
Czy to dzień, który coś zmieni w naszej (jak górnolotnie mawia Tetryk) OJCZYŻNIE?
Wiele osób chyba go jednak zapamięta jako (może jestem zbyt naiwna?) pewne budzenie się społeczeństwa obywatelskiego, gdyż frekwencja była większa niż zazwyczaj.
Brakowało chętnych do udziału w Komisjach Wyborczych mimo, że członek Komisji dostaje za to pieniądze. Natomiast mnóstwo ludzi zgłaszało się, aby społecznie (bez kasy)obserwować wybory.
Funkcję obserwatorów społecznych wprowadziła do polskiego prawa wyborczego Nowelizacja Kodeksu Wyborczego z 11.01.2018. W mojej Komisji byli obserwatorzy delegowani przez Fundację Batorego, KOD i Akcję Demokracja oraz mąż zaufania z PIS -pani z którą też wymieniałyśmy uśmiechy, a nie niechętne spojrzenia.
Swoje wrażenia z obserwacji opisywałam już w komentarzach w poprzednim pięterku . Ale powtórzę jeszcze raz -w tym społeczeństwie tak bardzo podzielonym sytuacja kiedy uśmiechają się do siebie ludzie z różnych opcji politycznej natchnęła mnie optymizmem.
Zakończyłam obserwację, zagłosowałam w swojej Komisji i poszłam na Wieczór Wyborczy ( powyżej zdjęcie w czasie Wieczoru Wyborczego w restauracji „Hawełka”)
Wrażenia chyba nawet lepsze jak „mój pierwszy bal”.
Takie oglądanie wyników to jednak zupełnie co innego jak w domu.

Ta chwila napięcia wspólnie przeżywana i wspólnie głośno okazywana radość.
Gdy widzimy na ekranie taki wynik:
Skoro i tak już zostałam zdekonspirowana to na koniec jeszcze zdjęcie pt „JESIEŃ NASZA!”




Zapraszam na pięterko, które napisałam na gorąco pod wpływem aktualnych wydarzeń.
Chyba upita piwem i atmosferą na Wieczorze Wyborczym postanowiłam się całkiem zdekonspirować?
Albo ? Pierwszy raz tak działa? Bo PIERWSZY RAZ BYŁAM OBSERWATOREM SPOŁECZNYM. Ale również PIERWSZY RAZ BYŁAM NA WIECZORZE WYBORCZYM.
Cieszy taki stan rzeczy



Mąż dzwonił do koleżanki z naszego rodzinnego miasta. Wygrał jak zwykle kandydat niezależny (chociaż od lat ma poparcie PO i jest do nich zaliczany). Z tego co wiemy, miał ponad 50%
Nie znam go, bo za długo jestem za granicą, ale z tego co wiem, mieszkańcy kochają go, bo widzą rezultaty. To już czwarty raz, kiedy będzie prezydentem Białegostoku, trzy kadencje już „odpracował”
Jak tak patrzę na wyniki… w sumie 10% różnicy, to dużo nie jest… Ciekawe jak będzie wyglądała druga tura… mam nadzieję, że szczęśliwie
Zastanawia mnie jedno…

Wysokie wyniki „jedynie słusznej partii”. Czy ludzie nie widzą co się dzieje? Czy im to „wisi”, grunt, że coś tam dostali? Nie jestem w stanie wysłuchać do końca większości „przemówień”, bo to wręcz obraża moją inteligencję (a przecież geniuszem nie jestem)… to kto ich do groma popiera?!!! Plotą jak potłuczeni, a jednak mają swoich wyborców… to najbardziej wydaje mi się dziwne…
Miral – to moje główne pytanie od wczoraj.
Kto ich popiera? Ciemnogród.
W stosunku do 2014 roku (PIS – 26,89 przy frekwencji 47,40% ) obecne 32.3 przy frekwencji 51,3 to wzrost elektoratu o 4% to znaczy, że w trakcie rządów PiS przyciągnął do siebie ponad 1.2 mln ludzi.
To smutne, ale wyniki w dużych miastach jednak napawają trochę optymizmem. Choć o Kraków mimo wczorajszej radości jestem pełna obaw.
Czy chcesz przez to powiedzieć, Bożenko, że w Polsce mieszka aż tyle „ciemnogrodu”?
To byłoby straszne…
Dzień dobry. Za przeproszeniem Bożenko, jakież to należy mieć przekonanie o własnej nieomylności wyborów, sile intelektu i prawidłowości swoich przekonań aby nazwać cirka 5 mln obywateli Naszego kraju ciemnogrodem ? Zadaję to pytanie abstrahując od jakiekolwiek polityki, w tej akurat generalizujących po każdej stronie nie brakuje. 🙂
Ciemnogrodem nazywam ciężko myślących, którym można wciskać kit. A jest ich wielu. Inni myślą głównie o własnej kieszeni (500 +). Jeszcze inni o wygodnych stołkach. Nie obchodzą ich losy kraju.
I nie uważam się za nieomylną, ani też 5 mln. za ciemnogród.
Dzień dobry.

Gienia podaje:
Dzień dobry Sowom i Skowronkom
Wygląda na to, że prawie nikt nie spał tej nocy, a jeśli, to niewiele…
Ale kawa wskazana i chętnie pita… Dzięki za nią 🙂
Tego właśnie nie rozumiem DLACZEGO DRUGĄ POD RZĄD NOC NIE MOGŁAM SPAĆ ?
Dawać mi tu winnego, bo tak dłużej być nie może!
No tak naplotłam, że sen jest przereklamowany to i mam …
Dzień dobry Wyspo!
Mówisz i masz.
Poproszę jak zwykle.
Witajcie!
To ja się przywitałem i idę spać
Słodkich snów
Tetryku jak już się wyśpisz napisz do której godziny obserwowałeś „ustalanie wyników” i w ogóle jak było? Niektórzy „nasi” liczyli albo obserwowali do 7 albo nawet 8 rano.
Tetryku to i tak wróciłeś wcześnie, bo koleżanka w tej chwili, czyli 12.30 napisała, że dopiero teraz wróciła do domu, bo tak długo liczyli głosy.
Czołem Wyspa.
Dziś jest Dzień CAPS LOCKA
NIC TAK NIE WKURZA INTERNAUTÓW JAK PISANIE DUŻYMI LITERAMI, CZYLI WYDZIERANIE SIĘ NA INNYCH. NO ALE W ŚWIĘTO CAPS LOCKA NIE WYPADA INACZEJ.
Zoe! Ja też już dzisiaj krzyczałam -o moich pierwszych razach i czemu nie mogę spać.
nie mam siły krzyczeć
ani capslockowo, ani rzeczywiście
dajcie mi się wyspać
DZIEŃ DOBRY WYSPO
znad drugiej kawy.Odzyskałam dostęp z poziomu fona…
Wybierając pierwszy raz w życiu odstałam w sporej kolejce, a nawet dwóch – a lokal Rady Osiedlowej malutki – gorąco było nie tylko w powietrzu. ..
Zocha !
Ale fakt, że jednak stałaś, czekałaś Ty i inni napawa optymizmem.
Mnie dodatkowo daje trochę satysfakcji, że nasze akcje namiotowe, ulotkowe, plakatowe, tablicowe pt „Nie śpi, bo Cię przegłosują!”, „Każdy głos się liczy!” miały sens.
Jeśli nawet jedna osoba dotąd nie chodząca na wybory po zobaczeniu starszej pani „ubranej w tablice” postanowiła pójść zagłosować to warto było!
Jeśli choć jedną osobę przekonałam w czasie indywidualnej rozmowy to warto było!
Oczywiście, że warto.
U nas niestety społeczeństwo obywatelkie jest jeszcze w powijakach, ale ostatecznie nie od razu Kraków zbudowano
Dzień dobry. AAA kawę zdecydowanie wypiję.
Niewyspane dzień dobry


I to wcale nie przez wybory… sama nie wiem dlaczego
Rano (trochę przed 6 rano) myślałam, że nie wstanę, ale trzeba iść do pracy
Nawet jak się bardzo nie chce…
No! Troszkę się wyspałem…
Świtkiem do dnia o trzynastej
Kochani!
Wróćmy do neutralnej tradycji Wyspy!
Niektórzy z nas prowadzą działalność polityczną i wspominamy o tym, tak jak o wszystkim, co nas nurtuje, cieszy lib martwi. Powstrzymujmy się jednak od mocnych epitetów, unikajmy sporów – są od tego inne miejsca.
Pozostańmy przyjaciółmi niezależnie od tego, że nasze poglądy niekoniecznie są identyczne.
Masz rację Tetryku, wszystko przez te wybory… Już na temat polityki nie powiem ani słowa
Przepraszam, jeżeli kogokolwiek uraziłem wtrącając swoje 3 grosze. Upolitycznienia swoich komentarzy staram się unikać, nie wynika to z faktu iż mam odmienne czy też zbieżne poglądy. Mam ten komfort, że nie należę do żadnej z wiodących stron bieżącego konfliktu politycznego w Naszym kraju. Dla wielu może wydawać się to wygodnictwem a niektórzy mogą nawet próbować krytyki z racji braku krystalizacji moich poglądów, niemniej jednak moje przekonania mają umocowanie w różnorakich argumentach, których nie zamierzam rozwijać właśnie ze względu na neutralność Wyspy (która jak już wspomniałem bardzo mi się podoba). Jednocześnie jestem mocno ukierunkowany na człowieka i jeżeli coś tu piszę to staram się poruszać w granicach płaszczyzny stosunków międzyludzkich, która nie uwzględnia różnych uogólnień a co poniektóre z nich jeżeli się pojawiają, powodują u mnie pewien zgrzyt i stąd taka a nie inna reakcja. Znam osoby identyfikujące się z różnymi obozami politycznymi i naprawdę sobie cenię te relacje, żadnej z tych osób nie posądziłbym o jakiekolwiek braki w rozumowaniu. Tym bardziej, że często są to osoby mądrzejsze i inteligentniejsze ode mnie, choćby z tej racji ocenianie ich poprzez pryzmat poglądów politycznych uważam za duże nadużycie. Wiem, cały ten komentarz to banał niemniej jednak tak właśnie czuję i reaguję. Co do unikania dyskusji politycznych, mam w tym wprawę. Jak co poniektórzy się orientują, pracuję z ludźmi, którzy mają sporo czasu na różne wynurzenia (w tym polityczne) i naprawdę nie raz przychodzi mi się ugryźć w język
O! I to byłby koniec tego wywodu 🙂
Zgoda , ale pod warunkiem , że zachowa się tzw . zdrowy rozsądek . Każdy z nas ma swoje poglądy polityczne i inne osoby nie muszą ich podzielać i z nimi się zgadzać .Trudno jednak uznać
dyskusję na poważny temat w oparciu o obrazki z zasobu zazulek . A zatem trzeba czasami wyłożyć kawę na ławę , bo inaczej rozmowa , czy dyskusja na forum tracą sens . Zauważyłem , że moje wpisy często traktowane są jako wpisy ” wyklęte ” . Czy mam się z Wyspy wyprowadzić ??
Zauważyłeś? To źle zauważyłeś. Nie mogę odpowiadać za innych, ale ja Twoje komentarze chętnie czytam. Czasem mamy mylne wrażenie na jakiś temat i nie myśl o żadnej wyprowadzce.
Napisałem ” często ” tzn .nie zawsze , zatem mogę się mylić w tej ocenie . Ciebie Bożenko przepraszam , bo codziennie widuję Twój awatar i nie będę z nim ” darł kotów ”
Szczerze mówiąc, często zdarza się, że czuję się kompletnie niekompetentny w kwestii odpowiedzi na Twoje komentarze. Natomiast w innych wypadkach na pewno się odzywam (jeżeli akurat jestem), tak jak chociażby w przypadku komentarza o kopalni w Wapnie.
Nie mam do nikogo pretensji , z Tobą wszak często dyskutujemy i dziękuję za to kwiatkiem . Taki jest po prostu ten świat i trzeba się z tym pogodzić
Dziękuję za kwiatki, tym bardziej, że pora roku bardzo niekwiatowa.
Nie masz za co przepraszać Maxiu, ten awatar bardzo mi się podoba
Dlaczego „wyklęte”? Czasem trudno mieć coś sensownego do powiedzenia, i w tej sytuacji staram się nie odzywać. Nie oznacza to absolutnie, że mam czy mógłbym mieć coś przeciwko twojemu komentarzowi…
Zacznę, Maksiu, od końca. Nie wiem czemu zauważyłeś, że Twoje wpisy są „wyklęte”? Często są takie, że trudno na nie sensownie odpowiedzieć… a znasz to powiedzenie?
„Lepiej milczeć i uchodzić za głupca, niż się odezwać i rozwiać wszelkie wątpliwości” – no to ja wolę milczeć
Co do dyskusji politycznych i różnorodności przekonań. Polska jest wyraźnie podzielona i wydaje mi się, że głównym problemem jest brak rzeczowej rozmowy między stronami. Ludzie zapominają do czego służy język. Najczęściej są same wyzwiska, inwektywy, agresja słowna (a nawet fizyczna). I nie jest to normą tylko z jednej strony. Obu niczego nie brakuje. Chamstwem niczego się nie wyjaśni, a jedynie obrazi drugą stronę. Po co to komu potrzebne? Chyba tylko po to, że skłóconymi łatwiej rządzić, bo się nie skumają i nie wystąpią wspólnie… a tak, albo jedni, albo drudzy wesprą i obronią w razie czego…
Fakt, Ukratku…


Polityka na Wyspie, to coś zupełnie nowego. Ale to chyba z okazji „gorących wyborów”…
Spokojnie wrócimy do normy
Spory są konieczne, chociaż niekoniecznie polityczne
Przecież różnimy się od siebie! Dyskusja, to wymiana poglądów, ale jeżeli wszyscy mają takie same, robi się kółko wzajemnej adoracji… taka grupka „potakiwaczy”.
Przyjaźnić się można, nawet mając zupełnie skrajne poglądy na różne sprawy. To nie ma ze sobą nic wspólnego. Lubi się kogoś za to kim jest, a nie dlatego, że ma jakieś poglądy.
I tak na koniec… moja mama (zagorzała katoliczka) miała kiedyś przyjaciółkę (świadka Jehowych). Nie kładło to cienia na ich przyjaźni, bo ustaliły na początku, że jedna drugiej nie będzie namawiała do zmiany wiary. Nawet czasami rozmawiały na temat swoich religii, ale bez nacisku, tak nieobowiązująco. Czyli można?
Swoje poparcie dla słów Tetryka wyrażę zdjęciem, które zrobiłam 13.05.2017, czyli ponad rok temu.
Niestety, zdjęcia nie widzę 🙁
Zamrugaj!
A, dziękuję, pomogło
Ja się na dziś odmeldowuję, życząc Państwu miłego wieczoru.
A, tutaj też rzecz jasna życzę spokojnej nocy.
Dobry wieczór. Fajrant i jednak od razu przerwa.
I po przerwie
Ale żeby nie było za miło, właśnie otworzyłem maila i przyszło jeszcze zlecenie na jedną fuchę, więc będę nad nim myślał, zerkając jednak na Wyspę.
A ja się odmeldowuję, Dobranoc.
Spokojnej.
Dobranocka, czas już.
Taki w-kółko-chodzący kawałek mi się przypomniał. Edie Brickell & New Bohemians, kameralnie, aczkolwiek nie do końca usypiająco.
Snów żywych i kolorowych.
O matko! Dopiero teraz załapałam, że to żona Simona!
To jeszcze po cichutku dla nocnych Marków: na Marsie zaobserwowano zjawisko, które może być wybuchem wulkanu. Ponoć ostatni wulkan na tej planecie wybuchł 50 milionów lat temu, więc… Czyżby pan Wells miał rację?
Albo Edgar Rice Burroughs…
U Burroughsa chyba jednak nie znajdziesz takiego fragmentu: „Gdy Mars osiągnął największe przybliżenie, Lavelle z Jawy zelektryzował cały świat astronomiczny zadziwiającą wiadomością a potężnym na tej planecie wybuchu rozżarzonych do białości gazów. Stała się to dwunastego przed północą, przy czym użyty przezeń natychmiast spektroskop wykazał wielką masę płonących gazów, głównie wodoru, mknącą z błyskawiczną szybkością w kierunku Ziemi. Ten strumień ognia przestał być widoczny mniej więcej po piętnastu minutach. Astronom porównywał go do olbrzymiego kłębu płomieni wytrysłych gwałtownie z planety, „zupełnie jak płomień z wylotu lufy”,”
Sprawdziłem. Burroughs opisuje innego Marsa:-)
Też pięknego zresztą. A obie wersje (i jeszcze parę) cudnie połączył Alan Moore w II tomie „Ligi Niezwykłych Dżentelmenów” (moim ulubionym).
Nie wiem czemu, na moim Firefoxie obrazek się nie wyświetla – w innych przeglądarkach tak…
Normalnie korzystam z Opery. Ale mam też Firefoxa:
62.0.3
Firefox Release
October 2, 2018
Version 62.0.3, first offered to Release channel users on October 2, 2018
Obrazek się wyświetla.
Niby jestem Nocnym Markiem , ale stwierdzam, że sen nie jest przereklamowany. Ten kto nie śpi dwie noce pod rząd pada na twarz. Ale co zrobić, aby zasnąć i spać?
Na ogół odpowiedź brzmi: „zmęczyć się”. Ale taki np. Najjunior siedzi do późna, a potem rano trzeba go budzić ciężką artylerią polową (a czasem i to nic nie daje), i jest permanentnie zmęczony. Ale mu się nie przetłumaczy, żeby już poszedł spać i że najwłaściwszy dla organizmu rytm to jest spanie nocą, a aktywność w dzień.
Q.!
Ta odpowiedź wydaje się logiczna i najprostsza. Wydaje, bo to nie dotyczy osób cierpiących na bezsenność.
Padasz na twarz, kładziesz się, zasypiasz, a potem budzisz po godzinie lub dwóch i …koniec spania.
Albo kładziesz się i leżysz, leżysz, potem się denerwujesz, że jeszcze nie śpisz…itd.
Czasami bywa, że zasypiam szybko i śpię dobrze. Tylko że ostatnio to czasami się nie zdarza.
Otóż ja na bezsenność cierpiałem wyłącznie w sytuacjach dużego stresu, kiedy uporczywe myśli o przyczynach tego stresu nie dawały mi spać.
Mars wita was, Mars wita was… Aby uniknąć paniki jaką spowodowała swego czasu audycja wg Wellsa, zapalę szybko lampkę 😉

Co więcej, to była audycja pana Wellesa wg powieści pana Wellsa
Dobranoc!
Rzecz niespotykana lampka zastała mnie w łóżku, nie w autobusie!
Dobranoc!
Dzień dobry




Mam przed sobą „przekichany tydzień”.
Krótko mówiąc – aby do piątku (popołudniu)
A że czas szybko biegnie, mam nadzieję, że to już wkrótce… przecież Wielkanoc za pasem
Miłego wtorkowania się życzę
Dzień dobry
Ja też życzę miłego dnia, choć miłego synoptycy nie zapowiadają…
Witajcie!
Niebo nad Krakowem pomału się przeciera, zobaczymy co będzie dalej…
T. Myślałam, że mieszkamy w tym samym mieście?
W „moim” Krakowie niebo równo zasnute, wiatr, na termometrze 9 stopni.
Może w tym samym mieście, ale w innej dzielnicy? Kraków duży
Niby duży, ale jak widać na różnych przykładach okazuje się, że wszyscy się znają choć czasami o tym nie wiedzą. Jak się ogarnę opiszę sytuację „szpitalną”, którą obiecałam w poprzednim pięterku .
Dzień dobry. Tutaj sytuacja stabilna, niebo zaciągnięte i pada, raczej się nie zanosi, żeby miało przestać. Ot, jesień.
Deszcz ma dotrzeć dzisiaj i na południe. Dla Krakowa to by było nawet korzystne ze względu na smog.
Tu niebo jednolicie zaciągnięte, wiatr coraz większy. Dostałam nawet ostrzeżenie na komórkę.
Zobaczymy, w prognozach „na Bałtyku sztorm”. Nie żebym się wybierał nad morze.
Cześć Wyspa. Myślę, że to jest dobry czas na śniadanie…
Ja już po, ale smacznego.
Ja też po, ale teraz czas na kawę
Komu?
Pochmurne Dzień Dobry!
Dzień dobry

Jeszcze ciemno, ale to stan przejściowy
Pada.
Co tam „pada” – leje!
A ja od 3.00 jestem unieruchomiona atakiem korzonków.
Nie ma mi kto nawet herbaty zrobić
Jo. Serdecznie współczuję. A jacyś sąsiedzi?
Musiałabym do nich IŚĆ. To po drodze bym sama tę herbatę trzasnęła
Szybciej by było.
Jo. Wykonaj „telefon do sąsiadki /sąsiada”
Nie mam.
Ale na szczęście dziecko wróciło zeszkół.
Już wieje, czyli powietrze czystsze. To jedyny dodatni motyw, bo kiedy głowę urywa i przewieje do szpiku kości, nie ma lekko.
A w Krakowie powtórka.
Jakieś pół godziny temu wykonałam telefon do mojego męża.
Myślałam, że już wyszedł z domu. Z telefonem przy uchu poszłam do kuchni sprawdzić jak się czuje mój rosół i wtedy usłyszałam dzwoniącą komórkę. Coś mnie tknęło i zajrzałam do pokoju. Mina mojego męża, gdy będąc w trakcie odbierania telefonu zobaczył mnie na progu-bezcenna!
Mieszkamy w małym 3 albo 4 pokojowym mieszkaniu. Już odpowiadam na pytanie czemu „albo”. Są 3 pokoje + 1 pokój zrobiony z klozetu (czyżbyście wyobrazili sobie w każdym pokoju nocnik?)
Przypomniały mi się sytuacje:
„Gdzie jesteś?”
„Czekam tam gdzie się umówiliśmy”
„Ale gdzie ? Nie widzę cię!”
Takie rozmowy osób stojących tyłem do siebie, ale w niewielkiej odległości
Dobrze, że nie odwrotnie – tzn. gdybyś myślała, że jest w domu, a on by wyszedł.
Już leje. Miasto robi się czystsze…
Wcale mnie to nie cieszy, bo przy takim wietrze nawet parasol nie pomoże!
Rzekłaś. Nie pomógł… 🙁
No to tak, za oknem leje, a nawet sypie (krupa lodowa zdaje się, bo przecież chyba nie grad), za Wisłą burza z piorunami (widać przez sieć, bo tak naocznie to nie), a ja właśnie skończyłem pracę na dziś.
I przerwa.
Już? Szczęściarz… Ale ja też właśnie dotarłem do domu.
A ja dopiero zaczynam wracać
.
Ja też dotarłam do domu i przyszłam życzyć Wa dobrej nocy
Spokojnej!
Dobranocka.
Moody Blues, który skojarzył mi się z czymś zupełnie innym (zdjęcie Marsa z chmurą orogeniczną, albo wybuchem wulkanu, albo startującą marsjańską flotą inwazyjną – „Wojna światów” H.G.Wellsa – musical wg. tej powieści – udział w nim Justina Haywarda, wokalisty Moody Blues). „Night in White Satin”. Bo tak.
Snów o takich nocach.
Czy ja dziś tak wyjątkowo wcześnie w domu, czy Dobranocka dziś później?
Bo proszę Państwa jest Dobranocka, a ja nie w autobusie, ale w łóżku. Własnym jakby ktoś miał wątpliwości.
Czy ja dziś tak wyjątkowo wcześnie w domu, czy Dobranocka dziś później?
Bo proszę Państwa jest Dobranocka, a ja nie w autobusie, ale w łóżku. Własnym jakby ktoś miał wątpliwości.
Nieco później niż zwykle. Bywa też czasem katastrofalnie opóźniona, ale nie dzisiaj.
Skoro już była Dobranocka i pewnie wkrótce będzie lampka czy mogę prosić o jakiś dodatek uspokająco -nasenny dla Makówki?
Czekają mnie dwa (albo i trzy) ciężkie dni.
Makóweczko, niech ci się przyśni niekończąca się noc w białej satynie z piosenki – taka wizja na pewno przyniesie ci relaks…
Trzymaj się!
Tetryku!
„…niekończąca się noc w białej satynie z piosenki …” cóż na to może odpowiedzieć blondynka (nawet już nie różowa)?
Nic. Zamiast mówić, powinna grzecznie zasnąć!
Ale zanim grzecznie zaśnie zapyta czemu nikt nie zauważył mojego jąkania się z wrażenia,że jestem w domu w czasie Dobranocki i COŚ Z TYM NIE ZROBIŁ? Ja wolę nie ruszać, aby pięterko się nie zawaliło.
Proponuję Pata Metheny’ego i tytułowy utwór z płyty „Letter From Home”
Jo. Jak znów nie będziemy mogły spać -wiadomo kto jest winny -ZYGLINDA!
I przez tę Zyglindę wróciłam dziś do domu przemoknięta i zmarznięta!
Aż musiałem wyguglać, kto zacz. To jest zdaje się inna forma niemieckiego imienia Segelinda. Kojarzy mi się z jakąś wczesnośredniowieczną księżną. Raczej surową.
Q.
Wtorek i środa zapowiadają się bardzo niespokojnie za sprawą głębokiego niżu Zyglinda, który najpierw gwałtownie obniży ciśnienie, a następnie sprowadzi do Polski ulewne deszcze i porywisty wiatr.
Zyglinda — żeńskie imię germańskie, złożone z członów sig — „zwycięstwo” i lind — „miękka, łagodna” lub „tarcza ochronna”.
Jak może tak obrzydliwa pogoda nosić imię, które podobno ma coś wspólnego z łagodnością?
Przydzielają z automatu, kompletnie bezmyślnie. A powinni wybierać zgodnie ze znaczeniem.
A mnie zastanawia, czemu te wszystkie wredne zjawiska pogodowe mają wyłącznie żeńskie imiona?
” A czemu na banknotach są tylko mężczyźni?” tak reklamowo zapytam.
Ale tak serio podobno jest różnie i męskie i żeńskie, bo feministki zadały takie pytanie jak Tetryk i zaprotestowały
A tak jest? Bo wydawało mi się, że od pewnego czasu przydzielają na zmianę, raz męskie, raz żeńskie.
A jednak te najwredniejsze…
No właśnie nie potrafię rozpoznać najwredniejszych.
Skoro kobiety z natury swojej są łagodne to wydawałoby się logiczne…
Chyba rzeczywiście czas już na lampkę… zanim łagodność Zyglindy w… ops, wpędzi nas w irytację!

Dzień dobry
To już środa, połowa tygodnia 
Witajcie!
Dziś później w pracy, znacznie później w domu.
Dzień dobry środ(k)owo tygodniowo.
Dzień dobry. Na razie nie pada, zdaje się, że wczoraj już się wylało, co się miało wylać.
Słonecznie Dzień dobry! Wieje, ale nie pada.
Jo.!
Jak Twoje korzonki?
Musiały ustąpić większym problemom.
Jakoś żyję, ale do szczęścia nieco mi brakuje. Dzięki za troskę.
A może kawy Ci brakuje?
Kawy to nie. Raczej melisy.
Hmm… czy nasza Gienia nie ma powiązań z holenderskimi coffee shops? Wszak są jeszcze inne ziółka na „m”
Marychę Gienia też ma?
Nie wiem, czy AŻ tak chcę się pobudzić.
Jo.Skoro prosiłaś o melisę to chyba raczej uspokoić. Ja na dziś, jutro i pojutrze też poproszę o coś takiego jak melisa, ale o silniejszym działaniu.
Zostawiłem w Bibliotece do wykorzystania obrazek Warszawy dla Patryka Jakiego .
Witaj Maksiu! (mogę tak się zwracać?)
Cudne to autko!
Piękna!
Jo.Znam ten problem.Mimo choroby musimy być „na chodzie, bo kto jak nie my? Przerabiałam to z dziećmi, potem z mamą.
Podobno nie ma ludzi nue zastąpionych.
Tylko jakoś nie widzę tłumów bijących się o moje miejsce.
Jo.
Trochę same jesteśmy sobie winne, ale tak ma wiele kobiet.
Kiedyś było tak, że miałam na Wigilię być w szpitalu.
Moje dziecko, moja mama „to co będzie z Wigilią?”. Zamiast odpowiedzieć, że muszą sami sobie radzić zdalnie wszystkim kierowałam. Choć „osamotnione” były przecież trzy dorosłe osoby -mój mąż, syn i mama (jeszcze jako tako sprawna).
Albo inna sytuacja- miano mnie przyjąć do szpitala,już się zgodziłam i nagle „nie wyrażam zgody, bo jutro jest początek roku szkolnego pierwszy w życiu mojego dziecka i ja MUSZĘ być w domu”.
„Ale jak pani znowu straci przytomność proszę nie wzywać Pogotowia, bo my uważamy, że pani stan nie nadaje się do powrotu do domu”.
Ledwo stojąca na nogach wróciłam, dziecko wyszykowałam na początek roku, bo jak mogłabym mojemu emocjonalnemu dziecku zepsuć tak ważny dzień?
To nie do końca u mnie tak. Miałam za dobry przykład babci, która urodziła-się-żeby-cierpieć i matki, która nigdy nie poprosiła o pomoc, wszystko robiła sama strzelając przy tym gigantyczne fochy i uważając, że ludzkość powinna sama się domyślać, o co jej chodzi. No i jeszcze drugą babcię oraz teściową, z przekonaniem wpajające mi, że to ja jestem za wszystko odpowiedzialna.
Z tym, że ja jestem edukowalna i wreszcie wyciągnęłam odpowiednie wnioski, przekładając je na bardzo praktyczne zastosowania.
Generalnie ja zarządzam. Owszem – sama osobiście planuję, ale do realizacji zaganiam. Dzięki temu moja rodzina z przekąsem nazywa mnie Pani Kierowniczka. Znaczy ojciec, matka end kompany. Bo moi panowie na ogół nie dyskutują. Bo dyskusje ze mną na temat prac domowych kończą się przewidywalnie. Jestem okropna pod tym względem i mam powody, o których nie raz pisałam. Choćby wychowawcze. Tak, męża to też dotyczy. Ja jestem dość asertywna i upiornie konsekwentna. Ale są rzeczy, których nie mogę delegować. Albo sytuacje, które mnie żżerają. Nie darmo przecież załatwiłam sobie tocznia i tarczycę, nie?
No i to nie jest tak, że mój mąż się opierdziela, a ja padam na pysk. Jego praca musi być nadrzędna, bo to nasze jedyne źródło utrzymania. ALe jak przez dwa lata był zwolniony z wielu domowych zajęć, żeby uczyć się do MBA, a okazało się, że oglądał sobie telewizję, to zapewniam Cię, że tego, co nastąpiło po wykryciu przekrętu, nie zapomni do końca życia. W rezultacie musiał i robić certyfikat, i jeździć po zakupy dla mnie. Nie warto było.
Jo.
Mnie dwa udary i guz też czegoś nauczyły.
Proste czynności domowe łatwo zlecić -zakupy, mycie naczyń (każdy po sobie!). Jeśli chodzi o zajmowanie się małymi dziećmi mój mąż też się wykazywał bardzo solidnie, ale i tak sukcesy naszych dzieci były naszym sukcesem, a porażki to już była „moja wina” (taki dyżurny Tusk w rodzinie).
Gdzie jest moja czarna czapka lub opaska?
Szukanie czapki to zadanie z gatunku tych, których nie można zlecić nikomu.W moim małym mieszkaniu (dodatkowo zatłoczonym rzeczami z likwidowanego mieszkania mamy) na lato rzeczy zimowe upycham po walizkach itp,a potem w zimie upycham tam rzeczy letnie.
Wszystkie walizki przeglądnięte, czapki nie ma, a za chwilę trzeba jechać.
Jest! W pudełku po kasku narciarskim. Widziałam to pudełko, ale nie zaglądałam, bo zapomniałam, że kask upchnęłam gdzie indziej, a do pudełka -czapki,rękawiczki itd.
Jak ja nienawidzę się pakować! Nawet na dwa, trzy dni!Wrrrrr
To pięterko jest trochę za wysokie jak na szukanie z komórki z jadącego auta.
Może ktoś się zlituje?
A gdzie Ty teraz gnasz?
Na pogrzeb teściowej do Opoczna.Dlatego tej czarnej czapki lub opaski szukałam,bo normalnie chodzam w kolorkach różnych.
Hej,hej,hop,hop jest tu ktoś?
Ja jestem! Taka dzisiaj zabiegana, że nie mam czasu otworzyć kompa, a z telefonu nie lubię…
Dobrze,że jesteś, już nie jestem taka samotna
To się cieszę 🙂 Ale będzie Ci weselej, gdy nie będziesz się męczyła wysokim pięterkiem. Zapraszam zatem na nowe
Dobry wieczór. Dzisiaj taki miałem zasuw, że w ogóle nie zdążyłem odtrąbić fajrantu, ale za to teraz już jestem po przerwie.
Dobranocka wobec tego jeszcze tu.
Parodysta Richard Cheese i jego wersja „I’m Only Happy When It Rains” grupy Garbage, a przy okazji i nawiązanie do „Deszczowej piosenki”. Bardzo udane, chyba mój ulubiony utwór tego pana.
Snów nie-deszczowych może, tak dla odmiany?
To i lampkę tu zawiesimy, nie będzie padać…
