« The Kingdom of Balanga Rzecz o subiektywnym spojrzeniu »

Przekład, którego (chyba) nie było

Cała ta historia wzięła się z, że tak nieskromnie zauważę, mojej fascynacji wspartej dociekliwością. Fascynacji światowej klasy opowiadaniami fantastycznonaukowymi, a dociekliwości, nie wiem, może wrodzonej, może nabytej.

Otóż w 1988 roku wydano w zbiorze Twonk. Opowiadania pewne opowiadanie Henry’ego Kuttnera, w przekładzie Jolanty Kozak. Nosi ono tytuł Chociaż mu się nie przelewa, a dla potrzeb niniejszego wpisu muszę niestety zdradzić jego treść

UWAGA! SPOILER ALERT/ PONIŻEJ ISTOTNE SZCZEGÓŁY TREŚCI!

Jeżeli pamiętacie skecz komików z grupy Monty Pythona
o najbardziej zabójczym dowcipie na świecie, to jesteście blisko.
W opowiadaniu Kuttnera trwa właśnie druga wojna światowa
(w rzeczywistości powstało w 1942 r., więc wszystko się zgadza). Grupa amerykańskich naukowców-lingwistów wpada na pomysł opracowania wierszyka, który – w wersji niemieckiej – zapadałby w pamięć tamtejszym żołnierzom tak, że stawałby się natręctwem językowym nie do zniesienia, zakłócającym ich funkcjonowanie i uniemożliwiającym skuteczną służbę wojskową. Wierszyk jest niewinny, nie niesie żadnych wywrotowych treści i przypomina raczej dziecinną rymowankę, dlatego podstęp się udaje, a wierszyk dociera do samego fuehrera.

Clou opowiadania jest oczywiście rymowanka, która w wersji angielskiej, czyli oryginale, brzmi następująco:

„LEFT!

LEFT!

LEFT a wife and SEVenteen children in

STARVing condition with NOTHing but gingerbread LEFT

LEFT!

LEFT a wife and SEVenteen children”

(mowa o bliżej niesprecyzowanej osobie, która zostawiła żonę i siedemnaścioro dzieci przymierających głodem, wyłącznie z zapasami piernika – oczywiście nie ma to krztyny sensu, mniej więcej tak jak polskie „Trumf, trumf, misia bela”, natomiast opiera się na identycznym brzmieniu w j. angielskim przymiotnika „lewy/a” i form czasownika „to leave” – „pozostawić” – „LEFT”.)

A w przekładzie Jolanty Kozak:

„LEWA! 
LEWA! 
LEWANtyńczyk SPOLEgliwy 
LEWAtywę DOBRZE znosi 
CHOCIAŻ mu się NIE PRZElewa 
LEWA! 
LEWA!”

Opowiadanie przeczytałem po raz pierwszy jeszcze w liceum, więc przed 1990 rokiem, i kompletnie nie zastanawiałem się, jak brzmi oryginał. Jak wiele osób, jeżeli nie większość, nie byłem świadomy istnienia tłumacza i jego roli w tworzeniu polskiego tekstu. Jednak na tym przykładzie widać, jak istotna jest praca nad przekładem.
O ile bardziej rytmiczna jest polska wersja, przy podobnym stężeniu absurdu! 🙂

Po chwili poszukiwań okazało się, jednak że wierszyk w wersji angielskiej nie został najprawdopodobniej stworzony przez Kuttnera, który wykorzystał tylko rymowankę używaną od dawna w armii amerykańskiej, a wcześniej zdaje się też brytyjskiej, podczas ćwiczenia marszu. To zrozumiałe, skoro w fabule opowiadania wierszyk miał doprowadzać do „rytmicznej egzaltacji nerwowej” Niemców, nację mówiącą językiem skłonnym do wpadania w marszowe rytmy (kto nie wierzy, niech posłucha dowolnych piosenek śpiewanych po niemiecku). Jestem jednak przekonany,
że gdyby tłumaczka wiedziała o tym źródle, zamiast tłumaczyć, poszukałaby raczej jakiegoś polskiego odpowiednika, używanego podczas musztry marszowej. To znaczy, gdyby prezentował odpowiedni poziom absurdu. Tymczasem zamiast tego dostaliśmy znakomity własny pomysł pani Jolanty. Jestem przekonany, że gdyby przekład powstawał obecnie, tłumacz(ka) wykorzystał(a)by Internet, by dotrzeć do źródła. Być może wtedy wierszyk w polskiej wersji nie brzmiałby tak rewelacyjnie?

To była jednak dopiero połowa drogi. Opowiadanie Kuttnera zaczyna się bowiem od słów (w polskim przekładzie): ” Aby historię te uczynić wiarygodną, należałoby ją napisać po niemiecku.” Aż mnie skręciło z ciekawości: a jak brzmi przekład NIEMIECKI? Skoro polska tłumaczka poradziła sobie tak znakomicie, to wierszyk w wersji niemieckiej, jakkolwiek absurdalny, powinien być jeszcze lepszy: raz ze względu na wspomnianą skłonność niemieckiego do marszu, dwa – bo tłumacz powinien być kongenialny, by dorosnąć do poziomu sugerowanego przez autora, a ja chętnie bym doświadczył tego geniuszu, mimo słabej znajomości niemieckiego.

Zacząłem więc szukać i drążyć po bibliografiach i katalogach dostępnych przez sieć. Poświęciłem na to ładnych parę godzin i… niczego nie znalazłem. Podrapałem się w głowę, stwierdziłem
„co dwie głowy, to nie jedna” i zadałem pytanie o przekład (lub bibliografię, w której można by potwierdzić sam fakt jego istnienia) w zaprzyjaźnionych grupach zrzeszających tłumaczy na Facebooku. Efekt – jak wyżej. Po kilku dniach doszedłem więc do wniosku,
że niemiecki przekład tego akurat opowiadania nie istnieje!
Co zdziwiło mnie o tyle, że niemal wszystkie pozostałe krótkie formy Kuttnera zostały na ten język przełożone. Co więcej, Niemcy wydają się ignorować w ogóle samo istnienie tego opowiadania, tak w artykule o autorze na niemieckiej Wiki (https://de.wikipedia.org/wiki/Henry_Kuttner), jak i w przeróżnych niemieckich bibliografiach.

Możliwości są dwie: albo niemieckie wydawnictwa i tłumacze nie przyjmują do wiadomości, że takie opowiadanie powstało, a to ze względu na stawiane przez autora tezy i antyniemiecką wymowę, albo też ze względu na to, że tego się NIE DA przełożyć na niemiecki. Byłoby to zatem jedno z nielicznych znanych mi dzieł nieprzekładalnych na jakiś język (a to niełatwe, biorąc pod uwagę, że na polski przełożono na przykład takie Finnegans Wake Jamesa Joyce’a). Nieco wyżej zacytowałem pierwsze zdanie polskiego przekładu – najlepszą puentą będzie więc chyba przytoczenie DWÓCH pierwszych zdań: „Aby historię te uczynić wiarygodną, należałoby ją napisać po niemiecku. To zaś nie miałoby sensu, gdyż świat niemieckojęzyczny i tak ma już dość kłopotów z tej racji, że mu się nie przelewa.”

________

Tekst chroniony prawem autorskim. Opublikowany na madagaskar08.pl. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i przedruk tylko za zgodą autora.

 

170 komentarzy

  1. Quackie pisze:

    Dobry wieczór na nowym piętrze. Czasem dociekliwość daje ciekawe rezultaty. Sam się nie spodziewałem czegoś takiego Happy

  2. Quackie pisze:

    Aha, jutro rano czeka mnie bieganie, więc na Wyspę dołączę zapewne nieco później.

  3. Wiedźma pisze:

    Dobry wieczór ! Tego na pewno nie czytałam wcześniej, a jest warte uwagi ! Poklon

    • Wiedźma pisze:

      Swego czasu pisałam o Tuwima kłopotach z tłumaczeniem z rosyjskiego… Wink Ale przyznam, że wierszyk p. Kozak dość swobodnie odnosi sie do oryginału !

      • Wiedźma pisze:

        No tak… ale przecież Kubuś Puchatek też odbiega od oryginału a jest, dzięki Irenie Tuwim – wręcz znakomity. Wierność literze czy duchowi utworu ? Hmmmm……

        • miral59 pisze:

          Jestem za wiernością ducha utworu Pleasure
          Bardzo często ktoś, kto tłumaczy słowo w słowo, gubi sens i tego właśnie ducha. To co jest czymś znajomym w danym języku, czy kraju, w innym nic nie znaczy i traci sens.
          I na ten przykład oglądałam Shreka w polskiej wersji i angielskiej. To nie jest tłumaczone dokładnie. Ale odnośniki do amerykańskich dobranocek, czy bohaterów filmów, niekoniecznie muszą coś polskim dzieciom mówić. Happy-Grin

          • Quackie pisze:

            Oczywiście, że tak! Mówi się nawet, że przekład jest sztuką ekwiwalencji, tak ilościowej, jak i jakościowej. Nieprzetłumaczalna gra słów? Można z niej zrezygnować, o ile wprowadzi się w innym miejscu, najlepiej gdzieś niedaleko, podobny żarcik. Absurdalny wierszyk? Napiszmy go po swojemu.

            Przekładu dialogów ze Shreka dokonał pan Bartosz Wierzbięta, z którym kiedyś miałem kontakt. To jest bardzo dobry przekład, stosujący właśnie to, o czym napisałem wyżej – ekwiwalencję. Np. skoro jako Osioł w polskim dubbingu występuje Jerzy Stuhr, to pojawiają się nawiązania do „Seksmisji” etc.

            • Jo. pisze:

              Uwielbiam przekłady Wierzbięty! I myślę, że czytelne dla Polaka aluzje czy parafrazy tylko podnoszą atrakcyjność filmów.
              Zresztą w ogóle nasze adaptacje disneyowskie są genialne.

              • Jo. pisze:

                PS. Wiem, że Shrek to nie Disney. To coś jak dawniej adidasy o każdym obuwiu sportowym, pepegi, elektroluks, junkers, a sięgając głębiej – rower.

                • Quackie pisze:

                  A to dla mnie pewna nowość (w sensie disney jako rzeczownik pospolity na określenie animacji), ale jeżeli bywa używane w tym sensie, to przecież nie będę szedł pod prąd języka (w tym względzie).

                • miral59 pisze:

                  Fakt. Każda amerykańska animacja, to Disney, nawet jak nie ta wytwórnia jest autorem Wink
                  Z adidasami też masz rację, bo do tej pory każde sportowe buty, to dla mnie adidasy Happy-Grin Może dlatego, że łatwo się zapamiętało nazwę firmy, a do innych nie ma się głowy Pleasure

                • Tetryk56 pisze:

                  Na wsi mojego dzieciństwa każdy samochód osobowy nazywany był „taksówką” Overjoy

            • miral59 pisze:

              Ze wstydem wyznaję, że nie wiedziałam, kto tłumaczył Shreka Ashamed Nigdy się tym nie interesowałam. Ale faktem jest, że zrobione jest to wspaniale.

    • Quackie pisze:

      Dobry! To świeża sprawa, tzn. dopiero niedawno na to wpadłem.

  4. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    Wydaje mi się, że Twoja teza jest słuszna. Powstało wiele utworów literackich o antyniemieckiej wymowie. Może akurat ten im szczególnie dopiekł? I stąd nie ma jego tłumaczenia… Thinking
    Nie czytałam, więc trudno mi określić na ile jest to antyniemieckie…
    Sam wierszyk jest w sumie głupi, tak w angielskiej wersji, jak i polskiej Wink Ale masz rację. Chociaż nie jest wiernym tłumaczeniem, świetnie oddaje charakter marszowego zawołania Delighted I absurdu…

  5. miral59 pisze:

    A tak abstrahując od tematu. Wczoraj oglądałam pogodę i byłam zdziwiona. Kobieta, która mówiła o tej pogodzie, była strasznie podekscytowana, że temperatura spadnie… I to z 50F (ok. +10C) do 31F (trochę poniżej 0C, bo 32F to 0C). Tak to mówiła, jakby miały przyjść niesamowite mrozy… a czy w lutym to nie jest normalne, że może być zimno? Thinking No i jeszcze jakie zimno, skoro to tylko ok. 0C? Overjoy
    A w sumie ta zima jest niezwykle łagodna. Nawaliło nam śniegu na samym początku i przymroziło solidnie, ale śnieg już dawno zlazł, a temperatury utrzymują się od +5C do -5C, czyli nic tak nadzwyczajnego. Co jakiś czas wyskoczy ocieplenie…
    Nie rozumiem skąd taka ekscytacja? Thinking

    • Jo. pisze:

      Może przyjechała z Florydy?

    • Quackie pisze:

      Och, w Marylandzie u Chrześnicy potrafią ogłosić dni wolne od szkoły przy opadzie śniegu, po którym zostaje pokrywa śnieżna o grubości 5-10 cm. Im dalej na południe, tym większa panika. Wink1

      • miral59 pisze:

        Nie wiem jak jest w Marylandzie, ale tutaj uzależnione jest to od odśnieżania. Im sprawniej działają służby, tym mniej jest tych wolnych dni z powodu opadów.
        Na 6 lat moich dzieci w high school (córka 3 lata i syn 4), można na palcach jednej ręki policzyć dni, które były wolne, bo za dużo śniegu napadało Pleasure

  6. Bożena pisze:

    Dzień dobry! Delighted Dopiero wstałam, zaraz poczytam…

  7. Zoe pisze:

    Dzień dobry w środę.
    A propos notki: myślę, że da się przetłumaczyć to opowiadanie a powodem jest jego wydźwięk. Podejrzewam, że istnieją utwory w literaturze światowej, w których nasz naród jest źle przedstawiony i te dzieła również są nieprzetłumaczone.

    • Quackie pisze:

      Dzień dobry. Znakomity pomysł na kierunek poszukiwań! Niekoniecznie żeby przełożyć, ale choćby tylko się zapoznać.

  8. Jo. pisze:

    Dzień dobry
    Kawa? Herbata? Bo ja zaraz zmykam!
    expresso Kawa1

  9. Quackie pisze:

    Dzień dobry! Ponieważ za oknem pada, a mnie zaraz czeka bieganie, zapowiada się, że zostanę bałwanem, na szczęście tylko śniegowym 🙂

  10. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Przypuszczam, że powody mogą być dwa:
    – Niemcy nie mają swojego Macieja Słomczyńskiego
    – Kuttner nie zyskał sławy na miarę Joyce’a
    Faktem jest, że rymowanka o lewatywach Lewantyńczyka do tej pory siedzi i w mojej głowie Wink

    • Quackie pisze:

      Ha, ale pozostałe opowiadania Kuttnera jakoś przetłumaczono na niemiecki, a co do tego – jako się rzekło – zdaje się, że Niemcy ignorują jego istnienie.

      Wkręca się w zwoje, prawda? Sam czasem recytuję to sobie w myślach podczas marszu, znakomicie pomaga utrzymać rytm.

      • Krzysztof z Gdańska pisze:

        Też kiedyś recytowałem w czasie marszu, ale dużo lepiej sprawdza się następująca (obstawiam, że to przeróbka z niemieckiego 😉 )
        Pod Aus
        Pod Aus
        Pod Austerlitz
        Dostaliśmy w d…
        Nie mówiliśmy nic
        Bo taką od Boga naturę już mamy,
        Że gdy dostajemy to nic nie gadamy
        (da capo al fine)
        Wink

        • Quackie pisze:

          Oj, nie słyszę/ nie widzę akcentów marszowych na 2?

        • Tetryk56 pisze:

          Dostaliśmy w d.. i nic

          • Quackie pisze:

            Spróbowałem to wyrecytować, akcentując na dwa, i przy tym „dostaliśmy w d… i nic” wyszła mi transakcentacja Amazed

          • Quackie pisze:

            Żeby pasowało do marsza, trzeba by to kapkę przerobić.

            [z akcentami:]

            Pod AU, pod AU, pod AUsterLITZ
            DoSTAli NAsi W DE i NIC

            Pozostałe dwie linijki nie zgadzają się pod względem liczby sylab, można by wszakże nieco przyśpieszyć i wyrecytować:

            Bo TAką od BOga naTUrę już MAmy
            Że GDY dostaJEmy to NIC nie gaDAmy

            • Krzysztof z Gdańska pisze:

              Tak właśnie się to wymawia Happy-Grin
              Gratulacje za intuicję, dzięki której nawet nie słysząc wyliczanki w „realu” potrafiłeś ją poprawnie wyrecytować Approve

              • Quackie pisze:

                Najmocniej przepraszam, ale to nie intuicja, tylko ładnych parę lat nauki o poetyce i teorii literatury, w tym o metrum, sylabice i sylabotonice, a potem kilkadzieścia lat praktyki (powiedzmy, że w czasie tej praktyki nie było zbyt wielu okazji do zastosowania wspomnianej wiedzy, ale parę było). Pleasure

            • Tetryk56 pisze:

              DoSTAliśmy w DUPĘ i NIC

  11. Tetryk56 pisze:

    BTW ja to pamiętam odrobinę jeszcze rytmiczniej:
    LEWA!
    LEWA!
    LEWANtyńczyk SPOLEgliwy
    DOBRZE znosi LEWAtywy
    CHOCIAŻ mu się NIE PRZElewa
    LEWA!
    LEWA!

    • Quackie pisze:

      Ooo, a skąd to tak pamiętasz? Czyżby przekład zaczął żyć własnym życiem?

      • Tetryk56 pisze:

        Z pustej głowy! Overjoy

      • Krzysztof z Gdańska pisze:

        Mistrzu!
        Tak sobie myślę, że może trzeba wspomóc naszych braci Niemców i SAMEMU przetłumaczyć rymowankę na ich język Thinking
        Przyczynili byśmy się w ten sposób do popularyzacji Kuttnera za Odrą i Dunajem a przy okazji przetestowali byśmy czy takie „wierszydło” pozwoliło by przykładnym Niemcom odpuścić sobie trochę niemieckiego „ordnungu”.

        Początek tłumaczenia jest prosty:
        Links
        Links
        Yes-Sir

        • Quackie pisze:

          Otóż moja znajomość niemieckiego ogranicza się do „Bitte zwanzig liter bleifrei auf tankstelle sieben” na stacjach benzynowych (i niewiele więcej), więc bardzo mi przykro, ale się nie podejmę. Ale początek doskonały!

          Happy-Grin

    • Quackie pisze:

      Przy okazji – nie wiem, czy ktoś zwrócił uwagę, że jeśli recytujemy to podczas marszu, to we frazie „NIE PRZElewa” cząstka „lewa” przypada na nogę PRAWĄ, przy założeniu, że wszystkie pozostałe akcentowane „lewe” faktycznie przypadają na krok lewą nogą.

      Nie wiem, czy taka była intencja tłumaczki, ale wyobraźcie sobie, jak takie coś musiałoby dekoncentrować osoby przyzwyczajone do marszu (domyślnie: Niemców z opowiadania)!

      Happy

      • Krzysztof z Gdańska pisze:

        Zwróciłem na to uwagę już dawno (28 lat temu) kiedy pierwszy raz przeczytałem opowiadanie. Jednak nie dotarło WTEDY do mnie, że to mogło być celowym zabiegiem tłumaczki Wink

        • Quackie pisze:

          Właśnie nie wiem, czy celowym. Gdyby jednak, byłby to swego rodzaju majstersztyk, i to schowany w treści opowiadania, bo przecież żadna z postaci (np. amerykańskich „twórców wierszyka”) nie tłumaczy zasady działania poza tym, że ma „doprowadzać do rytmicznej egzaltacji nerwowej”.

          Hmm. Zorientować się, czy tłumaczka jeszcze żyje… I skontaktować się z nią? Pondering

        • Quackie pisze:

          Otóż żyje. A co do kontaktu, zobaczymy.

  12. Wilma pisze:

    Dzień dobry,
    tekst przeczytam z uwagą, jak wrócę od fryzjerki. Póki co miłego dnia wszystkim i każdemu z osobna! Happy

    • Quackie pisze:

      Miłego układania koafiury! Wink1

      • Wilma pisze:

        Wróciłam, miałam tylko obcięcie bez układania. :D)

        Przeczytałam tekst. Puenta genialna i przezabawna Cóż… „Niemiecki język trudna język.” Uczyłam się go w gimnazjum, liceum i na studiach. Do dziś go nienawidzę. Disapproval

        • Quackie pisze:

          Uczyłem się niemieckiego właściwie tylko przez 6 tygodni podczas stypendium letniego w Austrii. Przepiękna, południowa wymowa, śpiewna i lekka, aż się chciało uczyć Delighted zupełnie inna niż „szczekający” Niemcy w polskich filmach i serialach wojennych (mógłbym się pokusić o analogię do tego, jak pewien znajomy Walijczyk mówił po angielsku). Mimo to niewiele pamiętam, podobnie jak z francuskiego – język nieużywany zanika, niestety. Worry

          • Bożena pisze:

            To tak jak z moim niemieckim, uczyłam się go dawno, ale nie miałam z nim styczności, więc niewiele w głowie zostało. Wink1

          • Wilma pisze:

            Pamiętam pierwsze zajęcia z lektoratu niemieckiego. Pani mgr przedstawiła nam się ładnie i rzekła w te słowa:
            „Przez najbliższe dwa lata będę Państwa uczyć tego pięknego języka.”
            Wszyscyśmy tam parsknęli śmiechem.
            A w liceum miałam taką panią od j. niemieckiego, która tak nas uczyła, że mówiliśmy na nią SSfrau. To były dwie najgorsze lekcje w tygodniu…. A kiedy jej nie było, składaliśmy ofiary bogom. W sensie szliśmy na piwo opić to szczęście niepojęte.
            Nie wiem teraz czy fakt, że nie znoszę tego języka to przypadkiem tej pani zasługa, czy może faktycznie nie lubię tej szorstkiej melodii niemieckich słów…

            • Quackie pisze:

              Ach, ileż zależy od wykładowcy 🙁

              W klasie mat-fiz, w czteroletnim liceum, miałem przez 4 lata pięcioro diametralnie różnych nauczycieli matematyki, ale jedną – znakomitą – polonistkę. No i poszedłem na studia polonistyczne.

            • Bożena pisze:

              Przypomniało mi się takie komiczne wydarzenie z lekcji niemieckiego. Mieliśmy odmieniać przez osoby czasowniki w czasie przyszłym. Byliśmy pytani po kolei, więc każdy sobie przygotowywał jakiś czasownik niemiecki. Traf chciał, że jaki sobie przygotowałam, to ktoś mi go „zabrał”. Spojrzałam do góry i wzrok padł na lampę. Lampa wisi, mam czasownik, wieszać… Kiedy przyszła moja kolej, zaczynam – Ich werde hängen…itd. Lektorka mi przerwała: „Co za czarne myśli! Czy pani wie co odmienia”? Więc mówię – ja będę wieszać, ty będziesz wieszać… Nie! Pani odmienia- ja będę wisieć, ty będziesz wisieć… Zapanowała ogólna wesołość już do końca lekcji 🙂

              • Quackie pisze:

                Oj. Czarny humor, ale niezłe Pleasure

                Ja z kolei próbowałem kiedyś odmieniać wyraz „zwischen” („pomiędzy”) jako czasownik, bo mi się forma skojarzyła z bezokolicznikiem, jak „gehen”, „machen” etc. Nauczycielka się popłakała ze śmiechu.

                • Bożena pisze:

                  Też dobre Happy

                • miral59 pisze:

                  Mój nauczyciel co prawda się nie popłakał, ale gdy na początku nie odrobiłam lekcji i zaczęłam odmieniać czasownik „sein” jako czasownik regularny, to o mały włos, aby się przewrócił Overjoy
                  Ale dzięki tej wpadce, do dziś pamiętam odmianę tego czasownika Happy-Grin

              • Wilma pisze:

                A’propos odmiany to tu dobrze pasowałoby pewne powiedzenie:
                Gdyby nie der die das Niemcy byliby z was! Delighted

        • Tetryk56 pisze:

          Kiedyś w miarę dobrze mówiłem po niemiecku (w sumie dobre parę lat nauki). Brzmienie tego języka nigdy mi się specjalnie nie podobało – do dnia, kiedy przeczytałem na głos w oryginale „Króla olch” Schillera!

        • miral59 pisze:

          Ja nawet lubiłam ten język Happy-Grin Uczyłam się go w liceum, a potem na studiach. Umiałam go lepiej niż teraz angielski…
          Gdy byliśmy na wycieczce szkolnej w NRD (Drezno i okolice), to służyłam jako tłumacz rówieśnikom z „angielskiej” klasy Happy-Grin
          Ale też fakt, że miałam dziadka, urodzonego w Galicji (Kraków), u którego niemiecki był językiem wykładowym i już od podstawówki musiał się nim posługiwać. Za używanie polskiego w szkole groziły kary…
          Jeszcze pierwszą klasę ogólniaka mi darował, ale już w drugiej, gdy się do niego z czymś zwracałam, słyszałam tylko „Ich verstehe nicht” I chcąc nie chcąc musiałam gadać po niemiecku Happy-Grin A to najlepszy sposób, żeby się nauczyć języka… bezpośredni kontakt.
          Co prawda teraz też mam bezpośredni kontakt, ale głowa już nie ta i wiek „trochę” bardziej zaawansowany. Nowe wyrazy nie wchodzą do głowy jak kiedyś… Sad
          A niemieckiego praktycznie zapomniałam. Od ponad 30 lat go nie używałam, to i wyleciał ze świstem… jedyne co pamiętam to „Ich habe vergessen” (zapomniałam) Wink Overjoy

  13. Krzysztof z Gdańska pisze:

    Dzień dobry

    W młodości czytałem to opowiadanie. Rymowanka bardzo mi się podobała, chociaż nie bardzo wyobrażałem sobie jak jej powtarzanie mogło by wywołać „natręctwo językowe” uniemożliwiające wykonywanie swoich obowiązków. Tak, czy inaczej potraktowałem wówczas opowiadanie jako ciekawą hipotezę i… zapomniałem o całej sprawie Wink

    Odnośnie maszerowania to mnie najlepiej się maszeruje w takt utworu „Pstrąg” F. Schuberta co jest o tyle ciekawe, że w/w kompozycję prezentuje się zwykle na salach koncertowych w pozycji „spocznij” Happy-Grin

    • Quackie pisze:

      Ha, do „Pstrąga” nie maszerowałem. Chyba trzeba by było przyspieszyć tempo?

      Zdarzyło mi się natomiast do melodii z filmu „Most na rzece Kwai”, co dość naturalne, bo to właśnie marsz.

      • Krzysztof z Gdańska pisze:

        Tempo faktycznie przyspieszam Delicious
        Natomiast zastanawia mnie jak łatwo można przerobić kompozycje naszych braci Niemców na rytm marszowy.
        Nawet piosenkę „Lili Marlene” używano w tym celu Amazed

        • Quackie pisze:

          A widzisz? (chociaż właściwie to „słyszysz”)

          Mnie tę skłonność uświadomiła Mama. Mieliśmy ubaw zwłaszcza podczas turniejów Eurowizji, gdzie każdą, literalnie każdą piosenkę niemiecką, napisaną w myśl kanonów muzyki lekkiej, łatwej, przyjemnej i popularnej, można było bez problemu zaśpiewać/ zanucić jako marsza 🙂

  14. Ultra pisze:

    Przekład Tetryka najlepszy do wystukiwania rytmu i podkreślenia absurdu rymowanki.
    Dociekliwość Quackiego godna podziwu i szacunku.
    Serdeczności!

  15. Quackie pisze:

    Dla porządku, jakby się kto pytał, to poranne bieganie mam już za sobą.

  16. Wiedźma pisze:

    Dzień dobry Hi Usmażyłam 24 naleśniki, mogą być : z
    – z twarożkiem truskawkowym
    – z konfiturą morelową
    – z szynką pod ostrym serem 🙂

    Zapraszam chętnych Delicious

  17. Gimi**** pisze:

    Dzień dobry;-)
    Podobno przekłady jak kobiety: wierne nie są piękne, a piękne nie są wierne;-)

    • Quackie pisze:

      Czasem się nie da „wiernie”. Wtedy trzeba, jak napisałem wyżej, „ekwiwalentnie”. A „pięknie” powinno być zawsze, chyba że oryginał naumyślnie zgrzyta i obrzydza.

      • Gimi**** pisze:

        Jak oryginał taki zgrzytający, to lepiej może nie tłumaczyć?
        Wiadomo, że nie wystarczy znać znaczenia słów, żeby być tłumaczem, albo inaczej żeby to tłumaczenie ktoś chciał jeszcze później czytać;-)

        • Quackie pisze:

          O ile mi wiadomo, tłumacz musi bardzo dobrze znać język, NA KTÓRY tłumaczy. Źródłowy oczywiście też, ale niekoniecznie tak dobrze. Myśl oryginału można zrozumieć, szkopuł w tym, jak ją potem wyrazić w przekładzie.

          A zgrzytające oryginały też bywają zabawne… Happy

  18. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin

    • Quackie pisze:

      Dzień dobry! Z tej strony Internetu śnieg sypie coraz mocniej, a jak u Was?

      Tutaj już robią się takie nawisy nad rynnami:

      • Bożena pisze:

        U mnie już po śniegu, znów szaro…

      • miral59 pisze:

        U nas wczoraj też padało, ale na mokro. Deszcz przez cały dzień Weary O śniegu to nawet nie słychać, za to w nocy słychać (i widać) było burzę z piorunami… ale tutaj to się zdarza dość często, więc niespodzianki nie było Happy-Grin

        • Quackie pisze:

          Ohoho, burza z piorunami! O tej porze roku! Tutaj to mogłaby być najwyżej śnieżyca z piorunami. Raz przeżyłem taką na autostradzie w Niemczech i wolałbym nie powtarzać doświadczenia.

          • Bożena pisze:

            Ja nie pamiętam takiego zdarzenia o tej porze roku, ale może pamięć już nie ta…? Thinking

            • Quackie pisze:

              Ja w Polsce też nie kojarzę. Tamto było w Bawarii, w okolicach Norymbergi.

              • Gimi**** pisze:

                A ja pamiętam. Jakieś 8-9 lat temu, pamiętam dokładnie bo wtedy dojeżdżałam do pracy 80 km i w tej burzy śnieżnej z piorunami przyszło mi jechać! Kilkanaście kilometrów przez las. A ile drzew wtedy połamało. Niesamowite widoki, gdyby to nie było tak straszne, to byłoby naprawdę piękne widowisko!

                • Quackie pisze:

                  Myśmy też jechali przez las, z tym że autostrada, wiadomo, jest szeroka, nie to co zwykła droga przez las, ale po nawierzchni też prało pourywanymi gałęziami, tyle że większość jednak zatrzymywała się na poboczu/ listwach energochłonnych. No i ta nawierzchnia, która zmieniała się w ciągu minut z mokrego asfaltu w lodowo-śnieżną kaszę… Ale z drugiej strony padający śnieg rozpraszał błyskawice, więc ćwierć albo pół nieba robiło się na ułamek sekundy ostro seledynowe albo jasnofioletowe. No i też przerażenie łączyło się z podziwem. Najgorsze, że połowa ludzi postanowiła stanąć na poboczu albo wręcz na pasie jazdy i przeczekać, a druga połowa – przyśpieszyć, żeby jak najszybciej wyjechać z burzy (w tym i my, bo czekało nas jeszcze kilkaset km jazdy), więc tylko czekaliśmy, aż ktoś z przyśpieszających zderzy się ze stojącym. Na szczęście nic podobnego się nie stało.

                • miral59 pisze:

                  Ale nic Ci się nie stało, więc możesz to wspominać jako piękne widowisko Delighted Czyż nie, Gimi? Pleasure

          • miral59 pisze:

            Różnie to bywa… czasami śnieżyca, a czasami deszcz. Z piorunami Happy-Grin Pamiętam, że gdy pierwszy raz zobaczyłam, to myślałam, że padnę Amazed Bo tak jak Bożenka, nie pamiętałam z Polski takiego przypadku. Oczywiście mam na myśli miesiące zimowe i śnieżyce z piorunami. Bo letnie, czy wiosenne burze, to normalka Happy-Grin
            Do tych zimowych też się można przyzwyczaić Wink Delighted

            • miral59 pisze:

              Dziś Tom Skilling opowiadał w WGN-TV (taka amerykańska stacja), że sezon na tornada rozpoczęty. Nie jest to miła wiadomość, bo wiadomo co to znaczy… wiele osób straci domy, a kilka nawet życie Sad
              Nie pisałam jeszcze o Tomie, a to na prawdę fajny facet. Przepowiada nie tylko pogodę (i zwykle się sprawdza… tak w 90%), ale też opowiada różne ciekawostki pogodowe i nie tylko pogodowe. Dziś mówił o dziewczynie, którą tornado zastało w samochodzie. Może nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że była w samochodzie z malutkim dzieckiem (może dwumiesięcznym) i na jej samochód spadły aż dwa drzewa, wyrwane przez tornado. Pokazał zdjęcia Amazed Cały tył samochodu zmiażdżony. Przód też, ale głównie maska samochodu. Miejsce gdzie była dziewczyna osłaniająca dziecko, pozostało nietknięte Pleasure Samochód do kasacji, ale matce i dziecku nic się nie stało. To się nazywa szczęście Happy
              Mój małżonek był kiedyś w domu tego Toma. Mówił, że rzadko się spotyka, żeby ktoś miał tak czysto. Dosłownie „wylizane” Wink I to jest znamienne dla osób homoseksualnych. Szczególnie panów. Są pedantami. Bo panie, to najczęściej straszne bałaganiary Overjoy I nie wiem dlaczego?
              Tom jest szefem meteorologów w swojej stacji. Jest też uznanym meteorologiem, jednym z najlepszych w USA. Pisze książki, prowadzi wykłady… to autentycznie bardzo mądry facet. Lubię go oglądać, bo o każdej rzeczy opowiada ciekawie i z pasją Happy-Grin

              • Quackie pisze:

                Niebywałe, że nic jej się nie stało. Ale jednak się zdarza!

                Z tym że jednak lepiej podczas tornada być w schronie niż w aucie, nie ma co liczyć na takie cuda.

                • miral59 pisze:

                  Na pewno lepiej być w schronie, a przynajmniej w jakimś solidnym budynku, ale jak Cię złapie gdzieś na trasie, to nie masz wyboru. Tej dziewczynie się udało, chociaż mogło się skończyć tragicznie…

  19. Max pisze:

    Oczywiście powinno się znać język na który się tłumaczy , ale również zwroty , powiedzonka i całą resztę ludowego języka . Ludowego , bowiem język literacki przez swoją poprawność , nie zawsze wiernie opisuje wydarzenia . Jako przykład niech posłuży odpowiedz na pytanie : co pan sądzi o migracji etnicznej w ujęciu socjologiczno – marenistycznym ? ” W konkretnym idenferentyzmie każda ,chociażby minimalna inteligencja agralimująca abstrakcyjne orbity idealizmu egzakieruje się , a modyfikując frekwencję za pomocą klerykalnych prolikronizmów – jest kakofonią społecznych perkusji libretto Cięzka sprawa jak widać , ale tak już jest z zawiłościami języka …. Tears

  20. miral59 pisze:

    Miło się gada, ale czas się zbierać do pracy Sad
    Miłego popołudnia życzę Delighted

  21. panmodry pisze:

    Świetny tekst. Muszę zapytać niemieckich znajomych.
    Pozdrawiam Autora i innych Wyspiarzy

    • Quackie pisze:

      Dzień dobry. Gdybyś dostał odpowiedź, chętnie się z nią zapoznamy na Wyspie 🙂 Również pozdrawiam!

  22. Rena pisze:

    O jakie ciekawe. Nie było mnie wczoraj tutaj ,dzis z opóżieniem ale pracowicie przeczytałam wszystko – notkę i wszystkie dyskusje.
    Nie jestem znawcą bo z czterech języków jakich się uczyłam każdego znam troszkę.Nic perfekt.
    Co do tłumaczeń – nie zgadzam się koniecznie z Quackie, że Niemcy nie tłumaczyli tego opowiadania bo im się wydżwięk nie podobał. Raczej – było to dla tłumacza za trudne. Myśłę . Tacy szowiniści to oni nie są … Mają w końcy masę rzeczy przetłumaczonych ,gdzie nikt dobre o Niemcach nie pisze.
    Ciekawe jakby to brzmiało po niederlandzku, znaczy głupi wierszyk.,marszowy Happy-Grin O nie – nie podejmuję się tłumaczyć – taka amitna nie jestem – poza tym żadnego języka nie znam dobrze Wink
    Wiem jedno – nigdy nie należy tłumaczyć dowcipów ,bo to se ne da…

    • Quackie pisze:

      Nooo, co do dowcipów, to nie wszystkie się da, ale część tak. Poza tym część funkcjonuje równolegle w różnych językach. Fakt, że nie są to dowcipy opierające się na grze słów, ale takie też można przełożyć z pewną wiernością. Na zasadzie równoważności.

      • miral59 pisze:

        Dowcipy tłumaczone nie są już takie śmieszne. Wiem to z doświadczenia. Podteksty, czy gra słów to nie jest to, co dobrze brzmi w innym języku. Weary
        Swojego czasu mój syn zrobił furorę w pracy, bo opowiedział część dowcipów polegających na grze słów. Jak je dosłownie przetłumaczył, to dwujęzyczni leżeli na ziemi, ale Amerykanie nie do końca wiedzieli o co chodzi. Bo taki „after birds”, czyli nasze „po ptakach”, Polakowi jest znane, ale Amerykanie nie wiedzą o co chodzi Happy-Grin Takich powiedzonek była cała masa, ale nie chce mi się tego wszystkiego pisać. Wink

  23. Tetryk56 pisze:

    Vulpian de Noulancourt zasugerował mi, ze trafił na ślad niemieckiej translacji Twonka:
    http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.isfdb.org/cgi-bin/pl.cgi?401792+f
    Opowiadanie „The Twonk” ma tam być na str. 21; jaki był tytuł oryginału Chociaż mu się nie przelewa?

    • Quackie pisze:

      Znalazłem ten periodyk 🙂 niestety – tytuł angielskiego oryginału to „Nothing But Gingerbread Left” i tego nie byłem w stanie odszukać w żadnej bibliografii. Inne opowiadania, przełożone również na polski i wydane w tym samym zbiorze („Twonk. Opowiadania”) – owszem, są.

    • Quackie pisze:

      A propos, Tetryku, zerknij proszę na pocztę.

  24. Quackie pisze:

    Na marginesie chciałem nadmienić, że jak komuś nie przeszkadza czytanie z ekranu, to można znaleźć opowiadania z tego tomiku w pewnej bibliotece. W pliku. Zaryzykowałbym nawet przypuszczenie, że ta biblioteka znajduje się na Madagaskarze.

  25. Quackie pisze:

    Dobranocka

    Dzisiaj króciutko, i Richard Bona, który jakiś czas temu się pokazał, w utworze „Nu Sango”, zamykającym album „Tiki”. Gitara i głos(y), więc i cudna harmonia przez chwilę jest. Nb. czy tylko ja słyszę tu melodię Czesława Niemena do piosenki „Mimozami jesień się zaczyna”?

    Snów raczej letnich niż jesiennych wszakże!

  26. Wiedźma pisze:

    Dobranoc Kochani….

  27. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Mroźny dzień wstaje, a śniegu ani na lekarstwo…

  28. Jo. pisze:

    …bry
    Jutro biorę wolne. A dziś jeszcze trzeba się sprężyć.
    To co? Kawka? Herbatka?
    expresso Kawa1 PofCooks Roll

  29. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Wieczorem pokażę wam Pieski – już są. Delighted

  30. Quackie pisze:

    Dzień dobry! Dzisiaj robota, bieganie, a potem robota, a potem bieganie. Innymi słowy dla odmiany pracowity dzień.

  31. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    Ciekawa jestem tych Ukratkowych piesków…

  32. Quackie pisze:

    Dzień dobry po raz kolejny, w przerwie między kolejnym bieganiem a kolejną robotą. Tak to już jest, że jak się robi jedno, to drugie i kolejne się nawarstwia.

    Weary

  33. Jo. pisze:

    Przeżyłam.
    Teraz muszę odpocząć.

  34. Tetryk56 pisze:

    Dotarłem do domu. Pieski zostały uzupełnione i upublicznione.

  35. Bożena pisze:

    Tutaj się pożegnam, bo nowe piętro takie młode… GoodNight lulu

  36. Quackie pisze:

    Dobranocka tutaj.

    Dzisiaj dawka przyzwoitego pop-rocka z drugiej połowy lat 80′. Grupa T’Pau i „China in Your Hand”. Początek delikatny, potem nabiera mocy. Melodyjne i charakterystyczne. Jeżeli nawet środek nie do snu, to początek i koniec bardziej.

    Snów od początku do końca szczęśliwych!

  37. Wiedźma pisze:

    Dobranoc i dziś. Mroźna noc się zapowiada, więc pod ciepłe kołderki się chowajmy

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[+] Zaazulki ;)