DUSZA
Objawia się. I nagłym, ukrytym odruchem
Przypomina o sobie. Zahuczy, jak burza!
Chłośnie w twarz straszną prawdą — lub świetlistym duchem
Przepaja mnie: i zwodzi, mami i odurza…
Lub targnie się — i ostrym mnie kantem ubodzie
W najczulszy nerw — i wstrząśnie całą mą istotą!
Albo przychodzi do mnie, gdy jestem w ogrodzie,
Sycąc dalekim wzrokiem zachodowe złoto.
A jest wszędzie: i w bogach zapomnianych czasów
I w mglistych napomknieniach o czemś, co być może,
I w gęstwie niewidomej dumnych, starych lasów,
I w widmach, co rzucają gwiezdne łkania w morze.
I w tych, co umierają w słoneczne południe,
I w tych, co przeklinają, w tych, co błogosławią,
W tych, co Chrystusów zwodzą, całując obłudnie,
I w tych, co się w rozpuście pod krzyżami pławią.
Wszędzie jest! Dręczy, cieszy, marę zwątpień ciska,
Zachodzi z tyłu skrycie, w proch rzuca, uśmierza,
Ukaja i przeraża, w wszechświętości błyska!
— Apokalipsowego nosim w sobie zwierza.
Julian Tuwim, 1920





Im głębiej zanurzam się w poezję naszego tegorocznego patrona, tym bardziej mnie zadziwia…
Czyli po wysłuchaniu Dobranocki, ukojeni lampką, zadziwieni Tuwimem idziemy spać…
Muszę przyznać, Ukratku, że mnie też…
Dzień dobry
A ja gapa nie zauważyłam nowego pięterka 
Dzień dobry. Wygląda, że dzisiaj będzie w miarę spokojnie. I może nawet uda się trochę popracować?
Witajcie!
Piękny jesienny dzień, idealny na odwiedzanie spoczywających w okolicy drogich zmarłych. A jeśli przy tym dusza zahuczy, albo i ubodzie – to trudno. A może i dobrze?…
Dzień dobry!
Dzień zaczął się prozaicznie od…wylania garnuszka z gorącą herbatą na GOŁE nogi. Gołe, bo najpierw postanowiłam zrobić herbatę, a potem się ubierać, więc jeszcze w majtkach byłam.
Tym razem nic się nie stało, bo gdy kiedyś oparzyłam sobie oko, odcedzając ziemniaki, skończyło się na Pogotowiu.
Wniosek -Makówkę trzymać z dala od kuchni!
Ale oko?!
Ja kiedyś stłukłem kubek, próbując go odruchowo złapać, kiedy wylatywał z szafki, a zamiast tego rąbnąłem nim o brzeg tej szafki, i w efekcie tak sobie rozwaliłem dłoń, że konieczne było szycie (do dzisiaj mam bliznę). Oraz zdarzyło mi się obciąć kawałek opuszki przy krojeniu bułki. Ale z oparzeniami na szczęście specjalnie nie miałem do czynienia. Natomiast jako dziecko miałem sąsiadkę, trochę ode mnie młodszą dziewczynkę (teraz dorosła kobieta, nawet niedawno ją spotkałem), która wylała sobie wrzątek na dekolt i niestety będzie miała ślady do końca życia.
Odcedzałam ziemniaki, garnek wypadł mi z rąk, pokrywka spadła, garnek odbił się od zlewozmywaka. Gorąca para i odpryski wody poszły wprost na moją makówkę. Twarz pal diabli, ale oko i powieka wyglądały tragicznie.
Nawet na Pogotowiu nikt nie zlekceważył sytuacji -odesłali mnie do okulisty. I potem było parę dni stresu co z okiem.
Kiedyś rozcięłam sobie ucho, zbierając uschnięte liście (nie z bukietu bynajmniej!), ale to już inna historia.
Teraz udało mi się nastawić zupę -bez obrażeń. Na drugie danie planuję rybę i (uwaga!) -ziemniaki, więc czeka mnie odcedzanie.
Jakie szczęście, że przeżyliście te wypadki, bo dzisiejsze święto, Waszym by się stało. Ja miałam wypadek, będąc jeszcze małym dzieckiem. Znam to tylko z opowiadań i blizny na policzku.
Mój zdolny syn w ataku wściekłej furii rozciął sobie ucho na pół, na kamiennych schodach.
Na wakacjach w Toskanii.
14 godzin przed powrotem do Polski.
Pisać dalej?
Mój zdolny syn w ataku rozpaczy (zerwała z nim dziewczyna) rozciął rękę tak, że krew się lała strumieniami, a on nie czuł bólu. Oprócz naczyń krwionośnych uszkodził również ścięgna. I nerwy chyba?
Chyba mamy „zdolne dzieci”Jo.?
Jak cholera.
Po mamusiach?
No tak, to w tym kontekście nie ma co pisać o złamaniach Najjuniora podczas spadunku z drzewa albo na nartach, bo to właściwie normalne kontuzje w młodym wieku. Juniora jednak ominęły.
A teraz wybywamy na cmentarz.
My za pół godziny…
A ja czekam, aż się dziecko wygrzebie…długie czekanie przede mną…
A w tzw. międzyczasie robię obiad. Może, zamiast ziemniaki odcedzać, przeleję je przez sitko…tak na wszelki wypadek?
O, mądra decyzja.
My wczoraj mieliśmy wizytę roboczą na cmentarzu, dzisiaj natomiast kurtuazyjną. Wszystko gra, o ile można tak powiedzieć o wizycie na cmentarzu.
Dziś wspominamy zmarłych, tych bliskich nam osobiście i tych znanych nam z ekranu telewizyjnego, z książek, z filmów itd.
Tych, którzy wywarli duży wpływ na nasze życie. Dla mnie takimi osobami jest ojciec i dziadziowie, choć głównie dziadek.
Dziś sobie pomyślałam, że kiepsko odrobiłam lekcje…obaj tata i dziadziu to były osoby, które w każdej sytuacji zachowywały stoicki spokój, dystans.
A tymczasem ja wnuczka, córka nadal zachowuję się jak egzaltowana nastolatka. Tak było wczoraj, kiedy z powodu totalnego głupstwa wpadłam w rozpacz. Kładłam się spać zdruzgotana, że moje pracowicie odbudowywane ego , aby „wypaść dobrze ” spadło do poziomu zera…Rano wstałam z psychicznym kacem.
Dopiero teraz w południe przypomniałam sobie nauki taty i dziadzia.I zaczęłam się śmiać z własnej głupoty, egzaltacji.
Tak jak Nowicki rozmawiał z Piotrem Skrzyneckim, porozmawiałam z tatą i wyobraziłam sobie, jak on rozmawiałby z wnukami i postanowiłam lepiej „odrobić lekcje”.
W momencie, gdy to pisałam, syn powiedział coś takiego o dziadziu, że …nie mogę pisać dalej, bo klawiatura mi się zamazała.
Idziemy więc na grób dziadzia…
Na mnie większy wpływ miały Babcie, bo Dziadek po kądzieli rozwiódł się z Babcią tuż przed moim przyjściem na świat i okazje, kiedy się z nim widziałem we względnie świadomym życiu, można policzyć na palcach jednej dłoni. Babcia po kądzieli była natomiast przekochaną osobą, tyle że dość wcześnie zachorowała i zmarła. Dziadkowie po mieczu zaś się nie rozwiedli, ale Dziadek był człowiekiem raczej małomównym i powściągliwym, trudno też było zorientować się, co go interesuje poza domem, ogrodem i ewentualnie chórem, w którym śpiewał. Babcia po mieczu zaś zawsze była otwarta i szczera, czasem może nieco obcesowa, po latach dowiedziałem się z zaskoczeniem, że wolała wnuczki od wnuków – ale ja tego nie odczuwałem jakoś źle.
Znałem też trzy Prababcie – mamę Babci po mieczu i Babci po kądzieli, a także Dziadka po kądzieli, tę ostatnią chyba najmniej, ale kontakt był jednak żaden, za duża różnica wieku. Pradziadka osobiście nie poznałem żadnego, wszyscy zmarli jeszcze przed moim urodzeniem.
Miałeś jednak to szczęście, że znałeś te trzy pokolenia. Ja nawet żadnej babci ani dziadka nie znałam, ani po mieczu, ani po kądzieli. Zmarli na długo przed moim przybyciem na świat.
Ano tak, średnia długość życia wzrasta, więc im kto później urodzony, tym większe szanse miał, żeby poznać dalszych przodków osobiście – i odwrotnie.
Po mieczu znałem tylko dwie siostry mojej Babci, która zmarła przed moim urodzeniem. Widziałem się także z ich bratem, który zmarł gdy miałem kilka lat, więc zupełnie go nie pamiętam. Dobrze za to poznałem rodziców mamy – pamiętam nawet prababcię, drobną, zasuszoną staruszkę, która – choć mieszkała z rodziną córki – zawsze była sprawna i pracowita, pomagała w gospodarstwie. Aż pewnego dnia powiedziała wieczorem:
– Pożegnajmy się teraz, bo to już kres mojego życia… – poszła do swojego alkierza, położyła się spać i rano już nie żyła…
Dziadkowie na starość wiele lat temu przenieśli się do Kanady, gdyż okazało się, że przed IIWŚ jeszcze na saksach, które umożliwiły im kupno domu w rodzinnej wsi i małżeństwo dorobili się jakiejś kanadyjskiej emerytury. Babcia zmarła kilka lat temu, dziadek dużo wcześniej.
W sumie, jeżeli w ogóle można sobie życzyć jakiegokolwiek pożegnania, to chyba właśnie takiego – wśród bliskich i we własnym łóżku.
Też już wróciliśmy. Prócz refleksji o bliższych i dalszych zmarłych towarzyszyły nam refleksje o niespodziewanie pięknej pogodzie 🙂
Pod wierszem zamieściłem kilka zdjęć z dzisiejszego dnia.
O, światełko Mistrzowi Lemowi by się zapaliło – aż szkoda, że nie można być w paru miejscach jednocześnie.
Dzień dobry wieczór 🙂
Z racji przypadającego dziś święta, postanowiłem z jednej płytki zrobić małą playlistę i ją tu zaprezentować. Zapraszam tych, którzy być może znają i tych którzy nie mieli okazji posłuchać do zapoznania się z poniższymi recytacjami 🙂
Po cmentarzu- do mamy, obiad i pijąc herbatę, zaczęłam się wzruszać recytacjami wybranymi przez W.
Wtedy spojrzałam na zegarek i zauważyłam, że właściwie już powinnam wychodzić z domu, bo znowu się spóźnię!
Wytworze Wyobraźni pięknie dziękuję za Twoją playlistę. Wrócę do domu, będę się już na spokojnie zachwycać i wzruszać.
Życie, miłość, przemijanie,śmierć…
Bardzo piękny wybór i znakomite recytacje. Dzięki!
Jedyny mój wybór dotyczył powyższego wydania płyty-cegiełki. Co do wyboru recytacji, uznanie należy się jego autorom a także zacnym osobom, które owych recytacji się podjęły. Niemniej jednak, cieszę się iż zaprezentowana playlista Wam się podoba, tak jak i mnie 🙂
Też mi się bardzo podoba. Słucham już drugi raz. Najlepsze jest połączenie rzeczy chwytających za serce i takich poważnych, ale i trochę nie, jak Podróż XXV w wykonaniu Pazury (nr 10).
Spędziłem przy tej płycie większość dnia, licząc przygotowanie jej do formy playlisty oraz słuchanie poza owym przygotowaniem. Jest to tak miłe dla ucha (nawet biorąc pod uwagę tematykę skądinąd wpływającą na wyobraźnię), że wielogodzinne słuchanie absolutnie nie jest męczące. 🙂
Dla tych co to preferują lepszą jakość niż ta „jutubowa” mogę zaoferować tę nieco lepszą, wystarczy uskutecznić ze mną kontakt. 🙂
I to się nazywa produktywnie spędzony czas!
Z tą produktywnością to zależy jak patrzyć, biorąc pod uwagę, że tych co to dziś mogłem odwiedzić są daleko a niestety nie udało mi się ruszyć w jakimkolwiek kierunku, to tak można rzec iż jakaś tam produktywność była. 🙂
A, no i jeszcze tak sobie myślę, że dzisiaj lepszej dobranocki raczej nie znajdę.
To prawda, dzisiaj nic innego nawet nie pasuje.
Osobiście nie widzę żadnych przeszkód, biorąc nawet pod uwagę iż 30 min. na dobranockę toć troszkę dużo, za to każdy może wybrać dla siebie najbardziej pasujący jej fragment. 🙂
Piękne, nastrojowe wiersze. Można się wsłuchać…
I wykonanie, w jak najlepszym tego słowa znaczeniu, gwiazdorskie.
Tak wsłuchana, udaję się na spoczynek. Dobrej nocy życzę wszystkim Wyspiarzom
Spokojnej!
Po nietypowej dobranocce wypada zapalić znicz… Pamiętajmy!
Z jakiegoś powodu nie widać tego znicza (ani innego), żebym nie wiem jak edytował
Też próbowałem edytować, niestety bez rezultatu. Do tego NOD zaczął mi krzyczeć o nieznanym certyfikacie i nieszyfrowanym podejrzanym połączeniu, odnośnie linku do obrazu. Dlatego też postanowiłem go podmienić na inny z tym samym zniczem. Mam nadzieję, że teraz już jest wszystko dobrze. 🙂
Yhm. To może ja wstawiłem to podejrzane połączenie (gdzieś z Mrągowa), bo w oryginalnym komentarzu było inne źródło.
Jak zacząłem edycję to było właśnie to z Mrągowa i przy każdym odświeżeniu otrzymywałem stosowny komunikat. Najważniejsze, że już wszystko jest tak jak być powinno! 🙂
Jak tylko zauważyłem problem – tj. zaraz po wstawieniu znicza – skopiowałem go do biblioteki i poprawiłem link. Po zapisaniu nadal było źle, zobaczyłem że adres jest inny, poprawiłem – i znowu ktoś zmienił, ale już się wyświetlało więc dałem spokój
Gdzie kucharek sześć, tam dwanaście półdupków, jak mawia Tata Quackie.
Jak dobrze, że uznałam, że to coś w mojej komórce i spokojnie pomyślałam, że jak przyjadę do domu, sprawdzę na laptopie, ale problem zgłosiłam.
Zresztą mnie nowicjuszce ledwo radzącej sobie z dodawaniem zdjęć nigdy nie przyszłoby do głowy poprawiać Mistrza.
Te dwanaście półdupków to bardzo zabawny opis sytuacji z tym zniczem, trochę śmiechu przy śniadaniu…
No, jak to mówią, daleki strzał…
W ten sposób byłam w domu gdy pojawiła się Dobranocka,choć doslucham do końca jak wrócę.Lampka mi się nie ukazuje,brak obrazka.To ze jestem na etapie wracania do domu to już chyba oczywiste?
Bo dzisiaj jest taka inna lampka, specjalnie na 1.11. Już widać.
Znów Wyspa śpi, a Makówka opisze, jak minął dzień . Może ktoś to przy śniadaniu przeczyta?
Syn dziś źle się czuł, więc na moje „po cmentarzu jedziemy do babci” odpowiedział, że mogłabym pojechać sama. Wtedy jakoś tak mi się odpowiedziało „dziadziu myślę, uważałby, że dziś powinniśmy pojechać razem”. Popatrzył na mnie i powiedział „masz rację”.
To nie była jakaś manipulacja z mojej strony, bo zazwyczaj wymieniamy się tymi wizytami, ale jakoś tak poczułam. W moim rozumowaniu (naszym, bo dziecko się ze mną zgodziło) nie było logiki, bo co Święto Zmarłych ma wspólnego z odwiedzeniem osoby starej, ale żyjącej?
Na tym przykładzie widać jak ojciec mój jest ważny dla mnie, dla moich dzieci…
A wieczorem byłam na pięknym koncercie „Memento Vitae”, czyli koncert bez bisów i oklasków.
Biblioteka Polskiej Piosenki wraz z Zarządem Cmentarzy Komunalnych w Krakowie już po raz czwarty w dniu 1 listopada organizuje taki koncert na terenie cmentarza Rakowickiego. Mnie udało się być na nim pierwszy raz i uważam , że rację mieli ci, którzy mnie namówili na przyjście.
Czytano lub śpiewano przy akompaniamencie dziewięcioosobowego zespołu instrumentalnego poezję będącą afirmacją życia w obliczu śmierci. Były wskazówki jak żyć na 100, a nie 20 procent.
Było o miłości, przyjaźni, ulotności życia. O tym, aby życia nie marnować na pogoni za dobrami materialnymi, czyli aby mieć dużo dalej nie mając nic.
Koncert zakończył się znaną wszystkim piosenką „Jeszcze w zielone gramy”.
Wrażeń dopełnił fakt, że spotkałam się z „moimi harcerzami” oraz z „moimi turystami”. Bo to są osobne grupy , ale niektórzy już się wzajemnie znają.
Zacny to pomysł z tym koncertem; skoro ludzie już i tak przychodzą, warto coś z tym zrobić.
Q. Koncert rozpoczyna się o godzinie 19, więc większość przychodzi raczej specjalnie na koncert. W każdym razie ja przyjechałam specjalnie, bo na cmentarzu Rakowickim nie mam pochowanego nikogo z rodziny.
Jeszcze chwila, a niektóre skowronki zaczną wołać Gienię.
Więc ja na Dzień dobry proponuję zanucić:
„…Jeszcze w zielone gramy, choć życie nam doskwiera
Gramy w nim swoje role naturszczycy bez suflera
W najróżniejszych sztukach gramy, lecz w tej, co się skończy źle
Jeszcze nie, długo nie!…”
Dzień dobry
Dospać nie mogłam, męczyłam się od czwartej i w końcu zrezygnowałam z dalszego leżenia 
Witajcie!
W zasadzie mógłbym pracować tylko w święta i inne dni specjalne. Luz na drogach, puste autobusy, mało kto zgłasza problemy…
Dzień dobry, taka, no, więcej przepiękna pogoda za oknem, jak na tę porę roku. Kawy.
Słoneczne i niewyspane DZIEŃ DOBRY…
Dobry. A niewyspane ze względu na jakiś konkret, czy atak bezsenności, z tych, co to pisałaś, że Ci się zdarzają?
No to po cóż się zrywasz o świcie?
Panowie Q i T
Nie mogłam zasnąć. W tej sprawie szukam winnego.
Nie mogłam dospać. W tej sprawie również szukam winnego.
Konkret ? A bo ja wiem ? Makówki tak mają. Może za dużo tych rozważań o sensie życia i jego przemijaniu?
Ja prawie w ogóle nie spałam. Pilnowałam czy mi dziecko oddycha. Chyba wpadłam w psychozę.
Jo.
Rozumiem Cię, ale na dłuższą metę nie dasz tak rady. Pomyśl o tym, że jesteś potrzebna swoim dzieciom żywa i zdrowa.
I niepadająca na twarz! Wiem jakie to trudne, ale próbuj, proszę Cię!
Czekaj, może nie wpadaj. Dla bardzo małych dzieci są takie czujniki – monitory oddechu, co to się wkłada pod materac końcówkę, a do tego masz coś w rodzaju elektronicznej niani. Może coś takiego by Ci pozwoliło spać, ze świadomością, że w razie czego alarm zadziała?
Myślę, że to dobre rozwiązanie…
Ktoś tu mówił o kawie… Jeszcze jej nikt nie podał? No to już się robi…
A może jeszcze ciasteczko? 
Wczoraj wieczorem zmarł Filizof.
Właśnie się dowiedziałam.
Och. Kondolencje, dla Ciebie, ale i Madre
Dla Kuby…
Wyrazy współczucia wszystkim Jemu bliskim
Dla was wszystkich. Kres cierpień to na ogół dobre uzasadnienie…
Dzięki.
Też tak uważam.
Poza tym nie każdemu dane jest dokonać żywota we własnym domu, pokoju, łóżku. Spokojnie. Zanim to wszystko stało się nie do wytrzymania.
Wyrazy współczucia, Jo
Jo.
Wiesz, że myślę o Tobie ciepło.
Mimo że się nie znamy, jakoś mi się wydaje,jakbyśmy się znały.
Doskonale rozumiem Twoje problemy, czuję je. I uwielbiam Twoje poczucie humoru, z jakim potrafisz opisywać sytuacje wcale nie do śmiechu, dystansować się do nich jak dalece się da.
Przesyłam szczere wyrazy współczucia.
Teraz będzie już tylko lepiej …
Kochani, bardzo wszystkim dziękuję za ciepłe myśli.
Będę się odzywać, jak już kurz bitewny opadnie.
Słaba to pociecha , ale bądz przekonana , ze w każdym cierpieniu uszlachetnia się Twoja dusza …
Ale charakter mi wrednieje…
Jo.
Myślę nad zrobieniem nowego pięterka. Dla Wszystkich, ale dla Ciebie szczególnie.
Jak nic nie stanie na przeszkodzie i uda mi się dokopać do starych zdjęć, które pamiętam, że są, ale nie pamiętam gdzie.
Dzień dobry

Popatrzyłam na zdjęcia dostawione przez Ukratka…
Tak dawno nie byłam na polskim cmentarzu…
Od tych amerykańskich różnią się i to bardzo. Tutejsze są skromniejsze i bardziej przypominają park, niż cmentarz…
Z tego, co pamiętam, w wielu z nich nie stawia się nawet pionowych płyt nagrobnych (a co dopiero murowanych grobów czy grobowców), tylko płaskie tablice, pochowane w trawie?
Nagrobki bywają głównie na starych, historycznych cmentarzach.
Ale większość, tak jak wspomniałam, bardziej przypomina park, niż cmentarz. Tych płyt nagrobnych praktycznie nie widać, trzeba nad nimi stanąć, żeby zobaczyć…
No to tak, fajrant, chociaż praca i tak na pół gwizdka. Ale jeszcze nie przerwa, a przynajmniej nie przez najbliższe pół godziny.
Byłam z przyjaciółką na grobie jej przyjaciółki w Makowie Podhalańskim. Właśnie wróciłam do domu, więc już dzisiaj Dobranocka i lampka zastanie mnie w domu. Raczej. Chyba.
Nigdy nie byłem w Makowie, chyba że przejazdem. Najbliżej w Suchej Beskidzkiej, tam to nawet jakaś dalsza rodzina siedzi.
Byłam tylko na cmentarzu, zerknęłam do kościoła, potem poszłyśmy na obiad. Wracając przez Lanckoronę, wstąpiłyśmy na ciastko.
Parę zdjęć i do domu…
Parę zdjęć? Brzmi obiecująco… Może jakaś galeria?
Galerię zostawiam tym, co mają dobry aparat fotograficzny i dobre umiejętności, ale pojedyncze zdjęcia i parę zdań postaram się dziś sklecić.
A ja nie byłam w Makowie, tylko właśnie wróciłam z Lidla. Też wyprawa…
Kolega wczoraj przekazał mi toast okolicznościowy:
– Wypijmy za to, że to jeszcze nie nasze święto!
Bardzo dobry toast, trzeba zapamiętać
Wypijmy więc, wirtualnie bodaj!
Wirtualnie, jestem zawsze gotowa…
Ja nie wirtualnie -też, ale sama nigdy nie piję!
Tak naprawdę, to ja nie piję wcale, a co dopiera do lusterka
Wirtualnie nigdy nie pijesz sama!
Ale teraz już się pożegnam, bo moje patrzałki same się zamykają.
Dobranoc
Spokojnej!
Dobranocka.
Dzień z tej strony ekranu dobrze żeby się już skończył. Nie dzieje się na szczęście nic tragicznego, ale jest dość paskudnie.
Może taki Pat Metheny?
Snów długich i skutecznych.
Dobranocka, a ja w domu jestem! Moim własnym! Na mojej wersalce, z laptopem i kotem na kolanach!
No, nareszcie!
Q. Czy myślisz, że czas już tylko ciepłe kapciuszki, kocyk itp.?
Takie hm… „stetryczenie? Sorki, sorki nie ma to nic wspólnego z pewnym dziarskim i młodym Mistrzem T.
Nie, chodziło mi o to, że nareszcie się zgrała dobranocka z Twoją bytnością w domu
O, przepraszam.
Wczoraj w czasie Dobranocki też byłam w domu!
A że potem wyszłam i lampka w postaci znicza, nad którym pracowało parę kucharzy, zastała mnie w autobusie to już inna sprawa.
Refleksyjnie tu, a wszystko z powodu Tuwima. To jego dusza wszystkich straszy jękami, huczeniem i przypominaniem o tej Apokalipsie, która czeka, choć zdaje się niektórym, że tu na ziemi ją widać.
Taki to był zamaszysty poeta! Ale oczywiście trochę przesadzał, jak to wielu poetów.
Delikatnie zapalam lampkę, w nadziei, że Makówka jeszcze nie wyszła 😉

Makówka usiłuje zrobić pięterko, ale wszystko się rozjeżdża i jest w rozpaczy!
Hm, jedyne, co tam widzę, to trochę fragmentów kodu naokoło zdjęć, który przedostał się do tekstu. Może wpisywałaś kod w trybie wizualnym, zamiast tekstowym? Nie powinno być większego problemu, żeby to wyczyścić.
Q. To ratuj, jak możesz, bo opublikowałam. Ale tych kodów boję się ruszać, bo się boję, że wszystko zniknie.
Niee, zawsze w trakcie edycji można nacisnąć taki przycisk po prawej u góry „Podejrzyj zmiany” i od razu widać w nowej zakładce, jaki był efekt skasowania tego czy dopisania owego.
Chyba już jest dobrze?
Dzięki wielkie.
Robiłam „zapisz zmiany”, bo u mnie co jakiś czas ucieka Internet, a potem „podejrzyj zmiany”. I dalej nie wiem, czemu te kody tkwiły w tekście?
Jest dobrze, jeszcze raz dziękuję.
Ale nie jest dobrze, bo znowu coś robiłam źle, czyli moje ego leży teraz rozplaskane na podłodze i wyje, że widać powinnam podłogi szorować, a nie jakieś takie…
Ale tam, parę razy jeszcze i się nauczysz.
A teraz już uciekam spać.
To i ja spróbuję pójść spać. Mówię Wszystkim Dobranoc i zapraszam na nowe pięterko o Aniołach.