W ostatnią środę moje dziecko wymyśliło, że matka nie może tylko albo rozrywki, albo „walka o demokrację”, więc poleciło mi cykl wykładów o losach germanizowanych dzieci.

Matka poszła i wysłuchała różnych historii nieraz bardzo dramatycznych. Zadumała się nad losem ludzi o zatartej tożsamości.
Cyklowi wykładów towarzyszyła wystawa. Można było tu przeczytać takie oto wspomnienia:

„Mama jak już tam będziesz, nie zapomnij odwiedzić sąsiadkę babci”- przypomina syn.
Dziecko ma rację, matka zadzwoniła do sąsiadki, że będzie w okolicy.
Przechodzenie przez bramę, przez którą wchodziłam tyle razy ja, moje dzieci, moi rodzice to już jest jakieś wzruszenie…
W mieszkaniu sąsiadki jest dużo rzeczy z mieszkania mamy. Zamiast wyrzucać, wolałam dać -meble, pralkę, lodówkę, półeczki, szafeczki itd. Tak się złożyło, że miałam mało czasu, aby opróżnić mieszkanie (prywatna kamienica) -kryzys zdrowotny z mamą zbiegł się w czasie z moimi „wycieczkami” do IO w Gliwicach.
Siedzę więc w pokoju gdzie stoi segment z pokoju mojego ojca.
W jednym kąciku zdjęcia jednego syna gospodarzy, w drugim -drugiego. Mieli dwóch -jednego pochowali 10 lat temu, drugiego w tamtym roku.
Sąsiadka mówi -właśnie dziś są urodziny Piotrusia (tego, co zmarł tragicznie 10 lat temu). Jako osoba głęboko wierząca mówi do mnie „to Piotruś tam z góry spowodował, abyś akurat dziś przyszła, chciał, abym wypiła z kimś życzliwym w jego urodziny”.
Woła męża, który wcześniej nie przeszkadzał w babskim gadaniu.
Makówka jest kimś na rodzaj agnostyka, ale wierzę w jakąś „siłę sprawczą”. Tą samą, która kazała wrócić drugi raz w tym samym dniu do całkowicie już nieprzytomnego ojca, aby umarł w mojej obecności.
Ten „urodzinowy” Piotr, gdyby żył byłby dziś w podobnym wieku jak mój syn (też Piotr zresztą).
Wzruszenie, radość sąsiadów udzieliło się makówce. Te meble i inne przedmioty z mieszkania rodziców dodatkowo pewnie stwarzały dobrą scenografię do wzruszeń?
Bo to trzeba było zobaczyć, jak ona się cieszyła, że Piotruś tam z góry cieszy się, że ma „takie urodziny”, że „taka fajna impreza się zrobiła”. Impreza -tak to nazwała!
Choć przecież racjonalnie podchodząc do sprawy…pewnie mnie wyśmiejecie?
Tu następuje moment, kiedy makówka się waha (jak ten baca ze znanego kawału).
Iść do Kontynentów ?czy do Kolorów ?
Bartłomiej Sienkiewicz czy Trasa Kołymska?
Zupa pomidorowa czy rosół?
Obie knajpki prowadzone przez miłych ludzi, oba miejsca przyjazne, oba spotkania ciekawe…
Co zwyciężyło?
Czyżby sentyment do Kontynentów, gdzie makówka PIERWSZY RAZ ( proponowałam kiedyś cykl pt. „mój pierwszy raz”, czy ktoś może pamięta?) wystąpiła publicznie z mikrofonem w ręku i zabawiała publiczność opowieściami, jak zwiedzała Amerykę „przy okazji”.

A może uznałam, że po wysłuchaniu historii co zbrodniczy system może robić z ludźmi na zakończenie dnia warto posłuchać o drugim równie zbrodniczym systemie?
Wysłuchałam więc opowieści (ilustrowanej zdjęciami) o Trasie Kołymskiej – zwanej także „Trasą Po Kościach”, gdyż dosłownie kilkadziesiąt centymetrów pod jej powierzchnią spoczywają kości zmarłych łagierników.
Wraz z Łagrami Kołymy miejsce to uznawane jest za największe cmentarzysko świata po Auschwitz.

Dzień pełen smutnych przemyśleń zakończył się bardzo przyjemną niespodzianką.
Na slajdowisku spotkałam kolegę z jednej klasy z SP.
Kolega Adam, więc każdego 24 grudnia od lat jest swoisty wyścig „kto pierwszy zadzwoni z życzeniami Imieninowymi, komu uda się wyprzedzić?”
Potem umawiamy się „po świętach koniecznie musimy się spotkać”.
I kończy się na godzinnej rozmowie przez telefon. Więc radość była obopólnie wielka z tego przypadkowego spotkania.
Skoro to był również dzień pośrednio związany również z moją mamą, na koniec fragment nagrania jak opowiada o Lwowie, mieście, które w czasie wojny zaznało obu okupacji.
Ci co, poszukiwali rodzin tych, co wychowywali się w rodzinach niemieckich, musieli wykonywać wyścig z czasem, bo bywało, że kogoś odnaleźli, ale już nie zdążyli porozmawiać. Również autorka programu „Lwów przedwojenny” zdarzało się, że jak już kogoś odnalazła, to zanim dogadali termin nagrania, już było za późno.
Wśród tych, z którymi rozmawiała, jest Jadwiga Makowska, czyli moja mama. Nagranie było robione w tym mieszkaniu, które zmuszona byłam w ciągu miesiąca opuścić.
Lwów przedwojenny
Wywiady z mamą
Moja mama żyje obecnie we własnym świecie, teraz już nic nie potrafiłaby opowiedzieć.
Często już nawet mnie nie rozpoznaje…
Jeden dzień, ale jakoś tyle przemyśleń we mnie nagromadził. Abyśmy utrwalali pamięć o losach ludzi tych bliskich nam osobiście i tych, których nigdy nie znaliśmy…




Po wspaniałym poetycko-fotograficznym duecie aż strach proponować prozę życia, ale jednak zapraszam.
Jak to w życiu… prozy jednak więcej, choćbyśmy nie wiem jak sie starali.
O Lwowie czytałam w książkach Janickiego…a zamieszczony przez Ciebie link jest na wiele godzin.
I tak sobie myślę, że i Lwów i Wilno, to tęsknoty za czymś co było…. Mieszkając w Szczecinie nie mogę przecież nie rozumieć tych Niemców, którzy wzdychali nad utratą swojego miasta…
Chciałam zalinkować tylko malutki fragmencik, jak moja mama opowiada o rozśpiewanym Lwowie, ale jakoś mi nie wyszło.

Z cyklu „mój pierwszy raz” -dopiero się uczę dodawać film i dziś to był właśnie ten pierwszy raz, kiedy dodałam film.
Można sobie wybrać temat, potem osobę i wtedy taki jeden fragmencik to jest parę minut.
Tak, już to sprawdziłam! Nie desperuj, świetnie sobie radzisz !
Dzień dobry
Umiesz opowiadać, bo masz o czym. Link o Lwowie otworzę za chwilkę, wpierw chciałam się przywitać 
…bry
Jestem. Żyję. Trochę niejako z przyzwyczajenia, ale jednak. Nawet poszłam wczoraj z chłopakami do kina (świętowaliśmy szóstą rocznicę operacji BB).
Najważniejsze że żyjesz. Udanego dnia Ci życzę

Czas na kawę
Witaj Jo.!
Cieszę się, że się odezwałaś. Brakowało mi Ciebie.

Mówiłam: zajrzyj do maila.
Jo.!Zajrzałam i nic od Ciebie nie znalazłam.
Martwiąc się o Ciebie próbowałam zerknąć na DynamicznaJo., ale zablokował mnie brak uprawnień.
Oż cholera. Wyślę raz jeszcze.
Spoko, spoko już sytuacja została opanowana.
Udało się zerknąć. Buziaki.
Dzień dobry. Z tego, co widać, Makówko, masz spore zapasy opowieści, jakby co
na Twoim miejscu bym się nie przejmował ew. chwilową posuchą.
A opowieści są bardzo ciekawe i pouczające. Otworzyłam link o Lwowie, ale żeby wszystko obejrzeć i wysłuchać, (choć bardzo to ciekawe) zajęłoby mi kilka dni.
Gratulacje Makówko!
Bożena wszystko naraz uważam za zbyt męczące.
Można obejrzeć tematycznie, tak jak to jest ustawione, ale i też wybrać jedną konkretną osobę. Chciałam wybrać jedną wypowiedź mojej mamy o roztańczonym Lwowie, ale (jak już pisałam) nie wiedziałam jak. To jest pierwszy temat o tytule jak cały program „Lwów przedwojenny”.
Zresztą niektóre wypowiedzi mogą być kontrowersyjne, ale przecież nie musimy wszyscy myśleć tak samo.
Autorka programu starała się wyszukać osoby, które wyjechały ze Lwowa w 1944 roku (jak moja mama), takie co wyjechały później, jak również tych, co zostali we Lwowie. Różne spojrzenia, różne narodowości.
Niedzielnie witajcie!
Witajcie!
Jeśli ktoś będzie chciał znaleźć etykietkę dla naszego pokolenia, to śledząc opisy takich dni uzna za właściwą: Pokolenie, któremu się chciało.
Gdy wspominam, jak żyli moi rodzice, jak patrzę w TV na Powstańca Warszawskiego, który tuż przed śmiercią prowadzi swoją wnuczkę do ołtarza, myślę sobie, że to odchodzące już pokolenie powinno być dla nas wzorem.
Gdy porównuję życie mojej mamy i swoje to jest mi wstyd za siebie i mam poczucie zmarnowania życia. Wiele rzeczy się na to złożyło, ale głównie sama sobie jestem winna.
Makówko, nie masz się czego wstydzić, a życie jakie prowadziliśmy, było życiem uczciwego człowieka, który może spokojnie spojrzeć w lustro.
Te wspomnienia warte są utrwalenia, gdyż życie krótko trwa, ludzie odchodzą w swoje światy lub w niebyt, a wraz z nimi ciekawe historie z niełatwego życia.
Jestem pod wrażeniem Twojej Mamy, która tak ciekawie opowiada o rozśpiewanym Lwowie.
To prawda, nie każdy potrafi tak ciekawie opowiadać. Choć każdy ma jakieś wspomnienia swoje lub swych Rodziców, trzeba jeszcze umieć je ciekawie przedstawić. Moja Mama też nam niejedno wspominała, ale już nam niczego nie opowie…
Dziękuję Ci Makówko za ten wpis -mocno się wzruszyłam -bo Lwów i wszystko co z nim związane jest mi bardzo bliskie .Wczoraj nie śledziłam bo świętowałam urodziny i po raz pierwszy od m-cy sprawiły mi radość :).Wrócę do tego jutro na spokojnie a teraz serdeczne dzięki – Jesteś wspaniała i jeszcze raz wielkie dzięki

Jeden z linków ze strony wywiadów z p. Makowską nie otwiera się, ale znalazłem go na vimeo: https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/vimeo.com/29823057
Ciekawe, u mnie otwierają się wszystkie
U mnie się otwierał ale dzięki
Dzień dobry, wróciłem już jakiś czas temu. Bardzo udane spotkanie pod względem frekwencji i jakości.
Niestety nie mogę tego samego powiedzieć o dalszym ciągu dnia, bardzo mi przykro, przyjdę jeszcze na dobranockę, ale poza tym raczej będzie mi trudno dzisiaj funkcjonować na Wyspie.
Posłuchałam wspomnień p. Makowskiej. Nieżyjący już rodzice mojej najdawniejszej (bo od podstawówki) i najserdeczniejszej przyjaciółki też pochodzili ze Lwowa. Miało to miasto ducha, który próbuje istnieć we Wrocławiu….

Na styku narodów i kultur powstają rzeczy największe….parafrazując Marszałka Piłsudskiego
” Na styku narodów i kultur powstają rzeczy największe ” Racja … Dzisiejsza Ukraina , popełniła fatalny błąd , kiedy po wyborze na prezydenta Poroszenki ,ogłosiła dekret o zakazie posługiwania się na Ukrainie językiem rosyjskim . Wprawdzie dekret szybko zmieniono , ale do społeczeństwa poszedł sygnał o stosunku Ukraińców do Rosjan A przecież to wymieszane społeczeństwo żyje ze sobą od setek lat i trzeba szukać porozumienia , a nie zakazywać posługiwania się językiem wyssanym z piersi matki . I co teraz mamy ? Niekończące się konflikty zbrojne i brak kompetentnych polityków do przerwania tej totalnej głupoty..
To samo robiliśmy po wojnie na Śląsku, tylko konsekwentnie… Wcale mnie nie dziwi, że nie uczą się na naszych błędach – jaki naród uczy się na cudzych?
Nie uczą się na naszych błędach , bo chcą mieć własnych bohaterów -idiotów .
A kto w ogóle uczy się na własnych błędach ? Myyyyyy ??????????
Nową przypowieść Polak sobie kupi,
że i przed szkodą, i po szkodzie głupi.
Dobranocka.
Godley&Creme, czyli połowa zespołu 10cc i ich teledysk z pierwszymi próbami morfingu, przenikania się twarzy. Piosenka z trochę może mocniejszym bitem, ale melodyjna i w miarę spokojna.
Snów mocnych i krzepiących.
Już Dobranocka?
Makówka melduje, że Dobranockę wysłuchała w domu (własnym) i łóżku (własnym).
Zresztą w domu już jestem dużo wcześniej, ale do tej pory „wisiałam” albo „na telefonie” albo „na skype”.
No to mogę też wkulnąć się podkordełkę

Piter odkrył, że mu pensję przelali w piątek. Znaczy odkrył dzisiaj, kiedy zawoziliśmy BB na niespodziewaną lekcję gitary, w zamian za czwartek. Zatem zaraz po gitarze pojechaliśmy kupować łóżko dla BB. Zamiast przygotowywać niedzielny obiad. Wpadliśmy w sam środek pokazów szkółek tańca i naprawdę nie wiem, jak obyło się bez ofiar śmiertelnych, znaczy: jak Kuba to wytrzymał.
Łóżko kupiliśmy. Musieliśmy, bo BB na swoim się nie mieści i jak zobaczyłam w jakiej śpi pozycji, to mnie zmroziło. Bo ja od dwóch tygodni waruję przy nim niemalże w nocy. Znaczy niemalże waruję. W nocy. Pewnie dlatego nie śpię,co mi się odbija na psyche i somie. Nie wiem już na czym bardziej. A że cud z pensją się zdarzył, to udało nam się po to łóżko pojechać ZANIM BB zaczął szpital. Bo po powrocie ze szpitala musi mieć wygodne łóżko, a bez niego trudno by było je wybrać.
No czy ja mówiłam, że siedzę i się nudzę???
Jo.
Tak bodaj przez chwilkę!
Nie zapowiada się.
Ale przywykłam. A podobno przyzwyczajenie to druga natura, więc jakoś powinnam dać radę.
Ale proszę, zadbaj o siebie.
I ducha i ciało!
Pod warunkiem, że to on nie występuje aktualnie w roli problemu. Bo mi, na przykład, śliweczki wyrzucił
Śliweczki dawno byś zjadła, a te kolie i nieruchomości zostaną!
Biedny Q. przepracował całą niedzielę (znam uroki branżowych spotkań „towarzyskich”!), a ja dla odmiany przebąblowałem ją jak dawno mi się nie udawało. Trochę lektury, trochę drzemki, i dzień minął…
Ciepłego łóżeczka, dziewczęta!
Powłóczyłam się, jak sugerowała któregoś dnia Makówka
a teraz podjęłam próbę spakowania, ale skoro zaglądam – znaczy nieskuteczną…
Wędrowniczko, jeśli przyczyną jest sugestia Makówki, to chyba znacie się od lat!
Włóczymy w innych rejonach i tempie Tetryku
Otóż to. Ja się włóczę jedynie po Krakowie albo okolicach.
I w tym miejscu zaprzeczę wcześniejszemu stwierdzeniu – spotkasz mnie i w Krakowie Makówko – mam obecnego na Wyspie świadka
To jak mnie gdzieś zobaczysz, krzycz głośno „jestem Zocha z Wyspy!”
Bo Ty wiesz, jak ja wyglądam…
Na pustyni ani w Tybecie mnie nie szukaj, choć chętnie bym wybrała się Twoimi śladami, ale wiem, że to niemożliwe.
Jasne, że krzyknę
ale to za dłuższą chwilę, teraz się pakuję… A niemożliwe nie istnieje! Uwierz mi 
Są sytuacje, kiedy niemożliwe jest niemożliwe. A taką sytuacją jest ograniczenie wysokości, na której mogę bez ryzyka przebywać.
Jeszcze parę lat temu wylazłam na Rysy, ale to „już było i nie wróci więcej”.
A co do drugiego ograniczenia materialnego to faktycznie WSZYSTKO JEST MOŻLIWE
Milioner na mojej drodze
Mało prawdopodobne, ale?…cuda się zdarzają…
Makówka dziś ani nie kupowała łóżka, ani nie była na zebraniu branżowym, ani nie bąblowała.
Makówka dziś była u mamy.
A potem spacerowała po zamglonej wsi, która nazywa się Stare Rybie. Dziecko mnie zapewniało, że przy dobrej pogodzie są tu wspaniałe widoki na góry i Kraków.
Czas sp… eee, znaczy nocna zmiana.
Tym, co spać idą, dobrej nocy życzę.
Dzień dobry poweekenedowo. Znaczy dobranoc. Jutro mam pobudkę o czwartej godzinie. Rano. Muszę małolatę zawieźć na pociąg do Warszawy…A mogłaby studiować w Katowicach. Wszyscy są przeciwko mnie. Nawet moje dzieci..

Ps. I na pewno nie pozwolą mi zaspać…
Zoe!
Ależ dzieci przede wszystkim BYWAJĄ przeciwko. Szczególnie gdy nie koniecznie zgadzają się z tym, co uważamy.
A u mnie to nawet kot mnie nie słucha!
Czy była lampka?

Chyba jednak nie będę czekać, bo wygląda na to, że jak zwykle mój organizm pokazał mi, że to on rządzi, a nie ja. Rządzi mną aktualnie przy pomocy ucha i nie tylko ucha.
Już nie tylko ucho, ale cała blondi makówka mnie boli.

Lampka zaraz będzie. Koty na ogól nie słuchają, bo, jak wiesz, psy mają pana, a koty służbę
.
Ale ta kocia NIEZALEŻNOŚĆ ma w sobie dużo uroku!
A pewnie … wiem coś o tym
..zreszta mój zwierzyniec trzyma mnie na krótkiej smyczy.
To chyba wymaga wizyty u doktorów ? Zrób to, co radziłaś Jo:
zadbaj o siebie….
Zrobiłam to. Pewien DOBRY ANIOŁ, któremu się wyżalałam
zmobilizował mnie i konkretnie doradził gdzie.
Zmobilizowana zarejestrowałam się poprzez ZNANY LEKARZ na jutro.
To kolejna sytuacja z cyklu „MÓJ PIERWSZY RAZ”,bo do tej pory do lekarzy rejestrowałam się albo osobiście, albo telefonicznie.
Nigdy nie myślałam, że tyle jeszcze pierwszych razów mnie spotka!
spokojnych zdrowych godzin ….snu głębokiego
Teraz mogę iść spać! dziękuję Wiedźminko!
Dobranoc!
Dzień dobry. Wcześnie się tydzień zaczął. No cóż. Wszedłem do firmy, źle wyłączyłem alarm. Całe szczęście, że mnie ochraniarze nie zamknęli…
Pamiętam, pamiętam te cyrki z ochroniarzami, gdy się coś źle włączyło lub wyłączyło alarm!
O Jezu… My mieliśmy jedną piękną historię… Jak na wakacjach będąc odebraliśmy telefon od firmy ochroniarskiej, a tam jeden pan wygłosił taki tekst:
„Na obiekcie zastano KLP podającego się za ojca właścicielki, przebywającej chwilowo na wakacjach we Włoszech. Proszę o potwierdzenie.”
KLP to inicjały Tatui? Czy jakiś akronim ochroniarzy (Klient Liczący na Potwierdzenie
)
Ofkors, że Tatui. Któżbyinny uruchomił alarm, żeby sprawdzić, jak szybko przyjedzie ekipa?
Dzień dobry
Jakoś przemęczyłam tę noc… Złe wiadomości wieczorem, nie dają spać w nocy.
Witajcie!
Odbieranie złych wiadomości należy odłożyć do rana. A niektórzy nawet uważają, że do świętego Nigdy!
Co zrobić jak same przychodzą 🙁
…bry
To coś za oknem mnie nie zachęca.
Witajcie. Chyba w nocy coś padało (poza mną). Jakby śnieg z deszczem?
A tu mgła i ponuro. Chyba będzie tak przez cały dzień…
Ktoś tu zaniedbuje obowiązki.

Dobrze, że Gienia jest na miejscu, chętnie skorzystam
O, to i ja poproszę. Jak zwykle.
Pochmurnie, deszczowo witajcie!
Wróciłam z zakupami, a na Wyspie cisza… Idę dalej.
Bożena!
Czy dotarły do Ciebie w tzw. międzyczasie dobre wiadomości dla kontrastu?
Jak więc widzisz nie całkiem cisza, bo Makówka od czasu do czasu
zerka.
Niczego takiego nie dostałam
Czym by Cię tu rozweselić Bożenko?

Sama dziś taka jakaś zniechęcona, klapnięta jestem.
Oczywiście przed samą sobą udaję, że nie ma to nic wspólnego z uchem, że jakaś banalna przyczyna się okaże, ale gdzieś tam przypomina się, ile razy banalne objawy okazywały się…
W takiej sytuacji jakaś rozrywkowa odskocznia by się przydała, ale lekarz wieczorem, więc nic się nie da zaplanować.

Makówko, nie rozweselisz mnie niczym. Powiem Ci – moja siostra leży w szpitalu w stanie ciężkim, dowiedziałam się o tym wieczorem. Teraz mnie rozumiesz?
I dziękuję, że chciałaś mi ulżyć.
Bożena!Chciałam Cię rozweselić, bo nie wiedziałam, że to aż tak poważnie zła wiadomość. Wybaczysz, że żartowałam, kawał wkleiłam?
W tej sytuacji żadne słowa nie są adekwatne do sytuacji.

Wiem jednak z własnych doświadczeń, że czasami nawet takie pisanie pomaga.
W psychologii to się nazywa „sprzedawanie problemów”.
Wyspa „kupuje”cudze problemy, to już zdążyłam zauważyć, choć tak krótko tu jestem.
Dziękuję Makówko.
Nie chciałam tu o tym pisać żeby nie psuć Wam miłego nastroju. Jednak pociągnęłaś mnie za „język”. Przepraszam, więcej nie napiszę na ten temat.
A, bo Makówka już tak ma. Bo wiem, że to czasami trochę pomaga.
To zależy, co jest dla Ciebie lepsze, czy jesteś osobą, która potrzebuje się wygadać czy nie.
Natomiast argument o psuciu komuś nastroju w ogóle odrzucam, nie przyjmuję do wiadomości!
Ja chętnie wysłucham. Dobrą stroną wyżalania się wirtualnego jest fakt, że jak ktoś nie chce sobie psuć nastroju, może nie czytać.
Czasami łatwiej, lepiej jest się wygadać wirtualnie niż w realu.
Czasami łatwiej do kogoś obcego (nie znamy się przecież!).
Makówka Ci to mówi, która w sytuacji dużego kryzysu pisała o swoim strachu. I jednak to trochę pomagało! Nie tylko psychicznie, ale i konkretnie -dzieliliśmy się informacjami, radami. To była taka strona „guzy mózgu dzielmy się wiedzą”.
Nie chcę być nietaktowna, ale napisz, proszę coś więcej, ale tylko wtedy gdy TOBIE to pomoże.
Och daj spokój. To ja w ogóle nie powinnam niczego tu pisać
Bo ciągle się na coś użalam.
Weź misia:
Bożena!
Coś takiego na rozweselenie znalazłam w sieci.
Dziękuję, to jest dobre…
Dobre.
Chcę wam pokazać przykład sztuki przekładu poetyckiego, opanowanej fenomenalnie przez Kingę Zygmę – Bobika, wielokrotnie tu przywoływaną. Oto fragment klasyki (Pierre Corneille), przetłumaczony na dwa sposoby: poważny i zawadiacki-bobikowaty. Zajrzyjcie tu, bo warto!
I to jest znakomite. Wersja Bobikowa przypomniała mi fragment „Iliady” przełożony przez jednego z Pawlikowskich: „Na to mu odpowie Jagamemnon dziki:/ Jak sobie chcesz: jedź, zostań, wolna twoja wola,/ Jeszcze przy mnie ostaną tęgie wojowniki/ I ociec wielgi w niebie. Ty se zmykaj z pola/ (…) Brykzę wezmę, bo wiedz ty, co się mnie urówniasz,/ Że ja tu wojewoda jestem, a tyś – gówniarz!”.
Swoją drogą ciekawe, co to było za zamówienie, bo w sieci widzę „Horacjuszy” Corneille’a tylko w starym przekładzie!
Tzn. w przeróżnych bibliografiach, nie żywcem cały tekst.
Dziś będę spać spokojniej. Dostałam wiadomość, że jest poprawa u siostry. Nawet krótko z nią mogłam porozmawiać
Cieszymy się wraz z Tobą Bożenko!
Ja też, ja też!
Idę sobie spać.

To znaczy najpierw ugotuję zupę na jutro a potem coś poczytam, ale kompa żegnam, bo mi znowu zaczyna jeździć obraz przed oczami, a nie lubię tego ogromnie.
Spokojnej! A ja chwilowo na przerwę.
Dzień dobry, fajrant i przerwa (za moment), chociaż praca dzisiaj trochę rwana, od jednego miejsca do drugiego i z powrotem.
Miałam dziś trudny dzień, idę spać.

Spokojnych i kojących!
Dobry wieczór i… dobranoc, a rano same dobre wieści! Niech będą
Spokojnej!
Melduję, że jestem w domu. Spokojnie czekam na Dobranockę i lampkę.

Ten zawadiacki przekład jest znakomity.
Dobranocka.
Dzisiaj a capella, Anna Szałapak w piosence Agnieszki Osieckiej. Głos zamiast instrumentów, głos jak instrument.
Snów optymistycznych, zdecydowanie.
A ja się jeszcze nie żegnam na dzisiaj, chwilę pobędę.
Moja ukochana Anna Szałapak ! Tak szybko odeszła i zdążyła nie tylko to zaśpiewać
„W temacie” tłumaczenia obcych tekstów na pięterku, w którym było o mojej mamie, wlepię jeszcze swoje trzy grosze.
Teraz zapewne wiecie, dlaczego na dobranoc dziadziu opowiadał mi o przygodach Odyseusza?
Robił z tego właśnie taką dość zabawną wersję, coś w stylu Bobika…
Albo oczywiście przypowiastki Ezopa…
Ohoho. To Twój dziadek?
Tak jest. Jadwiga Makowska to jego jedyne dziecko, a ja jedyna wnuczka.
Super był. Zawsze dobrotliwie uśmiechnięty, łagodny, dobry, cierpliwy.
Długo mogłabym opowiadać…
No i jak się popatrzy po bibliografiach online, to tłumacz i filolog klasyczny zawołany, poza bajkami Ezopa jeszcze mnóstwo podręczników, czytanek, pierwsza księga „Eneidy” i o Hannibalu, i pisma Marka Tuliusza Cycerona, i opisanie świata Pomponiusza Meli… zaprawdę, jestem pod wrażeniem.
Q.! Wyobraź sobie, że obecni studenci filologii dalej o nim pamiętają!
Z tym związana jest dość zabawna historia, ale …to dużo by trzeba pisać.
No to mamy pomysł na kolejne pięterko…
O!
Panowie nie prowokujcie, bo w ten sposób nigdy nie doczekacie się wyżyn poezji, literatury i pięknej fotografii jak Was makówka swoją prozą życia zamęczy.
Dla mnie jest to szczególnie miły sercu temat -utrwalanie historii mojej rodziny.
Częściowo już go kiedyś zrealizowałam w Kontynentach. Wolę gadać jak pisać, ale gadanie umyka, więc…pożałujecie swojej prowokacji, zobaczycie!

Popieram
pomysł na kolejne pięterko.
Zapraszam na następne pięterko. Można sobie jakąś letnią, upalną muzyczkę włączyć. 🙂
Coś mi się widzi, że wlazłam bez zaproszenia?
Wybaczysz? Czy dostanę bana i po łapach jak niesforny sąsiad?
No to zapalam lampkę, a sowy niech buszują na nowym pięterku.
Dzień dobry


Tym razem sprawdziłam i udało mi się nie przegapić ciekawego pięterka
Jak zauważyłam, Makóweczko, Twoja mama jest z tego samego rocznika co mój ojciec
Czyżbym moją pisaniną wywołała temat rodzinnych wspomnień?
Każdy jakieś ma, może warto się nimi podzielić choćby dla utrwalenia dla samego siebie?
Teraz bardzo żałuję, że nie podpytywałam mojego ojca o jego wspomnienia.
O mamie co nieco wiem dzięki temu nagraniu (co wyżej), bo dowiedziałam się z niego rzeczy, o których nie wiedziałam!
Witam szaro, buro i ponuro…Ale jak się pokaże słońce to powitam słonecznie