« Leśmian w lutym :) Przekład, którego (chyba) nie było »

The Kingdom of Balanga

Ten tekst ma już ładnych parę lat. Powstał dawno, dawno temu, myślę, że w okolicach roku 1990-1991 (więc można by go zaklasyfikować jako juwenilia), w ramach korespondencji z pewną przyjaciółką. Wydaje mi się, że opublikowałem go na Wyspie Dnia Poprzedniego i na pewno Sami-Wiecie-Gdzie. Całość nie wytrzymała próby czasu – musiałem część przeredagować, żeby to się nadawało do publikacji.
____________________

THE KINGDOM OF BALANGA
(1988-1989 – People Republic of Ubavu)

Historia

Królestwo Balangi jest niewielkim państwem położonym w środkowo-zachodniej Afryce. Jego historia jest niezbyt skomplikowana – w 1857 roku odkryte zostały przez podróżnika brytyjskiego Owena Ballantine’a ziemie największych plemion – Alpaga i Hara. Nie było to trudne – plemiona te składały się głównie z koczowników specjalizujących się w hodowli bydła rogatego; zamieszkiwały one żyzne sawanny, przez które bez problemu można było przeprowadzić nie tylko ekspedycję odkrywczą, ale całe karawany kupieckie. O wiele trudniejsze, górskie i gęsto zalesione tereny, leżące na północy kraju, spenetrował dopiero niemiecki podróżnik Friedrich Jaegermeister w latach 1910-1913, w okresie niemieckiej dominacji na tych terenach. Odkrył on tajemnicze plemię Pigmejów Borygo, zamieszkujące górne partie pasma górskiego Pink Elephant Ridge. Jaegermeister nie mógł nadać temu pasmu nowej nazwy – figurowała ona na mapach już od blisko półwiecza, zdobył jednak najwyższy szczyt pasma i nadał mu nazwę Katzenjammerspitz na cześć swojego teścia, który – jako bogaty kupiec hamburski i wpływowy pruski polityk – dopomógł mu w organizacji i sfinansowaniu wyprawy.

Niedługo po zakończeniu I Wojny Światowej postanowieniem Traktatu Wersalskiego, a ściślej jego mało znanej części, zwanej Aneksem z Cognac, na terytorium Balangi powołany został przez Wielką Brytanię protektorat pod nazwą Królestwa Balangi, z miejscowym kacykiem jako królem, a brytyjskim ambasadorem jako wicekrólem. Człowiek ten – Sir Humphrey Beefeater, noszący tytuł Duke Of Glenfiddich, zapisał się na kartach historii Balangi wprowadzeniem nie tylko miejscowej odmiany apartheidu, zwanej Black&White, ale również zwyczaju picia alkoholu z lodem. Do dzisiaj rezydencja, w której kwaterował Sir Humphrey, a w której mieści się obecnie Muzeum Kolonialnej Historii Balangi, nosi nazwę „On the Rocks”.

Ze względu na związki z Wielką Brytanią Balanga przystąpiła do II Wojny Światowej po stronie Aliantów. Żołnierze balangijscy brali udział w zdobywaniu Monte Cassino, i niestety polegli wszyscy w walce o wzgórze Benedictine. Inny ich oddział z powodzeniem uczestniczył w inwazji w Normandii i wsławił się podczas walk o Calvados – miejscowość w Bretanii o strategicznym znaczeniu. Zdobycie jej otworzyło dywizjom amerykańskim drogę do zdobycia Paryża i wyzwolenia reszty Francji.

Po wojnie Balanga stosunkowo szybko pozbyła się zależności od Wielkiej Brytanii. Oficjalną stolicą kraju została Biba, pełniąca tę funkcję po dziś dzień. Utrzymany został ustrój kraju – monarchia dynastyczna; obecnie Balangą rządzi kacyk Pee Jack IV. Religia wyznawana przez ok. 95% Balangijczyków nosi nazwę voodoo (w uproszczonej transkrypcji wg Jana Czeczota – wódu). Ok. 3% ludności to nawróceni przez włoskich misjonarzy katolicy, a niepijąca mniejszość – pozostałe 2% – mahometanie. Ich stosunkowo niewielka ilość tłumaczy się bardzo już na tych terenach słabym wpływem derwiszów podczas powstania Mahdiego oraz małą popularnością islamu – głównie ze względu na obostrzenia dotyczące spożywania alkoholu. Struktura zatrudnienia jest bardzo prosta i zrównoważona: 50% tubylców zajmuje się szamaństwem (zwanym także zagrychownictwem), podczas gdy pozostałe 50 % to bimbrownicy (lokalna nazwa producentów alkoholu). Podstawowe produkty, eksportowane przez Balangę do wszystkich krajów Afryki i części krajów świata, to wódka z prosa, likiery: kokosowy, bananowy i daktylowy oraz słynne wina z winnic Kvassa. Plagą są pustoszące zbiory prosa i daktyli białe myszy, które naukowcy brytyjscy zaklasyfikowali jako gatunek endemiczny mus alba balangii.

Z nowszych dziejów Balangi na uwagę zasługuje burzliwy epizod rewolucyjny lat 1988-1989, kiedy to pułkownik Smirnoff, były rezydent GRU w Balandze, postanowił obalić panującego kacyka podczas jego nieobecności, spowodowanej wizytą w Tuborgu – rezydencji króla Grenlandii Hakana VII. Przy pomocy tajnej policji V.S.O.P. (Very Secret Offensive Police) Smirnoff przejął kontrolę nad większością prywatnych gorzelni, stacją radiowo-telewizyjną i pałacem królewskim (w tej kolejności). Zmieniwszy nazwę kraju na People Republic of Ubavu i przyjąwszy tytuł Generalissimusa Napoleona, Smirnoff zaczął zagarniać olbrzymie wpływy z eksportu Balangi, co doprowadziło w końcu do upadku jego reżimu. Olbrzymia dysproporcja pomiędzy gigalitrami eksportowanych trunków, a znikomym strumyczkiem trafiającym na rynek wewnętrzny, doprowadziła do wrzenia społecznego i rozruchów, w których szczytowej fazie V.S.O.P. porzuciło swego zagranicznego mocodawcę i przyłączyło się do zbuntowanych tłumów. Szef V.S.O.P., major Jack „Bourbon” Daniels, po szczerej rozmowie z Pee Jackiem IV został zwolniony z pełnienia obowiązków i upieczony jako główne danie na Ucztę Zwycięstwa. Jego funkcję przejął wierny monarchii kapitan Gordon „Dry” Gin.

Współczesność

Królestwo Balangi ma się nieźle i w obecnym światowym układzie sił zajmuje wygodną, neutralną pozycję. Ostatnio jedną z większych państwowych gorzelni wykupił szkocki koncern Slainte Mhath Ltd., co pozwoliło kacykowi na zakup nowego statku flagowego balangijskiej floty – niszczyciela rakietowego „Sea Gram”. Dwie z szesnastu oficjalnych żon kacyka powiły synów, co zapewnia dynastii ciągłość, a produkcja i eksport wciąż rosną.

Polskie Ministerstwo Handlu Zagranicznego w 1993 r. zainteresowało się balangijską ofertą eksportową; rozmowy dwustronne o ustalenie barterowej wymiany, w tym bezcłowego kontyngentu, mającego trafić na polski rynek nie przyniosły rezultatu ze względu na odmienność gustów Polaków i Balangijczyków (ci ostatni nb. nie mogli zrozumieć, jak powstaje Żubrówka i wyrazili opinię, że alkohol produkowany ze zwierząt kopytnych to nie jest dobry pomysł).

Za kadencji Aleksandra Kwaśniewskiego Kancelaria Prezydenta planowała wizytę w Balandze (w roku 2003), ale nagły atak tzw. wirusa filipińskiego w kraju docelowym sprawił, że w ostatniej chwili wyjazd odwołano. Krążyły plotki, że Prezydent jednak poleciał i nawet wylądował na Biba Duty Free Airport, ale oficerowie BORu widząc zasięg epidemii wymusili na pilotach ponowny start, zaledwie Kwaśniewski postawił stopę w otwartych drzwiach samolotu.

W roku 2005, w związku z rosnącą falą nielegalnego importu chińskich podróbek alkoholi do kraju i państw ościennych, w Balandze powołano Central Bureau of Alcohol. Jednak jego działalność nie przyniosła znaczących rezultatów, przede wszystkim ze względu na nikłą skuteczność agentów, którzy wykazali się niską odpornością podczas przeciągających się procedur organoleptycznego rozróżniania oryginałów od podróbek. Szef CBA, Milton Sparklingwater, twierdzi jednak, że powodem małej skuteczności Biura były regularne zatrucia ze względu na niską jakość produktów z Państwa Środka.

Balanga okazała się w ostatnich latach idealnym krajem dla polskich futbolistów, którzy regularnie bywają tu na zgrupowaniach, odbywając mecze sparingowe z miejscowymi piłkarzami FC Bar Ceylona, klubu założonego i po dziś dzień kierowanego przez lankijskich imigrantów, a sponsorowanego przez ich firmę – czołowy lokal w Bibie. Zgrupowania odbywają się pod czujną opieką działaczy PZPN, którzy w celu minimalizacji kosztów przelotu odbywają w Balandzie swoje walne zebrania w tym samym czasie, co zgrupowania zawodników.

Dalsze losy Królestwa będą przedmiotem naszej nieustającej uwagi, zwłaszcza w piątkowe wieczory. Long live Balanga!

________
Tekst chroniony prawem autorskim. Opublikowany na madagaskar08.pl ze zmianami w stos. do wersji wcześniejszych. Wszelkie prawa zastrzeżone. Kopiowanie i przedruk tylko za zgodą autora.

202 komentarze

  1. Quackie pisze:

    Dzień dobry na nowym pięterku! Skoro karnawał, to trzeba się zorientować w zawartości barku i w razie braków – uzupełnić. Proponuję to zrobić w królestwie Balangi, bo to najodpowiedniejsze miejsce!

    Happy-Grin

  2. Jo. pisze:

    O RANY JAKIE PIĘKNE!
    Całe szczęście, że nie mam prawa jazdy i prowadzi Piter, bo upojonam od samego czytania Happy-Grin a mamy dziś w planach sporo spraw na mieście Overjoy

  3. Quackie pisze:

    Aha, może jeszcze uwaga bibliograficzna – w latach 1990-91 powstała pierwsza część tekstu, tutaj w rozdziale „Historia”. Rozdział „Współczesność” powstał, jak widać, ładnych kilka lat później 🙂

  4. Rena pisze:

    O matko – czuję się już od samego czytania upojona.. A ja mam tylko rum.. do herbaty rzecz jasna Happy-Grin

    • Quackie pisze:

      Herbatka z prądem jest rewelacyjna, a od siebie mogę tylko dodać, że na nartach smakuje podwójnie 🙂

  5. maradag pisze:

    Piękna opowiastka Overjoy Cheers

    • Quackie pisze:

      Tak się właśnie zastanawiałem, kto pierwszy otworzy jakąś flaszkę pod natchnieniem tego wpisu. Pleasure

      Tradycyjnie, po balangijsku: Na zdrowie!

      Cheers

      • Bożena pisze:

        Piękne opowiadanie, uśmiałam się… Na to konto warto otworzyć jakąś butelczynę. Zaznaczam, .że nie znam się na alkoholach…http:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/elita-alkohole.pl/109-home_alysum/jim-beam-black-6-years-.jpg

        • Quackie pisze:

          Bourbon, całkiem całkiem. Znam takich, którzy uważają, że najlepiej wchodzi z colą, ale osobiście wolę tylko z lodem.

          Happy-Grin

          • Bożena pisze:

            Nie piłam, jestem prawie abstynentką. Wczoraj w miłym towarzystwie wypiłam pół kieliszka AMARETTO VENEZIA. To było moje pierwsze „picie” chyba od dwóch lat Cheers

            • Quackie pisze:

              Otóż ja od tygodnia nie wziąłem alkoholu do ust, w związku z ograniczaniem kalorii (nie chcę nazywać tego dietą, bo nie stosuję się tak jak powinienem do ścisłego rozkładu). Może dlatego przyszedł mi do głowy wpis o Balandze, bo podświadomie mi się alkohol nasuwa?

      • Jo. pisze:

        Właśnie otworzyłam.

        Wróciliśmy z drugiego dnia zakupów i mam na tyle dość, że ostatkiem sił wrzuciłam parmigianę do piekarnika i wstawiłam wodę na makaron. Dziś nie ma „polskiego niedzielnego obiadu”, ale mam nadzieję że rodzina to przeżyje.

        Chamine. Bardzo przyjemne wino.

        • Quackie pisze:

          Włoskie, oczywiście? Trzeba będzie spróbować. Jakbyś jakieś zdjęcie etykiety jeszcze była uprzejma wrzucić…

          • Jo. pisze:

            Nein. Portugalskie. Bardzo neutralne, chociaż nie można powiedzieć, że bez wyrazu.

            Ta. Etykiety wrzucić. Że może ja nie mówiłam, że nie umiem obrazków? Na priv Ci wyślę.

          • Bożena pisze:

            Jim Beam Black 6 years 0,7
            Przedstawiciel rodziny JimBeam,który leżakuje w nowych opalanych beczkach przez 6 lat.Bourbon Jim Beam Black powstaje z mieszanki zbóż o zawartości kukurydzy na poziomie co najmniej 51% .Według Beverage Testing Institute otrzymał miano”wyjątkowego”.
            Aromat dość lotny,słodki,waniliowy wyczuwalne suszone owoce.W smaku owocowo-dymny z tonami korzennymi..Finisz z bogactwem aromatów drzewnych i kontrolowaną słodyczą,zakończony przyjemną pieprznością i trwajacymi aromatami wisni w gorzkiej czekoladzie.

            Tyle o tym winie.

  6. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin
    Upojne pięterko Delicious
    Po wczorajszym gościu jakoś nie mam ochoty na coś mocniejszego Wink Tym bardziej, że u nas jeszcze rano, a w planach mam jeżdżenie…
    Jeszcze nie wiem gdzie pojedziemy (rekreacyjnie), ale na pewno na zakupy Distort

  7. Quackie pisze:

    Do końca słomianego wdowieństwa pozostało 60 minut… 59… 58…

  8. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Wy tu teoretyzujecie, a ja wczoraj praktykowałem – byłem na z wielkim rozmachem zorganizowanym jubileuszu 70-tych urodzin naszej przyjaciółki. Wydaje się, że Republika Balangi została przyjęta do UE, bo nigdzie nie zauważyłem granic ni celników Wink

  9. Quackie pisze:

    To ja idę na dworzec po resztę rodziny. Dam znać, jak będę mógł.

    • Max pisze:

      No to pamiętaj Quackie ! Żadnego alkoholu przed wyruszeniem na dworzec ! Kobiety czasami wyczuwają na kilometr i będą kłopoty… Amazed

      • Quackie pisze:

        Nie, jako się rzekło, od tygodnia abstynencja. Masz rację z tym, że potrafią wyczuć – nie tylko w przestrzeni, ale i w czasie.

        • Wiedźma pisze:

          Nieśmiało zagadnę : a co to było PRZED tygodniem ?? Wink

          • Quackie pisze:

            Noo, pewne spotkanie towarzyskie, na którym całkowicie usatysfakcjonowałem swoje potrzeby alkoholowe. I nawet niespecjalnie miałem kaca na drugi dzień.

  10. Max pisze:

    Zawsze myślałem , że Balanga , to jakiś zaprzyjazniony z Polską sąsiedni kraj , a tu proszę : Afryka i Królestwo Balanga ! Być może dla tego , że królestwo , to w szkołach słusznie minionego okresu, o tym królestwie nie było ani słowa . Przecież bym pamiętał . A samo słowo Balanga , kojarzone było z wydarzeniami prawie rewolucyjnymi , ale nigdy z afrykańskim królestwem . Np . podczas zabawy sylwestrowej w eleganckiej kawiarni , pod koniec imprezy znalazłem osobę z towarzystwa śpiącą w skrzyni z wapnem .(obok lokalu był remont) Mówił potem , że uratowałem mu po tej balandze życie , bo wapno nadgryzło mu trochę co nie co . Zatem na zdrowie Balango !! Cheers

    • Quackie pisze:

      Właśnie dlatego nie było słowa, że to królestwo, i to jeszcze pod imperialistycznym protektoratem brytyjskim! A ponieważ w miejsce feudalizmu nie wprowadzono tam jedynie słusznego ustroju, to tym bardziej trzeba było przemilczeć. Wink1

      Na zdrowie!

  11. Jo. pisze:

    Się z Państwem pożegnam. Jeśli nie będą mnie w nocy męczyć Duchy Dni (słusznie) Minionych to postaram się rano podać kawę.
    Tymczasem dobrej nocy.
    Buziaczki kordelka

  12. Rena pisze:

    Chociaż tu wesoło z powodu Balangi. Moja prywatna balanga karciana skończyła się jak zwykle. Teraz dopijam wino. Haus wino. Jakieś takie bele jakie i oglądam dramat hindusko niemiecki . Jesu – jakie ludzie mają dramty – ci w tym filmie.
    No to ja się też pożegnam bo cóz – wieczór filmowy teraz mam…

  13. Rena pisze:

    a jeszcze do tego Cheers na dobranoc Happy

  14. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Ballada na głos męski i to jaki – Toma Waitsa (nieco młodszego). „San Diego Serenade”. Melodia nieskomplikowana, ale całość przemawia. Spokojne, nie nudne. Wszystko.

    Snów prostych a szczęśliwych.

  15. Tetryk56 pisze:

    Na poranną lekturę chciałbym zwrócić uwagę na nowy wpis Missjonash. Niestety, nie wiąże się on – a przynajmniej nie wiąże się pozytywnie – z omawianą tu krainą…

  16. Tetryk56 pisze:

    Dobranoc – trzeba odespać 🙂

  17. Wiedźma pisze:

    No to śpiochy dzisiejsze i nie tylko – lampka na długą spokojną noc

  18. Bożena pisze:

    Dzień dobru Delighted Nareszcie poniedziałek, nowy dzień, nowy tydzień. Happy

  19. Zoe pisze:

    Dzień dobry w poniedziałek.

  20. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Nic to, że szaro i powietrze gęste! Wiosna coraz bliżej! Happy

  21. Jo. pisze:

    Śniadanie podano:
    expresso

    • Zoe pisze:

      Jeszcze kwadrans muszę wytrzymać bez śniadania [gdybym codziennie jadł śniadanie 15 minut wcześniej to dość szybko jadłbym to śniadanie na kolację] Happy

  22. Quackie pisze:

    Dzień dobry. Jeszcze trochę nieprzytomny-m, ale mam nadzieję, że to zaraz ustąpi.

    • Wilma pisze:

      Quackie, dobry jest Twój wpis! Przypomniał mi, że mam jeszcze kilka ważnych wydarzeń do opicia. 😉
      A jeśli chodzi o piłkarzy to mnie interesuje tylko jedna drużyna Bayern Monachium. Z góry mówię dlaczego. Jest tam Neuer… ♥

      • Tetryk56 pisze:

        Wilmo, jeszcze jakiś czas i przestanie cię interesować Neuer, a zacznie der Neuste Overjoy

        • Wilma pisze:

          Tetryku, rozumiem, że jego nazwisko do czegoś zobowiązuje, ale ja go uwielbiam za dobrą gre, niesamowie emocje – to oficjalna wersja, nie oficjalna-za piękne niebieskie oczy i za to, że chociaż ktoś znany jest w moim wieku. 😉

      • Quackie pisze:

        Ojej. Ale on zdaje się nie pije, albo pije w granicach przyzwoitości, bo gra dobrze (OIDP również w reprezentacji Niemiec)?

  23. Gimi**** pisze:

    Dzień dobry.
    Szaro, buro, zimno, mokro….
    Oby do wiosny;-)

    • Jo. pisze:

      Oby.
      Za długa dla mnie ta nasza zima.

      • Quackie pisze:

        Zima jak nie zima, i jeszcze długa Weary no trudno, trzeba jakoś przełknąć tę żabę. I popić czymś dobrym na pociechę.

        • Jo. pisze:

          Oj nie. Z kuchni francuskiej to ja raczej warzywa…

          • Quackie pisze:

            A ciasto francuskie? Np. quiche? 🙂

            • Wiedźma pisze:

              Hi hi quiche Lorraine, co ? Delicious

            • Jo. pisze:

              Tia… Tylko mi powiedz, gdzie można kupić normalne ciasto francuskie, odkąd Blikle przestał produkować?

              • Quackie pisze:

                Musiałbym zapytać w pattiserii nieopodal. Co prawda oni robią sami (a np. do bagietek sprowadzają specjalną mąkę z Francji, oczywiście bagietki NIE z francuskiego ciasta), ale może wiedzą też, gdzie można dostać gotowe przyzwoitej jakości.

                • Jo. pisze:

                  Wszędzie nafaszerowane po brzegi. Jak nie olej palmowy to dziesięć innych śmieci. A powinno być tylko masło, mąka i ocet.

        • Gimi**** pisze:

          Żaby będą dopiero wiosną:( W takim wypadku może zamiast żaby proponuję przełknąć jakąś krewetkę? a zapić czymś dobrym oczywiście nie zaszkodzi;-)

          • Quackie pisze:

            Krewetki bardzo chętnie, małżonka nawet czasem robi, duszone w piekarniku na maśle z czosnkiem. Palce lizać dosłownie i w przenośni.

            • Jo. pisze:

              A aglio-olio… Bossskie… Tylko nie z mrożonych.

              • Quackie pisze:

                A skąd ja Pani wezmę niemrożone? 🙁 A poza tym moje podniebienie nie ma nic przeciw mrożonym (z braku innych).

                • Jo. pisze:

                  A ze sklepu. Można kupić gotowane.już w kilku miejscach widziałam.

                • Quackie pisze:

                  To sprawdzę na hali targowej. Mają tam osobną (zapewne ze względu na zapachy), małą halę z rybami i owocami morza.

                • Jo. pisze:

                  Ja się dziwiłam (i nieco żałowałam oczywiście), że we Włoszech krewetki są takie… inne. Słodkie. No i raz nie było mrożonych dużych, bo my kupujemy tiger, więc wzięliśmy ze stoiska rybnego w Piotr i Paweł, ale gotowane, czyli różowe, bo szarych, czyli surowych, trochę się bałam. No i okazało się, że (jak mawiają Włosi) it makes all the difference. Mrożona krewetka smakuje zupełnie inaczej, niż niemrożona. Osobiście polecam, bo o ile mrożonych nie mogłam jeść, to z tymi drugimi nie mam problemów, a smak jest nieporównanie lepszy.

                  (HALO! CZY JEST TU JAKIŚ IMPORTER KREWETEK? Barterek jakiś, albo co? Bo ja mogę jeszcze długo o tych krewetkach!)

          • miral59 pisze:

            Nie jem żadnych krewetek. Ani mrożonych, ani gotowanych… po prostu mi nie smakują Distort Kiedyś próbowałam i nie wiedziałam, czy mam wypluć, czy postarać się przełknąć. Wybrałam to pierwsze, bo się bałam, że pójdzie gładko w dwie strony… Wink A w restauracji, to tak nie za bardzo… Inni goście obżerali się i chwalili jakie to dobre. Absolutnie nie podzielałam tego zdania. Widocznie mam taki skrzywiony gust Wink Jedna z moich koleżanek powiedziała mi, że jakbym spróbowała to przełknąć i częściej jadała, to na pewno bym polubiła. Ale nie sądzę, że to działa w ten sposób Happy-Grin

            • Quackie pisze:

              No tak, też znam osoby, które jedzą naprawdę bez grymaszenia, a krewetek (i najczęściej innych owoców morza też) nie potrafią przełknąć.

              Mój średni brat z kolei nie cierpiał w dzieciństwie żadnych potraw z roślin strączkowych – fasoli i grochu. Swoją drogą muszę go zapytać, czy dalej tak ma…

              • Jo. pisze:

                Nie zamieszczę listy rzeczy, których BB nie tknie. Za mało miejsca…

              • miral59 pisze:

                Fakt. Frutti di mare nie są moim ulubionymi potrawami. Małże, czy jakieś ostrygi napawają mnie wstrętem. Homary może bym i jadła… tak jak kiedyś jadłam raki. Do czasu gdy zobaczyłam jak się je przyrządza. Gdy pomyślałam co biedne cierpią, takie wrzucane żywcem do wrzątku, stanęły mi kością w gardle i od tamtej pory nie jadam Sad
                Kiedyś nie jadłam flaków. Sama nazwa napawała mnie wstrętem. Teraz sama przyrządzam i jem bez żadnych problemów. Jedno co mnie odrzuca od dzieciństwa, to gotowana cebula. Nie potrafię opanować odruchu wymiotnego. Zjem surową, smażoną, marynowaną (taką ze śledzi), ale gotowanej nie przełknę. Niektóre zupy (szczególnie rosół) bez cebuli nie mają smaku. Dodaję, ale tak oplączę nitką, żeby nawet skrawek się nie oderwał Wink Wywar jest, ale tak ugotowaną cebulę wyrzucam Pleasure
                Są różne smaki i przysmaki Delicious Każdy lubi co innego… W zasadzie nie grymaszę i jem co jest. Ale niektórych rzeczy nie jadam i całe szczęście nie muszę Happy-Grin

                • Quackie pisze:

                  Ja też w zasadzie nie grymaszę i jem, co podadzą. Jedyną potrawą, do której się zraziłem – wspominałem już chyba o tym na Wyspie – jest zupa borówkowa. Kiedyś wyjątkowo paskudną przyrządziła moja Mama (jedna z jej bardzo nielicznych porażek kulinarnych, które można policzyć na palcach jednej dłoni), a ponieważ w domu panowała zasada, że na stole zostawia się pusty talerz, to musiałem zjeść całą tę zupę. Zdaje się, że po wszystkim zupa wróciła do natury w tempie przyspieszonym.

  24. Rena pisze:

    Dzień dobry. W kwestii śniadania. Kawa ,lufcik,papierosek a potem długo,długo nic. Gdzieś o dwunastej mi się przypomina, że trzeba zjeść.
    Nie, nie głoduje – nie pracuje ,jestem podjadek nocny, precież muszę spalić to co w nocy zjem…
    Wiem niezdrowy tryb życia – no cóż ALe lubie ten mój tryb.
    Więc podstawiam filiżankę pod kawusię. Happy

    • Quackie pisze:

      Mam podobnie (z jedzeniem) minus papierosek. Z rozsądku jem banana, żeby układ trawienny ruszył od rana. No i podjadanie wieczorne… Lepiej, żeby nie, chociaż oczywiście też ulegam. Worry

      • Bożena pisze:

        Papierosek przed śniadaniem? Gdy paliłam, to było nie do pomyślenia! Papieros na pusty żołądek, to podwójna trucizna. Dlatego nauczyłam się jeść wcześnie śniadanie. Teraz już dawno nie palę, ale przyzwyczajenie śniadaniowe zostało. Jadam ok. 1,5 godz. po wstaniu. Wink

    • miral59 pisze:

      Kiedyś też tak miałam. Mogłam jeść śniadanko wieczorem Worry I też było dobrze. Ale jak miałam problemy z tarczycą i musiałam brać tabletki rano po posiłku, tak się przyzwyczaiłam, że teraz jak nie zjem czegoś do 8 rano, to zaczyna mnie boleć głowa. Potem dochodzą skurcze żołądka i czuję się gorzej niż na kacu Distort Także codziennie rano wcinam śniadanko, nawet jak nie czuję głodu. Wolę to, niż potem się męczyć.
      A co do wieczornego podjadania… jak siedzę dłużej w nocy (co jest nagminne) i poczuję się głodna, to jem jakiegoś owocka, których zawsze mamy w domu trochę. I tu też mój organizm sam wybrał taką metodę. Jeśli zjem coś konkretnego i pójdę spać z pełnym żołądkiem, to po pierwsze, obudzę się w nocy z silnym bólem brzucha (tak jakbym dostała kijem w okolice przepony), a po drugie mam koszmary i bardzo źle śpię. Także wiedząc co może być, unikam nieprzyjemnych konsekwencji Happy-Grin

  25. Wiedźma pisze:

    Dzień dobry ! Hi Od rana o jedzonku ? Niedzielny obiad wywołał takie tęsknoty ?
    Od jakiegoś czasu jadam śniadanka i nawet je polubiłam. Delicious Chyba ma to związek z porzuceniem papierosków….

  26. miral59 pisze:

    Dzień dobry Happy-Grin

    • Quackie pisze:

      Dobry! Już możesz?

      • miral59 pisze:

        A co mogę? Thinking
        Zaraz wychodzę do pracy Sad
        I jakoś wcale mnie to nie cieszy…
        Słoneczko świeci i wolałabym gdzieś w chaszcze, poszukać ciekawych ptaszków Wink Delighted
        No, ale rachunki jakoś płacić trzeba, więc do tej pracy… Weary

        • Quackie pisze:

          No, udać się spokojnie do królestwa balangi Happy-Grin albo Królestwa Balangi Happy-Grin bo poprzednio nie mogłaś Wink

          • miral59 pisze:

            Teraz, po pracy, już mogę Happy-Grin
            Rano znowu musiałam jechać, a kierowców na „podwójnym gazie” nie trawię Delighted Także i sama nie jeżdżę…
            Padam na dziób, więc Królestwo Balangi w pewnym skrócie, bo trudno balować jak się człowiek bez alkoholu przewraca Wink
            Chociaż może to i dobrze… Thinking Jaka oszczędność alkoholu!!! Wink Happy-Grin

  27. Max pisze:

    Moim zdaniem coś na „P” w życiu trzeba robić …. Każda istota ludzka ma własne , indywidualne upodobania , smaki i niesmaki , oraz mnóstwo innych indywidualnych cech , które trudno uogólnić . Mówi się o nałogu i o róznych sposobach pozbycia się tego . Piłem alkohol przy różnych okazjach , ale nigdy dla tego , że mi smakował . Paliłem papieros za papierosem , ale zmieniły się okoliczności i przestałem, bez żadnych podejmowanych zobowiązaniach . Aktualnie , jeśli nadarza się okazja – to też zapalę , ale nie tęsknie za tym . Dla porządku mam zawsze zapas zarówno alkoholi i papierosów, a jak nadarza się okazja , to korzystam z tych zapasów . Jest to moim zdaniem rezultat doświadczeń starego repa , który z niejednego pieca …itd. Tears

    • Quackie pisze:

      Jak to było? „Alkohol pity w miarę nie szkodzi nawet w największych ilościach” Pleasure zresztą do innych aktywności tego typu też się to stosuje.

    • Bożena pisze:

      Coś na „P”? Z tego zostało mi tylko Przepraszać. Wink

      • Quackie pisze:

        Pałaszować różne przysmaki! Wink1

        • Bożena pisze:

          O, to jeszcze jedno „P” Delicious

          • Quackie pisze:

            A widzisz? Nie tylko Przepraszanie!

            Happy-Grin

          • Max pisze:

            ” Pomoc ” , też na p . Kiedyś w zimowy wieczór , przy minus około 20 stopni , znalazłem się wraz z dwoma kolegami na rozjedzie tramwajowym przy placu Bankowym . Kilku robotników wymieniało zwrotnice . Czekaliśmy na taksówkę po kolacyjce w restauracji ” Saska ” . Ponieważ byliśmy oszczędni , to mieliśmy ze sobą, nie otworzona jeszcze butelkę Soplicy . Widząc znarznietą klasę robotniczą , wręczyłem jednemu z nich ten rarytas na rozgrzewkę . W życiu nie zapomnę ich radości z tego niecodziennego wydarzenia : gorzałka sama przyszła do potrzebujących , zmarzniętych ludzi … Cry

            • Quackie pisze:

              Och! Cóż za szlachetny czyn!

              Muszę się przyznać do czegoś po prawie 22 latach – otóż jak remontowano ulicę przed domkiem teściowej w Bydgoszczy (gdzie znajdowało się wówczas centrum operacyjne ds. naszego z małżonką ślubu), to robotnikom również przekazaliśmy podobny dar, tylko że chyba z pół skrzynki. Nie był to jednak altruizm, ale bardzo interesowny postępek – chodziło o to, żeby opóźnić pojawienie się dziewięciometrowej głębokości wykopów przed domkiem teściowej o parę dni, tak żeby zaczęli kopać już po ślubie, jak się goście rozjadą. Podziałało!

              Wink

              • Jo. pisze:

                Rozsądny argument zawsze do człowieka przemówi Happy-Grin

              • miral59 pisze:

                Dobrze, że dało się to załatwić w ten sposób Pleasure Faktycznie taki dół/rów przed domem na pewno nie ułatwiłby życia gościom. Podejrzewam, że jak robotnicy wypili to wszystko (te pół skrzynki), to normalne, że prace zaczęły się później. Robotnicy musieli wytrzeźwieć i wyleczyć kaca… Wink Overjoy

                • Quackie pisze:

                  No wiesz, jak, gdzie i w jakich okolicznościach zutylizowali tę wódkę, to już nie moja sprawa. Ale umowy dotrzymali!

                  Goście zresztą używali wódki oszczędnie – po weselu zostało jej tyle, że dawaliśmy wszystkim wyjeżdżającym po 1-2 butelki, a moi Rodzice dostali kilka i jeszcze ze 2 lata po weselu piliśmy znakomitą morelówkę, zrobioną przez nich właśnie na tej weselnej wódce.

          • miral59 pisze:

            Tych rzeczy na „p” jest znacznie więcej i niektóre są bardzo przyjemne Wink Wszystko zależy co sobie wybierzemy Happy-Grin Ja bym wybrała Podglądanie Ptaków Wink Happy-Grin Bo to jest niezwykle przyjemne Pleasure Może też być podróże/podróżowanie Delighted

  28. Quackie pisze:

    Muszę się oddalić od kompa. To może potrwać nawet dłuższą chwilę…

  29. Rena pisze:

    Ja w sprawie papierosów jeszcze. Być może mam – też na p. mam wrażenie ,że ja się urodziłam w paierosem w ustach. Mama nic na ten temat nie zeznała. Lubię zapach tytoniu, lubię palić. Ponieważ siebie nie wyobrażam bez paierosa to sobie tej ostatniej przyjemności na p nie odmówie .I już . Płuca nawet jak przestanę palić (co sobie nie wyobrażam) i tak się nie naprawią a brak nikotyny we krwi odbije się wyłącznie na moim zdrowiu ogólnym, tuszy, i moim bardzo kruchym systemie nerwowym.
    Inna przyjemności na p ew. mogę ograniczyć albo z nich kompletnie zrezygnować bez cięzkich wyrzeczeń. Papieroski ew. mogę ilość ogranicyc dla czystego sumienia..SIę mi popisało sorry Happy-Grin

    • Wiedźma pisze:

      Reno, jeszcze nie wiesz jak bardzo płucka mogą Cię odzwyczaić po papierosów i jak nieprzyjemnie to zrobią. Ale wcale Ci tego nie życzę, bowiem miło jest zaciągnąć się aż po pępek ROTFL

    • miral59 pisze:

      Ja się nie urodziłam z papierosem w ustach, ale palaczem mimowolnym jestem od urodzenia. Mama nie paliła, ale swojego tatę nie pamiętam inaczej niż z papierosem. Palił nawet do 60 sztuk dziennie. Jak mówiła mama, chyba je zjadał Wink Kończył jednego i od razu brał drugiego i tak w kółko… Dorastałam w dymie… Sama palę od 43 lat i jakoś nie planuję przestać Pleasure Po prostu to lubię. Od zawsze wychodzę i w domu nie palę. Kiedyś ze względu na dzieci – nie chciałam, żeby były mimowolnymi palaczami, jak ja. Teraz też ze względu na dzieci, a właściwie syna, który nie znosi zapachu dymu. Nawet na podwórku trzyma się od palącej akurat mamy bardzo daleko i ciągle jędzoli, że ten dym na niego leci Delighted Mąż nie pali i nigdy nie palił. Po prostu mu to nie smakowało. Córka też nie pali… jestem jedyna… Brat rzucił palenie kilka lat temu. Głównie pod wpływem swojej żony. Siostra i jej mąż palą… U męża rodzeństwo nigdy nawet nie próbowało… Także w zasadzie z dwóch rodzin (męża i mojej) tylko moja siostra z mężem palą i ja…

  30. Jo. pisze:

    Idę zbierać siły. Jutro Madre przyjeżdża z wizytą. Trzydniową.

    • Quackie pisze:

      Karol, odwagi!!!

        • Quackie pisze:

          Po pierwsze – czyli jednak przyjedzie, nie odwoła wizyty? Ze względu na NIEmożność wytłumaczenia chłopakom?

          Po drugie – jeżeli można marzyć ZA kogoś, to ja marzę o sytuacji, w której pod koniec trzeciego dnia pytasz: „A może byś już tak pojechała? Dzisiaj nie przyjmuję gości…”

          • Bożena pisze:

            Takie pytania bardzo wskazane Who-s-the-man

          • Jo. pisze:

            He he
            Wyjeżdża w czwartek. Po badaniach Filizofa.

          • Jo. pisze:

            A, widzisz – ja tak nie powiem. Bo jestem za kurturarna. Nie bendem sie zniżać.

            • Quackie pisze:

              Tylko że z Twoich relacji wynika, że inaczej nie trafi… Ale może i tak za późno?

              Worry

            • Wiedźma pisze:

              Jo, zwyczajnie nie jesteś asertywna to i łatwo Ci na głowę wejść. A tak miło byłoby zobaczyć duuuże zdziwione oczy, ze jednak…. się odcięła. Cmok

              • Jo. pisze:

                Jestem, jestem.
                Asertywna.
                To nie tak, że zęby zaciskam bo ona przyjeżdża. Zła jestem nieco, ale przecież w dużej mierze ode mnie i mojego nastawienia zależy, jakie będzie to spotkanie. A ja uczę się brać na luz, bo wszelka przesada więcej człowieka kosztuje niż to warte.
                Ja coś potem napiszę w Szkicach na ten temat. W piątek.

  31. Quackie pisze:

    Dobranocka.

    Dzisiaj egzotycznie. Japońska formacja Pizzicato Five, piosenka z 1991 r. – „Baby Love Child”. Delikatna, łagodna, oryginalna nie tylko ze względu na brzmienie, ale i instrumenty (Obój?), a jednocześnie z mocnym, rytmicznym podkładem. Jeszcze nie tak późno dzisiaj, to może przejdzie.

    Snów egzotycznych również.

  32. Bożena pisze:

    Po takiej dobranocce pewnie przyśni mi się Japonia… Piękny może być sen, więc już idę pod kordełkę GoodNight kordelka

  33. Wiedźma pisze:

    Spokojnej i pokrzepiającej.

    Dobranoc lulu

  34. miral59 pisze:

    Idę spać, bo już późno, a jutro (u Was dziś) czeka mnie ciężki dzień Tired
    Żebyście wiedzieli jak mi się nie chce Shout Gdyby mi się tak chciało, jak się nie chce, to chyba cały świat bym przebudowała Wink Happy-Grin
    Ale dość jędzolenia!!!
    Miłego wtorkowania się życzę Delighted

  35. Bożena pisze:

    Dzień dobry Delighted Jedni kładą się do spania, inni wstają do działania Fala

  36. Tetryk56 pisze:

    Witajcie!
    Miralka kolejny raz przypomniała nam, że Ziemia jest okrągła Delighted

  37. Jo. pisze:

    Czasami jeden obraz mówi więcej, niż dziesięć słów expresso

  38. Quackie pisze:

    Dzień dobry! Narzekałem na szaroburą zimę za oknem, narzekałem… no i mam wszystko oprószone na biało.

    Ten obraz, co mówi… Mi by się też przydał. Ustawiam się z filiżanką w kolejce. Co? Nie ma kolejki? Tym lepiej…

  39. Gimi**** pisze:

    Dzień dobry:)
    Gorąca herbatka i do pracy!
    A jak świata nie zasypie to po południu do Warszawy.

  40. Quackie pisze:

    Właśnie znalazłem zdjęcie bardzo a propos aktualnego wpisu i pory dnia – u znajomej znajomego na Facebooku. Podpis pod zdjęciem: „…ale najpierw kawa!” Pleasure

  41. Wiedźma pisze:

    Idę sie zdrzemnąć. Godzinny wf jest dla małolatów Aerobics

  42. Max pisze:

    Jeszcze jedno słowo na p :” Przykład ” Ważne słowo bo jest w treści hymnu narodowego :” Dał nam Przykład Bonaparte jak zwyciężać mamy ” . Ale Bonaparte powiedział również : ” Państwa upadają , jeśli kobiety przejmują władzę w sferze publicznej . Dzisiaj w Warszawie spotkanie dwóch kobiet z rządowych sfer publicznych , czy kroi się jakiś upadek ?? Tears

    • Quackie pisze:

      Dzień dobry! Tylko nie wiem, czy sam Bonaparte jest tu najlepszym przykładem, mimo że w polskim hymnie: ostatecznie jego też wykończyła kobieta – św. Helena Wink

      A co do tych kobiet, które się spotykają, to obawiam się, że nie będzie żadnego przełomu ani upadku, każdy (każda!) zostanie przy swoim, jak sądzę. Może najwyżej kroczek w kierunku… przepaści? Upadku? Czy tylko poślizgnięcia się w historycznej gołoledzi i gwałtownego siadu na 4 litery?

      • Max pisze:

        Też tak uważam . Denerwuje mnie upór władzy w sprawie Nord- Stream 2 . Zamiast włączyć się do interesu , to na złość chcemy odmrozić sobie uszy . Nikt po tym nie uroni łezki . Dziwne zachowanie zwłaszcza , że wygasa umowa na eksploatację ziemnego ropociągu biegnącego przez Polskę do granicy Niemiec Amazed

      • Wiedźma pisze:

        oj tam, nie jest ważne co powie pani premier. Wiadomo kto u nas rządzi, a kto jest atrapą.

  43. Quackie pisze:

    Chciałem również nieśmiało nadmienić w związku ze zbliżaniem się liczby komentarzy do 200, że mam pomysł na następne pięterko, co prawda nie na beletrystykę, ale jednak.

    Uważam oczywiście, że najlepszy jest płodozmian, więc jakby ktoś coś miał na myśli albo w zanadrzu, to proszę bardzo publikować, mój pomysł nie ucieknie.

  44. Bożena pisze:

    Już dzisiaj nie doczekam się nowego pięterka, bo na mnie czas. Tym bardziej że dzisiejszej nocy mało spałam. Spokojnej nocy wszystkim życzę Spanko

  45. Quackie pisze:

    Dobranocka w takim razie.

    Od czasu do czasu przychodzi kolej na poezję śpiewaną, konkretnie polską – i dzisiaj jest właśnie taki wieczór. Zespół Mikroklimat z klimatyczną bossanovą pod fascynującym tytułem „Niedogotowana manna” 🙂 Dość żwawa piosenka, ale jednocześnie na tyle spokojna, że w sam raz na dobranoc. Plus zabawy słowem, plus zabawy rytmem i harmonią na koniec. No i treść – o spaniu właśnie!

    Snów raczej o sarnie i winie niż niedogotowanej mannie.

  46. Tetryk56 pisze:

    Dobranoc wszystkim! Zzzzzz

  47. Quackie pisze:

    To zapraszam – kto może, zaraz, kto nie, od rana – na nowe pięterko.

  48. Wiedźma pisze:

    Zapalę lampkę bo czas najwyższy …

    Dobranoc

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

[+] Zaazulki ;)