Ten tekst ma już ładnych parę lat. Powstał dawno, dawno temu, myślę, że w okolicach roku 1990-1991 (więc można by go zaklasyfikować jako juwenilia), w ramach korespondencji z pewną przyjaciółką. Wydaje mi się, że opublikowałem go na Wyspie Dnia Poprzedniego i na pewno Sami-Wiecie-Gdzie. Całość nie wytrzymała próby czasu – musiałem część przeredagować, żeby to się nadawało do publikacji.
____________________
THE KINGDOM OF BALANGA
(1988-1989 – People Republic of Ubavu)
Historia
Królestwo Balangi jest niewielkim państwem położonym w środkowo-zachodniej Afryce. Jego historia jest niezbyt skomplikowana – w 1857 roku odkryte zostały przez podróżnika brytyjskiego Owena Ballantine’a ziemie największych plemion – Alpaga i Hara. Nie było to trudne – plemiona te składały się głównie z koczowników specjalizujących się w hodowli bydła rogatego; zamieszkiwały one żyzne sawanny, przez które bez problemu można było przeprowadzić nie tylko ekspedycję odkrywczą, ale całe karawany kupieckie. O wiele trudniejsze, górskie i gęsto zalesione tereny, leżące na północy kraju, spenetrował dopiero niemiecki podróżnik Friedrich Jaegermeister w latach 1910-1913, w okresie niemieckiej dominacji na tych terenach. Odkrył on tajemnicze plemię Pigmejów Borygo, zamieszkujące górne partie pasma górskiego Pink Elephant Ridge. Jaegermeister nie mógł nadać temu pasmu nowej nazwy – figurowała ona na mapach już od blisko półwiecza, zdobył jednak najwyższy szczyt pasma i nadał mu nazwę Katzenjammerspitz na cześć swojego teścia, który – jako bogaty kupiec hamburski i wpływowy pruski polityk – dopomógł mu w organizacji i sfinansowaniu wyprawy.
Niedługo po zakończeniu I Wojny Światowej postanowieniem Traktatu Wersalskiego, a ściślej jego mało znanej części, zwanej Aneksem z Cognac, na terytorium Balangi powołany został przez Wielką Brytanię protektorat pod nazwą Królestwa Balangi, z miejscowym kacykiem jako królem, a brytyjskim ambasadorem jako wicekrólem. Człowiek ten – Sir Humphrey Beefeater, noszący tytuł Duke Of Glenfiddich, zapisał się na kartach historii Balangi wprowadzeniem nie tylko miejscowej odmiany apartheidu, zwanej Black&White, ale również zwyczaju picia alkoholu z lodem. Do dzisiaj rezydencja, w której kwaterował Sir Humphrey, a w której mieści się obecnie Muzeum Kolonialnej Historii Balangi, nosi nazwę „On the Rocks”.
Ze względu na związki z Wielką Brytanią Balanga przystąpiła do II Wojny Światowej po stronie Aliantów. Żołnierze balangijscy brali udział w zdobywaniu Monte Cassino, i niestety polegli wszyscy w walce o wzgórze Benedictine. Inny ich oddział z powodzeniem uczestniczył w inwazji w Normandii i wsławił się podczas walk o Calvados – miejscowość w Bretanii o strategicznym znaczeniu. Zdobycie jej otworzyło dywizjom amerykańskim drogę do zdobycia Paryża i wyzwolenia reszty Francji.
Po wojnie Balanga stosunkowo szybko pozbyła się zależności od Wielkiej Brytanii. Oficjalną stolicą kraju została Biba, pełniąca tę funkcję po dziś dzień. Utrzymany został ustrój kraju – monarchia dynastyczna; obecnie Balangą rządzi kacyk Pee Jack IV. Religia wyznawana przez ok. 95% Balangijczyków nosi nazwę voodoo (w uproszczonej transkrypcji wg Jana Czeczota – wódu). Ok. 3% ludności to nawróceni przez włoskich misjonarzy katolicy, a niepijąca mniejszość – pozostałe 2% – mahometanie. Ich stosunkowo niewielka ilość tłumaczy się bardzo już na tych terenach słabym wpływem derwiszów podczas powstania Mahdiego oraz małą popularnością islamu – głównie ze względu na obostrzenia dotyczące spożywania alkoholu. Struktura zatrudnienia jest bardzo prosta i zrównoważona: 50% tubylców zajmuje się szamaństwem (zwanym także zagrychownictwem), podczas gdy pozostałe 50 % to bimbrownicy (lokalna nazwa producentów alkoholu). Podstawowe produkty, eksportowane przez Balangę do wszystkich krajów Afryki i części krajów świata, to wódka z prosa, likiery: kokosowy, bananowy i daktylowy oraz słynne wina z winnic Kvassa. Plagą są pustoszące zbiory prosa i daktyli białe myszy, które naukowcy brytyjscy zaklasyfikowali jako gatunek endemiczny mus alba balangii.
Z nowszych dziejów Balangi na uwagę zasługuje burzliwy epizod rewolucyjny lat 1988-1989, kiedy to pułkownik Smirnoff, były rezydent GRU w Balandze, postanowił obalić panującego kacyka podczas jego nieobecności, spowodowanej wizytą w Tuborgu – rezydencji króla Grenlandii Hakana VII. Przy pomocy tajnej policji V.S.O.P. (Very Secret Offensive Police) Smirnoff przejął kontrolę nad większością prywatnych gorzelni, stacją radiowo-telewizyjną i pałacem królewskim (w tej kolejności). Zmieniwszy nazwę kraju na People Republic of Ubavu i przyjąwszy tytuł Generalissimusa Napoleona, Smirnoff zaczął zagarniać olbrzymie wpływy z eksportu Balangi, co doprowadziło w końcu do upadku jego reżimu. Olbrzymia dysproporcja pomiędzy gigalitrami eksportowanych trunków, a znikomym strumyczkiem trafiającym na rynek wewnętrzny, doprowadziła do wrzenia społecznego i rozruchów, w których szczytowej fazie V.S.O.P. porzuciło swego zagranicznego mocodawcę i przyłączyło się do zbuntowanych tłumów. Szef V.S.O.P., major Jack „Bourbon” Daniels, po szczerej rozmowie z Pee Jackiem IV został zwolniony z pełnienia obowiązków i upieczony jako główne danie na Ucztę Zwycięstwa. Jego funkcję przejął wierny monarchii kapitan Gordon „Dry” Gin.
Współczesność
Królestwo Balangi ma się nieźle i w obecnym światowym układzie sił zajmuje wygodną, neutralną pozycję. Ostatnio jedną z większych państwowych gorzelni wykupił szkocki koncern Slainte Mhath Ltd., co pozwoliło kacykowi na zakup nowego statku flagowego balangijskiej floty – niszczyciela rakietowego „Sea Gram”. Dwie z szesnastu oficjalnych żon kacyka powiły synów, co zapewnia dynastii ciągłość, a produkcja i eksport wciąż rosną.
Polskie Ministerstwo Handlu Zagranicznego w 1993 r. zainteresowało się balangijską ofertą eksportową; rozmowy dwustronne o ustalenie barterowej wymiany, w tym bezcłowego kontyngentu, mającego trafić na polski rynek nie przyniosły rezultatu ze względu na odmienność gustów Polaków i Balangijczyków (ci ostatni nb. nie mogli zrozumieć, jak powstaje Żubrówka i wyrazili opinię, że alkohol produkowany ze zwierząt kopytnych to nie jest dobry pomysł).
Za kadencji Aleksandra Kwaśniewskiego Kancelaria Prezydenta planowała wizytę w Balandze (w roku 2003), ale nagły atak tzw. wirusa filipińskiego w kraju docelowym sprawił, że w ostatniej chwili wyjazd odwołano. Krążyły plotki, że Prezydent jednak poleciał i nawet wylądował na Biba Duty Free Airport, ale oficerowie BORu widząc zasięg epidemii wymusili na pilotach ponowny start, zaledwie Kwaśniewski postawił stopę w otwartych drzwiach samolotu.
W roku 2005, w związku z rosnącą falą nielegalnego importu chińskich podróbek alkoholi do kraju i państw ościennych, w Balandze powołano Central Bureau of Alcohol. Jednak jego działalność nie przyniosła znaczących rezultatów, przede wszystkim ze względu na nikłą skuteczność agentów, którzy wykazali się niską odpornością podczas przeciągających się procedur organoleptycznego rozróżniania oryginałów od podróbek. Szef CBA, Milton Sparklingwater, twierdzi jednak, że powodem małej skuteczności Biura były regularne zatrucia ze względu na niską jakość produktów z Państwa Środka.
Balanga okazała się w ostatnich latach idealnym krajem dla polskich futbolistów, którzy regularnie bywają tu na zgrupowaniach, odbywając mecze sparingowe z miejscowymi piłkarzami FC Bar Ceylona, klubu założonego i po dziś dzień kierowanego przez lankijskich imigrantów, a sponsorowanego przez ich firmę – czołowy lokal w Bibie. Zgrupowania odbywają się pod czujną opieką działaczy PZPN, którzy w celu minimalizacji kosztów przelotu odbywają w Balandzie swoje walne zebrania w tym samym czasie, co zgrupowania zawodników.
Dalsze losy Królestwa będą przedmiotem naszej nieustającej uwagi, zwłaszcza w piątkowe wieczory. Long live Balanga!
________
Tekst chroniony prawem autorskim. Opublikowany na madagaskar08.pl ze zmianami w stos. do wersji wcześniejszych. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i przedruk tylko za zgodą autora.




Dzień dobry na nowym pięterku! Skoro karnawał, to trzeba się zorientować w zawartości barku i w razie braków – uzupełnić. Proponuję to zrobić w królestwie Balangi, bo to najodpowiedniejsze miejsce!
Super ! Podoba mi się całość, że szczególnym uwzględnieniem żubrówki ze zwierząt kopytnych
To mi się chyba nasunęło po przeróżnych opowieściach, z których wynikało, że alkohol da się upędzić właściwie ze wszystkiego 🙂 no i że przodują w tym Polacy.
Gratulacje za skojarzenia !
O RANY JAKIE PIĘKNE!
a mamy dziś w planach sporo spraw na mieście 
Całe szczęście, że nie mam prawa jazdy i prowadzi Piter, bo upojonam od samego czytania
A dziękuję. To miłe, że tekst się broni po ponad ćwierć wieku
Aha, może jeszcze uwaga bibliograficzna – w latach 1990-91 powstała pierwsza część tekstu, tutaj w rozdziale „Historia”. Rozdział „Współczesność” powstał, jak widać, ładnych kilka lat później 🙂
O matko – czuję się już od samego czytania upojona.. A ja mam tylko rum.. do herbaty rzecz jasna
Herbatka z prądem jest rewelacyjna, a od siebie mogę tylko dodać, że na nartach smakuje podwójnie 🙂
Piękna opowiastka

Tak się właśnie zastanawiałem, kto pierwszy otworzy jakąś flaszkę pod natchnieniem tego wpisu.
Tradycyjnie, po balangijsku: Na zdrowie!
Piękne opowiadanie, uśmiałam się… Na to konto warto otworzyć jakąś butelczynę. Zaznaczam, .że nie znam się na alkoholach…
Bourbon, całkiem całkiem. Znam takich, którzy uważają, że najlepiej wchodzi z colą, ale osobiście wolę tylko z lodem.
Nie piłam, jestem prawie abstynentką. Wczoraj w miłym towarzystwie wypiłam pół kieliszka AMARETTO VENEZIA. To było moje pierwsze „picie” chyba od dwóch lat
Otóż ja od tygodnia nie wziąłem alkoholu do ust, w związku z ograniczaniem kalorii (nie chcę nazywać tego dietą, bo nie stosuję się tak jak powinienem do ścisłego rozkładu). Może dlatego przyszedł mi do głowy wpis o Balandze, bo podświadomie mi się alkohol nasuwa?
No cóż, kalorie alkohol ma niczym cukier, ale i tak go czasem pijam 🙂
To prawda, trudno się oprzeć czasami.
Właśnie otworzyłam.
Wróciliśmy z drugiego dnia zakupów i mam na tyle dość, że ostatkiem sił wrzuciłam parmigianę do piekarnika i wstawiłam wodę na makaron. Dziś nie ma „polskiego niedzielnego obiadu”, ale mam nadzieję że rodzina to przeżyje.
Chamine. Bardzo przyjemne wino.
Włoskie, oczywiście? Trzeba będzie spróbować. Jakbyś jakieś zdjęcie etykiety jeszcze była uprzejma wrzucić…
Nein. Portugalskie. Bardzo neutralne, chociaż nie można powiedzieć, że bez wyrazu.
Ta. Etykiety wrzucić. Że może ja nie mówiłam, że nie umiem obrazków? Na priv Ci wyślę.
Dzięki i tutaj. Niestety real trochę mnie odciąga od Wyspy…
Jim Beam Black 6 years 0,7
Przedstawiciel rodziny JimBeam,który leżakuje w nowych opalanych beczkach przez 6 lat.Bourbon Jim Beam Black powstaje z mieszanki zbóż o zawartości kukurydzy na poziomie co najmniej 51% .Według Beverage Testing Institute otrzymał miano”wyjątkowego”.
Aromat dość lotny,słodki,waniliowy wyczuwalne suszone owoce.W smaku owocowo-dymny z tonami korzennymi..Finisz z bogactwem aromatów drzewnych i kontrolowaną słodyczą,zakończony przyjemną pieprznością i trwajacymi aromatami wisni w gorzkiej czekoladzie.
Tyle o tym winie.
Uuu, poważnie teraz.
To już dawno nie wino, to cięższy kaliber.
Burbon może być, nieodmiennie jednak koniaczki i brandy są najlepsze 🙂
No cóż, nie zawsze się znajdują pod ręką wszakże.
A skoro przy koniaku jesteśmy, należy wspomnieć pewnego Rumaka, który ten temat znał i lubił.
Ano i nie tylko z tym się kojarzył nasz Rumak !
No to jeszcze wieczorową porą – za Senatora!
Dzień dobry

Tym bardziej, że u nas jeszcze rano, a w planach mam jeżdżenie…
Upojne pięterko
Po wczorajszym gościu jakoś nie mam ochoty na coś mocniejszego
Jeszcze nie wiem gdzie pojedziemy (rekreacyjnie), ale na pewno na zakupy
A nie, to proszę studiować historię czysto teoretycznie!
Do końca słomianego wdowieństwa pozostało 60 minut… 59… 58…
Założyłeś falę?
Nie, odliczam w pamięci.
Witajcie!
Wy tu teoretyzujecie, a ja wczoraj praktykowałem – byłem na z wielkim rozmachem zorganizowanym jubileuszu 70-tych urodzin naszej przyjaciółki. Wydaje się, że Republika Balangi została przyjęta do UE, bo nigdzie nie zauważyłem granic ni celników
Hy, a może przyjaciółka mieszka w jakimś (dobrze zaopatrzonym) eksterytorialnym miejscu?
Eksterytorialne?
Bo ja bym była zainteresowana ewentualnie…
Tetryku, jak widzisz, Twój opis zabrzmiał bardzo atrakcyjnie!
To ja idę na dworzec po resztę rodziny. Dam znać, jak będę mógł.
No to pamiętaj Quackie ! Żadnego alkoholu przed wyruszeniem na dworzec ! Kobiety czasami wyczuwają na kilometr i będą kłopoty…
Nie, jako się rzekło, od tygodnia abstynencja. Masz rację z tym, że potrafią wyczuć – nie tylko w przestrzeni, ale i w czasie.
Nieśmiało zagadnę : a co to było PRZED tygodniem ??
Noo, pewne spotkanie towarzyskie, na którym całkowicie usatysfakcjonowałem swoje potrzeby alkoholowe. I nawet niespecjalnie miałem kaca na drugi dzień.
Zawsze myślałem , że Balanga , to jakiś zaprzyjazniony z Polską sąsiedni kraj , a tu proszę : Afryka i Królestwo Balanga ! Być może dla tego , że królestwo , to w szkołach słusznie minionego okresu, o tym królestwie nie było ani słowa . Przecież bym pamiętał . A samo słowo Balanga , kojarzone było z wydarzeniami prawie rewolucyjnymi , ale nigdy z afrykańskim królestwem . Np . podczas zabawy sylwestrowej w eleganckiej kawiarni , pod koniec imprezy znalazłem osobę z towarzystwa śpiącą w skrzyni z wapnem .(obok lokalu był remont) Mówił potem , że uratowałem mu po tej balandze życie , bo wapno nadgryzło mu trochę co nie co . Zatem na zdrowie Balango !!
Właśnie dlatego nie było słowa, że to królestwo, i to jeszcze pod imperialistycznym protektoratem brytyjskim! A ponieważ w miejsce feudalizmu nie wprowadzono tam jedynie słusznego ustroju, to tym bardziej trzeba było przemilczeć.
Na zdrowie!
Się z Państwem pożegnam. Jeśli nie będą mnie w nocy męczyć Duchy Dni (słusznie) Minionych to postaram się rano podać kawę.

Tymczasem dobrej nocy.
Spokojnej!
Również i ja powiem wszystkim dobranoc i idę pod kordełkę
Spokojnej także!
dobranoc i bez duchów dni słusznie minionych
Chociaż tu wesoło z powodu Balangi. Moja prywatna balanga karciana skończyła się jak zwykle. Teraz dopijam wino. Haus wino. Jakieś takie bele jakie i oglądam dramat hindusko niemiecki . Jesu – jakie ludzie mają dramty – ci w tym filmie.
No to ja się też pożegnam bo cóz – wieczór filmowy teraz mam…
Miłego oglądania.
Czy w dramacie też co 15 minut tańczą i śpiewają, jak w bollywoodzkim filmie?
a jeszcze do tego
na dobranoc 
Na zdrówko!
Dobranocka.
Ballada na głos męski i to jaki – Toma Waitsa (nieco młodszego). „San Diego Serenade”. Melodia nieskomplikowana, ale całość przemawia. Spokojne, nie nudne. Wszystko.
Snów prostych a szczęśliwych.
Głos spokojny i nieco tęskny na dobranoc….
Na poranną lekturę chciałbym zwrócić uwagę na nowy wpis Missjonash. Niestety, nie wiąże się on – a przynajmniej nie wiąże się pozytywnie – z omawianą tu krainą…
Przeczytałam wpis Missjonach. Bez komentarza.
Dobranoc – trzeba odespać 🙂
No to śpiochy dzisiejsze i nie tylko – lampka na długą spokojną noc
Dzień dobru
Nareszcie poniedziałek, nowy dzień, nowy tydzień. 
Dzień dobry w poniedziałek.
Witajcie!
Nic to, że szaro i powietrze gęste! Wiosna coraz bliżej!
Śniadanie podano:

Jeszcze kwadrans muszę wytrzymać bez śniadania [gdybym codziennie jadł śniadanie 15 minut wcześniej to dość szybko jadłbym to śniadanie na kolację]
Znam to.
ale niech się ekspresik grzeje.
Ja muszę czekać do 10.00
Z ekspresika chętnie skorzystam i kawki się napiję
I ja filiżankę podstawiam.
Miałem taki okres w życiu, że śniadanie jadłem dopiero w pracy. I wtedy pora też się przesuwała, tyle, że na coraz późniejszą. Gdy doszedłem do ok. 14-tej, postanowiłem nie wychodzić z domu bez śniadania i tego się trzymam do dziś.
Ja teoretycznie też tak miałam, ale teraz muszę się zmieścić w 8godzinnym oknie jedzeniowym. Więc jeśli zjem za wcześnie śniadanie, to kolacja mi wypada w porze obiadu. Trochę głupio, zwłaszcza że chłopaki jedzą normalnie.
Na podstawie powyższego wpisu można wyciągnąć wniosek, że przesunąłeś śniadanie na godzinę 14stą i dopiero wtedy wychodzisz z domu do pracy.
Dzień dobry. Jeszcze trochę nieprzytomny-m, ale mam nadzieję, że to zaraz ustąpi.
Quackie, dobry jest Twój wpis! Przypomniał mi, że mam jeszcze kilka ważnych wydarzeń do opicia. 😉
A jeśli chodzi o piłkarzy to mnie interesuje tylko jedna drużyna Bayern Monachium. Z góry mówię dlaczego. Jest tam Neuer… ♥
Wilmo, jeszcze jakiś czas i przestanie cię interesować Neuer, a zacznie der Neuste
Tetryku, rozumiem, że jego nazwisko do czegoś zobowiązuje, ale ja go uwielbiam za dobrą gre, niesamowie emocje – to oficjalna wersja, nie oficjalna-za piękne niebieskie oczy i za to, że chociaż ktoś znany jest w moim wieku. 😉
Ojej. Ale on zdaje się nie pije, albo pije w granicach przyzwoitości, bo gra dobrze (OIDP również w reprezentacji Niemiec)?
Tam Niemcy to nie mają głowy do picia. Manuel gra dobrze, bo ma też genialną intuicje, jako bramkarz.
Dzień dobry.
Szaro, buro, zimno, mokro….
Oby do wiosny;-)
Oby.
Za długa dla mnie ta nasza zima.
Zima jak nie zima, i jeszcze długa
no trudno, trzeba jakoś przełknąć tę żabę. I popić czymś dobrym na pociechę.
Oj nie. Z kuchni francuskiej to ja raczej warzywa…
A ciasto francuskie? Np. quiche? 🙂
Hi hi quiche Lorraine, co ?
Również. Ze szpinakiem i/lub łososiem również niczego sobie 🙂
Tia… Tylko mi powiedz, gdzie można kupić normalne ciasto francuskie, odkąd Blikle przestał produkować?
Musiałbym zapytać w pattiserii nieopodal. Co prawda oni robią sami (a np. do bagietek sprowadzają specjalną mąkę z Francji, oczywiście bagietki NIE z francuskiego ciasta), ale może wiedzą też, gdzie można dostać gotowe przyzwoitej jakości.
Wszędzie nafaszerowane po brzegi. Jak nie olej palmowy to dziesięć innych śmieci. A powinno być tylko masło, mąka i ocet.
Żaby będą dopiero wiosną:( W takim wypadku może zamiast żaby proponuję przełknąć jakąś krewetkę? a zapić czymś dobrym oczywiście nie zaszkodzi;-)
Krewetki bardzo chętnie, małżonka nawet czasem robi, duszone w piekarniku na maśle z czosnkiem. Palce lizać dosłownie i w przenośni.
A aglio-olio… Bossskie… Tylko nie z mrożonych.
A skąd ja Pani wezmę niemrożone? 🙁 A poza tym moje podniebienie nie ma nic przeciw mrożonym (z braku innych).
A ze sklepu. Można kupić gotowane.już w kilku miejscach widziałam.
To sprawdzę na hali targowej. Mają tam osobną (zapewne ze względu na zapachy), małą halę z rybami i owocami morza.
Ja się dziwiłam (i nieco żałowałam oczywiście), że we Włoszech krewetki są takie… inne. Słodkie. No i raz nie było mrożonych dużych, bo my kupujemy tiger, więc wzięliśmy ze stoiska rybnego w Piotr i Paweł, ale gotowane, czyli różowe, bo szarych, czyli surowych, trochę się bałam. No i okazało się, że (jak mawiają Włosi) it makes all the difference. Mrożona krewetka smakuje zupełnie inaczej, niż niemrożona. Osobiście polecam, bo o ile mrożonych nie mogłam jeść, to z tymi drugimi nie mam problemów, a smak jest nieporównanie lepszy.
(HALO! CZY JEST TU JAKIŚ IMPORTER KREWETEK? Barterek jakiś, albo co? Bo ja mogę jeszcze długo o tych krewetkach!)
Nie jem żadnych krewetek. Ani mrożonych, ani gotowanych… po prostu mi nie smakują
Kiedyś próbowałam i nie wiedziałam, czy mam wypluć, czy postarać się przełknąć. Wybrałam to pierwsze, bo się bałam, że pójdzie gładko w dwie strony…
A w restauracji, to tak nie za bardzo… Inni goście obżerali się i chwalili jakie to dobre. Absolutnie nie podzielałam tego zdania. Widocznie mam taki skrzywiony gust
Jedna z moich koleżanek powiedziała mi, że jakbym spróbowała to przełknąć i częściej jadała, to na pewno bym polubiła. Ale nie sądzę, że to działa w ten sposób 
No tak, też znam osoby, które jedzą naprawdę bez grymaszenia, a krewetek (i najczęściej innych owoców morza też) nie potrafią przełknąć.
Mój średni brat z kolei nie cierpiał w dzieciństwie żadnych potraw z roślin strączkowych – fasoli i grochu. Swoją drogą muszę go zapytać, czy dalej tak ma…
Nie zamieszczę listy rzeczy, których BB nie tknie. Za mało miejsca…
Ale przynajmniej wiesz, czego nie tknie. To już coś.
Fakt. Frutti di mare nie są moim ulubionymi potrawami. Małże, czy jakieś ostrygi napawają mnie wstrętem. Homary może bym i jadła… tak jak kiedyś jadłam raki. Do czasu gdy zobaczyłam jak się je przyrządza. Gdy pomyślałam co biedne cierpią, takie wrzucane żywcem do wrzątku, stanęły mi kością w gardle i od tamtej pory nie jadam
Wywar jest, ale tak ugotowaną cebulę wyrzucam 
Każdy lubi co innego… W zasadzie nie grymaszę i jem co jest. Ale niektórych rzeczy nie jadam i całe szczęście nie muszę 
Kiedyś nie jadłam flaków. Sama nazwa napawała mnie wstrętem. Teraz sama przyrządzam i jem bez żadnych problemów. Jedno co mnie odrzuca od dzieciństwa, to gotowana cebula. Nie potrafię opanować odruchu wymiotnego. Zjem surową, smażoną, marynowaną (taką ze śledzi), ale gotowanej nie przełknę. Niektóre zupy (szczególnie rosół) bez cebuli nie mają smaku. Dodaję, ale tak oplączę nitką, żeby nawet skrawek się nie oderwał
Są różne smaki i przysmaki
Ja też w zasadzie nie grymaszę i jem, co podadzą. Jedyną potrawą, do której się zraziłem – wspominałem już chyba o tym na Wyspie – jest zupa borówkowa. Kiedyś wyjątkowo paskudną przyrządziła moja Mama (jedna z jej bardzo nielicznych porażek kulinarnych, które można policzyć na palcach jednej dłoni), a ponieważ w domu panowała zasada, że na stole zostawia się pusty talerz, to musiałem zjeść całą tę zupę. Zdaje się, że po wszystkim zupa wróciła do natury w tempie przyspieszonym.
Dzień dobry. W kwestii śniadania. Kawa ,lufcik,papierosek a potem długo,długo nic. Gdzieś o dwunastej mi się przypomina, że trzeba zjeść.
Nie, nie głoduje – nie pracuje ,jestem podjadek nocny, precież muszę spalić to co w nocy zjem…
Wiem niezdrowy tryb życia – no cóż ALe lubie ten mój tryb.
Więc podstawiam filiżankę pod kawusię.
Mam podobnie (z jedzeniem) minus papierosek. Z rozsądku jem banana, żeby układ trawienny ruszył od rana. No i podjadanie wieczorne… Lepiej, żeby nie, chociaż oczywiście też ulegam.
Papierosek przed śniadaniem? Gdy paliłam, to było nie do pomyślenia! Papieros na pusty żołądek, to podwójna trucizna. Dlatego nauczyłam się jeść wcześnie śniadanie. Teraz już dawno nie palę, ale przyzwyczajenie śniadaniowe zostało. Jadam ok. 1,5 godz. po wstaniu.
Kiedyś też tak miałam. Mogłam jeść śniadanko wieczorem
I też było dobrze. Ale jak miałam problemy z tarczycą i musiałam brać tabletki rano po posiłku, tak się przyzwyczaiłam, że teraz jak nie zjem czegoś do 8 rano, to zaczyna mnie boleć głowa. Potem dochodzą skurcze żołądka i czuję się gorzej niż na kacu
Także codziennie rano wcinam śniadanko, nawet jak nie czuję głodu. Wolę to, niż potem się męczyć.
A co do wieczornego podjadania… jak siedzę dłużej w nocy (co jest nagminne) i poczuję się głodna, to jem jakiegoś owocka, których zawsze mamy w domu trochę. I tu też mój organizm sam wybrał taką metodę. Jeśli zjem coś konkretnego i pójdę spać z pełnym żołądkiem, to po pierwsze, obudzę się w nocy z silnym bólem brzucha (tak jakbym dostała kijem w okolice przepony), a po drugie mam koszmary i bardzo źle śpię. Także wiedząc co może być, unikam nieprzyjemnych konsekwencji
Dzień dobry !
Od rana o jedzonku ? Niedzielny obiad wywołał takie tęsknoty ?
Chyba ma to związek z porzuceniem papierosków….
Od jakiegoś czasu jadam śniadanka i nawet je polubiłam.
Ale kawy nie porzuciłam, choć zabieliła się mlekiem
A tu akurat mam odmienne preferencje – kawa tylko czarna. Chyba że rozpuszczalna, to z mlekiem.
Jak czarna to polecam to tylko z Afryki
Etiopia albo Kenia.
O np. tutaj są b.dobre (i nietanie) http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/mastroantonio.pl
Och, przecież wiesz, że ja tylko
A owszem , to też moja ulubiona konfiguracja 🙂 Albo czarne ziarenka albo bielona rozpuszczalna 🙂
Gratulacje w związku z porzuceniem!
Ja też, wiem jakie to trudne!
Tak? To ja znowu nietypowa jestem… 21 lat temu uznałam, że mi wszystko śmierdzi za bardzo i z dnia na dzień przestałam palić.

Ale jeśli to trudne, to absolutnie gratulacje!!!
Ja po prostu nigdy nie zacząłem, więc też nie wiem z własnego doświadczenia, ale parę osób z rodziny rzucało.
Mądry jesteś, że tego świństwa nie zacząłeś palić. Czytałam takie hasło: „Palisz, płacisz, zdrowie tracisz”.

No może, ale i tak całkiem lubiłam to zajęcie . Tylko zapach ( czyt. smrodek) mi przeszkadzał…
A rzucanie łatwe nie jest, oj nie ! I w dodatku ze skłonnościa do recydywy
Biedactwo
To tym bardziej gratuluję!
Ja sobie, odzwyczajając się, tak obrzydziłam sobie papierosy, że o żadnej recydywie nie było mowy
Dzień dobry
Dobry! Już możesz?
A co mogę?



Zaraz wychodzę do pracy
I jakoś wcale mnie to nie cieszy…
Słoneczko świeci i wolałabym gdzieś w chaszcze, poszukać ciekawych ptaszków
No, ale rachunki jakoś płacić trzeba, więc do tej pracy…
No, udać się spokojnie do królestwa balangi
albo Królestwa Balangi
bo poprzednio nie mogłaś 
Teraz, po pracy, już mogę
Także i sama nie jeżdżę…
Jaka oszczędność alkoholu!!!

Rano znowu musiałam jechać, a kierowców na „podwójnym gazie” nie trawię
Padam na dziób, więc Królestwo Balangi w pewnym skrócie, bo trudno balować jak się człowiek bez alkoholu przewraca
Chociaż może to i dobrze…
Właśnie też oszczędzam…
Moim zdaniem coś na „P” w życiu trzeba robić …. Każda istota ludzka ma własne , indywidualne upodobania , smaki i niesmaki , oraz mnóstwo innych indywidualnych cech , które trudno uogólnić . Mówi się o nałogu i o róznych sposobach pozbycia się tego . Piłem alkohol przy różnych okazjach , ale nigdy dla tego , że mi smakował . Paliłem papieros za papierosem , ale zmieniły się okoliczności i przestałem, bez żadnych podejmowanych zobowiązaniach . Aktualnie , jeśli nadarza się okazja – to też zapalę , ale nie tęsknie za tym . Dla porządku mam zawsze zapas zarówno alkoholi i papierosów, a jak nadarza się okazja , to korzystam z tych zapasów . Jest to moim zdaniem rezultat doświadczeń starego repa , który z niejednego pieca …itd.
Jak to było? „Alkohol pity w miarę nie szkodzi nawet w największych ilościach”
zresztą do innych aktywności tego typu też się to stosuje.
Z umiarem. Ten alkohol.
To moje ulubione motto
Coś na „P”? Z tego zostało mi tylko Przepraszać.
Pałaszować różne przysmaki!
O, to jeszcze jedno „P”
A widzisz? Nie tylko Przepraszanie!
” Pomoc ” , też na p . Kiedyś w zimowy wieczór , przy minus około 20 stopni , znalazłem się wraz z dwoma kolegami na rozjedzie tramwajowym przy placu Bankowym . Kilku robotników wymieniało zwrotnice . Czekaliśmy na taksówkę po kolacyjce w restauracji ” Saska ” . Ponieważ byliśmy oszczędni , to mieliśmy ze sobą, nie otworzona jeszcze butelkę Soplicy . Widząc znarznietą klasę robotniczą , wręczyłem jednemu z nich ten rarytas na rozgrzewkę . W życiu nie zapomnę ich radości z tego niecodziennego wydarzenia : gorzałka sama przyszła do potrzebujących , zmarzniętych ludzi …
Och! Cóż za szlachetny czyn!
Muszę się przyznać do czegoś po prawie 22 latach – otóż jak remontowano ulicę przed domkiem teściowej w Bydgoszczy (gdzie znajdowało się wówczas centrum operacyjne ds. naszego z małżonką ślubu), to robotnikom również przekazaliśmy podobny dar, tylko że chyba z pół skrzynki. Nie był to jednak altruizm, ale bardzo interesowny postępek – chodziło o to, żeby opóźnić pojawienie się dziewięciometrowej głębokości wykopów przed domkiem teściowej o parę dni, tak żeby zaczęli kopać już po ślubie, jak się goście rozjadą. Podziałało!
Rozsądny argument zawsze do człowieka przemówi
Tyle, że te „argumenty” niejednego człowieka wykończyły…
Też prawda.
Dobrze, że dało się to załatwić w ten sposób
Faktycznie taki dół/rów przed domem na pewno nie ułatwiłby życia gościom. Podejrzewam, że jak robotnicy wypili to wszystko (te pół skrzynki), to normalne, że prace zaczęły się później. Robotnicy musieli wytrzeźwieć i wyleczyć kaca…

No wiesz, jak, gdzie i w jakich okolicznościach zutylizowali tę wódkę, to już nie moja sprawa. Ale umowy dotrzymali!
Goście zresztą używali wódki oszczędnie – po weselu zostało jej tyle, że dawaliśmy wszystkim wyjeżdżającym po 1-2 butelki, a moi Rodzice dostali kilka i jeszcze ze 2 lata po weselu piliśmy znakomitą morelówkę, zrobioną przez nich właśnie na tej weselnej wódce.
Tych rzeczy na „p” jest znacznie więcej i niektóre są bardzo przyjemne
Wszystko zależy co sobie wybierzemy
Ja bym wybrała Podglądanie Ptaków
Bo to jest niezwykle przyjemne
Może też być podróże/podróżowanie 
Muszę się oddalić od kompa. To może potrwać nawet dłuższą chwilę…
Ja cały czas się oddalam na dłuższą chwilę, cały czas mam jakieś przeszkody…
A ja już jestem z powrotem. Na jak długo? Zobaczymy.
Zajęło mnie jeszcze jedno „P” – perswadowanie (komuś czegoś, niestety nie „do Waćpana”)
Ja w sprawie papierosów jeszcze. Być może mam – też na p. mam wrażenie ,że ja się urodziłam w paierosem w ustach. Mama nic na ten temat nie zeznała. Lubię zapach tytoniu, lubię palić. Ponieważ siebie nie wyobrażam bez paierosa to sobie tej ostatniej przyjemności na p nie odmówie .I już . Płuca nawet jak przestanę palić (co sobie nie wyobrażam) i tak się nie naprawią a brak nikotyny we krwi odbije się wyłącznie na moim zdrowiu ogólnym, tuszy, i moim bardzo kruchym systemie nerwowym.
Inna przyjemności na p ew. mogę ograniczyć albo z nich kompletnie zrezygnować bez cięzkich wyrzeczeń. Papieroski ew. mogę ilość ogranicyc dla czystego sumienia..SIę mi popisało sorry
Reno, jeszcze nie wiesz jak bardzo płucka mogą Cię odzwyczaić po papierosów i jak nieprzyjemnie to zrobią. Ale wcale Ci tego nie życzę, bowiem miło jest zaciągnąć się aż po pępek
Ja się nie urodziłam z papierosem w ustach, ale palaczem mimowolnym jestem od urodzenia. Mama nie paliła, ale swojego tatę nie pamiętam inaczej niż z papierosem. Palił nawet do 60 sztuk dziennie. Jak mówiła mama, chyba je zjadał
Kończył jednego i od razu brał drugiego i tak w kółko… Dorastałam w dymie… Sama palę od 43 lat i jakoś nie planuję przestać
Po prostu to lubię. Od zawsze wychodzę i w domu nie palę. Kiedyś ze względu na dzieci – nie chciałam, żeby były mimowolnymi palaczami, jak ja. Teraz też ze względu na dzieci, a właściwie syna, który nie znosi zapachu dymu. Nawet na podwórku trzyma się od palącej akurat mamy bardzo daleko i ciągle jędzoli, że ten dym na niego leci
Mąż nie pali i nigdy nie palił. Po prostu mu to nie smakowało. Córka też nie pali… jestem jedyna… Brat rzucił palenie kilka lat temu. Głównie pod wpływem swojej żony. Siostra i jej mąż palą… U męża rodzeństwo nigdy nawet nie próbowało… Także w zasadzie z dwóch rodzin (męża i mojej) tylko moja siostra z mężem palą i ja…
Idę zbierać siły. Jutro Madre przyjeżdża z wizytą. Trzydniową.
Karol, odwagi!!!
No…
Po pierwsze – czyli jednak przyjedzie, nie odwoła wizyty? Ze względu na NIEmożność wytłumaczenia chłopakom?
Po drugie – jeżeli można marzyć ZA kogoś, to ja marzę o sytuacji, w której pod koniec trzeciego dnia pytasz: „A może byś już tak pojechała? Dzisiaj nie przyjmuję gości…”
Takie pytania bardzo wskazane
He he
Wyjeżdża w czwartek. Po badaniach Filizofa.
A, widzisz – ja tak nie powiem. Bo jestem za kurturarna. Nie bendem sie zniżać.
Tylko że z Twoich relacji wynika, że inaczej nie trafi… Ale może i tak za późno?
Jo, zwyczajnie nie jesteś asertywna to i łatwo Ci na głowę wejść. A tak miło byłoby zobaczyć duuuże zdziwione oczy, ze jednak…. się odcięła.
Jestem, jestem.
Asertywna.
To nie tak, że zęby zaciskam bo ona przyjeżdża. Zła jestem nieco, ale przecież w dużej mierze ode mnie i mojego nastawienia zależy, jakie będzie to spotkanie. A ja uczę się brać na luz, bo wszelka przesada więcej człowieka kosztuje niż to warte.
Ja coś potem napiszę w Szkicach na ten temat. W piątek.
Dobranocka.
Dzisiaj egzotycznie. Japońska formacja Pizzicato Five, piosenka z 1991 r. – „Baby Love Child”. Delikatna, łagodna, oryginalna nie tylko ze względu na brzmienie, ale i instrumenty (Obój?), a jednocześnie z mocnym, rytmicznym podkładem. Jeszcze nie tak późno dzisiaj, to może przejdzie.
Snów egzotycznych również.
Po takiej dobranocce pewnie przyśni mi się Japonia… Piękny może być sen, więc już idę pod kordełkę

Spokojnej!
Spokojnej i pokrzepiającej.

Dobranoc
Idę spać, bo już późno, a jutro (u Was dziś) czeka mnie ciężki dzień
Gdyby mi się tak chciało, jak się nie chce, to chyba cały świat bym przebudowała


Żebyście wiedzieli jak mi się nie chce
Ale dość jędzolenia!!!
Miłego wtorkowania się życzę
Spokojnej nocy
Dzień dobry
Jedni kładą się do spania, inni wstają do działania 
Witajcie!
Miralka kolejny raz przypomniała nam, że Ziemia jest okrągła
Czasami jeden obraz mówi więcej, niż dziesięć słów
Kawa, kawunia!!!
Kawunia. Tak z cyklu: wstałam, teraz muszę się obudzić.
Dzień dobry! Narzekałem na szaroburą zimę za oknem, narzekałem… no i mam wszystko oprószone na biało.
Ten obraz, co mówi… Mi by się też przydał. Ustawiam się z filiżanką w kolejce. Co? Nie ma kolejki? Tym lepiej…
Dzień dobry:)
Gorąca herbatka i do pracy!
A jak świata nie zasypie to po południu do Warszawy.
Tutaj też popaduje coś białego…
Dzień dobry ! Poproszę choć trochę śniegu !! Żeby było na biało, a nie na buro
Czy to znaczy, że tym razem opady idą od wschodu? To może do Was też dotrą? Tutaj co i raz dosypuje więcej.
ja chętnie oddam cały śnieg jaki tu jest, w zamian może być odrobina słoneczka, ale nie musi, byleby ten śnieg zniknął….
Zasypało Cię?
Tu już przestało padać, ale napadało tyle, co kot napłakał…
niestety nie:(
ale sypie pięknie tak wolniutko, wielkie białe płatki, nic tylko zaparzyć herbaty, rozpalić w kominku i patrzeć przez okno… a tu praca, zimno, kaszel nie ustępuje, za moment jeszcze ta Warszawa, brrr
Może troszeczkę Cię pocieszy, że część tego śniegu na pewno idzie do nas, a gdyby tak wszystko spadło u Was?
Pocieszyć to mnie chyba może tylko nadejście wiosny.
No ewentualnie dobre winko do kolacji, ale przyznam szczerze, że chyba o wiosnę dziś łatwiej…
To się pociesz, że wiosna coraz bliżej i że przybyło już blisko 2 godz. dnia
Dobry! Aż tak to chyba nie zasypie?
Aż tak to pewnie nie, ale tak mi się nie chce jechać, że tak sobie marzę, że się jakaś wymówka trafi;-P
O matko… ja dziś też tak mam!
Chyba wykrakałam. Od dwóch godzin mamy śnieżycę, jesli tak posypie do rana to będzie nie mały problem.
A w stolicy i tak nie byłam 🙁
To pewnie ta, co u nas skończyła padać. Przeniosła się teraz do Was.
A u nas cały dzień drobniutko posypuje…
Właśnie znalazłem zdjęcie bardzo a propos aktualnego wpisu i pory dnia – u znajomej znajomego na Facebooku. Podpis pod zdjęciem: „…ale najpierw kawa!”
Idę sie zdrzemnąć. Godzinny wf jest dla małolatów
Jeszcze jedno słowo na p :” Przykład ” Ważne słowo bo jest w treści hymnu narodowego :” Dał nam Przykład Bonaparte jak zwyciężać mamy ” . Ale Bonaparte powiedział również : ” Państwa upadają , jeśli kobiety przejmują władzę w sferze publicznej . Dzisiaj w Warszawie spotkanie dwóch kobiet z rządowych sfer publicznych , czy kroi się jakiś upadek ??
Dzień dobry! Tylko nie wiem, czy sam Bonaparte jest tu najlepszym przykładem, mimo że w polskim hymnie: ostatecznie jego też wykończyła kobieta – św. Helena
A co do tych kobiet, które się spotykają, to obawiam się, że nie będzie żadnego przełomu ani upadku, każdy (każda!) zostanie przy swoim, jak sądzę. Może najwyżej kroczek w kierunku… przepaści? Upadku? Czy tylko poślizgnięcia się w historycznej gołoledzi i gwałtownego siadu na 4 litery?
Też tak uważam . Denerwuje mnie upór władzy w sprawie Nord- Stream 2 . Zamiast włączyć się do interesu , to na złość chcemy odmrozić sobie uszy . Nikt po tym nie uroni łezki . Dziwne zachowanie zwłaszcza , że wygasa umowa na eksploatację ziemnego ropociągu biegnącego przez Polskę do granicy Niemiec
Ale za to będziemy suwerenni i niezależni!
oj tam, nie jest ważne co powie pani premier. Wiadomo kto u nas rządzi, a kto jest atrapą.
Chciałem również nieśmiało nadmienić w związku ze zbliżaniem się liczby komentarzy do 200, że mam pomysł na następne pięterko, co prawda nie na beletrystykę, ale jednak.
Uważam oczywiście, że najlepszy jest płodozmian, więc jakby ktoś coś miał na myśli albo w zanadrzu, to proszę bardzo publikować, mój pomysł nie ucieknie.
Jestem za tym, żebyś swój pomysł wprowadził w czyn
Czy są sprzeciwy?
No, to chwilę zajmie (wprowadzenie pomysłu, nie sprzeciwy).
Już dzisiaj nie doczekam się nowego pięterka, bo na mnie czas. Tym bardziej że dzisiejszej nocy mało spałam. Spokojnej nocy wszystkim życzę
Spokojnej!
Nb. pięterko się pisze 😉
Dobranocka w takim razie.
Od czasu do czasu przychodzi kolej na poezję śpiewaną, konkretnie polską – i dzisiaj jest właśnie taki wieczór. Zespół Mikroklimat z klimatyczną bossanovą pod fascynującym tytułem „Niedogotowana manna” 🙂 Dość żwawa piosenka, ale jednocześnie na tyle spokojna, że w sam raz na dobranoc. Plus zabawy słowem, plus zabawy rytmem i harmonią na koniec. No i treść – o spaniu właśnie!
Snów raczej o sarnie i winie niż niedogotowanej mannie.
Dobranoc wszystkim!
Dobranoc!
To zapraszam – kto może, zaraz, kto nie, od rana – na nowe pięterko.
Zapalę lampkę bo czas najwyższy …
Dobranoc