Leśmian w lutym – obiecany …podwójny, bo się ciut spóźniłam
DUSIOłEK
Szedł po świecie Bajdała
Co go wiosna zagrzała, —
Oprócz siebie — wiódł szkapę, oprócz szkapy — wołu,
Tyleż tędy, co wszędy, szedł z nimi pospołu.
Zachciało się Bajdale
Przespać upał w upale,
Wypatrzył zezem ściółkę ze mchu popod lasem,
Czy dogodna dla karku — spróbował obcasem.
Poległ cielska tobołem
Między szkapą a wołem,
Skrzywił gębę na bakier i jęzorem mlasnął
I ziewnął w niebogłosy i splunął i zasnął.
Nie wiadomo dziś wcale,
Co się śniło Bajdale?
Lecz wiadomo, że, szpecąc przystojność przestworza,
Wylazł z rowu Dusiołek, jak półbabek z łoża.
Pysk miał z żabia ślimaczy, —
(Że też taki żyć raczy!) —
A zad tyli, co kwoka, kiedy znosi jajo.
Milcz, gębo nieposłuszna, bo dziewki wyłają
Ogon miał ci z rzemyka,
Podogonie zaś z łyka.
Siadł Bajdale na piersi, jak ten kruk na snopie, —
Póty dusił i dusił, aż coś warkło w chłopie!
Warkło, trzasło, spotniało!
Coć się stało, Bajdało?
Dmucha w wąsy ze zgrozy, jękiem złemu przeczy, —
Słuchajta, wszystkie wierzby, jak chłop przez sen beczy!
Sterał we śnie Bajdała
Pół duszy i pół ciała,
Lecz po prawdzie nie długo ze zmorą marudził, —
Wyparskał ją nozdrzami, zmarszczył się i zbudził.
Rzekł Bajdała do szkapy:
Czemu zwieszasz swe chrapy?
Trzebać było kopytem Dusiołka przetrącić,
Zanim zdążył mój spokój w całym polu zmącić!
Rzekł Bajdała do wołu:
Czemuś skąpił mozołu?
Trzebać było rogami Dusiołka postronić,
Gdy chciał na mnie swej duszy paskudę wyłonić!
Rzekł Bajdała do Boga:
O, rety — olaboga!
Nie dość ci, żeś potworzył mnie, szkapę i wołka,
Jeszcześ musiał takiego zmajstrować Dusiołka?





Dzień dobry
! Słowo sie rzekło i Leśmian jest. A, że miałam rozterki co zaprezentować, więc jedno – śpiewane, a drugie chyba dosyć zabawne 🙂
Wpadam na Wyspę tak rzadko, ze aż wstyd! A tymczasem zaczarowana Wyspa kwitnie i ma wciąż takich fajnych mieszkańców i gości. Jak to dobrze

Zaczarowanej Wyspie zdecydowanie brakuje twoich fachowych czarów, Czarodziejko!
To prawda, brakuje, jak również Skowronka…
Jesteście kochani, ja to bym takiej wiedźmie kota popędziła
Ale przecież Wiedźma bez kota to jak to?
Masz pecha , godzina prawie dziesiąta , kawiarki gdzieś poniosło ,to może ja przywitam napojem z kubeczka ,bo nie jestem pewien , czy jest to kawa . Ale na zdrowie !!!

Witam na nowym, pięknym pięterku. Cieszę się, że jak obiecałaś Wiedźminko, tak zrobiłaś
Kawę wprawdzie już piłam piętru niżej, ale chętnie wypiję jeszcze jedną…
Ej! Kawiarka też człowiek i obiad musi ugotować! Albo pranie wstawić… Książkę napisać…
Podstawiam filiżankę.
Szanowna Jo , masz rację pisząc o wielu obowiązkach . Ja , leń ” patentowy ” , wykorzystałem sytuację zwłaszcza , ze jetem Twoim sąsiadem , a to zobowiązuje do sąsiedzkiej grzeczności . ( koło Światyni Opatrzności mieszka członek mojego plemienia ) Życzę miłego popołudnia .
Nie jestem pewna, jak to odczytać…
Co do Świątyni: prawie, jak Rzym… Albo inna Florencja… Tam też wszystko wokół Bazyliki.
Wydaje mi się ,że aureola Świątyni obejmuje tereny Twojej posiadłości , zatem w tym sensie jesteśmy sąsiadami , ale nie nalegam o Twoją akceptację .
A, nie – no w tym sensie to wszystko gra! Nie jestem wprawdzie pewna świętobliwości tej aureoli, ale czego dziś można być pewnym?
Ja tradycyjnie – południowa kawa – czyli podstawiam filiżankę.
Podstawiona i nalana

Nnnno, ale kawa się pojawiła, choć dość późno. Bo ja wieczorem ” padłam na nos” i dopiero rano wpisałam Leśmiana. Tak się kończą dobre chęci…..
No to ja sobie najpierw poczytałam .Potem wysłuchałam. A teraz za Bajdałem wołam i krzyczę co by Dusiołka wygonić, który to męczy mnie niezmiernie. Tak więc podstawiam filiżankę na południową kawę, zażywam lufta i przystępuję do prac czytelniczo – hmmm twórczych???(hehe)
Proszę bardzo kawusia jak z najlepszej kawiarni Niespodzianka w Warszawie

Jak ten Dusiołek śmie Cię męczyć ????
W temacie Dusiołka, lub innych stworzeń , to wszędzie obowiązują te same zasady , co i u homosapiensów . Pamiętam taki zwrot : Krowa mówi do buhaja , byku drogi , jam cię nie zdradziła chociaż nosisz rogi . I drugi : Nawet boża krówka , skromnie oczka chowa i czeka przychówka . Czyli – sami swoi .
Zauważ Maxiu, że Dusiołek do homosapiensa się przyssał 🙁
Dzień dobry:)
Ja dziś zamiast kawy piję z Wami „teraflu” czy też inne świństwo, ale nie ważne co, ważne w jakim towarzystwie!
Jak miło było sobie Dusiołka przypomnieć:)
Powiedzcie, czy tylko mnie Dusiołek się kojarzy dzisiaj jednoznacznie?
No nie wiem Ukratku. Dusiołek wydaje mi sie jednak dość niewinny….
Nie tylko Tobie, Ukratku
Dobry wieczór! A u mnie fajrant, dopiero teraz, dlatego że biegałem jeszcze po mieście między pracą a pracą. Wszystko wszakże załatwione, co było do załatwienia. Jutro też pracowity dzień, a w piątek… Koniec pierwszego etapu bieżącej pracy 🙂 I w piątek też będę wiedział, czy wreszcie, po latach starań (dosłownie) udało mi się w końcu zdywersyfikować (nieco) klientów. Gdyby tak, to pracy będzie więcej, bo przerw między zleceniami zapewne mniej, ale może i dobrze?
„Czymam kciuki”…. niech będzie jak najlepiej dla Ciebie!
No właśnie, kiedy najlepiej dla mnie oznacza gorzej dla Wyspy…
Hmmm…. i bądź tu mądry i pisz wiersze! A Ty jesteś jednym z filarów …
Chociaż staram się wieczorami. Tylko jak NIE jestem słomianym w., to dochodzi jeszcze rodzina.
Mnie też jakoś łatwiej wieczorem…..
Trzymam kciuki, Mistrzu Q

Wydaje mi się, że jesteś na tyle inteligentny, że sobie poradzisz i na Wyspę nadal będziesz naglądał
Ach, oczywiście, tylko powstaje pytanie, jak często?
A co do meritum, czyli Leśmiana, to poznałem go jako dziecię mocno nieletnie, od strony „Klechd sezamowych”, w bardzo przyzwoitym wydaniu z 1968 r., w twardej oprawie, z ilustracjami Jana Lenicy (!!!) – o takim:
I byłem oczarowany, przede wszystkim niebywale poetyckim stylem, sugerującym arabskie korzenie baśni, z powtórzeniami, przenośniami i przestawniami.
Dopiero później poznałem Leśmiana-poetę z dwudziestolecia. W dużej mierze dzięki poezji śpiewanej i Staremu Dobremu Małżeństwu. No i w liceum, na wspaniałych lekcjach polskiego, a potem podczas przygotowań do kolejnych edycji olimpiady polonistycznej. Już nie mówiąc o studiach.
Ale zawsze najmilej się czytało te wiersze dla przyjemności – i śpiewało, najwięcej było przy tym dobrych emocji i poczucia przynależności.
A „Dusiołka” recytowałem właśnie na olimpiadzie polonistycznej (był tam taki punkt programu do przygotowania: recytacja wiersza) i z nerwów kompletnie poległem. Ale to cały ja – zawsze lepiej mi wychodziły formy pisane niż mówione.
Ooo… Klechdy sezamowe… Moje dzieciństwo!!!
Tak myślałem, że ktoś jeszcze zareaguje
Ja się zaczytywałam w prozie, więc Leśmian nie był z mojej bajki, przyznaję się bez bicia
Ale „Klechdy” to właśnie proza, i w dodatku bajki
(gatunkowo biorąc – baśnie)
Baśnie. Bajeczne. Uwielbiałam je.
Porównywalne były tylko baśnie na płytach. To już oczywiście nie klechdy Leśmiana, ale skoro tematyka podobna, to mi się skojarzyło:
A tu zawartość płyty, której okładkę zamieściłem w poprzednim komentarzu:
A jednak rymy… Jakoś mnie te baśnie minęły, wychowywałam się w innej epoce.
Bożenko, trochę inny był nasz czas
No właśnie! Wszystkiemu winien jest ten mój PESELEK…
Ale Ty przecież zgrabnie składasz rymy
! A co do upodobań, to, jak mawiał pewien Indianin:” gdyby każdy miał mój gust, to chciałby mieć moją żonę „. !
Dziękuję, Wiedźminko
A ja czytam teraz (znaczy nie o tej porze tylko ostatnio) dzieciom na dobranoc;-)
Podpinam się i ja pod te Klechdy…. czytane dziecku na dobranoc
W czasach licealnych moja psiapsółka i ja bywałyśmy scenarzystami i reżyserkami przedstawień poetyckich. W „Dusiołka” ubrałyśmy kolezankę Alinkę, która z dużą ekspresją to recytowała.
Dla mnie został KIG i „Serwus Madonna”.
A jest co recytować – to wchodzenie w role, narratora i Bajdały, zmiana tembru w zależności od opisywanych zdarzeń… ach, jak ja to miałem przygotowane! I jak potwornie spaliłem, z tremy!
Z tą trema to bywa dziwnie… pojawia sie zazwyczaj, gdy coś jest takie ważne, prawda ?
Powiedziałbym nawet, że im ważniejsze, tym bardziej prawdopodobne, że się pojawi.
Tremy też bywają różne… Wiem coś o tym. Nie wiem od czego to zależy… od widowni, czy przygotowania psychicznego?
Ale kilka razy zdarzyło mi się widzieć, jak trema podziałała stymulująco i gra wyszła znacznie lepiej niż na próbach.
Przez moment zastanawiałam się, czy moi uczniowie (i wykładowcy) widzą jak mi nogi dygoczą, ale po chwili skupiłam się na temacie. Nie chciałam wypaść jak idiotka, która sama nie wie co mówi
Po zajęciach byłam mokra jak szczur, z wrażenia. Ale ci co oceniali moje „wystąpienie” byli zadowoleni. Powiedzieli mi, że w ogóle nie wyglądałam na zdenerwowaną
Przydał się trening w szkółce aktorskiej
Ten pierwszy raz był najgorszy. Potem już było łatwiej i trema nie dawała mi się tak we znaki. Ale ten pierwszy raz zapamiętam chyba do końca życia

To zależy personalnie jak potrafimy sobie z nią radzić. Wiem, że jest wiele „strachów” w ludziach i jednym z nich jest przemawianie do tłumów. Niekoniecznie to muszą być tysiące widzów/słuchaczy. Może to być kilka osób. Nie jestem psychologiem i nie wiem dokładnie jak to działa, ale tak jest. Przy egzaminie dochodzi jeszcze niepokój o wynik tego egzaminu. To też działa paraliżująco…
Pamiętam, że gdy miałam swój pierwszy wykład, to się trzęsłam jak galareta. Ręce trzymałam z tyłu, żeby nie było widać jak mi latają. Pisałam momentami na tablicy, a potem rączki znowu do tyłu.
No widzisz, trening w szkółce aktorskiej pewnie by się każdemu przydał. Ja byłem „zaledwie” nieśmiały i miewałem tremę w ważnych momentach, a taki Junior ma już fobię społeczną, dość nieprzyjemną.
Bajeczne baśnie – to dobrze charakteryzuje część Leśmianowej twórczości! 🙂
Właściwie jego wiersze, te najbardziej znane, też się obracają wokół świata magicznego, nawet, albo zwłaszcza, jeśli ta magia się bierze z metafory: „Dwunastu braci, wierząc w sny, zbadało mur od marzeń strony”, o!
A ten wiersz to …Senator, Kwaku !
Dwunastu braci, wierząc w sny, zbadało mur od marzeń strony,
A poza murem płakał głos, dziewczęcy głos zaprzepaszczony.
I pokochali głosu dźwięk i chętny domysł o Dziewczynie,
I zgadywali kształty ust po tym, jak śpiew od żalu ginie…
Mówili o niej: „Łka, więc jest!” – I nic innego nie mówili,
I przeżegnali cały świat – i świat zadumał się w tej chwili…
Porwali młoty w twardą dłoń i jęli w mury tłuc z łoskotem!
I nie wiedziała ślepa noc, kto jest człowiekiem, a kto młotem.
„O, prędzej skruszmy zimny głaz, nim śmierć Dziewczynę rdzą powlecze!” –
Tak, waląc w mur, dwunasty brat do jedenastu innych rzecze.
Ale daremny był ich trud, daremny ramion sprzęg i usił!
Oddali ciała swe na strwon owemu snowi, co ich kusił!
Łamią się piersi, trzeszczy kość, próchnieją dłonie, twarze bledną…
I wszyscy w jednym zmarli dniu i noc wieczystą mieli jedną!
Lecz cienie zmarłych – Boże mój! – nie wypuściły młotów z dłoni!
I tylko inny płynie czas – i tylko młot inaczej dzwoni…
I dzwoni w przód! I dzwoni wspak! I wzwyż za każdym grzmi nawrotem!
I nie wiedziała ślepa noc, kto tu jest cieniem, a kto młotem?
„O, prędzej skruszmy zimny głaz, nim śmierć Dziewczynę rdzą powlecze!” –
Tak, waląc w mur, dwunasty cień do jedenastu innych rzecze.
Lecz cieniom zbrakło nagle sił, a cień się mrokom nie opiera!
I powymarły jeszcze raz, bo nigdy dość się nie umiera…
I nigdy dość, i nigdy tak, jak pragnie tego ów, co kona!…
I znikła treść – i zginął ślad – i powieść o nich już skończona!
Lecz dzielne młoty – Boże mój – mdłej nie poddały się żałobie!
I same przez się biły w mur, huczały śpiżem same w sobie!
Huczały w mrok, huczały w blask i ociekały ludzkim potem!
I nie wiedziała ślepa noc, czym bywa młot, gdy nie jest młotem?
„O, prędzej skruszmy zimny głaz, nim śmierć Dziewczynę rdzą powlecze!” –
Tak, waląc w mur, dwunasty młot do jedenastu innych rzecze.
I runął mur, tysiącem ech wstrząsając wzgórza i doliny!
Lecz poza murem – nic i nic! Ni żywej duszy, ni Dziewczyny!
Niczyich oczu ani ust! I niczyjego w kwiatach losu!
Bo to był głos i tylko – głos, i nic nie było oprócz głosu!
Nic – tylko płacz i żal i mrok i niewiadomość i zatrata!
Takiż to świat! Niedobry świat! Czemuż innego nie ma świata?
Wobec kłamliwych jawnie snów, wobec zmarniałych w nicość cudów,
Potężne młoty legły w rząd, na znak spełnionych godnie trudów.
I była zgroza nagłych cisz. I była próżnia w całym niebie!
A ty z tej próżni czemu drwisz, kiedy ta próżnia nie drwi z ciebie?
O tak!
chociaż też i 
No. Niedawno sama go przypominałam, bo mi tak jakoś utkwił i tkwił. Od trzydziestu lat.
Swego czasu Jaśminka chciała mieć płytę z Leśmianem śpiewanym przez Marka.Grechutę i Krystynę Jandę…a zgadałyśmy się, bo i ja bardzo tę płytę lubię .
Wprawdzie dziś się nie witałam, ale może chociaż się pożegnam. Teoretycznie do jutra, ale kto to wie?
„płacz i żal i mrok i niewiadomość i zatrata”
Sorry, taki mamy świat.
Jo, nie dajmy się temu. Choć to bywa niezwykle trudne. Ty to dobrze wiesz, ale jesteś dzielna i nadzwyczajna
OCZYWIŚCIE

Śpij spokojnie, miłych snów
Wzajemnie. I ciepłej (odpowiednio) kordełki!

Idę w Twoje ślady, Jo.
Tu też spokojnej!
Spokojnej!
Dobranocka pod takim wpisem może być tylko jedna 🙂
Chyba mój ulubiony zaśpiewany wiersz Leśmiana. I z tyłu głowy ognisko w letni wieczór, jeszcze nie bardzo ciemny. I albo koniec podstawówki, albo początek liceum. I parę znajomych twarzy i głosów!
Melodia i harmonia mówią tu same za siebie, nic dodać, nic ująć.
Snów od poety!
Jakoś tak…. lampkę zapalę już teraz. Coby duchom jaśniej było.
Kolorowych snów ..
Dzięki, Wiedźminko! w imieniu duchów też!
To i ja dobranocnę 🙂
Dzień dobry

Dziękuję Wiedźminko
Dzień dobry
Dziś będzie mnie mało, wolna będę dopiero pod wieczór 
Dzisiaj jest dzień świstaka, co też wywróży?
Witajcie!
Dzień Świstaka przywitał nas świeżą kordełką białego puchu. Nawet ładnie…
Tutaj ani płatka, jest coraz cieplej…
Dzień dobry! Dzień Świstaka, powiadacie? Byle tylko nie zaczął się w kółko powtarzać!
Sorki za spóźnienie, ale strasznie chora jestem.

Dobry! Ho ho, czy chora powinna się tak nadrywać w kuchni? Kawa, herbata, ciasteczka, bajgle…
Pewnie nie. Ale nie chciałam Was głodnych zostawić na cały dzień.
Dziękuję Kochana za troskę. Skorzystam z poczęstunku
i już zmykam
Ha, a ja ostatnio na śniadaniu wyglądam tak (plus kawa):
Tzn. chodzi o to, co kto je na śniadanie i czy chodzi potem głodny (ja – nie).
Witaj
! Taki duży pan i taki mały banan ?
Ale bardzo sycący! Wystarczył od rana prawie do południa!
Jo.Czy to grypa Cię dopadła ?
potrzebny ?
Nie. Żołądek mi zastrajkował. Boli drań jeden.
Na problemy z żołądkiem bardzo dobra jest babka zwyczajna, a właściwie jej „szyszeczki”. Co roku zbieram i suszę na zimę. Nawet na grypę żołądkową pomaga
Tylko zanim bym Ci podesłała, to już dawno zapomnisz, że brzuch Cię bolał 

Jak sprawdzałam u wujka Google, to tam o szyszeczkach nic nie pisze. Tylko o liściach. Może nie wiedzą? Nasza babcia co roku zbierała. Wypróbowałam to już kilkanaście razy i działało zawsze. Dzieciom, czy nam…
Białostocka samuro! Mniej żryć i do roboty
Nie tolerujemy tutaj chamstwa. Następna wypowiedź w tym stylu będzie twoją ostatnią na tym blogu.
Bożenko, przy okazji usiłował się chyba poszyć pod Ciebie u nas? 🙂
O, warto wiedzieć. Tak na przyszłość, bo dziś faktycznie jest lepiej i chyba zaraz sobie zrobię normalne śniadanie.
Muszę Wam powiedzieć, ta osoba pod nazwą Groszek, mnie też zaatakowała. Zrobiła to na Wyspie Dnia Poprzedniego, pod poprzednim wpisem. Ale więcej nie będę karmić trolla…
Dzień dobry !
Kawa? Bardzo chętnie, ciasteczka raczej nie, bo z tortów to ja najbardziej lubię szynkę z kiszonym ogórkiem. Mniam ! 
Dzień dobry.
Herbatkę z Wami wypiję i idę dalej chorować:(
Jakbym miał coś sugerować, to żebyś raczej poszła zdrowieć
Czym prędzej! Byle do soboty! 🙂
Dzień dobry. Urlop. Właśnie policzyłem ilość połączeń telefonicznych związanych z pracą jaki dziś wykonałem. Wyszło mi ponad 30. Piękny jeden dzień urlopu. …..[cenzura]
Potem trzeba ładnych paru dni, żeby wypocząć po takim urlopie.
Ty to potrafisz zorganizować sobie urlopowe atrakcje!
Dusiołek jest tą negatywną siłą, złem i istotą budzącą obrzydzenie. Nie tylko Leśmian, ale zwykli zjadacze chleba stawiają sobie pytanie o sens istnienia ludzkiego zła oraz przyzwolenia na obecność Dusiołków w naszym świecie. Nie dość że na jawie, to jeszcze we śnie duszą. Ten człowiek nie ma lekko, niestety. Sama też mu współczuję.
A świstak niech te sreberka zawija ku radości naszej.
Dusiołek
Osiołek
Diabełek
Coś gdzieś pomiędzy.
Jak widać, już jestem, ale będę znikał copochwila, bo już mam umówione kolejne kwestie tu i ówdzie.
A ja wreszcie wróciłam, wykończona dokumentnie
Ciężki miałam dzień, dobrze, że jutro mam luz 
No widzisz. Jak wolisz? Najpierw pozasuwać, a potem żeby był dzień albo dwa luzu? Czy raczej żeby się po równo rozkładało?
Bo u mnie raczej rozkłada się po równo w tym tygodniu.
Też bym wolała równo, ale czasem nie ma wyboru…
Niestety tak. A czasem niby idzie równo, równo, po czym jak się nie spiętrzy…
Ten tydzień jest dla mnie szczególnie uciążliwy, a dziś najgorszy. Ale może dlatego docenię spokój w innych dniach…?
Tak, luźniejszy dzień po zajętym zwykle się docenia. Już myślałem, że w sobotę będzie luźniej (przed niedzielą i końcem słomianego wdowieństwa), a tu bęc, i rozłożyło się po równo.
Ciężka noc, ciężki dzień. Pójdę spać. Może jutro będzie lepiej?

To ja za Tobą, bo moje patrzałki się same zamykają…
Śpijcie dobrze za zamkniętymi oczami 🙂
Spokojnej obu Paniom.
A mnie zatrzymała praca po pracy. Tak, o tej porze. Nie, na razie tylko spotkanie organizacyjne. Może coś z tego będzie konkretnego.
Dobranocka
Po polsku i całkiem żwawo, ta żwawość to pewnie wpływ zakończonego spotkania roboczego. Ewa Bem i „Powrotna Bossa Nova”. Było, owszem, ale co z tego. Przekaz, melodia i przestrzeń. I swingu troszkę, ot, do smaku.
Snów powrotnych też. Na Wyspę na przykład 😉
Bardzo dawno nie słyszałam Ewy Bem, więc się uradowałam
Jest w tym głosie sporo magii, ale na Wyspie – więcej
Dobranoc! Będzie fachowa magia?
Liczę na powrotną Wiedźmę!
Będzie…. dziś na pewno
Dobranoc i spokojnych snów ..
.
Dzień dobry
Czy oni się ode mnie nigdy nie odczepią?
Przedtem miałam problem z głowy, bo pisałam im, że jestem „resident” (czyli zamieszkujący na stałe w tym kraju), a takich nie biorą. Teraz muszę się pofatygować osobiście i jakoś to odkręcić. Niby mówię po angielsku, ale na pewno nie jest to poziom, żeby być ławnikiem w sądzie. Tam muszę wszystko dokładnie zrozumieć i nie ma miejsca na tłumacza, w razie jakichś niejasności. Czyli czeka mnie wycieczka do Downtown
Termin mam wyznaczony na 27 lutego, czyli do tego czasu muszę się tam wybrać. Jak ja nie znoszę tego Downtown 
Znowu dostałam wezwanie do sądu jako ławnik
Wydaje mi się, że znalazła mnie „zielonooka”
Nawet coś tam napisała pod moim postem do Jo. Ale nie chcę jej odpowiadać, bo szkoda mojego czasu na hejterkę. Znalazła mnie, chociaż na Onecie nie piszę już od lat. Nie ma jak mi dogryzać… Parę razy udowodniłam jej, że plecie głupoty i chyba dlatego nie może mi darować. Bożenka też ją zna i też miała z nią przeboje
Naszego Miśka „zielonooka” boi się jak zarazy, bo on nigdy się nie bawi w konwenanse i wali z grubej rury 
Co prawda do tej pory na Wyspie chamstwa nie było, ale jeden post…
tak dla śmiechu… 
Nie wywaliłam jej postu. Niech będzie. Nie będziemy przecież stosować cenzury
Oj, znam ją, znam. Nie rozumiem jej złośliwości, jaką z tego czerpie przyjemność?
Zasada główna: nie karmić trolla.
No to może w razie czego zawołać Miśka? Fajnie by było, jakby się pokazał na Wyspie, chociaż niekoniecznie z takiego powodu.
Tetryk zareagował bardzo fajnie. Nie wiem kto to jest to ” green”, ale najwyraźniej jakaś koleżanka p. Pawłowicz.
Ona czasami używa nicka „greeneyed”, a czasami samo „green”. Tutaj i tak dość grzecznie napisała, bo potrafi jeszcze „lepiej”. Na takie zaczepki nie odpowiadam, bo podzielam zdanie Jo – nie karmić trolla. Nasz Ukratek zareagował z klasą
to chyba masz rację 
A co do tego koleżeństwa…
Dzień dobry
Dziś spałam jak kamień…
Dzień dobry. Ponury piątek. Błeeee…
Piątek ponury, ale przecież zaraz wielkanoc! A tymczasem śniadanko, bo po wczorajszym małym poście zgłodniałam.

Oooo, kawusia
Dziękuję, chętnie skorzystam 
Kawusię do banana poproszę, bardzo się przyda na rozruch.
Dzień dobry. Tak tu mglisto naokoło, że mnie też zamgliło i nieco zaspałem. Śniadanko owszem, ale takie jak wczoraj – nazwijmy je „śniadankiem Minionków” 🙂
A to jakaś nowa dieta? Opowiadaj!
E, nie, nic z tych rzeczy. Może za chwilę.
Staram się jeść trochę mniej, pokus nie mam, bo słodyczy po prostu nie kupuję (chociaż małżonka z Najjuniorem pojutrze wracają, więc i słodycze zaraz wrócą do domu), ale wszystko to niekoniecznie daje efekty, bo trzeba by jeszcze pokręcić (=na stacjonarnym rowerku), a na to nie ma szans na razie, bo leczę Wielką Stopę, a to z kolei sprawia, że mam przejściowe kłopoty z chodzeniem, więc i kręcić za bardzo się nie da.
I tak kółko się zamyka…
Mam nadzieję, że nie. Za tydzień ostatni zastrzyk (bolesny, ale skuteczny), a potem chcę wrócić do kręcenia.
Z tego wszystkiego pojechałam do sklepu i kupiłam banany.
Smacznego
I jeszcze małe a propos
Dzisiejszy komiks o Garfieldzie:
– Zastanawiam się nad zmianą zapachu.
– Szarlotka jest całkiem fajna
– Albo aromat świeżo upieczonego chleba
– Albo boczek!
– No i teraz jestem głodna…
– Pieczony kurczak!
– Brownies!
Witajcie!
Ech, znowu młyn nie pozwolił się w porę przywitać!
Lepiej późno niż wcale
Dzień dobry !
Ja – jeszcze później, bo zajęć od rana mi nie brakowało.
i uś
miech na pochmurny piątek.
Jak mawiała nasza Jaśminka :” usmiechnij się, bo jutro mozesz nie mieć zębów „…
Wiedźminko, wspomniałaś Jaśminkę. Tak się składa, że dziś mija trzecia rocznica jak odeszła…
Czas szybko leci… a wydaje się, że nie tak dawno rozmawialiśmy z Jaśminką…

A to już trzy lata…
Bożenko, do dziś mam w telefonie numery Jaśminki, Senatora i Stana. Bardzo mi ich brakuje i tęsknię za rozmowami z nimi .
Niestety, ja nie miałam z nimi telefonicznego kontaktu i bardzo tego żałuję. Ale tego już nie da się nadrobić…
W trakcie wybierania wiersza Leśmiana uczepiły się mnie te wersy :” kto w chwili pocałunku nie zagrzał swej dłoni, na twych bioder nawrzałej żądzą przegięcinie”…. No, powiedzcie sami czy to nie jest szalone ta ” nawrzała żądza” i bioder ” przegięcina „? Talent słowotwórczy i wyobraźnia nieprzeciętna…… uffff
Kto dzisiaj pamięta i posługuje się naszym, wspaniałym polskim folklorem ? W powszechnym użyciu jest słowo OK , które ma swoją historię z I Wśw. kiedy to żołnierze brytyjscy po niemieckim ostrzale artyleryjskim wystawiali tablice : O Killed . Zero strat . Dzisiaj , we wszystkich dyskusjach medialnych , jest to najczęściej używany zwrot ,chociaż tematem nie są jakiekolwiek straty . A może to znak czasu , bo minister Macierewicz powiedział , ze czekaliśmy na wojsko amerykańskie kilkadziesiąt lat ? Być może tęsknota ma taką moc , że potrafi nawet poprzestawiać klepki od rozumu . Znak czasu Wiedzminko , znak czasu …..
A ja wyczytałam u cioci Wiki trochę inną wersję powstania tego skrótu

„Zwrot jest pochodzenia amerykańskiego, ale jego etymologia nie jest znana. Pierwszy raz w druku ukazała się w Boston Morning Post 23 marca 1839 roku jako skrót błędnej, ale powszechnej formy „oll korrect”. Używanie takiego zapisu przypisywano złośliwie prezydentowi Andrew Jacksonowi, który według przeciwników politycznych był półanalfabetą. Popularyzację wyrażenie „OK” zawdzięcza telegrafistom, którzy zmienili jego znaczenie na „all clear” (tj. wszystko jasne).”
Czyli skrót OK powstał trochę wcześniej niż I WŚ
Jedno drugiemu nie przeczy . Zero jest O , a korrect = killed = K . A skrót : OK oznacza ogólnie aprobatę , lub zgodę i jest często dyskusyjnym wytrychem . Tak czy siak , nie jest to powiedzonko wywodzące się z tradycji słownych polskiego folkloru
Jakżeż nie? Nie raz słyszałem od folkloru: O, k….
Fakt, to jest częste powiedzonko naszego folkloru
Przyznaję rację . Często nasze O , k …. jest jedynym zwrotem w dyskusji , a istotę i sens wypowiedzi podkreśla tylko siłą dżwięku słowa na K …
W uzupełnieniu przyznaję , że przestałem bywać na ” salonach ” i od razu mam braki w obowiązującej w tym środowisku etykiecie .
Dzień dobry
Jeszcze nie wiem jaki będzie, bo za oknem ciemno… ale się wyspałam, to pogoda może być jaka sobie chce, a mnie i tak słoneczko się będzie uśmiechać 
Piąteczek
Dobre popołudnie, chociaż już ciemno.
No więc skończyłem pierwszy etap. Jeszcze nie wiem, co z tym następnym zleceniem, więc trudno prognozować, czy w najbliższych dniach będzie więcej zajęcia, czy mniej.
Dzisiaj wszakże trochę odsapnę i wracam na Wyspę zaraz albo za dwa.
JUŻ w domu…
No to jestem.
Zaczynam odliczać czas do końca słomianego wdowieństwa. Godzina „P” w niedzielę, nie wiem jeszcze dokładnie, kiedy.
Nie ryzykuję wiele , ponieważ znamy się wirtualnie i tak sobie myślę , że możesz na przyjazd małżonki, w mieszkaniu zostawić mały bałagan . Jest to sprawdzony sposób na dowartościowanie partnerki i warto spróbować .
Ja bym powiedział, że to MÓGŁBY być sposób na odwrócenie uwagi małym ładunkiem od większego (gdyby taki wchodził w grę). Tzn. pozostawienie bałaganu mogłoby odwrócić uwagę od grubszych grzeszków domowych, jak ususzenie ulubionego kwiata albo i co gorsze, nie śmiem nawet wskazywać, co mianowicie.
No to czarno to widzę…
Ależ ja nie powiedziałem, że jest od czego odwracać uwagę. Kwiatki podlane, brudy wyprane, zakupy spożywcze mniej więcej zrobione, rachunki popłacone, inne zadania z listy wykonane, a to wszystko bez szkody dla własnej roboty. Ale jak jest święty spokój i cisza w domu, to się da.
No to źle zrozumiałam, gratuluję. Będzie pochwała
A to też nie jest powiedziane 🙂 jak jest za ładnie i za czysto, to zwykle jest odbierane jako znak, że coś za tym stoi i coś jest nie w porządku, więc i tak trzeba czegoś się doszukać i – powiedzmy eufemistycznie – niepochwalić 😉
Kwaku najmilszy, Ty stanowczo jesteś zbyt porządny ! Ale nie będę Cię sprowadzała z drogi cnoty .
Ach, to tylko starannie kultywowany wizerunek!
Ale pod spodem siedzi niezły łajdak
Quacku, mieszkasz na piętrze?
Odetchnęłam !
A teraz już czas na mnie, dobrej nocy wszystkim życzę.
Spokojnej!
…branoc

Spokojnej również, bez sensacji i hałasów.
Dobranocka
Dzisiaj dwa w jednym: coś starego i coś nowego, jazz w wykonaniu Elli Fitzgerald, ale przemiksowany na nowoczesną modłę. Zwykle podchodzę z dużą nieufnością do tego typu eksperymentów, ale ten uważam za bardzo udany. Melodia i głos mniej więcej bez zmian, ale sekcja rytmiczna i przestrzeń – bardzo na korzyść. „Wait 'Till You See Him” – „Zaczekaj, aż go zobaczysz”.
Snów o oczekiwaniu.
Zanim zapalę lampkę … jeszcze piosenka dla Jaśminki. Zamiast znicza.
Dobranoc. Spokojnego snu i pogodnego poranka.
Dzień dobry
Sobota… deszcz…
Dzisiaj będę tylko do południa i wrócę jutro przed południem.
Kawa czy herbata?

Dlatego też czędtóję śniadankiem…
Dzień dobry !
Kawa, Bożenko ! Mglisto i szaro, ale nie przedwiosenne 🙁
Niestety, jeszcze wiosny nie widać. Ale Wielkanoc niedaleko, ani się obejrzymy
Witajcie!
Ja dziś w ślad za Bożenką: wybywam około południa, wrócę jutro po południu. O ile nie zabłądzę we mgle 😉
We mgle i w smogu 🙁
Czyżbyście się wybierali gdzieś razem?


Taka zgodność…
Tobie, Ukratku, też miłego…
Dzień dobry. A ja inaczej – dopiero się dźwignąłem z łoża, generalnie będę, ale z przerwami na parę rzeczy do zrobienia.
Dzień dobry. Podobno zima…Nadchodzi.
Świstak nie może się mylić. Jeszcze sześć tygodni (liczone od 2 lutego).
Czyli do połowy marca…
Chyba że pogoda się rozregulowała i nawet świstakowi nie można ufać.
Świstak przepowiada koniec zimy z dokładnością 50%, czyli albo albo

Ale zabawa z tym związana jest przednia, więc się nie czepiam
O, to tak jak polska babka!
[ta, co na dwoje wróżyła]
Przypomina mi się jeszcze wierszyk ludowy, przeczytany w którejś powieści Makuszyńskiego:
„Kiedy na świętego Prota jest pogoda albo słota,
na świętego Hieronima deszczyk jest albo go ni ma”
Przerwa na kolejne zadanie z listy. Dam znać, jak wrócę.
A ja się już pożegnam, do jutra
To zawczasu – spokojnej!
Miłego, Bożenko
Dzień dobry


Kaczki zapeklowane i nic tylko upiec 

Sobota, więc wiadomo – zajęcia domowe
Konserwacja powierzchni płaskich… moje „ulubione” zajęcie
A na dokładkę mamy dziś gościa. Ten co miał być dwa tygodnie temu. Musieliśmy przełożyć wizytę, bo nie byłam w stanie stać przy garach. Dziś już mogę
Także mnie też za dużo dziś nie będzie
Ja też miałem coś w rodzaju konserwacji powierzchni płaskich, tylko na odwrót. Tzn. zatykałem (masą szpachlową) dziury w suficie.
Wspominałem już kiedyś , że w sąsiadującej z moim blokiem Bibliotece Publicznej ,obecnie mieści się buddyjska Świątynia . Dzisiaj , jest chyba jakieś święto , bo na pobliskim skwerku naliczyłem ponad sto samochodów . Zatem kilkaset osób modli się w jakiejś intencji , ale niszczy trawniki przed moim blokiem . No chyba , że intencje są tak wzniosłe , ze pal sześć trawniki … Może trawa będzie lepiej rosła , wszak to modlitwa w Polsce wyjątkowa o niezbadanej mocy na środowisko . Może i ja będę lepszy ??
Oj, buddyści i niszczenie trawy? Żywej istoty? Co to za buddyści?
Samochody parkują na śniegu – trawy nie widać , ale nie widac również służb porządkowych .Przy Świątyni jest juz jednopiętrowy hotelik , może rano ktoś się obudzi i podejmie ” słuszną ” decyzję ? Przed chwilą wyjrzałem przez okno – nic się nie zmieniło
Obawiam się, że nie. Po prostu ktoś nie pomyślał. Przy takich okazjach może dochodzić również niesłuszna obawa przed urazą uczuć religijnych mniejszości.
No , powoli panowie kierowcy ze Świątyni wsiadają do aut i bez pospiechu odjeżdżają . Nie za długa była ta modlitwa . Pojemność tej Świątyni jest nie wielka – kilkaset osób mogło czuć się skrępowanych ciasnotą lokalu
Trawa na szczęście odrośnie, ale kudy im do tych buddystów, co to noszą buty ze szczoteczkami na czubkach, żeby odgarniać spod nóg owady, zamiast je deptać.
Dobranocka.
Dzisiaj francuski duet Air i „Femme d’Argent”, nowoczesny utwór, wprowadzający w trans, z zapętlonym tematem rytmicznym i zabawami melodią, może nawet z lekka improwizowaną. W sumie przyjemne, z oddechem i w sam raz na zasypianie.
Snów całych w srebrze 😉
Muzyczka plumpla nasennie, więc pora na lampkę zanim sama zasnę
Dobranoc
Dobranoc!
Dzień dobry!
Gościówka jeszcze w łóżeczku, więc wykorzystuję okazję żeby się z Wami przywitać i spadam 
Dzień dobry.

Bardzo wyczerpujący dzień wczoraj był. Nie mam siły na dzisiejszy.
Ja mam taki prawie cały tydzień, dobrze, że się już kończy
Co prawda, to prawda.
O ile następny nie będzie gorszy.
Dla mnie chyba nie 🙂
Dzień dobry
! Smutna ta niedziela ?
Jest może ochotnik do zmiany wycieraczki ? Ja – podam kawę

Herbata też może być
Dziękuję za kawę, chętnie skorzystam
Niestety ja dzisiaj nie dam rady, zaraz uciekam dalej…
To może ja dodam pięterko. Znalazłem na półce w spiżarni taką puszkę sprzed ładnych paru lat, ale całkiem się jeszcze nada
Dzień dobry! Miało śnieżyć i nic? Może jeszcze polecą gwiazdki z nieba…
O, gwiazdki z nieba Ci się zachciało!
Trochę gwiazdek, białych i sześcioramiennych, bo strasznie szaro i buro naokoło. Ale nie za dużo, żeby nie trzeba było odśnieżać!
Tutaj już śladu po śniegu nie zostało. Moja gościówka z Częstochowy była tym zdziwiona, bo u nich biało…
Tutaj też. Aż mi się kojarzy jazda na narty w grudniu ub. roku przez Niemcy, gdzie też śniegu nie było, z wyjątkiem dwóch smętnych kupek na zapleczu jakiejś stacji benzynowej, gdzie wcześniej odśnieżano, a poza tym było w cieniu i tylko dlatego się uchowały.
Znaczy tutaj też już nie ma śladu.
Zapraszam na nowe, cokolwiek konserwowe
pięterko.