Pod wieczór pan Qucia zaproponował partyjkę. Parę rundek przed kolacją.
– Dobrze – powiedziała baronowa Sołowiejczyk. – Ale może zagramy trochę wyżej?
– Ja chętnie – rzekł Bezpalczyk.
– I ja też – zgodził się poeta Rosłanek. – Przy dotychczasowych stawkach trochę mnie to mało emocjonuje.
– Oczywiście bez przesady – powiedziała baronowa.
– W granicach zdrowego rozsądku – rzekł pan Qucia.
Ustawiliśmy stolik. Bezpalczyk rozdał.
– Otwieram w ciemno z dwustu tysięcy – powiedziała baronowa.
– Jeszcze raz to samo – ziewnął poeta Rosłanek.
– Te czterysta i jeszcze sześćset – rzekł Bezpalczyk.
– Ostro – zauważył pan Qucia.
– Wchodzisz czy nie? – spytała baronowa.
– Dołożyłem – rzekł pan Qucia.
– I ja powiedział poeta Rosłanek.
Wypada przyznać, że w zasadzie rozgrywka zapowiadała się przyjemnie. Z zainteresowaniem spojrzeliśmy w karty.
– Dla mnie jedną – poprosiła baronowa.
– Zdrów! – rzekł pan Qucia.
Poeta Rosłanek kupił trzy karty.
– Parka? – domyśliła się baronowa.
– Za dużo mówisz – skarcił baronową pan Qucia. – Albo gramy poważnie, albo nie.
– Przepraszam – powiedziała baronowa.
Bezpalczyk spojrzał w karty.
– W porządku jest! – powiedział. – Dziękuję.
– Stricik? – rzekł pan Qucia.
– Za dużo mówisz – powiedziała baronowa.
– Przepraszam – zawstydził się pan Qucia.
Chwilę trwało milczenie.
– Sto! – rzekł krótko poeta Rosłanek.
– I dwieście – powiedziała baronowa.
– Zaczekam – powiedział pan Qucia.
– Te trzysta i sześćset – rzekł Bezpalczyk.
– Tak – rzekł poeta Rosłanek. – Dorzucam trzysta i razem jest milion dwieście.
– Beze mnie – powiedziała baronowa.
– A ja sprawdzę – rzekł pan Qucia.
– Dodałem – rzekł Bezpalczyk.
Poeta Rosłanek rzucił parę waletów na stół.
– Starczy?
– Twoje – rzekł pan Qucia.
– Bez przesady – powiedział Bezpalczyk i rozłożył strita.
Poeta Rosłanek uśmiechnął się obrzydliwie i do dwóch waletów dorzucił trzeciego.
– Potwór! – ucieszyła się baronowa. – Miałam nosa, że pasowałam.
Zagraliśmy jeszcze parę rundek i czas było podliczyć rezultaty, ponieważ zbliżała się kolacja.
Nie wdając się w bliższe szczegóły: zadłużenie Bezpalczyka u baronowej zmalało z dwunastu milionów trzystu tysięcy do dziesięciu milionów równo. Pan Qucia jest winien baronowej osiemnaście milionów, poecie Rosłankowi sześć i Bezpalczykowi jedenaście. Baronowa ma u Rosłanka dziewięć milionów trzysta tysięcy. Sytuacja poety jest kłopotliwa, ponieważ ponadto jest winien dziewiętnaście milionów Bezpalczykowi.
Gramy ostatnio coraz wyżej, ale jakoś mało nas to bawi.
Może my w ogóle nie lubimy kart?!
MEGAN
(Anatol Potemkowski)
SZPILKI nr 9 1974 r.
| « Skoruszyńskie Wierchy | Lajkonik: Reedycja. Odc. 20 » |
20
lis 2022




Nie mając aktualniejszego pomysłu, proponuję opowiadanko Megana sprzed prawie 50 lat. Jak dla mnie, brzmi zaskakująco aktualnie…
Z pokerem mam tak jak z szachami: mniej więcej znam zasady, z taktyką już gorzej.
Dlatego nie gram ani w jedno, ani w drugie
Nie gram ani w szachy, ani w pokera.
W brydża niestety też nie gram, za późno teraz się uczyć i przy mojej fatalnej pamięci byłoby to bez szans.
Do tej pory jakoś mi to nie przeszkadzało, teraz zaczyna bardzo brakować, gdyż „moi turyści” coraz częściej planują wyjazdy turystyczno-brydżowe.
To płacenie milionami czeka nas wkrótce i budzi we mnie przerażenie, bo moje uciułane oszczędności diabli wzięli.
Opowiadanko zabawne, ale te prorocze miliony mi popsuły humor.
Dobry wieczór na nowym pięterku:)
Tekst niby zabawny, ale w gruncie rzeczy – przygnębił mnie nieco.
Ten zblazowany establishment czasów ludowej demokracji… Przekrój społeczeństwa od „jakiegoś tam” Bezpalczyka, przez „pana” Qucię, „poetę” Rosłanka i „baronową” bez von ale Sołowiejczyk… Ech!
I te milonowe stawki…
Nie krytykuję – dzielę się odczuciami:)
Mam wrażenie, że potraktowaliście stawki serio. Tymczasem z podsumowania wynika, że gracze ich tak nie traktowali, tzn. pozostawały one wyłącznie pustymi hasłami — nikt nikomu nic nie wypłacał, operowano jedynie liczbami w zapisie. Stąd konstatacja przedostatniego zdania tekstu…
Moim zdaniem aluzja do ówczesnej — ale i dzisiejszej — „ekonomii stosowanej”.
Nie. Nie potraktowałam ich serio. Że stawki były wydumane, jest jasne nawet dla kogoś, kto nie znał osobiście tamtych realiów. Cały ten tekst jest przecież oparty na wyolbrzymieniu.
Z tego powodu bardziej mnie przygnębia niż bawi:)
A tak w ogóle – gram:)
W szachy grywałam z Dziadkiem i Tatą. Kiedy odeszli – grywam czasem sama ze sobą, ale to już nie to samo:)
Karty też lubię.
Gdy nie ma z kim pograć – kładę sobie od czasu do czasu parę pasjansów i to mnie odpręża.
Grywam również w kości.
Nie traktuję gier (w kości, karty, ani – tym bardziej – w szachy) jako sposobu na wzbogacenie się, a wyłącznie jako rozrywkę:)
Kochani, umykam, coś mi mówi, że już czas się kłaść.
A mi coś mówi, że już wszyscy umknęli, więc też powiem ładnie:
dobrej nocki, Wyspo:)
Witajcie!
Czy humory przyszłych milionerów poprawi informacja, że w Krakowie wstaje piękny dzień?
Mbry. Tutaj trudno nazwać wstający dzień pięknym.
Ale może coś od Gieni poprawi humory?
Kawa z buziaczkiem?
Może być z buziaczkiem:)
Ale najlepsza kawa jest z sekrecikiem, a herbata z… pieszczotką;)
Dzień dobry, Tetryku:)
Dzień dobry
Na kawę (w miłym towarzystwie) zawsze jest dobra pora

My z Inką Karmelową miałyśmy dziś na śniadanko chałkę z masłem:)
Dzień dobry, Quacku:)
Słonecznie witam!
Dzień dobry
(jakiekolwiek) i nie mogę sobie przypomnieć 

Próbowałem sobie przypomnieć kiedy ostatnio grałem w karty
Mam wrażenie, że od czasów powszechnego wejścia internetu gry karciane stały się przeżytkiem
Ależ skąd!
Znam takich co spotykają się wirtualnie na brydża, gdy akurat nie mogą w realu.
Witaj Krzysztofie!
Paaaaaa……
…i frrrrr! poleciała!
Jeszcze nie
Przymroźne dzień dobry, Wyspo:)
Kiedy ziemię skuje lód, nadchodzi czas na prace ogrodnicze…
Od rana ryją nam na przeddomowym trawniku. Nie mam pojęcia – sadzą coś, czy wręcz przeciwnie – wykopują…
Rzeczywistość chyba nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać…:)
Ok. Odpoczęłam chwilę na błogosalonach, więc pora podążyć ku wibrującym gabinetom i poprackować:)
Praca w rytm młotów pneumatycznych może być wydajniejsza – jeżeli się chwyci i utrzyma ten rytm…
Nie wiem, czemu, ale mój rytm życiowy jakoś z mało którym młotem (pneumatycznym) jest kompatybilny…
Skaza taka czyco?
A poważnie – no, nie daje się pracować… I oni tak zamierzają do siedemnastej, szloch… szloch…
Dobra! To i ja pohałasuję…
Mam tam takie zaległe pantalony do skończenia.
Idę odpalać maszynę do szycia.
🙂
I teraz już pewnie siedzisz zatopiona w pracy, w nowiutkich pantalonach…
Istotnie – gdy to pisałeś, siedziałam już zatopiona w pracy, ale – w pokoju;)
A pantalony – Dziecięcia, a Jemu gabarytowo raczej do Ciebie niż do mnie:)
No proszę! A taki fajny obrazek miałem in the eyes of my imagination!
Pani I. lubi zwodzić, może właśnie tymi oczyma… urzekająco pięknymi;)
…lala la la… jak to dziewczyna…
Wychodzi na to, że większość z nas licytuje się, kto dłużej nie brał kart do ręki!
Już po odprawie
I w samolocie i zaraz fruuu.
Spokojnych startów, lotów i lądowań!
A ja właśnie po pracy i na przerwę (a w międzyczasie jeszcze byłem na zakupach i zdążyłem się zaszczepić…)
(A, zapomniałem uściślić – chodzi o szczepienie na grypę, a nie np. piątą dawkę szczepionki na koronawirusa.)
Dobranocka.
Dzisiaj taki przepiękny, delikatny utwór od Chłopców i Basi.
Snów na ludowo.
Pozdrawiam z Cypru.Gorąco.
Ha, przyjemności!
Kiedyś spotkałem w Tunezji pana, który przyjechał na dłuższe wczasy, parę tygodni. Pan ten bardzo zajmująco opowiadał o tym, jak się rejestruje spółki na Cyprze (w domyśle służące do wyprowadzania kapitału z innych krajów), mianowicie wg niego przy lotnisku jest całe centrum z setkami obsługantów, do którego można wpaść na chwilę – godzinkę, dwie – i załatwić wszystkie sprawy spółki, po czym wrócić na lotnisko i dalej do swojego kraju.
Co powiedziawszy, zakładam, że Ty jednak na dłużej i wypoczynkowo!
Na tydzień,wypoczynkowo
No to wpadaj czasami i pisz, jak tam wygląda o tej porze roku. Na pewno cieplej, ale o ile?
A cyprysy są?
Baw się dobrze, Maczku:)
Dobry wieczór:)
Pospacerkowo pocieplałe dobry wieczór, Wyspo:)
Pocieplałe w związku z powrotem z zimna na zewnątrz do ciepłego (miejmy nadzieję) domku, czy odwilżowo bardziej?
Dobry wieczór!
Z -8 wczoraj o tej porze do -2 dzisiejszego wieczora:)
No, to jeśli nie pada to jest to sympatyczna temperatura 🙂
Prawdaż! Jeszcze nie odwilż, ale już dużo mniej mroźno!
Mrozek, proszę Szanownych Panów.
Jezioro wprawdzie jeszcze chodzi, ale wokół – biało.
A w lesie ciemno, ciemno:)
O, a propos jeziora, przypomniałaś mi pewną wiosnę, bodajże kwiecień, kiedy małżonka, uczestnicząca w projekcie europejskim, korespondowała w luźnym tonie z nauczycielami z innych krajów, którzy opisywali, co się u nich dzieje:
Włosi: a u nas już prawie lato, ciepło, zieleń, kwiaty
Francuzi: no u nas prawie też, kwiatki kwitną, ptaszki ćwierkają
Małżonka: a u nas właśnie kwitną magnolie!
Szwedzi (tak w połowie długości kraju): a u nas właśnie rozmarza jezioro…
(Dodajmy, że jak to jezioro zamarza, to na tyle solidnie, że na okres zimowy wytycza się po nim drogę, dla pieszych, narciarzy biegowych i osób poruszających się skuterami śnieżnymi).
Cudne:)
I powiem Ci, że ten szwedzki wtręt jest mi wyjątkowo bliski, bo gdy na studiach koleżanka ze Słupska opowiadała, jak to się napracowała w ubiegły weekend w domowym ogródku przy przerywaniu marchewki, ja wspomniałam, że mnie bolą ręce od wybijania przerębli, bo wybraliśmy się z Tatą na ryby na lód:)
Nie pamiętam, kiedy ostatni raz widziałem taflę tak zamarźniętą, żeby po niej bez obaw chodzić…
Ups…:)
Dobrej nocy, Wyspo!

Miłej nocki, Tetryku:)
Też będę się już żegnać, bo muszę nadrobić to, w czym mi hałas przeszkadzał:
spokojnej nocki, Wyspo:)
Kochani, i ja zmykam, bo coś mnie ta ręka po szczepieniu dokucza. Mam nadzieję, że jutro obejdzie się bez paracetamolu. Dobranoc.
Witajcie!
Szron na chodnikach, mleczna mgła nadaje romantycznego posmaku miastu – choć w oczach kierowców romantyzmu nie widać (nawet z bliska)! 😉
Och, to nie są warunki na romantyzm, obawiam się
W sumie jak ktoś prowadzi, to chyba lepiej, żeby romantyczna mgiełka nie zaćmiewała mu oczu? Ale rozumiem, że wiosną, powiedzmy jak się zaczyna ocieplać w kwietniu czy maju…
Dzień dobry, z ręką trochę lepiej, na razie żadnych efektów ubocznych nie ma, tfu tfu.
W takim razie zapraszam na śniadanie, które serwuje ta znana osoba
Dobry dzień,
słoneczko właśnie przygrzewa wszystkim grającym. Myślę, że gry przeniosły się do sieci, a nawet mam pewność, że zadłużonych nawet wygrane nie cieszą. Cóż się dziwić, jakie czasy, takie wygrane.
Bry.
Witam z plaży.Plywanie w morzu w listopadzie jest boskie.
…i wyłoniła się Bogini z morskiej pianki… 🙂
Ymmm. Jedni się wczasują, a inni… garują… 😉
Przyjemności, Maczku:)
Nieco mroźniejsze i niewiele cichsze dzień dobry, Wyspo:)
Rozryty trawnik zaleguje dziś odłogiem, za to montują nam latarnie przy płotku…
Wprawdzie pracować trudno, ale widok podeszew bijącego apallachy pana latarnika trochę poprawił mi humor:)
Za wcześnie robi się ciemno.
Ale nadal ciepło.
Po pracy i przerwa, która się przeciągnie, gdyż mam spotkanie w Sopocie
Uff. Jestem i pędzę po dobranockę!
Dobranocka.
No to tak, trochę potętni, ale poza tym tempo i nastrój dobranocny. Kiedyś złoty przebój.
Snów nagłych i niespodziewanych
Pływanie w morzu,a teraz rozmowy przy winie.
Mmm, brzmi cudownie
dzięki za tę garść wrażeń!
Wróciłem z zebrania, tkwię w kolejnym wirtualnym…
Cóż też bym była,ale…jeszcze zdążę być na niejednym,a tego,że będę pływać w morzu w listopadzie nigdy bym się nie spodziewała.
Wg.prognoz jutro ostatni dzień ładnej pogody,potem zapowiadają deszcz.
A jaka pogoda w kraju?
Tutaj temperatura oscyluje w okolicach zera, pochmurno cały dzień. Śnieg powoli i niechętnie schodzi, na gzymsach i rynnach – większe lub mniejsze sople.
Wywiesiłem karmnik, „butelkę” dla ptaszków.
Jużdomowe dobry wieczór, Wyspo:)
Kolejne decybelowe ekscesy wygnały mnie z domu, ale ile można się spacerzyć, choćby i w najbielszej okolicy? Wróciłyśmy więc, a na klamce szeleszcząca niespodziewanka, która zorganizowała mi resztę dzionka:)
Decybelowe ekscesy? Ktoś się darł, czy np. Psiulka gromko domagała się wyjścia, bo przy fajerwerkach itp. efektach raczej by nie miała ochoty wyjść?
Szeszcząca niespodziewajka – obstawiam torbę foliową z Zawartością!
Jak pisałam wyżej, rozkopany trawnik dziś zostawiono w spokoju na rzecz montowania latarni przy płotku. A że wcześniej (czym też się chwaliłam) położono kostkę, trzeba ją było dziś zdemontować, żeby osadzić (? nie wiem, nie znam się na tym) rzeczoną latarnię. Potem należało tę kostkę na powrót ułożyć. Latarni jak nie było, tak nie ma, ale coś roztrojonego sterczy spomiędzy kafelków, więc pewnie jutro znowu zbudzi mnie demontowanie kostki… No chyba żeby jednak rozdłubywanie trawnika…
Tak czy inaczej – dziś ciszej nie było, więc – wybyłyśmy.
Oczywiście, że reklamówka z zawartością.
Pamiętasz, Quacku, z Asteriksa-Gladiatora jedną z gier intelektualnych wspomnianych niewolników:
„Co to jest:
pierwsze – robi bocian,
drugie – wykrzyknik,
trzecie – pożegnanie
czwarte – pierwsze od trawy,
a wszystko razem kocha Juliusz Cezar?”
To ja mam podobną zagadkę, zawartościową właśnie:
pierwsze – drugie od zamku,
drugie – pierwsze od ramy,
a wszystko razem strasznie długo się gotuje;)
Dobry wieczór:)
Ha!
Kura (stara)?
Ja się na tym za bardzo nie znam, ale chyba ptaszę, żeby na miano kury zasłużyć, musi swój wiek mieć, bo póki młode to kurczak, nie?
😉
Ale żeby się tak długo gotować, musi ten wiek mieć znaczący, chyba że odbyła wyrok ciężkich robót (ale kura?)…
Na ciężkie roboty to ja zostałam skazana dziś przed południem. Takiej zawziętej (pośmiertnie) kury jeszcze nie spotkałam – przez noc tak zżylała, że musiałam ją przerobić na farsz. Wahałam się – pasztetowy czy pierogowy i w końcu pierogi zwyciężyły:)
Witaj, Tetryku:)
Witaj, spolegliwa Leno! 🙂
🙂
aKURAt!
🙂
Panowie:)
Ależ owacje!
🙂
Wróciłyśmy z wybycia, a na klamce drzwi wisiała sobie reklamówka z kartką „Dla Olinka”.
Zajrzałam i okazało się, że kura. Całe szczęście – oskubana. Od razu domyśliłam się od kogo, więc dzwonię i pytam:
-Które chore? Kura czy ślubny?
Koleżanka nie załapała, tylko od razu o tej kurze, że dostała od siostry większą ilość, to się dzieli, bo wie, że lubię. Perorowała chyba z dziesięć minut na wydechu (raz tylko udało mi się wtrącić, że dziękuję), a na koniec zaczyna się ni z tego, ni z owego śmiać i mówi:
-A! Dobre! Z tym chorym ślubnym i kurą. Dobre!
I rozłączyła się.
A z kury była naprawdę twarda sztuka – gotowałam rosół od piętnastej do dwudziestej:)
Och, strasznie się rozmawia z kimś monologującym.
A o co chodzi z tym chorym ślubnym? Na starość coraz więcej mi trzeba tłumaczyć…
Kiedyś teść mi powiedział, że jak na wsi w domu był rosół, to znaczyło, że albo gospodarz ciężko chory, albo – kogut:)
Hmmm, nie słyszałem, aby kogoś uleczyła kura ofiarowana sąsiadce
Chyba że chłopu przyrządzono rosół homeopatyczny. (weźmij gar wrzątku, kurę powieś na oknie tak, aby jej cień padał do wnętrza gara… )
🙂
Wydaje mi się, że rosół musiał być rarytasem, skoro gotowano go tylko choremu (pewnie na wzmocnienie) i to gospodarzowi:)
I pewnie drób nie był tani, jeśli ostatnią posługą chorego ptaka było lądowanie w garze „w celu niezmarnowania się i nakarmienia rodziny”…:)
A! i zapomniałam napisać, że wyjątkowo mi się w trakcie tego gotowania nudziło, więc wpadłam na pomysł, żeby upiec maślane bułeczki. Zagniotłam ciasto i wtedy dotarło do mnie, że drożdżowe to lubi jednak w ciszy i spokoju sobie rosnąć, a nie pośród warkotów i łomotów, więc zawinęłam michę w koc i poniosłam na górę. Ułożyłam z czułością na poduszce, nakryłam kołdrzykiem, obłożyłam resztą poduszek i wróciłam do rosołu.
Zapuściłam piekarnik (on jest stary i długo celebruje, nim zechce uzyskać sugerowaną temperaturę) i znowu zaczęłam się nudzić, bo zamieszywanie od czasu do czasu w kociołku to żadna rozrywka, więc pomyślałam, że zanim ciasto urośnie, zrobię guziki (bo nie lubię plastikowych, one mnie spać nie dają swoją twardością i w dodatku ciągają za włosy) do pościeli, którą uszyłam jakiś czas temu. Zrobiłam guziki, ciasto urosło, zrobione z niego bułeczki też, więc je upiekłam, i tak dowegetowałam do siedemnastej, kiedy to nastała cisza za oknem i przy radosnym bulgocie gotującej się kury mogłam zabrać się za zarabianie;)
No i już mogę pomyśleć o kolacji…
Smacznego
I ode mnie – pyszności:)
Dzięki, podziałało!

🙂
Dobranoc!
Spokojnej cypryjskiej!
Miłej nocki, Maczku:)
Kochani, na myśl o rosole ślinka cieknie, ale już umykam. Dobranoc!
Spokojnej nocki, Quacku:)
Ja niestety też już muszę, i Lena sama delektować się będzie rosołkiem…

Lena jest już po rosołku, teraz szczela okolicznościową notkę na jutro:)
Dobrej nocki, Tetryku:)
Dobranoc!
Poczytałam wszystko,ale się Wyspa rozgadała!
Spać nie mogę,a tu już 00:56.
Dobrej nocy!
Jeszcze raz miłych snów, Maczku:)
Dobrej nocki, Wyspo:)
Witam!
Dzień dobry, pogoda dość niewyjściowa, więc zostaję w domu.
Haha, żarty żartami, a praca sama się nie zrobi.
Jeszcze poprosimy tę panią, niekoniecznie z rosołkiem, ale chyba też ma skitrany gdzieś na tym stoliczku. Na specjalne zamówienia 😉
Witajcie!
Dziś kolejny długi dzień, dla odmiany po pracy Spółdzielnia…
A tu pogoda do pływania w morzu
Ech, prawie spojrzałem za okno (zapomniałem, że jednak nie widać morza, chociaż niewiele brakuje) 😉
A poza tym już ciemno.
Właśnie skończyłem pracę na dzisiaj i idę na przerwę 🙂
Właśnie dotarłem do domu. Dziś kolacja wcześniej!
Smocznego!
Dobranocka.
Ta pani moją duszę rani. Tzn. Hania Rani. W F-dur.
Snów pejzażowo-pustynnych.
Czekaj, bo nie zrozumiałam – to Twoją duszę rani czy – Hania? 😉
Dobry wieczór, Quacku:)
Hania w mianowniku Rani w trzeciej osobie l.poj. (bo przecież jej nie ma na Wyspie, więc w trzeciej).
A Hań niech się sam wypowie. Moją rani, jak najbardziej.
Dobranoc Państwu!
Spokojnej egzoticznej! 🙂
Już? Jak ten klimat wpływa na kobiety…
A ja Makówkę rozumiem, generalnie na wczasach też chodzę spać po emerycku, 21.30-22.00 i chrapię 🙂
Ależ ja bynajmniej tak nie szłam spać
Dobrej nocki, Makówko:)
Właśnie wróciłyśmy ze spacerku, by powiedzieć – zziębnięte dobry wieczór, Wyspo:)
Dobry wieczór, proszę się ogrzewać dowolnym sposobem! (Nb. dzisiaj miałem przegląd możliwości, na FB jedna znajoma artystka wizualna zrobiła giełdę, bo ma zimno w pracowni).
🙂
I który sposób okazał się najskuteczniejszy?
Ja właśnie siekę herbatę z żagielkiem:)
🙂
No:)
Bo za pierwszym razem żagielek niemal naturalnych rozmiarów mi się wstawił;)
No, to jest stary, sprawdzony, narciarski sposób. Ale jak koleżanka pracuje w tej pracowni codziennie/ względnie często w tygodniu, to mogłaby wpaść w alkoholizm, a na tym chyba jej nie zależy
Ba! Nie od dziś wiadomo, że w górach bez żagielka nie poradzisz;)
Niczego nie sugeruję koleżance Wu, dzielę się własnymi doświadczeniami:)
Mówili, że najsampierw klimatyzator z funkcją grzania, o działaniu zbliżonym do pompy ciepła: ma małą bezwładność, szybko się nagrzewa, a oddaje w postaci ciepła 3/4 energii z każdego kW (nie mam pojęcia, czy to prawda, przedstawiam wyniki tak jak je widzę na giełdzie). A zaraz za nim promiennik podczerwieni, tylko nie wiadomo, jaki mógłby mieć wpływ na opary farb lub rozpuszczalnika.
Nikt nie zaproponował jej skafandra piankowego, jak do nurkowania w zimnych wodach?
Są takie panele grzewcze, elektryczne. Przykręca się toto do ściany, włącza do kontaktu i przestaje marznąć. Szwedzki wynalazek, bodajże, i o tyle fajny, że można sobie dopinać listwy jak klocki lego. Może za czymś tego typu warto się rozejrzeć…
Ogrzewanie panelowe? Ale znów, ona nie chce niczego przykręcać do ścian, bo to nie jej lokal, musi mieć wolnostojące.
Z dawna mam taki wolnostojący kaloryfer z elektryczną grzałką, wypełniony olejem (tzw. grzejnik olejowy).
Też mamy olejaki, ale one średnio się u nas sprawdzały (gdy jeszcze nie byliśmy podłączeni pod miejską ciepłownię) na dużych powierzchniach.
Za to teraz (czy ja się już tym nie chwaliłam?) podłoga w łazience parzy nas w stopy, już przy jedynce na termostacie:) Coś tam ktoś kiedyś musiał spsuć, ale jakoś nie pałam wielką ochotą do rozkuwania podłogi, żeby to naprawić:)
U nas z kolei część elementów grzewczych w podłogowym się (chyba) przepaliła, albo jakieś połączenia, bo grzeje pół podłogi. I też się nie palimy, żeby zrywać.
Wiesz, Quacku, świetne są piece akumulacyjne, dość prądożercze, ale je się ładuje raz na dwie doby, a potem one przynajmniej tyle stygną.
Ewentualnie – farelka;) Trochę śmierdzi spalonymi kablami i błyska, ale – coś za coś;)
No właśnie, piece akumulacyjne albo olejowe mają sporą bezwładność, a tu dziewczyna potrzebuje wejść, nagrzać, posiedzieć 3 godziny albo 5 i wyjść. Ale owszem, takie propozycje też padały, ja przytoczyłem te, które na giełdzie dostały najlepsze oceny.
Farelek sami używamy, w nieco nowszych wersjach, jak trzeba na wyjeździe dogrzać (bo w domu na ogół C.O. daje radę).
No jasne:)
W końcu to ona najlepiej wie, czego potrzebuje:)
A taka giełda to mocno rozgrzewa?
Gościu, siądź pod tym dachem i rozmarznij nieco,
wnet od kaloryfera kalorie przylecą
owiną w ciepły powiew, a z uszu sopelki
zaczną ronić na salon najpierwsze kropelki…
Och, przepiękne.
Z tym że w tej pracowni nie ma kaloryferów i nie będzie, budynek należy do PKP, która jest niedogadywalna (chyba że trzeba ściągać czynsz), kubaturę i lokalizację ma idealną dla koleżanki, tylko wyposażenie nie to.
Co mi przywodzi na myśl limeryk, już nie pamiętam, własny czy tłumaczony, pp. Marianowicza, Słomczyńskiego lub Barańczaka, o panu z bukietem. Cytuję z pamięci, więc może się różnić w szczegółach!
Był jeden mężczyzna pod Coethen
Z wyrytym na d… bukietem.
Kształt jego zdumiewał
Barw dobór olśniewał
Lecz zapach niestety był nie ten.
To tak jak z tą pracownią, tylko pod „zapach” należy podstawić „C.O.”
Ech, szkoda iść spać, ale już muszę…

Dobrej nocki, Tetryku:)
Spokojnej. Też pewnie za chwilę będę umykał.
A ja umknę już, bo miałam dziś dość pracowity dzień, a jutro zapowiada się powtórka, więc miłej nocki, Quacku:)
Dobranoc, Wyspo:)
Spokojnej wszystkim! I ja też zmykam!
Witam!
Już po śniadaniu.
Dzień dobry, a ja w zasadzie w trakcie.
Bo u tej pani wszystko jest, co trzeba.
Witajcie!
Ja też po śniadaniu!
Deszcz pada proszę Państwa.
Nawet nie wiadomo dokładnie, co pada. Coś jakby deszcz, ale też jakby śnieg; w sumie jak popłuczyny z szarych, niskich chmur 🙁
Potem wyszło słońce,ale dziś nie pływaliśmy
Tam tyż? No, może chociaż trochę na suszę pomoże.
Dzień dobry.
Wszędzie deszcz? To może tak dla kontrastu, zdjęcie z centrum kraju… 🙂
Witaj Lordzie!
Tu śniegu nie ma,ale pochlodniało.
U nas też śnieży:)
Wcześniej bardzo nieśmiało, drobniutko, a teraz coraz intensywniej.
Dobry wieczór, Lordzie:)
No to tak, praca na dzisiaj skończona, i skończony pierwszy etap bieżącego zlecenia, od poniedziałku rusza etap drugi.
Zaraz wybywam na spotkanie do Sopotu, tym razem nie cykliczne, ale jednorazowe.
A jutro po południu wybywam i wracam w niedzielę.
Chyba tyle. Do wieczora, mam nadzieję!
Jestem w domu. Jeszcze tylko spotkanie i fajrant.
Jestem, już pędzę z dobranocką!
Dobranocka.
Dzisiaj będzie kabaretowo, z mojego ukochanego Dudka.
Tym bardziej wyraziste, że wszyscy trzej panowie na filmie już faktycznie występują ze skrzydełkami. A piosenka o układach i układzikach.
Snów wolnych od układów!
Cięgi tylko! Ten B. to miał szczęście…
No. Mogli go np. przesunąć ze stanowiska kierownika Wydziału Kultury w Pułtusku na gospodarza domu w Warszawie przy Alternatywy 4!
Dziś deszcz,rozbity nos,krew się lała,potem słońce,długi spacer wzdłuż morza, piękne widoki,wieczorem winko i …
Dobranoc.
OMG, co to za wczasy, gdzie nos się rozbija? Albo, niedajboże, ktoś go komuś rozbija?!?
Spokojnej, nosgojącej!
Rzeczywiście niepokojąco cypryśne…
Nikt mi nie rozbił.To ja wlazłam w szklane drzwi z dużym impetem.
Uf. Kolega na studiach w Warszawie wychodził z budynku i dokładnie takie samo zderzenie zaliczył, tyle że nos złamał (co do dzisiaj widać).
Znaczy, nie życzę złamania.
Jako sześciolatka pobiłam się ze starszym chłopakiem i z zemsty za to, że oberwał, w trakcie ucieczki zatrzymał się, nachylił, podniósł coś z ziemi i rzucił we mnie. To był kawałek szkła, którym trafił mnie w nos. Też było mnóstwo krwi. I ślad po szyciu też widać do dziś:)
Myślę, że złapanie akurat szkła to był przypadek. A jak zobaczył moje garści pełne krwi, to dostał takiego boja przy dalszym uciekaniu, że się wywrócił i resztę drogi za winkiel pokonał na czworaka:) Nigdy nie widziałam, żeby ktoś tak szybko zwiewał na czterech:)
Współczuję, Maczku.
Kojących snów, Makówko:)
Śnieżące dobry wieczór, Wyspo:)
Tarninowe krzewy, przycupnięte wzdłuż alejki, w którą spacerkowo zawędrowałyśmy, wyglądały jak kwitnące sakury, ustrojone girlandami czarnych diamentów, a pod stopami cichutko poskrzypywał śnieżny puch.
Teraz patrzę sobie, jak płatki wirują w świetle latarni i miękko rozsiadają się na drobnych listkach berberysu i tawułki:)
Ooo, poezja, dosłownie i w przenośni!
Dobry wieczór!
🙂
Jakby pani Aura chciała przepłoszyć posennego fuma:)
I przepłoszyła?
Tak. 🙂
Odkąd każdego ranka po przebudzeniu nie słyszę: „Ale ty strasznie wyglądasz!”, bardzo rzadko wstaję w złym humorze bez powodu:)
Witaj, Tetryku:)
Co rano spotykać kłamcę? Fuj…
Jakoś skojarzyła mi się „Rodzina Poszepszyńskich” i scena, gdy po wybuchu telewizora w głowie Dziadka Jacka utkwił potencjometr, co pozwalało rodzinie wyciszać jego ględzenie. Wielu taki patent chciałoby zastosować!
🙂
Dobranoc,pa
Spokojnej!
Jeszcze raz regenerujących snów, Makówko:)
Dobranoc! Kojących snów!
Niewyspani, poobijani, zapracowani, zrelaksowani, skryci w zaśnieżonych krzakach — doprawdy różnorodne jest nasze wyspiarskie społeczeństwo!
I super:)
Przynajmniej nie jest nudno.
W końcu to Madagaskar a nie Chińska Republika Ludowa;)
Uciekam pod kordełkę, aby jutro godnie zakończyć tydzień pracy… Dobranoc!

Spokojnej! Również za chwilę uciekam.
To i Tobie miłej nocki, Quacku:)
Miłych snów, Tetryku:)
Dobranoc, Wyspo:)
No coś podobnego! Cofło!
W takim razie:
dobranoc, Wyspo, dobranoc:)
Ha, bo pewnie już taki komentarz był pod tym postem.
To ja też mówię: dobranoc!
A owo: „No coś podobnego…” budzi we mnie zawsze jednakowe skojarzenie:) Takie (0.53) oto:
🙂
Witam Wyspiarzy!
O kurczę, nareszcie wiem, dlaczego tak wcześnie tam wstajesz i tak wcześnie chodzisz spać!
Bo teraz jest tam już 10.02!
Tak.Jest godzina różnicy czasu.
Po śniadaniu i na spacer czas ruszyć
Dzień dobry, przypóźno, bo dzisiaj nie pracuję (yay!).
Ale Gienia tak.
Pa, do niedzieli!
Szerokości, Quacku!
Baw się dobrze Q!
Przyjemnego wojażowania, Quacku:)
Dziś był spacer wzdłuż morza,marina,kąpiel w morzu,chowanie się przed deszczem.
Wygląda na to, że wpisanego rano powitania nie wysłałem — widać ktoś mnie oderwał
To teraz się witasz?
Dzień dobry Teyryku!
Ano, witajcie!
Tylko odczekaj chwilę zanim dasz lampkę
Witaj, Tetryku:)
Ciemnąnockąwe dzień dobry, Wyspo:)
Miasteczko otulone pierzynką, więc i autka, i ludzie wyciszeni, bardziej senni:)
Tu nie ma śniegu,ale tak kolega jak się położył po obiedzie tak śpi i śpi…
Co on będzie w nocy robił?
A jak mówimy aby zatrzymać się chwilę na plaży to tylko do przodu i do przodu.
Nie licz na zbyt wiele!
Na nic nie liczę,chyba też pójdę spać
Dziś cały dzień brało mnie spanie 🙂 To pewno wina tej pierzynki…
Też pośnieżyło u Was?
Nie, było ok. +4 i cały czas pomalutku opadał drobny deszczosnieg, przepychając się poprzez mgłę.
Mgła wisiała nad Miasteczkiem wczorajszej nocy. Tak gęsta, że nie było widać świecących latarni po drugiej stronie ulicy:)
A propos latarni – mam już przy furtce dłuuugą srebrną rurę, ale jeszcze bez lampionu. Panowie działali dziś tak cichutko, że gdyby nie warcząca Psiułka, nawet bym nie wiedziała, że coś się dzieje:)
Dobranoc!
Muszę dodać łóżeczko,bo cofło.

Myślę, że „Przed nocą i mgłą” będzie dzisiaj dobrą propozycją na dobranoc.
Dobrą.
Miłodomowe dobry wieczór, Wyspo:)
Bardzo nam się dziś przyjemnie spacerkowało:) Chodziłyśmy sobie po kryształowym lesie i słuchałyśmy gałązkowego koncertu, bo było prawie bezwietrznie.
A potem Psiułka brykała jak szczeniak, a ja ulepiłam
(p)s(t)rokatego bałwana:)
Wszystkie jesteśmy już wykąpane, z czego wprawdzie tylko połowa z nas jest zadowolona, za to – podwójnie, więc ogólny bilans na zero;)
Z dawnych lat został mi w pamięci obrazek z jakiejś książki o chłopcu, który się opiekował na spacerze młodszym bratem i psem. W jakimś momencie na chwilę stracił podopiecznych z oczu, szukał… i znalazł. Obrazek przedstawiał psiaka i malucha taplających się w błotnistej kałuży, a podpis brzmiał: …oba małe stworzonka wydawały się bardzo zadowolone.
🙂
O, to, to!
Gdy taplałyśmy się w śniegu (mało go jeszcze, ale – ciii), też byłyśmy bardzo zadowolone. A potem przyszła mokra rzeczywistość z tym ohydnym szamponem w tle i zadowolenie z połowy z nas ulotniło się jak gaz z balonika:)
A jedną z nas czeka jeszcze jutro pranie pokrowców:)
Jest jakaś sprawiedliwość na tym świecie, prawda, Psiulko?
Et tu, Tetryku, contra me?
Spytałam w Twoim imieniu, ale ona trochę się na mnie boczy, więc udała, że nie słyszy:)
Jak dotąd ma podstawy niezaliczania mnie do swoich znajomych, mogła więc to potraktować jako ogródkowe dobruchanie z twojej strony.
Contra tu? Non est possibile! W życiu!!!
🙂
Ogródkowe dobruchanie wygląda zgoła inaczej – wabię ją dźwiękiem. Otwieranej lodówki. Albo szuflady ze słodyczami:)
Uf:)
Miałam dziś bardzo frustrujący dzień, więc nie wiem, czy zniosłabym kolejny cios;)
Leczę się Preludiami op. dwudzieste trzecie Rachmaninowa i już mi lepiej…
Może ja zrobię bałwana z piasku?
Jeśli się dobrze klei… Ale praktyczniejszy byłby zamek 😉
Albo – z humanoidalnych – piaskową babeczkę;)
Witaj, Maczku Cyprysowy:)
Dobrej nocy śpiącym i spaćidącym w rytm Rachmaninowa! 🙂

Zasłuchałam się:)
Miłych snów, Tetryku:)
Miłej nocki, Wyspo:)
Witam Wyspę!
Plażowanie,pływanie,rzucanie ringiem
Witajcie!
Zakupy, śniadanie, kawa…
To ja z tego tylko śniadanie.
To ja z tego tylko herbatę;)
Witaj, Tetryku:)
Witaj, Leno!
Na Watrowisku trwa spotkanie na zoomie.
Utuptane dzień dobry, Wyspo:)
Humorek po opusach tęczowy, więc robię biało-zielono-czerwono-żółtego śmietanowca:)
Plażowanie do zachodu słońca,a teraz winko w pokoju.
Ostre dyskusje polityczne przy winie.
Pogadaliśmy z Kneziowiczanami – miło, że zdążyłaś, Leno! – można, przy dźwiękach dobranocki pomyśleć o kolacji 😉
A ja zjadłam obiad ,a na kolację miałam wino i skórki pomarańczowe w czekoladzie.

Skórki były nieświeże, że płaczesz?
Ja natomiast zjadłam śniadanio-obiado-kolację i – jako rzekłam niżej – zaczynam kończyć śmietanowiec:)
Też cieszę się, że mogłam Was zobaczyć i chwilę pogawędzić:)
*Jeszcze raz dziękuję, że dałeś znać o spotkaniu, Tetryku:)
Chyba coś zjem i się pożegnam.
Dobranoc!
Wtrakcieśmietankowcowe dobry wieczór, Wyspo:)
Uważaj na ślady śmietany na klawiaturze!
Bardzo uważam, bo on wyjątkowo szybko zastyga.
O, sam zobacz, jak szybko:
😉
No tak! Najpierw Kneź nam zdalnie podsuwał kaczkę z dwóch kur, teraz ty śmietanowiec… jak tu się nie oblizywać?
🙂
Na kaczkę (z dwóch kur?) nie zdążyłam, ale Brat orzekł, że pierogi z jednej kury były smaczne, więc jakoś spóźnienie na Kneziowy specjał przeboleję:)
A śmietanowiec pokazałam, bo on jest tak bardzo efektowny jak – łatwy do zrobienia:)
Miło się gwarzy, ale kiedyś trzeba pójść spać…

Pora na dobranoc, więc – dobranoc, Wyspo:)
Deszczowo witam!
Mimo deszczu idziemy
Wszak my turyści.
Połączenie górołaza z wodołazem? 😉
Witajcie!
Szary poranek, za to po południu jubileuszowa imprezka!
A imprezka pewnie nie u tej pani:):
ale utworek milutki, więc przyjemnego jubilenia się, Tetryku:)
A teraz już naprawdę muszę lecieć:)
Witam wczesnym (jak na mnie – to prawie świtem;)), niedzielnie pośnieżonym popołudniem, Wyspo:)
I dołączam piosneczkę, do której sobie dzisiaj śniłam:):
🙂
Też najbardziej lubię wykonanie Hanny Banaszak — niestety trzeba jej słuchać w odrębnej zakładce 🙁
🙂
Trochę się naszukałam i…
Bez ślicznej buźki pani Hani wprawdzie, ale znalazłam:)
Dzień dobry, Tetryku:)
To nie jest Hanna Banaszak, ale niech już zostanie:)
Znalazłam jeszcze takie trio z odrobinką pani Hani, a że pogody ducha nigdy dość, to proszę bardzo:):
A ja umykam na trochę:)
Ja zmykam za jakieś pół godzinki, pojawię się wieczorem.
Baw się proszę i za mnie.

A potem poproszę o relację.
Dzień dobry! 🙂
Dzień dobry, wróciłem, mam do ogarnięcia jeszcze parę spraw, pojawię się niezawodnie.
No to jestem. I zapraszam na nowe pięterko!
Dobranocka jeszcze tutaj.
Tytułowy pokerek skojarzył mi się z takim utworem, z okresu współpracy Andrzeja Rosiewicza z Asocjacją HAGAW. Co prawda tam o brydżu, ale…
Snów bez atu!
Lampkę jak zwykle zapalę pod dobranocką. Spokojnej!

Podlampkowo też życzę miłych snów, Wyspo:)
Spokojnej wszystkim. Umykam 🙂