W sylwestrową noc otwieramy prosecco stojąc na nadmorskim cyplu. Miejsce to szczególne – przyglądamy się fajerwerkom oznajmiającym nadejście kolejnego roku w czterech państwach: Egipcie, Izraelu, Jordanii i Arabii Saudyjskiej. W przeciwieństwie do rodzimych zwyczajów kanonada trwa krótko i już po kilku minutach wsłuchani w szum fal wpatrujemy się w rozgwieżdżone niebo, życząc sobie wzajemnie realizacji kolejnych podróżnych marzeń. Jedno z nich spełnię za kilka godzin, więc jeszcze tylko krótki spacer nadmorską promenadą, nieco pląsów, garść uśmiechów wszyscy wszystkim i wielojęzyczne „Szczęśliwego Nowego Roku”.
Rano podekscytowana ruszam w miejsce, które odkryłam całkiem przypadkowo przygotowując inną wyprawę. Przyjaciele, których namówiłam na ten niestandardowy sposób sylwestrowego szaleństwa (choć mocno nie musiałam), jadą ze mną w nieznane zaintrygowani nazwą Red Canyon. To wszakże słynny z wielu opisów, zdjęć i filmów kanion w amerykańskim stanie Utah, a my kierujemy się na izraelską pustynię Negew. Po co na pustynię? przecież tam NIC nie ma… z taką opinią spotkałam się nie raz. Sprawdzone towarzystwo z góry akceptuje moje podróżne pomysły – to nasza kolejna wyprawa.
Skręcamy z głównej drogi, pokonujemy kilka kilometrów kierując się bardziej nosem, niż tajemniczym dla nas drogowskazem i parkujemy przed tablicą, która opisuje poszukiwany szlak. Miejsce jest tak niepozorne, że kiełkuje we mnie wątpliwość, czy trafiliśmy na to COŚ, co koniecznie chcę zobaczyć i dotknąć. Po krótkiej wędrówce teren obniża się i po chwili znajdujemy się wewnątrz fenomenu natury – oto miniaturowy Red Canyon pełen fantastycznych form skalnych. Trasa ma jeden kierunek, więc schodzimy na dno kanionu zadzierając głowy i wspinamy się podziwiając dziurę w ziemi raz, drugi i kolejny. Gdy już nasycimy oczy i dusze, przejdziemy pustynnym szlakiem na parking i uzupełnimy energetyczne straty noworocznym obiadem w postaci kanapek. Dopełnimy dzień jeszcze krótkim górskim spacerem i efektami, które maluje na górach zachodzące słońce.




Ponura niedziela, a prywatny komp u doktora. Fotki z marnej kopii, ale są – zapraszam na słoneczny spacer.
Co prawda jeszcze nie było zaproszenia do wycieczki, ale już wlazłam i poczytałam. Pięknie!!! Widoki są niesamowite
Faktem jest, że mam lęk wysokości, ale z ciekawości chyba bym tam poszła 
Zdjęcia nigdy w pełni nie oddają widoków… a te są rewelacyjne, to jak musiało być w rzeczywistości? Poezja…
Zanim napisałam komentarz, pojawiło się zaproszenie
Czyli byłam na nowym pięterku niejako legalnie 

Z tego wszystkiego, nawet się nie przywitałam…
Niedzielne dzień dobry
Jasne, że legalnie Miralko 🙂 operuję na zastępczym służbowym lapku i nieco dłużej wszystko trwa, zazwyczaj korzystam z niego w innym celu.
Te poetyckie widoki (jak pięknie określiłaś) były smaczniejsze od najlepszego urodzinowego tortu !
Też tak myślę, że smaczniejsze.

Zdjęcia są zwykle tylko namiastką tego, co odczuwamy patrząc na różnego rodzaju cudeńka. Nie odczuwa się wiatru (nawet jeśli jest to tylko delikatny zefirek), żadnych zapachów, temperatury i ogólnie atmosfery tego miejsca. W zasadzie to takie zdjęcia tylko przypominają nam o naszych przeżyciach… pozwalają przeżyć je jeszcze raz…
Zastanawiam się, kiedy płynęła tam woda, która wycięła tak efektowny kanion? Musiało jej być raczej dużo…
Powodzie błyskawiczne (flash flood) są częstym zjawiskiem na tym terenie. Natura tworzy od wieków i działa nieustannie. Nie dalej jak kilka dni temu głośna była tragedia w okolicach Morza Martwego po stronie jordańskiej, przyczyną była właśnie taka powódź.
Gdy przemierzamy gorące i wysuszone tereny dziwią nas ostrzeżenia przed zalaniem, a żywioł jest ogromny. Miałam okazję obserwować działanie ulewnego deszczu na jordańskiej Wadi Rum, juz nie śmieszą mnie ostrzegawcze tablice i obniżenia w poprzek dróg.
Też mnie kiedyś rozśmieszyły tabliczki informujące,że droga nieprzejezdna z powodu powodzi.
Za to potem Sonora pięknie zakwitła!
Zachwyciłam się zdjęciami, ogrzałam ich ciepłem i pozazdrościłam TAKIEGO Sylwestra!
Czy mi się wydaje, że ktoś coś pisał, aby na niego nie liczyć? Ha, ha..
To ta pogoda za oknem skłaniająca do lenistwa
Czy to stamtąd pochodzi motyw o przejściu wielbłąda przez ucho igielne?
Raczej z samej Jerozolimy. To nazwa bramy miejskiej istniejącej długo przed Chrystusem. Jest tak wąska, że kupcy z objuczonymi wielbłądami nie mieścili się w niej. Służyła jedynie pieszym, którzy mieli prawo ominąć opłaty celne.
Pustynia zawsze kojarzyła mi się z piaskiem, a tu widzę głównie skały!
Ale obrazy piękne…
Bożena !
Chyba każdemu pustynia kojarzy się z dużą piaskownicą.
A tymczasem są i skaliste i żwirowe i nawet lodowe.
Byłam jedynie na Sonorze, ale niektóre widoki mam stale w oczach, tak mnie zachwyciły.
Widzę, że człowiek uczy się do śmierci i jeszcze głupi umiera…
Mnie się nie kojarzy tylko z piaskiem, Makóweczko.


W podstawówce mieliśmy bardzo groźną nauczycielkę. Na jej lekcjach była cisza jak makiem zasiał i wszyscy siedzieli z rękami na plecach. Za każde, najmniejsze nawet przewinienie, cały rząd, w którym siedział „winowajca”, musiał nauczyć się wyznaczonego przez nią rozdziału z książki. Pamięć miała fenomenalną i nie pomogło przesiadanie się do innego rzędu na następnej lekcji. Tym bardziej „wyłapała”…
No i gdy mieliśmy temat o pustyniach, ktoś się czymś naraził naszej „pani od geografii”… byłam jedną z tych, która musiała wykuć na pamięć cały rozdział o pustyniach
Wiele lat pamiętałam i mogłam cytować z pamięci te wszystkie rodzaje pustynne i czym się który charakteryzuje, a także przykłady takowych na całym świecie.
Dodam jeszcze, że nauczenie się rozdziału, bądź co bądź pisanego prozą, jest piekielnie trudne. Tym bardziej, że nie można było ani ominąć, ani przestawić ani jednego wyrazu. Musiało być dokładnie tak jak w książce…
Co się więc dziwić, że nawet po 50 latach pamiętam (chociaż już nie słowo w słowo)…
Nieprawdopodobne krajobrazy. Ja myślę, że Zocha zorganizuje jakąś wycieczkę dla całego Madagaskaru w jakimś ponurym listopadzie albo marcu, w jakieś niedrogie, egzotyczne miejsce (niekoniecznie musi to być Madagaskar;-). Już się czuję zapisany
A czemu nie Madagaskar? Brzmi kusząco: przejdziemy się aleją baobabów, podglądniemy lemury i ponurkujemy! Tylko nie w marcu – marzec to czas na narty – na narty też możemy, nie na Madagaskar 🙂
Ja i na Madagaskar i na narty jestem chętna, ale jak wcześniej znajdę sponsora.
A jak nie znajdę sponsora, zadowolić się będę musiała wyspą na zalewie Nowohuckim (to tam, gdzie pokazywałam, że leciałam na wyspę).
A na nartach będę jeździć na górze Chełm (to ta góra w połowie, której jest chatka w lesie, o której tyle pisałam).
A może Wyspiarze znają jakiegoś dobrego sponsora dla Makówki?
Dzień dobry. Wspaniałe widoki, jako dziecko dwojga geologów czuję się podwójnie wzruszony (estetycznie i poniekąd w zastępstwie Rodziców – zawodowo). Urodą wyróżnia się szczególnie zdjęcie nr 20, z warstwowanymi skałami, które wyglądają jak skamieniałe fale.
Na Synaju też mają Red Canyon, ale dużo, dużo mniejszy, poza tym nie widziałem, żeby ktoś chodził ponad nim, po brzegu (i nie wiem, czy to w ogóle dozwolone).
Byłam dziewczyną geologa
uczył mnie patrzeć na kamienie, może dlatego do dzisiaj zwożę je z każdej podróży?
Mam dwóch braci i żaden z nas nie poszedł w ślady Rodziców 🙂
Nareszcie wróciłam do domu, a na Wyspie cicho…
Ja jestem, ale prawdę mówiąc, branżowe spotkanie było tak intensywne, że czuję się trochę wypluty i tak sobie tylko po cichutku siedzę.
Więc posiedź sobie cichutko i odpocznij
Bożenko, odnoszę nie od dzisiaj wrażenie, że większość zaglądających na Wyspę robi to cicho, bardzo cicho. Wystarczy zerknąć w statystyki…
Masz rację, też to zauważyłam. Ale jeśli nie ma się nic do napisania, to co robić? Przyznam się, że ja też nieraz zajrzę i odchodzę jak nic nowego nie widzę.
Dobry wieczór !
Jak to mawiają, lepiej mądrze milczeć niż głupio gad.. pisać.
Wytworze Wyobraźni jak to się mawia „pomilczmy razem”?
Hm…pewne gaduły mają z tym problem.
Jestem. Żyję. Mam dosyć.
Ja też mam dość, czuję się potwornie zmęczona. Idę spać.
Dobranoc
Spokojnej!
Jo. To, że masz dosyć to oczywiste.
Tak jak oczywiste i wiadome jest, że wszyscy o Tobie ciepło myślimy.
Trzymaj się dzielnie!
Dobranocka.
Od czasu do czasu przychodzi moment na dobranockę od Starszych Panów. Dzisiaj jest taki moment. Wiesław Michnikowski jakoś wytrzymuje na deszczu. Smutny deszczyk i kwintesencja tej jesieni, jak dla mnie. Łowienie ryb nerwy leczy?
Snów z taką klasą, jak tamten Kabaret.
Prawie zdążyłam na Dobranockę. Bo właśnie wróciłam do domu. Zrobiłam sobie herbatę, wlazłam do łóżka i z przyjemnością wysłuchałam Michnikowskiego.
Wróciłam z Niepołomic pełna wrażeń. Bardzo silnych. Były i wzruszenia i poważne rozmowy i śmiech. Budujące silne poczucie wspólnoty mimo różnic zdań.
Wszystko poprzeplatane jak w życiu.
O! Różnice zdań, a mimo to wzajemny szacunek i umiejętność dyskusji. I po dojściu do ściany nie wejście na wyższe obroty z wyzwiskami i rozładowywaniem frustracji, tylko spokojne stwierdzenie, że musimy się zgodzić, że w tej sprawie się nie zgadzamy.
Tego brakuje, co niestety oczywiste.
Q.
To były moje idealistyczne odczucia. Czy wszyscy je podzielają, nie wiem, wątpię.
I to było jednak spotkanie ludzi, którzy myślą podobnie.
Ja cieszę się, że w piękny sposób oddaliśmy hołd Szaremu Człowiekowi.
Oraz z tego, że miałam okazję poznać i porozmawiać z niektórymi osobami.
Już się zamykam…
Ja też już jestem w domu i wg mojego wewnętrznego zegara jest już strasznie późno. Trzeba zapalić lampkę i iść spać…

A, faktycznie, zmiana czasu była!
Mój „wewnętrzny zegar” lekko zgłupiał, bo jednak sugeruje się tym, co wskazują zegarki, a tymczasem na każdym co innego, bo komputer sam się przestawił, a komórkę i te inne domowe -„nie ma komu przestawić”.
Dobranoc mogę powiedzieć, nie patrząc na żaden zegarek.
To komórka Ci się nie przestawia automatycznie? Moja się przestawia… chociaż mam zwykły, „klapkowy” aparat, a nie jakiegoś tam „smartfona”, czy inne „cudo techniki”

Część naszych domowych zegarów też przestawia się samoczynnie (np. budzik, z którego i tak nie korzystamy). Jedynie na kuchence i mikrofalówce trzeba przestawić godzinę ręcznie… no i w moim samochodzie
Miralko!
U mnie wszystko jest „starej daty” (jak ja). Jedynie laptop i telewizor idą z duchem czasu.
Ale mój telefon też jest „starej daty”. Gdy musiałam wymienić poprzedni, to w punkcie sprzedawca mało nie zemdlał i oglądał telefon jak muzealny okaz
Był też zdziwiony, że nie chcę czegoś nowszego typu. Takiego z internetem i w ogóle. Ale ja chciałam taki sam (to znaczy tego samego typu), prosty jak dla małpy 
Dzień dobry
Po długich i uporczywych zakupach położyłam się spać… jak ja nienawidzę tego łażenia po sklepach
A że byliśmy w kilku, więc oczywiście wróciłam skonana kompletnie.
Zjadłam tylko obiad, który się w międzyczasie gotował i po prostu się „uwaliłam” 

Niedziela była trochę leniwa
Pogoda pod psem, więc na żadną wycieczkę nie pojechaliśmy
U Was czas zmieniony, a u mnie chyba dopiero za dwa tygodnie… gdybym dorwała tego głupka, który taką zmianę wymyślił, to podejrzewam, że zrobiłabym mu coś złego
Bo jak się wstanie o 4 rano, a do pracy wyjeżdżam o 8…
Znowu (zanim się nie przyzwyczaję) będę się budziła o kretyńskich godzinach i sama nie będę wiedziała co ze sobą zrobić
Nie mogliby się zdecydować na jeden, konkretny czas i trzymać się go przez cały rok? Jak sobie popatrzyłam na mapę, wiele państw zrezygnowało z tej głupoty. Nie mogłyby wszystkie? Może kiedyś to nastąpi, ale póki co, to tylko człowiek się wnerwia…
Miralko, coś przebąkiwano, że w Europie to ostatni raz.
Tutaj też mogliby to zmienić. Byłabym najszczęśliwsza, gdyby to było ostatni raz
Życzę Wam tego. Może kiedyś to miało jakieś uzasadnienie, jakąś oszczędność, ale obecnie to same straty i problemy. Dla organizmu człowieka też to nie jest obojętne.
Jednak Europa jest rozsądniejsza od Ameryki
Dziękuję za życzenia

I nawzajem, Bożenko
Dzień dobry
Mokro, jeszcze ciemno i zapowiadają znów silny wiatr 
Witajcie!
Mgła taka, że drugiej strony ulicy nie widać, ale robi się cieplej… Mówią nawet o 21 stopniach.
Czyżby znów wracało lato?
Dzień dobry. U nas dzisiaj pogoda wręcz przeciwna do tej w Krakowie – plus pięć, może plus siedem. I deszczowo.
Jutro ma przyjść cieplejszy powiew z południa.
Żeby było wręcz przeciwnie, musiałbyś mieć piękne słońce…
Dzień dobry!
Słońce zaczyna się przebijać!
Dziś miałam mieć randkę z dentystką, która miała grzebać w moich kanałach, ale wizyta została odwołana i przesunięta na jutro.
Zburzyło to cały mój plan, ale plany są po to, aby je modyfikować.
O! Poniedziałek. Dzień dobry. Pięknie za oknem, ciepło.
Dobrego tygodnia życzy południowa Polska:-)
Zoe!
W związku z tym miłym słoneczkiem rozumiem, odwołałeś swoje chorowanie?
U mnie też słoneczko i cieplutko. Nad Bałtykiem sztorm podobno? Na Mazurach -śnieg!
Przeziębienie wyleżałem weekendowo, ale noga mnie boli do wtorku (wtedy mam WF czyli siatkówka ze znajomymi w odpowiednim wieku;-). Niepokoi mnie to trochę…ale w pracy jestem obecny.
Dobry wieczór, fajrant, poza tym sporo spraw załatwionych i jeden gość dość nie w porę, który jednak nie zasiedział się zbyt długo na szczęście.
I przerwa.
Może gość się zorientował, że przyszedł nie w porę, więc się zmył?
Nawet nie, posiedział tyle, ile planował, ale na szczęście nie planował długo. Miał umówione spotkanie niedaleko, które się opóźniło. Gdyby BARDZO przeszkadzał, przeprosiłbym i wróciłbym do pracy.
No, tacy goście nie są uciążliwi…
A ja też się już pożegnam, dobrej nocy życzę wszystkim
Spokojnej!
Wracam z głową pełną wzruszeń. Poezja czytana,śpiewana,rozmowy,rzeźby,wino…
Kraków poetów, najwyraźniej. Trochę zazdroszczę, ale nie w złym sensie 🙂
Q.
Nie tylko poetów.
Najpierw byłam na wystawie rzeźb w Celestacie, potem na promocji książki w Piwnicy pod Baranami.
W obu miejscach była poezja czytana i śpiewana. W obu miejscach był Jan Nowicki.
Jak mi Internet wytrzyma(co chwilę ucieka)wkleję jakieś zdjęcia.
O, pan Nowicki. No tak, spod Kielc daleko nie ma.
Tak czy inaczej, brzmi jak znakomita okazja do ukulturalnienia się.
Q!
Mówisz -masz
O, jak miło!
Przy okazji się powtórzę: mam takie marzenie, żeby jeszcze kiedyś zobaczyć (a najlepiej: nagrać sobie) „Kolację na cztery ręce” Paula Barza, ale nie w dobrze znanej wersji z pp. Gajosem (Bach), Wilhelmim (Haendel) i Trelą (Schmidtem), tylko w transmitowanej hen, kiedyś w lokalnym programie krakowskim TVP inscenizacji z Teatru STU – z pp. Bińczyckim (Bach), Nowickim (Haendel) i Peszkiem (Schmidt).
Dobranocka.
Nietypowo nieco. Ten instrument już kiedyś się pojawiał w ramach dobranocki. Nazywa się hang i kosztuje strasznie dużo, a ceny zapewne będą rosły, bo najpierw były potworne kolejki, a potem produkcję w ogóle wstrzymano.
Delikatny dźwięk, masujący mózg. Melodyjne, ale nienachalne.
Snów delikatnie dzwoniących.
Patrząc na te pogięte metalowe miski trudno uwierzyć, że można z nich wydobyć takie bogactwo dźwięków…
A film swoją drogą jakby dla Zochy dedykowany! 🙂
To swoją drogą
Swoją drogą nie jakby
Diskit – pustynna dolina Nubry – Ladakh! To tegoroczne wakacje… dziękuję!
Aż tak nie celowałem, tylko w klimat, ale cieszę się, że tak wyszło
Wstawienie fotki w komentarzu nadal mnie przerasta 🙁

A masz ją już gdzieś w sieci (albo w Wyspowej bibliotece)?
Jest w bibliotece – robię jakiś błąd kopiując 🙁
Pierwszy cudzysłów był nie taki. Drugi był OK, wystarczyło wymienić pierwszy. No i przy tej szerokości będzie wystawać.
Co schodek minus 40 pikseli, zaczynając od 540 w komentarzach bezpośrednio podwpisowych.
A zdjęcie obłędne, krajobraz trochę tolkienowski.
Widoczek z dobranocki 🙂 a miejsce spróbuję opisać.
Zocha ja klnę przy tym jak szewc, więc nie tylko Ty.
Możesz więc sobie wyobrazić jak klęłam, gdy Nowicki już prawie był i wtedy siadł Internet. I zabawa (jeśli to można nazwać zabawą?) od nowa.
A zdjęcie -piękne!
Idę spać, bo od zmiany czasu jakoś wciąż mnie rozkłada… Lampka wszakże nie służy do zamykania ust ni klawiatur sowom…

Zanim Makówka zwalczy zanikający Internet, to już wszyscy spać pójdą?
Bodaj lampka zastała mnie w łóżku.
Dobranoc spać idącym…
Spokojnej. Też pewnie dzisiaj nie posiedzę.
Popilnujemy lampki we dwie z Makówką – dobranoc
Dzięki Zocha.
Jak mnie wcześniej szlag nie trafi, bo jak już dodałam zdjęcie Nowickiego, już prawie koniec tego upierdliwego kopiowania wszystko poszło się …, bo „połączenie zostało przerwane”
O, a myślałam, że tylko mnie kopiowanie idzie jak po grudzie 😉
Najlepiej jak najprościej. Jeżeli np. chcecie sobie skopiować jakiś link albo kod html, żeby go spokojnie obejrzeć (edit: a potem skopiować z powrotem do wpisu albo komentarza), to broń Boże do Worda, najlepiej do Notatnika/ Notepada.
Coooooo?
Nie rozumiem. Bo ja to robię bezpośrednio do wpisu.
Natomiast narzekam na upierdliwość tego działania jako osoba z natury niecierpliwa.
A, jak robisz bezpośrednio, to ja cofam wszystkie sęki świata.
A teraz już definitywnie dobranoc (na dzisiaj).
Obiecałam zdjęcia Nowickiego z Piwnicy to i daję.
29.10.18 poszłam obejrzeć wystawę rzeźby Czesława Dźwigaja -rzeźbiarza, malarza, rysownika, poety.Poniżej jedna z rzeźb.
Wystawa odbywała się w Celestacie, czyli Siedzibie Bractwa Kurkowego.
To był finisaż, czyli uroczyste zakończenie uświetnione występami artystycznymi.
Po części artystycznej był poczęstunek, a podczas niego dobra okazja, aby pogadać z artystami, Królem Kurkowym, prof. Dźwigajem. Wystarczy zapytać, czy mogę zrobić zdjęcie, a panowie sami proponują czy chcę sobie zrobić zdjęcie z nimi (a chcę!czemu nie?)no i wywiązuje się rozmowa.
Jan Nowicki był jednym z artystów którzy czytali wiersze.
Na zdjęciu, które dałam parę schodków wcześniej po lewej jest artysta jak czyta wiersz.
Po prawej moment jak zaczepiłam go w momencie, gdy konsumował kanapkę. Roześmiał się, gdyż zaczęłam bajerować, że jako nastolatka uwielbiałam Stary Teatr i doskonale pamiętam jego role np. w „Biesach” lub „Nocy Listopadowej”.To zresztą nie był bajer, bo faktycznie byłam kiedyś pod ogromnym wrażeniem przedstawień Teatru Starego z czasów Świniarskiego i Wajdy.
Prosto z Celestatu poszłam do Piwnicy pod Baranami.Nie będę jednak się rozpisywać, bo zrobiłoby się z tego pięterko, a nie komentarz.
Tym bardziej, że Zocha obiecała pilnować ze mną lampki i …..sama zostałam!
Pilnowałam Makówko…po cichu! Wrócił do mnie wskrzeszony przez zięcia lapek, więc grzebałam w nim do późna – śmiga teraz a miło :).
Bardzo ładna wędrówka artystyczna!
Dzień dobry
Wraca lato?
W górach +20
halny idzie. Dobrego dnia!
Witajcie!
Pogoda trochę jak Vivaldi w pigułce, czas poprzestawiany (obudziłem się na godzinę przed budzikiem), ale wszystko to jakoś przetrwamy. Zocha prawie w górach, Makówka nam podładowała akumulatory – nie jest źle 🙂
Hm, a ja się już przestawiłem z budzeniem, tzn. dosypiam do swojej pory (wczoraj się zacząłem budzić wcześniej, ale dzisiaj już wszystko jak przed zmianą czasu).
Dzień dobry!
Faktycznie jakieś wariactwo z tym przestawianiem czasu -idę spać wg nowego, budzę się wg starego! Znów mam jak Tetryk mawia „deficyt snu”!
Skoro Wam podładowałam akumulatory to tym bardziej sobie, prawda?
Ładowanie zaczęło się już w autobusie, w którym doszło do przypadkowego, ale bardzo, bardzo miłego spotkania.
A potem te rozmowy, te wzruszenia przy słuchaniu poezji mówionej lub śpiewanej…
Piwnica to miejsce magiczne, duch Piotra Skrzyneckiego jest cały czas obecny.
Ale w Celestacie też była jakaś taka atmosfera dzięki, której można było zapomnieć o przykrej rzeczywistości.
Dzień dobry. I u nas się robi ciepło (a że deszczyk przy okazji co i raz, to już taka jesienna specyfika).
Tego deszczyku brakowało latem, więc teraz pewnie nadrabia zaległości 🙂
Ciepłe dzień dobry.
Właśnie niedawno ładowałam akumulatory na ławce obok P.Skrzyneckiego. Zapewniam, to działa.
Ultra!
Działa szczególnie tam na dole w tej ciasnej piwniczce Piwnicy pod Baranami, gdzie jak widać ze zdjęcia, Piotr patrzył na nas z góry.
Jan Nowicki dużo wczoraj opowiadał o swoich związkach ze Skrzyneckim, o tym, że”Rozmowy z Piotrem” powstawały z potrzeby serca.
„Te kobiety Piotra! -on się podkochiwał, a ja MUSIAŁEM z nimi spać”. MUSIAŁEM, ha, ha -ogólnie wiadomo, że robił to nie bez przyjemności.
Jan Nowicki postać niezwykle barwna, choć prywatnie pewnie trudny facet.
Bardzo ładnie odpowiedział na pytanie „co to jest miłość?”.
Zapamiętałaś ? Bo kiedyś na pytanie , co to jest unikat , odpowiedział , że to jest taki facet , który czegoś tam unika . Pytającego zatkało , ale zadowolony powiedział : dziękuję , bo rozumiem teraz, co to jest duplikat!
Znakomite te historie
I co to jest? Nie powiesz?
Quacku, zostałeś ostrzeżony!
http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/studioopinii.pl/wp-content/uploads/2018/10/image6-5.jpeg
Uf. Ja na szczęście tylko czytam po angielsku, jest dużo mniej okazji, przy których mówię.
Dobry wieczór, fajrant i przerwa. Wszystko wskazuje na to, że skończę w ciągu ok. 2 tygodni? A potem następne zlecenie, ale chyba jeszcze jakaś przerwa, bo za mało ich ostatnio.
Nie przepracuj się za bardzo, bo padniesz na… twarz.
A żebyś wiedziała. Wrzesień miał być luźniejszy, tak planowałem, ale nic z tego nie wyszło.
Czas na mnie, pościel kusi…
Dobranoc.
Spokojnej!
Dobranocka.
Dzisiaj myślałem o Andreasie Vollenweiderze, ale przypomniałem sobie przy tej okazji o kimś innym. Niemiec Friedemann Witecka gra na gitarze nieco podobnie jak Szwajcar Vollenweider na harfie. Z mojej ulubionej płyty „Aquamarine” tytułowy utwór. Spokojny, nie bez gitarowych misterności.
Snów rozświetlanych podmorskim światłem, falującym i tajemniczym.
No dobra. Znów zaczynam padać na ryjek, więc znów zapalę lampkę, aby zachęcić sowy do pogawędki. Idę spać,nadal nie znając istoty miłości wg Jana N. …

Uhuhu!
Wy już po lampce, a ja dopiero zaczęłam wracać do domu. Istotę tej no miłości to napiszę już z laptopa.
.
To ja pewnie dopiero jutro przeczytam…
Czy ja przypadkiem nie pisałam ostatnio, że plany są po to, aby je modyfikować.?
Na wtorek plan był taki -godz.14 -dentysta, potem cmentarz a z cmentarza do Muzeum Narodowego na wernisaż wystawy „Niepodległość Wokół myśli historycznej Józefa Piłsudskiego”
I tu wkraczamy w cykl pt. „Mój pierwszy raz”. Pomyśleliście, że postanowiłam zbadać empirycznie istotę miłości wg Makówki?.
Ależ to bardzo prozaiczna sprawa -PIERWSZY RAZ MIAŁAM LECZENIE KANAŁOWE POD MIKROSKOPEM. To skąd mogłam wiedzieć, że będę siedzieć na fotelu bez przerwy prawie trzy godziny?
Szybka modyfikacja planu. Wbiegam do domu; szybko coś zjeść i zmienić dres z kapturem na sweter, aby sprawiać pozory elegancji. Już powinnam wychodzić z domu, gdy dzwoni komórka:
„mama czy możesz rozmawiać?”
„Tak, ale krótko, bo się śpieszę!” Jakby mówić do mojej mamy- „wiem, że się spieszysz, ale jeszce TYLKO ci powiem”. I wylewa te swoje żale…
Telefon -koleżanka „gdzie jesteś? Bo ja już na miejscu.”
„Co? Wychodzisz dopiero z domu? Znowu się spóźnisz? No dobrze zajmę ci miejsce, ale …”
Telefon -kolega „zajmij mi miejsce, bo wsiadłem do złego autobusu i się spóźnię”. Oczywiście był wcześniej ode mnie.
Wystawę obejrzeliśmy, gadek posłuchaliśmy, gry na fortepianie -również.
O wystawie nie będę się rozpisywać, na temat Piłsudskiego tym bardziej nie będę się wypowiadać.
Postać jak wiemy barwna i kontrowersyjna.
A wracając do Nowickiego i jego „istoty miłości”.
Oczywiście jako miłośnik kobiet temat miłości w tej odpowiedzi zawęził do miłości damsko-męskiej. Było tam coś o nieuchwytności, obłoku… Nie potrafię odtworzyć tej odpowiedzi, bo sama w sobie była nieuchwytnością jak miłość.
Natomiast zapamiętałam jego odpowiedź na pytanie „Skoro tak pięknie mówisz o miłości, to powiedz czemu ona się kończy?”
Odpowiedział „bo miłość to jak bukiet pięknych kwiatów”.
Hm przypuszczam, że niejednej kobiecie dostarczył wielu wzruszeń i uniesień, ale i też cierpienia, gdy stawały się bukietem, które trzeba wymienić na nowy.
A jaka jest Wasza „istota miłości”?
Zbyt intymne pytanie? Ależ miłość ma wiele wymiarów….to pytanie, na które można dać sto różnych odpowiedzi… Chyba nawet mogłabym zrobić z tego pięterko …hm…wybaczcie, ale na wernisażu dawali wino, a ono sprzyja „myśleniu o istocie miłości”…
Dobranoc, a może Dzień dobry, bo przecież będziecie to czytać rano…
Moje bukiety, stety lub niestety, wytrzymują bardzo długo. Co nie znaczy, że wiecznie
Q.
Zauważyłam, że użyłeś liczby mnogiej. Tak tylko zauważyłam.
No i jednak „nie wiecznie”.
Idealistkom marzy się jeden bukiet na całe życie…
Pragmatyczki wiedzą jakie to trudne…
Coś w tym jest, że zbyt trwały bukiet sprawia wrażenie sztucznego…
Ten bukiet mi się podoba, a Wam? Jednak nie wygląda na zbyt trwały. Cóż uwielbiam kwiaty polne…najlepiej na łące. Ten jest taki „mieszany”.
Bukiet na zdjęciu jest piękny.
A co do liczby mnogiej, to od 23 lat z kawałkiem w moim wazonie stoi jeden bukiet, co do stanu którego wolałbym się jednakże nie wypowiadać.

Dzień dobry
Dziś żegnamy październik, a wygląda jakby jeszcze było lato 
Dzień dobry!
Dzień dobry, chociaż wczesny – zaraz ruszam na cmentarz, bo musimy przygotować grób…
Pogoda sprzyja, słońce, ciepło… dawno tak nie było o tej porze roku.
No, tutaj też ciepło, chociaż nie tak jak wczoraj. Ale lepiej tak niż +5 i deszcz.
Witajcie!
Ruch, korki, a w ogóle to chłodne jakieś to lato…
No właśnie niebo bez jednej chmurki. Takie lato jesienią, że aż „wody otwarte ” mi się zamarzyły…
I znowu mam „deficyt snu” -o 00:58 jeszcze pisałam dla Was komentarz, a o 6:58 już się witałam.
Czy to wina pogody, czy rozważań o „istocie miłości”?
Cześć. Miałem dzisiaj rano ambiwalentne uczucia przy dojeździe do pracy – piękno wschodzącego słońca oślepiało mnie w korkach samochodowych.
Z powrotem z cmentarza, wszystko sprawnie poszło, chociaż korki oczywiście sakramenckie, ponieważ ruch w pobliżu ograniczono, a i tak znajduje się mnóstwo cwaniaków, którzy próbują się wcisnąć na tzw. krzywy ryj.
A teraz do pracy.
Jo.
Nie wiem, kiedy tu zaglądniesz, ale pamiętaj, że myślę o Tobie ciepło.
To tylko puste słowa, ale cóż mogę więcej? Jednak z moich doświadczeń życiowych wiem, że nawet takie wirtualne wsparcie czasami pomaga.
Jak ktoś ma kontakt z Jo.”poza blogowy” proszą ją ode mnie uściskać.
Dzięki Makówko.
Właśnie walnęłam dynią Anioła Stróża. I się obraził.
Zaintrygowałaś mnie. Coś więcej na ten temat?
Znaczy: koniec fali wznoszącej. Lecimy na pysk. I to na całego oraz galopem.
Przerażasz mnie, Jo…
Jo. Nie rozumiem, ale martwię się, że nie oznacza to nic dobrego.
Trzymaj się, nie daj się!
Brzmi to dość tragicznie, Jo… przytulam

Mogę jedynie życzyć, żeby udało się jak najszybciej przeskoczyć z powrotem na falę wznoszącą
Otóż i fajrant. I przerwa.
Ja się już pożegnam… A kto wstawia nowe pięterko?
Dobranoc
Spokojnej!
Dobranocka.
Myślałem, żeby zapuścić coś a propos Halloween, ale w tej sytuacji lepszy będzie bluesowy uzdrawiacz. Oby zadziałał, magicznie, jeżeli inaczej się nie da.
Snów przynoszących rozwiązanie i nowe siły.
Zapalam lampkę, a po północy zapraszam na Zaduszki z Tuwimem…

To już prawie za chwilę!
Dzień dobry
Piękny wschód słońca… 