Zapraszam do pospacerowania ze mną listopadowo. Postaram się, aby Was nogi nie bolały i aby każdy znalazł coś dla siebie.
24 .11.20 byłam w miejscu dobrze znanym Wyspiarzom, gdyż wielokrotnie wspominałam już o nim na moich pięterkach – kamieniołom Liban, Kopiec Kraka.


Widok z góry znacie dobrze. Tym razem zejdziemy na dół i przyjrzymy się bliżej temu co widać na drugim zdjęciu, czyli metalowym piecom do wypalania wapienia. Powstały one w latach siedemdziesiątych w miejscu dawnych, murowanych. Spółka „Liban & Ehrenpreis” powstała w 1873 roku. Jednak tradycja pozyskiwania na Krzemionkach kamienia budowlanego i wypalania wapna sięga średniowiecza.


Nie każdy (chyba nawet Krakus?) widział ścieżkę na dnie kamieniołomu.

A jeśli nawet przechodził obok, to mógł nie zwrócić uwagi, z czego jest zbudowana.


Dopiero gdy dokładnie popatrzymy „pod nogi” zauważmy, że chodnik wybrukowany jest kopiami kamiennych macew (nagrobków żydowskich).
Jeszcze dwie fotki z kamieniołomu Liban.


I idziemy pod Kopiec Krakusa, aby popatrzeć na :
-balon

-wieżę telewizyjną (na drugim planie klasztor na Bielanach, słabo widoczny po pomniejszeniu)

-Bagry.

-Stare Miasto.

-Zachód słońca.

Dwa dni później 26.11.20 spacerowałam również po Krakowie – od Krzemionek przez park Bednarskiego, wzgórze Lasoty, stary Cmentarz Podgórski po staw Płaszowski.
Takie dreptanie, ale aplikacja w komórce „zaliczyła” ponad 10 tys. kroków i prawie 7 kilometrów.
Kościół MB Nieustającej Pomocy w Krakowie. Należy do zakonu redemptorystów.
Świątynia została wzniesiona na początku XX w. W 1902 r. rozpoczęto wznosić klasztor, a w 1905 r. kościół, który konsekrowano w 1909 r. Kościół został zbudowany w stylu neoromańskim (z elementami neogotyckimi) według projektu Jana Sas-Zubrzyckiego. Kościół wybudowano na planie krzyża łacińskiego, jest trójnawowy, posiada transept i wieżę.
Pochodzące z 1909 r. organy zostały wykonane przez Rudolfa Haasego ze Lwowa.


Park Bednarskiego to miłe miejsce do pospacerowania, ma również ciekawą historię.


Park położony jest na Krzemionkach Podgórskich w malowniczym zagłębieniu powstałym w wyniku eksploatacji wapieni i na zboczach izolowanego zrębu Bramy Krakowskiej, na wys. 230-240 m n.p.m. Powierzchnia 9,2 ha, wraz z tzw. zalesieniem 13,5 ha.
Park powstał w otoczeniu dawnego, istniejącego od średniowiecza kamieniołomu (można go więc uznać za przykład rekultywacji obszarów poprzemysłowych).
Oficjalne otwarcie miało miejsce 19 lipca 1896 (dziesięć lat później nazwano go imieniem twórcy, czyli Wojciecha Bednarskiego, dyrektora szkoły w Podgórzu).


Ulicą Parkową przez dzielnicę willową idziemy na wzgórze Lasoty.

Wzgórze Lasoty opisywane też było jako Lasotyn (1825), wzgórze Lassoty (1860), Góra św. Benedykta, wzgórze Lassota (Jerzy Gąssowski, 1960). Nazwa wzgórza pochodzi od starosłowiańskiego imienia Lasota.
W czasie II wojny światowej wzdłuż północnego stoku wzgórza przebiegała granica krakowskiego getta.
Na wzgórzu w X lub XI zbudowano romańską rotundę połączoną z palatium. Na jej fundamentach w XIIw. wybudowano niewielki kościół św. Benedykta.

W latach 1853-1856 w pobliżu kościółka zbudowano Fort 31 „Benedykt” stanowiący element austriackiej Twierdzy Kraków.
Fort został zaprojektowany przez krakowskiego architekta Feliksa Księżarskiego. Jest on również projektantem Fortu 2 „Kościuszko”.
Podczas II wojny światowej Niemcy więzili w forcie jeńców francuskich. Obiekt ten wielokrotnie był przebudowywany – m.in. w latach 1893–1905 oraz po roku 1918 i 1945. W latach 1918–1984 adaptowany był na cele mieszkalne.

Na południowo-wschodnim stoku wzgórza znajduje się Stary Cmentarz Podgórski założony w XVIII wieku, nieczynny od 1900 roku.

W 2008 roku Stary i Nowy Cmentarz Podgórski zostały wpisane do Association of Significant Cemeteries in Europe (ASCE), czyli stowarzyszenia skupiającego najważniejsze cmentarze w Europie. W 2010 znalazły się na Europejskim Szlaku Kulturowym obejmującym 49 cmentarzy w 37 miastach położonych w 16 europejskich krajach.


W komentarzu potem pokażę parę ciekawych nagrobków, teraz, aby pięterka zbyt nie rozbudowywać, podejdziemy dalej, aby było coś dla miłośników przyrody – Staw Płaszowski.


Staw był częściowo zamarznięty. Bardzo zabawnie wyglądały „łabędzie – lodołamacze”.

Po dwóch spacerkach po Krakowie na koniec mała wycieczka „za miasto” w poszukiwaniu zimy i śniegu, którego wtedy 29 .11.20 jeszcze w miastach nie było. Naszym celem była Orawka.

Kościółek piękny o każdej porze roku w zimowej szacie wyglądał tak.
Do środka ksiądz nas nie wpuścił.

Potem było takie sobie wędrowanie i cieszenie się z każdego płatka śniegu.


Były też kapliczki i stare chałupki.





Również stara dzwonnica.



Zabawą na składowisku starych aut zakończę to listopadowe pięterko.

Jako obrazek wyróżniający wybrałam jeden pstryczek z zimowej wycieczki (29.11.20) w okolicy Orawki.




Był już wpis o grudniowych spacerkach, ale te listopadowe się upomniały, że nie wolno o nich zapominać, a porządek musi być.
Zapraszam pospacerujcie ze mną.
A może jabłuszko prosto z drzewa?
(to zdjęcie zrobione 29.11.20 na wycieczce w okolicach Orawki).
Podgórze i okolice kryją w sobie wiele tajemnic, drogę wyłożoną macewami widzę dopiero u Ciebie, podobnie z parkiem, który poznaję, kiedy oglądam Twoje zdjęcia. Dziękuję, kochana. Podobno część krakowian nie chciała rewitalizcji parku Bednarskiego. Uważała, że powinien pozostać w dzikim stanie i naturalnym otoczeniu.
A ja Tobie Ultro dziękuję, że zerknęłaś na mój wpis.
Skoro Ty (zasadniczo krakuska z duszy) nie widziałaś tej ścieżki wyłożonej macewami oznacza, że wiele się nie pomyliłam pisząc, że nie każdy krakus ją widział.
Jestem mieszkanką Podgórza od iluś tam lat i dopiero teraz odkrywam, że to ciekawa część Krakowa. Moje serce dalej jest na linii Rynek Główny-Bronowice, ale Podgórze postanowiłam poznawać skoro teraz tu mieszkam.
A jeśli chodzi o park Bednarskiego można tu poczytać trochę o nim.
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/stare-podgorze.pl/park-bednarskiego/
Zaskoczyła mnie informacja o kopiach macew na ścieżce. Że zwolennicy „oczyszczania” (nie tylko niemieccy!) wykorzystywali je w drogach, słyszałem; słyszałem też, że były podnoszone jako obiekty sakralne. Ale skąd pomysł układania kopii?
Mnie zaskoczył sam widok tej ścieżki, mimo że na dole kamieniołomu byłam już kiedyś wcześniej.
Droga w Libanie to pozostałość scenografii zbudowanej w 1993 r. na potrzeby „Listy Schindlera”.
Więcej informacji tu:
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/krakow.wyborcza.pl/krakow/1,44425,2929129.html
Dziękuję Tetryku, że zwróciłeś na to uwagę.
Ciekawa jestem czy widzieliście tę ścieżkę? Pamiętam, że robiłeś z Zochą pięterko o okolicach kamieniołomu Liban, ale nie pamiętam czy byliście na dole.
„Droga w Libanie to pozostałość scenografii zbudowanej w 1993 r. na potrzeby „Listy Schindlera”. Teren kamieniołomu jest obecnie administrowany przez Centrum Edukacji Kulturowej i Ekologicznej: „Rzeczywiście, mamy problem. Docierały do nas opinie, że tak nie wypada. Zdemontowaliśmy więc część płyt i czekają one spokojnie w magazynie” – relacjonuje Mariusz Jachimczak, szef Centrum – „Resztę odchwaściliśmy i zastanawiamy się, co dalej. Czy to ogrodzić i udostępnić do zwiedzania, czy zabrać w ogóle? Już ponad rok temu pytaliśmy Gminę Żydowską o wskazówki. Odpowiedzi nie dostaliśmy”.
W środowisku osób zainteresowanych losami poobozowych terenów pojawiają się nieoficjalne głosy, że wykonane z betonu macewy należy po prostu zniszczyć. Jeden ze znawców historii obozu (chciał pozostać anonimowy): „Rozmawiałem kiedyś z Żydem, który odwiedził Liban. Powiedział: ‚Załóżmy, że używamy odlewu krzyży w jakiejś scenografii. I zostawiamy je ot tak sobie. Na pewno byłby duży szum’. Coś w tym jest”.
Za https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.ekumenizm.pl/religia/spoleczenstwo/klopot-z-replikami-macew/
Pozdrawiam z Wrocławia
Ano właśnie, w kwestii macew nam się minęły komentarze, ja o tym samym niżej…
Tetryk poruszył temat i równocześnie trzy osoby komentowały -ikroopka, Mistrz Q i ja.
Ale to faktycznie ciekawy temat i o szerszym kontekście.
Nie, nie schodziliśmy na dół.
Swoją drogą, gdyby po jakimś filmie pozostały w ścieżce pod butami np. kopie stacji drogi krzyżowej, oburzenie byłoby niezmierne!
Toteż Żydzi mają rację. Pokazałam ten „chodnik” celowo nie komentując moim odczuć.
Jednak uważam, że należy szanować uczucia innych i ta sytuacja nie podoba mi się.
Dla mnie coś nie musi być symbolem religijnym, ale szanuję fakt, że dla kogoś jest.
Dopóki oczywiście nie narzuca mi swojego myślenia, szanuję jego odczucia.
Mam wrażenie, że w Polsce dba się tylko o „uczucia religijne” jednego wyznania. Cała reszta się nie liczy…
A tu nawet nie chodzi o wyznanie, ale o prosty, ludzki szacunek dla zmarłych. Nie ma znaczenia, czy są to kopie, czy nie. Wyglądają jak oryginały, są na nich nazwiska zmarłych… i głównie to się liczy. Deptać po tym, to jakby się chodziło po trupach i nie wiem jak komu, ale dla mnie nie byłoby przyjemnie…
Zgadzam się. To nie jest dopuszczalne, żeby maceby (nawet jeśli są to kopie) leżały na ścieżce, pod butami przechodniów.
Nie rozumiem też po co pytają gminę żydowską co z tymi płytami zrobić. Czy gdyby to chodziło o katolickie płyty nagrobne, pytaliby jakiegoś biskupa co z nimi zrobić? Jestem pewna, że nie. Sprzątnęliby je szybko.
A jeśli zależy im, by jakaś pamiątka po filmie została, to przecież można te maceby ustawić wzdłuż ścieżki (ścieżkę wybrukować zwykłymi kamieniami) i postawić tablicę informacyjną, że te płyty leżały (dla potrzeb filmu) na ścieżce. Wilk byłby syty i owca cała…
Miralko pełna zgoda z tym co napisałaś w obu komentarzach.
Inna sprawa, że tam prawie nikt nie chodzi. Większość spaceruje górą, idzie w kierunku Kopca Kraka albo zwiedza Obóz KL Płaszów.
To nie jest ścieżka, którą ktoś chodzi (oprócz wszędobylskich Makówek i innych osób jej podobnych).
Gdybym nie przedzierała się przez krzaki to bym tego nie zauważyła.
Zresztą to miejsce często jest przykryte wodą, co już pisałam na jakimś schodku.
Natomiast oczywiście w Polsce „uczucia religijne jedynej słusznej religii” kompletnie mijają się z tolerancją na uczucia innych wyznań.
A mamy NIBY państwo świeckie…
Niby…
I demokratyczne…
I otwarte na świat
I………….
Ależ oczywiście, że świeckie! Nie chcesz chyba powiedzieć, że kult prezesa to święta religia?
Wspomagana przez kult Ojca Dyrektora?
Ależ skąd! Gdzieżbym śmiała!
Dzień dobry:)
U nas problem maceb był realny.
W czasie drugiej wojny hitlerowcy zniszczyli żydowski cmentarz, wykorzystując płyty nagrobne do wymurowania basenu.
Trochę trwało, ale wreszcie wydobyto je i utworzono tak zwaną Ścianę Płaczu, wmurowując je po prostu jedną obok drugiej. Dziś jest to miejsce kultu, leżące, zresztą, w kompleksie tzw. Cmentarza Siedmiu Wyznań.
Mniej istotne wydaje mi się, czy maceby, które pokazałaś, są kopiami czy nie. Bardziej – ile znaczą dla zainteresowanych, a z tego, co czytam – znaczą wiele.
Nie wydaje mi się, by jakimś szczególnie dużym problemem było wybudowanie i u Was takiej Ściany Płaczu z odpowiednią adnotacją na tabliczce…
Pozdrawiam:)
Obok jest Muzeum KL Płaszów, są tablice, alejki, co też wiązało się z problemami i kontrowersjami. No i wymaga uwzględnienia w budżecie miasta, a w temacie zabytki w Krakowie jest duża lista potrzeb.
Mogę tam kiedyś podejść i opisać dla Was, ale nie wiem, czy chcecie spacerować po takim miejscu?
Wyczytałam już dlaczego gdy byłam na dole kamieniołomu kiedyś nie widziałam tej ścieżki. Otóż często jest ona pod wodą i wtedy jej nie widać.
Dobry wieczór, już po spotkaniu, to mogę na Wyspę.
Skoro Krzemionki, to zapewne gdzieś niedaleczko lokalny oddział telewizji?
No i że te piece i instalacje do dziś stoją, to aż dziw, że nikt po drodze (zanim stały się zabytkami) ich nie rozszabrował na złom, oczywiście nie mówię o pojedynczych złomiarzach, ale bardziej zaawansowanych technicznie szajkach.
Co do macew, dopiero teraz w komentarzach czytam, że to kopie. Gazeta Wyborcza z 2005 pisze tak: „Droga w Libanie to pozostałość scenografii zbudowanej w 1993 r. na potrzeby „Listy Schindlera”. Rzeczywistość czasu wojny odtworzono tak wiernie, że część turystów uważa dekoracje za autentyczne pozostałości obozu.”
Ale są gdzie indziej również autentyki – GW z 2017:
„– Gdy w końcu 1942 roku Niemcy postanowili stworzyć w Krakowie obóz na terenie dwóch cmentarzy żydowskich, sukcesywnie niszczyli nagrobki. Tłuczeń z nich wykorzystywano do podmurówek budynków oraz do utwardzania obozowych ścieżek – tłumaczy Tomasz Owoc.
Do tego historycznego faktu nawiązywała zresztą scenografia „Listy Schindlera” – w kamieniołomie Liban, gdzie zbudowano jej część, można do dziś natknąć się na fragmenty dróg z atrap macew. Ale to tylko filmowa scenografia, relikty prawdziwych obozowych ścieżek odkrywane są dopiero teraz.”
Aha, no właśnie, wieża telewizyjna jest zaraz koło ośrodka ze studiem etc. Nie wiedziałem, że balon jest całoroczny, myślałem, że to sezonowa rozrywka, na lato.
Prześliczne te pierzaste chmurki z zachodzącym słońcem, we wrześniu bodajże udało mi się podobne zdjąć tu u siebie.
A kościół robi wrażenie, mimo że NEOromański (a nie oryginalnie romański). Solidna bryła.
No i przeciekawe te dalsze obserwacje – romańska rotunda, a na jej fundamentach kościół, a obok kościoła fort – to jak odsłanianie warstw kulturowych. Trochę na inną skalę, ale tak jak w tym muzeum archeologicznym pod Sukiennicami.
Spacer w śniegu przepiękny, pewnie spuchłbym jeszcze grubo przed połową, ale widoki świetne. To mówisz, że już w listopadzie potrafiło u Was być tak biało?
Q dziękuje za merytoryczne uwagi. Będę odpowiadać po kolei.
Wieża Telewizyjna przy ulicy Krzemionki jest widoczna z Kopca Kraka (zdjęcie następne po balonie), tak więc oba spacerki 24 i 26 listopada rozpoczynały się w podobnym miejscu.
To wszystko jest kręcenie się w tej samej okolicy tylko za każdym razem zwracam uwagę na coś innego.
Pisząc muzeum archeologiczne pod Sukiennicami miałeś zapewne na myśli tzw. Podziemia Rynku? Zajmują one powierzchnię ponad 6 tys. m², z czego rezerwat archeologiczny – blisko 4 tys. m². Są więc nie tylko pod samymi Sukiennicami co pod wschodnią częścią płyty Rynku Głównego.
Miałam okazję być tam wtedy gdy Muzeum dopiero powstawało. Potem oczywiście dwa razy gdy już było gotowe.
Tak, oczywiście o te podziemia.
Jakieś tam pstryczki z tego mam. Gdzieś…ale gdzie?
Wątek „drogi z macew” występuje również w „Pokłosiu”…
Prawda! To mi się jakoś nie połączyło…
Dziękuję, cieszę się, że rozmowa idzie w takim ciekawym kierunku.
Muszę się spakować, jutro wcześnie rano umykam.
Jak wrócę chętnie odniosę się do merytorycznych uwag Mistrza Q i odpowiem na jakieś kolejne pytania innych Wyspiarzy.
Bo na mrozie obawiam się, że nawet nie uda mi się kuknąć na Wyspę.
Tym bardziej że mam potłuczony ekranik i komórce może być zimno. No i moim paluszkom -również.
Na spokojnie, po powrocie, Madame.
Ale merytoryczne uwagi i pytania możesz napisać, mile widziane.
Może inne krakusy odpowiedzą? Albo i nie tylko krakusy, bo w czasach internetu nie trzeba mieszkać, aby wiedzieć.
Na razie to będę się wycofywał na z góry upatrzone pozycje horyzontalne. Dobranoc
Ja też!
Pakuję się (hm jak się ubrać WYSTARCZAJĄCO ciepło?).
i idę
DOBRANOC!
Dzień dobry


Piękne spacerki
Cudne widoki i nawet ptaszek Ci się zaplątał
Dziękuję Miralko!
Witajcie!
Miralko!
Ten ptaszek się nie zaplątał, on był obserwowany przez dłuższą chwilę.
Najpierw parę łabędzi podfrunęło kawałek na zamarznięty obszar, a potem miały problem z powrotem do odcinka niezamarzniętego.
Robiły bardzo śmieszne akrobacje, aby ogrzać lód i zrobić sobie tunel powrotny.
Dzień dobry
Od rana pospacerowałam po okolicach Krakowa. Muszę powiedzieć, że spacer ciekawy i piękny… tylko ta droga na dnie kamieniołomu… Jestem zbulwersowana i nie wiem czy bym na nią weszła…Czułabym się jak na cmentarzu.
A tak, to warto było poznać choć trochę, okolice Krakowa.
Dziękuję Bożenko za miłe słowa.
Wszyscy mamy podobne odczucia co do tej ścieżki, mimo że to tylko kopie na potrzeby filmu.
Ale zawsze… miałabym wrażenie, że stąpam po grobach.
Minus 11 stopni, śnieg pada…czy ja mam dobrze w głowie?
Tu jest 13 stopni, ale jest słonecznie.
Dzień dobry. Nad morzem -6,5.
Ale właśnie czytam, że w Suwałkach prawie -31. To jest już solidny mróz.
Leno, jak u Ciebie?
Też jak widzę mapę pogody i wysokie temperatury to myślę o Lenie a ta jak na złość nic nie pisze
Dobry dzień,
mam nadzieję, że Leny nie zmroziło, a Makówka spokojnie dotrze do miejsca przeznaczenia.
Witaj, Ultro!
Jak znam Makówkę, to wybrała optymalny kompromis między izolacją a mobilnością!
Racja!
Dobrze mnie znasz Tetryku!
Dziś nawet nie musiałam mieć przyłbicy, bo pod czapkę ubrałam kominiarkę narciarską.
Witaj Ultro!
Dotarłam. Do miejsca przeznaczenia -wersalka i Wyspa!
Cieszę się, że jesteś cała i zdrowa. Odpoczywaj, teraz należy Ci się odrobina luksusu.
Wykąpana, najedzona (przy okazji i dziecko nakarmione), w łóżeczku, z laptopem, na Wyspie, popijam herbatę…tylko wachlowania brakuje.
A za chwilę pójdę po ciasto do kuchni…
Witajcie!
Pospałem, wykąpałem się pośniadałem i jestem! Za oknem -7oC, prószy lekki, wirujący w powietrzu śnieżek – znaczy się, zima!
U nas raz wiruje, a raz nie. Teraz, przy mrozie, to pewnie już nie powiruje. No i bardzo ciekawe, ile poleży ten śnieg, zważywszy na zapowiadaną od wtorku lub środy odwilż.
Z ostatniej chwili:
Tak, jak nie pada, to u nas dość podobnie.
A u mnie biało ,na parapetach leży warstwa śniegu i dalej prószy
Tutaj dłuższa przerwa w sypaniu.
U mnie już się chyba wypadało w ostatnich dniach, teraz słońce świeci na czystym niebie.
Jakby tak u nas zaświeciło, chyba bym się na spacjer wybrał.
Gdyby to było kilka lat wcześniej…
Makówka pozdrawia z Zelkowa.Miejscowi mówili,że rano było minus 21.
O, dzisiaj w drugą stronę? A co tam jest, to już Jura K-Cz?
W pewnym sensie tak-Dolinki podkrakowskie.
Raz górki, raz dolinki, średnio wychodzi, że maszerujesz po płaskim
Jak idziesz na spacer z psem, to macie średnio po 3 nogi…
O! Właśnie tak!
Taaa -jedna ręka we wrzątku, druga w lodowatej wodzie =średnio wychodzi miła ciepła kąpiel?
Ale wiesz Q wędrując po krakowskich dolinkach nieraz trzeba się nieźle drapać do góry, bo schodzisz do wąwozu, wychodzisz z niego i potem znowu -góra -dół.
Dziś też było trochę pod górę, choć łagodnie.
Witaj, Makówko:)
Nie wiem, czemu, ale pomyślałam sobie, że te ostatnie spacerki były lekko nostalgiczne:)
Może z powodu kapliczek, chałupek, starej dzwonnicy…
Parki i nekropolia też nastroiły mnie refleksyjnie…
Pięknie, zwłaszcza na śniegowym tle:)
Pozdrawiam:)
Leno!
Trochę tak się złożyło, bo jednak opisuję chronologicznie. Myślałam na początku o dobieraniu spacerków tematycznie, ale przy moim bałaganiarstwie trudno byłoby mi ogarnąć, o czym pisałam, a o czym nie.
Miałam jednak świadomość, że „zrobiło się” (bo to jednak samo się robi, gdyż ja tylko przeglądam zdjęcia i opisuję po kolei)smutno refleksyjnie.
Dlatego zakończyłam zabawą na złomowisku starych samochodów.
Międzyspacerkowe dzień-dobry-wieczór, Wyspo:)
Dziś u nas zimno, zimno…
Na termometrze -25 stopni:)
Śnieg skrzypi pod stopami, a tunele sięgają kolan. Te miejskie, bo leśne – ud.
Psiuła jakoś nie przepada za nartami, więc głównie oglądała świat spod mojej pachy. Też średnio chętnie:)
Kiedyś, będąc u siostry na wsi, wybraliśmy się na nartach do lasu. Pobiegł z nami nieduży pies, jakiś czas buszował radośnie po okolicy, po czym mu się to znudziło i pies zniknął nam sprzed oczu. Za jakiś czas okazało się, że się usadowił z tyłu na nartach ostatniego narciarza, i tak się woził nie pytając się o zdanie 🙂
Witaj, Tetryku:)
Dobre.
Psiulek-spryciulek:)
Mój kuzyn pracował w nadleśnictwie. Parę lat temu jechał zimą przez Puszczę, zatrzymał się, żeby zrobić obchód i wtedy zobaczył swojego psa.
Zdziwił się, ale że czworonóg nie takie numery wywijał, pomyślał, że tym razem pobiegł za samochodem, otworzył więc tylne drzwi i zaczął ulubieńca wołać po imieniu. Ulubieniec potraktował go warknięciem i zjeżeniem sierści. Dopiero wtedy kuzyn zorientował się, że to nie jego pies ale – wilczysko:)
Mówił, że nigdy tak szybko nie biegł do samochodu tyłem:)
Pozdrawiam:)
A co by było, jakby wilk wsiadł do tego samochodu!
Myślę, że po powrocie ze szkoły dzieci kuzyna spytałyby:
-Tatusiu, tatusiu! A czemu ty masz takie wielkie zęby?
Minus dwadzieścia pięć!
W ostatnich latach tyle było tylko raz, pod Toruniem, na świętach u szwagra.
Witaj, Quaku:)
🙂
U nas bywa zimno. Teraz (podług termometru) jest dwadzieścia jeden na minusie.
Co dzieje się, gdy jest zimno?
+ 10
Możesz zobaczyć swój oddech.
Włoskie samochody nie chcą zapalić.
Amerykanie trzęsą się z zimna.
0
Woda zamarza.
Francuskie samochody nie chcą zapalić.
Rosjanie wyjeżdżają na dacze.
– 15
Twój kot chce spać z tobą pod jedną kołdrą.
Niemieckie samochody nie chcą zapalić.
Amerykanie zaczynają rozmawiać o przeprowadzce na południe.
– 30
Twój kot chce spać w twojej piżamie.
Amerykańskie samochody nie chcą zapalić.
Rosjanie idą popływać.
– 40
Możesz ze swojego oddechu budować domki igloo.
Japońskie samochody nie chcą zapalić.
Amerykanie ruszają na południe.
– 50
Za zimno, żeby myśleć.
Niedźwiedzie polarne ruszają na południe.
– 60
Rosjanie zakładają podkoszulki.
Stary dowcip, ale zawsze wprawia mnie w dobry nastrój:)
Pozdrawiam:)
Ooo, tak, to znakomite
Była też bardziej rozbudowana wersja, która kończyła się na -114 stopniach: „Zamarza spirytus. Rosjanie są wku@#wieni”
Pamiętam, też jest świetna, ale ja lubię puentę z podkoszulkami:)
Tak, ten dowcip zawsze mnie śmieszy.
U mnie teraz na termometrze -minus 10.
Zaskoczyłem Rosjan będąc w płaszczu ortalionowym przy temperaturze – 46 stopni . Ortalion był na wierzchu , pod nim było bułgarskie futro . Skubali palcami ortalion i pytali : wam nie chołodno ? Byli zdziwieni , kiedy mówiłem -nie .
Podstępny z Ciebie człek!
Cóż, teraz kurtka z Goretexu a pod nią polar to norma.
Pamiętam jak pojawiły się ortalionowe płaszczyki. Marzeniem każdej dziewczynki było mieć taki płaszczyk, a nie bawełniany trencz.
Po jakimś czasie -szpanem stała się bawełna i len.
Jestem w domu. Nastawiłam zupę, wykąpałam się i za chwilę będę biegać po schodkach.
Zmarznięta?
W ogóle niezmarznięta. Mimo że mrozik był. Jak pisałam miejscowi mówili, że rano było minus 21.
Nie było wiatru, więc nie odczuwało się mrozu.
Nie ma złej pogody, są tylko źle ubrani turyści! (oczywiście nie mam tu na myśli wysokich gór tylko takie emeryckie spacerki, na które chodzę).
Wszyscy tak bali się mrozu, że poubierali się odpowiednio.
Ja miałam dwie pary skarpetek, trzy golfy, grube rękawiczki.
Czyli na cebulkę…
Obowiązkowo, aby było jak zdjąć jedną warstwę gdyby było za gorąco.
Dziś AŻ TAK ciepło nie było, wystarczyło iść w rozpiętej kurtce.
Na razie dość się naspacerkowałam:)
Nie wiem, czy na dziś.
Na – póki co:)
O 17:04 napisałam za chwilę będę biegać po schodkach.
Maksiu już kiedyś żartował co znaczy chwila w moim wydaniu.
No tak! Dziecko wczoraj jadło obiad w schronisku na Turbaczu, ale dziś poszedł tylko na Uklejną i po drodze (również na dole) nie było nic otwartego, więc mamusia zaprosiła na obiad, dogotowała ziemniaki i jeszcze do słoików spakowała na jutro.
Teraz wyszedł, więc ja od razu myk na Wyspę.
Jeszcze trochę słuchałam co mówił Aleksiej Nawalny.
Idę spać, dobranoc
Spokojnych snów!
Śpij zdrowo Bożenko!
Spokojnej
Przerwa na rzeczywistość mnie wyjęła z Wyspy, ale już jestem. I idę po dobranockę.
Zimową i mroźną? Czy dla kontrastu gorącą?
Oj, koniecznie kontrastową! I dziękuję, to mi właśnie coś nasunęło!
Dobranocka.
Na ten mróz gorące rytmy z Jamajki, koniecznie. Z cytryną i imbirem.
Snów przytulnie ciepłych!
To ja dla kontrastu do gorącej Dobranocki zimowe makówczyne m/m.
Zdjęcia z listopadowej wędrówki wokół Orawki, które chciały być na pięterku, ale Makówka zdecydowała, że pięterko jest już za wysokie.
Och, piękne. Nawet przy takim marnym świetle!
Marnym świetle, marnym aparacie i marnym fotografie.
Chodziło mi o te elementy jesieni, wszak to jeszcze był listopad.
Zresztą wystarczy popatrzeć na zdjęcie z dwóch poprzednich spacerków, na których jesień pełną gębą jeszcze, a tylko trzy dni różnicy.
Myśmy się wtedy cieszyli jak dzieci z każdego płatka śniegu.
E, nie, marny fotograf (kwestię sprzętu odsuńmy na bok) nie wydobyłby (zwłaszcza z pierwszego zdjęcia) tego klimatu.
Dziękuję.
I w ten sposób mam kolejną odpowiedź na Twój zbiorczy merytoryczny komentarz z godziny 23:31 wczoraj.
To mówisz, że już w listopadzie potrafiło u Was być tak biało?
W Krakowie wtedy zdarzyło się jakieś posypanie jak cukrem pudrem, ale 29 listopada to była pierwsza prawdziwa zima, jaką widziałam tego sezonu.
Dziś w Dolinie Kluczwody było bajkowa zima, ale nie robiła takiego wrażenia jak wtedy ta, jaką zastaliśmy tylko trochę wyjeżdżając z Krakowa.
No i zostaliśmy jak drogowcy zaskoczeni -nikt nie miał raczków.
Na koniec wycieczki była licytacja „kto ile razy się wywrócił” tak było ślisko.
Ale obyło się bez poważniejszych kontuzji?
Poważniejszych tak. Choć kolega podobno był trochę potłuczony, co wynikło, że jednak nie poszedł na następną wycieczkę.
W tym naszym kole są twardzi zapaleńcy. Dziś zjawiła się koleżanka, dawno nie widziana, gdyż bardzo poważnie chorowała, szpitale, operacje itd. Dziś zażyła prochy przeciwbólowe, przyniosła domową wiśniówkę i poprosiła, abyśmy wypili za jej zdrowie.
W ten sposób o godzinie 10 (normalnie wtedy wywlekam się z łóżka) w scenerii zimowego lasu zajadałam się pączkami popijając wiśniówką.
Że zacytuję:
W piątek wieczorem pojechałem do monopolowego rowerem, kupiłem butelkę whisky i włożyłem do koszyka przy rowerze. Przed wyjazdem pomyślałem, że jeśli spadnę z roweru to butelka się rozbije i będzie szkoda.
Postanowiłem więc natychmiast wypić całą butelkę, zanim wrócę do domu.
I okazało się, że była to cholernie dobra decyzja, ponieważ w drodze do domu wywaliłem się siedem razy…
Jak dobrze, że dziś nikt się nie wywrócił!
Już czas na lampkę. Gorących snów wszystkim! 🙂

Jak ten czas leci, za chwilę północ…
Po schodkach pobiegałam, poczytałam, poodpowiadałam, więc jeszcze jakieś pół godzinki i chyba też umknę…
Spokojnej. Tez zaraz zmykam, przed dniem pracy i nie tylko.
Na te gorące sny takie zdjęcie z wycieczki 29.11.20
Na podpałkę? Do kominka?
A to nie gonty do pokrycia dachu?
Raczej tak. Ale
w kominku zapalić nie można?
Można, o ile rozpalać będziesz studolarówką…
Zwykłe polskie 100 zł nie wystarczy?
DOBRANOC!
Dzień dobry
Mroźno, u mnie 15 stopni, czyli:
Twój kot chce spać z tobą pod jedną kołdrą.
Niemieckie samochody nie chcą zapalić.
Amerykanie zaczynają rozmawiać o przeprowadzce na południe.
Mój kot śpi ze mną nawet jak jest ciepło! Preferuje układanie się na mnie i na kołdrze.
Pod kołdrę jeszcze nie włazi, ale hm …w domu ciepło, choć w Krakowie są mieszkania, gdzie była awaria ogrzewania, brrr.
Witajcie!
U mnie na górce zaledwie -10. Cieplarnia!
Dobry, tutaj „zaledwie” -6, najwyżej -7. Bliskość morza, które działa jak grzejnik.
Zgadza się, w zimie nad morzem zawsze jest cieplej.
Media mówią, że na Pomorzu -12, to pewnie plus minus średnia.
W Beskidach widzę -19.
A gdzie Makówka? Czyżby jeszcze spała? Może Gienia ją obudzi…
Makówka faktycznie odsypiała ranne wstawanie na wycieczkę, ale już jest i prosi o dobrą herbatę.
Słonecznie i mroźnie witajcie!
Od jutra ma być cieplej.
Tetryku jakie wiadomości ze szpitala?
Znalazł się „wolny stół”? Teściowa będzie dziś operowana?
Podsyłam Wam wszystkim misia.
Brak wiadomości – zatem nadal oczekiwanie…
To zawsze najtrudniejsze.
Na pięterku napisałam w komentarzu potem pokażę parę ciekawych nagrobków.
Skoro taka cisza na Wyspie to może dobry moment na dotrzymanie obietnicy?
Wszędzie za oknami biało, a ja proponuję spacer na jesienny cmentarz? Tak, ale traktuję w tym przypadku to miejsce bardziej jako historyczne, a mniej jako miejsce sentymentalnie przykre.
Kawał historii. A są tam jeszcze inne historyczne groby?
Oczywiście. Proszę.
Myślę, że Tetryka też zainteresuje, gdyż Fryderyk Zoll ( czy z tych Zollów?) jest w Zarządzie naszego Stowarzyszenia.
A, to profesor Andrzej Zoll też z tej rodziny. Edit: Wikipedia mówi, że to prawnuk Fryderyka (1834-1917).
Ojciec „naszego” Fryderyka.
Aha, no widzisz.
Trochę strach, nie wiem, czy chciałbym pochodzić z rodziny, w której imiona nadaje się na podstawie tradycji rodowych, a nie woli rodziców.
A czy to musi być sprzeczne?
Jeśli wola jest tradycyjna, to nie
Nie wiem, jakie były inne rodziny Zollów , ale jeśli chodzi o „naszego” Fryderyka mogę powiedzieć, że widać, że stanowią dość fajną i „dobrze dogadaną” rodzinę. Z dużym poczuciem humoru i dystansem do siebie.
Choćby taka tabliczka na ścianie „Taxi -całodobowe -mama”.
Gdy tam byliśmy akurat mama miała rękę w gipsie co syn Fryderyka skwitował „no tak, teraz ja jestem taxi i dla mamy i dla młodszego brata”.
Fajnie
Z mamą też rozmawiałam na temat tej tabliczki i też zareagowała podobnie
jak syn (to był inny moment, więc się nie słyszeli).
Wymachując mi gipsem zaczęła się śmiać jakie to z niej teraz taxi.
Zapamiętałam ich jako wesołą i ciepłą rodzinę, bynajmniej nie „sztywną”.
Grobowiec rodziny Zollów na Cmentarzu Podgórskim zwieńczony wysoką smukłą żłobkowaną kolumną; pochowani: protoplasta rodziny Józef Chrystian Zoll (1803–1872), radca rachunkowy, burmistrz Podgórza; jego młodszy syn Ludwik Zoll (1845–1863), powstaniec styczniowy, zmarły od rany zadanej piką kozacką w czoło w bitwie pod Strojnowym; Fryderyk Zoll (1899–1986), uczestnik walk o wolność w 1918 i 1920, obrońca Modlina, major AK, powstaniec warszawski, kawaler Orderu Virtuti Militari.
I teraz zaczęłam się zastanawiać czy „ci Zollowie ” to na cmentarzu Podgórskim, czy Rakowickim (to, co podał Tetryk).
Tablica z Cm. Podgórskiego wymienia Fryderyka Zolla (zm. 1917), który z kolei figuruje w Wikipedii jako pradziad Andrzeja.
A ten „nasz” to ten https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/pl.wikipedia.org/wiki/Fryderyk_Zoll_(ur._1970)
I wszystko się zgadza.
Dlatego uważam, że cmentarz też może być ciekawy jeśli popatrzymy na to miejsce historycznie.
Inny Józef Zoll (1864-1908) leży na Rakowickim…
Tu coś innego, ale moim zdaniem też ciekawe.
No, tytułomania stosowana. „I żebyście nie zapomnieli o konsyliarzu!”
Idę spać, no i pewnie przyśnią mi się groby…
Dacie jakąś wesołą dobranockę, żeby zatrzeć smutne myśli?
Dobranoc
Dobry wieczór, fajrant i przerwa. Zasłużona.
Dobranocka.
Bardziej podnosząca na duchu nie przychodzi mi do głowy
Snów radosnych.
Dziękuję, bardzo to lubię. Teraz może sny będą ładne…
Po wesołej Dobranocce proponuję jeszcze wrócić na cmentarz.
Cmentarz Podgórski został założony najprawdopodobniej pomiędzy rokiem 1784, kiedy to cesarz Józef II edyktem nakazał przenosić cmentarze z miejsc zamieszkanych, a rokiem 1794, z którego pochodzi najstarsza, znana jedynie z zachowanej fotografii, inskrypcja z grobu Agnieszki Drelinkiewiczówny.
Cmentarz dwukrotnie poszerzano w 1838 roku i w 1895 zwracając jednocześnie uwagę na konieczność jak najszybszego założenia nowego cmentarza, do czego doszło ostatecznie w 1900 roku. W kwietniu 1900 roku, stary cmentarz ostatecznie zamknięto, postanawiając chować tutaj jedynie osoby zasłużone dla Podgórza i posiadające grobowce rodzinne.
Część cmentarza, ok. 1/4 powierzchni, zniwelowali spychaczami Niemcy w 1942 roku przy budowie linii kolejowej, bezpardonowo niszcząc znajdujące się tam nagrobki.
Największe zniszczenia spowodowała jednak rozbudowa ulicy Telewizyjnej (obecnie Powstańców Śląskich) w latach 70. Zabytkowe nagrobki miały zostać przeniesione na nowy cmentarz przy ul. Wapiennej lub do górnej pozostającej części starego cmentarza. Przenoszone szczątki na starym cmentarzu chowano bez jakiejkolwiek dokumentacji pod najtańszymi lastrikowo-betonowymi nagrobkami. Bezpowrotnie zniszczono zabytkowy układ i charakter cmentarza. Mimo protestów konserwatora zabytków inwestor budujący nową drogę nigdy nie zrekonstruował np. neogotyckiej kaplicy grobowej rodziny Cieślików z 1888 roku, do czego zobowiązany był w podpisanej umowie.
Do dziś przetrwało zaledwie 38 arów starego cmentarza podgórskiego, który w 1900 roku liczył 1,5 ha powierzchni.
O, na tym dolnym zdjęciu jakiś gotycki fragment?
To jeszcze mam coś dla Ciebie.
Teraz chyba panie Q rozumiesz, dlaczego robiąc wpis zdjęcia z cmentarza zostawiłam na komentarz?
Nie chciałam, aby wpis był przeciążony cmentarnie, a z drugiej strony te nagrobki uznałam za warte pokazania.
Ciekawe, od czego zależało, jakiego języka rodzina użyje na nagrobku. Wcześniej z 1840 jest po polsku, a tu z 1886 – po niemiecku. Chyba nie od pozwolenia władz? A nazwisko „Staszczyk”, z tą pisownią, świadczy, że to raczej polska rodzina.
Od decyzji rodziny? No właśnie -też jestem ciekawa.
Pogrążony w żalu ojciec nazywał się Muller (Müller?) – panna Muller zapewne wyszła za Staszczyka…
Ano widzisz, nie zwróciłem uwagi na podpis.
A teraz zachowam się jak pani w szkole.
Jest tu pochowany Wojciech Bednarski (1841–1914) dyrektor szkoły, radny miejski.
A kto czytał dokładnie wpis? To wie, że…
…na kłopoty – Bednarski!
Nie Jasiu to nie jest dobra odpowiedź!
Siadaj!
Dwója!
A ja przez te nagrobki rozgotowałam kiełbasę w żurku.
Ja, ja!!!
Ja wiem!!!
Psze pani, to był patron parku krzemionkowskiego…
Tylko wtedy imię pisało się go przez Y
Dobrze Krzysiu!
Widzę, że uważnie przeczytałeś wpis.
Umykam, dobranoc.
(Wiem, że park i popiersie
)
Dobrze Jasiu!
Dwója zostanie wymazana.
Śpij dobrze.
Zapalmy lampkę, niech nas strzeże od kłopotów!

Oj tak! Koniecznie.
Po lampce już nie będę pokazywać nagrobków.
Natomiast zjem sobie żurek skoro już gotowy.
Zjadłam żurek, teraz muszę czekać aż wystygnie, abym mogła schować do lodówki. Za duży mróz, aby zostawić na noc na balkonie.
Skoro o mrozie mowa taka trochę inaczej rozbudowana (jak ta podawana przez Lenę) wersja o mrozie.
Teraz przeczytałam…
Wesoła piosenka, smutna wiadomość…
Dzień dobry
Wiadomość o śmierci Koterbskiej, była pierwszą po przebudzeniu. Szkoda Jej, jak każdego dobrego człowieka. Jednak trzeba sobie powiedzieć, że nikt nie jest wieczny, Ona miała 96 lat. Już nam nie zaśpiewa, ale zostało po Niej wiele pięknych piosenek 
Witajcie!
Piosenki z mojego dzieciństwa…
Dzień dobry, znowu sypie…
Witajcie!
Wróciłam z zakupami. Ale ciepło, chyba wiosna idzie
A ja już na spacerku.
Śnieg pada,ale mrozu nie ma.
W Gdańsku -5
Ale ma być lepiej (znaczy cieplej)
Jestem, wróciłam ze spacerku!
Takiego włóczenia się po Krakowie, aby szybko korzystać, że wszędzie jeszcze biało.
Na termometrze plus dwa stopnie, długo w mieście śnieg nie poleży niestety.
A tu leje deszcz…
Rano padał śnieg, teraz -nic.
Szkoda, lepszy byłby parostopniowy mróz i biała kołderka przykrywająca szarość i brudy.
Ciszaaa na Wyspie.
Umykam za chwilę na chwilę, ale wieczorem będę.
Posypało i skończyło, mam nadzieję, że teraz już będzie tylko topniało!
Chociaż miło było przez chwilę pooglądać świat na biało.
Fajrant i przerwa.
Miałeś choć przez chwile ćwiczenia z łopatologii?
Nie! Wysłałem Najjuniora z kolegą!
No i wróciłam, akurat żeby myć się
i spać 
Dobranoc.
Też wróciłam w tej chwili do domu.
Proza życia, zmiana w pogodzie = skapcanienie ogólne.
Najpierw
, kolacja i wracam na Wyspę.
Bożenko śpij dobrze!
Spokojnej!
Dobranocka.
Już kiedyś było – czołówka i wiodący temat z serialu „Lalka”, autorstwa Andrzeja Kurylewicza. Brylancik.
Snów serialowych!
Obawiam się, że dzisiaj już padam na dziób. Dobranoc!
Wszyscy poszli spać to i ja idę, ukołysany plumkaniem perełek Kurylewicza. Dobranoc!

Ja nie poszłam, ale też jakoś mam tak jak imć Q tzn.padam na dziób.
Niech więc ukołysze mnie plumkanie…
Dzień dobry
Rano będę musiała odkopać samochód, żeby się wybrać do pracy…
Przygaszona, chociaż śnieg nam popadał i zrobiło się biało
A przygaszona jestem, bo ktoś zrobił na kartę męża zakupy na $4 000. Mąż to zgłosił do banku, ale cały proces trwa w nieskończoność i nie wiadomo czy mu to zniwelują. Może i tak się zdarzyć, że będzie sam musiał to pokryć…
Nie muszę chyba mówić, że to spora suma i w poważny sposób zaciąży na domowym budżecie…
Czyżby mąż zgubił kartę?
Nie, nie zgubił karty, Bożenko. Ale ktoś musiał podejrzeć jak wystukiwał pin. A może to w sklepie nieuczciwy sprzedawca? Trudno mi powiedzieć. Bank (mam nadzieję) to sprawdzi, bo to musi być w miejscu, gdzie coś kupował.
Narazić nas na takie kłopoty! Mąż będzie musiał zmienić kartę, bo ta jest zablokowana, ale to najmniejszy problem…
Nie jestem mściwa, ani zawistna, ale temu złodziejowi nie życzę niczego dobrego
Podpatrzenie PINu nie wystarczy – trzeba jeszcze mieć kartę. Ale i mnie się zdarzyło, że skorzystałem z bankomatu – tego co zwykle, ale spreparowanego przez złodziei – i tego samego dnia moją kartę obciążyły 4 zakupy, w tym także w Łodzi i w Warszawie. Na szczęście miałem niziutki limit – 50 zł – a bank bez problemu pokrył mi stratę…
Sam widzisz, że nie potrzebna złodziejom była Twoja karta, skoro zrobili na nią zakupy. Mąż nie ma tak niskiego limitu na karcie, bo w biznesie często kupuje nawet dość drogie rzeczy. Zwracają mu kasę, ale musi mieć też i swoją, tak na wszelki wypadek.
Mąż mi powiedział, że udało mu się zawiadomić bank wystarczająco wcześnie i drugą transakcję (na $2 400) zablokowali. Została na karcie tylko ta mniejsza (chociaż i tak duża).
Jest nadzieja, że jakoś się z tego wygrzebiemy… bez większych strat materialnych.
Miś pomoże choć trochę.
Bądźmy dobrej myśli, że w banku uda się pozytywnie wszystko załatwić.
Na pewno miś pomoże, Makóweczko

W sumie mąż nie jest pierwszym, którego to spotyka… ale wiesz jak to jest. Innym się przytrafia, ale nas omija… a tu wzięło i nie ominęło
Wiele lat temu naszych znajomych to spotkało. Kupowali bilety lotnicze do Polski, a potem ktoś zrobił zakupy na ich kartę. Dużo czasu i nerwów kosztowało zdjęcie tych zakupów z karty. Nawet nie wiem, czy udało się dorwać złodzieja, ale wiem, że bank przeprowadził dokładne śledztwo. Tylko tamta suma była znacznie mniejsza…
Dzień dobry
Już po śniegu 
Według prognoz mrozy mają wrócić tak gdzieś w połowie maja

A może na Wielkanoc
Dzień dobry, zapowiada się pracowity dzień.
Witam odwilżowo!
Dzień dobry
Wszystko jest względne


Prezydent się martwi, bo nie poszusuje sobie na zamkniętych trasach narciarskich (wreszcie nikt mu nie przeszkodzi)
A ja się cieszę, bo mniej wydam na ogrzewanie domu
Nie da się wszystkim dogodzić
Witaj Krzysztofie!
Jak wszędzie leży śnieg i jest parę stopni mrozu (parę, a nie kilkanaście)jest dobra pogoda na spacerki.
Ale skoro stoki zamknięte to i tak już mi mniej zależy na śniegu.
Wszystkim nie da się dogodzić, zresztą kto nas słucha?
Gieni nie ma, Tetryk się nie przywitał (wiry w pracy, czy kłopoty z teściową?).
Gienia zaspała, ale już idzie z napojami…
Dzięki za zaproszenie
Już nalewam
To ja też podsuwam moją ulubioną filiżankę.
Witajcie!
Wir, jak zwykle…
Uff, to dobrze, że TYLKO wir.
Uff , wróciłem z przeglądu rocznego mojego Nissana . Wszystko OK. i mam zaproszenie na przyszły rok . Zatem bez przekleństwa ,bo w takiej sytuacji jestem Aniołem i nie wypada .A dla Wyspiarz-kłaniam się nisko : Dzień dobry 🙂
Witaj Maksiu! Witaj Aniele !
Jak ja lubię być Aniołem . Dziękuję Makóweczko -mróweczko 🙂
Ależ proszę, proszę Aniele!
I jeszcze czekoladkę …
Z Aniołami trzeba żyć dobrze, bo …tu mi się przypomniało pewne opowiadanie Tetryka.
Zabawa w panią ze szkoły spodobała mi się.
Teraz pokażę parę zdjęć z kościółka (dzieci już wiedzą którego ?), gdzie ksiądz nas nie wpuścił, ale Makówka była tam kiedyś parę lat temu.
Ksiądz nie wpuścił do kościoła? Co on tam wyprawiał???
Wyszedł z kościoła, zamknął kościół na klucz i powiedział, że nie ma czasu czekać aż zobaczymy kościółek w środku.
Choć prosiliśmy, żeby bodaj tak na 5 minut.
Trzeba było powiedzieć, że chcecie uzupełnić skarbonkę…
I tu jest różnica. Pani Lucyna Borczuk (przewodniczka ze zdjęcia niżej) to miłośniczka Orawy i tego kościółka.
Sytuacja była podobna jak w Muzeum Kocha. Pani miała już iść, ale jak zauważyła zainteresowanie to poświęciła nam dużo czasu i z pasją opowiadała o kościółku i nie tylko.
A ksiądz? Choć zdarzało mi spotkać księży, którzy z pasją opowiadali o swoim parafialnym kościole, ale ten jak widać do takich nie należał.
A teraz zdjęcie na dowód, że tam byłam.
Na zdjęciu jestem z przemiłą panią przewodniczką, która z zapałem opowiadała nam o kościółku.
Powyższe zdjęcie jak również te schodek wyżej z wnętrza zostały zrobione przez mojego osobistego fotografa.
Jak tu cicho…
Jakąś muzyczkę? Może coś dla Anioła Maxa?
Oglądałam zaprzysiężenie Joe Bidena i słuchałam komentatorów.
A reszta Wyspiarzy?
Aaaa jeszcze robiłam coś, co Tetryka pewnie ubawi. Udzielałam zdalnej lekcji obsługi fb.
Okazało się, że w ustawieniach są różne możliwości, nad którymi wcześniej się nie zastanawiałam.
Przy okazji sama sobie pozmieniałam trochę w ustawieniach.
Pewnie każdy miał coś pilnego, lub ciekawego…
Dobry wieczór. Urwanie głowy, zbiegło się wszystko jak gacie w praniu, sprawy zawodowe, branżowe lokalne, branżowe nielokalne i to jeszcze nie wszystko
ale już jestem.
I powoli Wyspa się zaludnia, zanim wszyscy umkną do spania.
Nadchodzi nocna zmiana, to ja się wycofuję na z góry upatrzoną pozycję, czyli pod kordełkę. Dobranoc!
Spokojnej!
Dobranocka.
Chodziło za mną od pewnego czasu, ale nie umiałem sobie przypomnieć tytułu. I nagle, pstryk! Już mam. Ella Fitzgerald, ” Bewitched, Bothered and Bewildered”, czyli w dość dowolnym przekładzie „Oczarowana, poruszona, oszołomiona”.
Snów właśnie takich!
Chciałabym, ale mój stan ducha można jedynie opisać -skapcaniała i zniechęcona.
O ileż przyjemniej byłoby być oczarowaną. Prozą życia? Taaa…
Czekaj, mam szukać parodii? „Skapcaniała, zniechęcona i zgryźliwa” albo czegoś podobnego?
Smutna i przygnieciona prozą życia nie musi być zaraz zgryźliwa.
Ale możesz poszukać. Śmiech to najlepsze lekarstwo na doły.
Hm. Poszukałem i nie znalazłem
A kiedyś sam napisałeś, że nie ma tak, że czegoś nie ma w sieci, tylko są złe kierunki poszukiwań!
No to pewnie musiałby szukać ktoś, kto ma pojęcie, jak można sparodiować tytuł tej piosenki (po angielsku). Ja nie bardzo
Coś mnie dziś przemożnie ciągnie do łóżka… Dobranoc!

Spokojnej i Tobie!
Mnie właśnie też coś boli głowa. To chyba ta odwilż?
Wczoraj na żywopłocie pod moim blokiem była jeszcze taka czapa śniegu.
I komu to przeszkadzało? I co z tego śniegu będzie za chwilę?
Woda. Może w lecie nie będzie AŻ tak sucho dzięki temu?
Masz rację! Jednak zobaczyłeś pełną szklankę, a ja jakoś tylko tę pustą cześć w tej chwili widziałam.
Skoro dziś jestem zgryźliwa maruda to może zamarudzę, że przydałoby się nowe pięterko.
Tu już urosło (239k).
Co sobie zostawiłam na komentarze (listopadowa zima, gonty na podpałkę, cmentarz Podgórski, kościółek w Orawce) już dodałam.
Temat uważam za wyczerpany.
To może coś z puszki? Czy ktoś planował?
Raczej nikt nic.
O! i przy okazji będzie odrobina śmiechu pewnie, a to dobrze robi przed snem.
To idę po otwieracz (do konserw).
Zapraszam na nowe pięterko, do pana Ignacego