Na suchego wpłynąłem przestwór oceanu czyli…
o fantazmatach samotnego wędrowca…
Nocna pieśń ryb
(Fisches Nachtgesang)
Christian Morgenstern:
—
‿ ‿
— — —
‿ ‿ ‿ ‿
— — —
‿ ‿ ‿ ‿
— — —
‿ ‿ ‿ ‿
— — —
‿ ‿ ‿ ‿
— — —
‿ ‿
—
Ponoć przyzwyczajenie jest drugą naturą.
Nie powinno zatem dziwić, że, nawykłe do najbardziej rozpowszechnianych przez wieki form oko zatrzymuje się najpierw na tytule. Na tych drobnych, czarnych znaczkach – znajomych, konwencjonalnych, więc, siłą rzeczy – bezpiecznych. Zrozumiałych:
Nocna pieśń ryb
Tytuł jest ważny. Pomocny. Porządkuje i ukierunkowuje. Ogranicza dowolność interpretacji.
Trój-wyrazowy wers jest nośnikiem informacji i komasuje znaczenia.
Określa czas i miejsce spodziewanych zdarzeń, łamiąc jednocześnie stereotyp postrzegania rzeczywistości:
pieśń ryb
W wielu kulturach sprowadzono ryby do niewiele znaczącej, pozbawionej głosu masy.
Obok najbardziej oczywistego tropu, jakim jest zastosowanie oksymoronu czy metaforycznego przesłania, wewnętrzna sprzeczność epitetu pieśń ryb wysupłuje z zakamarków pamięci dodatkowe skojarzenia: z judaistycznym symbolem płodności i szczęśliwego życia rodzinnego, z sumeryjskim Bogiem Mądrości Władcą Sieci Dumuzi i pierwszymi nauczycielami kau – pół-rybami, pół-ludźmi, z pierwszymi chrześcijanami legitymującymi się znakiem ryby (zamiast krzyża), i, wreszcie, z tak bliskim wszystkim chrześcijanom Ichthysem.
Nagle okazuje się, że po zmianie percepcyjnej perspektywy wszystko, co widoczne w świetle dnia, może okazać się mniej oczywiste, jeśli nie – zupełnie złudne.
Z takim bagażem przemykających w ułamku sekundy przemyśleń, prześlizgując się wzrokiem niżej, nie dostrzega się w pierwszym momencie niczego niepokojącego:
—
‿ ‿
— — —
‿ ‿ ‿ ‿
— — —
‿ ‿ ‿ ‿
— — —
‿ ‿ ‿ ‿
— — —
‿ ‿ ‿ ‿
— — —
‿ ‿
—
Forma utworu, jego stychiczna budowa, wersyfikacja, wydają się czymś standardowym. Dzięki porządkowi w poziomie i pionie kompozycja nie wzbudza większych wątpliwości – to wiersz.
Drugie, bardziej wnikliwe zerknięcie nieco deprymuje.
Po dłuższej chwili skupienia udaje się dostrzec niespotykaną symetrię:
+
‿ ‿
— + —
‿ ‿ ‿ ‿
— + —
‿ ‿ ‿ ‿
+ + +
‿ ‿ ‿ ‿
— + —
‿ ‿ ‿ ‿
— + —
‿ ‿
+
Migocący przed oczyma, przywodzący do skojarzeń z egzystencjalną symboliką krzyża, szkieletem kręgowca czy ożebrowaniem dna łodzi kształt wabi i intryguje.
Również przywołanego we wstępie wędrowca.
Zegarmistrzowska, nienaturalna dla tekstu precyzja konturu:
+
+ +
+ — +
+ ‿ ‿ +
— — —
+ ‿ ‿ +
— — —
+ ‿ ‿ +
— — —
+ ‿ ‿ +
+ — +
+ +
+
przyzywa i zaciekawia.
Oglądana z dystansu graficzna łamigłówka wiąże obraz z tytułowymi rybami. Z widzianym z góry, zatartym nieco, obrysem ich płetw i ogona. Z, pobłyskującą regularnym wzorem łusek, pojedynczą sztuką, lub – całą, zmierzającą dokądś ławicą.
Równie dobrze może okazać się dostrzeżoną z lotu ptaka, zapełnioną pasażerami łodzią, jak i grupą jednostek pływających, ustawionych w szyku, znanym choćby z pożółkłych fenickich rycin.
Albo dziwacznym baletem księżycowych refleksów na lekko falującej powierzchni. Canzona wszak rozbrzmiewa nocą…
I pozostaje jeszcze kwestia centralnego punktu prezentowanej kompozycji:
—
‿ ‿
— — —
‿ ‿ ‿ ‿
— — —
‿ ‿ ‿ ‿
— + —
‿ ‿ ‿ ‿
— — —
‿ ‿ ‿ ‿
— — —
‿ ‿
—
Uwięziony między dwiema płaszczyznami wędrowiec zdaje się być nic nieznaczącym punkcikiem podwojonej symetrii. Jemu również trudno orzec, czy to w tafli nieba odbija się deltoidalny migot zmarszczek, czy może gwiazdy przekomarzają się z własnymi odbiciami w lustrzanej gładzi…
Tak czy inaczej, pierwszy wers prezentowanej Pieśni… zapowiada podróż niezwykłą.
Oto, zwabiony możliwością przeżycia czegoś istotnego żeglarz inicjuje wędrówkę tyleż niesamowitą, co – pełną wrażeń:
—
Graficznie zaznaczony, pojedynczy tiret sugeruje symboliczny początek.
Odbijana od brzegu długą, łagodną falą łódź unosi człowieka samotnego w bliżej nieokreśloną dal.
Krótka, pozioma linia, niczym kreska ust pozbawionych grymasu, podpowiada, że wszystko wokół wciąż pozostaje tajemnicą. Nic się jeszcze nie zadziało, więc nie ma powodu do radości. Ale także – do niepokoju. Ten wers cały staje się oczekiwaniem.
Jest noc. Wyprawie patronuje księżyc, bo tylko dzięki jego lśnieniu możliwe jest dostrzeżenie faktury zmarszczonej tafli. To przewodnik równie wyalienowany jak żeglujący bohater. Tkwi nieruchomo u szczytu konstrukcji, jakby zawieszony nad głową, oświetlający drogę ku nieznanemu, kuszący blaskiem i nieodgadnionym milczeniem.
Jego migot zdaje się być tak silny, że wędrowiec instynktownie przymyka oczy:
‿ ‿
i, pozbawiwszy się najbardziej uwiarygodniającego zmysłu, „skazuje się” na zaufanie pozostałym – dotykowi, smakowi, węchowi, i – słuchowi.
Rozsmarowany na powierzchni chłód wody, posmak wilgoci osiadającej na twarzy i wargach, specyficzny, niedający się z niczym pomylić zapach rozkołysanego akwenu, wspomagane delikatnym pluskatem żyjących własnym życiem fal, wprawiają żeglarza w stan dziwnego odrętwienia z pogranicza jawy i snu.
Pod wpływem onirycznych niemal doznań czoło podróżnika wygładza się:
—
‿ ‿
a pod powiekami pojawiają się jemu tylko póki co znane obrazy.
U początku podróży wyłącznie od bohatera zależy, czy zechce asekurancko pozostać pośród tych urojonych projekcji, czy odważy się spojrzeć ku nieznanemu i poddać urokom krajobrazu
Dwie krótkie, półokrągłe fale odbijają się od ciemnego nieboskłonu i bezszelestnie wsiąkają w mroczny dookół, by po chwili objawić się pośpiesznym, podwojonym pluśnięciem na lekko drgającej tafli i zamrzeć, dając wędrowcowi czas. Czas do namysłu i podjęcia decyzji: co dalej?
Kolejny wers jest potrojoną pauzą, swoistym armistycjum:
— — —
Ta triada staje się pretekstem do wspomnień. Monumentalna, więc pozornie nieruchoma fastryga przeszywająca bezkres ciemności uświadamia bohaterowi, jak kruchym i nietrwałym on sam jest istnieniem. Swoim bezlitosnym, obojętnym niby-bezruchem szemrzące grzywacze wywołują pragnienie, by tuż obok znalazł się jeszcze ktoś. Ktoś bliski, kto podzieli los wędrowca. Jak on – ufnie przymknie powieki:
‿ ‿ ‿ ‿
i pozwoli, by i jego musnęło błogosławieństwo współuczestniczenia w nieznanym.
Przy akompaniamencie melodyjnego mormoranda pojawia się refleksja, by poddać się wspólnemu ukołysaniu i bez lęku przyjąć to, co przygoni los:
— — —
Kolejny, potrojony nawrót wodnej potęgi uwrażliwia zmysły.
Do uszu wędrowca dochodzi kuszący szept, by uległ rytmowi pluśnięć, uznał nieograniczoną władzę żywiołów i stał się częścią ich, ledwo trąconej tchnieniem nocy, obecności.
Wszystko podpowiada, by pozwolił sobie na całkowite odrealnienie, stopił się z otaczającymi go pierwiastkami – powietrzem i wodą.
Od zarania te żywioły symbolizują dwie przeciwstawne energie – męską i żeńską:
— — —
‿ ‿ ‿ ‿
Dochodzące z oddali, kojące dźwięki podszeptują podróżnikowi, by uświadomił sobie, że wzajemna ekskluzja jest pozorna. Pozorna, ponieważ od istnienia jednego instynktu zależy istnienie drugiego. Wspólnie gwarantują tę niezbędną dla kondycji mikro- i makrokosmosu równowagę.
Bez męskiej witalności powietrza odczuwanie nie byłoby możliwe: to jego zawirowania uprawomocniają istnienie zapachów, smaków, odbiór bodźców dotykowych i… dźwięków.
Spokojny, stateczny układ następnej triady przywodzi na myśl powiewy wiatru, wyrysowującego na powierzchni kolejną piktogramową informację:
— — —
Woda – antonimiczna kobiecość – odpowiada mu własnym rysunkiem:
‿ ‿ ‿ ‿
Wędrowiec staje się nagle świadkiem swoistego dialogu, czy raczej – finezyjnego flirtu.
Rola obserwatora, słuchacza, dostarcza mu przyjemnych doznań. Wykwitają nie tylko subtelnym pluskiem unoszących się nad wodą kropel, delikatną, chłodzącą ciało mgiełką, zwilżeniem warg, rześkością na podniebieniu, ale także rodzajem mentalnej satysfakcji, rodzącej się w przeczuciu poznania czegoś ważkiego.
Zarezerwowany w większości kultur dla męskiej energii brak krągłości zdaje się jeszcze dobitniej podkreślać tajemniczą współzależność:
— — —
Utożsamiane z kobiecością obłość, łagodność, miękkość kształtu, pozbawione agresji, wpasowujące się w otoczenie, umiejące zaaklimatyzować się w każdym niemal środowisku łuki:
‿ ‿ ‿ ‿
powołują żeńskość do partnerowania w tym, organizującym odwieczny porządek, dwugłosie.
Harmonia konstytuuje intelektualną wartość otoczenia.
Wędrowiec może bez obaw poddać się kojącej melodii, popychającej jego iluzoryczną łódź naprzód; wsłuchać się w powtarzające się, refreniczne sekwencje dobiegających z mrocznej oddali fraz:
‿ ‿ ‿ ‿
— — —
I wreszcie – znowu przymknąć oczy i poddać się nokturnowi fal:
‿ ‿
Nadchodzi kres podróży. Na horyzoncie majaczy tajemnicze światełko. Wszystko znowu staje się zapowiedzią, oczekiwaniem na pieśń ryb opromienianą blaskiem Porannej Gwiazdy:
—




Dobry wieczór:)
„Malarstwo jest milczącą poezją, a poezja mówiącym malarstwem” – twierdził niejaki Simonides z Keos, ani się spodziewając, że zostanie w przyszłości okrzyknięty jednym z praojców poezji konkretnej.
Zapraszam do poszukiwania własnych kontekstów w wizualnej tejże poezji odsłonie:)
Miłej zabawy:)
I tak dotknęliśmy istoty poezji: to nie jest to, co jest przez autora napisane, tylko to, co rodzi się w umyśle odbiorcy podczas czytania. Sztuka polega na tym, żeby tych narodzin nie przegapić, przeciwnie: celebrować je i wzmacniać.
Brawo, Lena! Fantastyczny rozbiór i objaśnienia!
Dobry wieczór, Tetryku:)
Dziękuję.
Nie potrafiłam odmówić sobie przyjemności pokazania szerszej rzeszy czytelników jednego z klasyków gatunku:)
Pozdrawiam:)
Uff. Wróciłam do domu i wiedziona ciekawością zerkam od razu na Wyspę.
Wczoraj Mistrz Q proponował sny z potencjałem.
Dziś Lena zaprasza do poszukiwania własnych kontekstów w wizualnej tejże poezji odsłonie.
Potencjały, konteksty …Wyspa wzniosła się na takie wyżyny, że zwykły Maczek nie wie co powiedzieć.
Jak nie wiesz Maczku co powiedzieć to złóż gratulacje dla autorki
Dobry wieczór, Makówko:)
Wszystko to przecież balansuje na granicy żartu. Powiedziałabym nawet, że z łuków i kresek łatwiej wróż…, przepraszam, interpretować niż z herbacianych fusów:)
Pozdrawiam:)
Dobry wieczór. Widziałem już rozmaite zabawy graficzną formą wiersza, ale zawsze miał dwie warstwy – znaczenie słów i kształt wersów. Tutaj znaczenie wypływa (nomen omen) z kształtu wersów, nie zawierających żadnych znaczeń „słownikowych”! A przecież kształt liter i brzmienie słów jest sprawą umowną!
Dobry wieczór, Quackie:)
Ale zawsze można jeszcze zająć się w tym konkretnym przypadku rymami
bardzo:
dokładnymi
zewnętrznymi
wewnętrznymi
anagramowymi
😉
A poważnie (o ile przy takim utworze da się na serio) chyba Tetryk ujął to najtrafniej, mówiąc o tym, co rodzi się w umyśle odbiorcy.
Ja tam się cieszę, że choć tytuł był i nazwisko autora, bo miałam punkt zaczepienia:)
Pozdrawiam:)
Ależ da się na serio! (Co ja dzisiaj mam z tymi wykrzyknikami?)
Mam natomiast wątpliwość, czy to jeszcze wiersz, czy już obraz – bo przecież znaczenie nadajemy formie graficznej z pominięciem zwykłych jednostek języka (liter, leksemów, gramatyki, składni etc.) A może to forma pośrednia?
Trochę tak jak z tym słowem roku w plebiscycie PWN za bodajże 2018 rok, którym zostało „XD” – przecież emotikon to nie słowo, tylko litery (znaki) wykorzystane w celu graficznego przedstawienia (po odwróceniu o 90 stopni) mocno śmiejącej się „buźki”. Aliści znajomi z branży twierdzą, że to „słowo” funkcjonuje również w zapisie stricte słownym – „iksde”, i że to nazwa tego emotikona. Musiałby to rozstrzygnąć lepszy ode mnie specjalista, podejrzewam, że dobry semiotyk.
Myślę, że z XD jest nieco inaczej, ponieważ mają one choćby swój odpowiednik brzmieniowy, to „iksde” właśnie i jednak są uniwersalne, zrozumiałe we wszystkich funkcjonujących w sieci językach:)
W fonetyce łuki oznaczają krótkie, a myślniki długie samogłoski, ale, żeby powstał dźwięk trzeba te graficzne odpowiedniki iloczasowe zastąpić konkretnymi głoskami, same w sobie są nieme (jak te stereotypowe ryby:)).
Wydaje mi się, że ten konkretny utwór ma przełamać pewne standardy i pokazać umowność poetyckiego języka, a co za tym idzie – również tworzonych w tym języku poetyckich obrazów. Poza tym „bycie wierszem” nie wyklucza, wg mnie, „bycia obrazem”. Ostatecznie „Kaligramy” Apollinaire czy „Pegaz dęba” Tuwima łączą w sobie obraz z treścią:)
Przy czym nieco, moim zdaniem, zaprzeczają idei wolności ododbiorczej, bo i forma i treść są narzucone przez autorów.
Morgenstern jest jednak bardziej demokratyczny w pozwalaniu na skojarzenia:)
Nic nie poradzę na to, że nie potrafię brać tego utworu „na poważnie”. Wydaje mi się czymś w rodzaju „puszczania oczka” do czytelnika:)
Puszczanie oczka jak puszczanie kaczki na jeziorze
(coś za wcześnie mi odpowiedź opublikowało)
Tak, właśnie kaligramy miałem na myśli wcześniej – i to, że one są składane ze słów.
A tego znaczenia łuków i myślników nie pamiętałem, dziękuję za przypomnienie. Moim zdaniem masz rację – ten wiersz przypomina o umowności znaków, ale przecież cały język jest umowny: to my jesteśmy przyzwyczajeni, że litery jako znaki graficzne przekładają się (pojedynczo i grupami) na głoski, że tworzą całości, które coś znaczą. W gruncie rzeczy litery jako znaki są całkowicie umowne, najlepszy dowód, że istnieje wiele alfabetów, podobnych (np. grażdanka, zwana potocznie cyrylicą) i niepodobnych (znaki chińskie i japońskie, a także arabskie) do łacińskiego.
Nie zapuszczałabym się w gąszcz frazeologizmów z czasownikiem „puszczać”, bo na „puszczaniu przodem” mogłoby się to nie skończyć:)
Te łuki i myślniki mamy chyba jeszcze z greckiej poetyki, o ile dobrze pamiętam.
I wszystko zaczęło się przecież od obrazków, potem dopiero były ideogramy, a pismo fonetyczne, którym my się posługujemy, w ogóle dość smarkate jest:)
Ale tak się do niego przyzwyczailiśmy, że kompletnie przeoczamy jego graficzną formę. Ona jest całkowicie przezroczysta, zresztą nic dziwnego, jakbyśmy mieli zastanawiać się nad każdą literką, bylibyśmy jak kilkulatek nad elementarzem Falskiego, a jednak szybkie przyswajanie informacji na to nie pozwala. A jednak poezja (najczęściej ona) czasem prowokuje do takich pytań (nie postawię tu wykrzyknika, nie postawię tu wykrzyknika, nie postawię…).
Tu to już Roman Ingarden się kłania ze swoją „wielowarstwowością dzieła literackiego”:)
A wiesz, że ja mam emocjonalny stosunek do znaków graficznych:)
Kiedyś miałam okazję obcować m.in. z prasłowiańskimi runami i może stąd się ta fascynacja wzięła.
A ja nigdy nie miałem specjalnego nabożeństwa do kaligrafii. Chociaż dzisiaj (wczoraj) okazało się, że znajoma osoba, której o to nie podejrzewałem, ma w tym kierunku niepospolity talent.
Ten wiersz skojarzył mi się ze sztuką pod tytułem „Sztuka” (autora niestety nie pamiętam…), zaczynającą się od słów:
Mój przyjaciel Serge kupił sobie obraz. Obraz przedstawia biały kwadrat na białym tle…
Bardzo ładne. Trochę jak Beckett, ale bardziej eleganckie 🙂
Sprawdziłem – „Sztuka” to sztuka Yasminy Rezy 🙂
Piękne skojarzenie, Tetryku.
Znam taki obraz Kazimierza Malewicza „Białe na białym”:)
Dobrej nocy i poetyckich snów! 😉
Spokojnej!
Miłej nocki, Tetryku.
Zmęczył mnie dzisiejszy dzień.
Dobranoc !
Spokojnej!
Dobrej nocki, Makówko:)
To ja też już zmykam. Dzień może nie tak pracowity, jak zwykle, ale pracowity inaczej
Miłej nocki zatem:)
Fantastyczne Leno. I potwierdzam słowa Ukratka, bo w każdym dziele ważny jest odbiorca – nadaje swój sens utworowi!
Dobry wieczór, Wiedźminko:)
Dziękuję.
Prawda?
Bez odbiorcy utwór tak naprawdę nie istnieje…
Cieszę się, że Ci się podoba, choć to pan Morgenstern jest tu gwiazdą:) Powiedziałabym nawet – Poranną Gwiazdą:)
Pozdrawiam:)
Dawno temu pracowicie umieściłam na Wyspie ” graficzny wiersz” z „Pegaza dęba”. Był obraz i była teść.
Więc wiesz, jakie to było wyzwanie:)
Ja zastanawiałam się nad zdjęciową alternatywą, ale to nie byłoby już to samo:)
A cytat z „Sonetów krymskich” jakż
e stosowny …
Dziękuję.
Skoro ryby mogą tworzyć pieśni, to i my możemy popływać po suchych oceanach;)
Dzień dobry
To już połowa tygodnia i coraz zimniej… A wicher nie odpuszcza…
Witajcie!
Dobrze mi się zasypiało przy bezgłośnej rybiej pieśni
Słonecznie witam!
Dzień dobry z lekkim opóźnieniem. Za oknem słońce suszy mokre chodniki, przede mną cała lista rzeczy na dziś.
Bry panie Q!
Przede mną też różne karteczki co jest do zrobienia, załatwienia, kupienia itd.
Trochę zawirowań rodzinnych, trochę przygotowań spowodowało, że poszłam dziś zrobić prysznic i…umyłam głowę, wyszłam z wanny, gdy kończyłam się wycierać przypomniałam sobie, że ZAPOMNIAŁAM UŻYĆ MYDŁA!
Ale chyba użyłaś szamponu?
Użyłam szamponu, ba! nawet odżywki, no ale ZAPOMNIAŁAM o reszcie makówczynego ciała. Już wytarta wlazłam więc z powrotem do wanny, namydliłam się, spłukałam i drugi raz wytarłam.
To miał być SZYBKI prysznic, nie jakieś kąpiele w wannie.
Och, zdarza się. Mnie już parę razy się zdarzyło wędrować z mokrą głową na drugi koniec łazienki po szampon. Na szczęście łazienka nieduża, no ale.
Dobry wieczór, Makówko:)
Zdarzyło mi się parę razy zrobić pranie bez proszku, ale szczytem szczytów było zaparzenie herbaty bez włożenia zaparzacza i pomstowanie przy piciu, że mój ulubiony gatunek strasznie się zepsuł:)
Pozdrawiam:)
Zastanawianie się wieczorem przed pójściem spać czy myłam już zęby?
Pranie bez proszku, pieczenie ciasta bez proszku…
Dobry wieczór Leno i też pozdrawiam!
Po prostu, gdy człowiek ma głowę zajętą poważnymi sprawami, to o głupotkach zdarza mu się zapomnieć:)
Ja tam w tym nie widzę żadnej tragedii.
Chyba że jest się spóźnionym i wsiada się w zły autobus.
Komu kawy, komu herbaty?
Kawę, koniecznie.
Poproszę herbatę z kopem (rozjaśniającym umysł) i melisą równocześnie.
Gienia ma takie?
Gienia ma wszystko, co kto lubi.
Pomogło! W mniejszych nerwach zabrałam się za to co powinnam.
Cieszę się Maczku i miłego dzionka życzę
Dziękuję Bożenko!
U mnie teraz z nieba wali czymś takim co przypomina płatki śniegu!
Odwołana zima jednak przyszła?
Dobry wieczór, Bożeno:)
I ja właśnie przy ulubionej herbatce:)
Pozdrawiam:)
Każdy z nas posiada znajomość pewnego zasobu słów z języka ojczystego i obcych będących w obiegu publicznym , ale nie zawsze potrafi opisać dokładnie ich sens . Opis bowiem , to już wrażliwość nasza , stan emocjonalny i niezbędna edukacja i doświadczenie . Taki przykład rozmowy : jakie są pana poglądy na migracje etniczne , w ujęciu socjologiczno-marenistycznym ? Odpowiedz : w konkretnym idenferentyzmie , każda , chociażby minimalna inteligencja agralimujaca abstrakcyjne orbity idealizmu egzakieruje się… A modyfikując frekwencje , za pomocą klerykalnych prolikronizmów , ta kakofonia jest niczym innym jak melodramatem społecznych perkusji libretto . No to tyle , chyba znów zasłużyłem na pstryczka Dzień dobry 🙂 I bukiecik dla Leny za ciekawy wykład jak pojmować treści napisanego tekstu
Ode mnie Maksiu zasłużyłeś nie na pstryczka, lecz
Dobry wieczór, Maksiu:)
Pomyślałam sobie, że przytoczona przez Ciebie rozmowa równie dobrze mogłaby obrazować moją „Pieśń ryb”:)
Zaprezentowany wiersz może przecież opowiadać o „migracjach etnicznych w ich socjologiczno-marynistycznym” ujęciu, a nawet – kontekście.
Polemizowałabym natomiast z „konkretnym idenferyzmem”, skłaniając się bardziej ku abstrakcyjnej interferencji, przywołanej przez Ciebie „minimalnej inteligencji”, fundamentalizując jednak ów „minimalizm” i pluralizując jednostkowość. Nie jestem bowiem przekonana, czy jako „minimalna”, w dodatku „jednostka” – predystynuje ona do już „agralimującej”, czy jednak pozostaje poza kręgiem wpływów cultura agra, wciąż tylko sublimując „abstrakcyjne orbity idealizmu”. Żałuję, że nie dane mi było poznać, z czego wspomniana „minimalna jednostka” się „egzakieruje”, w sferze moich domysłów pozostanie więc, czy chodziło Ci o modus tollendo tollens czy może – modus ponendo tollens.
Zahaczając natomiast o „modyfikowanie frekwencji”, byłabym ostrożna przy obiorze narzędzi, „klerykalne prolikronizmy”, czy raczej – klerykalny polikronizm, jest jednak zbyt destrukcyjnym i mało – mimo wszystko – humanitarnym środkiem. Nawet jeśli wszystko rozgrywałoby się li-tylko w sferze teoretycznej i miałoby dotyczyć melodramatu społecznych (re?)perkusji (bądź) libretta – choćby w ich „kakofonicznej” odsłonie.
😉
Dziękuję, Maksiu, za bukiecik i docenienie mojej wyobraźni:)
Pozdrawiam:)
Dziękuję i gratuluję za encyklopedyczny komentarz . Tak sobie myślę , że edukacja , która wzbogaca naszą wiedzę w ogromnym świecie nazw i słów , może czasami zapędzić nas w sytuację , w której zapomnimy o tych prostych : proszę , dziękuję , przepraszam .
🙂
Lubię takie zabawy, w których zamiast powiedzieć: „Wg mnie ten wiersz jest o rybach, które z pieśnią na ustach wyruszają na poszukiwanie nowego domu, bo w starym zrobiło się niefajnie”, używa się wszelkiej maści „izmacji”:)
Dzień dobry



… a jedynie układ kresek i półksiężyców…
Pięknie to opisałaś, Leno
Ale mój ścisły umysł tego nie ogarnia
Widzę w tym tylko figurę geometryczną. Uporządkowaną, to fakt. Proste kreseczki naprzemienne z „przewróconymi nawiasami”
Oczywiste, że interpretacja zależy od oczu patrzącego. Moje nie widzą w wierszu ani wędrowca, ani jego wędrówki…
Dobry wieczór, Miralko:)
Dziękuję.
Także za to, że przyłączyłaś się do zabawy.
Odwrócone nawiasy i poziome kreski (odcinki jednakowej długości?) są tak samo dobre jak rysunek fal czy taniec księżycowego światła:)
Podejrzewam, że muzykowi, prócz strumienia informacji o wszelkiego rodzaju pieśniach, przed oczyma stają łuki przedłużające wartość nut na pięciolinii, a kreski są na przykład odwróconymi odpowiednikami końca taktu:)
Ichtiolog krzywi się natomiast na zbyt ogólnikowe określenie „ryba” i dopatruje się jakichś błędów w rysunku linii bocznej:)
Nawet boję się wyobrażać sobie, co na temat tego utworu miałby do powiedzenia jakiś bardzo poważny konstruktor jednostek pływających albo – generał-taktyk floty wojennej:)
Pozdrawiam:)
Przed chwilą włączyłam grzałkę, zadzwonił telefon, wyszłam z kuchni, rozmowa się przeciągała, a ja …zapomniałam.
Za chwilę wychodzę z domu i zastanawiam się, czy wsiądę we właściwy autobus, wysiądę tam gdzie powinnam…?
W wielu kulturach sprowadzono ryby do niewiele znaczącej, pozbawionej głosu masy. Hm
jestem Zodiakalną Rybą.
A ja baranem
Jak mój mąż, ale nie zauważyłam, abyś była tak uparta jak on.
Dobry wieczór:)
Pięknie dziś u nas było – lekko mroźnie, ale bezwietrznie.
Pozdrawiam:)
Fajrant i przerwaaaa. Co tu się dzieje dzisiaj, to ja nie.
Dobrej nocy Wyspo
Miłej nocki, Bożenko:)
Śpij dobrze Bożenko!
Spokojnej!
Dotarłem do domu. Nawet kolację już zjadłem, a co!
Miłego wieczoru zatem, Tetryku, skoro na „smacznego” już za późno:)
Też dotarłam do domu i też już zjadłam kolację.
Byłam na bardzo ciekawym spotkaniu w PAU.
O tolerancji rozmawiali rabinka, sufi oraz jezuita.
Prawdziwa wymiana poglądów bez kłótni i wzajemnego obrażania, ciekawe pytania z sali.
Bez tego ciekawe spotkanie ożywiła dodatkowo kapitalna grupa licealistów. Byli to młodzi ludzie, którzy w ramach przygotowań do Olimpiady wymyślili sobie projekt „NIE ZWOLNIENI Z TOLERANCJI”. Miło było posłuchać jak rzeczowo, konkretnie, ładną polszczyzną zadawali pytania.
No więc to są okazje, kiedy myślę, że jest jeszcze ziarno, z którego można siać, że tak polecę znaną metaforą.
Widownia w PAU zazwyczaj w wieku hm…no tacy dawno urodzeni.
Tym razem był wyjątek -dużo młodych, pewnie dlatego, że oprócz rabinki, sufi oraz jezuity zaproszona została szóstka licealistów realizujących projekt „NIE ZWOLNIENI Z TOLERANCJI”. Już sam tytuł projektu mi się podoba.
Tak, masz rację ta młodzież to było ziarno, z którego wyrosną ciekawi świata, otwarci na różnorodność i tolerancyjni ludzie.
Oby było dla nich miejsce w Polsce, oby nie szukali go gdzieś w świecie!
Czasem nie wiem, z czego to wynika.
Bratanica żony, w stosunkowo młodym małżeństwie, z córką chyba pięcioletnią. Dobrze zarabia, ma dochodową pracę, w medycynie. Nawet dwa zawody, nieco się różniące, bo cały czas się kształci. Mają pół bliźniaka pod Trójmiastem, dwa samochody, nie takie, jakie mogli, tylko takie, jakie chcieli. Jeżdżą za granicę, znają angielski komunikatywnie. Najchętniej by wyemigrowali, na drugi koniec świata. Do Australii.
Nie rozumiem.
Takie moje znajome po skończeniu studiów dostały od rodziców mieszkanie i auto każda. Obie miały mężów, dobrą pracę w Warszawie. Mężowie też z sytuowanych dobrze rodzin.
Nie wyjechały do USA za chlebem. Na początku lekko nie było, a tu miały wszystko, więcej niż rówieśnicy.
Wyjechały, bo uznały, że tu nie mają perspektyw na rozwój zawodowy zgodny z ich ambicjami. Wymagało to dużo pracy, dużo więcej jakby zostały w Warszawie, ale cel osiągnęły.
Ale to były inne czasy.
Nie wyjechałabym na stałe, bo patriotyzm we mnie patologiczny prawie, ale dość klaustrofobicznie wokół. To męczy. I niemoc. Szczególnie, gdy ma się porównanie, jak jest gdzieindziej.
Ponoć wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma…
Syn kolegi jeszcze za nieboszczki PRLu przed maturą uciekł z wycieczki do Włoch. Ostatecznie trafił do Kanady, potem do Stanów. Na studia zarabiał, pracując jako drwal przez wakacje. Zdobył zawód, pozycję… Czy jest szczęśliwszy – nie wiem.
Ja akurat wiem, jak gorzki bywa obcy chleb, Tetryku. Szczególnie na początku.
Ubolewam raczej nad tym, że coraz mniej czuję się „u siebie” w porównaniu z tymi z „gdzieindziej”…
Przepraszam, że się wtrącam w Waszą rozmowę, ale o to mi chodziło gdy pisałam o licealistach w PAU.
Żeby w którymś momencie nie poczuli się coraz mniej “u siebie” w porównaniu z tymi z “gdzieindziej”…. Ładnie to ujęłaś Leno!
Dziękuję.
Tak właśnie odebrałam Twoje słowa.
W sumie Ukratek podsumował dyskusję – „wszędzie dobrze gdzie nas nie ma”


Wyemigrowaliśmy do USA nie dlatego, że chcieliśmy, ale dlatego, że taka była presja rodziny. Potem już trudno było to zmienić. Nasze dzieci pokończyły tu szkoły i jakby nawet chciały wrócić do Polski, to tylko w celach turystycznych. Na pewno nie na stałe.
Mój mąż przez pierwszych 10 lat „siedział na walizkach” i był gotów wracać. Nie wrócimy, bo tu są nasze dzieci. Rodzice nam poumierali, zostało w Polsce tylko moje rodzeństwo. Rodzeństwo męża jest tutaj. Ale i mój brat i siostra mają swoje dzieci, swoje rodziny… do czego mamy wracać? Do kraju?
Może i łatwiej tu się żyje, ale momentami mam wrażenie jakbym była w Polsce. Ten sam mur biurokracji i łapownictwa. Nie zawsze to widać, ale jest. Gdzie się nie spojrzy szerzy się chałturnictwo. Nic nie jest porządnie zrobione. Najlepiej to widać na drogach. Rozkopią i zostawią. Rozkopią gdzie indziej i też zostawią. I wychodzi na to, że wszędzie są utrudnienia na drogach, a robotników nie widać. Nie mogliby skończyć jednego i dopiero wtedy brać się za drugie?
Czy Wam to czegoś nie przypomina?
Dzień dobry, Miralko:)
Oczywiście.
Ale dobrze byłoby czuć, że Twoja Ojczyzna Cię wspiera.
Kocha, lubi, szanuje…
O to, to! Szanuje. Jako obywatela…
Pozdrawiam:)
Dobranocka.
Dawno nie było nic po francusku (bo francuskie bez słów to tak). No to dzisiaj taka trochę tradycyjno-jazzowa piosenka. Bezpretensjonalna, spokojna, z przymrużeniem oka. W sam raz do snu.
Snów trójkolorowych. Allons, enfants, do spania!
Z przymrużeniem oka -oto co mi jest potrzebne dziś!
To się cieszę 🙂
Dobry wieczór, Quackie:)
Bardzo nastrojowo.
Pozdrawiam:)
Prawda? I tak wiosenno-letnio, całkiem inaczej niż na dworze.
Taaa. Na dworze i w duszy.
Czyli niechby zrobiło się trójkolorowo w duszy !
I głowa przestała boleć!
Albo nawet wielokolorowo? Jak sukienka tej pani?
Zmykam, bo z jakiegoś powodu padam na ryjek.
Dobranoc!
Ja jakoś nie wiem czemu też, ale nie tak, aby zasnąć.
No właśnie tak jak na dworze dzisiaj. U nas:)
Więc wielobarwnych snów, Quackie.
Dobranoc, Wyspo! I na mnie już czas!
Dobranoc Tetryku!
Miłej nocki, Tetryku:)
Teraz jednak znikam już i ja…
Dobrej nocki, Makówko:)
Z emigracją różnie bywa. Córka moich przyjaciół wyszła za mąż za Australijczyka. Miała 22 lata. perfekcyjnie opanowała język, pracuje, bo studia skończyła już a Australii. I opowiada co jest jej w tamtym kraju najbliższe : otóż ludzie, ich wzajemne relacje, życzliwe i swobodne.
Nieodmiennie zauważa, że Polacy u siebie, w kraju rzadko się do siebie uśmiechają i często są zwyczajnie nieuprzejmi.
To jest główny powód dla którego nigdy tu nie wróci….
No tak, za mąż, to jest inna sprawa, ale rzucać tak wszystko, NIE mając tam oparcia, a tutaj naprawdę wysoki poziom życia…
Nie tylko dobra materialne stanowią o jakości życia…
Otóż to, otóż to Wiedźminko.
Ambitny, zdolny człowiek w Polsce znajdzie pracę, ale ta młodzież realizująca projekt NIE ZWOLNIENI Z TOLERANCJI wyglądała na taką, której w życiu może chodzić nie tylko o dobra materialne.
Rozmawiałam przez chwilę z dziewczyną, która w imieniu grupy przedstawiła cały pomysł i utwierdziłam się w przekonaniu, że nie jest to osoba, dla której najważniejsza w życiu będzie nowa sukienka. Choć ubrana była oryginalnie i ciekawie, tak z pomysłem.
Pozostali też byli doskonale przygotowani do pytań i bił z nich entuzjazm.
Dobranoc
Lampka płonie, więc i ja się pożegnam:
dobranoc:)
Dzień dobry
Dziś jest Międzynarodowy Dzień Radiowca. Warto czasem radia posłuchać, ja mam swoje ulubione, które i to informuje i bawi…
A to wszystkiego najlepszego radiowcom. Byłem kiedyś takim 🙂
Też miałam jedną przygodę z radiem, a nawet z TV. 🙂
Bożenko pracowałaś w radio i tv?

Bo Quacki to już jakoś kiedyś się pochwalił.
Nie pracowałam, tylko wystąpiłam w jednym i drugim
No, no…opowiesz coś więcej…
Ej, to było dawno, śpiewałam w takim ludowym zespole muzycznym. Stare dzieje, nie ma o czym mówić
I w ten sposób dowiedziałam się, że śpiewałaś.
Gdybyś była z KRK to może dołączyłabyś do …pewnego chórku?
Chętnie
Dzień dobry, słoneczny z pewną zawartością chmur…
Witam!
(najpierw pogadałam, a teraz się witam)
Witajcie!
I ja z ulubienia słucham trójki, choć coraz częściej omijam niemuzyczne audycje…
O to to. Coraz częściej wyłączam radio i włączam muzykę z telefonu.
Ja słucham Radio Pogoda. Pięknie grają.
Ale teraz czas na Gienię…
Leno, analiza wyjątkowa, profesjonalna, urocza.
Rzecz dzieje się w nocy, gdy umysł pracuje na pełnych obrotach. Można usłyszeć a nawet zobaczyć więcej; od czego mamy wyobraźnię? Skoro oksymoron pozwala na chodzenie suchą nogą po oceanie, to wypełnić rybę własnymi obrazami nie będzie problemem. Każdy innymi doświadczeniami, bowiem powieka u każdego zatrzymuje inne obrazy.
Dzień dobry, Ultro:)
Dziękuję.
Znamy się już trochę, więc nie wątpiłam w Twoje pokłady wyobraźni i poczucie humoru, a one w tym utworku liczą się chyba najbardziej:)
Pozdrawiam:)
Leno, dziękuję za pudełko pełne wyobraźni. Wszystkie zmysły zaangażowane, więc łatwo dotrzeć do najbardziej skrywanych pokładów odczuć.
Proszę bardzo:) Pudełko od pana Herbarta, a od pana Micińskiego:
„Fantazyo, błogosławiona wróżko ludzkości! Tworzysz cieniste ogrody i srebrne fontanny tam, gdzie bez ciebie byłyby posępne, spalone słońcem pustacie!”
(„Nauczycielka”)
Pozdrawiam:)
Dzień dobry.
moje ulubione radio to RM Classic. Mało reklam, malutko polityki, tylko czasem szkoda, że utwory muzyczne nadawane są we fragmentach. 

niegdys kochan a Trójka już nie jest taka sama
Przed chwilą rozmawiałam z …robotem.
Hm…dziwne uczucie.
Miał miły głos, ale…wolę jednak żywego człowieka.
Robot poprosił o Pesel, dopytał, w jakiej sprawie dzwonię, przekierował do doradcy (już żywego) i wtedy okazało się, że mam dzwonić na inny numer.
Tam już była bardzo miła pani, która wszystko mi wytłumaczyła i pożyczyła miłego dnia.
Jestem jednak staroświecka!
Może i świecka, ale żeby staro?
No stara też.I dlatego współczesna technika …a z drugiej strony bez Internetu to już czegoś by brakowało.
Wyspy…
Np.
Dzień dobry:)
Dziś znowu przywietrzyło. I pokropiło. Dachy niektórych domów wyglądają jak wielkie lustra, co chmurkom bardzo w smak:) Wiedziałam, że bywają strzępiaste i kłębiaste, ale żeby próżne… I to nie tylko chmurki, obłoczki też spędzają tam mnóstwo czasu:)
Pozdrawiam:)
W Krakowie piękne słońce,a ja kursuje po mieście w te i wewte zamiast się gdzieś opalać.
Fajrant i przerwa.
I ja w domciu, ale długo nie posiedzę 🙂
A ja po przerwie. I zaraz wrzucę dobranockę, zawczasu, bo też dzisiaj długo nie posiedzę.
Dobranocka.
Przypomniał mi się temat z filmu „Local Hero”, spolszczonego jako „Biznesmen i gwiazdy” (1983), muzyka autorstwa Marka Knopflera z Dire Straits. Ale pomyślałem sobie, niechby był zagrany akustycznie – i znalazłem taką oto wersję, ze śpiewem ptaków w tle.
Snów ptasich!
Piękne wykonanie, akurat do snu…
No to teraz mogę się pożegnać. Życzę wszystkim dobrej nocy.
Spokojnej!
Dobranoc Bożenko!
Dobrych snów, Bożeno:)
Kojące…dziękuję Q!
Dobry wieczór, Quackie:)
Bardzo kojące:)
Te ptaki w tle przypomniały mi „Opowiedzcie, ptaki” ale nie w wykonaniu Ałły Pugaczowej lecz Anastazji Zoriny. Tyle, że a dobranockę mało by się nadawało, więc może kiedy indziej posłuchamy:)
Pozdrawiam:)
Zanim wszyscy pójdą spać, zapraszam jeszcze na nowe pięterko z relacją z wycieczki.
W zastępstwie pozbawionej neta Wiedźminki zapalam tu jeszcze lampkę, aby koiła nasze sny…

Ukojenie się przyda…
DOBRANOC!
Przed kolejnym śnieżnym weekendem jeszcze pracowity piątek, dobranoc więc
Miłej nocki zatem, Zocho:)
Dziękuję za miłe towarzystwo w trakcie podróży po Krainie Wyobraźni pana C. Morgensterna i biegnę popodglądać Poszukiwaczy Zimy:)
Pozdrawiam:)