Uważam, że to bardzo nie fair, że ofiara ma fanaberie się nie składać. Gdyby się składała, życie byłoby o wiele prostsze. Dla nieofiar.
| « FALSYFIKAT | Modrosójka błękitna i epoletnik krasnoskrzydły » |
| « FALSYFIKAT | Modrosójka błękitna i epoletnik krasnoskrzydły » |
Uważam, że to bardzo nie fair, że ofiara ma fanaberie się nie składać. Gdyby się składała, życie byłoby o wiele prostsze. Dla nieofiar.
Poszłam na łatwiznę. Ale chyba nie spodziewaliście się dzisiaj po mnie jakiejś wyjątkowej elokwencji intelektualnej, prawda?
Powiem Ci, że ten cytat tylko pozornie wydaje się prosty
DobryWieczór:)) Gdyby ofierze wytłumaczono, że jest jajkiem, pewnie by się zniosła. Nawet nie wspominając o złożeniu :))
Ano.
Jeśli to nie elokwencja, to intuicja ci dopisała! 🙂
Si.
Dobry wieczór ! Cisza błogosławiona jest ! I wracam do ludzi
Znaczy tych wiekszych ludzi?
Znaczy tych wyższych. Wiesz jak rzekł był Napoleon, gdy jeden z marszałków powiedział, że jest wyższy od cesarza ?
Że tylko dłuższy? 🙂
że może wyrównać tę różnicę
o głowę 🙂
Dobrze, że Twoja przewaga sama zmaleje… z wiekiem
Na poduszce to ja też.
Za torami trzeba na poduszce.
Taka kolej rzeczy o tej porze
Edit, posuwam się, mam szeroką poduszkę. Myślę, że się zmieścisz 🙂
Udam się i ja na poduszkę, choć torów nie będę szukał.
a pociągu?
Czasem jeszcze miewam!
Nnnno, ślicznie ! Gra półsłówek
Kto się w to bawił ? Ja pamiętam tylko trzy.
Ja nie, ale pamiętam z dzieciństwa kawal o cytrynach i kakao 🙂
No to mów ! 🙂
Zanim zapalę lampkę…
Lenia mam, z netu: Przychodzi facet do sklepu i mówi: – Poproszę cacao. A sprzedawczyni poprawia: – Nie mówi się „cacao”, tylko „kakao”. Klient rozejrzał się, zobaczył cytryny i pomny nauki mówi: – To poproszę jeszcze dwie kytryny… Na co sprzedawczyni: -nie „kytryny”, tylko cytryny!
Facet wychodzi ze sklepu i mruczy: – O curwa, ale kyrk!
Podobne, z końcówki PRLu:
Nowo mianowany komendant powiatowy milicji częstuje papierosem swojego zastępcę:
– Macie, zapalcie raz caro…
– O, karo! chętnie, dziękuję obywatelu komendancie.
Komendant zmarszczył brew, pomyślał chwilę…
Następnego dnia w całym powiecie zatrzymano wszystkich ajentów CPN-u.
gra półsłówek
tenis w pyle
mądra Jola
stój, Halina
kurzyli na urwisku
duża kupa
…
ech, było tego sporo
Było tego sporo, ale jakoś nie mogę sobie przypomnieć… chyba skleroza mnie dopadła
Pamiętam tylko te:
pradziadek przy saniach
tenis w porcie
bój w hucie
Jak sobie jeszcze jakieś przypomnę, to dopiszę… muszę lecieć do pracy
Przypomniały mi się jeszcze
domki w Słupsku
Dobranockowo specjalnie dla Jo……
Dobranoc
/I zostałam sama w ciemnościach nocy…/
Dobranoc
Dzień dobry
Intuicyjnie złożyłam się i spałam aż do siódmej, co dawno mi się nie zdarzyło 
Witajcie!
Złożeni, podniesieni – wszak nie ofiary, lecz bohaterowie dnia codziennego?
Dzień dobry.
Wszystkie nieofiary zapraszam na kawę
(w końcu ostatnie życzenie każdemu się należy) 😉
Dla ofiar kawa też się znajdzie
Najskromniejsze ostatnie życzenie:
– Dajcie mi jeszcze dwa życzenia…
Ale wtedy to już nie będzie ostatnie życzenie, tylko przed przedostatnie
Powstańcie, których dręczy głód, czeka kawka i bułeczka…

Dzień dobry ! 🙂
bułeczka niekoniecznie 🙂
Dzień dobry
Nie tyle zmęczona pracą, ile upałem i tą zupą za oknem. Nie było czym oddychać 


Wczoraj i ja złożyłam się na poduszce. Padłam jak kawka
Dzisiejszy poranek byłby nawet rześki, gdyby nie ta duchota… a jeszcze nie ma 6!!! Bo temperatura w normie
Miłego dnia życzę
Uwaga! Znalazłam PLUS! Otóż czytam książkę i zęby mi same zgrzytają. A PLUS polega na tym, że moją książkę ktoś może zjechać wyłącznie za styl i język, ale nikt mi nie zarzuci idiotycznej fabuły 😀
W
żadnym wypadku Twoja fabuła nie jest idiotyczna, Jo. Czyta się bardzo dobrze i jest ciekawa.
Wiesz – ja jej nie wymyślam. Tylko życie.

A co mianowicie czytasz fabularnego?
A jakieś straszne bzdety Amerykanki o francuskim joie de vivre. Aktualnie jestem przy temacie: une femme d’un certain âge. No nie wiem… nie wiem… Amerykanki nie powinny pisać o Europie.
Amerykanie w ogóle miewają dziwne pojęcie o Europie i Polsce. Jeden że znajomych znajomych zapytał mnie 8 lat temu na imprezie w Virginii: „A wy w Polsce macie jakiś własny język?” Co prawda był wtedy upalony, ale to chyba raczej okoliczność obciążająca niż łagodząca.
Nie dziw się – Amerykanie nie mają wszak własnego języka…
W zasadzie małżonka studiowała właśnie ichni język z przyległościami, ale kto by tam wierzył…
W zasadzie to był jednak dialekt angielskiego… łagodnie bym się przy tym upierał
W zasadzie masz rację, Ukratku. W USA obowiązuje język angielski, chociaż od tego brytyjskiego się różni. Nie tylko wymową, ale i trochę gramatyką. Akcenty też inaczej kładą i to w zależności od stanu. Jak czasami posłucham tych z Teksasu, to mam problemy ze zrozumieniem. Dla mnie to inny język
A ten amerykański język już dawno wyszedł z użycia. To znaczy jeszcze plemiona indiańskie się nim posługują, ale to też pomału zanika. Tak jak nasze gwary w Polsce. Po kaszubsku niewiele osób już mówi…
Kaszubski też kaszubskiemu nierówny 😉 ten z Pucka może nie dogadać się z tym z Sianowa 😀
Jest uniwersytet kaszubski, w szkołach prywatnych to dodatkowy język… nie jest źle 🙂
To tak jak na moich terenach ludzie mówią „po prostu”. Mieszanina polskiego, białoruskiego, chachłackiego, rosyjskiego i sama nie wiem jakiego jeszcze. I też w zależności od regionu te języki różnią się od siebie. Ten spod Hajnówki niekoniecznie dogada się z tym z Krynek
Jak dla mnie to jeden czort, bo i tak żadnego z nich nie rozumiem

Ten z Virginii, to musiał być ktoś, kto nie miał styczności z Polakami, bo z tych Amerykanów co znam, wszyscy wiedzą, że istnieje coś takiego jak język polski
Nawet czasem proszą, żeby im powiedzieć jak coś tam jest po naszemu.
Niektórzy się nawet chwalą, że już kilka słów umieją po polsku, ale jak mi je mówią, to proszę, żeby tego nie używali
Bo to brzydko… Nie wiem dlaczego, ale rodacy uczą Amerykańców tylko wulgaryzmów. Jakby nie można było na ten przykład „dzień dobry”, czy „jak się masz”…
Powiedziałam jej „chrząszcz brzmi w trzcinie w Szczebrzeszynie”… poprosiła o powtórzenie, a potem stwierdziła, że nawet nie będzie próbowała tego powtórzyć, bo i tak nie da rady
A szkoda… myślałam, że będę miała ubaw
W końcu, litując się nad jej połamanym językiem powiedziałam, że może się nauczyć „dzień dobry, ładną mamy pogodę dzisiaj”. To było do przyjęcia dla niej 
I przypomniało mi się, jak kiedyś Ro chciała się nauczyć polskiego zdania
A mało to książek z idiotyczną fabułą?
Gościliśmy kiedyś kuzyna z małym synkiem, który wymusił zakłócenie rozmowy przy stole bo nadeszła pora bajki w TV. Ojciec go próbował zniechęcić:
– Grzesiu, ale ta bajka jest głupia!
– Wiem! Ale ja takie lubię – odpowiedział rezolutnie malec.
Nie, no ja nie mówię, że mało, tylko że mi nie można przynajmniej zarzucić idiotycznej fabuły, bo to nie ja ją wymyślałam. Punkt dla mnie!

I od razu mi lepiej.
To tak jak moje koleżanki z pracy (jeszcze w Polsce) z zamiłowaniem czytały harlekiny. Próbowałam, ale nie dało się. Jak walnięte przez matrycę. Różniły się głównie imionami bohaterów i bohaterek i kilkoma innymi szczegółami. Przetrwałam pierwszego, nawet drugiego, doszłam do połowy trzeciego i powiedziałam dość. Szkoda czasu na to badziewie, lepiej kupić krzyżówkę, czy wziąć coś porządnego do czytania. Nigdy więcej nie dotknęłam tego paskudztwa. A moje koleżanki, niby przyznały mi rację, że możliwe, że to głupie, ale jakie romantyczne!!! I czytały to dalej…
Nie czytałam Twojej książki, Jo, ale do tego co piszesz na swoim blogu, nie da się przyczepić ani do stylu, ani do języka ani do fabuły
Piszesz o życiu w ciekawy sposób i zawsze z chęcią to czytam 
Cicho tu dziś, ale i mnie mało bo spodziewam się w każdej chwili gości.
Dobry wieczór. Wszystko u mnie w porządku, jestem już jakieś 500 km bliżej domu niż ostatnio, ale jeszcze nie w. Mam nadzieję, że uda się zadobranockować, zobaczymy, zobaczymy.
Oj bo już myślałam, że w kolejnej kopalni utknąłeś 😛
Otóż nie, w kwestii kopalń jestem całkowicie usatysfakcjonowany na ten rok. Chociaż… Tata Quackie wspominał o kopalni soli w Kłodawie, gdzie zwiedza się trasę na głębokości ok. 600 m.
Goście się rozjechali, więc przyszłam się tylko pożegnać. Poczytam jutro.

To ja Wam zaśpiewam. Z okazji odzyskania jakiej takiej równowagi emocjonalnej.
Cieszę się, że jesteś pogodniejsza !
Ja też się z tego cieszę
Całe szczęście złe chwile mają to do siebie, że mijają… tak samo jak dobre, chociaż tych dobrych żałujemy 
Niestety niczego to nie zmienia – problem pozostał i trzeba się z nim zmierzyć. Czyli walnęłam łbem w ścianę, przestały latać mroczki przed oczyma, ale guz pozostał.
Dobranoc Kochani.

Niech nam świeci lampka na dobrą noc.
Smutno mi, chociaż staram się nie popadać w melancholię. Ta moja znajoma Amerykanka, Sheryl, zmarła. Nie udało się jej uratować. Rozmawiałam dziś z Wendy, jej siostrą. Z półsłówek zrozumiałam, że trochę pomogli Sheryl przenieść się na tamten świat. Eutanazja w USA nie jest dozwolona…
Kiedyś z przejęciem opowiadała, jak na jej oczach pustułka dorwała gołębia karolińskiego. Sama bym to chciała zobaczyć…

Normalnie podaje się środki uśmierzające ból, czy nasenne w zależności od wagi ciała. Sheryl dostała ich trochę więcej. Pomogło jej to zasnąć i już się nie obudzić… bez bólu…
Wiem, że tego chciała. Już miesiąc temu mówiła mi, że to nie jest zabawnie, ani fajne tak chorować. Nie znalazłam odpowiedzi… Powiedziała mi też, żebym ją zastrzeliła, bo ma już dość. Odpowiedziałam, że nie mam broni… podpowiedziała, że mogę pożyczyć od Holly, jej młodszej siostry. Przez ściśnięte gardło zaśmiałam się i powiedziałam, że na taki cel, to Holly mi nie pożyczy. Zauważyła, że nie muszę mówić po co pożyczam… niby żarty, ale Sheryl nie wyglądała na rozbawioną… Na prawdę miała dość. Od prawie dwóch lat na chemii i naświetlaniach. Bez wolnego i urlopu. Często czuła się bardzo źle po tych zabiegach. Często też pomieszkiwała u swojej starszej siostry, Wendy. Nie chciała być sama…
W przyszłym miesiącu skończyłaby 59 lat…
Ona tak samo kochała ptaszki jak ja. Miała w ogródku kilka różnych karmników i dokarmiała ptaki cały rok. Nawet kolibry do niej przylatywały… Czasami z przejęciem opowiadała o swoich kardynałach… czym się różnią między sobą i jak rozpoznaje różne pary… po szczegółach. To byli jej ulubieńcy…
Przez te 12 lat znajomości nazbierało się trochę tych różnych wspomnień
Przepraszam, że się tak rozpisałam. Może będzie mi trochę lżej, jak tak sobie popiszę
Nie przepraszaj!
Dobrych ludzi warto wspominać, nawet (zwłaszcza?), kiedy odeszli. Chylę czoła przed rodziną Sheryl – prawo do dobrej śmierci to jeden z najdramatyczniejszych styków woli obywatela i formalnego prawa…
To fakt, dlatego jestem za eutanazją. Skraca cierpienie tym, którzy nie mogą go już wytrzymać. Podejrzewam, że Wendy powiedziała mi o tym, bo wiedziała, że nie polecę na policję z donosem. Ma rację. Nie polecę, bo wydaje mi się, że to litość dla kogoś bliskiego, a nie jakieś inne względy. Gdyby miała szansę na wyzdrowienie…
Pociesz się, że już nie cierpi.
Tak, Bożenko, właśnie tym się pocieszam. Już nie cierpi…
Miłego środzenia się życzę
Dzień dobry
To już połowa lipca, a tak niedawno był maj…
Dzień dobry.
Teraz tylko do św. Anki i najcieplejszą część lata będziemy mieli za sobą
Na poprawę nastroju proponuję tradycyjną filiżankę kawy
Może być z (wirtualnym) ciasteczkiem
Witajcie!
Ponoć maj to nie tylko nazwa miesiąca – to także stan duszy.
Czego wszystkim nam życzę
Niech więc maj trwa przez cały rok

A kawką i ciasteczkiem chętnie się poczęstuję
A tak przy okazji…

Wszystkiego najlepszego z okazji 605 rocznicy wielkiego zwycięstwa wojsk polsko – litewskich pod Grunwaldem
Dziękuję w imieniu przodków!
Salwa z 24 flaszek szampana, na pohybel wrogom, na cześć przyjaciół :)))
– Mami, możemy porozmawiać?
– Niech zgadnę… O prezencie dla ciebie?
– Genialna jesteś!
– Jasiek, ale NAJPIERW są Kuby imieniny.
– Ale Kubie nie wiadomo, co kupić. A mi wiadomo. To co po będziesz tracić czas?
Tate, ktoś się czebie kłaniał. Synku, nie mówi się „czebie” tylko „tobie”. Mi ??? Nie czebie, tylko mi ! No przecież mówiłem że czebie :)) !
Pragmatyzm najwyższego lotu!
Z Jasia dobry dyplomata
On jest nie do przejścia. Gorzej, niż Armia Czerwona. I na dodatek sama to sobie zrobiłam… Było zostawić, to nie – chciałam dziecko wyterapeutować. No to mam.
Zgodnie z zasadą

Wstąp do Armii Czerwonej, zanim Armia Czerwona wstąpi do ciebie!”
No tak jakoś…
Śmiejcie się, śmiejcie… Idę robić crumpets. Nigdy nie robiłam, ale coś trzeba, bo mi towarzystwo zaczyna nosem kręcić na kanapki na śniadanie.
A nie rozpieszczasz ich zanadto?
Pamiętam z mojego dzieciństwa (kiedy to było?!) gdy kręciłyśmy nosami na jakieś jedzenie, mama mawiała: „kłak czy wełna, byle była dupa pełna”.
Ale to były inne czasy…
U nas się mówiło „wełna nie wełna, byle kiszka pełna”
Co w zasadzie na jedno wychodzi 
Ale delikatniej…
Inne czasy, drogie panie. Teraz młodzież rozwydrzona i zepsuta dobrobytem. Inna sprawa, że w przypadku moich chłopaków jedzenie nie jest oczywiste, a karmienie ich – takie łatwe. Autyzm, szanowni państwo, autyzm…
Pewnie rozpieszczam… Co poradzić? Już są rozpuszczeni i teraz trudno coś z tym zrobić. Z drugiej strony – ile można jeść na śniadanie kanapkę z pasztetem?
Faktycznie, inne czasy…
Faktycznie, chociaż lubię pasztet, to codzienne jedzenie go na śniadanie szybko by mi go obrzydziło. Tak jak było z tatarem
Nadal go lubię, ale nie robię już tak często. Trochę się przejadł

Bąbelki mi nie wyszły
Wie ktoś, dlaczego nie wyszły mi bąbelki w crumpetach????
zapomniałaś o proszku/sodzie? 😀
Nieee…
Ale nic to – jestem uparta, jak wół, jeśli chodzi o przepisy. Mam jeszcze drugi i następnym razem zrobię wg niego. I porównam. Bo nie będzie crumpet pluł mi w twarz! No.
Nie lubię gotowania i jak mi coś wyjdzie nie tak, to więcej nie robię (zazwyczaj)
Jak małżonek chce, to niech sam robi
Bo to on mi czasami podrzuca jakieś przepisy do wypróbowania… Sam głównie zajmuje się ciastami, deserami i nalewkami. Chociaż robi też naleśniki, pizzę, czy spaghetti…
Ja mogłabym to jeść na okrągło. Nie dlatego, że specjalnie jakoś to lubię, ale dlatego, że nie muszę gotować

Popij szampanem! 😉
NIE MAM!!!
(patrz cytat: „Jak to NIE MASZ SZAMPANA?!”)
No widzisz jaki rozsądny

Dba, żebyś nie traciła czasu po próżnicy
Właściwie powinnam być mu wdzięczna…
Właściwie tak
Gdy jeszcze spędzaliśmy święta z naszymi tutejszymi przyjaciółmi, zawsze miałam problem co ich dzieciom kupić pod choinkę
Mieli wszystko, bo ich tatuś zarabia więcej niż my z mężem razem wzięci, a kupić, byle wydać kasę, to bez sensu. Ostatnie dwa lata nie kupujemy niczego i też jest dobrze. Tak uzgodniliśmy z ich rodzicami. Mam z głowy
Tym bardziej, że to już nastolatki. Starsza kończy w tym roku szkołę średnią i idzie na studia, młodszy jest w szkole średniej. Co można im kupić?
Dzień dobry, jak widać, możliwości w kwestii dostępu do sieci i Wyspy mam ograniczone. Od czwartku wszakże to się powinno zmienić.
Dzień dobry Mistrzu Q.
Do czwartku już niedaleko 
U nas już jutro
Dzień dobry
Witaj
A co to? Nikogo nie ma?

Dlaczego mnie odsyłasz w niebyt?
A żeś tak UKRATKIEM tu zaglądał, jakby Cię nie było…
Taka widać natura!
Z naturą nie ma co walczyć…
Ja jestem
Ale przyznam się, że dopiero włączyłam kompa. Nie było okazji. 
Ja też w sumie ostatnio nie bardzo się przykładam. Przyznaję ze skruchą.
Ja dwa dni z rzędu gości miałam, a teraz jeszcze dłuuugą rozmowę telefoniczną.
Ale każdy tu wchodzi jak może.
Dobranoc Kochani, czas na mnie
Pa! Do jutra!
Czas na mnie. Bym się wreszcie wyspała.
Dzień dobry wieczór.

Przybyłem na nocny dyżur a tu wszyscy śpią!
Iii… nie wszyscy… ktoś zawsze czyha za węgłem… 😉
Ufff…
To mi ulżyło…
Jak czas – to kołysanka . Moja ulubiona, więc niech brzmi 🙂
Dzięki za Prońko i za ulubioną kołysankę
Do końca tygodnia będę znów zajęta i mało obecna . Wcale mnie to nie raduje, tyle, że to minie.
Ile dasz rady, tyle ciesz nasze oczy….
Dzień dobry
U nas zapowiadają same atrakcje. Ma to być najcieplejszy weekend od kilku lat (oczywiście w tych dniach, a nie ogólnie)
A myślałam, że w końcu się gdzieś wybierzemy…
Tylko jak będzie bardzo gorąco i duszno, to jakie to będzie łażenie po wertepach…
Czy zauważyliście, że weekend już blisko
Wczoraj wieczorem wyszłam, jak zwykle przed snem, na dymka
Coś zaczęło chrobotać się po płocie. Tuż przy sobie zobaczyłam młodego szopa pracza. Popatrzył na mnie ze zdziwieniem, ale jak powiedziałam mu po angielsku „hi”, to zmył się momentalnie. Żałowałam, że nie miałam aparatu. Może udałoby mi się strzelić mu fotkę, zanim zniknął 
Małżonek oglądał dziś wiadomości po polsku i mówili o wystawie Wikingów. W pewnym momencie małżonek ryknął do mnie, żebym szybko przeczytała napis na pasku. Wypowiadała się jakaś kobieta, a podpis brzmiał „Dyrektor Szweckiego Muzeum…” I już zaczęłam mieć wątpliwości… czy to my zapomnieliśmy języka, czy w polskiej telewizji, „Polvision”, pracują niedouki

Zawsze wydawało mi się, że pisze się „szwedzki” od Szwedów, a nie „szwecki” od Szwecji…
Chyba, że to było muzeum dla szewców

Po staropolsku na szewca mówiło się „szwec”.
Redaktorzy chcieli w ten dyskretny (informacja na pasku) sposób nauczyć społeczeństwo „staropolszczyzny”
Obawiam się, że osoba wpisująca newsy miała w szkole za mało literatury, na korzyść religii…
Niestety, często szkoła kładzie nacisk nie na to co trzeba.
Ja widzę z mojego okna napis na murze: „AREK JESTEŚMY Z TOBOM”.
Tego nie pisało dziecko, bo Arek miał 27 lat jak go bandyta zabił w przejściu podziemnym. Napisał to więc jego kolega, mniej więcej w tym samym wieku. Smutne ale prawdziwe.
Oboje z mężem jesteśmy wzrokowcami. Jak coś jest napisane z błędem od razu „gryzie” za oczy



Często w sklepach widujemy napisy z błędami, ale sądziłam, że takie miejsce jak telewizja jest od niego wolne. Powinni pracować tam ludzie wykształceni… widocznie tylko powinni…
Jak dla mnie to napis na murze jest w ogóle jakiś dziwny. Bo co znaczy, że są z tym Arkiem? W grobie? Wydaje mi się, że raczej powinno pisać „Nie zapomnimy o Tobie”, czy coś w tym rodzaju… Ale każdy ma inne pomysły i jak widać prywatną gramatykę
Dzień dobry
Dziś przed weekendem ostatni raz Was witam. Przez trzy dni będę tylko wieczorami.
Witajcie!
Wiedźma reglamentowana, Bożenka reglamentowana, Quackie dojechać nie może… Co to będzie, co to będzie…
Wypijmy kawę, pókiśmy razem!
Bardzo chętnie się do kawki dołączę
A może ciasteczko? 
Dzień dobry
Czy dla spóźnionego znajdzie się miejsce przy kawie?
i ciasteczku? 😉
Jesteś zawsze mile widziany, Krzysiu. 😀
Sie melduje!
Komp padł. Noc przespana. Crumpets bez rewelacji. Kasa się skończyła na amen. Zaczynamy operację: „Przyjazd Key”.
Najważniejsze, że noc przespana. Ja dzisiaj też przespałam całą noc bez przebudzenia, co mi się rzadko zdarza
Dzień dobry! Jak to nie może, jak to nie może. Właśnie dojechał.
Nie żebym po całych dniach siedział przed kompem, ale na pewno będę częściej niż dotąd. I nie z tableta pod Androidem, ale z uczciwego (chociaż przestarzałego) Windowsa, w którym na razie, odpukać, wszystko działa, i skróty klawiaturowe, i polskie znaki, i…
Od razu mam pytanie, może ktoś się orientuje (docelowo pewnie Jo, ale w związku z operacją przyjazdu Key może być zajętsza): dzisiaj w Trójce słyszałem, że dla Włochów piątek siedemnastego (czyli zasadniczo jutro) to jak dla nas piątek trzynastego – ktoś wie, dlaczego?
Spróbuję się dowiedzieć.
Faktycznie. Podobno dlatego, że anagramem zapisu XVII jest: vixi, czyli: „żyłem”, co generalnie nie nastraja optymistycznie.
Ale skąd im się to wzięło, nie mam pojęcia. Trzeba by zapytać Nonnę Angelę…
Dziękuję bardzo! Czyli prawda, a nie kaczka dziennikarska w okresie plażowo-ogórkowym.
Nie, nie – Rzymianie byli chorobliwie przesądni. Włosi mają to samo.
To tak jak duża część Polaków
Wielu, których znam, wierzy w jakieś bajdy, pechy czy inne takie tam
A jak wierzą, to się im przytrafia 
Niektóre przepowiednie są samospełniające…
Też fakt, że niektórym „przepowiadaczom” nawet udaje się zgadnąć co nastąpi. A czasami zmienia się przepowiednie już po fakcie. Kiedyś mój śp. Dziadek śmiał się, że jeszcze przed wojną czytał „Sybillę”, a jak poczytał po wojnie, to znacznie się różniła od tej przedwojennej wersji… A niektórzy wierzą, bo to co było w tych „przepowiedniach”, sprawdziło się co do joty, więc i przyszłość musi…
Dzień dobry
Do pracy muszę…
I od razu do widzenie
A w ogóle tak mi się skojarzyło bez sensu trochę. Dialog z Asterixa w Brytanii.
– Nazywa się Ksiwi?
– To nie ksiwi, tylko szesnaście.
– Dziwni ci Brytowie.
– Ale to są cyfry rzymskie!
Fonetycznie można tak odczytać
Bexa kiedyś zwróciła się do mnie per „Tetrice lvi” – i o ile formę Tetrice skojarzyłem z łaciną natychmiast, to długo się zastanawiałem, o jakiego lwa jej chodzi???
Na komiksach z Asteriksem, wożonych z Anglii, uczyłem się angielskiego (chociaż nie na tym akurat).
UWIELBIAM Asterixa!
Moi chłopcy wprawdzie do komiksów serca nie mają, ale wszystkie filmy Asterix i Obelix mamy w domowej filmotece, i te animowane, i te aktorskie. Cudne mają czasami dialogi 😀
Pamiętam komiks (oczywiście tytułu nie pomnę), w którym Asteriks i Obeliks zaciągnęli się do rzymskiego wojska (zdaje się w ślad za przyjacielem?) i trafili do oddziału, w którym każdy pochodził z innej prowincji Cesarstwa – był Germanin, Egipcjanin, Bryt etc. i każdy z nich „mówił” inną czcionką w komiksowych dymkach, stosowną do swojej nacji (np. Egipcjanin – hieroglifami).
Coś mi łączność nawala, więc się pożegnam dopóki udało mi się dostać na Wyspę. Odezwę się prawdopodobnie dopiero jutro pod wieczór.
Dobranoc.
Kolorowych snów!
To i ja się z Państwem dobranocnie i do jutra ściskam
Dobranocnie i ja…
Łoj! Tak po cichu? Po wielkiemu cichu?
No to i ode mnie Dobrej nocy!
Ha. No i obowiązki się przedłużyły.
No to będzie dobranocka po lampce, pardon, że nie wcześniej. Taka kapela mi się dzisiaj przypomniała, parę… a może paręnaście? lat temu szalenie modna. Brand New Heavies. I ich największy hit – „Sometimes”, może trochę zbyt ciężki jak na dobranoc? Ale z drugiej strony niespecjalnie skoczne, więc może i komuś posłuży jako środek nasenny?
Snów piękniejszych niż rzeczywistość. Chociaż czasami.
Dzień dobry
.. rozpoczął się od kociej wojny. Nie sądziłam, że nowa kotka nie ” wejdzie do stada” i mam próbę cierpliwości.
Pewnie, ze to nic strasznego.
Niby nic strasznego, ale mogę sobie wyobrazić taką wojnę od samego rana
Nic miłego…
Słoneczka wesołego i do popo
tem
Dzień dobry! Biegający (i załatwiający) wszakże, przynajmniej przez pierwsze pół. A wieczorem być może impreza… Zaraz wybywam, wrócę wybiegany (i pozałatwiany).
PS. Czy to prawda, że koty miauczą tylko do ludzi, a między sobą porozumiewają się wszelkimi innymi odgłosami?
Spóźnione dzień dobry
Dzisiaj od rana w biegu i dopiero teraz znalazłem chwilę na kawkę
Jeśli ktoś ma chęć się przyłączyć, to zapraszam.
Dodatkowo proponuję czekoladki nietuczące (wirtualne)
Witajcie!
Dzień pracy zaczął mi się od ataku wirusa…
Ech! Zasada Hitchcocka nigdy mnie nie pociągała!
Dzień dobry, właśnie dotarłem. Ktoś go oczywiście wpuścił do sieci/ systemu?
Oczywiście… banalny standard, lipny mail niby od Poczty Polskiej i ambitna próba dowiedzenia się, o jaką przesyłkę chodzi…
To nie macie w tej pracy zabezpieczeń przed wirusami?
OIMW to wygląda zazwyczaj tak, że zabezpieczenia przed wirusami są, ale przed czynnikiem ludzkim (łatwowierność, głupota, chciwość) już gorzej.
Ten mail od „poczty polskiej” działa na zasadzie strachu, wyłączającego logiczne myślenie. Bo straszą, że jeśli nie odbierzesz przesyłki, której dotyczy mailowane awizo, obciążą cię kosztem zdaje się 50 zł za dobę przechowywania. Więc większość ludzi klika, żeby dowiedzieć się, o co chodzi.
Mało kto w pierwszej chwili sobie przypomni, że PP ma to do siebie, że nieodebrane przesyłki po prostu zwraca nadawcy…
To prawda. Ci od wirusów wymyślają różne cudeńka, żeby tylko ludzie to otwierali. Na FB w grupie „Ptaki” też próbowali złapać kilka osób. Włamali się do skrzynki takiego delikwenta i rozsyłali wiadomość, że w ramach promocji, jeśli się zaaprobuje ten link, można dostać talon na 100zł (potem podwyższyli do 200) do jakiejś tam sieci sklepów. Nie pamiętam dokładnie do jakiej. Osoby, które niby te zaproszenia rozsyłały, nic nie wiedziały o tym. Ale jestem pewna, że musiały w coś takiego wejść, bo się połakomiły na tą stówę. Jakoś nie przyszło nikomu z nich do głowy, że nikt niczego darmo nie daje
Ale wielu się na to nabiera… niestety 
Takie „zaproszenia” omijam z daleka. Tak samo jak wygrane w konkursach, w których nie brałam udziału. Bo jak mogę wygrać, skoro nie grałam?
Masz rację, Mistrzu Q. Do tego dołączyłabym strach, czy ciekawość… Bo czasami straszą, że jeśli czegoś tam nie zrobisz, to obciążą Cię kosztami. Często też są to niby porady jak szybko i bez wysiłku zrzucić zbędne kilogramy, czy zarobić fortunę nie ruszając się z domu
Mamy. Ale nawet najlepszy nie poradzi, gdy użytkownik własnymi rękami uruchomi zawartą w mailu procedurę, i zmodyfikuje nią pliki do których ma dostęp (prawie cały swój komputer plus dostępne udziały sieciowe).
Najlepszy ABS ani inne trzyliterowe akronimy nie uratują cię, jeżeli mocno trzymając kierownicę wjedziesz prosto pod pociąg…
Też fakt. Ja kiedyś dostałam wiadomość e-mailową od swego bratanka. Nawet próbowałam otworzyć, ale jak mi się zapaliły czerwone światełka, to momentalnie wyłączyłam. Zawołałam syna, żeby zapytać co się stało i powiedział mi, że to wirus i dobrze, że tego nie otworzyłam, bo musiałby mi czyścić kompa. Od razu też dał znać mojemu bratankowi, że ma zainfekowaną pocztę i żeby sprawdził i wyczyścił.

Ale też fakt, że boję się otwierać coś czego nie znam. Zostawiam to synowi. I to on decyduje czy jest to bezpieczne i czy można zobaczyć. A że zna się na tym, więc nie mam żadnych wirusów
Dzień dobry

Nie wiem czy będzie taki dobry, bo dochodzi 7, a już za oknem zupa
Już? A nie powinna być na obiad, około, bo ja wiem, 13? Albo 15, zależnie kto kiedy jada?
W garnku będzie później, ale nie ta zza okna

Taa, wiedziałem, że to by było za łatwe, taki obiad za friko zza okna… 🙂
Kto by takie coś chciał jeść
Jeszcze by zadusiło…

Znowu na południu, w Illinois, latają tornada
Dobrze, że dość daleko od nas… chociaż tych ludzi, którym poniszczyły (te tornada) domy, też szkoda 
Jak już kiedyś nadmieniłem, chętnie bym zobaczył na żywo (ze stosownej, bezpiecznej odległości).
Mój małżonek widział, tylko to było nieduże tornado. Obrywało gałęzie i praskało nimi na wszystkie strony. On akurat jechał obok tego i niepotrzebnie do mnie zadzwonił, bo potem tylko ręce mi się trzęsły ze strachu, a małżonek dobrze się bawił

Ja nie jestem pewna, czy chciałabym widzieć… chociaż może z dużej odległości… jakby tak po polu latało… to może i tak. Bo jak sobie pomyślę ile takie tornado niesie ludziom nieszczęść, to wolałabym, żeby ich w ogóle nie było
Zapraszam na pięterko
Dawno nie opowiadałam o swoich pierzastych
Trochę poprzynudzam… a co?!!!
