O świcie płowieją latarnie
i przepadają tajemnice
mgła poranna wtedy
odsłania swe mleczne żagle
i wszystkie kobiety świata
są nagle
o kroplę rosy prawdziwsze
Romuald Mieczkowski
Z: Wirtuozeria grubo po północy
STK 1991
| « Ptaki od końca do końca | Lajkonik: Reedycja. Odc. 22 » |
O świcie płowieją latarnie
i przepadają tajemnice
mgła poranna wtedy
odsłania swe mleczne żagle
i wszystkie kobiety świata
są nagle
o kroplę rosy prawdziwsze
Romuald Mieczkowski
Z: Wirtuozeria grubo po północy
STK 1991
Dobry wieczór na nowym pięterku:)
Ponieważ dawno już nie zaglądaliśmy tu, i nieznany zakątek nieco zdziczał, zapraszam na spędzenie kilku, miłych – mam nadzieję, chwil z polskim poetą urodzonym w Wilnie – panem Romualdem Mieczkowskim.
Dodam, że swojego czasu prowadził on bardzo ożywioną, poetycką korespondencję z zauroczoną nim Haliną Poświatowską:)
Hmmm… Czyżby pan Mieczkowski uważał, że wszystkie kobiety są odrobinę fałszywe? Dzisiaj podpadłby za to pod #MiTu…
Ale trzeba przyznać, że nastrój świtu po bezsennej nocy oddaje znakomicie!
🙂
Ja odebrałam to jako „krok bliżej do rozwikłania tajemnicy kobiecości”:), ale niewykluczone, że podmiot nie do końca wierzy kobietom.
A świt to również taka pora, w której sen ułagodził mięśnie budzącej się twarzy, a dzień nie zdążył jeszcze nacisnąć na nią swojej maski:)
To chwila bez makijażu, retuszu, póz, a jedynym zwierciadłem, w jakim człowiek zdąży się wtedy przejrzeć może być właśnie ta oczyszczająca, mgielna kropla rosy:)
Dobry wieczór na nowym, nieco niższym 😉
Przepiękna jest ta metafora „płowiejących” latarni w porannej mgle. Kiedy czasem obserwowałem taki widok, czułem, że nie mam słów, żeby to dobrze opisać. Teraz już mam.
Prawda?
Taki przyśpieszony proces płowienia, gdy zacierają cię kontury, a w mlecznobieli robi się coraz bardziej cieniście aż do zupełnego zbłękitnienia:)
I wtedy przepadają tajemnice🙂 Wsiąkają w świt. Nie wiadomo – bezpowrotnie, czy może powrócą następnej nocy. I nie do odgadnięcia, skoro nieodkryte, czy powrócą te same czy nowe. Nie do sprawdzenia:)
To prawda. I to jest piękne, ale straszne, to ich przemijanie.
Więc dobrze, że są jeszcze wszystkie kobiety świata😉
Będąc jedną z tych wszystkich kobiet świata mogę oświadczyć, że jestem bardzo niedospana, trochę napita, trochę zmęczona i na pewno nie będę czekać na płowienie latarni, lecz teraz powiem dobranoc.
W takim razie, zamiast zwyczajowego „dobry wieczór” życzę Ci spokojnej nocki, Makówko:)
„zaszeptała noc: dobranoc
zaszeleściła
a w gałęziach dzikiego bzu
spały cicho zwinięte pąki
nie budźmy ich – powiedziałeś ciszej
od pomruków wiatru
drzemiącego nad łąką
nie budźmy ich – szepnęłam
i dałam ci znak powiekami
że pocałunki właśnie wzeszły
na świeżo zamiecionym niebie”
(*** – H. Poświatowska)
Snów o zapachu dzikiego bzu, Wyspo:)
Witajcie!
Faktycznie bardzo fajny duet tworzą razem! 🙂
Cieszę się, że Ci się podoba:)
Dzień dobry, Tetryku:)
Dzień dobry, pochmurno i zapewne będzie padało prędzej lub później.
Pani Gieniu, zapraszamy.
A u nas tak pięknie zaczęło się słoneczkiem:)
Teraz huczy wiatr i bębni burzowo.
Dzień dobry, Quacku:)
Pochmurne dzień dobry!
Uśmiechnij się! To działa jak promyk słońca…
Taż przecież się uśmiecham. Na zewnątrz. W środku …
Dzień dobry, Makówko:)
Do środka lepiej nie! Wyglądałabyś co najmniej dziwnie, z buźką wywróconą na lewą stronę…
Jadę na spotkanie z Tuskiem i Trzaskowskim.
Uciekł mi autobus,chyba nie uda się wejść do środka.
Udało się wejść dzięki temu, że miałam na sobie koszulkę KODu „Koderki nie puścicie tam, gdzie już siedzą „moi ” Koderzy?”.
Gdy przyszłam wpuszczali już tylko na górę, potem już tylko na miejsca stojące, a potem już w ogóle. Sala nabita na maksa.
Czytam właśnie, że było mnóstwo osób, 4000, a miejsc ile? Bo nie napisali?
Dla wielu osób zabrakło miejsc siedzących, kto przyszedł w ostatniej chwili to chyba nawet na stojące się „nie załapał”.
Ogromne zainteresowanie. Wysiadłam z tramwaju i okazało się większość osób idzie w tym samym kierunku.
Przyjechali tramwajami, autobusami MPK, samochodami, a nie zwożeni specjalnymi autobusami jak to bywa na spotkaniach pewnej partii.
Ale czy to wystarczy? Coraz bardziej się boję, wątpię.
Zobaczymy. Oczywiście, że też się boję, ale nie wiem, czy to będzie miało jakikolwiek wpływ, więc staram się opanowywać.
Jakby pachnące burzą i przelotnym opadem dzień dobry, Wyspo:)
To już było. Teraz chwilowo skwarek 😉
Czyżby pani Aura zrobiła małą roszadę:)?
Tu burza nieco opóźniła moje wyjście z pracy, ale udało się nawet dostać do autobusu, na który nie miałem szans — okazało się, że na ok. dwudziestominutowej trasie przejechawszy dwie trzecie trasy miał już ponad pół godziny spóźnienia, i kierowcy poprzedniej linii udało się go dogonić. Ot, uroki Krakowa…
Czyli – nie ma tego złego…:)
Miasto, w którym studiowałam, miało zbyt płytką kanalizację, i gdy trochę popadało, jezdnie zamieniały się w rwące potoki, a newralgicznym punktem był tak zwany (przez studentów) Czarny Wiadukt. W czasie deszczu stawał się nieprzejezdny, a objazdów nie było, więc stało się w empekowym wężyku, czekając na zmiłowanie:)Żeby było zabawniej, ruch z przeciwnej strony szedł zwykłym trybem:)
A wiadukt miał jeszcze jedną cechę – był zbyt niski, więc często zakorkowany i przy pogodzie przez nieuświadomionych kierowców „wysokich” pojazdów:)
Dobry wieczór, Tetryku:)
Po pracy i załatwianiu iks razy ygrek innych spraw. Zaczęło padać lekko przed południem i z przerwami pada do teraz, jest mało przyjemnie, ale powiem Wam, że jak wyszedłem (na dwie minuty przed niespodziewaną pierwszą falą deszczu), słabo przygotowany do wilgoci w powietrzu, to to było nawet przyjemne, tzn. deszcz już typowo wiosenny, pachnący ziemią, nie taki, żeby zdołować człowieka, tylko mówiący mu łagodnie „No hej, padam, żeby nakarmić roślinki, żeby wszystkim było lepiej”. Optymistyczny deszcz.
A teraz na przerwę.
Czyli – dziaosie:)
I też pozytywnie. To super:)
Lubię takie przyjazne deszczyki. Coraz ich więcej będzie w najbliższym czasie.
Dobry wieczór, Quacku:)
Wracam ze spotkania.
Jakie wrażenia?
Bardzo pozytywne.
Była mowa o OKW?
Ależ oczywiście. Nasza koleżanka zabrała głos w ramach pytań publiczności. „Nasi ” trzymali w rękach takie informacje w formacie A4. Tusk mówił o wielkiej roli OKW.
Już przy wyjściu spotkałam kolegę z SP, który był z grupą znajomych. Dobrze, że miałam wizytówki OKW, bo panie chętnie wzięły i jeszcze dopytywały o szczegóły wszak byłam w koszulce KODu.
Czy było to spotkanie w tempie tusk-prusk, trzask-prask;)?
Dobry wieczór, Makówko:)
Dobry wieczór Leno.
Nie rozumiem pytania. Ostatnio ciężko myślę.
Takie skojarzenie mi się nasunęło w kontekście nazwisk prelegentów:)
A mnie „prusk” skojarzyło się z dziadkiem w Wermachcie i …cóż cała obecna sytuacja mnie przeraża i smuci i mało nastraja do żartów.
Moje żarty zazwyczaj są językowe, bez wrednych podtekstów, a o dziadku zapomniałam na śmierć – tak mało istotna była dla mnie ta informacja:)
Tego typu informacje dla Ciebie są mało istotne, ale dla wielu osób to powód, aby nienawidzić „tego Niemca Tuska” no i mamy to co mamy.
Ostatnio straciłam poczucie humoru do wielu spraw
Wiesz, Makówko, jest takie powiedzenie:
„Jak chcesz uderzyć, to kij się zawsze znajdzie.”:)
A stosowanie argumentum ad personam uważane było za niegodne już w Starożytności:)
A teraz naprawdę umykam, bo jutro ciężki dzień:)
Dobrej nocki, Makówko:)
Zawirowane dobry wieczór, Wyspo:)
Dziś na spacerze było bardzo.
Burzowo. Brzozowo. Bodziszkowo:)
Spacerowałyśmy sobie cichutko szepcącą brzozową przecinką, chłonąc rozbłękitnioną aurę bodziszków i nagle… jak nie huknie!
Ruda boi się burzy, więc momentalnie zrobiło się jej dwa razy mniej i wmurowało tam, gdzie stałyśmy. Po dłuższej chwili udało mi się ją nakłonić do przejścia kilku kroków pod dorodną, choć jeszcze średnio ozielenioną brzozę. Pod nią zajęłam się zatykaniem Psiułce uszu, głaskotaniem i podziwianiem, jak zimnosrebrne zygzaki szyją pociemniałe niebo i pikują w taflę równie ołowianego Jeziora. Widowisko, choć trwało nie dłużej niż dwa kwadranse, było imponujące:) Gdy burza odeszła, postanowiłyśmy wracać. Trochę zmokłyśmy, odrobinę przygłuchłyśmy, a bodziszki chyba podzielały psiułkowy brak zachwytu dla burzowego koncertu, bo też stuliły płatki i skuliły się pośród boimkowych kołtunków i brusznicowych blaszek:)
Dobry wieczór! To miałaś spacer na literę B!
A ja już idę po Bobranockę
Tak. Czyli spacer bardzo;)
Gdyby był na literkę „t”, napisałabym, że „troszkę” 😉
To ja dzisiaj na dobranockę tak: Stanisław Sojka.
Snów z ładnym pogłosem!
Też pięknie, choć spodziewałam się raczej tego:
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/youtu.be/8D3axK3phOM
🙂
Mogłoby być! Bardzo niedoceniany serial (i muzyka), tylko wydaje mi się, że odcinki trochę były za krótkie.
Ale zanim przeczytałem Twój komentarz o burzy, chciałem wrzucić piosenkę Lecha Janerki o deszczu, tę od słów:
„Pada deszcz
I fajnie jest
Pada deszcz
Deszcz deszcz
Wodny jeż”
Ale nie znalazłem akurat.
Jest jeszcze I’m singing in the rain 😉
No więc parę piosenek muszę sobie zostawić na inne deszczowe dni
Na szczęście deszcz nastraja bardzo piosenkotwórczo, więc, myślę, dobranocek Ci nie zabraknie, Quacku:)
Tak. Też bardzo lubiłam „Wiklinową zatokę”.
I „Delfina Um”.
Pamiętam, że byłam mała, miałam odrę i światłowstręt, a migające na ekranie scenki sprawiały mi ból oczu, płakałam z tego bólu oczu, i z tego żalu, że nie daję rady oglądać, i ze strachu, że mi wyłączą bajkę, i jeszcze z bólu gardła, i z powodu zakazu drapania tych boleśnie swędzących wyprysków, i z powodu rosnącej gorączki – cała dziecięca tragedia przy akompaniamencie uwielbianego gulgotania Uma:)
Aa widzisz, znajomy ostatnio mi puścił z uciechą muzykę z serialu o białym delfinie. A mnie się przypomniały wszystkie te futurystyczne łodzie podwodne!
Z takich wspomnień kojarzę któryś odcinek „Czterech pancernych”, który oglądałem z grypą i czterdziestostopniową gorączką, mało co dostrzegając poza telewizorem, który odjeżdżaaał, strasznie daleko 🙂 to się chyba nazywa „widzenie tunelowe”?
Tak, a u Ciebie było to „defensywne widzenie tunelowe”;) Gdyby telewizor się zbliżał, byłoby – „ofensywne”;)
A z dziwnych reminiscencji wtrakcieipofilmowych, to miałam takie (byłam wtedy bardzo mała) podczas oglądania „Pana Samochodzika i Templariuszy”. Efektu, który na czarnobiałą posadzkę w szachownicę i białego pudelka nałożyły moje oczy nie powstydziliby się specjaliści serialu „Legion”:)
Ciekawe, jakie by było, gdyby to nie był serial o wojnie 🙂
No, w „Panu Samochodziku” trochę było tych szachownic…
Gdyby był to serial o pokoju, widzenia dzieliłyby się na shabby chic i vintage;)
[nieartykułowany bulgot
]
A nie – jeszcze słówko – miło mi będzie zasypiać z poczuciem, że wprawiłam Cię w dobry nastrój:)
Dobranoc, Quacku:)
Ktokolwiek szuka kontaktu z panem M., niechaj mu lampka oświetla doń drogę! 😉

O, o tym panu dawno na Wyspie nie słyszałem!
Spokojnej!
Miłej nocki, Tetryku:)
Mili Wyspiarze, kuzynka dała mi dziś do wiwatu i jestem skonana (raczej Doyle niż Barbarzyńcy), więc pożegnam się już:)
Wierszorynką, a jakże:):
„Wieczór blade księżycowe oko
Zasnuł mgły ociężałą powieką,
Wiatr śród ciszy zajęczał głęboko
I z westchnieniem uleciał daleko…
Już śpi wszystko snem głuchym w tej porze;
Już okryte cieniami nocnemi
Góry cicho przypadły do ziemi
I śpią…
Tylko szepty miłosne topoli –
Co się z dębem nagadać dowoli,
Gałązkami splątana, nie może –
Wciąż drżą…”
(*** – Leo Belmont)
Dobrych snów, Wyspo:)
To i ja powiem dobranoc.
Spokojnej wszystkim! Dobranoc!
Jakby ktoś był ciekawy jak wyglądało spotkanie Tusk, Trzaskowski.
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/m.facebook.com/story.php?story_fbid=555035053368636&id=100064521050011
Jeśli Tetryku jeszcze nie słuchałeś tego nagrania to jest odpowiedź na Twoje pytanie, czy było o OKW.
Dzięki, chętnie wysłucham 🙂
Nasza koleżanka Koderka bardzo ładnie zachęciła do OKW, Tusk się do tego pozytywnie odniósł. Zaowocowało to dużą ilością wpisów do OKW.
Jak bardzo było to pod wpływem chwili tego nie wiadomo, ale i tak dobrze.
Teraz już umykam na serio, dobranoc.
Dzień dobry, ponad godzinę temu obudziło mnie bębnienie dziobem w parapet, to była mewa, która przechadzała się po nim i, no właśnie, bębniła. Piętro niżej Junior z sublokatorem mają kuchnię, więc podejrzewam, że dokarmiają, a mewa pomyliła piętra
Pani Gieniu, bębnię dziobem w parapet!
A to takie ptaki:)
Dzień dobry, Quacku:)
Komunikat techniczny nt. obecności na Wyspie: dzisiaj koło południa wyjeżdżam służbowo do Poznania, będę jutro mniej więcej też koło południa – i w tym czasie nie będzie mnie na Wyspie.
A w czwartek po południu wybywam z kolei – również służbowo – do Warszawy. I będę z powrotem w niedzielę.
Taki tydzień
To spokoju na służbowej wybyźnie, Quacku:)
Witajcie!
Ja z kolei ten tydzień mam nieco luźniejszy – może będę trochę więcej spać i trochę więcej tutaj
To podwójnie fajna wiadomość:)
Dzień dobry, Tetryku:)
Witam Państwa!
A ja w tym tygodniu nigdzie nie wyjeżdżam, cały tydzień w Krakowie.
Też nie planuję żadnych długich wyjazdów, bo goszczę:)
Dzień dobry, Makówko:)
Chmurkowe dzień dobry, Wyspo:)
Nockę miałyśmy dziś dyskotekową – do trzeciej nad ranem wył pod oknem alarm w samochodzie tak bezpańskim, że przez pięć godzin nikt nie raczył go wyłączyć. Kiedy zdecydowałam się wreszcie zadzwonić na policję – auto zamilkło. Może rozładował się akumulator…
I – zagadka – czy dziś o piętnastej dom przywitał mnie wyjącym zza okna alarmem?
Że też i we dnie nikomu to nie przeszkadzało…
Około szesnastej zjawił się właściciel i… odjechał.
A poza tym na działkach nic się nie dzieje:)
Na Wyspę będę zaglądać, jak czas (czytaj: kuzynka) pozwoli:)
O rany! Wróciła???
Tak:)
Wczoraj, zgodnie z umową, odebrałam ją od rodziny.
Teraz dżymie po obiedzie, więc mam trochę luzu, który wykorzystuję na ostatnie kosmetyczne poprawki wspominanego kiedyś tekstu w nadziei, że go dziś jeszcze zdołam odesłać na zawsze:)
Trzymam kciuki — ku chwale innych tekstów!
Bo literki to moje przeznaczenie;)
A teraz — na zooma! 😉
I po zoomie…
Biegłam w deszczu na tego Zooma, jednak nie udało się być punktualnie.
„Kiedy ulicą
Biegłam
Chmura na miasto
Spadła
Biegłam zmoknięta
Biedna
W czystą ulewę nagłą
I nie musiałam
Unikać ludzi
Pouciekali
Wszyscy
Do bram
Biegłam przez miasto
Bez parasola
Nie był potrzebny
Mi tego dnia”
(Parasol nie chroni…” – J. Kofta)
🙂
Dobry wieczór, Makówko:)
Dobry wieczór Leno!
Ja dziś jednak biegłam z parasolem.
Pora na dobranockę. Wpis opowiada świt — niech nam zatem pani Justyna świt wyśpiewa…
Stare, ale wciąż jednakowo piękne:)
Dziękuję za świ(e)tną dobrą nockę, Tetryku:)
Quack się służbuje, Tetryk zooomuje, Makówka zaginęła bez wieści, a my witamy się posoacerkowo:
dobry wieczór, Wyspo:)
Spacer był dziś wieloliterkowy (od: „ta litera”, nie – „ten literek”;)), przetuptałyśmy sobie czerwoną dąbrówką, która właściwej krasy nabiera dopiero we wrześniu, a wcześniej sypie przecudnymi fakturowo żołędziami:) Teraz jest młodziutko-zielona, drobnolistna, szemrząca. Popodziwiałyśmy sobie pióropusze długoszów, włosocieni i orliczek oraz wysepki bardzo strojnego złotowłosa:) Napotkałyśmy też pośród drżączek i dmuszków przesympatyczną rodzinkę leśnych fiołków:) Jakoś tak ostatnio odbywamy spacerki w kolorze lila:)
Może jutro wybierzemy się na poszukiwanie złoci?
Zanim skończyłam pisać swój komentarz, sytuacja na Wyspie radykalnie się zmieniła:)
Obojeśmy odzoomowani, zatem podkreślić warto by
że nikt nam tego nie przygani – wszak też dopiero przyszłaś ty!
🙂
Nie o przyganę przecież chodzi, ale raczej o tęsknotę.
Wszak – jak kto może, tak przychodzi – przedtem, teraz, zaraz, potem;)
Dystyszek się mnie w dwóch wersach nie zmieścił, chlip!
😉
Dzięki:) Już mi lepiej:)
Makówka zasadniczo była. U fryzjera, w Bonarce, a i również na Wyspie, ale na innym pięterku. Potem na Zoomie.
Leje rozpaczliwie. Zimno. Nastrój coraz podlejszy.
Ale jak to „na innym pięterku”? Tajnym jakimś?
Fryzjer nie poprawił Ci nastroju? To niefajnie. Słyszałam (bo ja mam od lat to samo), że zmiana fryzury zawsze poprawia humor.
Tajnym, tak tajnym. Tym tylko dla zalogowanych. Zerknij Leno w wolnej chwili.
Nie zmieniłam fryzury, jedynie dałam się ostrzyc.
Ok. Zaraz się zaloguję:)
Kuzynka dostała kaszowego focha i poszła spać (chi, chi).
Odmówiłam gotowania jużteraznatychmiast manny, bo kończyłam właśnie pisanie maila powiadamiającego o wysłaniu sprawdzonego tekstu, prosząc o kwadrans zwłoki. Oznajmiła, że w takim razie pójdzie spać głodna (kolację zrobiłam jej po powrocie ze spaceru:)) i poszła:)
Widzę, że wypracowujesz coraz bardziej wyrafinowane techniki współżycia rodzinnego 😉
Ach! Daj spokój! Gdybym nie miała do tego wszystkiego takiego dystansu jaki mam, to żadne „współżycie rodzinne” by nie zaistniało:)
Po pierwsze wychodzę z założenia, że jako gospodyni powinnam zrobić wiele, by gość czuł się u mnie dobrze (nawet jeśli nadużywa nieco mojej cierpliwości:)), a po drugie – mnie to wszystko raczej bawi niż złości. Może odrobinę męczy, ale w granicach wytrzymałości. To raptem tydzień dopiero;)
Dystans. Jakbym chciała umieć go mieć. Zbyt często bywam nadmiernie emocjonalna.
Tego można się nauczyć – uwierz osobie, którą Bliscy i dalsi nazywali między sobą „tykającą bombą”:)
I często słyszysz: Proszę mnie nie tykać! ? 😉
Teraz już nie;)
Ale wiesz, Tetryku, że to „mnie” jest właśnie nasze, gwarowe, i często używa się go zamiast „mi”:):
Uważaj mnie na tym przejściu!
Będzie mnie tu opowiadał!
Podaj mnie rękę!
🙂
Idę w ślad za kuzynką Euforią (ale bez fochów!) 🙂

Dobrej nocy, Wyspo!
Miłej nocki, Tetryku:)
Dobranoc, pa, pa…
Spokojnej nocki, Makówko:)
„I śnię i błogosławię wraz
Wieczorny, cichy, lśniący czas,
Promiennej gwiazdy tęskny zew
Nad pysznem łonem barwnych drzew,
Wieczornych niebios święty mszał,
Przygrywkę serca, lutni szał…”
(„Wodwieczerz” – M. Filańskij
tł.: W.O. Smreczyński)
Miłych snów, Wyspo:)
Dzień dobry

Śpijcie, przysiadłam tylko na chwilę. Miłego, spokojnego dnia..
Maczku
Witaj!
Dobre i na chwilę! Tęskniliśmy…
Miło, bardzo miło Skowroneczku.
Oby tych chwil było więcej. Dziękuję za misia.
Tęskniliśmy to prawda.
Dzień dobry, Allu:)
Wprawdzie krótko trwała nasza wyspowa znajomość, ale i mi brakuje Twojej obecności, tym milej mi więc, że przysiadłaś choć na chwilę:)
Witajcie!
Szaro, buro i deszczowo – ale jakże promiennym uśmiechem zaczął się dzień!
Deszczowe witajcie!
🙂
Szarum, burum i deszczarum a na Wyspie czarum marum;)
Dzień dobry, Tetryku:)
Dzień dobry, wróciłem bezpiecznie do domu. Zaraz idę tam, gdzie Makówka wspominała, żebym poszedł.
Witaj!
Dziękuję.
Niniejszym temat uważam za zamknięty.
Jak to „za zamknięty”?
Wiesz, ile potu wylałam podczas pisania mojego elaboratu pod tajnym wpisem? 😉
Dzięki, że zajrzałaś i napisałaś.
…idę tam, gdzie czekają mnie…
Nie mogłam się powstrzymać:)
Dzień dobry, Makówko i Quacku:)
Dobry, dobry, ja już idę po dobranockę!
„O majowym poranku deszcz ciepły i przaśny
Trafia w liście na oślep — prawie bezhałaśny.
Krople, spadłe i kurzu pociągnięte błoną,
Podskakują na piachu i wzajem się chłoną
I, wspólnie olbrzymiejąc, trwają same przez się,
Aż je ziemia powoli uszczupli i wessie.”
(„O majowym… – B. Leśmian)
Mamy już wprawdzie popołudnie, ale i tak:
dzień dobry, Wyspo:)
Dzień dobry! Tam z tym kurzem i piachem, to nie wiem, no i po południu tu nie padało.
Ale w Poznaniu jest zimniej niż w Gdyni, to mogę powiedzieć.
Edit, bo mi się wcisnęło, co nie trzeba: praca od przyjazdu do teraz wedle planu, z czegom bardzo kontent 🙂 a teraz na przerwę.
🙂
U nas wciąż deszczy, ale na cieplutko.
To super:)
Mi też udało się wczoraj zakończyć moje „pilne przez poufne” i wysłać pracodawcy:)
A za pięć minutek na spacer:)
Dobranocka.
Nie wiem, czy było, chyba nie? A w każdym razie nie niedawno???
Mimo że nie jest piąta rano.
Snów o niedorośleniu!
Jeżeli jakimś cudem zbyt wydoroślałem, zawsze mogę liczyć na zdziecinnienie!
No nie wyobrażam sobie
…bo paraliż postępowy
najzacniejsze trafia głowy.
Jutro cały dzień poza domem, muszę się wyspać. Dobrych snów, Wyspo!

Spokojnej!
Dobrej nocki, Tetryku:)
Proza życia rozwaliła mnie całkiem.
Dobranoc!
Kojących snów, Makówko:)
Spokojnej :/
Pokolacjowe dobry wieczór, Wyspo:)
Kuzynka obłaskawiona na deser solidnym kociołkiem kaszi (której warzenie przywiodło mnie do wspomnień o osestwie Smarkactwa) suto u( nie mylić z o- taka będzie jutro, bo nasmażyłam już skwar z boku)kraszonej sokiem malinowym, stęskniona powiewu z wielkiego świata, ogląda jakiś tasiemcowy łzowyciskacz nierodzimej produkcji, więc opowiem Wam o dzisiejszym spacerku:)
Dziś byłyśmy na trzęsawiskach:), nad którymi na mgnienie oka zawisło płonące niebo, niemal natychmiast ugaszone dymnymi chmurami.
Nie odważyłyśmy się wchodzić zbyt daleko, ale pośród wspomnianego wczoraj złotowłosa strojnego wypatrzyłyśmy panny rosiczki:) Pokusiłam się o sfotografowanie ich, choć wymagało to iście cyrkowych sztuczek, ponieważ nie tylko musiałam (Ruda odmówiła w tamtej chwili zrobienia mi zdjęcia, bo…) wcisnąć w dwudziestocentymetrową przerwę między podestem a barierką głowę i ramiona, zawisnąć (opierając się na biodrach) nad oparzeliskiem tułowiem i wyciągnąć maksymalnie rękę z komórką, ale także – znosić zaległą na pośladkach Psiułę (chcę wierzyć, że instynkt nakazał jej stać się balansem, bym w to trzęsawisko nie zanurkowała, gdyby mięśnie brzucha przypadkiem odmówiły mi posłuszeństwa:)).
Efekt prezentuję niżej i proszę o wyrozumiałość dla jakości. Pomijając ekstremalne warunki obiektywne, napomknę, że naturalne wymiary modelek to około dwuipółcentymetrowej wysokości łodyżka, na której kolebie się około półcentymetrowej średnicy głąbik:)
Łaaaa, rosiczka w naturze, cudo!
A Psiulka jako balans, no, jak ogon u zauropodów
Dobry wieczór.
PS. Czy kuzynka tak w ogóle określiła się, kiedy ma zamiar opuścić Twoje gościnne progi? Bo to wygląda trochę jak z Mrożka (w wersji łagodnej – z Kabaretu Starszych Panów).
Dobry wieczór, Quacku:)
Prawda?
Dlatego podjęłam ryzyko zrobienia zdjęcia:)
Nie.
„Lombardino Lombardino
Wypił nawet moje wino
Na gitarze mojej gra
Wczoraj znowu byłem w chacie
Jadł śniadanie w mym krawacie
Miał na sobie moje gacie
I kiełbasą karmił psa
Lata płyną lata płyną
Mieszka z nami Lombardino”
To akurat Piersi, ale też pasuje;)
Nie musisz czasem odwiedzić Smarkactwa w trybie pilnym?
Chyba że brak Ciebie by kuzynce nie przeszkadzał, w końcu dobrze by było, gdybyś nie straciła lokum na rzecz kuzynki przez (jej) zasiedzenie.
To Smarkactwo niedługo zjedzie do domu. Może nawet wszystkie…
I tu zacznie się problem – bo zaanektowałam smarkackie leżę, gdyż pod kuzynką mogłoby się zawalić, gdyż ponieważ dostatnia ona jest:)
Wybieg kuszący, ale… raczej wybrałaby się ze mną, bo i w tej okolicy posiada jakąś rodzinę (nie wiem, czy wspólną, trochę boję się dopytać, żeby nie naprowadzić na myśl odwiedzenia również mojej latorośli:)).
„W trybie pilnym” oznacza bez uprzedzenia
Ale jak Smarkactwo zjedzie, to może da się namówić na działania odstraszające. Jakie muzyki GŁOŚNO lubią słuchać? W porze drzemki?
Tak. Tu utrafiłeś – wszyscy jesteśmy fanami metalu, zwłaszcza – symfonicznego, choć nie gardzimy także dobrym growlem:)
Ona ponoć jest fanką (tak, też byłam nieco zdumiona, ale nie ulegam stereotypowi wieku – wolno jej lubić, co chce) rapu, choć nie umiała podać na temat upodobań żadnych konkretniejszych danych:)
No to do dzieła!
A ja się już pożegnam. Dobranoc!
🙂
Dobrej nocki, Quacku:)
„Księżyc — fałszywy dukat
blaskiem do okien puka:
na ścianach, na suficie
wysrebrza się majowo,
przez tafle szyb zastygłe
magiczną woła mową…”
(„O majowym księżycu” – H. Łazowertówna)
Snów baśniowo-księżycowych, Wyspo:)
Dzień dobry!
Słońce wali z nieba, inaczej się tego nie da nazwać, a na mnie właśnie zwaliła się cała lista rzeczy do załatwienia, za chwilę przybywają fachowcy do zmywarki…
Dlatego dzisiaj pospiesznie (Pani Gieniu, poprosimy!)
Z Krakowa deszczowe dzień dobry!
Gieniuchna….śniadanko poproszę!
U nas teraz też zadeszczyło:)
Witaj, Makówko:)
O tak, rano było przesłoneczne:)
Witaj, Quacku:)
Witajcie!
Wybaczcie, że dopiero po obiedzie! Superwirek…
Superwirek brzmi jak polski odpowiednik marvelowej Storm;)
Witaj, Tetryku:)
Chwilka w domu i wyskok na knucie zamiejscowe 😉
A ja na EKG wysiłkowe.
„I niebo ma swą miłość i swe całowanie —
W srebrnych kulkach, perełkach jest nieba kochanie.
Wiosną ciepłe są usta, jesienią wilgotne,
Dnie na wiosnę pogodne, a na jesień słotne.”
(„Deszcz” – J. Liebert)
Wiosenniepogodne dzień dobry, Wyspo:)
Pora na spacerek, bo już Psiułka czeka.
Pieski lubią wyjścia, bo mogą poszczekać;)
Byłem na bardzo ciekawym spotkaniu w Olkuszu. Pewien młody człowiek bardzo rozsądnie rozprawiał się z mitami, kolportowanymi przez pis.
Ja niestety nie mogłam być.
Kochani do starych problemów doszły nowe. Nie mam nastroju do żartów, nie chcę nadużywać Wyspy jako Kotwicy, więc wybaczcie, że będę mało rozmowna.
Bardzo mi przykro, Makówko.
Mimo to – dobry wieczór:)
Z mitami hagiograficznymi?
Nie, raczej propagandowymi antytuskowymi.
A. Jasne:)
Czytałam kiedyś ciekawy artykuł o mitach. Wańkowej, bodajże. Taki rys historiozoficzny traktujący o powstawaniu/powielaniu mitów współcześnie:)
* Znalazłam, jakby ktoś miał ochotę zerknąć:):
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.panstwoispoleczenstwo.pl/numery/2011-4-Waniek.pdf
Dobry wieczór, Wyspo:)
Spacerek dziś w tonacjach blue:) Zaczęłyśmy od podwójnego bławatkowego, a skończyłyśmy na ultramarynie:)
To się nazywa barwne życie! 🙂
🙂
Bywa też smakowite. Dziś widziałam zawiązki dzikiej mirabelki, wprawdzie nie tak wymagającej jak ostatnio, ale nie robiłam zdjęć, bo Rude wolało pognać tropem ryjówki, a to jej spacer:)
Ech! Chciałabym to ja choć raz na jakiś czas być adresatką spacerku:)
Podzielcie się demokratycznie: raz jej spacerek, raz twój! 😉
Demokratycznie się właśnie nie sprawdza, bo mnie jest większość, przez co rudej mniejszości przysługują ulgi i dodatkowe przywileje;)
Było już śpiewanie o świcie, więc chyba pora na zmierzch? Łagodny, nieco smutny, dobry chyba na dobranoc?
🙂
Pozwolę sobie dołączyć tak:
„O zmierzchu zawsze wychodzę, przed wrota, przed wierzeje,
I długo czekam. I patrzę długo. Ale tylko niebo sinieje,
I dal się wyogromnia jak zwykle na przedwieczerz.
— Nie ciesz się — mówią sztachety — młodziutki, nie ciesz.
Nikt nie przychodzi, a ja czekam i jestem stroskany.
Aż mnie mroki, mroki, uwysmuklą u bramy.
A wówczas skrzypną zardzewione wierzeje
I przygniotą, zaduszą moją modrą, moją nadzieję.”
(„Czekanie” – J. Liebert)
Dobrej nocy, Wyspo!

Miłych snów, Tetryku:)
Dobranoc!
To dziś taka wierszorynka:
„Pierwsze zmierzchy wiosenne! Śluby niewyznane!
W ciepłych wiatru powiewach szarfy rozwiązane!
Napowietrzne pieszczoty! Cichy nardów kielich,
Nakłoniony z błękitu zwiewem rąk anielich!
Zachód jest z róż i złota, czar wieje w przestworze,
I miasto dziś wieczorem tak szumi jak morze.
W majowy ogród wiodą uchylone wrota:
Na lekkich drzewach omgła lśni zielono złota.”
(„Wiosenny wieczór” – A. Samain
tł.: B. Ostrowska)
🙂
Błękitno-zwiewnych snów, Wyspo:)
Witajcie!
Tutejsza omgłą raczej jest brudnoszara niż zielono złota; cóż – to już poranek 😉
Naszą błękitno-szarą omgłę przepłoszył wiatr, a teraz bawi się w chowanego z Bzową Babuleńką;)
Dzień dobry, Tetryku:)
Brudnoszare dzień dobry!
„Malarz wciąż zachodził w głowę:
Są kolory i odcienie,
Każdy inną ma wymowę,
Każdy jakieś ma znaczenie.
Aż podsłuchał raz w farbiarni,
Jak sprzeczały się kolory:
„Żółty trzyma się najmarniej,
Żółty jest na zazdrość chory”.
„Też gadanie… Zresztą zgoda,
Mnie zazdrosne lubią żony,
Taka jest w tym roku moda:
Żółty kolor, nie czerwony”.
Mruknął czarny: „Czy należy
W takie wdawać się rozmowy?
Jak czerwony się zaperzy,
To się robi fioletowy”.
„Zamilcz! Wszystkim się podoba
Modny kolor fioletowy,
A ty jesteś co? Żałoba!
Ciebie lubią tylko wdowy”.
„Lepszy czarny jest niż biały!”
„Lepszy biały, za to ręczę,
Wszak się na mnie poskładały
Barwy, które tworzą tęczę”.
„Tylko panny i oseski
Białym chlubią się kolorem…”
„A niebieski?” „Co niebieski?”
„Jego tu na świadka biorę”.
Rzekł niebieski: „Słów mi szkoda.
Każdy z czasem wypłowieje”.
A zielony tylko dodał:
„Mam nadzieję… Mam nadzieję…”
(„Kolory” – J. Brzechwa)
Może trochę pokoloruje świat:)
Dzień dobry, Makówko:)
Może Gienia pomoże na szarość?
Od razu lepiej!
Gdybyż w realu mogła przyjść taka Gienia, po której byłoby od razu lepiej.
Też dziś trochę gieniowałam – zrobiłam leczo:) Bardzo kolorowe i… takie średnie.
Ale po powrocie pusty gar po leczo znalazłam w zlewie 😉
Czy kuzynce było od razu lepiej?
Po takim średnim leczo?
No coś ty:)
Dobry wieczór, Tetryku:)
„Gdy po deszczu, po majowym,
Wstęga tęczy cicho spłynie,
Ja w wianeczku lilijowym
Biegam sobie po dolinie.
Biegam, latam, krążę w kółka,
Po dolinie, po jeziorze,
I w głąb patrzę, jak jaskółka
Gdy zimowe zwiedza łoże.
Biegam, latam, dokazuję,
Czasem w ptaszka się przerzucę,
Z skowronkami się wykłócę,
I – słowikom nie daruję.
Bo skowronki i słowiki,
I lilije, i powoje,
I jeziora, i strumyki,
Wszystkie moje – wszystkie moje!…”
(„Marzenie” – C.K. Norwid)
Dziś za oknem powłóczyste pasma chmur, więc takie rusałkowo-fantazyjne dzień dobry, Wyspo:)
Dybra…
To po chwili ciszy na Wyspie wracam w logoreę rzeczywistości;)
O godzinie 12:21 napisałam: Gdybyż w realu mogła przyjść taka Gienia, po której byłoby od razu lepiej.
Czasami wystarczy dobre słowo (nawet przez telefon), aby było trochę lepiej.
Czyli: warto rozmawiać! Czasem się uda i dobre słowo wyłowić! 😉
Zawsze warto!
Przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas, kiedy nasze skrzydła zapominają, jak latać.
Antoine de Saint-Exupéry
„Mały Książę”
Makówko, tulę Cię, by pomogło na wszystko, co dręczy, by jutro było lepiej.
Ultro, jak miło, że zajrzałaś, aby mnie przytulić.
„Cisza!… Czy niebo myśli moje czyta,
Myśli w twe serce patrzące?
Strop, jak opona nademną rozbita,
Śle mi promienie z gwiazd lśniące.
Ziemia wieczornym otulona cieniem
Ucichła jak w śnie dziecina,
Czy wie i ziemia? Czy mojem marzeniem
I ona marzyć zaczyna?”
(„Cisza – M. Romanowski)
Ale to już było. Na spacerku. Pod pogodnym niebem nad pogodnym Jeziorem:)
Jużdomowe dobry wieczór, Wyspo:)
Na dobranoc dzisiaj łagodna skarga Kory na pogodę w realu 😉
Leno, obawiam się, że naszych myśli nikt nie czyta, jedynie poeci mają taką nadzieję, że chociaż niebo będzie zainteresowane człeczymi
rojeniami. A to wszystko przez tę wiekszą wrażliwość, stąd takie śmiałe marzenia.
Ma rację R. Mieczkowski, że wirtuozeria tęsknot, pragnień, mamideł, imaginacji, złud i miraży działa najlepiej wieczorną porą, skoro to rankiem najbardziej widoczna jest mgła. Tym sposobem mleczna zasłona zasnuwa myśli, marzenia tak, by pozostała sama proza, stąd przyłączam się raczej do nocnych „Marków i ich haseł,
dlatego nie cierpię świtów niczym niecierpiek.’
Zasyłam serdecznośći
Dobry wieczór, Ultro:)
Nie tylko zgadzam się z Tobą w kwestii nieczytania naszych myśli, ale idę nawet dalej – często i słów naszych nikt nie czyta, nie słucha:) więc w niebie i ziemi cała nadzieja.
A ja uwielbiam świty – wtedy najlepiej mi się zasypia:) Patrzę sobie na spowijany granatowym światłem (to zasługa nabytych kiedyś bez liczenia na dodatkowe efekty wizualne firan) pokój, śledzę ścienny balet cieni w smudze wstającego właśnie słońca i… budzę się wypoczęta, uśmiechnięta, gotowa do spotkania z kolejnym świtem:)
Miło Cię gościć w nieznanym zakątku:) Jak zawsze, zresztą.
Pozdrawiam:)
Przepraszam, że wtrącę swoje trzy grosze. Jako „nocny Marek” wstawanie o świcie to nie jest to co lubię. Choć podobno wschody słońca są piękne ja wolę oglądać widok zachodzącego słońca.
Bez wątpienia „nocny Marek” i „wstawanie o świcie” wzajemnie się wykluczają. Ale kto tu mówi o wstawaniu? Ja uwielbiam się wtedy kłaść, Makówko;)
Trudno tu nie wspomnieć tej ostatniej lekcji nieszczęsnego polonisty z „Dnia świra”:
– Jeżeli choć jedna osoba w tej klasie chłonie moje słowa z uwagą, choć jedna jest zainteresowana, to warto prowadzić wykład, warto przekazywać wiedzę! Chociażby dla tej jednej!
Bo warto:)
A szkoła to twór bardzo niedoskonały. Cóż jednak począć, gdy nie wymyślono niczego lepszego:)
Koleżanki zachęcają do czekania na świt z pójściem spać, ale ja się poddaję i zmykam już! Snów tak dobrych, jak o świcie! 😉

To się nazywa folgowanie tradycjonalistycznym zachciankom – ot co! 😉
Ale i tak życzę Ci spokojnej nocki, Tetryku:)
To ja sobie pofolguję i umknę.
Dobranoc!
Spokojnych snów i Tobie, Makówko:)
„Pochyliły się drzew wierzchy,
Długi pobiegł szmer;
Srebrne światła, ciche zmierzchy
Z górnych płyną sfer…
To nad gaje
Księżyc wstaje,
Jasną wznosi twarz…
Dzwonią fale, szepcą gaje:
Witaj, królu nasz!
I zatoczył krąg podniebny
Pan błękitnych pól…
Zeszedł duży, jasny — srebrny,
Cichych marzeń król;
Z gwiazd orszakiem
Złotym szlakiem
Rzucił blaski w dal;
Spłynął senny z gwiazd orszakiem
W toń srebrzystych fal.”
I taką oto wierszorynką K. Glińskiego mówię:
dobrej nocki, Wyspo:)
Na szarość za oknem może Kelnereczka coś pomoże?
Witam Wyspę!
U nas słonecznie, ale przydałoby się jakieś hoże dziewczątko bądź chłopiątko, by ulżyć w obiadkowych przygotowaniach:)
Dzień dobry, Makówko:)
Witajcie!
Nie ma to jak wizyta Esmeraldy w sobotni poranek!
Jutro jest Międzynarodowy Dzień Morświna — bałtyckiego gatunku wieloryba, który jest bliski wyginięciu…

Można także podpisać petycję…
Dzień dobry i dobranoc.
Mówią, że życie płynie, choć wiadomo, że skacze. Jako odbiorca, bo przecież nie ofiara, przeciągającej się zadumy, składam wszystkim (tu trochę przesadziłem) udane wyrazy (udane, bo moje) z każdej nadarzającej się w nieznośnym tempie okazji. Zatem sto lat (i radzę przyjąć w dobie takich chwil)oraz wesołego, co tam – lub tuż i ówdzie – kto lubi.
Jeśli ktoś uważa, że się spóźniłem, to znaczy, że raczej nie uważał i śmiał się bezczelnie nie skorzystać na młej zacnej obecnicości.
Dziękuję i nie szkodzi, do nieodzobaczenia
Witaj, Yo la! Mam nadzieję, że życzenia te nie oznaczają, iż następną wizytę planujesz dopiero za 100 lat
Życzenia z sympatią dowzajemniamy!
Pięknie dziękuję i każdemu (tu akurat nie przesadzam, to raczej biologia przesądza) życzę.
Tetrykowi kłaniam się tak zamaszyście, że wpływam na zmianę klimatu.
Jesteś waść wszak nieco większy od motyla z Kalifornii! 😉
Jeśli chodzi o motyle, mam zeń w sobie tyle.
No może tyle, ile trzeba.
Czyli urok i zapowiedź nieziszczenia.
Dzień dobry Yo la !
Kimkolwiek jesteś miło, że zajrzałeś. Na Wyspie każdy jest mile widziany.
Może kawki się napijesz? Albo herbaty?
Bardzo przepraszam, że na dzień dobry muszę delikatnie poprawić nieścisłość, ale prawda nas wyzwala i nie możemy sobie pozwolić na żadne odstępstwa.
Ja nie ,,zajrzałem” ani nawet nie zaglądam, ponieważ wszechobecność jest bezwzględna. Jestem zawsze, z definicji nigdy nawet na chwilę nie wyszedłem, ani tym bardziej nikomu na dobre.
Za płyny bardzo dziękuję, bez nich cóż to byłoby za życie.
Pozdrawiam i szerokich (i długich) podróży.
Nie śmiem oferować innych płynów o tak wczesnej porze, ale …
.
Pozdrawiam WSZECHOBECNEGO !
Cieszę się, że się rozumiemy.
Już raz dziś powiedziałem, ale mądry winien się powtarzać: Sto lat!
Mądrego zawsze warto słuchać. Nawet gdy się powtarza.
STO LAT!
Dzień dobry, Yo la:)
A jakżeby inaczej.
Pozdrowienia,
y
🙂
Obiadek zjedzony — zmykam na Marsz Równości!
Obiadek się pichci:)
Dzień dobry, Tetryku i miłego maszerowania:)
Duchem z Wami.
Ciałem z gościem że Szwecji.
Dziś chcę Was przywitać Wschodem słońca Józefa Birkenmajera:
„Jak pierzchające nad ranem widziadła,
Ponad jeziorem wiją się tumany.
Drzemie przeźrocze wodnego zwierciadła…
Bór szumi w dali — tęskno — bez odmiany…
Nieśmiała jasność przez mrok się przekradła,
Widnokrąg jawi się, światłem oblany…
Niebios połowa sklęsła i pobladła…
Ptactwo się zrywa z pod skalistej ściany.
Już wód powierzchnia lśni — rumiano-smagła,
A na niej jutrznie, dnia nowego gońce,
Ścielą kobierce i złote pomosty,
Jakgdyby komuś tor gotując prosty…
Niedługo czekać… patrzcie! błysło znagła!…
Wyszedł przestworza król — ogniste słońce…”
Dzień dobry, Wyspo:)
Dzień dobry Leno!
🙂
Udało się marsz odbyć, posprzątać i wrócić do domu. Było hucznie: cztery platformy z muzyką (w tym nasza), zespół bębniarzy i kupa ludzi (relacjaz GW).
Jednakdomowe dobry wieczór, Wyspo:)
Spontaniczne ucieczki nie są jednak takie złe:)
Po upichcecniu obiadku (niesmacznego) czyli: zupy koperkowej, klopsa w sosie śmietanowym z pieczonymi ziemniakami i sałatno-rzodkiewną surówką, i pozmywaniu garów (nie cierpię zmywać:)), zapragnęłam nagle oderwać się od wciąż skwaszonych gąb i pragnienie to okazało się być na tyle gorące (podobne nadal kuszącemu radosnym ciepełkiem słońcu) i nieodparte, że, długo nie myśląc, spakowałam Psiułę, po czym wsiadłyśmy w (ten pożyczony) samochód i ruszyłyśmy przed siebie z mocnym postanowieniem niepowrotu.
Szybko znalazłyśmy miłą leśną plażko-polankę, rozłożyłyśmy graty i oddałyśmy się ulubionym czynnościom. Psiuła namiętnie obwąchiwała i znaczyła teren wokół, a ja postanowiłam sobie poczytać…
Gdy się obudziłam, po słońcu nie było już śladu:) A kiedy wreszcie udało mi się przywrócić nieco zdrętwiałym członkom jaką-taką sprawność, uniosłam głowę i na chabrowym niebie dostrzegłam Jej Świetlistość Wenus:) Bardzo sympatycznie wracało nam się w jej towarzystwie, a wyśmienity nastrój po tym przespanym popołudniu miała na pewno przynajmniej jedna z nas:)
Czytanie w słoneczny dzień na łonie przyrody w świeżym powietrzu to bardzo podstępna czynność 😉
🙂
O, tak:)
Zwłaszcza gdy myśli się, że się nadal czyta, a tak naprawdę – śni się, że się czyta i odrobinę dziwi się czytanej fabule, bo nie takiej spodziewało się, biorąc lekturę do rąk;)
Wyśniłaś inną wersję jak w oryginale?
Kompletnie inną:) I konfrontacja okazała się rozczarowująca nieco – moja była może bardziej zagmatwana, ale – ciekawsza;)
Po wyczerpującym dniu zostało mi jeszcze tylko tyle sił, aby zagrać na dobranoc sambę na jednej (tylko!) nucie…
Na tej jednej nucie toczę się spać. Słonecznych snów, Wyspo!

Spokojnej nocki, Tetryku:)
Wróciłam przed chwilą do domu.
Wtedy gdy Tetryk maszerował ja utknęłam w niemożności dojechania do Opery. Podobne kłopoty spotkały mojego gościa ze Szwecji.
Ale udało się w końcu dotrzeć, kupić bilety i spędzić miły wieczór z …Kiepurą.
Muszę się jeszcze pokuzynić, bo nieco dziś niektórych ospałam:)
Wierszorynka zatem:
„Pierwsza ranna planeta
zapowiada wieczór.
Jest pośród nocy
bezkresnej gwiazdami
nocy, wielkim namiocie czekania,
nocy otwartej na wszystkie wymiary
zapisane we wszechświecie.
Ale my tylko tę gwiazdę widzimy,
o której myślimy,
na którą patrzymy.”
(„Wenus a” – Corrado Calabro
tł.: Leszek Kazana)
i gwieździstych snów, Wyspo:)
Dobranoc!
Ciszaaaa?
Nawet Esmeraldy nikt nie zawołał?
Słonecznie witajcie!
Byłam dziś szybsza od panny Esmeraldy:)
Witaj, Makówko:)
Witajcie!
Uprzejmie donoszę, żem już po spanku i innych relaksach — czas na śniadanie. Esmeraldo, mogę prosić?
Dobry pomysł! 🙂

Umykam z wizytą…
A ja wkrótce na spotkanie klasowe. Takie oficjalne organizowane raz na 5 lat, a teraz to dodatkowo 50 lecie matury.
Udanych uroczystości, Makówko:)
Było cudownie, ale ZA KRÓTKO!
Dzień dobry, jestem z powrotem po targach książki (i mediów) w Warszawie. Różne ważne (dla mnie) osoby spotkane, książek conieco przywiozłem, generalnie można powiedzieć, że z tarczą.
I ja jestem z powrotem, po uroczym popołudniu w ogródku Ultry.
Witaj, Tetryku Powizytowy:)
Dobranocka.
Ten pan tu już był, chociaż w innym repertuarze. No to teraz będzie w tym. Czy powiedziałbym, że ten utwór spodoba mi się bez głosów? Nie.
A się spodobał, chociaż słowa przesuwają się gdzieś w napisach – w głowie.
Snów z napisami!
A ja tradycyjnie, na rower.
Dziękuję,
czy zgadzasz się Tetryku, by pokazać wykonane przez Ciebie zdjęcia ogródka?
Oczywiście! Są twoje! 🙂
Jestem znowu i pobędę wieczornie!
Dobry wieczór, Quacku:)
Czy szranki i konkury były bardzo męczące?
Fizycznie, trochę. Stanie i chodzenie dały się we znaki podwoziu memu. W dodatku było tak, że stoiska książkowe rozstawiono na owalu (na rysunku tym zielonym), a ja przez sporą część piątku kursowałem od stoiska stowarzyszenia do stoiska wydawnictwa i z powrotem, w rozmaitych sprawach, właśnie po tym owalu… Po czym odkryłem, że jakbym kursował w stronę przeciwną, to miałbym dwa razy bliżej
Psychicznie było trochę stresująco, zwłaszcza w sobotę, kiedy przemieszczało się mnóstwo gości targowych od stoiska do stoiska – w zeszłym roku w Krakowie odkryłem, że przy dużym stężeniu ludzi zaczyna mi się agorafobia (tzn. w tym przypadku lęk przed tłumem). Spotkania jednak (zwłaszcza jedno poza stadionem) wynagrodziły ten stres.
Pragmatycznie było po prostu wspaniale, naprawdę załatwiłem sporo ważnych spraw, odnowiłem, nawiązałem lub przeniosłem z wirtualu do realu ważne znajomości.
Aaa, najlepsze, że na terenach zielonych naokoło stadionu po prostu kipiało od ptaków, żebyście wiedzieli, jakie ja tam głosy słyszałem, a przede wszystkim ile! Miałem aparat, ale nie miałem czasu, żeby zapolować 🙂
Czyli w ogólnym rozrachunku – na plus:) To świetnie:)
A zyski liczy się na te chwilowe i przyszłościowe.
Do przyszłościowych (prócz towarzysko-branżowych) zaliczyłabym też te fizyczne – pomyśl o tych wzmocnionych mięśniach, które będziesz mógł u siebie podziwiać, gdy zakwasy miną:)
Lęk przed tłumem rzeczywiście musiał być deprymujący, ale poradziłeś sobie, jak czytam, więc jest do zwalczenia:)
Ptasich podobizn rzeczywiście szkoda, za to koncertów nikt Ci nie odbierze, ani przyjemności z ich odsłuchania:)
Cieszę się, że wyjazd zaliczasz do udanych:)
Aa, no właśnie, a nocowałem u przyjaciół – i to też była udana gościna!
Pocieplutkoplenerkowe dobry wieczór, Wyspo:)
Pogoda dopisała, grzechem byłoby nie skorzystać i nie umknąć na łono, co też wczesnym rankiem uczyniłyśmy. Zostałyśmy sobie do niedawna, bo domek przestał być ostatnio miejscem wytchnienia i odpoczynku:)
Pani Aura przywitała nas mieszanką oszałamiających woni: czeremszynowego kwiecia, młodych brzozowych i klonowych liści, lipowych pąków, macierzankowych koszyczków i wiechlinowych kłosów:)
Miło było w leśnopolankowych ostępach słuchać sobie szeptów szuwaru i klekotu oczeretów:)
Droga do domu gwieździła nam uroczo, a miejsko podświetlone drzewa szumiały swojsko:)
Wszystko naraz, kwiecie, pąki, liście… Chyba nie ma drugiej takiej pory roku?
Dobry wieczór!
Tak. Kwieciomaj to pora zaskoczeń:) To, co wczoraj było szarym badylem, jutro okazuje się zielony pędem albo rozkwitającą bylinką:)
Zająłem się czym innym i dopiero wróciłem do pokoju. Wprawdzie dzisiaj pospałem trochę, ale jutro trzeba wstać normalnie…
Majowych snów, Wyspo!

Spokojnej!
Miłej nocki, Tetryku:)
Jutro mam ciężki dzień, więc też będę się już żegnać:)
Dziś taka wierszorynka:
„Chwilo wieczorna, wyspo ukojenia,
Ziemio zachodnia na burzliwym dniu!…
Ku tobie codzień, padając z znużenia,
Płynę wysiłkiem ostatniego tchu.”
(„Wspomnienie” – F. Przysiecki)
i dobrej nocki, Wyspo:)
Spokojnej! Również już umknę…
I oby nam zawsze tchu wystarczało 🙂
🙂
Mi dziś tchu zabrakło…
Dobranoc Wyspo!
Dzień dobry!
Pani Gieniu, po obfitującym w wydarzenia weekendzie poprosimy coś, co doda energii na początek roboczego tygodnia!
Witajcie!
Dzisiejszy ranek był chyba równie piękny jak wczorajszy wieczór. Nie za gorąco, słoneczko, zieleń, ptaki… Aż miło było pedałować do pracy
A, bo Ty teraz rowerujesz do pracy! No, to jest chyba najpiękniejsza pora roku na to.
Słonecznie witam!
Wiadomość specjalna: PISF zablokował rozpowszechnianie w Polsce filmu dokumentalnego o Zuzannie Ginczance!
?????
Historycznie niewygodna sprawa?
Widziałem. Coraz gorzej!
Tak. Też o tym dziś usłyszałam od koleżanki:(
Pogoda taka ładna,że wsiadłam w busa i oto jestem w Stróży.
Wygrzewasz się na słoneczku?
Wygrzewałam się,teraz już zimno.
E, jak zimno to wracaj…
Łatwiej powiedzieć trudniej zrobić wtedy gdy zrobiło się zimno.
Dzień dobry po robocie. Bardzo udany dzień, już się bałem, że stracę tempo po przerwie.
Edit: a teraz już na normalną, codzienną przerwę.
Witaj, Quacku:)
U mnie już laba:)
A teraz już — na kolację 😉
Dobranocka.
Powrót po takim wyjeździe zawsze oznacza zmianę, opadnięcie emocji, czasem wręcz twarde lądowanie.
No to dzisiaj piosenka Davida Bowiego o kosmosie śpiewana w kosmosie przez Chrisa Hatfielda.
Snów nad poziomy!
A ja tradycyjnie idę pokręcić w normalnej grawitacji…
Koisanka trochę poprawiła mi nastrój:)
Kosmosanka?
Zaśpiewam Ci kosmosankę, a potem zmykaj na uniwersalkę;)
Bardzo zmęczone dobry wieczór, Wyspo:)
Bardzo zmęczone spacerem? Czy raczej dniem (pracy)? Czy może poniedziałkiem (który, jak wiadomo, potrafi być okrutny)?
Edit: dobry wieczór, rzecz jasna.
Dniem:)
Wyszłam o szóstej, wróciłam parę minut przed dziewiętnastą.
Co zastałam w domu, nawet nie chce mi się pisać – powinnam już przywyknąć, bo tak jest codziennie.
Postanowiłam sobie odpocząć na spacerku, ale zanim nań wyruszyłyśmy, musiałam umyć klatkę, bo Psiuła nie doniosła na dwór…
Wyszłam z nią w pół do szóstej rano.
Mam układ z koleżanką, że wyprowadza mi psa, gdy nie mogę wrócić do domu. W dniu przyjazdu kuzynki też miała wyjść, co zrobiła, a kuzynka też zrobiła – aferę, że mało zawału nie dostała, jak „jakąś babę” zobaczyła w holu (koleżanka ma klucz). Parę dni później spytałam więc kuzynkę, czy wyjdzie z psem, czy mam prosić koleżankę. Odrzekła, że sama wyjdzie. Po powrocie wzięłam Rudą na wieczorny spacer i wtedy wywinęła mi numer z niedoniesieniem pierwszy raz. Myślałam, że może pęcherz przeziębiła, ale później się to nie powtórzyło, więc uznałam, że taka (dziwna, bo już jej się nie zdarzają tego typu niespodziewanki) jednorazowa wpadka.
Dziś znowu kuzynka miała wyjść z psem i efekt identyczny jak wtedy. I co mogę sobie myśleć? Że po prostu nie wyprowadziła Psiuły. Jestem tak zła na kłamczuchę, że nie wiem. Nie chodzi o sprzątanie, a o to, że pies ponad dwanaście godzin się nie załatwiał. Normalnie bym kr…uzynkę odcięła na dwanaście godzin od toalety, niechby poczuła, co to znaczy…
O. Rany.
Też mi zabrakło słów.
Moja tolerancja na kuzynkę gwałtownie maleje. Co nie znaczy, że masz o niej nie pisać, ale że mnie przychodzą do głowy coraz bardziej malownicze sposoby na pożegnanie się z nią
Z kuzynką ciągle jest „coś”, nie chcę jednak o niej pisać, nie tylko źle – w ogóle, ale dziś naprawdę wyprowadziła mnie bardzo z równowagi. Dodam, że Ruda ma w dodatku akurat babską przypadłość, więc męczy się dużo bardziej.
Leno kochana, nie bierz tego do siebie, bo to w ogóle nie o to chodzi, ale czytając te relacje ze zwalania się krewnych pojedynczo lub grupowo odnoszę wrażenie, że żyjemy na innych planetach pod względem tego obyczaju.
A gdybyś tak powiedziała, już na wstępie wizyty, grzecznie, ale stanowczo: „Kocham cię, kochana kuzynko (kochany wujku, szwagrze, bratanku), jednak nie jestem w stanie ugościć cię tak, jakbyś na to zasługiwał(a), poświęcić ci tyle czasu, gdyż mam swoje zajęcia, którymi (m.in.) zarabiam na życie, chętnie się z tobą umówię na (tu podać termin, kiedy względnie możesz sobie na to pozwolić, tak datę przyjazdu, jak i orientacyjną – wyjazdu), ale w tej chwili nie widzę możliwości goszczenia cię dłużej niż do jutra”, to co by się stało? Zignorowałaby Twoją wypowiedź i nie wyjechała? Wyjechała śmiertelnie obrażona? Wyjechałaby i obgadała Cię przed całą rodziną, psując Ci reputację (i czy miałoby to ew. jakieś poważniejsze następstwa)?
Po pierwsze – tu jest „wschód”, więc ta zasada „gość w dom – Bóg w dom” jest traktowana śmiertelnie poważnie:) Nie wyprasza się gościa, bo jest to wielki afront dla przybyłego, a dla gospodarza coś jak „grzech śmiertelny”, „plama na honorze” nie do zmycia przez trzy pokolenia;)
Podobnie ma się sprawa z nieugoszczeniem – pokutuje to „zastaw się, a postaw się”, więc o cienkiej herbatce, którą poczęstujesz takich przybyszów, legendy będą krążyć latami:)
Znamienne jest to, że takie niespodziewanki robi tylko (wiem, że to strasznie zabrzmi, ale jednak) rodzina ze wschodu:)
Z rodziną M. to była wpadka wynikająca z nierozpoznania „kto zacz”.
Z kuzynką to trochę inna historia. Ona po prostu ucieka ze swojego domu, bo tam bywa naprawdę czarno. Mam wrażenie, że przejmuje przy tym zachowania, których doświadcza i próbuje przenosić je na nasze relacje. Szczerze mówiąc, zbieram się w sobie, by jej zasugerować pomoc specjalisty, i choć przewiduję, jaka będzie początkowa reakcja, myślę też, że po ochłonięciu zacznie coś (ze sobą i własną sytuacją) robić.
I – tak – odsądziłaby mnie od czci i wiary w całej rodzinie, co akurat mam w nosie:)
Uff, trudna sprawa. No nic, nie będę zmieniał obyczajów, tylko próbuję wymyślić, jak Ci ulżyć nieco.
Oczywiście. Rozumiem, że to z troski.
Moje pokolenie już ma inną mentalność, a od kuzynki dzieli mnie prawie dwadzieścia lat:)
Dobry i wieczór, Leno! 😉
🙂
Pewnie że tak, Tetryku:)
Chyba jednak brak mi słów,bo jak można tak dręczyć psinkę?
O toto. Z człowiekiem można się jakoś dogadać, ale z psem przecież się tak nie da.
Prawda?
Tym bardziej jestem zła, że najpierw zrobiła raban, potem oznajmiła: „Żadne obce babska (nie zna koleżanki, która jest bardzo kochaną osóbką i wcale nie dlatego że wyprowadza mi psa) nie będą mi się po domu kręciły, sama wyjdę!”, a końcem końców się nie wywiązała.
Witaj, Makówko:)
Witaj!
Czegoś nie rozumiem.”Nie będą mi się…”To Twój dom nieprawdaż?
No właśnie tak by wynikało, że zasada „Lecz gdy wstąpił w progi moje/ Włos mu z głowy spaść nie może” obowiązuje
ale jakim kosztem? 
Dlatego to zacytowałam:)
Pamiętacie Tomka Sawyera, jak potraktował kota swoim lekarstwem?
– Dałem mu to, bo biedaczek nie miał cioci…
No tak, ale to w dobrej wierze było??? A niewyprowadzania psa mimo najszczerszych chęci nie potrafię zaliczyć do takiej kategorii…
Tetryk miał chyba na myśli moje groźby dotyczące odcięcia od toalety, Quacku:)
🙂
Próbowałam potraktować to jako podpowiedź i jakoś wykorzystać w zaistniałej sytuacji, ale rozwiązania, które mi się nasunęły, nie wróżą niczego dobrego. Nie tylko kuzynce;)
Obawiam się, że jeżeli „zgubisz” gdzieś na cały dzień kluczyk do toalety, to gotowa ci sikać do zlewozmywaka…
Do zlewozmywaka to jeszcze nie byłoby takie straszne.
A jak do szafy?
Albo wyszłaby z psem i przy jakiejś mniej uczęszczanej alejce…;)
I w ten sposób osiągnęłabyś pożądany efekt – wyprowadzanie psa.
Ona dość krótka jest i do zlewozmywaka nie sięgnie:)
NO TO TYM BARDZIEJ BĘDZIE SKUTECZNE!
Pójdźmy spać. Może jakiś dobry pomysł nam się przyśni. Spokojnej nocy!

Spokojnej!
Dobrej nocki, Tetryku:)
Dobrej wszystkim!
Spokojnej. Powoli też będę zmykał…
Miłych snów, Maczku i Quacku:)
Padnięta jestem więc:
„Na dnie odmętu
Wśród wiklin i trzcin roztoczy
Wplątane w mchy podwodne,
Spadłe z firmamentu
Lśnią się gwiazd oczy
Pogodne…
Zielona poświata miesiąca
O wód tafle trąca
I welon biały,
Srebrzysty na liściach zwiesza.
— Cicho… Zaraz liście będą spadały…”
(„Uroczysko” – H. Zbierzchowski)
i snów bezszelestnych, Wyspo:)
Witajcie!
Całkiem sympatyczne uroczysko, tylko te roztocza wśród trzcin…
Dzień dobry, sytuacja wymaga podania kawy w trybie pilnym, w innym przypadku będę zmuszony wrócić do łóżka i cały zaplanowany rozkład dnia pójdzie się ciąć.
Pani Gieniu, poprosimy.
(A ponieważ tutaj liczba komentarzy urosła, pozwoliłem sobie dodać następny odcinek Lajkonika konserwowego. Zapraszam na nowe pięterko!)
Dzięki wielkie, Quacku:)
Dziękuję wszystkim za miłe rozmowy w nieznanym zakątku i żegnam się fragmentem „Wirtuozerii grubo po północy” autorstwa pana Romualda:
„Drogi uciekają
bezpowrotnie jak klawisze
gdziekolwiek stąpię
lecę w światło
co spala na popiół
jeszcze chwila
i poniesie mnie wiatr
albo rajskie ptaki
stopią w rubin”
🙂
A to bardzo smutne w sumie
ale i takie emocje są potrzebne. Albo to ja dzisiaj od tej strony wyczuwam.
Właściwie można to chyba odczytywać dwojako:)
Te uciekające bezpowrotnie drogi, światło co spala na popiół, rajskie ptaki mogą być refleksją o przemijaniu, ale rubin w niektórych kulturach jest symbolem życia, żywotności, bardzo energetycznym kamienieniem, i – oczywiście – klejnotem, czyli czymś bardzo wartościowym, firmującym się nową, lepszą jakością:)
Non omnis moriar, powiadasz…
Tak.
Sed… non totu vivus;)