Byłem wczoraj na spektaklu w Teatrze Ludowym. Spektakl oparty był na „Iwonie, księżniczce Burgunda” Witolda Gombrowicza. Nie jestem wytrawnym odbiorcą sztuki scenicznej, traktujcie więc poniższe uwagi jako obserwacje laika.
Gombrowicz cieszy się opinią pisarza trudnego, zasłużył na nią swoją skłonnością do szyderczej groteski, obnażającej przywary naszego świata. Równocześnie jest jednym z najczęściej omawianych, analizowanych i przywoływanych pisarzy polskich – niektóre cytaty z niego żyją w potoczności własnym życiem. Zmierzenie się z jego dramatem twórcy traktują jako poważne wyzwanie. Tak też podszedł do tego reżyser wczorajszego spektaklu.
Na początek (uwaga! Spoiler!!!) kilka słów na temat fabuły. Zacytuję tu samego autora:
Tragikomiczną historię Iwony ująć można w paru słowach. Książę Filip, następca tronu, spotyka na spacerze dziewczę niepociągające, odpychające… Iwona jest rozlazła, apatyczna, słabowita, nieśmiała, nudna i trwożliwa. Książę od pierwszej chwili nie może jej znieść, zanadto go denerwuje; ale zarazem nie może znieść tego, że musi nienawidzieć nieszczęsnej Iwony. I wybucha w nim bunt przeciw prawu natury, które młodzieńcom nakazuje kochać tylko powabne dziewczęta. – Nie poddam się temu, będę ją kochał! – rzuca wyzwanie swej naturze i zaręcza się z Iwoną. Iwona, wprowadzona na dwór królewski, jako narzeczona księcia, staje się czynnikiem rozkładowym. Obecność niema, zastraszona, jej rozlicznych defektów sprawia, iż każdemu przychodzą na myśl jego tajne własne braki, brudy, grzeszki… i wkrótce dwór zamienia się w wylęgarnię potworności. I każdy z tych potworów, nie wyłączając księcia, poczyna dyszeć żądzą zamordowania nieznośnej Cimcirymci. Dwór mobilizuje w końcu wszystkie swoje blaski, wszystkie wyższości i wspaniałości i „z wysoka” ją zabija. Oto historia Iwony.
(Dominique de Roux: „Rozmowy z Gombrowiczem”)
Lata temu oglądałem tę sztukę w Teatrze Starym, ale niewiele prócz ogólnego pozytywnego wrażenia pamiętam. Dlatego, aby utwierdzić się w odczuciach po obejrzeniu sztuki wczoraj, przeczytałem oryginalny tekst dramatu. Podejrzenia były słuszne: to zupełnie inne przedstawienia!
Reżyser, pan Cezary Tomaszewski, oparł inscenizację na jednej z nielicznych kwestii wypowiadanych przez bohaterkę dramatu: „To tak w kółko każdy zawsze, wszystko zawsze… To tak zawsze”. Poszatkował więc tekst dramatu, powielając wiele fragmentów i nieregularnie je powtarzając w wielu cyklach – np. karmienie (przemocą!) Iwony zabójczym karasiem oglądaliśmy trzy- czy nawet czterokrotnie. Z równą dowolnością poprzestawiał kwestie i akcesoria między postaciami. Dziwaczność scenografii dorównywała potraktowaniu scenariusza: obok symbolicznego zamku widzimy przedziwną zjeżdżalnię w wyginanej rurze, z wylotem w kształcie wielkiej, zębatej gęby; motyw gęby dał się widzieć także w głębi zamku. Czyżby „robienie gęby” było w wyobraźni scenarzysty motywem nierozerwalnie związanym z Gombrowiczem?
Prawdziwą bombą było jednak zakończenie: oto wielokrotnie, gwałtem zadławiona karasiem Iwona rozpędziła cały dwór królewski na cztery wiatry, pozostając dumnie i samotnie na scenie. Takiego zakończenia nie powstydziłby się żaden spektakl w KRL-D…
Wypada jeszcze dodać parę słów o sztuce aktorskiej. Tu trudno mieć zastrzeżenia, przynajmniej z mojego poziomu znawstwa. Ogólnie, była dla mnie zbyt ekspresyjna, dużo krzyczenia, biegania i gimnastycznych wyczynów – w szczególności pełzania po deskach sceny, uzasadnionego chyba jedynie potrzebą łopatologicznego podkreślenia groteskowości zabaw dworu – jednak w krótkich momentach indywidualnej gry mogliśmy obserwować kunszt aktorów. Trzeba tu wyróżnić Katarzynę Tlałkę w roli królowej Małgorzaty, a przede wszystkim Beatę Schimscheiner w roli – tak, naprawdę! – Iwony. Znakomity popis aktorstwa, choć postać niewiele miała wspólnego z Gombrowiczowską Iwoną…




Kto z państwa ma ochotę porozmawiać o teatrze?
Dobry wieczór na nowym pięterku.
Nie kojarzę, żebym widział jakąkolwiek inscenizację tej sztuki, na żywo czy z nagrania, ale z Twojego opisu jednoznacznie wynika, że była to bardzo dowolna interpretacja reżyserska, w sumie zmieniająca oryginalny tekst, chociaż – być może – oddająca jego ducha.
Żaden ze mnie znawca teatru, ale wnoszę z zakończenia, że można by uznać wymowę spektaklu za feministyczną? Czy Iwona, triumfująca mimo prób zamachów, mogłaby być postacią „everywoman”?
Przeczytałam z ciekawością, ale co innego czytać, a co innego oglądać.
A właściwie tak sobie pomyślałam, że dawno w teatrze nie byłam…
Otóż małżonka odżegnuje się od teatrów i kin, dopóki pandemia się nie uspokoi
Bardzo dobrze robi.
Ja wiem? Mnie się to skojarzyło raczej ze zwycięstwem proletariatu nad wstrętną arystokracją…
Za komuny, dość często chodziłam do teatru i nikt nie kojarzył tego z arystokracją. Wprost przeciwnie, w pracy można było dostać bilety.
Aha, no to może faktycznie, ogólniej lewicowa agenda…
Najpierw się odmelduję, a potem odniosę do wpisu.
Po wycieczce pojechałam do kolegi odebrać kijki i widelec do pieczenia kiełbasek na ognisku, które zamówił na Allegro grupowo, bo tak taniej wypada opłata za dostawę. No i utknęłam na obiedzie.
Rano nieopatrznie zaprosiłam dziecko na obiadokolację na godzinę 18.
Moje bardzo niepunktualne dziecko tym razem wyjątkowo punkt 18 zadzwoniło, że właśnie już jedzie, a ja na to „nie ma mnie w domu, a produkty do ugotowania obiadu dopiero kupiłam i mam w plecaku.”
Więc dopiero teraz zagłębiłam się w recenzję Tetryka.
W pełni się z nią zgadzam. Nie umiem teraz wykrzesać z siebie nic więcej do dodania. Jestem niewyspana i dosyć napita różnych trunków.
Teraz muszę się jeszcze ogarnąć, ale „póki co „mogę dodać takie zdjęcie.
I znikam i wrócę za chwilę.
W czasie przedstawienia oczywiście nie robiłam zdjęć.
Ładne, wyraźne zdjęcie, nawet wczorajsze…
Wczorajsze, a jakże, bo wczoraj byliśmy.
O, taki renesans? No to już zupełnie mi się rozmija z tym, co Tetryk we wpisie napisał, w sensie – dość wstrząsające to połączenie.
Na mnie czas.

Spokojnej.
Och, zapomniałem o dobranocce!
Dobranocka.
Dzisiaj coś pozytywnego, np. pozytywka, na korbkę, a na niej preludium c-moll Mistrza Jana Sebastiana.
Snów harmonijnie bachowskich!
Umykam, dobranoc!
Tetryku!
W styczniu tego roku byliśmy jeszcze dwa razy w Teatrze Groteska.
Czy i o tym nie moglibyśmy tu porozmawiać?
Wiem, wiem coś tam wspominałeś w komentarzach i o „Dziennikach gwiazdowych” i o „Kandydzie”, ale, ale…
Takie tam makówczyne m/m
Oczywiście, że możemy!
Starałem się zachęcić do tego już w pierwszym komentarzu 🙂
Cieszę się, bo zawsze bardzo, bardzo lubiłam teatr.
W czasach szkolno -studenckich chodziłam jak tylko grali coś ciekawego.
Tak czy owak, pora już spać… Dobrych snów!

Dobry wieczór, Tetryku:)
Trudno wypowiadać się na temat przedstawienia, którego się nie widziało:)
Zwłaszcza jeśli nie przepada się za autorem tekstu:)
Groteska jako gatunek wracała do łask kilkukrotnie. W Międzywojniu parali się nią I. Witkiewicz i W. Gombrowicz, po wojnie dołączyli S. Mrożek i T. Różewicz, a w Młodej Polsce St. Wyspiański z powodzeniem eksperymentował, wprowadzając do swoich sztuk element wybujałego piękna i brzydoty, co skutkowało zamierzoną absurdalnością wielu scen.
Wizerunek Iwony, jak myślę, pan gie… częściowo oparł na starorzymskich freskowych hybrydach, a bardziej – na siedemnastowiecznych konterfektach kalek i monstrów, choć tak zapierał się korzystania z istniejących już dóbr kulturowych (za to go właśnie nie lubię – za niekonsekwencję, bezpardonowe naginanie głoszonych przez siebie zasad i uprawianie sofistyki w najgorszym wydaniu).
Iwona jest przecież taką właśnie fizyczną i mentalną groteską, która ma wyzwalać najniższe instynkty, jak to robiły wspomniane przeze mnie dziwotwory.
W gruncie rzeczy – sposób, w jaki została nakreślona, więcej wzbudza litości niż odrazy (we mnie – czytelniku, a, co gorsza – mimowiednie także w bohaterach), co oznacza, że autor jakby… nie osiągnął zamierzonego celu;) Trochę słabo, gdy główna persona dramatu jest niewiarygodna:) Do reszty postaci nic nie mam, powiedziałabym, że bardzo dobrze wpisują się w konwencję, realizując ten (ani – diabelski, ani – boski, po prostu – gombrowiczowski) plan:)
Och, dla mnie Iwona — zarówno ta z tekstu, jak i grana przez Dorotę Segdę w Starym — absolutnie nie wzbudzała odrazy. Była niezdarna, otępiała, nieładna, ale nie była starsza od swoich ciotek! Natomiast postać grana przez Schimscheiner raczej nie uprawdopodabniała wstępnego zainteresowania młodego księcia jej osobą, zawiązującego całą intrygę…
Zbyszko Dulski przynajmniej wcześniej znalazł w Hance jakieś uroki, zanim zaszokował rodzinę swoim fochem 😉
Otóż to! Nie chodziło tu o zwykły mezalians. Jednak trudno znaleźć uzasadnienie dla zauroczenia się nogami wystającymi spod kołdry.
Iwona mogłaby symbolizować osobę niepełnosprawną intelektualnie np. z zespołem Downa. W takich ludziach często jest dużo wzruszającego uroku.
Przypomniało mi się przedstawienie w Teatrze Słowackiego. Aktorami byli podopieczni Anny Dymnej z jej Fundacji „Mimo wszystko”. Ich radość z tego, że mogą tu być, wdzięczność okazywana Annie Dymnej chwytała za serce swoją spontanicznością i szczerością. Czuło się, że słowa Anny Dymnej, że ci ludzie pozwalają poznać prawdziwe piękno są prawdziwe.
Taka moja nadinterpretacja. Chyba niezamierzona ani przez Gombrowicza, ani przez reżysera, ale czy ja muszę się zastanawiać „co autor miał na myśli?”.
Moje szare komórki przewietrzone na spacerze podsunęły mi, aby podzielić się z Wami jeszcze jednym spostrzeżeniem. Dyskretne, z boku , ale jednak jako trwały element scenografii symboliczne gwiazdki ***** *** mogą podsuwać bardzo współczesną i bieżącą interpretację. Iwona jako symbol “tej innej” osaczonej przez nietolerancyjny dwór.
W takiej sytuacji może warto zastanowić się nad zakończeniem, o którym Tetryk napisał tak:
oto wielokrotnie, gwałtem zadławiona karasiem Iwona rozpędziła cały dwór królewski na cztery wiatry, pozostając dumnie i samotnie na scenie.
Samotnie i jednak dumnie.
Tetryku czy znów nadinterpretuję?
Samotnie? Czyli takie trochę pyrrusowe zwycięstwo by to było?
Jak śpiewak w „Murach” Kaczmarskiego?
To jeszcze taki cytat:
Żołdacy weszli do wioski i zgwałcili wszystkie kobiety, oprócz jednej, która stawiała opór napastnikowi. Zabiła go i ścięła mu głowę.
Gdy agresorzy ukończyli swoją misję i wrócili do swoich jednostek, wszystkie okaleczone kobiety wyszły z płaczem ze swoich domów, zabierając swoje podarte ubrania, oprócz jednej.
Ona przyszła z głową żołdaka w rękach, a jej oczy były pełne dumy, i rzekła do nich: Myśleliście, że pozwolę mu się zgwałcić, zniewolić, udręczyć?
Wiejskie kobiety spojrzały na siebie i stwierdziły, że należy ją zabić, żeby nie była dumna ze swojej ceny i żeby mężowie nie pytali, jak wrócą z pracy, dlaczego nie stawialiście oporu jak ona.
Do dzisiaj społeczeństwa zabijają swój wstyd, mordując i izolując każdego honorowego człowieka, aby nie było świadka ich korupcji, nietolerancji, strachu, ukrycia tchórzostwa i prawdy.
Tak poprzez walkę wstydu swojego postępowania z ludźmi honoru upadły ideały społeczne w całej Europie. Tak się dzieje wszędzie.
(…)
(to fragment wpisu Adama Mazguły na fb)
Taa, a koledzy skończyli gwałcić swoje ofiary i oddalili się, nie sprawdzając obecności…
No, to pewnie symbol, ale wydaje mi się, że coś takiego w kontekście gwałtu mógł napisać tylko facet i żołnierz.
Tak, masz rację Q. Zacytowałam pułkownika Adama Mazgułę. Mam go wśród tzw. „znajomych na fb”, gdyż mieliśmy okazję poznać się osobiście.
Jego wpisy są dość ostro krytykujące obecną sytuację w kraju i jednak z punktu widzenia byłego żołnierza.
W prywatnej rozmowie jest już w nim mniej żołnierza, a więcej wesołego czarusia.
Czytam czasem jego wpisy, owszem, z pasją i w większości celne, natomiast ten, no, nie bardzo.
Przepraszam Q, ale akurat TEN wpis Mazguły mi się skojarzył, gdyż scena karmienia Iwony przypominała mi scenę gwałtu. W szerokim tego słowa znaczeniu, ale i tym dosłownym. Bo inne „akty” tego no …na scenie były bez protestów uczestniczek, natomiast Iwona usiłowała się bronić.
Nie ma za co przepraszać. W kontekście sztuki przytoczenie tego wpisu ma sens. I kto wie, co miał na myśli Gombrowicz albo reżyser, obaj wszak mężczyźni.
Jej zwycięska samotność była niewątpliwie symboliczna, otwarte pozostaje pytanie, co ona symbolizuje. Zwycięski lud? kobiety? opozycję? jeszcze coś innego?
O, to może jednak nie taka jednoznaczna wymowa tego przedstawienia, jakby się mogło wydawać.
Otóż to. Jeśli kryje się pod tym zwycięska grupa, a nie „samotny grajek” to może jednak jest to jakieś optymistyczne przesłanie?
Witaj, Tetryku w ten mżysty wieczór:)
Czytając wpis, odniosłam wrażenie, że jesteś z lekka poirytowany wersją pana Cezarego:)
Cóż… Świat w „Iwonie…” Gombrowicza jawi mi się jako miejsce, w którym każda, najdrobniejsza nawet refleksja prowadzi do wynaturzonych reakcji; w którym nie ma zbyt wygórowanej ceny za powrót do wygodnej, komfortowej bańki; gdzie dylematy moralne należy tłamsić wszelkimi możliwymi (i niemożliwymi;)) sposobami, bez względu na tychże dylematów kaliber.
Iwona-bohaterka miała być czymś w rodzaju „wrót” do nowej rzeczywistości, medium, za pośrednictwem którego „bezboleśnie” da się przejść ze światka skostniałych konwencji do Cudownej Krainy Tylko Cnót… Rzecz sprowadzała się jednak do jednego, prostego pytania, które Filip zapomniał zadać: „Po co?”, skoro nikt tego nie chciał, nawet sam książę:)
Trudno mi pisać o oglądanej przez Was sztuce, bo jej nie widziałam.
Może wiek aktorki miał być właśnie ową nieatrakcyjnością Iwony, dopasowaną do współczesnych konwenansów: „brzydka”, „głupia”, „niezgrabna”, „niepełnosprawna” to w dzisiejszym świecie (dążącym za wszelką cenę do poprawności) pojęcia względne. Właściwie jedynym, co jest jeszcze w stanie oburzyć „rodzinę i znajomych”, to właśnie dużo starsza partnerka, z którą młody człowiek naiwnie chce zaczynać życie, nie pojmując, jakimi prawami się takie związki zazwyczaj żądzą.
Wielokrotne dławienie Iwony natomiast najprędzej odczytywałabym jako drastyczną próbę zdzierania kolejnych masek, pozbywania się gąb, by dotrzeć do tej pożądanej. W tym kontekście krzyk głównej bohaterki mógłby być po prostu niezamierzonym przez oprawców efektem – zamiast odnalezienia w końcu spodziewanej maski pasującej do nich, sprowokowanie bohaterki do pokazania gęby „niegodzącej się”, a raczej „niegodzącego się człowieka”. Mniej ważne – czego ten protest miałby dotyczyć, ważne, że się pojawił, że sprawił, iż w nijakiej, bezkształtnej Iwonie buduje się jakiś kościec, szkielet, na którym będzie się w przyszłości mogła oprzeć (być może, by tworzyć kolejny konwencjonalny światek;)). Ta jej samotność może mieć wymowę pesymistyczną i wtedy jest niepokojąca – a nuż pozwoli wrócić swoim oprawcom, by obsadzili dobrze sobie znane role; a może znaczyć coś optymistycznego: klarowanie się – nie bez błądzenia i ślepych zaułków, ale jednak – czegoś nowego, z nową ekipą:)
🙂
No fakt, może poirytowany to za mocne słowo, ale jego koncepcje nie przypadły mi do gustu.
Jak wyglądała Iwona, pokazała niżej Makówka, zresztą w linku pod wpisem jest więcej ujęć. Ta postać nie uderza ani szczególną brzydotą, jej ślamazarność czy otępienie nie jest uderzające. Zresztą początek spektaklu to kilka minut przyglądania się przez Iwonę z pustej sceny publiczności, spojrzeniem raczej drwiącym niż niemrawym. Takiej osobie trzech patologicznych młodzieńców mogłoby wyrwać torebkę (Iwona jej nie miała, nic nie miała) lub ewentualnie pobić ją dla draki, ale zająć się nią na tyle intensywnie, żeby wykiełkowała myśl o ożenku, to nieprawdopodobne i niespójne psychologicznie. Panawitoldowa Iwona była panną na wydaniu, wyprowadzaną w tym celu przez ciotki na widok publiczny. Tutaj ciotki zostały zmiksowane z damami dworu, a kontrolująca pierwotnie otoczenie Iwona po pojawieniu się dworskich uciekła do gęby zjeżdżalni i tam kryła się przez większość kolejnych cykli…z przerwami na zakarasienie, rzecz jasna.
Tak więc w sumie koncepcję reżysera odebrałem jako nagromadzenie udziwnień 🙂
Może zadziałał syndrom skina, który uratował życie staruszce, przestając ją kopać: nie, no normalnie to byśmy ją zrobili, żeby mieć dwójkę na koszyk, ale weź ty się z nią, Filip, tak la jaj, ożeń!
Naprawdę trudno mi wyrokować, a skoro mówisz, że kiermasz udziwnień, to nie mam powodu, by Ci nie wierzyć:)
Jakiś czas temu dostałam zaproszenie, by wypowiedzieć się o reżyserowanej właśnie sztuce…
Tu są moje wynurzenia, jakbyś miał ochotę kiedyś poczytać:):
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/kartkazbrulionu.wordpress.com/2018/05/12/tragifarsa-dzieje-pewnej-fraszki/#comments
🙂
Ależ śliczna fraszka! A co do teatru – trudno powiedzieć, chociaż z recenzji wynika, że sztuka udziwniona do imentu. Może chodziło o kontrast, zestawienie błahego tematu wymiany prysznica z wysokim stylem aniołów etc.? Bo wymianę armatury doskonale opisał Stanisław Tym w „Ucz się, Jasiu”, chociaż zapewne nie tak wzniośle.
Dziękuję, Quacku:)
Naprawdę bardzo rzadko bywam wredna, ale pół drogi do domu zastanawiałam się, po co taka sztuka została napisana…
Jestem nadwrażliwa, a tutaj główne założenie zostało zignorowane – dramat (komedia, tragedia, dramat satyrowy) miał wywołać katharsis. To nie było ani tragiczne, ani zabawne, to było ż a d n e…
No więc „żadne” się doskonale sprzedaje, vide mnóstwo komedii od jednego szablonu, z tymi samymi aktorami, aż po produkcje Patryka Vegi z niemal tym samym założeniem.
Bez wątpienia:)
Tylko przy tych filmowych produktach nikt nie powołuje się na proweniencję antyczną i nie wymaga od odbiorcy merytorycznych zachwytów nad łamaniem konwencji „de-em” i przekraczaniem granic kompozycyjnych…
Ech… Przypomina mi się opinia jednego z Kossaków o współczesnych mu, młodych malarzach: „To nie obrazy, to obraza boska”:)
Nie, chyba nie. Chociaż tyle, że powstała inspirowana nimi cała kolekcja dość obcesowych i obscenicznych komiksów pod hasłem „Papryk Vege”.
Tak, Quacku, kojarzę te „graficzne chmmm… remake’i”:)
Wyobraź sobie, że raz w życiu byłem na spektaklu, po którym tak się poczułem, jak w tej fraszce! I to była (aż wstyd powiedzieć to głośno!) „Umarła klasa” Kantora…
Widziałam „Umarłą klasę” kiedyś w Teatrze Telewizji. W reżyserii Wajdy. Nawet mi się podobało. Może na dniach poszukam i sobie przypomnę, bo to się jednak zaciera.
U mnie, Tetryku, podobny „wzdryg” wywołuje pewna polsko-ruska wojna…
„Polsko-ruska wojna (pod flagą biało-czerwoną)”? Powieść czy film?
Powieść.
Film Żuławskiego konwencją przypomina mi nieco „Miasteczko Twin Peaks”:)
Filmu nie widziałem. Powieść czytałem. Dla mnie to raczej zapis pewnego typu świadomości w pewnym momencie dziejowym niż cokolwiek innego. Fabułę w ogóle zapomniałem, pamiętam atmosferę i język.
Język był chyba głównym powodem, dla którego ten utwór wyróżniono…
Może nie byłaby ta powieść aż tak drastyczna, gdyby nie jej forma (a raczej, śmiem twierdzić, brak formy)… Wiele złego zrobił jej na pewno szum. I ten tytuł… Przy tych zapalających się na czerwono lampkach w naszym społeczeństwie na związek wyrazowy „polsko-ruski”:)…
Już lampka była.
Zmykam więc. Dobranoc!
Dzień dobry
Na temat sztuki wolę się nie wypowiadać. Nie znam twórczości Gombrowicza, sztuki nie widziałam, więc co mogę powiedzieć na temat? Kompletnie nic…
A, dodam jeszcze, że w teatrze nie pamiętam kiedy byłam. Tutaj oczywiście wszystko jest po angielsku, więc nie jestem pewna, czy zrozumiałabym różne niuanse słowne… jakieś podteksty, czy coś w tym rodzaju. W kinie też nie byłam od niepamiętnych czasów – głównie ze względu na swój syndrom – nie jestem w stanie wysiedzieć odpowiednio długo i w końcu myślę o tym, jakby stąd wyjść, a nie o tym co się dzieje na scenie/ekranie…

A skoro wiem, że się tylko będę męczyć – to po co mam iść
Dziś byliśmy w Starved Rock State Park i było cudnie



Co prawda bielików nie było więcej niż w Elgin (chyba minęły te czasy, gdy przylatywała ich ze setka), ale ogólnie, to i pogoda dopisała i było dość pusto. Przynajmniej gdy przyjechaliśmy
Gdy już wracaliśmy na parking, na trasy waliły tłumy, a parking był „zabiczkowany”… nie lubimy tłoku i byliśmy zadowoleni, że udało się nam tego uniknąć
To jest właśnie to, dlaczego lubimy jechać wcześnie rano. Amerykanie jeszcze śpią i mamy luz… co później, już nas nie obchodzi
Dzień dobry
Deszczowa niedziela…
Słonecznie i teatralnie witam!
U Cibie słońce, u mnie deszcz i wichura… to niesprawiedliwe
U mnie słońce, a ja domowa. Miała być wycieczka, ale organizator odwołał z powodu prognozowanej złej pogody i silnego wiatru.
Dzień dobry, marca ciąg dalszy.
Witajcie!
Tak, widzicie, jak się wytrwale i usilnie pracuje, można być nawet o miesiąc do przodu!
A może Quack miał na myśli pogodę?
Choć teraz to szaro, buro (ukradli słońce!) listopadowo raczej.
Dokładnie, chodziło mi o pogodę. Teraz akurat wyszło słońce, ale jak wstałem, szyby były „zapłakane deszczem”. Poza tym wieje i zimno. Marzec jak nic!
A ja mam wrażenie, że to listopad…
Mógłby być, ale na drzewach powoli widać zalążki pąków, dlatego myślę raczej o marcu.
Nie zauważyłam, muszę się przyjrzeć…
Wróciłam z małego spaceru. Bardzo małego po Mogilanach, bo był silny wiatr i chwilami padało.
Pąków na drzewach tym razem nie widziałam, ale na jakiejś wcześniejszej wycieczce -tak. Nawet zdjęcie zrobiłam.
No proszę!
Czyli jednak idzie wiosna
O, jaka pozytywna myśl na dziś!
I tego się trzymajmy. Syn był dziś na działce i zauważył, że wierzba dostaje kotki.
Radosne „Miau!”
Wreszcie domowe dobry wieczór, Wyspo:)
Prawie, bo jeszcze spacerek (krótki) i może pobiegam po malgaskich schodkach:)
Zanim Lena wróci ze spaceru i pobiegnie po schodkach zalinkuję informację o Teatrze Ludowym. Bo wszyscy znają Teatr Stary oraz Słowackiego, a Ludowy (nawet dla mieszkańców Krakowa) jest mniej znany.
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/ludowy.pl/pl/o-teatrze
I na koniec jeszcze jedno zdjęcie (skopiowane ze strony teatru), które dla tych, co nie widzieli spektaklu da wyobrażenie jak wyglądała tytułowa Iwona w przedstawieniu w Teatrze Ludowym.
Zdjęcie to można było zobaczyć pod tym linkiem, który Tetryk umieścił we wpisie, ale moim zdaniem warto przyjrzeć mu się jeszcze raz.
Hmmm, baśń, zamek… smok pod zamkiem/ obok zamku?
To też. Jednak mnie głównie chodziło o to jak wyglądała Iwona.
W dużej części przedstawienia owinięta w kołdrę, którą tu na tym zdjęciu trzyma za sobą. Dużo owinięta całkiem i tylko wystają nogi.
Czyli że jakby śpiąca. A pod koniec przedstawienia się budzi.
Albo po prostu w grubym kokonie wielokrotnego użytku, który może zrzucić w każdej chwili, ale z sobie tylko znanych powodów – nie chce;)
Pragnę też zauważyć, że taki gruby materiał uniformizuje:)
Dobry wieczór, Makówko i Quacku:)
Hej hej!
Dobry…Leno!
Dobranocka.
Dzisiaj króciutka. Taka wersja „Careless Whisper” duetu Wham, ciekawy jest instrument i muzyk.
Snów wielostronnych i wieloznacznych.
A ja dzisiaj znowu idę kręcić.
Dziwny instrument… gra na nim też mi się podoba.
Dobranoc
Spokojnej!
Śpij dobrze! 🙂
Tetryku czy planujesz popełnić recenzję dwóch innych przedstawień, na których byliśmy w tym roku wraz z naszym Stowarzyszeniem?
Z wielką przyjemnością przeczytałam to co napisałeś na pięterku, było to dodatkowym uzupełnieniem wrażeń. I utrwaleniem ich.
Proszę, świetnie to robisz…
Ja chętnie dołożę moje trzy grosze, a potem dopowiem moje wrażenia z Teatru KTO.
Nie planuję — wspominałem o tych spektaklach tydzień temu w komentarzach. Ale nic nie stoi na przeszkodzie, abyś pociągnęła temat — tu, albo we własnym wpisie.
Niestety, znowu trzeba iść spać — a tu dyskusja tak ładnie się rozwija… 🙁

Spokojnej! Zobaczymy, ile ja dzisiaj jeszcze posiedzę… (bo dyskusja faktycznie).
Możemy ewentualnie kontynuować tę dyskusję jutro:)
Jeszcze na parę schodków można się na tym pięterku wspiąć;)
No to chętnie. I od szerszego schodka zaczniemy
Czyli zmykasz?
To miłych snów, jakby co:)
W ogóle moglibyśmy się pokusić kiedyś o pogadanie w „Recenzjach” na temat czegoś, co i czytali i widzieli wszyscy:)
Bardzo chętnie, o ile tylko będę w stanie czasowo!
Dobrej nocki, Tetryku:)
Dobranoc wszystkim!
To i ja powiem już: dobranoc, Wyspo:)
Nie mogłam wejść na Wyspę. Ukazywał się komunikat, że limit zasobów został wyczerpany.
Do tej pory gadałam na WhatsApp z jedną z „zamorskich sióstr”.
Dobranoc!
Dzień dobry
A ja nie mogłam się dziś dobudzić. To tak, jak jest noc przerwana…
Dzień dobry!
Witajcie!
Niestety, obserwujemy coraz więcej dziwnych zachowań bloga. W kwietniu na kolejny rok trzeba będzie zmienić rodzaj hostingu, co pozwoli na użycie nowszego oprogramowania PHP, i wtedy kłopoty powinny się skończyć. Na razie próbuję łatać…
Ta informacja o wyczerpaniu limitu nie trwała(chyba?) długo, ale zgłaszam, abyś wiedział. Nie wiem jak długo to trwało, bo zaraz po próbie wejścia na Wyspę zaczęłam gadać na Whats App i nie sprawdzałam.
Krótko trwało – wyczyściłem bufory na serwerze i chwilkę się odtwarzały.
Pochmurne i wyspane dzień dobry!
Pozałatwiałam co trzeba, zrobiłam zakupy, obiad i teraz już będę domowo domowa.
A tu ciiiisza…
Podoba mi się taka podróż dookoła świata.
Mam nadzieję, że nie ma ona nic wspólnego z tym co powtarzała Iwona
„To tak w kółko każdy zawsze, wszystko zawsze… To tak zawsze”.
Tylko cicho…
Przedspacerkowe dobry wieczór, Wyspo:)
Koniec pracy na dzisiaj i przerwa.
Dobranocka po przerwie.
Dzisiaj tak nieco sentymentalnie.
Dlatego snów sentymentalnych z pięknym chórkiem w tle. I jakimiś smyczkami też.
A ja – wiadomo gdzie.
Miłego pedałowania.
Dobranocka ładna, po jej wysłuchaniu idę spać.
Miłych snów
Dobrych snów, Bożenko! Niech ci się przyśni taki wierny przystojniak 🙂
Spokojnej!
W komentarzu autorskim Tetryk napisał „Kto z państwa ma ochotę porozmawiać o teatrze? „.
To może kontynuujmy wątek teatralny. Z naszym Stowarzyszeniem byliśmy w styczniu na dwóch przedstawieniach w Teatrze Groteska.
21 stycznia oglądaliśmy „Dzienniki gwiazdowe „ wg Lema, a 29 stycznia „Kandyda”.
Po powrocie z teatru Tetryk napisał parę słów swoich wrażeń. Moglibyśmy na teatralnym pięterku podyskutować zarówno o Lemie jak i o filozofii Woltera. Jednak gdzieżbym śmiała równać się z naszymi Mistrzami ? Ja jedynie mogę wrzucić makówczyne trzy grosze w ramach m/m.
Najpierw o Grotesce.
Teatr Groteska w Krakowie jest jedną z najstarszych i najbardziej renomowanych scen lalkowych w Polsce. Teatr został założony w 1945 roku przez wybitnych artystów teatru Zofię i Władysława Jaremów – reżyserów, inscenizatorów, pionierów nowoczesnego myślenia o sztuce lalkowej i teatrze plastycznym w powojennej Polsce.
Więcej tu: https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.groteska.pl/historia-teatru
Aaaa… skoro o Mistrzach mowa to w Teatrze Groteska organizowane były (nie wiem, czy dalej są?) bardzo ciekawe spotkania z różnymi interesującymi osobami w cyklu zwanym KOD MISTRZÓW.
Byłam na wielu takich spotkaniach, ale wtedy jeszcze nie znałam Wyspy, więc nie opisywałam relacji.
Teraz odnalazłam jedynie dwa zdjęcia z 2016 roku. Formuła tych spotkań polegała na tym, że w pierwszej części prowadząca zadawała pytania, w drugiej -publiczność.
Mimo że było to 6 lat temu pamiętam jak kapitalnie Pszoniak pokazywał jak w różny sposób można wypowiedzieć jedno zdanie. Mistrz aktorstwa! A prof. Zoll już wtedy dość proroczo przewidywał, w jakim kierunku zmierza nasz kraj.
Spotkanie z Andrzejem Zollem – 9.02.2016
Z Wojciechem Pszoniakiem 10.05.2016
Piękne! Jak byłem na studiach, to mieliśmy co jakiś czas wykłady z takimi Mistrzami. Był m.in. Stanisław Barańczak (do dzisiaj w brodę sobie pluję, że ominąłem ten wykład), ale także Tadeusz Łomnicki, niedługo przed śmiercią niestety, i na tym wykładzie byłem. Łomnicki wyciął wtedy widowni klasyczny aktorski numer: mówił o tym, jak budować napięcie, jednocześnie stosując w praktyce wszystkie te środki, o których mówił, operując głosem, mimiką, gestem, a na końcu, jak już napiął tę atmosferę do niemożliwości, w jednej sekundzie zgasił wszystkie swoje „instrumenty”, uśmiechnął się swobodnie, poczciwie, i dorzucił tylko całkiem zrelaksowanym głosem: – I tak właśnie się to robi.
Jakie owacje dostał, mało się aula nie zawaliła.
To jest właśnie to aktorstwo, które pamiętam z dawnych przedstawień w Teatrze Starym lub z Teatru TV, a których brak mi we współczesnym teatrze.
Nie żałuję oczywiście czasu spędzonego na dwóch spektaklach w Grotesce i na Iwonie w Ludowym, ale jak dla mnie (osoby starej daty) aktorzy za dużo biegają po scenie, zamiast grać (jak piszesz) operując głosem, mimiką, gestem.
Fakt, że obecnie nawet przed niezbyt wielką widownią aktor pojawia się z niezbędnym mikroportem…
No, myślę, że jak aktor dobry, to i mikroport nie zaszkodzi
Gorzej, jak aktor sądzi, że mikroport zastąpi środki aktorskie…
Pamiętam jak byłam na spotkaniu z Jerzym Stuhrem, który opowiadał, na czym polega nauka dykcji i modulacji głosu. I narzekał, że współcześnie niestety są to całkowicie pomijane umiejętności.
Pytanie, czy to pomoc, czy konieczność?
Aaa, bardzo dobre pytanie!
Też byłem dwa razy na „Kodzie Mistrzów”, ale chyba miałem większego pecha w doborze Mistrzów — nawet już nie pamiętam, kto nim był!
Inne osoby musiałabym sobie przypomnieć, ale spotkanie z Pszoniakiem i Zollem utkwiło mi szczególnie w pamięci.
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.google.com/search?q=kod+mistrz%C3%B3w+w+teatrze+groteska&oq=KOD&aqs=chrome.0.69i59j69i57j35i39j0i433i457i512j0i402j0i433i512l4j0i512.2896j0j15&sourceid=chrome&ie=UTF-8
Aż achnąłem. To TVP Kultura funkcjonuje jakoś poza resztą TVP, że promuje wydarzenie z KODem w tytule???
Hm…sugerujesz Q, że to nie pandemia spowodowała, że te cykliczne spotkania przestały się odbywać, ale ta nazwa (a fe!) tych wichrzycieli walczących o wolność i demokrację?
Nie wiem, czy dalej ten cykl jest kontynuowany? Parę razy natknęłam się na informację o jakimś spotkaniu, ale płatnym.
Tamte spotkania, o których wspomniałam odbywały się bezpłatnie dla każdego chętnego .
A nie mam pojęcia
KOD MISTRZÓW zaczął się w 2014 roku.
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/tvpkultura.tvp.pl/50238361/teatr-groteska-kod-mistrzow
Hmm, ale artykuł, do którego linkujesz, dodano 8 października 2020?
Ale jest tam informacja:
Od pierwszego spotkania w lutym 2014 roku.
Te spotkania co na zdjęciu pokazałam powyżej to 2016 rok.
Tyle wiem. W Krakowie tak stale gdzieś coś się działo, że nie pamiętam.
Te zdjęcia skopiowałam z fb. Natomiast nie podejmuję się odszukać dawnych zdjęć jeśli w ogóle gdzieś mam.Zanim zaczęłam być na fb dawałam zdjęcia na nk, ale to już przepadło.
Niestety, na mnie czas — a tu nawet Lena ze spacerku nie wróciła! Poczytam jutro…

Spokojnej. Chwilę posiedzę, ale nieprzesadnie długo, ponieważ jutro zapowiada się dość pracowity dzień. I pojutrze też. Czwartek (i piątek) mają pewne szanse być nieco mniej zajęte (ale kto wie, co się jeszcze do pojutrza okaże!).
Też jeszcze jestem. Ale idę do kuchni zrobić jakąś kanapeczkę.
Oj, nic mi nie mów. Całe szczęście, że po pedałowaniu nie mam apetytu!
Już jestem! Nie byłam w kuchni, gadałam na Messenger.
A to co?
Teatr KTO !
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/teatrkto.pl/teatr/
Zdjęcia zrobiłam 6 stycznia tego roku. Spektakl pt. “Słoneczni chłopcy” to był czas spędzony na doskonałej zabawie. Prosta fabuła, brak udziwnień i biegania po scenie.
Doskonała odtrutka na szarość życia z chwilą refleksji nad przemijaniem.
Na oko dość niekonwencjonalny, a nawet na pierwszy rzut. Oka.
Dopisałam u góry. Tzn. najpierw opublikowałam, a potem dopisywałam, bo bałam się, że pójdziesz spać.
Po lewej to fragment sceny, a po prawej -budynek z zewnątrz.
A tu o budynku:
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/teatrkto.pl/nowa-siedziba/
A tu o kinoteatrze Wrzos https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/teatrkto.pl/2021/08/23/uklon-w-strone-historii/.
Dla krakusów sentymentalne miejsce.Szczególnie dla miłośników kina i DKF.
Faktycznie zaraz idę, ale zanim, to jeszcze tylko dodam, że sztukę przełożyła (pewnie już jakiś czas temu) Mira Michałowska, więc śmiem twierdzić, że spora część tej doskonałej zabawy to jej zasługa
Dobranoc!
Pewnie tak!
Humor sytuacyjny, dowcipne dialogi. Ale i też refleksja ile czasami za pozorną obojętnością, niechęcią skrywa się czułości.
Dobranoc!
Bardzo, bardzo dziękuję. Z przyjemnością wielką obejrzałam to co zalinkowałeś, bo uczestniczenie w tym spektaklu było dla mnie wyjątkowo miło spędzonym czasem. Sprawiła to sztuka, ale i też towarzystwo, czyli poczucie współzabawy i współodczuwania.
Ja też.
Dobry wieczór Wyspo. Do tekstu się nie odniosę, ale jakże przyjemnie było to wszystko przeczytać.
O! Jakiś nocny Marek się znalazł!
Witam i zapraszam do dyskusji. W imieniu Gospodarza, który już dawno śpi.
O widzisz Makówko, a ja się wczoraj oddaliłam od komputera pewna, że już wszyscy śpią. Trudny czas teraz u mnie. Mało mnie tu, ale zaglądam. Trzeba mieć jakąś odskocznie od szarości codzienności.
I to jest właśnie rola Wyspy. Witaj, Gimi****!
Wiesz Tetryku, mimo wszystko, mimo upływu czasu ciągle czuję, że należę do Wyspy. Czy tego chcecie czy nie ;-P
Nie powinnam odpowiadać skoro to było do Tetryka, ale co mi tam ! wejdę między wódkę i zakąskę i napiszę, że OCZYWIŚCIE, ŻE CHCEMY!
U mnie od połowy listopada też trudny czas i dlatego w takiej sytuacji tym bardziej warto tu zaglądać.
Otóż to, każdy ma jakieś swoje trudne czasy. A na Wyspie można choć na chwilę o nich zapomnieć.
Bo Wyspa jest KOTWICĄ dla każdego.
Lena dalej spaceruje?
Ja jednak już się pożegnam wkrótce…
Dobranoc!
To już jest wkrótce. Leny nie ma…

Dzień dobry
A to się dziś nocne Marki rozgadały… A tu nowy dzień wstaje, ciepły, jakby wiosenny…
Witajcie!
Uprzejmie donoszę, że już się obudziłem i nawet dotarłem
A wyspałeś się?
Może nie do końca, ale zawsze coś!
Witajcie, jeszcze chwila na obudzenie.
A ja teraz po śniadaniu bym spała…
Wyspane teatralne dzień dobry!
No i jak przewidywałam, usnęłam przed telewizorem… Ale teraz czuję się wyspana….
A ja jeszcze nie jadłam śniadania, bo co chwilę ktoś dzwoni.
Nie byłam w teatrze od czasu pandemii ani razu, a przecież nadal lubię atmosferę, która dobiega głosem ze sceny:
„Odrzucam wszelki ład, wszelką ideę
Nie ufam żadnej abstrakcji, doktrynie
Nie wierzę ani w Boga, ani w Rozum!
Dość już tych Bogów! Dajcie mi człowieka!”
Kiedy patrzę na tę scenografię placu zabaw, to myślę, że ten groteskowy świat może być groźny, jeśli Iwona, nieprzystosowana do tego świata, zniknie w tej paszczy z zębiskami. Każdy może być oprawcą, wystarczy czasem prowokacyjne przyglądanie się publiczności, a już robi się nam nieswojo, bo nie pasujemy do świata gry, więc myślę, że spektakl pozwala na na rozmaite interpretacje.
Witaj Ultro!
Tak spektakl pozwala na rozmaite interpretacje.
Iwona przez znaczną część spektaklu znajduje się w tej właśnie paszczy owinięta w kołdrę, a my widzimy jedynie jej nogi.
Masz rację każdy może być oprawcą i każdy może stać się ofiarą.
A nawet jednym i drugim równocześnie…
Często oprawca nie zdaje sobie sprawy, że też może stać się ofiarą, albo zostaje oprawcą, bo był kiedyś ofiarą. Taki zamknięty krąg.
To tak w kółko każdy zawsze, wszystko zawsze… To tak zawsze
A może właśnie jest niebezpieczeństwem, czyhającym z ukrycia na bawiących się jak dzieci dworskich?
Witam:)
Oglądałam ostatnio „Wojskowy eksperyment” (reż. Kyle Patric Alvarez, 2015r.) – film oparty na przeprowadzanym w 1971 roku w Palo Alto (Kalifornia) niechlubnym eksperymencie nazwanym „Stanford Prison Experiment”.
Sprawa była głośna, to, zresztą, nie pierwszy film o tym eksperymencie, i, myślę, świetnie wpisuje się w to, o czym wszyscy troje mówicie…
Żyjemy w cywilizowanym świecie, w którym zabić znienawidzonej osoby ot, tak nie można, dlatego trzeba użyć sprytu, aby zginęła przypadkiem, oczywiście wcześniej zaplanowanym i omówionym. Zadławiła się ością wepchniętej ryby. Wszystko poszło zgodnie z planem, więc teraz mogą klęczeć i mówić pacierze, bo człowiek obłudnym bywa.
Jadę na spotkanie klasowe,do popotem,pa…
Będą wspominki…
Całkiem zgrabnie się udało popracować, norma wykonana, teraz zaś na przerwę.
Znowu przedspacerkowe dobry wieczór, Wyspo:)
Dziś postaram się tak nie zniknąć jak wczoraj, wybaczcie, jeśli Was zestresowałam:)
Trzymamy cię! Za słowo!
Witaj, Tetryku:)
Musiałam przeczuwać to trzymanie, bo pędziłyśmy do domu jak rzadko:)
Pogoda okropna – takim jakimś grado-deszczyskiem zawiewa. Tu ślisko, ówdzie mokro… Smarkata pogoda – słowem:)
Całkiem na marginesie (choć też o sztuce!): natknąłem się na notkę sprzed dwóch lat na blogu Iwony Zmyślonej, która przy okazji wzmiankuje naszą Wyspę, a jest pięknym przedstawieniem naszej przyjaciółki.
🙂
To już dwa lata się ze mną męczycie?
Rety!
Nie, nie męczymy się ani dnia!
🙂
Wszystko się dzisiaj przeciągnęło, dopiero zaraz idę na rower
Dobranocka.
Dzisiaj wierszyk zamiast piosenki. Ponieważ jakiś czas nie było Mistrza Waligórskiego, to dzisiaj będzie.
Snów o zegarmistrzach, hydraulikach, no, wszystkich ludziach dobrej roboty
He, he! Kto jeszcze dziś pamięta Tadeusza Woźniaka i jego przebój?
Tak. Teraz prędzej Zwoźniaka się słucha;) Jacka, zresztą…
Witaj, Quacku:)
Wprawdzie nie spotkałam zabawniejszego tekstu o hydrauliku niż ten autorstwa J. Tuwima, ale Waligórskie „utyty” i „wylizę” też są niczego sobie:)
Świetny wierszyk!!!
Teraz mogę iść spać.
Dobranoc
Dobrej nocki, Bożenko:)
Snów w stylu panaandrzejowym!
Spokojnej!
Wróciłam ze spotkania. Było i wesoło i smutno jak to w życiu.
Smutno, bo spotkanie zaproponował kolega mieszkający na stałe w Finlandii i będący teraz parę dni w Krakowie.
Dziś rano napisał na Messenger, że jego syn, synowa, wnuk i żona mają temperaturę. Uznał, że w tej sytuacji musi wrócić, bo może być rodzinie potrzebny. Spotkanie się odbyło, ale bez inicjatora.
Wesoło, bo oczywiście były żarty, śmiech, wspomnienia.
Choć poważnych tematów też nie zabrakło oczywiście.
Oby rodzina wyzdrowiała, a on sam nic nie złapał…
Oby!
Jestem z powrotem, późno i pewnie nie na długo, bo jak wspominałem już wczoraj, środa RÓWNIEŻ zapowiada się pracowicie. Ale chwilę jeszcze pobędę. Może godzinkę? Dłużej? Krócej?
Była u nas dzisiaj wyjątkowo na przechowanie córka bratanicy żony… wróć, wnuczka mojego szwagra (lepiej?). Miała być od 14 do 17, ale przeciągnęło się do blisko 20:30, co prawda b. grzeczna osoba, lat 7, ale jednak trochę się nią trzeba było pozajmować (co czyniła głównie małżonka i córka). I całe dzisiejsze opóźnienie właśnie stąd. Zaznaczę tylko, że nominalny czas (14-17) spędziła i tak w zdalnej szkole, za pomocą własnego laptopa.
To występują w przyrodzie takie grzeczne dzieci?
No występują, występują… Z tym że jak małżonka z córką nie znajdowały młodej osobie zajęć (wspólne rysowanie, zabawa z kotem, coś tam jeszcze, co razem robiły), to młoda osoba natychmiast włączała tablet lub konsolę do gier, więc może to jest odpowiedź na Twoje pytanie. Z drugiej strony przy tej pogodzie to może lepiej, że nie próbowała wyładowywać energii w domu na harce zwykle odbywane na świeżym powietrzu…
Dobrej nocy wszystkim!

Miłych snów, Tetryku:)
Spokojnej!
To ja też się dziś wstępnie pożegnam, bo mam pomysł na wzorek i w ferworze działań mogę potem o pożegnaniu zapomnieć:):
Dobrej nocki, Wyspo:)
I Tobie!
Znów gadałyśmy (tym razem już we trzy) na WhatsApp, więc dopiero teraz jestem na Wyspie.
Gadki na różne tematy, ale i o Gombrowiczu.
Jednak już się pożegnam.
Dobranoc!
Dzień dobry
Oby był dobry i przyniósł same dobre wieści…
Witajcie!
Podobno wiosna idzie?
Niestety, to tylko chwilowe
Dzień dobry przelotne, za chwilę wyjazd na szybkie (mam nadzieję) zakupy.
Pochmurno szare dzień dobry!
Ale ciepłe, jak na luty…
Chyba na trochę znikam…
I już jestem. A tu ciszaaaaaaaaaaaa…………
Jak zwykle o tej porze.
Na pocieszenie coś ci wrzuciłem wyżej
Najpierw zaczęłam szukać nowego pięterka, ale potem znalazłam komentarz, za który Ci Tetryku bardzo dziękuję.
Teraz sami widzicie, jaki był ten spektakl. Taki w sam raz na prosty rozumek Makówki. I powodujący, że wraca się do domu w lepszym nastroju.
Uff, rzutem na taśmę dałem radę się wyrobić ze wszystkim. Teraz przerwa, jak zwykle. Dzisiaj mam nadzieję będzie bez opóźnień w normalnym rozkładzie dnia.
Przemoknięte dobry wieczór, Wyspo:)
Musiałyśmy skrócić spacerek, bo po ciemku wlazłyśmy w taką kałużę, że Psiułka przemoczyła kuperek, a mi nalało się wierzchem wody do butów:)
Ja na spacerku dziś butów nie przemoczyłam, ale solidnie ubłociłam.
I to ma być zima?
Zima. Taka trochę smarkata, ale wg kalendarza wciąż zima:)
Dobry wieczór, Makówko:)
Dobry wieczór Leno!
Smarkaty to może być listopad, a w zimie powinien być śnieg, ale dużo rzeczy powinno być, a nie jest.
Smarkaty to jest marzec, a listopad to bardzo poważny i stateczny miesiąc, ot, co! I mam na to dowód! 😉
I zapomniałam napisać, że nie zawaham się go użyć (tego dowodu, znaczy).
Napisałam powyższy komentarz do Leny i tak sobie pomyślałam, że może na przekór tej burości za oknem wyszukam parę zimowych zdjęć i sklecę z tego na szybko półpięterko?
Czy ktoś coś buduje? Bo tu już sporo urosło:)
Chyba nie, na razie?
Działaj! 🙂
Dzień bez opóźnień
Dobranocka
Refleksyjna, więc znowu Marek Grechuta (bo względnie niedawno był).
Snów o błękitnych, szerokich oknach (i wcale nie chodzi o niebieski ekran śmierci Windows!)
Dobranocka była? Była. Mogę więc się pożegnać do jutra.
Dobranoc
Do jutra! 🙂
Spokojnej!
No to jestem z powrotem. Nie-aż-tak-późno, więc pewnie pobędę
Jak jeszcze jesteś to zapraszam na spacer po śniegu piętro wyżej.
Kochani! Syn (ten mieszkający w Anglii ) zadzwonił i MUSIAŁAM trochę pogadać, ale buduję, buduję, szybko , szybko, takie ćwierć pięterko będzie.
Wybaczcie, ale dziś mnie morzy. Dobranoc!

Spokojnej!
Nie potrafię dodać obrazka wyróżniającego ani kategorii.
Z obrazkiem jest problem. Kategorię można ustalić w „szybkiej edycji” z menu wpisy na liście „wszystkie wpisy”
Tych, co jeszcze nie śpią zapraszam piętro wyżej.
To ja pożegnam się jeszcze tutaj:
Dobrej nocki, Wyspo:)
Spokojnej!
Pożegnam się tu, bo na nowym pięterku się nie da.
znikły wszystkie (14!) komentarze, które tam już były.
Nie mogę przesunąć, nie mogę dokończyć komentarza, w którym zaczęłam pisać dobranoc.
I co najgorsze
Nie dawało mi to spokoju, więc, zamiast pójść spać próbowałam kombinować, bo szkoda mi było merytorycznych komentarzy Quacka i komentarza gimi***.
Wchodzę na mój wpis i jest tylko mój komentarz autorski i nic więcej i na tym komentarzu się zawiesza tzn. na piosence, może jakoś źle dodałam piosenkę? Tak jest i w laptopie i w komórce.
Jednak w edycji te komentarze widzę. Również w bibliotece są te zdjęcia, które dałam w komentarzach w odpowiedzi Quackiemu.
Może nie wszystko stracone? Tetryk uratuje sytuację ?
Dobry wieczór !
Też coś tam „pokombinowałem” ! Najważniejsze, że skutecznie. Dobranoc Makówce, jak i całej Wyspie ! 🙂
Lordzie wielkie dzięki, na Ciebie jednak ZAWSZE można liczyć!
Bardzo mi szkoda było nocnej rozmowy, bo jednak na drugi dzień to już nie da się TAK odtworzyć, tu nie chodzi przecież o dodanie samych zdjęć bez kontekstu.