Gdy 6 grudnia zaglądamy pod poduszki oczekując prezentów przyniesionych przez św.Mikołaja, hiszpańskie dzieciaki o tym nie myślą. Nie znajdą też prezentów pod choinką. Ich marzenia spełnią dopiero Trzej Królowie (Tres Reyes Magos) 6 stycznia. Sama choinka też nie jest tak znaczącym symbolem, jak u nas. Istotniejsza jest szopka i właśnie szopki od 6 grudnia są budowane w domach, kościołach, patiach. Ustawiane są także na wystawach sklepowych, w szkołach i urzędach. Odbywają się wystawy i konkursy na najbardziej pomysłowe – wyobraźcie sobie szopkę np. z muszelek! Podobnie jak my uzupełniamy ozdoby choinkowe, Hiszpanie rozbudowują domowe szopki corocznie dokupując, czy tworząc nowe postaci i inscenizacje.
To również powód, aby czas przedświąteczny, który jest radosnym oczekiwaniem na nadejście Pana spędzić, co oczywiste tutaj – na fiestowaniu. Tak więc przez społeczności wielu miast przygotowywane są pieczołowicie inscenizacje Żywych Szopek (Belen Vivientes). Ogłaszany wcześniej grafik tych imprez pozwala na czynny udział w niejednej fieście, bo inscenizacje opanowujące historyczne centra miasteczek to również powód do rodzinnych czy przyjacielskich spotkań i biesiad.
Jako, że jestem w Andaluzji, wybrałam się do Arcos de la Frontera słynącej z położenia na szlaku białych miasteczek, aby nasycić się nieco tutejszym przedświątecznym klimatem. Z dala widoczne stare miasto usadowione na wzgórzu, okazało się zamknięte dla ruchu. Wokół przygotowane i doskonale oznakowane parkingi, gdzie służby miejskie kierowały samochody i autokary. Policjanci i gwardziści udzielali informacji, a wszystko to odbywało się z uśmiechem i życzliwością. Co prawda na początku natknęłam się na wychudzonego Mikołaja będącego antyreklamą lokalnych serów i ciasteczek , ale potem było tylko lepiej! Senne wczesnopopołudniowe ulice (zanim fiesta, to siesta) z każda chwilą zapełniały się coraz większym tłumem, muzyką i… gwarem. Przejście przez bramę miejską przenosiło w inny wymiar. Przybrane gałązkami mirtu bramy, okna i łuki stworzone z palmowych liści zazieleniły białe domy. Na głównym placu powstała wieś z codziennym jej życiem. W uliczkach i zaułkach stworzono wnętrza domów i warsztatów. Uzupełnijmy to oczywiście rozbrzmiewającym w każdym zakątku flamenco. Gdy zapadał zmierzch i wszystko oświetlone zostało pochodniami, ruszył paradny pochód z Trzema Królami na koniach, którzy po przejściu całej starówki przyjmowali od przejętej dzieciarni listy ze świątecznymi życzeniami (i spisem marzeń) w zamian rozdając słodycze. Gdy wracałam na parking tłum nadal płynął w stronę wzgórza, na ulicach rozłożyły się stoiska z churrosami i gorącą czekoladą, a knajpki były pełne ludzi – fiesta trwała najpewniej do rana.




Krok po kroku… powoli wejdźmy w świąteczne klimaty – zapraszam na przechadzkę po nieośnieżonych uliczkach.
Uwielbiam takie przechadzki w Twoim towarzystwie, bo wiecej widzę i czuję 🙂
Pójdziemy jeszcze na niejedną
To. Jest. Świetne.
Okej, postawimy Mikołaja wedle wzoru ogólnoświatowego, niech se siedzi, ale przede wszystkim ta lokalna tradycja.
I najlepsze, że widać po tych strojach, z jaką starannością to jest przygotowywane, niby wszystko w jednakowej gamie i w paski, a dwóch jednakowych wzorów nie widzę.
Co prawda dzieci wydają się trochę, e, sceptyczne, ale im starsze, z tym większą powagą to traktują.
No i widać, że to się nie ogranicza do samej szopki, małej, czy dużej – na żywo, jest i rzymski dwór (zapewne rzymskiego namiestnika), i Herod na tronie – to jest świetne. Nie wiem tylko, co to za król na trzecim zdjęciu od końca, bo chyba nie Herod, tylko jakiś pozytywny. Któryś z Trzech Króli (Mędrców)?
I na koniec mi się przypomniało, już w oderwaniu od zdjęć:kiedyś w sieci pojawił się taki tekst o Trzech Mędrczyniach:
Gdyby zamiast Trzech Mędrców do stajenki przyszły Trzy Mądre Kobiety, to:
– zapytałyby o drogę i na pewno by nie zabłądziły,
– dlatego przybyłyby na czas,
– pomogły przy porodzie,
– posprzątały w stajence,
– ugotowałyby potrawkę,
– przyniosły praktyczne prezenty,
i na Ziemi zapanowałby pokój!
A potem przeczytałem jeszcze, co by między sobą szeptały, wracając ze stajenki
„Widziałyście, jakie sandały nosi Maria do TAKIEJ sukienki?”
„Słyszałam, że Józef od niedawna jest bezrobotny…”
„Ten ich osioł to naprawdę stary rocznik”
„No nie wierzę, że wpuścili tam wszystkie te śmierdzące zwierzaki!”
„Ciekawe, kiedy oddadzą garnek po potrawce”
„Mały WCALE nie jest podobny do Józefa!”
Faktycznie, Trzy Mądre Kobiety mogłyby wiele. A i ta spostrzegawczość godna uwagi, taka typowo ludzka: mały niepodobny do Józefa. Ha,dziś powiedzielibyśmy: ale news!
Plotek pe el
Mędrczynie wymiatają
Byłam na wielu hiszpańskich tematycznych imprezach przygotowywanych przez duże i małe społeczności ZAWSZE z pieczołowitością. I nie istnieje tu straganowa chińszczyzna, tutaj szczycą się „to jest hiszpańskie!”.
Na zdjęciu z dziewczynką próbowałam pokazać jednego z Mędrców – w rękach trzyma liścik 😉 foty poruszone, jedynie dokumentalne.
Tak myślałem, że jak pozytywny, to będzie jeden z trzech.
Zastanawiam się, czy gdziekolwiek w Polsce byłby możliwy taki spontaniczny wysiłek ogółu lokalnego społeczeństwa? I jakoś nie widzę perspektywy…
Świetny reportaż!
Niestety mam podobnie ponure przemyślenia…
Kochani, może nie jest tak źle, tylko o tym po prostu nie słychać? A może takie lokalne inicjatywy po prostu działają na mniejszą skalę (przestrzennie i czasowo) i nie są tak nagłaśniane? Zobaczcie tę tradycję na przykład – https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/pl.wikipedia.org/wiki/Jukace
Quacku, to „moje” tereny – nie tylko Jukace, ale też np. redyk czy osod. Jednak to wszystko dzieje się na mikroskalę. Przeważają ponure obchody, okazje i rocznice.
No tak, skala faktycznie całkiem inna, chodziło mi tylko o to, że porównywalne to pod względem kolorów czy staranności przygotowań, a wiadomo, że dynamiczny przemarsz nie będzie trwał tyle, co stacjonarna z natury rzeczy szopka o wielu scenach.
W Krakowie na placu przy ulicy Franciszkańskiej jest co roku organizowana Żywa Szopka, ale oczywiście nie można tego porównywać, z tym, co pokazuje i o czym opowiada Zocha.
Chyba jednak jutro jeszcze raz dokładnie obejrzę. Już bez tych mew.
To ja na dzisiaj już zmykam, proszę ja Was… Dobranoc!
To i ja powiem: Dobranoc!
Jaki barwny,fajny świat ! Jestem pod wrażeniem. I pomyślałam tez sobie, że być może jest w tym spory udział klimatu… ciepł, pomarańcze na drzewach… A u nas zimno i cos pada, może śnieg, może deszcz. Dość trudno byłoby biegać w takich strojach i świętować na świeżym powietrzu.
Na mróz można się cieplej ubrać i nie sądzę, żeby to był problem.

Na „Jackowie” od wielu lat jest „żywa szopka”, a przecież zimy tutaj też bywają ostre. Co prawda dziecko w żłóbku prawdziwe nie jest, ale zwierzaki jak najbardziej. Mają wybudowaną prowizoryczną stajenkę i sobie w niej mieszkają.
Ostatecznie nie trzeba kalkować hiszpańskiej tradycji. Można stworzyć własną… jakiś tam odpowiednik…
To raczej nie sprawka klimatu, a ludzi – tutaj bardziej życzliwych, pogodnych i usmiechniętych. Przekłada się to nie tylko na codzienność, ale i na społeczne współtworzenie.
Bo piją wino, nie wódkę
Atam, Mirelko. Taką żywą szopkę mam w moim Szczecinie od paru lat. Są żywe zwierzęta i zmiennie występujący całkiem żywi uczestnicy.
Dość zabawnie wyglądają ” stroje z epoki” wkładane na grubszą odzież.
Jeszcze zapalę lampkę
na poprzednim pięterku.
Dzień dobry
Jak miło popatrzeć na zadowolone twarze 
Kościół nakazuje umartwianie się i pokutę. Jak widać na zdjęciach, nawet w Europie nie wszędzie tak jest. W USA okres Adwentu, to czas zabaw i radości. Przecież według tradycji, wierni czekają na TO DZIECKO… Czy nie powinno się to wiązać ze szczęściem i radosnym oczekiwaniem?
Tak jak w Andaluzji?
Aż mi przyjemnie się zrobiło, gdy sobie poczytałam i obejrzałam zdjęcia
I tak się zastanawiam, dlaczego w Polsce okres Adwentu jest taki ponury?
Też sobie zadaję Miralko pytanie DLACZEGO u nas wszelkie rocznice, obchody i okazje muszą być nadęte i ponure. Tak mało życia w radości…
Ach, ależ królewski dwór hiszpański w najbardziej „arcykatolickim” okresie też ponoć był nadęty i ponury, z tego co kojarzę z opisów i ikonografii, to wszyscy ubierali się na czarno, panowała sztywna etykieta etc. Więc oficjalne uroczystości też mogły być nadęte. Ale oddolne obchody, takie jak ta szopka, już niekoniecznie. W ogóle OIMW w całej Europie dość długo utrzymywał się podział analogiczny do podziału na literaturę wysoką (oficjalną, na koturnie) i niską (popularną, często humorystyczną). Ten drugi nurt, „uliczny” albo „ludowy” zawsze był kolorowy i radosny, inna sprawa, że traktowany jako rozrywka „niskich lotów”.
Jasne, ponura i zawiła historia była udziałem Hiszpanów przez wieki aż po 1975 rok – to jednak przeszłość.
Oczywiście ! Mieliśmy w ludowej tradycji ” Turonie” i Herody, były przebieranki i śpiewki. Piękną tradycją są szopki krakowskie..
Podziwiając andaluzyjskie zabawy pamiętajmy, że nie jesteśmy od macochy.
Otóż to.
Bo my się lubimy umartwiać. Żyjemy przegranymi powstaniami i niewolą. I uczymy dzieci głównie martyrologii. Amen.
Bo my się wstydzimy siebie, Jo. I nie bez racji,Upadła potęga kolonialnej Hiszpanii, Portugalii, po części W. Brytanii, ale żadna z tych potęg nie pozwoliła wymazać sie z mapy na 130 lat ! A my tak….
Dzień dobry
Chyba jeszcze śpię, że nie zauważyłam nowego pięterka 
Witajcie!
Też bym jeszcze pospał… Ale pięterko zauważyłem już wczoraj
Dzień dobry, dzień dobry. Pracujemy.
Zocha, książka!!! No ja poproszę!
Mistrzu Q – coś jakby z życia… I od razu mem staje przed oczyma: A virgin birth I can believe, but finding three wise men?
Jo, no żartujesz o poranku
, a mem świetny!
Wcale nie żartuję. Twoje reportaże są rewelacyjne.
Dziękuję Jo
to jednak nie przyczynek do książki.
Bardzo żałuję.
Zgadzam się z Jo. Książka musi być, a przynajmniej „powinna” 🙂

Dla Wyspiarzy w promocyjnej cenie i z dedykacją?
Pal diabli cenę, ale dedykacja musi być!
Ja się na pisaniu nie znam
, ale dużo czytam i myślę, że nie powinno się marnować dobrego tekstu 
Nie znasz się na pisaniu? A czyją książkę mam z miłą dedykacją?
Bożenka, a ile osób robi coś, na czym się nie zna?
Czy nie jesteś za skromna, Jo?
Skromna i gustowna.
Jezu, ale mnie głupawka dopadła…
A w ogóle dybry, Gienia i tak dalej.

Dziędobry. Koniecznie kawusia, idę szczebelek wyżej do Gieni. Za chwilę ciąg dalszy, tylko się obudzę.
Dobry… niech będzie wszystkim! Ale najpierw podstawiam Gieni kubas
Ja też, ja też
Wyspane witajcie!
Też poproszę z takiego kubka jak Bożena.
Dopiero teraz miałem chwilę aby przeczytać notkę i popodziwiać spokojnie zdjęcia. Ech, brak słów…
Marzę o wyjeździe w takie miejsce w przedświątecznym okresie, by poczuć ten klimat inaczej, spojrzeć na wszystko z innej perspektywy. Dziękuję za to, że dzięki Tobie już poczułam namiastkę. Piękne zdjęcia..

Muszę przyznać, że Hiszpańskie zwyczaje bardziej mi odpowiadają niż nasze i to z różnych względów
Nie ukryję, że miło mi czytać tak pochlebne opinie

Ale też mam świadomość, że jedna jaskółka wiosny nie czyni, a wręcz bywa fałszywa. Od popełnienia kilku opisów do zdjęć do książki odległość na moje poczwórne oko jest kosmiczna. Zostanę więc na Wyspie pokazując „co Zocha widziała”.
A wszystkiemu winien jest Tetryk
Oczywiście, że zawsze winien jest Tetryk
A któż by inny!
To Ty sobie pisz te opisy do zdjęć, a w ten sposób książka się sama napisze 🙂

Popieram! Opisy bardzo by się przy
dały !
Powiedzcie, jak dojdziecie do wniosku, że własciwie należałoby mnie zlinczować!!! 😉
Zlinczować? A co byśmy bez Ciebie zrobili
Dołączam się do ochów i achów, rewelacyjni si czyta i jszcze lepiej ogląda.
Przepraszam, za szybko uciekł komentarz: Rewelacyjnie się czyta i jeszcze lepiej ogląda.
Pozdrawiam
Dobry wieczór, otóż wyprawia się tu sporo, niestety nie bardzo mogę pisać, na szczęście nie rodzinnie, ale biznesowo, ale ledwie odtrąbiłem fajrant, jeszcze nie dotarłem na Wyspę, a już mnie real przechwycił i trzyma. Dlatego tylko w przelocie daję znać, bo to jeszcze nie koniec.
Poległam.
Nie w katastrofie samolotowej (chociaż co do katastrofy to jeszcze bym polemizowała, ale na poziomie metaforycznej analogii). Idę sobie spać, bo nieuzasadnienie optymistycznie zakładam, że jednak trochę pośpię.
Jutro zaczynam maraton przedświąteczny.
Dobranoc.
PS.
Rany, jak ten bigos pachnie…
Jo poszłą spać, a ja węszę…
Spokojnej! (również podejrzliwie pociągnąłem nosem)
Jo. Jesteś okrutna! Głodna i zmarznięta makówka czyta takie rzeczy i węch wirtualny uruchamia…
No to jestem. Dzień obfitował w wydarzenia, ale przynajmniej nie był parszywy.
Zaraz dobranocka, bo to już powoli ta pora, co?
Ja też idę spać, czas na mnie. Jak ten czas leci, dopiero wstawałam…
Dobranoc
Spokojnej!
Dobranocka.
Dzisiaj na dobranoc spokojny i melodyjny żarcik. Panowie z Barclay James Harvest nagrali w 1975 roku piosenkę – hołd dla Bitelsów, której tekst składa się z tytułów piosenek tego zespołu.
Snów pogodnych i z dobrymi intencjami, jak ta piosenka.
Jo napisała , że poległa , a przecież ta forma rozstania się ze światem , jest zarezerwowana dla ofiar katastrofy smoleńskiej i główny śledczy A . Macierewicz może mieć o to pretensje ..Trzeba ważyć słowa
Od kiedy w „Psach” Pasikowskiego zobaczyłem scenę z ubekami wynoszącymi pijanego ze stołówki do wtóru piosenki „Janek Wiśniewski padł”, nic mnie już nie zdziwi.
Wróciłam przed chwilą ze spotkania z Tomaszem Piątkiem.
Rozmowa była właśnie o A.Macierewiczu i jego bardzo niebezpiecznych dla nas powiązań z Kremlem opisanych w nowej książce „Macierewicz – jak to się stało”.
Spotkanie było bardzo ciekawe, ale ja niestety momentami skupić się nie mogłam. Chyba wszystko przez ten wyjątkowo dziś zjadliwy smog?
A może to trochę wina wina, które wcześniej wypiłam w BARDZO MIŁYM TOWARZYSTWIE?
Ale Dobranockę już grzecznie wysłuchałam w domu, łóżku. Bez knucia!
Skupić się nie możesz…
Powtarzasz się… („wina wina”)
Makówko, popraw-że się!
Ale dziś piłam TYLKO WINO. Bez żadnego mieszania z szampanem jak wczoraj.I żadne mewy mnie nie odwiedziły jednak!
Więc TO NIE MOJA WINA…tylko wina i …towarzystwa.
A już tak serio -jak się posłuchało o powiązaniach pana Macierewicza, tych dawnych i tych obecnych to włos się jeży na głowie.
I to jest, obawiam się, różnica między czasami minionymi a współczesnością, i to na całym świecie. Wychodzi książka o powiązaniach pana M. – i nic się nie dzieje, a jego partia notuje poparcie. Wychodzi książka o machlojach i błędach prezydenta Trumpa – i nadal nic.
O tym, dlaczego Macierewicz jest „niezatapialny” też była mowa.
Spotkanie odbyło się w kawiarni Literackiej.
Zdjęcie kiepskiej jakości, bo jak na mój aparat było za ciemno, ale pokazuję tak dla utrwalenia sytuacji.
Piątek pisze ” trudno”, zamieszcza( mówię o pierwszej książce) wykresy, opowiada rzeczowo. Sama pomyśl ilu ludzi sięgnie po tak trudną, pozbawioną fajerwerków pozycję ?
Nie znam jeszcze drugiej książki, ale chyba jest podobna….. a sam autor dotrze jednak do niewielu osób.
Wiedźminko!
Racja. Jednak znam dużo takich osób, które książkę kupiły i przeczytały, albo bodaj były na spotkaniach z Piątkiem (ja byłam na dwóch).
„Nasz człowiek z KOD” zrobił relację na żywo, więc każdy, kto nie mógł być na spotkaniu, może sobie posłuchać.
Gdyby kogoś interesowało, mogę udostępnić?
Moim skromnym zdaniem uważam, że warto.
Wina, wina, wina wina dajcie… To powtarzanie ma tradycję! 🙂
No, tu już ktoś wyjątkowo przegiął!
Konfitura wiśniowa + wina, wina, wina dajcie…
znowu ta moja wyobraźnia…
Zmykam. Dobranoc.
I znowu wszyscy poszli spać.
Nie ma z kim pogadać ani się napić
A lampki też nie widzę…
Lampka zaraz będzie. Pochodziłam po drabince i wyraziłam zdanie odrębne w paru miejscach
Byłam dziś na koncercie K. Meisingera plus mała orkiestra . Barok i flamenco tańczone przez b. zdolną panią.
a na bis pan Krzysztof zaproponował połączenie kolędy ” Oj maluśki, maluśki” z bachowską „Arią na strunie G”.
Zachwycił mnie komentarz, że dźwięk G w baroku oznaczał światło…. świetlistość.
No to proszę bardzo – jest nasze światełko
Dzień dobry
To już środa, połowa tygodnia 
Witajcie!
Przed-przedostatni dzień w pracy, a potem przerwa i rozwinięty ideał „Proletaryat-u”: 8-godzinny tydzień pracy!
Dzień dobry, środa zaczyna się dość rzeczowo, ciekawe, jak się rozwinie.
Dzień bry.
Jak mi się nie chce…
Mam tak samo, ale do końca roku muszę zrobić pewną zakładaną część, żeby potem w styczniu zrobić drugą (a może i ostatnią) część, żeby potem w lutym… itd. Ta świadomość poniekąd mnie motywuje.
O, Gienia, już biegnę z kubkiem
O, to jeszcze sobie łyknę przed pracom.
A łyknij, łyknij. Niechże kobita darmo się nie drze z rana.
Nigdy się darmo nie drze. Nawet jak po kawę nie wchodzę, to ten wrzask mnie dobudza
Witajcie!
To ja się powitam zawołaniem „hejo”. Nie wiem co to znaczy ale jak przychodzę do pracy to czasem mówię „hejo”.
Może to się pisze „chejo” 😉
Hejo mówiły Teletubisie…
To ja jestem ten fioletowy:-)
Ten z DAMSKĄ TOREBKĄ?
Oczywiście:-)
No jak mogłam pytać… Be lama!
Ide do roboty.
Jezu jak mi sie nie chce.
Od śniadania „wybieram się do domowych robótek”. Nie da się!
Co chwila ktoś ode mnie coś chce. Albo telefonicznie, albo sąsiadka „musimy walczyć, aby nam tu bloku pod samymi balkonami nie postawili”, albo dziecko smsem.
No i obiadu nie ma, plan sprzątania został jedynie na karteczce, a właściwie to też jak Jo. „jak mi się nie chce”.
Poczekam, aż ktoś zadzwoni z czymś miłym…

Mam ten komfort, że nie musi mi się chcieć – i to jest wspaniała opcja
To jest opcja, której trudno nie zazdrościć.

Też bym sobie tak:
Przychodzi taki czas, że można odpuścić Makówko
i robię to z nieukrywaną przyjemnością.
Mnie się jakoś nie udało, abym mogła całkiem odpuścić.
Niezależnie czy jestem w Ameryce, czy podziwiam jeziora Plitvickie, czy w sanatorium w Kołobrzegu, czy jestem w szpitalu i tak rodzina potrafi mnie „dopaść”, a ja zamiast wyłączyć komórkę, podwójnie się denerwując, usiłuję załatwić coś zdalnie.
Może dlatego tak było super w Ochotnicy, bo tam w ogóle nie było zasięgu?
Więc wyłącz komórkę i mów później, że Ci się rozładowała. To tak, jakby rzeczywiście nie było zasięgu, bo nikt Cię nie sięgnie… chyba że sąsiadka
Marzy mi się miejsce bez zasięgu.
Jo.Obawiam się, że gdybyś była w takim miejscu z dala od swoich panów długo byś nie wytrzymała…
To takie moje wyobrażenie o Tobie; może błędne?
Obawiam się, że nie
Wróciłam ze spaceru po rezerwacie przyrody, gdzie ptactwa wszelakiego setki. Kormorany, czaple białe i siwe, flamingi, perkozy, kuliki, krwawodzioby, warzęchy i całe zastępy mniejszych. Miralka miałaby tutaj używanie
Pewnie masz zdjęcia i będzie pięterko?
Pieterka nie będzie, zdjęć nie mam – ptaszki zostawiam Miralce
Fajrant. Fajnie dzisiaj było, aczkolwiek pracochłonnie.
Jeszcze się przejdę po pięterku, a potem przerwa.
Na pięterku tego nie zobaczysz , bo na Wyspie obowiązuje dobre wychowanie , czego nie można powiedzieć o kilku stacjach telewizyjnych . Od samego rana wałkują krakowski problem z jakąś Agencją Towarzyską . Jeszcze nie wiadomo o co chodzi , ale już pokazują uzbrojonych po zęby komandosów jak włamują sie do jakiegoś lokalu Agencji i wyciągają niemal po ziemi jakiego młodego człowieka do wozu bojowego tych komandosów . Czy ktoś postradał zmysły , aby do spraw mówiąc delikatnie obyczajowych , uruchamiać jednostki szkolone do walki z terrorystami ? Nie rozumiem tych zachowań …
W takie dni jak dzisiaj telewizji nie oglądam, ale zdaję sobie sprawę, że takie rzeczy się dzieją.
I czasem nawet myślę, że specjalnie wysyłają takich robocopów, żeby po jakimś czasie nie dziwiło rzucanie ich do akcji przeciwko, hm, opozycji politycznej.
Bo Wyspa nie potrzebuje agencji „towarzyskich”.
Oficjalne uzasadnienie jest takie, że właściciele przybytku gangsterskimi metodami zmonopolizowali krakowski rynek usług erotycznych, a podczas ataku prócz typowych dla przybytku fantów znaleziono też sporo broni…
A jaka jest prawda, nie wiem, nie mam kontaktów w tym środowisku
Pożegnam się. DO jutra.
Ja też, do jutra
Spokojnej. Dzisiaj tak. Zaraz idę po dobranockę.
Jakie te dni zimą krótkie!
Informuję, że zdążyłam na Dobranockę -jestem już w domu!
Q.! Posłuchałam Twego „Makówko, popraw-że się!” i zamiast grzanego piwa zamówiłam herbatę z owocami, goździkami itd.
Ale i tak w drodze powrotnej w autobusie MPK było wesoło, bo jakoś tak się złożyło, że żartowałam z kierowcą. A co się biedny młodzieniec miał nudzić!
Tuwim „lubiał tuman narkozy, a najbardziej — gdy jest kobieca”. Ale to był facet…
Mistrzu T.!
Hm…kierowca też był facet. Autobus też -on.
Proponowałam kierowcy uprowadzenie autobusu, ale powiedział, że taki autobus to ponad dwie bańki.
A może ten cytat z Tuwima dotyczy agencji towarzyskich?
Oj, pogubiłam się…chyba jednak po piwie miałabym jaśniejszy umysł?
Dobranocka.
W nastroju świątecznym już powoli – taniec cukrowej wróżki z „Dziadka do orzechów”, te dzwoneczki zawsze kojarzyły mi się z padającym śniegiem. Do kompletu przepiękny fragment baletu.
Snów baletowych więc, z oklaskami (dopiero rano).
Ta dziewczyna jest z gumy i galaretki!!!
Galaretka obsypana cukrem, taka z agaru – smak dzieciństwa. Co jakiś czas sobie odświeżam i to jest chyba jedyna rzecz, która mimo upływu lat smakuje tak samo.
A mnie się przypomniało wyjadanie oranżady w proszku prosto z torebki, a potem tak samo galaretki owocowej też prosto z torebki.
Oj… nie mam w domu nic z tych rzeczy!
Oranżada w proszku też, ale właśnie przypomniałaś mi oranżadę sprzedawaną w foliowych woreczkach (zapewne nieco później, na początku lat 80′). Przebijało się taki woreczek wąziutką plastikową słomką, ostrożnie i powyżej linii płynu, a potem to już szło, chyba że człowiek się potknął albo ktoś mu wytrącił tę oranżadę w ramach złośliwości albo dowcipu. Były różne kolory, ale zielonej się nie dało pić, tak jechała chemią.
Nie znam takiej oranżady. Na Twoim zdjęciu jest Pewex. Czyżby to było sprzedawane w Pewexie? To by wyjaśniało, czemu tego nie znam.
Jeśli na początku lat 80 to ja już byłam zajęta przecieraniem zupek lub miksowaniem grysiku z serkiem i jabłkiem.
Ja byłam za stara (wstyd przyznać!) na takie woreczki, a moje dzieci jeszcze za małe.
Makówko to ty TAKA STARA JESTEŚ? zdziwił się dyskretnie Q…
Nieee, nie w Peweksie, w osiedlowych warzywniakach! To tylko zdjęcie ze strony pewex pe el, która odwołuje się do rozmaitych sentymentów rodem z PRL właśnie.
A co do „stara”, to na razie dziwię się (pozytywnie) ogromnej aktywności i mobilności, co raczej pozostaje w sprzeczności ze STAREotypem?
Pst. Jest późno. Wszyscy śpią to ja tak cichutko, tylko żeby nikt nie słyszał.
Mistrzu Q jak ja Cię lubię!
I z wzajemnością
A teraz już dobranoc!
Dziadek do orzechów, Czajkowski i Baśnie Andersena to moja trauma z dzieciństwa, która jednocześnie przeraża i pociąga. Którą kocham i nienawidzę. I jeszcze Opowieść Wigilijna do kompletu…
Dlaczego oni wszyscy takim mrocznym uczynili Boże Narodzenie, które przecież powinno być świętem radosnym?! Może trzeba było zostać przy pierwotnej wersji? Pogańskiego święta przesilenia zimowego?
No, to wszystko XIX wiek, baśnie musiały być dydaktyczne, a ponieważ wychowywano wtedy strasząc (por. zbiór „Złota różdżka” albo wiersze Jachowicza), to tak to wyglądało.
Słodka ta dobranocka !
I tak miało być
Lampka dziś wcześnie, bo poproszę o zastępstwo od jutra…..złamało mnie coś.. albo wirusy albo smog. Nos jak bania. oczka dwukolorowe i w mokrym miejscu….
Dobranoc i zdrówka
Biedna Wiedźminko, skieruj na siebie swą magiczną różdżkę i odeślij i wirusy, i smog w siódmy wymiar!
I to jak najszybciej!
Czy to stale ten sam wirus co krąży po Wyspie?
tak domowymi sposobami, bez 
Jeśli to ten sam to na pociechę mogę powiedzieć, że szybko przechodzi…na innych Wyspiarzy!
Zdrowiej szybko Wiedźminko!
Zgadza się, atakuje nawet 3,5 tys. km dalej… ale się nie damy paskudzie!
Do mnie na razie nie dotarł i proszę, niech tak zostanie
Zocha!
Pozazdrościłam Ci i dziś przez dwie godziny wędrowałam trochę po Hiszpanii i trochę po Portugalii (Camino Frances i Camino da Costa), czyli Drogą św. Jakuba.
Jadłam w czasie tej wędrówki pyszny piernik i popijałam herbatą, w której były POMARAŃCZE I MANDARYNKI.
To wszystko jest możliwe w moich ukochanych „Kontynentach”.
Tetryk tak mnie zachęcił, że chyba zaraz zjem mandarynkę. Pomarańcz w domu nie mam.
Oczywiście że tak, zdrowia!
Dzień dobry
Znów w nocy posypało na biało, ale zaraz się stopi i tylko błoto pozostanie…
Witajcie!
Wszystko wskazuje na to, że w te święta – jak to przewidział Jan Koza, rysownik z „Polityki” – dzieci będą lepić czarne bałwany – z błota!
A-ale przecież Barbara była „po wodzie”? Więc może nie śnieg, ale mróz powinien być?
Synoptycy zapowiadają na święta znaczne ocieplenie. Tym razem to przysłowie raczej się nie spełni.
Nic tak nie budzi z rana, jak esemes z informacją, że nie dostarczono mi wczoraj przesyłki, ponieważ nie było mnie w domu.
Otóż byłam. Na dodatek odbierając od pana kuriera przesyłkę adresowaną do Pitera pytałam, czy nie ma drugiej, dla mnie, z identycznego adresu. Pan odparł, że nie ma. I pojechał. A dzisiaj ten esemes o świcie. No to się wkurzyłam, jak jasna cholera.
Moim zdaniem owszem miał, w samochodzie (bo system zanotował wydanie obu paczek kurierowi do dostarczenia, więc odebrać ją musiał), tylko mu się zapodziała, a po zgłoszeniu przeze mnie, że powinna być, nie chciało mu się jej szukać.
No to z serca mu współczuję dzisiejszego (lub jutrzejszego) ze mną spotkania…
Kurierzy to jakiś dziwny gatunek. Osobny.
Zeżresz go żywcem? https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/youtu.be/xyANMPVauqI
A, darowałam mu życie… Ostatecznie święta idą i w ogóle…
Podłogę wczoraj czyściłam, a przecież nie będę w kapciach na dwór wychodzić, żeby sobie domu nie zapaskudzić…
Dziwne, ja na kurierów nigdy nie miałam powodu narzekać…
Ja dotychczas też.
Poza jednym przypadkiem cztery lata temu, kiedy kurier się nie pojawił, następnego dnia dostałam wiadomość, że mnie nie było w domu i jeszcze chamsko się wyprodukował pan z obsługi klienta.
A teraz już dzień dobry, kawka, herbatka, Gienia.

O, dzięki wielkie, tego potrzeba.
Ja też z przyjemnością
Dzień dobry. Już się dzieje od rana. Kawa koniecznie!
A za oknem znów pada śnieg coraz więcej i pracują kopary zasypując rów który wykopały. Kursuje też walec, ubijający asfalt. Hałas, szyby drżą, ale uszu nie mogę zatkać, bo niczego nie usłyszę, nawet telefonu.
Witajcie!
Przywitam się z Wami zdjęciem, które zrobiłam 27.12.2015 roku.
Wygrzebałam je jako „mój głos” w dyskusji „dlaczego Święta Bożego Narodzenia mają być mroczne i poważne”.
Grupka turystów z koła PTTK postanowiła wtedy stracić trochę kalorii , wyprostować kręgosłupy i po świętach poszliśmy szlakiem „Dębowa Góra”. To gmina Zabierzów, czyli dojazd autobusem MPK.
Po drodze spotkaliśmy takie urocze, roześmiane dziewczyny, które opowiedziały nam, że całe Święta w takich właśnie strojach przemieszczały się po Nielepicach i okolicy.
A więc bierzmy przykład z Hiszpanów i róbmy wszystko, aby świętować bez nadętej powagi.
Hiszpanie mają lepszy klimat.
Jo. Wystarczą gorące serca i wtedy nawet deszcz niestraszny. Ani mróz.
Dobry klimat trzeba budować w sobie. Ja próbuję, nawet jak mi się nie udaje to wtedy…próbuję znowu. Do skutku!
Takie świętowanie rozumiem 🙂
Przez moje miasto natomiast od kilku lat 6 stycznia przechodzi orszak Trzech Króli – i jest to jedynie pełna pompy, ponura i bardzo smętna kościelna procesja 🙁 – porównując można tylko skrzywić się z goryczą.
W Krakowie jak pisałam, jest żywa szopka przy Franciszkańskiej.
Orszak Trzech Króli -też.
Oczywiście to nie to samo co w Hiszpanii, ale ja uparcie próbuję widzieć połowę pełnej szklanki i wyszukiwać coś pozytywnego u nas, w nas itd.
Taka Krakuska, Polka patriotka jestem!
Patriotyzm -tak, ale oczywiście nie mylić z nacjonalizmem.
A ja widzę różnicę nie w klimacie, a ludziach. Sceny improwizowane przez społeczność w przestrzeni miasta, czy zwierzaki różnych ras w ciasnych zagródkach między tłumem i kolędowanie przez głośniki, bo tak to wygląda na Franciszkańskiej. Takich szopek owszem jest wiele u nas, nie tylko w Krakowie.
Zocha! Tu pełna zgoda. Nie klimat winien, ale nasza mentalność. Klimatu nie zmienimy, ale nasze myślenie i zachowanie możemy próbować.
I dlatego pokazuję, że można inaczej. Klimat i miejsce nie mają znaczenia.
I dlatego dobrze, że pokazujesz.
I dlatego tak wszystkim się podobało Twoje pięterko.
I dlatego napisałam, bierzmy przykład z Hiszpanów.
I dlatego poszukam kiedyś zdjęć z „zabaw ulicznych”, choć wiadomo nie takich jak te, które Ty pokazałaś, bo (tu pełna zgoda) w Polsce mamy inne tradycje i mentalność.
Klimat pośrednio też. Porównajmy charaktery winnej Hiszpanii i wódczanej słowiańszczyzny. Słońce lub jego brak, otoczenie, warunki klimatyczne mają wpływ na ludzi.
Tak czy siak , Arktyka nie dochowała się ludożerców , a ciepłe ” hiszpańskie ” klimaty i owszem . Nie jest to taka prosta sprawa jak nam się wydaje …
Sławny i poważany filozof francuski, Charles Secondat baron de Montesqieu (patrz: trójpodział władzy) dowodził wręcz, że klimat ma decydujący wpływ na usposobienia i skłonności ludzi; twierdził nawet że prawa krajowe powinny wpływ klimatu uwzględniać…
Inne prawa w lecie, a inne w zimie?
Podoba mi się.
Makówka ja poważnie, a ty się wygłupiasz! oburzył się T.
Klimat, Makówko, klimat… nie pora roku…
To Monteskiusz brał to na poważnie, a nie ja!
Bez wątpienia, gdy dołożymy jeszcze zimnych i depresyjnych Skandynawów wywnioskujemy, że oczywiście Tetryk przywołując filozofa ma rację. Winno/wódczana teza Jo. również jest celna 🙂 Pewnie gdybym siedziała teraz zakutana w kocyk, a nie wystawiała się ku słońcu – nie pisałabym bzdur 😉
Zdecydowanie popieram.
Dobry wieczór, to ja. Dzień dość sprawnie przepracowany i nie tylko, wszystko, co zakładałem, załatwione. Jeszcze jutro i zaczynamy przerwę świąteczną. Czyli w sobotę śmigamy do teściowej, a w poniedziałek na święta do szwagra.
A na razie to chyba przerwa.
Eee to luzik masz!
Czy ja wiem?
Weekend u teściowej nie będzie polegał na spoczywaniu na laurach
ale biorę to pod uwagę z wyprzedzeniem, święta to święta.
yyyyy…
Tak, no więc ja pamiętam, że dla Ciebie święta to zasuw, co przyjmujesz z dobrodziejstwem inwentarza. Ja też, tyle że może z nieco mniejszym entuzjazmem.
Dla mnie najfajniejsze święta po założeniu rodziny to były na nartach we Francji, gdzie pojechaliśmy na 2 tygodnie, we Wigilię rano jeszcze jeździliśmy po stokach, cała wieczerza była nie tak rozbuchana jak w Polsce, i siłą rzeczy, bo mieliśmy praktycznie tylko to, cośmy sami przywieźli – i bardzo dobrze, bo nikt się nie przeżarł. Było cudownie niezobowiązująco i bardzo chętnie bym rzecz powtórzył, chociaż, alas! nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki.
Takie powiedzenie znasz? „Niech Bozia zachowa, bo to teściowa”.
To nawet nie o to chodzi, ale o ogólne podminowanie i nerwy, które psują cały nastrój. I wcale niekoniecznie (tylko) teściowa, chociaż pewien udział w tym ma, owszem.
Pożegnam się na dziś. Dobranoc.

Idę w Twoje ślady. Dobranoc.
Spokojnej, po przerwie. Idę po dobranockę.
Dobranocka.
Dzisiaj przedświąteczna klasyka – Dean Martin (w przyszłym roku może będzie Sinatra) i „Let It Snow”, czyli że niech pada, pada, pada śnieg. Co i tak się nie spełni, bo zapowiadają ocieplenie i deszcz (a „Let It Rain” grupy UFO to dużo ostrzejszy kawałek, zupełnie nie na dobranoc).
Snów otulonych ciepłą pierzynką i puchowym śniegu trenem. I żadnej gołoledzi na dzień dobry jutro!
Jeśli nikt nie ma ochoty zrobić kolejnego pietra, to chętnie coś wrzucę. Są chętni?

Wrzucaj! Śmiało 🙂
Piękne hiszpańskie pięterko, ale urosło już do prawie 200 komentarzy, więc właśnie miałam zacząć narzekać, że komórka się zawiesza,
jak się chodzi po tych schodkach.
Ciekawe co tym razem ajw wymyśli?
Święta to dni, które zaciskając zęby, jakoś muszę przeżyć, odliczając godziny, aby było już „po”.
Ojciec nie żyje. Mama być może nas pozna, być może nie, być może zrozumie, że jest Wigilia, być może nie.
Jeden syn nie planuje przyjeżdżać do Polski.
No dobra ponarzekałam, ale melduję, że jestem już w domu, po kolacji
i we własnym łóżku.
Grzeczna byłam, ale jak mnie częstowano domową nalewką z kwiatu czarnego bzu, wiśniówką i orzechówką to chyba nawet Mistrz Q zrozumie, że grzechem byłoby nie popróbować każdej?
Och, dobra orzechówka!
W tym zestawie zabrakło mi jeszcze czegoś ziołowego, żeby reszta się dobrze trawiła. Piołunówka?
Q.! Nie mogłam przesadzić, bo potem szłam jeszcze na wykład.
Należało zachować przytomność umysłu.
A to rozumiem. Ale po wykładzie… ?
Po wykładzie pojechałam do domu. Wcześniej miałam „chwilę przyjemności” spacerując pod blokiem i gadając przez telefon.
Makówka była zadowolona, ale ręka trzymająca telefon coś jęczała, że jej zimno.
Więc makówa przyprowadziła zmarzniętą siebie wraz z ręką do domu, pod kołderkę.
Dobra pani, ludzka pani!
Bądź co bądź jest to ręka trzymająca myszkę. Garnuszek z herbatą również.
W odróżnieniu od większej części mojej najbliższej rodziny jestem praworęczna. Bo mama, tata, jeden syn i mąż są leworęczni.
Telefon muszę trzymać w prawej ręce, bo na lewe ucho prawie nie słyszę, a tak „na krzyż ” jakoś nie potrafię!
A ja jakoś nie mam nikogo w rodzinie leworęcznego. Jedno z dwojga, albo tych moich oduczano za młodu (co nb. jest straszne i krzywdzi takie dzieci), albo wszyscy leworęczni w okolicy przypadli na Twoją rodzinę.
Ponawiając życzenia zdrowia dla Wiedźminki zapalam lampkę, oczywiście nie blokując tym faktem dalszych rozmów ni wyznań 😉

Wyznań? Nie pójdę spać, dopóki nie będzie jakichś wyznań!
A to moje wyżej, na temat świąt, nie wystarczy?
Dołączam się do życzeń.
Do życzeń zdrowia dla Wiedźminki ja również się dołączam i misia na pociechę podsyłam.

Już dwunasta na zegarze
Quack do łóżka kłaść się każe!
Cały czas leżę w łóżku! Pod kołderką z laptopem na kolanach!
Jakieś następne polecenia?
Witajcie!
Ajw nie zaanonsowała gotowości nowego pięterka, więc niniejszym to czynię