Zwiedzanie Las Vegas zawdzięczam portalowi społecznościowemu „nasza-klasa”.
Z siostrami Ewą i Danką (pisałam już o nich na Wyspie) kontakt utrzymywałam cały czas, mimo że siostry w VII klasie SP wyjechały do Warszawy, a potem na stałe do USA. Natomiast z Marysią (koleżanką z tej samej klasy) kontakt się urwał. Dopiero na nk dowiedziałam się, że wyjechała do Ameryki i mieszka w Las Vegas. Będąc w Arizonie postanawiam zrobić mały wypad do słynnego Miasta grzechu.
Wszak z Phoenix do Las Vegas leci się zaledwie godzinę.
Wcześniej na lotnisku w Phoenix – miły akcent. Przejęta i zestresowana podchodzę do odprawy. Pan zagląda do paszportu, coś tam mówi, czego nie rozumiem i znika. Zasadniczo lubię podróżować, ale co mnie to kosztuje nerwów, strachu, że „coś nie tak”, a ja nie rozumiem, o co chodzi! Tymczasem po chwili z moim paszportem wraca bardzo uśmiechnięty kolega, który z wielką dumą obwieszcza łamaną polszczyzną, że jego rodzice pochodzą z Polski i on parę słów po polsku zna.Ten, co miał mnie odprawiać, specjalnie zawołał kolegę, aby jemu i mnie zrobić przyjemność. Phoenix to nie Chicago – tu Polacy rzadko mieszkają.
Po takim miłym początku dnia kolejna miła sytuacja — siedzę przy oknie. To niezapomniany widok, gdy przez prawie godzinę widać pustynię (lecimy nisko) i nagle wyłania się miasto i zapora.

Przylatuję do Marysi, która mieszka na osiedlu, na którym mogą przebywać tylko osoby powyżej 50 roku życia. Takie osiedle seniorów. Mają tam swoje kluby golfowe, a przede wszystkim ciszę, spokój i większe bezpieczeństwo.
Jednak nie wiem czy chciałabym mieszkać na takim osiedlu. A Wy?
To osiedle jest w pewnej odległości od samego Las Vegas w bardzo pięknej okolicy — zobaczcie.



Jak wszyscy wiedzą Las Vegas to dziwne miasto, zbudowane na pustyni słynie z ogromnych kasyn. Miło się spacerowało i podziwiało pustynny krajobraz, ale trudno być w LV i nie pójść do kasyna.
Moim celem jednak była nie zabawa i hazard, lecz zwiedzanie. Ogromne kasyna robią wrażenie swoim rozmachem, choć jest to taki wielki kicz w stylu amerykańskim.Zaskoczyło mnie bardzo, że po ulicach ludzie chodzą
z drinkami w ręce, ale nie widać osób pijanych.
Podobno policjanci w cywilu natychmiast ich dyskretnie wyprowadzają.Natomiast co się dzieje w zaciszu apartamentów najbogatszych ludzi świata pozostaje tajemnicą.
Parę zdjęć tak, tylko żeby było wiadomo, że byłam.




A teraz będzie, jak pocałowałam żabę i wygrałam w kasynie… nieważne ile, ważne, że nie straciłam majątku (bo go nie miałam!) i że wyszłam „na plus”.
Wchodzę do kasyna.

W skupieniu gram.


Powyżej jest widoczny moment radości z wygranej. Mąż Marysi stał z tyłu z aparatem fotograficznym i dzięki temu udało się uchwycić TEN MOMENT.
Jak się bawić to się bawić! W końcu po to się chodzi do kasyna, prawda?
Makówka za taniec na stole dostała takie wisiorki.Mam je na pamiątkę do dziś.

Warto było pozwiedzać kasyna, odczuć dreszczyk emocji w czasie gry, ale kolejny dzień wolałam poświęcić na zobaczenie słynnej zapory, która znajduje się zaledwie 48 km od LV. Historia jej budowy w czasie wielkiego kryzysu gospodarczego jest bardzo ciekawa.
Zapora Hoovera–to betonowa zapora wodna zbudowana w Czarnym Kanionie na rzece Kolorado. Widać ją na pierwszym zdjęciu (widok z samolotu).
Została nazwana imieniem Herberta Hoovera, który odegrał kluczową rolę w jej powstaniu, początkowo jako sekretarz handlu, następnie jako prezydent USA.
Zapora Hoovera nie tylko spiętrza wodę i dostarcza prąd, ale jest również skutecznym zabezpieczeniem przeciwpowodziowym i zbiornikiem, gromadzącym wodę na czas suszy. Wtedy gdy ja tam byłam, prowadząca przez zaporę droga stanowiła połączenie drogowe między Nevadą i Arizoną.
Przejeżdżało tamtędy codziennie mnóstwo samochodów, które trudno było dokładnie skontrolować. Terrorysta samobójca wysadzający zaporę i zalewający „Miasto grzechu” to było coś, czego się obawiano. Dlatego też kilkaset metrów od zapory zaczęto budować nowy most Hoover Dam Bypass.
Teraz jest już skończony. Byłam tam w ciekawym momencie — mogłam zrobić zdjęcia w czasie, jak go budowano.







Odlatuję z Las Vegas zwanego inaczej Miastem Grzechu lub Miastem Rozpusty. Czeka mnie jeżdżenie na nartach w Górach Skalistych i różne inne przygody…Przybędzie nowych kropek na mapie USA. Te kropki to miejsca, gdzie byłam.

A wszystko zaczęło się w pewnej klasie SP.

Bo przyjaźń nie zna odległości!




Proponuję małą odskocznię od codziennych problemów.
Zanim całkiem będziemy pochłonięci świątecznymi przygotowaniami zabieram Państwa w świat kiczu i grzechu.
A na koniec w miejsce kunsztu inżynierów z czasów Wielkiego Kryzysu.
Dzień dobry

Takie osiedla dla ludzi starszych są również w Illinois. Wiem, że są w kilku miejscach. Poznałam tylko Huntley.

Organizowane przez ludzi sprawujących opiekę nad osiedlem. W różne miejsca w całych USA (według życzenia mieszkańców). Podróżowali autokarami, pociągami lub samolotami. Trasy dostosowane do możliwości emerytów. Tak finansowych, jak i fizycznych…
Piękna wycieczka i piękne wspomnienia
Zacznę od środka
Może tam zamieszkać tylko ktoś, kto skończył 55 lat (przynajmniej jedno z małżonków, o ile jest to para). Domy są znacznie tańsze, a podatki niższe. Wybór też jest znaczny. Można kupić dom wolnostojący, ale też w szeregówce (te są tańsze). Może być to mieszkanie jednosypialniowe, to znaczy… sypialnia, kuchnia, łazienka i pokój dzienny. Ale może to być dom z trzema sypialniami, dwiema łazienkami, kuchnią, pokojem dziennym i jadalnym.
Do tych ludzi mogą przychodzić dzieci, z tym że małe wnuki (nie pamiętam dokładnie do jakiego wieku) nie mogą przebywać dłużej niż 7 dni. Głównie chodzi o spokój sąsiadów. Małe dzieci robią dużo hałasu…
Rozwiązano też sprawę ogródków. Jeśli ktoś ma ochotę uprawiać coś samodzielnie, nie ma problemu, ale jeśli komuś nie starcza sił, są specjalne ekipy, które to zrobią za niego. To samo jest z odśnieżaniem. Z tym, że oczyszczają ze śniegu podjazdy i ścieżki do drzwi wejściowych wszystkim jak leci.
Oprócz pola golfowego (bardzo popularny tutaj sport), są korty tenisowe, baseny i całe zaplecze do uprawiania różnych dyscyplin nie tylko sportowych. Mają też różnego rodzaju kluby. Moja znajoma grała raz w tygodniu w karty – głównie w brydża. Był też klub taneczny… znajoma była tam instruktorem. Najstarsza klubowiczka miała coś ok. 90 lat. Świetnie się trzymała i całkiem nieźle te tańce jej wychodziły
Oprócz tego całe zaplecze rehabilitacyjne. Ze specjalistami z różnych dziedzin.
No i wycieczki
Mieszkańcy na pewno się nie nudzili. A jak ktoś chciał, to będąc na emeryturze (od 67 roku życia), miał całe dnie zajęte i to przez 7 dni w tygodniu
Dodam tylko, że wszystkie zajęcia i kluby nie są obowiązkowe. Czysto dobrowolne
Jeśli ktoś nie lubi towarzystwa i woli całe dnie spędzać w domu, to nikt go nie zmusza do aktywności. 
Oczywiście nie w jednym sklepie… 
Tuż za osiedlem jest centrum handlowe, gdzie można kupić dosłownie wszystko. Od szpileczki, przez jedzenie i picie po samochód
Z jednej strony fajne, ale z drugiej robi jednak wrażenie czegoś w rodzaju getta. Rozumiem jednak, ze wielopokoleniowe rodziny to już przeszłość i jest to pragmatyczne rozwiązanie.

u nas to ciągle przyszłość, być może niedaleka.
Może po prostu źle to opisałam, bo ja nie odniosłam wrażenia, że to coś w rodzaju getta.

Wydaje mi się, że ludzie w starszym wieku potrzebują czasu dla siebie i swoich zainteresowań. W Polsce przywykliśmy do tego, że babcie, czy dziadkowie zajmują się wnukami i nikt nawet ich nie pyta, czy chcieliby. To jakby ich obowiązek…
A przecież swoje dzieci już odchowali!!! Czy całe życie mają poświęcić na odchowywanie? Tutaj wychodzi się naprzeciw zamiłowaniom, pomaga rozwijać pasje i przyjemności. Niech chociaż pod koniec życia spokojnie sobie pożyją. Przecież nikt nikomu nie broni kontaktów z młodymi, czy najbliższymi. Mogą odwiedzać nawet codziennie
Kiedyś czytałam, że dziadki cieszą się z wizyt wnuków dwa razy… raz jak przychodzą, drugi raz jak wracają do siebie
Mirelko, ja nie twierdzę, że starsi nie mają prawa do własnego życia, po odchowaniu dzieci i muszą niańczyć wnuki !
Rozumiem, że wielopokoleniowe rodziny to przeszłość, tyle, że wyodrębnienie to jest jednak jakiś rodzaj izolacji, prawda ?
To jest moje osobiste odczucie, a jeśli to się mieszkańcom tych osiedlu podoba – to nic mi do tego

Tym bardziej, że sama nie niańczyłam wnucząt i nie spędzam czasu na ” poświęcaniu się’ dla rodziny
W kasynie byłam dwa razy w życiu i więcej się tam nie wybieram
Nawet w nic nie zagrałam. Szum maszyn i gwar ludzkich rozmów, przyprawił mnie o ból głowy. Nie jestem hazardzistką i wcale mnie nie pociągało granie. Chciałam po prostu wyjść…
Wyszliśmy dość szybko i jako odskocznię potraktowaliśmy park niemal naprzeciwko kasyna. Dopiero tam, przy śpiewie ptaków i szumie drzew odetchnęłam. Więcej już do kasyna nie poszliśmy… 
Raz, gdy była u mnie Majeczka i koniecznie chciała obejrzeć kasyno. Byłyśmy w południe. Wszędzie pusto i mało ludzi.
A drugi raz mąż mnie zabrał na taką „wycieczkę”. Po 15 minutach byłam gotowa do wyjścia
Witaj Mirelko.
Tez nie mam pociągu do różnych gier, nieważne czy na maszynach, czy przy stole.
Witaj Wiedźminko

W sumie to nie tylko brak pociągu do hazardu, ale i nadwrażliwość słuchu. Ten szum, wręcz hałas, działa mi na nerwy, wywołuje ból głowy. Wiem, że dla niektórych atmosfera szulerni to coś wspaniałego, dla mnie tragedia nie do wytrzymania.
A co do kiczu, to zgodzę się w 100%

Może nie wszyscy Amerykanie wykazują się takim bezguściem, ale większość niestety tak…
A przynajmniej tak zaobserwowałam rozglądając się dokoła
Popisałam sobie




Śnieg na razie przestał sypać i mam nadzieję, że nie zacznie znowu.
A może to Pani Zima wytrząsała swoje ostatnie zapasy? I już więcej nie będzie?
Żeby nie zapeszyć to…
Po cichutku, na paluszkach, udaję się na zasłużony odpoczynek
Miralko!
Bardzo jestem Ci wdzięczna za szczegółowy opis jak funkcjonuje takie osiedle.Dokładnie to samo opowiadali moi znajomi z LV. Nie opisywałam tego dokładnie, bo chciałam, aby było więcej wątków na pięterku.
Natomiast co do kasyna to samo granie wcale mnie nie pociąga. Cały dzień spędziliśmy na zwiedzaniu, oglądaniu, a na grę nie więcej jak jakieś 30 minut.
Bezguście dużej ilości Amerykanów to chyba niestety prawda. Podobno bywają tacy, którzy mówią „po co jechać do Europy skoro wystarczy do Las Vegas, bo tam mamy i Rzym i Wenecję i Paryż itd.”
Makóweczko, osiedla dla ludzi starszych, to coś co trochę poznałam, więc mogłam „dołożyć” odrobinę informacji na ten temat


W Niles, przy Touhy Ave. jest coś takiego, jak Learning Tower. Taki 7 piętrowy budynek w kształcie krzywej wieży w Pizie. Też wychylony pod pewnym kątem. Replika tego słynnego.
I takich replik sławnych europejskich budynków po całych Stanach jest pełno. I faktycznie, niektórzy uważają, że nie ma sensu wywalać kasy na podróże do Europy, skoro mają „europejskie zabytki” pod ręką
Zajrzałam zanim opuszczę dom i pójdę do „pracy”, no i zaskoczyło mnie (pozytywnie) nowe pięterko. Fajnie się czyta, fajnie się zwiedza i fajnie razem z Tobą wygrywa. Uwielbiam poznawać nowe miejsca, więc to coś dla mnie. A coś tam marudziłaś, że nie potrafisz..
Dziękuję ajw. Napisz proszę jak tam nastroje „w pracy”. Nigdy nie byłam nauczycielką, nie mam dzieci w szkole, ale strajk nauczycieli interesuje mnie jak wszystko, co dzieje się wokół.
Współczuję Wam, nauczycielem tej ” pracy”, bo najwyraźniej tylko od Was oczekuje się odpowiedzialności za uczniów . MEN pewnie robi pisanki, wespół z całą resztą ważnych.
Jest ciężko. Potrzebujemy wsparcia społeczeństwa, bo perspektywa długiego strajku podcina skrzydła, ale trzymamy się. Na 80 nauczycieli nie strajkuje ok. 12, więc siła nas.
Wierzę, że to wsparcie otrzymacie, choć zamiast LGBT trolle wypisują bzdety o nauczycielach. Na to kasa jest.
Rano na koncie w ZNP było 5 mln, jutro będzie więcej. To też jest forma wsparcia, niemniej ważna niż wiece i światełka.
To jest wielka sprawa! Najbardziej mi żal nauczycielskich małżeństw i osób samotnych, dlatego mam nadzieję, że przynajmniej oni otrzymają pieniądze ze zbiórki.
Nie chodzi mi o wiece czy światełka. Chodzi przede wszystkim o szacunek do zawodu i do nas . Niech nie plują, bo to naprawdę boli..
A piszą naprawdę bzdury! Taka taktyka – zaszczuć, poniżyć, to się belferia ugnie. Obrzydliwe.
Dzień dobry

Od Bractwa Pokutnych wpadam do Miasta Rozpusty, zahaczając o Miasto Seniorów. Nieżle 😉
Lecę dalej, do miłego
Dzień dobry
I znów nocą urosło nowe pięterko, zaraz będę je zwiedzać, tylko się dobrze obudzę. Prawie całą noc nie spałam, i jeszcze się dobrze nie obudziłam 
Ciekawe to pięterko, dobrze się czyta. Miasta seniorów trochę zazdroszczę, przydałoby się i u nas. Niestety, Polski nie stać na taki luksus…
A ja bym nie chciała mieszkać w takim mieście. Różnorodność wiekowa jest potrzebna w każdym okresie życia. Dzieci uczą się, że należy szanować starszych, ze trzeba im pomagać (o ile mają takie wzorce), a starszych odświeża przypływ „młodej krwi”. W społeczeństwach cywilizowanych starość jest czymś wstydliwym, a nie powinno. W krajach Afryki szanuje się starszyznę..
W Azji podobno też. Masz rację, że różnorodność wiekowa jest dobra, ale myślę o tych udogodnieniach organizowanych dla takich osób. Pomoc, wycieczki i inne atrakcje.
Zgadzam się z Tobą ajw co zresztą napisałam. Byłam jednak ciekawa co inni myślą, bo ja, gdybym miała taką możliwość nie wiem co bym wybrała, czy chciałabym. Ale nie grozi mi szansa na jakieś zmiany.
Natomiast to, co pisze Bożena też ma duży sens.
Dlatego zadałam to pytanie.
Nie do końca bym się z Tobą zgodziła, Ajw.



Może się mylę, bo jestem człowiekiem i nie mam patentu na nieomylność 
Dzieci uczą się szacunku do starszych przede wszystkim od swoich rodziców. Ich stosunek do własnych rodziców, czy dziadków ma ogromny wpływ na młodych. Rozmowy przy dzieciach o wadach swoich protoplastów też nie działają pozytywnie… każdy kij ma dwa końce
To samo jest z osobami starszymi. Różnym ludziom w różny sposób układa się życie. Duża część chciałaby po prostu odpocząć i zająć się swoimi sprawami. Kontakty z młodzieżą na pewno są czymś przyjemnym, ale jeśli ma się takie „żywioły” non stop, zaczyna być to uciążliwe. Sama zobacz, jak wielu starszych ludzi jest zgryźliwych i sfrustrowanych. Krytycznie nastawionych do młodych… czy to nie jest wynik nadmiernych kontaktów, brak odpoczynku od wrzawy, którą młodzi podnoszą, a także niemożność zaspokojenia swoich potrzeb?
Często słyszę o sąsiadkach w starszym wieku, które nadmiernie interesują się innymi. Czy to przypadkiem nie jest wynik uczucia przegranego życia i pewnego rodzaju nudy? Gdyby ci starsi ludzie mieli zajęcie, mogli poświęcić się swoim pasjom, czy zainteresowaniom, nie mieliby ani czasu, ani chęci „wsadzać nosa do cudzego prosa”
Takie jest moje zdanie
Nie wiem też co miałaś na myśli pisząc o wstydzie w społeczeństwach cywilizowanych? W USA opieka nad ludźmi starszymi jest dość dobrze rozwinięta… nie zauważyłam, żeby ktoś się wstydził swego wieku. A znam osoby na prawdę wiekowe. Najstarsza jest Elizabeth i jeśli dożyje, to w lipcu (dokładnie 7) skończy 101 lat. Mieszka ze swoją o 9 lat młodszą siostrą, Florence. Wiem też, że gdy przez pewien czas mieszkała z nimi córka Florence z synem (urodziła go mając prawie 50 lat), młody działał tym dwóm starszym na nerwy. Biegał po domu, pokrzykiwał, a gdy przychodzili do niego koledzy, to już w ogóle była tragedia. Odetchnęły, gdy córka się wyprowadziła…
W krajach afrykańskich na pewno szanuje się starszych… w niektórych plemionach, gdy rodzice niedołężnieli, po prostu się ich zabijało, żeby nie byli ciężarem. Robiono to z szacunkiem i miłością…
Jest plemię (zapomniałam nazwy), które swoich starych ludzi wygania z wioski żeby ich zjadły lwy.
Jest taki wiersz Antoniego Marianowicza z 1992. roku, pt. „Różnica„, który podsumowuje ten temat…
Ciekawy wiersz, dobrze że my na drzewo nie musimy wchodzić… ale utrzymać się też niejednemu trudno.
Jeżeli…
Renty pasowało do wiersza wiem, ale jest mylące.Dobra, już się nie czepiam.
Poeta nie ekonomista. Renta, czy emerytura, jedna rybka, byle przychodziły regularnie…
Dzięki za ten wiersz
Czy utrzymać się na drzewie czy z renty, to jeden hardcore
Ten wiersz chyba był już na Wyspie, bo go pamiętam
Świetny… 
Dzień dobry, ekspresowo, bo zaraz droga dalej mnie czeka.
No to szerokiej drogi Kwaku!
W Las Vegas będzie coraz mniej kiczu, miasto burzy koszmarki i stawia nowoczesne budowle. Miasto rozpusty nie rozpuściło Cię, skoro majątku nie przegrałaś, a tam zostawia się fortunę ze względu na adrenalinę.
Witaj Ultra!Miło Cię widzieć.
W Las Vegas byłam w 2010 roku. Nawet gdybym jeszcze leciała do USA to na pewno drugi raz nie pojadę do LV, bo wolałabym wtedy zobaczyć różne inne miejsca.Hazard w ogóle mnie nie pociąga. Warto było zobaczyć ten gigantyczny kicz w stylu amerykańskim, ale raz wystarczy.
Bardziej zainteresowała mnie zapora Hoovera. Szczególnie, wtedy gdy mogłam zobaczyć budowę mostu z dwóch końców, czyli oglądać most z przerwą w środku.
Wyspane i słoneczne witam!
No nie! Sama pijesz kawę, już wołam Gienię

Teraz i ja mogę skorzystać
Bożena czekam jak ktoś ze STARYCH WYSPIARZY wywoła Genię.
Tego nie wiedziałam, bo przecież każdy ma do tego prawo.
Ja dzisiaj jestem trochę nieprzytomna, bo zasnęłam dopiero nad ranem. Coś mi nie dało spać, pewnie utnę sobie drzemkę koło południa…
Zawsze byłam (i nadal jestem!) przekonana, że palenie lampki, wywoływanie Gieni lub proponowanie Dobranocki jest przywilejem STARYCH WYSPIARZY (oczywiście w sensie stażu na Wyspie, nie wieku)
Makówko, nikt tego nie omawiał i nie ustalał. Tak się przyjęło, że dobranocka i lampka należą do Quacka i Wiedźminki, ale Gienia należy do wszystkich. Przynajmniej ja tak rozumiem…
Do zapalania magicznej lampki Wiedźminkę predestynują jej magiczne moce, Quacka zaś do dobranocek gust i znajomość tematu, ale nie są to prerogatywy wyłączne…
Czyli jak bardzo będę chciała się napić herbaty z Wyspiarzami mogę zawołać Genię? I ona mnie posłucha?
Spróbuję kiedyś.
Oczywiście, że możesz przywołać Gienię. Lampkę w obecnym kształcie zawdzięczamy Ukratkowi; pierwotnie była tylko pisana, fakt, ze przeze mnie, ale zastępstwa też były ! Bo czasem znikam z Wyspy.
Jak wiesz lampka ma odpędzać złe moce i złe życzenia Obcych.
I ja się wcale nie obrażam, jeżeli ktoś wrzuci dobranockę, a pod nieobecność w ogóle sam o to proszę!
Witajcie!
Nie, wcale nie spałem tak długo! 😉
Wygrać i odejść dowodzi hartu ducha, choć podobno jeszcze trudniej odejść, gdy się przegra nie wszystko…
Mnie na szczęście hazard też nie bierze
Jak wygrałam wszyscy mnie namawiali, żebym grała dalej.Ale ja powiedziałam, że chcę mieć tę satysfakcję, że „jestem na plus” i nie chciałam dalej.
Wbrew temu, co może się wydawać jestem rozsądna i pragmatyczna.
Ale to nie jest hart ducha.
Czegóż to ludzie nie robią dla adrenaliny !
Dzień
dobry ! Słonecznie i chłodno. Wycieczka ciekawa, zapora imponująca. Brawo Makówko !
Dziękuję Wiedźminko!
Miło usłyszeć pochwałę i zasłużyć na brawa.
Amerykański kicz, no cóż… de gustibus…
Jest takie stare, złośliwe powiedzenie ” jak sobie panna Kasia wielki świat wyobrażała”. Niejedno na świecie jest dziwne .
A ja dopiero teraz zabieram się do roboty
W USA teraz tornada.Dobrze, że z dala od Miralki.
Kiedyś z Ewą jechałyśmy autem,a jej mąż telefonicznie kierował nas jak jechać,aby ominąć tornada.To był chyba Texas.
Super wycieczka


Fascynują mnie od zawsze olbrzymie przestrzenie. Może dlatego, że mając t.z.w. lęk przestrzeni, doznaję kołatania serca od samego patrzenia. Jest to pozytywnie ekscytujące. Tych negatywnych kołatań unikam
Jeśli chodzi o miejsca zamieszkania dla 50+, to taka izolacja nie odpowiadałaby mi. W Holandii są małe osiedla dla ludzi starszych, są to bungalowy z ogródkiem, lub małe domki z dwiema sypialniami. Ale nie są tak całkiem odizolowane. Są jednak w spokojniejszej dzielnicy miasta, lub w samym centrum, przy parku. Sama mieszkam w trzypiętrowym budynku dla osób 50+. Mam fajny apartament z jedną sypialnią, tarasem na dachu i wszystkim czego mi potrzeba szczęścia. Nawet małe „atelier” mogłam sobie urządzić. W okół naszego budynku są domki rodzinne z ogrodami, dwie ulice dalej szkoła, park, sklepy, kościół, meczet i wszystko co trzeba… Jedynym warunkiem by tu zamieszkać jest „leeftijd” 50+ i bez dzieci. Oczywiście dzieci, wnuki odwiedzają mieszkańców. Mamy tutaj salę spotkań, gdzie dziadki i babcie spotykają się, grają w karty, bingo, jest mały barek i różne imprezki. Pod koniec miesiąca jest wycieczka całodniowa autokarem, z okazji 25-lecia. Życie towarzyskie tutaj „gra i śpiewa”, choć rotacja jest spora…
Witaj ! To są rozumne rozwiązania, szkoda, że nas na to nie stać…
nie tylko z powodu kasy.
Oj, przepraszam, że nie przywitałam się. Wpadłam tu spontanicznie


A odpowiadając Wiedźmince: muszę się przyznać, że jestem podłamana… Jeszcze kilka lat temu całkiem cicho marzyłam sobie, że na starość wrócę do Polski…
…Bo wydawało mi się (och, naiwna, naiwna jak dziecko we mgle), że moja ojczyzna zbliża się do Europy… Teraz widząc tę przepaść jaka się wciąż pogłębia, nie miałabym odwagi, na starość, porzucać wypracowaną przez lata stabilizację.
Pozostaje tylko tęsknota, splin, ale za czym? To już sama nie wiem…
Witaj Maradag dobrze ,że wpadłaś zawsze to miło a skoro już mowa o starszych + w Holandii to powiedz skąd ta rotacja ?…Pozdrawiam serdecznie
Witaj Elizo!
Mój wnuk zdawał dziś egzamin a ja od rana trzymałam kciuki by po godz 11 dowiedzieć się „że łatwe było ”
Brawa więc dla wnuka Elizo!
Dzięki serdeczne ale egzaminy trwają a on akurat z matmy i języka jest dobry, ale wiesz egzamin to zawsze stres -uspokoję się za dwa dni
Stres jest zawsze. Nie tylko dla zdających.
Choć moi rodzice nie pamiętam, aby się stresowali moimi egzaminami.Nawet nie koniecznie wiedzieli, kiedy je mam.Wychodzili chyba z założenia, że oni chodzą do pracy, ja do szkoły, potem na studia i przecież OCZYWISTE jest, że moim obowiązkiem jest je skończyć.
A ja ani zdolna, ani pracowita za każdym razem przeżywałam stres ogromny.
Witaj maradag! Miło Cię widzieć!
Jeśli chodzi o takie osiedle +50 to jak napisałam „nie wiem, czy chciałabym mieszkać”, bo taka sytuacja ma swoje dobre i złe strony.
A co do Twojej maradag Ojczyzny (Twojej, mojej, naszej) to myśmy w tej Europie byli.Nadal jesteśmy. Nadal. Jeszcze? Jak długo?
Chcę być optymistką, choć ostatnie przemówienia Pinokia i JK nie nastrajają dobrze.
À propos bycia w Europie kiedyś strażnik nie chciał nas wpuścić na Wawel z flagą UE.Argumentował to „bo tu jest Polska!”. Tuż za nim stała tablica informująca o dotacjach unijnych. Na nasze pytanie „to pan nie wie, że Polska jest członkiem Unii?” nie umiał odpowiedzieć.
Elizo, tak się składa, że starsi ludzie, szczególnie ci najbardziej starsi, przenoszą się do domów opieki, lub zwyczajnie….na druga stronę.
Korytarze i wszystkie drzwi jak i winda, sa u nas szerokie, wygodne, dostosowane do „chodzików” i wózków inwalidzkich. Ale póki funkcjonuje ktoś samodzielnie jest, OK…
Cóż u nas nawet w Zakładzie Opiekuńczo Leczniczym nic nie jest dostosowane.Oczywiście wszystko zależy w którym.
A już o klatkach schodowych nie wspomnę. Gdy moja mama (miała wtedy 92 lata) złamała obojczyk na Pogotowiu powiedzieli do mnie „proszę sobie zabrać mamusię”.Poprosiłam więc męża, aby po nas przyjechał. Mój mąż, sąsiad i jego kolega nie mogli sobie poradzić z wniesieniem mamy po wąskiej klatce schodowej.
Dobra, już nie kontynuuję, bo to tematy mało przyjemne.
Maradag dzięki za odpowiedź ,ale to smutne choć prawdziwe
Życzę zdrowia i wielu obrazów a pozdrowie Cię „zielonym słoniem a nawet czterema ” z myślą o RENI .Trzymaj się zdrowo 
Dziękuję serdecznie
Maradag, to jest tęsknota za wspomnieniami i czymś takmi organicznym – zapachem powietrza, kolorem nieba….
Jest taki wiersz MPJ pisany na emigracji. Przy najbliższej okazji go umieszczę
Tak sobie myślę , że jesteśmy w obecnych czasach odbiorcami informacji z całego świata i tylko od nas zależy , co , kiedy i w jakiej formie chcemy oglądać ? Przyjmować do wiadomości ? .W latach” słusznie minionych ” oglądałem film : Pieski Świat . Pamiętam kręcone sceny w Niemczech , Japonii ,USA , gdzie piękne Damy , z karminowych ust oblizywały jakieś obrzydlistwa i sceny z dzikich Plemion , które też dawały wiele do myślenia . Np : Sposób na przedłużenie kadencji wodza plemiennego . Wódz pod koniec kadencji , musiał wdrapać się na palmę , a kandydaci na nowego wodza , trzęśli palmą i jeśli utrzymał się na gałęzi , to był nadal wodzem … Jeśli jednak odpadł , to Plemię miało wyżerkę , bo już pozostali przygotowywali kocioł i ognisko . Bez żalu , bez pogrzebu i wszyscy byli zadowoleni .Ale jak te obrazki odniesiemy do naszego , dzisiejszego świata – to jest po prostu bajka i niech tak zostanie . Pieskim światem , nie warto sie interesować psiakrew !!!
Dlatego Maksiu uważam należy szukać sytuacji do zabawy, relaksu, odpoczynku.
Pielęgnować stare szkolne przyjaźnie.
Nie przejmować się przesadnie, w tyle głowy trzeba jednak mieć zawsze, że zło rozprzestrzenia się dzięki obojętności dobrych ludzi!
Otóż to! Nie być obojętnym. Reagować na zło.Obojętność jest współwiną.
Jednak myśląc o innych nie zapominać o sobie.
Masz świetną pamięć Maxiu. nie nie pamiętam z”Mondo Cane” oprócz tego, ze był wstrząsający !
Scena z Niemiec , przy maszynowym, prze dziób karmienia gęsi, dla smakoszy gęsich wątróbek , a w Japonii , masażyści ręcznie masowali zady byków dla smakoszy wołowiny , podobnie było z psami w Korei . I wtedy nie było żadnych protestów ze strony miłośników zwierząt . Prawdziwy pieski świat !
Tak te sceny też mam w oczach do dziś!
Taki smutny obrazek z tej chwili.Zasadniczo nie na temat.Jednak nie całkiem, bo właśnie tym się różnią „zabytki” w Las Vegas od tych prawdziwych, że teraz w Paryżu ogień trawi coś czego odbudować się nie da.
Niektórzy Amerykanie tego nie rozumieją, ale tylko niektórzy na szczęście. Las Vegas jest takim symbolem amerykańskiego myślenia w pigułce. Mam na myśli te ogromne imitacje Wenecji, Rzymu, Paryża itd.
Pożar wybuchnął przed godz. 19-tą, zawalił się już dach katedry.
Dobranoc, idę spać
Bardzo ciekawe dyskusje się tu wywiązały co bardzo mnie cieszy.
moderator dyskusji i zwrócę Waszą uwagę na zaporę, która dla mnie była najciekawszym miejscem wycieczki do Las Vegas.
Na koniec zachowam się trochę jak
Zapora Hoovera w chwili ukończenia w 1936 była zarówno największą na świecie elektrownią wodną, jak i największą na świecie konstrukcją betonową. Obecnie jest to 38. elektrownia wodna pod względem wielkości na świecie.
Powyżej zapory znajduje się sztuczne jezioro Mead( powierzchnia 639 km², objętość 35,2 km³), które sięga do 177 km w górę rzeki.
Konstrukcja, wzniesiona w czasach wielkiego kryzysu jest dowodem kunsztu inżynierów, a przy okazji miejscem, które przyczyniło się do śmierci wielu swoich budowniczych.
To zdjęcie to już oczywiście z netu, nie moje.
Widziałem kiedyś film o tym, jak ją budowano – zapamiętałem zwłaszcza fragment o instalacji chłodzącej, ponieważ zastygający beton promieniuje ciepłem, a przy skali zapory było go tyle, że zniekształciłoby konstrukcję.
Gdyby zaporę odlano jako jeden element, wyschnięcie i związanie betonu trwałoby ponad 100 lat, a konstrukcja byłaby podatna na pękanie.
Rozwiązaniem okazało się podzielenie budowli na wypełniane kolejno, kilkunastometrowe klocki. Problemem było również przegrzewanie się całej zapory — wiążący beton zwiększał swoją temperaturę, co powodowało, że wnętrze zapory rozgrzewało się nawet do 70 stopni Celsjusza. Aby zaradzić temu problemowi pomiędzy segmentami betonu poprowadzono rury, którymi tłoczono wodę, chłodzącą całą budowlę.
Jeszcze jedno zdjęcie z netu. Widać tu gotowy już most, który widziałam jak był w trakcie budowy.
A jako premię, kierowcy mają widoki.
Ja jeszcze jechałam przez zaporę. Stało się w korku, bo drobiazgowo sprawdzano bojąc się zamachu. Wysadzenie zapory spowodowałoby całkowite zalanie Las Vegas.
Wygląda imponująco 🙂
Tak, to było właśnie o tym.
Warto wiedzieć 🙂
Dobry wieczór. Dzisiaj po pracy nie zdążyłem nawet odtrąbić fajrantu i poleciałem jeszcze na jedno spotkanie, może będzie owocne. Wracam – a tam pożar w Notre-Dame.

Straszne!
Przeczytałam właśnie co napisał znajomy architekt. Wklejam, bo moim zdaniem ciekawe, choć mało optymistycznie brzmi, jeśli chodzi o pożar katedry.
Tak przy okazji, wiecie jak budowano sklepienia gotyckie nie mając możliwości dokonywania obliczeń konstrukcyjnych?
Otóż, najpierw budowano konstrukcję drewnianą z pełnym deskowaniem dla konstrukcji sklepień, potem na tym dekowaniu budowano konstrukcję sklepienia i łuki konstrukcyjne, łuki były podparte drewnianymi krążynami o konstrukcji kratownicowej. Ale teraz jak zrobić żeby rozebrać konstrukcję pod spodem i nie zginąć pod walącym się sklepieniem, a zdarzało się to bardzo często. Wszystkie słupy były umieszczone w beczkach z piaskiem, zaszpuntowanych dołem. Jak sklepienie było gotowe szpunty odbijano a robotnicy uciekali na zewnątrz. Konstrukcja drewniana pomału osiadała a sklepienie albo się zawaliło albo nie i nikt nie ginął pod gruzami. Wszystkie sklepienia są wykonane na granicy wytrzymałości stąd też pożary zazwyczaj powodują ich zawalenie, niestety.
Coś podobnego. No tak, jak to się trzyma od wieków na granicy zawalenia, to takie zaburzenie jak pożar…
Przeczytałam na fb, ale znam tego faceta i raczej nie podejrzewam, że nie ma racji.Podpisał się imieniem i nazwiskiem.
Ale ja nie zaprzeczam, raczej się zatycham z wrażenia.
Brzmi to prawdopodobnie, ale nigdy o sposobie budowy sklepień nie czytałam ! były rozważania jak sobie radzili Egipcjanie, ale oni inaczej budowali swoje wspaniałości.
Nie miałam pojęcia..
Dziś ten sam architekt z radością napisał:
A jednak na zdjęciach widać, że konstrukcja uratowana!
Co świadczy jego zdaniem o umiejętnie prowadzonej akcji gaśniczej.
Nie próbowano na szczęście gasić wodą z helikopterów z góry.
Dobranocka.
Take That w repertuarze Bee Gees. Jakoś wolę to właśnie wykonanie od oryginalnego, i nie tylko ze względu na teledysk (ups!).
Snów dobrze nagranych.
Brzmi dobrze, wygląda znajomo
Jako makówkowe między między dzisiejszy spacerek po Rajsku.
Spacerek był z przygodami, bo zaaferowana rozmową przez telefon nie zauważyłam, gdzie koleżanka poszła i potem przez godzinę szukałyśmy się po lesie.
Kurtka w odcieniu magnolii, czy magnolia w odcieniu kurtki?
Q! Pod kurtką w podobnym kolorze sweterek. A na głowie – też taki kolor świeżo zrobiony.
A plecak też ma takie elementy kolorystyczne.
Makóweczko, robisz nam swój album. myślisz, że nie damy rady pamiętać jak wyglą
dasz ?
Przepraszam, już nie będę!
Zmykam, mesdames et monsieurs.
Ja też. Dobranocka 🙂
ajw jak nastroje w Twojej szkole?
Ajw odpowiedziała wyżej, że jest ciężko i potrzebują wsparcia.
Rozumiem, bo ja uczestniczyłam w strajku okupacyjnym w stoczni, a to zupełnie inna sprawa niż strajk w szkole.
Nie widziałam tego wpisu, przepraszam.
Rozmawiałam z koleżanką, która jest w Komitecie Strajkowym w swoim LO. Też mówiła, że jest ciężko.
Dobranoc Wszystkim!
Nie ma za co 🙂
Wiadomo, najpierw jest entuzjazm, adrenalina, potem przychodzą wielkie doły, czasem płacz z bezsilności, poczucie, że jest się zmiętą kartką papieru, którą ktoś wrzucił do kosza, a później następuje cisza i brak nadziei.. Oby do tego nie doszło.Ja jestem dopiero na pierwszym etapie . Straciłam niewiele, coś ok. 200zł brutto, ale moje koleżanki trwają już kilka dni, więc wiadomo jak mogą się czuć..
Jestem przekonana, że pierwsze pieniądze wpłyną jeszcze w tym tygodniu – była taka deklaracja ZNP.
No tak, ale pomyśl, że strajkuje z 500 tysięcy nauczycieli, a może i więcej..
ZNP i FZZ mają fundusze strajkowe. Zbiórka jest dla niezrzeszonych.
Tu chodzi o coś więcej niż tylko o pieniądze, choć oczywiście te nie są bez znaczenia.Jest fundusz strajkowy, związki zawodowe też mają różne fundusze.
Są nauczyciele, których oprócz straconych pieniędzy najbardziej boli, z jakim lekceważeniem i pogardą zostali potraktowani.
Ranga tego tak ważnego zawodu została bardzo obniżona w oczach społeczeństwa.
Choć w oczach niektórych odwrotnie -doceniona. Świadczy o tym nawet nasza dyskusja na Wyspie pod wierszem Waligórskiego.
Trzymaj się ajw!
Dzień dobry



„Praca” nad dewaluacją rangi zawodu nauczyciela trwa od dawna. I nawet daje pewne efekty. Spora część społeczeństwa uważa, że są to ludzie, którzy poszli na „łatwy chleb” i domagają się nie wiedzieć czego…
Jak jest na prawdę wiedzą ci, którzy albo pracowali w tym zawodzie, albo mają bliskich w tym gronie. Rozumiem Ajw, że boli lekceważące podejście do problemów tej grupy zawodowej
Mogę tylko życzyć poprawy sytuacji i zmiany myślenia wielu osób… może kiedyś dotrze do nich, jak trudny i ważny jest to zawód…
Powodzenia!!!
Bardzo Wam dziękuję, zwłaszcza, że z kolejnym dniem ubywa entuzjazmu.. Ale trzymamy się!

To i ja zmykam…
No to zapalę już lampkę dla Wszystkich, życząc dobrych snów.
Po pracy, po lampce… spóźniłam się – snów spokojnych
Dzień dobry
słoneczny, choć trochę mroźny 
Witajcie!
Po wczorajszym tragicznym dniu co dziś może się przydarzyć? My, europejczycy, boimy się terrorystów, a sami sobie potrafimy wyrządzić niepowetowane szkody…
Ważne że nikt nie zginął, a katedra będzie odbudowywana przez długie lata…
Notre Dame dostanie trzecie życie i będzie znów wspaniała. Tego so
bie życzmy
I Paryż będzie miał Starówkę tak wspaniałą jak Warszawa…
i Szczecin…
Witam, jakoś dzisiaj się czuję przygaszony. Może za dużo wrażeń, a może wszystko razem, włącznie z katedrą…
Może kawa Ci pomoże?
Dziękuję bardzo, powinno się udać. Dzisiaj kamieniem przy biurku, nawet mam trochę do nadrobienia. Do popotem!
Dzień dobry ! Dobrze rozumiem mr. Q. Też mi byle jak
Jakoś ten dzień smutno się zaczyna… A pod moimi oknami hałas, bo maszyny zrywają asfalt i będą kłaść nowy. Będzie ciężki dzień…
Witam!
I kubek podstawiam
I cóż nam więcej trzeba ? Warszawa , Ja i Ty i jasny błękit nieba ! Ach , i to wystarczy mi ! Trochę spokoju przed Świętami , bo w tym zgiełku , możemy zatracić wszystkie , tradycyjne przesłania z okazji tych Świąt . Dzień dobry 🙂
dobrze mówisz Maxiu, choć realia są paskudne. Kiedy będzie zwyczajnie i spokojnie ? Może w te dwa swiąteczne dni ?
Dobrze , że w warszawskim i legionowskim Plemieniu Maxów jest przykładna zgoda , co do oceny obecnych sterników tego rejsu . Pozdrowionka 🙂
Bardzo dobrze,bo różnie z tym bywa wśród polskich plemion.
Zrobiło się cieplej. Gdybym miała sobie czegoś życzyć, to deszczu !
O, tak! Deszcz by się przydał, bo susza panuje. Jest słoneczko, a ja nawet okna nie mogę mieć otwartego, bo ten hałas z ulicy mnie dobija. Ale za to będzie nowa, gładka nawierzchnia. Trzeba jakoś to przeżyć
U nas właśnie zaczęło padać..
Szkoda, że nie mogę przedmuchać tego deszczu do Ciebie, Wiedźminko


Co prawda po niedzielnym śniegu zrobiło się niesamowicie mokro (śniegu Ci nie życzę), ale poniedziałek był nie tylko słoneczny, ale i ciepły. Jak było do przewidzenia stopiło się wszystko i tylko kałuże i błoto przypominają o opadach…
Pogoda, jak to tutaj – zwariowana. Jednego dnia śnieg wali jak szalony (przy ok. 0 stopni C), a drugiego +17C
Dziś ma być 19C, a jutro już 22C… można zgłupieć
nie jest łatwo akomodować sie do takich skoków temperatury. Co slabsi mogą mieć
problemy
W Lanckoronie piękne słońce teraz.Pozdrawiam Państwa z restauracji Werona.
Uważaj, żeby Cię nie zdybał tam jakiś Romeo
Czemu nie? Mógłby by jakiś Romeo. Ale nie żeby razem zażywać truciznę.
Jak nastroje w szkole ajw?
Nikt się nie wykruszył (przynajmniej u nas, od kiedy dołączyłam). Na samym początku zrezygnowała jedna osoba, więc nie jest źle. Determinacja jest duża
Brawo dla Ciebie ajw, brawa dla Twojej szkoły.
Krakowscy nauczyciele mają podwójny stres, gdyż mają do czynienia z zastraszaniem przez małopolską kurator oświaty. Nie będę pisać co o niej myślę , bo…
Popieram strajk nauczycieli, choć rozumiem też uczniów i ich rodziców.
Za mało jest solidarnej jedności wszystkich.
Dobry wieczór, fajrant i nie za długa przerwa.
Ja też mam fajrant…
I chyba po przerwie, mniej więcej, o ile zaraz się jakowaś lawina nie obruszy.
No, lawina nie, ale jednak zapeszyłem. Jeszcze dobranocka, a potem cosik jeszcze do roboty…
Mam przyjemność polecić koleżeństwu tekst Ultry: Kaganiec oświaty.
Wart przeczytania, powielania i rozpowszechniania!
Zaraz przeczytam, ale wpierw się pożegnam. Dobranoc
Spokojnej!
Przeczytałam. Tekst doskonały, mądry.
W całości się z nim zgadzam.
Ultra! Chciałam to napisać u Ciebie, ale …nie udało się zalogować.
Taki tuman ze mnie!
Tylko jednego mi zabrakło na końcu, wyraźnego wskazania, że strajk odbywa się pod hasłem podwyżek, bo inaczej nie pozwala ustawa (z lat 80′ XX w., zdaje się), w razie gdyby ktoś gardłował, że tekst taki piękny i ideowy, a nauczycielom chodzi tylko o kasę.
Racja Q!
To powinno się podkreślać, że chodzi o coś więcej niż kasa.
Jednak formalnie związki zawodowe mogą ogłosić legalny strajk tylko w obronie praw pracowniczych, warunków pracy i płacy.
Nie wszyscy to wiedzą.
To coś dorzucę do mądrego tekstu Ultry’: dziś dowiedziałam się,że w I klasie liceum zawodowego jest JEDNA lekcja języka polskiego tygodniowo. Lekcje religii są DWIE.
Zaniemówiłam.
Dobranocka.
Anna Maria Jopek, po swojemu.
Snów o spotkaniach, tych, co trzeba.
Pożar w Paryżu, strajk nauczycieli, inne problemy większe i mniejsze, ogólne i osobiste…
Makówka uważa, że trzeba łatać impregnat, aby stawić temu wszystkimu czoło.
Dziś robiłam to w Mieście Aniołów, o którym tak śpiewał Marek Grechuta:
Takie zdjęcie z dziś:

A potem pognałam prosto na bardzo ciekawe spotkanie dyskusyjne
MECHANIZMY MIGRACJI MIĘDZYNARODOWYCH: FAKTY I MITY.
Spotkanie prowadziła Prof. dr hab. Dorota Praszałowicz.
(Kierownik Katedry Migracji Współczesnych i Stosunków Etnicznych
Instytut Amerykanistyki i Studiów Polonijnych UJ)
To tak w ramach między między.
Anioły bardzo, bieszczadzkie i większość innych. Tylko czasem tych z mieczem jakby za dużo
Gdzie jest Alla?
Wpadła, wypadła i ślad o niej zaginął..

Może się znajdzie na kolejnym pięterku? Zapraszam 🙂
Zapalę tu lampkę, a potem wskoczę na nowe pięterko.
Dobrych, jasnych snów.