, pamiętałem! On badał w Krainie Deszczowców jakieś żaby, ale nie pamiętam, jakie i pod jakim względem?
Brawo Mistrzu! Żaby były latające
A Don Pedro de Pommidore miał kryptonim X-54.
A faktycznie! A Wielki Deszczowiec chciał wyhodować te żaby w rozmiarze XXXXL i użyć do inwazji na inne państwa, w tym na Gród Kraka z przyległościami; profesor nie zgodził się brać w tym udziału i dlatego został uwięziony.
Jakby mi się klapka otworzyła w pamięci na hasło „latające żaby”
Carramba, pora spać !
Masz rację Wiedźminko, dobrej nocy… Carramba!
Spokojnej. To i ja zemknę.
Skoro Wiedźminka tak mówi…
DOBRANOC!
Dzień dobry
To znów piątek.
Witajcie!
Znów przespałem wieloaspektową dyskusję nocnej zmiany…
Jest takie przysłowie: „Dzień do pracy, noc do spania”. Można jeszcze dodać:”Wieczór miły do kochania”.
Ale teraz jest czas do picia kawy lub herbaty
O właśnie! To ja poproszę kawusię.
Witajcie!
O takiej godzinie Gienia JESZCZE podaje herbatę?
Ale bodaj jesteś wyspany Tetryku.
wiem, wiem …to taki żarcik.
A do dyskusji zawsze się można włączyć w WOLNEJ CHWILI.
Wolnej chwili
Jakoś mało jest tych „wolnych chwil”, bo pustki na Wyspie
Bożenko!
Niektórzy zapracowani. A mnie przygniotła proza życia i pozbawiła wszelkiej energii.
Zresztą i tak za dużo gadam i na dodatek nie na temat.
Wiem, Maczku…
Dziękuję za misia Bożenko!
Wiesz, mój instynkt samozachowawczy (ktoś pewnie powie -egoizm) uciekania w żarty, wygłupy, inne tematy czasami mi trochę pomaga.
Mój syn…faceci są w ogóle mniej odporni psychicznie…ten zakaz odwiedzin babci…
Już milczę, nie mogę nadużywać Wyspy jako kotwicy.
Rozumiem Cię, też mam siostrę w szpitalu…
Coś poważnego z siostrą? Siostrze życzę zdrowia jak najszybciej.
Dzień dobry. I zapowiada się dość pracowicie.
Pracuj, Pracusiu. Powodzenia
Kochani, fajrant, ale przerwa dłuższa, bo czeka mnie dzisiaj spotkanie towarzysko-służbowe. I pewnie się przeciągnie.
W najgorszym razie: do jutra.
Cały Quackie: jak nie pracuje, to baluje…
Raczej on baluje pracując albo pracuje balując,bo spotkanie jest towarzysko -służbowe.
A ja dla odmiany w autobusie.
A ja dla odmiany wróciłam do domu, byłam u lekarza.
A ja dla odmiany wymieniłem akumulator i za chwilę jadę pośpiewać
A ja dla odmiany słucham…
Nie śpiewasz?
Nie śpiewam, nigdy nie śpiewałam, a teraz to już -zupełnie. Nie jestem w „tetrykowym chórku”.
Czas na nocną zmianę, a ja idę pod kordełkę.
Dobranoc.
Śpij dobrze Bożenko!
Teraz życzę Ci dobrego snu, gdyż dopiero teraz wróciłam do domu.
Byłam w ZetPeTe na spotkaniu z posłanką Darią Gosek-Popiołek i posłem Adrianem Zandbergiem. Nie są oni z „mojej bajki”, ale warto było posłuchać, aby przekonać się, że w wielu sprawach mówili z sensem.
Czułam, że muszę gdzieś wyjść „między ludzi”, bo zaczął mnie obezwładniać jakichś taki depresyjny stan.
Posłuchałam, wyściskałam się z różnymi znajomymi ze Stowarzyszenia i …już mi trochę lepiej.Trochę…
I po chórku. Ponieważ Mistrz Q. baluje zawodowo, proponuję na dobranoc miliony róż opowiadane przez Ałłę Pugaczową.
Czyli mamy mieć różane sny?
Mogą być nawet różowe, choć lepiej – jak w piosence – szkarłatne od kwiatów 🙂
Różane, nie -różowe.
Z milionem szkarłatnych róż…
Mnie tam jedna by wystarczyła…
Łoj, jak dawno nie gościła Ałła na Wyspie.
Hej, Rumaku, zaglądasz ??
Odpowiedziałbyś ? – czegój, kto mnie woła, czego chce ? 😉
Dobranoc, Wyspo!
Dobranoc powiadasz?
To i ja
Snów szkarłatnych… dobranoc Wyspo
Skowronek by się ocieszył z tej dobranocki
No właśnie, co ze Skowronkiem?
Spoko. Żyje
Dobranoc kochani

Dzień dobry


Może w końcu jutro (w sobotę) kupimy mój samochód… może nie taki nowy, bo trzyletni, ale zawsze nowszy niż ten, który mam
I mam nadzieję, że zacznie się psuć dopiero po kilku latach, a na razie będzie spokój z naprawami
Na 9 rano jesteśmy umówieni u dealera Toyoty. Zobaczymy jak to będzie…
A tak w ogóle, to „wjechałam mężowi na ambit”
Powiedziałam mu, że gdyby to on jeździł naszą „Sienką”, to na pewno kupiłby już dawno nową, a nie jeździł takim gruchotem
Lista rzeczy do naprawy jest bardzo długa i sama nie wiem jak toto jeszcze jeździ. Tak „wzięty pod ambit”, od razu zaproponował wizytę w Toyocie 

Coś tam sobie zapisał. Wydaje mi się, że jak dostaniemy za nią z $500 to się skichamy ze szczęścia
Gdybyśmy oddawali ją na złom, to może dali by nam ze $250… W sumie, to mam na niej przebiegu prawie 300 000 mil (prawie 480tys. km). To dużo, bo średnia wychodzi ok. 20 000 mil (ok. 3200 km) na rok. A oni liczą tak gdzieś między 10 a 12 tys. mil. Czyli za dużo jeżdżę 

Już przyszykowałam akt własności naszej Sienny i gotówkę, którą uzbierałam na pierwszą ratę. Gostek proponował nam jakąś nową Siennę, ale ja nie chcę skórzanych foteli. Mieliśmy do wyboru dwa używane samochody tego typu. Z 2017 roku i tegoroczna, z 2020 roku. Obie szare (jak moja obecna) i obie z bajerami, których nie potrzebuję. Ta z 2017 ma 35 000 mil przebiegu i była wynajmowana komuś tam. Ta z 2020 ma 20 000 mil przebiegu i była w leasingu. Z tym, że ta starsza jest o $5 000 tańsza (dokładnie $4 800). I sama nie wiem co wybrać?
Ale chyba ta starsza…
Facet oglądał nasz samochód, bo musi go wycenić. Po ciemku zauważył tylko jedno pęknięcie na przedniej szybie, a są dwa
Zobaczymy jutro rano co z tego wyjdzie
To w ogóle są ogromne auta. Nie chcecie czegoś mniejszego? Czy potrzebujecie do wożenia większych ilości bagażu?
Ja wiem, że to są ogromne auta, ale takie właśnie potrzebujemy. Na zakupy wystarczyłoby nam dużo mniejsze autko, ale jak jedziemy na biwak, to mogę zapakować „pół domu”, czyli wszystko czego możemy potrzebować
Szczególnie jak jedziemy we czwórkę.
Nawet wersalka weszła do środka… i nawet drzwi się dało zamknąć za nią 
Gdy się przeprowadzaliśmy, to nie musieliśmy wynajmować żadnego samochodu. Wszystko zmieściliśmy w Siennie. Oczywiście nie na raz
Tak się właśnie spodziewałem (z tą wersalką)
Ano właśnie, zapomniałem o biwakach.
A może w takim razie czas pomyśleć o kupnie albo wypożyczeniu przyczepy kempingowej na takie wyjazdy? USA to kraj trailerów!
Bardzo zmęczona jestem, więc tylko nikły ślad obecności i zmykam:)
Pozdrawiam:)
Dzień dobry
Nie było nocnej zmiany… 
Wyspa jeszcze śpi? Może Gienia pomoże?
Buszuje
Buszmenka się znalazła!
(czemu pomyślałam, że o sobie napisałaś A/S ?)
Przeta, musiałam pobuszować! Zanim coś napisałam, no nie?
Dzień dobry, pięknie dziękuję, zaopatrzyłem się u Gieni w kawkę, a teraz muszę jeszcze coś załatwić w realu, odezwę się, jak wrócę.
Taaa -albo pracuje balując albo coś załatwia -cały Q, cały on!
I jak On to robi?? Dobie, jak nic, dołożył godzin. Tylko w jaki sposób te dodatkowe godziny zdobył?
Też bym chciała wiedzieć!
Zwykle kosztem snu, a potem w weekendy odsypiam, o ile jest mi dane.
Dzień dobry, oglądnęłam, popodziwiałam wszystkie stworzonka zamknięte w kadr i poczytałam z wielką przyjemnością Szan.Wyspiarzy.
Poznałam zwierzątka Madagaskaru, duże i małe, wędrując za Sophii, nie pchając się w obiektyw 😉
Cudne. I lemury z miodowymi oczami, żabka na liściu, kameleona na dłoni i pierzaste oczywiście. Nawet…(brrr)…pająki.
Dzięki Sophie.
Wędrowałaś delikatnie jak wytrawny tropiciel Allu, i ja dziękuję
Witajcie!
Może jest szaro i niezbyt jeszcze ciepło, ale jednak Skowronek nadleciał! Idzie wiosna!
Z zadyszką, śnieżną pluchą, ale idzie!
Witaj mój ulubiony Ukratku
Witajcie!
Na niebie słońce, a obok ciemne chmury.
Ale co tam chmury, najważniejsze, że Skowronek przyleciał!
Skowroneczku!
Ja też cieszę się ze Skowronka, bo już zaczęłam się martwić…
Witaj Skowroneczku
Hej, hej kochane Jesteście


Całkiem mnie nie poskręcało. No może tylko troszeczkę
Sąsiadki wyjeżdżają, znaczy się jedna wyjechała, zaraz druga zejdzie na kawę i też w drogę, a jutro mój Ślubny! Cieszyć się?? Hę??
Ale już jesteś odkręcona?
Połowicznie
Nie martw się, przecież wszyscy wrócą
Sądząc po szerokości uśmiechu, specjalnie się nie martwisz…
Czasami SZEROKI uśmiech przykrywa smutek…
Wiesz coś na ten temat…
„… Wiem jak ułożyć rysy twarzy
by smutku nikt nie zauważył…”.
Ale ta maska działa tylko dla tych co mnie mało znają.
Dzień dobry


Ależ to pięterko zrobiło się wysokie
Czy nikt nie ma pomysłu na nowe?
Zaraz wybywamy po samochód, więc do popotem
A ja jestem i teraz to już pewnie pobędę (z przerwami, jak zwykle, ale mam nadzieję niedługimi).
A mnie już nie ma.
Wrócę jak wrócę…
Będę balować i pić nalewki!
„Nalować i pić balewki”
A nie, czekaj…
Kto wie jak będę pisać za chwilę i czy kamienice nie będą..
Paaaa
I co? Kamienice są…?
…kiedy przejeżdżały koło mnie po raz drugi, policzyłem je znowu. Było ich… siedemdziesiąt dwie…
Są.Jestem w…kamienicy właśnie.Jeszcze stoi.Nalewka z kwiatu bzu na początek.
Maczku, ja Cię proszę kolejny raz! Uważaj na…
Na biegnące na mnie kamienice mam uważać?
Uważałam, już wracam do domu…
Wreszcie wyspane dzień dobry:)
Brawo, Lenka!
Witaj, Tetryku:)
Że już wstałam;)?
No właśnie!
Dzień dobry!
Dzień dobry, Quackie:)
Koralikuję (mam pomysł i chcę go jak najszybciej dotknąć, a nie tylko widzieć) trochę, więc zaglądam Tu i Ówdzie głównie w przerwach na odgięcie karku:)
Pozdrawiam:)
Koralikuj, działaj – a potem nie zapomnij się pochwalić
Trochę wsiąkłam:)
Ale mam już trzy z czterech rzeczy, które wymyśliłam. Czym chwalę się zgodnie z Twoją sugestią, Quackie:)
Tak, tak Lenko, że se tak za Panem Q, nie zapomnij się pochwalić 🙂
Dobry wieczór, Allu:)
Chętnie:)
Ale raczej u siebie, bo wstawianie zdjęć na Wyspie wciąż uważam za odmianę bardzo czarnej magii:)
Pozdrawiam:)
No a ja wróciłam właśnie z Lidla, bo zakupy trzeba zrobić, żeby w lodówce tylko światło nie świeciło.
No, jeszcze mogą świecić jakieś radioaktywne substancje, o ile ktoś je trzyma w lodówce!
Takich nie kupuję i nie wkładam do lodówki
Uff! To ulga
Późne dzień dobry/wieczór! I ja wróciłam, kontynuując temat przyrody – z rudą Baśką…
W sumie nie miałbym nic przeciwko temu, żeby wiewiórki zastąpiły kiedyś ludzi (tak jak ludzie nastąpili po dinozaurach albo wielkiej faunie trzeciorzędowej [tak, pamiętam, że nie używa się już określenia „trzeciorzęd”]).
Chociaż z tego, co pamiętam, to większe szanse mają ośmiornice, nie pamiętam tylko, czy pod wodą, czy nad wodą.
Ponoć nasze „czerwonofutre” ulegają wypieraniu przez inwazyjne szare wiewiórki amerykańskie. Czyżby międzygatunkowa zemsta za konkwistę?
Coś jest na rzeczy, w niewielkim zagajniku namierzyłam tę jedyną rudą i trzy szare.
Dobry wieczór, Zocho:)
U nas rudych wciąż dostatek:)
Może dlatego, że o orzechy z naszych leszczyn warto zawalczyć:)
Pozdrawiam:)
Uroczy rudzielec
U nas tylko czarne biegają, nie pamiętam kiedy ostatni raz moje oczy oglądały rudą wiewiórkę. Chyba tylko na fotkach.
Poranną kawę pijam przyglądając się przez okno wiewiórczemu fitnessowi, ale to zapewne wyłącznie za przyczyną rosnących w sąsiedztwie orzechowców. Bywa, że spotykam na ścieżce skonsternowanego rudzielca, bijącego się najwyraźniej z myślami: trzymać orzeszek, czy uciekać? A może próbować uciekać z orzeszkiem… łakomstwo zazwyczaj zwycięża
Tę dzisiejszą spotkałam jednak w lesie, czyli na południu szare jeszcze nie wygrały bitwy. A polowałam na szare, ale gęsi…
Pachniało już wiosną w lesie?
Mam nadzieję, że jutro zaglądnie do mnie słońce, bo ta szaruga, siąpiący deszcz, śnieżna plucha – wykończą mój układ nerwowy
Jeszcze nie, bardziej zimowo jednak jest. W górach śniegu dosypało.
Jutro zaświeci Ci słoneczko, Skowronku
Przed Twoim pstrykaniem uciekały?
Nie, mam też statyczne, ale w tym momencie za moimi plecami przejechał traktor. A to, chociaż nie jest poprawne, podoba mi się.
Piękne gęgawy (jak mi się wydaje)

Przywędrowały w nasze strony aż z Kanady, bo stamtąd ta odmiana pochodzi.
Rudzielec też sympatyczny
A wiewiórek szarych mam w swoim ogródku pod dostatkiem… do wyboru, do koloru. Są nawet czarne wiewiórki szare
Tu taka pozująca… gęgawa?
Wydaje mi się, że to gęgawa

Ale przecież specjalistką nie jestem…
Cudna
Zdeptałam się dzisiaj deczko, więc się idę wyłożyć życząc SzanPaństwu dobrej nocy

Połykam nie tylko literki, ale i wyrazy! Kurcze, o czym to świadczy? Może Ktoś mi wytłumaczyć ?
Odpoczywaj wygodnie wyłożona

Dziękuję Sophie i do porannej kawy?
Jak najbardziej, jutro niespiesznie niedzielna i z kardamonem!
Więc do jutra, dobranoc
Spokojnej wszystkim zmęczonym, oby Wam nocka pomogła wypocząć.
A ja miałem przerwę na „Rocketmana”, film muzyczny i biograficzny o Eltonie Johnie, zobaczymy, może jakaś dobranocka z tego będzie?
Film znakomity, myślałem, że przerywniki musicalowe to nie dla mnie, ale w tym filmie się bronią absolutnie. Nawet lepszy niż „Bohemian Rhapsody” o grupie Queen.
Dobranocka.
No i oczywiście, że dobranocka dzisiaj od Eltona Johna, tytułowy utwór z filmu, ale w wykonaniu Connie Talbot, młodej i utalentowanej dwudziestolatki. „Rocketman”, no, powiedziałbym, że wyszła zdecydowanie z tarczą.
Snów rakietowych. Nawet jeżeli nie specjalnie wybuchowych.
Wysyłasz nas w kosmos?
Tylko przez sen. I niekoniecznie od razu hibernacyjny
Wróciłam do domu.
Nie liczyłam tych no… „przejeżdżających obok mnie kamienic”, bo byłam zajęta jedzeniem różnych dobrych rzeczy.
Na ten przykład polędwicy w sosie owocowym (morele, rodzynki, daktyle). Sos bynajmniej słodki nie był.
Natomiast języczki na ciepło z lodami polanymi ajerkoniakiem bananowym -już były pysznie słodziutkie.
Zapomniałam o szampanie? Jak okazja to i był szampan!
No, no! Ekskluzywna kolacja! Aż ślinka cieknie!
No! I to wszystko specjalnie dla mnie…
Własnoręcznie zrobione.
A nalewka z kwiatów bzu też domowa.
A co?
Uuu. Na bogato!
Zapraszam na okolicznościowe pięterko, bo tu już jest strasznie wysoko!
292- kolejny rekord pobity!
Kosmicznych snów Wyspo, niekoniecznie rekordowych
Miłej nocki życzę tutaj:)
Zajrzę na okolicznościowe pięterko i zajmę się tym, czego młode indorki nie lubią najbardziej – koralikami:)
Pozdrawiam:)