Palcem planety obracasz
tchem – miliardowe gwichty
i twoja to sprawia praca,
że kołują złote jak nigdy.
Kwiaty posadzasz wesołe,
że pachnie w mym całym domie,
i różę, na róży pszczołę,
na pszczole – słoneczny promień.
Gdy kończę pracę, to do mnie
przybliżasz się, niepojęta –
i uczę się astronomii
na twardych gwiaździstych piętach;
i sen jak pył szafirowy,
na śpiące usta się sypie,
na skrytą pierś do połowy,
na włosy koloru skrzypiec.
Konstanty Ildefons Gałczyński




Niech to będzie taki przerywnik, dopóki ktoś nie wymyśli inne pięterko, bo na tamtym sobie już nogi na jamnika starłam
Jeśli to będzie taki sam przerywnik jak mój, to może być zabawnie
Miała być krótka „przeczekajka”, a wyszło… 
A wierszyk jest uroczy 
U Ciebie zaletą jest to, że KIG ma wielu sympatyków na Wyspie
Najdalej przetrwa do końca stycznia, przecież to jest Rok Leśmiana! Wiedźminka obiecała na luty Jego wiersz
Ale nie napisała, którego lutego zrobi pięterko z Leśmianem
Więc wszystko jest możliwe… 
Myślę, że na początku miesiąca, podobnie jak w styczniu. Mam nadzieję, że słowa dotrzyma, bo znów jej nie widać…
Dobry wieczór, jamniki to przemiłe psy, chociaż uparte jak mało która rasa
A ja, widząc na głównej stronie tylko dwie pierwsze strofki, nie byłem pewien, czy to Gałczyński, czy może Kochanowski?
Znałam kiedyś jamnika szorstkowłosego, rzeczywiście był przemiły. Mnie słuchał więcej niż swojej pani.
A ja – krótkowłosego, klasycznego, który nie słuchał nikogo, NAWET swojej pani
a jak kiedyś został na tydzień z moją teściową, skądinąd osobą życzliwą zwierzętom, to tak się uparł, że nie będzie od niej przyjmował jedzenia, że schudł niemal do samej skóry i kości.
Pies moich dzieci również daje radę:-)

O ten:
dał dzisiaj radę temu:

Kto używał tego drugiego? Dzieci czy Ty?
Na szczęście nie ja. Nie mam cierpliwości do grania na konsoli.
Ps.
Dzięki za przycięcie fotek. Internet dzisiaj wyjątkowo tragicznie chodzi – nie miałem siły do odpowiedniego pomniejszenia fotki.
Hmm, a jak powyższy incydent wpłynął na stosunek użytkowników kontrolera (i konsoli) do niszczyciela?
PS. Nie ma za co. Rad starat’sia!
No cóż współwłaściciel psa nie upilnował psa ani go jeszcze nie przyuczył, że nie wolno takicj rzeczy robić to nie ma prawa do krytyki psa:-)
To fakt. Psa trzeba wytresować, czy jak wolą niektórzy, wychować
Żaden nie wie dokładnie co mu wolno a co nie.
Żadnej skarpety nie mogła nigdzie na wierzchu zostawić, bo psy momentalnie zabierały do zabawy i oczywiście rozszarpywały. Teraz ma tylko Pete, młodego psa. Powiedziała mi zdziwiona, że on nie zwraca uwagi na jej skarpetki, nawet jak leżą mu pod nosem. Ale tym razem mnie posłuchała i nigdy nie dawała mu ich do zabawy. Uznał, że to jej i nie wolno tego ruszać… 
Na ten przykład chowanie swoich zabawek, odkładanie ich na miejsce… takie trudno dostępne dla psa 
I na ten przykład tłumaczyłam kiedyś Margaret, że dawanie psu starych skarpet do zabawy, to bardzo głupi pomysł. Pies nie wie, które to stare, a które nowe i wszystkie uzna za swoje zabawki. Nie słuchała, to potem miała
Swojego Potwora też z czasem nauczycie co mu wolno a co nie, tylko niestety wymaga to czasu. A może nauczy też czegoś młodsze pokolenie?
A propos planet, to może coś do snu. 🙂
https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/youtu.be/2n6DmZsPZg0
Śpiewana wersja wiersza: https:/home/u194284526/domains/madagaskar08.pl/public_html/www.youtube.com/watch?v=zupNBBi5Wis
M. Stebnicka wspomina, że Gałczyński był bożyszczem jej czasów ze względu na niezwykłą wyobraźnię. To kolekcjoner zagadkowych metafor, jak choćby gwiaździste pięty, czy włosy koloru skrzypiec.
A palcem planetę Ziemię też obracałam aż się ten globus rozpadł.
Podoba mi się to wykonanie
A nawet nie słyszałam o tym śpiewaku… 
A ja nie wiedziałam, że to jest też śpiewane
Dzień dobry
Piątek, piątunio 
Witajcie!
Gdy wychodziłem z domu, nad sobą przez krótką chwilę widziałem cień ogromnego palca. Teraz już wiem, czyj to palec!
Dzień dobry. Nie wiem jak tam u państwa ale u mnie 11 stopni poniżej zera. Brrrr. Ale za to czekam na słońce.
U mnie „tylko” -7 i też ma zaświecić słońce, które coraz wcześniej wstaje. Już dnia przybyło ponad godzinę
u mnie śnieg na dachach ale słońce wyłazi. Dzień dobry WSZYSTKIM

Witaj Malino! U mnie też już świeci słońce. Zapowiada się piękny dzień
Dzień dobry. Jeszcze jestem, ale za chwilę mnie już nie będzie (do jutra).
Nie wiem, skąd u Was ten mróz? Tutaj na plusie, niewiele, ale jednak. Śniegu ani lodu już nie ma (chociaż prognozy są takie, że jeszcze będzie).
Odmeldowuję się!
U Was morze oddaje swoje ciepło, więc jest jak jest 🙂
Dzień dobry, na Kaszubach też mróz. Co prawda głowy nie urywa ale -3 jest.
-3, to zaledwie przymrozek. Im bardziej na południe, tym zimniej.
Dzień dobry;-)
U mnie dziś -8 i piękne słoneczko;-)
Nie do wiary! Nad smogiem widać błękit i nawet coś świeci!!
Zajrzałam do Krakowa, mimo słońca, jest dość ponuro… Smog…
” Palcem planety obracasz ” , słowa KIG-a . Niemożliwe ? Wszystko w życiu jest możliwe . Dzisiaj trwa spór : niemieckie , czy polskie obozy koncentracyjne ?. Sprawa nie jest oczywista . Jeśli 17 stycznia w 72 rocznicę wyzwolenia Warszawy , nikt z Rządu ,ani w prasie , radiu , czy telewizji nie bąknął na ten temat słówka , zapanowała cisza …. Cisza ,bowiem według nowej filozofii,wyzwolenie miało miejsce w 1989 roku razem z Solidarnością przez Żołnierzy Wyklętych . Nie trzeba wiele czekać , kiedy Polska będzie inicjatorem rozpoczęcia II Wśw. a dowodem film z Kociniakiem w roli Franka Dolasa . Dobry wieczór 🙂
Dobry wieczór 🙂 Tworzy się nowa historia.
Spokojnie historia z czasem sama się obroni, być może my tego już nie dożyjemy. W każdym razie jest wciąź zbyt dużo emocji, a te jak wiadomo nie są dobrym doradcą. Nad jednym tylko ubolewam, za dużo w tej historii polityki i tej śmiesznej poprawności politycznej…
Tworzy się nowa gałąź wiedzy, czy raczej sztuki: przewidywanie historii…
A to nie jest przypadkiem ezoteryka?
Może historia się obroni , ale fakty są takie : Dywizja Kościuszkowska , która 17 stycznia 1945 roku wkroczyła do Warszawy , wcześniej przy wsparciu Powstania Warszawskiego poniosła wielkie straty . Ponad dwa tysiące zabitych i wielu rannych . Dzisiaj nie tylko nie wspomina się tego faktu , ale rozformowano Dywizję , aby nie było żadnego śladu . Koszary w Legionowie ogrodzono wysokim płotem , a w środku hula tylko wiatr i rozwiewa wspomnienia po Kościuszkowcach . Tego odbudować już się nie da . Zemsta Wyklętych działa .
Mam nadzieję, że to tylko do czasu…
Ezoteryka? Chyba jedynie w tym sensie, że opiera się na osobistym oświeceniu i wewnętrznych praktykach duchowych manipulanta, a jedyną tajemnicą jest co też mu przyjdzie do głowy (co zresztą jest dość przewidywalne dla badaczy).
Za baćki Stalina z opublikowanych fotografii znikały kolejno osoby, które popadły w niełaskę dyktatora. Ostatnio Kurwizja z krótkiego wywiadu z posłem PO retuszowała Owsiakowe serduszko z kurtki posła. Taka to i ezoteryka w praktyce…
Nie wiem, czy to bardziej śmieszne czy żałosne. Ale mam nadzieję, że historia to osądzi, jak osądziła propagandę stalinowską.
To prawda co piszecie, jednafk mnie uczyli: zanim weźmiecie się za badanie i opisywanie faktów pierw musicie mieć dowody, czyli źródło historyczne. Potem należy włączyć tzw. krytykę tego źródła następnie od dzielić fakty od mitów i bzdur itd. I zacząć pisać o historii a nie bajki. Wszystko zależy od człowieka, który za pisanie tej historii się zabiera. Są to czasem ludzie nierzetelni, mający w tym jakiś interes, miłośnicy teorii spiskowych itp. Ale o tym wiecie doskonale, jedynie co możecie zrobić to zachowywać i przechowywać źródła, pamięć i wspomnienia. Wierzę, że z setek niekompetentnych ludzi znajdzie się kilka dobrych historyków.
I tak w ogóle to dzień dobry. 🙂
Matko boska- własnie w Nieczech i Holandii obchodzą upamiętnianie ofiar holokaustu. A co w Polsce cisza??. to nic ja to przeżyje. Jaak przeżylam wczorajsze gotowanie. I nie wiem czy zrobić reportaż tu na Madagaskarze czy u siebie
jednak chyba u siebie bo łatwiejsze….
Więc złożę Ci wizytę
No i złożyłam… Widzę, że to upamiętnianie było bardzo smakowite
Na mnie czas…

Pod nieobecność M. Q. proponuję spokojną (acz nie pozbawioną temperamentu) balladę w wykonaniu Kobiet Celtyckich. Proszę tylko nie sądzić, że wolę Kobiety Celtyckie od pań z Madagaskaru!
No! Mam taką nadzieję… Ale przyznaję, że wykonanie piękne.
…już czas na sen…

Dobranoc
Dzień dobry
Ale dziś sobie pospałam 
Witajcie!
Sen to zdrowie, zdrowy sen to także przyjemność. Oby jak najczęściej!
Szybkie dzień dobry. I lecimy w sobotni wieczór zajęć.

Saturday night fiever cię dopadł?
Chyba hectic evening 🙂
Dobry wieczór! Jestem z powrotem na Wyspie! Wszystko w porządku, chociaż aż się boję zapeszyć.
Nie bądź przesądny. Jest dobrze i tak zostanie.
A dzięki Ci za dobre słowo. Oby!
Musi!!!
Jesteśmy wszak skazani na sukces!
A wiara, jak wiadomo, czyni cuda!
No to teraz mogę spokojnie położyć się pod kordełkę. Dobranoc
Spokojnej!
Dobranocka
Coś pozytywnego mi się zamarzyło dzisiaj, a to jest jedna z najbardziej pozytywnych melodii, jakie znam – główny temat z „Forresta Gumpa”. Orkiestra i wiodący fortepian, nawet jeżeli całość na syntezatorach, to cóż z tego?
Snów o pudełku czekoladek.
Przez 8 minut czekałem na spadające piórko!…

Ale lampka zaświeci 🙂
Dzień dobry!
Znów niedziela…
Dzień dobry. Piękna pogoda a w Australii grają legendy tenisa.
Dzień dobry, w Gdyni dokładnie tak samo jak u Pana Z. Właśnie oglądam Federera i Nadala, finał Australian Open jak za dawnych lat 🙂
Idę na spacer. Oni jeszcze będą grali jak wrócę
To zależy od długości spaceru.
Nie wiem, czy już wróciłeś, ale zaraz zaczną piątego seta, jak tylko Federer wróci od lekarza.
Witajcie!
Również moja Lokata jest fanką stękających facetów!
No, ci dwaj to nawet tak nie bardzo stękają. Nadal bardziej.
W Poznaniu też piękna pogoda, chociaż mrozik nie ustępuje. A ja za chwilę wychodzę i wrócę po południu.
MIłego wyjścia (tak liczę, że przy niedzieli i takiej pogodzie powinno być miłe).
Dziękuję
No i po meczu
mimo że kibicowałem przegranemu, jestem bardzo usatysfakcjonowany samą grą.
Wróciłam, niedługo skoki. Zdążyłam
O, jeszcze skoki dzisiaj. Co za sportowa niedziela, daję słowo!
To całkiem jak moja małżonka…
Pozdrowienia dla małżonki.
Kibice tenisowi całego świata, łączcie się!
Zepsuję trochę Quackie Twój humor . Twój apel o połączenie wszystkich kibiców tenisa miałby rację , gdyby dotyczył tenisa , jako dyscypliny sportowej . To , co serwują nam łaskawie różne telewizje, dotyczy występów ściśle określonej grupy zawodników , zawsze tych samych . Rozgrywają swoje mecze tylko w różnych częściach świata , ale skład prawie zawsze jest taki sam . Przydały by się jakieś zmiany w tym hermetycznym towarzystwie , bo dzisiaj jest to grupa aktorów , zarabiająca duże pieniądze , na ogólnie kiepskich widowiskach ….Dopiekłem Ci ? Daruj mi zatem , bo dyskusja zawsze jest lepsza , kiedy występują różnice zdań . Dobry wieczór 🙂
Dobry wieczór! Głos znakomity, bo pośrednio wpisujący się w dyskusję w gronie samych zawodników i trenerów, obracającą się wokół kwestii zarobków tenisowych – wiadomo, że zawodnik tenisowy to po pierwsze nie jest pojedynczy człowiek, tylko cały ich sztab, a po drugie to nie jest w sumie człowiek jako taki, a bardziej inwestycja: żeby wznieść się na pewien poziom, trzeba władować w młodego człowieka masę pieniędzy, nie mówiąc o czasie i siłach. Im kto lepszy, tym ma większy dostęp do lepszych trenerów, masażystów, fizjoterapeutów, psychologów sportu, menedżerów zajmujących się kontraktami z reklamodawcami etc. Ale nie tylko „lepszy”, lecz i „bogatszy”. Od pewnego poziomu, jeżeli tylko kontuzja nie zakończy przedwcześnie kariery sportowca, ta karuzela zaczyna działać na korzyść zawodnika – pieniądze z reklam (i w mniejszym stopniu z nagród) pozwalają mu zatrudniać coraz lepszy sztab, dzięki czemu gra coraz lepiej, dzięki czemu zarabia coraz więcej pieniędzy (bo lepsza gra to argument przetargowy w walce o kontrakty reklamowe) itd. itp. aż do zakończenia kariery.
Ale, jak pewnie wiesz, żeby wspiąć się na taki poziom, gdzie to się zaczyna „samo” kręcić, trzeba włożyć mnóstwo pieniędzy. O ile dobrze pamiętam, rodzina Janowiczów sprzedała kilka (sieć?) sklepów, żeby zainwestować w Jerzego (a może to byli Radwańscy z Agnieszką?). Czyli że jest pewien próg, który najpierw trzeba przekroczyć, a kogo na to nie stać – nie dostanie się do grona znanych zawodników (lub zawodniczek). Oto jest mechanizm, który decyduje o składzie tego, jak słusznie zauważyłeś, hermetycznego towarzystwa, a który starają się zmienić tzw. szare masy zawodników, którym do pewnego stopnia pomagają kluby oraz federacje krajowe, ale też nie w takim stopniu, w jakim mogliby to zrobić komercyjni sponsorzy.
A czy to faktycznie aktorzy? W sensie, że mecze wygrywają lub przegrywają na niby? Oj, chyba nie. Przynajmniej mnie się tak nie wydaje. Zwłaszcza ci przegrywający musieliby być naprawdę znakomitymi aktorami, bo czasem przecież przegrywają o włos, o dwa lub trzy zdobyte punkty w całym meczu. Czy to jest do zagrania, przy wielotysięcznej publiczności wokół kortu i wielomilionowej przed transmisją na żywo w telewizorach? No nie wiem.
Zgadzam się z Twoim obszernym wywodem tzn. mamy do oglądania w różnych częściach świata stałą ekipę walczących ze sobą tenisistów (aktorów) za solidne pieniądze . Jest to zatem kręcący się interes , a nie prawdziwe zmagania sportowe . Chociaż , dostanie się do tego elitarnego towarzystwa wymaga umiejętności gry w tenisa i również sporego wkładu finansowego . Próbowałem grać w tenisa , ale najlepiej wychodziło mi zbieranie piłek
No widzisz, mnie nawet zbieranie piłek nie wychodziło!
Mnie w sporcie nie powiodło się . Grałem prze pewien czas w piłkę nożną w III ligowej drużynie . Na jednym z meczów , musiałem zastąpić kontuzjowanego bramkarza i wpadło mi wtedy do bramki, aż osiem goli . Za ten wynik , o mały włos byłbym rozszarpany i dla dobra sprawy wycofałem się z zespołu
Ach, to jest argument.
Co prawda nigdy nie uprawiałem żadnego sportu na poziomie dowolnej ligi, ale np. na zajęciach WF w szkole z podobnych powodów rezygnowałem z meczów koszykówki, ponieważ nie byłem w stanie dostrzec różnicy między agresywnym kryciem a faulem. Lepiej było dla wszystkich, żebym siedział wtedy na ławce. W siatkówkę natomiast lubiłem grać pasjami.
Niby masz rację, Maksiu, ale nie tak do końca. Czasami zdarza się, że do finału dochodzą osoby mało znane. Takie niespodzianki



Szczególnie te utalentowane. Tylko w dzisiejszych czasach sam talent nie wystarczy. Potrzebny jest odpowiedni trening. Mistrz Q ma rację, pisząc o wielkim przemyśle sportowym. Ale czasami ktoś utalentowany zostaje zauważony przez sponsorów i to oni ładują kasę, przy okazji reklamując swoje produkty. To jest nie tylko w tenisie, ale i w innych dziedzinach sportowych.
Siostry Radwańskie były trenowane przez ich ojca, ale też tylko do czasu. Po osiągnięciu pewnego poziomu, doświadczenie i wiedza ojca już nie wystarczyły. Na szczęście stać już było na zatrudnienie profesjonalnego trenera. Siostry Williams (zwane przez nas braćmi Williams), były płodzone z myślą o tenisie. Ich ojciec to zaplanował, wcale nie licząc się ze zdaniem swoich dzieci. To ciężka harówka, szczególnie dla kogoś, kto nie tak do końca tego chce…
A poza tym, to przecież ta ścisła elita cały czas się zmienia. Nowe gwiazdy wschodzą, a stare odchodzą w zapomnienie i tylko czasami są wspominane, jak na ten przykład Navratilova. Chyba jako jedyna grała tak długo. Co prawda pod koniec kariery już tylko w deblach, ale i tak dobrze jej szło
Może te elity nie zmieniają się tak szybko, jakby tego sobie niektórzy życzyli, ale się zmieniają. I to nie tylko w tenisie. W każdym sporcie jest czołówka zawodników… i też wymienialna…
Otóż to. Siostry Williams to przypadek szczególny i wręcz perwersyjny, tym bardziej, że im się udało. A o iluż takich, co im się nie udało, nie słyszymy i nigdy się nie dowiemy?
Czytałam trochę na ich temat i muszę przyznać, że nawet było mi ich szkoda.
Wyczytałam, że ich ojciec oglądał w telewizji tenis. Był biedny, a zobaczył ile ci tenisiści zarabiają. Postanowił, że skoro jego dzieci są już za stare, spłodzi nowe i zrobi z nich tenisistów – mistrzów. W ’80 roku urodziła się Venus i to się tatusiowi nie spodobało, bo chciał chłopca. Rok później Serena… druga dziewucha. Trudno. Obie przeznaczył do tenisa. Nie miały dzieciństwa, ani młodości. Tenis zabrał im wszystko. Tatuś był bardzo restrykcyjny. Szkoła – owszem, ale codzienne treningi obowiązkowo. Gdy jako młodziki zaczęły osiągać sukcesy, znalazł sponsorów, by rozwinąć ich karierę. A że w USA nie jest to takie trudne… Nareszcie tatuś ma kasę, a to że dziewczyny buntowały się czasami, ale tłumił to twardą ręką, to już nikogo nie interesuje. Obydwie z mistrzowskimi tytułami, podziwiane przez wielu… a tak na prawdę terroryzowane i zmuszane. Gdy dorosły i poczuły kasę, trochę zmieniły nastawienie do tenisa. Ograniczyły przepływ kasy na konto tatusia. Tylko kto im zwróci dzieciństwo i młodość? Gdy ktoś dobrowolnie wybiera taką drogę, to jest OK., ale gdy jest zmuszany? A każda przegrana, to ostra reprymenda? Bo kasa uciekła…
Podobnie było ze Steffi Graf. Jej tatuś narobił tyle przekrętów z jej kasą, zarobioną na kortach, że głowa mała. Jakoś z tego wyszła. Teraz mieszka w USA ze swoim mężem Andre Agassim i bodajże dwójką dzieci. Agassi to też legenda. Zarówno kortów, jak i skandali
Agassi i Graf mają szkołę tenisa, bodajże w Las Vegas. Mają też fundację, ale to już inna para kaloszy


Masz też rację, Mistrzu Q. O wielu tenisistach, którzy przegrali, nie tylko na korcie, ale i swoje życie, to nawet nie wiemy i nie słyszymy. Podziwiamy, patrzymy, kibicujemy… głównie tym, którym się udało. Ale taki właśnie jest sport. Jedni wygrywają, drudzy przegrywają i tylko oni wiedzą, czy jest to tylko mecz, czy całe ich życie…
Otóż ze względów zawodowych znam dość dobrze biografię sióstr Williams oraz Agassiego. O siostrach krąży między innymi taka plotka, że kiedy tatuś Williams postanowił mieć dzieci, które będą grały w tenisa, to jego żona stanowczo powiedziała „nie” (bo miała już dzieci z poprzedniego małżeństwa), ale on… schował jej tabletki antykoncepcyjne!
Natomiast co do Agassiego, to twierdził on, że jego własny ojciec podawał mu jako dziecku przed meczami doping – pochodne amfetaminy, podobnie jak bratu Andre. Nikt tego wówczas nie sprawdzał, zwłaszcza na tym poziomie rozgrywek.
Nie zgadzam się , że taki jest sport . To nie wiele ma wspólnego ze sportem . Walą rakietami w piłki jak górnik kilofem w węgiel za pieniądze . Różnica taka , że nie ma chętnych gapiów do oglądania pracy górników a tenisistów są i w tym sedno sprawy dla tzw. biznesu . Uwikłanie sportu z biznesem , zatraciło piękną ideę szlachetnej rywalizacji , a mamy coraz to nowe przykłady totalnych ,jesli chodzi o skalę oszustw w pogoni za rekordem .
Oj, tu bym się nie do końca zgodził, w tej grze potrzebna jest nie tylko siła jak u górnika na przodku, ale też celność, finezja, zmysł taktyczny i zwłaszcza silna psychika.
Może to i są współcześni, hm, gladiatorzy, bo jak już nadmieniłem wyżej, nie do końca zgadzam się z porównaniem do aktorów, ale też sporo z siebie dają. I naprawdę na korcie muszą pomyśleć, nie tylko walić rakietą na siłę.
Wybaczcie, ale według mnie, to jest tu więcej biznesu niż sportu. Fakt, wyrzeczenia zawodników nie neguję. Żal mi też tych dzieci zmuszanych nieraz przez rodziców. Zabierają im to co najpiękniejsze, czyli dzieciństwo…
Zgadzam się z Mistrzem Q. W sporcie trzeba myśleć i mieć ogromną odporność psychiczną. A biznes łączy się nierozerwalnie ze sportem od pierwszych igrzysk olimpijskich. Niby nie dostawali takiej kasy, ale sława, którą osiągali, dawała konkretne korzyści majątkowe.
Pamiętamy chyba nasz „amatorski” sport z czasów PRL-u. Niby amator, niby zatrudniony w zakładzie, ale w pracy był gościem. Cały czas poświęcał na treningi i zawody. W pracy zjawiał się tylko po wypłatę. Teraz jest to przynajmniej uczciwsze.
Z dopingiem też jest podobnie. Wyniki sportowe są tak wyśrubowane, że trudno je pokonać. Wymyślają więc doping, żeby to jakoś przeskoczyć. Lista zakazanych środków rośnie, ale to i tak niczego nie zmienia. Pomysłowość ludzka nie zna granic. Co prawda jestem przeciwna dopingowi, ale jakie to ma znaczenie dla sportowców? Oni i tak będą próbowali wszystkiego, żeby tylko więcej osiągnąć. Nawet rujnując swoje zdrowie.
A i jeszcze coś. „Sport to zdrowie” – takie kiedyś było hasło. Tylko zapominano dodawać, że to w sumie nie sport, a rekreacja. Bo sport wyczynowy, to utrata zdrowia. Od przeciążeń wysiadają stawy i nie tylko. Od tenisa powstała nazwa jednego schorzenia, tzw. „łokieć tenisisty”. Chociaż nie tylko tenisiści to mają…
Chyba niepotrzebnie dzisiaj włączyłem TV. Jak wcześniej nie oglądałem, to wygrywali.
To samo mówiłam o sobie. Czyżbym pecha przynosiła?
Aaach, może to być. W finale Australian Open kibicowałem Nadalowi, a wygrał Federer, ze skoczkami to samo…
To nie pech, a spadek formy
Przecież nie pierwszy raz oglądacie i nie pierwszy raz wygrywa nie ten, któremu się kibicuje 
Czas powolutku na dobranoc.
Dzisiaj zaserwuję Wyspiarzom polski folk. Kwartet Jorgi sprzed ponad trzydziestu lat i „Bukowe Berdo” (przynajmniej nie trzeba tłumaczyć tytułu 😉 ). Spokojna melodia i rytm, chociaż nie nudna. No i nasze to, narodowe, od czasu do czasu można, a nawet trzeba 🙂
Snów z bukowych lasów, chociaż może raczej latem.
Znów późno i czas do spania. Tym bardziej, że dzisiejszej nocy spałam niewiele… Dobranoc…
Spokojnej!
Zamiast zastanawiać się nad przetłumaczeniem słowa Berdo lepiej faktycznie pod osłoną lampki pójść spać. Dobrych snów!

Dzień dobry

Chociaż może nie wszyscy? 
W końcu dobiłam do Wyspy
U mnie jeszcze przyzwoita godzina, ale Wy już smacznie śpicie
Nie, mimo dobranocki jeszcze nie 🙂
Dzień dobry
Nowy dzień, nowy tydzień… Niedługo też nowy miesiąc 
Dzień dobry
Tylko cholerka… jakoś my (a przynajmniej ja) coraz starsza
I chociaż złożyłam obowiązek starzenia się na swoje dzieci już kilka lat temu, mnie jakoś tych lat nie ubywa, a wręcz odwrotnie… ciekawe czemu? 
Faktycznie, mogłoby się wydawać, że wszystko nowe
A co ja mam powiedzieć?
A co byś chciała powiedzieć?
Nic odkrywczego…
Ja powiedziałam co chciałam
Na ten temat wolę się nie wypowiadać, żeby nie popaść w depresję
Idę spać, bo u mnie późno


Miłego poniedziałkowania się życzę
Niech będzie to początek miłego i udanego tygodnia… pełnego jak najmilszych niespodzianek
Słodkich snów, Mireczko
Dzień dobry. 12 stopni poniżej zera. To jest niesprawiedliwe…
No to u mnie połowa z tego…
No właśnie
Witajcie!
Wprawdzie już jest jasno, ale perspektyw to my dziś nie mamy!
Komu kawy? Komu herbaty?

O! Dzień dobry. Herbatkę poproszę.
Z ciasteczkiem?

Witaj Jo! Cieszę się, że Cię widzę
Dla mnie kawę poproszę, jeśli można 
Przecież Ci obiecałam!
Wiem, jestem Ci wdzięczna za kawkę
Dziękuję – nie. Ciasteczko do kawy w południe. Teraz nie mogę bo będę GRUBY i będę musiał chodzić po sklepach za ubraniami. Czego szczerze nienawidzę.
O! Jak miło! Ja też, ja też!!
Mówiłam: nie parkować na moim miejscu? Mówiłam.
A kto się ośmielił???
No ja myślę!
Dzień dobry;-)
Jak ja dawno kawy od Jo nie piłam;-)
Poproszę
Fakt. W Szkicach to tylko Martini…
ja to chyba Martini i kawę lubię tak samo;-)
Dzień dobry. To tylko u mnie tak na plusie? Niby tylko trzy z groszami, ale zawsze. Z tym że na poziomie gruntu na pewno zimniej.
Wiadomo, że nad morzem zimą najcieplej. Pogodynka wskazuje -1.
To by się zgadzało. W sumie może być – jest to na tyle zimno, żeby wymrozić drobnoustroje, a jednocześnie nie na tyle, żeby ludzie cierpieli.
No to ja, proszę Państwa, oddalam się ku obowiązkom.
To ja idę za Panem.
I ja w tym kierunku…
pi….. nie będę robił…Jak zacznę w poniedziałek pracować to potem cały tydzień mam zepsuty…
To znaczy, że masz szewski poniedziałek?
Budująca zdolność przewidywania!
Raczej budujące plany
Dzień dobry
I oczywiście, tradycyjnie, straszliwiście mi się nie chce 
I u mnie trzeba się zbierać do pracy
Już mi „cholera” przeszła, to mogę napisać


W sobotę małżonek zabrał moje autko do warsztatu. Pisałam, że spotkał menadżera z naszego „Firestone” i ten mu obiecał, że naprawi. Znowu samochód stał prawie cały dzień. Ale teraz przynajmniej znaleźli co jest. Jak nam gościo wytłumaczył przy odbiorze, normalnie w samochodzie są dwie jakby dysze, które się otwierają i ciepłe powietrze z silnika leci do środka samochodu. Mój minivan ma takich dysz 4. I tylko jedna (ta od kierowcy) się otwiera. Wymiana tego czegoś malutkiego (rozmawialiśmy po angielsku i za groma nie pamiętam jak się toto nazywa), to koszt ok. tysiaka, z czego ta część kosztuje trochę ponad setkę. Ale że to dużo pracy z rozbieraniem samochodu na części, bo potrzebują ok. 8 godzin… i takie blebleble… Mąż zadecydował, że do przyszłej zimy zrobimy. Na razie będzie się cieplej ubierał
Czyli samochód nadal nie jest zrobiony, ale przynajmniej wiemy co jest. To znaczy mąż wiedział wcześniej, a właściwie podejrzewał. Teraz mamy pewność. I jak tak człowiek pomyśli… ten sam warsztat, ci sami pracownicy, ale inny kierujący i już efekty pracy zupełnie inne. No, może nie do końca efekty…
Zapraszam na na nowe, zimowe pięterko.