Nie mam pojęcia, jak Max trafił na Wyspę – chyba przez forum Onetu? W każdym razie trafił, a jak trafił, to się rozgościł. Zwykle w komentarze wplatał dowcipy, anegdoty i przypowieści, ale najciekawiej zaczynało się dziać, kiedy wspominał swoje doświadczenia zawodowe: te z wojska, ze współpracy z lotnikami albo z akcji ratunkowej podczas katastrofy w kopalni soli w Wapnie.
Mieszkał w Warszawie, gdzieś na Woli, bo opowiadał o spacerach w pobliskim Parku Moczydło i robionych tam zdjęciach. Uwielbiał przyrodę, a fotografował przede wszystkim rośliny i kwiaty, część zdjęć już pokazała Makówka w komentarzach, załączam jedno z tych, które mi kiedyś przysłał do opublikowania w jego imieniu na Wyspie – pięknie rozkwitły tulipan. Nie poskąpił również dobrych słów tym, którzy pokazywali tę przyrodę swoimi oczami, w tym i mnie.
Co roku wyjeżdżał do swojej ukochanej „hacjendy” na Mazurach i wtedy znikał z Wyspy, zwykle na miesiąc. Teraz zniknął już na stałe – w wieku 92 lat przeniósł się do innej „hacjendy”, gdzieś tam wysoko.
Kochani, jeżeli ktoś z was pamięta Maksia jeszcze inaczej, może o nim coś jeszcze opowiedzieć, niech doda swoje wspomnienie w komentarzach.




Dzień dobry, zamiast przerwy – wspomnienie o Maksiu. Niedługie, ale liczę, że kto chce, dopisze swoje parę słów. Makówka właściwie już to zrobiła piętro niżej…
Kochani, dzisiaj rano zaszczepiłem się czwartą dawką i czuję się nieszczególnie, więc wybaczcie, jeżeli nie będę się dzisiaj – poza tym – specjalnie udzielał. A jutro to zobaczymy.
Na dobranockę postaram się, rzecz jasna, przyjść.
Cóż. Ja faktycznie się pośpieszyłam, gdyż nie wiedziałam, że tak szybko powstanie pięterko pożegnalne.
Dlatego nie mam już nic do dodania.
Jak pisałam Max uwielbiał kwiaty, szczególnie róże, które z upodobaniem fotografował.
Przy różnych okazjach rozdawał wyspowym kobietom „zazulkowe”kwiatki, ale najczęściej chyba to
Więc niech się rozwija dla niego tam w tej innej hacjendzie.
Przecież nic nie szkodzi, że zareagowałaś niżej. Ja też planowałem napisać wspomnienie nieco później, akurat się udało wcześniej.
Quacku!
Też się spodziewałam, że zrobisz to późnym wieczorem i dlatego chwilę przed Twoim wpisem dodałam jeszcze „tam” róże, ale niech już tak zostanie.
Oszczędzaj się dziś, daj organizmowi nabierać odporności.
A teraz już na przerwę, tę właściwą.
Zawsze był bardzo życzliwy. To obecnie nieczęste.
To prawda.
I tak szarmancko potrafił docenić wkład pracy włożony w zbudowanie pięterka.
Dobranocka
To dzisiaj może tak – Vivaldi i Adagio Molto, druga część koncertu „Jesień” z „Czterech pór roku”. Melancholijne i spokojne, a poza tym tak mi się zainspirowało trochę tym zdjęciem Maksia z gór, co Makówka wrzuciła jeszcze piętro niżej.
Snów refleksyjnych, z nutką wspomnieniową.
Faktycznie pasuje do nastroju zadumy nad jesienią życia, starością, nieuchronnością odchodzenia.
Pasuje na pożegnanie Maksa i do tego jego zdjęcia z gór.
No to chociaż tyle – tzn. cieszę się, że pasuje, ale wolałbym, żeby nie było okoliczności, do których musi pasować, no.
Każdy by wolał.
Im starsza (co oczywiste?) robię się coraz mniej odporna na informacje o czyjejś śmierci.
Uważam się za agnostyka, ale to nie ułatwia myślenia o tym, że świat będzie szedł dalej, ale już beze mnie.
Hm, zobaczymy, co będę myślał za lat parę, ale generalnie Rodzice raczej starali się przyzwyczajać mnie do myśli, że tak to już jest, będzie szedł dalej i już. W związku z czym należy dać z siebie jak najwięcej, żeby ten świat był chociaż trochę lepszy – dla następnych pokoleń. Każdy na swój sposób i wedle swoich możliwości.
Przykro mi, ale tak nie umiem. Boję się i wiem co czułam, gdy mi powiedziano, że nie ma dla mnie leczenia.
Strach i że nie umiem sobie tego wyobrazić. I że będę walczyć!
Ależ to absolutnie nie wyklucza walki! Tu się z Tobą zgadzam, że walczyć należy jak najdłużej i dopóki jest o co.
Walka tak i dobrze. Wtedy pomaga świadomość, że są tacy, dla których moje życie jest ważne. Synowie -wiadomo. I jeszcze, że jestem jedyną osobą, która powinna zaopiekować się mamą. Ale i też Przyjaciele.
Ale pamiętam ten paraliżujący strach i próbę wyobrażenia sobie, że mnie nie ma. Że jak to będzie?
Pod tym względem bardzo wygodny jest solipsyzm: skoro cały świat jest tylko czyimś wyobrażeniem/ snem, to po śmierci tego kogoś cały świat zniknie. Koniec, finito, nic nie będzie.
To egoistyczna postawa. A co z dziećmi, przyjaciółmi, znajomymi?
Czemu muszę pisać w ciemno, bo to obok zasłania?
A to jakiś bug/ pluskwa. Ramka jest równie szeroka, niezależnie od szczebelka, i włazi na kolumnę obok.
Aż sprawdziłam. U mnie dalej włazi.
Witam.
Nie znałam Maksia zbyt dobrze, więc niewiele wniosę do wspomnień.
Może tyle, że też najbardziej kojarzę przytaczane w komentarzach anegdoty…
Świetny dowcip, żywotność umysłu, umiłowanie życia czyniły Maksia młodym człowiekiem, przynajmniej ja tak uważałam, więc niechaj czerwone róże Mu towarzyszą w ostatniej drodze…
Przybyła kolejna osoba do Alei Zasłużonych…
Martwych Wyspiarzy już więcej ,jak tych żywych?
Kochani, powoli wymiękam, niestety.
Dobranoc i oby szczepionka jutro dała pożyć.
Śpij dobrze i nie daj się szczepionce!
day ać ja pobruczę, a ty pożiway 🙂
I ja się już pożegnam: dobranoc, Wyspo:)
Na mnie też już czas… na chwilę…

Dobranoc Wyspo!
Witajcie! Co do stanu po szczepionce: wszystko na razie w porządku, wczoraj miałem leciutko podwyższoną temperaturę, 37 z malutkim haczykiem. Dzisiaj również, ale w ogóle tego nie czuję, poza lekkim bólem ramienia w miejscu wkłucia – bez uwag.
To dobrze. Mimo to oszczędzaj się dziś.
Dzięki, zobaczymy, czy to będzie możliwe. W drugiej połowie dnia jadę do Gdańska na targi książki, zobaczymy, kiedy wrócę – bardzo możliwe, że późno, a wręcz bardzo w nocy.
Może Gienia coś wniesie?
Witajcie!
Gienię poproszę o dobre śniadanie!
Może brytyjskie?
Kalorii od groma, ale na pracowity dzień w sam raz.
Jadę wkrótce na integracyjne stowarzyszeniowe ognisko to może jednak coś lżejszego?
Mój żołądek mógłby tego nie wytrzymać.
Jakieś „grzeczne kanapki” i sałatkę poproszę.
No tak, to kiełbaski i co tylko pewnie będą na ognisku.
To może tak:
O tak! Bardzo dobrze. Dziękuję.
I do tego oczywiście poproszę herbatę.
Wydawało mi się, że tam w tle po prawej, w filiżance?
Wolałam się upewnić czy to nie kawa, której smak bardzo lubię, ale…ciśnienie i te rzeczy.
Wkrótce umykam, pa, pa
A ja dziś gotowałam Kubie owsiankę z bananem. We Włoszech. Owsiankę. Koniec świata.
Faktycznie. Współczuję i Kubie i Tobie, ale Kubie bardziej.
Ja też. Ale na razie owsianka działa. Przez 3 dni było dość spokojnie. Jeśli trzeba to ja mogę codziennie stać przy garach…
To dobra wiadomość, cieszę się.
Wytrwałości Kubie i Tobie.
Witajcie!
Już po cosobotnich rytuałach, kończę dopijać herbatkę. A wczesnym popołudniem też się wybieram na ten piknik 🙂
No patrz Pan, czyżbyśmy należeli do tego samego Stowarzyszenia?
Przypadek? nie sądzę…
Przypadkowe spotkanie w dolinie Będkowskiej?
Zaraz wybywam, niech tylko trochę się przejaśni, bo na razie leje.
Ja już wybyłem 🙂
Przedspacerkowo-wybywsze dobry wieczór, Wyspo:)
Lena już pewno wkrótce wróci ze spacerku, jako i ja wróciłem 😉
A ja właśnie w tej chwili weszłam do domu.
A, to niedługo po mnie wyjechaliście…
Chwilę jeszcze pogadaliśmy „w wieży”, zjedliśmy ziemniaczki.
Zostałam podwieziona na „moje skrzyżowanie”, więc szybko byłam w domu, a napisałam na Wyspie od razu jak tylko weszłam do domu.
Zgadłeś:)
Dobry wieczór, Tetryku:)
Całkiem dobry, Leno!
I to się chwali:)
Piknik się udał pięknie, mimo groźnych chmur tuż przed wyjazdem wytrzymało bez deszczu aż do wieczora — było ognisko, kiełbaski, i co kto chciał i co miał.
I ziemniaczki z ogniska też były. I szaszłyki.
I poważne rozmowy i również dużo śmiechu.
Bez deszczu tak całkiem to nie, bo jednak trochę pokropiło pod koniec, ale schowaliśmy się ” do wieży”.
Czytam, że sobie przyjemnie popiknikowaliście:)
Ja pół dnia spędziłam przy maszynie do szycia.
Jak dobrze, że są te nasze nocne spacerki, bo od jednostajnego warkotu, ciągłego pochylania się i skupiania wzroku w jednym punkcie, rozbolała mnie głowa. Świeże powietrze to jednak rewelacyjne lekarstwo:)
Tak, bardzo przyjemnie było.
Ruch na świeżym powietrzu to faktycznie rewelacyjne lekarstwo.
Jeszcze śmiech i jeszcze…
Nam trochę wiatr szumiał w uszach, ale w lesie było dość zacisznie, więc lekarstwo zadziałało:)
Zawichrowane, ale całkiem ciepłe dobry wieczór, Wyspo:)
Quackie ma wrócić późno, więc może zaproponuję dobranockę… Stosowna do nastroju powolna i smutna ballada opuszczonego, szukającego pociechy w czerwonym winie.
Te „doły” w jego głosie są jednak bardzo zmysłowe:)
To prawda. Są.
Ciekawe, czy mężczyźni też to słyszą…;)
Dobry wieczór, Maczku:)
Dobry wieczór Leno!
To chyba zależy czy to jest mężczyzna, który „lubi” kobiety czy taki, który woli panów.
Myślisz, że to od tego zależy?
Ale przecież my jednak słyszymy zmysłowość w głosie innych kobiet bez względu na nasze preferencje seksualne…
No to mężczyźni też słyszą. Jak chcą.
Cieszę się, że przypasowałem paniom… 🙂
🙂
I chyba mamy odpowiedź na moje pytanie, Maczku;)
Chyba tak.
Bardzo dziękuję!
Oczęta mi się kleją, powiadam zatem: Dobrej nocy!

Mnie jakoś dziwnie też.
Dobranoc!
Dobrej nocki, Wyspo:)
Dobranoc, kochani. Naprawdę późno wróciłem.
Witajcie!
Dziś będę domowa. Chyba pogoda nie zachęca do spacerów?
Wczoraj natomiast pół dnia oddychaliśmy świeżym powietrzem doliny Będkowskiej.
Poniżej składanka, na której pokazałam jak było tak w skrócie.
Nawet udało mi się zrobić mały spacer po lesie.
Dzisiaj łaknę świeżego powietrza, uchylę okno i z Twoimi zdjęciami będę miał substytut
Witajcie!
Fakt — po pikniku spało się dobrze i długo
Mnie też.
Witajcie, z leciutkim zawrotem głowy dzisiaj, bo dzień i wieczór były bardzo owocne w wydarzenia.
Pisząc o naszym kodowskim pikniku przyszła mi do głowy myśl, że Max w komentarzu przypomniałby jakiś tam swój piknik ze swego bogatego w wydarzenia życia.
Jednak trochę niezręcznie się czuję pisząc o pikniku na pięterku wspomnieniowym.
Czy mnie się wydaje, że ktoś kiedyś obiecywał cerkiewki?
Ciągle jestem w niedoczasie… 🙁
Przedspacerkowe dzień dobry, Wyspo:)
Dzień dobry. Bezspacerkowe tutaj, bo pogoda wietrzna i deszczowa, co nie zachęca.
W Krakowie też dziś bezspacerkowe, domowe do znudzenia.
To ja na niedzielną przerwę.
To ja jeszcze na krótki (wymuszony) spacer i już będę 😉
Tetryku Ty na spacer?
I to o tej porze?
Awaria telefonu u teściowej.
Dobranocka.
Dzisiaj Pat Metheny i Lyle Mays, bo dawno nie było, tzn. kompozycja, bo wykonanie, o dziwo, kogoś innego, a nawet całej grupy innych ktosiów. Pamięci Maysa, zmarłego w 2020.
Snów równie dobrych jak oryginały.
Quacku, czy ten czarno-biały pianista to któryś z oryginalnych wykonawców?
Nie, to Mario Rosini, nie grał nigdy z Methenym i Maysem.
Trochę kłębiaste, trochę gwieździste i już pospacerkowe dobry wieczór, Wyspo:)
Te kłęby gwiazd widzę oczami wyobraźni! 🙂
My widziałyśmy też gwiazdy kłębów;)
Dobry wieczór, Tetryku:)
Witaj, skłębiona Leno! 😉
Nie wiem czemu poczułam się jakoś wiosennie…
Może dlatego:
„Liście skłębione słońcem
w okno zielenią się pchają,
liście wytrysłe smugami
drzew wiosennego raju.
Słońce się tarza po murach
rumieńcem pąsowym cegieł;
park – zieleniasta góra
w niebo alei szeregiem
wystrzelił.”
(„Wiosna” – K. K. Baczyński)
🙂
Kłęby, kłęby, kłęby tytanów
I rogate, i rogate widma
Sypią, sypią, sypią gwiazd roje
W wydarte otchłanie!
O! Tumor Mózgowicz Witkacka:):
„Uchyl zasłony, bo na scenę wchodzi,
Z tumorem w mózgu, sam Tumor Mózgowicz.
Co nas to wszystko właściwie obchodzi?
Zmacerowany — cepem — spacerowicz.”
Dobry wieczór, Quacku:)
Jaka piękna nieoczywista aliteracja w ostatnim wersie!
🙂
Wiadomo – Miszcz Witakacy, a nawet Wiszcz Mitkacy;)
No!
Napisałem list do Chwistka.
Nachwistałem pist do Listka.
Nalistałem chwist do Pistka.
🙂
Kochlik chuchenny…
A u mnie kłębią się apaszki, chusteczki, szaliczki, opaski na głowę.
Diabeł
mnie podkusił, aby zrobić porządki w szufladach.
O ileż przyjemniejsze byłyby kłębiące się chmury, a jeszcze bardziej gwiazdy i księżyc.
Hm, chyba przed sezonem (chociaż w zasadzie w jego trakcie) to naturalne, że się robi przemeblowanie w szufladach?
Ale to mi uświadamia boleśnie definitywny koniec lata.
No i wolę spacerować jak układać w szufladach.
Mnie też. I już chodzę w skarpetkach!
U mnie kłębią się nici z szytego (o którym pisałam wczoraj), bo udało mi się nabyć bardzo ładny i bardzo sejpiasty materiał:)
Dobry wieczór, Maczku:)
Sejpiasty?
Kiedy nieobrębiony brzeg materiału strzępi się i pruje jednocześnie, to na naszych terenach używa się na takie szwacze zjawisko czasownika „sejpić się/sejpać się:)
„Sejpiasty jest moim własnym wynalazkiem;)
Kojarzę „siepać (się)” w podobnym kontekście (nawet usankcjonowane słownikowo! https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/sjp.pwn.pl/szukaj/siepać%20się.html). „Sejpać się” to jakaś wersja z przestawką?
Trudno powiedzieć:)
„Siepać” to „targać, rwać, ciąć”, stąd „siepacz” i „siąpić”.
Najprawdopodobniej to jakaś pozostałość po bałtyckim „sejp(h)” w znaczeniu „wiązać”, „pleść”, bo od „sejp(h)o” jest „sito”, ale… 🙂
Dobry wieczór Leno!
🙂
Hm… my się wczoraj znowu pakowaliśmy. Czwarty raz. Przed powrotem do domu czeka nas piąty.
Przez rok nie tknę walizek
Tak to jest jak się chce dużo zobaczyć. Też nienawidzę się pakować.
Dobranoc państwu! Niestety, jutro poniedziałek…

Tak jest, niestety.
Ja też się już pożegnam.
Mogę jutro (tzn. 19.09:)) coś zbudować, jeśli nie ma innych chętnych:)
Jestem za.
🙂
Jakiegoś szczególnego entuzjazmu nie widzę, ale wielkiego tłumu budowniczych też nie, więc już za chwileczkę, już za momencik…
Witaj, Maczku:)
Witaj Leno!
Brak SZCZEGÓLNEGO entuzjazmu wynikał z późnej godziny.
Już pędzę na nowe pięterko.
Na Boga, Maczku! Jest osiemnasta:)
A Ty akurat jesteś Wzorowym Elementem Reagującym, a nawet – Reakcyjnym;)
Reakcyjnym powiadasz ? Hm… Wszak jestem tym „wrogim elementem ulicznym” nieraz.
Natomiast moja krótka reakcja „jestem za” była pisana po północy.
Po 18 ledwo wróciłam do domu z nieudanego rtg i zakupów.
Zauważyłam, że po północy.
Moja propozycja również:)
Właśnie te bezreakcyjne osiemnaście godzin podpowiedziało mi, że entuzjazm w narodzie (Wyspiarskim) mizerniutki;)
Entuzjazm w ogóle w ludziach coraz mniejszy.
Zasnąć nie mogłam, potem rano długo spałam, więc jak wstałam to prysznic, śniadanie i hajda do Przychodni (w mojej rejonowej nie ma rentgena)
Tymczasem i ja mówię już: dobrej nocki, Wyspo:)
Skoro wszyscy poszli spać to i ja się pożegnam.
Dobranoc!
Witajcie!
Wykrakałem ten poniedziałek i rzeczywiście nastąpił…
Witajcie, pogoda nieciekawa, aczkolwiek wygląda, że (chwilowo) się przeciera.
Pani Gieniu, poproszę cokolwiek, byle na ciepło (rosołek? 😉 )
Poproszę.
Jesteśmy przed wyprawą zakupową.
Witajcie !
Tu też paskudna pogoda. Za oknem zimno, w mieszkaniu zimno.
Gienię poproszę o jakieś śniadanko na ciepło (jajecznica? grzanki?) i dobrą rozgrzewającą herbatę.
Właśnie w tej chwili zaczęli trochę grzać w kaloryferach.
Za oknem leje intensywnie i wieje, a ja muszę wyjść z domu.
A ja przyszedłem do domu i chwilowo jestem! 🙂
A ja jestem w domu i będę domowa do wieczora.
Miałam zrobić rtg żebra, a zrobiłam …płuc.
Pani doktor wystawiła skierowanie na rtg płuc, a w rozpoznaniu napisała „podejrzenie złamania żebra, proszę o rtg żebra”.
Pani powiedziała, że liczy się numer i ona na tej podstawie może zrobić tylko standardowy rtg płuc.
„No dobra jak już przyjechałam to niech pani robi te płuca!” powiedziała Makówka przyzwyczajona, że nie należy grymasić i brać co dają.
Witam w ten podeszczowany słońcem dzień:)
Pozostawiam Maksa naszej pamięci i zapraszam do nieznanego zakątka:)
To ja ogłaszam przerwę po pracy jeszcze tutaj, a po powrocie przywitam się już na nowym pięterku.
I dobranockę pewnie też tam zapuszczę.
Ale upał… nie da się odpocząć…

Jo! Mogłabyś przestać denerwować?
Leje, wieje, zaledwie 8 stopni, w górach śnieg.
Przykra sprawa z tym Maksiem 🙁