Oto tatrzańska sielanka
Łagodną wabi ponętą,
Jak dziewczę, co uśmiechniętą
Twarzyczką wita kochanka…
Przez skał rozdartych podwoje
Przegląda wąwozu łono,
Gdzie szumią srebrzyste zdroje
Melodię głazom nuconą –
Przez skał rozdartych podwoje
Świerk zwiesza konary swoje,
I słońca blask się przeciska…
To Kościeliska!
Zielona skacze dolina
Przez strumień z brzegu do brzegu;
Gdzie potok wstrzyma ją w biegu,
Na góry łączką się wspina
I postać przybiera sielską,
Strojąc się w trawę i zielsko,
I kwiaty do swego wianka
Wplatając ręką niedbałą…
A dołem, skryta pod skałą,
Z marmurowego wciąż dzbanka
Czysta najada swe fale
W przejrzystym sączy krysztale
I strąca potok z urwiska…
To Kościeliska!
Pionowo sterczące skały
Igłami świerków się jeżą,
W ciemną się zieleń ubrały,
Lecz w balsamiczną i świeżą,
Z której gdzieniegdzie szczyt biały
Kamienną wytryśnie wieżą,
Lub nagie wapienia ostrze
Szeroko pierś swą rozpostrze.
Za każdym drogi zakrętem
Cały krajobraz się zmienia;
Jakby w królestwie zaklętem
W głaz zamienione marzenia,
Dziwaczne fantazji gmachy
Z wejrzeniem coraz to nowem,
Wiszące ściany i dachy,
Tłoczą się ponad parowem
Lub uciekają w lazury,
Ręką marzącej natury
Wypchnięte z ziemi ogniska…
To Kościeliska!
Srebrzyste wstęgi katarakt,
Oprawne w zielony szmaragd
Mchów rozesłanych na skałach
I drobnolistnych paproci;
W powietrzu pełno wilgoci
I chłód rzeźwiący w upałach –
Zwalone kłody i mosty,
Łomy strącone z wierzchołków,
Rdzawe na głazach porosty,
Co woń roznoszą fiołków,
Żywiczne świerków oddechy,
Błękitnych niebios uśmiechy
I spokój dla duszy słodki –
I zawieszone wysoko
Nad niedostępną opoką
Gwiaździste, srebrne szarotki –
Wszystko się srebrzy lub złoci…
W kropelkach świeżej wilgoci
Tęczową barwą połyska…
To Kościeliska!
Autor: Adam Asnyk




Witam na nowym pięterku

Poprzednio było o jeziorach, ale lato się kończy. Zajrzyjmy co słychać w górach, mamy przecież takie piękne Tatry…
Dzień dobry na nowym! Poza tym wrzesień to tradycyjnie miesiąc jeżdżenia w Tatry dla tych wszystkich, którzy mogą (np. studentów), bo jeszcze jest stosunkowo ciepło, a nie chcą w lipcu ani sierpniu, kiedy zwala się lawina turystów.
Wiersza nie znałem, bardzo nadobny!
Dolinę Kościeliską poznałam gdy jeszcze nie było lawiny turystów. To był koniec czerwca, ale w tamtych czasach Tatry nie były jeszcze tak rozdeptane jak dziś. Teraz jak obserwuję na filmikach, to żadna przyjemność tam przebywać.
Jak jeszcze zdarzało nam się bywać w Tatrach, dolina Kościeliska albo Chochołowska tradycyjnie były celem wycieczki pierwszego dnia, na rozgrzewkę, żeby nie zaczynać tak z marszu od poważniejszych górskich szlaków. Albo drugiego dnia, a pierwszego na Gubałówkę albo po samym Zakopcu.
A ja w pierwszy wieczór po przyjeździe chadzałem w Dolinę Za Bramką… Bardzo ładna, maleńka walna dolina między Strążyską a Małej Łąki. Cudownie malownicza!
Aaa, już jest!
Zgłaszam poprawkę – ten żakiet tu zupełnie nie pasuje!
Za każdym drogi zakrętem
Cały krajobraz się zmienia;
Jakby w królestwie
żakietemzaklętemW głaz zamienione marzenia,
Tak jest w oryginale, a ja skopiowałam nie zastanawiając się nad tym. Zaraz sprawdzę i poprawię.
Pierwsze wyszukanie w G. wskazuje przekłamaną wersję; powyżej wskazałem link do wiki…
Link się nie otwiera.
Zaiste. Bład 400 – niewłaściwe żądanie. Chyba czegoś tam zabrakło w linku pod koniec…
Faktycznie – czegoś za dużo…
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/pl.wikisource.org/wiki/Ziemia_polska_w_pie%C5%9Bni/Ko%C5%9Bcieliska_(Asnyk)
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/pl.wikisource.org/wiki/Ko%C5%9Bcieliska_(Asnyk,_wyd._1898)
To przekłamanie z żakietem jest dziwnie szeroko skopiowane
Wierząc, że to błąd, poprawiłam wpis.
Przyznasz, że to brzmi znacznie lepiej!
Oczywiście. Teraz link się też otwiera, szukałam na własną rękę i w Wikipedii było z błędem.
Zmiany, zmiany, zmiany. Po 43,5 latach skończyła mi się gwarancja na oczy. Byłem właśnie u okulisty/ optyka i mam obstalowane okulary do czytania i do komputera – w prawym +1, w lewym +1,25, za tydzień do odbioru.
Wszystko idzie normalnym trybem, ja od +1,5 zaczynałam do czytania, mając 43 lata.
Szczęściarz! Ja okulary założyłem jako 13-latek…
Może gdybym też tak miał, tobym się zdążył przyzwyczaić, a tak w pewnym wieku, kiedy człowiekowi już trudno „nauczyć się nowych sztuczek”…
Nie jest tak źle, do wszystkiego można się przyzwyczaić. Ja już nawet do chodzenia noszę, jak widziałeś
Dzień dobry wieczór
A tak w ogóle da się bez okularów ?
Do tej pory wszystko się dało bez 😛
Z autopsji jak to niektórzy mówią własnej (O! matko)
– Ja nie pamiętam jak było bez
A poważnie,współczuję Mistrzu. Niestety każdy nawet tak idealny mechanizm, którym jest nasz organizm ulega czasowi.
Niektórzy obywają się bez okularów do późnych lat. Znałam kobietę lat 80, która czytała bez okularów. Ale to są wyjątki.
To idąc w skrajności Bożenko ja między innymi jestem po tej drugiej stronie
I uległem na tyle przyzwyczajeniu, że całkiem szczerze potrafię się z tego śmiać 
U mnie już do chodzenia byłoby ciężko, ale do czytania są konieczne.
Najlepiej jest śmiać się z siebie. Łatwiej to znieść i nikogo się nie zraża.
Umiejętność śmiania się ze swej osoby jest niezaprzeczalnie cechą bardzo pozytywną i pomocną w naszej codziennej egzystencji
Skoro księżyc już się wzniósł a i okolice zawarte w temacie pasują to pozwolę sobie zamieścić:
Dobranocka to nie jest lecz tu zapewne nam coś Mistrz Q zaprezentuje
Na dobranockę jeszcze za wcześnie, ale czy tylko na dobranoc możemy osłuchać czegoś ładnego? Ta piosenka tu bardzo pasuje.
W dialogu z Wojciechem Młynarskim, jak sądzę.
Dokładnie Mistrzu
I tym optymistycznym akcentem, kończę dzisiejszy dzień…

Spokojnej!
No to dobranocka.
Dzisiaj mnie wzięło na klasykę, a jak klasyk, to Sinatra. Nic to, że mafia mu zza pleców wyglądała, że chciał zlecić połamanie nóg jednego zanieprzyjaźnionego reżysera, że to, że tamto. Głos to on miał – w sam raz na Wyspę, w sam raz na dobranoc. No i orkiestra w tle – te dęciaki to nawet jeszcze na dzieńdoberkę zagrają!
Snów o tych, co nam za skórę zaleźli i nijak nie chcą wyleźć.
Samych zatem przyjemnych odczuć pod skórą (a nawet głębiej) i dobrych, dobrze ubezpieczonych magiczną lampką snów życzę! 😉

Dzień dobry
Trudno więc powiedzieć, że bywałam w górach… Bo ja, jak to określił kiedyś jeden z moich przyjaciół, jestem góral, ale bagienny 
Na temat Kościeliskiej się nie wypowiadam, bo nie byłam. Jako dziecko byłam za to w Dusznikach Zdroju, jako starsze dziecko w Krakowie i jako już dorosła (i mężatka na dokładkę) odwoziłam mamę do sanatorium znowu w Dusznikach
A tak w ogóle, to moja córeczka właśnie wraca do tego swojego Denver…
Pobyła tydzień z nami i z tego się cieszę
Szkoda tylko, że tak krótko…
Bo u niej nawet jak jest gorąco, to bez wilgoci w powietrzu nie jest to takie paskudne…
Przy okazji ponarzekała na straszną wilgoć w tym Illinois, za duże ilości tlenu i paskudną pogodę
Dzień dobry
Córeczce się nie dziwię, że narzeka na pogodę. Ja też bym narzekała. Nie lubię atmosfery pralni.
Dzień dobry. Na pogodę nie narzekam, zresztą akurat na nic innego dzisiaj. No, może, jakby tak poszukać, to by się znalazło…
Mam pytanie… Czy znasz biegle j. czeski?
Niestety nie. Znam pojedyncze słowa. Zresztą z pojedynczymi to i automatyczny translator googla sobie poradzi. A w czym problem? Masz coś konkretnego do przełożenia/ zrozumienia.
Nie, ale bym miała dla Ciebie propozycję dodatkowej pracy. Chodzi o korespondencję z Uniwersytetem w Hradcu Kralove.
Uuu, no nie, na pewno nie po czesku. Na poziomie uniwersyteckim po czesku to w ogóle nie istnieję.
Ale dzięki, że o mnie pomyślałaś.
Nie ma za co dziękować. Pomogłabym w ten sposób dwóm osobom.
Szkoda
Witajcie!
Bożenko, w sprawie češtiny napisz do Missjonash – jeżeli sama nie zna dostatecznie dobrze, to na pewno zna kogoś kto zna 😉
Maila znajdziesz na jej blogu, w linku „Napisz do Missjonash„
Dziękuję za radę, spróbuję. 🙂
Jakby się kto zastanawiał ewentualnie, to żyję, tylko z nerwów strasznie bredzę, więc wolę się nie wychylać.

Witaj Jo, a myślałam o Tobie, dlaczego się nie odzywasz…
A nerwy lepiej schowaj w kieszeń, po co mają Cię dołować
Nie, no spoko – jutro chłopaki wrócą do domu, a życie do normy. Ale ten tydzień to mi zabrał trochę życia, nie powiem…
Hmm, a nie masz Ty trochę – nawet biorąc pod uwagę całokształt uwarunkowań – syndromu owczarka? Znaczy że najlepiej się czujesz, jak całe stado w kupie?
TROCHĘ???
To żart taki?
Nie, hipoteza na podstawie danych empirycznych, mimo nieco innych uwarunkowań.
Caro mio – w moim przypadku użycie określenia „trochę” to skrajny eufemizm.
Ja nie tylko zaganiam, ale jeszcze na dodatek monitoruję. Samą siebie umieściłabym w psychiatryku, tylko nienawidzę szpitali 😀
Dobrze, że dajesz znak życia!
Ładnie Ci z tymi kucykami
Dobrej nocy Wam życzę, Kochani

To ja też dobranoc. Jutro pobudka o 6.00
Spokojnej obu Paniom. U mnie od poniedziałku do czwartku (a czasem też piątku) nieco później – 6:25.
Na dobranoc dzisiaj cofniemy się do lat 60′ ubiegłego wieku.
Ceniony przez Beatlesów zespół Lovin Spoonful nagrał w 1966 utwór „Daydream”, łączący klimat wodewilowy ze świeżością muzyki skiflowej i zapowiadający w zasadzie erę hipisowską. Proste instrumentarium, a wyrafinowana melodia. Niby o marzeniach „dziennych”, ale na dobre sny też się nada.
Snów pełnych marzeń!
Odsłuchałem , sympatyczna muzyka , z artystycznym pogwizdywaniem ….( proszę nie kojarzyć z gwizdami na stadionie ) Dobranoc
No ładnie! Całe przed- i po-południe wgapiałem się w pustą Wyspę i zastanawiałem się, co się dzieje. A wystarczyło się oddalić, i frekwencja z kryjówek wypełzła!

Niemniej, skoro już po dobranocce, zapalam lampkę – niech nas przez i tę noc pilnuje…
Dobry wieczór, albo raczej dzień dobry 🙂 Tak wiem, wszelkie zarzuty mi postawione są jak najbardziej uzasadnione, ale mam pytanie organizacyjne, wiecie co się dzieje ze Stateczkiem? Jestem raczej na bieżąco z Wyspą i Stateczek przybił do brzegu jakiś miesiąc temu, dokładnie, [sprawdziłem] 18 sierpnia i słuch po Nim zaginął, co się dzieje???
Witaj Misiaku!!!
Ani z Nim, ani z resztą Wyspowiczów…
Tych co przybili do brzegu Wyspy i znikli jest trochę więcej… Wymieniać nie będę. Nie mam bladego pojęcia co się dzieje
Misiaczku, ostatni wpis Stateczka jest z 03.09.2015 z pozdrowieniami z Kołobrzegu 🙂
Spotkałem Go na Forum Onetu w sierpniu .Był w dobrej formie ….
Czyżby o nas zapomniał?
Ja nie zapomniałem tylko jestem nieczynny z powodu nawału pracy, wszystkim dziewczynom dedykuję Staffa 🙂
J e s i e ń
Jesień mnie cieniem zwiędłych drzew dotyka,
Słońce rozpływa się gasnącym złotem.
Pierścień dni moich z wolna się zamyka,
Czas mnie otoczył zwartym żywopłotem.
Ledwo ponad mogę sięgnąć okiem
Na pola szarym cichnące milczeniem.
Serce uśmierza się tętnem głębokiem.
Czemu nachodzisz mnie, wiosno, wspomnieniem?
Tak wiele ważnych spraw mam do zachodu,
Zanim z mym cieniem zostaniemy sami.
Czemu mi rzucasz kamień do ogrodu
I mącisz moją rozmowę z ptakami?
A Lechoń się wyspał i zaraz lepiej mu szlo:
'Za oknami świt czerwony,
Jeszcze sennych szelest drzew,
Słońce wraca z drugiej strony,
Ptak zbudzony zaczął śpiew.
Ach! dzień dobry wam, kasztany,
Wodo pełna srebrnych lśnień!
Jeszcze jeden darowany
Cudownego życia dzień!”
Za to Asnyk zwiądł chłopina 🙂
Znowu więdną wszystkie zioła,
Tylko srebrne astry kwitną,
Zapatrzone w chłodną niebios
Toń błękitną…
Jakże smutna teraz jesień!
Ach, smutniejsza niż przed laty,
Choć tak samo żółkną liście
Więdną kwiaty
I tak samo noc miesięczna
Sieje jasność, smutek, ciszę
I tak samo drzew wierzchołki
Wiatr kołysze
Ale teraz braknie sercu
Tych upojeń i uniesień
Co swym czarem ożywiały
Smutna jesień
Dawniej miała noc jesienna
Dźwięk rozkoszy w swoim hymnie
Bo anielska, czysta postać
Stała przy mnie
Przypominam jeszcze teraz
Bladej twarzy alabastry,
Krucze włosy – a we włosach
Srebrne astry…
Widzę jeszcze ciemne oczy…
I pieszczotę w ich spojrzeniu
Widzę wszystko w księżycowym
Oświetleniu…
No bo po co po nocy łaził zamiast spać? Zdrowie Lechonia! Wie co zdrowe

Gdzie on te srebrne astry widział? Taka botaniczna wersja białych myszek, czy co?
No, no… tylko patrzeć jak zaczniesz Bee własne wiersze pisać…
Zdrowie Pszczółko, za Lechonia i Wyspiarzy 🙂
Nic nie ma prócz tych liści, co na drzewach zmarły,
Nic nie ma prócz tych wichrów, którymi przewiało,
Nic prócz śladów świetności, co się już zatarły.
Nie stanie się nic więcej. Już wszystko się stało.
Jest jeszcze tylko księżyc, który cicho spływa
Na czarną krepę nocy i srebrzy ją dumną
Jako brylant baldachim rozpięty nad trumną,
W którą ziemia zmęczona na wieki spoczywa.
Kielichy wznieśmy w górę i pijmy na stypie,
Bo żal nasz byłby śmieszny, a skarga daremna,
Niech nas trupio spokojnych pochłonie noc ciemna,
A łopata grabarza milczących zasypie.
Ach! ileż jest spoczynku w tym słowie: tak trzeba!
Jak nam ziemi, tak ziemi trzeba naszych kości.
Szaleńcy, wzrośniem kiedyś kłosami mądrości,
Powszednim, czarnym chlebem dla zjadaczy chleba.
Droga Jo, jak biedakowi zwiędły zioła, to je nabił w fajkę i stąd srebrne astry i egzystencjalny ból głowy 🙂 🙂 :
Taaak… To by wiele tłumaczyło…
Dzień dobry
Mam tylko nadzieję, że to było przejściowe i jakoś dam radę wypocząć. Po długim weekendzie powinno się odpoczywać, a nie wracać do pracy
Kiedyś trzeba odsapnąć…
Jeszcze nie wiem jaki będzie piąteczek, ale czwartek był ciężki
Dzień dobry
Miło mi wreszcie zobaczyć Miśka! Chciałoby się też ujrzeć resztę Wyspiarzy. Nad Stateczkiem też się nieraz zastanawiam 
Dzień dobry 🙂 Pięknego, słonecznego życzę
Witaj Kopciuszku
Miłego dnia 
Dziękuję Bożenko
Zmykam do pracy, do upragnionego urlopu jeszcze dwa tygodnie 🙂
Ja też muszę się zabrać do pracy, a mam jej dzisiaj sporo. Będę więc tu z doskoku
Dzień dobry.
Skoro już musiałam wstać o świcie, to trzeba jakoś ten dzień ogarnąć. Psa wyprowadzić. Odwalić górę prasowania. Obiad ugotować. Mało porywające zajęcia…
Witajcie!
Niech dziś przynajmniej nad Wyspą świeci słońce!
Dzień dobry. Słońce świeci jeszcze np. nad Gdynią, ale nie wiem, czy będę miał czas to docenić – szykuje się dzień mocno biegający i za jentyk.
Widzę, że dziś znów Wyspiarze bardzo zajęci będą i nasza Wyspa się wyludni…
Taki dzień dzisiaj. Ale może wieczorem?
Wieczorem będę
Ja z kolei wieczorem będę bardziej zajęta niż teraz.
Ale postaram się choć na jakiś czas tu dopłynąć.
Bożenka wieczorem pruje na imprezkę!
Nie chciałbyś mieć takiej „imprezy”, Zmieniam meble – mówi Ci to coś?
Aaale wieczorem?
Część roboty już jest odwalone, a wieczorem przyjdzie sąsiad i pomoże dalej. Jutro przed południem ciąg dalszy.
Ha! Bunt na pokładzie! Niech sobie sami prasują!!! Idę do ogrodu. W zasadzie już poszłam.
Dawno już używam wyłącznie koszul, których nie trzeba prasować. Twoi jeszcze na to nie wpadli?
Ja też mam rzadko żelazko w ręce.
Ja też rzadko kiedy prasuję. Powiedziałabym – od święta. Głównie obruski na stół
I na pewno nie należy to do moich ulubionych zajęć

Nie rozśmieszaj mnie…
Żebym miała nadmiar wolnego czasu? Przecież wiadomo, że jak kobita nie ma roboty, to o pierdołach myśli, nie?
A to ty nie lubisz myśleć o pierdołach???
Nieee… Ja od razu mam koncepcje i projekty. A to się wiąże z wydawaniem pieniędzy, których nie mamy, więc wpadam we frustrację i nasila mi się dystymia. Zatem moi panowie, dbając o me zdrowie, nie ustają w wysiłkach dostarczenia mi robót domowych, uniemożliwiających takie te no… zagrożenia…
Prewencja!
Myślisz, że robią to z premedytacją i mając na względzie te względy, o których właśnie napisałaś???
A bo to wiadomo…
Ale od nadmiaru roboty, to i konie padają. To też trzeba wziąć pod uwagę
A prasowanie w myśleniu nie przeszkadza. Ani o pierdołach, ani o niczym innym

Niestety… Najwięcej pomysłów mam przy desce do prasowania i pod prysznicem. Z mycia się nie zrezygnuję, a chłopaki nie zrezygnują z wyprasowanych ciuchów, więc mamy pat.
Dzień dobry
Jak na razie deszczowy…
U mnie słoneczny.
Parę słów o pewnej koszuli . Niemcy znani z oszczędności jak Szkoci , wynależli sposób na produkcję włókien z celulozy . Szyto z tego materiału koszule dla wojska , ale nie tylko . Zdarzyło się kiedyś , że taką koszulę brudną , wręczył żonie mąż do prania . Nie było pralek , więc koszula powędrowała do dużego garnka aby się wygotowała , a znudzona kobieta w tym czasie wpadła do sąsadki na plotki . Trochę jej tam zeszło , a tymczasem do domu wpadł mąż , zajrzał do garnka , zobaczył jakąś pulpę , spróbował , nie słona , to posolił i zeżarł . Sprawa by się nie wydała , gdyby nie awantura ,jaką urządził mąż tylko dla tego , że jadło nie było słone . Awantury są przeceż tylko za słone zupy .
Dobrze, że to była koszula Maxiu, a nie np. gacie lub onuce 🙂

Masz rację , ale gacie mogły być na ” słoność ” OK. a głodny mąż zażądać dolewki i co wtedy ??
Chyba dryfujemy w kierunku kuchni ekstremalnej 🙂 Żona na szybkiego mogłaby ugotować wojskowego buta wzorem Charlie Chaplina, choć porządna niemiecka frau, nigdy nie zastosowałaby przepisów kulinarnych Żyda 🙂 🙂
Może nie aż tak ekstremalnie, ale… z czasów akademickich: kiedyś tuż przed długim majowym weekendem zorientowałem się, że portfel zieje pustką, od Rodziców przelew dojdzie dopiero po 3 maja (a nie jestem pewien, czy czasem nie było jeszcze po drodze weekendu i tak naprawdę po 5 maja – !!!), a w domu są tylko chleb i keczup.
Przez parę lat potem nie mogłem patrzeć na keczup.
Byłem w podobnej sytuacji, czyli goły i wesoły, ale moja dziewczyna pracowała sezonowo w smażalni ryb i placków ziemniaczanych nad morzem i przywiozła dużą torbę proszku do wyrobu tych placków, wystarczyło dodać wody i usmażyć, do dzisiaj nie mogę patrzeć na placki ziemniaczane :))))
Się nie dziwię, bo takich placków z proszku to ja też bym nie jadła, ani nie chciała na nie patrzeć
Placki ziemniaczane, jak sama nazwa wskazuje powinny być z ziemniaków, a nie z proszku 
Słyszałem ,że kiedyś w kinie , panienka zauważyła białą nitkę na spodniach partnera i trochę speszona zaczęła nitkę zwijać , aż uzbierał się mały kłębek . Schowała kłębek do torebki , a chłopak w domu ,nie mógł się nadziwić , kto rozebrał go z gaci ,bo nie pamiętał, aby zdejmował spodnie….
Ale później z tego kłębka panienka szydełkiem wydziergała chłopakowi stringi koniakowskie z golfem, więc powinien być zadowolony, może i w zadek mu wiało, ale szyję miał zabezpieczoną.

Maksiu, a jak się te gatki pruły, to nie czuł? Pewnie myślał, że to dziewczyna mizia go po zadku… i nie tylko…
No cóż… Sąsiad mojej ciotki na wsi, kiedyś wrócił pijany do domu późno w nocy. Rodzina już spała, więc cichutko poszedł do kuchni, zajrzał do gara… przekonany, że w garnku są flaki (miały być na obiad) zagarnął łychą gęstego i wlał do miski. Trochę nie za bardzo mu to jedzenie szło, bo flaki były dziwnie niedogotowane i duże. Trochę zjadł, resztę zostawił w misce i utrudzony tym krojeniem i niemożnością pogryzienia, poszedł spać. Rano żona obudziła go awanturą, bo poobcinał ściągacze w białych skarpetkach, które ona namoczyła i miała rano wygotować…
Dobry wieczór. Byłem na spotkaniu w szkole Juniora, który w tym roku szkolnym ma mieć studniówkę, więc i ten temat się pojawił. Organizacja takiej imprezy to nie żadne są przelewki, jeno ciężki znój, a praca!
Ale za to chwile niezapomniane dla maturzysty…
Oby tylko tak było, bo Junior specjalnie zsocjalizowany to nie jest…
Kiedyś bale maturalne były „grzeczniejsze”? Nie mam skali porównawczej.
Ja również JESZCZE nie mam. Ostatni, na którym byłem, to, czekaj, 24 lata temu. Może 23.
Ja jeszcze wcześniej…
A ja swój bal maturalny (właściwie studniówkę) miałam między Mistrzem Q, a Bożenką
Tak ze 37 lat temu
Trochę się chyba zmieniło od tego czasu… 
Z własnego balu pamiętam występ dwóch kolegów, inscenizujących bitwę pod Grunwaldem. Jeden czytał w dramatycznym tonie Sienkiewicza, a drugi przy pomocy dwóch kuchennych noży czynił szczęk oręża…
A to mi się kojarzy z Wańkowiczowskim Jagiełłą pod Grunwaldem:
„Na wielką pauzę urządzaliśmy zawody międzyklasowe. Oddział A tejże klasy, mieszczący się o piętro wyżej, miał Grunwalda, a nasz oddział B miał Jagiełłę. Jakiś więc czas dzień w dzień urządzaliśmy „Jagiełłę pod Grunwaldem”, przy czym, ponieważ nasz Jagiełło, ogromny, gorylowaty rudzielec, był silny jak byk, gryzł i kopał, więc mieliśmy obowiązek tylko wywlec go z klasy, a już oni swego Grunwalda dostawiali aż z innego piętra. Kładliśmy więc Jagiełłę pod Grunwaldem, po czym Krzyżacy szczypali w tyłek Jagiełłę, a Polacy Grunwalda. Rwetes robił się niesamowity, kłąb ciał toczył się po podłodze, pobojowisko było zasłane guzikami od spodni.” (Tędy i owędy)
Dobranoc

Spokojnej.
Za dużo emocji jak dla mnie. Pora spać.
Też spokojnej.
Na dobranoc dzisiaj utwór niekoniecznie senny, ale za to ciekawy.
W 1965 r. Rolling Stonesi nagrali piosenkę „The Last Time”, którą rok później pożyczyła od nich orkiestra Andrew Loog Oldhama (impresaria i producenta Stonesów), ale w formie instrumentalnej, na płycie „Rolling Stones Songbook” („Śpiewnik Rolling Stones”). Minęło raptem 30 lat i w 1997 roku wersję Oldhama wykorzystała brytyjska kapela The Verve, tworząc swój hit – „Bitter Sweet Symphony”.
Tak to właśnie przechodzą z ust do ust, z płyty na płytę piosenki i ich melodie.
Snów o tym, że może to wcale nie ostatni raz.
Dziś nieprzyzwoicie wcześnie – ale wstałem dziś przed 5-tą (też wszak nieprzyzwoicie wcześnie) i pilno mi w ślady Bożenki i Jo…
Dziś mało mnie było, chociaż miałam wolny dzień. Odrabiałam zaległości domowe i powyjazdowe, a przy okazji przeglądałam zdjęcia. Przecież jakąś relację zdać trzeba
Wspólnie z małżonkiem, przez te 4 dni zrobiliśmy ponad 500 zdjęć, czyli mam w czym wybierać
Swoje już przebrałam, zostały mi te małżonka…
I nawet tropik już suchy, nasz domek z siatki też. Tylko namiot muszę dosuszyć, ale znowu się zachmurzyło, więc zdjęłam. Dosuszę jutro o ile pogoda mi pozwoli…
A przy okazji podniosłam pomidory, które za duże urosły i wiatr mi je położył na ziemię. Skonstruowałam suszarkę do namiotu i naszego domku z siatki, bo przywieźliśmy to wszystko ociekające wodą, a cały czas było pochmurno i bałam się, że mi nowej wody w to wleje. Na ziemi rozłożyć nie mogłam, bo trawa mokra, a powiesić nie miałam gdzie. Teraz mam
Jesteś przerażająco pracowita 😉
Chyba żartujesz, Jo
Ja pracowita?
Lenia mam na okrągło, ale niektóre rzeczy zrobić trzeba, czy się to podoba, czy nie…
W sumie, to po „obrobieniu” swoich prawie 200 zdjęć, mam dość fotografii na dzisiaj. Nie mam siły na małżonkowe. Może jutro? Jak czas pozwoli…
Dzień dobry
Dziś mam powtórkę z rozrywki, więc na mnie za bardzo nie liczcie. Wjeżdżają mi nowe meble, więc trzeba je zagospodarować i nareszcie pozbyć się worków rozstawionych w pokoju… Ufff…
Dzień dobry, chociaż nieco pochmurny. Do południa zaś również biegający, ale tak koło 14:00 powinienem już wylądować.
Przerwa na kawę
Dołączam!
Miło mi, w towarzystwie lepiej smakuje.
Witajcie! Chyba już się wyspałem…
Ja dzisiaj spałam do siódmej – rozpusta
Może i rozpusta – ale miło było, nieprawdaż?
A która rozpusta jest niemiła?
No… np. cudza?
Jestem tolerancyjna
A! To prawie jak ja. Też spałam prawie do siódmej, co mi się rzadko zdarza
A ja za chwilkę wybywam z Najjuniorem na jedne takie zajęcia, potem będzie sam jeździł, ale na pierwsze pojadę z nim, wybadać grunt.
Dzień dobry 🙂 Fajrant, jeszcze tylko wymienię cieknący kran i rury przy okazji, założę wyrwane ze ściany gniazdko elektryczne i rozbiorę kuchenkę, bo wiatraczek od termoobiegu się zaciął i mam luzik 🙂 🙂
Zęby wyleczę, włosy uczeszę…
A, to już bliziutko!
Witaj Misiu
Z tego wynika, że faktycznie luzik masz tuż tuż 
Dzień dobry

Na razie pochmurny, ale mam nadzieję, że się rozjaśni
Postanowiłam zrobić sobie kawę naturalną, taką „deptaną”. Małżonek stwierdził, że śmierdzi ona jak skunks

Mogę jedynie dodać, że pije on tylko „Inkę”, kupowaną w polskich sklepach…
Jaka to jest deptana?
??? Znaczy mieloną, zalewaną wrzątkiem, w Polsce zwaną „po turecku” (zawsze, kiedy to słyszę, zastanawiam się, kiedy Turcja z tego powodu zerwie kontakty dyplomatyczne)?
Małżonkowi śmierdzi przed zaparzeniem, czy po?
Przed 😀
Dzień dobry -)) Szanowny Misiu , przemyślałem Twój wczorajszy projekt , aby dziewczyna od kłębka ,wykonała szydełkiem z posiadanego materiału , męskie gacie z golfem . Myślę , że gdyby jeszcze dodać do tego pomysłu , aby produkt był z klimatyzacją , to moim zdaniem warto to zgłosić do Urzędu Patentowego . Mam tam jeszcze drobne chałtury i niejedne ciekawe pomysły wdziałem . Jest to również przykład na innowacyjność , o której często słyszy się z łam rządowych
Tak jest! A także połączenie tradycji (koniakowskie koronki) z nowoczesnością! To podpada co najmniej pod dwa fundusze, ten od dziedzictwa narodowego i ten od innowacyjności, a może jeszcze i trzeci, od inwestycji prozdrowotnych!
Jeden z wynalazców , z wykształcenia chemik po UJ , domagał się , aby opatentować jego projekt uzyskiwania węglowodorów z kremacji .Przedstawił nawet wyliczenia dla obecnej populacji ziemskiej i korzyści jakie można uzyskać z tego pomysłu
Ha, przypomniał mi się film z Charltonem Hestonem, „Zielona pożywka” na podstawie powieści Harry’ego Harrisona.
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/pl.wikipedia.org/wiki/Zielona_pożywka
Max, a mydła z nieboszczyków ów uczony nie zechciał produkować? Chyba tego procederu też nikt jeszcze nie opatentował.

Twierdził , że jest potomkiem Kazimierza Wielkiego . Coś musiało być na rzeczy ,bo wygrał konkurs w jedzeniu pączków na czas i został królem tej śląskiej imprezy .
Następnym razem jeśli wygra zyska tytuł cesarza i może przydomek „wielki” 🙂

Chyba dotacja od dziewictwa narodowego Mistrzu, bo zanim się chłopina rozbierze z tych gaci połączonych z golfem to ochota przejdzie nawet najbardziej cierpliwej pani i cierpiętnicą zostanie 🙂 🙂
Eee, to w takim razie z jakiejś kościelnej fundacji, promującej czystość!
Czystość w golfie?
Tym bardziej!
Nie mogę spać w ciągu dnia. No coś takiego jak DRZEMKA u mnie nie występuje w oprogramowaniu. Jak idę spać, to idę spać, czyli do całkowitego wyspania. A jak mi się zdarzy, jak dziś, że padłam na nos po prostu, to potem żadnego ze mnie pożytku. Zimno mi, ziewam do zwichnięcia szczęki, łażę i smęcę… Bez sensu.

Ja mam ten luksus, że mogę spać zawsze i wszędzie, jeśli tylko zakoduję się na sen to śpię, rano, wieczór, we dnie i w nocy i nie ma znaczenia, że spałem w dzień godzinę, czy dwie, w nocy zasypiam zanim mi pancerny łeb spadnie na poduszkę, co doprowadza do szału moją babę, która spać nie może, wiec mnie tarmosi w środku nocy bezskutecznie, bo chciałaby nie spać w towarzystwie 🙂

Ale Ci zazdroszczę… Ja tak miałam kiedyś. Skończyło się 18 lat temu.
To Ty Miśku masz tak samo jak ja
Wchodzę na górę, podnoszę nogę nad łóżkiem i w tym momencie zasypiam. Opadam na łóżko już śpiąca
I mój małżonek też się wścieka, ale już nie próbuje mnie obudzić, bo wie, że to nie ma sensu 
Aaa, zapomniałbym – słomianowdowcuję dzisiaj. Nie żebym jakieś orgie planował, ale jest święty spokój, bo i Najjunior wybył na swoje towarzyskie spotkanie… Cisza, nic się nie dzieje…
Pełen luzik? Ale chyba się nie nudzisz?
A skąd. Inteligentny człowiek zawsze znajdzie sobie jakieś zajęcie.
Oj czasami lepiej, żeby nie znalazł. Coś o tym wiem…
I nie mam tu na myśli cytatu z Alfa, który jak wiadomo – pomysły miał niewyczerpane.
Inteligentny człowiek nie musi szukać sobie zajęcia, bo zawsze je ma i nigdy się nie nudzi. 😉
A teraz dobrej nocy życzę i udaję się na zasłużony odpoczynek.

Paaa
Spokojnej!
Dobranocka nieco nietypowa.
Jedna z bardziej radosnych melodii rocka alternatywnego – grupa Jane’s Addiction i piosenka „Jane Says”. Dużo gitary i głos Perry’ego Farrella, w sumie jedna z piosenek, którą maniakalnie puszczałem sobie wieczorami. Prosta – akordy gitarowe to wzór prostoty, ale jaki klimat! Tutaj na żywo, żeby dodać trochę pomysłów inscenizacyjnych. I Flea, basista Red Hot Chili Peppers, jakby ktoś nie zauważył!
Snów prostych a pięknych
Wow!!! Pippi rulezzzzzzz 🙂 Super kawałek 🙂 🙂 🙂
Zatem niech lampka strzeże tych prostych i pięknych naszych snów!

Dzień dobry
Ten kawałek jest super na przebudzenie 
Heloł.heloł.
Na przebudzenie to ja miałam od 1.30 psa, chorującego po karmie. I tak co 2 godziny domagającego się GŁOŚNYM szczekaniem wyprowadzenia na spacer. A potem od 7.00 skowroneczek BB darł pysk za ścianą. Bo on ma adhd paszczowe.
Miałam kanarka, to na noc klatkę zakrywałam ciemną serwetką.
Na chorego psa nie ma rady. Widocznie mu ta karma nie służyła. Nie chciał w domu nabrudzić, to domagał się wyprowadzenia.
Jo, próbowałaś kiedyś zakryć BB ciemną serwetką?
Hahaha… Źle zrozumiałam, myślałam, że to chodzi o ptaszka
Skowronek w znaczeniu mocno przenośnym.
Co mi przypomina z kolei historię chyba opowiadaną już na Wyspie, jak to zaprzyjaźniona ekipa kabaretowa budzi się o poranku po imprezie z mocnym kacem, a przez uchylone okno pokoju wpadają oprócz świeżego powietrza wesolutkie trele jakiegoś ptaszka. Z jednego z łóżek pada znękanym tonem pytanie:
– Co to za bydlę tak się drze…?
Na co pada boleściwa odpowiedź:
– Skurwronek…
Nieee… Muszę spróbować 😀
Dzień dobry. Spokój za oknem jest niebywały. Jakby cały świat na coś czekał, mam nadzieję, że nie na burzę.
Na burzę bym się nie pogniewała, ale raczej się nie zanosi.
Witajcie!
Lato wróciło, gałęzie lekko się ruszają – da się żyć.
Dzień dobry :)) Przepraszam , że złamię konwencję apolityczności ,ale jeden z tygodników zamieścił nietypową notkę w kampanii wyborczej , którą warto przytoczyć . Notka informuje ,że Po ,dla zwiększenia popularności wstawiła sobie trzy złote zęby w postaci: pana Dorna ,Napieralskiego i Kamińskiego . Moim zdaniem , jest to ciekawe spostrzezenie .
Ale ze znieczuleniem? Czy tak na żywca?
Wygląda, że nie było znieczulenia, chyba że za objaw takowego uznamy ostatnie obietnice wyborcze, zresztą po bliższym oglądzie może i sensowne (z pewnymi zastrzeżeniami), ale to, że wysunięto je przed wyborami, IMHO niestety rzutuje na ich wiarygodność.
Ale że myślisz o skutkach ubocznych, czy jak? Że to znieczulenie wpłynęło na deklaracje?
Może być… Całkiem prawdopodobne…
Jak widać , wszystkie złote zęby czują się jakby od zawsze były złote ,zatem musiało być znieczulenie .
Złoto to złoto. Się jest, się ma. I się błyska. Błyszczy. Czy coś tam.
Każdy ząb , zadbał już o potwierdzenie swojej próby . Ciekawe ,czy czas nie zweryfikuje tej oceny….
Pora spać.

Spokojnej nocy …
Zgadza się, pora spać. Wróciłam do domu zmęczona, więc też się już pożegnam

A może ktoś pobuduje nowe pięterko? Nogi bolą tak wysoko wchodzić…
W oczekiwaniu na dobranockę przekażę, iż kanałami dotarła do mnie wiadomość, że nasza Czarodziejka ma się dobrze, ale wciąż z dala od sieci!
Dobranocki nadal nie ma, to może zaproponuję taką bajkę:
I tradycyjnie niech lampka rozprasza mroki. Dobranoc!

Ajaj, odsłomianowdowczenie okazało się niezmiernie absorbujące. Przepraszam za brak dobranocki w dniu dzisiejszym i też się już żegnam. Dobranoc!
Niech żyje „Rzeczpospolita babska”
Dzień dobry

U mnie jeszcze niedziela, ale u Was już poniedziałek. Nowy tydzień czas zacząć
Nie było mnie cały dzień, ale małżonek postanowił wypocząć (co mu się słusznie należy). Tylko on nie umie odpoczywać leżąc, a musi chodzić. Zastanawiam się czasami, czy ten syndrom niespokojnych nóg nie jest zaraźliwy
Miałam do wyboru – albo Indian Summer Festival, albo wycieczka po wertepach. Wybrałam wertepy…
Nie wiem jak to jest, ale o tej porze roku jakoś samczyków nie widać. Same samiczki… Koliberki były i to w ilościach zadowalających nie tylko mnie, ale i małżonka
Obcykał ich multum… Gdy tak staliśmy i pstrykaliśmy, z budynku Visitors Center wyszła wycieczka z przewodnikiem. Miła pani zaczęła opowiadać o koliberkach, które mają tu karmniki. Gdy na moment przerwała, zapytałam ją o samczyki, czy nie wie co się z nimi stało. Nie wiedziała. Powiedziała, że ostatnio widziała tylko dwa. Szkoda…
Próbowałam „ustrzelić” bizona (za siatką były dwa), ale świnia nie bizon leżał martwym bykiem tuż za podwójną siatką i to tyłem do widowni
Gdyby udało mi się chociaż nogę tam wetknąć, to może kopnęłabym go w zadek i by się ruszył…
Bizon i dzięciur krasnogłowy został obcykany już w Buffalo Rock State Park, czyli po drugiej stronie Illinois River (w stosunku do Starved Rock St.PK.). 

Małżonek wziął ten przepis i poszedł na dół, do swojego kompa poszukać w internecie… Wściekłam się, bo nie będę siedziała do północy z głupimi kulkami. W przepisie jest, że te kulki obtacza się w sproszkowanej czekoladzie. Dowaliłam parę garści, wymieszałam i nawet mi zgęstniało
Jeszcze trochę się do palców lepiło, ale co tam!!! Zlew blisko i zawsze można łapki umyć
Trochę to słodkie wyszło, ale smakowało wszystkim. Mamy tego zapas na trochę 

Pojechaliśmy najpierw do Starved Rock State Park, bo wiem, że mają tam całą masę karmników dla koliberków
Udało mi się za to obcykać sikorę dwubarwną, kowalika, pelikany i dzięciura krasnogłowego
Do domu wróciliśmy po 15. Szybki obiad i myślałam, że będę miała wolne i sobie posiedzę przy kompie. Ale ja zawsze mam głupie pomysły i się nudzę, więc wymyślam dodatkowe zajęcia
Po zlaniu wiśniówki zostało nam sporo wiśni. Nie wiadomo co z nimi zrobić. Wyrzucić szkoda… jeść nie ma komu… W swoich przepisach znalazłam wiśnie w truflach. Potrzebne do nich są właśnie takie wiśnie z likieru… Małżonek przypomniał, że mieliśmy ten przepis wypróbować. Wypróbowałam. Masa była za rzadka i nie bardzo wiedziałam jak ją zagęścić. Jak można czymś tak płynnym oblepiać wiśnie?!!! Z ciastem bym sobie poradziła, ale w tej masie była śmietana, masło, czekolada i cukier puder… Co można dodać?!!!
I pomyśleć, że nie znoszę gotowania prawie tak jak zakupów…
W związku z padaniem na nos, szczególnie po tych perypetiach kulinarnych udaję się na zasłużony odpoczynek

Oczywiście miłego dnia Wyspiarzom życząc
Ale będzie fotorelacja?
Dzień dobry
Nowy tydzień, nowe upały nadchodzą.
Wstawać! Wstawać!
Robota czeka!
Ależ, ta framuga /znaczy praca/ nie ucieknie
Dzień dobry!! Lata ciąg dalszy!! Się zapowiada
Witaj Skowronku powrucona na łono Wyspy
Daleko nie odfrunęła, słowo

Hop, hop! Witaj, Skowroneczku!
Witajcie!
Niestety – praca nie czeka… Ona agresywnie atakuje!
Odpieram! Dzielnie!!

Dzień dobry. Czekałem wczoraj na finał US Open, a tam padał deszcz i wszystko się przesuwało, aż zaczęli grać około 1:00 naszego czasu… Pod koniec 2. seta padłem na dziób, a w dodatku dzisiaj jestem mało przytomny. BTW – wygrał Djoković, jakby ktoś był zainteresowany.
Tylko prawdziwy kibic zarwie nockę, żeby widzieć rozgrywki. Podziwiam Cię. Przyznaję, że mnie jest obojętne kto wygrywa
Federer tak fruwał przez cały turniej, że przez chwilę uwierzyłem – wygra i finał. Ale obawiam się, że na Djokovicia nie ma mocnych i chyba wiek też gra rolę – Roger o centymetry nie zdążał do niektórych piłek (nie jest powiedziane, że innemu zawodnikowi by się to udało, ale tak to wyglądało).
To u Quacka trochę skrzywienie zawodowe, zdaje się!
W zasadzie było przez czas dłuższy, czysto teoretycznie, ale za to od zera. Przed 2011 rokiem nie śledziłem rozgrywek tenisowych W OGÓLE, ale jak siłą rzeczy zrozumiałem, o co w tym chodzi – zacząłem. Zwłaszcza tak wysokiej klasy rozgrywki jak turnieje Wielkiego Szlema.
Tylko Nadala szkoda, że tak mu forma spadła.
Idzie burza…
Coś podobnego?! Nie widać ani tu – http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.blitzortung.org/Webpages/index.php?lang=en&page_0=15, ani tu – http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/burzoweinfo.pl/pl/pl/detektor_wyladowan
Luuudzieee
Tyle schodów… By się kto zmiłował?
Już wczoraj o tym pisałam
Skoro brak miłosiernych (echa fali strachu przed uchodźcami?), to może ja…
Zapraszam na pięterko
To ja dobranockę jeszcze na starym pięterku.
Bajka na dobranoc o dobrych robinhoodowych oszustach, którzy pieniądze przekazują na dom dziecka. W rolach głównych Paul McCartney i Michael Jackson (bo bajka z 1983). „Say Say Say”, a jakie tu instrumentarium – harmonijka ustna, gitara basowa, syntezatory jako dęciaki… nie mówiąc o tym, co bardziej oczywiste. Obsada filmiku też dobra – oprócz dwóch panów – panie: Linda McCartney (żona Paula) i LaToya Jackson (siostra Michaela). A całość daje nadzieję.
Snów o nadziei, choćby nie wiem jak odległej.
To i ja tu zapalę lampkę – która daje coś pomiędzy nadzieją a gwarancją 😉
