Sióstr Ewy i Danki przedstawiać nie muszę, bo zrobiłam to w PRZEDDZIDZIU .
Wakacje 2018 i 2017 spędzałyśmy we trójkę, co może kiedyś opiszę na Wyspie.
W tym roku tylko w Krakowie i Warszawie byłyśmy razem, a potem (jak już pisałam) trzy bliźniaczki się rozdzieliły.
Ewa nie będąc z nami, zachęcała Dankę i mnie do napisania relacji.
Zrobiła to w mailu, cytując Juan Ponce de León — hiszpańskiego żeglarza, odkrywcę i konkwistadora.
„To tell the tale of the journey is to go on it a second time”
„Kiedy napiszesz opowieść o podróży, to jakbyś przebyła ją jeszcze raz”.
Cytat niech posłuży za motto tej relacji. Tak dla mnie przetłumaczyła to Ewa. A może nasz Mistrz Q napisze swoją wersję tłumaczenia?
Tak więc Danka zachęcona przez siostrę zrobiła relację i wysłała mailem do obu Ew.
Postanowiłam relację skopiować, dodać moje zdjęcia i wspólnie z Danką zaprosić Wyspiarzy na wycieczkę .
Oddaję więc głos Dance:
Alcudia jest położona na północy Majorki, dosłownie na przeciwnym końcu od Palmy.

Nazwa jest dla mnie fascynująca, wiec odświeżyłam wiadomości podane nam przez przewodniczkę. A właśnie – pani przewodniczka, elegancka dama pochodzenia chorwackiego, której ojciec był dyplomatą w Polsce w latach 70-tych.
Najpierw przybyli w te okolice Rzymianie i założyli port Polentia położony strategicznie między dwiema zatokami. Potem była inwazja Maurów – stad nazwa Alcudia. Miejsce na wzgórzu.
Król Jakub Aragoński wypędził Maurów, kupił teren i za jego panowania powstało miasto średniowieczne. To są te stare bramy i mury, na które się wchodzi.



Otaczają cale stare miasto. Jest stad piękny widok na góry Tramuntana i dolinę, egzotycznie, kolory pustynne, kaktusy i palmy.
Data ukończenia murów średniowiecznych 1362 – blisko daty założenia Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Targ w Alkudii jest znany na całą wyspę i odbywa się we wtorki. Właśnie tego dnia byłyśmy tam z naszą wycieczką.


Głównie postanowiłyśmy kupić kubki do herbaty, no i może drobne prezenty. Chciałyśmy utrzymać polski rytuał wieczornej herbaty, a tu okazało się, że w Hiszpanii pije się herbatę tylko w wypadku choroby i przy kolacji nie ma filiżanek ani wody. Pierwszy raz poprosiłam o wodę i kelner popatrzył na mnie ze współczuciem (choroba), ale po dwóch dniach zażądał opłaty (ponad dwa Euro).
Zaczęłyśmy wiec parzyć rano… I pic wieczorem. To jest silny nałóg!

Z Alkudii pochodzi pyszny likier migdałowy — kupiony w sklepie z pamiątkami — który wybrańcy losu dostali w prezencie.

Po drodze przejeżdża się przez sady migdałowców wiec to product jak najbardziej lokalny.
Z portu Pollenca wsiedliśmy na statek wycieczkowy, który płynął wzdłuż tego wspaniałego skalistego wybrzeża, które ukazało się wpierw starożytnym Rzymianom.


Pobyt na plaży, pływanie w zatoce.

Potem jazda mega serpentynami na Cap Formentor. Ci kierowcy autobusów to prawdziwi akrobaci! Poza tym dzielą drogę z prywatnymi autami i rowerami — nawet w taki upal. Wspinaczka przy 38 C, mój żółty parasol pozwolił mi wyjść na sam szczyt.



Opis Danki, który skopiowałam z maila od niej jest wyróżniony niebieską czcionką.
Obrazkiem wyróżniającym jest herb Alcúdii .





Zapraszam na kolejny wpis z cyklu
WYSPY HISZPAŃSKIE, część 1 MAJORKA
1.2 Alcudia i Cap Formentor.
Poniżej dwa zdjęcia Danki z jej żółtą parasolką, gdyż to Danka dziś Was oprowadza.
Interesujący opis i piękne zdjęcia. Można się dużo dowiedzieć…
zerżnęłaś żywcem od Danki 
Ale Ty, Maczku nie napracowałaś się nad tym wpisem,
Ależ nie zerżnęłam Bożenko, ale dosłownie bez żadnych zmian skopiowałam. Kopiuj -wklej -myk i wpis gotowy.
A po co miałam się sama trudzić skoro opis Danki mi się spodobał?
A że się nie napracowałam? A to insza inszość.
Wiem że skopiowałaś, ja tylko tak to nazwałam…
Ale jesteś sprytna, wiesz jak się oszczędzać
Cóż -obiecałam, słowa dotrzymałam i się nie napracowałam.
Żebym to ja tak umiała być sprytna w życiu, a nie tylko w robieniu wycieraczki na Wyspę!
Dobry wieczór. Nazwa jakby od jakichś Al-Cudów, które mogłyby się tam dziać – albo może się kojarzyć z wielkanocną pieśnią kościelną:
„Naród niewierny trwoży się, przestrasza
Nacudio nasza! Alleluja!”
Poza tym wycieczka świetna, budownictwo zupełnie inne niż na lądzie, przynajmniej w Andaluzji. Pewnie Zocha by potrafiła znaleźć więcej materiału porównawczego, ale mnie się się wydaje prostsze i jakby bardziej takie… przewiewne? Ale co się dziwić, tamtejsi mieszkańcy, czy to Arabowie, czy lokalsi, potrafili maksymalnie wykorzystać naturalne możliwości klimatyzacji.
Te koncentryczne wzory na chustach wydają się lokalną specjalnością; co prawda na Sycylii bywają podobne motywy, ale w szczegółach jednak inne.
Ciekawy zwyczaj z herbatą; jak się tak zastanowić, to w Andaluzji piliśmy albo kawę, albo napoje chłodzące, a herbatę tylko na kwaterze, parzoną samemu, zresztą wiezioną z Polski.
Skały i morze dość podobne do reszty Morza Śródziemnego, chociaż pewnie specjalista od botaniki dopatrzyłby się różnic w roślinności.
Al-Kúdia, czyli „na wzgórzu” nazwali miasto Maurowie.
Po wyzwoleniu Majorki spod rządów arabskich miasto nazwano Alcúdia.
Jeśli chodzi o chusty koleżanka Danki Jagoda mówiła, że takie chusty widziała na placu w Warszawie. Jestem nietypową kobietą, która nie lubi chodzić po sklepach, placach itd., więc nie wiem. Te dwa zdjęcia pstryknęłam przechodząc, bo mi się wzór spodobał. Nawet się nie zatrzymałam, aby zapytać o cenę, gdzie zrobione itd. Czas wolny przeznaczony na zakupy na placu wykorzystałyśmy z Danką na wędrowanie okolicznymi uliczkami (tam zrobione zostało zdjęcie Danki siedzącej z parasolką z komentarza autorskiego). Oraz szukanie sklepiku z garnuszkami i pamiątkami.
Jeśli chodzi o budownictwo na Majorce może być o tym w następnych częściach wysp hiszpańskich. Kiedyś. Jak zechcecie.
Ależ tak, zdaję sobie sprawę, że to od Maurów idzie, jak wiele innych nazw. Alkad (czyli burmistrz) i jeszcze parę innych, algebra, alchemia, alkohol, aligator…
Ale najpierw pisownia, a potem brzmienie mi się skojarzyły, jak wyżej.
Nie skończyłam pisać komentarza, ale go opublikowałam, bo mi Internet ucieka, a Ty już zdążyłeś odpowiedzieć.
Szybki jak błyskawica Mistrz Q!
À propos wędrowania po odchodzących od placu targowego uliczkach poniżej zdjęcie, na którym trochę lepiej widać dekorację uliczki.
O budownictwie rzecz jasna również chętnie poczytam 🙂
Planuję zrobić pięterko o Palma de Mallorca. Do stolicy jeździłyśmy same miejskim autobusem, więc trochę zdjęć mam, gdyż takie samodzielne zwiedzanie jest zupełnie inne niż z wycieczką. Nikt nie pogania, można spokojnie oglądać, robić zdjęcia.
No i pięknie.
A ja zmykam, gdyż z jakiegoś powodu dziobię dzisiaj nosem w klawisze.
A, już wiem, z jakiego – musiałem dzisiaj wpuścić fachowca o 6:40 w jedno miejsce.
Ja nie wpuszczałam żadnego fachowca, a jakaś taka śpiąca jestem cały dzień.
Gdy słuchałam o Szwajcarii i Liechtensteinie momentami bałam się, że zasnę.
Dobranoc więc!
Dziś chyba trzeba to zrobić równolegle na obu pięterkach, bo jakoś
z MPJ nie możemy się rozstać?
Dekoracje ulic czy tańczącego Maczka??

Od razu skojarzyła mi się piosenka p.Rawik „kocham świat za zasłoną szarych dni… Romantycznie…”
Każdy pretekst jest dobry (chciałam Wam pokazać zdjęcie, na którym lepiej widać dekorację ulicy), aby pokazać Maczka na dowód, że jednak tam był.
Romantycznie- to jest wierzyć w urok chwil
to w porywie szukać sił na zwyczajne dni
Romantycznie- znaczy więcej niż ty sam,
niż zrozumieć wprost się da,
nieprzytomnie, nierozsądnie, romantycznie
Nareszcie w domu!
Witamy na lądzie
To mi przypomina, jak kuzyn małżonki, marynarz i pierwszy oficer marynarki handlowej, zszedł kiedyś na ląd po dłuższym czasie w morzu i dostał gwałtownego ataku choroby morskiej(?), bo ta ziemia zupełnie się nie bujała, a błędnik mu się tak przyzwyczaił, że odebrał to jako coś nienormalnego. Czego Mistrzowi Tetrykowi broń Boże nie życzę!
A nie, nie.. choroby morskiej Mistrzowi T nie życzymy, ale bujać (Ukratka/iem) możemy
Najlepiej tak albo? wśród róż na pewnej huśtawce…
Witamy na lądzie, witamy w Krakowie!
Dzień dobry

Fajna relacja, piękne zdjęcia. Zaciekawiła mnie roślinność na murach. Te zwisające zielone to samosiejki czy im ktoś pomógł się usadowić w szczelinach? Superasto ocieplają surowość murów.
Hi,hi.. herbata dla chorych, no to ja jestem chora, bo też ją rzadko pijam
Jak rzadko pijasz to jesteś ZDROWA Skowroneczku! Ja widocznie bardzo chora jestem, bo piję w dniu parę herbat.
W następnej relacji postaram się dać zdjęcia roślinek skoro takie jest życzenie Państwa.
Teraz spojrzałam co tam skleciłam


Nie będę poprawiać!
Teina równie stawia na nogi jak kofeina.
Ja tylko nieśmiało zapytałam o te roślinki, wdzięcznie zwisające z murów, Maczku
Nie poprawiaj A/S, bo jak zmienisz moja odpowiedź straci sens.
Poszukam czy mam jakieś zdjęcia tych roślinek, ale wieczorem jak wrócę do domu, bo teraz znikam, pa, pa…
Jasno już? Jasno, znaczy czas na poranną kawę! Gienia do roboty! Dzisiaj napoje na plaży, w wodzie i na wodzie oraz na skałach i murkach w otoczeniu błękitów! Przysiadamy z kubkami w cieniu lub pod żółtym – milutko ogrzewającym (herbata dla chorych, woda też! )

Bry…

Dzień dobry, dzisiaj jestem też niedospany, o 2:30 w nocy wparowało do sypialni starsze dziecko z żądaniem hasła do zapasowego WiFi (czasami zdarzają mu się takie siupy).
Więc – kawa, jak najbardziej!
Dzień dobry
Ale dzisiaj sobie pospałam, teraz pędzę z kubkiem do Gieni. Kawa bardzo porządana 
Dzień dobry Bożenko

I dobrze, że pospałaś i to bez liczenia baranów?
Baranów przed snem nie liczę, dosyć mam ich w dzień, gdy tylko otworzę TV.
To może lepiej liczyć owieczki? Tych raczej w tv nie uświadczysz.Raczej barany,świnie,osły…
Ale znów przy włączonym TV nienajlepiej się zasypia…
Nienajlepiej i niezdrowo. Te owieczki należy liczyć w wyobraźni.
Bożenko, specjalnie dla Ciebie. I dla wszystkich, którzy potrzebują coś policzyć przed snem.
Witajcie!
Prawie się wyspałem i powoli rozpakowuję się, opieram, ściągam zdjęcia itp.
Pięterko bardzo fajne, w moich aktualnych klimatach 🙂
Też mnie zastanowiły te strzępki rozwieszone nad Danką i Makówką
Strzępki powiadasz Tetryku? Taż to dekoracja na nasze przywitanie!Jak mogłeś się nie domyślić!

Bardzo fajna, prosta, a niebanalna dekoracja, przy okazji dająca namiastkę cienia.
Też mi się spodobała i dlatego Wam pokazałam.
Kochani bawcie się dobrze,pytania zadajcie, zamówienia składajcie.
Na pytania odpowiem jak wrócę do domu wieczorem.Zamowienia będą realizowane na następnych pieterkach.Budownictwo i roślinki zostały zapisane.Cos jeszcze?
Ten autobus tak trzęsie,że pisać się nie da.Pa…
Pytania zadajcie , zamówienia składajcie , a Makóweczko żyjemy w systemie gospodarki rynkowej , a Ty ani piśniesz, ile będzie to kosztowało . W życiu nie ma nic za darmo , przykładem jest wypowiedz pani Kempy w Brukseli , że przeżyła komisarzy sowieckich i przeżyje Timmermansa . Jak ona to policzyła ? Oto jest pytanie .
Jakże gładko i zgrabnie przeszła pani Kempa do porządku dziennego nad faktem, że komisarze sowieccy mieli zgoła inne argumenty niż p. Timmermans?! Normalnie wystawić ją w łgarstwie figurowym, bo na łyżwiarstwo już nie ma szans!
Ciekawe czy znajdzie się odważny i zapyta : Pani Kempo , konkretnie , co złego uczynił pani sowiecki komisarz ??
Pani Kempa chce się uwiarygodnić, bo jej syn startuje w Wyborach do Sejmu z listy PiS ,jest po studiach i co ważne po rozmowie z prezesem !!!
Maksiu dla Was za wirtualnego kwiatka wszystko co sobie życzycie.
O Kempie pisać nie będę,bo nie chcę sobie psuć humoru.
Wczoraj byłam wyłączona z szarej rzeczywistości zajęta miłym spędzaniem czasu.
Dziś w necie odsłuchałam wypowiedź pani K. i odpowiedź Timmermansa. Czy sobie popsułam humor? Zwyczajnie jest mi wstyd, że takie osoby reprezentują moją Ojczyznę.
A teraz już przerwa po fajrancie. Całkiem udany zawodowo dzień.
Witaj, Makówko.
Jak się spodziewałam – ciekawa opowieść zilustrowana interesującymi zdjęciami.
Zawsze mówiłam, że nie ma to jak „wespół w zespół, by żądz moc móc wzmóc”:)
Alcudia to bardzo urokliwe miejsce, choć zdecydowanie wolę je po sezonie. Nie tylko z powodu niższych temperatur:)
Oczywiście – jak każdy pewnie – jestem pod urokiem starego miasta, a szczególnie – wędrówek wzdłuż wiekowych murów i wciąż zmieniającej się z tej perspektywy panoramy miasteczka:)
Miałam też okazję zawitać do Puerto de Alcudia – żeglarskiej enklawy, i popływać jachtem. Żeglowanie to jedna z moich pasji, ale, jako ta wychowana nad jeziorami, niezmiennie i bez nadziei na zreformowanie, po każdym morskim rejsie stwierdzam, że zdecydowanie wolę mniejsze akweny:)
Będąc na Cap de Formentor, miałam przyjemność przewędrowania kamiennymi schodami na Mirador Es Colomer. Na szczęście upał nie był wtedy aż tak dotkliwy, więc można było skupić się na podziwianiu widoków bez ciągłego ocierania zalanych potem oczu:)
I jeszcze – trochę po macoszemu potraktowany przez Ciebie El Mercado de Alcudia:)
Ja bardzo lubię zwiedzać miejscowe targi. Przeważnie przywożę z nich egzotyczne przyprawy, orzechy i właśnie tkaniny. Kiedy trafię między stragany z takim „materialnym” dobrodziejstwem, trudno mnie stamtąd odciągnąć:) Dobrzy znajomi wiedzą o tym moim bziku, więc znoszą to w miarę cierpliwie (przy kawie i ciachu w tarasowym chłodku jakiejś pobliskiej kafeterejki):)
A na koniec chcę o coś spytać – nic nie wspominacie o (średnio) uroczo nachalnych górskich kozach. Czyżby udało się Wam ich nie spotkać:)?
Wiem, że niemożliwie długi komentarz, ale trzeba było nie zachęcać:)
Pozdrawiam:)
Witaj Leno!
Dziękuję za długi i bardzo ciekawy komentarz będący uzupełnieniem mojego wpisu.
Cóż jak już pisałam na Majorce byłam z BP TUI. W ramach pobytu stacjonarnego wykupiłam jedynie 3 wycieczki fakultatywne.
A na takich wycieczkach jest się ograniczonym czasem i trzeba iść tam gdzie przewodnik.
Dlatego też nie miałam okazji spotkać kozic, gdyż nie miałam czasu na dłuższe wędrowanie po górach.
Pozdrawiam i zasyłam buziaki.
Wróciłam, ale tylko po to, żeby się pożegnać.
Dobranoc
Spokojnej!
Padam na dziób życząc wszystkim – spokojnej
Spokojnej również!
No to ja po przerwie. Czyli pewnie za chwilę dobranoc.
Spokojnej i dobrej nocy spać idącym.Mnie jeszcze trochę czasu zajmie zanim do domu dotrę.
Dobranocka.
Dzisiaj instrumentalnie i (ostatecznie) orkiestrowo. The Cinematic Orchestra, czyli brytyjska grupa grająca nowofalowy jazz, z utworem zatytułowanym (w przekładzie): „Przebudzenie kobiety”. Może to by było lepsze na rano, ale u nas na dobranoc. Pod koniec głośniejsze niż na początku, no cóż, może ktoś zaśnie w trakcie, jak jest jeszcze cicho i kameralnie?
Snów aż do przebudzenia.
Tym razem ja cały prawie dzień przesiedziałem w krzakach, nadrabiając zaległości po przyjeździe, prania, odnajdywania się w domu itd, zaglądając tu jednak od czasu do czasu.

Życzę więc dobrych i bezpiecznych snów!
Spokojnej. Ja też zmykam.
Dobranoc.
Ja jeszcze zostanę na drugiej zmianie.
Może Lord W. wyjdzie z krzaków, choć na chwilę?
Dawno nie było makówczyne nie na temat.
Po Dobranocce, po lampce i po północy.
Wpis kolegi z naszego Stowarzyszenia -ubawił mnie, więc się z Wami podzielę:
Zawsze na Wschodzie jest inaczej jak na Zachodzie…?
A wszystko Panie przez to, jak dowodził mi pewien gość, że na Wschodzie słonce wstaje i zanim ludzie zabiorą się do roboty, to już jest popołudnie a słońce jest na zachodzie, a tam Panie, ludzie już rozbudzone, przygotowane stoją i tylko czekają, no to mądrzejsze są i robotne bardziej. Wszystko przez to słońce.
A oto jeden z komentarzy pod tym wpisem
Jak powiedział kiedyś Mrożek: Polska to kraj, który leży na wschód od Zachodu i na zachód od Wschodu.
Południowy zachód ma nieziemskiego lenia! I nie wie czy się zabrać w południe do pracy czy czekać na zachód słońca
Czekaj na zachód słońca, co się będziesz męczyć w południe?
Dzień dobry
To znów piątek, chyba będzie pogodny 🙂
Będzie, jak my pogodni będziemy
Dzień dobry Bożenko.
Nocna zmiana chyba jeszcze śpi, może Gienia ich obudzi…
Kawusię paproszę!
Proszę kawusię
jeszcze jedną. Może dostanę kopa i chociaż się ubiorę? 
Nocna zmiana melduje się z filiżanką i mówi Dzień dobry.
Dzień dobry szwendający się po nocy, niczym nasz Tofik, Maczku
Witaj, witaj. Napijesz się ze mną Skowroneczku herbaty?
Tu nie Hiszpania, tu nie oznacza, że jesteśmy chore.
Ktoś dołączy?
Troszkę już późno, może jutro?
Dzień dobry, pogodny, chociaż chłodny.
Chmurne dzień dobry bardzo
Po wczorajszej harówce mam potwornego lenia, a to już przecież piątek. No i czego ten czas tak zapiernicza?
Panie Ukratku, czyżby Szan.Małżonka rewolucji w mieszkaniu pod Pańską nieobecność dokonała, że Pan musiałeś się odnaleźć


No zara bez łeb oberwę
Jednak idę się ubrać
Alla!
Chyba sobie grabisz troszeczkę!
A ja pękam ze śmiechu, bo sobie wyobraziłam biednego, malutkiego Ukratka jak się odnajduje we własnym mieszkaniu. Chodzi po salonach i woła „a kuku! Ukratku gdzie jesteś?”
Witajcie!
Byłem na placu, zrobiłem zakupy, udało mi się zjeść śniadanie i ponownie odnaleźć komputer, i doczytać się, że jesteśmy w jednym nastroju z Allą — to się nazywa współczucie!!!
A ja dzisiaj robię sobie labę, bo mnie leń opętał
Ogłaszamy więc dziś DZIEŃ LENIA NA WYSPIE ?
A ja nie na tapczanie siedzę, tylko w fotelu
A ja na wersalce! Nie ważne gdzie, ważne, aby sobie poleniuchować!
No, niestety, ja sobie nie poleniuchuję


Za dużo mam do zrobienia, żeby sobie na taki luksus pozwolić
Właśnie się zastanawiam od czego zacząć…
Od czego zacząć ? Oczywiście od ZERA ! ( propozycja Millera) ale trzeba spróbować !
Kiedyś nie przyszłoby mi do głowy, że będę uważała, że Miller miał rację mówiąc o pewnym panu, że jest zerem.
Dziś wiem, że miał rację -to moralne zero, ale sprytny i cwany lis i bardzo niebezpieczny.
Masz racje , ale w tym całym galimatiasie zastanawia jedna rzecz . Z całym szacunkiem dla Krakowa i jego mieszkańców , ale głowni aktorzy w rządzie , sejmie i senacie pochodzą z Podkarpacia niestety i to od Was oczekujemy porad co z tym fantem trzeba zrobić , aby było normalnie .
Jestem dumna z bycia krakuska,ale niektóre osoby przynoszą wstyd mojemu miastu.Coz…
Zrobiłam sobie przerwę w pracy i usiadłam na moment, żeby odpocząć



Można zacząć od zera, Maksiu. Ale nie tego polskiego „zera”. O nim nawet staram się nie myśleć, żeby nie psuć sobie dnia od rana
A pracuję na zmianę, to w ogródku, to w domu…
Prawdę mówi stare przysłowie, że „praca głupich lubi”… czasami mam wrażenie, że jestem ulubienicą…
Niektórym się wydaje, że wszystko zrobione, a ja zawsze coś jeszcze znajdę… to chyba jakieś przekleństwo
Kobiety zawsze mają więcej obowiązków niż ich partnerzy .Pełna emancypacja kobiet , to jeszcze melodia przyszłości . Dzisiaj miałem okazję odwiedzić Wojskowa Akademię Techniczną i zauważyłem , że prawie jedna trzecia , to studentki w mundurach . Trochę to mnie dziwi , bo rzemiosło żołnierza wymaga twardego charakteru , przy bezpardonowej walce ,ale może ,kiedy kobiety obejmą stanowiska dowódcze , to świat zmądrzeje i przestanie się zbroić ? Ostatnia wojna pochłonęła kilkadziesiąt milionów ofiar . Może faktycznie sprawy wojska powinny przejąc kobiety ? Zyczę wszystkiego najlepszego
Znajoma ma córkę na Akademii Marynarki Wojennej – tę córkę od dzieciństwa ciągnęło do wojska (poza tym, że tato kiedyś oficer MarWoj). I akurat w tym przypadku chyba niestety nie ma szans na pokojowy rozwój spraw.
Ha, to mi przypomina, że czytałem niedawno tekst Piotra Pazińskiego wg mnie interpretujący całą „Akademię Pana Kleksa” w duchu dekonstrukcjonizmu. Dość przerażająca interpretacja, ale poza tym czyta się znakomicie. https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.dwutygodnik.com/artykul/8378-pamiec-alojzego.html
To już poczytam w domu,jednak z komórki kiepsko się czyta,ale podobają mi się te Twoje „przypomniało mi się”.
Do usług! Jeżeli coś mi się kojarzy, co może wzbogacić, to się dzielę
Lektura na poranek, się przeczyta
Dzień dobry


Opowieść ciekawa (chociaż skopiowana)
Brawo Makóweczko
W imieniu Danki (i moim) -dziękuję Miralko!
Ukratek odnalazł siebie i komputer na swoich salonach to lada moment będziemy z nim razem żeglować i zwiedzać.
Póki więc jeszcze tu jesteśmy postaram się spełnić życzenie i dam zdjęcia roślinek na i przy murach w Alcudii.
Niestety nic lepszego nie mam.
Było mało czasu, był straszliwy upał.
A i aparat i fotograf to nie Miaralka albo Zocha.
Podtrzymuję opinię, że fajna ta architektura. A rośliny czepią się wszystkiego, żeby przeżyć, co dla ludzkiego oka daje przyjemny efekt.
Piękne!!!

Zawsze podziwiam roślinność porastającą skalne zbocza. Nie tylko jakieś kwiatki, czy paprotki, ale i wielkie drzewa, które zapuszczają korzenie głęboko. Część tych korzeni oplata skały z zewnątrz i tworzy się cudna plątanina
O to to. Te słynne zdjęcia z Kambodży, z Angkor Wat – ale i przeróżne inne, mniej znane miejsca. To zawsze skłania mnie do myśli, jak to będzie, kiedy ludzkości już nie stanie (o ile do tego dojdzie) i jak szybko natura opanuje z powrotem środowisko.
Przepraszam, jeżeli komuś gorzej od tego pesymizmu.
Przepraszać nie masz za co, Mistrzu Q. Moim zdaniem to nie pesymizm, a realne spojrzenie na świat. Ludzkość sama siebie niszczy, więc kiedyś może nastąpić jej kres…
Wydaje mi się, że Matka Natura płakać nie będzie i że bardzo szybko zapełni lukę po nas i po naszej cywilizacji.
Sam zobacz jak do tej pory sobie radzi. Bez ludzi i ich pomocy. Nawet taka prosta rzecz jak trawniki. Często podlewane, bardzo szybko wysychają i żółkną. A dlaczego? Bo tak normalnie, to poszukując wody bardziej wydłużają się im korzenie. Dzięki temu roślinki są bardziej wytrzymałe na długie susze. Człowiek podlewając często „przyzwyczaja” trawkę, że wodę ma płytko pod ziemią, nie musi się wysilać i rozbudowywać systemu korzeni. Przy większych upałach, gdy woda szybciej paruje, trawniki robią się żółte…
Dziękuję Wam, że się Wam podoba i że wpis dalej żyje w komentarzach.

Ale to Twoja zasługa, że się nam podoba… więc chyba podziękowania bardziej należą się Tobie, niż nam
Jeszcze jedno zdjęcie zrobione w pobliżu murów. Tym razem nie roślinki, ale dzieciaki.
To jakaś szkoła, czy też kolonia?
Nie wiem przechodziłam obok, dzieciaki mi się spodobały, więc szybko pstryknęłam fotkę i pobiegłam za Danką, która już poszła dalej. A ja przecież mam dar gubienia się, więc wolałam się jej trzymać blisko.
Żółta parasolka to był na szczęście dobry znak rozpoznawczy!
Dzień dobry, fajrant. A przerwa pewnie jakoś za dłuższą? chwilę.
Do popotem więc,bo ja już docieram na spotkanie.Spozniona,bo od mamy wyjść nie mogłam
Przerwa.
I przerwa w przerwie. Ale pewnie za chwilę dalszy ciąg. Przerwy.
Spotkanie się skończyło.Optymizmu nie było ani przez chwilę.
Ja już w domu. Jednak chcąc być ścisłym do mojego dalej daleko…
Leniuchowałam rankiem, niestety później to już nie i dlatego życzę SzanPaństwu miłego wieczoru i spokojnej nocki

PS Ktoś mi zakorbił trzy godziny z dzisiejszego dnia
Wzajemnie Skowroneczku!
Do kradzieży się nie przyznaję, też się dziś wyrobić nie mogłam.
Buźka!
Faktycznie, jakiś krótki ten dzień. Mi też ktoś podprowadził chyba trzy godziny i teraz wróciłam do domu żeby się z Wami pożegnać
Dobranoc
Spokojnej!
Też wróciłem z tegoż spotkania: z Grzegorzem Rzeczkowskim, autorem książki „Obcym alfabetem”.

Mistrzu T., czy ten link do książki w Twojej przeglądarce działa? Bo u mnie w Operze coś dziwnego się dzieje, jak najeżdżam na niego kursorem, to zmienia mi się na kursor tekstowy, taki jak np. w Wordzie (link wyżej, przy znaczniku czasu, edycji etc. działa normalnie).
Poprawiono!
O, teraz już OK. Dziękuję.
A skoro link działa: czy może autor pokusił się o diagnozę, dlaczego ujawnianie kolejnych afer po stronie wprost przeciwnej nie daje rezultatów takich jak przy aferze „podsłuchowej”?
Książki jeszcze nie czytałem; w rozmowie autor sugerował, że ofiary „ukąszenia pisowskiego” po prostu nie przyjmują ich do wiadomości…
Zaprzeczanie rzeczywistości może prowadzić do rozmaitych dziwnych rezultatów, ale ostatecznie nie może trwać wiecznie (patrz: ZSRR). Może to optymistyczny wniosek?
Wnioskiem bardzo mało optymistycznym jest fakt, że zlecenia pisane są obcym alfabetem. O nitkach, które prowadzą wprost na wschód -na Kreml i do mafii rosyjskich opowiada również Tomasz Piątek w swoich książkach.
Smutne to i przerażające.
Dlatego napisałam, że byłam na spotkaniu, na którym brak było optymistycznych wniosków.
Dobranocka.
Stare Dobre Małżeństwo dzisiaj i klasyka, z tekstem Edwarda Stachury.
Snów o odnajdowaniu.
Wy już dawno po Dobranocce,a ja dopiero wracam do domu.Jeszcze jakieś 12-15 przystanków,ale bodaj bez przesiadek.
Sporo. Duże miasto.
Cóż Kraków mały nie jest(327 km²) Dlatego w autobusach spędzam dziennie nieraz i parę godzin. Bo dochodzą do tego jeszcze korki.
Melduję, że jestem w domu. WŁASNYM! W łóżku. Z laptopem.
Wyjątkowa ta relacja z Alkudii. Najładniejsza jest ta uliczka Makówką przystrojona, więc od razu stała się radośniejsza, weselsza, a wszystko przez to zapożyczenie makówkowego rumieńca, energii i uśmiechu od ucha do ucha.

Ja widać bardzo choruję, skoro siorbię tę herbatę aż dwa razy dziennie
Witaj Ultro!
Dziękuję za miły komentarz.
Ja widać jestem jeszcze bardziej chora, bo w dniu wypijam 4-5 herbat.
Wieczorem owocowe lub ziołowe, rano i po obiedzie — obowiązkowo mocną czarną.
Aby zdążyć przed północą…

Dobrej nocy i miłych snów!
Znów będzie makówczyne po Dobranocce, po lampce i po północy.
Wyjątkowo na temat.
Korzystając, że jeszcze jesteśmy na hiszpańskim pięterku wkleję zdjęcie zrobione w czasie tej wycieczki co wyżej opisana. Chyba w Alcudii.
Na co patrzycie? Na skrzypce proszę patrzeć!
A nie można na kwiatki? Przynajmniej żywe…


A może na osoby siedzące przy stolikach w tej kawiarni, czy wchodzące do niej (pani w ciemnej sukience)
Czy koniecznie muszą być skrzypce?
Masz rację Miralko,grzeczna dziewczynka!
Czy chciałaś powiedzieć „grzeszna”, czy „grzeczna”?
W pisowni różnica niewielka…
Ta wchodząca pani jest na wysokości kolan…Skrzypce jednak dużo wyżej.Opowiedz swój sen to się Miralko zastanowię czy „cz” czy „sz”
Dobranoc!
Dzień dobry
Nasze słoneczko, późno dziś wstało, rozpędzić chmurek czasu nie miało…
No i się rozpadało. Trzeba napić się kawy, lub jak kto woli, herbaty…
Koniecznie! Tym bardziej, że zaraz idę (NIE jadę) na zakupy. Jak wrócę, się odezwę.
Witajcie!
Dziś ja nadaję z autobusu. Czas coraz gorętszy, trzeba się włączać w knucie…
Więc knuj, bo knujesz dobrze…
Jeśli to samo knucie mamy Tetryku na myśli moja GL umówiła się na poniedziałek. Planujemy intensywne knucie, bo czasu mało.
Cóż wczorajsze spotkanie z jednej strony nie podbudowało wiary w zwycięstwo, a z drugiej zmobilizowało, że (co wiedzieliśmy) stawka jest wysoka.
A propos knucia tak mi się skojarzyło:
Hej szable w dłoń! Łuki w juki, a lupy wziąć w troki
Hajda na koń! Hajda na koń! Okażemy się godni epoki, ach epoki
Ruszamy w bój, aby (******) uwolnić od zbója
(*****) zbój, okrutny zbój, nie zwycięży nas nigdy tralala
Pod * wstawiłam w myślach dwa wyrazy na P, ale każdy może wstawić co mu pasuje.
…i często się rymuje
A co wstawiłaś Bożenko?
Tego napisać nie mogę…
A ja mogę.Pierwsze kropeczki Polska,drugie Putin.
Tak z tym wczorajszym „Obcym alfabetem” mi się skojarzyło.
Dałam kropeczki,aby była dowolność wstawiania
Witam!
Dzień dobry. Spałem długo, z przerwami, mimo to udanie.
Ale sen to miałem obłędny – najpierw zamknięto ruch w (tam, gdzie byłem), bo przejeżdżali jacyś kolarze, w tym dwóch rowerami, między którymi rozpięto olbrzymi wyświetlacz, na którym jak na pasku w TV przesuwała się informacja, że to jedzie reprezentacja Indii w kolarstwie, potem musieliśmy chwilę odpocząć w jakimś domku, który wyglądał jak plebania, aczkolwiek pełno tam było rozgadanych starszych pań, rozmawiających o kwiatach na ołtarzu i takich tam, potem wyszedłem na balkon, skąd był widok jak z balkonu Rodziców w Kielcach (ale Rodzice mieszkają na II piętrze bloku, nie w domku, a już na pewno nie na plebanii), po czym gdzieś daleko rozbił się najpierw samolot, a potem prom kosmiczny.
Ktoś ma jakiś komentarz w tej sprawie?
Teraz już wiem skąd czerpiesz pomysły do swoich opowiadań -pamiętasz swoje sny!
No, na pewno wyobraźnia ma tu coś do powiedzenia, ale nie przypominam sobie, żebym tak bezpośrednio czy pośrednio napisał opowiadanie na podstawie snu.
Może jakiś sennik by się przydał? Ja co noc śnię, że jestem na weselu, ale wiem dlaczego. Po prostu zbliża się ślub mojej wnuczki i często o tym myślę i się przygotowuję do tego wydarzenia.
Otóż sennikom nie bardzo wierzę, poza tym wydaje mi się, że w większości były pisane w czasach, kiedy nie było a) wyświetlaczy, b) kolarskiej reprezentacji Indii, ani c) promów kosmicznych, więc ich wiarygodność staje pod znakiem zapytania.
To już prędzej przydałby się psycholog, który by to zinterpretował, niekoniecznie ze szkoły freudowskiej, która wszędzie widzi nawiązania do seksualności.
Prawdę mówiąc, też nie wierzę sennikom
No, jeżeli śnisz o weselu, a na jawie wesele też się zbliża, to raczej nie wymaga sennika
To macie jak ja. Poczytać dla rozrywki mogę, bo cóż to szkodzi, ale w ani jedno słowo nie wierzę. Tak samo jak nie wierzę horoskopom, ani innym przepowiedniom. Według mnie, to służy rozrywce, ale nie ma co tego brać do serca.

Jak mi w horoskopie piszą, że wyjdę za mąż…
Do horoskopów podchodzę z przymrużeniem oka, ale drugim okiem czytam i zwykle sporo się zgadza
takoż u niektórych osób, jakie znam.
Inna sprawa, że często są pisane tak, żeby się zgadzało u możliwie największej liczby ludzi.
Nie tyle wierzę w proroczość snów co ,że odzwierciedlają nasze przeżycia,obawy, lęki.
Nie wiem na czym to polega,a teraz nie pamiętam już snów.
Z Mogilan pozdrawiam.

Mały spacer- park już trochę jesienny,zamglone góry i raz na ludowo kolorowo.
Tak, ten nastrój „już trochę jesieni” zaczyna być obecny i tu.
Miłego spaceru, Makóweczko
Dziękuję Miralko!
To był tylko taki krótki spacer w drodze do chatki w Stróży.Male zboczenie z zakopianki.
A to ciekawe, również koło nas pod Bagatelą przechodziło coś jakby przedszkole „Mazowsza”…
Tamci stali przed naszym samochodem, więc aż się prosiło zrobić im fotkę.
Dzieciarnia mnie wyciąga do kina, odezwę się po powrocie…
Ja już w Stróży.Zakupy zrobione na dwa dni i wtedy taki dialog:
„Mama zapomniałem kluczy podaj swoje!”
„Akurat dziś wyjątkowo też zapomniałam”.
I co? Stoicie pod drzwiami do tej pory?
„jak dobrze mieć sąsiada”…takiego miejscowego, który na wszelki wypadek ma klucze od chatki.
Ja mam klucze od dwóch chatek… „na wszelki wypadek”.
To ile Ty masz tych chatek Bożenko?

Ja nie US ,mnie możesz powiedzieć.
Swoją mam jedną, ale klucze mam jeszcze do dwóch. Ludzie mi ufają
W tej chwili mam klucze do 3 mieszkań i jeszcze 1 do chatki w lesie.
Też bym Ci ufała.Taz Ty chodząca uczciwość.
Opowiedz jaki film jak wrócisz panie Q. I jakie wrażenia.
Cały dzień na nogach, rozdawałem ulotki pod namiotem. Obiad zjedzony i chyba muszę się chwilę zdrzemnąć…
Opowiesz co Ci się śniło Ukratku?
Nic się nie śniło, nadal się wypaduje…
Żadnej rozweselającej historyjki nam nie opowiesz?

Takiej na przekór jesieni za oknem…
Co taka cisza? Tetryk śpi, Quackie w kinie,a reszta?
mokro,zimno itd
A tu deszcz pada i
A tu się już wypadało…
177 komentarzy.
Ukratek wyspany rozpoczął nocne życie skoro jeszcze jakby na urlopie czy też zbuduje nowe pięterko,aby naszą ciekawość zaspokoić?
Popieram
Teraz już powiem dobranoc i idę pod kordełkę
DOBRANOC,ja grzeję się nie pod kołderką,ale przy kominku.
Przyjdzie czas i na kołderkę…
Pewnie tak,ale wtedy przydałby się ktoś kto by na dole dokładał do kozy.
Zgłaszasz się na o ochotnika Ukratku?
Za krótkie rączki… 🙁
Odległość większa od długości panie Rumian?
Jestem po kinie i obowiązkowej przerwie na kawę i wuzetkę (bijemy się o „Złotą patelnię”). Zaraz lecę po dobranockę.
Dobranocka.
Dzisiaj może trochę głośniej, ale za to przepięknie. Głos Annie Lennox, zresztą chyba już był na Wyspie, ale cóż. Nieco chłodno, podobnie jak za oknem, bo deszcz mży od popołudnia.
Snów ciepłych pod te chłody nadchodzące.
Faktycznie przepięknie, choć zupełnie nie Dobranockowo. Gdybym była facetem to raczej nie chrapanie miałabym na myśli słuchając. No ale nie jestem facetem…
Uwielbiam Annie!
No to dobranocka udana!
A film? Tytuł, wrażenia?
Druga część „To” wg Stephena Kinga. To znaczy twórcy postąpili podobnie jak poprzednio, w latach 80′ – podzielili fabułę opasłej (w moim wydaniu trochę ponad 1200 str) powieści na dwa filmy, ten był drugi. Parę pobocznych wątków wycięli, trochę mniej wstawili. Całość, powiedziałbym, satysfakcjonująca, przede wszystkim dlatego, że nikt się nie silił na oddanie ezoterycznych czy też metafizycznych elementów z powieści. To jest uczciwy amerykański horror i nawet kiedy odjeżdża w jakieś obce wymiary, to marginalnie. Wbrew niechętnym raczej recenzjom, uważam, że warto iść. A to, co zarzucają – że za dużo amerykańskiej rzeczywistości – to dla mnie plus, bo King (a za nim reżyser) właśnie z tej rzeczywistości wyciąga elementy najstraszniejsze. Innymi słowy – nie to najstraszniejsze, co straszne, a to, co się kryje w rzeczach zwykłych. Oraz autor powieści (czyli sam King) w tzw. cameo, czyli rólce kogoś kompletnie nieistotnego, granej przez kogoś znanego, w tym przypadku całkiem smacznej.
Dziękuję za recenzję panie Q,ale horror to nie jest coś co makówki lubią najbardziej.
Otóż ja też raczej omijam, ale dla tego filmu zrobiłem wyjątek, bo uważam, że ta powieść jest dziełem wśród horrorów wybitnym – więc warto sprawdzić, co tam w adaptacji pokazali.
Dobranoc Państwu!
Aby zniwelować strachy uczciwego amerykańskiego horroru, użyjmy Wiedźminkowej mocy…

Spokojnej – i dla mnie też, bo zmykam 🙂
To i ja zmykam …
Dzień dobry
Jedni zmykają, drudzy wstają do nowego dnia.
Dziś pierwszy raz musiałam włączyć światło, dni są coraz krótsze i mokre
Witam i Gienie wołam.

Ciepłe napoje na rozgrzewkę -kawa,herbata
Już podstawiam kubek
A ja filiżankę 🙂
Zimno,mokro, oprócz Bożeny wszyscy śpią i dalej nie ma nowego pięterka!
Witajcie!
Ktoś nie śpi, żeby spać mógł ktoś! Dobrze, że o rannych łosiach nic nie słychać…
Dzień dobry. Do popołudnia raczej jestem i pobędę. Dzisiaj bez snów, tzn. coś tam mi się śniło, ale nie pamiętam kompletnie nic.
A ja wciąż to samo. Niech już będzie po wszystkim, to będą ewentualnie sny wspomnieniowe
O!Mistrzowie się zjawili!
A Skowroneczek gdzie? Znów ma gości?
A ajw pojawia się i znika…
U mnie natomiast pojawiło się słońce, żeby zaraz zniknąć za chmurami.
Nad morzem zachmurzenie. A na Wyspie niedzielne leniuchowanie widocznie 🙂
W oczekiwaniu na nowe pięterko… tyle się zapowiadało… 😉
Tetryk widać wie jak PR budować.Nasza ciekawość i cierpliwość wystawia na próbę.
Albo leniuchuje?( przypomnijcie mi o kim była mowa, że lubi niedzielne leniuchowanie?)
Albo?Korzysta z ostatniego dnia urlopu i nie ma czasu na Wyspę?
Ja jednak wierzę, że nie będzie zbyt długo naszej cierpliwości wystawiał na próbę…
Nie znęcajcie się!
O!Jest!Oderwał się od Bardzo Ciekawych Zajęć.
. Miś jest dobry na wszystko.
Masz Tetryczku
Na hulanki i swawole.I na leniuchowanie -też
On nie leniuchuje, On pisze…
Przynajmniej ty mnie rozumiesz…
Cóż ja nigdy nie byłam cierpliwa…
Zapraszam na krótką relację z tegorocznego urlopu.
Dzięki, że wytrwałaś, Makówko!
A miałam jakieś inne wyjście?
Fajne miejsca , Makówko i fajnie, że o nim piszesz 🙂
Dziękuję ajw!

Tetryk wrócił, a gdzież ta nasza kochana Wiedźminka???
Też się zastanawiam,ale nie śmiem dopytywać.