I z powrotem, rzecz jasna.
To jest tak: trzeba pojechać, najlepiej samochodem, prawie do końca ulicy Arendta Dickmana, skręcić przed Ośrodkiem Badawczo-Rozwojowym Centrum Techniki Morskiej w prawo i szukać miejsca do parkowania już tutaj, albo skręcić koło Baru Pod Orzechem w lewo i między działkami dojechać do dzikiego parkingu między laskiem a polami. Dzisiaj udało się jednak zaparkować koło ośrodka. Stamtąd zeszliśmy ku brzegowi skarpy, z której roztacza się imponujący widok, na zdjęciu słabo to widać, ale jakieś ¾ horyzontu zamyka Półwysep Helski.

Stamtąd schodami dochodzi się na bulwar. Ale dzisiaj trudno było przejść po stopniach obojętnie, bo na drzewach, którymi porośnięta jest skarpa, odbywał się prawdziwy ptasi koncert, w którym przodowały kosy. Jednego udało się zdjąć, szkoda, że zamkniętym akurat dziobem.

Nieco niżej uwijały się sikorki. Jedna z nich była na tyle uprzejma, że zaczekała, aż ją pstryknę.

A potem już zeszliśmy na bulwar. Podobny do tego w centrum Gdyni, tylko nowszy, z betonową barierką od strony morza i ścieżką rowerową od klifu. Rozciąga się w dwóch częściach między starą torpedownią…

…a nową torpedownią. Do żadnej z nich nie można się legalnie dostać, to znaczy do nowej można, jeżeli ktoś służy w jednostce wojskowych płetwonurków Formoza (która przyjęła nazwę właśnie od torpedowni, którą potocznie się tak określa, bo leży na „wyspie”). Albo był w ekipie filmowej, która kręciła tam finał jednego z sensacyjnych polskich seriali (nie pamiętam, którego).

Spacer po bulwarze upłynął pod znakiem rozmów telefonicznych i korzystania ze słoneczka. Na kamieniach od strony morza co jakiś czas widzieliśmy wędkarzy i jeden z nich nawet złowił belonę (czego nie uwieczniłem), przy okazji dowiedziałem się, że jak się tę rybę smaży, to jej ości robią się zielone. Tymczasem po morzu przepłynęła motorówka, ktoś widocznie postanowił skorzystać z pogody i popłynąć w rejsik… (nb. w tle za nią widać Hel, a może Jastarnię)

…a nieco bliżej minęliśmy małą rybacką przystań z łodziami, które cały czas wypływają na Zatokę łowić. No i wyglądają szalenie fotogenicznie. Wzdłuż schodów, którymi schodziliśmy, znajduje się coś w rodzaju kolejki linowej, a może zębatej – wagonik, wciągany na górę z codziennym połowem. Jeżeli trzeba, to oczywiście na raty, bo to dość niewielki wagonik.

Tymczasem zupełnie znikąd przyleciała wrona i siadła na betonowej barierce. W tej nadmorskiej scenerii wyglądała zupełnie nie na miejscu, więc po chwili sobie poleciała.

A my zajęliśmy się innymi ptakami, bardziej kojarzącymi się z wodą. Na falach kołysał się samotny łabędź…

… który po chwili poderwał się i dołączył do całego stada, pływającego blisko brzegu, nieco dalej na północ. Może liczyły na poczęstunek od ludzi, licznie obecnych na niewielkiej plaży?

Stamtąd udaliśmy się już drogą pod górę, naturalnym wąwozem, który prowadzi (dość stromo, ale bez przesady) do dzikiego parkingu, a dalej już uliczką, między działkami, do samochodu. To podejście jeszcze czuję w nogach.
W sumie jednak spacer był bardzo udany. Po raz pierwszy od lockdownu wyszliśmy gdzieś dalej, w maseczkach, a jakże, ale na szczęście zdarzały się takie odcinki bulwaru, z dala od ludzi, że można było maseczkę bezpiecznie ściągnąć. Świeże powietrze, słońce i widoki – tego nam było trzeba!




Zapraszam na nowe, spacerowe pięterko!
Piękne

To jest właśnie to, co Miralki lubią najbardziej
Słońce, woda i ptaki… a jak się do tego doda jeszcze te piękne widoki!!!!
Dzień dobry, właśnie tak mi się nasunęło, że taki spacer nad wodą jest chyba najbliższy parkom i rezerwatom nad jeziorami (zwłaszcza nad jeziorem Michigan). Tylko woda słona, ale to jakoś ujdzie w wersji wirtualnej.
Dzień dobry
Ciekawe pięterko
Tylko pozazdrościć takich pięknych widoków i tego spaceru. Brawo 
Dziękuję, cieszę się, że mogę chociaż tak się podzielić
Jeszcze Wyspa śpi? Niech Gienia obudzi Towarzystwo…
Kawusię poproszę, mocną, ale taką, żeby serducho wytrzymało.
Dzień dobry, jestem. W nocy pogoda się zmieniła diametralnie, mamy zachmurzenie całkowite, padało (chwilowo nie, ale wygląda, jakby w każdej chwili mogło znów).
Witajcie!
W poniedziałki zasuwam jak mały samochodzik. Taka specyfika czasu…
Witam Was słonecznie!
Bardzo, bardzo miły ten niedzielny spacer.
Brawa dla spacerowicza, który tak ciekawie to opisał.
Ja też miałam spacer, ale dzisiaj, do sklepu i z powrotem. Przecież to m.in. moje 2 godziny
Bardzo, bardzo sympatyczne to pięterko, ale mam teraz ograniczone możliwości bywania na Wyspie -tylko wtedy gdy jestem w domu przy komputerze.
Komórkę wyłączyłam całkiem, wyczyściłam historię połączeń, usiłowałam odświeżyć. To jedyne co potrafię i nadal ukazuje się
madagaskar08.pl-Facebook.
Nie będę już więcej kombinować, bo przy moim braku umiejętności komputerowych boję się, że coś przekombinuję i stracę jedyną łączność z rzeczywistością. WhatsApp, Messenger, fb, poczta elektroniczna- w komórce działają normalnie.
Pociesza mnie fakt, że również Zocha miała taki problem, nie tylko ja, ale ja niezdara dalej sobie nie poradziłam.
Odezwę się wieczorem…
To bardzo przykre, że nie możesz pisać z komórki. Bardzo Ciebie tu brakuje. Wszyscy zajęci, nie ma z kim pogadać.
Bożenko!
Jeszcze chwilę jestem, czekam aż syn skończy pracę i podjedzie pod mój blok.
To bardzo miłe co napisałaś.
Nie planuję znikać całkiem, ale z przyczyn niezależnych ode mnie będę mniej.
No i dobrze -odpoczniecie od mojego gadulstwa.
Ale tego Twojego gadulstwa właśnie brakuje
Bożenko!
A 17 km w linii prostej znajduje się czubek Półwyspu Wiele razy, będąc na Helu, obiecywałam sobie, że popatrzę nań z drugiej strony, od lądu, ale dojechałam najdalej do Rzucewa; zawsze nosiło nas w drugą stronę, w kierunku zachodnim. Miło pospacerować plażą, choćby wirtualnie…
Pozdrawiam z deszczowego dziś Dolnego Śląska.
Witaj, ogólnopolska Ikroopko, w naszych skromnych progach 🙂
I mnie miło Cię przywitać Ikroopko. Powędrowałam oczywiście ścieżkami Twojego bloga… i utknęłam tam na dłuższym zwiedzaniu.
Pozdrawiam 🙂
Bardzo mi miło, zapraszam nieustająco
Progi może skromne, za to wnętrze jakie ciekawe
Bo tu są ciekawi ludzie…prawda Wyspiarze?
Widzę, że na Wyspę wpływają ostatnio nowe osoby.

Nawet ikroopke przywiało!
Cieszę się bardzo!
Witaj!
Wiało od zachodu
To dobrze skoro Cię przywiało ikroopko!
Wyspa jest gościnna, ten wiatr wiedział gdzie Cię skierować.
Różne są sposoby trafienia tu, ja sobie kiedyś pływałam, pływałam i aż wpłynęłam. A jak już wpłynęłam tak już zostałam!
Dobry wieczór. Nas na ogół też nosi w kierunku zachodnim, na Kaszuby, nad jezioro, ale od pewnego momentu zaczęliśmy jeździć też nad Zatokę, tyle że na spacery, tak na pół dnia: na Babie Doły i nad następne miejscowości: do Mechelinek (małe, ale ładne molo i znakomite restauracje), do Rewy (gdzie prawie zawsze można podziwiać deskarzy z żaglami i latawcami), do rezerwatu Beka (tam właściwie najlepiej byłoby rowerem) i do Rzucewa (to pewnie wiesz).
Przez dwadzieścia pięć lat (lub coś koło tego) jeździliśmy do Chałup, niestety, 'skończył’ nam się zaprzyjaźniony nocleg i teraz jesteśmy w kropce, czy szukać na Helu czegoś innego (ale tu już nie to samo), czy zmienić lokalizację, np. na środkowe wybrzeże – okolice Ustki nas zachwyciły. Teraz co prawda może się okazać, że jest to dylemat czysto wirtualny, no ale przecież kiedyś, wreszcie będzie można się ruszać swobodnie, mam nadzieję…
Miłego dnia życzę.
Hm, spróbuj wyguglać „Fajne Miejsce Dębki”, poznaliśmy kiedyś właścicieli w okolicznościach zagranicznych i od tej pory śledzę ich na Facebooku, wydają się całkiem do rzeczy.
A dzięki, zerknę:) dwa lata temu zrobiliśmy sobie taki dzielony urlop, jeden tydzień w Dąbkach, drugi w Dębinie i w obu miejscach czuliśmy się dobrze. Okolica (szeroko pojęta) jest tam urokliwa, te klify, te jeziora, te lasy, te ścieżki rowerowe:) I, co ważne, nie w tłumie. A z drugiej strony kusi Podlasie, oj, jak kusi…Pożyjemy, zobaczymy.
A i góry chyba też kuszą, prawda ikroopko?
I cerkiewki i pałacyki. Eh te moje marzenia o powrocie do normalności…
Góry kuszą, tylko kondycja niespecjalna:(
Ja tam lubię się mieć gdzie zamoczyć
Również witam Ciebie Ikroopko!
Byłam u Ciebie i stwierdziłam, że masz ciekawego bloga. 🙂
Jest co oglądać.
Miło mi
Zapraszam nieustająco; archiwum jest pełne, gorzej z aktualizacją, ale może się poprawię 
Dzień dobry, deszczowo. Fajrant i przerwa..
Wycieczka atrakcyjna, szczególnie dla tych, którzy mieszkają na samym dole po drugiej stronie, więc morze oglądają zdecydowanie za rzadko.
Podobał mi się kos zadumany nad żywotem własnym; pewnie ma swoje problemy, którym musi sprostać, ale za to biały łabędź ze smukłą szyją na tle ciemnych fal prezentował się okazale niczym na wybiegu.
Przystań z łodziami zawsze działa nostalgicznie, zapewne nie tylko na mnie. Ech, wypłynąć…
Ach, a kos sobie robił właśnie przerwę między jedną nieprzytomną arią a drugą! A łabędzie tylko dostojnie wyglądały, nie mówiąc ani słowa.
Bo łabędzie z zasady bywają dostojne…
Tak, to im wychodzi najlepiej.
A nad jeziorem jeszcze syczenie, jak człowieki nie chcą dokarmiać.
Bożenko bardzo to miłe co napisałaś o moim gadulstwie.
Widać to sprawiło, że cud się zdarzył i znów mogę wejść na Wyspę z komórki.
Ja jednak w cuda nie wierzę, więc podejrzewam w tym krasnoludka, któremu niniejszym dziękuję.
Więc i ja dziękuję temu krasnoludkowi i cieszę się bardzo
Gdy raz wypiłem parę wódek,
zjawił się u mnie krasnoludek…
Krasnoludek się odezwał ?
Dobry wieczór, wracam po przerwie.
Ty wracasz, a ja się żegnam. Dobranoc
Śpij dobrze Bożenko!
Wieje tak,że aż chałupka się trzęsie.Przypomnialo mi się trzęsienie ziemi,którego kiedyś zaznałam jak byłam u Danki w St.Louis.
No o tym to chyba nie pisałaś?! (jeszcze)
Tak panie Q -JESZCZE!
Wpisów opatrzonych kategorią „Makówka w Ameryce” jest chyba ponad 10.
Choć w niektórych „akcja” dzieje się nie tylko w Ameryce, bo ja lubię tak trochę mieszać, bardziej tematycznie układać.
Natomiast do St. Louis zajrzeliśmy (chyba?) po raz pierwszy „przy okazji” kontynuacji Wysp hiszpańskich.
Możemy kiedyś St. Louis i okolice pozwiedzać. Na jednym pięterku się wtedy raczej nie skończy, bo to bardzo ciekawe miejsce, a spędziłam tam sporo czasu.
Jestem za!
Będzie to wymagało wygrzebania starych zdjęć, często kopiowania z jakichś innych miejsc, więc jakość -wiadomo, ale sama z przyjemnością wrócę do tamtych miejsc.
Czy ktoś z Wyspiarzy był w St. Louis w Stanie Missouri?
A nie. Tylko z różnych filmów albo literatury znam.
Spokojnej!
Dobranocka.
To było, ale dawno. Lech Janerka w klimatach mocno poniedziałkowych, powoli i dostojnie. No i piękne solo na puzonie Tomasza Kasiukiewicza, na które zawsze zwracam uwagę. Całość na lepszą nockę.
Snów o prze-trwaniu.
Wróciłam do domu. Akurat między Dobranocką a lampką.
Między-między?
Czy co będzy?
Mogłabym opowiedzieć co nieco o wczorajszej wycieczce, ale za chwilę, nie wiem, czy zdążę? No i nie wiem, czy warto, czy chcecie?
No wiesz co… Pewnie, że tak.
A mnie się właśnie przypomniało, co skojarzyło mi się z pierwszymi słowami twojego wpisu:
Bo kto dziś pamięta Arendta Dickmanna?
Ha, na pewno słyszałem tę szantę, ale to było dawno i nie pamiętałem wiele.
Tetryku widzę, że nie możesz się doczekać żeglowania?
ba…
Ale niestety, pora już iść spać… Dobranoc, Wyspo!

Niech Ci się przyśni, że jesteś na pełnym morzu Tetryku!
Spokojnej. To i ja zmykam powoli…
Jakbyś się mniej śpieszył to za chwilę będzie coś z wycieczki.
Makówczyna niedziela z góry na dół i z powrotem, czyli między lampką a Gienią.
To był taki trochę męczący spacerek po Beskidzie Żywieckim.Najpierw szlakiem zielonym, potem niebieskim i na koniec czerwonym.
Z Ujsoł przez Muńcuł (1165mnpm) przez Mladą Horę, Hutyrów do Rajczy.
Jechaliśmy wynajętym autokarem (autokar na 40 miejsc, turystów -20, czyli zgodnie z obecnymi przepisami). Dzięki temu mogliśmy sobie pozwolić na zrobienie pętelki, czyli wracanie inną drogą niż podejście.
Męczący dla pozbawionej kondycji Makówki, gdyż była taka przeplatanka -do góry, w dół i znów do góry.
Idziemy…
Na każdym postoju uparcie próbuję walczyć z certyfikatem i przywitać się na Wyspie.
Na trasie spotkaliśmy inną grupę turystów. Z tej łąki widać było Pilsko, Tatry, ale zabrakło kogoś z naszych Mistrzów Fotografii , aby zrobić odpowiednią fotkę, więc musicie uwierzyć na słowo.
Zamiast ptaszków-koniki.
A my w czasie postoju jak te koniki wyglądamy chyba?
Cudowna wycieczka. To z tego powinno być pięterko, a nie ze spacerku po bulwarze!
Czekaj to jeszcze nie koniec!
Ale nie wiem…żeby nie było, że robię pięterko w pięterku i kiepskimi pstryczkami profanuję Ci wpis.
Ale to tylko uzupełnienie –niedziela od morza do gór…tak mi jakoś nasunęło się „na temat”, bo jednak dotyczy tej samej niedzieli.
To jest jedna z rzeczy, które mi się w Wyspie podobają najbardziej, że można swobodnie przejść znad morza w góry, szybko i bez zbytniego wysiłku.
Prawda?
I nogi wcale nie bolą!
Mnie trochę po niedzieli strzykało, ale to z nierozchodzenia.
Łoj ja teraz już ledwo się czołgam.
Po długim niechodzeniu trzy dni pod rząd to trochę za dużo dla moich nóg:
niedziela -„pętelka”
poniedziałek -ogródek -plewienie, grabienie itd
dziś -wędrowanie po Rajsku
Zrobiłbym przerwę. Może nawet z jakimś wymoczeniem we wannie?
Jeszcze parę pstryczków.
Jak zobaczyłam te listki cyknęłam im fotkę, gdyż konwalie towarzyszące likierowi mi się skojarzyły…
Po drodze mijamy taką tablicę (proszę kliknąć na zdjęcie, aby dało się przeczytać tekst).
Są i obumarłe świerki na potwierdzenie tego co na tablicy.
Cieszy oczy flaga UE w takim miejscu.
Fladze unijnej przygląda się taki gość.
Quackie miał rację, z tych wspomnień powinno być pięterko.
Dziękuję Bożenko, dziękuję Q, że zauważyliście, że była to ciekawa wycieczka.
Q zapytał, czy będzie między między to pomyślałam – dam jakieś JEDNO zdjęcie z niedzieli. A jak już zaczęłam wybierać to jakoś tak się rozkręciłam, bo najlepiej wrażenia opowiada się na bieżąco.
No i między lampką a Gienią jeszcze nie było, prawda?
Nie o to chodzi Maczku, ale myślę, że tych zdjęć jest tyle, że gdyby były na osobnym piętrze, można by było na ten temat podyskutować. A tak, piętro prędko się zapełni i (szczególnie dla Ciebie) trudniej Ci pisać przez telefon. Przecież o ile pamiętam, kiedyś na ten temat narzekałaś.
Takie jest moje zdanie, chyba się z tym zgadzasz?
Rozumiem, masz rację. To był taki impuls opowiedzenia na bieżąco.
Wczoraj wyjechałam tylko na jeden dzień. No i w niedzielę -też na jeden.
Te zdjęcia dodawałam już z domu, z laptopa.
I tak oto Quackie piszac :
(Między-między?
Czy co będzy?)
sprowokował mnie do podzielenia się z Wami moimi pstryczkami z niedzielnej wycieczki.
Rozpadało się na dobre, na nocną zmianę nie ma co liczyć, czas się pożegnać.
DOBRANOC!
Dzień dobry
Jasne słoneczko od rana, ale zimno. Nic dziwnego, bo przecież dziś zaczynają się dni zimnych ogrodników…
Witam deszczowo!
Faktycznie zimno się zrobiło…
A ja Ciebie słonecznie.
Witajcie!
Dziś nie w pracy, za to mam inne załatwienia…
Owocnego załatwiania Tetryku!
Dzień dobry. Dla odmiany słońce.
Już ta godzina, a Gieni nie ma? Już ją proszę…

Czy jeszcze jest herbata?
Witałam się deszczowo, a tymczasem już wychodzi słońce.
Już trafiłem do domu i liczę… (na obiad).
Pochwalisz się co dobrego jadłeś?
Ja też już po obiedzie… czyli „obiad zjedzony, dzień zaliczony”.
Stara, wojskowa szkoła!
To i ja pędzę po zupę, którą właśnie sobie ugotowałam.
Dzień dalej nie zaliczony,bo między zupą,a drugim daniem pędzę na Rajsko.

Ale nie denerwujcie się nie będzie z tego relacji
Dzień dobry, Quackie:)
U Ciebie z góry na dół, a u mnie raczej w kółeczka:)
Takie jak od rzuconego do wody kamyka.
Moja włóczęga po okolicy obfitowała głównie w nieoczekiwane zwroty… pogody:)
Grzało, wiało, mroziło, błyskało, moczyło, sypało. Czasami w tym samym czasie, ale przeważnie na przemian.
Tym milej było ukoić się na Twoim pięterku po tych ekstremach.
Pozdrawiam:)
Dzień dobry, to miałaś spacer po strefach klimatycznych, z efektami specjalnymi!
Dzień dobry:)
Z bardzo specjalnymi:)
Za to po burzliwym (dosłownie – huczało i błyskało) nocnym ataku na Jezioro, który mogłam sobie podziwiać niemal na sucho, zadział się spokój. Prawie słonecznie i prawie niewietrznie. Ale to w cywilizowanych światach. Aura w dzikich krainach wciąż uroczo nieprzewidywalna:)
Pozdrawiam:)
Miłego dnia, Wyspo.
Śnieg stopniał i słoneczko pięknie podsuszyło rozpłakane Miasteczko:)
Pozdrawiam:)
A u nas druga połowa dnia słoneczna i prawie ciepła.
Spacerowałam w drugiej połowie dnia po Rajsku. Podziwiałam bujną zieleń, piękne kwiaty i śpiew ptaków.
Było słonecznie -zgoda, ale hm z tym ciepłem to bym Tetryku nie przesadzała.
Byłam w ocieplonej kurtce i w opasce na uszach i wcale nie było mi za ciepło.
Wróciłam przed 19. W sam raz, aby zdążyć na rozmowę Mariana Celińskiego, Jana Bińczyckiego i Tomasza Piątka. Mało optymistyczna była ta rozmowa.
Jednak tylko przyroda daje powiew optymizmu.
Dlatego wolę posłuchać ptaszków, niż polityków.
Cóż ja też WOLĘ, ale lubię jednak WIEDZIEĆ.
Ostatnio jak już wpadam w psychiczny dół z bezsilności i bezczynności postanawiam sobie -nie czytam, nie oglądam, nic mnie to nie obchodzi i …jednak nie potrafię.
Celiński i Piątek to nie politycy, tylko dziennikarze śledczy piszący o politykach. Też wysłuchałem rozmowy ze Sp. Ogniwo – nie były to stracone 2 godziny.
Też uważam, że warto było, choć trudno to nazwać miłą rozrywką.
Natomiast przyjemne było dla mnie oglądanie Jaśka Bińczyckiego, którego pamiętam jeszcze ze spacerków Młynówką Królewską, gdy był dziecięciem wożonym w wózku.
Są rówieśnikami z moim młodszym synem, byli potem w jednej grupie w przedszkolu.
Więc tak czasami myślowo sobie wspominałam te nasze spacerki mamuś z dziećmi, aby oderwać się od Smoka i innych mało wesołych rzeczy.
Miało się wtedy problemy -kupki, ulewania, ale i też chorowania naszych skarbów.
Gdy długo którejś z nas nie było „na Alejkach”(bo maluch chorował) wracałyśmy z utęsknieniem z przymusowego aresztu domowego do ploteczek przy piaskownicy.
Dzień dobry, Tetryku, Makówko i Bożenko:)
Wróciłam ze swoich eskapad zmarznięta ale szczęśliwa.
Odcięcie od medialnej siekaniny zawsze dobrze mi robi.
Pozdrawiam:)
Witaj Leno!
To zawsze dobrze robi. Mam na myśli odcięcie się na „łonie przyrody”.
No to chwilowo fajrant i przerwa.
Dobrej nocy życzę wszystkim i idę pod kordełkę…
Spokojnej!
Dobrej!
Dobranocka.
Dzisiaj na celtycką nutę. Chciałem zapuścić tego samego pana na lutni barokowej, ale jednak z tą gitarą dużo lepiej. Melodia na modłę irlandzką.
Snów o dalekich krainach.
Dalekich krainach odwiedzanych nie tylko wirtualnie -jak najszybciej, wkrótce…
Między-między nie ma, więc ja się już pożegnam i lampką oświetlę trasę pod kordełki…

Spokojnej! I ja zmykam, dzisiaj trochę szybciej.
Ależ jest między- między Tetryku!
Wyżej!
Przydługie sprawozdanie z wycieczki niedzielnej należy podzielić na parę kawałków i zrobić z tego parę między-między, prawda, że to dobry pomysł?
Spokojnej nocy życzę naszym Mistrzom i wszystkim innym co już śpią i jakby co jestem jeszcze na nocnej zmianie.
Teraz to i ja idę spać!
Dzień dobry
Brrr, zimno. Ale nic dziwnego, przecież rządzą zimni ogrodnicy.
Witajcie!
Jeszcze będzie cieplutko, jeszcze będzie przyjemnie…
I normalnie ? I bez masek? I będziemy się spotykać przy piwie w knajpkach? Chodzić do fryzjera? Dzieci do szkół? A ich rodzice do pracy?
I planować wakacje i latać samolotami? A do lekarza tak zwyczajnie jak dawniej?
A politycy będą tak nudni i PRZEWIDYWALNI, że nawet nie będziemy pamiętać nazwiska ministra?…no chyba przesadziłam!
Chyba nie przesadziłaś, bo tak było, tak było normalnie. Ale kiedy to wróci? Wątpię, że to będzie za miesiąc… Czyli trzeba zmienić plany na lato
Mnie (już wiem) niektóre plany diabli wzięli.
-14 maja Danka miała przylatywać do Polski, więc miałyśmy się spotkać.
-11-14 czerwca od wielu lat spotykamy się od wielu lat w Gródku nad Dunajcem i wspominamy dawne studenckie czasy.
A 3 lipca nasza Oaza -czy już wtedy będzie normalnie?
Mam poważne wątpliwości…
Też wątpię. Aż tak naiwną optymistką nie jestem.
Przed chwilą rozmawiałam ponad godzinę z moim starszym synem, który jest od 7 lat w Wlk. Brytanii.
Powiedział „mamo, ale popatrz na to tak -takie wyciszenie TERAZ (miał na myśli naszą rodzinę)chyba nam było potrzebne”.
Innymi słowy „nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło ” i widzimy pełną część szklanki.
Takie spojrzenie ułatwia godzenie się z aktualną sytuacją. Tak personalnie. Gdy nie myśli się o skutkach zdrowotnych, gospodarczych, politycznych itd. globalnie, ale na to i tak nie mam wpływu.
Dzień dobry. Te pory roku tak szybko się zmieniają…
To prawda. Tej wiosny mieliśmy już lato, a miejscami zimę
A więc czas na Gienię…
Witam!
Gieniaaaa! Herbatę poproszę!
Dzień dobry


Co mi się dawno nie zdarzyło… w tym tygodniu pracuję od poniedziałku do środy… czyżby wracała normalność?
Sprawdzałam statystyki zachorowalności tego paskudztwa w stanie Illinois i znacznie spadło. Spada też ilość zgonów. Mam nadzieję, że w końcu się pozbędziemy i wróci „normalność”
I tego Ci życzę.
Obawiam się, że nie tak za prędko. Ale obyśmy tak zdrowi byli!
Fajrant i przerwa.
Bieżący komentarz Daukszewicza (nie mogłem się powstrzymać…)
Daukszewicz jest nie do podrobienia, lubię jak jest w „Szkle Kontaktowym”
Tak było…tak będzie i nikt nie wie co jeszcze wydarzy się takiego, co kabareciarze jeszcze długo będą wyśmiewać.
Dzięki Tetryku, że nie mogłeś się powstrzymać.

No to po przerwie.
Ale od razu mówię: mam jakiś problem z siecią, a może z komputerem
nie wiem za bardzo, co się dzieje, niektóre serwisy/ witryny działają, niektóre nie, część wolniej niż zwykle.
Aha, i np. strona speedtest zgłasza błąd odczytu
A tymczasem idę spać, bom dziś zmęczona jak dawno…
Dobranoc
Spokojnej!
Dobrej i spokojnej, Bożenko!
Dobranocka.
Moonglow, czyli księżycowy blask. Taki standard jazzowy, oparty na bluesowym schemacie, w wykonaniu doskonałego duetu, Bucky’ego Pizzarellego i Franka Vignoli. Nagranie z 2012.
Snów opromienionych księżycowym blaskiem. To znaczy tym, którym to nie przeszkadza.
Wiecie co, to się robi coraz gorsze, przeładowywanie (każdej) strony trwa w nieskończoność. Ja się chyba na dzisiaj pożegnam, z nadzieją, że jutro będzie lepiej…
Niech ci się poprawi do rana… Spokojnych snów!
Korzystając z dostępu do klawiatury zapraszam przed snem na kolorowe i pachnące pięterko…
Lampka niech mruga jeszcze tutaj, nieśmiało konkurując z blaskiem księżyca powyżej.
